Banki i tajna władza

ŻYJESZ W NIELUDZKIM SYSTEMIE KTÓRY NISZCZY DUSZĘ!

Kapitalizm i konsumpcjonizm: kilka słów prawdy!

Popatrz na poniższy obrazek:

.

Mawiają, że pośpiech w pracy to pierwsza droga do gówna. Niedawno napisałem taką oto anegdotę:

Gdy uczeń szybko się uwijał, i zrobił zadany na lekcji materiał przed czasem, to nauczycielka od razu dawała mu kolejne zadanie. Po jakimś czasie jedna z uczennic nie wytrzymała i zapytała:

-Czemu gdy ktoś się pospieszy to zaraz ma zadawany nowy materiał i nie może sobie odpocząć, podczas gdy inni dalej się grzebią ze starym zadaniem? Czemu nie jest to wliczane do oceny końcowej, bo i tak liczą się tylko sprawdziany, prace domowe i odpowiedzi?

Wtedy nauczycielka odparła:

-Widzisz, jesteś już u progu dorosłości, w tym roku matura. Otóż właśnie tak wygląda życie realne, gdy jest się dorosłym. Niech to będzie dla Ciebie lekcją na przyszłe życie.

Zgadzasz się z tym? 😉

Teraz chciałbym Cię zaprosić na artykuł napisany przez czytelnika mojej strony. Opowiada on o tym, jak kapitalizm i konsumpcjonizm dosłownie „przeorały” ludzką mentalność, świadomość i psyche. Kult pieniądza i wyścigu szczurów w warunkach ciągłych niedoborów, niskich pensji i wyzysku, stworzył ludzi drapieżnych, oderwanych od przyrody i zafascynowanych posiadaniem, gromadzeniem dóbr i chwaleniem się nimi.

.

Zobacz zresztą sam:

Konsumpcjonizm z ludzkiej, świadomej perspektywy. Do Nas i tzw. bogaczy słów kilka.

Cytat: „Konsumpcjonizm – postawa polegająca na nieusprawiedliwionym (…) zdobywaniu dóbr materialnych i usług, lub pogląd polegający na uznawaniu tej konsumpcji za wyznacznik jakości życia (lub za najważniejszą, względnie jedyną wartość) – hedonistyczny materializm.

Myślę, że nadszedł ostateczny czas, byśmy ludzie w końcu zaprzestali być niewolnikami zakupoholizmu. Byśmy uświadomili sobie jak toksyczny i wyniszczający jest to nałóg. Byśmy odcięli się od tej formy funkcjonowania, w której przedmioty są wartością najwyższej rangi.

Prawdę mówiąc przeraża mnie jak to wszystko aktualnie wygląda.. Gdy idę na zakupy – bardzo rzadko, unikam tego jak ognia – to w trakcie, aż duszę się z nadmiaru i chaosu. Duszę się z powodu ciągłego kuszenia oraz manipulacji obecnych w sklepach. Odczuwam osaczenie przez coś co szkodzi i zniewala – przez zbędne produkty, jak i przez ludzi, którzy są tam w wersji zahipnotyzowanych marionetek, dla których cel posiadanie jest celem nadrzędnym. Dawniej mieliśmy dostęp do może 10% tego co jest dostępne dziś i jak było? Wbrew pozorom o wiele lepiej i lżej. Dlaczego? Bo żyło się sobą, swoim otoczeniem – rodziną, przyrodą i tym co przynosił dzień. Mocno za daleko to wszystko zaszło.. I to w ciągu ilu? Około 30-ciu lat..

