Afery

Nauka jest irracjonalna, przeżarta korupcją i służy interesom przemysłowców. Ukrywane fakty historyczne

Nauka jest irracjonalna, przeżarta korupcją i służy interesom przemysłowców. Ukrywane fakty historyczne

racjonalizmKilka zaskakujących faktów o tym, jak przebiegał postęp naukowy na przestrzeni stuleci. Schemat zawsze był ten sam. Jakiś ponadprzeciętny umysł ogłaszał swoją teorię, badania, obserwacje. Ale niestety, nie zgadzało się to z obowiązującymi standardami i interesami ówczesnych „lobbies”. Następowały walki, ośmieszanie, odbieranie praw do badań i nauczania, ba, bywało, że niepokorni naukowcy kończyli na stosach bądź musieli uciekać z kraju (jak Mendel).

Tymczasem uczniom i studentom przedstawia się historię nauki jako historię pasma sukcesów i wspólnemu dążeniu ku wysokim standardom, jakości i ogólnie, dobru. Nic takiego nie miało miejsca. Były za to walki, oczernianie i ośmieszanie, korupcja, służenie politykom, grupom wyznaniowym, lobbingowym. I tak jest po dziś dzień, nie zmieniło się absolutnie nic. Dziś aby przeprowadzić badania, a następnie opublikować ich wyniki, należy mieć pieniądze i znajomości „na górze”. A owa „góra” ekspercka jest skorumpowana przez swoją „górę” czyli ludzi smutnych i nie znających się w ogóle na żartach. A więc: przemysłowców, bankierów, właścicieli korporacji farmaceutycznych, zbrojeniowych, mafie.

O sprawach takich jak nagroda Nobla w dziedzinie medycyny za „odkrycie” lobotomii czołowej, mało kto pamięta, a tymczasem to było prawie że „wczoraj”. To lata 50 i 60 XX wieku, ofiary tych barbarzyńskich praktyk żyją do dziś. A jeśli już się o tym mówi, to zaraz się dodaje: „no, ale dziś już takich błędów nie popełniamy, mamy najwyższe, XXI-wieczne standardy”. Czy aby na pewno?

Coś takiego jak niezależna i rzetelna nauka nie istnieje i w zasadzie nie istniało nigdy. Każde odkrycie i przełom w nauce, to jedna wielka burza i walka pomiędzy utalentowanym odkrywcą, a chcącymi go zniszczyć wpływowymi, konserwatywnymi frakcjami. Często ta droga była usłana wręcz trupami tych, którzy ze swoimi odkryciami wyskoczyli o epokę za wcześnie.

„Lekarz zakopuje swoje błędy 2 metry pod ziemią”

szczepionkiBłędy nauki. Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Antybiotyki. W latach 90-tych XX wieku stosowano je dosłownie na każdy przejaw infekcji. I nie ważne, czy był choć cień podejrzenia infekcji bakteryjnej towarzyszącej zwykłemu przeziębieniu. Antybiotyk przepisywano rutynowo i koniec. W ten sposób rozwalono wielu ludziom układ odpornościowy, pokarmowy (flora bakteryjna jelit..). W ten sposób wygenerowano dziś globalny kryzys – narastającą odporność bakterii na antybiotyki. Już teraz powoli nie ma czym leczyć cięższych infekcji bakteryjnych. Wiedzą to doskonale lekarze pracujący na oddziałach zakaźnych, wewnętrznych itp. Tak, nauka popełniła wielki błąd, ale jest już za późno.

Podobnie jak z antybiotykami, sprawa ma się ze szczepieniami. Dziś są one oczkiem w głowie konserwatywnej, akademickiej medycyny. Kiedy przyjdzie otrzeźwienie? Badacze tacy jak Andrew Wakefield czy polscy – Dorota Majewska i Jerzy Jaśkowski, alarmują od dawna o skali problemu. Obecnie są w mniejszości, a opór konserwatywnego środowiska naukowego jest duży. Jednak i on zostanie przełamany, a wielu lekarzy zorientuje się, że szczepienia były w zasadzie realizacją projektu eugenicznego na globalną skalę.

