TAJEMNICE WOJNY PŁCI – KONIEC DZIECIŃSTWA LUDZKOŚCI

Czy wiesz, jaka jest różnica między siłą a mocą?

SIŁA jest wtedy, gdy za pomocą techników, robotników i sprzętu budowlanego budujesz piramidę według prawideł sztuki inżynierskiej.
MOC jest wtedy, gdy za pomocą energii myśli (telekineza) przenosisz ogromne bloki skalne, budując w ten sposób piramidę. Tak podobno było za czasów poprzedniej cywilizacji obejmującej cały glob ziemski, czyli Atlantydy.

SIŁA jest wtedy, gdy używając urządzenia technicznego (telefonu komórkowego) piszesz SMSa do znajomego, by do Ciebie przedzwonił.
MOC zaś jest wtedy, gdy przez minutę intensywnie myślisz o znajomej osobie, a ona wtedy do Ciebie dzwoni.

SIŁA to: siła fizyczna, umysł ścisły, logika, racjonalność, nauka, technologia, inżynieria, technika.
MOC to: umiejętność dyplomacji, umysł emocjonalny, empatia, kultura i sztuka, intuicja i przeczucia, jasnowidzenie i zjawiska paranormalne, jak i niesamowite zdolności ludzkiego umysłu (telepatia, telekineza i inne).

SIŁA należy do pierwiastka męskiego.
MOC zaś należy do pierwiastka żeńskiego.

W poprzedniej erze, przed epoką upadku człowieka, mężczyźni mieli siłę, a kobiety miały moc. Kobiecość zasilała swoimi odżywczymi sokami męskość, a męskość przekazywała kobiecości siłę. Działało to na zasadzie sprzężenia zwrotnego dodatniego. Jedno napędzało, ochraniało i wspierało drugie.

Ale potem nagle to się zmieniło. Opisuje to w symboliczny sposób hebrajska mitologia, konkretnie Genesis i mit o ucieczce Lilith z szatanem. Otóż pierwiastkowi kobiecemu odebrano jego główny atut – moc. Zredukowano ją do małych rozmiarów. I w związku z tym, kobietami pozbawionymi mocy, pustymi niczym wydmuszki, musieli się zająć mężczyzni, na których barki nałożono dwa razy większy ciężar i odpowiedzialność. Wyobraź sobie, że masz dwa silniki, A i B, pracujące stabilnie na 65% wydajności, bo więcej nie trzeba by zapewnić zasilanie układu. Ale nagle w silniku B poziom wydajności spada do wartości krytycznej 10%. Wtedy by zapewnić choćby minimalną homeostazę systemu i jego zasilanie, musisz przerzucić na silnik A 140% wydajności. Co się wtedy dzieje? Po pierwsze, układ zasilany przez te dwa silniki ledwo co działa. Pracuje na minimum minimum. Po drugie silnik A co jakiś czas notuje przeciążenia krytyczne i musi się resetować. A jak się mężczyźni resetują i jakie to ma konsekwencje, to wszyscy wiemy. Po trzecie, silnik A prędzej czy później nie wytrzyma takiego przeciążenia i się zatrze.

Rezultatem faktu, że pierwiastek żeński został pozbawiony mocy jest to, że kobiecość nie odżywia, nie zasila, nie wspiera, jak to głoszą Hellingerowcy, Dakinie i szkoły Tantry. Jest jak wyschnięta studnia, która nie może napoić swojego mężczyzny i dać mu energii. Ale nie tylko o to chodzi. Sprawy takie jak słaba orientacja w terenie, chwiejność emocjonalna łącznie ze skłonnością do depresji czy borderline, głęboko podświadomy, „Freudowski” masochizm, kłopoty z logicznym myśleniem i naukami ścisłymi, bierność życiowa i nieumiejętność komunikacji wprost, i wiele innych przywar.. To nie jest kwestia różnic płci, ani tego, że nie jesteś samcem alfa, więc Twoja kobieta nie ma w Tobie oparcia i dlatego jej odwala. Nie, żaden człowiek nie powinien się tak zachowywać. To są cechy osoby, której odebrano wewnętrzne zasilanie związane z jej płcią, i jedzie teraz na oparach energetycznych, potrzebując tegoż zasilania i opieki z zewnątrz, od mężczyzny.

Kobiecość więc nie tylko nie odżywia, nie daje tego życiodajnego impulsu mężczyźnie. Nie ma już tego sprzężenia zwrotnego dodatniego między pierwiastkami płci. Ale sama w sobie, jako Lilith, uciekła z szatanem i stała się toksyczna wobec męskosci. Jako, że kobieta nie ma swojego wewnętrznego energetycznego źródła (czyli mocy), żąda więc od mężczyzny, by ten dawał jej dwa razy więcej, sam dostając przy tym dużo mniej niż wcześniej. Oczekuje od niego, że zajmie się finansami (mieszkanie, dobre zarobki, auto), będzie podejmował decyzje, wykaże się zaradnością i inicjatywnością. I ogólnie, w systemie patriarchalnym mężczyzna ma w relacji ogarniać minimum 75% spraw związanych z materią, a kobieta maksimum 25%. Taki stan nazywany jest przez kobietę „partnerstwem”, bo ona daje już 25%, a nie tylko 10%, jak jej jeszcze bardziej bierne babki przed wiekami.

Z kolei gdy jakaś silna kobieta zwiąże się z wrażliwym facetem z pewnymi problemami, i ona daje 60% a on 40%, to jest to jej nie w smak. Zalety tego mężczyzny są mało ważne, bo nie ma on wystarczająco dużo siły. Gdy ten mężczyzna pracuje nad sobą, rozwija się, to ona z nim jest i może go wspierać. Ale nie po to, by dojść do wymiany 50% na 50%. Bo to dla kobiety nie jest jeszcze partnerstwo. To dalej jest dla niej za mały wkład od mężczyzny. Hellinger przecież uważał, że mężczyzna w relacji fizycznie / materialnie daje więcej, bo kobieta dała mu fizyczne (czyli dziecko), co wymaga wyrównania w fizycznym (bardzo ciężka praca mężczyzny). Zaś Dymitr Trocki, rosyjski mistyk, mówił, że kobieta ezoterycznie ma sześć razy większą wartość od mężczyzny, bo ona może urodzić dziecko, a on nie.

