Kategoria: Bareizmy

Niebezpieczeństwo na Bałtyku. „Rozmiar zjawiska jest bezprecedensowy, skażenie już zachodzi..”

Cyt. ”
Choć od momentu zakończenia Drugiej Wojny Światowej minęło już 70 lat, nadal odczuwamy jej niszczące skutki. Obecnie na bezprecedensową skalę zagrożone jest Morze Bałtyckie i zamieszkujące je żywe stworzenia, a przyczyną są zatopione pojemniki z trującymi gazami bojowymi.

Skalę zagrożenia ujawniło badanie zlecone przez szwedzką administrację morską. Z raportu wynikało, że na Bałtyku spoczywa około 40 tysięcy różnych obiektów militarnych w tym 10 tysięcy sztuk broni chemicznej z okresu II wojny światowej. Obecnie pojemniki, w których składowano te substancje skorodowały a substancje zaczynają przenikać do środowiska morskiego.

Większość tej broni chemicznej została zrzucona do Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej. Odpowiedzialni za to są Brytyjczycy i Rosjanie, którzy wymyślili taki właśnie sposób jak zatopienie zapasów niemieckiej broni. Okazuje się, że było to tylko odłożenie problemu w czasie i być może doprowadzi to do bezprecedensowego skażenia Bałtyku.

Aby jakoś temu przeciwdziałać zorganizowano specjalny projekt naukowy o nazwie CHEMSEA, w którym uczestniczy Polska, Niemcy, Finlandia, Szwecja, Litwa oraz Łotwa. Dzięki wspólnym pracom ustalono, że w samej tylko Głębi Gotlandzkiej znajduje się 8 tysięcy bomb, które są rozrzucone na obszarze 1500 metrów kwadratowych. Potwierdzono tez to, co do tej pory było spekulacją, dno morskie w pobliżu tych skorodowanych bomb chemicznych jest już skażone.

Głównym czynnikiem skażenia jest iperyt, czyli gaz musztardowy. Na szczęście Bałtyk jest zimnym morzem i gaz ten szybko zamarza więc ogranicza to skażenie do okolic kilku metrów od składowiska. W ramach projektu badano też zdrowie ryb i okazało się, że chemikalia powodują u nich wady genetyczne oraz wpływają na ilość trapiących je chorób. Dla człowieka największe zagrożenie sprawia właśnie spożycie tych ryb”

Nielegalne testy szczepionek na Ukrainie. Sprawę bada prokuratura

Cyt. ”
Ministerstwo Zdrowia Ukrainy przyznało, że prowadzi się testowanie szczepionek na dzieciach. Jednocześnie wiceminister Ministerstwa Zdrowia kłamie, że na podstawie zgody rodziców. Ukraińscy lekarze naprawdę testują szczepionki i leki na dzieciach jednakże czynią to na całkowicie legalnych podstawach.

„Prowadzenie badań klinicznych leków jest praktyką, stosowaną we wszystkich krajach świata,mającą na celu określenie skuteczności działania leku, który przeszedł odpowiednie badania”- powiedział wiceminister Ministerstwa Zdrowia Ukrainy, Alieksandr Tołstanow. Według niego te badania i testy regulowane są przepisami Ministerstwa Zdrowia „O procedurze prowadzenia badań klinicznych nad preparatami medycznymi”.

Ponadto zatwierdzona jest lista placówek medycznych gdzie te badania i testy mogą być prowadzone. Jednocześnie Tołstanow twierdzi, że przed stosowaniem lekarstw, lekarze działają według przepisanych procedur i na podstawie zgody rodziców, którzy będą uczestniczyć w testowaniu leków. Przypomnijmy, że wcześniej deputowany ludowy z partii „Batkiwszczina”, Walierij Głowko, poinformował, że w regionie połtawskim testuje się na dzieciach-sierotach różne preparaty medyczne, które nie są dopuszczone do użycia w naszym kraju. W związku z tym zażądał on od organów ścigania i Ministerstwa Zdrowia zbadania tej sprawy i ukarania winnych. Na żądanie polityka zareagowała prokuratura, która rozpoczęła dochodzenie w sprawie ujawnionych faktów.

