Kategoria: Bareizmy

Święta, święta, i po świętach.. Polaków rozmowy świąteczne

Polaków rozmowy świąteczne i dylematy egzystencjalno zarobkowe

Jak sam tytuł mówi – napiszę o rozmowach, jakich byłem świadkiem. Lubię słuchać ludzi, ich argumentów – w szczególności ludzi o odmiennych poglądach. Jest to bardzo pouczające, pomaga rozwijać świadomość i weryfikować na bieżąco swoje widzenie świata. Polecam wszystkim.

  1. mówili, że jeden facet zarabia tyle i tyle, ale nikt nie powiedział, dlaczego zarabia 3 – 4 razy mniej niż w cywilizowanych krajach.
  2. podobno jakiś znajomy właśnie dostał kredyt hipoteczny.. Ale nikt nie zastanawiał się nad tym, dlaczego młody człowiek aby kupić mieszkanie, musi się zadłużać na 30 – 40 lat.

  3. inny znowu nie dostał kredytu, bo nie miał zdolności kredytowej. Jednak nikt z rozmawiających nie omawiał kwestii, dlaczego pensje w Polsce są tak niskie, że nawet na kupno lodówki, zmywarki i tysiąca innych potrzebnych rzeczy, trzeba brać kredyt.

  4. jeden znajomy poszedł na studia w wieku 40 lat.. Ale nikt nie pytał, dlaczego, skoro ten znajomy już skończył studia inżynierskie, na innym kierunku, i ma zrobione masę kursów zawodowych / fachowych. Nikt nie analizował tego, że zrobił tak, bo sytuacja na rynku pracy jest wręcz katastrofalna i grozi mu zwolnienie.

  5. z kolei inny człowiek, wraz z rodziną emigrował. Mówili tylko o tym, że teraz wreszcie ma gdzie mieszkać i dobrze zarabia, nikt nie analizował tego, z jakiego powodu 3 miliony Polaków wyjechało na poniewierkę do dalekich krajów.

Ten zarabia tyle a tyle.. Tamten studiuje tu i tu.. Inny dostał właśnie staż. Jeszcze inna osoba wprowadziła się „na swoje” i jest uwiązana kredytem na 30 lat. Z kolei ktoś jeszcze robi już magisterkę i ma nadzieje na takie i takie zarobki, chce pracować tu, a jak się nie uda, to może tam.. I CO Z TEGO? Dziś sama idea „zarabiania” stała się celem samym w sobie. Pieniądz nie jest już narzędziem do kreacji i zmiany świata, ale celem sam w sobie.

To, czy umiesz zarobić na „status”, czy masz mieszkanie, samochód, gadżety – zaczęło określać całego Ciebie, jakim człowiekiem jesteś. Kobieta przecież nie weźmie gołodupca, a nawet jak weźmie, to argumentuje, że jego zarobki 1500 brutto mają być chwilowe, zaś on sam ma „mieć możliwości i chęci do rozwoju”. Czytaj: ma awansować, znaleźć lepszą robotę i zarabiać co najmniej 7500 brutto, bo to minimum jeśli chodzi o zapewnienie godnego bytu rodzinie. Oczywiście, nikt z tych ludzi nie przyzna się do tego, że jest materialistą, a skąd.. „Tylko wiesz, dziś czasy ciężkie i niepewne, pieniądze też są ważne”.

Czy zauważyliście, że ostatnio plotkarstwo ewoluuje, i z kierunku obyczajowego zmienia się w plotkarstwo niemal wyłącznie ekonomiczno-zarobkowe? Co się dzieje z ludźmi, że nie pasjonuje ich nawet seks, zdrada, romans? Czy „wartości” materialne tak im przesłoniły oczy? Zapraszam serdecznie do dyskusji 🙂

Modlitwa chłopo-robotnika z dużego miasta XXI wieku

Młodzi, wykształceni, z wielkich miast

„Panie Waldku, jaka jest ta Polska chłopo-robotnicza, tej bandyckiej postkomuny III RP w XXI wieku? Czy coś się zmieniło w mentalności polskiego chłopa przez te minione wieki?

Chłopstwem polskim znowu czas się zająć, gdyż wszystko co nam z 1000-letniej Rzeczypospolitej zostało to sól tej ziemi, czyli chłopstwo pospolite. Na tej notce oczywiście tematu nie sposób zakończyć, a i z nadzieją patrzę w stronę innych blogerów, że do tematu tego się włączą, abyśmy pod różnymi kątami tego zwierza ująć tu mogli.

Na pierwszy ogień reminiscencje z literatury naszej pięknej temat ten rozpoczną. Józef Ślimak, jak niestety tylko niektórzy pamiętają, jest głównym bohaterem powieści Bolesława Prusa, “Placówka”. Był to chłop średniozamożny, posiadał niewielkie gospodarstwo i dziesięć morgów ziemi, które znajdowały się we wsi nad doliną rzeki Białka. Miał on żonę Jagnę i dwóch synów: Jędrka i Staśka. „Był to chłop średniego wzrostu, z szeroką piersią i potężnymi ramionami. Miał twarz spokojną, wąsy krótko podcięte, na czole grzywkę, a z tyłu długie włosy spadające aż na kark. Bardzo lubił palić fajkę” – tak właśnie wyglądał Józef Ślimak. Bohater ten był prostym, zacofanym chłopem, który wierzył w zabobony. Wszystko złe, co spotykało ludzi na ich drodze, odczytywał jako boskie karanie niewiernych. Nie zmieniał swojego zdania na ten temat nawet wtedy, kiedy krzywda spotykała jego, choć miał się za pobożnego. Swój kawałek ziemi uprawiał tak jak jego przodkowie i był przekonany, że to najlepsza metoda.