A jeśli kobieta jest z facetem słabym, który daje jej za mało (poniżej 75%), nie zmienia się i nie pracuje nad sobą, jest ciągle bierny, to się na niego wkurza, dowala mu, jest złośliwa. A po jakimś czasie od niego odchodzi.

Dynamika między płciami zawsze rozchodzi się o dwie sprawy:

1. Jestem za słaba, nie mam mocy, więc musisz się mną opiekować i mnie utrzymywać, dając mi dwa razy więcej siły niż w czasach Atlantydy / Edenu, i nie dostając w zamian ode mnie mocy.

2. Jak urodzę dziecko to tym bardziej będę jeszcze słabsza, zdana na całkowitą opiekę mężczyzny, więc musi być on na tyle silny i agresywny, by upolować mamuta i mnie ochronić. Jeśli nie poradzi sobie z moją wrednością i humorami, które są tak naprawdę testem na jego męskość, to jak sobie poradzi z resztą życia?

Całość wygląda tak, że mężczyzna ma dawać dużo od siebie kobiecie, która jest bierna i nieaktywna. Daje jej zasoby, które żeby zdobyć, to trzeba dokonać ogromnego wysiłku. W zamian otrzymuje emocjonalność, czułość, seks. Społeczności MGTOW i red pill uważają, że nie jest to wymiana równa.

Feminizm to nic innego, jak pompowanie u kobiet siły, czyli tego, co naturalnie odpowiada pierwiastkowi męskiemu, a nie żeńskiemu. Nie, drodzy ezoterycy, drogie dakinie, drodzy tantryści czy Hellingerowcy. To nie przysporzy kobietom mocy, ale jeszcze bardziej zaburzy równowagę systemu. Bo jeśli kobiety zwiększą swoją siłę o x, to będą chciały mężczyzn o sile x + 1. Jeśli zwiększą swoją siłę o 2x, to będą chciały mężczyzn 2x + 1. Jeśli 3x – to będą chciały mężczyzn o sile 3x + 1. To się nazywa hipergamią – polega to na tym, iż większość kobiet do relacji wybiera faceta o pierwiastku siły większym, niż ma ona sama.

Zwiększanie pierwiastka siły przez kobiety i instynkt hipergamii powoduje horrendalny, wręcz logarytmiczny wzrost wymagań wobec mężczyzn. Więc pula partnerów, z którymi przeciętna kobieta może wejść w związek, dramatycznie się kurczy. Bo tylko faceci z najwyższej półki wchodzą już w grę. Jakie są dalsze konsekwencje tego stanu rzeczy?

Bunt Lilith.

Nie, bunt Lilith nie jest słusznym, podświadomym gniewem kobiecym za wieki patriarchalnego uciemiężenia, który nawarstwia się w żeńskiej nieświadomości zbiorowej (egregorze). Tak uważają osoby ze światka duchowego i różni ludzie patrzący na świat przez różowe okulary. Nie o to w tym chodzi. A wręcz przeciwnie. Kobiety są wkurwione, sfrustrowane, złośliwe, żmijowate, jędzowate, i same już nie wiedzą o co im chodzi, bo faceci po dwóch wojnach światowych i przemianach społecznych stracili swój dzikusowaty wigor i stali się zniewieściali. Tak, one nie są wkurwione przez to, że nasi pradziadowie ich uciskali, ale wręcz przeciwnie. One są wkurwione na to, że mężczyźni stali się pizdami i nie można na nich polegać. W naturze gdy w danym stadzie (np kurnik) samiec – kogut jest chorowity, słaby lub go nie ma, to samice – kury – stają się agresywne i napastliwe. Tak jest też w gatunku ludzkim.

Koniec dzieciństwa ludzkości

Przed tysiącami lat nasza planeta miała rdzeń / matrycę (czyli system zarządzający) typu matriarchalnego. To pierwiastek żeński miał prowadzenie, bo to on jest paradoksalnie silniejszy. Istnienie nie było oparte o typowo męską SIŁĘ, ale o kobiecą MOC. Sam Vadim Zeland w serii swoich książek „Transerfing Rzeczywistości” wspominał o tym, że cywilizacja Atlantów budowała piramidy nie techniką, ale siłą myśli. Czyli właśnie żeńską mocą.

Jednak potem nadeszło to, co święte pisma nazywają wygnaniem z raju. Uznano, że człowiek nie może być długowieczny. Zmodyfikowano nasze ciała z silnych krzemowych na słabe, kruche i chorowite węglowe. Skrócono tym samym czas naszego życia do maksimum 120 lat.

Dalej: pierwiastek żeński stracił swoją moc, jak i stracił pierwszeństwo, czyli prowadzenie. Od teraz, z ogromnym trudem prowadzić musi pierwiastek męski, który się do tego nie nadaje. Tylko niewielka część mężczyzn to silni osobnicy alfa, pożądani przez kobiety, reszta to błędy natury, czyli osobnicy beta, omega itp. Po upadku Atlantydy, czy też po wygnaniu z Edenu, zainstalowana została fałszywa i pełna błędów patriarchalna „aktualizacja” na dawny ziemski system matriarchalny. Jak nietrudno się domyśleć, ta aktualizacja ledwo działa, bo pierwiastek męski powinien pełnić rolę służebną wobec żeńskiego, ale nie przywódczą.

Dobrze, choć metaforycznie opisuje to też hebrajski mit o upadku Lucyfera. Aspekt lucyferyczny to inaczej umysł, logika, racjonalność, nauka, technika. A także: bunt i brak akceptacji wobec niedoskonałości materii (żeńskości), lub chęć naprawy świata materialnego za wszelką cenę.

