Bareizmy

50% Polaków nie rozumie nawet najprostszego tekstu!

Analfabetyzm funkcjonalny Polaków: prawdoidy z tabloidów i gazetoidów

Drzewiej ktoś mądry powiedział:

Do demokracji najbardziej zniechęca 5 minut rozmowy z losowo wybranym wyborcą„.

Problem analfabetyzmu wtórnego to nie tylko fakt, że nie rozumiemy coraz prostszych przekazów, ale także fakt, iż uogólniamy i skracamy to, co już jest przedstawione w sposób prosty i schematyczny. Najlepiej, by komunikat XXI wieku był w formie demotywatora: obrazek z góra dwu zdaniowym podpisem. Taki komunikat w pigułce, w postaci czystego w 99% wyciągu.

Polacy nie rozumieją opisów lekarstw na stronie internetowej które celowo chyba są przeładowane mało zrozumiałymi zwrotami.

Czy za falę zgonów po popularnych lekarstwach odpowiada także analfabetyzm funkcjonalny?

-kompletne niezrozumienie pojęć: „nazwa handlowa leku” i: „substancja czynna leku”
-gubienie się w tym, że jedna substancja czynna może być sprzedawana pod kilkudziesięcioma nazwami handlowymi
-nierozumienie czym są interakcje i że w ogóle coś takiego jak interakcje może zachodzić
-mylne założenie chorego, że jak będzie brał 5 razy większą dawkę aspiryny, to szybciej wyzdrowieje
-mylne założenie chorego, że jak weźmie całe opakowanie antybiotyku w 2 dni, zamiast w 7 dni jak kazał lekarz, to szybciej wyzdrowieje
-i wiele, wiele innych.

Musimy pamiętać, że społeczeństwo to naprawdę wielka masa, gdzie obok jednostek szlachetnych – występują całkowicie złe, obok tych światłych – całkowicie ogłupione, obok tych trzymających poziom – całkowicie zdemoralizowane.

Występuje tutaj ciekawe zjawisko

Otóż w internecie dobierasz sobie znajomych jak chcesz. W życiu realnym to znajomi wybierają sobie Ciebie (dom, praca, szkoła, uczelnia itp). Często w momencie przejścia z jednego świata do drugiego, następuje albo szok, albo odwrotnie – ukojenie.

Tą wielką masą, tym potworem o wielu głowach, trzeba jakoś rządzić. Trzeba mu dać prawa, zbiór zasad, nakazów, zakazów. Tym ludzikom którzy gubią się nawet przy czytaniu rozkładu jazdy, trzeba też kontrolować podświadomość. Wcale nie popieram konserwatystów, ale ich rozumiem. Wiecie dlaczego? Bez tych działań, bez strachu motłochu, że na Ziemi może spotkać ich kara więzienia, a po śmierci – kara piekła, na ulicach byłaby nieustająca anarchia, rzeź.

Rządzenie społeczeństwem które w 50% składa się z ludzi w miarę ogarniętych i w 50% z ludzi, którzy nie tylko zagrażają samym sobie na każdym kroku, ale też wszystkim wokół – to bardzo trudne zadanie.

Co jest przyczyną analfabetyzmu funkcjonalnego? W grę wchodzi kilka czynników, w tym:

-toksyny, szczególnie te oddziałujące na system nerwowy, w tym, co przyjmujemy (jedzenie, używki, szczepionki, leki)
-stopniowe zaniżanie standardów w systemie edukacyjnym
-nacisk na wkuwanie zamiast poszerzanie kreatywności i twórczości (gdyż są one dla każdego państwa i każdej władzy zagrożeniem numer 1)
-rodzice nieobecni w procesie wychowania i edukacji dziecka (neoliberalny wyzysk ekonomiczny i myślenie, że: „szkołą wszystko załatwi”)
-macdonaldyzacja kultury i sztuki. Szczególnie symbolicznie widać to na przykładzie piosenek z list przebojów teraz, 20 lat temu a 40 lat temu. O ile dawniej w muzyce był jakiś przekaz artystyczny, o tyle dziś jest ona artystycznym kebabem. Takim dodatkiem do młodzieżowej imprezy w myśl hasła: „drugs, sex, rock ‚n’ roll”.

