Bareizmy

„Syndrom życia w Polsce”. Bez silnych antydepresantów się nie obędzie?!

polska-biedaJakiś czas temu napisałem anegdotę o tym, że u nas, w Polsce, ani coaching, ani teorie new age nie działają. Pisałem, że potrzebujemy raczej porad w stylu:

-jak nie popełnić samobójstwa pracując u polskiego prywaciarza. Który kupuje dzieła sztuki za miliony, ale robolowi nie da nawet złotówki więcej niż minimalna krajowa;
-jakie antydepresanty dobrać? Czy nowe i tym samym droższe antydepresanty są warte swojej ceny?
-jak pogodzić się z tym, że nie spełnisz nawet najbardziej podstawowych potrzeb i pragnień?

Znam taką rodzinę – ma ją para w moim wieku – tak, właśnie w tym specyficznym wieku, w którym świat jest najbardziej bezwzględny i wymagający. Czyli ludzie koło 30-stki. Zarabiają razem 5000 zł. Kredyt hipoteczny to aż 1500 zł. Jeżdżą 12-letnim Passatem. Mają dwoje dzieci. Próbują żyć po prostu normalnie. No ale nie da się, bo nie mogą pójść nawet do kina raz w miesiącu. Z pustego to nawet mag Salomon nie naleje.

Poniższe nagranie które wklejam, pochodzi z kanału You Tube Sukces.pl. Autor próbuje łączyć niektóre dziedziny wiedzy, tłumacząc dlaczego tak się dzieje. Podaje przyczynę, którą znamy – wychowanie. Rozmawiam z różnymi ludźmi i stwierdzam, że mało który naród jest poddawany takiemu praniu mózgów i tak bezlitosnemu gnębieniu w dzieciństwie, jak Polacy.

Link do nagrania poniżej – kliknij w niego, aby je zobaczyć:
Magia„, która ma wpływ na Twoje życie

Są dwie możliwe interpretacje. Pierwsza z nich głosi, że jaka mentalność narodu, taka elita nim zarządzająca i taka jego zamożność. Widać to szczególnie w bogatych krajach Zachodu, gdzie jest większa życzliwość, mniej zawiści, nienawiści i przemocy. Druga interpretacja to coś zgoła odwrotnego. Otóż to bieda ma degenerować człowieka. To bieda ma powodować typowo polskie wady – zawiść, nienawiść, smutek, agresję. A może między tymi dwiema możliwościami, zachodzi jakieś sprzężenie zwrotne? Polski naród raz wpadł w tzw „pętlę przechwytu” biedy i marazmu, i każde pokolenie to nasila coraz bardziej? Nasila i biedę, i negatywną mentalność?

Moja znajoma pisała, że nie tęskni za Polską, że Polska jest nie tyle matką, co macochą. Która dba tylko o najsilniejsze dzieci. Posypała się potem w dyskusji lawina komentarzy. Zwolennicy patriotyzmu darli szaty, jak tak można. A luzacy drwili z patriotyzmu, drwili z dumy bycia Polakiem, jak i drwili z tej całej słowiańskości i idei wielkiej Lechii. Ja ich nie potępiam, staram się zrozumieć taką postawę. Ogrom ludzi w Polsce przeżywa piekło na Ziemi, i wcale nie chodzi tylko o głodowe pensje i niemożność spełnienia nawet najbardziej podstawowych potrzeb.

Problemy w Polsce są trzy:

-konfiguracja systemu ekonomicznego – pensje jak na wschodzie, a ceny często wyższe niż na Zachodzie (tak, tak, pojedź z kalkulatorem do Aldi w Niemczech, przeliczaj ceny z euro na złotówki i porównuj). Nie stoi za tym żaden wolny rynek, żadna jego niewidzialna ręka. Jest to cyniczna manipulacja mechanizmami ekonomii;

-nienawiść, złość, zawiść, donosicielstwo, agresja i przemoc, i inne wady. No i zasada wyznawana przez polskich patriotów spod znaku dresu i bejzbola – „oczy widzą, uszy słyszą, usta milczą„. To główna zasada polskiej patologii, której efektem są wydarzenia takie jak w Łodzi. Matka doprowadziła do tego, że jej dziecko chodziło tygodniami ze złamaniami i innymi poważnymi urazami po pobiciu przez konkubenta, dresa-patriotę. 6 grudnia dziecko to zmarło w męczarniach, sprawa zbulwersowała całą Polskę. Prawdopodobnie napiszę o tym artykuł;

-koncertowe wpieprzanie się jednych w życie drugich. Nie chodzi tylko o toporny konserwatyzm i zaglądanie ludziom do łóżek, co Polacy robią bardzo chętnie i często. Chodzi także o bardzo silnie zakorzenione przekonanie, że skoro ktoś ma z Tobą więzy krwi (rodzina), to ma automatycznie prawo do sterowania Twoim życiem. Pół biedy, gdyby warunki ekonomiczne były normalne. Wtedy np dziecko wynajmuje mieszkanie albo je kupuje po kilku latach oszczędzania, i wyprowadza się od rodzica-tyrana. Ale jesteśmy w Polsce, i domowi psychopaci tę sytuację skwapliwie wykorzystują;

Dlatego propozycje obrony kraju, jakiejś walki zbrojnej, czynu zbrojnego itp itd, budzą we mnie dwojakie uczucia. Z jednej strony, bezdenny śmiech. Z drugiej strony – ogromną agresję. Mam wtedy ochotę takiemu patriocie powiedzieć to i owo. Nie trzeba nam kolejnych powstań listopadowych, styczniowych czy warszawskich, które jedyne co przyniosły, to spalona ziemia i miliony zabitych. Nosz kurwa, no, bez przesady..