To wszystko jest związane z tym, co męskie. Trzeba powiedzieć tutaj, że żeńska moc przychodzi łatwo i naturalnie. A męska siła wymaga ogromnych nakładów energii, czasu i środków. Czyli, z polskiego na nasze: „Człowiek tyle się najebie, a i tak gówno z tego ma. „Razem z erą patriarchalną przyszły także: agresja i przemoc, ignorancja i głupota, nacisk na tworzenie jednostek silnych i bezwzględnych (bo kobiety pozbawione mocy, by zapewnić przeżycie dla siebie i dzieci w tak trudnym świecie, wybierają takich mężczyzn). Pojawiły się też rządy elit, wyzysk, nierówności ekonomiczne i wszelkie inne, i tak dalej. Problemów zamiast ubywać, jak chciał aspekt lucyferyczny, przybywało przez stulecia. Każdy system rządów okazał się wadliwy. Bo problemów nie da się rozwiązać tylko z pozycji siły, bez użycia mocy (która jest systemowo zablokowana).

Jaki jest tego cel?

Na każdej zamieszkałej planecie jest realizowany inny eksperyment. Jest to związane po prostu z tym, że dusze lubią doświadczać różnych rzeczy. Na Ziemi jest prowadzone doświadczenie odejścia od żeńskiej matrycy, by zobaczyć, jak planeta sobie poradzi z tą sztuczną, patriarchalną aktualizacją, która do niej nie pasuje. Doświadczamy więc odejścia od duchowości i od połączenia ze źródłem. Po wygnaniu z Edenu miało to postać koszmarnie wykoślawionych religii. Obecnie nawet te religie są usuwane na rzecz ateizmu, czyli całkowitego braku Boga. Pojawiły się też dążenia ku materializmowi, poleganiu na racjonalnej logice, wierze w naukę, poleganiu na technologii, pędowi ku konsumpcji. Kapitalizm i hierarchizm także są przejawem tych tendencji.

Teraz nadchodzi nowy ład światowy i kolejna wersja człowieka, jeszcze bardziej oderwana od mocy, od żeńskości i od źródła. Nowy człowiek będzie jeszcze bardziej oparty na siłę, męskości, racjonalności, będzie oderwany od prawdziwej duchowości i źródła, stechnicyzowany i zrobotyzowany, zdany na sztuczną inteligencję. A wszystkich pogodzi islam, który będzie globalną religią i który bardzo pasuje do męskiego, technicznego świata. Być może szczypawki na bakcyla C19 nie mają za zadania depopulacji czy zniszczenia zdrowia, ale modyfikacji genów człowieka, by przystosować go do nadchodzących przemian globalnych. Które są nieuchronne i nie do zatrzymania, tak jak nie do zatrzymania jest posłanie czterolatka do przedszkola. Dziecko w tym wieku też buntuje się, płacze, boi się nowej sytuacji, ale i tak musi do tego przedszkola iść. A po przedszkolu oczywiście kolejny etap, szkoła podstawowa. I tak dalej, i tak dalej. Wielki kosmiczny rytm, ewolucja, przez którą przechodzą różne planety i cywilizacje na nich żyjące.

Nie było zbyt różowo, lecz to luźna hipoteza. Co o tym sądzisz? Zapraszam do dyskusji.

🔥 Autor: Jarek Kefir Bez Cenzury

❤️ WAŻNA INFORMACJA: Prowadzę stronę jarek-kefir.com już od 2011 roku. Utrzymuje się ona z dobrowolnych darowizn Czytelników. Piszę prawdę prosto z mostu, często niepopularną, niechcianą. Szerzę świadomość i mam nadzieję, że przyniesie to nam coś dobrego. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc finansowo moje publikacje i utrzymanie strony na serwerze.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal:
Kliknij poniższy link: https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

14 myśli w temacie “TAJEMNICE WOJNY PŁCI – KONIEC DZIECIŃSTWA LUDZKOŚCI

  1. Analogia z silnikami dobra, ale bardziej obrazowo byłoby, że po awarii B, pozostały A musi pracować na 120% mocy nominalnej. Wówczas jego szybsze zniszczenie jest bardziej wytłumaczalne i spójne.

    1. Wydae mi sie ze krążysz przy prawdzie ale ja zaburzasz własnymi negatywnymi emocjami, chyba sie nie czujesz sam samcem alfa, pewnie dlatego.Mylisz moc z sila.
      Nie zawsze kobiety silne wybieraja mezczyzn silniejszych od siebie, jest pelno takich co wlasnie gustuje w tych zniewiescialych.Takie maja juz w ciele wiece testosteronu wiec szukają pierwiastka kobiecego w drugiej osobie.W skrajnych przypadkach dochodzi do homoseksualizmu.

  2. wyjątkowo, napiszę już, że się zgadzam, chociaż nie doczytałem jeszcze do końca.

    ciekawy jestem, gdzie to wszystko nas zaprowadzi..

    1. ale dodam, że brakuje mi czegoś w tym. Tzn.. od czasu, gdy dowiedziałem się, że koncepcja przypisania „żeński/męski” do ying i yang to dzieło Junga.
      Jest to sensowne, jak nabieranie wody durszlakiem — podział mamy tu a nie „tam”, „tam” nie ma płci, to lokalna sytuacja — ta metoda powoduje kolejne podziały i kolejne… itd. lawina.