Co można zrobić, jeśli zauważyłeś, że analfabetyzm funkcjonalny zaczął dotykać także Ciebie?

Krok pierwszy i niezbędny, to oczyszczenie organizmu z toksyn, zaprzestanie ich spożywania. Tutaj wymieniłem ich listy:
Artykuł 1
Artykuł 2
Artykuł 3
Artykuł 4
Artykuł 5
Artykuł 6

-przyp. Jarek Kefir

Zapraszam do przeczytania właściwego artykułu:

Analfabeci. Prawie połowa Polaków nie rozumie ulotek leków ani mapki pogody

analfabetyzm funkcjonalny w spoleczenstwie

Prawie połowa Polaków gubi się, czytając rozkład jazdy i mapkę pogody. Lekarze muszą pisać pacjentom skróty z ulotek, bo wielu z nich nie rozumie słów “skutki uboczne”. Nic w tym dziwnego. Myślenie Polaków zdominowały skróty i piktogramy. Dłuższych tekstów nie potrafią zrozumieć nawet magistrzy, którzy przez studia prześlizgują się, nie czytając ani jednej książki.

Choć powszechny obowiązek szkolny powinien sprawić, że czytać i pisać potrafią dziś już wszyscy, po każdych kolejnych badaniach czytelnictwa eksperci biją na alarm. Nie dość, że czytamy coraz mniej, to jeszcze coraz mniej z czytanych książek rozumiemy. Powody wydają się dość oczywiste: rozwój technologii, tabloidyzacja przekazów i brak pozytywnego snobizmu związanego z czytelnictwem.

Wokół czytania powstają kolejne społeczne akcje, takie jak “Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka”, czy ostatnio – wymiana książek w gdańskich tramwajach. Ich pomysłodawcy wiedzą, że książka to nie tylko zastępcza forma rozrywki, ale też gwarant demokratycznego systemu. Czy i kiedy zrozumie to reszta?

analfabetyzm funkcjonalny socjologiaMagiczne ułamki

– Prowadzę zajęcia ze studentami pierwszego roku. Wielu z tych, którzy przychodzą na zajęcia nie potrafi dodawać ułamków. To nie jest żart. Nie potrafią też wypowiadać złożonych zdań. Są kompletnie nieprzygotowani do samodzielnego studiowania. To nie jest większość, ale ta grupa jest bardzo widoczna – mówi dr Mikołaj Jasiński z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW.

Socjolog nie jest odosobniony. Podobne tendencje zauważył dr Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej. “25 procent osób z wyższym wykształceniem nie przeczytało czy nawet nie przejrzało w ciągu roku żadnej książki. Choćby albumu czy książki kucharskiej. Dziesięć lat wcześniej było to tylko 2 procent. Nie czyta też jedna trzecia uczniów (od 15. roku życia, bo tę grupę obejmują badania) i studentów. To znaczy, że można zaliczyć rok szkolny czy akademicki wyłącznie na podstawie bryków i cudzych notatek, nie mając kontaktu z żadnym dłuższym tekstem” – powiedział w rozmowie z “Krytyką Polityczną“.

“Polski analfabeta może mieć nawet dyplom wyższej uczelni i nie rozumieć tego, co czyta. W sensie technicznym umie czytać i rozumie słowa, ale związków między nimi już nie. Tacy ludzie zajmują nawet kierownicze stanowiska, bywają też dyrektorami szkół” – przekonywał też na łamach “Nowej Trybuny Opolskiej” prof. Zbigniew Kwieciński z UMK w Toruniu.