Zdążyłam żyć w czasach na przełomie w których nadmierny konsumpcjonizm zaczynał dopiero się rozlewać. Jako dziecko miałam dość szybki dostęp do różnych nowości. Pamiętam, gdy Tato z każdym powrotem z zagranicy przywoził coraz to lepsze gadżety, ciuszki, słodycze i tym podobne. Wow! Ile z tego było radości i zadowolenia! Ale.. Wówczas właśnie, w wielu rodzinach rozwijał się proces uzależniania przyjemności oraz wartości własnej od ilości posiadanych przedmiotów. I czy tak naprawdę proces ten wniósł dobro w Nasze życia? Czy z perspektywy czasu można zobaczyć, że jest lepiej w sensie człowieczeństwa i doświadczania Naszej ziemskiej egzystencji? Nie! Zdecydowanie Nie! Dziś wyraźnie widać różnice co do tego jak wyglądał sposób życia przed technologicznym i konsumpcyjnym szałem, a jak wygląda teraz. Widać, słychać i czuć ile to szkód wniosło w Nas samych, jak i w naszym środowisku – w naszym głównym domu zwanym planetą Ziemia. Niby się rozwijamy, lecz też w wielu kwestiach cofamy, niszczejemy..

.

Jeszcze kilkanaście lat temu swobodne, spontaniczne spotkania czy to w domach, czy na łonie przyrody lub w mieście – by w karty zagrać, pogadać, pośpiewać, nacieszyć się sobą, jedzeniem, swobodą bycia tu i teraz – to był cel i norma. Jak i malutki czarno biały telewizorek, na którym pokrętłem szukało się programu lub zwykły telefon dawał więcej zadowolenia niż te wszystkie współczesne sprzęty. Dziś zaś w standardzie mamy błyszczenie na salonach, sztuczność, tworzenie atmosfery wg płytkich zasad typu – kto ma lepiej, kto ma więcej, kto w bardziej luksusowe szmaty się wystroił, czy też kto więcej na arenie zawodowej osiągnął..
W skrócie -> jedno wielkie – za przeproszeniem – GÓWNO! I to w dużej mierze sami sobie robimy! Sami dajemy się w ten syf wciągać, coraz bardziej i coraz głębiej. Bo uwierzyliśmy w obrzydliwe kłamstwa, które otaczają Nas zewsząd.

Dlatego należy zadać sobie pytanie czy naprawdę są Nam ciągle niezbędne te nowe ciuchy, nowe gadżety, nowy wystrój wnętrz itd., itp.? I czy dodatkowo to wszystko musi być markowe, najbardziej popularne – czyli w moim rozumowaniu najbardziej Nas oszukujące? Dla mnie przedmioty, zwłaszcza ciuchy z logo droższych firm są czymś – bez obrazy – dla Frajerów.. Dla osób, które uwierzyły, że zakup tych przedmiotów zwiększy ich wartość jako ludzi – że będą przez to lepsi, fajniejsi, że dzięki temu ich życie będzie miało sens..

Halo? Halo! Halo! Pobudka!
Czy Wy nie widzicie na czym to tak na prawdę polega? Otóż głównie polega to na ogłupianiu Nas wszystkich! Na płytkim zaspokajaniu mało istotnych potrzeb! Jest to nieustanne stosowanie bezwartościowych zagłuszaczy. Polegające na pogłębianiu uzależnienia siebie od czegoś lub od kogoś. Jedna wielka gra bogaczy z nami wszystkimi. Wpadliśmy w ich sidła kompletnie! Zatracając siebie, swój czas, swoje zdrowie i życie. Zapominając o tym co ważne..

W myśl schematu:
„Idź haruj jak najwięcej! Później idź i kup jak najwięcej! Miej więcej! Chciej więcej i więcej! Jak najwięcej! Będzie Ci lepiej! Będziesz szczęśliwszy! Będziesz kimś!”

I tak na prawdę nigdy dość! Ciągle mało!
Maszyna konsumpcjonizmu ładowana przez Naszą głupotę i naiwność kręci się z coraz większą siłą.

A szczęście? Hm.. Niebawem już o jego prawdziwej istocie nikt pojęcia mieć nie będzie.
Bo nadmiar szkodzi każdemu..

.