Taki patriota wypije piwo z biedronki, zagryzie śledziem, i chce na hurra iść z szabelką na czołgi, a raczej na roboty z bronią laserową wroga. No dobra, nawet gdybym poszedł w ten romantyczny bój już ostatni, walczyć z Niemcem, Ruskiem, Amerykańcem, Żydem, Illuminatą, Masonem czy innym cyklistą.. To co potem, po wojnie? Znowu do pracy za 1850 zł brutto, tylko z amputowanymi kończynami i psychozą pourazową? By budować wolny rynek, kapitalizm, by (elitom) żyło się lepiej?

Sorry, już nie z nami te numery. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które głośno zadaje chyba najbardziej zakazane i znienawidzone pytanie świata. Brzmi ono:
Dobrze, każesz mi robić to, co od zawsze zaleca społeczeństwo, tradycja, system.. ALE CO JA DOSTANĘ W ZAMIAN DLA SIEBIE?!

To pytanie, które powyżej napisałem – jest naprawdę bardzo ważne. I naprawdę jest ono zakazane. Przez wieki tego pytania nie mogłeś zadać, a za jego zadanie mogłeś odpowiedzieć głową. Ty się nie liczyłeś, Ciebie nie było. Była religia, tradycja, naród, ojczyzna, rodzina, szlachta, król, książę, fuhrer, fabryka, korporacja – wszyscy, tylko nie Ty. Jedyna rola, jaką dla Ciebie wtedy przewidziano – to rola niewolnika, posłusznie wykonującego polecenia i zadania systemu.

Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to jest hedonizm, to jest troska o własną przyjemność, jak i minimalizowanie cierpienia. Bo recepty na życie proponowane przez system mają to do siebie, że ograniczają Ci radość życia, dając za to dużo wyrzeczeń i cierpień. Wychodzi z tego taki mały Amber Gold. Ale czy taka postawa jest zła? I tak, i nie. Jest zła dla elity i dla bezlitosnej społecznej maszyny. Społeczeństwo to karna i zdyscyplinowana armia, maszyna, gdzie jednostka jest co najwyżej pikselem czy też trybikiem. Taka postawa jest też dobra – bo gdy dbasz o własne dobro i przyjemność, to automatycznie dasz to dobro innym. Będziesz nim promieniował wszędzie gdzie się pojawisz.

Osobiście, choć kładę duży nacisk na rozwój duchowy, zanegowałem chyba wszystkie popularne „prawdy” z nurtu new age. Zamiast bezmyślnego poświęcania się i oddawania swojego życia innym – promuję świadomy hedonizm, czyli taki który nie krzywdzi innych. Zamiast ascezy, niechęci do bogactwa i odmawiania sobie ziemskich przyjemności – promuję kult przyjemności, seksualności. Uważam też że bogactwo i dobrobyt to coś wspaniałego, a z życia trzeba korzystać na maxa, na pełnej petardzie.

Zamiast kultu natury, wielokrotnie opisywałem jej mechanizmy. Uważam, że gdybyśmy się słuchali natury, to nie tylko nie siedzielibyśmy w jaskiniach, ale wręcz na drzewach. Twierdzę, że to umysły i serca ludzi świadomych mają marzenie życia w pokoju, harmonii i dobrobycie. A boską emanacją w ciele człowieczym nie jest uprawianie pola w stylu eko, jak to drzewiej bywało. Ale urbanizacja, nauka, technologia, robotyka i medycyna – dzięki którym możemy sięgać gwiazd. No i nie musimy umierać na ten cholerny wyrostek czy banalną infekcję. Bo przyjdzie pan doktor na SOR, z tym bezbożnym i nieekologicznym antybiotykiem, i uchroni Cię od umierania w potwornych męczarniach przez kilka tygodni. Och! Jakże to niewłaściwe, zakazać, wracajmy na drzewa, do natury!

Widząc roboty, maszyny, komputery, miasta, autostrady, reaktory i rakiety kosmiczne – widzę dzieło prawdziwego, żywego Boga. Czytając informację o tym, że udał się doświadczalny rozruch stellaratora Wendelstein, wiem, że Bóg istnieje. Jeszcze kilka lat, i dzięki stellaratorom będziemy mieli bardzo tanie i nieograniczone źródło energii na tysiąclecia. To wszystko zamyka się w odwiecznym człowieczym marzeniu, by żyć lepiej. Z drzew już zeszliśmy, z jaskiń także wyszliśmy, ujarzmiliśmy energię atomu. Dzięki technologii i nauce, nie zamarzamy w zimie, a osoba chora na wyrostek czy depresję nie musi umierać. Bo jest odpowiednio – prąd który ogrzeje, czy skalpel chirurga bądź tabletka antydepresyjna, które ratują życie.