Tajemnicza mapa pogody

Historie opowiadane przez akademików pewnie można by traktować jako anegdoty, gdyby nie to, jak wtórni analfabeci funkcjonują w społeczeństwie. Jeden z warszawskich lekarzy psychiatrów przyznaje, że swoim pacjentom musi często tłumaczyć ulotki dołączone do leków, których stosowanie im zaleca, albo podkreślać w nich kluczowe słowa. Pacjenci nie rozumieją na przykład słowa “uboczne”. Lekarz musi więc pisać: “dwa razy dziennie, może boleć brzuch”.

Z badań przeprowadzonych przez pracowników Międzynarodowego Programu Oceny Umiejętności Uczniów (PISA) i OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) wynika natomiast, że prawie połowa z biorących udział w eksperymencie Polaków gubiło się przy odczytywaniu rozkładu jazdy pociągów czy… analizowaniu mapki pogody (miało z tym problem 40 proc. osób).

polacy to analfabeci funkcjonalni

Erozja demokracji

“Ten wtórny analfabetyzm, mała ciekawość, brak ambicji to cechy współczesnego odbiorcy kultury masowej” – ubolewała reżyserka Agnieszka Holland już trzy lata temu podczas Kongresu Kultury Polskiej.

Dr Barbara Murawska z Wydziału Pedagogicznego UW zwraca uwagę, że wtórny analfabetyzm odbija się też na komunikacji międzyludzkiej. Także tej mówionej. – Coraz mniej rozumiemy język metaforyczny. Komunikaty przestają mieć subtelność symbolu. Jeśli ktoś się nim posłuży, nie zostanie zrozumiany. Mówimy do siebie, ale się nie rozumiemy – mówi.

Akademicy zwracają też uwagę, że wtórny analfabetyzm to zjawisko, które prędzej czy później wróci do każdego z nas. Dr Barbara Murawska: – Odejście od czytania książek i nieustanne korzystanie z internetu sprawia, że pewne formy analizy wykonuje za nas maszyna. W ten sposób pozbywamy się umiejętności posługiwania się własnym rozumem.

Mariusz Janicki, dziennikarz “Polityki” zauważył, że w Polsce zaczyna dominować “tabloidowy umysł”, ton nadają osoby, które nie są w stanie zrozumieć już skomplikowanych, ważnych komunikatów.

polacy analfabetyzm funkcjonalny

To z kolei może prowadzić nawet do erozji demokracji, w której nieprzygotowane umysły nie są w stanie rozliczyć rządzących. “Ludzie nie rozumieją, czy dane posunięcie ekonomiczne będzie dla nich korzystne. A skoro nie rozumieją, to przestają zajmować się sprawami państwa. Głosowanie w wyborach staje się więc mechaniczną czynnością, a wynik ma niewiele wspólnego z demokracją. Władza będzie mogła robić, co chce, bo ludzie dobrowolnie oddają kontrolę nad nią” – diagnozował Mariusz Janicki w rozmowie z portalem naTemat.

Moda i odwaga

Naukowcy przestrzegają jednak przed zbytnim pesymizmem. Dr Barbara Murawska: Choć dane dotyczące czytelnictwa są szokujące, trzeba przypomnieć sobie, że kiedyś wykształcenie wyższe zdobywało zaledwie 9 proc. społeczeństwa. Teraz to 35 proc. Nie jest tak, że dobrych studentów jest teraz mniej, ale są oni mniej widoczni w masie – mówi. Nie zaprzecza jednak, że z wtórnym analfabetyzmem trzeba walczyć.

Dr Mikołaj Jasiński, który prowadzi badania jakości kształcenia na Uniwersytecie Warszawskim przekonuje, że akademicy znaleźli na to sposób. – Różne wydziały postępują w różny sposób: Wydział Fizyki organizuje douczanie dla studentów pierwszego roku. Na Wydziale Geologii odsiew studentów po pierwszym roku jest na poziomie 50 proc. Ci, którzy zostają, wiedzą, że muszą się uczyć – przekonuje i dodaje, że uniwersytety muszą zrobić trzy rzeczy: utrzymać wysoki poziom kształcenia za wszelką cenę, nie bać się wyrzucać słabszych lub leniwych i utrzymać mechanizmy, które pozwolą najlepszym być awangardą. – Do tego jednak trzeba odwagi – mówi socjolog.

