Reklamy

Kategoria: Polityka i społeczeństwo

Wielka emigracja Polaków: GUS ukrywa niekorzystny dla PO raport

Liczba emigrantów ciągle rośnie. A GUS opóźnia publikację danych niewygodnych dla Platformy – informuje „Rzeczpospolita”. Na koniec 2012 roku poza Polską było 2,13 mln Polaków. To – jak informuje gazeta – o 70 tys. więcej niż w 2011 r. i 130 tys. więcej niż w 2010 r.

Emigrantów przybywa trzeci rok z rzędu. Polacy zatem – mimo że mieli wracać, a zachód Europy rozwija się wolniej – wciąż uciekają z kraju. Zbliżamy się do rekordowej liczby emigrantów zanotowanej w 2007 r. Wtedy było ich 2,27 mln.
Z informacji „RzP” wynika, że pośród nich jest aż 1,6 mln tak zwanych rezydentów, którzy przebywają za granicą ponad rok.

Z 2 mln Polaków, którzy przebywają za granicą, ponad 1,4 mln ma 39 lat lub mniej, w tym jest 226 tys. dzieci do 15. roku życia.

Najliczniejszą grupę emigrantów stanowią ludzie młodzi.

GUS wyliczył, że najliczniejszą grupą emigrantów są osoby w wieku 25–34 lata. Jest ich 726 tys. Urodzili się w latach, gdy na świat przyszło 6,85 mln dzieci. Wyjechało zatem 10,6 proc. wszystkich urodzonych wtedy osób.

Nowych, aktualnych danych GUS nie publikuje, choć w poprzednich latach ujawniał je nie później niż we wrześniu. Powód opóźnienia, zdaniem gazety, jest tylko jeden.

Z naszych informacji wynika, że GUS dysponował od pewnego czasu liczbą emigrantów, jednak jej nie publikuje ze względu na sytuację polityczną. Chodzi o to, by nie zaszkodzić rządzącej Platformie Obywatelskiej przed mającym się odbyć 13 października referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Rzecznik GUS-u zapewni Artur Satora, że 18 października te dane zostaną opublikowane a opóźnienie jest wynikiem trwania jeszcze prac nad spisem powszechnym.

Źródło: Rzeczpospolita / Opr. Jas

Reklamy
Reklamy

Olej ze sklepu powinien być stosowany do silników, nie do jedzenia! To trucizna!

Produkcja przemysłowa ogólnodostępnego oleju roślinnego jest niezwykle skomplikowana. Do tego procesu niezbędne są przeróżne środki chemiczne, maszyny umożliwiające traktowanie surowca roślinnego wysokimi temperaturami i ciśnieniem. Przy produkcji na ogromną skalę, w mniejszym stopniu odgrywa rola czystości użytych nasion.

Pierwszy etap – wydobycie oleju z nasion

Pierwszym etapem produkcji jest wstępne tłoczenie oleju na gorąco. Nasiona ogrzewane są do 80°C dla zwiększenia wydajności. Następnie wytłoki rozdrabnia się i poddaje procesowi ekstrakcji (wypłukiwaniu) przy użyciu benzyny ekstrakcyjnej lub heksanu. Po tym etapie rozpuszczalnik zostaje oddestylowany, a pozostałe resztki usuwa się poprzez przepuszczenie przez olej pary wodnej o bardzo wysokiej temperaturze. Fakt ten wpływa znacząco na pogorszenie jakości produktu końcowego.

Tak otrzymany olej zawiera w sobie szereg substancji obcych i nie nadaje się do spożycia.  W tym celu stosuje się rafinację.

