Kategoria: Bareizmy

Szczepienia WZW B a korupcja w polskiej medycynie. Co ukrywa Ministerstwo Zdrowia?

Szczepionka na WZW B: cała prawda

Cytuję: „Od wielu lat środowiska medyczne dopominają się o jawność w zakupach tzw. publicznych, prowadzonych przez rozmaitego rodzaju instytucje medyczne. Wiadomo, że wszelkiego rodzaj utajnianie prawdziwych danych dotyczących ustawiania przetargów nieodparcie rodzi pytanie o prawidłowość prowadzonych transakcji. Czy np. nie istnieją pozamerytoryczne powody, że urzędnik, najczęściej bezimienny, nie kierował się innymi powodami przy zakupie określonego produktu, aniżeli tymi jakie były podane w ogłoszeniu o przetargu.

Takie myślenie nie jest bezpodstawne. świadczą o tym wykrywane coraz częściej afery tzw. urzędnicze: a to afera drogowa o wartości ponad 3.5 miliarda euro, narażająca skarb państwa na cofnięcie i niewypłacanie kwot przyznanych przez Unię Europejską, a to afery budowlane z ustawianiem przetargów i zmową firm. Nawet powołane do przestrzegania prawa Ministerstwo Sprawiedliwości jest kontrolowane przez CBA. Jak podała ostatnio prasa jest ono zamieszane w przetarg o wartości 160 milionów złotych przy zakupie budynku w Gdańsku.

Innym przypadkiem korupcji jest prowadzenie oficjalnego śledztwa przez FBI w stosunku do łapówkarstwa firm farmaceutycznych. Wiadomo, że tylko jedna z firm zgodziła się dobrowolnie poddać karze rzędu ponad 3.5 miliarda dolarów [GSK- 3500 000 000 dolarów] w związku z dawaniem łapówek lekarzom w krajach Europy środkowej. W Polsce zakupy szczepionek są regulowane centralnie przez Ministerstwo zwane Ministerstwem Zdrowia. Dlatego zdziwienie budzi informacja z Interia.pl z 31 grudnia 2012 roku pt; ”FBI sprawdzi korupcję polskich lekarzy”. Przecież lekarze w Polsce nie mają żadnego wpływu na zakupy szczepionek czy innych leków. Robią to przecież urzędnicy.

Do dnia dzisiejszego nie rozliczono w Ministerstwie Zdrowia takich spraw jak: sprawy lokalnej epidemii polio w województwie poznańskim w wyniku podania dzieciom zakażonej szczepionki. Pomimo wiedzy, [od 1960 roku] o skażeniu szczepionek polio małpim rakotwórczym wirusem SV-40, w krajach Europy środkowej do lat 80-tych szczepionki te były sprzedawane. Takich afer było wiele i jak wiadomo wszystkie były zamiatane pod dywan. Kolejne przykłady to: afera z zakupem ponad 200 aparatów USG w 1996 roku, czy też afera z zakupem koreańskich szczepionek, po których nastąpiły zgony. żadna prokuratura ani CBA nie zainteresowały się problemem. Nie znane są żadne przypadki ukarania jakiegokolwiek urzędnika.

Ta rzeczywistość polskiego państwa, rodem z cywilizacji bizantyjsko-azjatyckich, czyli nadrzędności urzędniczej nad obywatelem, każe patrzeć bardzo uważnie na kolejne “przetargi”. Szczególnie ważne jest prowadzenie tzw. zamówień publicznych w resorcie zdrowia, albowiem urzędnicy ministerstwa podejmują decyzje, za które nie ponoszą ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI, a skutki ich błędów muszą pokrywać podatnicy.

Tak więc należy bardzo krytycznie oceniać, centralne zakupy rozmaitych preparatów medycznych. Każda praca naukowa, od 30 lat, musi mieć potwierdzenie braku konfliktu autora publikacji z firmami produkującymi dany preparat. Dlatego środowiska medyczne domagały się publikowania nazwisk ludzi podpisujących się pod zakupem danego preparatu. Postulowano również o podanie do publicznej wiadomości nazwisk ludzi powoływanych do oceny merytorycznej zakupu i kryteriów oceny danego preparatu, czyli mówiąc prościej czy się opłaci skórka za wyprawkę. Kogo i na jakiej zasadzie powołano w skład komisji oceniającej dany preparat. Jak do tej pory wszelkie te informacje są tajne.

Niestety właśnie opublikowany komunikat takiego zespołu – Zakładu Zamówień publicznych przy Ministerstwie Zdrowia z dnia 29 stycznia 2013 roku znak ZZP-12/13, poz 1-3 dotyczący zakupu szczepionek przeciwko Wirusowemu Zapaleniu Wątroby typu B nie spełnia podstawowych zasad informacyjnych. Komunikat informuje, że jedynym kryterium zamówienia była cena preparatów. Tak można kupować np. skarpetki, jak się podrą to je wyrzucimy, ale nie leki.

Podstawowym kryterium powinna być czystość preparatu, zawartość zanieczyszczeń, zawartość substancji szkodliwych np. rtęci, aluminium, obcego białka czy formaldehydu w preparacie. Trudno nawet sugerować, że specjaliści obecni przy zakupie tych szczepionek nie wiedzieli o tym. Przecież skutki powikłań zarówno bezpośrednie jak i odległe zależą od sumy wstrzykniętych dziecku toksyn, a nie tylko od jednorazowej dawki. Czyżby Szacowna Komisja nie znała pojęcia indeksu toksyczności? Dlaczego do dnia dzisiejszego przy zakupie szczepionek nie podaje się ich składu chemicznego? Dlaczego Narodowy Instytut Zdrowia [jakiego narodu, Polska była zawsze wielonarodowa], utrzymywany i opłacany z pieniędzy podatnika [chyba, że istnieją inne źródła finansowania?] na swoich stronach internetowych nie podaje składu rzekomo badanych szczepionek?

Przecież jeżeli suma związków toksycznych u dziecka posiadającego mniejszą masę się skumuluje to negatywne skutki będą obserwowane dopiero po kilku miesiącach, latach, a koszty leczenia będą pokrywane z pieniędzy podatnika pomimo winy urzędnika, który dopuścił się zaniedbania. Ewidentne zaniedbanie polega na niesprawdzeniu zawartości substancji toksycznych w szczepionce i porównanie ich z obowiązującymi dopuszczalnymi normami. To przy wyborze oferty urzędnik decyduje, czy zawartość toksyn jest odpowiednia do masy ciała noworodka. Obliczenie wielkości dopuszczalnej toksyny w przeliczeniu na masę ciała pacjenta jest wymagane przy zaliczeniu farmakologii na 4 roku studiów medycznych. Jeżeli dopuszczalna dawka np. aluminium dla dziecka jest 5 pikogramów, a w szczepionkach przeciwko WZW B znajduje się 25 mcg czyli wg naszych specjalistów z Ministerstwa Zdrowia, Zakładu Zamówień Publicznych dziecko powinno ważyć w pierwszej dobie życia, ok. 1.5 tony, lub jak kto woli ok. półtora tysiąca kilogramów.

Na pewno Szanowny Zespół zna takie przypadki, ale normalni lekarze nie spotykają się z takimi noworodkami. Ten fakt braku informacji o zawartości substancji dodatkowych w zakupionych szczepionkach wyjaśnia dlaczego jedynym kryterium była cena. Innym powodem zdziwienia jest podanie informacji, że były tylko dwie oferty i obie zostały przyjęte. Co to znaczy: jeżeli cena tych dwu firm była taka sama, to może świadczyć o zmowie cenowej. A to podobno jest już sprzeczne z prawem. Przynajmniej tak uważała Komisja Europejska zamrażając dotacje na dalszą budowę dróg w Polsce. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że szczepionki przeciwko WZW B nie mają żadnego pozytywnego znaczenia dla naszego zdrowia. Wyraźnie pokazuje to poniższy wykres ilości zachorowań na WZW w minionym okresie od 1950 roku – 256 przypadków do maksimum w latach 1960. ok. 128 000 i powolny spadek zachorowań w latach 1980. Notowany wzrost zachorowań w końcu latach 1980. spowodowany był reglamentacją mydła przez juntę wojskową. Wprowadzenie szczepionek przeciwko WZW zahamowało naturalny spadek zachorowań i od ponad 10 lat nie notujemy żadnych istotnych zmian.


Zupełnie niezrozumiałe jest więc podawanie w szczepionce, bezpośrednio do krwiobiegu metali, kiedy wiadomo, że do ok. 3 roku życia bariera krew- mózg jest niewykształcona. Takie działanie zasługuje w pełni na ocenę: “Kto świadomie naraża zdrowie lub życie ludzi zasługuje na karę. Kara jest wyższa jeżeli robi to z chęci zysku”. Chyba tak brzmi w prawie karnym odpowiedni paragraf. W każdym razie nie znane są informacje o takich eksperymentach, wstrzykiwaniu metali do mózgu, przeprowadzanych w obozach koncentracyjnych nawet na o wiele mniejszą skalę.

Jak zwykle w cywilizacjach azjatyckich brak odpowiedzialnego za zakup szczepionek. Jedna grupa bezimiennych urzędników podejmuje decyzję o konieczności zakupu szczepionek, bez podania oczywiście podstaw merytorycznych podejmowanej decyzji. A inna wybiera kontrahenta.Także kryteria tego wyboru są niejasne. Przykładowo poniższy wykres powikłań występujących u szczepionych dzieci. Koszty leczenia ponoszą oczywiście rodzice i społeczeństwo.