Z wtórnym analfabetyzmem można walczyć nie tylko na uczelniach. Udowadnia to Gdańsk, gdzie zorganizowano wspólną akcję tramwajów i bibliotek. W 35 tramwajach zawisły torby z książkami. Piktogramami na szybach oznaczono też miejsca dla czytelników. Pasażer może czytać udostępnione książki podczas jazdy, zabrać je do domu, a także udostępnić innym własne. I choć wielu gdańszczan ma wątpliwości, czy akcja się powiedzie, jej organizatorzy nie ustają w wysiłkach. Zapewniają, że w miejsce brakujących woluminów będą dokładać nowe do skutku.

– Permanentna moda na czytanie jest nam wszystkim potrzebna – podkreślił prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Źródło: http://natemat.pl

13 odpowiedzi »

  1. Tekst bardzo prawdziwy. Czasami zastanawiam się czy rodaków nie dopadł geniusz Wałęsy.
    W Poznaniu także jest pomysł na książkę, na przystankach w centrum miasta przy uniwerku stoją gablotki na książki. Nie widziałam w nich więcej niż 5 książek i niewielkie zainteresowanie pasażerów.
    Z lekami też cuda. Ostatnio słuchałam (przypadkowo więc raczej podsłuchałam) wywód pewnej pani jak No-spa pomaga jej na wzrok. Pominę opis, bo znowu pokulam się po ziemi ze śmiechu

  2. To akurat prawda. Zresztą z ułamkami to ja nigdy nie radziłem sobie na wzorach pisanych, ale w pamięci bym dodał. 1/3+1/3 to daje 2/3 czyli dwie z trzech części tłumacząc bardziej opisowo. Analfabetyzm to jednak nie tylko problem z pisaniem, to też właśnie problem z rozumieniem treści przekazywanego komunikatu czy to pisanego czy wypowiadanego. Zauważyłem po niektórych ludziach, że oni nie rozumieją najprostszych zwrotów takich właśnie jak np: „treść przekazywanego komunikatu”. Mało tego, czasem nawet nie potrafią zrozumieć kontekstu wypowiedzi, a jak ktoś zastosuje w wypowiedzi metaforę to także mają problem ze zrozumieniem. Jest też coś co określam analfabetyzmem geograficznym czyli niezdolność do czytania map. Takich zjawisk jest wiele i czasem są one wynikiem nieuctwa, braku obycia w społeczeństwie, ale też przyczyną mogą być choroby. Dawniej istniały jakieś diagnozy uczniów pod kątem zaburzeń rozwojowych, dzisiaj tego chyba już nie ma. Dziecko niby uczy się w szkole, ale potem ma problemy z rozumieniem tekstu czytanego i to w klasach gimnazjalnych, gdzie powinno już coś się umieć (niestety tam chyba dziecko jest narażone na obniżenie się w rozwoju). Dawniej 13 latek, który nie potrafi zrozumieć prostego tekstu, albo tego co się do niego mówi trafiłby do specjalisty, a dzisiaj przyjmuje się, że to po prostu niesforne dziecko, które należy zrozumieć i łagodnie potraktować.

