Reklamy

Kategoria: Polityka i społeczeństwo

Polska bankrutuje po kawałku? Komornik zajął.. gminę Rewal. Wpadnie też do premiera?

Gmina Rewal bankrutuje, komornik zajął kasę gminy

Przeczytaj też o ekonomii i kryzysie gospodarczym na stronie Jarka Kefira:
Europa pogrąża się w najpotężniejszym od 6 dekad kryzysie humanitarnym
Członkostwo Grecji w Unii Europejskiej: poznaj fakty
UE do rządu Donalda Tuska (PO): grabież składek z OFE nic Wam nie da, w 2015 znów będziecie mieli deficyt budżetowy
Jasnowidz z Kairu ujawnia zaskakujące przepowiednie na 2014 rok
Świat za 100 lat: szokujące oblicze upadku cywilizacji..

Strona Jarka Kefira na facebooku:

kryzys gospodarczy w Polsce

Bankrutujące przedsiębiorstwa to już standardowy obrazek polskiej rzeczywistości, nie budzą zdziwienia już upadki szpitali. Jednak jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by upadłość musiała ogłosić cała gmina!

Jak pisze gazeta „Super Express”, w gminie Rewal (Pomorze Zachodnie), komornik zajął konto urzędu gminy i przejął zgromadzone na nim środki wpłacone przez obywateli.

Chce on w ten sposób zabrać dwa miliony złotych dla banku, bo ten żąda uregulowania tego długu. Zaś komornik na tej operacji zarobi.. więcej niż 90.000 złotych.

– pisze SE.

Wójt gminy Rewal mówi, że budżet gminy jest pusty, a długi to 115 milionów złotych.

Tylko w jednym banku – Nordea do spłaty pozostaje 30 mln zł. Dwa mln zł z tego to zaległość, na spłatę której bank nie mógł się doczekać. Uzyskał więc nakaz zapłaty i teraz odzyskaniem długu zajął się komornik

– pisze „SE”.

Tylko czekać jak komornicy zaczną zajmować kraj kawałek po kawałku – gminy, powiaty, województwa. Ale zacząć powinni od kancelarii premiera..

Źródła: JUB / „Fakt” / wpolityce.pl

Reklamy
Reklamy

Poznaj szokujące fakty o nowotworach i biznesie farmaceutycznym [VIDEO]

Fakty o medycynie, nowotworach i przemyśle farmaceutycznym

Obejrzyj szokujący wywiad z Ty Billinger odnośnie raka i korporacji farmaceutycznych. Tylu faktów nie ma podanych właściwie nigdzie indziej! Wykład ten jest wręcz genialny w swojej prostocie, idealny dla osób dopiero poznających tematykę zakłamania w medycynie i farmacji..

Wszystkie fakty, które chciałeś poznać o UE, jednak nikt ich nie porusza w mediach.

Od momentu zakończenia II Wojny Światowej istnieje przekonanie, że została ona wywołana przez Hitlera i III Rzeszę. Jednak Wojna ta była wojną ekspansywną kartelu chemicznego, naftowego i farmaceutycznego, a jej celem było przejęcie kontroli nad rynkami patentowymi produktów chemicznych i farmaceutycznych. Dzisiejszy przemysł farmaceutyczny to w prostej linii spadkobierca nazistowskiej korporacji farmaceutycznej IG Farben:

Film „Thrive” („Wzrost”) poświęcony m.in. tematyce zdrowia:

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Czy identyfikujesz się z tym, co piszę?

Uruchomiłem możliwość wsparcia finansowego mojej inicjatywy – głównie chodzi o planowany przeze mnie zakup nowych usług w wordpress. W poniższym linku opisałem jak to zrobić:

http://jarek-kefir.com/wsparcie/

Europa pogrąża się w największym od 60 lat kryzysie humanitarnym

Bezrobocie, bieda, nędza i marazm w Europie

bieda i bezrobocie w Polsce

Jak głosi najnowszy raport Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, kontynent europejski przechodzi właśnie największy od 60 lat kryzys humanitarny.

W czasie gdy pozostałe obszary świata z sukcesem pomniejszają obszary biedy, wzrasta ono w Europie. (…)
W biedę wpada mnóstwo ludzi z klasy średniej i trzeba będzie długiego okresu czasu, aby ponownie wkroczyć na ścieżkę dobrobytu.

Miliony mieszkańców Europy żyje w poczuciu braku elementarnej stabilizacji, w braku pewności, co przyniesie im jutro. Taki stan jest najgorszy dla ludzkiej psychiki. Możemy się przekonać, jak wśród mieszkańców Europy narasta cicha rozpacz, dając depresje, choroby psychiczne, marazm i beznadzieję – głosi raport.

Dane zawarte w tym raporcie przybliżają pogarszające się warunki egzystencji mieszkańców Starego Kontynentu. Ceny wciąż rosną, wysokość zarobków jest na poziomie niezmiennym, więc wiele osób nie może sobie pozwolić na odpowiednią pomoc medyczną czy kupno najważniejszych produktów.

Powiększa się też ilość ludzi, którzy pomimo pracy, nie mogą zarobić na swoje utrzymanie z pensji. Są to ludzie określani jako „pracujący biedni”. Osoby te, choć mają pracę i dochody, nie mogą samodzielnie pokryć wszystkich zobowiązań, rachunków, i korzystają z pomocy Czerwonego Krzyża i innych fundacji niosących pomoc poszkodowanym przez los. Osoby bezrobotne zaś popadają w jeszcze większą biedę i związane z tym patologiczne zachowania.

Pomoc żywnościowa jaką rozprowadził Czerwony Krzyż wzrosła od 2009 roku do 2013 aż o 75 %. /BK/

Na podstawie: nowyobywatel.pl nacjonalista.pl

Co dało Grecji członkostwo w UE?

Udział Grecji w Unii Europejskiej: poznaj fakty

grecja członkostwo w ueGrecja stała się członkiem Wspólnoty w dniu 1 stycznia 1981 roku. Jest 10-tym z kolei krajem członkowskim UE. Nie było realnych przeciwników wstąpienia Grecji do UE. Ludzie spodziewali się polepszenia warunków życia, gospodarczego boomu, większego bezpieczeństwa. Badzo atrakcyjną perspektywą dla mieszkańców Peloponezu była przynależność do „europejskiej rodziny”.

Co dało temu państwu uczestnictwo we Wspólnocie? Obecnie na to pytanie można odpowiedzieć tylko tak: „nie dało nic pozytywnego”. Nawet krzewiciele europeizmu przyznają, że Grecja na przestrzeni ostatniego okresu czasu, realnie utraciła swoją niepodległość, przestała uprawiać własną politykę zagraniczną, a kraj ogarnął niesamowity wręcz kryzys gospodarczy. Najbardziej radykalnie sytuację w tym państwie określił znany metropolita cerkwi prawosławnej Mikołaj: „Pozbawili nas naszej tożsamości narodowej, godności, i doprowadzili do destrukcji naszą ekonomię”

A demonstrator confronts riot police near the Greek parliament in Athens

Według danych, opublikowanych w wiarygodnej gazecie ateńskiej „To wima” w końcu pierwszego półrocza 2013 r. państwowy dług publiczny Grecji wyniósł 321 mld Euro. Za I półrocze 2013 r. dług ten powiększył się o 16 mld Euro, a od czerwca do grudnia tego roku wzrósł jeszcze o 18 mld Euro. Nawet oficjalne dane świadczą o zubożeniu społeczeństwa, kolosalnym wzroście bezrobocia, wielokrotnym wzroście przestępczości. W okresie członkowstwa w Unii uległ likwidacji cały przemysł Grecji. Kolosalny cios naniesiono greckiej gospodarce wiejskiej. Do czasu wstąpienia do Unii Grecy eksportowali produkty rolne, dziś importują je. Przed wstąpieniem do Unii Grecja posiadała kilka cukrowni i kilka wielkich zakładów produkcji bawełnianej. Dziś po nich nie zostało śladu. Poprzednio w kraju istniały nowoczesne stocznie, dziś praktycznie już ich nie ma. Dyrektywy Unii doprowadziły do ograniczenia połowów, produkcji bawełny, produkcji winnej i wielu innych rodzajów produkcji rolnej. Unia wprowadziła dla Greków kwoty, żeby uniknąć nadprodukcji towarów: określono ilość produkcji mięsa, ilość mleka, mandarynek, pomarańczy, oliwy z oliwek. Przekroczenia kwot obłożono poważnymi karami. W efekcie najbardziej ucierpiała produkcja win. Drzewa owocowe i winnice, które nie mieściły się w kwotach, zostały wykarczowane.