Wykres poniżej pokazuje różnice występowania chorób u dzieci szczepionych – niebieskie słupki i nieszczepionych – czerwone słupki. Dzieci szczepione chorują od 300 do 2000% częściej. O tym nasi eksperci nawet nie pomyślą. Przecież oni robią to w trosce o nasze zdrowie i…

I w ten prosty sposób ok. 10 milionów złotych wypłynęło z kasy państwowej, bez żadnych podstaw merytorycznych. Zrozumiałe wydaje się więc unikanie podawania nazwisk Szanownych Specjalistów powoływanych przez Ministerstwo Zdrowia. Firmy które wygrały przetarg to IBSS Biomed SA oraz Polypharma SA. na stronach internetowych tych firm także brak jakiejkolwiek informacji o składzie chemicznym szczepionek.

Pomimo unikania podawania składu chemicznego szczepionek przez instytucje państwowe w Polsce, biorące pieniądze za informowanie społeczeństwa, to możemy znaleźć te dane na stronach internetowych Johns Hopkns Bloomberg.

I tak, rtęć w szczepionkach:

– szczepionka przeciwko tężcowi firmy Sanofil Pasteur zawiera rtęci 25 mcg/0,5ml,
– szczepionka przeciwko grypie Merck zawiera rtęci 24,5mcg/0,5ml,
– szczepionka przeciwko grypie GlaxoSmithKline zawiera rtęci 25 mcg/0,5ml,
– szczepionka przeciwko grypie Novaris zawiera rtęci 25 mcg/0,5 ml,
– szczepionka p.meningokokom Sanofil Pasteur zawiera rtęci 25 mcg/0,5 ml.

W Polsce natomiast lekarze chcący uczciwie informować o skutkach szczepień są zwalniani z pracy. Takich informacji jak poniższa otrzymuję również sporo:

Niedawno u mnie na blogu pojawił się komentarz lekarza, który chciał uczciwie i zgodnie z praktyką lekarską raportować działania niepożądane szczepionek do sanepidu. Efekt? Zastraszanie i zwolnienie z pracy. Za: bloger Jarek Kefir w dniu 17 stycznia 2013 r:

Cytuję: “Myślisz że tak łatwo lekarzom rzetelnie przedstawiać pacjentom wiedzę o szczepieniach. Jestem lekarzem i z tego między innymi powodu musiałam zmienić miejsce pracy – z powodu szczepień, zaczęłam rozpoznawać powikłania, wysyłać na konsultacje itp. Niestety procedura jest taka, że idzie to przez sanepid. I jak moja szefowa otrzymała pismo zwrotne z sanepidu to jej wody odpłynęły, od następnego dnia zostałam odsunięta od szczepień, a ponieważ nie byłam zatrudniona na stałe to przyszedł czas na mnie i nie przedłużono ze mną umowy, bez tłumaczenia. W ostatnim miejscu mam zapowiedziane, że jak będę zniechęcać (a to dzięki pacjentom niestety którzy od razu poszli skonfrontować informacje ode mnie z szefową) zostanę odsunięta po raz kolejny od szczepień. Łatwo jest krytykować ale nie jest to takie proste. Lekarze są przestraszeni. Pozdrawiam.” koniec cytatu.

Autor: dr Jerzy Jaśkowski (jjaskow@wp.pl)
Źródło: PrisonPlanet.pl
Za: Wolne Media

Życie w Polsce: Dramat w trzech Aktach

Życie w Polsce: Dramat w trzech Aktach

Przedstawię tutaj trzy historie. Ich związek z realnymi życiorysami jest przypadkowy. Wnioski wyciągnijcie sami.

1. Dawid, student informatyki z Politechniki Szczecińskiej

Po ukończeniu szkoły znał perfect kilka języków programowania, uczył się jednego z najtrudniejszych – Assemblera (kod maszynowy). Zna też perfect 3 języki obce, w tym angielski i niemiecki z certyfikatem, no i bardzo dobrze (w trakcie nauki) rosyjski i hiszpański.

Po ukończeniu Polibudy, poszedł do pracy. Był bardzo zaskoczony, gdy jego pierwsza wypłata w korporacji wynosiła 800 złotych netto. Był to rok 2004. Człowiek ten, gdy się upił, niemal płakał, że zarabia jak Rumun, o kredycie hipotecznym może zapomnieć, musi mieszkać w wynajmowanym pokoju w kamienicy, z pleśnią na ścianach. No i te nadgodziny.. Jego kobieta w tym czasie zarabiała jeszcze mniej niż on, około 600 – 700 złotych na rękę, za cały etat i nadgodziny, nie pamiętam już dokładnej kwoty.

Ale minęło dziewięć długich lat. Dawid ożenił się ze swoją dziewczyną. Awansował w swojej korporacji, jego pensja znacznie wzrosła. Dostał kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach, ze względu na tzw wkład własny i wysokie dochody jego i żony. Jak żyje dzisiaj, na początku 2013 roku?

Zrobiło się z niego panisko, typowy „korpo-ludek”, jak on sam w żartach określa. Jeździ zagazowanym autem kupionym za gotówkę (jedna z lepszych instalacji LGP na rynku). W rozmowach z nami, protestujących przeciwko ACTA nazwał „gnojkami, którzy nie wiedzą co chcą i nie znają realiów życia w XXI wieku”. Sam popiera tę międzynarodową ustawę, mówiąc, że to on jest ekspertem w tej dziedzinie, bo przecież kończył pięcioletnie studia i teraz robi doktorat, też na Politechnice. Uważa, że trzeba zrobić wszystko, byle tylko nie dopuścić PiS czy innej tego typu „partii z telewizora” do władzy. Uważa, że wszelka wiara w spiskową teorię dziejów to albo przejaw choroby psychicznej, albo zdziecinnienia.

On sam wraz z żoną odbyli wiele zagranicznych podróży, lubią miejsca egzotycznie, nie poznane, czyli takie, które trzeba samemu śledzić „z atlasem w ręku”, opisywane niemal wyłącznie na zagranicznych, niszowych portalach globtroterów.

2. Anka, biznes woman po 30-stce

Ma firmę związaną m.in. z dystrybucją artykułów papierniczych i innych, sąsiednie miasto – Poznań. Uważa, słusznie, że trzeba korzystać z życia jak tylko się da. W swoim wybudowanym niedawno domu ma pięć lub więcej kotów.  W rozmowach mówiła nawet: „no, stać mnie, poza tym sama angażuję się finansowo w pomoc tym zwierzętom, dając kasę na fundacje„.

Często rozmawia z nami, na komunikatorze, bądź dużo rzadziej – gdy się spotkamy. Stara się zrozumieć to, że mam problemy, tzw. „zaburzenia depresyjne„. Uważa, że powinienem się bardziej zająć życiem realnym, niż „spiskami i bujaniem w obłokach„. Jako przykład podaje mi swoje uporządkowane i bogate życie towarzyskie. Często też pokazuje zdjęcia, np. przesyłając przez FB.

W rozmowach mówi, że nie warto się zajmować polityką i innymi takimi sprawami, bo to de facto „życie wirtualne„, a nie każdy ma na nie czas. Tu czasami stawia ukłon w stronę mnie i albo stara się mnie naprowadzić, że powinienem „popracować” nad tym, by wziąć odwyk od polityki i nierealnych mrzonek, i bym po prostu dał porwać się życiu.

Gdy kiedyś starałem się coś wyciągnąć od niej, jakieś poglądy – stwierdziła, że na razie jest ok, rządzi partia liberalna, jest demokracja No i że „nie przeszkadza to przedsiębiorcom„, choć wiadomo, jest ciężko, ale są kraje gdzie jest gorzej, pewne trudy życia w dużej wspólnocie należy ponosić.

3. Marek i Beata, małżeństwo przed 40-stką, trójka dzieci

Obecnie z całą rodziną mieszkają w Kanadzie, gdzie mają wyrobione obywatelstwo. Przed wyjazdem do Kanady, lata temu, Marek pracował jako inżynier w PKP Cargo. Przy piwie Beata się żaliła, że jej mąż zarabia niewiele ponad 1600 złotych netto, ona nie ma pracy i muszą wynajmować mieszkanie w małym mieście. Oczywiście, nadgodziny i konieczne dojazdy do pracy do wielkiego miasta.

Wyemigrował najpierw on, potem ściągnął za ocean całą rodzinę. Dziś Beata ma magisterkę z psychologii, całość skończona właśnie w Kanadzie.

Ona sama uważa, że świat jest urządzony dobrze. Często wtrąca się w dyskusje, wyśmiewając naszą „antysystemowość„, i zajmowanie się „spiskowymi teoriami. Także mówi, że nie ma na to czasu, że gdy ja zacznę pracować na pełen etat, na stałą umowę, poznam nowych ludzi w pracy itp – to dopiero zobaczę co to życie realne, i sam się będę śmiał z tego co dziś robię. Gdy ja powiedziałem, że teraz dla młodych, nawet po studiach inżynierskich, nie ma stałych umów, są tylko czasowe bądź umowy śmieciowe – ona na to: Jarek, no co ty pierdolisz..

