Kim tak naprawdę jesteś, człowieku?

Transformacja 2012 /2013 / 2014 i natura religii

Cyt. „Dla osób, które miały styczność z kursem kreowania własnej rzeczywistości temat jest już znany, jednakże osoby, które w jakiś sposób przeoczyły ten ważny punkt mogą nadrobić zaległości za pomocą poniższej projekcji.

Już jesteś Bogiem. Tylko o tym nie wiesz. Bycie na podobieństwo Boga nie oznacza wyboru losu męczennika. I na pewno nie wymaga pogodzenia się z losem ofiary. Nie może zaistnieć nic, żadna myśl, rzecz, zdarzenie, doświadczenie wszelkiego rodzaju które nie mieści się w Boskim planie. Możesz być kimś kształtowanym przez zdarzenia, albo tym, kim postanowisz być i jak postanowisz działać w odpowiedzi na nie. Nie możesz zachorować, jeśli w głębi duszy wpierw na to nie przyzwoliłeś, i możesz wyzdrowieć w chwili, kiedy to postanowisz. Jesteś istotą troistą. Składasz się z ciała, umysłu i ducha. Można te składniki nazwać też odpowiednio fizycznym, nie-fizycznym i meta-fizycznym. Oto Święta Trójca, której nadawano przeróżne imiona. Nie możesz być tym, o czym nie wiesz, że możesz być. Zatem zdecyduj, kim jesteś lub kim chcesz być i czyń wszystko, co w twojej mocy, aby tym się stać.

Religie stanowią próbę opisania tego, co opisać się nie daje. I nie jest to próba udana. Pamiętaj, że wszystkie religie stworzył człowiek. Aby zinstytucjonalizowana religia odniosła sukces, musi przekonać ludzi, że jej potrzebują. Aby ludzie zawierzyli czemuś innemu, wpierw muszą stracić wiarę w siebie. Gdy przyjrzeć się temu, co narobiły religie na świecie, nie można się oprzeć wrażeniu, że nie ma w nich Boga. Nigdy nie znajdziemy Boga, dopóki sami będziemy oddzieleni jeden od drugiego. Pierwszym bowiem krokiem do odkrycia, że nie jesteśmy oddzieleni od Boga, jest odkrycie, że nie jesteśmy oddzieleni od siebie nawzajem. Dopóki nie uświadomimy sobie, że wszyscy stanowimy Jedność, tak długo nie możemy wiedzieć, że my i Bóg to Jedność”

Źródło: http://whitedevas.eu/?p=214

17 myśli w temacie “Kim tak naprawdę jesteś, człowieku?