Wstępując do Unii Grecy zrezygnowali z zabezpieczenia samowystarczalności kraju i przyłączyli się do ogólnoeuropejskiego podziału pracy. Zaczęto budować gospodarkę bez przemysłu z dominująca sferą usług, za co byli chwaleni przez urzędników unijnych, którzy stawiali Grecję na trzecim miejscu w Unii pod względem wzrostu gospodarczego, za Irlandią i Luksemburgiem. W efekcie takiej polityki sfera usług wzrosła z 62% w 1996 r. do 75 % w 2009r. a produkcja przemysłowa malała. Wtedy nikt nie zwracał na to uwagi, gdyż kredyty zabezpieczały stosunkowo wysoki poziom dochodów przeważającej masy społeczeństwa.

Przyjmując Grecję do Unii postawiono warunek zmiany stosunku do prywatności i konieczność sprywatyzowania strategicznych przedsiębiorstw państwowych. Ustawa o prywatyzacji została przyjęta w Grecji w 1992 r. Objęła ona ok. 700 przedsiębiorstw. Do 2000 r. sprywatyzowano 27 wielkich przedsiębiorstw, wśród nich i 5 głównych banków. Udział państwa w banku narodowym ograniczył się do 50%, a do 2010 r. – do 33%. W ślad za bankami została sprzedana kompania telekomunikacyjna, zakłady materiałów budowlanych i przemysł spożywczy. Nawet produkcja wspaniałego koniaku Metaxa przeszła w ręce angielskiej firmy Grand Metropolitan. Państwo utraciło dochodowe przewozy morskie i przystąpiło do sprzedaży portów morskich. Dziś wierzyciele żądają od Grecji nie tylko ekonomicznych ale i politycznych posunięć: ograniczenie armii, oddzielenia Cerkwi od państwa, zagwarantowania prawa emigrantom, ochrony innych wyznań.

Zgodnie z przyjętym, pod naciskiem urzędników unijnych, programem prywatyzacji Grecja powinna wyeliminować 80.000 obiektów, które stanowią własność państwa. Na liście tych aktywów, które pójdą pod młotek, bądź zmienią profil działalności, znalazły się cerkwie prawosławne, szpitale, więzienia i gospodarstwa wiejskie. Przypadki jawnego wchodzenia w wewnętrzne sprawy Grecji ze strony wierzycieli są bardzo liczne. Na przykład, przedstawiciele niemieckich kół rządowych niejednokrotnie rekomendowali Grecji „zastanowić się nad sprzedażą kilku wysp”.

(…)

Za: http://redakcjapartyzant.wordpress.com/

Trująca żywność, która zabija Cię na raty. „To rezultaty zabawy w pana Boga”

Żywność która Cię zabija na raty. „To rezultaty zabawy w pana Boga”

„Naukowcy” uważają się za Pana Boga i „poprawiają” naturę. Rezultaty tej działalności nie dały na siebie długo czekać.

Początek to nawozy sztuczne. Do gleby wprowadza się więc 34 składniki mineralne, i przestaje używać naturalnych metod nawożenia. Przemysł chemiczny i firmy produkujące te nawozy, mają ogromne zyski, zaś nawozu naturalnego, czyli obornika, nie ma gdzie wylewać. Nikogo już nie obchodzi, że nawóz naturalny ma w składzie prawie że 60 różnych ważnych substancji mineralnych i organicznych. Nie istnieje nawóz sztuczny który by te składniki z powodzeniem zastępował!

Rezultat używania nawozów sztucznych to fakt, że po około 10-20 latach ziemia jest niemal całkowicie jałowa. I to do tego stopnia, iż w USA stosuje się obecnie jedynie bronowanie płytkie, ponieważ tradycyjne oranie jest pozbawione sensu: gleba po prostu nie istnieje! Jest tam obecny wyłącznie piach. Ponadto, ów piasek nie zatrzymuje wilgoci, więc potrzebne jest ciągłe nawadnianie pól uprawnych. Do wody jest dodawany koktajl chemikaliów i rośliny te jakoś rosną..

Osoby o wyszukanym poczuciu smaku widzą, że coś tu jest nie tak. Płody ziemi mają inny smak. I jest to oczywiste: jeśli zamiast 60 niezbędnych składników, te owoce i warzywa mają ich około 45. Już nie warto mówić o radykalnym zmniejszeniu wartości odżywczych..

Poza tym należy wspomnieć tutaj o modyfikacji (skażeniu) genetycznym. Ma ona w założeniu ulepszać właściwości płodów ziemi. Stworzono więc gatunek pomidorów, który jest twardy, nie posiada smaku, bądź posiada smak pomidorów niedojrzałych, nawet po wielu dniach leżakowania.

Tego typu zmodyfikowane genetycznie pomidory mogą być składowane dużo dłużej. Leżą więc one na półkach sklepowych tygodniami, i nie mogą się zepsuć.. Psują się one w zupełnie odmienny sposób, niż zwykła odmiana pomidorów. Zaczynają być widoczne czarne plamy, które obejmują coraz większą część pomidora. Aż w końcu pozbywamy się i tak tego mało odżywczego warzywa.

„Poprawia się” teraz genetycznie także kukurydzę. Jest nawet o to już spór dość poważny. Europa nie życzy sobie takiej kukurydzy, a Stany Zjednoczone starają się zmusić Europę do nabywania tej genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy. Ani przez chwilę nie powinniśmy wątpić że taka kukurydza jest gorsza od naturalnej, a nawet bardzo szkodliwa na dłuższą metę.

Kontrowersyjna jest także sprawa mleka. Na opakowaniach pisze się, że jest ono wzbogacone witaminą A i D, oraz że jest pasteryzowane i homogenizowane. W tych sformułowaniach kryje się bezczelne łgarstwo! Po pierwsze, normalnego mleka nie trzeba „wzbogacać” witaminami, gdyż normalnie ono je zawiera. Tymczasem z mleka usuwa się naturalne witaminy i zastępuje syntetycznymi. Na tym polega to „wzbogacenie”. Mało kto wie, że witaminy syntetyczne są prawoskrętnymi związkami organicznymi, podczas gdy naturalne są lewoskrętne. Polega to na tym, że budowa cząsteczki syntetycznej jest jakby „zwierciadlanym” odbiciem budowy cząsteczki witamin naturalnych. Niby to jest to samo, ale nie jest. Przy czym witaminy syntetyczne są zwykle szkodliwe dla organizmu, a nie pożyteczne. To tyle o „wzbogaceniu”. Starsi pamiętają, że pasteryzacja polega na podgrzewaniu do 80 stopni Celsjusza w ciągu około 20 minut, co gwarantowało zabicie różnych bakterii (chodziło głównie o pałeczki Kocha czyli bakterie gruźlicy). Obecnie żadnego podgrzewania nie stosuje się. Zamiast tego, mleko jest schładzane w cysternach do określonej temperatury, co ma rzekomo normalną pasteryzację zastępować. Nie mam pewności…

Także i homogenizację pamiętać muszą niektórzy jako proces dokonywany w wirówkach. Na farmach w Ameryce wirówki nie znajdziemy. Homogenizację wykonuje się w krowie. Dodaje się do ich pożywienia środki powierzchniowo czynne, czyli emulgatory, w rodzaju trójfosforanu sodu, aby wyprodukowane przez krowę mleko było „homogenizowane”, czyli aby śmietanka nie oddzielała się od mleka, tworząc bardziej trwałą zawiesinę tłuszczu w wodzie. Szkodliwość tego polega na tym, że rozdrobnione cząsteczki tłuszczu z łatwością przenikają do krwi, omijając proces trawienia. Wskutek tego na ściankach arterii i żył odkłada się niestrawiony tłuszcz, a ludziska nie wiedzą skąd się bierze tak nagminne występowanie nadmiaru cholesterolu jak również szereg chorób systemu krwionośnego…

Z tych to przyczyn, „zaleca się” spożywanie mleka chudego: 1 lub 2 procentowego. Znów oszustwo! Oczywiście chude mleko wyprodukowane w opisany powyżej sposób jest mniej szkodliwe od mleka pełnotłustego, ale prawdy konsument w ten sposób się nie dowie… To mleko, którym dziś karmi się miliony ludzi, to po prostu trucizna!

Doszło zresztą już i do tego, że celem uzyskania mleka chudego nie odciąga się tłuszczu w wirówce, lecz zadaje krowom odpowiednią mieszankę sztucznej paszy, tak skalkulowaną aby produkt miał 1,2 procent tłuszczu. Proste, prawda?