Zastanów się.. Czy w podstawowej istocie naszej egzystencji nie wystarczą nam bazowe składniki owego szczęścia? Czyli przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa w skład którego wchodzi zaspokojenie potrzeb takich jak: pożywienie, dach nad głową z dostępem do ogrzewania, prądu i wody? Kawałek ziemi, by móc samemu za pomocą upraw zaspokoić potrzebę pierwszą oraz bliskość dobrych, uczciwych, życzliwych ludzi obok? Tak – owszem wystarczą! I to wszystko! Ot cała recepta na szczęście! Odrzucana przez większość wybierającą życie w pogoni za toksynami dostępnymi w sklepach lub za wątpliwej jakości formą cywilizacyjnych rozrywek.

Gdyby każdy z Nas spędził samotnie choć tydzień gdzieś w dziczy, z dala od wszystkiego i wszystkich – w lasach, w polach, w górach – to do wielu spraw nabrałby innego podejścia. Podejścia o nazwie wdzięczność i minimalizm. I wówczas ta gówniana miłość do zakupów, jak i pogoń za posiadaniem w większości zniknęłyby z Naszego życia.

A tak to jesteśmy częścią okrutnej manipulacji bazującej na żądzy władzy, pieniądza i utożsamiania wartości jednostki od tego jak odbiera go reszta społeczności, od tego co ta jednostka ma w swym posiadaniu. Żyjemy na odwróconej wersji tego, że szata nie zdobi człowieka. I w tym sprytnie uknutym destrukcyjnym procesie jest już niemal większość z Nas. W procesie wykorzystującym jedną z głównych potrzeb ego – by jak najlepiej prezentować się w oczach innych, by być lubianym i akceptowanym. Hmm.. Lubianym, akceptowanym przez to co mam lub jak wyglądam? To ja osobiście wybieram bycie znienawidzoną i odrzuconą, niż wielbioną za tak płytkie sprawy.

Skąd ten wylew powiedzmy żalu? Bo mi się w głowie nie mieści ile zła kreuje i do czego doprowadza ten tzw. konsumpcjonizm. Gdy często widzę i słyszę co człowiek człowiekowi jest w stanie czynić i mówić jak któryś z nich ma więcej i lepiej. Wkurwa krew mnie zalewa, gdy widzę ludzi, którzy mają się za lepszych, bo posiadają coś czego inny nie ma. I to wszystko z powodu przedmiotu, pieniądza i/lub stanowiska zawodowego. Dla mnie taki Ty, reprezentujący ten styl bycia – funkcjonowania, jesteś kompletnie zepsuty/zepsuta. Jesteś szkodnikiem w systemie wartości ludzkich oraz tworzenia dobra pomiędzy Nami wszystkimi. I uwierz, że bezdomny z ulicy ma w sobie dużo więcej piękna i wartości niż Twoja osoba.

Ogarnij się w końcu i zamiast kolejnych szmat w szafie, lepszych sprzętów AGD czy RTV, kosmetyków czy wizyt upiększających (często tak naprawdę oszpecających), zacznij dzielić się nadmiarem, który masz, by pomóc komuś kto cierpi – komu w życiu z różnych powodów nie poszło za dobrze. I to jest to co da Ci poczucie prawdziwego szczęścia! To właśnie wpłynie na wzrost jakości Twojego życia! To spowoduje, że w Twym środowisku będzie lepiej! Bo im mniej ludzi cierpiących wokół tym lepsza Twoja egzystencja, jak i ogółu. A docelowo owe pomocy, wspierania, dzielenia się, uczciwości i życzliwości działania CIEBIE uwolnią z bagna w którym aktualnie się znajdujesz. Tak! Jesteś w nim – po uszy zanurzony, i to w tak wielkim, śmierdzącym, że aż wstyd..

Także wiedz, że bycie dobrym, bezinteresownie szczęście innych tworzącym człowiekiem Tobie samemu pomoże. Pomoże Ci byś swobodnie piersią oddychać mógł, byś spokojny sen miał i byś w końcu poczuł jak to jest mieć autentyczny uśmiech na swej twarzy.