Drugi etap -oczyszczanie oleju (RAFINACJA)

Rafinacja oleju to szereg procesów:

  • Odszlamowanie– usuwanie „śluzów” za pomocą pary wodnej. W składzie śluzu znajdują się fosfolipidy (np. lecytyna), która jest jednym z najbardziej cennych składników dla zdrowia ludzi. Na tym etapie ginie bezpowrotnie.
  • Odkwaszanie– przemywanie oleju roztworami ługu sodowego. Powoduje to usunięciu wolnych kwasów tłuszczowych.
  • Bielenie– następuje w temperaturze 90°C przy udziale ziemi okrzemkowej. Proces ma na celu poprawę koloru produktu poprzez usunięcie barwniku zielonego (chlorofilu) i szarego, który powstał z niego podczas ekstrakcji. Na tym etapie zachodzą niepożądane zmiany NNKT: utlenianie i izomeryzacja. W wyniku tego powstają niebezpieczne dla zdrowia tłuszcze trans.
  • Odwadnianieprzeprowadzane jest w temperaturze 240°C w warunkach obniżonego ciśnienia. Na tym etapie olej traci naturalne substancje lotne, nadające mu charakterystyczny smak i zapach.

Tak właśnie wygląda proces produkcji oleju „spożywczego”, dostępnego na sklepowych półkach. Czy tak brutalnie potraktowany chemikaliami i wysokimi temperaturami produkt spożywczy może być dla nas pożyteczny? Bardziej właściwe było by pytanie, czy aby na pewno nam nie zaszkodzi? Większość pozytywnych opinii o oleju rafinowanym wychodzi od producentów więc są stronnicze i należało podchodzić do nich z dystansem. Mam nadzieję, że każdy wysnuje własne przemyślenia na temat rafinowanego „jadalnego” oleju spożywczego.

Źródło: http://www.olwit.pl/inne/proces-rafinacji-oleju

Podziemna.TV: o referendum w Warszawie!

Prawdziwe wyniki referendum w Warszawie!

A teraz inne ciekawe FAKTY odnośnie sfałszowanego (?) referendum w Warszawie:

  1. Na stronie PKW a’propos referendum w sprawie odwołania HGW są takie informacje:
    Liczba osób, które wzięły udział w wyborach – 649.049
    Liczba kart ważnych wymagana, aby referendum było ważne – 389.430
  2. Cyt. „Pracuję w jednym z urzędów dzielnicy w Warszawie. Jestem referentką w dziale obsługi mieszkańców. Piszę i proszę o interwencję, bo czuję, że to referendum może być sfałszowane.
    W środę przed końcem pracy usłyszałam od mojej przełożonej, że środa była ostatnim dniem, kiedy warszawiacy mogli dopisywać się do listy uprawnionych do głosowania. Podobno dopisało się więcej osób niż przewidywano. Instrukcja „z góry”, która przyszła do urzędu, a którą nam pracownikom przekazała kierowniczka – nie iść w niedzielę na referendum, nie głosować, zostać w domu i O ZGROZO! zachęcać do tego rodzinę i znajomych!”

  3. O godzinie 09:25 rano (niedziela) padły serwery PKW

Więcej o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz:

http://jarek-kefir.com/2013/10/14/cuda-nad-urna-rano-padly-serwery-panstwowej-komisji-wyborczej-protokoly-byly-wprowadzane-recznie/

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Wyłącz TV, odstaw gazety, włącz myślenie!
Wesprzyj niezależne inicjatywy Jarka Kefira!
Przekazuj ten wpis dalej, kopiuj, umieszczaj na profilach społecznościowych.
Możesz też wspomóc finansowo moje świadome inicjatywy i projekty – tutaj link jak to zrobić:
http://jarek-kefir.com/wsparcie/
Tylko działając samemu i wspierając niezależne media mamy cień szansy na zmianę!

ADHD to fikcyjna choroba, stworzono ją dla pieniędzy!

ADHD to fikcyjna choroba, stworzono ją dla pieniędzy!

Attention Deficit Hyperactivity Disorder, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji, w skrócie ADHA, jako jednostka chorobowa, nie istnieje i nigdy nie istniał. Przyznał się do tego – kilka miesięcy przed śmiercią – Leon Eisenberg, który jako pierwszy opisał i sklasyfikował ten zespół. W swoi ostatnim wywiadzie dla Der Spiegel (2 luty 2012), Eisenberg […]

Attention Deficit Hyperactivity Disorder, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji, w skrócie ADHA, jako jednostka chorobowa, nie istnieje i nigdy nie istniał. Przyznał się do tego – kilka miesięcy przed śmiercią – Leon Eisenberg, który jako pierwszy opisał i sklasyfikował ten zespół. W swoi ostatnim wywiadzie dla Der Spiegel (2 luty 2012), Eisenberg powiedział. że „ADHA to fikcyjna choroba”.

