Kategoria: Zdrowie i choroby

Synku! Papieroch, wóda i kawał mięcha nie zrobią z Ciebie mężczyzny! Mocne argumenty [+18]

Synku! Papieroch, wóda i kawał mięcha nie zrobią z Ciebie mężczyzny! Mocne argumenty [+18]

prawdziwy mezczyzna powinien jaki jest

Do napisania tego jakże uroczego felietonu skłoniła mnie sytuacja, jaka ma miejsce od pewnego czasu na demotywatorach – dużym portalu z obrazkami. Ostatnio dużo jest zamieszczanych grafik o tym, jaki to <prawilny menszczyzna> powinien być.

Moja strona służy między innymi temu, by obalać i wyszydzać społeczne mity, wierzenia, uprzedzenia. W tym felietonie rozprawię się ze społecznym stereotypem „jedynie prawdziwego faceta”.

Według światowej klasy ekspertów udzielających się na tym portalu, prawdziwy mężczyzna musi:
-być non stop odurzony alkoholem etylowym i mieć we krwi stałą dawkę nikotyny i substancji smolistych;
-broń Boże nie może być wegetarianinem ani dbać o zdrowie;
-nie może nosić spodni-rurek. Z tym się akurat zgadzam, ale z drugiej strony, mit rurkowca to taki prawicowy diabeł z pudełka – straszenie piekłem już nie działa, więc wymyślili bajeczkę powszechności rurkowców. Ja typowego rurkowca-hipstera widziałem raz w życiu, w autobusie, i nabijali się z niego zachlani w sztok dresiarze, co mydła nie widzieli od tygodnia.

impreza alkohol narkotyki papierosyW społeczeństwie pokutuje pewien mit – mit prawdziwego mężczyzny, wiecznie zawianego alkoholem, śmierdzącego papierochami bądź cygarami i jedzącego kilogramowy stek i pizzę na obiad. Taki prawdziwy mężczyzna nie może interesować się zdrowym życiem, żywieniem itp.

Skąd takie bzdurne i niebezpieczne dla zdrowia / życia przekonania się biorą?

Musisz wiedzieć, że ta planeta jest bagnem, jednym z największych spośród 300 milionów zamieszkałych planet w tej galaktyce. Odbywa się tu jakiś totalnie popieprzony, kosmiczny eksperyment, a my, robaczki-nieboraczki, żyjący na Ziemi, tej Ziemi, jesteśmy szczurami laboratoryjnymi. Nie szukaj sensu w tym świecie – w przyziemności, bowiem istnienie tego świata nie ma jakiegokolwiek sensu. Tu wszystko wszystkiemu zaprzecza i wszystko o co ludzie się tak spinają, tak naprawdę jest totalną bzdurą nie mającą znaczenia.

Tego typu niebezpieczne dla zdrowia i życia przekonania biorą się z wieku nastoletniego. Jest to jawny dowód na to, że większość społeczeństwa tkwi wciąż na mentalnym poziomie kilkunastolatka, bez względu na powagę zajmowanego stanowiska pracy czy zarobki.

W liceum bądź na studiach niewątpliwym „bohaterem” był ten, kto napierdolił się wódką jak świnia i rzygał i srał pod siebie, kto kopcił fajki jak smok i potem kaszlał jak stary żul, i kto miał dostęp do dilera narkotyków. Taka osoba była darzona niewątpliwym autorytetem w swoim młodzieżowym środowisku. Młodzieżowa impreza to przecież sportowe wyścigi, kto bardziej sponiewiera swój organizm substancjami chemicznymi – alkoholem etylowym, nikotyną, marihuaną, amfetaminą i innymi.

alkohol narkotyki imprezyPotem takie podejście do życia niestety zostaje. Bohaterem jest ten, kto w opinii społeczeństwa przełamuje strach przed zaszkodzeniem swojemu organizmowi. Dbałość o swój organizm traktowana jest jak eko-oszołomstwo, jako coś niemęskiego, ciotowatego.

Musimy pamiętać o jednym.

Mówią to ludzie, którym już w wieku 35, 40 lat kuśka nie będzie stawać. Wieloletnie jedzenie pizzy (gluten), mięsa, picia nadmiaru piwa (żeńskie hormony) daje rezultaty w postaci.. impotencji zaczynającej się już w wieku 35 lat. Czasami nawet wcześniej.

To dlatego starsi panowie dostają takiego pierdolca na punkcie afrodyzjaków i są gotowi wydać ostatnie pieniądze na lewą via.grę, lub w wersji light – inne ziołowe afrodyzjaki.

Choroby takie jak nadciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa, cukrzyca, są obecnie prawdziwą epidemią w wieku 30-40 lat. A wiesz co oznacza konieczność brania lekarstw na nadciśnienie i cukrzycę? Oznacza to niemal całkowitą kasację życia intymnego, bo te lekarstwa nie tylko likwidują chęci, ale także ograniczają fizyczne możliwości.

Nie bądź impotentem, zadbaj o swój organizm choćby z czystego egoizmu!

Dalej: jakie są jeszcze powody, dla których ludzie piją alkohol? Czy zastanawiałeś się, dlaczego nie można się tak dobrze bawić wieczorami i nocami na trzeźwo? Czy jest to kwestia kompleksów, nieśmiałości, blokad w psychice? Czy musimy poniewierać sobą jak świnie, by choć na chwilę odrzucić krępujące nas społeczne ograniczenia i się dobrze bawić?

Alkohol jest narkotykiem dla ludzi małych umysłem i duchem. Czy zauważyłeś, że zachowanie ludzi po tym narkotyku jest po prostu śmieszne, mega żałosne? Zrób eksperyment. Spróbuj pójść na trzeźwo na jakąś imprezę (wykręć się antybiotykami czy czymkolwiek innym) i nie pij na niej w ogóle alkoholu. Obserwuj zachowanie ludzi – ich bełkot, żałosne i komiczne wstawki, urągające godności zachowania, kompromitujące dialogi.. A potem wymiociny, „zgony”, zaś nazajutrz – wielkie cierpienie, bóle wątroby i niekiedy jej uszkodzenie, urwany film. Warto?

Powiedzcie mi, czy taka postawa jest postawą dorosłą, odpowiedzialną, dojrzałą? Czy cukrzyca, choroba Haschimoto, otyłość, nadciśnienie, wieńcówka – są ok? Są cool, trendy? Są męskie? Na pewno nie są..

Czy nie lepiej wziąć się za siebie i mieć emocjonalne „niebo” bez tych wszystkich dodatków? Sam przed laty przechodziłem podobne perturbacje z różnymi substancjami chemicznymi. Piłem również alkohol, parę razy na kwartał. I również w tamtym okresie powielałem tego typu argumenty. Dopiero później dotarłem do prawdy o tym, że czysta, krystaliczna trzeźwość jest najlepszą rzeczą nie tylko dla mózgu w sensie fizycznym, ale również dla umysłu i ducha. Więc moje osądy nie są pozbawionym merytorycznych podstaw bełkotem wiecznego abstynenta.

 

Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

 

Możesz wesprzeć autora tej strony. Warto wspierać niezależne media! (kliknij tutaj po informację)
Dzięki wsparciu czytelników moja strona “Kefir 2010″ nie potrzebuje “sponsorów” i może zachować niezależność.

Cukier uzależnia jak kokaina. To perfidna broń chemiczna XXI wieku

Cukier, czyli perfidna broń chemiczna XXI wieku

Cukier, mięso, zboża i mleko – to główne źródła problemów zdrowotnych w XXI wieku. Nietrudno się domyśleć, że należałoby odstawić je wszystkie. Jednak w kraju wódki, kiełbasy, cebuli i schabowego, trudno o taki krok, choćby ze względu na świadomość społeczną i wzorce.

Byliśmy uczeni, iż obiad to jakieś mięso obleczone w mączną panierkę, pyry i śladowa ilość warzywnej surówki. Do tego czasami jakiś rosół i nazajutrz pomidorowa. Nie oznacza to jednak, że takie wzorce żywieniowe są dobre. Kondycja zdrowotna polskiego społeczeństwa jest nie do pozazdroszczenia i ciągle się pogarsza.

Można jednak jeść inaczej.

Istnieje w niektórych środowiskach przekonanie, iż jedzenie mięsa jest „męskie”. Jest to wzorzec złudny, powstały na przekonaniu wypracowanym jeszcze przez pokolenia hippisów – że szkodzenie swojemu organizmowi, w jakiejkolwiek formie, jest cool i w porządku.

Obojętnie co by to nie było – alkohol, papierosy, narkotyki, kawał mięcha – to dziś się kojarzy z męskością, z dorosłością, z czymś społecznie poprawnym i akceptowalnym. Większość z nas wychowywała się w takim środowisku, gdzie trwał swoisty wyścig – „kto bardziej zaszkodzi swojemu organizmowi, kto bardziej się sponiewiera” – ten będzie w grupie nastolatków uważany za spoko gościa.