Jest na pewno dumna z tego, co osiągnęła. Credo jej życia to rozrywka, emocje, i w pewnym sensie – poddanie się „wirowi życia”. Też ma skłonność do pouczania mnie, że powinienem zająć się bardziej życiem realnym, oderwać się od politykowania, krytykanctwa i spisków. To przecież niepotrzebne, „sam świata nie zmienisz„, możesz jedynie zmienić siebie i swoje życie jak będziesz chciał. De facto konieczność emigracji za chlebem na obczyznę, rozłąka z rodziną i dotychczasowymi przyjaciółmi wyszła jej i jej rodzinie na lepsze. Owszem, jest ciężko, ale kto nie ma dziś ciężko? Dlatego, wg niej, powinienem się „wziąć za siebie”, porobić jakieś kursy w dziedzinie która mnie od zawsze interesuje i wtedy na pewno będzie ok.

Autor artykułu: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Niezaprzeczalne „zasługi” kościoła katolickiego

Cytuję: „Niezaprzeczalne zasługi kościoła:

  1. kościół katolicki z kobiety czynił przez wieki całe istotę gorszą, niższą i nieczystą.
  2. ledwo narodzone i niczego nieświadome dzieci przywłaszcza sobie rytuałem zwanym chrztem.
  3. jego hierarchowie przez wieki całe czynili kobiecie krzywdę niewyobrażalną. I trwają w swoim uprzedzeniu do dzisiaj hołubiąc i broniąc swojego patriarchalnego tworu.
  4. z erotyzmu jego całego piękna uczynił mroczny i czarny grzech.
  5. Seks, miłość wolną, piękną, pełną doznań duchowych i zmysłowych sprowadził do ohydnego podziemia ludzkiej świadomości i trzyma tam świadomość swoich wyznawców do dzisiaj.
  6. do perfekcji doprowadził sztukę fałszerstw, kłamstw, przeinaczeń.
  7. przez wieki całe tworzył dogmaty, prawa jakieś wynaturzone wmawiając maluczkim boskie w tym sprawstwo.
  8. z boga uczynił pamiętliwego, złośliwego kata karzącego na lewo i prawo za wszystko i wszędzie i strącającego do wymyślonego przez kościół piekła bez opamiętania wszystkich, którzy mu pod rękę wpadną.
  9. wymyślił celibat. Jeden z najbardziej chorych i wynaturzonych pomysłów, jaki sobie można tylko wyobrazić.
  10. Posunął się nawet do super bzdury wymyślając niepokalane poczęcie i pozbawiając matkę Chrystusa – czołowej przecież postaci kościoła – wszystkich pięknych cech erotycznej kobiecości, macierzyństwa, miłości nie tylko zmysłowo – cielesnej, ale i duchowej.
  11. jeszcze do nie tak dawna prowadził krwawe krucjaty nawracając niewiernych krwawo ogniem i mieczem na łono jedynie słusznej wiary.
  12. wsławił się takimi wynalazkami jak święta inkwizycja, palenie na stosach wolnomyślicieli, ludzi nauki, sztuki, oświecenia i postępu.
  13. zapisał się niezwykłą wręcz chciwością i pazernością gromadząc majątki i dobra nieprzebrane nie ustając w tej działalności nigdy.
  14. Jest wszędzie. W prasie, telewizji, radiu.
  15. Jest w szkole, w urzędach i na ulicy. Wciska się do domu i łóżka.
  16. Nie można wysłuchać wiadomości bez informacji o poczynaniach biskupów, kardynałów, księży, papieża. Co tydzień jakieś ważne kościelne wydarzenie zajmuje łamy oficjalnych mediów.
  17. Co miesiąc jakaś ważna rocznica związana z JPII.
  18. Co pół roku następny wspaniały film o JPII.
  19. Im dalej od śmierci JPII tym więcej cudów, których rzekomo był autorem.
  20. Wszędzie krzyże, pomniki, tablice upamiętniające, dzwony, święte relikwie, cudowne obrazy, płaczące Madonny, cuda na kominach, drzewach i na szybach w blokowych oknach.
  21. Kraj prześciga się w budowaniu coraz większych krzyży, pomników, dzwonów i świątyń.
  22. Pielgrzymka goni pielgrzymkę. Młodzież wędruje tam i z powrotem pod szczupakiem czy też karpiem w Lednicy. Nawet na plaży w Międzyzdrojach pełno młodych ludzi ubranych w koszulki z napisem Pokolenie JPII. Co druga ulica to ulica JPII. Prawie każda szkoła to szkoła JPII. Szpitale JPII lub prymasa tysiąclecia.
  23. Jak grzyby po deszczu rosną świątynie.
  24. Naród wydaje niewyobrażalne pieniądze na budowanie, co raz to wymyślniejszych i absurdalnych budowli sakralnych.
  25. Wszystkie decyzje polityczne, ekonomiczne i gospodarcze zaczyna podejmować się tylko w obecności hierarchów kościoła.
  26. Instytucje kościelne i przykościelne stoją poza prawem i nad prawem.
  27. Nie obowiązują ich żadne prawa państwa Polskiego. Nie płacą podatków. Nie muszą się rozliczać ze swoich dochodów, przychodów i wydatków.
  28. decyduje o kształcie i formie oświaty i szkolnictwa.
  29. decyduje o życiu i zdrowiu kobiety ciężarnej.
  30. To proboszcz kształtuje kręgosłup moralny lokalnych społeczności.
  31. Zastępy dewotek i bigotów w moherowych beretach stanowią o wartościach moralnych społeczeństwa To, co wczoraj było po prostu śmieszne dzisiaj staje się normą społeczną.”

(Autor nieznany)

Polacy nie mają pieniędzy na zakupy świąteczne

Polacy nie mają pieniędzy na zakupy świąteczne

Cytuję: „Widać gołym – nieuzbrojonym w narzędzia badawcze okiem, że w ostatnim – normalnie zawsze najgorętszym tygodniu przed świętami – Polacy nie mają pieniędzy na zakupy! Galerie handlowe w całym kraju świecą pustkami, nie ma kupujących. Sklepy wielko-powierzchniowe są w miarę napełnione, dyskonty oblegają kolejki kupujących taniej. Wniosek – niestety stało się to, co nieuchronne, jeżeli się ludziom nie płaci, to nie mają pieniędzy na to, żeby kupować. Niestety – gospodarka się zwija, święta które zawsze były kołem zamachowym gospodarki, w tym roku nie dadzą takiego efektu na jaki byśmy wszyscy liczyli.

Tak źle już dawno nie było, ponieważ ludzie nie mają źródeł dochodów umożliwiających im nie tylko wymarzoną akumulację kapitałów, ale przede wszystkim nie mają dochodów umożliwiających przeżywalność, na „jako takim” poziomie. Odkładanie, co miesiąc nawet najmniejszych sum jest wysiłkiem ponad miarę, nie do zrealizowania dla większości gospodarstw domowych. Roczny kalendarz wydarzeń kluczowych dla każdej rodziny zmusza jednak do pewnej temporalności, albowiem bez zachowania przynajmniej pozorów uczestnictwa w obrzędowości monotonia staje się nie do zniesienia. Do tej pory pracodawcy wiedząc o tym, starali się jak mogli wynagradzać pracowników przed okresami świąt. Dodatkowe pieniądze czy też bony towarowe – zawsze stanowiły dodatkowe wzmocnienie dla milionów polskich rodzin powodujące, że na stołach świątecznych pojawiało się więcej karpia, owoców, ciast, słodyczy i prezentów. W tym roku ten mechanizm się zaciął i to widać w sklepach – gdzie nie ma tłumów. Zwłaszcza w miejscach nieco bardziej luksusowych.

Przez lata to właśnie popyt konsumpcyjny napędzał polską gospodarkę powodował, że w budżecie uzależnionym od podatków pośrednich nie brakowało pieniędzy. Obecnie ten mechanizm zaciera się na naszych oczach – tak źle naprawdę długo nie było, bo od czasów początków transformacji nie pamiętamy takiego okresu, żeby tylu Polaków nie miało w ogóle żadnych dochodów, a dochody reszty były tak marne, że nie stać ich nawet na podstawowe dobra. Ta sytuacja nie jest zdrowa społecznie i na dłuższą metę jest nie do utrzymania, albowiem nawet tak odporne na wszelkiego rodzaju zawirowania społeczeństwo jak nasze – w końcu się zorientuje, że coś jest mocno nie tak, albowiem ceny mamy prawie jak na zachodzie Europy, a zarobki przeciętnych obywateli są porażką.

Nie można tak dłużej egzystować, po prostu to nie jest już nawet cena straconego pokolenia, które się nie narodziło, albowiem młodych Polaków na nie – nie stać, ale także kwestia przeżywalności współczesnych. Jeżeli bowiem, przeciętna Polska rodzina – przeciętne gospodarstwo domowe funkcjonuje w ten sposób, że po pobraniu dochodów – dokonuje opłaty, które nie rzadko przekraczają lub zbliżają się do połowy poborów, a za resztę musi przeżyć – dzieląc pozostałą kwotę przez ilość dni w miesiącu, często opłacając jeszcze małe kredyty – to tak się po prostu nie da żyć. Strach pomyśleć o sytuacjach, gdzie rodziny mają do spłacenia jeszcze duży kredyt mieszkaniowy – umożliwiający przecież egzystencję w ogóle!

W kontekście makroekonomicznym to, że pojedynczym gospodarstwom domowym żyjącym i pracującym na swoje utrzymanie – nie wystarcza od pensji do pensji jest swoistym fenomenem gospodarczym, stanowiącym najlepszy dowód na to, jak złe są polityki gospodarcza i społeczna rządu – a raczej jak źle jest, że tych polityk w zasadzie nie ma w ogóle!