Nadpobudliwe dziecko, które w nadmiarze energii „skacze po ścianach” doprowadzając tym samym swoich opiekunów do kresu wytrzymałości, szybko otrzymuje etykietkę „ADHD”. Za przyczynę ADHD podaje się uwarunkowania genetyczne. To proste – jeśli trudno ustalić wyraźną przyczynę, najłatwiej zrzucić na geny. Osoby z ADHD według powszechnej wersji mają specyficzne wzorce pracy mózgu. Jednak czy aby na pewno?

Po co „tworzyć” chorobę?

Na chorobie można całkiem nieźle zarobić. Najpopularniejszym sposobem „leczenia” ADHD jest farmakoterapia. Jednym z najczęściej stosowanych specyfików jest Ritalin. Tylko w samych Niemczech sprzedaż leków na ADHD wzrosła z 34 kg w 1993 roku, do 1760 kg w 2011 roku. To 51 krotny wzrost sprzedaży! W Stanach Zjednoczonych co dziesiąty  chłopiec wśród dziesięciolatków codziennie zażywa leki na ADHD. I jest to tendencja rosnąca.

Szwajcarska Narodowa Komisja Doradcza do spraw Bioetyki (NEK) skrytykowała użycie Ritalinu. W opinii NEK z 22 listopada 2011 roku czytamy, że środki farmakologiczne zmieniają zachowanie bez żadnego wkładu ze strony dziecka. Doprowadziło to do ingerencji  w wolność i prawa człowieka, ponieważ środki farmakologiczne wywołują zmiany w zachowaniu, ale nie uczą dzieci jak samodzielnie osiągnąć te zmiany. W ten sposób dzieci są pozbawiane umiejętności uczenia się na doświadczeniu, ich wolność jest ograniczona, a rozwój zablokowany. Zadaniem psychologów, nauczycieli i lekarzy jest bycie mądrym przewodnikiem dla dziecka w jego naturalnym rozwoju.

Leon Eisenberg

Amerykański psychiatra „stworzył” ADHD w 1968 roku. Jego naukowe badania nad ADHD miały niewątpliwie jeden sukces – przyczyniły się do wzrostu sprzedaży leków. Eisenberg zajmował znaczące stanowiska: w latach 2006-2009 zasiadał w Komisji do klasyfikacji chorób DSM V i ICD X Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, otrzymał nagrodę Ruane Prize za badania psychiatryczne dzieci i nastolatków. A przede wszystkim – był liderem w dziecięcej psychiatrii przez ponad 40 lat.

Może to brzmieć nieprawdopodobnie, ale „stworzyć” chorobę nie jest trudno – wystarczy sięgnąć do źródła, czyli do zespołu decydującego o klasyfikacji chorób (DSM – klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego lub ICD –Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych). Na takiej klasyfikacji opiera się później reszta świata. Amerykańska psycholog Lisa Cosgrove odkryła finansowe powiązania między przemysłem farmaceutycznym a zespołem członkowskim, który miał decydować o klasyfikacji chorób DSM-IV. Według Lisy i jej współpracowników, 56% zasiadających w zespole członkowskim DSM miała owe powiązania, jeszcze gorzej wyglądała sytuacja w przypadku zespołu do „Zaburzeń Nastroju” i „Schizofrenii i Innych Zaburzeń Psychicznych” – tu 100% członków czerpało korzyści finansowe ze współpracy z przemysłem farmaceutycznym. Powiązania są szczególnie wyraźne, gdy pierwszą „linią leczenia” są leki. W kolejnej edycji (DSM-V) sytuacja jest podobna.

Na podstawie „Odkrywca ADHA wyznaje, że to fikcyjna choroba” (samozdrawianie.pl).

