Kategoria: Bareizmy

OBURZAJ I DENERWUJ LUDZI! TAK ICH PRZEBUDZISZ!

Wczoraj zrobiłem taką małą prowokację na swoim profilu na Facebooku. 😀

Zamieściłem wpis w postaci zdjęcia z wyprawy do Kołobrzegu, z bardzo specyficznym opisem tego zdjęcia. Był on nastawiony na wywołanie maksymalnych emocji. No i szczerze mówiąc, był też po prostu wredny.

I rzeczywiście, burza nadeszła w komentarzach. Kilkanaście osób próbowało mnie przekonać, że coś ze mną nie tak, że nie mam racji i że to nie jest do końca tak, jak myślę. Hejtu było co nie miara. Byli oburzeni, byli atakujący, byli też zniesmaczeni.

Zresztą zobacz sam. Screen tego prowokacyjnego wpisu zamieszczam poniżej:

Denerwowanie ludzi jest konieczne, by

Continue reading „OBURZAJ I DENERWUJ LUDZI! TAK ICH PRZEBUDZISZ!”

Odważny polski lekarz ostro demaskuje PLANdemię!

Mamy kolejny już miesiąc nieformalnego stanu wyjątkowego, którego nikt formalnie nie wprowadził, jak i kolejne obostrzenia, które formalnie też nie zostały podpisane.

Stanu wyjątkowego nie ma, to wiadomo. Ale ostatnie obostrzenia z sierpnia też formalnie nie obowiązują. Dlaczego? Ponieważ zostały one dodane do dziennika rządowego, jednak nie figuruje pod nimi podpis żadnego ministra. A rozporządzenie lub ustawa obowiązuje formalnie dopiero po podpisaniu przez odpowiednie osoby, na przykład przez Prezydenta kraju.

Co ciekawe, w ministerialnym wykazie chorób zakaźnych, choroby COVID-19 powodowanej przez nowego koronawirusa SARS-COV-2 również nie ma wpisanej. Oficjalnie więc COVID-19 nie jest w Polsce uznawany za chorobę zakaźną.

Czytałem ostatnio profil „łowca szarlatanów”, który jest prowadzony przez lekarza racjonalię naukowego, który ślepo wierzy we wszelkie rządowe i korporacyjne wersje oficjalne. Zajmuje się on zwalczaniem zwolenników medycyny naturalnej i teorii spiskowych na Facebooku. Jeden z komentujących tam ludzi napisał, że zawsze patrzy na zdjęcia tych, którzy piszą inne rzeczy, niż oficjalnie zatwierdzone, by zobaczyć, czy wygląda jak debil. Tak też postrzega się krytyków PLANdemii – jako noszących foliową czapeczkę tzw. „foliarzy”, wierzących w płaską Ziemię itp.

Tymczasem prawda wygląda nieco inaczej. Coraz więcej lekarzy i naukowców różnych dziedzin krytykuje WHO jak i oficjalną narrację na temat koronawirusa. Na swojej stronie mam ponad 20 artykułów, w których przytaczam te wypowiedzi. Jest ich naprawdę dużo. Jednym z takich specjalistów jest dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału zakaźno-obserwacyjnego w Dąbrowie Tarnowskiej. Nie jest to więc żaden foliarz ani wyznawca płaskiej Ziemi, ale człowiek o wybitnym dorobku naukowym. I to właśnie w dziedzinie chorób zakaźnych.

Podaj ten wpis dalej, udostępnij na swoim profilu! Zapraszam Cię teraz do poniższej lektury:


Cytat: „Pisząc o skutkach zainfekowania wirusem SARS-CoV-2 chciałbym przede wszystkim określić problem z medycznego, a nie politycznego punktu widzenia, jednakże w całej tej sytuacji elementy zdrowotne są pod pewnymi względami tak ściśle związane z elementami polityki, że nie sposób ich całkowicie rozdzielić.

Jak w dowcipie, który ostatnio przeczytałem: Pacjentka pyta lekarza, czy mamy się spodziewać nowej fali zachorowań. Lekarz odpowiada: „Nie wiem, proszę pani. Jestem lekarzem a nie politykiem”.

