Kategoria: Tajemnice historii

CARL GUSTAV JUNG: NAUKOWIEC, PSYCHOLOG I WIZJONER WYPRZEDZAJĄCY EPOKĘ

Dużym szacunkiem darzę osobę Carla Gustava Junga. Był on tym człowiekiem, który dał nowe spojrzenie na psychologię. Nauka ta wolała jednak pójść ścieżką wytyczoną przez jego poprzednika – Zygmunta Freuda. Freud zakładał że żadnego czynnika metafizycznego nie ma, a człowiek jest tylko (bio)maszyną.

Koncepcja psychologii Freuda doskonale pasowała do założeń nauki, opartej na doktrynie kartezjańsko-newtonowskiej. Zwanej racjonalizmem czy też materializmem. Doktryna ta jest obecnie podwaliną funkcjonowania nie tylko nauki, ale i naszej cywilizacji. Wynika z niej szereg niekorzystnych wartości. Bo skoro człowiek nie jest niczym innym jak biomaszyną, to jest dozwolone wszystko. A moralność i etyka są tylko przestarzałymi, hamującymi naukę pojęciami.

Psychologia która nie uwzględnia czynnika metafizycznego, mistycznego, jest karykaturą nauk o człowieku. To nigdy nie może funkcjonować oddzielnie. Niektórzy zwolennicy „naukowej„, materialistycznej psychologii głoszą wręcz pogląd, że coś takiego jak podświadomość nie istnieje. Istotnie, nauka do dziś ma problem z tym, że człowiek posiada (pod)świadomość.

Tej świadomości nie da się ani racjonalnie wytłumaczyć, ani przyporządkować czemukolwiek fizycznemu w mózgu. Tak prosta i wydawałoby się trywialna sprawa, jest całkowicie niewyjaśniona przez naukę. Jeśli za świadomość odpowiada tylko fizyczny mózg, to w takim razie co z pewnymi dylematami które się wtedy pojawiają?

Jakie białko, jaka grupa neuronów, jaki rodzaj ich połączeń odpowiada np za traumatyczne wspomnienie, lęki, kompleksy, złe postrzeganie rzeczywistości? Na to odpowiedzi nie ma. Więc dla dzisiejszej nauki bezpieczniej jest przyjąć, że człowiek.. nie ma świadomości. Takie próby są obecnie podejmowane.

Żałuję, że akademicka psychologia nie poszła ścieżką wytyczoną przez Junga, a rozwinęła doktrynę ateisty Freuda. Nauki ezoteryczne i gnostyckie są bowiem naturalnym przedłużeniem i uzupełnieniem psychologii. Odpowiadają na te pytania, wobec których akademicka psychologia jest bezradna.

Wstęp: Jarek Kefir

Cytuję: „11 lutego 1944 roku 68-letni Carl Gustav Jung, najbardziej wówczas znany na świecie żyjący psycholog, pośliznął się na lodzie i złamał sobie kość strzałkową. Dziesięć dni później, już w szpitalu, doznał zawału serca spowodowanego przez zator, który powstał w jego złamanej nodze. Leczony tlenem i kamforą utracił świadomość i przeżył coś, co przypomina doświadczenie przedśmiertne lub OOBE – lub, zależnie od punktu widzenia, delirium. Miał uczucie jak gdyby unosił się 1000 mil ponad Ziemią. Morza i kontynenty skąpane były w błękitnej poświacie, Jung zaś dostrzegł pustynię arabską i pokryte śniegiem Himalaje. Wydawało się, że miał już opuścić orbitę, wtedy jednak na południu dał się zauważyć wielki czarny monolit. Była to pewnego rodzaju świątynia, u wrót której Jung ujrzał hindusa siedzącego w pozycji lotosu. Wewnątrz świeciły niezliczone świece, on sam zaś czuł, że „cała fantasmagoria ziemskiego istnienia” oddalała się. Bynajmniej nie było to przyjemne, ale to, co pozostało, stanowiło „esencję Junga” – było korzeniem jego doświadczeń.

Jung wiedział, że wewnątrz świątyni mógł odnaleźć rozwiązanie tajemnicy jego istnienia, jego życiowego celu. Ujrzawszy ją, miał przekroczyć jej próg, gdy nagle zobaczył unoszący się nad Europą obraz swojego lekarza w archetypowej postaci Króla z Kos, wyspy, na której mieściła się świątynia Eskulapa, greckiego boga medycyny. Powiedział on Jungowi, że jego odejście było przedwczesne; wielu ludzi wymagało jego powrotu, a on, Król, miał go zabrać spowrotem. Jung, usłyszawszy te słowa, poczuł się rozczarowany, a wizja prawie natychmiast się skończyła. Doświadczył niechęci do życia, którą czuje wielu „zabranych spowrotem”, najbardziej jednak wprawiał go w zakłopotanie widok jego lekarza w archetypowej postaci. Wiedział, że to oznaczało, że fizyk poświęcił całe swoje życie, by uratować Junga. 4 kwietnia – data, którą zachwyca się wielu numerologów – Jung po raz pierwszy od momentu zawału usiadł na swoim łóżku. Tego samego dnia jego lekarz przyszedł z sepsą i położył się na łóżku. Nigdy z niego już nie wstał i zmarł kilka dni później.

Jung był pewny, że nie była to halucynacja, ale że dane mu było doświadczyć wizji rzeczywistości. Wyszedł poza czas, a jego doznanie wywarło na nim znaczący wpływ. Z jednej strony depresja i pesymizm, które nadeszły wraz z drugą wojną światową, znikły. Było jednak również coś więcej. Przez większość swojej długiej kariery udowadniał on swoim kolegom, przyjaciołom i czytelnikom, że – nade wszystko – był naukowcem. Niczym mantrę powtarzał, że nie był mistykiem, okultystą czy też wizjonerem – wszystkim tym, czego jego krytycy używali przeciwko niemu, odrzucając jego pretensje do nauki. Teraz, wróciwszy znad krawędzi śmierci, wydawał się być gotowy na to, by drzemiący w nim naukowiec usunął się w cień na pozostałe 17 lat jego życia.

Chociaż Jung zawsze wierzył w istnienie „innego” świata, starał się nie mówić o tym zbyt głośno. Przeżywszy jednak swoje wizje, wydawał się mniej skryty. Wydaje się, że przeżył pewnego rodzaju doświadczenie konwersji, a skrywane dotychczas zainteresowania znanego na całym świecie psychologa od tej pory stały się znane. Latające spodki, astrologia, parapsychologia, alchemia, a nawet przepowiednie nadchodzącej „Ery Wodnika”: świadectwa wszystkich tych wątpliwych zjawisk – wątpliwych przynajmniej z perspektywy współczesnej nauki – wypływały spod jego pióra. O ile w ciągu swojej kariery wysuwał oskarżenia pod adresem mistycyzmu i okultyzmu – początkowo wywołane przez jego konflikt z Freudem w 1912 roku – o tyle pod koniec lat czterdziestych wydawał się zaprzestać walki. Pojawił się Jung, jakiego znamy z ostatniej dekady jego życia – „Mędrzec z Küsnacht” i „Wiedźmin z Zürichu”.

Wszystko zostało w rodzinie

Jung jednak już od początku był zaangażowany w okultyzm – dosłownie tkwił on w jego DNA. Jego dziadek od strony matki, czcigodny Samuel Preiswerk, który uczył się hebrajskiego, wierząc, że ten język jest używany w niebie, akceptował rzeczywistość duchów i przewodził badaniu ducha swojej zmarłej pierwszej żony, która często go odwiedzała. Matka Junga, Emilie, miała odpędzać zmarłych, którzy rozpraszali go, gdy ten pisał swoje kazania.

Emilie sama zresztą, będąc jeszcze nastolatką, rozwinęła zdolności mediumiczne. Mając 20 lat, zapadła w śpiączkę na 36 godzin; gdy jej czoła dotknął rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, wybudziła się i zaczęła mówić w obcych językach i przepowiadać przyszłość. Emilie przez całe życie wpadała w transy, podczas których komunikowała się ze zmarłymi. Wydawała się również posiadać „mnogą osobowość”. Jung od czasu do czasu słyszał, jak Emilie rozmawiała sama ze sobą jakimś obcym głosem, czyniąc głębokie spostrzeżenia wyrażone w niecharakterystyczny dla siebie sposób. Ten „drugi głos” miał wyczucie świata dużo bardziej dziwnego, niż ten, który znał młody Carl.

Ta „mnogość”, którą Carl zaobserwował u własnej matki, pojawiła się później również i u niego. W wieku około 12 lat stał się on dosłownie dwojgiem ludzi. Istniało jego zwyczajne chłopięce jestestwo, ale również ktoś jeszcze. Ten „Drugi”, jak nazywał go Carl, był postacią z XVIII wieku, władczym człowiekiem, który nosił białą perukę i zapinane buty, jeździł imponującą karocą i wyrażał się o młodzieńcu z pogardą. Trudno uciec przed wrażeniem, że w pewien sposób Jung czuł, że był tym człowiekiem w poprzednim życiu. Widząc starą zieloną karocę, Jung czuł, że pochodzi ona z jego czasu. Wynalezione później przez niego pojęcie zbiorowej podświadomości, polegające na tym, że – w jego mniemaniu – po narodzinach dziedziczymy psychiczny rezerwuar symboli i obrazów, jest w pewnym sensie formą reinkarnacji, poza tym Jung sam wierzył w istnienie pewnego rodzaju życia po śmierci. Wkrótce po odejściu jego ojca w 1896 roku, gdy Jung miał 21 lat, miał on dwie wizje senne, w których ojciec ukazał się tak żywy, że Carl rozważał istnienie życia po śmierci. W innym śnie ojciec Junga poprosił go o poradę małżeńską, ponieważ chciał się przygotować na przyjście swojej żony. Jung uznał to za przeczucie, które się sprawdziło – jego matka wkrótce potem zmarła. Wiele lat później, gdy odeszła jego siostra Gertruda – a było to na dziesięć lat przed jego własnym doświadczeniem z pogranicza śmierci – Jung napisał, że „to, co dzieje się po śmierci, jest tak niewypowiedzianie wspaniałe, że nasza wyobraźnia i uczucia nie są w stanie stworzyć nawet zbliżonego do tego pojęcia”. [1]

Tablice i noże

Matka Junga była zaangażowana w co najmniej dwa dobrze znane doświadczenia paranormalne, o których wspomina się w praktycznie każdej książce poświęconej Jungowi. Siedząc w swoim pomieszczeniu badawczym, Carl nagle usłyszał głośny huk dobiegający z pokoju dziennego. Pobiegł tam i zastał swoją przerażoną matkę. Okrągły stół, wykonany z drzewa orzechowego, pękł w samym środku. Pęknięcie nie było jednolite, przeszło jednak przez lite drewno. Nie była temu winna suchość drewna; stół miał 70 lat, a dzień był wilgotny. Jung pomyślał: „To z pewnością są dziwne wypadki”. Emilie odpowiedziała swoim „innym głosem”, jak gdyby czytała w jego umyśle: „Tak, tak, to coś oznacza”. Dwa tygodnie później miało miejsce drugie zdarzenie. Wracając wieczorem do domu, Jung spotkał podekscytowaną gosposię. Godzinę wcześniej dał się słyszeć głośny huk, tym razem dochodzący z dużego kredensu. Nikt nie miał pomysłu, co mogło wytworzyć ten odgłos. Jung sprawdził kredens. Wewnątrz, gdzie przechowywali chleb, znalazł bochenek i nóż do krojenia pieczywa. Nóż był roztrzaskany na kilka części, przy czym wszystkie były starannie poukładane w koszyku na chleb. Nóż był wcześniej używany do herbaty, od tego czasu nikt jednak nie otwierał ani nawet nie dotykał kredensu. Gdy Jung przyniósł nóż do nożownika, dowiedział się, że stal nie była wadliwa oraz że ktoś musiał go złamać celowo. Jung przechowywał połamany nóż przez resztę życia i wiele lat później wysłał jego fotografię do badacza psychologii, J. B. Rhine’a.