Źródło oryginału: Inventor of ADHD: ADHD is a fictitious disease

Źródło polskie: http://3obieg.pl/wymyslil-adhd-dla-pieniedzy

Więcej informacji: http://jarek-kefir.com/2013/06/16/odkrywca-adhd-przyznaje-ze-to-fikcyjna-choroba-w-rezultacie-tego-odkrycia-miliony-dzieci-zazywaja-niebezpieczne-psychotropy/

Coraz łatwiej zostać uznanym za niespełna rozumu. Wystarczy nie szczepić się na grypę.. „Ja swoich dzieci nie szczepię, to nie ma sensu. Ale nie autoryzuję panu tej wypowiedzi, bo stracę pracę”

Szczepienia na grypę nie mają sensu, a skutki uboczne szokują!

szczepienia grypa

Nie wierzymy w szczepienia… i umieramy po grypie

— tak urzekająco zatytułowany jest artykuł w „Gazecie Wyborczej”.

Nie da się ukryć, sezon grypowy zainaugurowano w tym roku ostro.

Zazwyczaj zaczynało się łagodniej. Przynajmniej nie straszono nas śmiercią już na wstępie.

Rytuał był niezmienny — w studiach telewizyjnych pojawiali się  medialni eksperci. W trosce o nasze dobro przestrzegali przed zbliżającą się falą grypy i tradycyjnie zapewniali, że w tym razem to już na pewno czeka nas wyjątkowo groźna epidemia.

Szczepionka przeciwko grypie to fantastyczny produkt. Oczywiście z punktu widzenia marketingu. Przeznaczona jest dla wszystkich, w dodatku należałoby ją powtarzać co roku.

Specjaliści od marketingu przekonują nas też, że jeśli wątpimy w oficjalną wersję korzyści płynących z tej  szczepionki, to jesteśmy cywilizacyjnie zapóźnieni. Ciemnogród, po prostu.

A jednak trudno do Ciemnogrodu zaliczyć Cochrane Collaboration. To ciesząca się ogromnym prestiżem międzynarodowa organizacja non profit, kierowana przez naukowców najwyższej klasy. W sprawie szczepionek na grypę i ich skuteczności nie szczędzi sarkastycznych uwag — z żadnych badań klinicznych nie wynika na przykład związek między szczepieniami a mniejszą liczbą powikłań pogrypowych, wymagających hospitalizacji.

Ja swoich dzieci nie szczepię przeciwko grypie. Dlaczego? Bo to nie ma najmniejszego sensu. Ale wie pani doskonale, że tej wypowiedzi nie autoryzuję

— wyznał mi kiedyś pewien autorytet od szczepionek .

Pan doktor w sezonie grypowym praktycznie nie opuszcza kanap telewizji śniadaniowych, zachęcając widzów do szczepień. Swoich dzieci nie szczepi, bo choć oficjalnie mówi coś innego , to prywatnie wierzy właśnie wnioskom naukowców z Cochrane Collaboration. A oni stwierdzili, że skuteczność szczepienia małych dzieci jest równa skuteczności placebo.

Pewne tematy związane ze szczepionką na grypę są tabu.

Ból głowy, pocenie się, ból mięśni, ból stawów. Gorączka, złe samopoczucie, dreszcze, zmęczenie. To częste objawy. Rzadko należy się liczyć z zaburzeniami czynności nerek, drgawkami połączonymi z gorączką, sztywnością karku i zaburzeniami neurologicznymi.

Jeśli ktoś myśli, że to opis wyjątkowo paskudnej grypy, to się myli. To skutki uboczne, które -zgodnie z załączoną ulotką — mogą wystąpić po przyjęciu popularnej szczepionki.

Czy słyszeli Państwo o skutkach ubocznych od jakiegoś medialnego apostoła szczepień ?

Nie ma o nich ani słowa również w artykule w „GW”. Nie ma tam też wzmianki, że szczepionka ma działać na grypę wywołaną wirusami influenzy typu A i B, a miażdżąca większość zachorowań w tzw. sezonie grypowym to infekcje grypopodobne.

Artykuł w „GW” wygląda jak przepisany z materiałów podrzuconych przez usłużnego piarowca z koncernu farmaceutycznego.

