Kategoria: Szok i zgorszenie

KOCHAJĄ ZWIERZĘTA ALE NIENAWIDZĄ LUDZI. DLACZEGO!?

Czemu ludzie czasami są bardziej skłonni pomóc zwierzętom, niż ludziom? Skąd bierze się fenomen zwierzolubów nienawidzących ludzkości? Artykuł ten powstał po dyskusji z czytelnikami, jaka wywiązała się na moim profilu na Facebooku.

Ten fenomen jest popularny wśród ludzi o lewicowych poglądach, wśród części ezoteryków i szczególnie wśród wegan. Którzy to weganie są szczególnie fanatyczni i aktywni w internecie. Uważają oni, że ludzie robią tylko złe rzeczy i zadają innym ból, a zwierzęta kochają i nienawidzą bezinteresownie i są bezbronne, więc to je trzeba przede wszystkim chronić.

Zaznałem różne cierpienia ze strony zwierząt. Jak i zaznałem też wielu okrucieństw ze strony ludzi. Dzięki temu pojąłem naturę świata. Zło bierze się nie z człowieka, ale właśnie z sił natury, ze świata zwierzęcego. Te prawa natury, nazywane przez gnostyków demiurgiem, a przez chrześcijan szatanem, to: silny przeżywa, najsilniejszy ma większość zasobów (u ludzi nazywa się to kapitalizmem), słaby jest gryziony i kopany, najsłabszy umiera, walka i rywalizacja o ograniczone zasoby, w której wszystkie chwyty, w tym te poniżej pasa, są dozwolone. Z faktu ograniczonych zasobów bierze się pokusa, by odbierać je innym przez przemoc i podstęp. To wszystko jest świat zwierzęcy, a nie ludzki. W człowieku wciąż dużo jest zwierzęcia i właśnie ten element krytykują ludzie ubóstwiający zwierzęta i nienawidzący ludzkości, niesłusznie uważając to za element ludzki. Jednak faktem jest to, że ewolucyjną powinnością rodzaju ludzkiego jest wznieść się ponad pierwotną, zwierzęcą naturę. Uważam, że aby ubóstwiać zwierzęta i nienawidzić przy tym ludzi, potrzebna jest bardzo specyficzna konstrukcja psychiki.

Ale wracając do poprzedniego wątku: zaznałem wielu okrutnych czynów ze strony ludzi wobec mnie. Jednak nie poszedłem w nienawiść do ludzkości. Moja nienawiść, pogarda, gniew i bunt (te uczucia też są niezbędne dla zdrowia psychicznego!) wyraża się wobec politycznych, biznesowych i korporacyjnych psychopatów, wspierających agendę demokratyczno-liberalną, która to agenda doprowadziła społeczeństwa jak i świat do opłakanego stanu. Patrzyłem kiedyś na szkolnej wycieczce na stado małp w ZOO. I właśnie wtedy miałem jedno z pierwszych olśnień na temat natury tego świata. Otóż zwierzęta (w tym przypadku małpy) miały dokładnie te same zachowania wobec słabszych, co ludzie. Ta sama przemoc, to samo zło.

Tylko że u zwierząt gnębienie słabszych osobników w stadzie jest naturalne, żadna inna małpa nie protestowała, gdy samiec alfa podgryzał i przeganiał słabszą małpę. U ludzi takie zachowania są przynajmniej jakoś tam napiętnowane i przynajmniej czasami karane. Nasz gatunek ma to, czego nie miały te małpy z ZOO i nie mają inne zwierzęta. A mianowicie umysł i empatię. Kierując się logiką (nie wolno robić innym krzywdy) i empatią możemy takim zachowaniom zapobiegać i sami ich nie czynić. Zwierzęta nie mogą, ponieważ są zdeterminowane przez pierwotne instynkty. W człowieku też jest dużo tych instynktów, i też wciąż za mało jest empatii. Za to, że jeden człowiek krzywdzi drugiego, odpowiedzialna jest więc część zwierzęca (nie-empatyczna i nieracjonalna).