Źródło: http://3rm.info/

Przekład: RX

Za: http://wolna-polska.pl/

Jesteśmy całkowicie w kieszeni kapitału zagranicznego. „To patologia transformacji ustrojowej”

Cyt. ”
Nie jesteśmy u siebie

Prof. Witold Kieżun: “Praktycznie rzecz biorąc nie jesteśmy u siebie, jesteśmy w kieszeni kapitału zagranicznego. Smutno mi, że umieram nie w tej Polsce, o którą walczyłem…”

Smutno mi, że umieram nie w tej Polsce, o którą walczyłem… To jest bardzo bolesne. Wymieramy, straciliśmy markę na świecie, jesteśmy całkowicie uzależnieni…
– mówi w rozmowie z “Bliżej” prof. Witold Kieżun, ekonomista, powstaniec warszawski, więzień sowieckich łagrów, autor książki „Patologia transformacji”.

To bardzo mocny i poruszający wywiad. 91-letni Kieżun z dużym dystansem i niezwykle celnie opisuje stan, w jakim znalazł się nasz kraj, a zwłaszcza polska gospodarka:

W tej chwili struktura gospodarki polskiej jest strukturą gospodarki kraju skolonializowanego, tak samo jak struktura Burundi, Rwandy i krajów afrykańskich. 95% kapitału bankowego, 90% kapitału handlowego i praktycznie rzecz biorąc minimalny procent własnych przedsiębiorstw produkcyjnych…

Na 100 największych przedsiębiorstw mamy ok. 30 procent, ale cały szereg polskich przedsiębiorców ma również kapitał zagraniczny. W dalszym ciągu praktycznie rzecz biorąc nie jesteśmy u siebie, jesteśmy w kieszeni kapitału zagranicznego
Partia, która buduje socjalizm wprowadza kapitalizm w Polsce. To 23 grudnia 1988 roku. Co następuje później? W parę miesięcy później powstaje dziewięć banków komercyjnych, które udzielają już kredytów na zakup, funkcjonowanie prywatnych przedsiębiorstw. To początek nomenklaturowego pomysłu. Istnieją badania, które wskazują, że 62% średniej większości przedsiębiorstw są w posiadaniu dawniejszej nomenklatury

Powstaje tylko problem, kto to będzie realizować. Zapraszają Trzeciakowskiego, on odmawia, bo uznał, że ten projekt nie może być zrealizowany. Odmawia też Józefiak… Wreszcie zupełnie przypadkiem – to są kandydatury „z notatnika” – znaleziono moje nazwisko. Dostaję telefon od ambasadora w Nairobi, czy mogę natychmiast wrócić do Polski. (…) Ja mówię: proszę pana, mój projekt się kończy za rok. I wówczas Kuczyński mówi jest kapitalny kandydat: Balcerowicz, który pracował w instytucie badań nad marksizmem i leninizmem przy KC PZPR, no ale był na stypendium w ramach tej akcji zorganizowanej przez Amerykanów – stypendia głównie dla młodej kadry partyjnej. Te stypendia były bardzo mądrze pomyślane – jeśli ktoś przyjeżdża z Polski na cały rok do USA, to on jest całkowicie indoktrynowany

Stosuję się tę samą konwencję, która była zastosowana do Afryki. Przyjeżdżają przedstawiciele wielkich korporacji, dają łapówki i kupują za 10-15 procent, a najważniejsze przedsiębiorstwa zostały przejęte w trybie wrogiego przejęcia. Przykład? ZSUT – trzy olbrzymie zakłady: Warszawa, Węgrów, Bydgoszcz – po 6, 8 tys. pracowników, produkcja telefonów i swojego rodzaju monopol na telefony w Związku Radzieckim

Niemcy mają sześć procent banków zagranicznych, Francja chyba dwanaście. Tam dochodzi maksymalnie do 20 procent. U nas w tej chwili na 63 banki tylko cztery są polskie. (…) Finanse są całkowicie opanowane. To samo jeśli chodzi o produkcję. Ten proces dotyczy wszystkich krajów środkowej Europy. Wielki kapitał zachodni przejął działkę, gdzie są dobrzy pracownicy, sprawni inżynierowie i gdzie są tanie koszty transportu