Na początku ogłoszenia epidemii (pandemii) nie bardzo było wiadomo, czy nie zbliża się kolejne zagrożenie masowym wymieraniem ludności, jak w czasie prawdziwych epidemii (dżuma Justyniana , 541-542r. – w samym Konstantynopolu umierało dziennie 5000 osób a populacja miasta zmniejszyła się o 40%; dżuma w Europie w XIV w – zmarła 1/3 ludności Europy; „zaraza” w Londynie w 1665-1666r. – zmarło 20% mieszkańców Londynu; grypa hiszpanka – śmiertelność 10-20%). To były prawdziwe epidemie, nie takie jak sławetna świńska grypa. Oskarżono wówczas WHO o ogłaszanie sztucznej pandemii na potrzeby koncernów farmaceutycznych. Wykazano, że w grupie, która przygotowywała dokument w sprawie rekomendacji stosowania szczepionek, pracowało 3 naukowców, którzy otrzymywali wypłaty od firm farmaceutycznych. W 2010 r. opublikowano na ten temat krytyczne raporty – zarówno na łamach brytyjskiego pisma medycznego BMJ, jak również na posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (PACE).

W przypadku Covid-19 okazało się, że śmiertelność średnio na świecie nie przekracza setnych części procent. W Polsce na Covid-19 zmarło kilkakrotnie mniej, niż w tym samym czasie na zapalenie płuc. Na HIV/AIDS rocznie umiera na świecie ok. 1 mln. osób. Liczba zakażeń jelitowych bakterią Clostridium difficile jest kilkakrotnie większa niż liczba osób, u których stwierdzono zainfekowanie wirusem SARS-CoV-2, a przebieg zakażenia jest często o wiele bardziej poważny.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy pracy na oddziale zakaźnym spotykałem się z wieloma osobami, u których wykryto zainfekowanie Covid-19. Celowo nie piszę, że „były chore na Covid”, gdyż ponad 95 % miało albo lekkie objawy, ustępujące po 1-3 dniach, albo nie wykazywała w ogóle żadnych objawów. Zwyklej u tych lekko chorych obserwowaliśmy niewielkie podwyższenie temperatury ciała, przejściowe zaburzenia smaku lub węchu. Oczywiście, były także osoby, u których wystąpiły poważne objawy, wymagające hospitalizacji a niekiedy intensywnego leczenia. Zawsze istnieli ludzie ciężko chorzy i zawsze ludzie umierali. Nikt tego nie neguje. Na szczęście spośród osób, które do nas trafiały, był to naprawdę niewielki odsetek. Ci pacjenci oczywiście byli kierowani do szpitala jednoimiennego.

Nie tylko z mojej obserwacji, ale także z wymiany doświadczeń z wieloma moimi kolegami – głównie lekarzami rodzinnymi – wynika, że w czasie zachorowań grypowych stan pacjentów był zdecydowanie bardziej poważny. Były to w większości osoby naprawdę chore, bardzo osłabione, wysoko gorączkujące, a ich normalna, codzienna aktywność, była wyłączona na kilka lub kilkanaście dni.

Przez lata spotykaliśmy się z różnymi chorobami infekcyjnymi, przebiegającymi często z bardziej burzliwymi objawami, ale nikt z tego powodu nie wpadał w panikę, nie zarządzał kwarantanny, izolacji, nie zmuszał ludzi zdrowych do wykonywania testów, badań – tylko dlatego, że znaleźli się w pobliżu osoby zainfekowanej. Po prostu zachowywano się racjonalnie.

Pamiętam, jak zaczęły się zachorowania na HIV. Początkowo ludzie byli naprawdę przestraszeni. Obawiali się, że zakażą się jeśli dotkną klamki, którą przed chwilą dotykał pacjent z HIV. I co wówczas robiono? Nakręcano panikę? Zarządzano kwarantanny? Czy podawano w mediach, ile nowych przypadków wykryto każdego dnia? Czy wirusa nazywano „śmiertelnym wirusem”? Nie. I władze, i pracownicy medyczni zachowywali się wówczas zupełnie normalnie. Starano się ludzi uspokoić, wytłumaczyć, że jest to choroba infekcyjna jak wiele innych i oczywiście należy zachować pewną ostrożność, ale nie wolno wpadać w panikę. To były normalne czasy. Nie było „zapotrzebowania politycznego” na eskalowanie pandemii strachu, zupełnie inaczej niż w chwili obecnej.