Ostatnio szum „straszny” w Europie spowodowany był tak zwaną chorobą „wściekłych” krów. Krowy chorują, a więc trzeba je zniszczyć, gdyż ich mięso zawiera substancje wywołujące śmiertelne schorzenia u ludzi. A spowodowali ten dramat znów „uczeni, poprawiacze natury” w Anglii. Najpierw zastosowano zamiast strzyżenia owiec podawanie im chemicznych leków (stosowanych bezskutecznie w terapii przeciwrakowej), powodujących gwałtowne „łysienie”, wypadanie sierści. Wkrótce okazało się, że mięso tych owiec może ludziom zaszkodzić, więc z owiec wykorzystywano sierść i skórę, a mięso trzeba było zniszczyć. A szkoda było. Więc wpadli „panowie naukowcy” na pomysł, aby zatrute mięso przerabiać na mączkę i dodawać do paszy… Do paszy? Ale chyba nie krowom? Przecież krowy są trawożerne i przeżuwające. Ich organizm nie jest zdolny do odpowiedniego trawienia czystego białka. Jaki idiota wpadł na pomysł karmienia krów mięsem?! A no cóż, stało się. Po pewnym czasie krowy zaczęły chorować. Musiały! I nikt nie pomyślał, że to może okazać się niebezpieczne także i dla ludzi!

Od lat pięćdziesiątych było wiadomo, że pracownicy zatrudnieni w fabrykach środków „ochrony roślin” (DDT, HCH, PCB itp.) zapadają na bezpłodność. Kobiety miały też liczne poronienia.

Stosowane na ogromną skalę prawie na całym świecie, poprzez opryskiwanie roślin oraz poprzez tzw. trucizny systemiczne, dodawane wraz z nawozami sztucznymi do „gleby” – zatruwane są właściwie wszystkie płody rolne. Trucizny te mają nadto cechę łatwego kumulowania się w organizmie; są trudne do usunięcia z organizmu. Skutek, tej radosnej twórczości ku maksymalnym zyskom jest taki, że wyrosły nam już dwa pokolenia odpowiednio zatrutych ludzi.

Przemysłowi chemicznemu było jednak i tego za mało. Karmi się więc bydło i kury masowo hormonami. Estrogenopochodne (hormony żeńskie) oraz hormon wzrostu, aby przyśpieszyć zwiększanie wagi, zwiększanie produkcji mleka itp.

Dopiero teraz „panowie naukowcy” stwierdzili zmiany płciowe np. u ryb, ptaków, krokodyli itd. Niechętnie wspomina się o tym, że identyczne zmiany muszą występować także u ludzi.

Nadmiar tzw. środków ochrony roślin (pestycydów, czyli środków owadobójczych, grzybobójczych, pleśniobójczych itp.) trafiających do organizmów kobiet, a także i nadmiar hormonów żeńskich (estrogenu) i wzrostu, powoduje nagminne występowanie raka piersi, raka jajników i innych form rakowacenia, nie mówiąc już o coraz częściej dziś występującej bezpłodności.

U młodych mężczyzn występują jeszcze gorsze objawy. Stwierdzono na przykład, nie zstępowanie jąder do moszny u chłopców, jak również nienaturalnie zmniejszone rozmiary prącia. Niepłodność mężczyzn także jest coraz częstszym zjawiskiem. Ilość plemników w spermie spadła o 50% przeciętnie. Pojawiają się także liczne przypadki raka jąder.

Skutek jest taki, że chłopcy upodobniają się do dziewczynek.

A teraz rozpatrzmy problem jaj kurzych. Niektórzy uwierzyli propagandzie, jakoby żółtka zawierały rzekomo szkodliwy cholesterol i jedzą już tylko białko. Tymczasem żółtko zawiera nie tylko pożyteczny (dobry) cholesterol, lecz także dużą ilość lecytyny, która właśnie ułatwia trawienie tłuszczu. To lecytyna powoduje, że im więcej jaj w cieście drożdżowym, tym dłużej to ciasto przechowuje się w stanie świeżości. Nadto, co jeszcze ważniejsze, w żółtku jest cholina, absolutnie niezbędna dla pracy mózgu. Ktoś, kto powstrzymuje się od konsumowania całych jaj (zgodnie z życzeniem „poprawiaczy natury”), ten nie tylko jest nierozsądny, ale zapewnia sobie coraz większe ogłupienie, pozbawiając swój mózg niezbędnych składników pożywienia.

Skąd się jednak ta „teoria” o szkodliwości jaj wzięła? Nie jest ona tak całkiem pozbawiona słuszności, choć tylko w stosunku do jaj białych, produkowanych przez kury z gatunku leghornów, które są również białe jak ich jajka. Ten gatunek kur hoduje się także na tak zwane „brojlery”. Te znoszące jaja karmi się nie tylko ogromną ilością antybiotyków, lecz także i hormonami żeńskimi, aby „sypały” jajami w jak największej ilości. Te syntetyczne hormony są rakotwórcze, nie mówiąc o innych rodzajach szkodliwości, o czym tu już wspomniałem. Te białe jaja są rzeczywiście trujące, a szczególnie ich żółtko. Nikt jednak nie odważy się napisać czy powiedzieć dlaczego. Natomiast kury z gatunku zwanego „karmazynami” o piórach w kolorze złocistego brązu w różnych odcieniach, nie nadają się do „fabrycznej” hodowli i dlatego nie hoduje się ich ani na „brojlery”, ani na kury znoszące masowo jaja. Karmazyny lubią biegać na świeżym powietrzu i dziobać sobie robaczki. W zamkniętych klatkach wyginęłyby, a hodowca nie dorobiłby się ani jaj, ani szybkiego wzrostu na mięso. Dzięki tej właściwości karmazynów ich brązowe jajka są niezatrute, zdrowe i pożywne, tak jak i ich mięso.

Niedawno toczyła się wojna między Europą a Ameryką o wino. A raczej o siarkę. W Stanach Zjednoczonych do wszelkich napoi dodawane są związki siarki. Rzekomo celem zabezpieczenia przed psuciem się, a w rzeczywistości jedynie po to, aby napoje mogły stać na półkach supermarketów po wsze czasy, bez żadnych widocznych zmian chemicznych. Coca Cola jest i tak trucizną więc dodatek siarki do niej nie robi już żadnej różnicy. Lecz dodawanie siarki do wina każdy szlachetny producent wina uzna za zbrodnię. Na tym nie kończy się jednak szkodliwe stosowanie związków siarki. W supermarketach zrasza się automatycznie warzywa, aby wyglądały świeżo, jakby prosto z pola. Do wody zraszającej dodaje się także siarkę, co rzeczywiście przedłuża okres przechowywania warzyw, szczególnie zielonych.

Niezorientowany czytelnik zapyta zapewne: a co w tym złego? Otóż siarka wzmaga pragnienie, czyli jest to wspaniały środek na przyzwyczajenie młodzieży do ustawicznego picia np. „Coca Cola” i innych napojów. Powoduje ona także suchość jamy ustnej i warg, co z kolei zapewnia duże obroty producentom różnych maści i sztyftów, stosowanych na suche wargi. Interes leci.

Na tym jednak nie koniec. Stałe „ładowanie się” siarką powoduje astmę oraz wszelkiego rodzaju alergie. Na alergiach sprawa się nie kończy. Powstają bardzo specyficzne uczulenia, a właściwie organiczna nieprzyswajalność niektórych składników pożywienia. Jeśli Chińczycy nie są zdolni do trawienia laktozy, to wynika to z faktu, że w ciągu całej swej historii nigdy nie pili mleka krowiego, ani wyrobów z tego mleka. Mleczko przygotowują sobie z soi, a nawet z tego mleczka wytwarzają swego rodzaju „ser”, zwany tofu. Nie można im tego brać za złe. Nie miało jednak żadnego sensu „hodowanie” nowego pokolenia Amerykanów z taką samą organiczną awersją do krowiego mleka. Przyczyna zresztą nie tylko w odzwyczajeniu się od picia krowiego mleka. Konsumowanie żywności naszpikowanej antybiotykami powoduje, że w przewodzie pokarmowym konsumenta zabite są także i te mikroorganizmy, które są do prawidłowego procesu trawienia wręcz niezbędne. Brak w żołądku i kiszkach bakterii zwanej Acidophillus (która powoduje skwaszenie mleka) powoduje, że organizm nie jest w stanie strawić cukru mlecznego, czyli laktozy. Cała masa Amerykanów, zanim zabierze się do ulubionych lodów, musi zażyć parę tabletek wprowadzających te bakterie do organizmu. A wielu poszło w ślady Chińczyków posila się już tylko mleczkiem z soi oraz serkiem tofu.