Tragedia polega na tym, że idea Solidarności została zawłaszczona przez ludzi z innego systemu. To nie byli ludzie wychodzący z filozofii chrześcijańskiej i solidarnej, katolickiej nauki społecznej. Tego się nie zna, to byli ludzie z zupełnie innego obozu. Ludzie, którzy wyrośli jednak w filozofii leninizmu, marksizmu i syndromu wroga – każdy, kto ma inne zdanie, trzeba zniszczyć fizycznie albo psychicznie. To jest moher, to jest zaścianek, nie reprezentuje żadnej kultury intelektualnej, a wszystko co wy reprezentujecie jest stare i przeszłe. (… ) Smutno mi, że umieram nie w tej Polsce, o którą walczyłem… To jest bardzo bolesne. Wymieramy, straciliśmy markę na świecie, jesteśmy całkowicie uzależnieni…

Niemcy zniszczyli naszą młodość, wymordowali nas połowę. A teraz praktycznie rzecz biorąc, gdy minister spraw zagranicznych amerykańskich chce się porozumieć z UE, to do kogo dzwoni? Do pani Merkel. Prezydent USA jedzie do Berlina, a nie Brukseli. A nasz minister jedzie do Berlina, by wytłumaczyć, że Niemcy miały mieć priorytet. Jesteśmy pod okupacją, okupacją ekonomiczną. Straciliśmy samodzielność, o którą się biliśmy…

Gdyby zdrowie pozwalało, absolutnie poszedłbym na protest. Formy tej manifestacji powinny być nie tylko udziałem robotników, ale nas, inteligencji, ludzi, którzy czytają, znają historię i odpowiednie wykształcenie. To dla nich niesłychanie ważne – to protest społeczny

Zobacz i posłuchaj całej wypowiedzi profesora:

Źródło: wpolityce.pl/autorzy/zespol-wpolitycepl

Muzułmańscy pedofile w UK gwałcą bezkarnie! Policja boi się posądzenia o rasizm

Cyt. ”
W Liverpoolu zakończył się proces, w którym skazano dziewięciu muzułmańskich pedofilii. Zostali oni uznani winnymi zgwałcenia dziesiątek brytyjskich dzieci. W toku postępowania policja i pracownicy socjalni w północnej Anglii wielokrotnie odmawiali wszczęcia śledztwa w sprawie muzułmańskich gangów pedofilii, obawiając się posądzeń o rasizm.

Szokujące szczegóły, które pojawiły się w trakcie procesu otworzyły na Wyspach kolejną długą debatę na temat wielokulturowości w Wielkiej Brytanii, gdzie „poprawność polityczna” przyjęła absurdalne rozmiary.

Niecały miesiąc po procesie w Liverpoolu, okazało się, że pracownicy socjalni w mieście Rotherham, również w północnej Anglii, doskonale znali sprawę jednej z nieletnich matek, później  brutalnie zamordowanej przez dwóch pakistańskich mężczyzn, którzy wykorzystywali ją seksualnie. Dziewczynka wcześniej była ofiarą gangów muzułmańskich.

Rada Ochrony Dzieci opublikowała raport, w którym najważniejsze „niepoprawne politycznie” fragmenty dot. zagrożenia życia dziewczynki ze strony „azjatyckich mężczyzn” (muzułmanów) zostały zatuszowane czarnymi liniami.

Kopia sprawozdania wyciekła jednak do brytyjskiej gazety i mimo apeli urzędników, sąd nie wszczął postępowania wobec redaktorów, którzy ujawnili sprawę.Z raportu wynika, że dziewczynka zwracała się o pomoc do 15-u różnych instytucji rządowych. Za każdym razem jednak odmawiano jej tej pomocy, obawiając się oskarżenia o rasizm.

To nie jedyny przypadek zaniechania podjęcia działań wobec muzułmańskich przestępców. W Leicester np. banda somalijskich kobiet muzułmańskich zaatakowała pijanego przechodnia w centrum miasta i prawie go zabiła. Sędzia zdecydował jednak nie robić sprawy z tego, tłumacząc, że jako muzułmanki mogły one nie być przyzwyczajone do widoku pijanego człowieka.(sic!)

W Londynie sąd uniewinnił dwóch muzułmanów, którzy wielokrotnie zgwałcili  24-letnią kobietę. Sąd apelacyjny uznał, że „nie byli oni niebezpieczni”. Sędzia nie chciał być posądzonym o działania o charakterze rasistowskim.