Duch się święci

W tym czasie Jung, podobnie jak wielu innych, interesował się spirytyzmem i czytał poświęconą temu literaturę – książki Zöllnera, Crooksa, Carla du Prela, Swedenborga oraz klasyk Justinusa Kernera „The Seeress of Prevorst”. W stowarzyszeniu debatującym Zofingia na Uniwersytecie w Bazylei wygłaszał on wykłady na temat „Wartości Badania Spekulacyjnego” oraz „Ograniczeń Precyzyjnej Nauki”, w których kwestionował dominujący paradygmat materializmu, który zresztą obowiązuje do dziś. Jung zaangażował studentów w różne eksperymenty okultystyczne, gdy jednak opowiadał im o swoich pomysłach lub pouczał o potrzebie traktowania ich poważnie, spotykał się ze sprzeciwem. Wydaje się, że więcej szczęścia miał ze swoim jamnikiem, który, jak czuł, rozumiał go lepiej i sam potrafił wyczuć nadnaturalną obecność. [2]

Inną osobą, która wydawała się wyczuwać nadnaturalną obecność, była jego kuzynka od strony matki, Helene Preiswerk. W liście do Rhine’a opisującym roztrzaskany nóż Jung odnosi się do Helly – jak zwykł ją nazywać – jako do „młodej kobiety wykazującej zdolności mediumistyczne”, którą spotkał mniej więcej w czasie incydentu, również w swoich „tak zwanych” autobiograficznych „Wspomnieniach, Marzeniach, Refleksjach” opisuje, że po incydentach ze stołem i nożem był zaangażowany w cykle seansów ze swoimi bliskimi. W rzeczywistości jednak seanse odbywały się już jakiś czas przed tymi dwoma zdarzeniami, a ich punktem centralnym była Helly, którą Jung bardzo dobrze znał i która była w nim zakochana. Jest to wczesny znak jego cokolwiek niejasnych związków z okulturą.

Helly wpadała w trans i upadała na podłogę, oddychając głęboko i przemawiając głosem starego Samuela Preiswerka – choć de facto nigdy go nie słyszała. Mówiła pozostałym, że powinni się modlić za jej starszą siostrę Berthę, która, jak mówiła, właśnie urodziła czarne dziecko. Bertha, która mieszkała w Brazylii, miała już jedno dziecko ze swoim mieszanej rasy mężem, drugie dziecko urodziła zaś w tym samym dniu, w którym odbywał się seans. [3] Kolejne seanse również okazały się zaskakujące. Z jednej strony, Samuel Preiswerk i Carl Jung Starszy – dziadek Junga ze strony ojca – którzy za sobą wzajemnie nie przepadali, osiągnęli porozumienie. Pojawiło się ostrzeżenie dla drugiej siostry, która również spodziewała się dziecka, które miała utracić – w sierpniu dziecko przyszło na świat przedwcześnie, martwe. [4]

Helly wydobywała z siebie kolejne głosy, najbardziej jednak interesującym była dusza o imieniu Ivenes, która nazywała siebie prawdziwą Heleną Preiswerk. Ta postać była dużo bardziej dojrzała, pewna i inteligentna od Helly, którą Jung opisywał jako roztargnioną i niespecjalnie bystrą, utalentowaną lub wykształconą. Wyglądało to tak, jak gdyby pod skórą pospolitej nastolatki ukrywała się pełniejsza, bardziej majestatyczna osobowość, podobnie jak „drugie Ja” Junga. Był to wgląd w psychikę, który zainspirował jego późniejszą teorię „indywiduacji”, procesu „stawania się tym, kim jesteś”. Helly później dojrzała i odnosiła we Francji sukcesy jako krawcowa, umarła jednak młodo w wieku zaledwie 30 lat.

Jung w swojej rozprawie „O psychologii i patologii tak zwanych zjawisk okultystycznych” opisuje Helly niepochlebnie jako „wykazującą trochę rachityczną formację czaszki” i mającą „nieco bladą twarz”, przy czym zapomina nadmienić, że to jego kuzynka. Pomija również swój udział w seansach i datuje je na lata 1899-1900, mimo iż rozpoczęły się one wiele lat wcześniej. Gerhard Wehr łagodnie sugeruje, że „kandydat na doktora z oczywistych względów bał się ukryć swoją własną rolę, szczególnie swoje pokrewieństwo, dlatego już od początku zaniechał jakiejkolwiek krytyki, która mogłaby poddać w wątpliwość naukową poprawność całej pracy”. [5]

Innymi słowy, Jung-naukowiec stwierdził, że zatajenie osobistego zaangażowania w tą sprawę Junga-okultysty będzie dobre dla jego kariery.

Poltergeist w biblioteczce Freuda

W 1900 roku 25-letni Jung został zatrudniony w prestiżowej Klinice Psychiatrii Uniwersytetu w Zürichu. Tutaj wykonał solidną pracę w zakresie badań nad kojarzeniem słów, rozwinął swoją teorię „kompleksów” i z powodzeniem zainicjował „przyjazne względem pacjenta” podejście do pracy z psychotykami i schizofrenikami. W czasie swojej kadencji nawiązał również współpracę z Freudem. Od roku 1906, gdy rozpoczął korespondencję, do 1912, w którym przyjaźń się zakończyła, Jung był wiernym zwolennikiem pracy Freuda i aktywnie ją promował. Zdarzały się jednak problemy. Jeden związany był ze słynnym poltergeistem w biblioteczce Freuda. Odwiedzając Freuda w 1909 roku w Wiedniu, Jung zapytał go o jego podejście do parapsychologii. Freud był nastawiony sceptycznie i odrzucił tą dziedzinę jako nonsens. Jung nie zgodził się z nim i, siedząc naprzeciw swojego mistrza, zaczął czuć jak jego przepona świeciła jak gdyby była rozgrzana do czerwoności. Nagle z biblioteczki dał się słyszeć głośny huk. Obaj panowie podskoczyli, a Jung rzekł do Freuda: „Oto przykład tak zwanego zjawiska katalitycznej eksterioryzacji!”, jak to długim określeniem Jung nazywał poltergeista lub „hałaśliwego ducha”. Freud odpowiedział: „Bzdura!”, wówczas Jung przewidział, że natychmiast pojawi się drugi huk. I tak się stało. Jak mówił Jung, od tego momentu Freud stawał się względem niego coraz bardziej nieufny. Czytając list Freuda do Junga na temat tego incydentu, można odnieść wrażenie, że to sam Jung jest odpowiedzialny za wszystko.

Nie było to zaskakujące – Jung wykazywał wiele paranormalnych zdolności. Gdy po skończonym wykładzie leżał w hotelowym łóżku, doświadczył samobójstwa pacjenta, który doznał silnego „przeniesienia” (chodzi tu o komunikację jednego umysłu z drugim bez wykorzystania bodźców zmysłowych – przyp. Ivellios). Pacjent doznał nawrotu depresji i strzelił sobie w głowę. Jung obudził się, czując dziwny ból na swoim czole. Później odkrył, że jego pacjent sstrzelił sobie dokładnie w miejsce, w którym on czuł ból, i to w tym samym czasie, gdy Jung się obudził. Co więcej, jeden z jego gości wspomniał kiedyś o „zewnętrznym libido” Junga i o tym, że „gdy powstał ważny pomysł, którego on jeszcze nie był do końca świadomy, meble i elementy drewniane w całym domu skrzypiały i trzaskały”.

Czerwona Księga

To właśnie rozłam między Jungiem a Freudem doprowadził Junga do „zejścia do podświadomości”, dręczącej podróży do najgłębszych zakamarków psychiki, w których zebrał wiadomości na temat zbiorowej podświadomości, która zainspirowała jego szkołę „psychologii analitycznej”. Wszedł w „kreatywną chorobę”, niepewny tego, czy nie oszaleje. W październiku 1913 roku, niedługo po rozłamie, Jung miał, z naszej perspektywy, wizję lub halucynację. Będąc w pociągu, zobaczył powódź zalewającą Europę od Morza Północnego aż po Alpy. Gdy woda dotarła do Szwajcarii, góry wyrosły, by chronić jego ojczyznę, na falach zauważył jednak dryfujące szczątki i ciała. Wtedy woda przemienił się w krew. Wizja ta trwała godzinę i wydaje się, że była snem, który nawiedził jego budzącą się świadomość. Spędziwszy ponad dekadę na leczeniu psychicznie chorych pacjentów, którzy cierpieli na takie właśnie symptomy, Jung miał powód do niepokoju. Ironią losu, jego obawy zmalały następnego lata, gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, a on zorientował się, że wizja stanowiła jej zapowiedź.

Psychiczne napięcie trwało jednak nadal. Przyszedł w końcu moment, gdy Jung czuł, że nie może już dalej walczyć z uczuciem szaleństwa. Postanowił pozwolić mu działać. Gdy to uczynił, znalazł się w niesamowitym podziemnym świecie, w którym spotkał dziwne inteligencje, które „żyły” w jego umyśle. To doświadczenie było tak niepokojące, że przez jakiś czas Jung sypiał z naładowanym pistoletem przy łóżku, gotów odstrzelić swój mózg, jeśli stres stanie się zbyt duży.

W swojej „Czerwonej Księdze” Jung zawarł opis, w słowach i obrazach, obiektywnych, niezależnych istot, które spotkał w trakcie swojej „kreatywnej choroby” – istot, które osobiście nie miały z nim nic wspólnego, a które jednak dzieliły jego wewnętrzny świat. Byli to Eliasz i Salomea, dwie postaci z Biblii, którym towarzyszył wąż. Była też postać, którą Jung nazwał Filemonem, a która stała się pewnego rodzaju „wewnętrznym guru” i którą przedstawiał jako łysego, białobrodego starego człowieka z rogami byka i skrzydłami zimorodka. Pewnego ranka, namalowawszy tą postać, Jung wybrał się na spacer, podczas którego natknął się na martwego zimorodka. Ptaki te rzadko widywano w Zurychu, a Jung nigdy nie widział ani jednego martwego ptaka. Była to jedna z wielu synchroniczności – „znaczących zbiegów okoliczności” – które się wówczas przydarzyły. Były również i inne. W 1916 roku, wciąż w uściskach swojego kryzysu, Jung znów poczuł, że coś wewnątrz niego próbuje się wydostać. Dziwny strach wypełnił jego dom. Czuł obecność zmarłych – podobnie zresztą czuły jego dzieci. Jedna z córek zobaczyła dziwną białą postać; innej coś zabrało w nocy koc. Syn Junga narysował obraz rybaka, którego widział we śnie: z głowy rybaka wyrastał płonący komin, a nad nim latał diabeł, który przeklinał rybaka, chcąc mu wykraść ryby. Jung musiał wszystkim opowiedzieć o Filemonie. Później, pewnej nocy, dzwonek u drzwi zadźwięczał głośno, nikogo jednak tam nie było. Jung zapytał: „Cóż się na tym świecie dzieje?” Głosy umarłych odpowiedziały: „Wróciliśmy z Jeruzalem, gdzieżeśmy nie znaleźli tego, czegośmy szukali”, słowa te stały się wstępem do dziwnych jungowskich „Siedmiu Kazań dla Zmarłych”, efektu „duchowego dyktanda” lub „channellingu”, które poświęcił „Bazylidesowi z Aleksandrii, Miasta, w którym Wschód zetknął się z Zachodem”.

Duchy w domu

W roku 1919 pierwsza wojna światowa już się zakończyła, a kryzys u Junga minął, mimo to nadal praktykował on coś, co nazywał „aktywną wyobraźnią”, rodzaj śnienia na jawie, którego rezultaty zapisał w „Czerwonej Księdze”. Nie brakowało jednak duchów bardziej tradycyjnego rodzaju. Jung został zaproszony do Londynu na wykład pod tytułem „Psychologiczne Podstawy Wiary w Duchy”, zorganizowany przez Towarzystwo Badań Psychicznych. Jung opowiedział Towarzystwu, że duchy i materializacje były „podświadomymi projekcjami”. „Wielokrotnie obserwowałem telepatyczne efekty podświadomych kompleksów, jak również wiele zjawisk parapsychicznych, nie widzę w nich jednak żadnego dowodu na istnienie prawdziwych duchów, dopóki więc taki dowód się nie pojawi, zmuszony jestem uznać to całe terytorium za należące do psychologii”, powiedział Jung.

Niewątpliwie było to wystarczająco naukowe, jednak rok później, znów w Anglii, Jung natknął się na nieco bardziej realnego ducha. Spędził kilka tygodni w domu w Aylesbury należącym do Maurice Nicoll (później studenta Gurdjieffa i Ouspensky’ego) i gdy został on otoczony przez dziwne dźwięki, izbę wypełnił nieprzyjemny zapach. Miejscowi mówili, że to miejsce było nawiedzone, szczególnie zaś jednej nocy [leżąc na łóżku] Jung znalazł na sąsiedniej poduszce głowę starej kobiety, pozbawioną połowy twarzy. Jung wyskoczył z łóżka i czekał do rana, siedząc w fotelu. Dom został później zburzony. Ktoś mógłby pomyśleć, że po spotkaniu umarłych wracających z Jeruzalem Jung nie będzie tak wstrząśnięty widokiem tradycyjnego angielskiego ducha, jednak to doświadczenie go zaszokowało; jego opis zdarzenia pojawił się dopiero 30 lat później, w 1949 roku, w mało znaczącej antologii historii o duchach.