Społeczeństwo chce byś był nieszczęśliwy

wspolczesna naukaZauważyłem coś interesującego. Otóż identycznie jest z wszelkim postępem odnośnie życia społecznego, i ogólnie norm społecznych. Wszelkie nowości są traktowane przez starsze pokolenia jako zagrożenia. Narzekają oni w akompaniamencie prawicowych haseł, że „cywilizacja upada”, że baba z brodą, że niż demograficzny.. Ale umyka im jeden istotny szczegół. Ta cywilizacja upada już od epoki Genesis. Raj utracony – Ziemia, ta Ziemia, której każda pięść jest lub była wielokrotnie skąpana we łzach i krwi. Już kapłani starożytnego Egiptu około 5000 lat temu narzekali na demoralizację młodzieży i upadek obyczajów.

W obu przypadkach – konserwatywna nauka i konserwatyzm społeczny – psychologiczne podstawy takiego zachowania, są te same. Coś znane z naszej młodości, odchodzi, i uświadamia nam, że nie jesteśmy wieczni. Że nasz czas też się skończy a nasze miejsce na tej Ziemi zajmą kiedyś kolejne generacje z innymi koncepcjami. Stąd lęk i próba panicznego zatrzymania tego, co odchodzi, gdyż mylnie myślimy, że zatrzymując koncepcje / gadżety / emocje z dzieciństwa i młodości, zatrzymamy czas. Niestety, to tak nie działa.

To odwieczna walka dwóch sił. Barbarzyńskiego żywiołu młodości i postępu, reprezentującego z jednej strony chaos i entropię wobec starego, a z drugiej strony – porządek i budowę nowego. Jak i żywiołu starości i zastoju, reprezentującego wartości przeciwne. Jedna z sił (żywioł starości) ma za zadanie tworzyć takie warunki, by u drugiej siły (młodość) pojawił się bunt i chęć zmiany świata. Powiedzmy sobie szczerze – było to nawet podejmowane u mnie na stronie – jak wyglądałby świat, gdyby nie przykre, negatywne bodźce? Ja wiem jak by wyglądał. Nie osiągnęlibyśmy nic. Bez przykrych bodźców, nie istniałaby też motywacja do zmian, więc nie zaistniałyby zmiany. Bylibyśmy znającymi zaledwie kilkanaście dźwiekonaśladowczych słów, szczęśliwymi aż do zwymiotowania małpoludami, żyjącymi w jaskiniach.

Sam Mistrz, pierwszy z pierwszych – Jezus Chrystus – mawiał: „bądź gorący lub zimny, bo jak będziesz letni, to Cię wyrzygam”. Odnosi się to do walki dwóch przeciwnych żywiołów, modeli, systemów. Natchnieni ezoterycy walczą z katolikami, by im coś pokazać. Osoby lucyferyczne natomiast, walczą z natchnionymi ezoterykami. Także po to by im coś pokazać. Bez polaryzacji na linii plus / minus, nie byłoby życia.

Obecna sytuacja, to sytuacja jaka nie miała precedensu na Ziemi. Dziś z hukiem roztrzaskują się chyba wszystkie możliwe iluzje, bądź ich większość. Iluzja „ja muszę, ja powinienem”. Iluzja romantycznych, różowych okularów. Iluzja konieczności wiary w autorytet, podczas gdy za nim stoją wpływowe grupy lobbingowe i często krwawe miliony dolarów. Iluzja konieczności wiary w jedną religię i ideologię, podczas gdy można budować swoją autorską religię i ideologię. Ja buduję taką od dawna. Iluzja „bóg honor ojczyzna” czyli podziałów na dzielnice, miasta, województwa, narody, państwa, cywilizacje, podczas gdy od zarania dziejów czyni tę planetę jednym wielkim polem bitwy.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


„Racjonalna nauka” jest tworem irracjonalnym

Cytuję: „Nasza wiedza o otaczającym Świecie jest taka jak „Nauka” która ją wyprodukowała tzn. zmienna.”