I ku przypomnieniu – wszystko co ma początek ma też swój koniec. Żyć w ludzkim wydaniu wiecznie nie będziesz.. Nikt tak na prawdę nie wie co dalej i czy cokolwiek.. Lecz czy warto się narażać i ryzykować dla kilkudziesięciu lat życia w luksusie mając perspektywę prawdopodobnej wieczności w której pieniądz znaczenie ma zerowe? Hm.. Odpowiedź jest oczywista – NIE, nie warto! Obudź się w końcu, przetrzyj swe oczy i zrozum, że złote łancuchy dalekie są od szacunku, miłości oraz wolności. Zacznij prawdziwie błyszczeć poprzez swe dobre czyny i zachowania.

.

Człowiek uczciwy, o dobrym sercu, rozumiejący ważność równowagi, brzydzi sie nadmiarem, zwłaszcza w świecie w którym nadal cierpienia i ubóstwa co nie miara. I gdy ścieżki jego losu doprowadziły go do życia w komforcie bezpieczeństwa stabilizacji finansowej aż w przerośniętej formie, to zamiast iść kupować kolejną pierdołę, decyduje by iść i pomagać tym, którzy codzienność przesiąknietą mają zmartwieniami dotyczącymi zaspokojenia ich podstawowych potrzeb życiowych. I tworzy on w ten sposób szczęście swoje, jak i innych.

Nazywa się to odpowiedzialnością, wdzięcznością i świadomością wypływającą z glębszego poziomu zrozumienia systemu w jakim żyjemy – czyli jeśli ktoś ma za dużo, tzn. że ma to pośrednio lub bezpośrednio poprzez wykorzystanie i/lub oszukanie kogoś innego. Tak to działa i taka jest prawda. Gdy zaczniesz patrzeć na rzeczywistość z szerszej perspektywy niż kilka metrów przed sobą, to wtedy pojmiesz o czym mówię..

Stety niestety, ale mam w sobie głęboko zakorzenioną złość i zerowy szacunek do tzw. VIPów od czasu, gdy doświadczyłam – szerzej otworzyłam oczy i zrozumiałam do czego ich sposób funkcjonowania doprowadza. Gdy zrozumiałam ile w tym brudu i oszustwa. I jak olbrzymie są tego konsekwencje oraz jakie smutki, problemy mają z ich powodu miliony wartościowych ludzi. A wszystko co Ci bogatsi posiadają, to dzięki tym ludziom właśnie. Dlaczego? Bo każdy bogaty żyje w nadmiernym luksusie dzięki pracy innym – albo bezpośrednio pracujących u niego, lub pośrednio wydających u niego swe zapracowane gdzie indziej pieniądze. I jeśli on ma za dużo, czyli żyje w nadmiarze, który każdy świadomy człowiek wie, że szkodzi, tzn. że jest on pazerny i egoistyczny.
I nie – nie przemawia przeze mnie zazdrość – obce jest mi to uczucie. Przemawia przeze mnie pragnienie, by Ci bogacze zrozumieli w końcu na czym polega równowaga, sprawiedliwość, dobro i uczciwość.

W swym życiu poznałam wielu z nich – czy jest to powód do zadowolenia i dumy? Nie, zdecydowanie nie. Dlaczego? Ponieważ reprezentujących wartościowe podejście do życia oraz współodpowiedzialność za dobro i uczciwość w globalnej perspektywie policzyć mogę na palcach jednej ręki.. Wstyd być człowiekiem, który z tych podstawowych zasad i wartości nie zdaje sobie sprawy, lub co gorsza – zdaje, lecz nagina je pod siebie.

Eh.. Coraz więcej wśród nas Oszukanych Bombonierek.. Piękne opakowania, lecz po otwarciu.. Pustka.

Autor: AgiSu

.

Wspieraj niezależne publikacje! Darowizny finansowe to dziś w zasadzie jedyny ratunek dla niezależnych mediów. Nie mamy innych możliwości pozostania na coraz trudniejszym rynku. Info poniżej. Dzięki!