Gdy jego wykład dla Towarzystwa Badań Psychicznych został wydrukowany w 1947 roku w „Dziełach Zebranych”, Jung dodał do niego przypis wyjaśniający, że nigdy już nie czuł się taki pewny jak w 1919 roku co do tego, że pojawianie się duchów można wyjaśnić przez psychologię, wątpił również, „czy szczególnie psychologiczne podejście jest w stanie ocenić to zjawisko”. W późniejszym postscriptum przyznał, że jego wcześniejsze wyjaśnienie było niewystarczające, nie mógł się jednak zgodzić na rzeczywistość duchów, ponieważ nie miał z nimi doświadczenia – bezproblemowo zapominając przy tym o nawiedzeniu w Aylesbury. Jednakże w 1946 roku w liście do psychoterapeuty Fritza Kunkela Jung przyznał: „Zjawiska metapsychiczne mogą być lepiej wyjaśnione przez hipotezę o duchach aniżeli przez jakości i właściwości podświadomości”.

Podobna niepewność otacza jego doświadczenie z I Ching, starożytną chińską wyrocznią, z którą zaczął eksperymentować na początku lat dwudziestych i która, podobnie jak horoskopy, stała się częścią jego praktyki terapeutycznej. Choć wspominał o I Ching tu i tam w swoich pismach, dopiero w 1949 roku – a więc znów prawie 30 lat później – w swoim wstępie do klasycznego tłumaczenia Wilhelma-Baynesa przyznał się szczerze do jej stosowania. I choć próbował wyjaśnić skuteczność I Ching przy użyciu synchroniczności, która stała się jego paranormalnym deus ex machina, Jung przyznał, że źródłem wnikliwości wyroczni są „duchowe agencje”, które tworzą „żywą duszę książki” – przy jego quasi-naukowym wytłumaczeniu uwaga ta wygląda dziwnie. Ironicznie, jego główna praca poświęcona „znaczącemu zbiegowi okoliczności”, „Synchroniczność jako zasada pozaprzyczynowych koincydencji” (1952), napisana wespół z fizykiem Wolfgangiem Pauli, przytacza tylko jeden niedwuznaczny przykład zjawiska, a czytelnicy, którzy – tak jak ja – akceptują rzeczywistość synchroniczności, są nieco zdumieni jungowską próbą opisania go przy pomocy archetypów, fizyki kwantowej, analizy statystycznej, matematyki, eksperymentów Rhyne’a z ESP, astrologii, telepatii, prekognicji i innych zdolności paranormalnych, które wszystkie wyglądają jak powtórka odbicia jungowskiego „Jestem naukowcem”.

Era Wodnika

W latach dwudziestych Jung zajął się badaniem gnozy – z którą zetknął się już wcześniej, w roku 1912 – i alchemii. To właśnie Jung, bardziej niż ktokolwiek inny, ocalił starożytną hermetycką pogoń od intelektualnego zapomnienia. Inną wykorzystywaną przez niego praktyką hermetycką była astrologia, którą zaczął badać na poważnie mniej więcej w czasie rozłamu z Freudem. Jung informował swoich najbliższych współpracowników, że horoskopy były częścią jego praktyki terapeutycznej, w mrocznych dniach drugiej wojny światowej odkrył jednak ich szersze zastosowanie. W roku 1940 w liście do H. G. Baynes’a Jung opisuje wizję, jaką miał w 1918 roku, w której widział „ogień spadający niczym deszcz z nieba i trawiący miasta w Niemczech”. Czuł, że 1940 jest rokiem decydującym, i zauważył, że rok ten nadszedł „gdy weszliśmy w południk pierwszej gwiazdy w znaku Wodnika”. Jak mówił, było to „ostrzegawcze trzęsienie ziemi Nowej Ery”. Był obznajomiony z precesjami równonocy, pozornym wstecznym ruchem słońca pomiędzy znakami Zodiaku. Działając jako tło dla słońca w trakcie równonocy wiosennej, każdy znak daje nazwę „erze” – nazywanej „miesiącem platońskim” – który trwa około 2150 lat. W swojej dziwnej książce „Ajon” (1951) Jung argumentuje, że „indywiduacja” zachodniej cywilizacji jako całości wypełnia szablon „miesięcy platońskich” i reprezentuje rodzaj „precesji archetypów”. Symbolizm ryby otacza Jezusa, ponieważ był on centralnym symbolem Ery Ryb, astrologicznego znaku ryby. Wcześniejsze ery – Byka i Barana – tworzyły symbolikę byka i barana. Nadchodząca era to Era Wodnika, doręczyciela wody. W rozmowie z Margaret Ostrowski-Sachs, przyjaciółką Hermanna Hesse, Jung przyznał, że zatrzymywał tą „tajemną wiedzę” dla siebie przez wiele lat i jeden jedyny raz ujawnił ją w „Ajonie”. Nie był pewny, czy „było mu wolno”, ale w trakcie swojej choroby otrzymał „potwierdzenie”, że jak najbardziej.

Choć uczony w sprawach tajemnych Gerald Massey i francuski ezoteryk Paul Le Cour już wcześniej mówili o nadchodzącej Erze Wodnika, Jung z pewnością był najbardziej prestiżową postacią z głównego nurtu, która o tym mówiła, i to dzięki niemu ta idea stała się podstawą kontrkultury lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To głównie przez jego komentarze na ten temat, zamieszczone w książce „Latające Spodki: Współczesny Mit o Rzeczach Widzianych na Niebie” (1958), w której sugerował, że UFO były po prostu mandalami z przestrzeni kosmicznej. Podczas swojego kryzysu Jung zetknął się z obrazem mandali, sanskryckiego „magicznego koła”, jako symbolem psychicznej całości, i zasugerował, że „latające spodki” były wielkimi archetypowymi projekcjami, stworzonymi przez psychiczne napięcie wytworzone przez zimną wojnę, która rozgorzała między Rosją a Ameryką. Świat Zachodu, jak argumentował, przeżywał załamanie nerwowe, a UFO były jedynym sposobem załagodzenia stresu.

Jung napisał profetycznie: „Moje sumienie jako psychiatry wymaga ode mnie wypełnienia mojego obowiązku i przygotowania tych niewielu, którzy mnie wysłuchają, na nadchodzące wydarzenia, które są związane z końcem ery… Jak wiemy z historii starożytnego Egiptu, istnieją symptomy zmian psychicznych, które zawsze pojawiają się pod koniec jednego miesiąca platońskiego i na początku następnego. Wydaje się, że są to zmiany konstelacji psychicznych dominatów, archetypów lub „Bogów”, jak zwykło się ich nazywać, które przynoszą długo oczekiwane przemiany zbiorowej psychiki. Ta transformacja rozpoczęła się w momencie przejścia z Ery Byka do Ery Barana, potem z Ery Barana do Ery Ryb, której początek wiąże się z powstaniem chrześcijaństwa. Zbliżamy się właśnie do tej wielkiej zmiany, gdy wejdziemy w Erę Wodnika…” Dziesięć lat później zespół The Fifth Dimension (którego pierwsza nazwa kosmiczny charakter Mystic Sixties) wylansował w hippisowskim musicalu „Hair” przebój zawierający ślady jungowskich idei, a miliony ludzi na całym świecie uwierzyło, że stają się świadkami „świtu Ery Wodnika”.

Jung-Mistyk

Jung zmarł w roku 1961, zaraz u wierzchołka „okultystycznego odrodzenia” lat sześćdziesiątych, renesansu magicznego myślenia, który w dużym stopniu sam wywołał. Jung był również bezpośrednio odpowiedzialny za „podróż na Wschód”, w którą wybrało się wielu i wybierają do dziś dnia. Wraz z I Ching, Jung okazał aprobatę dla takich dotychczas tajemniczych spraw, jak Tybetańska Księga Zmarłych, Taoizm i Zen, a bez jego interwencji trudno powiedzieć, czy te wschodnie importy zyskałyby swoją dzisiejszą popularność. To, że na wiele sposobów Jung był ojcem założycielem Pokolenia Miłości, postrzegane jest poprzez umieszczenie go na okładce albumu „Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band” Beatlesów, aczkolwiek sam Jung uznawał „siłę kwiatów” (flower power) za smutnie naiwną. Choć pomimo swoich wysiłków Jung nigdy nie został zaakceptowany przez intelektualistów z głównego nurtu, jego wpływ na kulturę popularną był ogromny, a nasze współczesne korzenie, wewnętrznie nakierowana duchowość, powiązana niestety z New Age, posiada wypisane na sobie jego nazwisko. Sam Jung może się wydawać dwuznaczny jeśli chodzi o jego związki z mistycyzmem, magią i okultyzmem, obecnie jednak miliony ludzi, którzy przykładają uwagę do swoich snów, zauważa dziwne zbiegi okoliczności i konsultuje I Ching, za które dziękuje Mędrcowi z Küsnacht.”

Autor: Gary Lachman, Fortean Times
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
Źródło: http://www.paranormalium.pl/okultystyczny-swiat-carla-gustava-junga,832,23,artykul.html

[1] Cytat z: Vincent Brome „Jung: Man and Myth”, Scientific Book Club, 1979, str. 277.
[2] Tamże, str. 68.
[3] Deidre Bair „Jung: A Biography”, Little Brown, 2004, str. 48.
[4] Tamże, str. 49.
[5] Gerhard Wehr „Jung: A Biography”, Shambhala, Boston, 1987, str. 72.

Szokująca afera „Panama Papers”. Politycy świata prali miliardy dolarów

Szokująca afera „Panama Papers”. Politycy świata prali miliardy dolarów

Mam dla Was hot & shock news – afera roku 2016 o nazwie Panama Papers:

-Wielu polityków ma supertajne konta na których mają miliardy dolarów, a często dziesiątki / setki miliardów dolarów;

-Wygenerowanie choćby biliona dolarów pustych pieniędzy bez pokrycia, to bułka z masłem dla tych, którzy sterują systemem ekonomicznym planety. Całą ekonomia o której bajdurzą tacy demiurdzy jak Balcerowicz, Petru, Kołodko – jest jednym wielkim oszustwem, większym niż wszystko inne.

Dziennikarze śledczy z globalnej organizacji dziennikarzy śledczych ICIJ zdemaskowali 11 milionów dokumentów wykradzionych z panamskiej pralni brudnej gotówki o nazwie Mossack Fonseca. Dotychczas sprawa tajnych kont polityków na których są setki miliardów ukradzionych dolarów, jak i prania brudnych i często krwawych pieniędzy, była spiskową teorią dziejów. Teraz okazała się być prawdą.

To właśnie tam przepadają miliardy dolarów wyszarpane z krajowych budżetów jak i pochodzące z łapówek od koncernów itp. Od dawna osoby zajmujące się teoriami spiskowymi alarmują, że z narodowych budżetów po prostu „znikają” ogromne pieniądze. Są to kwoty wręcz niewyobrażalne, przy których 150 miliardów zł zrabowanych oficjalnie z OFE to pestka. Jak zawsze odpowiedzi było brak. Teraz śledztwo dziennikarzy z całego świata wydaje się uchylać rąbka tajemnicy.

Najlepsze jest to, rozje.bało mnie:
Cytat: „Kancelaria zapewnia, że działała zgodnie z prawem i podkreśla, że w ciągu 40 lat jej działalności nikt nie postawił jej zarzutów kryminalnych.”

No tak, zbrodnia w majestacie prawa, ludobójstwo w majestacie medycyny i korpo-żywności, niewolnictwo w majestacie kapitalizmu, czyli cały XXI wiek.

panama papers

.

Wiadomość ta dnia 3 kwietnia 2016 roku zelektryzowała media całego świata, w tym te polskie. Jest i polski akcent tej afery. W unikanie opodatkowania i pranie gotówki miały być zaangażowane politycznie osoby z Polski. Takie jak Paweł Piskorski, były prezydent Warszawy, obecny lider Stronnictwa Demokratycznego. Także jest mowa o akcjonariuszach niesławnej Grupy ITI Mariuszu Walterze i Bruno Valsangiacomo, no i Marku Profusie, wydawcy tygodnika „Piłka Nożna”.

Polecam dwa medialne materiały na temat afery Panama Paper:

Opis z portalu wPolityce:

Cytuję: „Szokujące dane publikują dziennikarze w Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych. Z ich danych wynika, że setki polityków, biznesmenów ukrywało swe pieniądze w rajach podatkowych. Na liście są również Polacy.”
DALEJ: http://wpolityce.pl/gospodarka/287415-szokujace-dane-dziennikarze-ujawniaja-jak-wyprowadzano-fortuny-do-rajow-podatkowych-sa-i-polskie-watki-zobacz-nazwiska

Rozmowa Piotra Ikonowicza i Przemysława Wiplera na temat afery Panama Paper w telewizji TVN 24. Obu polityków lubię:

Cytuję: „Władimir Putin, Petro Poroszenko i Lionel Messi – to najbardziej znane nazwiska otwierające długą listę osób, które korzystały z usług panamskiej kancelarii. Wśród jej klientów znaleźli się też Polacy, w tym były prezydent Warszawy Paweł Piskorski. Postępowanie w tej sprawie wszczęło już Ministerstwo Finansów. O unikaniu płacenia podatków dyskutowali goście programu „Tak jest” Przemysław Wipler i Piotr Ikonowicz.”