Gdy w 1946 roku w Filadelfii w niektórych domach nagle spadło napięcie, ponieważ po wieloletnich przygotowaniach w pobliskim laboratorium uniwersyteckim uruchomiono wreszcie pierwszy komputer, ENIAC, badacze wpadli w euforię.

Mimo że monstrum to zajmowało powierzchnię 140 metrów kwadratowych i ważyło 30 ton, nic nie było w stanie zmącić radości jego twórców. Bądź co bądź mózg elektronowy potrafił wykonać pięć tysięcy operacji dodawania na sekundę, co w owych czasach było prędkością wprost niewyobrażalną…

„Opracowując ENIAC zdobyto doświadczenia, które pozwolą w przyszłości konstruować mniejsze i prostsze maszyny”, napisał w dzienniku „Prisma” zachwycony Paul Bellac, kontynuując równie entuzjastycznym tonem: .,Ale nigdy nie uda się zbudować elektronicznych maszyn liczących, które byłyby szybsze od ENIAC-a”. Po pięćdziesięciu latach kwitujemy te historyczne słowa pobłażliwym uśmieszkiem.

Ludzie mają widocznie skłonność do przedwczesnego i negatywnego oceniania perspektyw rozwojowych pewnych dziedzin nauki. Niektóre rewolucyjne odkrycia lub idee przez lata bojkotowano i zwalczano tylko dlatego, że dogmatycznie nastawieni luminarze nauki nie umieli odrzucić swych ulubionych, choć przestarzałych i skostniałych idei i przekonań. Jednym słowem: „Niemożliwe!” hamowali postęp nauki, a przykładami można dosłownie sypać jak z rękawa:

• Gdy w XVIII wieku Antoine-Laurem de Lavoisier zaprzeczył istnieniu „flogistonu” – nieważkiej substancji, która wydziela się w trakcie procesu spalania i w którą wierzyli wszyscy ówcześni chemicy – i po raz pierwszy sformułował teorię utleniania, świat nauki zatrząsł się z oburzenia. „Observations sur la Physique”, czołowy francuski magazyn naukowy, wytoczył przeciwko Lavoisierowi najcięższe działa, a poglądy uczonego upowszechniły się dopiero po zażartych walkach.

• Gdy Werner von Siemens, twórca elektrotechniki, zaprezentował przed Scientific Community teorię ładunku elektrostatycznego przewodów zamkniętych i otwartych, wywołał falę gwałtownych sprzeciwów. „Początkowo nie wierzono w moją teorię, ponieważ była sprzeczna z obowiązującymi w tamtych czasach poglądami”, wspominał Siemens w autobiografii wydanej pod koniec XIX wieku.

• Podobnych przeżyć doświadczył William C. Bray z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, gdy w 1921 roku poinformował o zaobserwowaniu oscylującej okresowo reakcji chemicznej. W 1987 roku w fachowym czasopiśmie „Chemical and Engineering News” ukazał się artykuł R. Epsteina, który napisał, że amerykański uczony został wyśmiany i wyszydzony, bo reakcja taka wydawała się niepodobieństwem. I choć odkrycie Braya potwierdzono w teorii i w praktyce, to musiało upłynąć pięćdziesiąt lat, nim uznano znaczenie jego pracy.

Studenci rzadko mają okazję zetknąć się z podobnymi przykładami, ponieważ naukowcy, jak wszyscy inni ludzie, przejawiają osobliwą skłonność do zapominania o rozmaitych „wpadkach”, z jakimi na przestrzeni lat musiała się uporać ich dyscyplina wiedzy. Z dumnie wypiętą piersią sprzedają uczniom historię nauki jako pasmo nieustających sukcesów. Wstydliwie przemilczają opowieści o walkach, które poprzedzają wielkie przełomy.