Kończy się lakonicznym zdaniem, „Szczepionka kosztuje 20 — 40 złotych”.  Któż byłby takim sknerą, by wybierać  umieranie po grypie…

Źródło: http://wpolityce.pl/

Oficjalny raport rządu USA: marihuana leczy raka

Oficjalny raport rządu USA potwierdza i informuje, że marihuana zapobiega lub leczy niektóre nowotwory.

W ostatnim raporcie National Cancer Institute (NCI), części federalnego instytutu zdrowia, stwierdzono, że marihuana „hamuje występowanie zarówno receptora estrogen-dodatniego, jak również receptora estrogen-ujemnego w komórkach raka piersi„.

Ten sam raport pokazuje, że marihuana spowalnia lub zatrzymuje wzrost niektórych komórek raka płuc i sugeruje, że może zapewniać „zmniejszenie ryzyka wystąpienia oraz leczenie raka jelita grubego”.

Odnosząc się do raportu NCI, działacz ruchu praw pacjentów, Matthew Pappas powiedział, że „bezustanny atak rządu federalnego na ludzi, jakim lekarze zapisali kurację z medycznej marihuany, jest obłudną praktyką, biorąc pod uwagę korzyści, o jakich donosi National Cancer Institute„.

Pacjenci twierdzą, że rząd federalny i poszczególne gminy starają się uniemożliwić im uzyskanie marihuany do celów medycznych, co jest bezpośrednim naruszeniem praw stanowych.

„Miasta, które tworzą zakaz, odbierają pacjentom możliwość uzyskania leku, o jakim instytucja rządu federalnego mówi, że leczy raka i robią to z pomocą administracji Obamy„. Ostatnio Los Angeles uchyliło własny zakaz po tym, jak Bill Rosendahl, członek rady miejskiej, u którego zdiagnozowano raka i przepisano mu marihuanę medyczną, powiedział do kolegów radnych: „Chcecie mnie zabić? Wrzucić mnie pod autobus?”

Raport NCI przebadał również, czy pacjenci, którzy palą marihuanę, a nie przyjmują ją doustnie, są narażeni na większe ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów płuc i układu pokarmowego. Według rządu, 19 badań „nie dostarczyło istotnych zależności statystycznych pomiędzy wdychaniem marihuany a rakiem płuc”. Raport w oddzielnej części opisał przypadek oddzielnych badań wśród 611 pacjentów z rakiem płuc, które wykazały, że marihuana nie była związana „ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka płuc i innych nowotworów górnych dróg oddechowych i nie stwierdzono pozytywnego związku z żadnym rodzajem raka„. W dziedzinie raka prostaty, raport NCI nie był jednoznaczny i sugeruje konieczność prowadzenia dalszych badań. W sprawozdaniu, National Cancer Institute określiło również wyniki „badania nad zastrzykami bezpośrednio do guzów nowotworowych związku delta-9-THC u pacjentów z nawracającym glejakiem„, które wykazało zmniejszenie się guza wśród uczestników tego eksperymentu.

Pomimo tego, że rząd federalny usankcjonował i zatwierdził raport NCI, Kongres i administracja Obamy nadal próbują powstrzymać badania nad marihuaną. W ogłoszonym publicznie oświadczeniu zanegowania stanowych praw do medycznego użytku marihuany, the Office of National Drug Control Policy (coś w stylu biura nadzoru nad lekami) opisało medyczną marihuanę jako „mit” wzbudzający „kłopotliwe nieporozumienia”.

Pappas powiedział, że zarówno Drug Enforcement Administration, jak też Biuro Polityki Kontroli nad lekami nadal twierdzą, iż marihuana nie ma żadnej wartości leczniczej, pomimo badań wykazujących związek między używaniem marihuany a zmniejszaniem ryzyka wystąpienia pewnych rodzajów raka oraz pomimo faktów, że hamuje ona wzrost komórek nowotworowych. Stanowisko rządu przyczynia się i zachęca do uprzedzeń i błędnego przekonania wśród opinii publicznej w zakresie uzasadnionego użycia medycznej marihuany do kuracji ciężko chorych pacjentów.