DALEJ – kliknij na link by obejrzeć video: http://www.tvn24.pl/tak-jest,39,m/panama-paper-z-polskim-akcentem,632881.html

Jeszcze odnośnie tej afery.. Tłumaczy ona, dlaczego jest tak źle na świecie. Poniżej komentarz Czytelnika mojej strony odnośnie obecnej sytuacji na świecie. Ciekawe jaka tajna organizacja zezwoliła i stoi za tym przeciekiem? Narracja w mediach jak zwykle powala na kolana. Twierdzą, że tak jest, że to jest złe, ale nic z tym nie można zrobić. Owszem, można, tylko trzeba chcieć. Trzeba woli politycznej. Wiele problemów ekonomii i polityki jest tak zawiła, niezrozumiała i nie do rozwiązania, bo elitom zależy by tak było.

Cytuję: „Powiem tylko tyle że w tej całej globalnej kosmicznej grze chodzi o wielkie zwiedzenie i manipulację. Całej ludzkości nie tylko całego tego bydła ziemskiego ale przede wszystkim tych najlepiej się zapowiadających czyli przebudzonych i oświeconych którzy powoli zaczęli wychodzić z paszczy lwa. A potem pewnie znowu się cofniemy do kamienia łupanego i zaczniemy wszystko od nowa. Albo po wielkiej globalnej wojnie przeciwko NWO ludzkość odniesie pyrrusowe zwycięstwo i zdoła wypędzić z planety oraz z orbity resztę paso(ży.dów). Czasy do 2150 [początek pełnej ery wodnika, przyp. J.K.] będą arcyciekawe i kluczowe.

Aha i jeszcze coś loża loży nie równa. Tajne stowarzyszenia tajnym stowarzyszeniom nie równe. Jedne są nam przychylne a inne nie. Tam też są tarcia i konflikty i też jest walka o rząd dusz. I też są krety i trojany w samym centrum decyzyjnym systemu. I też są przecieki i dlatego tak nadzorcy się wkurwiają ponieważ im nie wychodzi. I dlatego przyspieszono plany inwazji zniszczenia ra.sy bia.łej w europie ponieważ ten plan był datowany na jakieś lata 30-te na około 2032 czyli o wiele lat przyspieszyli to już jest ich plan B jeśli nie C albo D. Tak tak wszystko powoli leci w pizdu.”
~Roni7

O tym pisałem w linkach poniżej:
Kto według Was rządzi tym światem?
Kto według Was rządzi tym światem? [2] [VIDEO]

I komentarz Jacka Rojka o aferze Panama Papers:

Cytuję: „Abstrahując od globalnego porządku świata i przenosząc się na płaszczyznę regionalną, demokracja to jest taki system, w którym ludzie zasiadający na stanowiskach władzy myślą tylko o tym jak najbardziej wykorzystać swoją pozycję do własnych celów, jak najwięcej kasy wydoić, bo są świadomi, że w następnej kadencji ich miejsce zajmie ktoś inny, więc w dupie mają rozwój kraju i dobro ludzi. Wobec tego najlepszym systemem byłaby monarchia absolutna dziedziczna, bo król sprawujący władzę dożywotnio nie musi kraść, a raczej będzie się troszczył o dobrobyt kraju, aby przekazać potomkowi sowite dziedzictwo.

W takim systemie jednak istnieje ryzyko tyranii, podobnie jak ma to miejsce np. w Korei (choć oficjalnie nie jest monarchią). Tyle teoria, w praktyce jednak to by nie wypaliło, bo chcąc nie chcąc elita rządząca światem jednak istnieje i w jej interesie nie jest dobro ludzkości ale totalna kontrola nad ludzkością, wobec czego, każdy władca troszcząc się o dobro swojego narodu a co za tym idzie ograniczając wpływy tajnych organizacji i podległych jej systemów (jak np. produkcja waluty) zostałby wyeliminowany tak jak zrobiono z Kennedym, Kadafim, Husajnem, i po części z Janukowyczem i Kaczyńskim.

Wobec czego najlepiej powodzi się państwom, w których władza absolutna jest w rękach Iluminatów (USA, Wielka Brytania) – kosztem wolności obywatele otrzymali lepszy poziom życia niż w innych krajach. Co ciekawe cały ten system nie dotyczy całego świata – np. nie obowiązuje w Azji gdzie panuje hinduizm, buddyzm i religie pochodne, a co za tym idzie ludzie pilnują aby nie pogarszać swojej karmy ale ją oczyszczać, a co za tym idzie wrogie siły mają ograniczony dostęp do takich narodów. Narody te ochraniają się, bo wiedza ezoteryczna i rozwój duchowy są częścią hinduizmu. Również filozofia hinduistyczna doskonale wyjaśnia nierówności społeczne i pokazuje sposób wyjścia z tych ograniczeń.”
Autor j.w.

Podsumował: Jarek Kefir
Ars Moriendi, Roni7, Jacek Rojek – dzięki za materiały!

Autor: Jarek Kefir

.

jarek kefir

Czy wiesz, że możesz wspomóc finansowo moje inicjatywy uświadamiające? Jest to forma wdzięczności za moją pracę i treści, które były dla Ciebie pozytywne i coś dobrego Ci dały. 🙂 Wsparcie umożliwia też zachowanie niezależności mojej strony.

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

KTO RZĄDZI ŚWIATEM?! TEN DOKUMENT UJAWNIA NIEPOKOJĄCĄ PRAWDĘ [VIDEO]

Zapraszam Cię na pełnometrażowy film dokumentalny autorstwa Jana W. Klifa, byłego satanisty, byłego członka grup black metalowych. W swoim filmie, nieco odmiennym od materiałów występujących na mojej stronie, ujawnia i demaskuje on ukrywaną wiedzę.

Od zawsze piszę, że elity dla nas, zwykłych ludzi proponują swoje nowotworowe utopie, takie jak religie monoteistyczne, new age (nowa forma, choć pełna błędów i bzdur) jak i racjonalizm (ateizm). Zaś dla siebie elity zatrzymują i zazdrośnie strzegą wartościowej wiedzy.

Cytuję: „Uwaga! Film może urażać uczucia religijne i światopoglądowe. Osoby drażliwe na punkcie swego światopoglądu proszone są o nie oglądanie materiału. Autor filmu, Jan W. Klif to były satanista. Na własnej skórze odczuł czym jest ciemna strona mocy. W latach osiemdziesiątych był muzykiem i wokalistą w zespołach black metalowych oraz okultystą. Twórca filmu „ Biblia Księga z Innego Świata” powraca w najnowszej superprodukcji. „Anioł Ludzkiej Ewolucji” to dokument o fundamentach naszej cywilizacji, oparty m.in. na księgach czołowych okultystów świata, Biblii i Koranie.”

Anioł ludzkiej ewolucji – Film dokumentalny HD:

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę walić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam żadnych płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego, nawet dla biednych osób. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

PRAKTYCZNIE WSZYSTKIE PRZEPOWIEDNIE ORWELLA SIĘ SPEŁNIŁY

Praktycznie wszystkie przepowiednie Orwella się spełniły

Chciałbym w niestandardowy sposób rozwinąć tezę z tytułu tego felietonu. Otóż większość ludzi chce za wszelką cenę być NORMALNYMI. Szczególnie wyraźna ta tendencja jest w okresie dojrzewania płciowego (wieku nastoletnim), gdzie praktycznie nawet najmniejsze odstępstwo od normy jest brutalnie i okrutnie napiętnowane. A jak już pisałem kiedyś, większość ludzi po przekroczeniu tych 20 lat, dalej zostaje na poziomie nastolatka.

Ba, mamy całe armie 20, 30, 40, 50 latków o mentalności nastolatka, z ich hasłem przewodnim: drugs, sex, rock ‚n’ roll. Innego świata, innych rozrywek, innego modelu życia niż np cotygodniowe odurzenie się do nieprzytomności – nie znają. Wszyscy inni wyzywani są przez nich od nienormalnych, spiskowych oszołomów, nieżyciowych przegrywów (bo nie chcą pić itp.). Tacy ludzie o mentalności nastolatków oczywiście wychowują dzieci. Wychowują to słowo-eufemizm, bo ludzie o takiej mentalności wychowują kolejne, kalekie i pokiereszowane pokolenia ludzi nieszczęśliwych, zapijaczonych, głupich, którzy popełniają dokładnie te same błędy.

O dziwo właśnie na racjonalista.pl czytałem jedno mądre zdanie, napisanego przez takiego zwolennika alkoholowo-imprezowo-telewizyjno-rock ‚n’ rollowej normalności. Pisał on:
„My, ludzie urodzeni w latach ’50, ’60, ’70, i ’80, wszyscy bez wyjątku byliśmy wychowywani przez patologicznych rodziców. Jakoś nikt sentymentów typowych dla dzisiejszych czasów nie miał i jakoś żyjemy.”

Ale do rzeczy. Czym jest normalność tak hołubiona i uwielbiana czy to przez wielkomiejskich „nowych purytan”, czy przez małomiejskich i wioskowych „Dulskich”? Ma ona kilka składowych:

-poglądy polityczne. Masz sobie wybrać jedną z zaaprobowanych przez system ideologii i ślepo w nią wierzyć. Jedne są bardziej akceptowalne (etatyzm Nowoczesnej i PO czy lewactwo Palikota), inne są mniej akceptowalne (PiS, KORWiN czy to co głosi Piotr Ikonowicz);

-to samo dotyczy religii – masz sobie wybrać jakąś obowiązującą. Oczywiście najbardziej tęczowy, nowoczesny, cool, trendy jest ateizm (racjonalizm). To ta religia jest najsilniej promowana przez system. Możesz też wybrać np jedną z frakcji chrześcijaństwa, judaizm, islam.

-poglądy społeczne. Masz cenić rodzinę ale jednocześnie karierę (absolutnie nie do pogodzenia nawiasem mówiąc). Nie wolno Ci podważać małżeństw, monogamii itp. Ogólnie, nie wolno Ci negować czegokolwiek co proponuje system. Możesz np w sobotę w męskim gronie przy wódeczce ponarzekać, jaki ten świat jest skurwiały, jakie relacje na nim są popieprzone.. Ale już w poniedziałek masz karnie i bez szemrania iść budować cywilizację. By żyło się lepiej – ale oczywiście tylko elitom;

-przestrzeganie norm społecznych, konwenansów (tych pisanych – oficjalnych, i tych niepisanych – gdy nikt nie patrzy, więc hulaj dusza). A także: prawa. No chyba że kradniesz, mordujesz i niszczysz innych w białych rękawiczkach jako rekin polityki, korporacji czy biznesu – wtedy jesteś szanowanym i podziwianym obywatelem.

O normach społecznych, konwenansach, prawie chciałbym trochę podyskutować.. Otóż normy społeczne i konwenanse, szczególnie te niepisane, przypominają gigantyczny worek na cuchnące śmieci, bez dna i bez granic. System prawny też trochę przypomina taki worek. Do tego worka możesz wrzucić dosłownie wszystko. Czyli dowolną bzdurę, która będzie czczona przez motłoch jak świętość, nieważne jak absurdalna, niesprawiedliwa, czy wręcz zbrodnicza i ludobójcza byłaby taka norma.

Pokazały to doskonale historie totalitaryzmów. Jakie normy społeczne tam czczono? Jakie tam były konwenanse i zasady? Jakie istniało wtedy prawo? Wiemy, że choć były to normy i zasady potworne, zbrodnicze, nieludzkie – to w owych czasach były absolutną świętością nie do podważenia. Mnóstwo ofiar totalitaryzmów zostawiło ludzkości niepowtarzalne dziedzictwo w postaci książek, wierszy, pamiętników.. Do takich ludzi należy np George Orwell, który przeżył i doświadczył na własnej skórze okrucieństwo hiszpańskiej wojny domowej, i szaleństwo dwóch ideologii w tym kraju – faszyzmu i komunizmu.

Ich dzieła są doskonałym studium już nie tylko oderwanej od dzisiejszych realiów epoki historycznej sprzed wielu dekad. Jest to bogate studium ludzkiej mentalności i psychiki. Wszystkie problemy, które opisały w swoich dziełach ofiary totalitaryzmów, są obecne tak naprawdę od zarania dziejów, aż do dziś. W warunkach totalitaryzmu „twardego” ulegają one jedynie wyostrzeniu. Obecnie świat pogrąża się z jednej strony w chaosie, destabilizacji, rozpadowi. Z drugiej strony, od wielu, wielu lat mamy totalitaryzm „miękki”, zwany demokracją, kapitalizmem, neoliberalizmem.. Który na dodatek zaczyna przybierać coraz więcej i więcej cech totalitaryzmu twardego.

Tak, także w Europie, Ameryce, Australii. Demokracja parlamentarna, rządy (de facto: dyktatura) prawa i kapitalizm neoliberalny, nie zmieniają w zasadzie NICZEGO. Nadają tylko totalitaryzmowi innego wymiaru. Przecież gestapo już nie chodzi po ulicach i nie strzela do ludzi, bo po II Wojnie Światowej elity uznały taką formę kontroli mas za zbyt zasobochłonną. Mamy już zupełnie inne realia, ale problemy podobne. Problemy natury ludzkiej są z zasady nierozwiązywalne i są takie same począwszy od mroków naszych pradziejów po dziś dzień.