W Wilshire policja zatrzymała 18-letniego kierowcę do rutynowej kontroli. Kierowca był zszokowany, gdy policjant kazał mu zdjąć flagę Anglii ze swojego samochodu, bo mogła być uznana za rasistowską i obraźliwą dla muzułmańskich imigrantów. Kierowca myślał, że oficer żartuje, dopóki nie zagroził mu grzywną. Polityk konserwatywny Philip Davies, który prowadzi kampanię przeciwko „politycznej poprawności” skomentował to w następujący sposób: „Jak można być rasistą, jeżdżąc z własną flagą w swoim kraju?”

W Southampton pasażerowie taksówek skarżyli się, że zagraniczni kierowcy nie rozumieli języka angielskiego. Grupa rdzennych taksówkarzy zdecydowała się więc umieścić na swoich autach naklejki z informacją, że mówią po angielsku. Urzędnicy miejscy zagrozili im cofnięciem koncesji za „rasistowskie zachowanie”.

W Manchesterze, 14-letnia dziewczyna została aresztowana przez policję za rasizm, po odmowie współpracy w grupie z pięcioma azjatyckimi uczniami, którzy nie mówili po angielsku. Gdy poprosiła o przesadzenie, nauczyciel oskarżył ją o rasizm. Dziewczyna po pobraniu odcisków palców i sfotografowaniu spędziła jeszcze trzy i pół godziny w areszcie.

W Irlam dziesięcioletni chłopak został postawiony przed sądem za rzekome wywołanie kłótni z jedenastolatkiem na tle rasistowskim. Sędzia okręgowy Jonathan Finesteinn okazał się być rozsądnym człowiekiem. Skrytykował gorliwość policji i prokuratorów, chętnie ścigających nawet dzieci z powodu „politycznej poprawności”, a unikających jak ognia ścigania groźnych przestępców. Ta decyzja prokuratury kosztowała podatników ponad 25 tys. funtów. Takie były koszty postępowania sądowego. Sędzia na koniec procesu powiedział: – To pokazuje, jak głupi staje się cały system.

W Londynie, pracownicy socjalni zostali oskarżeni o „fałszywą poprawność polityczną” po tym, jak postanowili odesłać chłopca do Demokratycznej Republiki Konga na egzorcyzmy. Urzędnicy w Islington Council w północnym Londynie zgodzili się ponieść wszelkie koszty związane z podróżą chłopca do Konga, którego matka twierdziła, że „został opętany przez złe duchy i potrzebuje oczyszczenia”.

Nawet brytyjska marynarka nie jest wolna od absurdów. Mimo radykalnych cięć budżetowych i zmniejszenia z tego powodu liczby okrętów wojennych, dowódcy British Navy musieli zainstalować specjalną „kaplicę” satanistyczną na pokładzie jednego ze statków, aby umożliwić wypełnianie kultu jednemu z członków załogi. (sic!)

Osobny rozdział stanowi to, co robi brytyjski nadawca publiczny, czyli BBC. Stacja notorycznie odmawia prezentowania nieprzychylnych dla muzułmanów programów, twierdząc, że „i tak panuje ogromne zdenerwowanie wokół dyskusji o islamie”. Stacja telewizyjna i należące do korporacji rozgłośnie radiowe chętnie wyśmiewają się za to z chrześcijan.

Źródło: GatestoneInstitute, AS.

Szokująca wypowiedź Donalda Tuska z 3 września 2013. Jest usuwana z You Tube!

Poniższe nagranie było już kilka razy usuwane z serwisu You Tube, więc wklejam linka z Vimeo.

Donald Tusk wypowiada się na temat tego, co jeszcze musieliby przeżyć Polacy by zrozumieć i zaakceptować neoliberalną wizję świata.

Mowa tam o wszelkich nieszczęściach, kataklizmach. Czy aby nie jest to samospełniająca się przepowiednia?

Z posłem Donaldem Tuskiem rozmawia dziennikarzyna TVP, Piotr Kraśko, który uważa, że 70% Francuzów uważa Polaków za nazistów.

Tak, padło tam takie słowo – „nazistów”. Do czego to już dochodzi. Na co takie dziennikarskie czy polityczne hieny sobie pozwalają!