Aktualnie śmiertelność z powodu innych chorób (w tym infekcyjnych) jest znacznie wyższa, niż śmiertelność wśród osób, które kwalifikuje się jako zmarłe w wyniku zakażenia Covid. Na inne choroby zakaźne umiera ponad 90% osób, a zakwalifikowanych jako Covid – poniżej 10%. Natomiast przekaz medialny jest taki, że mamy się bać tych kilku procent, a nie musimy się przejmować innymi zakażeniami, które są odpowiedzialne za ponad 90% zgonów spowodowanych chorobami zakaźnymi. Gdzie logika? Niezbędne jest w tym przypadku uświadomienie, że zakażenie Covid może być przysłowiowym „gwoździem do trumny” u osób schorowanych, ale praktycznie samo w sobie nie prowadzi do śmierci (tak jak to było początkowo w przypadku AIDS – teraz są terapie, które pozwalają zachować tych pacjentów przy życiu, lecz na początku rozpoznanie AIDS kojarzyło się z nieuchronnym zgonem).

Już słyszę adwersarzy, którzy mówią: „A gdyby to chodziło o twoją najbliższą osobę, schorowaną, w podeszłym wieku, to też uważasz, że nie powinno być obostrzeń, maseczek, izolacji, kwarantanny itp.? Powiedz to osobie, która utraciła kogoś bliskiego”.

Odpowiadam podwójnie:

1) To powiedz to trzem innym osobom, które utraciły swoich bliskich z powodu niemożności otrzymania właściwej pomocy lekarskiej z powodu restrykcji covidowych.

2). Mój Tato w wieku 81 lat zachorował na banalną infekcję wirusową (nie żaden Covid), która była tym przysłowiowym gwoździem do trumny. Zmarł. I wcale nie uważam, że powinniśmy w tamtym czasie paraliżować normalne życie, funkcjonowanie służby zdrowia, aby zredukować możliwość przenoszenia czynników zakaźnych. Podstawowe zasady – tak. Ale nadzwyczajne, przekraczające zasady zdrowego rozsądku – zdecydowanie NIE.

Mimo braku istotnych różnic pomiędzy infekcją Covid a innymi infekcjami wirusowymi (w tym – innymi koronawirusami, które występują w populacji w ilości 5 do 15%) – zarządzono wyolbrzymione, sprzeczne z logiką restrykcje. Sparaliżowano służbę zdrowia. Sparaliżowano gospodarkę. Zniszczono wiele firm (niezależnie od wypłat rekompensujących). Pozbawiono ludzi komfortu bycia wolnym człowiekiem. Zastraszono.

Być może uchroniono (a właściwie – odwleczono w czasie) zakażenie jakiegoś procenta osób. W miejsce tego pozbawiono zdrowia, a niejednokrotnie życia, o wiele więcej ludzi. Terapia okazała się gorsza niż choroba. Na co dzień spotykam się z sytuacjami, że chorzy pacjenci nie mogą się dostać do lekarza, jeśli mają podwyższoną temperaturę ciała. Są odsyłani z kwitkiem w formie „teleporady”, bez badania fizykalnego, bez badań analitycznych, obrazowych (bo mogą mieć Covida). Ostatnio poruszający, znany mi osobiście przykład z innego miasta: starsza kobieta mieszkająca z mężem (także w podeszłym wieku) z nieco podwyższoną temp. ciała. Pobrano wymaz w kierunku Covid i pozostała w domu. Po kilku godzinach wzrost temp. ciała do ponad 40 st. C. Zasłabła. Mąż wezwał pogotowie. Ratownicy poinformowali, że w oddziale zakaźnym nie ma miejsc wolnych. Szpital jednoimienny jej nie przyjmie, bo nie ma stwierdzonego dodatniego Covida. Inne szpitale nie przyjmą, bo nie ma stwierdzonego ujemnego Covida. Pacjentkę pozostawiono w domu, tłumacząc, że gdyby pojawiła się silna duszność, to niech jeszcze raz wezwie pogotowie. Może w tym czasie będzie już wynik pobranego wcześniej wymazu w kierunku SARS-CoV-2.