Czy szkodzenie swojemu organizmowi jest w porządku? Czy szkodzenie sobie jest oznaką dorosłości? Czy szkodzenie sobie jest oznaką bycia wporzo gościem? Szczerze mówiąc, to przestało mnie to interesować, co jest trendy, a co nie jest. Mam swoje lata i kieruję się już innymi priorytetami, niż chwalenie się, kto się bardziej sponiewierał na firmowej imprezie i kto dalej rzygał.

Spójrzmy na fakty. Czy cukrzyca jest cool, w porządku, trendy? Czy choroba Hashimoto jest cool? Czy rozwalona tarczyca jest trendy? Czy otyłość jest trendy? Na pewno nie jest. Ba, gdy zachorujesz na którąś z tych chorób powstałych w wyniku spożywania toksycznego żarcia, masz gwarancję, że imprezowe życie zniknie, a tak zwani „przyjaciele” i wszelcy kumple od kielicha, znikną szybciej niż się w Twoim życiu pojawili.

Wstęp: Jarek Kefir

Zapraszam do przeczytania artykułu o szkodliwości cukrów:

Zabójcza broń: ukryte cukry w diecie

Cytuję: „Od małego słyszysz, że za dużo cukru to źle. Ale czy wiesz, że cukier jest nie tylko w cukierkach i cukierniczce, bo wszystkie węglowodany to w gruncie rzeczy cukry? Zobacz, których możesz jeść więcej, a których warto unikać, aby nie tylko nie przytyć, ale nawet schudnąć.

Myślałeś, że skoro jakiś czas temu przestałeś słodzić herbatę, a ze słodyczy spożywasz już tylko napój ze słodu, to znaczy, że wyeliminowałeś cukier z diety? Niezupełnie. Niestety, cukry znajdziesz też w płatkach kukurydzianych, w bułkach, w chlebie, w sokach i napojach (w piwie również!), w makaronach, ziemniakach i nawet w tacos, choć na pierwszy rzut kubków smakowych te produkty nie mają nic wspólnego ze słodyczą.

Cukry, zwane bardziej naukowo węglowodanami, ukrywają się naprawdę niemal wszędzie. Większość oficjalnych zaleceń zachodnich dietetyków mówi, że człowiek powinien uzupełniać zapasy energii w następujących proporcjach: 55-65% z węglowodanów, 20-30% z tłuszczów i tylko 10-15% z białek. Ta koncepcja ma jednak pewną wadę. Jest wytworem społeczeństw, które borykają się z potężnym problemem otyłości. Nic więc dziwnego, że ludzie próbują szukać innych rozwiązań niż te proponowane przez tzw. mainstream.

Jednym z tropów są odwołania do historii. Ludzie zwrócili uwagę, że problem otyłości praktycznie nie występował w społeczeństwach pierwotnych. Jednak dane na temat diety mieszkańców jaskiń są trudno dostępne, dlatego uczeni postanowili zbadać sposób odżywiania nielicznych już ludów koczowniczo-zbierackich, których sposób odżywiania prawdopodobnie najbardziej przypomina menu człowieka pierwotnego. Jak ustalili uczeni z Colorado State University i Leibniz University w Hanowerze, kalorie z węglowodanów stanowiły jedynie 15-40% całości dziennej energii koczowników.

Między innymi to przemawiające do wyobraźni spostrzeżenie doprowadziło do popularyzacji szeregu diet niskowęglowodanowych. Czy rzeczywiście jednak to węglowodany, czyli cukry, są głównym oskarżonym w procesie o utuczenie ludzkości? A jeśli nawet, to które z nich są najbardziej tuczące?

Po co nam te cukry?

Jak mówi dr Marek Szołtysik, nasz redakcyjny ekspert od żywienia: “W stanie pełnego spoczynku mięśnie korzystają prawie wyłącznie z energii uzyskiwanej z kwasów tłuszczowych, natomiast podczas wysiłku – z metabolizmu węglowodanów”.

Zasada do zapamiętania brzmi mniej więcej tak: im więcej się ruszasz, tym więcej węglowodanów możesz, a wręcz powinieneś zjadać. Dlaczego powinieneś? Bo węglowodany to nośnik energii, którą organizmowi jest najłatwiej szybko spożytkować. Niektóre organy, np. mózg, zasilane są właściwie wyłącznie energią pozyskiwaną z węglowodanów.

Wniosek z tego taki, że jeślibyś całkowicie wyeliminował węglowodany z diety, mógłbyś mieć kłopoty ze zrozumieniem tego tekstu. Dlatego w czasie sesji lub wyjątkowo napiętego okresu w pracy, gdy potrzebujesz dodatkowej mocy od mózgu, nie powstrzymuj się za wszelką cenę przed zjedzeniem czegoś słodkiego.

Podobnie rzecz ma się z wyczynowymi sportowcami. Pochodząca z węglowodanów glukoza jest przekształcana w glikogen, który magazynuje się w wątrobie i w mięśniach. Jeśli nauczysz mięśnie magazynować większe ilości glikogenu (można to osiągnąć, odpowiednio dawkując węglowodany w reżimie treningowym, to jednak jest już zadanie dla dietetyka), możesz zdecydowanie poprawić wyniki, ponieważ mięśnie będą miały zapas energii na dłużej.

Jednak nawet ci, którzy takiej dodatkowej energii potrzebują, nie powinni sięgać po pierwsze z brzegu “węgle”. Bo węglowodan węglowodanowi nierówny!

Wolniej, wolniej!

“Najlepiej unikać produktów bogatych w cukry proste, czyli z białej mąki (pieczywo pszenne, bułki słodkie, makarony), słodyczy, napojów gazowanych – wyjaśnia Katarzyna Kossakowska, dietetyk w firmie easydiet.pl. – Są to najszybciej przyswajane węglowodany. Dają wprawdzie natychmiastowy niemal zastrzyk energii, ale jest to energia, która starcza tylko na krótko”.

Takie szybkie zastrzyki energii są świetnym awaryjnym rozwiązaniem dla cukrzyków, którzy czują, że gwałtownie spada im poziom cukru, i dla ludzi zdrowych podczas intensywnego wysiłku fizycznego – stąd wynika popularność batonów i żelów energetycznych. Na co dzień jednak, zwłaszcza gdy tempo Twojego życia zwolniło, lepiej unikać tych energetycznych bomb.

Węglowodany na indeksie

Tempo, w jakim konkretny produkt podnosi poziom glukozy we krwi, określa się mianem indeksu glikemicznego (IG). Im jego wartość jest wyższa, tym więcej glukozy pojawi się w Twoich tętnicach już w kilkanaście minut po jedzeniu. Zasada jest taka, że im bardziej przetworzony jest produkt, tym wyższy IG. Czyli np. kukurydza z puszki ma niemal o połowę niższy IG niż płatki kukurydziane.

Jaki konkretnie IG ma dany produkt, możesz sprawdzić w internecie – wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło “tabela indeks glikemiczny”. Których unikać? Staraj się jeść jak najmniej produktów o wysokim IG.

“Bardzo szybko podnoszą one poziom glukozy we krwi – tłumaczy Katarzyna Kossakowska – co powoduje gwałtowny wyrzut insuliny, w wyniku czego poziom cukru równie szybko opada, więc znowu odczuwamy głód i po raz kolejny sięgamy po jedzenie, chociaż chwilę wcześniej jedliśmy. Produkty o wysokim IG wpędzają nas w błędne koło jedzenia, a to prosta droga do otyłości”.

Innym niekorzystnym skutkiem jedzenia węglowodanów wysoko przetworzonych i nieustannych wahań poziomu insuliny jest niebezpieczeństwo zmniejszenia wrażliwości komórek na insulinę, co może prowadzić do rozwoju cukrzycy.

Napoje gazowane zasypane cukrem

Informacje o tym, jak bardzo słodzone są napoje gazowane, od czasu do czasu przetaczają się przez media. Również i my pisaliśmy, że np. półlitrowa butelka coli zawiera około 10 łyżeczek cukru. Ale pamiętaj, że nie tylko cola jest tak intensywnie dosładzana. Niemal identyczną zawartość cukru mają napoje energetyczne, soki owocowe, a tzw. napoje i nektary owocowe mają w sobie jeszcze więcej cukrów.

Zdarza się, że w reklamach tych napojów podkreśla się, że zawierają jedynie cukry występujące w owocach, sugerując, że nie są one dosładzane, natomiast dyskretnie przemilcza się fakt, że i owszem, są – syropem glukozowo-fruktozowym (zwykle kukurydzianym), który coraz częściej jest wymieniany jako główny sprawca epidemii otyłości.