Przypomniała mi się pewna myśl, iż media i władze wymyślają spirale strachu, które są coraz bardziej oderwane od rzeczywistości.

„Zbliżając się do prawdy, oddalamy się od rzeczywistości” – Stanisław Jerzy Lec.

Jarek Kefir

Zobacz nagranie – wypowiedź Donalda Tuska z 3 września:

Pod śmietnik podjechał srebrny kabriolet..

Opiszę tutaj zdarzenie, które miało miejsce parę dni temu, którego byłem świadkiem.

Otóż na moim osiedlu jest śmietnik, który jeszcze nie jest ogrodzony. Już pisałem na moim blogu, że kawałek dalej, za miedzą, znajduje się dzielnica domków jednorodzinnych i szeregowców, część z tych osiedli jest strzeżona.

Siedziałem wtedy na ławeczce, zdarzenie to obserwowałem z oddali. Pod śmietnik na mojej dzielnicy podjechał srebrny kabriolet. Nie mogłem dostrzec z takiej odległości, jaka jest marka tego samochodu, ale samochód ten robił wrażenie! Kosztował, zapewne, więcej niż 150.000 złotych..

Kabriolet przystanął tuż pod śmietnikiem, ale w jego stronę zaczął patrzeć jeden z sąsiadów, który tamtędy przechodził z psem. Chłop dwa metry na dwa, przystanął i obserwował, co zrobi właściciel samochodu, który przystanął tuż pod naszym śmietnikiem..

Chwilę to potrwało. Osoba siedząca za kierownicą owego kabrioletu przez jakiś czas nie robiła nic, po czym jednym zamaszystym ruchem, wystawiła rękę za okno pojazdu, i pokazała środkowy palec („fuck you”) sąsiadowi z psem. Chwilę później, samochód ten ruszył z piskiem opon i tyle go widzieliśmy..

Można się tylko domyślać, spekulować, dlaczego zachowanie tej osoby było takie a nie inne. Czy na przykład osoba za kierownicą luksusowego kabrioletu zatrzymała się przed naszym śmietnikiem, by wyrzucić tam swoje śmieci? Ale nie mogła wyrzucić śmieci, ze względu na obecność postawnego sąsiada z psem na spacerze? Bo choć pewnie ma swoją firmę, zarabia krocie, ale jest tak skąpa, że nie chce płacić za wywóz śmieci ze swojej posesji?

To właśnie tego typu polscy „byznesmeni” płacą pracownikom zatrudnionym na czarno 800 złotych netto. Nie wierzycie, że takie pensje są codziennością? To pojedźcie do Polski wschodniej, na wieś. Tam nawet minimalna krajowa jest dla „pracodawców” zbyt dużym obciążeniem. Działa to na tej zasadzie:

kapitalizm

kapitalizm-1

biznes

ekonomia

biznes

Strategiczne dane informatyczne dot. 38 mln Polaków, zostały sprzedane Niemcom. „Zapaść polityki bezpieczeństwa jest straszliwa..”

Dane osobowe 38 milionów Polaków sprzedane Niemcom

Cytat: „Pan Hansjörg Egger i pan dr Thomas Reich, ci dwaj dżentelmeni o „wybitnie polskich” nazwiskach, stali się dysponentami wiedzy będącej efektem relokacji polegającej na wykonaniu usługi relokacji systemów teleinformatycznych, w tym sprzętu komputerowego z Serwerowni Źródłowej (zwanej dalej CPD1), do serwerowni Docelowej (zwanej dalej CPD2), zlokalizowanych na terenie Warszawy. W ten to bowiem sposób inni geniusze, tym razem od spraw bezpieczeństwa II PRL, określili „tytuł” tzw. zamówienia publicznego w sprawie zakupu usługi przeniesienia strategicznych zasobów bazodanowych państwa z aktualnej siedziby do nowego centrum.

Wspomniani panowie to dwuosobowy zarząd firmy Comparex, która owe zamówienie otrzymała. Dokładnie – przetarg wygrała spółka o tej nazwie z pewnym dodatkiem w swych dokumentach rejestrowych, „Poland” mianowicie. Biorąc pod uwagę światowy profesjonalizm, ale i dbałość o narodową rację stanu, jakie u „służb bezpieczeństwa państwa” możemy obserwować pod rządami innego pana, tzw. premiera Psa, należy być pewnym, że dodatek ów został potraktowany przez te służby jako całkowicie wystarczający gwarant zachowania polskich tajemnic w polskich rękach.