Wiemy dobrze, że ziarno wszelkiego rodzaju włącznie z mąkami, dość szybko ulega zepsuciu, jeśli jest źle przechowywane. Przede wszystkim, fakt iż wszelkie ziarno zawiera w sobie tłuszcz roślinny i olejki, powoduje, iż ziarno, kasze i mąki jełczeją. Nadmiernie uprzemysłowiona produkcja rolna, a także interes ogromnych koncernów, które wyrugowały już z roli drobnych rolników, skłoniły do szukania sposobów zapobiegania jełczeniu. Wynaleziono procesy chemiczne, przy pomocy których usuwa się z ziarna wszelki tłuszcz. Mąka z takiego ziarna jest „jałowa”, sucha, a pieczywo z takiej mąki ma konsystencję waty. Wartość odżywcza? Minimalna. Co gorsza, do pieczywa dodaje się teraz kilkanaście chemikaliów. Każdy z nas wie, że chleb składa się głównie z mąki, wody, soli i drożdży lub tzw. „zakwaski”. W „fabrycznym” chlebie, jeśli zadamy sobie trud przeczytania drobniuteńkimi literkami wyliczonych składników tego „pieczywa”, znajdziemy kilkanaście chemikaliów, które może są potrzebne producentom, ale które są szkodliwe dla konsumenta. Wystarczy, że wspomnę tu o bromku sodu. Związki bromu skutecznie powodują zanik popędu płciowego, a spożywany od dziecka wraz z „chlebem naszym powszednim” mogą zagwarantować bezpłodność. A być może o to właśnie elicie rządzącej światem chodzi. Główny składnik zboża, odciągany chemicznie, to gluten. Ten to gluten właśnie gwarantuje, że ciasto trzyma się kupy. Z mąki pozbawionej glutenu nie można zrobić ani dobrych klusek, ani dobrego ciasta. Zrobienie ciasta drożdżowego na przykład z mąki bez glutenu nie jest po prostu możliwe. Wyrosło jednak już drugie pokolenie w Ameryce, wyhodowane na „pieczywie” pozbawionym glutenu, ale naszpikowanym bromem… Oczywiście, z czasem wytworzyła się niezdolność organiczna trawienia glutenu. Leczą się teraz z tego unikając zdrowych wyrobów piekarniczych.

Jest jeszcze parę problemów związanych z naszym tematem. Na przykład z pierwszej wojny światowej została cała masa chloru, który miał być użyty do produkcji gazów bojowych czyli trujących. Wpadli więc panowie przemysłowcy na genialny pomysł: wtrynić ten chlor wszystkim miastom, jako środek dezynfekujący wodę pitną. No i mieliśmy wodę w kranie… z chlorem. Po drugiej wojnie światowej zostało producentom chemikaliów za dużo fluoru, także mającego służyć do produkcji środków trujących. Chlor i fluor są tanim dodatkiem do wody, ale ilości zużywane do tego celu są tak wielkie, że niejeden przemysłowiec napchał sobie milionów do portfela…

Wmawia się jeszcze uparcie oponującemu społeczeństwu, że to nieprawda, jakoby fluor był szkodliwy! Jak on genialnie „konserwuje” zęby, zapobiega próchnicy i temu podobne brednie. Chlor i fluor są najbardziej „czynnymi” pierwiastkami. Łączą się ze wszystkimi innymi z ogromną łatwością. Rzecz jasna, działają także i dezynfekująco, to prawda, ale po drodze niszczą szkliwo uzębienia (a na tym zarabiają dentyści…), a także uszkadzają zdrowe tkanki. Na dłuższą metę mogą działać nawet rakotwórczo. No ale najważniejsze, że przemysł chemiczny nie tylko pozbył się powojennych nadwyżek, ale i „wykształcił” sobie wiernych odbiorców ogromnej ilości chloru i fluoru, gwarantując stałe i spore dochody. Żeby czytelnik nie zaczął wątpić w dobre intencje autora i nie zarzucił mu opuszczenia jeszcze jednego dodatku do wody to zaraz udowodnię, że i o fenolu nie zapomniałem. Fenol jest odpadem przemysłu chemicznego. Też bardzo tani. Także dezynfekujący, bakteriobójczy, a i owszem, niemniej od chloru i fluoru szkodliwy. Zamiast odpowiednich urządzeń oczyszczania wody pitnej, taniej jest dostarczać biednym ludziom „kranówkę”, obficie nasyconą truciznami.

Społeczeństwo jest z natury rzeczy nieruchawe, niezdolne do samoorganizacji. Nawet kiedy dowie się o tym wszystkim i przekona o słuszności zawartych w tym artykule twierdzeń, to i tak nie zaprotestuje, nie podniesie się do ogólnonarodowego buntu przeciwko trucicielom.

Nadmierna chemizacja rolnictwa i wielu innych dziedzin naszego życia powoduje, że rzeki są coraz bardziej zatrute. Te trucizny bowiem, poprzez glebę, z kanalizacji i innych ścieków, wcześniej czy później, muszą przecież trafić do wód podskórnych i do rzek. Zatrute rzeki to coraz większy brak wody pitnej. No i brak ryb. Wprowadzenie „nowoczesnego” rolnictwa np. w Afryce, spowodowało ostatnio zatrucie całych plemion i pozbawienie ich pożywienia, gdyż woda w rzekach jest trująca, a ryby pozdychały.

Będzie coraz mniej Murzynów…, czy to aby też nie celowe? Mało to wojen morderczych i głodu w Afryce? Przepraszam, nie dotyczy to tylko Murzynów. Nie tak dawno temu telewizja „doniosła”, że ten sam problem dotknął i Rosjan. Przyczyna nieco inna, ale skutek ten sam. Elektrownia atomowa w Krasnojarsku, znanym dotychczas jako „K 26” zatruła całą okolicę, skażając radioaktywnie rzekę Jenisej. Nowoczesność gwarantuje nam coraz lepsze życie!?

Im dłuższy robi się ten artykuł, tym bardziej dochodzę do wniosku, że wyczerpanie tego tematu nie jest możliwe. Trzeba by chyba całą książkę napisać, a i co tydzień drukować do niej uzupełnienia, gdyż pomysłowość ludzka w truciu swych bliźnich jest wprost niewyczerpana…

Wyobraźmy sobie, że do jakiegoś artykułu spożywczego, do jakiegoś przetworu warto by dodać środek zakwaszający. W niektórych przetworach dodatek słabego kwasu bywa niezmiernie pożyteczny. A mamy do wyboru cały szereg różnych kwasów. Najpożyteczniej byłoby wykorzystanie np. kwasu askorbinowego. Nie jest wcale drogi, a to przecież czysta witamina C, o ile nie jest wytworzony syntetycznie. Pamiętają czytelnicy, co wcześniej napisałem o związkach organicznych naturalnych, które są w swej budowie lewoskrętne, i o związkach syntetycznych, prawoskrętnych. Niby podobne ale wcale nie to samo. Tymczasem, jeśli zechce ktoś zadać sobie trud przestudiowania składników wymienianych na etykietkach przetworów spożywczych, to zauważy, że zamiast pożytecznego kwasu askorbinowego, dodawany jest kwas cytrynowy. Potrafią nawet bezczelnie napisać na opakowaniu „naturalny kwasek cytrynowy”. A to jest bujda. Kto by wysilał się produkować naturalny, bawić się w ekstrakcję cytryn, kiedy kwas cytrynowy kosztuje dziesięciokrotnie taniej? Nie poruszałbym tej sprawy, gdyby ten kwasek cytrynowy dodawano tylko do niektórych przetworów, gdzie jego zastosowanie byłoby jakoś „spożywczo” usprawiedliwione.

Tymczasem rzeczywistość przechodzi wszelkie oczekiwania! Kwasek cytrynowy można znaleźć teraz, od paru lat, prawie w każdym przetworze! Nawet we wszystkich pożywkach dla niemowląt, nawet w przetworach, które z natury rzeczy i tak są już kwaśne! Nawet w przetworach gdzie już dodano parę innych kwasów, potrzebnych czy nie to obojętne, ale niejednokrotnie widziałem artykuły spożywcze, do których dodano dwa różne kwasy, a kwasek cytrynowy, jako trzeci na dokładkę!

Nigdy bym się nie domyślił, czym kierują się producenci dodając kwasek cytrynowy do przetworów, prawie do wszystkich przetworów znajdujących się na półkach sklepowych, gdybym nie zetknął się przypadkiem z rodakiem, pracującym swego czasu w jakimś „tajnym” instytucie naukowym w USA. Robiono tam doświadczenia z działaniem kwasu cytrynowego na pracę neuronów w mózgu. Stwierdzono, że kwas cytrynowy (syntetyczny, oczywiście) narusza system przewodnictwa elektrochemicznego w pracy komórek mózgowych. Inaczej mówiąc, jest w stanie z normalnego człowieka zrobić… bezmózgowca.