To wspaniałe, że rodzaj ludzki się tak rozwija, że jesteśmy czymś więcej niż zwierzęta, czymś więcej niż natura. Teraz wypadałoby także zejść z drzew czy wyjść z jaskiń także jeśli chodzi o mentalność, emocjonalność i duchowość, bo pod tymi względami, nadal siedzimy na drzewach, razem z tymi zwierzakami. Ale potem patrzę na jakiś film przyrodniczy np na Discovery. Gdzie dwie lwice zagryzają przez 20 minut antylopę, lub stado wilków męczy słabego osobnika. No jakoś nie mogę tam dostrzec boskiej ręki. Nie jestem w stanie, i koniec.

Jak już pisałem, zwierzęta są bardzo blisko natury. Wypełniają jej programy, bo praktycznie nie posiadają samoświadomości. Są tak jak natura – bo natura też nie posiada ani rozumu, ani świadomości – ma tylko ślepe, beznamiętne programy. Człowiek zaś wymyśla, rozmyśla, filozofuje. Człowiek chce żyć lepiej, chce być szczęśliwy. To człowiek pragnie spokoju, radości, dobrobytu. Podczas gdy natura to nie spokój, ale rozpierdol i chaos. To nie radość, ale zło i cierpienie, których jest nadmiar na Ziemi. I w końcu – natura to nie dobrobyt, ale odwieczna, okrutna walka o przetrwanie, mentalność niedoboru i związany z nią lęk przetrwania.

Natura jest egoistyczna, i chce mieć zwierzęta i tym samym człowieka, przy sobie. Ona jest jak prezes korporacji, który banknotem 1000-dolarowym odpala kubańskie cygaro. Takiego prezesa obchodzi tylko to, by cyferki się zgadzały, by rosły. A więc – ekspansja. W naturze są trzy cele związane z ekspansją: jak najszersze rozmnażanie, zdobywanie jak największych terytoriów, a także konkurencja i zdobywanie zasobów. Natura chce mieć po prostu swoich roboli, tak samo jak demoniczny prezes korporacji chce mieć pracowników za 1850 zł brutto.

Prezesa nie obchodzi, że taka pensja nie starczy nawet na podstawowe potrzeby. Ważne, by jego cele (ekspansja -> hajs) się zgadzały. A jak pracownik się „zużyje„, to się go wyrzuci z korporacji, on straci mieszkanie, stanie się bezdomnym, umrze. W naturze jest to samo – ochrona w postaci hormonów (płciowych, czy melatoniny której stężenie spada na starość) jest tylko wtedy, gdy organizm rozmnaża się płciowo. I tym samym, realizuje cele natury. A więc gdzieś do wieku 50 lat.

Natura jest więc przeciwna temu, by ludzie się uduchawiali i przebudzali. Ale to nie wszystko, bo natura sprzeciwia się także temu, by ludzie byli szczęśliwi, by żyli w dobrobycie, by rozwijali naukę i wiedzę. Natura chce człowieka mieć przy sobie, choćby mieszkał on w jaskiniach, żył max 30 lat i był totalnie zezwierzęcony. To człowiek sprzeciwia się temu, chce i rozwijać się, i wrócić do swojego duchowego domu. I przez to cierpi – bo natura i jej mechanizmy w niego uderzają. Vadim Zeland, jeden z najpotężniejszych wtajemniczonych, nazwał te siły „wahadłami” jak i „siłami korygującymi„.

W swojej serii książek opisał, jak „symulować” różne mechanizmy, zachowania i odczucia, charakterystyczne dla ludzi sukcesu. Pozwala to ominąć mechanizmy natury tak, by jej siły korygujące nie karały człowieka. Zwrócę jeszcze uwagę na to, co pisałem już wiele, wiele razy. Otóż natura nie rozpoznaje i nie jest kompatybilna z naszymi duszami / umysłami. Ona nie rozpoznaje i nie rozumie takich pojęć jak: empatia, wrażliwość, miłosierdzie. Ba, ona nawet nie rozumie czym jest dobro i zło, i na czym polega krucha i delikatna równowaga między nimi.

Mechanizmy natury niejako „odruchowo” traktują te powyższe, pozytywne cechy, jako zagrożenie dla realizacji jej programów, jako słabość. I to jest wyjaśnienie tajemnicy, dlaczego ludzie dobrzy i empatyczni mają co rusz różne dziwne złe wypadki, przypadki, zbiegi okoliczności, traumy, choroby, a złoczyńcy tryskają energią, zdrowiem i odnoszą sukcesy. Zło jest premiowane i nagradzane przez naturę, bo wydajniej realizuje jej programy, niż dobro. Wśród biznesmenów, maklerów giełdowych, menedżerów, polityków – a więc elity, ludzi sukcesu – jest ogromna nadwyżka psychopatów.

Zostało to udowodnione kilkoma badaniami naukowymi. Najgłośniejsze z nich dotyczyło maklerów giełdowych z Wall Street. Psychopaci są tacy sami, jak natura, są z nią tożsami. Nie odczuwają empatii ani współczucia. Nie rozumieją oni pojęć dobra i zła. Są więc przez naturę nagradzani. Nie naruszają oni tzw „nadmiernych potencjałów„, opisywanych w książkach Vadima Zelanda, więc nie są karani przez siły natury. Mają wszechstronne możliwości rozwoju.