Nigdy nie starał się wybić ponad społeczność, w której żył, uważał bowiem, że skoro jedni są wójtami i bogaczami, to właśnie tego chce Bóg i nie należy niczego zmieniać. Okazywał więc szacunek stojącym wyżej od niego, ale i tym mniejszym nie dawał się wyprzedzić.

Nazwisko, jakie nosił, doskonale oddawało jego temperament. Nigdy się nie spieszył, jakoś pracował i było dobrze. Potrafił jednak wpadać także w gniew, a wtedy był po prostu nieobliczalny. Potrafił wtedy przeklinać i rzucać, co miał pod ręką – zdarzało mu się także pobić parobka. Jednak tak naprawdę nie był złym człowiekiem i dbał o powodzenie swojej rodziny, kochał żonę oraz synów, chciał niby dla nich jak najlepiej, ale po nim to choćby potop, niech się już synowie dalej martwią. Nigdy nie gardził groszem, imał się różnych prac, byle tylko trochę zwiększyć swoje zapasy finansowe. Nie bał się żadnej roboty i również za to go ceniono. Nigdy nie przehulał zarobku, ale skrzętnie składał i chował „w skarpetę” wszystko, co udało mu się zarobić.

Wierny tradycji nie wzgardził człowiekiem, który przekroczył jego próg. Miał dla takiego zawsze dobre słowo, strawę i miejsce przy piecu. Nie rozróżniał wtedy hierarchii i częstował wszystkich po równo. Prawdziwie kochał ziemię i nie wyobrażał sobie życia innego, niż praca na roli. Walczył o swój dobytek z niespotykaną u niego w innych sprawach zawziętością. I chociaż wokół niego piętrzyły się problemy i narastały trudności, nie zdecydował się na sprzedaż gospodarstwa. Nie cierpiał Niemców, którzy wykupywali pobliskie pola od innych rolników i nie poszedł z nimi na żadne układy. Tego prostego chłopa można byłoby porównać z bohaterem powieści Henryka Sienkiewicza „Szkice węglem”- Rzepą. Ci dwaj chłopi mają wiele wspólnego, gdyż są typowymi przykładami ludzi niewykształconych i zacofanych: „Osiadły z dala od miasta, zapracowany, nie mający czasu na książkę czy gazetę”. To znaczy, że zwykły chłop, mający kawał ziemi i na nim pracujący, po prostu nie miał ani czasu, ani możliwości, by się kształcić i najważniejszym jego problemem był dobry wypoczynek po trudnej pracy.

Największymi wadami Ślimaka było zacofanie oraz brak samodzielności myślenia: “Dziwny był chłop ten Ślimak. NA WSZYSTKIM SIĘ ROZUMIAŁ, nawet na żniwiarce: wszystko zrobił, nawet naprawił młocarnię we dworze; wszystko sobie w głowie ułożył, nawet przejście do płodozmianu na swoich gruntach, ale niczego sam nie ośmielił się wykonać, dopóki go kto gwałtem nie napędził. Jego duszy brakło tej cienkiej nitki, co łączy projekt z wykonaniem, ale za to istniał bardzo gruby nerw posłuszeństwa: dziedzic, proboszcz, wójt, żona – wszyscy oni zesłani byli od Boga po to, ażeby Ślimakowi wydawać dyspozycje, których sam, sobie wydać nie umiał. Był on rozsądny i nawet przemyślny, ale samodzielności bał się gorzej niż psa wściekłego. Miał nawet przysłowie, że: „chłopska rzecz – robić, a pańska – bawić się i rozkazywać innym”. Ten cytat wiele mówi o postaci Ślimaka i o jego poglądach, przedstawia go jako człowieka zupełnie niegłupiego, a nawet zdolnego, ale bardzo niesamodzielnego. Akurat z powodu jego niesamodzielności o ważnych sprawach w rodzinie decydowała jego żona, której Ślimak ślepo ufał, czuł obowiązek spełniania jej woli i na nic się nie odważył bez jej narady. To udowodniła sytuacja, która wydarzyła się, gdy Józef poszedł prosić dziedzica o łąkę, a dziedzic widząc niesamodzielność chłopa, proponuje mu kupienie łąki za szczególnie niską cenę, ale pod warunkiem, że zdecyduje się on natychmiast, nie radząc się z żoną. Ślimak widział w tym jakiś podstęp i nie zgodził się, argumentując swoją decyzję słowami: “- Kiej kupować bez żony, jaśnie panie – to nieładnie…”.