„Podstawową cechą naukowego dyskursu jest to, że sprzeciw wobec jakiejś nowej tezy staje się tym gwałtowniejszy, im bardziej odbiega ona od obowiązujących doktryn „, stwierdziła kiedyś Evelyn Fox, historyk ż filozof. 1 rzeczywiście, świat nauki często reaguje na nowe idee i odkrycia bardzo nerwowo, a nawet nienawistnie, ponieważ uczone autorytety nie chcą się zmienić i sprzedają nam swoje spekulacje ż ideologie jako „definitywnie udowodnione fakty”.

„Długa historia odkryć pełna jest objawów arogancji i nietolerancji, które doprowadzały do nieustannego wydawania błędnych opinii i odpowiadają za to, że w konfrontacji z nowymi i genialnymi ideami nasze naukowe autorytety nieomal zawsze się kompromitują”.

Rolf Schaffranke, inżynier

Niewielkie ukłucia, olbrzymie działanie

„Zaburzenia snu można leczyć akupunkturą skutecznie i bez wystąpienia skutków ubocznych”. To zaskakujące stwierdzenie nie pochodzi z ogłoszenia zachwalającego kontrowersyjną medycynę alternatywną. Zaczerpnąłem je z komunikatu dla prasy wydanego 17 czerwca 1996 roku przez Szwajcarski Fundusz Narodowy, którego celem jest między innymi popieranie badań naukowych.

Fundusz Narodowy przejął patronat nad badaniami w grupie czterdziestu ochotników cierpiących na bezsenność. Oddajmy głos kierującemu projektem dr. Hamidowi Montakabowi: „Pacjentów podzielono na dwie grupy. Pierwszą poddawano terapii akupunkturą. W trakcie trzech do pięciu seansów terapeuta stymulował igłami wybrane punkty na meridianach (kanałach energetycznych, w których, według medycyny chińskiej, gromadzi się w ciele energia życiowa). Punkty na meridianach określano indywidualnie dla poszczególnych pacjentek i pacjentów. Osoby z drugiej grupy nakłuwano w punktach »obojętnych«, obok meridianów”.

Oto wynik eksperymentu: Reakcja pierwszej grupy na tę wykpiwaną przez oficjalną medycynę metodę leczenia była bardzo pozytywna. U wielu pacjentów bezsenność ustąpiła. W drugiej grupie nie odnotowano korzystnych zmian. „Nawet złudne przekonanie chorych, że są poddawani fachowej akupunkturze, nie przywróciło im snu”, podsumował Montakab.

Przeprowadzone pod kierunkiem Montakaba badania są częścią programu Szwajcarskiego Funduszu Narodowego dotyczącego „medycyny komplementarnej”. „Niedoceniana przez naukę i władze medycyna komplementarna musiała całymi latami funkcjonować w cieniu”, podsumował przedstawiciel Funduszu dr François Kästli, który zauważył konieczność propagowania programu medycyny alternatywnej. „Obecnie jest ona tolerowana, ale na pewno nie akceptowana”. Można jedynie mieć nadzieję, że dzięki intensywnym staraniom nauki lepiej zrozumiemy kompleksowe metody leczenia.

Ta pomyślna, choć spóźniona decyzja to ukłon w stronę filozofii pewnego lekarza, który prawie pięćset lat temu za sprawą porywczego temperamentu i bezkompromisowego podejścia do zawodu musiał na łeb na szyję uciekać ze Szwajcarii. Nieprzejednanie bronił ścisłego powiązania wiedzy książkowej z przekazywaną ustnie tradycją medycyny ludowej, a poza tym sam ją skutecznie praktykował. A to bardzo się nie podobało jego przywiązanym do tradycji kolegom po fachu…
Tajemniczy gość
Zakonnik przeciera szlaki

Gregor Mendel (1822-1884), zakonnik, który uprawiał groch, przeszedł do historii. Chyba każdy wie, że dokonując niezliczonych selekcji grochu jako pierwszy sformułował podstawowe zasady dziedziczności, których uczy się obecnie na lekcji biologii nieomal każdy uczeń.

W ogrodzie klasztoru w Brnie (Czechy) dzień po dniu obserwował wzrost roślin. Każdy szczegół starannie notował, w nadziei, że w ten sposób uda mu się ustalić czynniki regulujące dziedziczność kształtu nasion grochu i kolorów kwiatów.