Podam teraz przykłady barbarzyństwa w świecie natury. Wszelkie zwierzoluby nienawidzące ludzkości twierdzą, że zwierzę nie zabija dla zabawy, tylko po to, by przetrwać. Nie jest to prawdą. U wielu gatunków zwierząt bardzo powszechne są okrutne zachowania, tylko dla samej radości gnębienia innych zwierząt. Domowy kotek, nasz ulubieniec, może wiele minut męczyć myszkę, zanim ją zje. Mógłby zjeść ją od razu po schwytaniu, ale kot często woli ją pomęczyć, w okrutny sposób. Króliki i szczury często zjadają swoje dzieci. Zaś gdy samiec lwa zdobędzie samicę, to zagryza młode, które miała ona z poprzednim samcem. Pamiętam jak latem pojechałem z ukochaną nad jezioro. Szalało na nim ogromne stado mew. Mewy kotłowały się przy tafli jeziora, nurkowały w nim a potem znowu wzlatywały w powietrze. Czytaj dalej „KOCHAJĄ ZWIERZĘTA ALE NIENAWIDZĄ LUDZI. DLACZEGO!?”

CZYM JEST ŻYCIE W SPOŁECZEŃSTWIE? DUCHOWA PRZYPOWIEŚĆ

W moim miejscu pracy na maszynowni stoi taki biało-pomarańczowy kołek. Zazwyczaj pełni on rolę ogranicznika, zakazując wjazdu np wózkom widłowym. Ale on stoi tam niepotrzebnie. Ciągle tarasuje przejście, zawadza, trzeba go stale przestawiać gdy np chce się coś zrobić lub położyć. On jest akurat tam serio niepotrzebny, bardziej przydałby się przy wejściu do ładowni.

Zapytałem w końcu takiego ziomka: O chuj chodzi z tym kołkiem? On po prostu machnął ręką i powiedział: A niech stoi, daj go tam na tył. Wtedy naszły mnie niesamowite przemyślenia na temat życia i systemu. Tak, właśnie wtedy, bo impuls myśli i weny, spadający jak grom z jasnego nieba, może przyjść u mnie nawet podczas ciężkiej pracy fizycznej. Podejrzewam nawet, że gdybym był biurowym gryzipiórkiem i połowę czasu pracy grał w gierki, jak to oni mają w zwyczaju, to po prostu nic był nie wymyślił. A tak proszę, mam już materiał na niesamowity artykuł. 😉

Otóż to, co nazywasz dorosłym życiem w społeczeństwie, jest często właśnie jak ten kołek. Tak, jak ten pierdolony kołek z którym o chuj chodzi. Nie wiesz po co to jest, od kiedy, na co to. Wiesz ze jest to niepraktyczne, niepotrzebne czy choćby zwyczajnie nieprawdziwe. Czyli nie odpowiadające realiom i faktom. No ale to coś istnieje. Musisz z tym czymś wejść w interakcję, przemilczeć to, przysłowiowo zamknąć gębę lub zwyczajnie ominąć, by Cię to nie dotknęło.

Ludzie mogą Ci mówić, że ten kołek po prostu stoi i ma stać. Tak było od zawsze i nie trzeba się nad tym zastanawiać, bo i po co. Od myślenia to są ludzie z telewizora, a zwykły człowiek powinien zająć się konkretami, a nie „filozować.”

Czytaj dalej „CZYM JEST ŻYCIE W SPOŁECZEŃSTWIE? DUCHOWA PRZYPOWIEŚĆ”

NADCHODZI PRAWDZIWE ODRODZENIE EUROPY!

Uważamy, że demokracja jest czymś dobrym i niezbędnym. I absolutnie nie chcemy tego przekonania (być może całkowicie mylnego) weryfikować i poddawać analizie.

Uznajemy że tak po prostu jest i koniec. A priori.

A może wcale tak nie jest? Może jest zupełnie inaczej? Czym się różni demokracja od autorytaryzmu? Przecież obecnie mamy „miękki autorytaryzm” pod płaszczykiem demokracji. Owszem, przepracowaliśmy jako zbiorowość pewne historyczne lekcje. Jesteśmy łagodniejsi. W wojnach zabijamy „tylko” 11 milionów Irakijczyków, Syryjczyków, Afgańczyków itp itd przez 20 lat, a nie 100 milionów ludzi w ciągu 6 lat. Nie budujemy już obozów. Nie ma kary śmierci. Ludzie nie giną bez śladu (nie licząc oczywiście jednostkowych przypadków – Lepper i Petelicki w Polsce, Epstein w USA).

.