  3. Co do hebrajskiej «mitologii», to jestem przekonany trzeba uściślić i odróżnicować, że Talmud i kabała np. luriańska to jest owszem full mitologia, odwracanie kierunku a raczej zwrotu relacji z Bogiem, – ale Biblia to prawda, może z bardzo niektórymi tekstami tzw. skażonymi, jednak myślę że niespójności łatwo wychwycić. Wątpię bardzo żeby taki Mojżesz był kabalistą, to tylko nakładki historyczne by go zdyskredytować, podobnie zresztą jak z naukami Salomona o Duchu w rodzaju żeńskim –– Proverbs, Wisdom & Odes – 2 w Biblii, 3. to „apokryf” też o Zbawicielu i Gołębicy… (pewnie odkryto w pierwszych wiekach dwutysiąclecia…, po co ktoś miałby podrabiać akurat to – Ody Salomona? Prędzej jakieś pierdoły o reinkarnacji…) –– zmodyfikowano NARRACJĘ (metajęzyk), w KRK zastąpiono Ducha Maryją (teologia replacementu), powiedziano że Szechina to tylko jakiś symbol, a w przypadku protestantów – Ducha zastąpiono fenomenologią stosowaną. Sfera cabal natomiast to jakieś pieprzenie o przepływie czakramów w takt intencyjnych analogii (i korelatów, np. freudyzm bo Freud był Żydem) fizycznych. Wszystkie sekty to chyba jakaś odmiana kabały ponieważ opiera się na własnych uczynkach (a więc czakrach, które rzekomo są podrasowywane w ten sposób) w zbawieniu. Zarządzali tym fałszywi Żydzi, jednak istnieje może 1% – tych prawdziwych, normalnie w Trójcę wierzących, Szabat, Menora/Hanuka też wpływa na Wiarę dobrze. Nie mają fikcyjnego Bożego narodzenia tzn. bo w przesileniu geografii pogańskiej – ani kultu słońca w mniejszym kwancie czasu (tzn. tyg.) i z pewnością – całego „św.” weekendu (pijaństwa?). NIE mówię o jakiś kabalistach, już to staje się oklepane. Albo ludzie dostrzegą Dobro albo wojna – tak działa Sprawiedliwość. Kabała to inaczej, jak przejrzałem jednego, pogląd, że żeby przybliżyć się do Tzintzum (kto im to nagadał?) to trzeba wpierw wykonać jakieś zło (grzech), jakby się odbić – rzecz jasna oni nie tłumaczą tego wprost ale NLP jest widoczne – i tak w kółko, miszmasz – czyli letniość, ani zimny ani gorący. Coś pewnie gorszego niż mason, ale zależy od jakiś tam czynników. Podstawa jest zła, wynaturzona, faryzejska. Chyba 10 sefirotów, jakieś trywialne analogie do lasu, nie wiadomo co jest Bogiem a co człowiekiem (czyli pycha), jest to praktykowanie narcyzmu i najwyżej pustego syjonizmu, (i)granie na samym sobie psychologicznie. Dalej prawie nie znam (jakieś tam numerologie na 7000 sposobów pewnie), gdyż praktycznie od razu nie wzbudziła moich sympatii. Pogląd na temat Trójcy: Ojca, Szechiny i Jezusa (poprawnie: YAH–SHUA) – nie uważam z kolei za kabałę, jest to dobry Mesjanistyczny Judaizm i w taki wierzę aktywnie. Druga podbudowa to Wklęsła Ziemia (Niebocentryzm). Fajnie jest uczyć się hebrajskiego na nieskabalizowanym gruncie, takie śpiewy mają duże namaszczenie, jakoś nie wszyscy Żydzi są źli wbrew Sławianom Kękusiom (cykl „PPP###” @ Yt.; który pracował kiedyś w obcym kapitale coca–coli i ING bank, czyli przyganiał kocioł garnkowi), płatnym Jack Caleibom / mizia forum. Czuć moc u Mesjańskich (czyli wierzących w Ewangelię NT), a siły nie czułem gdy byłem katolikiem (Natanek to jakaś hybryda) czy nawet jak słuchałem protestantów, w ogóle Biblia po polsku to jakiś koszmarny pomysł. Ciągle te same schematy, gry słów oparte na złowieszczym polskim NLP (nawet Biblia Gdańska) leksykalnym i ze zdejudaizowanego tłumacza czyli „speca” rozmydlającego tekst (choć i to można odkryć). Nie jakieś tam Jesziwy czy Chabad, wiadomo jakie to jest, ale coś normalnego, nie potrzeba wiele. Np. odczyty z The Holy Language Institute – nie mogą zaszkodzić, nie wiem jak z resztą z kanału, ale cykl czytania Biblii jest dobry. A zwłaszcza ten utwór muzyczny z innego kanału, w którym czuć RUACH – w kilka minut tłumaczy, o co chodzi w Wierze: https://www.youtube.com/watch?v=YzCeQfNhlQw . To jest Żydówka Mesjanistyczna. Normalnie wierzy w YAHSHUA HA MASHIYAH, bez synagogi itp., co widać i czuć. Polakom rzecz to nie do wiary, ale niektórzy Żydzi wierzą w Zbawcę. Nie każdy Żyd jest gorszą/inną/sprytniejszą wersją Araba/hamas/… . Jeśli Polacy będą się skupiać tylko na Sorosie, ten Żyd zły, tamten judaista/syjonista/Kalkstein kwaczyński zły, hybryda, aaaaa!! – to wtedy będzie piekło na pewno. Sam miałem (mniemam że po części…) taki okres, ale konsekwentnie przechodzi, jakie społeczeństwo tacy politycy, jaki pan taki cieknący kran. A wali mnie już że Polska zażydzona, w końcu sylogistycznie oni też muszą mieć wolną wolę decyzji: dobro albo zło. Widocznie naród sobie zasłużył na złowieszczo wyselekcjonowanych. Ale NIE można mówić że każdy absolutnie co do jednego Żyd jest zboczeńcem/sterownikiem EverGreen/„czarnym kapeluszem”, ponieważ w ten sposób przekreślamy Samego Zbawiciela który, cierpiał w skrócie – zamiast nas. Język mezopotamski, miejsca Raju (bo Eufrat) wydaje się zbliżony do hebrajskiego, na pewno nieprzypadkowo. Złośliwi nazywają język hebrajski językiem uproszczonym. Jednak tylko prostaczkom Królestwo Niebieskie. Odrzuciwszy YAHOSHUA – odrzucamy z zasady Ducha, mam na myśli warunkowo, ale co z tej Polski będzie… cvdiotów nie brakuje, a NOPy blokowane. Mówi się że Żydzi kolonizują świat. Jeśli ktoś stanie się Żydem to nie będzie kolonializowany, nie? A contrario. Wielu ześwieczczonych już przesiała wydaje się 1./2. wojna światowa – jakoś natura (po prostu Ducha Święta) nie lubi do końca tych kabalistów, więc po co ich się bać? Przyjęcie Ducha Wyrozumienia – inna rzecz niż przyjęcie samego Odkupienia, co się kićka niestety ewangelikom. Ucisk już jest, Filadelfianie z Apokalipsy wolni są – nie rozumiem jak można nie wierzyć w Boga. Żeby się przekonać trzeba spróbować. Jeśli pod koniec powłoki chce (tzn. decyduje – ignorancja nie jest wytłumaczeniem a pragnieniami potępienie wybrukowane) kto być w nałogach, demonach, smutku, żalu, i/lub otępieniu myśli i Altzheimerze pamięci, poczuciu emocji strat(y), potwornej katastrofie np. kardiologicznej, rodzinnej – pozostaje ateistą/„deistą”/apostatą. Mądry przed szkodą!!