Oprócz właściwości przeciwnowotworowych, oddzielne badania informują, że marihuana zdaje się mieć „głęboki wpływ na właściwości ochronne systemu nerwowego mózgu oraz wywiera efekt wzmacniający, co potencjalnie może pomóc w leczeniu wielu chorób neuro-degeneracyjnych”. W swoim raporcie, National Cancer Institute stwierdziło, że cannabis skutecznie leczy bezsenność i powołując się na badanie z użyciem kontrolowanego placebo u chorych na nowotwory, wykazano lepszą jakość snu i wypoczynku w przypadku pacjentów leczonych THC.

Odpowiadając na oświadczenie Białego Domu, że tylko niewielki odsetek pacjentów, którym zapisano medyczną marihuanę na podstawie praw stanowych, używa jej do leczenia raka, Pappas mówi, że „marihuana nie służy tylko do leczenia raka lub AIDS, może też leczyć, na przykład, bezsenność”. Chociaż generalnie nie zagraża to życiu, jednak bezsenność jako problem zdrowotny obecnie regularnie leczony jest lekami psychotropowymi na receptę: zolpidem czy eszopiclone.

Według witryn internetowych ich producentów, okazało się, że zolpidem i eszopiclone powodowały poważne skutki uboczne, jak agresywność, omamy, dezorientację lub myśli samobójcze. Tymczasem badania nad bezsennością, opisane przez National Cancer Institute, dowodzą że marihuana medyczna skutecznie leczy bezsenność przy znacznie niższych kosztach i przy mniejszej liczbie działań niepożądanych. Marihuana była również przepisywana jako kuracja na jaskrę, stwardnienie rozsiane, przewlekłe bóle i różne inne fizyczne i psychiczne dolegliwości.

Odnosząc się do oświadczenia Białego Domu, że medyczna marihuana powinna pozostać środkiem nielegalnym, a jej posiadanie karane na mocy prawa federalnego, Pappas powiedział, że „każdy lek zapisywany przez lekarza musi być wpierw oceniony pod kątem korzyści kontra ewentualne skutki uboczne. W liczącej ponad 3000 lat historii użytku leczniczego, nigdy nie było potwierdzonego przypadku śmierci spowodowanego przedawkowaniem marihuany. Hipokryzja dopuszczenia do sytuacji, gdy leki na receptę, znane z tego, że mają na pewno poważne negatywne skutki uboczne, są dopuszczone jako legalne i to jest w porządku, podczas gdy marihuana może być używana tylko na raka i AIDS, mimo że nie stwierdzono takich skutków ubocznych podczas leczenia, jest czymś nawet bardziej niż bezsensownym. To pokazuje, jak decyzja rządu federalnego uzurpowania sobie władzy, szkodzi ludziom.

Źródło: http://www.sciencegymnasium.com/2013/09/us-government-confirms-and-reports-that.html

Rząd USA testował broń masowej zagłady na obywatelach!

1. Rząd USA i testowanie broni biologicznej

W maju 1955 roku w stanie Georgia przeprowadzono operację o nazwie Big Buzz [wielkie brzęczenie], mającą na celu zbadanie możliwości wykorzystania komarów roznoszących żółtą febrę. Żeby przekonać się, czy można użyć je jako broń biologiczną, zrzucono z samolotu ponad 300 tysięcy owadów. Jak się okazało, komary były bardzo aktywne w poszukiwaniu ludzkiej krwi.

W 1956 roku w ramach operacji Drop Kick, ponownie w stanie Georgia, uwolniono setki tysięcy komarów i to w pobliżu osiedli mieszkaniowych. Na szczęście eksperyment miał na celu jedynie zbadanie możliwości poruszania się komarów, a nie wykorzystania właściwości ich jadu i dlatego owady nie były zainfekowane żadną chorobą.

Czy jest jednak etyczne wypuszczanie takiej ilości komarów w pobliżu miejsc, gdzie mieszkają ludzie? Jak widać, władze mogą eksperymentow

2. Rząd truje obywateli

Choć ta teoria spiskowa brzmi dość nieprawdopodobnie, okazała się prawdziwa. Władze Stanów Zjednoczonych z pełną świadomością truły swoich obywateli, czyniąc to na dodatek dla ich dobra. Okropny proceder miał miejsce w latach 1920-1933, czyli kiedy funkcjonowała prohibicja – całkowity zakaz sprzedaży i produkcji alkoholu.