No, zawsze to jakiś postęp, jakże jestem szczęśliwy z tej mniejszej hekatomby ofiar, niż w latach 1914 – 1956! Jakże się rozwinęliśmy i jakże staliśmy się empatyczniejsi 😀 (Ironia, jakby co). Kojarzymy demokrację (być może mylnie) z szeregiem pozytywnych pojęć i osiągnięć ludzkości. Takich jak prawa człowieka, humanitaryzm, równość, świeckość państwa, neutralność ideologiczną państwa, i tak dalej. Ale demokracja może przybierać formy autorytarne (USA, Unia Europejska) lub formy totalitarne (Rosja, Korea Północna, Chiny), jak i formy upadłe (Wiele krajów Afryki, Indie, Indonezja, niektóre kraje Bliskiego Wschodu).

A co, jeśli demokracja nie gwarantuje żadnego z tych powyższych pojęć i osiągnięć ludzkości, i może w każdej chwili je znieść?

Czy to jest zasługa demokracji, że się rozwinęliśmy i jesteśmy lepsi niż nasi barbarzyńscy ojcowie i dziadowie, czy raczej tysięcy innych procesów społecznych, gospodarczych, technologicznych, cywilizacyjnych i tak dalej? Obecnie jako zbiorowość powoli porzucamy demokrację liberalną i ewoluujemy w kierunku prawicowego systemu hybrydowego, między demokracją a autorytaryzmem. Czy bez demokracji dałoby się obejść? Czytaj dalej „NADCHODZI PRAWDZIWE ODRODZENIE EUROPY!”

LUDZIE KTÓRZY SĄ „BŁĘDAMI SYSTEMU” POKAZUJĄ INNYM PRAWDĘ

Żadnej małpy nie przekonasz, że ma Ci oddawać całe życie swoje banany, a w zamian po śmierci trafi do miejsca, gdzie tych bananów jest mnóstwo. Żadna małpa nie jest na tyle głupia. To można zrobić tylko z człowiekiem.

Robert Rient, który wychowywał się w kręgu świadków Jehowy, zerwał z tą sektą. Po czym przeszedł długą drogę. Od fascynacji rzymskim katolicyzmem, buddyzmem, aż po spędzenie trzech lat w kręgach non-duality.

W swojej fascynującej, prawie 20-minutowej opowieści opowiada o naszych tunelach rzeczywistości. Kiedyś znalazłem taki obrazek:

.

Używamy w ogromnej większości fałszywych map rzeczywistości. Te mapy rzeczywistości to: ideologie, religie, niektóre dogmaty naukowe i normy społeczne, które postrzegam nie jako zdrową i pozytywną normalność, ale jej iluzję, surogat, czyli neurotypowość.

Te mapy rzeczywistości pochodzą od tych ludzi, którzy urodzili się przed nami, i którzy nam je przekazali. Oni z kolei powielają prastare wzorce, zaszczepione właściwie u zarania dziejów naszego gatunku. Patrząc nieco gnostycko, znajdujemy się w stanie rozszczepienia pomiędzy dwoma przeciwstawnymi wzorcami. Pierwszy to nasza zwierzęca, ewolucyjna część – rywalizacja, walka, agresja, przemoc, nękanie słabszych, uległość i służalczość wobec silniejszego, i tak dalej. Drugi to nasza część ludzka – empatia, współpraca, wrażliwość, intuicja, ochrona słabszych, budowanie cywilizacji, przemaganie natury i wzniesienie się ponad nią.

Oto geneza podwójności naszych norm i map rzeczywistości, i ich wadliwości. Te dwie skrajności często ciągle kolidują i wchodzą ze sobą w konflikty w naszych umysłach i psychikach.

.

Cytat: „Uważam, że cierpienie nie uszlachetnia. Gdyby uszlachetniało, to w Polsce wszyscy bylibyśmy już bardzo szlachetni. Tak jednak nie jest.

.

Cytat: „Często wykluczeni przez system muszą dokonywać ekstremalnego wysiłku, by zrozumieć system, który ich wyklucza. Żeby poznać zasady, które rządzą tym światem, w którym przyszło im żyć, a który chce poddawać ich prześladowaniom i opresji. (…) W ten sposób Ci pozostający na obrzeżach systemu, mogą być przepustką dla innych do jego zrozumienia.”

Autor: Robert Rient

I jeszcze jeden cytat, słowa mojej ukochanej:

Cytat: „Ci, którzy są błędami systemu, pokazują innym jego nonsensowność.”