Częstym schematem jest tak, że jak próbujesz się odciąć od natury, wznieść wyżej – to ona „odcina” Ci swoje zasilanie. Mówisz, że Twoja dusza jest ponad, że jesteś czymś więcej? W porządku, więc receptory mózgowe / neurony słabną, powodując depresję. Także tarczyca – generator tej „profanicznej” siły witalnej – słabnie, zostaje wręcz zaatakowana przez organizm. Pojawia się choroba autoimmunologiczna taka jak Hashimoto. Obie choroby mają dziś rozmiar pandemii, i są wręcz częstsze niż pospolita grypa.

Trzeba zaakceptować swoją zwierzęcą część siebie, na przykład swoją seksualność. W tym tę seksualność, którą wypieramy do głębin psychiki, której się wstydzimy. Bo nie jest ona zgodna z konserwatywną i monogamiczną wizją świata. Jeśli walczysz z czymś, np z naturą – to wzmacniasz to coś. Nie można walczyć otwarcie, ale trzeba niejako zawiązać z nią pokój, wręcz… pakt. Trzeba obejść jej mechanizmy, choćby w taki sposób, w jaki przedstawił to Vadim Zeland.

Dopóki jesteśmy ludźmi w ciałach ziemskich, jesteśmy wplątani w to całe, zło, lęk przetrwania, zwierzęcą walkę o byt. Jesteśmy tutaj na tym samym poziomie, co zwierzęta. One robią sobie różne złe rzeczy (np męczą słabszych), by walczyć o pożywienie, partnerów, terytorium, których to zawsze jest niedobór. Ludzie robią sobie rzeczy jeszcze gorsze, by walczyć o surowce, pieniądze, zasoby, władzę.

Musisz wiedzieć, że jak wychodzisz spod macoszej „opieki” natury i jej programów, to powoli wchodzisz w inny świat. Możliwe że ten duchowy. Oprócz natury, jest druga, potężniejsza, ale o ironio, subtelniejsza siła. Nie widać jej na pierwszy rzut oka. Ta druga, boska siła, ma na celu ewolucję i udoskonalanie różnych form – zwierząt, ludzi, ludźmi, jest po naszej stronie. To tej sile zależy na tym, byśmy się rozwijali, byli szczęśliwi i zeszli w końcu z tych drzew, także mentalnie.

Z drugiej strony, potrzebujemy także tej natury. Jesteśmy dziećmi tego świata, pomimo tego że przypomina on rosyjski dom dziecka. Trzeba przecież unikać tych substancji i procedur medycznych, o których wiadomo że są szkodliwe i nieskuteczne – takich jak szczepienia czy leki obniżające cholesterol. Ważne jest też przecież dobre żarcie, inaczej się pochorujemy. No i dramatyczne jest zanieczyszczenie środowiska, które grozi zagładą życia na Ziemi. Ale tu trzeba dodać, to wszystko – drapieżny kapitalizm, rabunkowa eksploatacja zasobów i inne mechanizmy – są odwzorowaniem właśnie tych zwierzęcych programów natury.

Muszę też dodać coś innego. Wróćmy do sytuacji w Polsce. Kilka dni temu byłem wkurzony przez to, jaka sytuacja ekonomiczna panuje w naszym kraju. Wyklinałem na Polskę. Ale dosłownie chwilę później gdy przeglądałem facebooka, włączył mi się film video. Nie zdążyłem go w porę zamknąć, część obejrzałem. Było to nagranie z bogatego kraju zachodu, gdzie dwóch islamistów napadło na parę – chłopaka i dziewczynę. Wtedy natychmiast mi to przeszło, i dziękowałem stwórcy, że urodziłem się w Polsce. Przypadek, że to video włączyło mi się właśnie wtedy? Czy raczej synchroniczność jungowska?

To, na co tak bardzo narzekamy – jednocześnie nas… chroni. Narzekamy na biedę i prawicowe rządy, ale to w przyszłości ochroni nas przed ogromną wojną domową, którą być może wybuchnie na Zachodzie. Już teraz dzięki temu mamy setki tysięcy przestępstw rocznie mniej. Mamy po prostu swoich „islamistów„, choć 10 razy mniej agresywnych – kiboli, dresiarzy itp. I to nas niejako chroni. Matka natura wysyła islamistów tam, gdzie siła męska słabnie – do krajów Zachodu. I znowu, natura nie rozumie że ludzkość przechodzi ewolucję, tylko dba, by zawsze, w każdym kraju była odpowiednia dawka konserwatyzmu, cebulactwa, cierpienia, zła.

Wiele razy wspominałem, że to, na co narzekamy – a więc religie, ideologie, więziennictwo, policja, armia, i w końcu system – tak naprawdę trzyma tę planetę małp w ryzach i nas… chroni. Ogranicza, to fakt, ale też chroni. Tak samo, w pewnej części, jest z naturą. Wszystko jest bowiem dualne, podwójne. A życie pełne jest paradoksów i ironii.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Reklamy

30 odpowiedzi »

  1. Ja też wyemigruję jak nie będę należał do 0,001% najbogatszych Polaków. Wtedy będę należał do 0,01% najbogatszych Finów czy Irlandczyków.
    Daję sobie na to 10, 15 lat. A Wy, drodzy Czytelnicy – co sądzicie o tym? Dobre? Złe? Popieracie, a może potępiacie? 🙂

    • Co za ciekawe perspektywy.
      Być bogatszym? – a czemu by nie!