Stosunek Józefa Ślimaka do otoczenia:” Ślimak, który ma silne poczucie własnego interesu i interesu swojej rodziny, NIE CZUJE WIĘZI Z NAJBLIŻSZYM SOBIE ORGANIZMEM SPOŁECZNYM, ze wsią. Żyje właściwie poza nią, OBOJĘTNY NA WSZYSTKO, CO GO BEZPOŚREDNIO NIE DOTYCZY”. Nie ufał on dziedzicowi, chociaż go szanował: „Ale co innego uczcić jaśnie pana, a co innego ufać mu”. Ślimak nie wierzy dworowi z zasady, podejrzewa każdy krok dziedzica, wszędzie dopatrzy jakiejś zasadzki. Był także podejrzliwy wobec kolonistów, ale podziwiał ich umiejętności, sprawność i organizację.

Prus po prostu przedstawia go jako prostego chłopa, zacofanego, stawiającego przed sobą naprawdę nieduże cele i bohatera, który sam tego nie rozumiejąc stawia opór kolonizatorom niemieckim.

Od czasów Bolesława Prusa w mentalności chłopskiej tak niewiele się zmieniło, duża część z nich została musowo przesiedlona do miast, gdzie ktoś musiał przecież obsadzić wakujące miejsca po wytrzebionym przez Hitlera i Stalina mieszczaństwie i inteligencji polskiej. I tak z chłopa, mamy chłopo-robotnika, co to na 300% normy PRL budował, mamy nawet pseudointeligenta, co to reżimowi na uniwersytetach, w sądach i prokuraturach wiernie służył, a dziś jego dzieci, te wykształciuchy wielkomiejskie bez wiedzy, dalej nie mające więzi z najbliższą sobie społecznością, i dalej obojętni na wszystko, co ich bezpośrednio nie dotyczy, znaleźli sobie przewodnika, co to ma za nich IV RP budować. Jak to chcieli zrobić? Ano tak jak w tej ich modlitwie poniżej:

  Modlitwa chłopo-katolika z dużego miasta

Zatem w mentalności panie Waldku, nic się u polskiego chłopa nie zmieniło, chłopu tylko zmieniono środowisko życia, zamiast pracować na roli, siedzi teraz w mieście betonowych blokowisk udając inżyniera, inteligenta, menedżera, polityka, męża stanu, dyrektora, katolika, kosmopolitę, itd.

Nota z 17.10.2011r. Zauważyłem, iż prof. Jaroszewicz odniósł się do tego tematu również

Źródło: http://www.blog.pl/blog-socjologiakrytyczna_blog_onet_pl/2011/02/20/modlitwa-polskiego-chlopo-katolika-z-duzego-miasta/

Gdzie są pieniądze ze składek emerytalnych? „To największa grabież Polski XXI wieku”

ZUS kradnie składki emerytalne? Stary tekst, ale ważny!

„Gdzie są pieniądze ze składek emerytalnych? Trochę dużo czytania, ale to są fakty! Warto czasem myśleć samodzielnie. Rządowe statystyki mówią, że średnia pensja w Polsce to ok. 3600. To znaczy, że średnie składki emerytalne to 703,08 zł miesięcznie – procent składki emerytalnej do ZUS jest stały, określony ustawowo. Liczba pracujących na koniec II kw. 2011 to 16,163 mln. Możecie te dane sami zweryfikować przeglądając oficjalne strony rządowe, sięgając do oficjalnych statystyk GUS. Miłej zabawy. Ale co z tego wynika? BARDZO WIELE, a właściwie BARDZO DUŻO. Dużo czego? PIENIĘDZY, oczywiście. Pomnóżcie urzędową i oficjalną liczbę zatrudnionych i oficjalną i bardzo urzędową średnią składkę emerytalną do ZUS. Powinno Wam wyjść miesięcznie 11 375 519 400 zł, czyli ponad jedenaście miliardów trzysta siedemdziesiąt pięć milionów. To gigantyczne pieniądze, a jest to tylko składka emerytalna.

Bawmy się dalej: pomnóżcie to razy 12 miesięcy, a wyjdzie na to, że w skali roku jest to 136 506 232 800 zł. Kończą się Wam okienka w kalkulatorze? Mnie też. Zatem powiem, że jest to słownie ponad 136 miliardów 506 milionów zł w roku. Mamy w Polsce około 5 mln emerytów, dokładnie – w marcu 2011 było ich 4,979 mln. To znowu wg. oficjalnych, rządowych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk.

Rencistów nie liczę, bo już na pewno nie zmieszczą mi się w kalkulatorze, a poza tym – na nich jest OSOBNA składka! Wychodzi mi zatem na to, że rocznie jest to średnio 27301 zł na emeryta, czyli miesięczna emerytura średnio powinna wynosić 2275,00 zł. Tymczasem średnia emerytura – znowu wg rządowych, oficjalnych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk wynosiła w tymże marcu 2011 zaledwie 1721,00 zł. Czyli o 554 mniej niż wynika ze składek wyliczonych na podstawie danych statystycznych rządu RP, GUS, ZUS, KRUS i każdy inny SRUS. Jak policzycie dalej, to wyjdzie Wam NADWYŻKA rzędu 32% w stosunku do wydatków na emerytury (czyli średnio ZUS jest na plusie około 2,5 miliarda zł miesięcznie, czyli 30 miliardów rocznie!).