Innymi słowy, kwasek cytrynowy może być stosowany jako środek zmieniający układy chemiczne w mózgu w sposób umyślny i celowy. Trudno mi uwierzyć, aby producenci przetworów spożywczych o tym wiedzieli. Najwidoczniej podano im coś zupełnie innego do wierzenia. Może przekonano ich, że dodatek kwasu cytrynowego „uszlachetnia” przetwory. może ma gwarantować jeszcze większą trwałość produktu. No, jakoś ich do tego nakłoniono. Podejrzewam jednak że ci, co ich do tego nakłaniali, wiedzieli o rzeczywistym celu: hodowanie tępaków, którzy nigdy nie będą opierać się „demokratycznej” władzy…
A co zrobiono z naszymi pięknymi kobietami?

Najpierw wmówiono im, że podpaska higieniczna nie jest tak wygodna w użyciu, jak prosty tamponik, wprowadzany do pochwy przy pomocy fikuśnego urządzenia z tworzywa sztucznego i wyciągany potem za nitką. Skoro jednak mały tampon nie jest w stanie wchłonąć całej ilości krwi wydzielanej podczas miesiączkowania, więc nasączono tamponik środkiem chemicznym, hamującym skutecznie wydzielanie krwi. Po dłuższym stosowaniu tamponów organizm „przyzwyczaja się” i wydziela tej krwi coraz mniej. Skutek tego jest dwojaki: po pierwsze: zmniejsza się także wydzielanie śluzu w pochwie, wnętrze pochwy staje się suche, stwardniałe, jak skóra na pięcie, traci elastyczność. Jednym słowem, to już nie to co było… A po drugie: skłonność do rakowacenia, powolna utrata płodności. „Pomaga” w tym także stosowanie środków antykoncepcyjnych.

Zatrute pożywienie, nadmiar hormonów żeńskich, powodują w efekcie u kobiet znacznie zwiększoną skłonność do raka piersi (zwyrodnienie gruczołów mlecznych). Jeśli już przypadkiem zajdzie taka niewiasta w ciążę, to zaleca się jej niekarmienie niemowlęcia własnym mlekiem. Teraz dopiero zaczyna się tę śrubę odkręcać. Do tej pory ładowano jej po prostu zastrzyk (szkodliwy), który powodował nagłe a całkowite zahamowanie pracy gruczołów mlecznych. Niemowlę karmi się więc nagminnie preparatem „Symilac”, który do mleka matki podobny jest raczej tylko z nazwy. Dziecko rośnie więc od razu z ograniczoną zdolnością do trawienia mleka i przetworów mlecznych… jeszcze jeden kandydat do leczenia. Przemysł farmaceutyczny i lekarze będą mieli z niego pociechę do końca życia…

Skoro piersi nie służą do produkcji mleka, to organizm, zgodnie ze swą wrodzoną zdolnością przystosowawczą, spowodował zanik gruczołów piersiowych. Piersi naszych pięknych dziewic stały się obwisłymi omletami. Usiłowano z tego zrobić „modę”, nakłaniając dziewczyny do krańcowego odchudzania się. W końcu jednak męskie wymagania estetyczne wzięły górę i w modę znów weszły piersi o normalnych, a nawet bujnych kształtach.

Problem powstał, jak tej brzydocie zaradzić w sposób techniczny, a i dochodowy. Wynaleziono więc piersi sztuczne, z galaretki silikonowej, które po prostu „wstawia się” w resztki skóry kobiecych piersi za pomocą zabiegu chirurgicznego. Pierś ma wygląd wspaniały, choć w dotyku podobno jest bardzo nieprzyjemna. Nie wiem, nie miałem z taką niewiastą do czynienia. Faktem jest atoli, że ta galaretka nie jest trwała, jakby się chciało, czy jak ją reklamowano. Po paru latach zdarza się, zaczyna „wyciekać”, przedostając się do organizmu kobiety, poważnie go zatruwając. Trzeba robić nową operację.

Wyżej opisane „udogodnienia” dla kobiet powodują, że zjawiskiem dziś już powszednim i nader częstym są rak piersi, rak macicy, nowotwory niezłośliwe jajników, przedwczesne chirurgiczne usuwanie macicy, bezpłodność itp.

W Stanach Zjednoczonych około połowa kobiet po przekroczeniu 35 roku życia albo ma już wyciętą macicę, albo już rodziła z zastosowaniem carskiego cięcia, gdyż pochwa i układ kostny biodrowy nie nadają się do przeprowadzenia płodu normalną drogą.

Elita rządząca tym światem jest z tych wszystkich spraw niezmiernie zadowolona. Po pierwsze: stale zwiększają się zyski. Przemysł chemiczny, szpitale, lekarze etc. Wszyscy mają pełne ręce roboty. A po drugie: przyrost naturalny „gojów” ulega zahamowaniu. Straszy się ludzi, że nadmiar zaludnienia jest dla nas groźny. A i to nie jest prawdą.

Jakiś bałwan w polskojęzycznej prasie w USA napisał ostatnio takie bzdury, że gdyby zaludnienie na świecie wzrosło do 2,000 miliardów (teraz mamy około 6 miliardów), to ci ludzie ważyliby więcej niż kula ziemska, a jej skorupa nie wytrzymałaby tego ciężaru.

Dureń nie ma pojęcia o fizyce i biologii. Po pierwsze: „skorupa” Ziemi wszystko wytrzyma, gdyż to nie jest „skorupa” pod którą jest pusto, lecz przeciwnie, jądro Ziemi jest jeszcze bardziej ciężkie od tej „skorupy” cholernie wytrzymałe. A po drugie: kretyn nie wie, że materia jest w pewnym sensie niezniszczalna i jej „ilość” na naszym ziemskim padole jest prawie niezmienna. Jeśli coś się rodzi i rośnie, to nowa materia jest tworzona z już istniejącej. A kiedy coś umiera, gnije, lub inaczej rozpada się, to znów zmienia się w „inną” materię, lecz w tej samej „ilości”. Innymi słowy, na naszej Ziemi ilość substancji organicznej i nieorganicznej jest prawie zupełnie niezmienna. Nawet, gdyby ludzkość rozmnożyła się niepomiernie, to ciała ludzkie byłyby i tak zbudowane z materii już na świecie istniejącej. Trywializując to zagadnienie, wystarczy czytelnikom przypomnieć, że dla wyhodowania jednej świni trzeba sporej ilości ziemniaków i innej paszy, a po skonsumowaniu tejże świni zbudujemy sobie nieco mięśni, zużyjemy część jej mięsa w postaci energii, a resztę i tak wydalimy. Niestety, te wydaliny, zamiast posłużyć jako wspaniały nawóz naturalny, zostaną zmarnowane…

A wszystko to zło dzieje się dlatego, że „panowie materialiści” nie mają zamiaru docenić genialności naszego Stwórcy, który urządził nam „ten najlepszy ze światów” w postaci jednej wielkiej automatycznej przetwórni odpadków użytkowych, w której nic absolutnie nie jest zmarnowane, a wszystko odnawia się i rośnie ku naszemu pożytkowi. „Naprawiacze” tego świata w swej pysze, zdolni są jedynie do zepsucia, zniszczenia tego, co nam Pan Bóg dał.

Konstanty Z. Hanff

————————-
Mój komentarz [astromaria]: Kim jest, a raczej był, bo zmarł w 2000 roku, autor tego tekstu poszukajcie sobie sami, ja miałam przy tym świetną zabawę (najbardziej podobała mi się gazeta Jidisze Cajtung).

Tak, panowie racjonaliści, cytryna to nie to samo, co chemicznie uzyskany kwas cytrynowy wymieszany cukrem i ze sztucznymi aromatami, enzymami i barwnikami. Natury nie da się podrobić nawet w najlepszym laboratorium i nawet z zastosowaniem najnowocześniejszej technologii.

Zmodyfikowane pomidory psują się inaczej, niż normalne – dostają czarnych plam. To samo dzieje się ostatnio z marchwią, co od kilku już lat budzi moje podejrzenia, co do jej rzekomej „naturalności”. Żyję na tym świecie od dawna i pamiętam, że kiedyś marchew po prostu się marszczyła i usychała. Dziś pojawiają się na niej czarne, coraz większe plamy, aż w końcu cała czernieje i zaczyna wydzielać kwaśny zapach, przywabiający muszki owocowe. Wiem, że w SGGW opatentowano (rzecz jasna dla kasy) kilka odmian marchwi GMO, ale nigdy nie słyszałam i nie widziałam, żeby ktokolwiek informował o tym nabywców nasion.