Czytaj dalej „LUDZIE KTÓRZY SĄ „BŁĘDAMI SYSTEMU” POKAZUJĄ INNYM PRAWDĘ”

ŻYCIE TO GRA. WYGRYWA TEN CO NIE GRA, ALE JEST SOBĄ!

Życie i świat przypominają coś w rodzaju gry. Jak w gry komputerowe gra taki typowy, zaangażowany gracz? Traktuje grę na poważnie. Zbiera punkty i przedmioty, buduje, ściga się, zabija wrogów. Jest to dla niego prawie że sprawa życia i śmierci. Jest zestresowany. Czuje napięcie. Denerwuje się jeśli nie pokona wroga, nie wygra w wyścigu czy nie przejdzie innego etapu danej gry. I płaci. Przede wszystkim słono płaci za dodatkowe opcje w grze, bo współczesne gry tak są skonstruowane, by gracz traktujący grę na poważnie po prostu bulił za wszystko. Dokładnie tak, jak w życiu.

Inny, drugi gracz to taki wesoły Mireczek, który do wszystkiego podchodzi z dystansem. Nie grał w gry od 15 lat, odkąd skończył liceum, ale właśnie sobie zainstalował jakąś nowość. Wrócił wcześniej z pracy, jego dziewczyna wróci zaś późno. Porobił kilka rzeczy do zrobienia w domu, i usiadł do komputera. Odpalił sobie gierkę. Pyka sobie w nią trochę od niechcenia, trochę po to, by po prostu posprawdzać jej opcje. Nie pasjonuje go gromadzenie jak największej ilości zasobów. Szuka raczej pobocznych misji, ukrytych przejść, tajemniczych portali i tak dalej. Zastrzelą go w tej grze? Nie ma sprawy. Pokona głównego wroga (tzw. bossa) i przejdzie do wyższej misji? No też fajnie. Nie płaci za dodatkowe opcje czy przedmioty.

Gra jest dla niego zabawą, rozrywką, którą i tak zaraz rzuci, bo gdy jego dziewczyna wróci z pracy mają kilka rzeczy do ogarnięcia. On tak naprawdę nie gra w grę, ani gra nie gra nim (na jego nerwach, jak w przypadku pierwszego gracza). On się bawi grą, testuje tę grę. Nie jest nastawiony na konkretny wynik gry ani na wchodzenie ciągle na wyższe jej poziomy, ale jest nastawiony na jej sprawdzenie. 

To jest istotna różnica. Czytaj dalej „ŻYCIE TO GRA. WYGRYWA TEN CO NIE GRA, ALE JEST SOBĄ!”

TAJEMNICE ZWIĄZKÓW: SKĄD TAK WIELU NIEMĘSKICH FACETÓW!?

Jesteśmy w 90% tworem rodziców. To, czy jesteś robolem i przed wypłatą masz na koncie 21 zł i 37 groszy, lub wziętym inwestorem i masz na koncie 21 milionów, w 90% zależy od podświadomego wzorca, który jest ekstremalnie skutecznie programowany do 6 roku życia. To, jakie masz związki, jakie relacje z ludźmi, jak postrzegasz świat, Boga, a nawet jakie masz poglądy, w 90% zależy od rodziców.

Tyle teorii.

.

Oczywiście, nie mogłeś wybrać sobie rodziców, to fakt. Dali Ci to, co dali, najczęściej – nie oszukujmy się – niewiele lub bardzo niewiele. Ale w dorosłym życiu możesz już sobie wybrać psychoterapeutę, psychiatrę, jeśli wyszedłeś z tego przypadkowego „przydziału” poobijany. A nie oszukujmy się – większość ludzi powinna w te pędy iść ze swoją okaleczoną psychiką na terapię, a wcale nie taka mała grupa ludzi powinna iść też do psychiatry. Złośliwie dodam, że jako pierwsi powinni iść Ci, którzy najbardziej tego unikają i którzy często uchodzą za wzór normalności i cnót rodzinno-społecznych. Wracając: w życiu dorosłym możesz wybrać też literaturę, którą czytasz, treści, którymi napełniasz umysł. Możesz wybrać też sposób rozwoju i inne metody poprawiające jakość Twojego życia. Tak, zostałeś wychowany przez ludzi żyjących w mentalnych latach 70-tych, metodami z lat 60-tych. A teraz jest rok 2020 i świat wygląda zupełnie inaczej. Więc coś z tym wzorcem powinieneś robić. Masz więc wybór i warto go wykorzystać.