Uczeni z Princetown University wykazali, że myszy, które dostawały syrop, tyły szybciej niż te, które dostawały biały cukier, chociaż wartość kaloryczna słodkich dodatków była identyczna. Dlatego właśnie, jeśli musisz pilnować kalorii, uważnie czytaj etykiety nie tylko na tym, co zamierzasz zjeść, ale również na tym, co planujesz wypić.

Cukier ukryty w jogurtach smakowych

Tzw. galanteria mleczna, czyli wszelkiego rodzaju jogurty smakowe, pitne, desery mleczne, serki etc. – to wszystko, co w kolorowych opakowaniach kusi z półek sklepów spożywczych – to kolejna węglowodanowa pułapka. Produkty mleczne kojarzą nam się ze zdrowiem, chętnie kupujemy je więc dzieciom. A one chętnie je jedzą. I nic dziwnego, bo często są to rzeczy bardzo mocno słodzone.

Zanim kupisz taki deserek, popatrz więc, ile zawiera cukru. Zdarza się, że w opakowaniu 300 ml jest aż 6 łyżeczek cukru. Zdecydowanie lepiej więc kupić jogurt naturalny i zmiksować go z owocami, a nie z “wkładem owocowym”. Będzie na pewno i zdrowiej, i smaczniej.

Ściąga

Węglowodany, cukry proste, złożone, indeksy… Dużo pojęć, a Ty nadal nie wiesz, co jeść. Oto zasady, które możesz sobie zapisać w telefonie.

• Unikaj białego cukru, białego pieczywa, płatków kukurydzianych i słodzonych napojów.

• Śmiało jedz warzywa (surowe albo gotowane), ciemne pieczywo i razowe makarony.

• Płatki kukurydziane, które mają bardzo wysoki IG, zastąp owsianymi.

• Słodycze zostaw dzieciom, chociaż jeśli masz swoje, też lepiej ich nie przyzwyczajaj do słodkiego smaku.

• Zdrowsze, czyli wolno przyswajalne węglowodany jedz raczej do południa. “Węglowodany zjedzone z rana zostaną przekształcone w energię w ciągu dnia i nie “odłożą” się w postaci tkanki tłuszczowej, co może mieć miejsce, gdy zostaną zjedzone na kolację. W nocy nasz metabolizm zwalnia i nie radzi sobie z ich spalaniem – mówi Katarzyna Kossakowska. – Poza tym węglowodany proste zjedzone wieczorem fermentują w jelitach pod wpływem bakterii i rano powodują wzdęcia”. Ale nie popadaj też w paranoję. Jeśli nagle dopadnie Cię głód i zjesz snickersa, nic strasznego się nie stanie.

Ile węglowodanów codziennie?

Zgodnie z zaleceniami dietetyków, mniej więcej połowę dziennej dawki energii powinieneś dostarczać sobie w postaci węglowodanów. Jak to policzyć?

To proste. Zobacz, jakie jest Twoje zapotrzebowanie energetyczne, następnie podziel otrzymaną sumę na dwa. W ten sposób ustalisz, ile kcal powinieneś dostarczyć sobie z pieczywem, makaronami czy ryżem. Otrzymany wynik podziel przez 4, ponieważ 1 g węglowodanów dostarcza właśnie 4 kcal. Wynik tego dzielenia to szacunkowa liczba gramów węglowodanów, jakie możesz spokojnie zjeść.

Poniżej znajdziesz przykładowe wyliczenia dla 30-letniego faceta ważącego 80 kg, o różnym stopniu aktywności fizycznej.

  1. Całe dnie spędzasz za biurkiem. Twoje zapotrzebowanie na energię to 2136 kcal. Połowa z tego to 1068. Tyle kalorii dostarczy Ci 267 gramów węglowodanów.

  2. Ćwiczysz 3 razy w tygodniu. Twoje zapotrzebowanie na energię to 2448 kcal. Połowa z tego to 1224. Tyle kalorii dostarczy Ci 306 gramów węglowodanów.

  3. Ćwiczysz 5 razy w tygodniu. Twoje zapotrzebowanie na energię to 2760 kcal. Połowa z tego to 1430. Tyle kalorii dostarczy Ci 357 gramów węglowodanów.

  4. Ćwiczysz codziennie i pracujesz fizycznie. Twoje zapotrzebowanie na energię to 3380 kcal. Połowa z tego to 1690. Tyle kalorii dostarczy Ci 442 gramy węglowodanów.

Mleko powoduje raka, ogłupienie i tycie!

Spożywanie mleka powoduje raka, ogłupienie i tycie

Zapraszam na obejrzenie filmu video o szkodliwych skutkach stosowania mleka. Jak zawsze padną pytania: to co jeść? Nie będę na takie pytania odpowiadał, za to przytoczę kilka logicznych argumentów za tym, by mleka nie pić, i ograniczyć się do rzadkiego spożywania serów:

-zawiera kazomorfinę – silnie uzależniający neuropeptyd o działaniu uspokajającym i nasennym. Zarówno niemowlęta ludzkie jak i cielęta, karmione mlekiem, śpią przez większość dnia. Właśnie z tego powodu. Pijąc mleko, zamulasz umysł. Powinni pamiętać o tym przede wszystkim inżynierowie, lekarze, ratownicy medyczni, mundurowi, jak i ludzie którzy po prostu dbają o higienę umysłu / mózgu.

-zawiera cukier mleczny – laktozę – który jest ciężki do strawienia i przyswojenia dla organizmu ludzkiego. Podobnie sprawa ma się z glutenem: organizm sobie z tym po prostu nie radzi, nie został ewolucyjnie do tego przystosowany.

mleko jest niezdrowe i szkodzi

.

mleko jest pokarmem dla niemowląt. Dorosłym ludziom nie jest ono potrzebne w ogóle. Mleko jest tak zaprojektowane, by dawać odpowiednie proteiny dziecku (mleko matki) bądź cielęciu (mleko krowy). Gdy istota osiąga już pewien wiek, organizm domaga się innych substancji, a mleko zaczyna zwyczajnie szkodzić.

-mleko krowie absolutnie nie jest przeznaczone dla ludzi. Inny skład, inne cukry, inne proteiny, inne proporcje. Koniec, kropka.

proces produkcji mleka pozbawia go większości atrybutów, o których możemy poczytać we wszelkich uczonych publikacjach. Mleko obecnie tylko z nazwy i z koloru przypomina dawne mleko. Dziś jest to przemysłowy, toksyczny koktail, pełen odpadków organicznych (krowiej ropy itp).

Jedyne wyjście to wyrzucić to, co szkodzi z menu i nie lamentować, że nie ma czego jeść. Wiem, że to, co zaraz napiszę może wydać się pretensjonalne aż do granic. Ale jeśli nie wiesz „co w takim razie jeść” – kup lub ściągnij z internetu kilka książek kucharskich przystosowanych do różnego typu diet – bezglutenowej, wegetariańskiej, bezmlecznej – i stamtąd selekcjonuj przepisy. To naprawdę tylko kwestia ograniczeń jakie sami sobie nałożyliśmy na umysł. Czy w XXI wieku jedyne potrawy na obiad to schabowy, rosół, a w poniedziałek – pomidorowa?

Zapraszam do obejrzenia filmu video o szkodliwości mleka:

.

Autor: Jarek Kefir

.

jarek kefir

Czy wiesz, że możesz wspomóc finansowo moje inicjatywy uświadamiające? Jest to forma wdzięczności za moją pracę i treści, które były dla Ciebie pozytywne i coś dobrego Ci dały. 🙂 Wsparcie umożliwia też zachowanie niezależności mojej strony.

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

Kolejne zgony niemowląt po szczepionce przeciwko WZW B

Kolejne zgony niemowląt po szczepionce przeciwko WZW B

szczepienia ochronne obowiazkowe i zalecane

Zapraszam do przeczytania felietonu dr Jerzego Jaśkowskiego o szkodliwości szczepionki na WZW B. Opracowanie to jest cenne z punktu widzenia edukacyjnego, bo powstało w oparciu o analizy i raporty organizacji Cochrane Colaboration.

Choć organizacja ta wielokrotnie podważała sens szczepień (np na grypę czy WZW B, jak w artykule poniżej), jest uznawana w świecie medycznym za światowy autorytet. Organizacja ta nie zostawiła także suchej nitki na syntetycznych formach witaminy C, tak zachwalanych w telewizyjnych reklamach.

Nie można tutaj powiedzieć, że poniższy artykuł jest „antyszczepionkową teorią spiskową”, ale zbiorem udokumentowanych faktów.