Rząd wie, że to będzie oznaczać niższe dochody dla budżetu – żyjącego z podatków pośrednich i akcyzowych. Dlatego, musi albo poszukać sobie nowych źródeł dochodu, czego jednak nie czyni – np. nie zezwalając na opodatkowanie transakcji finansowych, albo musi pomyśleć o innej konstrukcji systemu podatkowego, żeby mieć możliwość finansowania potrzeb budżetu – przy zmniejszonych dochodach ze wzrostu gospodarczego. Rząd ma jeszcze jeden problem – chodzi po prostu o przeżywalność ludzi, albowiem o ile mogą przez dwa – trzy lata chodzić w tych samych butach i nie kupować ubrań, co więcej mogą nawet oszczędzać na ogrzewaniu i lekach, jednakże płacić za mieszkanie i kupować jedzenie muszą! Dramat Polaków polega na tym, że obecny poziom cen i wzrost natężenia kosztów stają się na tyle nieznośne, że nie da się podtrzymać ponoszenia tych dwóch zasadniczych opłat u większości gospodarstw domowych.

Jeżeli nie opanujemy procesu pauperyzacji społeczeństwa – to wówczas załamie się cały system, zabraknie na podatki, zabraknie na zakupy dóbr na rynku – w efekcie znikną miejsca pracy. W konsekwencji gospodarka jak nawet wejdzie z powrotem do stanu równowagi, to istnieje poważne niebezpieczeństwo pominięcia części – wcześniej wykluczonych ludzi. Co będzie oznaczało poszerzanie klasy wykluczonych, czyli biedę, nędze i niedostatek.”

Autor: Piotr Ikonowicz

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha o głównej przyczynie emigracji zarobkowej Polaków. Fragment programu „Rozmowy Niedokończone” z 25.07.2007r.

Alkoholizm i przemoc domowa w Polsce – moje luźne wnioski

Alkoholizm i przemoc domowa w Polsce – moje luźne wnioski

  • 8 do 10 milionów alkoholików na 38-milionowy kraj (niektóre szacunki mówią o 10 do 12 milionów) – większość z nich nie widzi problemu; drugie tyle nadużywa alkoholu – większość z nich też nie widzi problemu; najmłodszy nałogowy alkoholik w Polsce miał 4 lata; powszechny model spędzania „łykendu” wśród różnych grup społecznych – to walnąć 8 browców, czasami dopalić ziołem lub wciągnąć amfetaminę, i <najebać> się w sztok – jest to powszechnie akceptowane u większości społeczeństwa. Dopiero specjaliści zajmujący się na co dzień alkoholizmem i nieszczęściem, jakie powoduje – mówią mi wprost, że to nie jest normalne. Czyli można wyciągnąć wniosek: normalność jest nienormalna w naszych czasach!

-według ostrożnych szacunków, 50% populacji ma syndrom DDA; do tego trzeba doliczyć inne choroby emocji / psychiki, w większości w ogóle nie zdiagnozowane i nie leczone. Ludzie zgłaszają się po pomoc w sytuacjach ekstremalnych, beznadziejnych, zamiast reagować wtedy, gdy choroba się rozwija.

To, co specjaliści nazywają „zdrowiem psychicznym” jest luksusem nieosiągalnym dla zdecydowanej większości Polaków i innych mieszkańców globu. Tak naprawdę, praktycznie 100% ludzi osiągając wiek 18 lat i wchodząc w życie dorosłe, ma istotne diagnostycznie objawy choroby psychicznej czy emocjonalnej, ale większość się nie leczy. Stan określany jako „zdrowie psychiczne” należy sobie wypracować, a do tego trzeba niesamowitej determinacji, dużej świadomości i wiedzy – i czasu – najczęściej powyżej 5 lat.

Tak więc większość ludzi bazuje na tym, co im zostało „wgrane”, narzucone, podczas patologicznego procesu wychowawczego, miota się, szarpie z życiem, cierpi, nie leczy się. My jako bardziej świadome pokolenie, gdzie wiedza jest dostępna po kilku kliknięciach myszką, mamy szansę przerwać tę patologię / ciemnotę trwającą od wieków.

-powszechnie obowiązującą normą społeczną „drugiego obiegu” (czyli uznawaną po cichu) jest to, że dzieci i kobiety można, a nawet trzeba bić; kto z Was dzwonił na policję, gdy za ścianą słychać było odgłosy przewracanych mebli i krzyki bitych domowników? Potem ludzie dziwią się i oburzają, gdy media ujawniają przypadki takie jak Madzia z Sosnowca..

-alkoholicy są usprawiedliwiani na wszelkie sposoby nawet wtedy, gdy ich partner / dzieci znajdą się na chirurgii czy OIOM. A, bo chłop ma nerwową pracę i musiał sobie wypić, a bo on nerwowy jest i po co ona go denerwowała, a bo czasami chłop ma prawo do tego, w końcu tyra przy maszynie za te 1500 zeta itp;

-psychopaci mają pewien „urok” u kobiet – to trzeba przyznać bezsprzecznie. Koleś, który po dwudniowej balandze po burdelach przychodzi do domu zarzygany i zaszczany, ze złapanym syfem i HIV’ em, i leje kogo popadnie, rzadko trafia na salę sądową. Działa tu mechanizm omawiany przez psychologię ewolucyjną pod nazwą „samiec alfa”.

Kobieta podświadomie albo nie chce się „uwolnić”, albo ma stale wątpliwości. Urok silnego, agresywnego i prostackiego samca alfa to mechanizm działający od co najmniej 200.000 lat. Dzisiejsza cywilizacja gdzie oficjalnie stawia się na dążenie do szczęścia, humanitaryzm – ma co najwyżej 50 lat. W Polsce ciemnota trwała w najlepsze jeszcze w latach 90-tych XX wieku, więc u nas trwa to najwyżej dekadę..
-kontynuując temat wgrywanej w procesie wychowawczym „matrycy” – od czego zależy, czy będziesz męski czy nie? Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująca. Nie zależy to od Twojego DNA, który Ci przekazali rodzice. Chłopiec, po zaprzestaniu pobierania pokarmu fizycznego (mleka) od matki, musi się przestawić na inny pokarm – pokarm „duchowy”, od ojca.

To od ojca zależy jakiego rodzaju matrycę przekaże synowi. I nie ma tu znaczenia, czy ojciec lał matkę czy nie, czy byliście szczęśliwą rodziną czy nie. Neurobiologia ludzkiego mózgu i kody podświadomości wcale nie są skomplikowaną sprawą. Ba! Bardziej przypominają prymitywny komputer (maszynę) do którego wprowadza się proste kody (dyrektywy) i programuje się go na określony cel. Co tu dużo ukrywać – od wieków tresuje się nas, by swoje potomstwo programować na „statystycznych Kowalskich” – czyli na trybiki systemu. Programowanie tego typu bardziej bierze pod uwagę przyszłe życie w społeczności – z całym bagażem wzajemnie wykluczających się norm społecznych itp, a nie rozwój i szczęście jednostki.

Trzeba pamiętać, że zarówno szczęście, jak i świadomość są stanami niekorzystnymi z punktu widzenia natury. Człowiek szczęśliwy jest mało ekspansywny, zaś człowiek świadomy nie chce angażować się w życie społeczności w jej powszechnie obowiązującym kształcie, bo po prostu się tego brzydzi. I najczęściej wybiera izolację. Przez tysiąclecia szczęście to były krótkie chwile, najczęściej upojenia alkoholowego albo seksualnych uniesień, a reszta działalności człowieka to nieustająca ekspansja – wyręb lasów na nowe tereny uprawne, budowa nowych miast i osiedli, walka o tereny uprawne itp. Zaś ludzie świadomi, dawnych epok – najczęściej tworzyli kastę kapłanów i za pomocą bzdur, gusł, rytuałów – rządzili i manipulowali plebsem.

Wracając do tematu tego podpunktu. Mózgu i podświadomości małego chłopca wcale nie obchodzi czy rodzina w której się wychował była szczęśliwa, trochę dysfunkcyjna czy też patologiczna. Ważne jest jedynie wzorzec męski który otrzymał – czy jest prawidłowy i zgodny z zasadami, prastarymi prawidłami głoszonymi przez psychologię ewolucyjną, czy nie. Nie będę wnikał w te zasady i prawidła psychologii ewolucyjnej, to temat na inny, obszerny artykuł.

Męskość to oczywiście, kwestia matrycy, czyli tego, co zostało Ci wgrane, zaprogramowane w momencie, gdy twój umysł był najbardziej chłonny i skory do urabiania (jak plastelina). Oczywiście, masz na to bardzo mały wpływ. Owszem, gdy będziesz dorosły, możesz wytwarzać coś nowego, swojego – coś ponad tę matrycę którą Ci zaprogramowano. Możesz to zrobić poszerzając świadomość, rozwijając się duchowo, zdobywając wiedzę, analizując i zadając pytania i buntując się. Możliwe jest wtedy częściowe „nadpisanie” matrycy, jej częściowa modyfikacja, ale całkowita zmiana jest niemożliwa. Muszę Was zasmucić, ale większość tego, co zostało Ci zaprogramowane, wgrane w dzieciństwie, jest nie do usunięcia i przez całe życie będzie dawało o sobie znać.