Nie będę dłużej Ci przynudzał. Otóż bardzo ważne dla dziecka jest dowartościowanie dawane mu przez rodziców. Dziewczynki najczęściej je dostają. Dziewczynka od matki słyszy, że powinna być silna, niezależna, że powinna się uczyć i znać swoją wartość, że zasługuje na przysłowiowego księcia z bajki. Z kolei dla ojca jest ona księżniczką, ukochaną córeczką tatusia. Chłopcy mają już inaczej. Częstym schematem jest sytuacja, w której rozgoryczona życiem i wkurzona na ojca i ogólnie na mężczyzn matka, podświadomie przenosi swoją złość na syna. Nie daje mu dowartościowania i wsparcia, bywa, że powtarza mu, że jest nieporadny, że nie da sobie rady w życiu. Matka poprzez złość na męskość, podświadomie chce zniszczyć ojcu syna, by nie był on jego dumą i kontynuatorem rodu. Ten wzorzec potem umacniają nauczycielki, katechetki, ciocie i tak dalej. Które nie pozwalają chłopcu być chłopcem i powoli stawać się silnym mężczyzną. Czyli nie pozwalają mu: broić, psocić, bić tych którzy go atakują, chodzić na wagary, popalać papierosów. Ciekawe jest też to, co dalej. Ojciec widząc, że jego synek nie jest odważnym łobuziakiem, ale miękką fają, odsuwa się od niego, bywa że z niego szydzi, nie daje mu dobrego wzorca męskiego.

Taka jest przyczyna epidemii braku męskości u mężczyzn, pojawienia się agresywności, feminizmu i mentalnego kastrowania u ich rówieśniczek. Które teraz narzekają, że jest tyle „cipeuszy”, że nie ma z kim założyć relacji, że mężczyźni są niemęscy i miękcy. Częsty jest schemat, że taka kobieta rezygnuje z stałej relacji, i nawiązuje luźne lub wręcz jednorazowe kontakty z tzw zimnymi draniami, którzy choć piją, biją, zdradzają i mają kobiety za nic, to jednak mają w sobie męską siłę. Są dobrzy do jednorazowej przygody, ale nie do stałej relacji, ale z dwojga złego kobiety wybierają jednorazowe przygody z męskimi draniami, niż stałą relację z niemęskim cipeuszem.

Milionom młodych mężczyzn w krajach Zachodu zrobiono ogromną krzywdę. Z kolei patriarchalnych macho z dalekich krajów rozgrzesza się i usprawiedliwia na wszelkie sposoby, i mówi, że trzeba zrozumieć inne kultury. Za to białych mężczyzn, statystycznie bardziej wrażliwych i empatycznych, gnoi się na wszelkie sposoby, kastruje mentalnie, oskarża o biały suprematyzm i każe im się wręcz przepraszać za to, że żyją. Z kolei przygody seksualne nierzadko bywają z męskimi i turbo-patriarchalnymi mężczyznami z Afryki i krajów Bliskiego Wschodu. To taki paradoks paradoksów. Z jednej strony młode kobiety chcą mężczyzny miłego, empatycznego, opiekuńczego. No ale z takim mężczyzna no nie styka, bo inna, bardziej pierwotna część mówi im dokładnie na odwrót.

Dlaczego?

Tajniki psychiki ludzkiej. Biali mężczyźni utracili swoją męskość i siłę, więc część kobiet zaczęła się na to podświadomie wkurzać i jeszcze bardziej im dopierdalać. To taki zbiorowy, cywilizacyjny „shit test”, czyli test na męskość i siłę właśnie. Facet ma wtedy pokazać nie tyle jakąś siłę, bo czasy barbarzyńskiej siły minęły, ale przede wszystkim opanowanie, spokój i nieugiętość w swoich postawach i decyzjach. Nawet brew mu nie może drgnąć.

W wymiarze cywilizacyjnym mężczyźni powinni w końcu powiedzieć stanowcze dość feministkom, inaczej mentalnemu kastrowaniu nie będzie końca. I feministki na głębokim, podświadomym poziomie bardzo pragną, wręcz łakną tego prawicowego, narodowo-socjalistycznego DOŚĆ. Patrząc na demografię i sytuację społeczną i geopolityczną, to kobiety mają do wyboru dwie opcje: totalitarna dyktatura islamskiego szariatu, lub autorytarna dyktatura prawicowa. Wszystko wskazuje na to, że dla liberalnej demokracji nie ma miejsca w przyszłości. I bardzo dobrze, bo komuna to kurwa, a demokracja to w dodatku kurwa nędza.