Tymczasem, rząd ubolewa, że budżet dopłaca ponoć do emerytur dziesiątki miliardów rocznie. Jesteście zdumieni? To przeliczcie jeszcze raz. Też liczyłem, bo nie wierzyłem. Wniosek jest taki: ktoś z trójki: GUS, ZUS, Rząd RP łże. ŁŻE W BEZCZELNY SPOSÓB. Gorzej: dopuszczam możliwość, że łże więcej niż jeden, a nawet że łżą wszystkie wymienione instytucje. Taki jest mój wniosek. Ale jest też PYTANIE: co dzieje się z nadwyżką? I takie są wnioski wynikające z oficjalnych danych statystycznych. Chyba, że Rostowski przesłał sfałszowane dane do GUS, wszak to, używając eufemizmu, mistrz kreatywnej księgowości. Załóżmy jednak, że dane oficjalne są prawdziwe, a więc wnioski zeń wynikające także.

Proszę sobie wyobrazić, jaka gigantyczna nadwyżka powstanie przy wydłużeniu czasu pracy potrzebnego do osiągnięcia wieku emerytalnego. Oczywiście, pracy tej i tak nie ma, a bezrobocie zamiast maleć wciąż rośnie, co również potwierdzają dane oficjalne. Na co ma pójść taka nadwyżka? Na zrzutkę na Greków? Włochów? By żyło im się jeszcze lepiej? Gdzie jest kasa! Jeśli tak jak ja, jesteś przeciw kłamstwom rządzących, to proszę skopiuj to na inne fora, aby jak najwięcej osób mogło to przeczytać, zanim zostanie usunięte. Ludzie kiedy w końcu wyjdziemy na ulice i zaczniemy walczyć o swoje? pieniądze?”

Źródło: FB

Przeczytaj także: Pustka w naszych portfelach – prawdziwe przyczyny!

Paweł Kukiz i „Platforma Oburzonych”. Dzieje się! [VIDEO]

Paweł Kukiz i Platforma Oburzonych

-Od 1989 roku siedzimy w tym kinie i od pewnego czasu oglądamy tylko jedną kreskówkę. Jak Kaczor z Donaldem łapią się za dzioby. My z tego kina wyjść nie możemy i każą na jeszcze za to płacić – mówił Paweł Kukiz, muzyk i lider „Zmieleni.pl”.

-A ja wiem jedno, gdyby Kaczor zniknął to Donald, by go sobie wymyślił. I odwrotnie. Bo to jest system naczyń połączonych, który działa w myśl zasady „dziel i rządź”! – mowił Paweł Kukiz podczas spotkania w historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej.

Zobacz jego wystąpienie:

Polacy chleją na umór! [FOTO] Najtańsza wódka na świecie tylko u nas..

Alkoholizm i pijaństwo w PRL i III RP

Artykuł dokładnie oddaje obraz tamtych czasów. (i nie tylko tamtych czasów..)
Był to okres zniewolenia Polaków prymitywnymi, bolszewickimi metodami. Bolszewik może nie mieć co jeść, ale wódka musi być. Wystarczyło naprodukować różnej maści bełtów i dać przyzwolenie na ich spożywanie wszędzie – w domu, w zakładzie pracy, w biurze, w szpitalu a nawet w szkołach, i przy jakiejkolwiek okazji. W sklepach mogło nie być podstawowych artykułów ale dostawy bełtów były regularne. Ludzie wobec tego że nie mogli czegokolwiek kupić lub nie było ich na to stać CHLALI na umór. Wtedy nikt nie zawracał sobie głowy wypiciem 1 czy 2 piw. Od razu musiała być cała SKRZYNKA albo dwie. Inaczej szkoda było sobie zawracać głowy… A CHLAŁO się dopóki dopóty wszyscy z krzeseł nie pospadali albo w spodnie nie narobili. A komunistyczna władza się cieszyła bo biedne, ogłupione i zapijaczone społeczeństwo, łatwiej utrzymać w ryzach.
Dziś jest to samo, zmieniły się tylko etykiety i ideologie. Najtańsza wódka na świecie – w Polsce i Rosji. A zalać w trupa można się już za około 8 złotych (2 jabole), czyli równowartość 2 euro. Co nigdzie na świecie nie jest spotykane i praktykowane..

Na początek – bardzo ważny wykład o prawdziwej naturze alkoholu – jak przyczynił się do degeneracji ludzkości:

Cyt. „Narzeczona zdradza – seta, cenzura zdejmuje książkę – pół litra, nasi przegrywają z Ruskimi w nogę – trzydniówka” – według pisarza Janusza Głowackiego w PRL-u zawsze znalazł się pretekst do „drinkowania”. Nic dziwnego, że Polacy byli wówczas uznawani za jeden z najbardziej rozpitych narodów świata. Wlewali w siebie różne trunki, niektórzy nawet denaturat.