Proszę mi wierzyć, to nie jest żadne wyolbrzymianie problemu. I ja i moi koledzy spotykamy się z takimi sytuacjami często. Kiedy na początku na wyniki testów czekaliśmy nawet kilka dni, to pamiętam, jak jeden pacjent po wypadku nie był zaopatrzony przez 3 dni (rany nie były zeszyte). Krążył między jednym szpitalem a drugim (w tym – jednoimiennym, gdzie też go nie zaopatrzono twierdząc, że powinien być zaopatrzony w miejscu zamieszkania).

Z pewnością każdy zna liczne takie przypadki. To jeden z wielu aspektów pandemii strachu.

Inną, niezwykle przykrą konsekwencją koronapaniki jest pozostawianie starszych, lub młodych ale poważnie chorych osób wymagających hospitalizacji bez możliwości kontaktu z bliskimi. Tacy ludzie, często bardzo emocjonalnie związani z innymi członkami rodziny zostają osamotnieni, bez możliwości odwiedzin w momencie, kiedy wsparcie najbliższych jest im najbardziej potrzebne.

Warto tu wspomnieć o depresjach (koledzy psychiatrzy i psychologowie mają coraz więcej nowych pacjentów).
Depresja idzie w parze także ze wzrostem bezrobocia. Jak wynika z wielu analiz – wzrost bezrobocia o 1% przyczynia się do wzrostu liczby samobójstw o ok. 1,1%.

Kilkakrotnie na moich oczach dochodziło do omdleń, kiedy pacjenci (nawet mężczyzna w sile wieku) z powodu założonej maseczki mieli utrudniony dopływ tlenu. Po zdjęciu maski wracali powoli do siebie. Wtedy mówiłem, żeby nie zakładali w tym dniu maseczki, niezależnie od zaleceń ministra.

A propos bezpieczeństwa maseczek. Znowu wielu adwersarzy przekonuje, że personel służby zdrowia, zwłaszcza zabiegowcy – używają na co dzień masek i nic się nie dzieje. Tak, to prawda, ale czy w przypadku zaostrzenia POChP lub w zaawansowanej ciąży stają za stołem operacyjnym? Chyba nie.

Ponadto – zdecydowana większość obserwowanych przeze mnie (i nie tylko) osób używa tej samej maski przez wiele tygodni. Jest ona zabrudzona, zainfekowana, a zdarza się, że jeden drugiemu pożycza przed wejściem do sklepu. Inni maja ją na samych ustach lub na brodzie, byleby się uchronić przed mandatem. Nawet gdyby taka maska rzeczywiście ograniczała transmisję wirusa, to w tych przypadkach nie tylko nie ogranicza, ale dodatkowo naraża na infekcje.

Czy warto więc tak bardzo dezorganizować normalne życie, normalne funkcjonowanie służby zdrowia, aby osiągnąć wyimaginowaną korzyść zdrowotną w nielicznych, pojedynczych przypadkach, poświęcając pod wieloma względami dużo większe grupy ludzi?

O co więc chodzi? Bo ze zdrowym rozsądkiem, a zwłaszcza z medyczną zasadą „primum non nocere” (przede wszystkim nie szkodzić) – ma to niewiele wspólnego.

Zastraszanie i wzbudzanie paniki szkodzi nam wszystkim. Proszę sobie wyobrazić pilota samolotu, który awaryjnie lądował. Po wylądowaniu informuje pasażerów: „proszę spokojnie podchodzić do wyjść awaryjnych. Na zewnątrz są już służby ratunkowe. Wszyscy bezpiecznie opuszczą samolot”. I nawet, jeśliby zagrażało większe niebezpieczeństwo, to takie rozważne podejście i uspokojenie ludzi zwiększa szansę ich uratowania. A gdyby pilot krzyczał: „Ludzie! Ratujcie się kto może, bo w każdej chwili mogą wybuchnąć zbiorniki z paliwem”. Jak można byłoby to ocenić?

Na naszych oczach odbywa się to drugie. Niestety. Nawet samo podawanie liczb nowo zakażonych lub zmarłych osób jest sposobem manipulacji i straszenia. Średnio w ciągu doby umiera w Polsce ok. 1100 osób. I o tym się nie mówi w mediach. Natomiast słyszymy, że zmarło 8 osób z powodu Covida (tak naprawdę nie wiadomo, czy rzeczywiście z powodu Covida, bo sekcji się u nas w tych przypadkach nie robi).