  3. o rety….co tu najpierw skomentować haahah:) co udało mi się pojąć w artykułu haahah:)
    Może zacznę od tego,że system edukacji jest fatalny! W artykule była mowa o tym,że większość ludzi dorosłych(studentów) nie umie ich liczyć ułamków… a jak ma umieć skoro nauka matematyki w naszym kraju jest skonstruowana tak by się jej broń boże nie nauczyć 🙂 W klasie 5 kiedy dzieci pierwszy raz na poważnie poznają się z ułamkami w trakcie miesiąca przerabiają ich dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie, skracanie, rozszerzanie …by po owym miesiącu pognać dalej w świat matematyki….z totalnym chaosem w mózgach …kiedy rozmawiam z szanownym ciałem pedagogicznym ….o wadach tak prowadzonych zajęć gorąco przytakują mojej krytyce ….ale zawsze pada ten sam argument …”taki jest program i ja go w taki sposób muszę przerobić” …
    Moje dzieci kochały biologię i przyrodę…dopóki nie poszły do szkoły …podręczniki są napisane tak …by zniechęcić,każde inteligentne dziecko i tu znowu moje pytanie do nauczyciela,który tym razem również mi przytakuje i mówi- „wie pani co wybrałem najlepszy reszta jet jeszcze gorsza”… nic dodać nic ująć! W szkole promuje się tak naprawdę nie rzeczywistą inteligencję ucznia ale zakuwanie na blachę tj. bezmyślne klepanie zadanej porcji materiału …i tu rodzi się taki śmieszny paradoks…bo jak się przyjrzeć z boku inteligentni ludzie nie radzą sobie najlepiej w szkołach ….szkoły są dla ich umysłów zbyt nudne i nie ciekawe ….a wykształcenie zdobywają ci co kuli bez pytań o zasadność i zrozumienie tego co robią ….no i jak ma być dobrze 🙂
    Polecam film http://alteazgwiazd.wordpress.com/2014/01/07/zakazana-edukacja/
    fajnie oddaje to co reprezentuje sobą szkoła
    Po za tym wszystkim w Polsce panuje silne zapatrzenie w amerykański sposób życia,odnoszę wrażenie,że to najgorszy idol jakiego można było sobie wybrać… i tak na naszych oczach rodzi się nowy rodzaj człowieka- Homo Hamburger ….

  4. Polecam „Nową Summerhill” A.S. Neill’a. Jest to książka dla każdego kto się interesuje tematem „Jak powinna wyglądać edukacja?”
    Tu, można przeczytać większe fragmenty – http://www.forum.otworzumysl.com/showthread.php?tid=2926
    „Początkowo Summerhill była placówką eksperymen­talną. Obecnie jest szkołą poglądową, ponieważ demons­truje, że idea wolności sprawdza się w praktyce.
    Kiedy zakładaliśmy ją z moją pierwszą żoną, przy­świecał nam jeden cel — dopasować szkołę do potrzeb dziecka, zamiast dziecko do szkoły. Przez wiele lat pracowałem w tradycyjnej oświacie. Znam dobrze ten drugi sposób uczenia. Wiedziałem, że był zły. Był zły, ponieważ opierał się na dorosłym pojmowaniu tego, jakie powinno być dziecko i jak powinno się ono uczyć. Ten rodzaj podejścia datuje się z czasów, gdy psycho­logia była jeszcze nie znaną nauką.
    A zatem zabraliśmy się do stworzenia szkoły, w której dzieci miałyby wolność bycia sobą. W tym celu musieliś­my zrezygnować ze wszelkiej dyscypliny, wszelkiego pouczania, udzielania rad, wszelkich nauk moralnych i religijnych pouczeń. Nazywano nas odważnymi, ale to nie wymagało odwagi. Potrzebowaliśmy jedynie tego, co mieliśmy — całkowitej wiary w dziecko jako istotę dobrą, nie złą. W ciągu pięćdziesięciu lat nic nigdy nie zachwiało w nas tego przekonania, a wręcz przeciwnie — to przekonanie zmieniło się w pewność.
    Według mnie dziecko obdarzone jest wrodzoną mąd­rością i poczuciem realizmu. Jeśli pozostawić je samemu sobie, bez jakiegokolwiek doradzania ze strony doros­łych, rozwinie się na tyle, na ile jest do tego zdolne. Summerhill jest miejscem, w którym ci, którzy posiadają wrodzone zdolności i pragną być naukowcami, zostają nimi; natomiast ci, którzy predysponowani są jedynie do zamiatania ulic, będą pracować miotłą. Chociaż, jak do tej pory, murów naszej szkoły nie opuścił żaden zamia­tacz. Nie piszę tego ze snobizmu, jako że wolałbym raczej, aby szkołę opuścił szczęśliwy zamiatacz ulic niż znerwicowany uczony.
    Jaka jest Summerhill? No cóż, po pierwsze, lekcje są nieobowiązkowe. Dzieci mogą w nich uczestniczyć albo nie — nawet przez całe lata, jeśli tego chcą. Oczywiście jest rozkład zajęć, lecz tylko dla nauczycieli.”