Przykład: masz nerwicę lękową, niewielki lęk przed ludźmi, od czasu do czasu ataki silnego lęku i kołatania serca. Przechodzisz przez terapię dynamiczną, dochodzisz do samego źródła – rdzenia problemu. Wiesz dlaczego tak reagujesz. Ale i tak, pomimo tego, że lekarz powie: „jesteś wyleczony” – całe życie „cień” tego będzie dawał o sobie znać. Od czasu do czasu będziesz siebie łapał na tym, że powielasz stare schematy, jeszcze sprzed leczenia.

-system prawny. W Polsce system prawny jest nastawiony na maksymalną ochronę, protekcję sprawców przestępstw. Stara maksyma głosi, że „nadanie praw sprawcom oznacza odebranie praw ofiarom” – pamiętajcie. To ofiara, najczęściej, musi udowodnić, że „nie jest kosmitą”, musi mieć szereg świadków, papierów – np wyników obdukcji, treści rozmów nagranych na dyktafon, musi także przygotować się na fałszywych, przekupionych świadków przyprowadzonych przez sprawcę. Kiedyś pisałem, że świat dzieli się na dwie grupy ludzi. Pierwsza grupa to zdrowi, dynamiczni, niewiele myślący sprawcy. Druga grupa to ich zamartwiające się, chore emocjonalnie czy psychicznie, ofiary. Tak więc ofiara po latach bytności z psychopatą ma najczęściej diagnozę psychiatryczną i przyjmuje szereg leków, zaś sprawca (psychopata) – po prostu nie ma sumienia, ma wszystko w dupie, chce tylko wszystkich wokół wydymać i cieszy się zdrowiem. Pamiętajcie, że większość nałogowych alkoholików nie leczy się i jako zdrowi psychicznie, są najwyżej odwożeni na „wytrzeźwiałkę” albo na jednodniowy areszt.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Oszustwo liberalizmu i „wolnego rynku”. Kredyt to zbrodnia perfekcyjna, bo legalna

Oszustwo liberalizmu i „wolnego rynku”. Kredyt to zbrodnia perfekcyjna, bo legalna

Cytuję: „Fragment art. Ewy Zaleskiej, pisany w l. 2005 – 2006  na podst. zródeł dostepnych we Włoszech, gdzie autorka mieszka i działa od paru dziesięcioleci.

Wezmy do ręki wirtualne szkło powiększajace i przyjrzyjmy się z bliska tej sprawie, bo jest ona nad wyraz „interesująca”.

Prawie wszyscy myślą, że banki posiadają skarbce pełne pieniędzy ( lub sztabek złota ), które biorą się zarówno z wkładów własnych banków ( czyli pieniędzy bogatych, z natury rzeczy, bankierów ), jak i z wpłat ( depozytów ), które wnieśli do banków klienci. Prawie każdy myśli, że tymi właśnie fizycznymi pieniędzmi banki obracają, pożyczając je innym lub ( przy „dobrej okazji” ) inwestując.

Nic bardziej błędnego !

Banki nie posiadają praktycznie żadnych pieniędzy, gdyż prawo bankowe zezwala bankom na fizyczne posiadanie tylko kilku procent tego, czym banki obracają ( w zależności od aktualnie obowiązującuch uregulowań, które ustanowiły sobie same banki, nie rządy ! ). Dziś rezerwa częściowa opiewa na 2 % – oznacza to minimalny procent fizycznych pieniędzy, jakie musi posiadać bank ( na 100% udzielanych pożyczek ). Tak więc banki mogą legalnie dysponować 1/50 – jedną pięćdziesiątą ( ! ) tego, co pożyczają. Czyli 98 % tego, z czego banki udzielają kredytów to są pieniądze „wyczarowane” ( mówiąc dobitnie: fałszywe ) – tych pieniędzy banki nie miały i nie mają.

Spróbujmy prześledzić proces „wyczarowywania” pieniędzy przez system bankowy.

Powszechnie uważa się, że wpłacając do banku nasze zaoszczędzone 100 euro ( w przypadku złotych, dolarów czy jakiejkolwiek innej waluty logika jest taka sama ), uzyska się od tych 100 euro 1 % odsetek w skali roku. Czyli po roku możemy być bogatsi o 1 euro i możemy odebrać z banku 101 euro. Banki z kolei, pożyczając innym swoim klientom te nasze 100 euro, żądają od nich, przypuśćmy, 8 % od sumy pożyczonej w skali roku. Jesteśmy skłonni myśleć, że różnica pomiędzy tym, co bank uzyskuje udzielając pożyczek ( tu: 8 %  ) a tym, co bank wydaje na wypłacenie odsetek od zdeponowanych przez swoich klientów pieniędzy ( tu: 1 % ), to jest cały i jedyny zarobek banków. Czyli ta różnica ( 8% – 1 % = 7 % ) miałaby stanowić zysk banków, dość wysoki wprawdzie – myślimy – no ale banki mają swoje koszty.

Jesteśmy bardzo dalecy od prawdy! Prześledzmy jak i z czego banki tworzą swoją fortunę.

Jeśli ja wpłacę do banku, przypuśćmy, 100 euro ( ta logika dotyczy w równym stopniu złotych czy dolarów ) to dostanę od banku, po upływie roku, 1 % odsetek od tych zdeponowanych przeze mnie pieniędzy. Czyli po roku będę mieć na koncie bankowym 101 euro.

Ale bank, przyjmując ode mnie te 100 euro, będzie mógł pożyczyć innym na procent ( na te, przypuśćmy, 8 % ) nie tylko „moje” 100 euro ale ponad 5.000 euro ( dokładnie 5.299 euro ), które „cudownie” pojawiają się, celem kredytowej działalności banków, po wpłaceniu przeze mnie 100 euro. Skąd bierze się ta cyfra w banku ?

Bank, w oparciu o prawo zwane „rezerwą obowiązkową” czy też „rezerwą częściową” nie musi posiadać swoich realnych, fizycznych pieniędzy, by móc udzielać pożyczek.  Prawo, o którym wyżej, zezwala bankom na kreowanie pieniędzy, co dokładnie oznacza „wyczarowywanie” sumy w ilości 50 razy większej od tej, którą banki realnie dysponują i którą przechowywują w swojej rezerwie ( zwanej, co warto zapamiętać, rezerwą częściową czy obowiązkową ). Jest to możliwe dlatego, że od dawna już bankierzy zaobserwowali, że ludzie wkładający swoje oszczędności do banku, podejmują je po trochu i nigdy wszyscy naraz.

Poza tym, zwłaszcza w ostatnich latach, wzajemne rozliczanie należności pomiędzy stronami odbywa się najczęściej systemem przelewów. Obrót gotówkowy praktycznie zostaje wyparty przez obrót elektroniczny, wirtualny ( elektroniczne karty płatnicze zna każdy z nas ! ). Stąd istnienie pieniędzy fizycznych staje się praktycznie nieistotne. Obecnie w świecie cywilizacji zachodniej, a coraz bardziej w całym naszym globalnym świecie, masa monetarna fizyczna ( tj. pieniądz papierowy czy monety metalowe ) stanowi jedynie nikły procent masy monetarnej w obiegu ( mniej niż 10 procent ! ), gdyż prawie wszyscy i prawie wszędzie posługują się pieniądzem elektronicznym.

Wróćmy teraz do moich 100 euro : po ich wpłaceniu przeze mnie bank bogaci się o ponad 5.000 euro. Gdybym tych pieniędzy nie wpłaciła, bank nie mógłby wykreować sobie tej sumy, bo musi mieć do tego podstawę właśnie w tej fizycznej, wpłacanej przez kogokolwiek walucie.

W oparciu o prawo „rezerwy częściowej” czy „obowiązkowej” , wynoszącej dziś 2 % ( to na podstawie uzgodnień międzynarodówki bankierów, spotykajacych się regularnie w Bazylei, w Szwajcarii i zwanych „ Bazyleą II ” ) zdeponowane przez kogokolwiek 100 euro dają podstawę bankowi komercyjnemu do cudownego rozmnożenia tych 100 euro aż 50- krotnie (  100 euro stanowi 2 % od sumy 5.000 ). Tak więc przyjmując ode mnie 100 euro bank natychmiast traktuje te pieniądze jako „rezerwę obowiązkową” ( 2-procentową ) i na tej podstawie „wyczarowuje” sobie pozostałe 98 % masy monetarnej, tyle że wirtualnej. I te 98 % ( tu: 5.000 euro ) może już pożyczać, na procent oczywiście.

Nota bene: istnieje projekt, wywodzący się z Bazylei, zlikwidowania jakiejkolwiek rezerwy obowiązkowej, tak, by banki mogły kreować każdą ilość pieniędzy, bez konieczności dysponowania nawet minimalna rezerwą.

Moje 100 euro ( w oparciu o prawo „cudownego rozmnażania” ) , a więc pomnożone przez 50,  daje 5.000 euro. Od tak wykreowanych 5.000 , bank ( w momencie udzielania innym jakichkolwiek pożyczek ) nalicza sobie odsetki , przypuśćmy 8 %.

8% od 5.000 euro = 400 euro. Te 400 euro to zarobek banku uzyskany z aplikowanych odsetek od udzielonej komuś pożyczki w wysokości 5.000 euro.

Od tych 400 euro bank musi odjąć 1 euro ( tzn. odestki wypłacone mi po roku od moich zdeponowanych 100 euro ) i zostaje mu 399 euro.