Dalej. Kapitalizm, neoliberalizm, biurokracja, etatyzm – są ze sobą ściśle związane. Choć nie są to jedyne filary podtrzymujące ten koszmarny, dystopijny system w stanie równowagi. Piewcy kapitalizmu z Nowoczesnej i z partii KORWiN, nie biorą pod uwagę czynników, czy też problemów natury ludzkiej. Twierdzą oni, że deregulacja wszystkiego, uwolnienie kapitalizmu od wszelkich barier (także barier moralności i etyki) – rozwiąże sprawę.

Niestety, ale tam gdzie jest kapitalizm, tam są też urzędnicze, bezduszne armie biurokratów. W Polsce to jest szczególnie widoczne. Z jednej strony, mami dziki, w dużej mierze nieregulowany kapitalizm. Wolna amerykanka, róbta co chceta, a Ty, pracowniku, morda w kubeł i nie masz żadnych praw. Z drugiej strony, potężna urzędniczo-biurokratyczna armia pilnuje by kariery i biznesy robili tylko ludzie systemu. Czyli komuchy, postkomuchy, krewni i znajomi królika (przysłowie takie), no i wiadomo – zagraniczne korporacje.

Jeśli tylko Ty, szary Kowalski, założysz biznes – szykuj się na spotkanie z tą potężną biurokratyczną armią. Sanepidy, straże pożarne, BHP, urzędy skarbowe to tylko wierzchołek tej góry lodowej. No i jak pisałem w felietonie poprzednim, musisz grać na tych nieludzkich zasadach, stworzonych przed laty przez tych skurwysynów, prekursorów polskiego kapitalizmu. Nie możesz zapłacić pracownikowi zbyt dużo, bo taki jest system (to jednak sprawa bardzo kontrowersyjna i dotyczy naprawdę maleńkich i niezbyt dochodowych przedsiębiorstw).

Tak jest zawsze, że tam gdzie istnieje kapitalistyczno-oligarchiczna elita, tam z jednej strony pojawia się potężna armia kontrolerów systemu (urzędasów, biurokratów, etatystów) a z drugiej strony, pojawia się poprawność polityczna będąca korzystna dla tej elity. Dziś jest to neoliberalne lewactwo z całą swoją cenzurą, zamordyzmem, nie liczeniem się z przeciwnikami. Neoliberalne lewactwo śmiało można nazwać hitleryzmem naszych czasów.

Kapitaliści (Korwin, Nowoczesna, PO, PSL, itp itd) nie biorą też pod uwagę, że gospodarka, zgodnie z zasadą wszechświata-hologramu, zachowuje się jak ekosystem, czy też ogromny, żywy organizm. Dąży on do stanu wyrównania (homeostazy), i potrzebuje do tego wielu czynników, ogromnej różnorodności. Dziś hołubieni są biznesmeni, kapitaliści, ludzie sukcesu, i ich przydupasy (lemingi – max 20% społeczeństwa). Cała reszta nas, Polaków, nikogo nie obchodzi.

Ba, ci cali kapitaliści i przedsiębiorcy jeszcze się wkurwiają, że państwo zmusza by nam płacić te 1200 zł netto. Oni gdyby MOGLI, to by płacili choćby 400 złotych miesięcznie, i zęby w ścianę i całuj pana kapitalistę w dupsko. Na rządy Korwina czy Petru (jeden chuj) czekają oni z utęsknieniem. Nikt nie bierze pod uwagę, że aby gospodarka działała – muszą być rolnicy, robotnicy, mechanicy, górnicy, sprzątacze, śmieciarze, kierowcy, budowlańcy, pracownicy fizyczni i cała rzesza słabo opłacanych i raczej nie lubianych zawodów.

Wyobraźcie sobie co by było, gdyby każdy rolnik, budowlaniec, robotnik, kierowca, śmieciarz – zechciał nagle rzucić swój fach. Zrobiłby sobie jakieś studia wyższe, kilka kursów coachingu, kilka kursów zawodowych, i też zapragnąłby sobie być rekinem kapitalizmu / biznesu. Brak śmieciarzy odczulibyśmy już po tygodniu po występowaniu wielu strasznych chorób, z których większość nawet nie znamy, bo jako kojarzone z brudem zostały całkowicie wytępione. Brak rolników grzebiących z trudem i znojem w ziemi, tej ziemi, odczulibyśmy po kilku miesiącach w miarę wyczerpywania się zasobów żywności, jako głód.

Ci, którzy są na dole i cierpią niedolę, umożliwiają tym na górze (kapitalistom i lemingom) wygodny i beztroski żywot. Taki jest porządek świata od zarania dziejów. To jest największy totalitaryzm – wyżyć za 1200 zł miesięcznie. To jest największy totalitaryzm – brak praw pracowniczych, mobbing, nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa i narażanie pracowników na kalectwo i śmierć.. Totalitaryzmem jest też praca 12 godzin na dobę, z niepłatnymi nadgodzinami. Czyż nie mam racji?

Jeszcze co do norm społecznych. Wyobraźcie sobie dystopijną przyszłość, rok 2026, Stany Zjednoczone Europy ze stolicą w Berlinie. Chcesz wymienić żarówkę w swoim domu? Niby głupia sprawa? W porządku, ale mamy 2026 rok. Musisz więc mieć pokończonych kilka kursów, specjalne zezwolenia, zdany egzamin wewnętrzny (koszt 7000 euro) i państwowy (koszt 15000 euro). Możesz też wezwać fachowca z certyfikatem by to zrobił – koszt usługi to 500 euro.

Możesz to też zrobić sam i wymienić tę cholerną żarówkę nawet wtedy, gdy nie masz zezwoleń. Ale wtedy skomputeryzowany system zarządzający Twoim domem i inwigilujący każde jego pomieszczenie (obowiązkowe kamery video), podłączony do globalnego systemu Echelon, od razu to wychwyci. Za chwilę przyjedzie do Ciebie Policja Myśli i zostaniesz skazany na mandat 5000 euro, przymusowe lekcje socjalizacji, przebadanie przez psychiatrę pod kątem uspołecznienia i rok ograniczenia wolności.

A teraz pomyśl co się stanie, gdy będziesz chciał naprawić coś w komputerze, kupić witaminy czy magnez, wsiąść na rower, podlać ogródek. Może być jeszcze gorzej niż w powyższym przykładzie wymiany żarówki. W końcu to 2026 rok i nowa, a tak naprawdę.. stara ideologia u steru władzy.

Niemożliwe? Absurdalne? śmieszne? Hmm, jednak nie czytałeś opisów i podań ofiar totalitaryzmów. Najwyższy czas by uzupełnić wiedzę której Ci brakuje. Bo ich przesłanie jest uniwersalne i ponadczasowe, bez względu na sytuację polityczną, ideologiczną, epokę.

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę walić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam żadnych płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego, nawet dla biednych osób. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

DLACZEGO NASA OMIJA I BOI SIĘ KSIĘŻYCA?! TAJEMNICZA ZAGADKA LINII CZASOWYCH

Dlaczego NASA lub Elon Musk ze Space X wciąż mówią o locie na Marsa a nawet na ożywieniu tej planety, jednak nie mówią nic o księżycu? Dlaczego od wielu dekad nie lata się na księżyc? Przecież już możemy. Czasy misji Apollo to przy dzisiejszej technologii prehistoria. Jaką więc zagadkę skrywa księżyc?!

Przedstawiam ciekawy artykuł o liniach czasowych i różnicach związanych z czasem poszczególnych planet, a czasem solarnym.

Czym jest teraźniejszość? Teraźniejszość.. nie istnieje dla natury tego Układu Słonecznego jak i być może dla Wszechświata. Ale tego nie wiemy, bo i skąd? Teraźniejszość to trwający nieskończenie małą (bliską zero) jednostkę czasową ciągły przeskok między przeszłością a przyszłością. To tak, jak by nieskończenie mały wagonik kolejowy non stop poruszał się po torze. Za wagonikiem – przeszłość. Przed wagonikiem – przyszłość.

Jednak tu występuje pewien paradoks.. Bowiem teraźniejszość i życie teraźniejszością, a nie przeszłością czy przyszłością, jest niezwykle ważne dla naszej psychiki i duchowości. Mówią o tym wszyscy mistrzowie duchowi różnych epok. Jeśli żyjesz przeszłością – jesteś zgorzkniały, pełno w Tobie niechęci i rozgoryczenia. Jeśli żyjesz przyszłością – pełno w Tobie strachu, obaw, niepewności. Żyjąc przeszłością lub przyszłością, nie żyjesz, jesteś umarłym za życia.

Fallen moon and stars

Teraźniejszość więc wydaje się być.. nicością, próżnią, jednak łaknie jej psychika i duch. Dlaczego? Bodaj Osho mówił, że Bóg jest tą nicością, stanem równowagi, homeostazy. Żyjemy więc w środowisku które jest pędem, entropią, chaosem. Mamy dążyć więc do stanu spokoju i równowagi? Jak Wy to widzicie?

Wielką tajemnicą wszechświata jest to, że nie istnieje żadna cząsteczka czasu zawierająca w sobie teraźniejszość. Bowiem w każdej cząsteczce czasu natychmiast zawarta jest przeszłość. Wąski, bo ograniczony przed tysiącami lat do 10% umysł człowieka nie jest w stanie tego pojąć. Dlatego dzieli czas na trzy frakcje: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. To ludzki umysł (ograniczony, pozbawiony kontaktu z sercem i Stwórcą – duchem) wymyślił czas.

Czas w naturze nie istnieje. Wygląda to jak plansza gry. Otóż plansza, wydarzenia na niej i pionki są stale te same. Zmieniają się jedynie gracze. Stale odgrywają one te same wydarzenia, choć w rozmaitych konfiguracjach. Weźmy np szachy. Wyliczono komputerowo, że są setki tysięcy lub nawet miliony możliwych wariantów 10 pierwszych ruchów na szachownicy. Nie pamiętam dokładnej liczby ale nie o to chodzi.

Wstęp: Jarek Kefir


Cytuję: „W celu zrozumienia, czym są linie czasu, musimy odwołać się do misji Apollo, które w roku 1969 zaczęły dostarczać geologiczne próbki z Księżyca. Kiedy do Kosmicznego Centrum Johnsona dotarły pierwsze próbki księżycowe, poddano je tam kwarantannie, przeprowadzając w międzyczasie testy mające określić, czy stanowią one zagrożenie dla ziemskiego środowiska.

Zarówno rośliny, jak i zwierzęta poddano działaniu lub wstrzyknięto im wodny roztwór zawierający drobno zmielone skały księżycowe. W jednym z tych testów takim księżycowym roztworem podlano nasiona kukurydzy i fasoli. Nasiona wykiełkowały i rośliny zaczęły rosnąć w przyspieszonym tempie, jednocześnie wykształciły genetyczne deformacje i rakowaciały.

Początkowo przypuszczałem, że księżycowe próbki przyspieszą wzrost roślin, nie brałem jednak pod uwagę możliwości genetycznych deformacji lub rakowacenia. Tak więc to odkrycie było, skromnie mówiąc, szokujące.

Dziś NASA zaprzecza wynikom tamtych testów i utrzymuje, że u żadnej rośliny oraz zwierzęcia, które poddano działaniu lub którym wstrzyknięto księżycowy roztwór, nie zaobserwowano jakichkolwiek ujemnych skutków, podkreślając jednocześnie, że księżycowy roztwór przyspieszył wzrost roślin.

Te drastyczne skutki wystąpiły naprawdę i powinny były zablokować program kosmiczny. Powinniśmy byli wrócić do desek kreślarskich, aby opracować naukowe techniki uzyskiwania danych o środowisku innych planet, które byłyby efektywne i bezpieczne, ale tak się nie stało. Wszystko potoczyło się swoim torem i nadal tak się dzieje.

Einstein powiedział kiedyś, że w każdym poruszającym się układzie czas jest inny i tak rzeczywiście jest, ale co to dokładnie znaczy? Niestety, Einstein patrzył na wszechświat w kategoriach liniowych proporcji, co z kolei ograniczyło nasze widzenie i rozumienie wszechświata oraz to, co starał się nam przekazać. Liniowe proporcje są z całą pewnością potrzebne nam do budowy domu, ale kiedy rozważamy fundamentalne prawa wszechświata, te same liniowe proporcje pakują nas w kłopoty, gdy chcemy zrealizować nasze ambicje, budując załogową bazę na Księżycu lub kolonizując inną planetę.