    • cyt”…., jako że wolałbym raczej, aby szkołę opuścił szczęśliwy zamiatacz ulic niż znerwicowany uczony.”
      święte słowa 🙂

  5. Bardzo podoba mi sie artykul i zgadzam sie, ze to, co obecnie dzieje sie w kregach masy spolecznej, przechodzi pewne granice glupoty. Zycie zaczyna byc z pozoru zbyt latwe, wszystko robia za nas urzadzenia. Bedac uczniem, nie trzeba czytac lektur, bo gdzies w Internecie czeka gotowe streszczenie i opracowanie, ktore wystarczy bezmyslnie wykuc, nie wyciagajac przy tym zadnych wlasnych wnioskow (bo niby na jakiej podstawie), nie uruchamiajac kreatywnego myslenia.
    Piszac mature z jezyka polskiego, uczniowie mysla tylko o tym, zeby „wstrzelic sie w klucz” (co na szczescie ma sie zmienic i bedzie oceniana kreatywnosc piszacego).
    Jesli chodzi o szkolnictwo, nie wypowiem sie obiektywnie, gdyz mialam przyjemnosc uczeszczac do szkol na poziomie, jednak odnosze wrazenie, ze problem nie lezy calkowicie w systemie szkolnictwa, ale w indywidualnym podejsciu zarowno nauczycieli jak i uczniow. Gdyby uczniow udalo sie przekonac, ze matematyka bedzie im potrzebna w zyciu, rozwinie zdolnosc ich logicznego myslenia, a historia nie jest tylko dla humanistow i nawet jesli jestes w liceum, chcesz dostac sie na medycyne i zakuwasz tylko biologie i chemie, bo nie widzisz sensu uczyc sie innych rzeczy, to warto miec jakies pojecie o swiecie, umiec sie wypowiedziec na rozne tematy, co umozliwia rowniez poszerzenie grona rozmowcow, a tym samym nowe znajomosci.
    Uwazam, ze idea liceum ogolnoksztalcacego jest jak najbardziej trafiona i zrozumiala i jesli ma sie mozliwosc wykorzystywania swojego czasu, ktory i tak w tej szkole trzeba „przesiedziec”, to warto spedzac go produktywnie, czerpiac korzysci z tego wszystkiego, czym nauczyciele chca nas zainteresowac (jesli oczywiscie maja taka intencje).
    Mnie osobiscie bulwersuje idiotyzm studentow, ktorzy przychodza na NIEOBOWIAZKOWE wyklady tylko po to, zeby sobie porozmawiac, przeszkadzajac jednoczesnie wykladowcy oraz tym, ktorzy chca sie czegos nauczyc.
    Ludzie we wspolczesnych czasach coraz mniej doceniaja wartosc intelektualna i ksztalca sie, pozostajac wciaz glupi. To jest niestety przykra prawda, bardziej poszukiwany jest najprostszy konsumpcjonizm, ktory zaspokaja najprostsze potrzeby i nie sprzyja w rozwoju czy wyksztalceniu sie jakichkolwiek ambicji, bo prosto jest zyc bez podnoszenia poprzeczki, interesowac sie tylko czubkiem wlasnego nosa i „uczyc” wlasne dzieci, ze zarowno szkola jak i wiedza to zlo.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.