Tak więc bank, w oparciu o wpłatę ( depozyt ) klienta wynoszącą 100 euro zarabia:

1) w oparciu o mechanizm odsetkowy: 399 euro

2) w oparciu o prawo rezerwy częściowej czy obowiązkowej: 5.000 euro

To, co w tym układzie nie należy do banku, to jest moje 100 euro, które posłużyło bankowi do rozmnożenia swoich możliwości pożyczkowych (udzielanych na procent, oczywiście ) i które mogę podjąć w każdej chwili wraz z moim zarobkiem, tj. 1 euro odsetek.  Ostatecznie, od zdeponowanych przez klienta 100 euro bank stworzył dla siebie 4.900 euro ( bo od 5.000, które bank sobie wykreował, musi odjąć 100 euro, które były i są moje ) + 399 euro odsetek, co daje bankowi sumę 5.299 euro.

Widzimy bardzo dokładnie, jak i z czego banki tworzą swoją fortunę i widzimy skalę tego przekrętu: my, z naszych 100 euro włożonych do banku uzyskujemy 1 euro, a bank z NASZYCH 100 euro uzyskuje 5.299 euro.

Ale to nie koniec. Te pieniądze, wykreowane w oparciu o prawo rezerwy częściowej ( czyli „z powietrza”, stąd zwane często „fiat money” – z łaciny: pieniądze które „się stają” ) wchodzą do obiegu i prędzej czy pózniej wracają do systemu bankowego ponownie w formie depozytów ( oszczędności ). Na bazie tych depozytów bank będzie znów „cudownie rozmnażał” swoje bogactwo, oferując pożyczki i kredyty.

Zajrzyjmy jeszcze do księgowości bankowej.

Jak już mówiliśmy, kiedy ktoś wpłaca do banku przypuśćmy 100 euro, to bank może pożyczyć przedsiębiorcy ( w oparciu mechanizm rezerwy częściowej ) nie tylko te czyjeś 100 euro, ale – w zaokrągleniu – 5.000 euro. Czyli bank pożycza pieniądze których nie ma, a na dodatek dolicza sobie odsetki.

Bank teraz w swojej księgowości te wyczarowane i pożyczone 5.000 euro wpisuje do rubryki „aktywa” ( innymi słowy „plusy” ), a dzieje się tak dlatego, że od tej pożyczki będą wchodziły do kas banku odsetki, a więc – mówiąc potocznie – bank będzie miał to „na plusie”.

Księgowość banku ma też drugą rubrykę, tzw. pasywa ( innymi słowy „minusy” ). I te 5.000 euro zostaje wpisane również i do tej rubryki, jako że te pieniądze bank zobowiązał się wypuścić od siebie, przeznaczając je do obrotu. W bankowej rubryce „pasywa” ( minusy ) widnieje więc potencjalny dług, bo przedsiębiorca może w każdej chwili zechcieć wypłacić sobie z banku gotówkę, zgodnie z kredytem, który zaciągnął. Bank jest więc równolegle, potocznie mówiąc – „na minusie”. Bankowa rubryka „pasywa” ( minusy ) jest okresowo zasilana wpłatami przedsiębiorcy tytułem spłaty długu.

W układzie bank – przedsiębiorca ( czy jakikolwiek inny klient ) widać bardzo wyraznie, że przedsiębiorca, biorąc kredyt z banku, zadawala się pieniędzmi w postaci cyferek na swoim koncie. Tak dzieje się w zdecydowanej większości przypadków. Z tego „cyferkowego” konta klient będzie pobierał najczęściej pieniądze w postaci przelewów, którymi będzie pokrywał swoje zobowiązania pieniężne.

Bank, który udziela kredytu nie ma i nie tworzy realnych pieniędzy ( ani na sumę netto pożyczki ani na kwoty odsetek ). Bank jedynie czeka, aż klient przyniesie mu realne pieniądze, uzyskane od innych ludzi. I to nie tylko w kwocie „pożyczonej” ale w kwocie powiększonej o pewien procent, tj. o odsetki, dając tym sposobem bankom więcej niż „wziął”.

Ważny w tym mechanizmie jest fakt, że banki, pobierając ( czasami całymi latami ) odsetki od pożyczki są w zasadzie tym całkowicie usatysfakcjonowane. Nawet jeśli sumy pożyczonej nie zainkasują nigdy, to odsetki są i tak doskonałą formą zarobku. Mówiliśmy już dlaczego tak się dzieje: bo bank pożyczył w każdym razie cyferki wykreowane „z powietrza”, pożyczył to, czego zwyczajnie nie miał, a uzyskał pieniądze realne z odsetek.

Cała polityka banków zmierza właśnie do tego: do zadłużania społeczeństw celem ściągania z nich realnych pieniędzy ( których nie było przedtem ani na rynku ani w banku ). Często, gdy dłużnik nie jest w stanie spłacić pierwotnego długu ( a dzieje się tak najczęściej w przypadku instytucji publicznych czy bezpośrednio państw narodowych), bank „łaskawie” udziela im drugiej pożyczki, tym razem rozłożonej na dłuższy termin spłaty. Jest to dla banków złotym interesem, bo liczy się to, żeby do banku w każdym razie wpływały odsetki. Tak więc, jak widzimy, banki ustawicznie wyciągają, bez pracy, pieniądze z gospodarki.

Wróćmy do księgowości bankowej żeby przyjżeć się panującej tam logice, a co za tym idzie rutynowym posunięciom, powodującym ostatecznie ukrytą inflację w poszczególnych państwach i na świecie.

Kiedy kredytobiorca plajtuje ( co zdarza się często ), bank przerejestrowuje przyznany mu kredyt do rubryki „straty”. Nie jest to, w rzeczywistości, wielkim bólem dla banków, jako że 98 % kwoty pożyczonej zostało w każdym razie „wyjęte z kapelusza”. Realnie więc bank nie stracił nic, bowiem jedynym kosztem tej pożyczki był dla banku … koszt prowadzenia księgowości. Jest jeden tylko zasmucający banki aspekt tej sprawy: bank pozbywa się teraz rubryki „aktywa” ( plusy ), a zostaje mu ( jak bumerang ) do honorowania rubryka ”pasywa” ( minusy ). Te „minusy” nie będą ulegały zmniejszeniu – jak to było przewidziane – poprzez spłaty klienta, jako że klient przestał istnieć: splajtował. Bez względu na to jednak, bank musi honorować przedkładane mu polecenia wypłat. Te pieniądze muszą pochodzić teraz z faktycznego kapitału banku ( z tego, co realnie włożyli akcjonariusze ) lub z profitów tych akcjonariuszy. Z tego właśnie powodu banki są bardzo ostrożne w fazie przyznawania kredytów, bo jeśli zbyt dużo przedsiębiorców plajtuje i oni są niewypłacalni, to wtedy realne pieniądze ( te z odsetek od udzielonych kredytów, które miały zasilać rubrykę „aktywa”, tj. plusy ) przestają wpływać do banku.

W takiej sytuacji „pasywa” ( minusy ) mogą przewyższyć realny kapitał banku, powodując sytuację zagrażającą jego dalszemu biznesowi .

Nie ma jednak obawy, by bank stracił. Jeśli któryś z banków znalazłby się w podbramkowej sytuacji, wyciągnie go z perypetii Bank Centralny, pełniący funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji i gwaranta bankierów, którzy – z zasady – nie tracą nigdy. Nam się mówi, że Bank Centralny interweniuje by zabezpieczyć nasze oszczędności. Rzeczywistość jest jednak taka, że Bank Centralny zabezpiecza interesy prywatnych bankierów.

Banki niechętnie udzielają pożyczek drobnym przedsiębiorcom, gdyż koszt obsługi kredytu jest taki sam dla małego klienta jak i dla wielkich koncernów i państw narodowych. Jak już wspomnieliśmy, bank nie jest zainteresowany głównie – jak to wydaje się większości pożyczkobiorców – faktycznym zwrotem sumy wyasygnowanej na pożyczkę, bo ta suma praktycznie i tak nie istniała. Wiemy już że 98% kwoty, na jaką opiewa kredyt to pieniądze „wyczarowane”, a pozostałe 2% pieniędzy realnych to są w każdym razie pieniądze klienta i one banku nie interesują.

Bank interesuje jedno: ściąganie odsetek od „pożyczek”, bo te odsetki są prawdziwe i dopóki kredytobiorca spłaca odsetki, bank zarabia. Wydawałoby się oczywiste nam, normalnym ludziom, że bank powinien być szczęśliwy jeśli klient ma możliwość wcześniejszej od ustalonej umową, spłaty kredytu. Jest wręcz odwrotnie: banki naliczają karę za taki pośpiech !

Dla banku największą stratą jest strata płacącego odsetki dłużnika. Tym sposobem banki często udzielają tzw. kredytów pomostowych, które są kredytami, pomagającymi kredytobiorcom płacić odsetki w nieskończoność.

Z tego właśnie powodu idealnym dla banków kredytobiorcą i dłużnikiem jest państwo. Bank pożycza państwom swoje „wyczarowane” pieniądze, a państwo, poprzez wystawianie papierów wartościowych ( bonów skarbowych, obligacji ), zobowiązuje się, że te pieniądze odda, w międzyczasie płacąc odsetki od uzyskanych pożyczek.

Papiery wartościowe to nic innego jak po prostu obietnice zapłaty czyli tzw. obligacje ( obietnica = obligacja ), wystawiane na określony termin. W praktyce obligacje tym różnią się od bonów skarbowych, że mają wieloletnie terminy spłaty, ( bony skarbowe do jednego roku ).