  1. No, dobrze. ja nie chcę mojej wady wzroku. Co mam zrobić?
    Wiem, wiem, zawsze jest odpowiedź, że nie osiągnąłem odpowiedniego stopnia samoświadomości, uwznioślenia, czy boskości. Wszyscy religianci tak pitolą. Jak coś Ci nie idzie, to jest to tylko i wyłącznie Twoja wina, że nie dość się starasz. Oczywiście – w warunkach niesprecyzowanych kryteriów obiektywnych owego starania. Na zasadzie, że skoro nie ma efektów, to…
    O co chodzi? Ano o sytuację, kiedy np. usiłuję wbijać gwoźdź. Jeśli nie będę uderzał młotkiem równo i wzdłuż osi gwoździa, to go nie wbiję, tylko pokrzywię. Jest więc kryterium obiektywne, dzięki któremu mogę stwierdzić, czy mój wysiłek wiedzie do wbicia gwoździa i wiadomo, co mam poprawiać w ruchach młotkiem, aby gwoźdź wbić. Ba, więcej, jak mam pod ręka linijkę, to mogę obiektywnie zmierzyć, czy mam jakieś postępy i czy mój wysiłek nie idzie na marne, bo np. pod warstwą drewna jest stalowa sztaba. I wiem, ile mi jeszcze zostało. Tak można się starać. Ale nie, kiedy cel jest niesprecyzowany i zasadniczo jest tak tylko po to, aby starać się w nieskończoność. Bo nie chodzi o to, aby króliczka złapać, ale aby go gonić…
    Albo – nie chcę popędu seksualnego. Chcę się z niego wyzwolić. Co robić? Medytować aż mi żyłka w mózgu pęknie?
    Ja mam sposób, sprawdzony i działający. Nie mam problemów z popędem. Nie odczuwam frustracji wynikającej z tego, że nie mogę znaleźć ideału. A wszystkie kobiety, jakim się podobam, są dla mnie nieatrakcyjne i na odwrót. Ale do tego trzeba kilkudziesięciu lat pracy nad sobą. I współpracy z łaską Bożą. Nie czynienia siebie Bogiem, ale pokornego przyjęcia łaski od Boga. To dopiero działa, sam to na sobie sprawdziłem. A mam tyle lat, co Ty, prawdopodobnie, jeśli miałeś w czasie Okrągłego Stołu 16 lat, to ja miałem wtedy 15. To u mnie naprawdę zadziałało. Będzie Ci trudno w to uwierzyć, ale miałem potężne problemy ze sferą seksualną. Dziś o seksie myślę tylko, jak wpadnę na Twój blog ;-). Na piękne kobiety, zwłaszcza podfotoszopowane w ponętnych pozach (jakie tu czasem przedstawiasz), patrzę tak, jak się patrzy na dzieła sztuki (a niektóre są dla mnie wręcz zbyt wyuzdane po prostu i budzą we mnie odruch odrzucenia – zbyt bezpośrednio „seksualne” zamiast „romantyczne”). A do seksu ciągnie mnie, jak kobietę po urodzeniu trzeciego dziecka. Wole się wyspać a jak mam ochotę się zmęczyć i spocić, to 20 min. na rowerku stacjonarnym. Tętno 160 i lejący się pot z czoła. Z rowerka schodzę szczęśliwy, wymęczony, spełniony i bez kaca moralnego. I, co najważniejsze, nie muszę rowerka po wszystkim przytulać, rano przynosić kanapek do łóżka a wieczorem kwiatów. A ochota na seks przechodzi razem ze szklanką wylanego potu.
    No, to ja przepraszam, jestem Bogiem, czy nie jestem? Jak jestem, to znaczy, że JUŻ jestem wszechmogący i nie muszę się uświadamiać, medytować ani niczego szukać. Albo – nie jestem Bogiem… Nie może być Boga, który musi jeszcze dochodzić do doskonałości. Bo Bóg jest doskonały sam z siebie, ze swojej natury. Nic nie musi, wie wszystko, może wszystko, istnieje poza czasem i przestrzenią. Absolut, który musi podjąć jakikolwiek wysiłek, aby stać się doskonałym Absolutem, Absolutem nie jest i NIGDY nie będzie. Rozumiesz?

    1. Tak naprawdę, to proponujesz, abyśmy sami się stali jako bogowie. To samo, dokładnie to samo wąż powiedział Ewie w raju. I czym to się skończyło? Sam świetnie wiesz.
      Albo jestem Bogiem i nie muszę swojej boskości zdobywać (jak Absolut), albo po prostu słyszę szatańskie podpuszczanie „eritis sicut dii”, tylko musicie zjeśc owoc z drzewa poznania (w tym przypadku oświecenia, zdobycia „tajemnej” wiedzy…).
      Żebyś nie wiem, jak medytował choćby aż do wylewu – nie jesteś w stanie nawet szklanki wody w wino przemienić, nie mówiąc o przenoszeniu gór, czy uzdrawianiu siebie, czy innych.
      Pokusa stania się Bogiem jest stara, jak dzieje stworzenia. Dziwię się, że dalej w to brniesz, kiedy sam świetnie zauważasz skutki ulegnięcia tej pokusie – ów uporczywy ból brzucha, z którym każdy się rodzi i nic z tym się nie da zrobić a „środki przeciwbólowe” są gorsze od samego bólu…