Taka jest teoria.

Bo szczerze to nie widzę powodów, dla których mężczyzna miałby być z kobietą, która zamiast powiedzieć WPROST zaczyna jakieś shit-testy, fochy, ciche dni. W drugą stronę też: nie widzę powodów, dla których kobieta miałaby być z mężczyzną robiącym takie akcje. Ech, jak się ma te 30, 35, 40 lat, to relacje wyglądają inaczej. 🙂 I dobrze, ja w swojej relacji jestem bardzo spełniony. Wszystkim zagubionym mężczyznom polecam psychoterapię, u specjalisty, zawalczenie o siebie, no i zainteresowanie się kobietami po 30-stce. Gdyż mają one już inne podejście do życia, nastawione bardziej na luz i stabilną, spokojną relację, niż na budujące, ale często trudne i niestabilne doświadczenia. No i nie oszukujmy się – dostały one inny wzorzec w procesie wychowania niż kobiety młodsze. Przede wszystkim radzę im też, by nie ulegali stereotypom, szufladkowaniu, różnym męskim ideologiom typu red pill czy niechęci wobec kobiet, gdy pojawi się szansa na miłość. To, co tu przedstawiłem to stereotyp, który choć odpowiada jakiejś części prawdy, to może być bardzo krzywdzący i destrukcyjny. Pozwól życiu płynąć i pozytywnie, nieszablonowo Cię zaskoczyć. Pozdro, bez fochów, zawoalowanych akcji i głupiego bóldupienia. Czytaj dalej „TAJEMNICE ZWIĄZKÓW: SKĄD TAK WIELU NIEMĘSKICH FACETÓW!?”

SPOŁECZEŃSTWO: ZBIÓR CHORYCH, UWAŻAJĄCYCH SIĘ ZA NORMALNYCH

Adidasy za 300 zł zamienili na Gucciego za 3000 zł. Wieczną chcicę na wieczną depresję, zmęczenie, zestresowanie i rozczarowanie życiem. Paczuszkę z marihuaną na paczuszkę antydepresantów i innych psychotropów. Ciągłą nudę na ciągłe bycie zajętym i przepracowanym.

.

Zainteresowania zamienili na piwo i serial / mecz. 6 godzin w znienawidzonej szkole na 12 godzin w znienawidzonej pracy. Bolące od haratania w gałę kolano na bolącą i powiększoną tarczycę od Hashimoto. Nielubianą samotność na nielubiące się wzajemnie małżeństwo nie mające czasu dla siebie i wspólnych tematów do rozmów.

Wypady do kina i do pubu na wypady po ryzę papieru, bo się skończył, a dochodzi już 21:00 i projekt na jutro trzeba dokończyć. Bilet na tramwaj na który wiecznie nie było kasy, na samochód na kredyt, na który wiecznie nie ma kasy. Imponowanie kolegom umiejętnością picia dużej ilości alkoholu zamienili na imponowanie sąsiadom i kolegom z pracy tym, że ma się pieniądze na nowe przedmioty i usługi.

.

Uważają, że są dorośli, ustatkowali się i są ludźmi sukcesu. Czy słusznie?

Czy mam prawo krytykować system, bo jest jaki jest, czy raczej powinienem się zamknąć, bo do ideału mi daleko, i odezwać dopiero gdy będę miał miliard dolarów na koncie? I wtedy w końcu nie zostanę nazwany aspołecznym oszołomem, ale interesującym ekscentrykiem mającym własne zdanie?

To, co opisałem powyżej, to tak zwana „norma społeczna”, jest to interpretowane jako normalność. Dlaczego? Czy jest to zdrowe? Raczej nie. Jest to normalnością, bo ludzie albo tak żyją, albo do tego dążą, albo tego zazdroszczą. Dlatego ja przestałem używać słowa „normalność” w stosunku do społeczeństwa i jego norm. Bo to, co społeczeństwo uznaje za normę, często nie ma z pozytywną i zdrową normą nic wspólnego. W stosunku do społeczeństwa i jego pojęcia normalności używam teraz słowa: „neurotypowość.”

Czytaj dalej „SPOŁECZEŃSTWO: ZBIÓR CHORYCH, UWAŻAJĄCYCH SIĘ ZA NORMALNYCH”