„Trzynasta wybiła, wstaje nowy dzień / ruszyła kolejka, wszystkim lżej / życie po trzynastej tu zaczyna się”- słowa wielkiego przeboju, którym Ireneusz Dudek zachwycił publiczność opolskiego festiwalu w 1986 roku, dla młodych ludzi brzmią prawdopodobnie dość abstrakcyjnie. Jednak dla pokolenia dzisiejszych czterdziestoparolatków pozostają bardzo żywym wspomnieniem. W 1982 roku ekipa Wojciecha Jaruzelskiego wprowadziła zakaz sprzedaży wyrobów alkoholowych przed godz. 13, co miało podobno ograniczyć pijaństwo w naszym kraju.

alkoholizm Polska

pędzenie bimbru

chlanie na umór

produkcja wódki PRL

setka wódki

Idą zmiany w Kodeksie Pracy. Każda umowa o pracę stanie się de facto umową śmieciową

Idą zmiany w Kodeksie Pracy. Każda umowa o pracę stanie się de facto umową śmieciową

Cytuję: „Platforma Obywatelska stworzyła projekt zmian w Kodeksie Pracy. Zmiany są ogromne. Posłowie Platformy twierdzą, że zmniejszą bezrobocie i pomogą tworzyć miejsca pracy. Sposobem na to ma być dalsze uelastycznianie prawa pracy. Walka z pożarem za pomocą dolewania benzyny. Posłowie twierdzą, że przepisy prawa pracy nie nadążają za duchem czasu i dlatego należy je zmienić. A co to za zmiany?

Pierwsza i najważniejsza zmiana dotyczy wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy. Dodatkowo umożliwiono pracodawcy udzielanie dnia wolnego od pracy w zamian za dzień wolny, w którym pracownik pracował, w następnym okresie rozliczeniowym. Co to oznacza? Choćby to, że pracownicy, a w szczególności ekspedientki pracujące w handlu, będą pracować na okrągło w okresie przedświątecznym, a w styczniu pójdą na bezpłatny urlop. To oznacza także, że nikt nie będzie miał płacone za nadgodziny. Ekspedientka, czy inny pracownik będzie zmuszany do pracy wtedy, kiedy będzie potrzebny nawet po 16 godzin dziennie. Za te nadgodziny będzie miał zapłacone jak za zwykłe godziny pracy. Potem, gdy spadnie zapotrzebowanie, będzie można pracownika wysłać na bezpłatny urlop.

Kolejna zmiana dotyczy właśnie wynagrodzenia za nadgodziny. Dostaniemy 30% dodatkowego wynagrodzenia za każdy dzień powszedni i 80% za pracę w niedzielę i święta (o ile w ogóle dostaniemy te dodatki z powodu wspomnianego wydłużenia okresu rozliczeniowego). Wcześniej było to 50% i 100%. Inna bardzo poważna zmiana dotyczy okresu odpoczynku.

„Uelastycznienie” Kodeksu Pracy

Do celów rozliczenia czasu pracy włącznie z czasem odpoczynku będą liczone 24 godziny od momentu rozpoczęcia pracy. Wcześniej było to 11 godzin od momentu zakończenia pracy. Twórcy tej reformy likwidują przepis, który stałby w konflikcie z interesem pracodawcy, a pozwoli wykorzystywać pracownika i dysponować jego czasem do woli. Gdy na budowie pracownik pracuje od wczesnego rana do późnego wieczora, nieraz zdarza się, że do rozpoczęcia kolejnej pracy ma mniej niż 11 godzin. Wcześniej pozwalało to pracownikowi przyjść później do pracy bez konsekwencji. Teraz pracodawca będzie mógł nas wykorzystywać do woli, ponieważ okresem rozliczenia odpoczynku będą 24 godziny od momentu rozpoczęcia pracy. Ty, pracowniku, po pracy odpoczywać nie musisz… Masz być na każde zawołanie bez względu na to, czy jesteś wykończony harówką poprzedniego dnia. Pracować, pracować, pracować – jak niewolnik. I to bez dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny, bo okres rozliczeniowy będzie liczyć 12 miesięcy. Jesteś potrzebny? Pracujesz. Nie jesteś? Won!

Zmiany tłumaczy się koniecznością zmniejszenia kosztów pracy poprzez uelastycznianie Kodeksu Pracy – likwidowanie resztek praw pracowniczych. Posłowie PO twierdzą, że zmniejszenie kosztów pracy i uelastycznienie KP stworzy nowe miejsca pracy. W jaki sposób? Jak można zmniejszyć bezrobocie wydłużając pracownikom czas pracy? Jak można gasić pożar dolewając benzyny? Gdy wcześniej pracownik wyrabiał nadgodziny, to pracodawca musiał liczyć się z tym, że ma zapłacić więcej. By te koszty zmniejszyć, jedyną możliwością było zwiększenie zatrudnienia. Znacznie rozsądniejsze z punktu widzenia pracodawcy było zatrudnienie nowego pracownika, któremu płaciłoby się tak samo jak innym, niż wydłużanie pracy obecnym pracownikom, którym za każdą nadgodzinę trzeba płacić dodatkowo. Dlatego właśnie tłumaczenie posłów Platformy, że zapewni to wzrost zatrudnienia nie trzyma się kupy. Przy jakiejkolwiek krytyce argumentacja tych omnibusów sypie się jak domek z kart. A rzeczywistość tych zmian jest zupełnie inna..