    1. Jak każdy z Nas wie, dupa zawsze jest z tyłu, ale tego, że tą przepiękną planetą rządzi chazarskie plemię Jahwe, to już nie wszyscy wiedzą, bo nawet nie chcą wiedzieć.

      Wolą się zaszczepić trucizną z czipem, bo tak chazarskie pomioty Szatana każą.

      Świat nie stanął na głowie, tylko ludzie z ZOMbieli.

      1. Otóż niczym się nie szczepię, alkoholu nawet nie piję – abstynent, ani substancji o charakterze pokrewnego działania – za wyjątkiem z rzadka powszechnej ale zwykłej kofeiny/tauryny w „energetykach” – do których też specjalnie mnie nie ciągnie. Z takich stereotypów właśnie mamy system taki jaki mamy. Ludzie wszystko widzą przez pryzmat wojny, mieszając dobro ze złem – coś jak płaska ziemia. Skąd założenie że jest tak czarno–biało? Na przykład, czy jeśli per analogiam 90% Polaków jest niedobrych to 10% pozostałych też, skrajna aproksymacja? Przecież z sytuacji „niewidki” wynikało by tak: – założenie (tak zwany lemat –– por. Algebra wyższa /Z. Opial/ – twierdzenie pomocnicze w matematyce) wstępne: przekrój taki sam jak u Żydów – 2. założenie pomocnicze. Tyle że Yahweh nauczył ich rodzinności, tego czego Polska nie posiada, Polska wręcz jest znana z patologii rodzinnych (a contrario) – więc koncentracja na tylko–złych syjonistach, kabale, który Polak wrogiem, który nie, itp. – robienie anankastycznych kategoryzacji – to raczej obraz kompensacji narodowych traum Polaków – a NIE argument natury logicznej – ZATEM. Wiąże się to ze status quo: mnóstwo % serwisów alternatywnych np. NTV Zagórskiego/były Antrovis to nieprawda, por. Irokez Slava – jednak mądrzejszy ten „I.S.” od wielu serwisów z których antysystemowcy PL czerpią wiedzę garściami. Skąd zatem te „wszechogarniające” patriotów informacje że niby 100% Żydów jest złych, ani ułamka procenta dobrych? Od Zbigniewa Kękusia który pracował dla Coca–Coli, WBK & ING… – ogółem – obcego kapitału franczyznowego parabanków że tak napiszę? Wyprowadzał pieniądze z Polski, porównywalnie do GetIn Bank + AmberGold, i ma być wzorem z którego mamy czerpać wiedzę np. o syjonistach? I jemu pokrewni, mieniący się Sławianami a nie odróżniającymi „religijnie” Mariam od Szekiny? Oczywiście, że życie go zmusiło (a być może i padł ofiarą KRK, sam raz kiedyś chciał się wypisać – ja też padłem co prawda ofiarą KRK ale larma takiego n i e robię bo nie można widzieć tylko–złego a nie widzieć żadnego dobrego). Czy „zmuszenie życiowe” to jest jakiś argument? Czy przy wojnach rozległych, to był jakiś argument jak przyszło później co do czego? Słowianie niestety często powielają zachowania komunistów, widać to z Osadowskiego – jako argument natury metodologicznej metajęzyka (por. np. Wprowadzenie do logiki, Józef Bremer, wyd. WAM [z uwagami…]). NPTV posługiwało się wytrychem w rodzaju – puszczamy hymn szwabski bo coś z niego możemy wyciągnąć dobrego, przekształcić psychologicznie zło w dobro. Wielu Polaków zwiedli obecnie. Jacy to wyznawcy Dmowskiego. W tym jest takie samo prawidło – co się słucha raczej bezwiednie – tym się człowiek staje. Hasełka propagandowe Słowian to tylko przykrywka. Jeśli chodzi o Boga to Swarożyc, inny Pierun 😀 to struktura znacznie mniej spójna od Yahweh. Elohim w Biblii tylko przekierował tendencje Żydów – a nie był katem, to judaiści napadali jeden na drugiego, z czym Bóg nie ma nic wspólnego, to jest ściema że YHWH jest demiurgiem. To tzw. fałszywi Żydzi hybrydyzowali się z jebuzytami, annunaki itp. . Naprawdę nie ma powodów, nie znam takich jak analizuję Internet, żeby Boga oskarżać o okrucieństwo. Nie widzenie dobra i maskowanie (nie chodzi tylko o cv19, o wszystko) tego pryzmatu koniecznością personalną/egzystencjalną – to brak uczciwości wobec samego siebie. Mechanizm cienia będący duchem diabła w duszy. Szatan jednak nie jest Bogiem. To odwrotnie. Ten który stworzył naturę (przyrodę i to, jakim człowiek był przed buntem – choć grzech pierworodny to mylne pojęcie), trudno żeby był zły, nawet jeśli zły pierwszy illuminata (oni wcale nie są na równi, to się tylko wydaje bo kabała atenuowała taki pogląd) był pierwowzorem spektrum psychopatii dziejowej. To tylko ten diabeł był zły, nie Bóg, i ciągnie za współpracą ludzką to zło, „tą” robociznę. Jednak do dobra zło nie może mieć dostępu, jeżeli to dobro jest jednolite (czyli skrótem: bądź zimny albo gorący ale nie letni – z Ap. Jana). Właśnie po to YAHSHUA mnie odkupił, żeby indywidualnie nie ulegać wpływom zła. Nawet „klechom” przebaczam już, wszystko chyba przewałkowałem w KRK… co nie znaczy że explicite, może powinienem dołożyć stronę ale na razie blog działa i kanał. Kilka rzeczy wystarczy poukładać i Wiara staje się zrozumiała, przestaje być lękiem i klepaniem różańca… na szańcu… :-). Reszta dobra to NC, nawet polecam Zenka Badyla, tak dla początkujących. Zakręt epoki wynika z tego, że preferuje małe dobro, dobro „codzienne” – marne odpryski dobra nie są rzeczywistym dobrem ale złem, niezależnie od synchroniczności latencji. Nie ma czegoś takiego jak małe dobro, pomimo pewnych continuów faz przejściowych memetyki (prościej napisane w przypowieściach YAHOSHUA HAMMASHIYAH). Dobra wola albo zła wola. Skutki takiego wyboru są zależne od tego, czy taka decyzja duchowa jest letnia czy gorąca. Jeśli letnia to mamy kabałę. Jeśli gorąca – to wyzwolenie. Wola to prosty wybór, a nie złożone dostosowanie do okoliczności. Woli nie rozumiem jako pragnienie/popędu, czy dobro wykonywane „nie chcący” – ale jako duchowość Biblii. To co jest złożone – to rozciąganie tego ważnego przecież procesu z powodów biznesowych (obojętnie zwrot „relacji”: pracownik czy kapitalista…). Rekiny finansjery (tzn. industries working 5÷6/7 ±8/24) nie mogą przeszkadzać duchowości. Dzięki Bogu tylko na umowy o dzieło, takie drobne w życiu pracowałem (nawet mam czek dla niedowiarków szukających wszędzie kabały wojenki – jakby co!!) i miałem czas, aby Boga zanalizować jako Dobrego. Chwała Trójcy. Dobro istnieje. Miłość istnieje – w zoologii jest to mruczenie kota a w