Niestrudzenie zbierał owoce swoich badań, a potem ręcznie je przebierał i sortował. Była to monotonna, drobiazgowa praca, ale w końcu udało mu się wyodrębnić określone, powtarzające się wzory liczbowe. Dokonując dalszych krzyżówek i selekcji doszedł do wniosku, że muszą istnieć jakieś czynniki dziedziczne, które warunkują określone cechy rozwojowe roślin. W ten sposób, zupełnie nieświadomie, Mendel odkrył istnienie genów.

Świat ówczesnej nauki nie wiedział, co począć ze spostrzeżeniami zakonnika. Większość wysłanych przez niego do różnych naukowców egzemplarzy pracy, w której opisał wyniki prób krzyżowania roślin, wylądowała nie przeczytana w koszu na śmieci. Również wykład wygłoszony przez Mendla w 1865 roku przed Towarzystwem Przyrodniczym w Brnie nie wzbudził entuzjazmu obecnych.

Dopiero na przełomie wieków, gdy mikroskop pomógł biologom wytropić we wnętrzu komórek chromosomy i w ten sposób powołać do życia nową dziedzinę wiedzy – genetykę – przypomniano sobie o hodującym groch zakonniku i jego pionierskim odkryciu.

W tym samym czasie brytyjski przyrodnik i psycholog Francis Galton (1822-1911) zaczął się zastanawiać nad procesami dziedziczenia i nad możliwością wpływania na rozwój „gorszych” ludzi dla dobra rasy ludzkiej, na jej doskonalenie. Galton nazwał tę dziedzinę wiedzy „eugeniką” i zyskał wielu zwolenników wśród genetyków.

Eugenicy uważają, że ich zadaniem jest wybieranie ze społeczeństwa „jednostek gorszych biologicznie” i opracowywanie możliwości uzyskania i wspomagania „wartościowszego życia”. Wielu badaczy nie przejmowało się, że do ich pracy zaczynają się wkradać uprzedzenia, i w ten sposób na przestrzeni lat nowa dziedzina wiedzy nabrała cech rasistowskich.

Profesor Hansjakob Müller jest genetykiem, kieruje Zakładem Genetyki Medycznej Szpitala Dziecięcego w Bazylei. W 1995 roku poprosiłem go przez telefon o wyjaśnienie kilku interesujących mnie spraw, między innymi niektórych aspektów biografii Barbary McClintock.

„McClintock ustaliła kilka zjawisk, które nie zgadzały się z wiedzą klasycznej genetyki. Jej obserwacje przeczyły obowiązującym wówczas poglądom. W rezultacie świat nauki niejako z góry programował, czy też przewidywał, jakie problemy mogą się pojawić w ramach pewnej dziedziny wiedzy.

– Odkrycia Avery’ego też przecież nikt nie świętował… – przerwałem. – To prawda. W przypadku Avery’ego i jego poprzedników sprawa wyglądała podobnie. Bez wątpienia jest to godne ubolewania, ale nie wolno nam zapominać, że odszyfrowanie substancji dziedzicznej było długotrwałym procesem poznawczym, który trwał kilkadziesiąt lat. A tam, gdzie ludzie realizują jakiś proces myslowy, zdarzają się błędy. Znam to z własnego doświadczenia. W czasie studiów musiałem czerpać wiedzę z podręczników zawierających stwierdzenia, które okazały się później kompletną bzdurą.

– Najnowszym przedsięwzięciem genetyki jest Projekt Genom, koordynowany przez Jamesa Watsona, współodkrywcę podwójnej spirali DNA. Czego możemy się po nim spodziewać?

– Badanie anatomii naszego genomu nabrało tempa. We wszystkich krajach badacze zajmują się identyfikowaniem genów, wpisywaniem ich w zestaw chromosomów i odszyfrowywaniem sekwencji zasad. Za dziesięć lat będziemy pewnie znali wszystkie geny, co przyczyni się do olbrzymiego postępu w medycynie.