Powszechne umowy śmieciowe

Rzeczywistą konsekwencją tych zmian będzie jeszcze większe bezrobocie oraz jeszcze większe zyski. I tak już ogromne. Dochody gospodarstw domowych stanowią zaledwie 26,5% PKB i stale spadają od 2001 roku, w którym wynosiły prawie 31%. Natomiast przedsiębiorstwa zgarniają prawie 44%. Od roku 2002 jest to wzrost dochodów przedsiębiorstw o ponad 5%. To oznacza, że w Polsce pracownicy biednieją z roku na rok, a bogaci stale się bogacą, zgarniając coraz więcej owoców naszej pracy. Do tego przyczyniła się polityka tego państwa. Prowadzona od przeszło 20 lat. Premiuje się i nagradza coraz bogatszych bogaczy. Teraz jeszcze dodatkowo zmniejszają nasze wynagrodzenia. Zabierają nam dodatkowe pieniądze za nadgodziny. A zyski pasibrzuchów rosną wciąż bez ograniczeń. Dodatkowo odbierają nasze prawa pracownicze robiąc z pracowników hamburgery. Zamawiają hamburgera i go mają. Jak staje się niepotrzebny, to go wyrzucają. Albo wysyłają na bezpłatny urlop. Macdonaldyzacja rynku pracy. Nie nagradza się pracowników za ciężką pracę, ale coraz bardziej wyzyskuje. Hamburger jest tani. Dodatkowo szybko nasyca właściciela. Bo jest na każde zawołanie. Gdy pracodawca zgłodnieje to zamawia i wyciska pracownika jak cytrynę. Do ostatniej kropli. Bardziej zaczyna przypominać wypożyczany samochód, niż człowieka. Wypożycza, kiedy chce i na ile chce.

Niedługo Kodeks Pracy stanie się Kodeksem Śmieciowym, bo praca na etat będzie przypominać pracę na umowie śmieciowej. Wtedy prawa pracownicze przestaną istnieć, a Polska będzie krajem legalnego niewolnictwa.

Autor: Łukasz Ługowski
Nadesłano do „Wolnych Mediów

Szczepienia WZW B a korupcja w polskiej medycynie. Co ukrywa Ministerstwo Zdrowia?

Szczepionka na WZW B: cała prawda

Cytuję: „Od wielu lat środowiska medyczne dopominają się o jawność w zakupach tzw. publicznych, prowadzonych przez rozmaitego rodzaju instytucje medyczne. Wiadomo, że wszelkiego rodzaj utajnianie prawdziwych danych dotyczących ustawiania przetargów nieodparcie rodzi pytanie o prawidłowość prowadzonych transakcji. Czy np. nie istnieją pozamerytoryczne powody, że urzędnik, najczęściej bezimienny, nie kierował się innymi powodami przy zakupie określonego produktu, aniżeli tymi jakie były podane w ogłoszeniu o przetargu.

Takie myślenie nie jest bezpodstawne. świadczą o tym wykrywane coraz częściej afery tzw. urzędnicze: a to afera drogowa o wartości ponad 3.5 miliarda euro, narażająca skarb państwa na cofnięcie i niewypłacanie kwot przyznanych przez Unię Europejską, a to afery budowlane z ustawianiem przetargów i zmową firm. Nawet powołane do przestrzegania prawa Ministerstwo Sprawiedliwości jest kontrolowane przez CBA. Jak podała ostatnio prasa jest ono zamieszane w przetarg o wartości 160 milionów złotych przy zakupie budynku w Gdańsku.

Innym przypadkiem korupcji jest prowadzenie oficjalnego śledztwa przez FBI w stosunku do łapówkarstwa firm farmaceutycznych. Wiadomo, że tylko jedna z firm zgodziła się dobrowolnie poddać karze rzędu ponad 3.5 miliarda dolarów [GSK- 3500 000 000 dolarów] w związku z dawaniem łapówek lekarzom w krajach Europy środkowej. W Polsce zakupy szczepionek są regulowane centralnie przez Ministerstwo zwane Ministerstwem Zdrowia. Dlatego zdziwienie budzi informacja z Interia.pl z 31 grudnia 2012 roku pt; ”FBI sprawdzi korupcję polskich lekarzy”. Przecież lekarze w Polsce nie mają żadnego wpływu na zakupy szczepionek czy innych leków. Robią to przecież urzędnicy.

Do dnia dzisiejszego nie rozliczono w Ministerstwie Zdrowia takich spraw jak: sprawy lokalnej epidemii polio w województwie poznańskim w wyniku podania dzieciom zakażonej szczepionki. Pomimo wiedzy, [od 1960 roku] o skażeniu szczepionek polio małpim rakotwórczym wirusem SV-40, w krajach Europy środkowej do lat 80-tych szczepionki te były sprzedawane. Takich afer było wiele i jak wiadomo wszystkie były zamiatane pod dywan. Kolejne przykłady to: afera z zakupem ponad 200 aparatów USG w 1996 roku, czy też afera z zakupem koreańskich szczepionek, po których nastąpiły zgony. żadna prokuratura ani CBA nie zainteresowały się problemem. Nie znane są żadne przypadki ukarania jakiegokolwiek urzędnika.