Ponadto, w zdecydowanej większości przypadków ludzie umierali na inne choroby, będąc „bezobjawowymi nosicielami wirusa” ale do informacji publicznej podaje się, że zmarli „z powodu” koronawirusa, co jest kolejnym elementem manipulacji zmierzającej do eskalowania strachu.

A gdyby tak informować, że dziś zginęło w wypadkach komunikacyjnych 8 osób w Polsce. I tak codziennie (tyle bowiem średnio ginie). I gdyby stwierdzić, że trzeba wobec tego podjąć nadzwyczajne działania – ograniczenie ilości pojazdów na jezdni (jeden pojazd od drugiego w odległości 100 m), ograniczenie ilości pieszych na przejściach (maksimum dwie osoby jednocześnie), konieczność noszenia przez pieszych czapeczek z migającym światełkiem (za brak czapeczki wysokie mandaty)? A najlepiej: „Zostań w domu, nie wychodź na ulicę – zachowaj się odpowiedzialnie”. I tu widać nonsens nieadekwatnych działań, z jakimi mamy do czynienia w związku z koronapaniką.

Jeżeli ktoś powie, że przykład jest chybiony, bo tu chodzi o chorobę zakaźną – to od razu odpowiadam: chodzi o to, by zmniejszyć ilość zgonów – niezależnie od przyczyny.
Ktoś może powiedzieć, że łatwo mi ironizować na temat ofiar wypadków. Od razu odpowiadam: mój syn zginął w wypadku w wieku 19 lat. I nie uważam, że powinno się nosić dla bezpieczeństwa czapeczki z migającym światełkiem.

Dlaczego uważam, że straszenie jest częścią polityki?
Minęło kilka miesięcy. W niektórych krajach zrezygnowano z siania paniki i prowadzono w miarę normalne życie (poza nielicznymi ograniczeniami). Jaki skutek w porównaniu w tymi, gdzie wprowadzono obostrzenia

Kraj / procent zakażeń w całej populacji / procent zgonów w całej populacji
USA / 1,8% / 0,055%
Brazylia / 1,8% / 0,06%
Włochy / 0,45% / 0,06%
Polska / 0,18% / 0,005%
Białoruś / 0,75% / 0,007%
Szwecja / 0,84% / 0,06% Continue reading „Odważny polski lekarz ostro demaskuje PLANdemię!”

Tortury psychiczne za brak maski! W POLSCE!!

Kolejny miesiąc epidemii to kolejne świadectwa ludzi, których dopadły różne niedogodności życiowe, związane np z obostrzeniami lub utratą poczucia pewności i stałości.

W tym artykule przedstawiam relację osoby, która padła ofiarą wyjątkowo nieludzkiego traktowania ze strony policji i pogotowia. Owszem, nikt tutaj nikogo nie bił, ale z pewnością były to tortury psychologiczne. Tytuł artykułu nie jest przesadzony, zresztą przeczytaj i oceń sam.

Bulwersuje dodatkowo fakt, że takie zachowania były wobec osoby ciężko chorej psychicznie, która na serio nie może nosić maski. Choroby takie jak nerwica, depresja czy też klaustrofobia, na którą choruje kobieta z tego artykułu, na ogół są łagodne i nie utrudniają życia aż tak, jak inne, cięższe choroby. Jednak w niektórych przypadkach mogą one mieć ciężki lub nawet bardzo ciężki przebieg. Tak właśnie było w przypadku tej kobiety.

Sprawa jest tak bulwersująca, że aż powinny zająć się tym staje telewizyjne w swoich reportażach. Zachowanie części służby zdrowia jest po prostu skandaliczne. Na NFZ tylko teleporady, zaś potem w prywatnych gabinetach przyjmują jednak normalnie i jakoś morderczego wirusa się nie boją. W szpitalu przychodzą do pacjenta raz na 12 godzin bo tutaj jednak wirusa się niby boją. Są agresywni wobec pacjentów bez masek. Odsyłają pacjentów od szpitala do szpitala, przez co internet obiegły szokujące relacje o tym, że chorzy umierali w domach lub pod drzwiami szpitala.

Poniżej relacja kobiety, która padła ofiarą nieludzkiego traktowania, bo nie miała maski.

Continue reading „Tortury psychiczne za brak maski! W POLSCE!!”