Z badaniami naukowymi jest tak, że jeśli masz kasę i wydasz na nie konkretny geld, to możesz udowodnić nawet to, że rtęć w szczepionkach jest.. zdrowa. I istotnie, takie badania się pojawiły, że thiomersal (organiczny związek rtęci) ze szczepionek, ma działanie prozdrowotne.

Po lekturze tych badań doszedłem do wniosku, że teraz można udowodnić dosłownie wszystko, i mieć na to pieczątkę i opinię szanowanej instytucji naukowej. Wszystko to kwestia pieniędzy. Dla dzisiejszej „nauki” nie ma rzeczy niemożliwych, szkoda tylko, że w tym złym sensie. Nie tak miało być..

Wstęp: Jarek Kefir

Kolejne zgony niemowląt po szczepionce przeciwko WZW B

Cytuję: „Szczepienia przeciwko WZW typu B wprowadzono  przed kilkoma laty u dzieci w pierwszej dobie po urodzeniu. Jak do tej pory na całym świecie, od co najmniej 30 lat, uznawano WZW B za chorobę weneryczną. Co prawda w Polsce prasa wprowadziła termin żółtaczki wszczepiennej, ale zrobiono to w latach 70-tych ubiegłego wieku, w celu uzasadnienia wprowadzenia strzykawek jednorazowych na rynek służby zdrowia. Było to w ramach tzw. gierkowskich pożyczek.

Najlepiej wyjaśnia problem szczepień przeciwko WZW B metaanaliza prac naukowych, wykonana przez Cochrane Colaboration.

Cochrane Colaboration jest uznawane za bardzo wiarygodne źródło informacji medycznej, zarówno o działaniu różnych leków jak i metod leczenia chorób.

Wadą tej organizacji jest to, że opiera się na wydrukowanych oficjalnie raportach. Jak wiadomo, aby wydrukować raport, trzeba mieć środki finansowe oraz możliwości techniczne, umieć składać materiał i odpowiednio go opracowywać oraz mieć możliwości dystrybucji, czyli dotarcia do potencjalnych odbiorców. A z tym bywa różnie, szczególnie wśród lekarzy praktyków. Wiadomo również, że od wielu, wielu lat wszystkie czasopisma medyczne wydawane są przez przemysł farmaceutyczny. Niestety, przemysł ten nie dopuści do ukazania się żadnej pracy, podważającej jego produkcję. Generalnie zasada wydawnictw sprowadza się do umów, jakie podpisał monopolista wydawniczy, np. firma Elsevier z reklamodawcami. Firma ELSEVIER POSIADA ok. 2460 tytułów zwanych naukowymi. W Polsce jest reprezentowana przez spółkę Urban&Partner.

Z tymi zastrzeżeniami Cochrane Colaboration jest bardzo istotnym źródłem informacji medycznej.    “http://www.cochrane.org/”

Ostatnio ukazała się kolejna publikacja, dotycząca celowości stosowania szczepień, szczególnie obowiązkowych u dzieci.

Publikacja ukazała się pod tytułem: ”Wirusowe zapalenie wątroby typu B, szczepienie u osób wcześniej nie narażonych na zapalenie wątroby typu B, lub o nieznanym statusie ekspozycji”, autorstwa Mathew JL.,R.Mathew PJ, Boxall EH, Brok J.

 W związku z teoretycznie dużą ilością ludzi, mogących być zakażonymi wirusem typu B, autorzy postanowili odpowiedzieć na pytanie, czy szczepienie przeciwko WZW typu B  jest korzystne u osób, które nie były narażone na zapalenie wątroby typu B, lub tych, u których nie wiadomo, jaki jest stopień ekspozycji.

 Autorzy znaleźli  w całym piśmiennictwie medycznym tylko 12 randomizowanych badań, spełniających kryteria porównawcze. Dokładna analiza tych prac nie pozwala na postawienie wniosku, czy szczepienie profilaktyczne ma jakikolwiek sens.

Tylko w 4 badaniach, przeprowadzonych w dodatku źle metodologicznie i na małej liczbie osób, wykazano dodatni efekt szczepień. W porównaniu z innymi szczepieniami, zanotowano podobne ilości powikłań. Dotyczy to także takich powikłań, jak konieczność hospitalizacji, występowanie drgawek itd.

 Wniosek końcowy autorów pracy jest jednoznaczny. U osób, które wcześniej nie były narażone na WZW typu B albo ich status ekspozycji jest niewiadomy, brak jednoznacznej odpowiedzi, czy szczepienie  jest korzystne.

 Tak jednoznacznie wynika z raportu, biorąc pod uwagę natomiast występowanie powikłań, brak wskazań do szczepienia, szczególnie małych dzieci!

 Wymaga także podkreślenia fakt, że spadek zachorowań na WZ typu B w Polsce wystąpił pod koniec 1970-tych lat. Nieznaczny wzrost  nastąpił w połowie lat 80-tych, w związku z wprowadzeniem reglamentacji środków czystości przez huntę. Od ok.1991 roku notujemy wyraźny spadek zachorowań. Zdziwienie budzi więc fakt wprowadzenia przymusu szczepień w Polsce w latach 1996/7.

Służba Zdrowia ponosi wielomilionowe straty, przelewając do prywatnych kieszeni pieniądze [tj ok. 300 000 porodów/ rocznie, razy ponad 100 zł za szczepienie] , które mogłyby być przeznaczone np. na operacje serca. Jak podaje Konsultant Krajowy, około 3000 dzieci umiera rocznie w Polsce, z powodu braku pieniędzy i wprowadzenie przez NFZ limitów operacji serca u dzieci.

Podobnie z powodu braku pieniędzy w Polsce, skuteczność leczenia chorób nowotworowych wynosi ok 30 % , gdy średnia dla Europy to 50-60%.

 Wyraźnie jest widoczny na powyższym wykresie spadek zachorowań, który wystąpił na długo przed wprowadzeniem szczepionek. Szczepienia wprowadzono w Polsce dopiero w 1997 roku, a praktycznie po 2000r.

 Jedyna praca opublikowana ostatnio w Polsce i wydrukowana w reklamówce przemysłu szczepionkarskiego – w Medycynie Praktycznej [z litości nie wymienię nazwiska autorów] – była na tak niskim poziomie, że nie została uwzględniona w żadnej analizie.

Dlaczego więc podaje się szczepionki małym dzieciom? Odpowiedź jest prosta – ponieważ wystąpienie powikłań można zrzucić na istniejące zmiany, takie jak: wadę genetyczną, wadę wrodzoną, ukrytą chorobę i wmówić biednej matce, że to jej wina, że dziecko ma np. autyzm. Albo, że umarło z powodu SID.

 A prawda jest taka, że podawanie dzieciom w pierwszym półroczu jakiejkolwiek szczepionki jest błędem medycznym i powinno być tak traktowane przez sądy. I nie ma znaczenia jakiś tam dekret urzędniczy. W prasie zachodniej wprost używa się terminu eksperymenty norymberskie. Żaden  szanujący się lekarz nie może się zasłaniać wytycznymi odgórnymi, tak jak nie mogli tego robić hitlerowcy.

 Małe dziecko ma przeciwciała od matki do ok. 6-9 miesiąca życia. Jeżeli jest karmione piersią, to jeszcze dłużej.

Po pierwsze, Odporność, po szczepieniu, jeżeli w ogóle istnieje, jest bardzo krótkotrwała. Jeszcze do lat 80-tych wciskano studentom medycyny brednie o dożywotniej odporności poszczepiennej, podobnie jak po przechorowaniu. Niestety, prawda jak zwykle okazała się brutalna. Tzw. odporność poszczepienna, jeżeli w ogóle istnieje, utrzymuje się ok. 5-8 lat. A gdzie 8-letnie dziecko ma uprawiać seks, aby się zarazić żółtaczką? Jak wiadomo od co najmniej 20 lat, większość zakażeń WZW B następuje w czasie seksu. Chyba tylko w ideologii gender, którą na siłę wprowadza się w Polsce, znajduje uzasadnienie tak wczesne szczepienie.

 Po drugie, wbrew straszeniu wakcynologów, przebieg WZW B wcale nie jest taki tragiczny. Ok. 50% zakażeń tym wirusem mija bezobjawowo. Ale sam fakt ekspozycji zapewnia odporność dożywotnią. U dalszych 30 % zakażonych wystąpią objawy podobne do grypy. Także ta grupa nabywa odporność dożywotnią. Tylko u ok. 20 % zakażonych mogą wystąpić objawy żółtaczki. Ale  95% tych chorych [ z 20%] zostaje wyleczonych samoistnie, z nabyciem odporności do końca życia.