Domaganie się zdrowej, tradycyjnej żywności jest oczywiście dla panów „racjonalistów” przejawem zabobonnego lęku przed nieuniknionym postępem i nowoczesnością. Nowoczesny człowiek jak wiadomo powinien być cyborgiem, ze sztucznym sercem, wątrobą i nerkami, z mózgiem wspomaganym przez mikrochipy z wbudowaną wiedzą encyklopedyczną i fachową, wyświetlaną na żądanie w sztucznych, wielofunkcyjnych elektronicznych oczach. Oczywiście temu wspaniałemu tworowi biotechnologii zacofane, naturalne warzywa muszą szkodzić, tworząc zgrzytające złogi minerałów i witamin w przegubach obrotowych kończyn i dźwigni poruszających gałkami ocznymi…

Wiem, jestem starą, ciemną czarownicą, blokującą świetlany rozwój ludzkości, bo nie rozumiem, dlaczego komukolwiek mogłaby się nie podobać stara Matka Natura, taka, jaka została stworzona na początku i ulepszona przez pokolenia mądrych rolników i ogrodników. I proszę mi nie wmawiać, że rolnictwo zawsze stosowało modyfikacje genetyczne. Takie gadanie świadczy o totalnym braku wiedzy z dziedziny genetyki.

Dr Konstanty Z. Hanff (1926-2000) – b. Minister Spraw Zagranicznych Rządu RP na Uchodźstwie rządu powołanego przez tzw. samozwańczego prezydenta Juliusza Nowiny-Sokolnickiego. Powyższy tekst pochodzi z wydanej przez poznańskie Wydawnictwo Narodowo- Katolickie WERS książki Konstantego Z. Hanffa “Szkice o Ameryce i trującej żywności”.

Źródło: http://www.bibula.com/

Fluor to trucizna, która niszczy Twój mózg!

Fluor to zabójcza toksyna, wyrzuć go z diety!

fluor fluoryzacja zebyZapraszam do przeczytania poniższego opracowania doktora Jerzego Jaśkowskiego na temat szkodliwości fluoru – w wodzie pitnej, pastach do zębów, w preparatach do fluoryzacji..

Dr Jerzy Jaśkowski jest jednym z niewielu lekarzy, którzy złamali zmowę milczenia wokół szczepień, żywności, medycyny.. Powiem tak: lekarze dobrze wiedzą, jaka jest prawda, znają wiedzę tajemną i mikstury ziołowe, witaminowe, mineralne – ale nie mówią o tym pacjentom ze strachu przed utratą pracy.

Sam rozmawiałem na te tematy z lekarzami, którzy przyznawali mi rację odnośnie diety bezglutenowej, sekretnych mieszanek i mikstur ziołowych na bazie głogu i chmielu. Twierdzili oni wręcz, że pszenica nie tylko szkodzi na zdrowie, ale jest narkotykiem, zawierającym działające jak heroina gliadyny – toksyczne, roślinne białka..

Podobnie sprawa ma się, jak wiadomo, z fluorem. Wprowadzono go do stosowania rzekomo dla naszego dobra, ale jak pokazuje praktyka i fakty, że fluor nie tylko uszkadza i niszczy zęby, ale także powoduje nieodwracalne szkody w mózgu i innych częściach ciała. Do klasycznych skutków spożywania fluoru, zaliczyć można zwapnienie szyszynki.

Przeczytaj także na temat fluoru i innych toksyn na blogu Jarka Kefira:
Fluor powoduje nieodwracalne uszkodzenia mózgu!
Oczywiste dowody na szkodliwość Fluoru!
Jesteśmy dla elit bydłem! Nigdy nie myśl, że jest inaczej..
Fluor: kilka informacji o tej truciźnie
12 niezwykle toksycznych substancji, których nie powinno być w Twoim domu

Kwestia fluoru, czyli zatruwanie ludzi

Błądzić jest rzeczą ludzką, kłamać demokratyczną. N.G.Davila

Od lat 40-tych ubiegłego wieku wciska się społeczeństwu mit skuteczności podawania fluoru, jako profilaktyki próchnicy. Jak stwierdził to już John F. Kenedy, to nie bezpośrednie kłamstwo jest problemem. Kłamstwo można skutecznie obalić. Najgorszy jest mit prawdy; nie ma jasnego początku ani osoby. Trudno więc z nim walczyć, tym bardziej, że jest on, jak każdy mit, powtarzany bez końca. Oczywiście za tym przypominaniem mitu stoją określone grupy nacisku, mające jednoznaczną korzyść z głoszenia mitu.

W minionych latach 40-tych, po produkcji aluminium do samolotów oraz sześciofluorouranku do bomb atomowych powstawały olbrzymie „góry” odpadów kwasu fluorowego. Kwas fluorowy należy do zdecydowanych trucizn. Nawet szkło trawi bez problemu. Przechowywanie takich ilości trucizn  jest kosztowne i wymaga specjalnych „przechowalni”. Po namyśle więc DOE, wykorzystując twórcę pijaru, Edwarda Bernaysa, siostrzeńca psychoanalityka Sigmunda Freuda, opracowało „naukowy” program  usuwania odpadów.

http://energy.gov/

http://www.energy.gov.za/

http://niewiarygodne.pl/

http://pl.wikipedia.org/

http://www.eduteka.pl/

Program ten polegał na takim przedstawieniu problemu, aby mniej wartościowy ludek sam chciał korzystać z fluoru. Wymyślono więc na poczekaniu związek braku fluoru z próchnicą zębów. Autor tego odkrycia doszedł do prawidłowego wniosku, że każda głupota, podana przez służbę zdrowia w odpowiednim opakowaniu, jest skuteczna w wyciąganiu pieniędzy od podatnika. W dodatku ten podatnik, jest na tyle ogłupiony, że jest stuprocentowo przekonany o słuszności swojego postępowania.

Co prawda każdy jako tako rozwinięty intelektualnie człowiek powinien wiedzieć, że „ludź”,  to nie zęby i nawet jeżeli fluor zapobiega próchnicy, co nie jest prawdą, to niestety może działać negatywnie na inne narządy.

Najczęściej droga wchłaniania fluoru wygląda następująco: jama ustna, żołądek, wątroba, układ krwionośny roznoszący fluor po całym ciele, gruczoły hormonalne, mózg i kości.

Twórcy pijaru o pozytywnym działaniu fluoru, poprzez użytecznych idiotów  oraz agentów wpływu, a wiadomo, że wojsko, działając  na zasadzie bezpieczeństwa kraju, dużo może, wmówili, że fluor można stosować w pastach do zębów, a nawet w postaci specjalnych tabletek, roztworów. Skuteczność takiego rozprowadzania w środowisku tak olbrzymich ilości trucizny jest możliwa w przypadku zaangażowania  dużej ilości ludzi jako odbiorców tego odpadu. Jak mówią handlowcy, nie od razu, łyżeczką po malutku, grosik do grosika, a zbierze się miarka.

Wiadomo, że duże ilości fluoru są toksyczne i mogą spowodować zgony. Co zrobiono? Rozdzielono!  Podzielono fluor  na małe porcje i zmieszano z pastami do zębów. Potem wystarczyło wmówić społeczeństwu, że częste mycie, po każdym jedzeniu albo i częściej  jest najlepszym sposobem dbania o zdrowe zęby.

Dla dilerów fluorkowych bez znaczenia był fakt, że nie przeprowadzono żadnych badań potwierdzających taką  hipotezę. Także inny fakt,  a mianowicie zdrowe, białe zęby stwierdzane u murzynów w Afryce, czy u Hindusów,  nie czyszczących sobie zębów pastami z fluorem, nie zaburzały handlarzom odpadami spokoju.

Wypada przypomnieć, że dobowe zapotrzebowanie organizmu na fluor zaspokaja wypicie dwu szklanek herbaty lub jednej kawy. Tak więc o niedoborze fluoru mówić w żadnym przypadku nie można. Wręcz przeciwnie, w medycynie zarówno dziecięcej jak i dorosłych, mamy cały czas problem z nadmiarem fluoru.

Wypada podkreślić, że ten nadmiar fluoru uwidacznia się m.in. w takich chorobach jak: cukrzyca u młodocianych, zaburzenia ilorazu inteligencji, łamliwość kości, czy wzrost umieralności na raka w regionach, gdzie występuje nadmiar  fluoru. Takie  otrzymaliśmy wyniki z badania ludności, także dzieci, w rejonie skażenia fluorem Trójmiasta przez Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych.