Doskonale rozumiem, że konsekwentnie (z krótkimi przerwami rządów faszystowsko – nazistowskich w latach 1991 – 1992 i 2005 – 2007) realizowana polityka likwidacji absolutnie wszystkiego, co polskie w gospodarce obszaru między Wisłą i Odrą, musi mieć swoje skutki także w logice myślenia. Pomimo tego jednak, nie potrafię wciąż objąć swoim małym narodowym rozumkiem, jak to jest możliwe, że:

a) blisko 40 milionowy „zespół ludzki” NIE POSIADA MOŻLIWOŚCI STWORZENIA ANI JEDNEJ FIRMY, KTÓRA BĘDZIE POTRAFIŁA PRZENIEŚĆ DANE INFORMATYCZNE Z PUNKTU A DO PUNKTU B (nie wspominając, że obydwa te punkty są na terenie tego samego miasta);

b) tzw. rząd owego 40 milionowego „zespołu ludzkiego” NIE WIDZI ZAGROŻENIA POWIERZAJĄC DOSTĘP DO ABSOLUTNIE STRATEGICZNYCH DANYCH PODMIOTOWI OBCEGO MOCARSTWA (tu nie kieruję się niczym innym, jak terminologią twórczo wprowadzoną przez ów rząd, kiedy pewnego prokuratora, wyobrażającego sobie, iż może poprosić władze USA o pomoc w ustaleniu przyczyn śmierci polskiego Prezydenta, nieledwie umieszczono w więzieniu za kontakty z przedstawicielami obcego mocarstwa właśnie)?

Podejrzewam, że przynajmniej część z Was wie, czego ta sprawa dotyczy. Dla jasności jednakowoż przypomnę, że chodzi o fizyczne przeniesienie do nowej lokalizacji infrastruktury będącej nośnikiem baz danych tego rodzaju, jak PESEL, Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców, informacje paszportowe, czy rejestry transplantologiczne. No prosto, zwyczajne spisy z osiedlowego sklepu pana Stasia z „wiedzą” o tym, kto wziął butelkę wódki „na zeszyt”.

dane osobowe

O sprawie zaczęło być głośno niedawno, jednak ta głośność bardziej dotyczyła – według mnie – plotkarskiej tajemniczości całego przedsięwzięcia. Nigdzie nie spotkałem się natomiast z jakąś choćby próbą analizy tego, dlaczego to firma niemiecka akurat została wybrana. (Może wyście się spotkali, ę?) I dlaczego w ogóle nie przeprowadzono owej „relokacji” siłami własnymi organów państwa, a w ostateczności – wykorzystując podmiot prywatny, ale, na Boga!, polski. Do czego, do cholery, służy ten cały Centralny Ośrodek Informatyki przy MSW, nie mówiąc już o sztabach informatyków i specjalistów w Policji, czy ministerialnych departamentach: Ewidencji Państwowych, Teleinformatyki lub Strategii i Analiz?

Po co się utrzymuje te tabuny niewątpliwie wybitnych w ocenie nowej gwiazdy WSI24, ministra – stalinisty, ekspertów? Przecież i tak trzeba potem zatrudniać (i sowicie wynagradzać) firmy zewnętrzne, w dodatku z obcego kraju. Ale jeśli się ma takie instytucje czwartej władzy, jak telewizje byłych (?) donosicieli sowieckiej politycznej policji, to ostatni idiota (jak ja, na ten przykład) będzie się dziwił, że policja w państwie premiera Psa nie zastanowi się nad ryzykiem powierzenia danych własnych obywateli w ręce całkowicie pozapolskiej firmy. Kto ma się tym zająć, towarzysze Kraśko, Lis i Pochanke?