      Rozmyślają, kombinują, wyjeżdżają, przyjeżdżają, uciekają i powracają ludzie w te życiowe obszary, w których ich poziom percepcji koresponduje z ich spełnieniem.

      Czy potępiam? Czy popieram?
      To pytanie źle sformułowane .

      Wszystko zależy od tego w jakim szpitalu się urodziłeś i jaką po ,,wyjściu” z niego rzeczywistość tobie zaserwowano.
      Jeśli najeżoną współzawodnictwem – zawsze będziesz szukał bieżni, na której chcesz się spełnić.
      Jeśli zaserwowano ci duchowo materialną równowagę, zawsze będziesz wchodził na wąskie pomosty, kładki, za którymi widzisz bezpieczną, rozwijającą twe horyzonty przestrzeń.

      Nie przejmuj się. Obecna egzystencja ma swoje wentyle.

      I bez względu na to, czy ktokolwiek serwował ci jakąś rzeczywistość, obecna egzystencja ma dla ciebie zawsze przetrwanie, a więc współzawodnictwo i wyścig szczurów.

      Czy pójdziesz w to, ,,wychowany” przez chaotyczną iluzję rzeczywistości, bez własnej koncepcji na życie – to twoja rzecz, twój poziom percepcji i twoje spełniające cię horyzonty zdarzeń.

      Zawsze, przed podejściem do lustra, możesz spodziewać się swego odbicia – o ile w ogóle masz ogląd na swój temat.
      Trochę głupio by było, gdybym miała tyle mądrości do powiedzenia na swój temat, a w lustrze zobaczyłabym pustkę – tylko odbitą przeciwległą ścianę … 🙂

      Serdecznie pozdrawiam.

      • Krysia górale kozdego roku godajo to samo „Bydzie zima a bo i nie bydzie hej ” a ja beskidzka górolka padom Ci, ze zimy w tym roku srogiej nie bydzie hej, bo kazdyn mo takowo zime na jakom se zasuzył, nojlepi to widać to po hamaryce hej. 😀
        A u nos w Beskidach łod wcoraj leje fest i goronco na razie na plusie, a wcora wioło jak chłolera , ze az mi huśtawke wygrzmotnyło na dupee hej 😀 i to by było na tyle gorlskiej prognozy na grudzień pozdrowiom Wos piknie z Brskidów Hej 😀

    • Maguś pieniędzy nie będzie ale niektórzy ludzie znajdą sobie szybko na pocieszenie nowego bożka, w przyrodzie nie ma miejsca na pustkę, pustkę to mają niektórzy w swoich głowach, sam zresztą widzisz obserwując co poniektórych „celebrytów i nie tylko” 😀 ♥

      • Maguś wyrazy współczucia dla Ciebie , ale przecież sam dobrze wiesz, że taki jest kres każdego z nas , rodzimy się już z tym wyrokiem, że nasz ziemski skafander ulegnie zniszczeniu po jakimś tam okresie ziemskiego czasu, ale nasza Dusza jest nieśmiertelna, pożegnaj się z ulubionym sąsiadem i pozwól mu odejść do Żródła.

        A przekleństw nie rzucaj, bo sam wiesz ,że to co wysyłamy to do nas wraca, ja Cię rozumiem, że robisz to z rozpaczy i złości .
        Nie zawsze krzyk i złość leczy ból rozpaczy, czasem ukojenie przynosi rozmowa z kimś bliskim lub nawet nieznajomym, a czasem zaszycie się w cichym kąciku i zamyślenie w ciszy, lub posłuchanie kojącej muzyki jaką lubisz słuchać, ja wiem , że w młodym wieku człowiekowi trudniej jest przyjąć i pogodzić się ze śmiercią kogoś bliskiego, ale uwierz mi czas leczy takie rany. ♥♥♥
        Pomóż w spokoju odejść Duszy Twego sąsiada do nowego domu, on teraz tylko tego od Ciebie oczekuje.

    • Wyemigrowałam w 1988 roku i swojej decyzji NIGDY nie żałowałem. Widzę co osiągnęli w tym czasie moi znajomi w Polsce i to mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że decyzja jaką podjęła cała moja rodzina była słuszna.

      Ktoś powie: „pieniądze to nie wszystko”, ale tutaj idzie o coś więcej; kulturę, uświadomienie społeczeństwa, spokój, brak negatywnego stresu, cała gama udogodnień i rzecz najważniejsza: poczucie, że szanuje się ciebie jako człowieka. W różnych krajach różnie to wygląda. Śmieszy mnie to gdy rodacy wyjeżdżają na chwilę na Zachód, a później oceniają całą polską emigrację przez pryzmat swoich niepowodzeń. Ale to inny temat. 🙂

    • W desperacji zawsze można założyć własne państwo i być najbogatszym jego obywatelem 😀 A tak całkiem serio… Czy teraz potrzebna jest emigracja? Coraz więcej rzeczy można załatwić przez internet, czy to opalając się gdzieś na Karaibach, czy też w domowym zaciszu. Praca zdalna i tyle, jedyne co, to znać angielski i mieć jakąś swoją dziedzinę pracy i tylko to najtrudniejsze. Emigracja jako taka to tylko fizyczne przeniesienie się do innego kraju, a podróżować zawsze przecież można, nie? Byle nie PKP.