        1. No to ja jestem d… nie Bóg. Nie potrafię nawet szklanki wody w wino zamienić. A nawet, jeśli mam takie umiejętności, tylko ich nie dostrzegam, to co to za Absolut, co się musi uczyć bycia Absolutem? Absolut nie musi się niczego uczyć i wszystko wie sam z siebie. Na ch… mi takie bóstwo, co wymaga ode mnie jakiegokolwiek wysiłku w spełnianiu mojej własnej woli…
          Jak się jest Bogiem, to niczego się nie musi uczyć ani żadnej tajemnej wiedzy poznawać, bo samemu jest się jej źródłem. Rozumiesz? Na tym polega przebiegłość szatana. Kiedyś skusił Ewę i Adama w raju obietnicą poznania dobra i zła, dziś co mamy z tego? „Ból brzucha” i to wszystko. Bo co poznali po zjedzeniu zakazanego owocu? To, że są nadzy. Skąd im to do głowy mogło przyjść, że nagość trzeba ukrywać? Diabeł wcale nie nauczył ich budowania bomby jądrowej, tylko d…czenia. I to wszystko. I co, jesteśmy jako Bóg? Przecież Adam z Ewą mieli być jako bogowie po poznaniu… Jesteś pewien, że tym razem Ty jesteś cwańszy i tym razem na pewno odkryłeś klucz do posiadania bóstwa? Że nie skończy się to tak, jak tamto – dla wszystkich pokoleń ludzi? No, Twoje podejście może się skończyć tylko dla Ciebie jego konsekwencjami, ew. dla Twoich dzieci, jeśli je będziesz kiedyś miał i je tym „zarazisz”…
          No i skoro Adam i Ewa po spożyciu zakazanego owocu otrzymali wiedzę i technologię, to dlaczego bombę jądrową i komputer wynaleziono dopiero minimum kilka tysięcy lat później? Dlaczego ludzie w kosmos nieudolnie latają dopiero od kilkudziesięciu lat a nie od Kaina z Ablem? Adam i Ewa mieli wiedzę a nadal uprawiali ziemię motyką zamiast zbudować sobie traktor i kombajn, używać nawozów i mieć góry jedzenia bez nawet jednej kropli potu? Coś mi się widzi, że oni tej wiedzy wcale nie mieli.
          Poza tym, jak będzie wyglądał Twój tekst, jak ludzkość wynajdzie coś, przy czym bomba jądrowa, albo nawet termojądrowa to będzie tylko niewinny kapiszon? To czym Bóg zgładził „niewinne” Sodome i Gomorę? Kilkaset lat temu ten tekst brzmiałby tak, że Sodoma i Gomora zniknęła w wybuchu olbrzymiej beczki prochu…
          Ja obstawiam, że Bóg płonącą siarką zdezynfekował ziemię z zarazy zboczenia. Bardzo zresztą słusznie…
          A religie NIGDY nie były powodem wojen. One były używane jako pretekst. Ludzie toczą wojny, ale o 3 rzeczy: o pieniądze, seks i władzę. Wszystko inne to tylko preteksty. Bo głupio takiemu prezydentowi powiedzieć, że musi pokazać swojej d…e, że jest potężny i mocny, bo ona coś nie ma ochoty na seks…
          Uważanie siebie za Boga to stary, bardzo stary chwyt diabła. I jednocześnie nowa – stara religia New Age. Oficjalna religia NWO…

      1. Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że ten mit o Ewie został wymyślony, żeby utrzymać nas w nieświadomości po przez strach. Udawało się to przez wieki ale w tej chwili fizyka kwantowa ujawnia prawdę o prawach boskich. W dziwny sposob pokrywają się one z naukami Jezusa.

        1. Poczekaj, bo ja mam doktorat z fizyki, znam się na fizyce kwantowej, ale nie widzę ani jednego momentu, gdzie ona ma coś wspólnego z Ewangelią w innym stopniu, niż wszelkie inne dziedziny fizyki… Nie widzę związku równania Schroedingera z np. 8-ma błogosławieństwami. Możesz rozwinąć swoją tezę?