A może Pani Ewa E. – niesiona linią programową i pieniędzmi macierzystej telewizji rodem z Wydziału Propagandy przy ul. Nowy Świat – nakręci superodkrywczy dokument w tej materii, na temat wojny w cyberprzestrzeni? A wszystko podsumuje w wieczornej pogadance dla ludu ten „profesor”, co to za okupacji bardziej bał się Polaków, niż tych, no, … okupantów. Dla porządku dodajmy, że mowa jest o tzw. okupacji hitlerowskiej i tu glosa: Hitlery – taki lud już na całkowitym wymarciu, ostatnimi przedstawicielami byli niejaki Demianiuk, László Csatáry i Klaas Faber, tak się, patrz pan, akurat składa, urodzeni na Ukrainie, na Węgrzech i w Holandii. Miał pan Zagłoba zatem rację szukając związków politycznych Polski i Niderlandów. Gdyby to jeszcze było śmieszne …

Zapaść polityki bezpieczeństwa w Polsce jest straszliwa. Informacje o tym, że państwo zamierza zmienić lokalizację swoich krytycznych źródeł wiedzy są ogólnie dostępne w … „Biuletynie Zamówień Publicznych”. To jest albo obłęd albo … to nie jest obłęd. Tryb zamówienia – przetarg nieograniczony, czyli ogłoszenie publikowane w mediach jak najszerszego zasięgu (przy okazji, niech mi ktoś powie, że także i w tym przypadku nie zarobiła gazeta syna przedwojennego zdrajcy Polski).

Kryterium oceny – oczywiście: najniższa cena. Ilość oferentów – sztuk jeden (słownie: jeden!). Miejsce pochodzenia oferenta – jak wyżej. Rozumiem, że raz Rosja (serwery wyborcze), raz – Niemcy (serwery z danymi o Polakach). Żeby nie dość na tym, chociaż w tym konkretnym zamówieniu nie wskazano adresu/-ów lokalizacji docelowej/-ych serwerów strategicznych, dużo do myślenia dają adresy „z imienia i nazwiska” podawane w tytułach innych zamówień organizowanych przez resort pana bohatera od zwalczania bójek plażowych, zamówień na prace budowlane mianowicie.

No, ale ja jestem pisiorem, więc z definicji debilem, ergo: wszystko jest w należytym porządku. A ci ludzie z Koranem pod jedną i dziwną teczką pod drugą pachą, których to ludzi, jak słyszymy od lat od rządu Psa, w Polsce w ogóle ani śladu, to też debile. Symbolem tego myślenia jest za mały łeb Janickiego w za dużej czapce generalskiej. Kariera kierowcy, przy której dokonania Szwejka to czeska wersja Sokratesa. Gdyby to jeszcze było śmieszne..

To, co kilka dni temu, rzecz jasna na konferencji prasowej, w swej łaskawości tępym dziennikarzom tłumaczył stalinowski resocjalizator, to nie było nic innego, jak nikczemna arogancja władzy, w wykonaniu tego typa szczególnie bezczelna. Psim (sic!) obowiązkiem rządu jest zapewnienie bezpieczeństwa gromadzonym przez państwo danym o obywatelach.

Chwalenie się, że właśnie uniknęliśmy (my, czy wy?) katastrofy informacyjnej, oznacza tylko jedno: Rada Ministrów, która CZEKA do ostatniej chwili na zagwarantowanie niezagrożonego przechowywania i przetwarzania absolutnie priorytetowych z punktu widzenia funkcjonowania państwa danych, in gremio nadaje się tylko do wywalenia. I to w wersji łagodniejszej. Zamieszczanie zaś propagandowych filmików z tej „operacji” na oficjalnych stronach MSW jest już jedynie żenujące.

Bohater funkcjonariuszy gazety Szechtera i telewizji z Wiertniczej, bikiniarz (od atolu Bikini, charakteryzującego się dużą ilością plaż, nie mylić z fascynacją kulturą amerykańską, w tym przypadku to BARDZO ZŁY kierunek myślenia) Sienkiewicz, chwali się tym, że jego karbowy, niejaki Pies, przez literalnie CAŁY okres Psich rządów, NIE ZROBIŁ NIC, aby uchronić np. system PESEL przed „zawałem” (to określenie bikiniarza). W tej tzw. przestrzeni publicznej dalej zaś kompletna miazga: Gowin, o. Mądel i tym podobne rewelacje „ogniskujące i organizujące”, wszak, życie tych tępych patrzaczy i (w mniejszej już znacznie części występujących) czytaczy g(ó)wien serwowanych przez zaprzyjaźnione media.