Planety, księżyce i gwiazdy mają wspólne nieliniowe zależności, w które włączone są linie czasu, co oznacza, że księżycowy czas biegnie znacznie szybciej od ziemskiego. Tak więc wygląd Księżyca takiego, jakim go widzimy, należy w rzeczywistości do historii Księżyca lub jego przeszłości istniejącej w naszej ziemskiej teraźniejszości.

Ponieważ czas jest inny na Księżycu, Księżyc dynamicznie wypada z synchronizacji z naszym ziemskim środowiskiem. Podstawy dynamik wpływających na formę i funkcje księżycowego materiału różnią się znacząco od podstaw dynamik rządzących formą i funkcją ziemskiego materiału.

Należy podkreślić, że pomiędzy Ziemią i Księżycem istnieje różnica energii w odniesieniu do podstaw energetycznych wpływających na formę i funkcjonowanie struktury fizycznej. Materiały księżycowe mają wyższy stosunek energii w odniesieniu do jednostki masy niż ziemskie. W rezultacie Księżyc ma zniekształcający wpływ na Ziemię, a księżycowe materiały na dynamikę ziemskiej flory i fauny.

Wydaje się nam, że jedynym, co nas oddziela od Księżyca, jest pewien dystans liniowy, podobnie jak odległość między dwoma miastami, mierzony w milach lub kilometrach, ale w rzeczywistości tak nie jest.

Dlaczego więc ignorujemy linie czasu i zachowujemy się, jakby one nie istniały?
Na początek ktoś powinien wyjaśnić, dlaczego agencje rządowe ukrywają tę istotną informację nie tylko przed społeczeństwem, ale i przed naukowcami i inżynierami z NASA – informację decydującą o budowie załogowej bazy na Księżycu lub kolonizacji innej planety.

Obecnie mówimy o załogowych wyprawach na Marsa i rozważamy możliwość wykorzystania marsjańskiej wody do zaopatrywania członków wyprawy. Jeśli Mars nie jest zsynchronizowany z Ziemią, to marsjańska woda nie będzie zsynchronizowana z biologiczną chemią członków wyprawy. Tak więc pozorna lub rzeczywista czystość marsjańskiej wody nie jest problemem lub kwestią, ale podstawy dynamiki wody, które będą ostatecznie wpływać na zdrowie i bezpieczeństwo członków wyprawy.

To element czasu związany z koncepcją linii czasu stanowi bardzo realny i poważny problem. Gdyby wiedziano, że załogowa wyprawa na Marsa pozostaje obecnie poza naszymi możliwościami, zaś założenie załogowej bazy na Księżycu jest obecnie niewykonalne ani nawet sensowne, wówczas finansowanie programu kosmicznego uległoby znacznemu ograniczeniu. Bez radykalnego postępu w nauce i technice działalność NASA może ostatecznie zostać zakończona.

Potrzebujemy całkowicie nowego podejścia do programu kosmicznego, poczynając od podstawowych naukowych zasad rządzących czasem i przestrzenią, co oznacza, że musimy zacząć od pierwszego pola i posuwać się dalej o tyle pól, na ile pozwoli postęp.
Różnice linii czasu
Linie czasu nie są jakimś tam zwariowanym pomysłem, ale realnie istniejącą przeszkodą dla załogowych wypraw poza granice naszej planety.

Linie czasu wiążą się z różnicami energetycznymi w stosunku do leżącej u podłoża siły energii wpływającej na formę i funkcjonowanie wszystkich fizycznych struktur. Nie jest to koncepcja łatwa do opanowania, ale jest kluczowa dla naszych astronautów, jeśli mają przeżyć oddziaływanie środowiska innej planety.

Wielu ludzi zakłada, że wiemy, czym jest energia. W rzeczywistości tak do końca tego nie wiemy. Przyrównujemy energię do siły oporu, jako że czynnik oporu ogranicza wydajność każdego napędzanego paliwem zmotoryzowanego układu. Uważamy, że bez energetycznej siły oporu niemożliwe jest utrzymanie przepływu energii koniecznej do podtrzymywania naszego ludzkiego przemysłu. Jeśli mylimy się co do tego i energia nie jest siłą oporu, ale dynamiczną podstawową nieoporową siłą, która ciągle narasta, wówczas nietrudno dojść do wniosku, że konsumpcja paliw w formie płynnej, gazowej i stałej nie dostarcza nam w rzeczywistości żadnej energii.

Każdym elementem naszego fizycznego świata rządzą linie czasu – różnice w podstawowej energii podtrzymujące i zapewniające trwanie całej fizycznej materii. Bez tych różnic linii czasu nic by się nie działo i nie byłoby fizycznej materii.

Forma i funkcje fizycznej struktury są determinowane przez dynamiczne różnice podstawowej energii wszechświata w kategoriach Nieliniowego Przyspieszenia Częstotliwości Pola Czasu (Nonlinear Time Field Frequency Acceleration; w skrócie NTFFA.). NTFFA przyspiesza i opóźnia jednocześnie w przeciwnych kierunkach, co pozwala na istnienie linii czasu.

Udało się nam przekonać siebie samych, że wszechświat ma strukturę liniową, w której możemy mierzyć proporcje wszechświata metrowym liniałem bez brania pod uwagę dynamicznej natury wszechświata lub jednoczesnych zależności czasu i przestrzeni.

Czy opóźnienia w przekazach radiowych pomiędzy kontrolą na Ziemi a załogą w przestrzeni kosmicznej są następstwem odległości liniowej, czy też wynikają z różnicy samego czasu? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna, jeśli mamy zrozumieć prawdziwą naturę czasu i przestrzeni, jako że w naturze i własnościach wszechświata nie ma niczego, co byłoby statyczne.

Każda interakcja pomiędzy dwoma lub więcej układami obejmuje zróżnicowanie linii czasu w odniesieniu do zróżnicowania występującego w energii będącej podstawą każdego układu oddziałującego na dynamikę pozostałych układów. Każdy układ wszechświata pozostaje w relacji ze stanem wszechświata, ponieważ układ odniesienia determinuje relacje wszystkich układów będących z nim w związku, ale zależność wszystkich układów nie jest ograniczona do stanu wszechświata pozostającego w relacji do pojedynczego układu odniesienia.

Istnieje szczególny stan wszechświata związany z każdym układem wynikający z różnic w liniach czasu. Wszystkie stany wszechświata związane z różnymi układami istnieją równocześnie, przy czym te różne układy istnieją także w pojęciu przeszłych lub przyszłych stanów pozostających w relacji do układu odniesienia. Tym, co musimy zrozumieć, jest to, że wszechświat nie jest zbudowany liniowo ani liniowo napędzany. Nie możemy stosować statycznych pojęć odniesienia do dynamicznego układu. Zarówno czas, jak i przestrzeń zmieniają się w sposób ciągły za sprawą dynamicznej natury siły utrzymującej wszechświat.

Linie czasu zamykają nas w określonym stanie wszechświata w relacji do zunifikowanego stanu pola naszej planety. Ten zunifikowany stan pola nie koresponduje z polem żadnego innego układu, jako że każdy układ koresponduje z nieabsolutnym układem i/lub stanem wszechświata.
To, jak to się ma do naszej sytuacji, jest bardzo proste – musimy tak dostosować naszą percepcję, by pasowała do rzeczywistej natury wszechświata, a nie liczyć na to, że to wszechświat dostosuje się do z góry przez nas założonych koncepcji.

Natychmiastowa łączność
Jeśli chcemy założyć na Księżycu załogową bazę, musimy określić metodę, przy pomocy której dotrzemy jednakowo do odnośnych linii czasu, przez co będziemy mogli ustanowić drogę dostępu zgodną z egzystencją załogi wyprawy. To oznacza, że pomyślne założenie załogowej bazy na Księżycu nie jest dostępne i nie będzie nawet widzialne przez tych, którzy zostaną na Ziemi, jako że będzie istniała określona różnica między liniami czasu i/lub przerwa pomiędzy bazą księżycową a centrum kontroli na Ziemi.

Tak więc należy opracować nowe metody łączności, które pozwolą na natychmiastowe porozumiewanie się poprzez linie czasu. Pozwoli to na natychmiastowe komunikowanie się z dowolnym punktem w czasie i przestrzeni odpowiadającym przeszłym i/lub przyszłym stanom wszechświata.
Niektórzy nazywają to „komunikacją grawitacyjną”. Grawitacja ma charakter natychmiastowy. Grawitacja nie ma prędkości i z tego powodu nie można wykryć grawitonów lub fal grawitacyjnych. Grawitacja jest po prostu stanem pola określonego przez stanowiącą podłoże siłę energii utrzymującą dynamikę każdego układu zunifikowanych pól.

W celu zrozumienia natychmiastowej natury wszechświata i lepszego rozumienia linii czasu należy ponownie rozważyć nasze poglądy na prędkość światła – to, że liniowy ruch światła można mierzyć metrowym przymiarem i zegarem. Udało się tu ustalić, że prędkość światła koresponduje z czasem, w jakim światło pokonuje odległość jednego metra, który wynosi 1/299792458 sekundy.

Założenie, że każda z 299792458 części sekundy ma dokładnie taką samą długość liniowego trwania, jest błędne. To oznacza, że stosujemy pojęcia statyczne i zakładamy, że każda część sekundy ma wartość absolutną.

Na podstawie takiej oceny błędnie definiujemy „c” jak uniwersalną stałą, która w rzeczy samej określa nasze postrzeganie wszechświata. To pozwala nam na pomiar własności wszechświata w kategoriach lat świetlnych, mimo iż nie ma żadnych lat świetlnych ani żadnych liniowych lat, które można by policzyć.

Podobnie odnosimy się do milionów i miliardów lat w stosunku do wieku naszej planety Ziemi i do milionów i miliardów lat w stosunku do rozmiaru i wieku wszechświata, pomijając symultaniczną naturę wszechświata.

Linie czasu nie korespondują z linearnym trwaniem czasu, ale z różnicami Nieliniowego Przyspieszenia Częstotliwości Pola Czasu (NTFFA.). Przeszłość i przyszłość nie istnieją w kategoriach trwania liniowego, ale w kategoriach symultanicznego stanu wszechświata, w którym linie czasu przybierają określone znaczenie. Stąd koncepcja natychmiastowych transformacji jest nie tylko jedną z możliwości, ale podstawową cechą wszechświata.

Percepcja czasu
Istnieje potrzeba ponownego rozważenia obecnego postrzegania czasu, jako że nasze odniesienie do czegoś co wydarzyło się 10 lub 20 lat temu, ustawia mentalne ramy odniesienia, w których myślimy w kategoriach linearnych okresów, nie zdając sobie sprawy, że nie ma żadnych linearnych lat, które można by policzyć.

To powinno być oczywiste, kiedy robimy odniesienia do wieku wszechświata odpowiadającego miliardom lat i rozważamy możliwość wykonania zdjęcia dawnego stanu za pomocą teleskopu. Sądzimy, że możemy zajrzeć w przeszłość spoglądając w odległe od Ziemi regiony i zrównując odległość z czasem.

Niestety, czas nie koresponduje z linearnym okresem lub linearną odległością. Czas jest w swojej istocie kluczowym czynnikiem wpływającym na stan wszechświata. Pod tym względem czas determinuje symultaniczną naturę wszechświata w kategoriach przyczyny i skutku. Jeśli czas jest inny dla każdego układu w stanie ruchu, to powinno być oczywiste, że wszystkie układy muszą egzystować jednocześnie, aby mogły istnieć w granicach pojedynczego jednolitego układu pola. I skoro każdy z układów istnieje w zunifikowanym układzie pola, wszystkie stany wszechświata muszą zachodzić jednocześnie, aby mogły w ogóle istnieć.

Tak więc nasza percepcja wszechświata powinna korespondować z symultanicznym stanem wszechświata, przy czym czas przyspiesza symetrycznie w kierunku centrum pola i spowalnia izometrycznie w przeciwnym kierunku. Już samo to pozwala na istnienie przestrzeni w relacji do stanu wszechświata pozostającego w relacji do układu odniesienia.

U tym ujęciu każdy układ jest oddzielony różnicą linii czasowej a nie linearną odległością. Nasza próba wykorzystania linearnych proporcji do wymiarów przestrzeni prowadzi do błędnej percepcji oraz/lub pojęcia czasu i przestrzeni. Chociaż nie każdemu może się to wydać oczywiste, właśnie to nie pozwala nam posuwać się do przodu. Wygląda na to, że ugrzęźliśmy w trybie linearnym.

Masa i energia
Mamy tendencję do stawiania znaku równości między energią i masą, pomijając fakt, że stosunek energii do jednostki masy nie jest taki sam dla wszystkich materiałów. Po prostu, przyjmujemy, że większa masa oznacza większą energię. W bardzo ogólnym znaczeniu ma to sens, ale jest dalekie od dokładnego szacunku stosunku energii w odniesieniu do jednostki masy.