Przez epidemię ludzie umierają na inne choroby, bez opieki! W Polsce!

Czy to prawda, że więcej ludzi umrze z powodu braku leczenia i braku dostępu do lekarzy specjalistów, braku badań, zaniechania rehabilitacji itp, niż z powodu epidemii kowida?

Pomijam już nawet fakt, że podczas pandemii kowida w Polsce jest mniejsza śmiertelność ogólna, niż w tym samym okresie roku sprzed epidemii. Rozumiesz to? Wielka epidemia, podczas której umiera mniej ludzi, niż przed nią? Bo ja nie bardzo. Owszem, mogę zrozumieć, że mniejsza śmiertelność jest z powodu braku operacji, rzadszego przedawkowywania miksów lekarstw, bo Polacy to najwięksi lekomani Europy, z mniejszej ilości wypadków drogowych z powodu lockdownu. Ale groźność wirusa jest stanowczo wyolbrzymiona.

Teraz kowid jest chorobą medialną, uprzywilejowaną, wręcz dopieszczaną. Mówi się np, że dwie, cztery lub dwanaście osób zmarło na kowida tego i tego dnia w Polsce. Wśród słuchaczy telewizyjnej papki budzi to ogromny szok i trwogę. Ale nie mówi się, że tego samego dnia zmarło kilkadziesiąt osób w wyniku wypadków drogowych, kilkanaście z powodu samobójstw, czy aż 350 na raka. To są dopiero liczby robiące wrażenie. Ale to są liczby / choroby przemilczane. Przecież ludzie muszą umierać, prawda? Tylko dlaczego dwie osoby zmarłe na kowida, głównie te starsze, robią dużo większe wrażenie, niż kilkaset osób zmarłych na nowotwory, też głównie tych starszych? Czy jedna śmierć jest „lepsza” od innej? To samo dotyczy np żałoby narodowej ogłaszanej po jakiejś katastrofie. Przecież codziennie umiera ponad 1100 osób w Polsce. Dlaczego codziennie, 365 dni w roku, nie mamy permanentnej żałoby narodowej, dlaczego nie ogłoszono epidemii raka, zawałów, udarów? To oczywiście bardziej filozoficzne dociekania, niż medyczne, więc nie rozwijajmy ich dalej.

W tym artykule będziesz mógł zapoznać się z mrożącymi krew w żyłach relacjami pacjentów i ich rodzin. Chorych pozbawionych opieki, odsyłanych od szpitala do szpitala, koczujących dwa lub nawet trzy dni na SORze ze złamaną ręką, umierających w domach lub wręcz pod bramą szpitala, do którego nie chciano ich przyjąć. Kowid bez wątpienia doprowadził już teraz nie tyle do paraliżu, co wręcz do destrukcji służby zdrowia. Kolejny wielki problem to plaga chorób psychicznych spowodowana lękiem przed wirusem, lockdownem i izolacją od innych ludzi. Psychiatria już teraz funkcjonuje na granicy możliwości, a w przyszłości, i to zapewne niedalekiej, chorych na te schorzenia będzie przybywać wręcz lawinowo. Będzie przybywać też przedawkowań leków, alkoholizmu, narkomanii i skutków ubocznych lub przedawkowań narkotyków, samobójstw. Będzie to olbrzymim wyzwaniem dla całego systemu opieki zdrowotnej, który jest niewydolny i sparaliżowany już teraz.

Trzeba nagłaśniać takie przypadki jak tylko się da, inaczej jesienią chorzy będą masowo umierać z powodu np odsyłania od szpitala do szpitala czy z powodu braku kontynuacji leczenia. Nagłe przerwanie przyjmowania wielu leków, np na nadciśnienie, może doprowadzić do bardzo ciężkich, potencjalnie nawet śmiertelnych następstw. Pytanie, czy pan doktor zawsze będzie miał tyle czasu i chęci, by podczas teleporady wypisać leki na nadciśnienie czy na serce wszystkim swoim pacjentom. W mojej rodzinie są dwa przypadki braku kontynuacji leczenia lub niedostatecznej opieki lekarskiej, właśnie z powodu kowida.

Ten artykuł jest bezpośrednią kontynuacją mojego poprzedniego artykułu na ten temat. Jeśli go nie czytałeś, to serdecznie zapraszam do lektury, naprawdę warto! Jest on dostępny w linku poniżej: Continue reading „Przez epidemię ludzie umierają na inne choroby, bez opieki! W Polsce!”