  2. hmm nie do konca swiat tak bedzie wygladal jak mowisz kefir – bo w ktoryms momencie wahadelko systemu peknie tj lichwa z bankami. a wtedy powrot do natury. i nie bedzie juz tak pieknie bo niby od 50 lat ludzie lataja w kosmos a ja nawet oryginalnego zdjecia ziemi nie widzialem . a te hiper napedy i warp 2 to fantastyka.

    • Lubię Cię czytać bo potrafisz wyrazić to o czym ja tylko myślę, a nie umiem ubrać w słowa ale niekiedy zapędzasz się w czarnowidztwie.
      Powrót do natury nie jest równoznaczny z powrotem „do jaskiń czy na drzewa”.
      Antybiotyki – jeśli uważasz, że Ci pomogą to… hulaj dusza… 😉

  3. Jestem Kefirku jednym z tych znienawidzonych przez ciebie przedsiębiorców. Ale zanim to się stało, byłem zwykłym pracownikiem na etacie. Przepracowałem w firmie prawie 40 lat. Przyszedł nowy szef no i zarządził zmiany i redukcje. Załapałem się na zwolnienie grupowe. Można by pomyśleć, że w moim wieku takie zwolnienie to katastrofa, ale ja podszedłem do tego z entuzjazmem. Gdy wychodziłem z biura ze zwolnieniem w ręku to miałem wrażenie, że dopiero teraz otwarły mi się drzwi do całego świata. Ludzie z którymi pracowałem gdy widzieli moją radość to łapali się za głowę sądząc że jestem niespełna rozumu. Dziś mam dobrze prosperującą firmę, zatrudniam inżynierów i techników. Zatrudniłbym ich więcej, bo zleceń jest mnóstwo, ale niestety nastąpił potężny brak fachowców na rynku. Muszę ci powiedzieć, że u mnie mają dobre pensje, ubezpieczenia i osłonę socjalną. Nikt ich nie zmusza do forsownej pracy, nie stoi nad nimi i nie wymyśla głupot. Dostają zadanie do wykonania, określony czas który na dodatek sami określają i działają. Atmosfera jest taka, że nawet w soboty chcą pracować i nie myśl, że ja ich do czegoś zmuszam. Nie będę pisał z jakimi problemami zmaga się ten znienawidzony polski przedsiębiorca, bo to nie czas i miejsce, natomiast każdemu w ramach praktyki proponuję żeby spróbował sam być takim przedsiębiorcom i zapewnił chociaż dwóm ludziom pracę przez rok. Chciałem poruszyć tu inną kwestię, a mianowicie jak do tego doszło, że z pracownika etatowego sam stałem się pracodawcą. Otóż praca, którą wykonywałem była fajna, ale monotonna, zupełnie jak na taśmie w fabryce. Po tych prawie 40 latach uwierała mnie ona tak, że myślałem iż zwariuję, jak nie zmienię tego stanu rzeczy. Byłem niewolnikiem (tak jak to określiłeś w jednym z felietonów) bo nie miałem żadnej alternatywy. Czułem się jak w pułapce. Kiedyś w nocy wstałem i zacząłem do siebie mówić, a raczej zadawać pytanie: co robić, co robić by zmienić ten stan rzeczy. Byłem w nie najlepszym stanie psychicznym i jeszcze gorszym stanie fizycznym, ale jeden stan duchowy był u mnie dominujący – pragnienie zmian, nie ważne jakich ale by one nastąpiły. Na drugi dzień pod wieczór usiadłem do komputera, od niechcenia wszedłem na YT i przeglądałem bezwiednie filmiki. Nie zapomnę jak zupełnie „przypadkowo” włączyłem film GREGG BRADEN – NAUKA CUDÓW. Zacząłem go oglądać raczej z desperacji niż z przekonania, ale w miarę oglądania moje zainteresowanie sięgnęło zenitu. Film filmem, ale jak to zastosować praktycznie. Dzień po dniu przez prawie dwa miesiące mozolnie składałem potrzebne mi informacje. Nieraz obejrzałem godzinny film, tylko po to by wyłowić z niego jedno zdanie, ale opłacało się. Zastosowanie tej wiedzy którą zdobyłem przyniosło efekty niemalże natychmiastowo i to w sposób, jakiego bym w najśmielszych marzeniach nie oczekiwał. Odszedłem z pracy, a raczej zostałem zwolniony z przyczyn leżących po stronie zakładu, więc dostałem odprawę, za którą założyłem firmę i zakupiłem niezbędne wyposażenie, spotkałem „przypadkowo” człowieka, który mnie skontaktował z innym dzięki któremu dostałem potężne zlecenie. Dzięki zarobionym pieniądzom kupiłem działkę i postawiłem zakład i to zajęło mi 8 miesięcy. Wiem, że jesteście ciekawi jak? Pierwszą wskazówkę już dostaliście. Inne „efekty uboczne” zastosowania tej metody to znakomite zdrowie, prawidłowa waga (a miałem sporą nadwagę) osiągnięta bezwysiłkowo i bez żadnych cudownych diet, no i efekt odmłodzenia. Kolega , z którym razem pracowałem a którego długo nie widziałem, sam przyznał z zaskoczeniem że gdzieś mi znikły zmarszczki i odmłodniałem jakieś 10-15 lat. Był w szoku. Jednak jest jeszcze jeden efekt uboczny(o ile to tak można nazwać): cały czas się czuję jakbym był na tzw. haju. Dosłownie mam wrażenie unoszenia się nad ziemią. Teraz wyobraźcie sobie jak ten stan działa na innych. Zdaję sobie sprawę z tego jak to brzmi. Co rozsądniejsi popukają się w czoło i stwierdzą, że oto kolejny mitoman. Cóż, możecie wierzyć lub nie ale dla mnie to wszystko jest jak najbardziej realne. Fizyka cudów działa, tylko trzeba wiedzieć jak ją zastosować. Po efektach widzę, że mi się to udało. Życie to bajka :-).
    Ps. Jak będziecie naprawdę chcieli wiedzieć to opiszę krok po kroku jak ja to zrobiłem, jakie stany trzeba zaliczyć, na co zwrócić uwagę a czego unikać by osiągnąć zadowalające efekty i nie jest to teoria, tylko czysta praktyka.