Reakcja społeczeństwa była oczywista i bardzo szybko wytworzył się czarny rynek. Przemytnicy do wyprodukowania alkoholu zdatnego do picia używali często alkoholu przemysłowego, stosowanego w farbach czy rozpuszczalnikach, który następnie oczyszczali zatrudniani przez nich chemicy.

Rząd zareagował drastycznie – Departament Skarbu nakazał, by do alkoholu przemysłowego dodawać trucizny, alkohol metylowy, naftę czy benzynę. Z powodu zażycia trujących substancji zawartych w alkoholu zmarło w sumie 10 tysięcy osób. Najgorsze przypuszczenia, że państwo może w świetle prawa szkodzić swoim obywatelom, spełniły się.

3. Władze szpiegują obywateli

Choć wielu mówiło o tym zjawisku od dawna, to chyba nikt nie zdawał sobie sprawy, że kontrola rządu nad obywatelami może posunąć się aż do takich rozmiarów.

Gdy w maju 2013 roku Edward Snowden ujawnił, że w ramach rządowego programu PRISM służącego do walki z organizacjami terrorystycznymi, można inwigilować każdego obywatela, na całym świecie zawrzało. Okazało się bowiem, że w świetle prawa można mieć dostęp do skrzynki mailowej, danych dowodu osobistego, a nawet podsłuchiwać rozmowy telefoniczne.

Ten problem nas nie dotyczy? Dzięki Snowdenowi okazało się, że USA współpracuje także z Wielką Brytanią, Francją czy Niemcami i niewykluczone, że rządy tych państw również szpiegują własnych obywateli. A co z Polską? Nic nie jest pewne, zwłaszcza, że rewelacje o władzach, które w taki sposób kontrolują obywateli, również początkowo wszyscy traktowali jako kolejną teorię spiskową.

4. Władze wspierały hitlerowców

Operacja Paperclip, czyli „Spinacz” to ściśle tajne przedsięwzięcie, które miało miejsce w końcowych dniach II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu. Polegało ono na przerzuceniu do Stanów Zjednoczonych niemieckich naukowców, w większości członków NSDAP i SS, odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne.

Jedną z takich osób był między innymi Kurt Blome, z wykształcenia mikrobiolog, który w czasie wojny w ramach eksperymentów uśmiercał przy pomocy sarinu więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Po wojnie natomiast pracował dla Stanów Zjednoczonych nad bronią biologiczną i chemiczną.

Choć już od wielu lat wiadomo, że USA skorzystały z pomocy naukowców, dopiero kilkusetstronicowy raport Biura Dochodzeń Specjalnych wyjawił skalę operacji. Oprócz tego potwierdzone zostało, że wielu hitlerowców otrzymało pozwolenie osiedlenia się w USA, mimo że ich przeszłość była znana wład

4. Biochipy dla ludzi istnieją

Jedynie na filmach fantastycznych można było obejrzeć, że bohater ma pod skórą wszczepiony specjalny czip, za pomocą którego można bez problemu namierzyć jego położenie.

Przez lata ta teoria była trudna do wyobrażenia, choć niektórzy utrzymywali, że to jak najbardziej realne. I faktycznie, wkrótce stało się możliwe. Biochip można wszczepić w dłoń i jednym ruchem zapłacić za zakupy, ponieważ na chipie znajdują się informacje dotyczące tożsamości i numeru konta kupującego.

Pierwszy człowiekiem, który zdecydował się na wszczepienie biochipa jest Kevin Warwick. Mężczyzna zrobił to w 1998 roku. Nie da się ukryć, że chip mógłby być dużym ułatwieniem dla ludzkości i pomóc w monitorowaniu stanu zdrowia chorych osób. Ale biochip jest także w stanie umożliwić ustalenie położenia więźnia przebywającego na zwolnieniu warunkowym. Czy taka możliwość to nie zbyt duża ingerencja w życie obywatela?

