Firmy farmaceutyczne

POLSKA DWA LATA PO EPIDEMII KORNAWIRUSA: PONURA WIZJA!

Oświadczam, że wszystkie zawarte tutaj opisy są fantazją i fikcją literacką. Nie miały i mam szczerą nadzieję, że nigdy nie będą miały miejsca. Nie jest to też manifest przeciwko polskiemu rządowi, bo nie piszę takich manifestów. Nie jest też namawianiem do czynów przestępczych, bo ich nie popieram. To tylko opowiadanie, wyluzuj, panie oficerze. 😀 Wiesz w ogóle, czym jest sztuka i konwencja literacka political-fiction? 🙂

A więc zaczynamy.

22 stycznia 2022 roku, kolejny miesiąc kwarantanny, minister Szumowski przewiduje szczyt zachorowań na marzec 2022. Idę sobie opustoszałym miastem do pracy w fabryce na maszynowni. Wszędzie walają się śmieci, których nikt już nie wywozi. Widziałem dwa doszczętnie spalone wieżowce, kiedyś tętniące życiem. Nikt tych pożarów nawet nie próbował gasić. Chyba z sześciu bezdomnych prosiło mnie choćby o kęs chleba. Jednej pani z dzieckiem oddałem swoją kanapkę, którą przyszykowałem do pracy. Dała ją dziecku. Było tak głodne, że się rozpłakało i przytuliło się do mnie. Serce się kraja na taki widok, ale te sytuacje przydarzają mi się codziennie po kilkanaście lub kilkadziesiąt razy. W Polsce bowiem panuje masowy głód. Odnotowano nawet przypadki kanibalizmu, które opisano w głośnych artykułach w gazetach, które rozdawano teraz za darmo, bo nikt nie miał na nie pieniędzy. Nawet ja, posiadający pracę, która była dziś luksusem. I to nawet pracę za zaledwie milion dwieście tysięcy złotych miesięcznie, w walucie po hiperinflacji.

Idę sobie dalej koło lasku, i nagle słyszę donośne wołanie:

-Stać! tu Milicja Sanitarna! Proszę pokazać dowód osobisty i poddać się badaniu!

Wtedy odwróciłem się i je zobaczyłem. Dwie kobiety z krótko obciętymi włosami, w maskach przeciwgazowych i szczelnych kombinezonach. Na rękach miały rękawiczki, w dłoniach trzymały karabiny maszynowe wymierzone w moją stronę. Jedna z nich odłożyła karabin i podeszła do mnie. Druga celowała do mnie z odległości czterech metrów. Słyszałem, jak odbezpiecza karabin..

Widziałem też, że na uniformach miały trzy plakietki. Jedna przedstawiała matkę boską częstochowską. Druga – logo Milicji Sanitarnej. Trzecia zaś to podobizna ministra zdrowia, Szumowskiego, wpleciona w patetyczne przedstawienie krzyża i samolotu Tupolew. Nie zobaczyłem na ich uniformach wszywki z godłem czy flagą Polski..

-Podejdź do mnie, no podejdź! Tu się nachyl, czołem.

Tak jak powiedziała, tak zrobiłem. Temperatura książkowa, 36,6 stopnia Celsjusza.

-Czy ma pan objawy silnego kaszlu, duszności, bólów głowy, kataru lub inne objawy grypopodobne?

To pytanie mnie nie zaskoczyło, wszak panuje epidemia. Inne kraje już dawno otworzyły swoje gospodarki i funkcjonowały normalnie, ale Polska ciągle zamknięta. Każdego dnia widziałem dosłownie tysiące ludzi koczujących na ulicy w namiotach, grzebiących w śmietnikach, i jeszcze więcej osób stojących w kilometrowych kolejkach po pomoc żywnościową. I to nie byle jaką, bo żołnierze rozdawali wyłącznie suchy chleb, margarynę i czasami smalec, ogórki. Konserwy były rarytasem w Funduszu Rezerw Materiałowych. Z dwadzieścia razy widziałem, jak wojsko zabiera z ulicy ciała ludzi zmarłych z głodu lub zimna. Wiele razy widziałem na ulicach ciała ludzi leżące kilka dni, bo tak dużo trzeba było ich zabierać, że żołnierze nie dawali rady z ich wywożeniem.

Wtedy moje zamyślenie przerwał przeszywający ból.

-Odpowiadaj, jebany gnoju! Po polsku nie rozumiesz, do kurwy jebanej nędzy? Mam drugi raz kurwa powtarzać? Drugiego razu nie będzie, będzie kulka w łeb, zgodnie z ustawą naszego wspaniałego ministra! Niech Bóg i mateńka boska mają go kurwa w swojej opiece!