Na konto bankowe:

Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:

Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

Reklamy

8 odpowiedzi »

  1. Odnoszę się tylko do zacytowanego listu, bo wstęp ma sens. Spłycone i naiwne postrzeganie rzeczywistości, w tym sieci powiązań ekonomicznych – mechaniki systemu. Powiedzmy, że ktoś odmawia sobie jakiegoś gadżetu. Czy to zmieni los jakiegoś człowieka w państwie Trzeciego Świata? Czy zmieni strukturę myślową prymitywnych ludzi dominującą w takim kraju? Eksperyment myślowy. Rezygnacja z zakupów drogich koszulek szytych w Bangladeszu, producent bankrutuje, szwaczka traci pracę. Załóżmy, że nie było tego producenta nigdy, bo nie było wcześniej popytu wśród zblazowanych bananiarzy z wielkich miast. Potencjalna szwaczka nadal klepie biedę i nie ma pracy, bo żyje w prymitywnym kraju. Widać już absurd takiego rozumowania? To nie jest takie proste. He he he.. ;-).

    „Jeszcze kilkanaście lat temu swobodne, spontaniczne spotkania czy to w domach, czy na łonie przyrody lub w mieście – by w karty zagrać, pogadać, pośpiewać, nacieszyć się sobą, jedzeniem, swobodą bycia tu i teraz – to był cel i norma. Jak i malutki czarno biały telewizorek, na którym pokrętłem szukało się programu lub zwykły telefon dawał więcej zadowolenia niż te wszystkie współczesne sprzęty.”

    Idźmy dalej – cofnijmy się do jaskiń i prymitywnych wspólnot plemiennych, albo koczowniczych grupek bez podziału pracy i specjalizacji. Po co nam ten czarno-biały telewizor? Ognisko wystarczy. 😉 Śmierdzi mi Rousseau. Jednak chciałoby się prądu, ogrzewania i jedzonka. 🙂 Podaż specjalistów o wymaganych kwalifikacjach jest ograniczona. Nawet jeśli bogacz rozda cały swój majątek, to jest duże prawdopodobieństwo, że te pieniądze zostaną zmarnowane lub zainwestowane w doraźne działania, przez ludzi nie mających kwalifikacji do ich spożytkowania lub nie mogących znaleźć kompetentnych ludzi mogących je wykorzystać w tzw. „szczytnym” celu, czyli ich przepływ w systemie nie zainicjuje pożądanych procesów. 🙂 Z góry widać więcej. 😉

    • Świetnie, w samo sedno.
      Zawsze będą podziały bo ludzie są różni o różnym poziomie pojmowania i inteligencji.
      Proste jak konstrukcja cepa

    • Ja się generalnie zgadzam z AgiSu. Co do tego co napisał GS: Ja od 7 lat mam tą samą komórkę. Czy jej nie wymieniam na nowszą z troski o mieszkańców krajów biednej Afryki czy Bangladeszu? To przy okazji też, ale przede wszystkim dlatego, że nie mam potrzeby posiadania nowszej komórki mającej ileś tam bajerów więcej, których i tak nie będę używać. Gdyby podobnie myślała większość ludzi nie byłoby tego rozbuchanego konsumpcjonizmu. Owa przykładowa szwaczka gdyby nie popyt owych „bananiarzy” mogłaby żyć w sposób może dla Ciebie prymitywny, ale dla niej być może wystarczający. Jeśli miałaby kawałek pola, mogłaby zasiać, zebrać i zjeść i mieszkać w jakimś szałasie bo nie potrzebuje dużego domu bo w Afryce jest ciepło może byłaby szczęśliwsza niż ci co ciągle gonią za nowymi gadżetami pracując od świtu do nocy? Wiele krajów Trzeciego Świata jest biednych i prymitywnych nie z powodu tego, że ludzie tam są głupi i prymitywni. Ich przekleństwem jest paradoksalnie bogactwo które posiadają. Afryka ma mnóstwo bogactw mineralnych i koncerny chińskie, amerykańskie czy inne przekupują rządy tych państw aby ustalały takie prawo, które im pozwoli do woli eksploatować te zasoby, a rdzenni mieszkańcy nie mają z tego nic. Tak to wygląda. Gdyby więc nie owe zachłanne koncerny owa szwaczka może mogłaby pracować w przemyśle przetwórczym jakieś rudy czy czegoś innego i przynosić zysk krajowi i sama zarobić na godną egzystencję w rozumieniu świata zachodu. Jednak nie może, bo wielcy tego świata tego nie chcą. Tak więc to pan panie GS ma spłycone postrzeganie rzeczywistości.