CZY W POLSCE NAPRAWDĘ MAMY MEDYCZNĄ TYRANIĘ?

Według wolnościowców czy też antysystemowców mamy w Polsce obecnie medyczną tyranię. Ma być źle i jak najgorzej. Jednak czy obowiązek noszenia maski kilka minut w sklepie lub tramwaju, często zresztą nieprzestrzegany, świadczy o jakimś wyjątkowym totalitaryzmie? Owszem, minister Łukasz Szumowski należy raczej do ciemnej strony mocy (frakcja deep state w PiS), jednak wiele wskazuje na to, że długo już posady nie utrzyma.

W tym artykule chciałbym przedstawić Ci dwie relacje z krajów Zachodu, w których naprawdę panuje kowidowy zamordyzm. Kwitnie tam donosicielstwo, nie można nie nosić maski bo od razu mandat, a ludzie czasami przejawiają wręcz fizyczną agresję wobec osób sceptycznych co do oficjalnej wersji kowida.

Pomijając lockdown w Polsce z marca tego roku, gdy nawet rząd nie wiedział, z czym ma do czynienia, to w naszym kraju nie widzę aż tylu ograniczeń. Kolejne obostrzenia, nie licząc powiatów z czerwonej strefy, są ograniczane, a większość ludzi nie przestrzega nawet tych istniejących. Pojedźcie np do Hiszpanii czy do innych krajów Zachodu Europy, to poczujecie na własnej skórze, czym tak naprawdę jest reżim Covidiański. To, co mamy w Polsce, to jest pestka w porównaniu z tym, co jest na Zachodzie.


Continue reading „CZY W POLSCE NAPRAWDĘ MAMY MEDYCZNĄ TYRANIĘ?”

SŁOWA LEKARZA: PRZED ZGONAMI NA KOWID BYŁY MASOWE SZCZEPIENIA!

Mamy powoli drugą falę epidemii koronawirusa. Coraz bardziej mnożą się różne alternatywne teorie na jego temat. Coraz więcej ludzi się budzi i przestaje wierzyć w oficjalną wersję wydarzeń. Zwykli teoretycy spisku, nawiedzeni, wierzący w płaską Ziemię i na dodatek chodzący po domu w foliowej czapeczce na głowie?

Jak się okazuje, nie. Do chóru kowido-sceptyków zaczyna dołączać coraz więcej lekarzy i naukowców. Ci wykształceni i często bardzo doświadczeni zawodowo ludzie mają tak samo, jak zwykli ludzie, serdecznie dość tego, co się dzieje. W tym artykule będziesz miał niepowtarzalną okazję zapoznać się z najnowszymi wypowiedziami ludzi nauki, którzy zaczęli sceptycznie podchodzić do oficjalnej kowidowej wersji.

Ma to też wpływ na rządy niektórych krajów. Pomimo tego, że zakażenia biją w Polsce kolejne rekordy, nasz rząd absolutnie nie ma zamiaru zamykać kraju, a silne obostrzenia (tzw. „strefa czerwona”) dotknęły tylko dziewięć powiatów. W dziesięciu kolejnych powiatach („Strefa żółta”) dodano jedynie symboliczne obostrzenia. W Polsce większość obostrzeń jest zniesiona, a reżim sanitarny praktycznie nie istnieje, jeśli porównać nasze realia z bardzo rygorystycznymi realiami na Zachodzie. Tam ślepe posłuszeństwo wobec kowido-psychozy jest wymuszane nierzadko bardzo agresywnie. Jednak doceniam to, że mieszkam w naszym kraju.

Turyści lub pracownicy z Niemiec, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy innych krajów Zachodu, mówią o jawnej, nierzadko fizycznej agresji nawet wobec minimalnego nieprzestrzegania obostrzeń, wszędobylskim donoszeniu (Skandynawia, Wielka Brytania), wzywaniu policji niemal do wszystkiego (Hiszpania), czy podawaniu szczegółowych danych osobowych i gruntownej dezynfekcji nawet przy kupnie benzyny (Niemcy). Obserwując to, co mamy w Polsce, oddycham (bez maski na zewnątrz) z wielką ulgą.