 Teraz porównaj PT Czytelniku. Jeżeli matka  przebyła zapalenie i posiada przeciwciała, to przekazuje je noworodkowi. Zabezpiecza go więc przed chorobą. A czy kiedykolwiek wykonano u takiego jednodniowego dziecka badanie czy on posiada przeciwciała czy też nie? Nie!!! U żadnego malucha, ani u jego matki, nie przeprowadza się badań, tylko każdemu ładuje szprycę, bo to są pieniądze dla producenta. A pracownik służby zdrowia [pomimo, że posiada tytuł lekarza, niewiele ma wspólnego z lekarzem] działa jak sprzedawca.

Tak wiec tylko 5 %  może zachorować i być nosicielem. Czyli tylko u ok. 1% może się rozwinąć  przewlekłe zapalenie wątroby, wymagające leczenia.

I najciekawsze, jak podał przedstawiciel Zarządu Zdrowia stanu Illinois na przesłuchaniu publicznym: „Nie, nie mamy żadnych wyników badań przeprowadzonych u niemowląt, wskazujących na skuteczność szczepionki. Jedyne wyniki badań, jakie posiadamy, dotyczą dzieci 5-10 letnich. [Kongres Kwartalny 25 sierpnia 2000.pg 647]

Czyli nasi wybawcy-od chorób-inaczej, bez przeprowadzenia odpowiednich badań, trują nasze dzieci! Notowane powikłania po szczepieniu to nie tylko drażliwość, drgawki, ale też

1 – zapalenia mózgu, ze wszelkimi trwałymi następstwami,

2 – reumatoidalne zapalenia stawów,

3 – zapalenia nerwu wzrokowego ze ślepotą,

4 – stwardnienie rozsiane,

5 -zespół Guilliana – Barrego,

6 – neuropatie. Starczy?!

 Zanotowano w sumie już  ok. 1500 zgonów po szczepieniu  WZW B w USA.

WZW B jest rzadką chorobą u noworodków.  W USA na 3 900 000 urodzeń zanotowano tylko 54 przypadki żółtaczki B.  Ale zaszczepiono prawie 4 miliony niemowląt. Jeżeli w POlsce proporcje są podobne to przy ok. 300 000 urodzeń rocznie  jest ok. 5- 6 przypadków zachorowań. Ale z kasy społecznej do prywatnych kieszeni wypływa ok. 30 000 000 złotych rocznie. Jest się o co bić, nieprawdaż? I trzeba gnębić tych rodziców, którzy nie szczepią dzieci.

 W tym samym roku  wg VARES wystąpiło aż 1080 powikłań po szczepieniu. Przypominam, że wg oficjalnych danych jest to tylko 10% faktycznych powikłań, ze względu na ograniczenia możliwości zgłoszeń. Przypomnę także, że w Polsce ustawa o obowiązku zgłoszeń powikłań, od 1964 roku jest martwa. Na stronie PZH nie znajdziecie Państwo żadnych danych. I tak jest przez ponad 50 lat.  Pół wieku. I nikogo to literalnie nie obchodzi. A podobno są specjalne instytucje, powołane do kontroli ustaw sejmowych.  Czyli, że co najmniej 20 razy więcej zachorowało dzieci na żółtaczkę w wyniku działania wakcynologów, aniżeli od wirusa. Dodatkowo, w grupie od 0-1 zanotowano aż 47 zgonów dzieci.

Innymi słowy, aby ta grupa banksterów nachapała się, to aż tyle dzieci musiało umrzeć.!!!

 Kolejnym krajem, który zanotował ostatnio zgony po szczepieniach, były Chiny. W krótkim okresie czasu zanotowano aż 17 zgonów, w okresie do 2 miesięcy po szczepieniu WZW B.

Szczepionki była przygotowane przez filię chińską firmy Merck. Fabryka była nowa, wybudowana w 1990 roku.

Dziennikarz, który ten fakt nagłośnił, Wang Keqin, został zwolniony z pracy. Jeden z rodziców, który po śmierci dziecka za głośno o tym mówił, został skazany na 5 miesięcy obozu pracy, czyli łagru. Uzasadnienie wyroku brzmiało: „reedukacja poprzez pracę z powodu prowokacji do sporów” i że „powoduje kłopoty”.

 Tak więc wszystko przed nami.

c.b.d.o.

P.S.  Bardzo interesujące sa tytuły prac omawia∆ących szczepienia przeciwko WZw : cytuję „Szczepienie przeciwko WZW B jest zbrodnią przeciwko dzieciom”http://www.thelibertybeacon.com/2013/10/14/hep-b-vaccination-for-newborns-are-crimes-against-infants-13039/

Ile czasu upłynąć musi aby ta prawda dotarła do „naszych” ekspertów?

 http://www.youtube.com/watch?v=M0q9Dufvc9c

http://www.youtube.com/watch?v=2JZzpbtutKo

http://english.cntv.cn/program/china24/20131226/101199.shtml

http://www.bloomberg.com/news/2013-12-25/hepatitis-vaccine-maker-slumps-after-baby-deaths-shanghai-mover.html

http://www.rfa.org/english/news/china/vaccine-01032014164833.html

http://www.greenmedinfo.com/disease/sudden-infant-death-syndrome-sids

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22858989

http://www.greenmedinfo.com/blog/mother-s-decision-first-shot-hepatitis-b

http://english.sina.com/china/2013/1224/657959.html

http://www.japantimes.co.jp/news/2013/12/25/asia-pacific/china-investigates-vaccine-maker-after-baby-deaths/#.U0HPzOC9f0B

http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2011/07/07/60-things-that-can-go-terribly-wrong-with-hepatitis-b-vaccination.aspx

http://www.thelibertybeacon.com/2013/10/14/hep-b-vaccination-for-newborns-are-crimes-against-infants-13039/

http://naturalsociety.com/federal-court-admits-hepatitis-b-vaccine-fatal-auto-immune-disorder/

http://www.greenmedinfo.com/article/acute-hepatitis-b-can-occur-those-who-are-vaccinated-against-it-and-who-are

http://www.greenmedinfo.com/article/neonate-exposure-thimerosal-mercury-hepatitis-b-vaccines-may-be-significant

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/wzw_b_a_korupcja,p2091453113

http://www.dzieci.org.pl/forum/szczepienia/dr-jerzy-jaskowski-list-otwarty-ciekawe-informacje/

http://vistafit.manifo.com/dr-jerzy-jaskowski-–-kongres-wakcynologow-czesc-i

http://wolnemedia.net/zdrowie/kompromitacja-prawa-w-wydaniu-izb-lekarskich-2/

http://vaccgenocide.wordpress.com/tag/dr-jerzy-jaskowski/

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=12028&Itemid=53

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11591&Itemid=119

http://www.polishclub.org/2014/02/09/dr-jerzy-jaskowski-kolejne-straszenie-spoleczenstwa-chorobami-dzieciecymi/

http://www.polishclub.org/2013/02/04/dr-jerzy-jaskowski-list-otwarty-do-prof-dr-hab-andrzeja-tretyna-rektora-uniwersytetu-mikolaja-kopernika-w-toruniu/

http://www.polishclub.org/2012/09/25/dr-jerzy-jaskowski-celebryci-w-akcji-sekta-szczepionkarska-gazety-w-czesc-ii/

http://www.youtube.com/watch?v=b3Wd2_vCOKU

http://www.youtube.com/watch?v=Ul4z-rFpomo

http://www.frech.org.pl/

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

E-papieros: dobrodziejstwo czy raczej samobójstwo na raty?

E-papieros, dobrodziejstwo czy raczej samobójstwo na raty?

e-papierosy szkodliwe

E-papieros zrobi z Ciebie zombie! Źródło zdjęcia: zielonydziennik.pl

Dziś dostarczam artykuł o szkodliwości e-papierosów, który warto przeczytać. Obecnie mówi się o tych produktach jak o niemal zbawczym antidotum na tradycyjnego papierosa. Który ma być pełen substancji smolistych, a więc ma szkodzić.

Okazuje się jednak, że nie jest to do końca prawdą. E-papieros ma zawierać różne szkodliwe substancje, w tym glikole. Ulegają one bardzo szybkiemu wchłonięciu najpierw do płuc a potem do krwiobiegu.

Palenie papierosów to moda uwarunkowana społecznie, a jej korzenie są dość żałosne. Zdecydowana większość palaczy zaczynała palić w wieku nastoletnim a ich popalanie było związane z buntem okresu dorastania. Cóż, po młodzieńczych ideałach nie zostaje takim ludziom nic, poza nałogiem tytoniowym i alkoholowym.

Czytałem badania, iż papieros jest największym placebo jakie zna Ziemia. Tak naprawdę poza lekkim pobudzeniem (tylko na początku nałogu) papieros nie daje nic. A uczucie odprężenia tak chwalone przez palaczy, to nic innego, jak czasowa likwidacja skutków odstawienia, jakie pojawiają się wtedy, gdy przerwa między dostarczaniem narkotyku – nikotyny – trwa dłużej niż zwykle.