      Zacytowany fragment dotyczący spontanicznych spotkań w domach i na łonie natury oraz małego czarno-białego telewizorka ja rozumiem zupełnie inaczej. AgiSu daje do zrozumienia, że kiedyś byliśmy bardziej naturalni, spontaniczni, chętni do wspólnej rozrywki, rozmów itp. Panowała powiedzmy szarobura rzeczywistość, bo nie było tylu błyskotek co teraz za którymi się uganiamy. Nie było tyle różnych rzeczy w sklepach, więc mniej skupialiśmy się na kupowaniu i posiadaniu, a bardziej na tym co naprawdę istotne, czyli relacjach międzyludzkich, wzajemnej pomocy sobie itd. Ten fragment pokazuje jak bardzo odeszliśmy jako ludzkość od natury, a im bardziej od niej się izolujemy tym gorzej dla nas. Zamiast gonić za nowszym autem czy lepszym telewizorem albo komórką lepiej dla zdrowia psychicznego i fizycznego byłoby ten czas spożytkować na np. wycieczkę rowerową czy pieszą po lesie.I to wcale nie oznacza, że mamy wrócić do jaskiń i dawnych wspólnot plemiennych. Po prostu korzystajmy z tego co jest dostępne z zachowaniem zdrowego rozsądku. Traktujmy różne przedmioty czy technologie (jak internet) jako narzędzia potrzebne do funkcjonowania w naszym świecie. Tylko tyle. Wtedy konsumpcjonizm gwałtownie spadnie a co za tym idzie wszystkie nachalne reklamy i wybór po 100 przedmiotów każdej rzeczy spadnie. Podaż kształtuje popyt to podstawowe prawo ekonomii. Ten popyt jest sztucznie kreowany przez koncerny i ich właścicieli takich jak rodziny Rothschildów, Rockefellerów, Morganów itd. Gdy większość ludzkości zmieni podejście to wszystko się zmieni. I na pewno owa przykładowa szwaczka nie będzie miała gorzej a tylko lepiej. A co do telewizora to czy czarno-biały czy kolorowy, płaski czy kineskopowy to i tak nadają w nim w 90% kłamstwa, propagandę i złe wiadomości. Dlatego najlepiej nie mieć w ogóle telewizora. Wtedy będzie czas na refleksję.

  2. Też jestem zwolennikiem zadaniowego czasu pracy, jednak nie w każdej branży jest to możliwe. Np. jak pracujesz w handlu, to różni klienci mają czas w różnych porach dnia, więc musisz być w pracy przez 8 godzin (lub więcej), niezależnie ilu klientów obsłużysz. W kwestii ucieczki z wyścigu szczurów, polecam stronę wyscigszczurow.pl. O oszczędzaniu, wolności finansowej i innych sprawach w prosty i zabawny sposób.

  3. Cicho obserwuję blog Jarka od bardzo długiego czasu i nie odczuwałam potrzeby, żeby specjalnie się wypowiadać w różnych tematach. Zaznaczę, że bardzo chcę podziękować autorowi za dzielenie się swoimi przemyśleniami we wszystkich dziedzinach.