Słysząc te słowa czułem, jak potworny ból sprawiony uderzeniem kolbą karabinu w głowę rozchodzi się po niej całej. Dotykając ręką głowy poczułem ciepły płyn – to krew..

Ni.. ni.. ni.. nieee, n.. n… n… nie mam takich objawów ani nic ta.. ta.. takiego.. -Ból był dalej obezwładniający, a ja poczułem jak krew spływa mi po policzku.

-To typowe symptomy bezobjawowego koronawirusa! Idziesz z nami do Obozu Koncentracji Wirusowej numer 9 koło Osiedla Bukowego za autostradą, to jest już poza Szczecinem! Poinformuję Cię o Twoich prawach, jebany śmieciu! Mamy prawo poddać Cię tam przymusowemu leczeniu i szczepieniom. Możemy poddać Cię dowolnym eksperymentom medycznym i naukowym, jak i pobrać Twoje narządy do transplantacji w każdej chwili! Gdy uznamy, że nie da się Ciebie już wyleczyć, możemy zadecydować o eutanazji! I na nic nie musisz wyrażać zgody, jest epidemia, to dla dobra nas wszystkich!

Zrozumiałem wtedy, że mam naprawdę przesrane. Nie śmiałem zapytać co będzie, jeśli odmówię, bo druga członkini Milicji Sanitarnej wciąż mierzyła do mnie z odbezpieczonego karabinu maszynowego.

Wtedy nagle usłyszałem krzyk:

-Frakcja Powstańcza!

Czterech zamaskowanych mężczyzn z potężnymi kałaszami oddało serię strzałów w kierunku pań z Milicji. Grad kul sprawił, że zatańczyły breakdance’a, ostatniego w ich życiu, i przypuszczam, że także pierwszego w ich życiu. Potem padły jak długie na Ziemię, bez żadnych oznak życia.

-Przyłącz się do nas, rebeliantów. -Odpowiedział jeden z mężczyzn.

-Atakujemy i zabijamy ich. To nierówna walka. W tym tygodniu skosiliśmy już dziesięciu. Zabierają ludzi do obozów koncentracyjnych, a tam koncerny farmaceutyczne z całego świata testują na nich najróżniejsze leki. Rozumiesz? Praktycznie wszystkie firmy z całego świata przeniosły się teraz do Polski, i mają dziewięć milionów darmowych królików doświadczalnych, bo Szumowski na rozkaz Billa Gatesa umożliwił im tę działalność za darmo. Setki ludzi dziennie jest zabijanych a potem patroszonych na organy do transplantacji. Zbrodniczy przemysł kwitnie!

-Ale czy taki opór coś da? Co jeszcze robicie? -Zapytałem.

-Pewnie, że da! Ich oddziały się wykruszają, nie ma już kto obsługiwać tych obozów farmaceutycznej śmierci. Nasi agenci w tych obozach wszczynają bunty, co dodatkowo potęguje chaos. Ginie ich setki tygodniowo. Miałeś naprawdę wyjątkowego pecha, że ich w ogóle spotkałeś, bo połowę z nich już wytłukliśmy! Poza tym niszczymy maszty nowej sieci komórkowej, w tym tygodniu nasz oddział zjarał aż dwanaście! Atakujemy ich posterunki, podpalamy samochody, robimy sabotaże w punktach zaopatrzenia. Oni się strasznie boją, ale dalej ślepo wykonują rozkazy, bo są fanatykami z wypranymi mózgami. Poza tym robimy różne inne akcje, codziennie dołącza do naszych oddziałów setki ludzi!

-Szykujecie jakieś powstanie? -Zapytałem.

-Bingo! Jest wśród nas tak dużo byłych policjantów, spec-agentów, żołnierzy czy nawet strażników miejskich, że chyba co drugi z nas kiedyś do nich należał. Zależy nam na dobru naszej Ojczyzny. W końcu dowodzi nami były komandos GROM, bardzo zasłużony, zaprawiony w boju i oddany sprawie. Armia i policja po cichu zaopatrują nas w broń i żywność. Bo myślisz, że niby skąd mamy tak dobry sprzęt? Te chłopaki dobrze wiedzą, co się dzieje i też nas popierają! Jaskółki ćwierkają, że marszałek Wojska Polskiego razem z nami chce obalić tę farmaceutyczną tyranię i wyzwolić kraj spod okupacji WHO! To jak, dołączasz do nas?

-Okej, nie ma sprawy!

Autor: Jarek Kefir

3 odpowiedzi »

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.