duchowości dostrzeganie Stwórcy w stworzeniu, jak również bardziej bezpośrednio. Dobro jako stały Duch owocuje – to dzięki Biblii nie uwikłałem się w związki, NIE dzięki gnostykom. Zresztą YAHOSHUA był gnostykiem. Nie każdy Judaizm jest talmudem. Odkupiciel wycierpiał zamiast nas, nie kazał nigdzie pościć ani czekać na kolanach bez opamiętania. Post jest reakcją a nie akcją….. wszystko jest odwrotnie. Dla wątpiących: Da – wid (dać widzenie, por. np. święto–wid) to podobno imię słowiańskie, ze struktury językowej nazwy. Moj–żesz – mój tyś jest. Miriam (siostra Aarona) – Maria, popularne zwłaszcza POLSKIE imię. YAH (typowy judaistyczny skrót HaShem, także w imieniu Jezusa tylko zgreczyli i stąd ta walka działów religii…)– Lech/Lach. A więc nie ma żadnych argumentów pozaemocjonalnych na to, aby Judaizm był zły. To nie Judaizm jest zły tylko kabała. Cabal to psychologia, socjologia popularna – niestety także okazuje się ta gnostycka, oraz tzw. turbosłowiańska. Jakże inna od uczuciowości brzydko zwanej afektem – tej np. piosenkarki, którą linkowałem. Sfera cabal – to NLP. Nie każda biblistyka to NLP. Nie chcę się chwalić, choć jest dozwolone – „zyskać chwałę w oczach współbiesiadników”. Po prostu taki Judaizm działa. Nie trzeba daleko szukać. To coś innego niż chabad lubawitz, numerologia idzie w…, przepraszam. To, jeśli liczba 7 jest doskonała to nie jest wróżba ale widocznie ABBA tak chciał. Najważniejsza numerologia – 333. Tajemnica Elohim. Trójca Święta. Trójpodział Miłości ekspresyjny w przyrodzie „orgonu” W. Reicha – Trony, Panowania i Władze (nie pomylić z wedyjskimi dysfunkcyjnymi podręcznikami!). Choć i to stanowi tylko pewną „konkretyzację”, a przecież konkrety nie są istotą rzeczy, co najwyżej jej egzemplarzami. Bóg nie jest kategorią – ale Duchem. Kobieta i Mężczyzna i Syn – Wielki Boski Brat nieświadomych nadal chrześcijan & ateistów poszukujących. K – Ducha, M – Adonai. MASHIYAH – jako wzorzec docelowego ale wiecznego zjednoczenia, Syn Rodziny od zawsze na zawsze, wszystko czyste i łatwe do zrozumienia. Zatem Biblia to dobro, nic bardziej familijnego niż Słowo Boże. HaShem mądrze przesterował żydowskie tendencje – sam w Siebie, „zasada” 333 – każda Osoba Trójcy Jest w Każdej pozostałej – na sposób Miłości Rodziny, w skrócie. To, że grupka miała ofiary do świątyni, że tam się bili (a co Polacy się nie bili nigdy wzajemnie? Nie kolonializowali tata domu? Albo mama taty, a dzieci to niby takie słodkie nie[od]powiedzialnie łobuziaki? Tak kolokwialnie ujmując) – to oni tak chcieli w podświadomości, wybór podświadomy, u niektórych niestety celowy (Soros, Gates) – a HaShem – trzeba to podkreślić – NIEWINNY. Nie żebym tolerował… – tylko tłumaczę że Intencja Zbawienia była prosta, to że buntownicy ją poprzekręcali to jest odpowiedzialność buntowników. Każdy ma wybór. Wojna była zawsze. Uczciwość wymaga dojrzenia tego. I tego, że Bóg przychodził aby wojny NIE było – selekcja to coś zupełnie(j) odrębnego. Każdy naród miał dla siebie granice. Bóg jako miłosierny nie spieszył się nawet do wytępienia hybryd annunaki/emu/hiwwitów/cielcochwalców itp.. Czekał cierpliwie. Jak można… obnosić że okrutny? Ekonomiczna, psychologiczna, zbrojna wojna – nie ważne jaka była historia, nawet UPA/OUN jest wiele mniej istotne. Wystarczy do Biblii zajrzeć. Wojna jest tylko karą za grzech. Co jest w Ewangelii? Wielu uwierzyło w YAHOSHUA. Ich błąd polegał tylko na tym w zarysie, że Szekiny nie przyjęli, prócz garstki apostołów, choć też wybiórczo. Chcieli być mężczyznami. Nie (z)rozumieli Ducha swojego Zbawienia, pozornie zrozumiawszy Znak (czyli Syna Bożego), zachowując (na pozór) miszny i gemary. Nie pojęli kobiecości Boga, matczyności RUACH. Układ treści wersetów można wyodrębnić. Połowy Boga nie pojęli. Choć ONI to JEDNO, nie na sposób ying–jang tylko tak naturalnie, a nawet „swojsko”. Jednak tym Żydzi przynajmniej jak na razie różnią się od Polaków – że analizują, na pewno nie polegają na sloganach czy dawniejszych traumach. Nawet już chyba 2 wieki nikogo nie kamieniowali podobno. Mają też swoje upokorzenia – niezależnie od mesjańskich. Polacy nie mają? Są dobrzy i źli. Jak wszędzie. Ci i tamci. Różnica właściwie taka, że Polak gdy się modli to poddaje się traumie. Tamci natomiast poza uroczystościami (nie mylić ze Sabatem) nie smęcą tyle. `Boziu, daj mi faceta bo kilku mnie rzuciło a dwóch poraniło`. `Mario, chroń mnie przed tym katem by mnie nie dał do piekła a czyściec mi skrócił`. Ściana płaczu jest u Polaków cały czas, jak znam „swój” (?) kraj. A u nich tylko jest wybiórczo. Z tego co widzę wyraźnie – kto rozważa wojnę? Polacy. Nawet do Łukaszenki wielu jest daleko, ha ha brr jaki dyktator. U Polski słyszę: kombatant, Kresy, moja babcia, inflacja, susza, kardiolog, Pinokio, za komuny lepiej, nie (do)staje mi, Lexus – cóż taka jest po prostu prawda. Evergreen, Evergiven? Niech Trump się zajmie, co mnie to zasadniczo – obchodzi? Będę się cieszył z pojmania deep state, ale czy muszę to tak przeżywać? Po co? Po co panika, że podatki Morawa? Ważne co w sercu, nie urbanizacja. Naprawdę jakość życia nie „zależy od pieniędzy”. Do soku dodali 1/2 składników naturalnych (tzw. stewia). Wyszło na dobre. Kamienice? Polak „czasem” gorszy od Palestyńczyka, na chłodno analizując. Wcale od Żyda nie lepszy, tylko forma patologii w kraju jest bardziej psychiczna niż fizyczna – ale skutki są porównywalne. Wszystko z powodu ateizacji nauk humanistycznych i ekonomizacji nauk ścisłych – co tworzy zły obraz Boga w duszach tego kraju i tę kaskadę, o której piszę. Zrozumienie nie może warunkować szablonizacji tylko rachunek sumienia. Można stworzyć kulturę teistyczną trynitarną. Tylko mieć głowę na karku – nie ma komu. Polska powinna ręce wznieść do góry zamiast być na kolanach. Byle nie do Marii tylko Szekiny. Nie jest sztuka napisać pieśń o wyp… z maseczkami albo kwaczyński zamknąłeś nekropolia, mój ból inny/lepszy niż twój. Żadne dzieło posłuchać razu kilka Jędraszewskiego… biskupika.