    Jednak tym razem przeczytanie przytoczonego tu listu wywołało we mnie spore zdziwienie.
    Metoda rygorystycznego minimalizmu rzadko kiedy się sprawdza i może wywołać więcej emocjonalnych szkód. Wtedy potencjalne korzyści dla osób stosujących te zasady mogą być znikome i to może wywołać falę ogromnej frustracji czy rozczarowania. Rozumiem, że konsumpcjonizm nie jest bez wad, ale nie jestem zwolennikiem wylewania złości na niego, bo to niczego nie zmieni. Nikt nie jest przymuszany do nadmiernego konsumpcjonizmu i wciąż mamy możliwość swobodnego obracania się w tej materii.
    Uczciwie przyznam, że umiarkowane korzystanie z zasobów naszej cywilizacji jest rzeczą bardzo dobrą – przykładowo wielu z nas bez tych technologii nie miałoby możliwości na czytanie wartościowych blogów.
    Postawiłabym na edukowanie ludzi w kwestii rozsądnego korzystania z dobrodziejstw, a sam wzrost świadomości mógłby zmniejszyć wpływ idei maksymalizacji zysków za wszelką cenę. Dotyczy to także ludzi chcących prowadzić własne biznesy.
    Pokolenie młodych ludzi obecnie wcale nie jest aż tak zachłanne w tym szale konsumpcjonizmu. Zaobserwowałam, że starsze pokolenia też nie są całkiem bez winy, ponieważ dla nich kwestia posiadania jest wciąż bardzo istotna. Nie oszukujmy się, dzisiaj wszyscy dźwigamy ciężar wyborów poprzednich i obecnych pokoleń.
    Czarno – białe spojrzenie na świat kojarzy mi się z zestawianiem przeciwstawnych idei przez osoby twierdzące, że tylko ich strona zawiera najważniejszą prawdę.
    A jak jest w rzeczywistości?

    Proponuję nie osądzać tak negatywnie ludzi z XXI wieku, bo naprawdę wielu z nich kieruje się dobrymi wartościami, mają łagodne usposobienie i życie z nimi jest bardzo ciekawe. W poprzednich wiekach była bardzo podobna liczna osób krytykujących życie ich ówczesnego społeczeństwa, więc mogę śmiało wywnioskować, że takie zjawisko nie jest niczym nowym. Celowo nie zastosuję porównań z poprzednimi epokami, ponieważ mówimy tu o stylu życia, który jest głównie podyktowany osiągnięciami naszej cywilizacji. Porównania często tworzą swego rodzaju uogólnienia, które mocno zaburzają obraz rzeczywistości. A ja do tego nie zmierzam.

    Podsumowując, każdy z nas idzie do przodu i wątpię, żeby wracanie się do starych wzorców z przeszłości byłoby genialnym rozwiązaniem. Jako ludzkość mamy niesamowitą zdolność do generowania nowych idei i tu mogę ostrożnie dodać, że przeszłość może nas inspirować do wielu zmian. Tych na lepsze.

    Ciao

  4. Dzielić się z leniami ? murzynami menelami itd itp, można owszem kupić komuś łopaty ale nie kopać za kogos, juz to przerabialismy 50 lat temu, i z tego okresu mamy 20 milionów pijaków i palaczy, koleżanka gustuje w bajkach typu pomóżmy murzyniatkom które za 10 lat będą nas szturmować i uprawiać roszczeniowe naszym kosztem, następna miss polonia