W piśmiennictwie naukowym można znaleźć prace potwierdzające związek skażenia fluorem z takimi chorobami jak:

obniżenie ilorazu  inteligencji większe aniżeli przez ołów,

demencja u osób starszych,

choroby mięśni,

nadpobudliwość lub senność,

choroby tarczycy / obniżenie  czynności tarczycy,

rak kości / osteosarkoma,

wzrost wchłaniania ołowiu,

artretyzm,

poważne problemy z oczami w tym ślepota,

zaburzenia syntezy kolagenu,

unieszkodliwienie ok. 300 enzymów/konkurencja dla magnezu / profM.Gumińska /,

hamowanie powstawania przeciwciał/zaburzenia odporności.

W Polsce zaprzęgnięto do procesu sprzedaży medycynę, tj. głównie Zdrowie Publiczne, stomatologów i pediatrów. Wprowadzono, jak zwykle w trosce o zdrowie populacji,  a szczególnie dzieci, nachalną, kłamliwa reklamę, że mycie zębów pastami zawierającymi fluor jest dbaniem o zdrowie dzieci. W szkołach stosowano i stosuje się nadal, a to podawanie tabletek z fluorem, a to fluorkowanie zębów, a to różne inne formy nacisków.

Niewyedukowane społeczeństwo w dobrej wierze łykało te nowości. Jak wiadomo, dostęp do prac naukowych jest limitowany przez rozmaitego rodzaju wydawnictwa, które drukują tylko te prace, które nie przeszkadzają działowi marketingu.

Znane wydawnictwo Elsevier w Polsce pod nazwą Urban & Partner, wydawca większości czasopism medycznych, doszło nawet do takiego stopnia zakłamania, że wydało 6 numerów czasopisma z nieistniejącymi pracami.

W ten prosty sposób nie tylko usuwa się  bardzo szkodliwy odpad, ale jednocześnie zarabia olbrzymie kwoty.

Były jeszcze bardziej idiotyczne pomysły, jak np. dodawanie fluoru do wody. W Polsce  wprowadzono to w roku 1967 we Wrocławiu. Oczywiście, mieście uniwersyteckim. Być może dlatego ostatni ranking szkół wyższych uplasował Politechnikę Wrocławską na 19 tysięcznym którymś miejscu na 21000 ocenianych szkół wyższych.

A tymczasem w ostatnich latach pojawiła się cała masa prac naukowych podających jeszcze więcej szkodliwych efektów działania kwasu hydrofluorosilikowego,  czy też silikofluorku sodu, nagminnie stosowanych w pastach do zębów. Praktycznie inne pasty zniknęły ze sprzedaży. Jak mi powiedział jeden z hurtowników, nie miał wyjścia. Duży koncern zagroził mu, że jak będzie miał pasty bez fluoru to oni zrezygnują z umieszczania w jego hurtowni czegokolwiek. Dla jednej pasty nie mógł poświęcić firmy.

A tymczasem badania przedstawione w czasopismie Fluor Action Network 2013, wykazały, że podanie go już w stężeniu 0.38 ppm [tj. ok. 20 mikromoli na litr]  powodowało istotne statystycznie zmniejszenie ruchliwości plemników,  wraz z innymi zmianami, które bez wątpienia wpływają na fizjologiczne funkcje nasienia, czyli na zapłodnienie.

FDA  natomiast podała już w 1994 roku,  że jeżeli stężenie fluoru w wodzie pitnej było wyższe aniżeli 3ppm to  współczynnik dzietności był istotnie niższy!

Dla porównania w Polsce dopuszczalne jest stężenie 1.5  i uważane za bezpieczne.

Ale w podręcznikach  medycznych po cichu zmieniono zawartość ejakulatu. Dawniej, tj.  jeszcze w latach 70-tych uważano, że w jednym ejakulacie powinno być ok. 300 – 350 milionów plemników. A w przypadku  poniżej 50 milionów  plemników w  ejakulacie, uznawano chłopa za bezpłodnego. Obecnie przyjmuje się, że normalnie zawartość plemników wynosi ok. 50 milionów, a bezpłodność występuję dopiero poniżej 10 milionów.

http://rynekzdrowia.pl” \t “_blank” rynekzdrowia.pl w wydaniu z 2 sierpnia 2012 roku podaje: „Coraz więcej kobiet w Polsce nie zostaje matkami”. I co ciekawsze, ani słowa o możliwościach tzw. jatrogennych uszkadzania płodności. Generalnie temat  powodowania bezpłodności przez lekarzy, głównie pediatrów, nie istnieje. Dlaczego? Musisz sobie sam na to pytanie odpowiedzieć Szanowny Czytelniku.

Podpowiem. Raport tzw. Klubu Rzymskiego bodajże w 1971 roku podał, że w Kraju nad Wisłą powinno być nie więcej jak15 300 000 ludzi. I powinni oni stanowić zaplecze  pracowników fizycznych dla reszty kontynentu. „Polskę” reprezentował w tym Klubie niejaki prof. Kołakowski, biegający jeszcze w latach 40-tych ubiegłego wieku z TT-ką za „bandami”

Stąd mamy też takie naciski na zapłodnienia in vitro. Jest interes do zrobienia dla wybranych.

Jak zwykle najciekawsze na końcu.

Pojawiły się prace, np. w American Dental Association 2013, mówiące, że pasty zawierające naturalny ekstrakt z kakao, tj. teobrominę, o wiele  lepiej  zapobiegają próchnicy aniżeli jakikolwiek inny preparat.

Autorzy dokonali  prostej analizy. Porównali pasty zawierająca aż 5000 ppm  fluorku z pastami bez fluorku, ale za to zawierającymi ekstrakt z kakao.  Okazało się, że w przypadku uszkodzenia szkliwa, ekstrakt z kakao działał o wiele lepiej i skuteczniej, aniżeli  tak nachalnie wpychany ludziom fluor.

Przypomnę, że zanotowano zgony po zażyciu pasty z fluorem przez dzieci.  Na przykład badania prof. Ganowiaka i Nabrzyskiego z AMG wykazały, że dziecko potrafi połknąć nawet 5  gramów pasty. Przypuszczam, że po spożyciu kakao zgony są niemożliwe.

I to by było na tyle. Aha,  nasz umiłowany przywódca [S.Michalkiewicz], powołał pełnomocnika do spraw fluoryzacji dzieci.

PS.

W ostatnim okresie Elsevier „zatuszował” w zmowie z CDC fakt wzrostu o 4250% poronień  u kobiet szczepionych szczepionką przeciwko grypie H1N1.

Nie podawał także, że szczepionka przeciwko grypie zawiera rtęć.

Elsevier kontroluje ponad 2450 czasopism na świecie. Ponad 1000 naukowych z zakresu medycyny.

W lutym 2012 roku wydawca ogłosił, że wycofuje swoje poparcie dla  aktu prawnego, obligującego do publikacji darmowej wszelkich prac finansowanych ze źródeł publicznych. Innymi słowy trwa walka o monopolizację wiedzy. Jest to niezbędne w systemie patentowym, narzuconym społeczeństwu.

Taki system ubezwłasnowolnia każdego naukowca i uniemożliwia konkurencję. Bogaty koncern wykupuje istotne wynalazki i zamraża je tak długo, jak produkcja starego jest opłacalna. Uniemożliwia to jakikolwiek rozwój społeczeństw i uzależnia od starszych i mądrzejszych. Służy temu także system grantów, reklamowany szeroko przez rozmaitej maści urzędników i system publikacji FI. Tak więc jeszcze długo będą ludzie truci fluorem, ponieważ produkcja aluminium i materiału do elektrowni atomowych będzie trwałą. Liczy się tylko MONOPOL.