  4. Artykuł sobie, a komentarze sobie.
    Trochę dziwne.

    Wiesz Jarek, od kilku lat tak pierdolisz, jak to faceci mają źle, a kobiety to harpie pasożytujące na waszej sile, lub jej braku i wtedy pasożytowanie odbywa się, rzecz jasna krótko.

    Gówno prawda. Dziś kobiety są silne, dają sobie świetnie radę same i wy nie jesteście kobietom do niczego potrzebni.
    I tak facet myśli o dobrym pieprzeniu, obojętne z kim, kiedy i gdzie, więc może warto stanąć przed lustrem, przyjrzeć się samemu sobie, ale tak krytycznie i wtedy brać się za ocenę kobiet?
    Co, jak myślisz?

  5. KATHAROS – Jarek ma sporo racji. Dzisi tendencja jest wlasnie taka, ze kobiety probuja na sile udowadniac, ze sa we wszystkim lepsze.
    Zawsze sa wyjatki od najczesciej spotykanych trendow, jednak najczesciej kobiety maja pewne predyspozycje i mezczyzni je maja, tylko gdzie indziej, wspanialym byloby ich uzupelnianie sie. Wtedy powstaje szeroki zwiazek, ktory sie samouzupelnia. Jesli jednak kobieta chce za wszelka cene byc lepsza i samodzielna, to w koncu nie jest zdolna do zadnego kompromisu i przez to do zwiazku.

    Sztuka kompromisu – to glowny czynnik w kwestii podtrzymania trwania zwiazku dwojga ludzi. Kobiety mocno zatracily ta wlasnie umiejetnosc. Jest moda, presja, zewszad to feministyczne pierdolenie, sztuczna wojna plci. Potem zdziwko, ze jest tyle rozwodow. Ja nie mowie, ze wina lezy po jednej stronie! Faceci stali sie pizdowaci!!! Z wiekszoscia nie mam o czym gadac bo to nawet nie faceci tylko nie wiadomo co. To jest inna sprawa – ale jest to reakcja naturalna na cala mase kobiecych terminatorow.
    Najlepsze jest to, ze te co najglosniej krzycza o „rownouprawnieniu” sa przewaznie same albo w trakcie ciezkich przejsc.
    Ja mowie tak: rownouprawnienie to prosze isc do kopalni, to prosze na budowie zapierdalac. Prosze bardzo, rownouprawnienie ma byc. Ono sie przewaznie konczy wraz z szafa, ktora trzeba wniesc po schodach na 10te pietro.
    Z moich obserwacji wynika, ze tendencja jest bardzo mocna na rzecz utraty umiejetnosci kompromisu u kobiet. Czyli bedzie coraz mniej powaznych i dlugotrwalych zwiazkow, bo sie juz nie naprawia tylko wymienia na nowy model, a stary na smietnik. Bedzie coraz wiecej pedalstwa i tego typu dziwnych zwiazkow friendly fuck. Jak przyjdzie co do czego to placz sobie sam w ciemnym pokoju.