W relacji do sprawczej siły energii, postrzeganej przez nas jako NTFFA, mniejsza masa podobnego materiału ma wyższy stosunek energii na jednostkę masy. W kategoriach pojedynczej atomowej struktury wodór ma najwyższy stosunek energii do jednostki masy spośród wszystkich znanych pierwiastków. To oznacza, że wodór powinien by postrzegany jako najbardziej energetyczny materiał wszechświata.

To właśnie za sprawą wysokiego stosunku energii do jednostki masy wodór stanowi w przybliżeniu 75 procent fizycznej masy wszechświata. Linie czasu wodoru przebiegają znacznie szybciej niż u jakiegokolwiek innego pierwiastka, stąd wodór jest po prostu bardzo szybkim pierwiastkiem. Ponieważ wszechświat ma naturę symultaniczną i wodór jest bardzo przyspieszany, stąd znacznie większa proporcja wodoru niż jakiegokolwiek innego pierwiastka. Wodór jest zatem najmniej opornym pierwiastkiem wszechświata.
Dystorsje Słońce-Ziemia
Jeśli przyjrzymy się linii czasu Słońca w stosunku do linii czasu Ziemi, dojdziemy do wniosku, że Słońce, środek solarnego pola, posiada niesłychanie wysoki stosunek energii do jednostki masy skupionej w jego jądrze.

Różnica linii czasu pomiędzy Ziemią i Słońcem jest ogromna i ciągle rośnie. Już samo to zapewnia istnienie przestrzeni między Ziemią i Słońcem.
Wraz ze wzrostem różnicy linii czasu rośnie opór Ziemi wobec pola solarnego. Słońce staje się mniej oporne na dalszy wzrost energii w szybszym tempie niż Ziemia.

Względny przyrost oporu wobec pola solarnego zwiększa średnią temperaturę Ziemi w stosunku do Słońca pozostającego w relacji do Ziemi.
Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że istnieje symultanicznie stan wszechświata pozostającego w relacji do Słońca, wówczas będziemy mogli uświadomić sobie, że jesteśmy obiektem oddziaływania historycznego aspektu solarnej masy w relacji do symultanicznego stanu wszechświata pozostającego w relacji do Ziemi.

Na tej podstawie możemy uzyskać lepsze wyczucie różnicy linii czasu i tego, co może ona oznaczać dla naszego przyszłego życia, jako że obecnie wydaje się, że jesteśmy źle przygotowani do konsekwencji nieuniknionych słonecznych burz.

Musimy zdawać sobie sprawę, że wpływaliśmy i wpływamy na nasze relacje ze Słońcem w rezultacie wytwarzania efektów dystorsyjnych, które zakłócają jednorodność ziemskiego pola i wpływają na różnicę linii czasu Ziemia-Słońce.

Nie ma bardziej radykalnej metody zakłócania ziemskiego pola niż detonowanie bomby jądrowej, ponieważ wybuch jądrowy nie wyzwala w rzeczywistości żadnej energii w kategoriach NTFFA, ale redukuje energię pola poprzez proces dystorsji.

Tak więc ważne są nie tylko linie czasu, ale również ich stabilność, przy czym należy oczywiście zdawać sobie sprawę z tego, że wszystkie różnice linii czasu dzielą niejednorodną zależność i chociaż wszystkie one mają dynamiczny charakter, ważne jest, aby te dynamiczne różnice pozostawały stabilne, co oznacza, że zmiany muszą zachodzić płynnie i nie powinny zawierać nieregularnych skoków i wstrząsów.

Wydaje się, że nie rozumiemy, iż zniekształcające efekty nie tylko wpływają na strukturę dynamiki Ziemi, ale również na stanowiącą podłoże dynamikę solarnej masy i solarnego pola. To, dlaczego jest to tak błędnie rozumiane, wynika ze współczynnika różnic linii czasu, jako że różnice linii czasu skrywają te efekty.

Jeśli wpływamy na przyszłą kondycję Słońca, nie będziemy wiedzieli dokładnie, jaka wystąpi reakcja, dopóki do niej nie dojdzie. W rezultacie bardzo łatwo jest nie zawracać sobie tym głowy w tej chwili, dlatego że nie ma bezpośredniego linearnego związku pomiędzy przyczyną i skutkiem.

Nieliniowe parametry odniesienia
Linie czasu i różnice linii czasu wymagają, byśmy spojrzeli na wszechświat i nasze związki z nim z wykorzystaniem nielinearnych parametrów odniesienia takich jak NTFFA, jako że NTFFA reprezentuje dostępną podstawową energię wpływającą na formę i funkcję wszystkich fizycznych tworów.

Stąd każdy układ we wszechświecie ma inną wartość NTFFA, od mikro-komponentów struktury atomowej począwszy, a na układach galaktyk skończywszy. Wartość NTFFA odpowiada podstawowej energii zunifikowanego układu pola.

Linie czasu są podstawowym komponentem fizycznej struktury w relacji do nieliniowej zależności istniejącej pomiędzy wszystkimi układami w odniesieniu do stanu wszechświata pozostającego w relacji do układu odniesienia. Zmiana układu odniesienia powoduje zmianę stanu wszechświata, jako że każdy układ pozostaje w relacji z innym stanem wszechświata w kategoriach jego relatywnego stosunku z wszechświatem.
Tak więc mamy coś, co zwiemy „wieloświatem”, w którym różne stany wszechświata korespondują z pozornie nieskończoną liczbą układów istniejących symultanicznie w kategoriach przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Dziwne w tym wszystkim jest to, że niemożliwe jest rozróżnienie przeszłości od przyszłości, ponieważ nie ma momentu absolutnej teraźniejszości umożliwiającego takie rozróżnienie. Wszechświat istnieje za sprawą prawdziwie dynamicznego procesu.
Sam czas implikuje ciągłość pola w formie przyspieszania podstawowej siły energii, gdzie przeszłość i przyszłość istnieją symultanicznie w relacji do nie-absolutnej natury obecnego momentu.

To daje nam coś znacznie mniej materialistycznego, niż pozwala nam na to nasza percepcja. Fizyczna struktura wszechświata jest zdeterminowana na bazie nielinearnych różnic linii czasu w postaci zunifikowanych układów pól.

Zrobiliśmy wszystko, aby uniknąć nieuchronnych konsekwencji dynamicznego układu poprzez błędne utrzymywanie, że pozorna stabilność naszego układu solarnego pozostaje niezmienna przez miliony miliardów lat. Nie udało się nam wziąć pod uwagę cyklicznej natury pola słonecznego. Bez względu na to, czy jest to wynikiem strachu, czy też po prostu obojętności na konsekwencje zaprzeczenia, błędnie wybraliśmy odrzucenie różnic linii czasu i podstawowej dynamiki wszechświata. Jeśli nie przyznamy, że był to strategiczny błąd, będziemy musimy również zaprzeczyć możliwości przetrwania człowieka.

Jeśli kwantowa zależność masy i energii jest zdefiniowana na podstawie różnic linii czasu, wówczas ignorowanie możliwości tego, że kryje się tam więcej, niż jest potrzebne do zaspokojenia potrzeb człowieka, i to nie tylko w kategoriach zapotrzebowania na energię, ale też w kategoriach nieograniczonej obfitości, wydaje się absurdem, jeśli nie obłędem.

O autorze:
David Barclay od wielu lat prowadzi studia w zakresie geologii, fizyki i astronomii. Studiuje także dzieła największych umysłów ludzkości. Jego zainteresowanie fizyką i astronomią sięga okresu dzieciństwa, kiedy to postanowił zostać naukowcem. Z biegiem czasu przystąpił do formułowania nowej teorii obejmującej antygrawitację, kontrolę grawitacji i wolną (darmową) energię. Jest twórcą Projektu Jedność (Project Unity), za pośrednictwem którego pragnie zaoferować światu bezpaliwowy system napędu jako alternatywę wobec rakiet i silników opartych na spalaniu paliwa. Skontaktować się z nim można, pisząc na adres poczty elektronicznej wdbarciay@shaw.ca.

Więcej informacji o nim i jego Projekcie Jedność znaleźć można na jego stronie internetowej http://www.gravitycontrol.org/
oraz blogu zamieszczonym pod adresem http://gravityc-idealism.blogspot.com/.

Przełożył: Jerzy Florczykowski
Artykuł z magazynu Nexus
Źródło:http://www.imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=329:linie-czasu-i-efekty-znieksztace-&catid=52:po-pite&Itemid=69

CZY WIESZ CO SIĘ DZIEJE GDY UPADA CYWILIZACJA? [VIDEO]

Przedstawiam dziś trzy materiały – artykuł z portalu Truth Gid, komentarz Czytelnika mojej strony i film Siergieja Halla „Perspektywy ziemskiej cywilizacji„. Nie ulega już żadnej wątpliwości, że nasza cywilizacja jest w stanie dezorganizacji i rozpadu. Uważam jednak, że trzeba spróbować spojrzeć na te globalne procesy nieco inaczej…

Ludzkość przeżywa kryzys we wszystkich możliwych dziedzinach życia, staczając się w ekologiczną, ekonomiczną i społeczną katastrofę. Pogłębia się niszczenie natury samego człowieka. Degradowany jest nie tylko fizycznie ale moralnie i intelektualnie.

Wpływ mamy tylko na siebie, bądź na swój mały, niewielki świat – swoje otoczenie. W ostateczności, jeśli jesteś autorem, pisarzem, dziennikarzem, politykiem – masz wpływ na nieco więcej ludzi. To ten mały świat należy „zbawiać„, a nie ten globalny.

Wstęp: Jarek Kefir

Artykuł „szaleństwo imperium”, o upadku cywilizacji

Cytuję: „Ostatnie dni imperium dają pełne używanie pokazowi nieudolności, szaleństwa i idiotyzmu. Politycy i nadworni propagandyści, wynajęci w charakterze publicznych twarzy tonącego statku, zajmują się maskowaniem prawdziwej roboty wykonywanej przez załogę, jaką jest systematyczne okradanie pasażerów, podczas gdy statek idzie na dno.

Mandaryni władzy stoją w sterówce i szczekają śmieszne rozkazy, i patrzą jak bardzo da się jeszcze rozpędzić silniki. Walczą jak dzieci o panowanie nad sterami, a statek kieruje się z pełną prędkością na gigantyczne pole gór lodowych. Wędrują po pokładach statku wygłaszając pompatyczne przemówienia. Krzyczą, że statek flagowy America to największy statek, jaki kiedykolwiek zbudowano. Podkreślają, że posiada najbardziej zaawansowane technologie i uosabia najwyższe cnoty. A potem, z furią nagłego i niespodziewanego szoku będziemy zagłębiać się w lodowatych odmętach zagłady.

Ostatnie dni imperium to karnawał głupoty. Jesteśmy w samym środku naszego własnego, i idąc w ślady przywódców pogrążamy się w bagnisku umyślnej i dobrowolnej gospodarczej i środowiskowej autodestrukcji. Sumer i Rzym kończyły w taki sam sposób. Tak samo imperium Ottomańskie i Cesarstwo Austro-Węgierskie. Mężczyźni i kobiety o pięknej przeciętności i niebywałej deprawacji rządzili monarchiami Europy i Rosji w przededniu I Wojny Światowej. I teraz Ameryka, w zenicie swego upadku, oferuje udział w sterowaniu ku zgubie słabeuszom, cymbałom i kretynom. Naród, który wciąż byłby zakorzeniony w rzeczywistości, nigdy nie chwaliłby szarlatanów takich, jak senator Ted Cruz, spiker Izby John Boehner czy poprzedni, Newt Gingrich, ponieważ oni tylko zanieczyszczają fale eteru. Gdybyśmy mieli jakiekolwiek pojęcie, co się tak naprawdę z nami dzieje, to z furią zaatakowalibyśmy Obamę, którego władza podpisu polega na całkowitej kapitulacji wobec żądań Wall Street, przemysłu paliw kopalnych, kompleksu wojskowo-przemysłowego oraz państwa bezpieczeństwa i nadzoru. Moglibyśmy zebrać się wokół tych nielicznych, jak Ralph Nader, który potępił system monetarny oparty o hazard i niekończące się drukowanie pieniędzy i nazwał po imieniu umyślną rozbiórkę ekosystemu. Moglibyśmy się zbuntować. Wtedy odzyskalibyśmy pokład statku.

Ludność umierających imperiów jest pasywna, ponieważ są zjadaczami lotosu. To stan jakby zamroczenia narkotykowego, somnabulizmu toczenia się ku zapomnieniu. To ucieczka w seksualność, tandetność i bezmyślność, azyl, jaki jest chwilowo przyjemny, ale zapewnia pewną samozagładę. Naiwne zaufanie, że to wszystko będzie działać dalej. Jako gatunek, jak zauważa Margaret Atwood w swej powieści „Oryx and Crake„, „jesteśmy skazani wskutek nadziei„. I absurdalne obietnice nadziei i chwały są nieskończenie serwowane nam przez przemysł rozrywkowy, elity polityczne i gospodarcze, klasy dworzan, które pozują na dziennikarzy, guru samopomocy, jak Oprah i religijne systemy wierzeń, jakie utrzymują swych uczniów w przekonaniu, że Bóg zawsze będzie ich chronić. To zbiorowe samooszukiwanie, azyl ucieczki w myślenie magiczne.