Żaden bank nie oczekuje jednak, że państwo spłaci pożyczkę w terminie i że w ogóle ją spłaci. Bank oczekują tylko, że państwo – w obliczu zbliżającej się daty spłaty obligacji – zamiast je spłacić ( a nie ma z czego ), wystawi bankom kolejne zobowiązania  zapłaty ( obligacje ). Czyli państwo wystawia ( drukuje ) kolejne „papiery wartościowe”, stając się tym sposobem niespłacalnym dłużnikiem banków, bo wysokość odsetek stale rośnie. Nie jest znany w historii przypadek uregulowania długów względem banku przez państwo.

I taki własnie układ jak najbardziej zadawala posiadaczy obligacji – banki czy jakiekolwiek instytucje finansowe, bo one uzyskują odsetki ( a tych odsetek jest coraz więcej i są to astronomiczne sumy ) w pewności, że państwo nie może splajtować.

Uważny i bystry czytelnik zapewne dostrzeże, że skoro państwo może drukować obligacje, które są przecież honorowanym środkiem płatniczym, to przecież w równym stopniu mogłoby drukować banknoty. Te banknoty nie zadłużałyby państwa, a więc podatki , którymi są obciążeni obywatele mogłyby być wielokrotnie niższe ( mogłyby ograniczać się do kilku procent na obsługę administracji państwa, naszego bezpieczeństwa itp. ).

Dlaczego więc państwo nie drukuje banknotów ?

Jeśli ktokolwiek zadałby to pytanie publicznie, usłyszałby znaną już śpiewkę: „bo druk pustych pieniędzy prowadzi do inflacji”. Ciekawe, że co do druku obligacji,  które są przecież obłożone długiem, na publicznym forum nikt nigdy nie zgłasza  żadnych obiekcji ! Zauważmy: dzieje się tak zarówno gdy rządzi lewica, jak i prawica czy centrum.

Margrit Kennedy, żyjąca w Niemczech ekolog i propagatorka uwolnionej ekonomii,

( 14 ) uświadamia nam, że w państwach zwanych „wolnorynkowymi” swobodnie działa niewidoczna dla nikogo machina niszcząca: jest nią system odsetkowy. Ten system można przyrównać do raka w organizmie, bo oba charekteryzują się tzw. wykładniczym wzrostem. Wykładniczy wzrost to taki, który podlega schematowi wzrostu  bardzo niebezpiecznemu dla tych, którzy nie znają jego dynamiki.

Wzrost wykładniczy – jak rak w organizmie – zaczyna swój proces wzrostu bardzo powoli, ale z czasem przyspiesza i ostatecznie przechodzi w rodzaj pędu, którego nie sposób powstrzymać. W naturze tak zachowuje się rak, a w gospodarce system odsetkowy. Ludziom bardzo trudno jest zrozumieć wzrost wykładniczy, gdyż wokół siebie nie widzą tego zjawiska ( poza  chorobą wyniszczającą ) – prawidłowo funkcjonujący świat przyrody oparty jest o inny rodzaj wzrostu: jakościowy. Krótko i obrazowo naświetlę tylko jak zachowuje się wzrost wykładniczy, zastosowany w sektorze spekulacyjnym ( tj. odsetkowym ). Tak więc, gdyby ktoś zainwestował w roku narodzenia Jezusa jednego tylko feniga na 4 %, to w r. 1750 mógłby kupić tyle złota, ile waży cała kula ziemska, a już w roku 1990 takich „ziemskich kul złota” mógłby nabyć aż 980 ! Narastanie odsetek w dłuższym czasie, chociażby tylko 1-procentowych, powoduje spustoszenie wszystkiego, co zostało poddane działaniu tego systemu, rujnując tych, którzy poddali się płaceniu odsetek  bo nie przypuszczali, że poddali się działaniu systemu wykładniczego.

Jeśli więc zdamy sobie sprawę, że nasze rządy, w naszym imieniu, zobowiązują się płacić bankom odsetki od pożyczanych przez państwo pieniedzy, to znajdziemy odpowiedz na to, dlaczego państwo stale nie ma na godziwe płace, na emerytury, na renty, na szkoły, szpitale, drogi, kulturę itp. Nasze podatki idą bowiem na tzw. obsługę długu, czyli na spłatę odsetek i odsetek od odsetek prywatnym bankom!

„..obsługa długu publicznego jest drugim, co do wielkości wydatków, punktem w budżecie państwa. Kwoty przeznaczone na edukację ( 8,847 mld zł/2002 ) i ochronę zdrowia ( 3,594 mld zł/2002 ) razem wzięte tylko nieznacznie przekraczają POŁOWĘ sumy przeznaczonej na zobowiązania naszego kraju wobec kredytodawców. ”

Warto podkreślić, że są to dane z 2002 roku, a więc na dziś sytuacja nie może być jak jeszcze gorsza. Mechanizm odsetkowy jest też przyczyną przymusowego i patologicznego „wzrostu gospodarczego”, niszcącego samego gospodarza Ziemi, którym jesteśmy my i nasi następcy.

Jesteśmy skłonni myśleć, że jeśli nie zaciągamy pożyczek w banku, to nie płacimy odsetek. W takim wypadku – oczywiście – nie płacimy odsetek „bezpośrednich”, ale płacimy – niestety – odsetki „pośrednie”, czego w ogóle nie przypuszczamy !

W każdej rzeczy, którą nabywamy i w każdej usłudze, z której korzystamy, średnio połowę ceny stanowią … odsetki. Są to odsetki, które płacimy my jako końcowi odbiorcy oferowanych dóbr. Dzieje się tak dlatego, że wytwórca przedmiotów czy usług, zanim je wytworzył, skorzystał z kredytu bankowego. Te kredyty są, jak wiemy, zawsze oprocentowane i koszty tych kredytów wliczane są w cenę produktu końcowego, a więc są przerzucane na kupującego. Są one określane mianem niewinnie brzmiących słów: „koszty kapitałowe”. Margrit Kennedy obliczyła, że w Niemczech największy procent tych kosztów płacą użytkownicy mieszkań komunalnych. Tak więc to, co Niemcy płacą w ramach czynszu za mieszkanie, to nie są – jak się powszechnie przyjmuje – koszty utrzymania budynku czy też koszty jego amortyzacji wraz z kosztami administracyjnymi budownictwa mieszkaniowego. W pieniądzach przekazywanych administracji na czynsz aż 77 % kwoty tego czynszu idą na.. koszty odsetek od kapitału  ( tj. koszty kapitałowe ) !

Rodzi się w takim razie pytanie: czy można jakoś odciąć się od systemu odsetek, tak, by wszystko mogło kosztować nas o połowę mniej ? Odpowiedz jest pozytywna: oczywiście taka możliwość istnieje, jest ona nawet „na wyciągnięcie ręki”, a jedyną przeszkodą w jej realizacji jest.. niewiedza społeczeństwa o systemie i o stopniu wyzysku, jakiemu jesteśmy wszyscy poddani. Do konkretnych sposobów uwolnienia się od odsetek i długów wrócimy w dalszej częci tekstu.

Kiedyś, a dokładnie przed rokiem 1694, władza państwowa mogła pozwolić sobie zwyczajnie na wyrzeczenie się, w pewnym momencie, długów względem bankierów. Tak postąpił np. król Anglii Edward względem bankierów florenckich. Ale dziś władza państwowa nie może narażać interesów bankierów i proceder zadłużania społeczeństw wydaje się nie mieć końca.

Najbardziej tragiczna jest pod tym względem sytuacja tzw. Krajów Trzeciego Świata. Np. Wybrzeże Kości Słoniowej w Afryce – wieczny dłużnik międzynarodówki bankierskiej – kiedy nie jest w stanie spłacać odsetek, bank służy mu pomocą w ten sposób, że wykreśla ze swojej księgowości tę pożyczkę i pokrywa jej wartość z własnych zasobów. Bankowi zależy wszak, by dłużnik płacił odsetki, a więc przyznaje mu kolejny kredyt ( kreując znów pieniądze z niczego na tyle, by ta „kreacja” umożliwiała wysysanie ciągłej daniny czyli odsetek ). Jeśli dłużnik nie ma na płacenie odsetek, bank udziela mu specjalnego „kredytu pomostowego” na ich spłatę. Jeśli i tym razem dłużnik nie płaci, interweniuje Fundusz Monetarny, rozwiązując kwestię w ten sposób, że zostaje delikwentowi przyznany kolejny kredyt ( trzeci ). A zadłużane państwo nawet nie widzi gotówki: wszystko przechodzi jedynie przez księgi rachunkowe banków. Podatki, które takie państwo uzyskuje z pracy obywateli, prawie w całości idą na pokrywanie długów ( tj. płacenie odsetek ) i nie ma z czego np. budować szkół..

Ale bank w swojej rubryce „aktywa” może wpisać cyfrę jeszcze większą, która przynosi mu wyższe odsetki , a więc większe zyski. Kończy się to najczęściej popadnięciem delinkwenta w stan niewypłacalności, a dzieje się tak wówczas, gdy wszystkie przychody państwa ( zarówno te z podatków jak i te z eksportu ) zostają pochłonięte przez banki w ramach spłaty odsetek. Zwykle wtedy banki proponują „renegocjację” zadłużenia, polegającą na tym, że kwoty odsetek do płacenia stają się niższe, ale są do płacenia dłużej, w ciągu dziesięcioleci. Banki osiągają swój cel: wieczne zadłużenie państw narodowych. Na samym końcu tego procederu zwykle interweniują rządy ( głównie USA ), które przeznaczają na cele pomocowe dla państw Trzeciego Świata pieniądze podatników. Ale nie zapominajmy: kraje Trzeciego Świata płacą bankom ( ! ) w ramach odsetek sumę dwukrotnie większą od tej, którą otrzymują o rządów ( od nas ! ) w ramach „pomocy na rozwój” .