  5. AgiSu w pierwszej części swojego artykuliku ma całkowitą rację, której nie zrozumieli, lub nie chcieli zrozumieć niektórzy komentujący. Jest jasne, że szczęścia można zaznać w każdych warunkach, o ile te nie noszą znamion niewoli. Za moich czasów życie było o wiele atrakcyjniejsze: znało się wszystkich niemal sąsiadów z kamienicy, z większością utrzymywało się dobre stosunki, chodziło do nich na telewizję, a wydanie kolejnego „Małego Modelarza” przyprawiało niemal o euforię. Dzisiaj wszystko się zmieniło: do kamienicy nie wejdziesz bez domofonu na którym są już tylko numery mieszkań, drzwi wejściowe do nich nie mają już wizytówek, ani nawet numerów – tak jest w mojej klatce (adekwatne słowo), ale jeśli GS odczuwa szczęście w dzisiejszej rzeczywistości, to wszystko jest w porządku – jest już z innej gliny ulepiony. Szkoda tylko, że zupełnie nie zrozumiał, co AgiSu chciała powiedzieć, a chciała powiedzieć, o ile z kolei ja to dobrze zrozumiałem, że tamta rzeczywistość była po prostu bardziej ludzka, nie tak odhumanizowana, jak ta dzisiejsza, przez którą czasem chciałoby się jak najszybciej przenieść gdziekolwiek indziej. GS popełnia nadużycie mówiąc, że należałoby się przenieść do epoki plemiennej tylko dlatego, że AgiSu widzi urok w czarno – białym telewizorku. Zapewniam, że oglądanie Bonanzy na takim ekranie sprawiało większą przyjemność niż oglądanie seriali, szlachtowanych reklamami, w dzisiejszych kolorach. A wytłumaczyć można to bardzo prosto: to była przyjemność nie każdemu dostępna – sam aparat telewizyjny był atrakcją, a już kolorowy „Rubin” zdolny do podpalenia mieszkania, przenosił w wyższe sfery. Dzisiaj zblazowany oglądacz przerzuca kanały pilotem, którego zawieruszenie się w jakimś kącie, przyprawić może o wściekłość lub atak serca. Konsumpcjonizm polega na tym, że, jak Marian i Barbara, leci się do marketu, bo tam ogłosili jakąś pozorną promocję dla debili lub przecenę szmelcu, którego już nikt nie chce kupić.To tym konsumpcjonizmem sprawiamy, że w takim Bangladeszu rodzi się współczesne niewolnictwo, a szwaczki tam zatrudnione wkładają do kieszeni szytych przez siebie ciuchów karteczki z wołaniem o pomoc. Jednak lepiej tej szwaczce było żyć po swojemu, „w prymitywnym kraju”…
    Każdy normalny człowiek docenia osiągnięcia współczesnej nauki i techniki, ale musi też widzieć, jak posługujący się nią biznes korporacyjny sprawia, że ten normalny człowiek zamienia się w kupującego coraz więcej robota. Marian i Barbara mają już chyba mieszkanie zawalone pod sufit…
    Ale AgiSu też przegięła zalecając dzielić się tym, co ciężkim trudem wypracowaliśmy dla swojej rodziny – pachnie mi to jakąś odmianą marksizmu. To Kościół ma się dzielić, a jak się dzieli każdy widzi. Mając taki przykład, idący w końcu ze sfer niebieskich, nikt nie będzie z siebie robił wiechowskiego frajera pompkę. „Człowiek uczciwy, o dobrym sercu, rozumiejący ważność równowagi, brzydzi się nadmiarem, zwłaszcza w świecie w którym nadal cierpienia i ubóstwa co nie miara” – niech AgiSu popatrzy na swoją własność i z ręką na sercu powie, czy czegoś nie ma w nadmiarze – jeśli ma, to niech z tym czymś pędzi co prędzej do Czerwonego Krzyża, bo przecież tym nadmiarem może zrobić komuś dobrze (cokolwiek miałoby to znaczyć).
    Zgrzytem w tym, co pisze AgiSu jest też przywołanie obrzydliwego z każdej strony zakładu Pascala – nadmiar, który wypracowaliśmy oddany komuś, ma nam otworzyć wrota niebieskie? Sorry, ale tego nie kupuję. Jak mam nagromadzone niepotrzebne ciuchy, to je po prostu wynoszę do pojemnika bez żadnej myśli przewodniej, z zadowoleniem, że będę miał miejsce na następne.
    Nie pozwólmy się odhumanizować niedzielnymi wypadami do lidli, kerfurów, tesków i innych ogłupiaczy oferujących przedmioty, które będą cieszyły pół tygodnia. Pewnie przez kolejne pół będziemy myśleć, co teraz kupić, by dopaminka wlała się znów do mózgu.
    Można olać te sterty towaru, ale cholera bierze, gdy się pomyśli, że zostały wyprodukowane kosztem środowiska naturalnego, by to środowisko dalej zatruwać. Ale to już inna sprawa.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.