Jesteśmy w sytuacji, gdy decydenci  na prawo i lewo rozpowiadają o jakichś rzekomych wszechświatowych sukcesach, osiąganych dzięki ich geniuszowi. A to zielona wyspa ekonomii, kiedy indziej wybitna rola w brukselskim sowchozie, teraz – nieprzeciekający dach nad pomieszczeniem z serwerami przetwarzającymi dane o wszystkich Polakach. No prosto, jak za Gierka pierwsze bodaj miejsce na globie ziemskim w produkcji srebra. Jeśli jednak choć minimalnego wysiłku myślowego użyć, okaże się, że to już nawet nie jest kłamstwo, ale wzorcowe robienie z ludzi, którym się takie historie opowiada, stada opętanego mongolizmem w ostatniej fazie.

Wracając do tzw. ad rema, chcę powiedzieć tylko jedno: ja po prostu nie wierzę w to, co mówi ten kolejny, po oksfordczyku z Chobielina, arogancki i cyniczny laluś z watahy Psiej. Nie mam żadnego zaufania do BOR-u, więc informacja o tym, iż rzeczoną „relokację” zabezpieczała ta służba, oznacza dla mnie tylko tyle, że np. moje dane w PESEL-u mogły podczas owego zabezpieczania zniknąć. Co mówić o jakichś wirtualnych zapisach, jeśli „w efekcie” niezwykle profesjonalnych działań BOR-u nie potrafiono ostrzec przed ryzykiem najwyższego dowództwa armii, na czele z Prezydentem kraju. Jak można poważnie traktować zamówienie, realizowane w obszarze chyba dziś najbardziej skorumpowanym w całej administracji?

O czym zresztą bez żadnego wstydu, zupełnie otwarcie, mówi aktualne (ale – dalibóg! – to de facto ciągle to samo od przejęcia władzy przez Psa) kierownictwo MSW, podając przyczyny opóźnień zmiany lokalizacji tych nieszczęsnych serwerów. Jest jednak i pewna logika w tym szaleństwie. Pamiętajmy, że w sejmie WCIĄŻ jest procedowany projekt – a jakże! – rządowy „ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. Bufon z Rakowieckiej jest, zdaje się, zdolny do formułowania „daleko idących” wniosków. Obiekty jego zainteresowania, skinheadzi z Białegostoku i kibice z Gdyni/Chorzowa, to wszak podejrzani w sprawach, w których stroną poszkodowaną są inne nacje, w tym te z tysiącletnią tradycją osadniczą w Polsce. Meksykanie, mianowicie.

Przy prezentowanej przez pana od hawajskich koszul nieprzepartości rozumowania, jesteśmy o krok od faktycznego zawezwania „zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników” do „wspólnej operacji” przeciw polskiemu: bydłu, motłochowi, faszyzmowi, szowinizmowi, kaczyzmowi – maciarewizmowi, tudzież innym przejawom wywieszania polskiej flagi w rocznice narodowe. Ustawa „się robi”, ale dlaczegóż już teraz nie pomóc przyszłej międzynarodowej współpracy, zatrudniając niemiecką firmę do wożenia po Warszawie danych o wszystkich potomkach niegdysiejszych Untermenschen?

A że akurat – no tu, panie, logiki nie przeprzesz – do „wspólnych operacji” najlepiej nadają się najbliżsi sąsiedzi, wspomniane wnioski rozumowania tych, co to „idą po nas”, bez cienia wątpliwości prowadzą do kraju innych potomków, i tu też użyję słowa z języka tej zaprzyjaźnionej od wieków z Polską nacji, Wehrmachtu otóżZresztą, będzie taniej (a szukamy teraz wszędy oszczędności!), bo rolę tubylczej policji przejmą doświadczone bardzo służby zarządzane przez główny urząd bezpieczeństwa Rze…, znaczy demokratycznych Niemiec. Służby obeznane także i z rozpędzaniem nielegalnych zgromadzeń oraz infiltracją antypaństwowych elementów w rzeczonych miastach – Belostok, Gotenhafen i Königshütte. Znać pana, który w swej wielkoduszności potrafi bezgranicznie zaufać innemu państwu i powierzyć mu ochronę własnych rodaków.

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Źródło: Niepoprawni.pl – Warszawa1920 blog – 27 sierpnia 2013