Źródła:
Maurizio Blondet : ” Schiavi delle banche” ( Niewolnicy banków )- wyd. Effedieffe 2004
Marco Saba : “Bankenstein”  – wyd. Nexus 2006
Margrit Kennedy ” La moneta libera da inflazione e da interesse” ( Pieniądz wolny od inflacji i odsetek )- wydaw. Arianna 2006
Marco Della Luna, Antonio Miclavez: “Euroschiavi”( Euroniewolnicy ) – wydaw. Arianna 2005

W dobry sposób przedstawiona sytuacja w Polsce

W dobry sposób przedstawiona sytuacja w Polsce

Cytuję: „Powiem wam tak – jestem młody, mam 30 lat. Wiem, że Polska to kraj gdzie można wiele osiągnąć nie mając układów i znajomości. Ja np. od 8 lat pracuję w państwowej firmie. Wiedzie mi się całkiem OK. Nie wyjechałem jak inni moi koledzy za granicę do pracy, bo wiem, że w Polsce można wiele osiągnąć. Ja po 8 latach pracy mam już odłożone na koncie 9 tys. złotych. Zastanawiam sie teraz, co z tym przecież niezłym kapitałem zrobić. Myślałem o jakimś salonie obuwniczym w galerii lub restauracji w centrum miasta. Kwota jest jak dla mnie całkiem spora (w końcu to uczciwie zbierałem ją całe swoje życie). Może i mogłem odłożyć nieco więcej, ale ja kocham podróże i dużo pieniędzy wydaję na ten cel. Już dwa razy z zakładem pracy byliśmy w Licheniu. Wielkie przeżycie mówię wam. Fantastyczna też była dwudniowa wycieczka na tamę na Wiśle we Włocławku. Szum niczym na wodospadzie Niagara. Nawet kupiłem sobie tam fajną

pamiątkę. Dwa słoiki z wodą. Jeden z wodą przed tamą, a drugi słoik z wodą za tamą. Fajna sprawa, polecam . W Polsce wcale nie potrzeba mieć “pleców” żeby dobrze żyć. Właśnie spłacam ostatnią ratę za komputer. Będzie już mój na 100%. Kupiłem go 4 lata temu. Ma jeszcze całkiem niezłą konfigurację… tylko te 256 mb ram-u. Ale to nie jest duży problem bo można dokupić. Ostatnio na mieście byłem zobaczyć co można taniej dostać na wyprzedaży. Spotkałem kumpli którzy wyjechali za granicę. Trochę opowiadali o samochodach, pieniądzach, ale chyba ich trochę poniosła fantazja. Nawet byli przy kasie bo postawili piwo. Ja żeby nie być gorszy to też postawiłem. Dobrze, że miałem właśnie przy sobie tą stówkę na ostatnią ratę za kompa, bo inaczej był by przypał, że nie mam kasy. Ale ja większej gotówki przy sobie nigdy nie noszę. Wiecie przecież sami jak jest. Za 5 zł to mogą człowieka zabić i okraść. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.Uff… w końcu urlopik .Zasłużony odpoczynek po ciężkim roku pracy. Gdzie tu pojechać na wakacje? Moja firma, a w zasadzie jej Fundusz Wakacyjny ma jakieś przejściowe problemy, i z funduszu wakacyjnego (coś w stylu “wczasy pod gruszą”, wypłacili nam tylko po 75% należnej kwoty. Wyszło już całkiem sporo, bo po 350 zł, a bedzie jeszcze przecież reszta 25%.
Na wczasy w sierpniu w naszym ośrodku się nie załapałem bo jako singiel mogę jechać tam po sezonie. W listopadzie. Kurde, ale wtedy to nie bedę miał urlopu. He he, ale od czego mądra głowa. Przeglądam oferty, tak zwane “last minut” i z obliczeń logistyczno-finansowych wyszło jak nic, że na Costa de Taras (balkon mojej mamy) będzie ok. 350 zł. Starczy spokojnie na all incl. a jak by była brzydka pogoda to do domu w sumie niedaleko. Wprawdzie nie ma tam palm, ale są piękne pelergonie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

Dziś przyjeżdża do mnie moja narzeczona. Piękna dziewczyna. Od kilku dni chodzi cała w skowronkach bo dostała swoją pierwszą pracę po zakończeniu edukacji na poziomie mgr. Muszę powiedzieć, że byłem miło zaskoczony wielkością jej wynagrodzenia. Za pracę w administracji państwowej firmy dostanie 1119 zł na rekę. Całkiem nieźle jak na początek. Ja po 8 latach mam 1270 zł i juz całkiem niezłe doświadczenie.

Dla mojej dziewczyny wzorem jest Pani Stefania z mojego zakladu pracy, gdzie razem dzielimy biurka. Pani Stefania w tym roku idzie na emeryturę .Całe swoje życie przepracowala w jednej firmie. Przeżyła kilku prezesów, parę Rad Nadzorczych, kilka kryzysów, dwa pożary i dużo widziała. Swoimi rękoma w czynie społecznym budowała ośrodek wczasowy do którego teraz nie mogłem jechać. Pani Stefania to najwyższej klasy specjalista w swoim fachu. Wyobraźcie sobie, że ona nie używa komputera! Ma wielki kalkulator formatu A4. Potrafi obliczyć na nim takie rzeczy, że na komputerze trzeba by dużo szukać, by znaleźć jakieś formuły do excela. Potrafi policzyć dzisiejszą złotówkę, pomnożyc przez złotówkę z przed denominacji a wynik podać w rublach transferowych. Taka to sprytna kobieta jest. Ale przyszedł czas na pożegnanie. Niedawno dostła decyzję z ZUS o emeryturze i jej wysokości. Będzie dostawała ponad 800 zł. Dokładnie 827,89 gr. Nieźle prawda? Za uczciwą pracę – uczciwa zapłata. Pani Stefania już snuje plany jak będzie wspaniale żyć na emeryturze. Ile zwiedzi krajów i takie tam. W końcu emerytura to czas na odpoczynek i zbieranie żniw ciężkich lat pracy. Jednego razu przyniosła mi nawet globus z działu logistycznego naszego zakładu, aby pokazać wszystkie miejsca, gdzie pojedzie. Pierwsza ma być Canada a potem Japonia. Pani Stefania postanowiła wiekszość ze swojej emerytury przeznaczać na wycieczki i na korzystanie z życia. I tu dobrze widać jak cieżką pracą można wiele osignać. Moja dziewczyna też chce mieć taką karierę jak pani Stefania. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

Postanowiłem się usamodzielnić bo przecież 30-tka na karku. Zaczyna być ciężko mieszkać w małym pokoju z rodzicami. Tym bardziej, że nieraz mamy z moją dziewczyną nie tylko ochotę na słuchanie muzyki. Postanowiłem kupić mieszkanie. Na razie jakiś mały apartament. Traf tak chciał, że znalazłem w dzielnicy w której obecnie mieszkam całkiem ładne lokum. Nie trzeba dużo remontować, wystarczy małe malowanie. Apartament jest przestronny. Całość ma 34 m2. Salon z open kuchnią – 18 m2, sypialnia 8 m2, łazienka 4 m2, garderoba 1m2 i korytarz 3 m2. Cena za jaką jest mieszkanie wystawione to 244.800 zł. Podobno to atrakcyjna jak na tę dzielnicę. Poszedłem do banku po kredyt. Uśmiechnięta pani w banku dała mi do wypisania jakieś wnioski. Powiedziała, że na rozpatrzenie trzeba czekać tydzień. Trzeba też zapłacić prowizję za rozpatrzenie (1% wartości kredytu), ale jak to pani powiedziała, może być to doliczone do kredytu. No to jestem spokojny bo 1% to dwie moje wypłaty. Pani powiedziała też, że jak by się zmieniła moja sytuacja finansowa to mam dać znać. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

Na pożegnaniu pani Stefani szef wygłosił mowę pożegnalną i wspominał, że kryzys mija i dostaniemy podwyżkę. Ja dostałem 18 zł 66 gr. Na drugi dzień dzwonię z dobrą wiadomością do miłej pani z banku, że moja sytuacja finansowa uległa znacznemu polepszeniu. Miła pani podziękowała i zaprosiła na nastepny dzień. W sumie to dlaczego nie mam dostać kredytu? Mam stałą pracę, pracuję już 8 lat u tego samego pracodawcy, dostaję podwyżki, jestem wzorowym pracownikiem, więc pewnym płatnikiem dla banku. Prawda? Poszedłem do banku spokojny. Już z daleka pani uśmiecha się do mnie. Myślę sobie – jest kredycik. Niestety problem. Pani mówi, że mam za małe dochody i muszę mieć wkład własny. Spoko, przecież mam jeszcze niezainwestowane oszczędności całego swojego życia. Mówię pani, że mam ok 9 tys. zł a ona zrozumiała, że 90 tys i mówi, że to prawie 50% i, że to zmienia sytację a ja, że nie 90 a 9 tys. Zmartwiona powiedziała, że muszę mieć większe dochody albo większy wkład własny i jeszcze dwóch żyrantów i żeby zarabiali min. 5 tys/mc. Ale powiedziała, że z moim dochodem to mogę śmiało dostać kredyt na kino domowe. Pozdrawiam serdecznie wszystkich którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.”