– Tak, ale coraz więcej ludzi obawia się tego odkrycia.

– Nie ma wątpliwości, że lęki związane z inżynierią genetyczną trzeba traktować poważnie. Z drugiej strony nie wolno zapominać, że na rynku pojawia się coraz więcej leków, których ostateczne oddziaływanie na nasz organizm nie jest szczegółowo zbadane. Projekt Genom to olbrzymia nadzieja dla ludzkości, ponieważ dzięki niemu będzie można w przyszłości świadomie ingerować w organizm na płaszczyźnie biologicznej, co przyniesie nam decydujące korzyści zdrowotne”.

„Najnowszy stan wiedzy” został poddany ostrej krytyce przez publicystę Hansa-Joachima Ehlersa, który od wielu lat walczy z traktowaniem po macoszemu odkryć z dziedziny techniki i nauki. Twierdzi on, że cała wiedza została podzielone na poszczególne konkretne dziedziny, którymi niepodzielnie władają „koryfeusze nauki”.

Jak obliczył, w samych tylko Niemczech można znaleźć dwieście „nieomylnych autorytetów”. Ich współpraca z przemysłem jest równie ścisła jak z prawnikami i politykami, którym służą jako rzeczoznawcy. Ehlers wyraził się o tym następująco: „Jednym z ich zadań jest decydowanie o finansowaniu tych, a nie innych projektów badawczych. Mówią sędziom, co uważają za naukę, a co za czystą szarlatanerię. W świecie ekspertów może funkcjonować tylko coś, co odpowiada ich naukowemu rozumieniu rzeczywistości. A słowo „funkcjonować” oznacza uzyskanie patentu, ochrony i szansy uplasowania się na rynku”.

Wszystko to jednak było tylko preludium do odkryć mechaniki kwantowej. Zasada nieoznaczoności Heisenberga prowadzi bezpośrednio do wniosku, że — by posłużyć się słowami fizyka Dietricha Schroeera — „obserwatora nie można oddzielić od Eksperymentu” , a podczas gdy słuszność tego zda­nia na ogół uznaje się w odniesieniu do zjawisk mi­krokosmicznych, to istnieją dowody, iż jest ono słusz­ne także w odniesieniu do makrokosmosu. „By wyrazić się bez ogródek — powiada Henry Margenau — nauka nie zawiera już prawd absolutnych” . Sam fakt obserwacji i sama jej intencja ingerują w obser­wowany przedmiot.

Autor: Luc Burgin „Błędy nauki”

Źródło: http://www.imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=264:nauka-jest-tworem-irracjonalnym&catid=54:po-siodme&Itemid=154

4 odpowiedzi »

  1. Powiem krotko to co napisalam na konkursie aby w 6 slowach opowiedziec historie:) no i opowiedzialam:):”
    Prawdziwe zycie jest jak 5 minut”:)

  2. jeszcze jedno – jest nas 7 miliardow i co? zobacz jak wielki strach kieruje ludzmi – 7 miliardow w porownaniu do paru rzadzacych…cos jest nie tak:( widze ze chcesz walczyc i nie tylko ty ale jedyna forma walki jest……the art of fighting without fighting:) jak mawiat Bruce Lee:)and..the concetration of emotion content:)

  3. Największym odkryciem będzie moment ,kiedy zrozumiemy jak ogromny wpływ na nasze zdrowie i postrzeganie świata ma odżywianie…300 lat temu fakt o wpływie witaminy C na zdrowie człowieka był zerowy, dzisiaj już trochę kojarzymy fakty a za ….lat poskładamy wszystko w jedna całość i nikt nie będzie już miał możliwości manipulowania i hamowania naszych ogromnych możliwości.

  4. Połowę zawartości tej strony zna co inteligentniejszy człek, a reszta jest naiwna. Niedługo z takich jak wy będą robić pożytecznych idiotów. Jesteście lewackimi pokemonami. Życzę dalszych sukcesów w wielkim przebudzeniu.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.