Ta rzeczywistość polskiego państwa, rodem z cywilizacji bizantyjsko-azjatyckich, czyli nadrzędności urzędniczej nad obywatelem, każe patrzeć bardzo uważnie na kolejne “przetargi”. Szczególnie ważne jest prowadzenie tzw. zamówień publicznych w resorcie zdrowia, albowiem urzędnicy ministerstwa podejmują decyzje, za które nie ponoszą ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI, a skutki ich błędów muszą pokrywać podatnicy.

Tak więc należy bardzo krytycznie oceniać, centralne zakupy rozmaitych preparatów medycznych. Każda praca naukowa, od 30 lat, musi mieć potwierdzenie braku konfliktu autora publikacji z firmami produkującymi dany preparat. Dlatego środowiska medyczne domagały się publikowania nazwisk ludzi podpisujących się pod zakupem danego preparatu. Postulowano również o podanie do publicznej wiadomości nazwisk ludzi powoływanych do oceny merytorycznej zakupu i kryteriów oceny danego preparatu, czyli mówiąc prościej czy się opłaci skórka za wyprawkę. Kogo i na jakiej zasadzie powołano w skład komisji oceniającej dany preparat. Jak do tej pory wszelkie te informacje są tajne.

Niestety właśnie opublikowany komunikat takiego zespołu – Zakładu Zamówień publicznych przy Ministerstwie Zdrowia z dnia 29 stycznia 2013 roku znak ZZP-12/13, poz 1-3 dotyczący zakupu szczepionek przeciwko Wirusowemu Zapaleniu Wątroby typu B nie spełnia podstawowych zasad informacyjnych. Komunikat informuje, że jedynym kryterium zamówienia była cena preparatów. Tak można kupować np. skarpetki, jak się podrą to je wyrzucimy, ale nie leki.

Podstawowym kryterium powinna być czystość preparatu, zawartość zanieczyszczeń, zawartość substancji szkodliwych np. rtęci, aluminium, obcego białka czy formaldehydu w preparacie. Trudno nawet sugerować, że specjaliści obecni przy zakupie tych szczepionek nie wiedzieli o tym. Przecież skutki powikłań zarówno bezpośrednie jak i odległe zależą od sumy wstrzykniętych dziecku toksyn, a nie tylko od jednorazowej dawki. Czyżby Szacowna Komisja nie znała pojęcia indeksu toksyczności? Dlaczego do dnia dzisiejszego przy zakupie szczepionek nie podaje się ich składu chemicznego? Dlaczego Narodowy Instytut Zdrowia [jakiego narodu, Polska była zawsze wielonarodowa], utrzymywany i opłacany z pieniędzy podatnika [chyba, że istnieją inne źródła finansowania?] na swoich stronach internetowych nie podaje składu rzekomo badanych szczepionek?

Przecież jeżeli suma związków toksycznych u dziecka posiadającego mniejszą masę się skumuluje to negatywne skutki będą obserwowane dopiero po kilku miesiącach, latach, a koszty leczenia będą pokrywane z pieniędzy podatnika pomimo winy urzędnika, który dopuścił się zaniedbania. Ewidentne zaniedbanie polega na niesprawdzeniu zawartości substancji toksycznych w szczepionce i porównanie ich z obowiązującymi dopuszczalnymi normami. To przy wyborze oferty urzędnik decyduje, czy zawartość toksyn jest odpowiednia do masy ciała noworodka. Obliczenie wielkości dopuszczalnej toksyny w przeliczeniu na masę ciała pacjenta jest wymagane przy zaliczeniu farmakologii na 4 roku studiów medycznych. Jeżeli dopuszczalna dawka np. aluminium dla dziecka jest 5 pikogramów, a w szczepionkach przeciwko WZW B znajduje się 25 mcg czyli wg naszych specjalistów z Ministerstwa Zdrowia, Zakładu Zamówień Publicznych dziecko powinno ważyć w pierwszej dobie życia, ok. 1.5 tony, lub jak kto woli ok. półtora tysiąca kilogramów.

Na pewno Szanowny Zespół zna takie przypadki, ale normalni lekarze nie spotykają się z takimi noworodkami. Ten fakt braku informacji o zawartości substancji dodatkowych w zakupionych szczepionkach wyjaśnia dlaczego jedynym kryterium była cena. Innym powodem zdziwienia jest podanie informacji, że były tylko dwie oferty i obie zostały przyjęte. Co to znaczy: jeżeli cena tych dwu firm była taka sama, to może świadczyć o zmowie cenowej. A to podobno jest już sprzeczne z prawem. Przynajmniej tak uważała Komisja Europejska zamrażając dotacje na dalszą budowę dróg w Polsce. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że szczepionki przeciwko WZW B nie mają żadnego pozytywnego znaczenia dla naszego zdrowia. Wyraźnie pokazuje to poniższy wykres ilości zachorowań na WZW w minionym okresie od 1950 roku – 256 przypadków do maksimum w latach 1960. ok. 128 000 i powolny spadek zachorowań w latach 1980. Notowany wzrost zachorowań w końcu latach 1980. spowodowany był reglamentacją mydła przez juntę wojskową. Wprowadzenie szczepionek przeciwko WZW zahamowało naturalny spadek zachorowań i od ponad 10 lat nie notujemy żadnych istotnych zmian.