Poniżej: opinie lekarzy o szaleństwie kwarantanny i kowida:

Cytat: „Kilka refleksji na temat kowida. Continue reading „SŁOWA LEKARZA: PRZED ZGONAMI NA KOWID BYŁY MASOWE SZCZEPIENIA!”

NWO: TEGO NAPRAWDĘ CHCĄ LEWICOWE ELITY!

Czego naprawdę chcą liberalno-lewicowe elity?

Ludzie myślący racjonalnie i mający w sobie wartości i granice, nazywani prawicowcami, łapią się ostatnio za głowę. Szaleje poprawność polityczna i cenzura. Miasta świata Zachodu są w ogniu terroru BLM i antify. Ma miejsce agresywne narzucanie lewicowej wizji świata wszystkim bez wyjątku. Są to czasy, w których rozum i logika śpi. Bo agresywni aktywiści nawet nie próbują merytorycznie uzasadniać swoich racji. Tylko w przypadku sprzeciwu plują jadem i obrażają, jak w Polsce, a na Zachodzie bywa, że biją lub wręcz katują.

To bez wątpienia ciemna noc zbiorowego ducha naszej cywilizacji, przypominająca demony nazizmu. Z tym, że w latach 1933-1945 ukazał się cień konserwatyzmu, a teraz ukazuje się cień liberalizmu. Jesteśmy na etapie schyłku epoki, w której lewicowe wartości powoli ustępują pola prawej stronie, więc lewica staje się coraz bardziej cenzorska, nachalna lub wręcz agresywna.

Na obrazku poniżej: dialog dwóch lewicowców na portalu Twitter:

Jeden z panów uważa, że mężczyźni także miesiączkują, wbrew wiedzy biologicznej. Lewica w swojej doktrynie gender mylnie interpretuje naukę o tym, że mamy w sobie cechy, półkole mózgowe i archetypy męskie jak i żeńskie, jak i łączy to z sosem zaburzeń tożsamości (transseksualizm) i zaburzeń anatomicznych (hermafrodytyzm).

Tak, mamy w sobie zarówno części męskie jak i żeńskie. Ale póki nie ma jakichś zaburzeń psychicznych, to u mężczyzny dominują części męskie, a u kobiety części kobiece. Zbyt silna dominacja części męskich u mężczyzny jak i części kobiecych u kobiety daje oczywiście stereotypowy obraz osoby, która nie ma zdrowej równowagi. Czyli odpowiednio: zbyt męski brutal jak i zbyt kobieca dziunia.

Natura jak i sam rozwój osobisty i duchowy człowieka dąży do wyrównania. Po to są relacje – aby mężczyzna złagodniał i nauczył się cech kobiecych, a kobieta stała się silniejsza i nauczyła się cech męskich. Ale znowu, zawsze będzie przynajmniej częściowa dominacja jednej z cech, nawet po tym wyrównaniu.

Lewica stawia wszystko na głowie, do góry nogami. Głównym założeniem neomarksizmu jest to, że wszystko jest umowne i relatywne, jak i nie ma ponadczasowych i niezmiennych praw, dyktowanych przez Boga i naturę. U nich tych granic nie ma. Liberalizm to brak granic i postęp, zaś konserwatyzm to granice i zastój. Oba systemy mają swoje dobre strony, jak i złe strony, czyli cień, o którym pisałem na początku artykułu. Co kilkadziesiąt lat mamy zmianę ducha epoki jak i ukazanie się cienia epoki mijającej.

W czasach najnowszych – lewicowy romantyzm i prawicowy pozytywizm, lewicowa dekadencja (1890 – 1933) i prawicowa epoka totalitaryzmów (1933 – 1968). Od 1968 (rewolucja seksualna) do 2015 roku (wybór Trumpa) mieliśmy epokę lewicową, czyli postmodernizm. Obecnie mamy schyłek postmodernizmu, w którym ukazuje się jego cień (wojujące, agresywne lewactwo), i następuje stopniowe przejście do nowej epoki prawicowej, która będzie trwała powiedzmy do 2060 – 2080 roku. Prywatnie postuluję nazwanie jej „neorealizmem” od nazwy istniejącej już i słabo znanej doktryny geopolitycznej. Continue reading „NWO: TEGO NAPRAWDĘ CHCĄ LEWICOWE ELITY!”