    Ostatnio trzymam sie motta, ze wymagam od drugiej osoby tego, co sam moge dac, nic ponad to.

    1. Jasność, ja niczego już nie wymagam, ponieważ nie jestem w związku i możliwe, że już nigdy nie będę. Tylko ja się nad sobą nie użalam, wiem , jaka jestem i jaka potrafię być. Mam trudny charakter, hartowany przez niemiłe wydarzenia w przeszłości i zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim się on podoba.
      Jarek może ma trochę racji, ale wyraża tę rację, tę samą, jedyną od wielu lat.
      A poza tym odnoszę wrażenie, że Kefirowi chodzi głównie o aspekt materialny – facet musi utrzymywać kobietę, ba!, całą rodzinę, jeśli się na nią zdecyduje.
      Nie musi nikogo utrzymywać, jeśli nie chce.
      Zresztą kobieta, zanim pozna faceta, z czegoś żyje i , jeśli się nie mylę, nie są to pieniądze tego konkretnego gostka.
      Ględzenie w kółko jedno i to samo, z czasem staje się nudne.
      Może najwyższy czas pogodzić się z samotnością i cieszyć się z tego, co jest.
      Powtarzanie tych samych czynności, tego samego ględzenia i narzekania przez lata, oczekując innych rezultatów to choroba, nie sądzisz?
      No.

  6. Wiesz od niedawna czytam Kefirowe literki stad moze jeszcze mi sie az tak nie rzucilo w oczy, ze jest taka tendencja.
    Gledzenie w kolko nic nie pomaga, wrecz przeciwnie. Od tego jest tylko gorzej. Calkowita zgoda.

    Ja wiem, ze masz zahartowany charakter i malo ktory facet moglby z Toba byc blizej nie bojac sie Ciebie. Ja bym tam mogl, lubie kobiety z charakterem 🙂 To wcale nie oznacza, ze nie mozesz byc w zwiazku, przeciwnie – jak sie pojawi ten odpowiedni to samo sie stanie. Tylko czy to Ci jest potrzebne – raczej tutaj bym patrzyl, nie ze przez charakter.
    Wiesz co dla mnie jest smutne dzisiaj bardzo? Ta nijakosc, ta plaskosc i brak ikry. Brak jajec po prostu, a juz u facetow to mnie wkurwia do kwadratu. Ja tez mam zahartowany charakter i jestem cholernie samodzielny. Wiekszosc facetow mnie unika bo albo sie boja, albo sie czuja slabo majac kontrast. Stad nie mam jakichs meskich przyjaciol bo ich nie potrzebuje, predzej do mnie przychodza po rade. W ogole jakbym teraz zamienil cialo i byl kobieta to bym centralnie bil facetow, pralbym tych jeczacych po ryju centralnie. Jak juz facet zajmuje sie polerowaniem paznokci i jeczeniem to nie ma nadzieji.

    1. Czy jest mi potrzebny związek? Już odpowiedziałeś sam – kiedy pojawi się ten, który miał się pojawić, powyższe pytanie staje się bezzasadne, prawda?

      Zgadzam się – ciotowaty, pizdowaty, ciągle narzekający facet, na dodatek zapatrzony w siebie egoista to ktoś, kogo ludzie omijają szerokim łukiem. Nie tylko kobiety. Wszyscy.

      Trudno trafić na osobę, z którą połączy nas bardzo silna więź. Nie takie byle co, ale coś wyjątkowego. Może się zdarzyć, że nie pojawi się wcale, jednak warto czekać nawet, jeśli nic z tego czekania nie wyjdzie.
      Wydaje mi się, że w zamian powinno się zawierać przyjaźnie. Prawdziwa, trwała i głęboka przyjaźń to również nie lada wyzwanie.

      Na pewno narzekanie nie pomoże. Lepiej pogodzić się z samotnością. W pojedynkę też jest fajnie 😉

      1. Przeciez zwiazki tutaj nie sa dla wszystkich. Tak samo jak macierzynstwo tez nie jest dla wszystkich. Wazne, zeby byc szczesliwym na tyle ile sie da i wtedy ta swoja szczesliwoscia wplywa sie na otoczenie.
        Zdziwilabys sie jak wielu takich wlasnie osobnikow przyciaga wiele kobiet bo na przyklad maja kase. Nic poza tym ale na niektorych to dziala jak gowno na muchy. Nic to, ze w ulamku sekundy widzisz jakie to napompowane i zaklamane wszystko jest – zdecydowanie zbyt czesto to widze… tylko na pewnym etapie samoswiadomosci takie zwiazki nie maja racji bytu.
        Ja nie musze nic nikomu udowadniac i to daje mi wielki komfort. Bycia soba komfort. Polaryzacja wtedy dziala najlepiej – u mnie przynajmniej dziala doskonale. Zrozumiec trudno zwiazki na sile, gdzie sie oboje kalecza non stop – po co to komu?

        1. Z pieniędzmi jest tak samo, jak ze związkami – kto ma je mieć, będzie je miał.
          Osoba przedsiębiorcza, z talentem do zarabiania pieniędzy nawet, kiedy wszystko straci, szybko zdobędzie fortunę, a ktoś, kto całe życie pożycza, będzie pożyczał.
          Pieniądze to energia, tak samo uczucia.
          Dobrze, jeśli jedno, bądź drugie nie stanie się sensem naszego życia. Jeśli ktoś żyje tylko po to, by spotkać miłość, a ktoś inny ma pierdolca na punkcie pieniędzy – może się srogo rozczarować.
          Tak to jest.

          Można wchodzić w byle jakie związki, tylko po co? I tak w takiej relacji nie ma szczęścia. No chyba, że ktoś musi być z kimś, choćby z kimkolwiek, to już nie wiem.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.