          1. Masz z pewnościom dużą wiedzę na temat fizyki kwantowej. Czy w tej wiedzy, w rownaniu Schroendingera jest brane pod uwagę uczucie generowane przez nasze serca? Czy w jego obliczeniach jest brany czynnik taki jak uczucie i emoceje?Jaki wpływ ma nasze serce na otaczającą nas rzeczywistość? Czy brał pod uwagę zapisane w naszym DNA informacje? Chętnie będę z Tobą korespondować i wymieniać się wiedzą elcus@vp.pl

      2. w wiekszosci sie zgadzam, ale to Jezus pisal o przesuwaniu gor wiara, co traci taka sama fantazja jak new ageowskie wynurzenia. mozna probowac latami wyginac lyzke sila mocy, ale najlepszy do tego jest mlotek.
        dodam, ze ta ucieczka w duchowosc poprzez patetyczne pisanie o sile czlowieka, jego ukrytej mocy, swiadomosci, boskosci czesto sa fantazja wykreowana na potrzeby ludzi, ktorzy sa zbyt slabi by sobie poradzic w tej masakrycznej szklanej pulapce wyzysku, zaklamania, albo musza odreagowac po godzinach bycia pod butem pryncypala. poczucie wolnosci w tym systemie jest scisle uzalezniona od stalego dochodu z jak najmniejszym musem logowania sie w toksyczne relacje zawodowe, wlasnego kata, bazy rodzinno-przyjacielskiej, zdrowia fizycznego.
        gdy trzeba isc do toalety to wszelaki duchowy patos znika,podobnie gdy glod doskwiera po ciezkim dniu pracy. dopiero gdy ktos ma zapewnione kilka poziomow piramidy Maslowa moze wejsc na sciezke filozofowania, ale konkretnym instruktazem dla potomnych to nigdy nie bedzie, predzej jako fantazyjno-futurystyczne wynurzenia

        1. Zgadza się, że bardzo dużo osobą tzw. duchowość zaszkodziła i jeszcze bardziej się pogubili. Olbrzymie ilości książek, portali, warsztatów, kursów itp. Wszędzie kawałek prawdy pomieszany z fałszem. Jak w bibli. Mylą pojęcia, przekazują sobie wiedzę, ktora do poprawy warunkow na ziemi nie służy. Jest jednak grupa ludzi, ktora składa te kawałki prawdy i ją przekazuje. Jak będziesz chciał ją poznać, prawdę o prawach tworzenia to znajdziesz te informacje. Jezus je znał i my także z nich korzystamy a raczej tym prawą podlegamy ale rożnica polego na tym, że Jezus korzystał z nich świadomie a my najczęściej nie świadomie.

  2. Jedność w wielości, wielość w jedności. Jesteśmy cząsteczkami jednej całości, a to znaczy, że nie jesteśmy identyczni, lecz różni, tak jak różnorodne są formy życia energii ożywionej, zwierząt, flory i fauny. Każdy z nas doświadcza życia w materialnej formie na różnych poziomach. Po śmierci wracamy do źródła wzbogaceni o wiedzę zdobytych doświadczeń, by połączyć się w jedności z absolutem wzbogacając go swoją cząsteczką.
    Gdy zaczynamy pojmować sens swego istnienia, wówczas wszelkie próby wpływania na nas przestają działać, a my sami doświadczamy magii życia. Polecam zrobienie sobie fotografii aury aparatem kirlianowskim z pełną diagnostyką. To dopiero jest MAGIA !
    Zło zwycięża ponieważ jesteśmy podzieleni, w konsekwencji czego zapominamy po co i na co tu jesteśmy zajęci walką o dobra materialne, o władzę, czy sławę.
    Zwyciężymy, gdy zrozumiemy, że jesteśmy jednością. Zaprzestaniemy wówczas rywalizacji między sobą, a zaczniemy współpracować dla wspólnego dobra NAS WSZYSTKICH 🙂

    1. Pozornie walczymy o materię, o władzę, czy sławę. Walka między ludźmi jest o energię.
      Często slyszę, że mamy zrozumieć, że jesteśmy jednością. Zadaję wtedy pytanie: co rozumiesz pod stwierdzeniem , że jesteśmy jednością? Na czym polega ta jedność? Co rozumiesz pod stwierdzeniem współpraca? Na czym polega współpraca? Odpowiesz mi na te pytania?

      1. Odpowiedź na Twoje pytanie zawarte jest wyżej. Żeby zrozumieć sens słów o które pytasz, musisz rozejrzeć się wkoło, analizować, łączyć, szukać przyczyn i konsekwencji. Sens słów o które pytasz, to doświadczenia każdego z nas, a nie krótka odpowiedź, której nie zrozumiesz, bo to nie regułka. Odpowiedzi szukaj u siebie w swoim jestestwie. Bądź sam dla siebie autorytetem, a kontakty z innymi dadzą Ci odpowiedź, czy jesteś na właściwej drodze (współpraca). Jeśli moja odpowiedź jest nadal dla Ciebie niejasna, to znaczy, że przed Tobą jest jeszcze długa droga nauki i zdobywania doświadczeń.