Powiedzmy prawdę prosto w oczy – nikotyna, kofeina, alkohol – są narkotykami, takimi samymi jak te „zakazane”. Papierosy i alkohol przyczyniają się do wielokrotnie większej liczby zgonów i nieszczęść niż wszystkie zakazane narkotyki razem wzięte.

Wiecie, jaki jest w tym sekret?

Lud musi mieć jakiś tam narkotyk, którym będzie się odurzać czy to podczas imprez, czy to podczas spotkań sportowych bądź spotkań rodzinnych. Dlaczego? Gdyż lud potrzebuje tych narkotyków jak tlenu – bez nich lud nie będzie w stanie: bawić się, tańczyć, imprezować. Bez narkotyków lud nie przełamie lęku, kompleksów, nieśmiałości. Stąd część narkotyków musi być legalna.

Sprawa podobnie wygląda z religią. Gdyby ludzie oświeceni doszli do władzy, jak myślicie – zakazaliby religii? Oczywiście, że nie. Ale odebraliby jej wszystkie przywileje, które tylko da się odebrać, nie tylko chodzi o ulgi podatkowe i finansowanie. Ale jakaś tam forma religii musiałaby istnieć, bo część ludzi tego potrzebuje.

Wracając do spraw narkotyków – osoba przebudzona wystrzega się narkotyków, w szczególności pochodnych amfetaminy, które wyczerpują zapasy życiodajnych neuroprzekaźników, i alkoholu. Nawet niewielka ilość alkoholu powoduje znacznie osłabienie sił umysłowych na okres około miesiąca. Czy wiesz, że alkohol w warunkach laboratoryjnych powoduje natychmiastowe ścięcie się białka – tj destrukcję wiązań pomiędzy nim? W organizmie człowieka alkohol powoduje, że gnije on za życia.

To, że coś jest zażywane / spożywane powszechnie, nie oznacza to, że jest to zdrowe bądź mniej szkodliwe niż to, co zażywa mniejszość. Nie przejmuj się słowami ludzi przegranych – którzy nie umieją załatwić ważnych społecznych spraw bez sponiewierania się narkotykami. Oni zawsze będą mówić, że abstynencja to ideologia, że abstynent i nałogowy alkoholik popełniają ten sam błąd, itp. Nie przejmuj się lamentem przegranych, nie przejmuj się zazdrością i zawiścią umarłych za życia. Ciebie, jeśli chcesz pretendować do miana człowieka oświeconego – obowiązuje hart i dyscyplina nie tylko ducha, ale także ciała (abstynencja, zdrowe żywienie).

„Zostawmy umarłym grzebanie ich umarłych”
~Biblia tysiąclecia

Wstęp: Jarek Kefir

E – papieros. Dobrodziejstwo czy samobójstwo?

e papieros szkodzi

Cytuję: „E – papieros miał być antidotum na machorkowego skręta. Nikotyna uzależnia nie więcej i nie mniej niż e-cygaretka. Rakotwórcze działanie papieros zawdzięczał głownie chemicznej obróbce tytoniowego listka. Ponadto trująca jest i „bibułka” i klej.

Lobbyści elektronicznego podtruwania sugerują że człowiek ssący zasilaną elektroniką rurkę mają szansę odzwyczajenia się od jednego nałogu, zstępując go innym- jeszcze bardziej głupim. Przeprowadzono nowe badania by sprawdzić czy e papierosy mogą być skutecznym sposobem ograniczenia palenia lub umożliwiają rzucenie palenia. Badania prowadzone dotychczas nie dają potwierdzenia, że e- papierosy są skuteczną formą dla zaprzestanie palenia tytoniu.

Autorzy badania wzywają do ustanowienia przepisów zakazujących  promowania rozmaitych  gatunków e- papierosów jako środka który może pomóc ludziom rzucić palenie, przynajmniej dopóki nie ma na to dowodów naukowych.

Stowarzyszenie producentów elektronicznych papierosów  krytykuje badania powołując się na ograniczone danych i uparcie twierdzi, że e- papierosy są znacznie mniej szkodliwe niż tytoń. (zauważyliście? mniej szkodliwe ale jednak szkodliwe)

Ponieważ wymogi jakościowe e-papierosów nie są uregulowane, konsumenci nie mają pojęcia, co tak naprawdę inhalują i wprowadzają do swego ciał. Z przyczyn oczywistych  nie było żadnych długotrwałych badań ich wpływu na zdrowie. Konsumenci to w zasadzie króliki doświadczalne od tego na własny koszt.

Naukowcy przyznali, że tylko 88 osób uczestniczyło w badaniu nad korzystaniem z e papierosów.

Tak. Dobrze zauważyliście- e papierosy opracowali CHIŃCZYCY których wyroby są znane na świecie z wysokiej jakości komponentów i ich walorów zdrowotnych.

WHO dokonało w 85 krajach przeglądu sytuacji i ustalono, że obecnie więcej niż jedna trzecia utrzymuje całkowity zakaz na e- papierosy, prawie 40 procent nie pozwala by były sprzedawane dla dzieci a tylko 15 procent krajów przeprowadziło badania naukowe ich dotyczące.

Czy taka reklama (jak niżej) może skutecznie skłonić do e-papierosa?

Teoretycznie nie powinna. Bo kto by posłuchał rady blondynki skoro wiadomo że one są głupie. Ale czy mądry człowiek w ogóle brałby pod uwagę idiotycznego e-papierosa?

W grudniu 2013 r. radni Nowego Jorku zdecydowali, że e-papieros będzie traktowany tak samo jak zwykły, czyli zakazany w miejscach publicznych, w tym barach i restauracjach, miejskich parkach, promenadach itp. Mandat wynosi od 50 do 250 dol.

Badania przeprowadzone przez amerykańskich naukowców wykazały, że od 2011 do 2012 roku liczba nastolatków używających e-papierosów się podwoiła. Wprowadzenie regulacji prawnych jest więc pilnie konieczne by nie dopuścić szczególnie do zwiększania się liczby młodych osób, które używają e-papierosów. Istnieje niemal pewność, że osoby które korzystają z „długopisów”  jednak w końcu przerzucają się na zwykłe papierosy.

Miłe złego początki lecz koniec zapewne znowu będzie żalosny.

PS. Bez względu na to jaki to jest papieros w dalszym ciągu na jednym jego brzegu jest żarząca się substancja a na drugim głupek.

Autor: Nathanel

Źródło: http://nathanel.neon24.pl/post/107582,e-papieros-dobrodziejstwo-czy-samobojstwo

Prof. Andrzej Kochański: farmaceutyczny mit nieuleczalności zespołu Downa

Prof. Andrzej Kochański: farmaceutyczny mit nieuleczalności zespołu Downa

1396734544_ibpyzo_600Czy zespół Downa jest możliwy do wyleczenia? Pod jednym z artykułów o szkodliwości szczepień, ktoś dla „beki” wkleił komentarz: „potwierdzam Twoje słowa, Kefir, znam osobę która po szczepieniu zachorowała na zespół Downa”.

Wtedy chwilę zastanowiłem się nad tym, czy aby farmaceutyczno-medyczna konspiracja nie ma miejsca także w przypadku zespołu Downa. Jak powszechnie wiadomo, jest to choroba genetyczna, trisomia 21 pary chromosomów. Czy jednak jest ona w pełni nieuleczalna?

Podobnie sprawa ma się z autyzmem. Wokół tej choroby narosło potężne lobby terapeutów, lekarzy, którzy zapisują autystykom leki psychiatryczne, i przede wszystkim – różnych fundacji. Fundacje charytatywne to idealne instytucje do prania pieniędzy mafii, polityków, korporacji. Nawet przez te polskie przechodzą corocznie miliardy brudnych, często krwawych dolarów.

Poniżej wklejałem ważne artykuły odnośnie leczenia autyzmu dietą i innymi metodami:
Biomol Med: przyczyny autyzmu to metale ciężkie ze szczepionek i nieodpowiednia dieta
Atak na nowatorską metodę leczenia autyzmu za pomocą diety

Szczególnie cenny pod względem obserwacji zachowań społecznych jest ostatni link. Opisuje on atak wyrodnych, racjonalistycznych matek na nowo opracowaną metodę leczenia autyzmu dietą. Matki te wiedząc, że oficjalna medycyna jest zupełnie bezsilna, nie chcą choćby spróbować takiej diety, bo według nauki nie ma na to dowodów.

Logiczne jest to, iż każdy trzeźwo myślący rodzic powinien choćby spróbować, zamiast ślepo powierzać zdrowie swoich dzieci w łapska ideologii – racjonalizmu naukowego. Normalni rodzice tak robią – przeszukują publikacje naukowe i przestrzenie internetu w celu poszukiwania alternatywnych metod leczenia.