    • Bardzo fajny i wartościowy film dużo jest rzeczy o których Vadim pisze w swojej książce, ale teraz zrozumiałem to lepiej:-)
      Dzięki za wstawkę i chętnie przeczytam Twój proces krok po kroku

      Pozdrawiam
      P

  4. Takie coś sobie skleciłem i prosze was o ocene zanim puszczę dalej

    OSIĄGNIĘCIA KOLEJNYCH RZĄDÓW

    Rząd Krzysztofa Bieleckiego od 20.01.1991 rządził 11miesięcy 11dni
    Sprzedał 1200 zakładów przemysłowych
    Rząd Jana Olszewskiego od 23.12.1991 rządził 6miesięcy 18dni
    Sprzedał 1 zakład przemysłowy
    Rząd Hanny Suchockiej od 11.07.1992 rządził 15miesięcy 14dni
    Sprzedał 21 zakładów przemysłowych
    Rząd Waldemara Pawlaka od 26.10.1993 rządził 16miesięcy 14dni
    Sprzedał 2269 zakładów przemysłowych
    Rząd Józefa Oleksego od 7.03.1995 rządził 14 miesięcy
    Sprzedał 598 zakładów przemysłowych
    Rząd Włodzimierza Cimoszewicza od 7.02.1996 rządził 20 miesięcy 18
    dni – Sprzedał 992 zakłady przemysłowe
    Rząd Jerzego Buzka od 31.10.1997 rządził 47 miesięcy 19 dni
    Sprzedał 1311 zakładów przemysłowych
    Rząd Leszka Millera od 19.10.2001 rządził 30 miesięcy 15dni
    Sprzedał 548 zakładów przemysłowych
    Rząd Marka Belki od 2.05.2004 rządził 17 miesięcy 29 dni
    Sprzedał 477 zakładów przemysłowych
    Rząd Kazimierza Marcinkiewicza od 21.10.2005 rządził 8 miesięcy 15 dni – Sprzedał 281 zakładów przemysłowych
    Rząd Jarosława Kaczyńskiego od 14.07.2006 rządził 15 miesięcy 27 dni – Sprzedał 18 zakładów przemysłowych
    Rząd Donalda Tuska od 7.11.2007 rządził do 2014roku
    Sprzedał 724 zakłady przemysłowe
    Po podsumowaniu tych niewątpliwych osiagnięć widzimy że w sumie sprzedano 8440 zakładów. Ile pozostało? – ponoć kilka. Jeszcze są Lasy Państwowe no i ziemia z jej zasobami – no i my na ewentualnych niewolników
    Dług publiczny 13.grudnia 2016 o godz 9,30 wynosił 3 244 571 830 000zł i rośnie nieustannie
    Nieźle – nie prawda? Tylko proszę nie wierzyć w kłamstwa że to jest kwota która musimy spłacić. Jest dokładnie na odwrót – to kwota którą rzad musi oddać SPOŁECZEŃSTWU
    Może to wam uświadomi metody [rządzenia]

  5. Wiesz, mówi się, uważaj, czego pragniesz, bo możesz to dostać. Ci biedni tonący w marazmie dostaliby bogactwo i co by się okazało? Przez jakiś czas może i byłoby fajnie, ale szybko by się okazało, że i tak nie są szczęśliwi, bo są puści w środku. Zauważ, że to w zachodnich kulturach są te depresje w olbrzymiej skali, tam, gdzie żądza pieniądza, gdzie pęd za bogactwem. Nie mówię, żeby postawić szałas na podwórku i być szczęśliwym, no ale sam rozumiesz, co mam na myśli. Im więcej mamy, tym więcej też chcemy. Trzeba się ciągle pilnować, żeby nie wchodzić na tą ścieżkę materializmu. Potem umiera ktoś bliski i dopiero priorytety się odpowiednio układają, szkoda, że za późno.