      2. jednoscia jestesmy tylko na poziomie subatomowym, Bog to nie materia to wielkosc ktorej jeszcze nie umiemy poznac, do tego potrzebny jest rozwoj duchowy do ktorego ludzkosci jeszcze daleko chociaz wielu prubuje, niektore dusze przychodzac na ziemie sa juz bardziej rozwiniete, to ludzie ktorych my okreslamy jako swiatlych ( Pascal, Einstein, Gandi, itd) .Ludzie walcza bo spotykaja sie na roznych poziomach rozwoju, im wieksza swiadomosc tym mniej walki, materia to tylko narzedzie dane nam zebysmy mogli sie rozwijac dalej, zlo jest marginalne we wszechswiecie ale jest potrzebne, bez tej swiadomosci jestesmy ubodzy duchem, nie rozwijamy sie dalej , wspolpraca to uzmyslowienie sobie tego i podawanie dalej, uczenie tych co sa na innym stopniu rozwoju….

  3. Ktoś napisał, że nie możemy być Bogiem…no tutaj to na pewno nie możemy nim być w pełni, jednak uważam, że jesteśmy jego formą-tak jak wszystko co w ogóle ISTNIEJE. Doskonałość…co to znaczy? Jeżeli Bóg jest doskonały i ,,stworzył” (moim zdaniem bardziej jest nim [bo tylko ,,On” istnieje]) ten niedoskonały świat to znaczy, że jest w tym doskonały cel-czyż nie? Może celem niedoskonałości jest poznanie doskonałości i odwrotnie…koło się zamyka-jedno nie może istnieć bez drugiego, gdyż nie jest identyfikowalne. To jest doskonałe. To bardzo proste. WIERZĘ, że to życie ma znaczenie, WIERZĘ, że ,,pochodzę” od Boga i WIEM, że moim celem jest stworzenie swojego wymiaru doskonałości – nie chodzi tutaj o moją doskonałość na Ziemi (do niej MOGĘ tylko dążyć…). W powszechnym rozumieniu Bóg może wszystko – więc czemu nie może tego, co dzieje się właśnie tutaj, teraz?

  4. Uwielbiam ludzi ktorzy w ciemnosci nie widza konca wlasnego nosa ale wiedzo tyle o Bogu, caly czas w dyskusjach rozdzielacie calosc prubujac w ten sposob ja ogarnac, czy to w dyskusji o malzenstwie czy o uniwersalnej swiadomosci , mistyka religii polega moim zdaniem na tworzeniu jednosci najpierw wsrod ludzi a potem z Bogiem, bez jednego nie ma drugiego (stana sie jednym cialem..)

    1. Patrząc z perspektywy czasu, oceniając historię ludzkości i ludzi którzy ja zmienili, dusze na innych poziomach niż czasy w których im przyszło żyć np. Kopernik, Galileusz, Aleksander Macedonczyk, Nelson Mandela…i wielu innych. Zmieniali oni ludzkość, mieli swoja wizję świata i walczyli o nią nie bali się swoich przekonań i poglądów, potrafili zmieniać ludzi, konstruować wynalazki które tchneły w ludzkość nowego ducha. Wyobraź my sobie sytuacje nie zostało wymyślone koło, jakie by to miało konsekwencje dla naszej cywilizacji i jaki wywarło by wpływ na życie na naszej planecie? Jedni nazywają ich geniuszami ? Drudzy szalencami ! A w rzeczywistości bez tych wielkich tego świata gonili byśmy po jaskiniach jeszcze pisząc na ścianach, nie tu w sieci! Oni byli moim zdaniem na innym poziomie rozwoju niż ludzie epoki w której żyli, bardziej światli i rozwinięci. Wyczytałem kiedyś, na świecie jest podobno tylko 5% ludzi patrzących inaczej na wszystko. Ciekawe czy my moi drodzy się do nich zaliczamy.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.