Nie robią tego osoby które zamiast dobra swoich dzieci, wolą służalczość wobec ideologii.

Wracając do meritum: prawie zawsze jest tak, że medycyna określa jakąś chorobę jako nieuleczalną, bądź uleczalną tylko wtedy, jeśli dożywotnio będziemy stosować leki na nią. I na tym medycyna / farmacja zarabia.

Dziś nie opłaca się leczyć przyczyn choroby. Jest to ekonomicznie nieopłacalne, wtedy rację bytu straciliby: korporacje farmaceutyczne, lekarze, „fundacje charytatywne” zakładane przez mafię, różnego rodzaju „eksperci” i lobbyści, a i politycy różnych krajów nie zgarniali by setek milionów dolarów rocznie łapówek od korporacji. Ten mechanizm to tzw. liberalizm i wolny rynek w czystej postaci. Gdy dziecko umiera po szczepionce, zawierającej rtęć, można triumfalnie heilować prawą ręką i zakrzyknąć: „tak działa wolny rynek!!”.

Dziś za to, opłaca się wynajdywać takie metody „leczenia”, by tylko czasowo uciszać uciążliwe objawy, bez leczenia przyczyn choroby. Podawanie cukrzykom insuliny nie leczy przyczyn choroby, tylko czasowo (na kilkanaście godzin) ucisza objawy. Podobnie jest np z podawaniem antydepresantów – nie leczą przyczyny depresji – czyli kompilacji czynników dietetycznych, społecznych i psychologicznych. Ale czasowo uciszają objawy braku serotoniny.

Potężny przemysł farmaceutyczny, którego stać na płacenie miliardowych kar i łapówek, który zastrasza a w razie potrzeby zabija niewygodnych naukowców, sprawia, że chorzy są pozbawieni racjonalnych metod leczenia przyczyn choroby. Czy takie działanie nie jest zakamuflowanym ludobójstwem w świetle prawa?

W poniższym artykule przeczytacie, o tym, że niejaki Peter Emil Becker, uważany za ojca założyciela genetyki i jeden z większych autorytetów medycznych – należał do NSDAP i w obozach koncentracyjnych realizował program zagłady osób z upośledzeniem umysłowym. Związki medycyny akademickiej i korporacji farmaceutycznych z nazizmem stają się coraz bardziej oczywiste. Przykład to korporacje BASF i IG Farben, które działają do dziś (ta druga działa dziś jako BAYER i cały szereg korporacji zależnych).

Kiedyś mordowano Słowian i Żydów w obozach koncentracyjnych, dziś taką rolę pełnią korporacje farmaceutyczne i ich produkty. Które nie tylko nie leczą przyczyn choroby, ale ich leki powodują szereg skutków ubocznych. A one jeszcze bardziej uzależniają nas potem od lekarstw i medycyny. Często było też tak, że substancje które IG Farben badała w obozach koncentracyjnych, po wojnie, już korporacja BAYER opatentowała jako „lekarstwa”.

Wstęp: Jarek Kefir

A teraz zapraszam do przeczytania skopiowanego wywiadu z profesorem Andrzejem Kochańskim:

Mit pełnej nieuleczalności zespołu Downa

Cytuję: „Przez dziesięciolecia wbijano do głowy studentom i lekarzom jeden z najlepiej utrwalonych w medycynie mitów o całkowitej nieuleczalności zespołu Downa.

Prof. dr hab. Andrzej Kochański jest lekarzem genetykiem. Pracuje w Instytucie Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN

– Trzeba powiedzieć, że było to działanie bardzo skuteczne. Całe szczęście, że mity nie cieszą się szczególnym zainteresowaniem dobrych naukowców – mówi genetyk prof. Andrzej Kochańskim z Polskiej Akademii Nauk w rozmowie z Kają Godek.

W tych dniach mija 20 lat od śmierci profesora Jerome Lejeune’a. Co mu zawdzięczamy?

Tak, dokładnie 3 kwietnia przypada 20. rocznica śmierci profesora Jerome Lejeune’a. Profesor Lejeune był wielkim francuskim genetykiem, jednym z pierwszych genetyków klinicznych, którzy posiedli rzadką umiejętność łączenia pracy badawczej z praktyką kliniczną. Warto przypomnieć, że dopiero w 1953 r. odkryto podwójną helisę DNA, genetyka kliniczna wtedy była w powijakach. Po 6 latach od odkrycia helisy DNA profesor Jerome Lejeune w niezwykle skromnych warunkach dokonał epokowego odkrycia trisomii 21 pary chromosomów – czyli mutacji najczęściej spotykanej w zespole Downa.

To chyba niedoceniana postać. Dlaczego tak mało się o nim mówi, dlaczego tak niewielu zna to nazwisko? Jak traktuje się Lejeune’a w podręcznikach do genetyki?

Profesor Lejeune był przede wszystkim lekarzem, wiernym zasadom medycyny. Zaraz po odkryciu trisomii postanowił zająć się badaniami nad poszukiwaniem terapii zespołu Downa. Był wielkim orędownikiem badań nad terapią eksperymentalną. Niestety, upór profesora Lejeune’a bardzo nie spodobał się wielu genetykom. Postanowiono ukarać profesora. Jeszcze za życia był szykanowany. Po śmierci natychmiast o nim zapomniano. Proszę pokazać mi podręcznik genetyki medycznej, w którym postać profesora Lejeune’a zostałaby należycie potraktowana. Nawet w podręczniku do historii genetyki Lejeune’owi poświęca się zaledwie kilka linijek tekstu. W dodatku autor podręcznika próbuje umniejszyć rolę profesora w odkryciu trisomii.

Takie są realia.

Warto dodać, że te same podręczniki, w których zapomniano o profesorze Lejeune’ie, jak dotąd nie wycofały nazwisk uczonych, którzy w pewnym okresie swego życia współpracowali z nazistami. Ilu ludzi wie o tym, że choroba Hallervordena- Spatza zawdzięcza swą nazwę niemieckim uczonym (Juliusz Hallervorden i Hugo Spatz), którzy brali udział w programach zagłady chorych z upośledzeniem umysłowym w czasie II wojny światowej?

Do dziś studenci medycyny uczą się o dystrofii mięśniowej typu Beckera oraz miotonii Beckera. Warto przypomnieć, że profesor Peter Emil Becker należał do NSDAP. W podręczniku historii genetyki jest przedstawiany jako jeden z ojców – założycieli niemieckiej genetyki po drugiej wojnie światowej. Tak oto przedstawia się dość ponury obraz rzeczywistości – z jednej strony zapomniany Jerome Lejeune, z drugiej uwiecznieni w medycynie Hallervorden, Spatz i Becker.

Lejeune pod koniec życia mówił, że gdyby wiedział do czego zostanie wykorzystane jego odkrycie, nigdy nie opublikowałby wyników swoich badań…

Stało się najgorsze. Profesor Lejeune – wielki obrońca życia – dokonał odkrycia, które umożliwiło aborcję eugeniczną dzieci z zespołem Downa. Do czasów Lejeune’a genetycy nie mieli żadnej możliwości wykrycia zespołu Downa u dziecka w życiu prenatalnym. Innymi słowy, brakowało specyficznego testu, który pozwoliłby ocenić kariotyp dziecka z zespołem Downa. Po odkryciu Lejeune’a wystarczyło tylko w komórkach z płynu owodniowego, poddanych hodowli, poszukać dodatkowego chromosomu i diagnoza była gotowa. Warto dodać, że gdyby profesor Lejeune nie opublikował wyników swoich badań, zrobiliby to inni. Niestety, była to kwestia czasu.

Zespół Downa powstaje, gdy dziecko otrzyma w chwili poczęcia o jeden chromosom za dużo. Lejeune to wiedział i resztę życia poświęcił na szukanie metody eliminacji nadwyżkowego chromosomu z kariotypu. Umierał, wiedząc, że to się nie udało, czując, że nie zrealizował swojego marzenia. Czy ktoś obecnie kontynuuje poszukiwanie terapii trisomii? Czy to w ogóle możliwe?

Przez dziesięciolecia wbijano do głowy studentom i lekarzom jeden z najlepiej utrwalonych w medycynie mitów o całkowitej nieuleczalności zespołu Downa. Trzeba powiedzieć, że było to działanie bardzo skuteczne. Całe szczęście, że mity nie cieszą się szczególnym zainteresowaniem dobrych naukowców. Jeszcze bardzo niedawno, kiedy studiowałem medycynę, rozwój tkanek, narządów traktowano jako proces jednokierunkowy i nikt z tym nawet nie próbował dyskutować.