  6. O! Dziękuję, Jarku, że tak szybko ,,zmoderowałeś” mój wpis 🙂

    A powiedz mi szczerze: czy dlatego dajesz ,,na wstrzymanie” moje wpisy, bo czasem gadam głupoty?
    No przecież zaraz przepraszam 😀
    No, dobra…, czasem na zajutrz 😀 😀

    Kto jak kto, ale ty dobrze wiesz, że niezbadane są wyroki niebios i kobiecej zawiłości 😀 😀

    Pozdrowionka.

  7. Krysiu powiem krótko……Brawo !
    Czy Babcia to może Piotr ? 😀
    Czy będziemy dzisiaj kosić ? 😀

    • MBD, bardzo dziś chciałam kosić z tobą. Nakosiłam się jak skurwysyn, ale bardzo, ale to bardzo żałuję, że nie z tobą. Wiesz co teraz czuję? Wewnętrzny rpzpiździaj. A tak bardzo chciałam z MBD.
      Już nie ogarniam wszystkich biednych, strapionych wysysaczy energii.
      Jak to dobrze, że jutro jadę na imprezę, przy której moja psycha roz….la się na maksa. Tak myślałam i odczuwałam do dziś.

      Teraz wiem, że na tym pogrzebie odpocznę, zamyślę się, popadnę w zadumę. Nawet wiersz zadedykuję dla kuzyna po tamtej stronie i ludzi jeszcze tu. Jak nie będę miała sumienia na cmentarzu, przy tej kieleckiej pogodzie, to przy ciepłym rosołku na stypie.
      Piękny i spokojny to będzie dzień.

      Bo zatrzyma wszystko MBD. Taki chwilowy reset to balsam 🙂 🙂

      Pozdrowionka, serdeczne.

      PS. Jutro pokosimy na pewno 😀 😀
      A z Piotrusiem MBD masz 100%

  8. Już się bałem, że ominęłaś moje ostatnie zdanie xD. Mówiąc o „ziarnie” i „polach”, zachaczyłaś o tematy dobrze mi znane (wszak wychowywałem się na wsi). Polecam, jeśli nie znasz tego słowa, zobaczyć definicje „gatunku pionierskiego”. Zachęcam do osobistej refleksji, nie będę się rozwodził nad tym, bo chyba bym z godzinę to pisał. Gdy pisałem o „zwyciężaniu zła, dobrem”, że tak powiem, tak naprawdę nie chodziło mi o „wszystko co jest poza tobą”, mam nadzieję, że zrozumiesz o co chodzi. „Zło” nie zwycieża (jedynie) poprzez zniszczenie wszystkiego co widzisz, nieraz też co uwielbiasz, bądź kochasz, ale przez niszczenie twojej duszy. Chodziło mi o to czym będziesz się kierować w swoich czynach, reagując na daną sytuację. Przeczytaj jeszcze raz mój poprzedni post, a nawet i jeszcze jeden raz, mam nadzieję, że pomoże w zrozumieniu. Co do morderców w pierdlu, kiedyś był bardzo fajny sposób na to: banicja. NIestety obecnie jest to niemożliwe, za dużo ludzi tu żyje.

  9. @FuckPhone – napisałeś:
    „w przedszkolu wystarczy JEDEN chuligan by sterroryzować całą resztę.”

    -i znowu. Dochodzimy trochę do sedna problemu – zło ma na Ziemi przewagę, jest premiowane i nagradzane. 😉

    • Sądzę, że dzieje się tak dlatego bo ŁATWIEJ BYĆ ZŁYM NIŹLI DOBRYM; a na dodatek ów grupa złych przejęła kontrolę nad wszystkim. Byłoby na odwrót gdyby tam „na górze” było więcej dobrych, ale aktualnie tak nie jest. To się zmieni, ale obecnie trwa i potrwa to jeszcze nim tych psychopatów się pozbędziemy. Złem jest zarazić łatwiej niż dobrem – bo to łatwiejsze. Moim zdaniem w tym tkwi cały sęk. Natura nie promuje ani jednego, ani drugiego…

  10. …tak będzie do momentu jak długo będziesz w większości. W Skandynawii jest ich w niektórych miejscach tylu, że dzieje się DOKŁADNIE na odwrót…

  11. Jeśli komuś nie starcza dochód 3500 zł netto na 4 osoby to prostu nie robi sobie dzieci albo robi sobie ich mniej. Proste ? To nieprawdę nie są jeszcze tragiczne dochody. Ludzie żyją za o wiele mniej.

  12. Gdzie dwie lwice zagryzają przez 20 minut antylopę, lub stado wilków męczy słabego osobnika. No jakoś nie mogę tam dostrzec boskiej ręki. Nie jestem w stanie, i koniec.”

    A dlaczego ? Bóg to świadomość a ona jest wszystkim. Zwierzęta to świadomość na niskim poziomie, Ludzie na trochę wyższym. Ludzie na niskim poziomie robią swoje a ludzie na wyższym także swoje. Wszędzie jest Bóg.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.