5. Rząd kontroluje media

O tym, że media są czasami kontrolowane przez rządzące władze, nie trzeba nikogo przekonywać. Wiadomo, że czasach PRL-u wolność słowa nie istniała, zwłaszcza, że to, o czym mówiło się w telewizji czy prasie, było ściśle kontrolowane przez państwo.

Podobny proceder miał miejsce także w Stanach Zjednoczonych, gdzie również nie podawano niektórych informacji do publicznej wiadomości. W ramach operacji Mockingbird, CIA kontrolowała ponad 300 tytułów prasowych, między innymi „The New York Times”. Około 400 dziennikarzy zostało zobowiązanych do pisania prorządowych artykułów, a także do gromadzenia cennych informacji za granicą, zdobytych w ramach swojej pracy, która to umożliwiała. Czy wolne media to tylko puste słowa?

6. Władza wystawia ludzi na śmiercionośne promieniowanie

W 1949 roku w kompleksie nuklearnym Hanford w USA przeprowadzono operację Green Run. Polegała ona na celowym uwolnieniu do powietrza radioaktywnych produktów rozszczepienia. Promieniotwórczy izotop jodu oraz ksenonu skaził zaludnione obszary kraju. Nie zbadano, jak bardzo test ten wpłynął na zdrowie mieszkańców, wiadomo jednak, że izotopy były wykrywalne na ponad 200 tysiącach hektarów.

Przypadków, kiedy władze świadomie narażają obywateli na promieniowanie, jest znacznie więcej. W 1957 roku USA przeprowadziły na poligonie w Nevadzie 29 eksplozji nuklearnych. Skutek: nawet 212 tysięcy zachorowań na raka tarczycy, a w konsekwencji kilkadziesiąt tysięcy zgonów. Nie da się jednak ukryć, że o wysokim promieniowaniu nie tylko nie informowały Stany Zjednoczone. Pożar reaktora w brytyjskiej miejscowości Windscale w 1957 roku doprowadził do znacznego skażenia środowiska i narażenia ludności na zachorowanie na raka. Co ciekawe, media znacznie zaniżały wagę wypadku, a ludzi, którzy mówili, jak bardzo był on niebezpieczny, oskarżano o sianie paniki.

Dopiero po latach przyznano, że wypadek w Windscale był najgorszym przypadkiem skażenia środowiska przed awarią reaktora w Czarnobylu. Jeśli o nią chodzi, początkowo również nikt nie chciał informować obywateli o skutkach wypadku, co miało miejsce także w Polsce. Najgorsze przypuszczenia, że są rzeczy ważniejsze niż zdrowie obywateli, znów się spełniły.

7. Grom dźwiękowy z Oklahoma City

Eksperyment przeprowadzany przez rząd Stanów Zjednoczonych na nieświadomych niczego obywatelach. Eksperyment znany jako grom dźwiękowy z Oklahomy polegał na sprawdzeniu jak dużą ilość głośnego dźwięku mieszkańcy miasta będą mogli znieść nim pojawią się u nich problemy psychologiczne. Testy przeprowadzono w 1964 roku na mieszkańcach Oklahoma City.

To nie pierwszy raz, kiedy rząd wysyłał samoloty, żeby nękać mieszkańców. W przypadku Oklahoma City był to pierwszy raz kiedy przeprowadzono długotrwały test tego typu, chcąc zbadać wpływ na społeczeństwo i ekonomie całego miasta. Badanie rozpoczęto 2 lutego 1964 roku i trwało przez 6 miesięcy. W tym czasie nad miastem huk gromu dźwiękowego rozległ się 1253 razy.

Organizatorzy eksperymentu (NASA, FAA i USAF) stworzyli nawet specjalną, fałszywą linię telefoniczną, za pośrednictwem której można było składać zażalenia. W czasie jego trwania ucierpiało kilkadziesiąt szyb w najwyższych budynkach miasta. Kolejne protesty i nagłośnienie sprawy w mediach zmusiły do przerwania eksperymentu.

(Źródło nieznane)