Tymczasem znalazł się bardzo śmiały uczony dr Shinya Yamanaka, który za pomocą pewnych białek zmusił dojrzałe komórki do powrotu do stanu wyjściowego. Dr Yamanaka, który za „cofnięcie wskazówek zegara biologicznego” otrzymał w 2012 r. wraz z Sir Johnem Gurdonem nagrodę Nobla, uzyskał tak zwane indukowane komórki macierzyste. W ślady Yamanaki poszli kolejni uczeni. W 2012 r. udało się przeprowadzić komórki uzyskane ze skóry pacjenta z zespołem Downa w stan „młodości”. Następnie za pomocą specjalnego wektora w żywych, dzielących się komórkach usunięto dodatkowy chromosom 21 pary.

Czy np. 10 lat temu, ktoś wpadłby na taki pomysł i potrafił go zrealizować?

Absolutnie nie! Ale pamiętajmy, że 10 lat we współczesnej biotechnologii to jest epoka! W 2013 r. naukowcy poszli jeszcze dalej. Od wielu lat wiadomo o istnieniu genu XIST, który ma niezwykłą zdolność bardzo dokładnego wyciszania jednego z dwóch chromosomów X u kobiety. Ten gen jest niezwykły, „wyłącza” jeden chromosom, w ogóle nie „dotykając” innych. Jest to więc bardzo precyzyjny mechanizm. I tym razem, w odmłodzonych komórkach macierzystych wstawiono gen XIST do chromosomu 21 pary i zamieniono ten chromosom w nieaktywną grudkę chromatyny.

To brzmi wręcz niewiarygodnie.

Kiedy mówi się o tak wielkich odkryciach biotechnologii, zaraz odzywają się głosy, że to przecież niemożliwe. Ludziom, którzy w ten sposób podchodzą do terapii eksperymentalnej chorób genetycznie uwarunkowanych, proponuję refleksję nad rozwojem lotnictwa.

W którą stronę idą obecnie badania nad terapią zespołu Downa?

Obecnie najważniejszym genem w badaniach nad zespołem Downa jest DYRK1A. Okazuje się, że pojawienie się 3-ciej, dodatkowej kopii genu DYRK1A wystarczy do wywołania zespołu podobnego do zespołu Downa. Coraz więcej mówi się o tym, że kluczem do zespołu Downa jest prawidłowa aktywność genu DYRK1A, który może doprowadzić do uporządkowania zaburzonej aktywności kilkuset innych genów.

Obecnie na świecie trwają intensywne prace nad substancjami, które mogą zmniejszyć nieprawidłową aktywność genu DYRK1A. Inne grupy uczonych badają regulację białka DYRK1A, które jest enzymem. Słowem, w tej dziedzinie dzieje się na świecie bardzo dużo. To tylko część szerokiego spektrum badań prowadzonych na modelu zwierzęcym zespołu Downa. Jak można zauważyć, na świecie prowadzi się wielokierunkowe badania nad „wyciszeniem” całego chromosomu, lub niektórych ważnych genów.

Skoro prace są tak zaawansowane, to dlaczego informacje o nich pojawiają się jedynie w niszowych mediach? Na szerszą skalę jakoś o tym nie słychać…

Zgadzam się. Ale dotyczy to tylko pewnych środowisk. Wystarczy zajrzeć do piśmiennictwa i wtedy łatwo dostrzec zmianę. Jeśli ktoś postanowił, że niezależnie od wyników badań będzie trwał przy swoich poglądach, to nie mamy na to żadnego wpływu. Trzeba to przyjąć. Prawdę mówiąc, nie warto się tym zajmować. Szkoda czasu.

Dużo ważniejsze jest zainteresowanie młodych ludzi, absolwentów biotechnologii, medycyny, biologii molekularnej możliwościami terapii eksperymentalnej zespołu Downa. Być może wśród polityków znajdą się ludzie, którzy pomyślą o stworzeniu uczonym warunków do pracy nad tym zagadnieniem. To jest duże wyzwanie, ale skoro inni potrafią, dlaczego nie spróbować w Polsce? Coś się zmienia. Tydzień temu miałem zaszczyt uczestniczyć w konferencji poświęconej zespołowi Downa w Radomiu. Konferencja została zorganizowana przez władze miasta. Jestem zachwycony rozwiązaniami w sferze edukacji, które wprowadzono w Radomiu, poziomem konferencji, zainteresowaniem samorządowców, nauczycieli, rodziców.

To wszystko brzmi bardzo obiecująco, ale droga do opracowania konkretnej terapii aberracji chromosomowych chyba jeszcze daleka?

Tego nie wiemy. Jeżeli dziś biotechnologia medyczna potrafi za pomocą tzw. „nożyczek molekularnych” wycinać mutacje chorobotwórcze, to skąd mogę wiedzieć, co przyniesie jutro?

Posłużę się przykładem. Kilkanaście lat temu nikomu nie przyszło do głowy, że możliwe „naprawienie” uszkodzonego genu w dystrofii mięśniowej. A dzisiaj proszę zobaczyć, medycyna dysponuje lekami, które działają na poziomie genu, przywracając w części jego prawidłową funkcję. Komu śniło się przeprogramowanie komórek skóry w komórki serca albo wątroby? A dziś wiemy, że jest to możliwe.

Poszukiwanie metody leczenia zespołu Downa to chyba medycyna na właściwych torach? Do tej pory skupiano się na diagnostyce prenatalnej i zabijaniu dzieci z nieprawidłowym kariotypem…

Jeśli ktoś twierdzi, że eliminacja dziecka z dodatkowym chromosomem jest zgodna z założeniami medycyny, to muszę zamilknąć. Lekarzowi nie wolno myśleć kategoriami eugeniki. Eugenika i medycyna to dwa całkowicie odmienne sposoby myślenia. Z historii wiemy, że lekarze bywali entuzjastami eugeniki. Ludzie szanujący życie muszą pilnie zająć się stworzeniem warunków do prowadzenia badań nad terapią eksperymentalną zespołu Downa.

Biotechnologia medyczna wskazuje nowy horyzont. Trzeba doprowadzić do tego, aby absolwenci biotechnologii, medycyny, biologii molekularnej i dziedzin pokrewnych niejako na nowo zajęli się zespołem Downa. To jest bardzo ciężka praca, ale jeżeli się uda, to już niedługo obudzimy się w innym kraju.


Prof. dr hab. Andrzej Kochański – lekarz genetyk, specjalista genetyki klinicznej oraz laboratoryjnej, profesor zwyczajny w Instytucie Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Autor licznych prac naukowych z zakresu neurogenetyki. Wykładowca Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego„.

Źródło: http://info.wiara.pl/doc/1945208.Mit-pelnej-nieuleczalnosci-zespolu-Downa

Zastrzyki śmierci: ukrywana historia szczepień [VIDEO]

Zastrzyki śmierci: ukrywana historia szczepień [VIDEO]

korupcja afery medycynaZapraszam Was dziś na pełnometrażowy film dokumentalny o szczepieniach: „Lethal Injection – The Story Of Vaccination”. Tłumaczenie na język polski: „Zastrzyk śmierci – historia szczepień”.

Film ten jest najlepiej zrealizowanym dokumentem o prawdziwym obliczu masowych szczepień. Czyli wielomiliardowej korupcji, tuszowaniu faktów i wyników badań, zastraszaniu czy wręcz likwidowaniu niewygodnych badaczy, chciwości i chęci zysku choćby po trupach.

Mówi się, że lekarz zakopuje swoje pomyłki dwa metry pod ziemią. Korporacje farmaceutyczne unikają odpowiedzialności za swoje poczynania poprzez specjalny system prawny, zakładający przymus szczepień z jednej strony, a z drugiej strony – brak rejestrowania działań niepożądanych lub znaczące luki w tym systemie.

Szczepienia nie zapobiegły tak naprawdę żądnej epidemii. Eradykowanie chorób zakaźnych nie jest związane nawet czasowo ze wprowadzeniem kampanii masowych szczepień. Wiele chorób zakaźnych wygasło dekadę / dwie dekady przed wprowadzeniem szczepionki po polepszeniu warunków sanitarnych i standardów higieny.

Szczepienia wyglądają na dobrze przygotowane, globalne oszustwo w celu „produkcji” wiecznych pacjentów i wyciągania rzeki pieniędzy. Tylko od Ciebie zależy, czy będziesz w tym uczestniczyć.

Zapraszam do obejrzenia filmu video!

Tłumaczenie na język polski: davidicke.pl

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

 

Możesz wesprzeć autora tej strony. Warto wspierać niezależne media! (kliknij tutaj po informację)
Dzięki wsparciu czytelników moja strona “Kefir 2010″ nie potrzebuje “sponsorów” i może zachować niezależność.