PS.2

Bardzo ciekawym jest fakt, pominięcia całkowitym milczeniem preparowania prac, rzekomo naukowych, o braku związku pomiędzy szczepieniami a autyzmem.  A tymczasem amerykańska prokuratura oficjalnie postawiła zarzut niejakiemu dr Thorsenowi, tzw. naukowcowi do wynajęcia, który na zamówienie skorumpowanych urzędników CDC produkował lawinowo tzw. raporty o braku związku szczepień z autyzmem.  Dr Thorsen jest twórcą szeroko nagłaśnianego  w Polsce raportu duńskiego o rzekomym braku takiego związku. Facet zainkasował za ten „raport” ponad milion dolarów. Czyli umiał się sprzedać, a polscy lekarze sprzedają się za wycieczkę statkiem do Holandii na zjazd kardiologów.

http://naszeblogi.pl/30431-dr-jerzy-jaskowski-fluor-cichy-zabojca

http://gazetawarszawska.com/2012/07/01/dr-jerzy-jaskowski-wspolczesna-medycyna/

http://odkryj.wolnemedia.net/story.php?title=wspolczesna-medycyna-dr-jerzy-jaskowski-cz-ii-fluor

http://forum.gazeta.pl/forum/w,99957,145392071,,Dr_Jerzy_Jaskowski_Fluor_cichy_zabojca.html?v=2

http://forum.gazeta.pl/forum/w,44,137967879,137967879,Woda_Fluor_cichy_zabojca.html

http://www.polishclub.org/2012/12/01/dr-jerzy-jaskowski-cukrzyca-a-sprawa-polska-cz-iii/

http://www.vismaya-maitreya.pl/teorie_spiskowe_dr_jerzy_jaskowski_-_skazenie_fluorem_i_co2_lektor_pl_video.html

http://www.polishclub.org/2013/04/27/dr-jerzy-jaskowski-czarnobyl-fukushima-windscaletree-mile-island-i-co-dalej-cz-1/

http://okropny.wordpress.com/2012/06/30/fluor-cichy-zabojca/

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Kontakt: jjaskow@wp.pl

Rozpowszechnianie wszelkimi sposobami jak najbardziej wskazane.

Świat za 100 lat: szokujące oblicze upadku cywilizacji..

Szokujący świat jutra. Co przyniesie przyszłość?

Wyobraźmy sobie taki oto futurystyczny scenariusz:

Jest rok 2120, na Ziemi żyje 900 miliardów ludzi, wszyscy są skumulowani w mega-miastach architektonicznie sięgających nieba.
Wobec braków żywności powszechna stała się konsumpcja alg, krewetek, robactwa, a następnie – kanibalizm. Opracowano technologię pozyskiwania protein z ciał zmarłych ludzi, która oficjalnie miała dawać proteiny nie powodujące zgąbczenia mózgu. Ale tylko oficjalnie. Bo istnieje grupa ludzi, która się radykalnie sprzeciwia kanibalizmowi, i głosi, że coraz więcej ludzi trafia do specjalnych lazaretów-umieralni z uszkodzeniem mózgu spowodowanym prionami. Na to władze świata odpowiadają, iż takie przypadki są wynikiem błędu w technologii pozyskiwania protein, zdarzają się, owszem – raz na 50 milionów przypadków. Ale naukowcy robią wszystko co w ich mocy, by udoskonalić technologię pozyskiwania protein i by wyeliminować takie pomyłki. Na argument, iż władze na potęgę budują potężne szpitale-lazarety gdzie trafia coraz większa ilość ludzi, oficjalna odpowiedź jest zawsze taka sama: „poprawiają się warunki w takich ośrodkach i obecnie na jeden oddział, zamiast 200, przypada już 4 pacjentów, stąd większa ilość oddziałów i ośrodków”

Ludzi którzy publikują badania, z których wynika, iż nawet oczyszczone ludzkie proteiny atakują mózg, i że jest to związane z „pamięcią tkankową” i nie poznanymi jeszcze energiami duchowymi, władze nazywają oszołomami szerzącymi spiskowe teorie dziejów. Zaś naukowcy, którzy przeprowadzają i publikują takie badania, są ośmieszani, pozbawiani pracy, często znikają w tajemniczych okolicznościach bądź umierają na dziwną, nieopisaną przez naukę chorobę..

Władze przedstawiają więc badania odwrotne: iż im częstsze spożywanie ludzkich protein, tym mózg jest bardziej odporny na zgąbczenie, które, według wersji oficjalnej, „i tak występuje raz na 50 milionów ludzi lub rzadziej, więc jest mało istotne statystycznie”. A osobom, które mają początkowe, kontrowersyjne diagnostycznie objawy zgąbczenia mózgu, zaleca się spożywanie jeszcze większej ilości ludzkich protein, by ludzki mózg się „uodpornił”.

Przeciwników spożywania ludzkich protein psychiatrzy określają jako niedostosowanych społecznie, z zaburzoną sferą emocji, nie akceptujących autorytetów i norm społecznych. Bywają przypadki, że takie osoby są przymusowo zamykane w psychiatrykach, gdzie dostają około 5 razy większe dawki specjalnie skoncentrowanych ludzkich protein. Gdy wychodzą w stanie niemal całkowitego zahamowania i zobojętnienia, ich otoczenia z ulgą przyjmuje ich powrót do żywych..

Oprócz tego, wyszydzani przez władze zwolennicy „spiskowej teorii dziejów” starają się tłumaczyć, że nawet jednorazowe spożycie ludzkich protein znacznie hamuje możliwości ludzkiego umysłu nawet na 3, 4 dni. Tak samo jest z uwielbianym na całym świecie napojem „hydrogen cola” – zawierającym zsyntetyzowaną w 2078 roku pochodną kokainy o zmniejszonej szkodliwości. Zaś jako konserwanty napój ten zawiera cyjanek potasy, formaldehyd, ołów, i różne nie ujawnione cząstki organiczne mające na bieżąco i automatycznie „oczyszczać” ów kulinarny specjał.

Zwolennicy teorii spiskowych przekonują, że choć ta pochodna kokainy ma niską szkodliwość, to i tak po około 20 latach codziennego spożywania powoduje choroby serca a potem – przedwczesny zgon. Tłumaczą oni, że pomimo tego, że coś można kupić w każdym sklepie, to wcale nie oznacza to, że to jest zdrowe i to trzeba jeść.

Odpowiedzi na tak przedstawione racje, są zawsze takie same:
-no co Ty, to co zamierzasz pić, jak nie hydrogen colę? Przecież czysta, destylowana woda to jest podawana w szpitalach, by zregenerować osoby wycieńczone!
-to nie udowodnione naukowo, proszę o rzetelne badania i źródło tych badań mające wykazywać, że składniki hydrogen coli są szkodliwe.
-ludzie od lat piją hydrogen colę, a wcześniej przez dekady czy nawet stulecia brali kokainę, amfetaminę, kofeinę i tym podobne, i jakoś żyją!
-coś pić trzeba, tak jak trzeba na coś umrzeć, wyluzuj!

W supermarketach, galeriach handlowych, na półkach są tysiące ton różnych produktów z ludzkich protein, jak i tysiące ton hydrogen coli o różnych dodatkach, różnych producentów, różnych smaków. Ludzie, którzy poznali wiedzę tajemną na temat kanibalizmu i tej nowej pochodnej kokainy, przechadzając się uliczkami marketów, czują się jak w jakimś wielkim koszmarze, horrorze. Dla nich prawie wszystkie półki są wypełnione ludzkimi trupami i zabójczą toksyną, nazywaną dla nie poznanki „hydrogen cola”. A dla zwykłych, zabieganych ludzi, są to po prostu zwyczajne produkty żywnościowe. Nie widzą oni nic makabrycznego w parówkach dla dzieci zawierających 20% ludzkich protein, 50% kukurydzy GMO i około 20% modyfikowanych i naświetlonych promieniami rentgena alg morskich. A po hydrogen colę sięgają codziennie od wieku przedszkolnego, nic im nie jest, więc o co to halo?

Przeciwnicy tych, którzy krytykują spożywanie hydrogen coli, ludzkich protein i wielu innych rzeczy, są przekonani o tym, że za proponowanymi przez nich normami społecznymi, przemawia jakiś ważny porządek, ważny interes społeczny. Uważają oni, że obecne w ich czasach normy społeczne – a więc kanibalizm i spożywanie trujących napojów / substancji przez 99,9% ludzkości – są ponadczasowe, bardzo ważne, i przede wszystkim: lepsze od norm, które były kiedyś.

Nie wiedzą oni, że normy społeczne zmieniają się co chwila, często sobie zaprzeczają i wzajemnie się wykluczają. Paranoja jest podstawowym czynnikiem scalającym normy i systemy społeczne. Społeczna paranoja jest niezbędna w świecie, gdzie nic nie jest pewne i stałe, gdzie nie wiemy nie tylko co jest poza granicami Układu Słonecznego. Ale nie jesteśmy też pewni tego, co jest w głębinach oceanów, w wysokich partiach atmosfery, w głębi ludzkiej psychiki, duszy..

Jarek Kefir

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Czy identyfikujesz się z tym, co piszę?

Uruchomiłem możliwość wsparcia finansowego mojej inicjatywy – głównie chodzi o planowany przeze mnie zakup nowych usług w wordpress. W poniższym linku opisałem jak to zrobić:

http://jarek-kefir.com/wsparcie/