Zupełnie niezrozumiałe jest więc podawanie w szczepionce, bezpośrednio do krwiobiegu metali, kiedy wiadomo, że do ok. 3 roku życia bariera krew- mózg jest niewykształcona. Takie działanie zasługuje w pełni na ocenę: “Kto świadomie naraża zdrowie lub życie ludzi zasługuje na karę. Kara jest wyższa jeżeli robi to z chęci zysku”. Chyba tak brzmi w prawie karnym odpowiedni paragraf. W każdym razie nie znane są informacje o takich eksperymentach, wstrzykiwaniu metali do mózgu, przeprowadzanych w obozach koncentracyjnych nawet na o wiele mniejszą skalę.

Jak zwykle w cywilizacjach azjatyckich brak odpowiedzialnego za zakup szczepionek. Jedna grupa bezimiennych urzędników podejmuje decyzję o konieczności zakupu szczepionek, bez podania oczywiście podstaw merytorycznych podejmowanej decyzji. A inna wybiera kontrahenta.Także kryteria tego wyboru są niejasne. Przykładowo poniższy wykres powikłań występujących u szczepionych dzieci. Koszty leczenia ponoszą oczywiście rodzice i społeczeństwo.

Wykres poniżej pokazuje różnice występowania chorób u dzieci szczepionych – niebieskie słupki i nieszczepionych – czerwone słupki. Dzieci szczepione chorują od 300 do 2000% częściej. O tym nasi eksperci nawet nie pomyślą. Przecież oni robią to w trosce o nasze zdrowie i…

I w ten prosty sposób ok. 10 milionów złotych wypłynęło z kasy państwowej, bez żadnych podstaw merytorycznych. Zrozumiałe wydaje się więc unikanie podawania nazwisk Szanownych Specjalistów powoływanych przez Ministerstwo Zdrowia. Firmy które wygrały przetarg to IBSS Biomed SA oraz Polypharma SA. na stronach internetowych tych firm także brak jakiejkolwiek informacji o składzie chemicznym szczepionek.

Pomimo unikania podawania składu chemicznego szczepionek przez instytucje państwowe w Polsce, biorące pieniądze za informowanie społeczeństwa, to możemy znaleźć te dane na stronach internetowych Johns Hopkns Bloomberg.

I tak, rtęć w szczepionkach:

– szczepionka przeciwko tężcowi firmy Sanofil Pasteur zawiera rtęci 25 mcg/0,5ml,
– szczepionka przeciwko grypie Merck zawiera rtęci 24,5mcg/0,5ml,
– szczepionka przeciwko grypie GlaxoSmithKline zawiera rtęci 25 mcg/0,5ml,
– szczepionka przeciwko grypie Novaris zawiera rtęci 25 mcg/0,5 ml,
– szczepionka p.meningokokom Sanofil Pasteur zawiera rtęci 25 mcg/0,5 ml.

W Polsce natomiast lekarze chcący uczciwie informować o skutkach szczepień są zwalniani z pracy. Takich informacji jak poniższa otrzymuję również sporo:

Niedawno u mnie na blogu pojawił się komentarz lekarza, który chciał uczciwie i zgodnie z praktyką lekarską raportować działania niepożądane szczepionek do sanepidu. Efekt? Zastraszanie i zwolnienie z pracy. Za: bloger Jarek Kefir w dniu 17 stycznia 2013 r:

Cytuję: “Myślisz że tak łatwo lekarzom rzetelnie przedstawiać pacjentom wiedzę o szczepieniach. Jestem lekarzem i z tego między innymi powodu musiałam zmienić miejsce pracy – z powodu szczepień, zaczęłam rozpoznawać powikłania, wysyłać na konsultacje itp. Niestety procedura jest taka, że idzie to przez sanepid. I jak moja szefowa otrzymała pismo zwrotne z sanepidu to jej wody odpłynęły, od następnego dnia zostałam odsunięta od szczepień, a ponieważ nie byłam zatrudniona na stałe to przyszedł czas na mnie i nie przedłużono ze mną umowy, bez tłumaczenia. W ostatnim miejscu mam zapowiedziane, że jak będę zniechęcać (a to dzięki pacjentom niestety którzy od razu poszli skonfrontować informacje ode mnie z szefową) zostanę odsunięta po raz kolejny od szczepień. Łatwo jest krytykować ale nie jest to takie proste. Lekarze są przestraszeni. Pozdrawiam.” koniec cytatu.

Autor: dr Jerzy Jaśkowski (jjaskow@wp.pl)
Źródło: PrisonPlanet.pl
Za: Wolne Media