„Amerykanin w ten sposób żyje w świecie, w którym fantazja jest bardziej realna, niż rzeczywistość, gdzie wizerunek darzony jest większym szacunkiem, niż oryginał„, napisał Daniel J. Boorstin w swojej książce „The Image: A Guide to Pseudo-Events in America”.

„Prawie nie mamy odwagi zmierzyć się z naszym własnym oszołomieniem, ponieważ nasze niejasne doświadczenie tak przyjemnie opalizuje, a pociecha z wiary w wymyśloną rzeczywistość staje się tak bardzo prawdziwa. Staliśmy się gorliwymi akcesoriami w wielkich oszustwach tego wieku. To jest gra pozorów, jaką gramy sami wobec siebie„.

Kultura i umiejętność czytania i pisania, w końcowej fazie upadku, zastępowane są hałaśliwymi rozrywkami i pustymi banałami. Rzymski mąż stanu Cyceron złorzeczył wobec ich starożytnego odpowiednika – arenie cyrkowej. Cyceron, za swą uczciwość, był ścigany i został zamordowany, a potem ucięto mu ręce i głowę. Jego odcięta głowa i prawa ręka, która napisała Filipiki, zostały przybite do mównicy na Forum. Ryk tłumów był ogłuszający, gdy elity rzymskie pluły na tę głowę i radośnie wykrzykiwały, że nigdy już nic nie powie ani nie napisze.

W czasach nowożytnych ta toksyczna, bezmyślna kakofonia, nasza własna wersja spektaklu i walk gladiatorów, chleba i cyrku, jest pompowana w nasze fale mózgowe w cyklu 24-godzinnym. Życie polityczne zlało się w jedno z kultem celebrytów. Edukacja to czysty zwrot retoryczny, a intelektualiści są odrzucani i pogardzani. Artyści nie mogą zarobić na życie. Niewiele osób czyta książki. Myśl została wygnana w kazamaty, zwłaszcza na uczelniach, gdzie nieśmiało stąpający pedanci i karierowicze masowo sypią akademickie brednie. „Tyrania nie wymaga zgody, zatem może skutecznie rządzić obcymi narodami” napisała żydówka, Hannah Arendt, w książce „Korzenie totalitaryzmu„, „może pozostać cały czas przy władzy tylko wtedy, gdy zniszczy wszystkie instytucje narodowe swego własnego narodu„. A nasze zostały zniszczone.

Zmysłowa przyjemność i wieczna młodość to nasze nadrzędne obsesje. Rzymski cesarz Tyberiusz, na koniec uciekł na wyspę Capri i zamienił swój pałac nad morzem w dom nieokiełznanego pożądania i przemocy. „Stada dziewcząt i młodych mężczyzn, których zebrano z całego imperium jako adeptów nienaturalnych praktyk, znanych jako spintriae, spółkowali przed nim w grupach po troje, aby wzbudzić jego słabnące żądze”, napisał Swetoniusz w „Dwunastu Cezarach„. Tyberiusz szkolił małych chłopców, których nazywał rybkami, aby uczestniczyli w igraszkach z nim w wodzie i seksie oralnym. A po napawaniu się widokiem długotrwałego stosowania tortur, sam strącał jeńców wprost do morza ze skały w pobliżu pałacu. Tyberiusza potem zastąpili Kaligula i Neron.

Antropolog Joseph Tainter w książce „Upadek złożonych społeczeństw” dokonał analizy upadku cywilizacji od Rzymian do Majów. Doszedł do wniosku, że rozpadły się one dlatego, że w końcu nie mogły wytrzymać biurokratycznych zawiłości, jakie same stworzyły. Warstwy biurokracji żądają wciąż więcej i więcej eksploatacji, nie tylko środowiska, ale klas pracujących. Stają się skostniałe przez systemy, które nie są w stanie odpowiedzieć na zmieniającą się rzeczywistość wokół nich. Oni, podobnie jak elity naszych uniwersytetów i szkół biznesu, masowo produkują menadżerów systemów, ludzi, których nauczono nie myśleć, ale ślepo wykonywać polecenia systemu. Ci menadżerowie systemów wiedzą tylko, jak zadbać o siebie i system, jakiemu służą, choć służba dla tego systemu oznacza wypruwanie wnętrzności z własnego narodu i całej planety. Nasze elity i biurokraci wyjaławiają ziemię, aby utrzymać system, jaki działał w przeszłości, nie dostrzegając, że to już nie działa. Elity, zamiast zrozumieć potrzebę reform, jakie mogłyby stanowić zagrożenie dla ich przywilejów i władzy, szukają azylu w półmroku imperium za murami kompleksów budowlanych, jak Zakazane Miasto czy Wersal. Oni wymyślają swą własną rzeczywistość. Ci z Wall Street oraz z bandy korporacyjnej odtwarzają to zachowanie. Upierają się przy tym, że dalsze uzależnienie od paliw kopalnych i spekulacji pozwoli przetrwać imperium. Zasoby państwowe, jak zauważa Tainter, są w końcu coraz bardziej trwonione na ekstrawagancję i bezsensowne projekty oraz przygody cesarskie. A potem to wszystko upada.

Nasz upadek pociągnie za nami całą planetę.

To bardziej przyjemne, muszę to przyznać, być w stanie transu hipnotycznego naszymi elektronicznymi halucynacjami. Łatwiej jest sprawdzić to intelektualnie. To bardziej satysfakcjonujące, chłonąć hedonizm i chorobliwy kult jaźni i pieniędzy. To bardziej pocieszające gadać plotki o celebrytach i ignorować lub odrzucać to, co jest rzeczywistością.

Thomas Mann w „Czarodziejskiej górze” i żyd Joseph Roth w „Hotel Savoy” świetnie opisali ten szczególny stan umysłu. W hotelu Rotha pierwsze trzy piętra w luksusowym domu zajmują nadęci bogacze, niemoralni politycy, bankierzy i właściciele firm. Górne piętra są przepełnione ludźmi, którzy walczą, aby zapłacić rachunki i stale tracą swoją własność, są okradani aż do nędzy i wyrzucani z tego domu. Nie istnieje żadna ideologia polityczna wśród butwiejących elit rządzących, mimo choreografii debat i dopracowanemu w detalach teatrowi politycznemu. To jest, jak zwykle na samym końcu, jedna wielka Kleptokracja.

Tuż przed II Wojną Światową, zapytano żyda Rotha, który wyjechał z nazistowskich Niemiec do Paryża, „Dlaczego tyle pije„. Roth odpowiedział: „Uważacie, że uciekniecie? Też zostaniecie skończeni„.

Źródło: http://www.truthdig.com/report/page2/the_folly_of_empire_20131014
Źródło polskie: http://alexjones.pl/aj/aj-inne/aj-spoleczenstwo/item/81067-szalenstwo-imperium#

upadek-cywilizacji2

Komentarz Czytelnika. Możemy się nie zgadzać, owszem. Ale daje on do myślenia:

Cytuję: „Teorie spiskowe fajnie się czyta i fajnie się nimi emocjonuje. Ale prawda jest taka, że człowiek to istota zaborcza i od zarania dziejów walczy o władzę, materialne dobra i zaspokajanie potrzeb. Czy sam nie jesteś taki? Czy jak masz szansę zapłacić 50 zł to wyjmujesz stówkę i dajesz? Dlaczego więc krytykujesz przedsiębiorców, że płacą najmniejsze stawki? Nikt nie zapłaci więcej niż musi. Tak mamy w genach, w mózgu i jajach.

Każdy kombinuje na poziomie na jakim jest. Pracownik targuje się o pensję, a na bazarze zbija dwa złote z ceny za którą baba sprzedaje mu ziemniaki. Biznesmen się nie targuje, on negocjuje, a ten co jest u władzy wydaje rozkazy. Dlaczego? Bo może. Nie ma innego powodu. Zastanów się: gdybyś nagle mógł mieć wpływ na amerykańską giełdę i ruszyć nią tak, żeby wygenerować kilka miliardów to nie zrobiłbyś tego? No powiedz, że nie, bo jesteś porządny, uczciwy, moralny, że wolisz uczciwie i moralnie targować się na bazarze o 2 złote.

A ci, co wysyłają bomby, rozprzestrzeniają trucizny na niebie i ziemi, modyfikują rośliny zwierzęta i ludzi, dlaczego to robią? Bo mogą. Pamiętaj: człowiek dopuści się rzeczy zarówno najlepszych jak i najgorszych dlatego tylko że może. A krytykowanie tego niczego nie zmieni. Co więc możesz z tym zrobić? Nic i za razem bardzo dużo. Możesz to zmienić. Jak? Zmontuj grupę, zwal stary rząd i stwórz nowy. Przecież każdy rząd to tylko kilku starych pryków pierdzących w stołki. Oczywiście mają na usługach policję i wojsko, ale ich też można przejąć, przekupić zmusić do przejścia na drugą stronę. Takich przykładów było wiele. Nie będę opisywał Ci technik, ale jak bardzo będziesz chciał to sam znajdziesz.

Ale czy to coś zmieni? Otóż powiem Ci, że nic. Bo niedługo sam zaczniesz robić to samo co teraz robią ci, których krytykujesz. A jeśli nawet nie Ty (bo jesteś święty) to ci, co będą po tobie.”
Autor: Will

Siergiej Hall – Perspektywy ziemskiej cywilizacji [FILM]:

.

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę mówić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

JOHN F. KENNEDY: PREZYDENT KTÓRY POWIEDZIAŁ ZAKAZANĄ PRAWDĘ, ZA CO ZGINĄŁ! [VIDEO]

Przedstawiam Ci dziś epokowe nagranie z przemówienia Prezydenta USA, Johna F. Kennedy’ego. Człowiek ten przypłacił życiem to, co mówił i robił. Przede wszystkim chciał on przejąć ponownie bank narodowy USA (czyli tzw. „FED”) z rąk prywatnych, czyli należących do finansistów i bankierów. Czy właśnie to przypłacił swoim życiem? Zobacz  i oceń to sam..

John F. Kennedy chciał przywrócić FED Amerykanom, a konkretniej amerykańskiemu rządowi. Gdyż FED w rękach prywatnych (kilka rodów bankierskich) podejmuje niekorzystne dla Amerykanów i dla całej ludzkości decyzje. Niektóre decyzje FED na przestrzeni historii miały wręcz niszczącą siłę. Polski inwestor i niezależny ekonomiczny autor, publikujący pod pseudonimem Independent Trader zauważył że wszelkie kryzysy z wartością dolara a potem kryzysy globalne zaczęły się wtedy, gdy powołano do życia FED.

Oczywiście, nie obwiniam tylko FED’u za to, że mamy obecnie wielki globalny kryzys, który dotyczy nie tylko ekonomii, ale każdej dziedziny życia. Wiemy przecież, że to nie chodzi tylko o FED, bo chory jest cały system, zwany neoliberalnym kapitalizmem. System ten w założeniu ma wbudowany algorytm kryzysów, resetów, z prostej przyczyny. Gdyż nie da się w nieskończoność generować zadłużenia, inflacji i wzrostu gospodarczego.

Globalny krach ekonomiczny?

Reset który zbliża się wielkimi krokami teraz, będzie resetem dużo większym niż ten z 1929 i 2008 roku. Globalny krach dotyczy bowiem wszystkiego, co stworzyli ludzie, jak i natura. Najbardziej dramatyczna jest trwająca od wielu lat powolna zagłada biosfery, bo nie mamy planety „B”, którą moglibyśmy podbić, demokratyzować, nawracać na jedynie słuszne religie i ideologie, kapitalizować, na której wilki mogłyby gnębić owieczki, jak to dzieje się od zawsze.

FED nie zrobił nic, by po 2008 roku ustabilizować sytuację w USA i tym samym na świecie. Ba, dalej kontynuowano proceder rozmyślnego, totalnego już dewastowania światowej ekonomii. Obecnie praktycznie wszystkie mechanizmy kontrolowania sytuacji ekonomicznej, nawet te najbardziej „kreatywne”, wyczerpały się.

Warto też dodać, że to właśnie po tajemniczym zabójstwie Johna Kennedy’ego inżynierowie ludzkich emocji z CIA wymyślili termin „teoria spiskowa”. Jest on używany dziś na całym świecie w celu ośmieszania niewygodnych dla elit faktów i de facto do cenzurowania debaty publicznej. Został on wymyślony wtedy po to, by ośmieszyć wszelkie fale spekulacji i próby dociekania prawdy o tej tajemniczej śmierci.

Zapraszam Cię teraz do obejrzenia nagrania video z przemówieniem prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego

.

Jeśli ciekawi Cię szokujące w swej wymowie przemówienie Trumpa, to wejdź w poniższy link:
Szokujące i ukrywane przemówienie Trumpa!

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę mówić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG