Reklamy

Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

cierpienie-sensJaki jest sens cierpienia, jakie doświadczamy tu na Ziemi? Zła, cierpień, niewygód, przypadków, wypadków, traum – jest miliony milionów w każdym życiu. Ludzkość przez całe eony czasu starała się nadać tej ziemskiej kaźni jakiś wyższy sens. Mamy więc systemy religijne gloryfikujące cierpienie, na czele z chrześcijaństwem, judaizmem i islamem. Mamy też stosunkowo nowy system, podług którego cierpienie i zło też mają sens. Ten system nosi nazwę new age.

Jego głównym założeniem jest to, że całe ziemskie cierpienia mają nas uczyć, szkolić. Ziemia ma być planetą na której szkolą się dusze krnąbrne i słabo rozwinięte. Władcą Ziemi ma być demiurg – w judaizmie znany jako jahwe, w chrześcijaństwie mainstreamowym jako „bóg„, w islamie jako allah, w chrześcijaństwie gnostyckim jako szatan. Ma być nadzorcą tej planety, ma ustalać parametry wszystkich podsystemów tak, by zapewniało to duszom odpowiednie doświadczenia i tempo ewolucji.

To tyle teorii. Ale chwila.. A co do kurwy nędzy, jeśli to nie jest prawda, jeśli to cierpienie nie ma sensu? Ba, jeśli to ziemskie cierpienie nie tylko niczego nie uczy, ale wręcz degeneruje duszę? Nie ma żadnych życiowych lekcji, nie ma żadnego zbierania doświadczeń, nie ma żadnej nauki, nie ma ewolucji poprzez cierpienie. Zastanów się chwilę, w spokoju nad tym co napisałem. Czy czujesz jakiś dziwny lęk? Nie chce Ci się nawet myśleć w ten sposób? To zbyt przerażające? Wiem, wiem..

Zatrzymajmy się w rozważaniach na chwilę – teraz polecam przeczytać trzy cytaty znanych mistrzów filozofii i ducha:

Cytuję: „Co się tyczy jednak życia indywidualnego, to dzieje każdego życia są historią cierpienia; albowiem każdy życiorys jest z reguły pasmem nieszczęśliwych wypadków, większych i mniejszych, które wprawdzie każdy możliwie ukrywa widząc, że kto inny rzadko zareaguje na nie współczuciem lub litością, a niemal zawsze zadowoleniem na widok plag, które akurat jego ominęły; być może jednak pod koniec życia człowiek, jeśli jest rozumny a zarazem uczciwy, nie zapragnie nigdy, by przebyć życie ponownie, lecz raczej wybierze w zamian zupełnie nieistnienie. Istotną treść słynnego na świat cały monologu w Hamlecie można podsumować następująco: nasz stan jest tak nędzny, że należałoby zdecydowanie przedłożyć nad niego zupełny niebyt.

Gdyby samobójstwo rzeczywiście nam to dawało, gdyby więc naprawdę istniała alternatywa „być albo nie być” w pełnym sensie słowa, wtedy należałoby je wybrać bezwarunkowo jako w najwyższym stopniu pożądane spełnienie („a consummation devoutly to be wish’d”). Coś w nas jednak nam podpowiada, że nie tak, że nie koniec na tym, że śmierć nie jest absolutnym zniszczeniem. Zarazem nie obalono dotąd tego, co powiedział już ojciec dziejopisarstwa, mianowicie, że nie ma człowieka, który by choć raz nie życzył sobie, by nie dożył następnego dnia. Zgodnie z tym tak opłakiwana krótkotrwałość byłaby może tym, co najlepsze w życiu.

Gdyby jeszcze ukazać każdemu naocznie straszne cierpienia i męki, na jakie życie jego nieustannie jest narażone, to ogarnęłoby go przerażenie; a gdyby najbardziej zatwardziałego optymistę poprowadzić po szpitalach, lazaretach i chirurgicznych katowniach, po więzieniach, izbach tortur i barakach niewolników, na pola bitew i miejsca kaźni, a potem pokazać mu wszystkie ponure siedziby nędzy, w których kryje się ona przed okiem zimnej ciekawości, a wreszcie pozwolić mu zajrzeć w głąb wieży, gdzie z głodu zmarł Ugolino, to i on w końcu by spostrzegł, jakiego rodzaju jest ten meilleur des mondes possibles. Skądże bowiem wziął Dante materiał do swego piekła, jeśli nie z naszego prawdziwego świata? A przecież wyszło z tego całkiem niezgorsze piekło.”
~Arthur Schopenhauer — Świat jako wola i przedstawienie, 1818


Cytuję: „Człowiek stanowi biologiczny paradoks. Świadomość wyewoluowała u ludzi przesadnie i przez to nie jesteśmy w stanie funkcjonować normalnie tak jak inne zwierzęta: otrzymaliśmy więcej niż jesteśmy w stanie unieść. Pragniemy żyć, a przez to jak ewoluowaliśmy, jako jedyny gatunek wiemy, że naszym przeznaczeniem jest umrzeć; jesteśmy w stanie analizować przeszłość i przyszłość, sytuację naszą i innych; oczekujemy sprawiedliwości i sensu w świecie, w którym sprawiedliwości i sensu nie ma.

Czyni to życia przytomnie myślących ludzi tragediami. Mamy pragnienia oraz potrzeby duchowe, których rzeczywistość nie jest w stanie zaspokoić i nasz gatunek istnieje jeszcze tylko dlatego, że aby uciekać od wiedzy o tym jaka ta rzeczywistość jest, większość ludzi uczy się wbrew własnej naturze ograniczać w sztuczny sposób zawartość swoich świadomości. Cała ludzka egzystencja jest obecnie oplątana siecią mechanizmów obronnych temu służących, społecznych i indywidualnych, które zaobserwować możemy w naszych codziennych oklepanych schematach zachowań.”
~Peter Wessel Zapff


Cytuję: „Otóż pragnieniem duszy jest doznanie najbardziej wzniosłego uczucia miłości, jakie można sobie wyobrazić. Oto jej cel. Duszy chodzi o doznanie, nie o wiedzę. Wiedzę już posiada, ale wiedza ma charakter koncepcyjny. Doznanie ma charakter doświadczalny. Dusza chce siebie poczuć i w ten sposób poznać siebie we własnym doświadczeniu. Najwznioślejszym uczuciem jest doznanie jedności ze Wszystkim Co Jest. To powrót do Prawdy, za którą tęskni dusza. To uczucie doskonałej miłości. Doskonała miłość ma się do uczucia jak doskonała biel do barwy. Powszechnie uważa się, ze biel oznacza nieobecność koloru. Ale tak nie jest. Biel zawiera w sobie wszystkie barwy.

Biały to każdy istniejący kolor, w połączeniu. Podobnie miłość nie oznacza braku emocji (nienawiści, złości, pożądliwości, zazdrości), ale sumę wszelkich uczuć. To wielkość niejednorodna, wszechogarniająca. Aby dusza mogła zaznać doskonałej miłości, musi doświadczyć każdego ludzkiego uczucia. Jak mogę współczuć temu, czego sam nie pojmuje? Jak mogę wybaczyć komuś coś, czego sam nie doświadczyłem na sobie? Widzimy wiec zarówno prostotę jak i zatrważający ogrom drogi, jaką musi przebyć dusza. Rozumiemy wreszcie, jakie ma zadanie: Zadaniem ludzkiej duszy jest doznanie całości – aby mogła stać się całością. Jak może wzlecieć, jeśli nigdy nie upadła? Skąd może znać ciepło, jeśli nie poznała zimna, dobro, jeśli nie uznaje zła? Przecież dusza nie może wybrać, czym chce być, jeśli nie ma z czego wybierać. Aby mogła doświadczyć swej świetności, musi poznać świetność. Jednak poznać jej nie może, jeśli nie ma nic oprócz świetności.

Dusza zdaje sobie wiec sprawę, że świetność może zaistnieć tylko w obrębie tego, co nie jest. Dlatego nigdy nie potępia tego, co nie jest świetnością, ale błogosławi – widząc w tym cząstkę siebie, która musi istnieć po to, aby mogła się objawić jej inna cześć. Zadaniem duszy jest, oczywiście, sprawić, abyśmy opowiedzieli się za świetnością – abyśmy wybrali to, co w nas najlepsze – bez osądzenia tego, cośmy pominęli. To ogromne przedsięwzięcie, na które potrzeba wielu żywotów, albowiem wy skłonni jesteście potępiać, zamiast błogosławić temu, czego nie wybieracie. Właściwie czynicie rzecz jeszcze gorszą – staracie się zaszkodzić temu, czego nie wybieracie.

Dążycie do jego zniszczenia. Jeśli znajdzie się osoba, miejsce, cokolwiek, z czym się nie zgadzacie, zaraz przypuszczacie atak. Jeśli jakaś religia pozostaje w sprzeczności z waszą wiarą, odmawiacie jej racji. Jeśli jakaś myśl kłóci się z waszą, próbujecie ja ośmieszyć. Jeśli jakiś pogląd różni się od waszego, odrzucacie go. Popełniacie błąd, gdyż stwarzacie zaledwie połowę wszechświata. I nie jesteście nawet w stanie zrozumieć swojej połowy, jeśli nie przyjmujecie do wiadomości drugiej.”
~Neale Donald Walsch, Rozmowy z Bogiem

I wróćmy do naszych rozważań. Swego czasu z okazji zadymy związanej z prawem aborcyjnym, utkwiła mi pewna myśl wypowiedziana przez jedną z zaczytanych w teoriach new age osób. Otóż wg niej, każda ciąża to umowa trzech dusz, i nam, na poziomie umysłu logicznego, nic do tego. Każdą ciążę należy donosić, aborcja zakazana. No tak, więc zarabiasz te 1350 zł netto, Twoja partnerka też. Mieszkacie „na kupie” z rodzicami. Brak perspektyw na nic, jak to w Polsce – czyli w gigantycznym obozie koncentracyjnym.

Nie starczy na najbardziej podstawowe wydatki. Ale nie możesz usunąć choćby tygodniowej ciąży, bo new age, bo jakaś umowa dusz. Więc wypruwaj z siebie flaki, pracuj na dwa etaty, zmień swoje życie w nieustającą katorgę i cierpienie. Jedz byle co – chleb ze smalcem. Zero przyjemności, zero hobby, zero pasji, bo nawet na głupi hollywoodzki film w kinie nie stać. O seksie podczas pracy na dwa etaty i w takim stresie zapomnij. Umrzyj w wieku 40 lat na nowotwór lub rozległy zawał serca. I przede wszystkim – przez całe życie cierp, cierp, cierp. Bo new age, bo umowa dusz.

A takiego wała! To ja decyduję, a nie jakaś teoria. To ja ponoszę konsekwencje i w razie czego to ja cierpię, a nie osoby głoszące tego typu posrane teorie. Poza tym, gdyby te teorie były prawdziwe.. To aborcja i antykoncepcja byłyby technicznie niemożliwe. Bozia by ich zakazała bo przecież teoria musi się zgadzać. A są – jako jedne z boskich aktów woli człowieczej. Dobra, ale dość tej beki i cynizmu. Odnieście to co teraz napisałem do każdej sytuacji gdy masz możliwość uniknięcia cierpienia, ale jednak inni Cię namawiają byś tego nie robił.

Nietzsche powiedział kiedyś, że nawet gdyby chrześcijański bóg jakimś cudem istniał, to jest on tak absurdalny, że wręcz należałoby go obalić. Ciekawe co by powiedział o tego typu teoriach new age, gdyby żył. Może by po prostu umarł ze śmiechu i jednocześnie ze zgrozy, co zrobiono z wartościowymi tajemnymi naukami, których był adeptem, i nie zdążyłby powiedzieć absolutnie nic?

Osobiście uważam że twierdzenie, że uczymy się poprzez cierpienie, jest w 50% fałszywe i w 50% prawdziwe. Prawdą jest przecież że zło i cierpienie którego doświadczamy, szlifuje nam charakter, ćwiczy empatię, sprawia że bardziej rozumiemy drugiego człowieka i bardziej mu współczujemy. Wielu wartościowych ludzi to Ci, którzy przeżyli w życiu swoje własne piekło. Z drugiej strony, ludzie którzy mieli bardzo mało tego typu złych bodźców, jakże często wyrastają na zmanierowanych i okrutnych egotyków. Poza tym, brak przeszkód i przeciwności w życiu zwyczajnie degeneruje, o czym pisałem w felietonie poniżej:
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

Na ile twierdzenie, że cierpienie ma sens bo poprzez nie się uczymy, jest fałszywe? Niby cierpienie jest potrzebne duszom słabo rozwiniętym, dziecięcym, by zbudowały one sobie bazę danych na przyszłe życia. Niby. Przedstawię Wam koncepcję duszy, którą zaproponował jeden z najpotężniejszych okultystów planety – Vadim Zeland, autor książek „Transerfing Rzeczywistości„.

Według niego, dusza pragnie tego, co najlepsze dla siebie i dla organizmu, w który się wcieliła. Dusza chce się cieszyć, pląsać w tańcu, kochać, doświadczać. Dusza chce zabawy, radości, ekstazy, seksu, wolnej amerykanki, liberalizmu, tolerancji, swobody. Całe to cierpienie pochodzi od umysłu logicznego który utracił kontakt z duszą, i od tworów zwanych wahadłami czy też egregorami które na nim żerują. Wahadła korzystają z tego że umysły ludzkie utraciły połączenie ze swoimi duszami, i maksymalizują przez to nasze cierpienie. To umysł ze swoimi chorymi pomysłami cierpi. Podczas gdy dusza zostaje zagoniona do kącika i niemal doszczętnie zmaltretowana.

Poniżej wklejam cytat z książki Vadima Zelanda opisującego jedne z metod działania wahadeł:

Cytuję: „Nierzadko powstaje wrażenie, że świat jakby robi Ci na złość, zupełnie jakby jakaś tajemnicza siła przyciągała nieprzyjemności. Obawy się spełniają, najgorsze oczekiwania ziszczają.Na krok nie odstępuje nas to, do czego żywimy niechęć i czego staramy się uniknąć.Dlaczego tak się dzieje? W pierwszym tomie Transerfingu była już mowa o tym, dlaczego będzie się działo tak, że „otrzymujesz to, czego nie chcesz”, zwłaszcza jeśli czujesz do czegoś wręcz wściekłą niechęć. Nienawidzisz lub obawiasz się całym sercem, zatem zewnętrzny zamiar zapewni Ci wszystko to w nadmiarze. Energia myśli, zrodzonych w jedności duszy i umysłu, obleka potencjalną możliwość w rzeczywistość. Innymi słowy, sektor przestrzeni wariantów, odpowiadający parametrom emisji myśli, zmaterializuje się, jeżeli odczucia duszy stanowią jedność z myślami umysłu. Lecz to nie jest jedyna przyczyna, dla której urzeczywistniają się najgorsze obawy. Tak w ogóle, to życie bez problemów stanowi normę.Wszystko dobrze i gładko się układa, jeżeli poruszasz się z nurtem wariantów, nie zakłócając równowagi. Przyroda nie lubi tracić energii na próżno i nie ma skłonności do intryg.

Niepożądane okoliczności i wypadki mają miejsce, ponieważ nadmierne potencjały wnoszą wypaczenia w otaczający nas obraz energetyczny, a stosunek zależności jeszcze to nasila. Nadmierne potencjały powstają, kiedy jakimś cechom nadaje się zbyt duże znaczenie. A stosunek zależności powstaje między ludźmi, jeśli zaczynają się ze sobą nawzajem porównywać, przeciwstawiać i stawiać warunki typu „jeżeli ty tak,wówczas ja tak”. Sam przez się nadmierny potencjał nie jest groźny, dopóki wypaczona ocena istnieje niezależnie.Lecz kiedy tylko sztucznie zawyżona ocena jednego obiektu zostaje porównana z innym obiektem, powstaje biegunowość, rodząca wiatr sił równoważących. Siły równoważące dążą do usunięcia powstałej biegunowości i działanie ich w większości wypadków skierowane jest przeciwko temu, kto tę biegunowość wywołał.

Oto przykłady potencjałów bezwzględnych: kocham Cię; kocham siebie; nienawidzę Cię; brzydzę się sobą; jestem dobry; jesteś zły. Takie oceny są samowystarczalne; ponieważ nie opierają się na porównaniu i przeciwstawieniu. A oto przykłady potencjałów zbudowanych na stosunkach zależności: kocham Cię pod warunkiem, że Ty mnie kochasz; kocham siebie, dlatego że jestem lepszy od Was; jesteś zły, ponieważ ja jestem dobry; jestem dobry, ponieważ Ty jesteś zły; nie podobam się sobie, ponieważ jestem gorszy niż wszyscy; brzydzę się Tobą, bo nie jesteś taki jak ja. Różnica między pierwszą i drugą grupą ocen jest bardzo duża. Oceny oparte na porównaniu rodzą biegunowość. Siły równoważące usuwają tę niejednorodność drogą zderzenia przeciwieństw. Dokładnie tak samo przeciwne bieguny magnesów przyciągają się wzajemnie. Właśnie dlatego przykrości pchają się w życie tak natrętnie i jakby celowo. Na przykład w małżeństwa łączą się, wydawałoby się, sprzeczne osobowości, jakby karząc się nawzajem. W różnych grupach zawsze znajdzie się choćby jeden człowiek, który pod jakimś względem będzie dla Ciebie przykry.

Prawo Murfiego lub – jak my to nazywamy – „prawo podłości”, ma tę samą naturę.No a szkodliwi sąsiedzi stali się w ogóle nieodłącznym warunkiem wszelkiego współżycia. Przykład z uciążliwymi sąsiadami dobrze ilustruje efekt biegunowości. Kwestia ta, mimo swojej powszedniości, ma bezpośredni związek ze sferą metafizyki. Problem polega na tym, że jedni ludzie przeszkadzają spokojnie żyć innym. Ale dlaczego?! Dlaczego zawsze i wszędzie znajdują się „źli” panowie i panie, którzy nie dają spokoju „dobrym” ludziom? Cóż, czyżby wychodziło na to, że ludzie są podzieleni na dwa obozy? Ale jeśliby przeprowadzić ankietę: „Do jakiego obozu zaliczasz siebie?” – tylko bardzo niewielu uzna siebie za złych.Twoi sąsiedzi w większości są takimi samymi normalnymi ludźmi, jak i Ty. Tendencja ta wytwarzana jest przez wiatr sił równoważących, który wieje w stronę Twej niechęci. Kierunek wiatru wyjaśnić można przy pomocy prawa podłości: wszystko, co Ci się nie podoba, będzie Ci towarzyszyć. Ktoś może się sprzeciwić: „Jakie tam, do diabła, siły równoważące? Ci ludzie są po prostu bezczelni i to wszystko, i nie ma tu o czym filozofować”. Lecz teraz udowodnię, że to nie jest pusta filozofia.

Przypuśćmy, że sprawiają Ci przykrość sąsiedzi.A czy Ty sprawiasz im przykrość? Raczej nie. A dlaczego? „Otóż dlatego, że oni są tacy i owacy – a my tacy nie jesteśmy” – powiesz. Lecz nie ma ludzi po prostu dobrych czy złych. Każda ocena jest względna, ponieważ rodzi się z porównania przeciwieństw. W sumie, dlaczego nie sprawiasz przykrości swoim sąsiadom? Moja odpowiedź wyda Ci się nieoczekiwana: nie sprawiasz przykrości swoim sąsiadom, ponieważ oni mają Cię w nosie. „Tak właśnie jest – powiesz – dlatego właśnie są źli i bezczelni”. Właśnie takim stosunkiem włączasz biegunowość, jak elektromagnes, który będzie przyciągać do Ciebie coraz to nowe napaści ze strony sąsiadów.A po nich spływa to jak po kaczce, dlatego że nie stanowisz dla nich przedmiotu zainteresowania. Im nie przychodzi do głowy, by oceniać Cię i porównywać, czyli nawiązywać zTobą relację zależności. I w tym sensie mają Cię w nosie – nie nadają Ci znaczenia i nie włączają do warstwy swojego świata, dlatego też nie cierpią. Sąsiedzi nie odczuwają w stosunku do Ciebie biegunowości, dopóki zajęci są swoimi troskami i nie zwracają na Ciebie szczególnej uwagi. Lecz wystarczy, że nadadzą znaczenie Twojemu istnieniu w sąsiedztwie i zaczną Cię porównywać, a od razu okaże się, że jesteś nie taki, jak oni. I jeżeli to ich oburzy i dotknie do żywego, sam zaczniesz im sprawiać przykrość. Z dobrego przekształcisz się w złego sąsiada.

A potem będą mieć miejsce jeszcze bardziej nieprawdopodobne rzeczy. Zaczniesz przysparzać im przykrości w sposób, który nawet nie przyjdzie Ci do głowy, że może komuś przeszkadzać. Będziesz sprawiać przykrość swoim sąsiadom, sam nie zdając sobie z tego sprawy. Dokładnie tak samo im teraz nie przychodzi do głowy, że oni sprawiają przykrość Tobie. Hałas, na przykład we współżyciu – to zwykła sprawa. Im bardziej Ci się to nie podoba, tym intensywniej będzie Cię on prześladować. Chociaż cisza i spokój – to optymalny sposób istnienia nie tylko dla Ciebie, lecz także dla Twoich sąsiadów. W ten sposób zużywa się mało energii. Zakłócenie spokoju – to zawsze anomalia, która nie powstaje bez powodu. Skąd bierze się energia? Hałas dochodzący od sąsiadów wyprowadza Cię z równowagi i zaczynasz ich po cichu (lub głośno) nienawidzić. Twoje rozdrażnienie jest właśnie źródłem energii. Powstają stosunki zależności rodzące biegunowość. Niepohamowane uczucia typu: „Nienawidzę tych hałaśliwych sąsiadów!” – tworzą potężny magnes, który będzie przyciągać do Ciebie coraz to nowe bodźce
rozdrażniające.

Obok zaczną pojawiać się nowi mieszkańcy skłonni do hałaśliwego stylu życia, a starzy sąsiedzi będą nabywać odpowiednią aparaturę nagłaśniającą – jakby specjalnie po to, by sprawić Ci przykrość. Należy jeszcze uwzględnić, że sąsiedzi Twoich sąsiadów także wnoszą swój określony wkład i jeżeli powszechne uczucia w odniesieniu do zakłócających spokój pokrywają się, efekt zostaje zwielokrotniony. Ma się rozumieć, sam hałas nie wyczerpuje pojęcia „przyjemnego sąsiedztwa”. Wszystko zależy od tego, do czego Ty skłonny jesteś żywić wstręt. Mogą zawalić Cię śmieciami, zadusić nieprzyjemnymi zapachami, porysować ściany na klatce schodowej i tak dalej. A niechęć do sąsiadów, jako przedstawicieli rodzaju ludzkiego w ogóle, może pociągnąć za sobą jeszcze bardziej odczuwalne skutki – zalanie, a nawet pożar. Analogicznie we wszelkich innych przypadkach działa swego rodzaju prawo pecha. Przedmiot lub cecha, którym nadaje się szczególne znaczenie, przyciągają do siebie obiekty o przeciwnych właściwościach. No a znaczenie, jak wiadomo, wzmacnia się w porównaniu i przeciwstawieniu. Jeżeli jest jeden biegun, powinien znaleźć się i drugi. Biegunowość stwarza magnes dla przykrości.Przyciągane jest wszystko to, co wywołuje niechęć.

Wszystko, co drażni – prześladuje Cię. Wszystko, co jest nadzwyczaj niepożądane – wydarza się. I nie ma tu żadnej mistyki – to prawidłowość. Biegunowość wypacza obraz energetyczny i rodzi wichry sił równoważących, w rezultacie czego rzeczywistość odbija się nieadekwatnie, jak w krzywym zwierciadle.Człowiek nie rozumie, że patologia jest wynikiem zakłócenia równowagi i próbuje walczyć z otoczeniem, zamiast usunąć biegunowość. A trzeba tylko zastosować podstawową zasadę Transerfingu: pozwolić sobie być sobą, a innym – być innymi. Trzeba wypuścić świat na wszystkie jego cztery strony. Zwolnić swój uchwyt. Im bardziej upierasz się przy swoich pragnieniach i pretensjach, tym silniejszy jest magnes przyciągający wszystko, co przeciwne. Dzieje się dosłownie tak: Ty trzymasz świat za gardło, a on przeciwstawia się, próbując się uwolnić. Nie ma sensu naciskać i nalegać – sytuacja jeszcze się pogłębi. Zamiast tego należy świadomie zmienić swój stosunek do sytuacji zgodnie z zasadą Transerfingu. Na przykład postaraj się – przynajmniej na pewien czas – wyrzucić sąsiadów z głowy, przestań ich potępiać, udaj, że po prostu nie istnieją. Powiedz sobie: „No i pies z nimi!”. Zwyczajnie wyrzuć ich z warstwy swojego świata. Kiedy tylko uda Ci się oderwać od nich tę przyssawkę swojego stosunku do nich, biegunowość zniknie i sąsiedzi stopniowo przestaną Ci sprawiać przykrość. Co więcej, jeżeli uda Ci się całkowicie zerwać stosunki zależności,może zdarzyć się coś niepojętego: te wstrętne typy staną się Twoimi najlepszymi przyjaciółmi.

Wszystko będzie jak na złość. W ogóle fakt istnienia „prawa podłości” jest sam przez się dość dziwny, nieprawdaż? Dlaczego, z jakiego powodu świat zachowuje się w taki wściekły sposób? A może to tylko domysły, przesądy? Nie, istnieje taka tendencja i nic na to nie poradzimy. Na szczęście model Transerfingu nie tylko ujawnia przyczynę takiej prawidłowości, lecz również wyjaśnia, jak można jej uniknąć. Zasada Transerfingu działa niezawodnie, uwalniając tego, kto ją stosuje, od masy problemów niejasnego pochodzenia. Wystarczy zwolnić uchwyt i przestać „trzymać świat za gardło”, a ten z miejsca staje się życzliwy i posłuszny. Ten zaś, kto „nie zwalnia uchwytu”, będzie chodzić jak magnes, przyciągając do siebie wszystko, co przeciwne. Ale prawo pecha – to jeszcze nie wszystko. Gdy tylko przeciwności się spotykają, ich konfrontacja zmierza do dalszego zaognienia sytuacji. Znane prawo jedności i walki przeciwieństw, którego sedno polega na samej nazwie, stało się już wiedzą „szkolną”. Wołga wpada do morza Kaspijskiego, a Missisipi do Zatoki Meksykańskiej. Lecz to nie takie proste.Zadajmy sobie pytanie: dlaczego właściwie mamy do czynienia z tym prawem?

Przyczynę wszechobecnej jedności przeciwieństw już wyjaśniliśmy: zderzając je, siły równoważące przywracają równowagę. No a dlaczego strony będące przeciwnościami znajdują się w stanie niekończącej się walki? Wydawałoby się, że powinno być odwrotnie: powinny zderzyć się, zniwelować nawzajem i uspokoić się. Tymczasem przeciwstawieństwa „będą drażnić” siebie nawzajem, dopóki nie „pobiją się”. I jeżeli zabijaków się nie rozdzieli, to będzie to trwało bez końca. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Sam możesz potwierdzić, że świat niezwykle często działa Ci na nerwy. Oczywiście na każdego ma to wpływ w różnym stopniu i na swój sposób.Lecz w sumie sens jest taki: jeżeli w danej chwili coś jest w stanie wyprowadzić Cię z równowagi, to z jakiegoś powodu, jak na złość, zdarza się to. Oto, co ma miejsce. Jeżeli jesteś czymś zaniepokojony, zatroskany, przygnębiony, wówczas przynajmniej częściowo masz napięte nerwy. I oto, jakby w związku z tym, pojawia się jakiś pajac, zaczyna skakać i ujadać tak, by jeszcze bardziej naciągnąć struny Twoich nerwów. Denerwujesz się, a pajac skacze coraz zacieklej. Istnieje wiele sposobów, by zwiększyć rozdrażnienie. Przypuśćmy, że dokądś bardzo się spieszysz i boisz się spóźnić. Pajac z miejsca klasnął w dłonie i zacierając je, wykrzyknął: „Zaczynamy!”.

Odtąd wszystko działa wbrew Tobie. Ludzie zagradzają drogę i statecznie sobie kroczą, a Ty w żaden sposób nie możesz ich ominąć. Chcesz szybciej przejść przez drzwi, a tam dosłownie ustawia się kolejka ślamazar ledwie powłóczących nogami. To samo ma miejsce podczas jazdy samochodem. Jakby wszyscy zmówili się przeciwko Tobie. Oczywiście,można co nieco zrzucić na karb postrzegania: kiedy spieszysz się, zdaje się, że cały świat dookoła zwalnia. Lecz są również jawne oznaki: winda lub samochód psuje się, autobus się spóźnia, na drodze powstaje korek – tu już pewna złośliwa obiektywność. Można przywołać jeszcze inne przykłady. Jeżeli jesteś czymś zmartwiony i spięty, ludzie wokół będą robić właśnie to, co Cię drażni, przy czym właśnie teraz, kiedy chcesz, by dali Ci spokój. Dzieci zaczynają wchodzić na głowę, chociaż przedtem zachowywały się spokojne. Ktoś obok zaczyna mlaskać i głośno przełykać. Różni jegomoście plączą się pod nogami i przyczepiają się ze swoimi problemami. Zewsząd pokotem kładą się jakieś przeszkody. Jeżeli czekasz na kogoś z niecierpliwością ten długo nie przychodzi. Jeżeli nie chcesz nikogo widzieć z pewnością ktoś się zjawi. I tak dalej.

Ten nacisk z zewnątrz staje się coraz intensywniejszy, w miarę jak rośnie rozdrażnienie. Im większe jest napięcie, tym bardziej dokuczają Ci otaczający ludzie. Interesujące: oni nie zachowują się tak specjalnie. Im nawet do głowy nie przychodzi, że to może komuś przeszkadzać.Co jest powodem takiego zachowania? W ogóle w psychice człowieka nieświadomego wiele jest białych plam. Mimo że to dziwne, w większości wypadków ludźmi kierują nieuświadomione motywy. Lecz dziwne jest nawet nie to, tylko fakt, że siła napędowa, kształtująca nieuświadomione motywy, nie znajduje się wewnątrz psychiki człowieka, a poza nią. Siłą tą są niewidoczne, lecz rzeczywiste byty energoinformacyjne, zrodzone przez energię myśli żywych istot – wahadła. O wahadłach była już mowa w pierwszej książce o Transerfingu. Zawsze pojawiają się one tam, gdzie można pożywić się energią konfliktu. Tylko nie należy sądzić, że owe byty zdolne są do planowania czegoś i urzeczywistniania świadomych zamiarów. Wahadła wyczuwają biegunowość jako niejednorodność w polu energetycznym i jak pijawki starają się przyssać. Ale i to nie jest takie straszne.

Zgroza polega na tym, że one nie tylko pochłaniają energię konfliktu, lecz również w jakiś sposób zmuszają ludzi do takiego zachowania, by tej energii wydzielało się jeszcze więcej. Zrobią wszystko, by energii tej było w nadmiarze.Wahadła szarpią ludzi za niewidzialne nici, a ludzie im ulegają jak marionetki. W jaki konkretnie sposób wahadła wpływają na motywację ludzi, na razie nie wiadomo, lecz robią to bardzo skutecznie. Jasna świadomość człowieka jest dla wahadeł niedostępna, lecz one jej nie potrzebują – zupełnie wystarcza im podświadomość. Z reguły wszyscy ludzie w jakimś stopniu śpią na jawie. Wiele rzeczy człowiek wykonuje machinalnie, będąc rozluźnionym, nie zdając sobie sprawy: „Czy w tej chwili nie śpię i jasno uświadamiam sobie, co robię, po co i dlaczego właśnie tak”. Szczególnie niski jest poziom świadomości człowieka, kiedy znajduje się on w domu lub w tłumie.W warunkach domowych konieczność zwiększonej samokontroli jest niewielka, dlatego człowiek jest rozluźniony i niemal drzemie. W zewnętrznym, lecz wąskim kręgu znajomych, przeciwnie, świadomość jest najintensywniejsza i zajęta samokontrolą. Zaś w dużym gronie ludzi działania człowieka znów stają się spontaniczne, lecz dodatkowo wpadają w silną korelację z ogólnymi porywami masy ludzkiej.

By zaprezentować działanie wahadła, posłużmy się najprostszym przykładem przechodnia, za którym idziesz tą samą drogą, a następnie go wyprzedzasz. Kiedy tylko postanowiłeś skręcić w lewo, by go wyprzedzić, on wykonuje w tym kierunku spontaniczny krok, jakby zagradzając Ci drogę. Próbujesz wyprzedzić go z prawej strony, a on mimowolnie odchodzi w tę właśnie stronę. Co zmusza przechodnia do zmiany kierunku? Przecież Cię nie widzi i nic mu do tego, że chcesz go ominąć. Być może w jakiś sposób czuje plecami Twoje przybliżanie się i instynktownie nie chce przepuścić „rywala” naprzód? Takie przypuszczenie narzuca się, ale to nie tak. W żywej przyrodzie, jeżeli mowa o instynktach, rywalizacja zawsze przejawia się w sytuacjach, kiedy przeciwne strony stoją twarzą w twarz. Tym, co zmusza przechodnia do skręcania, jest wahadło. Człowiek idzie, nie myśląc o tym, jak stąpać, by poruszać się dokładnie w linii prostej. Pod tym względem śpi, dlatego linia jego kroków od czasu do czasu spontanicznie odchyla się w tę lub inną stronę. Motywacja, czyli wybór kierunku, leży w podświadomości, która w tej chwili nie jest kontrolowana, a to oznacza, że jest potencjalnie otwarta na oddziaływanie wahadła. W tym momencie podchodzisz Ty i usiłujesz wyprzedzić przechodnia. W istocie, jest to konflikt, choć niewielki.

W celu zwiększenia energii konfliktu wahadło zmusza przechodnia do wykonania mimo woli kroku w bok, by zagrodzić drogę i tym samym zaostrzyć sytuację. Jednocześnie wahadło nie działa z rozmysłem, ponieważ nie posiada świadomego zamiaru.Tak samo nieświadomie robią swoje siły równoważące. Jeszcze raz podkreślam: mowa o pewnych procesach, których mechanizm na razie jest niejasny, a nie o rozumnym zachowaniu się istot.Odnotowujemy jedynie niektóre przejawy i prawidłowości natury świata energoinformacyjnego. Nie ma sensu rozważać, jakie wahadło działa w określonej sytuacji, skąd się ono wzięło, jak mu się to udaje i co faktycznie dzieje się na poziomie energetycznym. I tak nie zdołamy zorientować się dokładnie.Znaczenie ma tylko jeden główny wniosek: o ile siły równoważące zderzają przeciwieństwa, to wahadła robią wszystko, by rozniecić energię powstałego konfliktu. Taka jest zasada wahadła. Niekończące się bitwy wahadeł – kłótnie rodzinne lub konflikty zbrojne – wszystkie one prowadzone są właśnie zgodnie z tą zasadą. Jeżeli powstało przeciwieństwo, dalsze wypadki będą zmierzać w kierunku zaognienia konfliktu, niezależnie od chwilowych pozornych rozejmów.”
~Vadim Zeland

Książki Vadima Zelanda, Neale Donalda Walscha i tysiące innych możecie kupić w poniższej księgarni – polecam:
TaniaKsiążka.pl

Na koniec chciałem Was szczerze przestrzec przed jakimikolwiek naukami gloryfikującymi cierpienie i nadającymi mu jakiś głębszy sens. Jego i tak jest bardzo dużo na Ziemi. Jeśli tylko masz możliwość uniknięcia cierpienia – unikaj go. W relacjach międzyludzkich nie toleruj tych którzy zadają cierpienie Tobie – choć oni lubią się powoływać na różnego rodzaju powinności i zależności. Wyjątek stanowią Twoje bratnie dusze. Czyli osoby które Ci pomogły, uratowały, były z Tobą w najtrudniejszych chwilach, i z którymi relacja układa się pomyślnie. Pisałem o tym w poniższym felietonie:
Ludzie którzy pomogli Ci wstać gdy byłeś na dnie, zasługują na to, co najlepsze

A co, jeśli Ziemia specjalnie została zaprojektowana jako planeta piekła, by maksymalizować nasze cierpienie ku sadystycznej uciesze kogoś lub czegoś? Jedna z teorii spiskowych głosi, że ludzie są tutaj „hodowani” niczym świnie na fermach, ku uciesze tych, którzy „odżywiają się” naszą energią zła i cierpienia. Inna hipoteza głosi, że „Rdzeń„, czyli jednostka centralna zarządzająca planetą i jej podsystemami, jest uszkodzona, być może już nieodwracalnie, i że planeta degeneruje się i powoli umiera, wraz z nią i wraz z nami. Wtedy żadne cierpienie sensu ani celu nie ma.

Co możemy zrobić? Należy nauczyć się praw rządzących światem, uporać z własnymi lękami, kompleksami i traumami. Trzeba też po prostu wyluzować. Nie chcieć zmieniać świata i ludzi na siłę – wtedy oni odpuszczą i nam. Nie angażować się w ideologie, religie, konflikty pomiędzy dwiema przeciwległymi „wiernościami” – bo są to gigantyczne odkurzacze wysysające energię życiową.

Ale nawet jeśli to zrobisz.. Jeśli się przebudzisz i oświecisz (czy to w ogóle możliwe w realiach 1350 zł netto?).. To co tak naprawdę się stanie? Całość tego oświecenia to niemal tylko i wyłącznie uporanie się ze spustoszeniem, jakie spowodowali u nas rodzice, społeczeństwo, szkoła, religia, media. Zachwalane zewsząd przebudzenie i oświecenie niczym istotnym w zasadzie nie jest. Jest powrotem do normalności, do tego minimum minimum. Jednak nawet to minimum normalności nie jest osiągalne dla 99,9% ludzkości. A owo przebudzenie i oświecenie jest być może zupełnie niepotrzebnie owiane aurą mistycyzmu i tajemnicy.

Przypomnij sobie jeszcze jedno, człowieku.. Dzieciństwo, być może wczesne, być może trochę późniejsze. Czy próbowałeś już wtedy, być może dla zabawy, różnych „sztuczek„? Np zatrzymać siłą woli pędzący pociąg? Lub wpłynąć siłą myśli na nauczyciela, by nie wybrał Cię do odpytywania przy tablicy? Jakże wielu z nas to robiło – bo nasze dusze podświadomie znały swój potencjał. To, co mogłyby osiągnąć, gdyby ten świat zapewniał choćby te minimum minimum. Ale nie zapewnia. A my dziś, zamiast myślami wywoływać słońce czy deszcz, czy przenosić góry – skrzywdzeni i poranieni, idziemy o tej 7 czy 8 rano do roboty. Do polskiego kapitalisty, jeżdżącego 6 razy w roku na wakacje, zarabiając u niego 1350 zł netto.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Reklamy
Reklamy

Podświadoma trauma którą masz także Ty [2] Nawet się nie spodziewasz..

dziecinstwo-i-traumyZapraszam do przeczytania fragmentu Jeana Liedloffa „W głębi kontinuum”. Mowa jest tam o traumach, jakie doznaje dziecko jak i ich wpływie na dalsze, dorosłe życie.

Świat jest tak zaprojektowany, że traumy nabywane są przez dziecko już od bardzo wczesnych okresów życia płodowego. Jedna z interpretacji wpływu podświadomości na choroby nazywana Totalną Biologią głosi, że płód rejestruje to, co dzieje się na zewnątrz brzucha mamy.

Potem jedną z najważniejszych traum jest poród. Odciska on piętno praktycznie na każdym człowieku który przychodzi na nasz świat. Później dziecko uczy się poprzez upadki, wypadki i ból. I na marginesie – tak samo narody świata się uczą, bo to co w skali mikro, jest też w skali makro. A ludzkość jako zbiorowość jest obecnie na poziomie głupiutkiego, ale już wierzgającego i buntującego się dwulatka.

W konsekwencji prowadzi to do zamknięcia i zaszczucia duszy młodego człowieka przez system. Różne interpretacje duchowe, ezoteryczne, porównują proces socjalizacji i wychowania jako schodzenie do mentalnego grobu, jako umieranie.

Podobnie jest z procesem dojrzewania. Wtedy magiczne, dziecięce myślenie i ta dziecięca radość bezwarunkowa, to cieszenie się byle drobiazgiem, magia życia – zostają ostatecznie zamordowane. Wtedy już ostatecznie stajesz się dorosłym, trybikiem systemu. Masz popęd seksualny i nieznośny przymus jego zaspokajania, masz żądzę rywalizacji, konkurencji, i szereg innych, typowo „dorosłych„, destrukcyjnych mechanizmów. Dziecięcej radości już nie ma. Jest smutna dorosłość i egzekwowane z żelazną dyscypliną realizowanie bezlitosnych programów natury. Czyli rozmnażania, gromadzenia zasobów, ekspansji.

Zostało to w symboliczny sposób opisane w wielu bajkach i baśniach. Pojawia się w nich motyw albo zaśnięcia w wieku 16 lat, albo wypłynięcia na powierzchnię oceanu w wieku lat 15. Ja pamiętam ten życiowy przełom jako traumę choć wiem że praktycznie nikt znany mi tak nie odczuwał. Nagle w wieku tych 13 lat poczułem się wewnętrznie martwy. Dawne magiczne myślenie, cieszenie się i zachwyt nad każdą drobnostką, zniknęły. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli – myśli suchych, topornych, dorosłych. No i popęd seksualny.

O tym napiszę osobny felieton. Nie znam nikogo kto by to tak odczuwał. U ludzi to wewnętrzne umieranie odbywa się płynnie. Czy ktokolwiek z Was miał tak samo?

Poniżej cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości tom 3” o tym, że już sam poród jest podświadomą traumą. A do tego dochodzą jeszcze traumy tworzone niemal od momentu zapłodnienia – bo już od tego momentu zapisują się one w matrycy nowego człowieka. Rolą rodzica powinno być w teorii takie postępowanie, by dziecko uczyło się radzić z życiem i z traumami. Tak się jednak nie dzieje w ponad 99% przypadków.

Wszyscy jesteśmy ofiarami tego systemu, a gdy decydujemy się na posiadanie dzieci – jakże często zmieniamy się w oprawców i katów. Czy usprawiedliwieniem jest to, że od zawsze nikt nie przekazuje „instrukcji obsługi” człowieka i świata? Zobaczmy, przecież my, cholera, nawet nie wiemy co powinniśmy żreć. Setki diet, każda wykluczająca się i każda uważająca, że jest poprawna i zdrowa. A dalej, w innych sferach jest jeszcze gorzej.

Cytuję: „Negatywne nastawienie jest tak trwałe, ponieważ człowiek od narodzin wciąż się przekonuje, że świat jest do niego wrogo nastawiony. Na małego człowieczka natychmiast po narodzeniu z ogromną siłą spada agresywne oddziaływanie. Leżał sobie w łonie, było mu tam przytulnie, ciepło i spokojnie. Lecz oto biednego człowieczka brutalnie wyciągają z tego komfortu. Słyszy krzyki matki i możliwe, że uświadamia sobie, iż stanowi przyczynę jej cierpień. No i mamy położony fundament pod kompleks winy.

Jaskrawe światło bije po oczach.Chciałoby się zmrużyć oczy i nic nie widzieć. Wilgotne ciepło zostaje zastąpione przez twarde, suche zimno. Chciałoby się skulić w kłębek i odgrodzić od całej tej zgrozy. Lecz oto przecinają pępowinę, brutalnie zrywając jedyną łączność ze źródłem życia. Człowieczek jest już w śmiertelnym szoku. Dusi się, lecz jeszcze nie wie, że trzeba oddychać. Dają mu klapsa w plecki, powodując w ten sposób dożywotni uraz. W jego płuca z ostrością brzytwy wżyna się powietrze. Oddychanie boli, lecz nie ma innego wyjścia. Zostały postawione twarde warunki: walcz o życie, albo umrzyj. Niewinny i czysty umysł pobiera pierwszą lekcję: walka o istnienie jest nieodłączną częścią tego świata.

Człowieczka wszystko boli, a dookoła jest tak strasznie, a jakby tego było mało, odrywają go od matki i zamykają w twardym futerale.Opadając z sił, stara się ukryć przed tym światem w marzeniu sennym. Tak wygląda pierwsze spotkanie z tym światem. Strach, samotność, beznadzieja, uraza,wściekłość i całkowita bezradność. To pierwsze lekcje, które okrutnie i nieubłaganie odciskają się na białej karcie umysłu. Wstępna obróbka niezbędna wahadłom została wykonana.Nie bez powodu ta szokowa praktyka porodowa po dziś dzień jest szeroko rozpowszechniona i uważana jest za całkowicie cywilizowaną.

Mało komu przychodzi do głowy, że podobne narodziny stanowią absolutnie koszmarny szok, który zostawia głęboką, dożywotnią ranę w podświadomości człowieka. Żadna istota ze świata zwierząt nie przechodzi przez nic podobnego przy narodzinach. Jedynie w nielicznych i bardzo drogich klinikach można przyjść na świat „po ludzku”. Pierwsze brutalne lekcje świata wahadeł bardzo dobrze się przyswajają i w czasie trwania życia coraz bardziej krzepną. Pewnego dnia maluch puszcza rękę matki i z radosną, ufną odwagą biegnie na spotkanie życia. Lecz świat wahadeł pokazuje, że wcale nie jest taki bezpieczny, i nagle bęc! -maluch upada. A mama już się martwi: „żeby tylko nie wpadł pod samochód”.
~Vadim Zeland

A poniżej fragment autorstwa Jeana Liedloffa:

Cytuję: „U niemowlęcia mającego ciągły kontakt z ciałem opiekunki jego pole energetyczne stanowi jedność z jej polem, zaś nadmiar energii obojga może rozładowywać się poprzez jej wyłączną aktywność. Niemowlę może być dzięki temu rozluźnione, wolne od kumulującego się napięcia, bo nadmiar jego energii przepływa na opiekunkę. Istnieje zauważalny kontrast między zachowaniem niemowląt Yequana w objęciach opiekunki, a naszymi niemowlętami, które większość czasu spędzają w fizycznej izolacji od matki.

Dzieci Yequana są łagodne i niewymagające, nie stawiają oporu, jeśli trzymać je lub nieść w wygodnej pozycji. Nasze niemowlęta wierzgają nogami, gwałtownie machają rękami, wyginają sztywny kręgosłup w napięty łuk. Wiercą się i prężą w łóżeczkach, i wózkach, i trudno je utrzymać, kiedy zachowują się podobnie w naszych objęciach. Starają się uwolnić rosnące napięcie spowodowane tym, że nabrały więcej energii, niż potrafią w sposób nieskrępowany zatrzymać lub rozładować. Podniecone zainteresowaniem wobec jakiejś osoby wydają przeraźliwe wrzaski i skręcają się. Choć wyrażają w ten sposób zadowolenie, bodziec wyzwala gwałtowną reakcję mięśni, zużywając ukrytą energię.

Niemowlę biernie schowane w zaciszu swego kontinuum, kiedy zaspokojone zostają jego oczekiwania stałego kontaktu fizycznego, nie dąży do rozładowania energii, pozostawiając to aktywnemu dorosłemu lub dziecku, które je trzyma. Sytuacja ulega radykalnej zmianie w momencie, gdy niemowlę kończy fazę życia w objęciach opiekunki i zaczyna pełzać. Samo wtedy musi zużyć energię, przynajmniej w ciągu dnia, gdy jest z dala od matki. Następuje ogromny wzrost jego aktywności. W krótkim czasie pełzanie staje się efektywne, dziecko wędruje z imponującą prędkością, która ulega przyśpieszeniu, gdy zaczyna raczkować. Jeśli nic go nie ogranicza, pełza energicznie i uparcie po całym terenie, zużywając nadmiar energii w poznawaniu świata, w jakim przyszło mu żyć.

Gdy dziecko zaczyna chodzić, biegać i bawić się, czyni to w takim tempie, jakie dorosłemu wydawać się musi szalone. Usiłujący nadążyć za nim, szybko by się zmęczył. Rówieśnicy i starsze dzieci są dla niego bardziej stosownym towarzystwem. Pragnie je naśladować i czyni to najlepiej, jak potrafi, zgodnie że stale rosnącymi zdolnościami. Nikt poza nim samym nie ogranicza tej niesamowitej aktywności. Gdy się zmęczy, wraca odpocząć do matki, a gdy jest starsze – na swoje posłanie. Jednakże dziecko nie jest w stanie rozładować energii i trwać w dobrym samopoczuciu, jeśli z jakiegoś powodu – co tak często zdarza się w cywilizowanym sowiecie – jego działania są ograniczane, czy to przez niewystarczająco dużo czasu poświęcanego na zabawę na podwórku, czy ograniczoną przestrzeń domową, lub gdy jest uwięzione w kojcu, uprzęży, dziecinnym łóżeczku czy w specjalnym krzesełku. Jak brak bliskości w dzieciństwie wpływa na naszą seksualność?

W wieku dorosłym nadmiar nieuwolnionej energii jest podobnie koncentrowany przez wstępną grę seksualną, a uwalniany w orgazmie. Tym samym stosunek seksualny służy dwóm różnym celom – reprodukcji oraz zachowaniu przyjemnego poziomu energii. Wśród ludzi, których deprywacja bliskości skazała na życie w stanie napięcia pomiędzy różnymi aspektami ich osobowości, orgazm uwalnia jedynie powierzchowną część energii więzionej w ich permanentnie napiętych mięśniach.

Owo niepełne uwolnienie jej nadmiaru stwarza chroniczny stan niezadowolenia, przejawiający się złym humorem, nadmiernym zainteresowaniem seksualnym, niezdolnością do koncentracji, nerwowością lub rozpustą. Sprawę pogarsza jeszcze i to, że u dorosłych pozbawionych doświadczeń niemowlęctwa potrzeba fizycznej ekspresji seksu jest zmieszana z potrzebą nieseksualnego kontaktu, jaka pozostała im po tym okresie. Zazwyczaj ta druga nie jest w naszym społeczeństwie uznawana, a każde pragnienie kontaktu interpretowane jest jako seksualne. Zatem seksualne tabu obejmuje wszelkie dodające otuchy nieseksualne formy fizycznego zbliżenia. Nawet dzieci i dorośli plemienia Yequana, którym dana była w niemowlęctwie cała niezbędna gama zbliżeń, nadal je lubią, siadają blisko siebie, leżą w tym samym hamaku, a nawet wyręczają partnerów w niektórych czynnościach związanych z toaletą. My o wiele bardziej niż oni posiadamy potrzebę przełamania obecnego tabu i uznania ludzkiej potrzeby wsparcia i kontaktu. Niezaspokojona i infantylna niezmiernie zwiększa wymagania, jakie mamy wobec siebie, nie żyjąc zgodnie z naturą dzieciństwa i wieku dojrzałego. Trwa tak długo, dopóki istnieje szansa jej zaspokojenia, o ile chcemy ją zaspokoić.
~Jean Liedloff „W głębi kontinuum

Podsumował: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Ludzie którzy pomogli Ci wstać gdy byłeś na dnie, zasługują na to, co najlepsze

zmiana-zyciaSwego czasu, bodaj rok temu, widziałem kilka życiowych porad napisanych przez byłego żołnierza i weterana. Oprócz życiowych rad typu nie bądź konserwatystą, utkwiła mi w pamięci jedna, chyba najważniejsza stamtąd. Brzmiała ona:

Dużą część życia spędzisz na myśleniu, że jesteś ludziom coś winien. Lwiej części z nich gówno jesteś winien

I tak jest w istocie. Często jest tak, że ludzie toksyczni starają się zatrzymać nas przy sobie, argumentując bądź zręcznie manipulując, że jesteśmy im coś winni, zobowiązani. Bo rodzina, bo praca, bo starzy znajomi („No jak? mi nie podżyrujesz kredytu na 200 tysięcy?„). Bo partia, bo ideologia, bo religia, bo ojczyzna. I każdy ten ktoś coś od Ciebie chce powołując się na zobowiązanie.

A tymczasem w ogromnej większości przypadków nic tym ludziom nie jesteś winien. Wyjątek stanowią więzy i łańcuchy których przeciąć nie da się w żaden sposób – kredyty, dzieci, czy jakieś zobowiązania prawne. Ale je zawiązujesz teoretycznie będąc dorosłą i odpowiedzialną osobą.

Jest jeden uniwersalny klucz podług którego można stwierdzić, czy komukolwiek jesteś cokolwiek winien. Jest to zasada życiowa tak prosta i przejrzysta, że wielu ludziom umyka zupełnie. Bo to co najprostsze jest jednocześnie najtrudniejsze.

Jeśli cokolwiek jesteś komukolwiek winien to tylko i wyłącznie tym którzy pomagali Ci wstać gdy byłeś na samym dnie. Te kilka osób, które policzysz na palcach jednej ręki. Masz szczęście, jeśli policzysz ich na palcach obu rąk. Bywa że tych osób jest dużo, dużo więcej, jak w moim przypadku. Cała reszta nie ma znaczenia choć często próbują to nam wmówić.

Ta grupa osób to Twoja prawdziwa, duchowa rodzina. Ja wierzę w hipotezę bratnich dusz, które spotykają się na różnych etapach swojej wędrówki, i pomagają sobie w trudach życia na tym łez padole. Grupy bratnich dusz mogą liczyć kilka osób, kilkanaście, kilkaset, a czasami nawet więcej ludzi. Zasadą tego świata jest to, że gdy zaczynają się problemy, to ludzie mają jakby mniej czasu, rzadziej chcą Cię widzieć i słuchać.

Zaś gdy jesteś na dnie, to nie ma wtedy prawie że nikogo. Najcięższe chwile życia najczęściej przechodzą w mniejszej lub większej samotności. Jeśli jest przy Tobie ktoś, kto pomaga Ci przetrwać – to otrzymujesz od takiej osoby najcenniejszą wartość jaka jest na Ziemi – dar Serca. Zapamiętaj kto był wtedy przy Tobie i podał pomocną dłoń. Bo przyjdzie taki czas, gdy to Ty będziesz musiał podać swoją dłoń tej osobie, w przyszłości. Nie zawiedź wtedy.

Czas gdy jesteśmy na życiowym dnie, jest specyficznym papierkiem lakmusowym naszych relacji. Życie wtedy w ironiczny sposób mówi: „sprawdzam„! Większość się po prostu odwróci i zapomni. Będą Ci którzy Ci pomogą i uratują. Ale będą też tacy, którzy jeszcze bardziej Cię pogrążą. Tych także pamiętaj i także oddaj im należną zapłatę gdy czas Twojej potęgi w końcu nadejdzie.

Nie jest do końca prawdą że mamy liczyć tylko na siebie w trudnych chwilach. Niby przechodzimy je sami, ale te nasze bratnie dusze są gdzieś w tle, koło nas, bliżej lub dalej. Ci którzy byli podczas naszych najgorszych chwil, zasługują na to, by być podczas tych najlepszych.

I na koniec jeszcze jedna zasada. Nie rzucaj pereł między wieprze. Ta zasada dotyczy nie tylko wiedzy i faktu, że wtajemniczani w nią są nieliczni. Dotyczy także Twojego daru serca. Jeśli dasz go nieodpowiedniej osobie, to wzmocnisz ją. W konsekwencji odpowie ona jeszcze większym złem względem Ciebie. Nie jest więc prawdziwe porzekadło wzięte z new age, że zło należy zwalczać dobrem.

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Ziemia nie jest rajem, ale czyśćcem. Więc się nie przywiązuj i nie emocjonuj

globalna-swiadomosc-67Swego czasu wpadł mi w ręce cytat, który wklejam dla Was poniżej:

Cytuję: „Człowiekiem ten się staje, kto pokonuje swoje ziemskie wychowanie, a nie ten kto mu ulega. Łatwo jest bowiem systemowi uchować bydlę, ale człowiek może narodzić się tylko z buntu.”
~Sebastian Dama

No tak, grunt to bunt, chciałoby się powiedzieć, prawda? Bunt, jak powiedział powyżej Sebastian, przydaje się na początku, przy narodzinach. Nie chodzi o te narodziny ziemskie, gdzie już po dwóch latach nauczyciele, kapłani, społeczeństwo i wyrodni ziemscy rodzice biorą nas w swoje obroty. Chodzi o ponowne, drugie narodziny, gdy z bezkształtnej bryły mięsa i gówna powstaje człowiek. Narodziny człowieka według tej definicji to wydarzenie wciąż bardzo rzadkie, pomimo tego, że Ziemię zamieszkuje już 7 miliardów przedstawicieli Homo Sapiens.

Artykuł ten możecie odebrać na trzy sposoby. Tak jak wszystko to, co przekazujemy. Zasada jest taka, że albo rozśmieszysz bądź rozwścieczysz ludzi którym przekazujesz wiedzę, albo utwierdzisz ich w ich błędnych przekonaniach, albo zainspirujesz do zmiany ich życia. Jeśli masz już jakąś wiedzę, niekoniecznie dużą, i ją przekazujesz – bądź spokojny. Nie martw się dwoma pierwszymi przypadkami. Ty przekazujesz wiedzę nie po to, by uratować świat, ale by zainspirować tych nielicznych i wybranych do zmiany życia.

I tu właśnie pojawia się pewna rzecz, która bywa trudna do zaakceptowania dla moich czytelników. Otóż część z Was może odebrać ten artykuł jako odbierający nadzieję. Część z Was przeciwnie – po jego przeczytaniu może wyluzować, odetchnąć z ulgą i przemyśleć kilka kolejnych spraw. Ja nie będę się bawił w konwencję new age ani udawał, że mi zależy na systemowej, światowej dobrej zmianie. Bo nie zależy mi. Jedyne na czym mi zależy to mój rozwój i pomyślność, w dalszej kolejności – bliskich mi ludzi, a w dalszej – zainspirowanie tym tych, którzy są gotowi.

Buntownik żyje w ciągłym stresie i przerażeniu. Wie on bowiem, świadomie lub podświadomie, że ludzie nie są gotowi na zmiany, nie są gotowi na wiedzę, na nowości. Buntownik wie, że nowo proponowane wartości które mogą zmienić świat, są do przyswojenia dla niewielkiej liczby ludzi. Dla tej garstki która wie, która rozumie, która jest gotowa. Obserwowałem to środowisko dawniej przez dwa lata. Z jednej strony ogromny lęk i gorycz że lemingi nie chcą ich wiedzy, że wolą swoją stabilizację i swoje cierpienie. Z drugiej strony, ogromny egoizm, buta i tupet, polegający na tym że taki buntownik wklei jeden czy dwa manifesty w internecie i już czuje się wielkim wojownikiem walczącym z systemem.

Ja proponuje jedno. Zostawmy tę walkę. Wolność i luz przychodzi wtedy, gdy zdasz sobie z tego sprawę i to zaakceptujesz. Gdy zdasz sobie sprawę że tak jest dobrze, że wcale nie musisz zmieniać całej reszty. Że nie ma nic złego w tym, że wtajemniczani i przebudzani są nieliczni.

Cytuję: „Ja zauważyłem że bezpośredni opór zasila coś z czym chcemy walczyć, dużo łatwiejsze jest stanie się częścią tego i nadanie temu innego kierunku, pod warunkiem że mamy wystarczająco dużo silnej woli… To jest taki cichy bunt, mało inwazyjny i wymagający większej ilości czasu, ale jest warty chwili w której czara goryczy się przelewa.”
~Sergiusz Wolski

Nie wykluczam że jakaś reforma systemu światowego jest możliwa. Biorę to pod uwagę jako jedną z opcji. Jednak wolałbym by nie robili tego owi buntownicy o gorących sercach, ale przepełnionych lękami, kompleksami i innym złem. Historia uczy że to właśnie oni po chwili rewolucyjnej gorączki, sprawiali że świat spływał krwią i łzami. Ideologie, religie i rewolucje przyniosły Ziemi nienawiść, podziały, gorycz, wypaczenie ideałów które głoszą, i miliony trupów. Buntownicy mają jedną, najważniejszą wadę – nie mają wizji przyszłości. System ulega potem destabilizacji co objawia się poprzez przelew krwi.

No i najważniejsze. Zastanów się dla kogo tak naprawdę chcesz ten świat zmieniać. Ludzie są idiotami i im dobrze jest z takim cierpieniem, jakie mają. A gdy go nie mają i ich życiu zagraża zbyt duży spokój, to celowo sobie to cierpienie wybierają. Popatrz na tych wszystkich lemingów, wiernych ideologii, religii, tradycji. Ty chcesz dla nich dobrze, wychodzisz do nich z sercem i z wiedzą. A oni tego zwyczajnie nie rozumieją, bo nie dorośli do tego, tak jak dwulatek nie dorósł do poznania matematyki wyższej. I gotowi są Ciebie zwyzywać, wyśmiać, zmarginalizować poza nawias, i wcale nie tak rzadko – pobić, skatować lub zamordować za wiedzę. A za dobre serce – wykorzystać.

Powiesz korpo-lemingowi popierającego Petru, że system jest zły, że ludzkość cierpi i trzeba to zmienić? Wyśmieje Cię, zrobi Ci odpowiednią opinię wśród kolegów, np z pracy, i nie odezwie się więcej. Będziesz chciał uświadomić prawilnego chłopaka słuchającego Gangu Albanii o tym, że któryś tam współczesny papież jebał dzieci, albo że religia to zło? Ryzykujesz zdrowie, a jeśli jest pijany – to i życie.

Dla kogo więc chcesz to robić? Ach, dla bliskich, rodziny, miasta, dla Polski? Powiem Ci jedną ciekawą zasadę, dla których osób warto robić cokolwiek więcej niż skinięcie kciukiem. Pamiętasz chwile gdy Ci było źle, bardzo źle? Gdy praktycznie wszyscy się od Ciebie odwrócili lub gdzieś znikli? Było przy Tobie kilka osób, które na przestrzeni lat Ci podawały pomocną dłoń, gdy wszystko się waliło. I tylko i wyłącznie tym osobom jesteś cokolwiek winny, choć „winny” to oczywiście niezbyt właściwe słowo. Najczęściej są to osoby, z którymi łączy Cię relacja trwająca od tysięcy lub milionów lat, od wielu wcieleń.

Często jest wręcz tak, że gdy było Ci źle, to rzekomo bliska osoba z rodziny nie tylko Ci nie pomogła, ale deptała butem Twoją głowę leżącą na Ziemi, na dnie. A tymczasem teoretycznie „obca” osoba np gdzieś z drugiego końca kraju ratowała to, co jeszcze dało się uratować i dzięki niej teraz żyjesz i rozwijasz się. I to jest ta rozbieżność. Owo „odcięcie pępowiny” od ludzi którzy nas niszczą, jest jednym z najboleśniejszych ludzkich doświadczeń. Więc ta bliska osoba z rodziny zasługuje co najwyżej na nafaszerowanie kilkoma gramami ołowiu, a ta teoretycznie „obca” osoba z daleka która Ci pomogła – zasługuje na to co najcenniejsze.

Nie hołduję tutaj do końca filozofii wybaczania ZA WSZELKĄ CENĘ, bo uważam ją trochę za filozofię dla słabych. Więc gadki o tym że bliscy dali nam to, co uważali za cenne, nie przekonują mnie. Ale Glock kaliber 9 mm w mojej dłoni – już tak. Te new age’owe filozofie nie biorą pod uwagę tego, że czyste, pierwotne zło, zło dla samego zła, istnieje naprawdę. Że dusze-niszczyciele, które ja nazywam „dementorami„, istnieją. Podróżują one przez najdalsze zakątki wszechświata być może już od bilionów lat. Biorą za cel trudne planety takie jak Ziemia, i niszczą co tylko się da. Spotkałem kilka takich ludzi na swojej drodze. Trzech z nich miało tyle odwagi, że oficjalnie przyznało to, co ja tutaj napisałem.

Największym ludzkim grzechem, i chyba w zasadzie jedynym grzechem, jest nieświadomość. To ona prowadzi do tego, co opisałem powyżej – do odrzucenia wiedzy. I do agresji w kierunku tych którzy wiedzę posiadają i nieostrożnie ją głoszą. Osoba nieświadoma może być dobrotliwa, może wykazywać pewną empatię. Ale to właśnie tacy nieświadomi ludzie sprawiają, że system w obecnym kształcie istnieje. Gdybyście chcieli naprawdę być wolni, to nic nie musielibyście zmieniać. Wykorzystalibyście to, co jest (np procedury demokratyczne) i w ciągu miesięcy lub lat byście zdobyli upragnioną wolność. Nieświadomi są więc sami sobie winni, podług prawdy z poniższego cytatu – czyli wywiadu który Jan van Helsing przeprowadził…. sam z sobą:

Cytat: „To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać.

Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bydło, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy.”
~Jan van Helsing (wywiad z Illuminatą)

Po raz pierwszy w historii Ziemi zostało złamane najbardziej strzeżone tabu, które obowiązywało przez całe eony czasu. To tabu dotyczy wiedzy, w szczególności wiedzy zwanej tajemną bądź ukrywaną. Została ona ujawniona ludzkości i w każdej chwili każdy mieszkaniec Ziemi może z niej skorzystać. No ale ludzie po prostu nie chcą. I to też trzeba uszanować. Oprócz całej wiedzy tego świata – w bibliotekach i w internecie, jest też miejsce na ogrom filmów, seriali i książek uświadamiających ludzkość. Ale w systemie musi być też miejsce i dla tych lemingów i nieświadomych. Bo w systemie wszystko ma swoje należne i uprawnione miejsce i nie nam to zmieniać. To przede wszystkim planeta tych lemingów – ziemskich dusz dziecięcych.

Kiedyś czytałem ciekawą opinię rodzica, że wychowanie dwuletniego dziecka polega na ratowaniu go po kilkadziesiąt razy dziennie przed niechybnym zgonem. Np czyhającym na rogu stołu, w kontakcie i w milionie milionów takich miejsc i sytuacji. I ludzkość jako zbiorowość jest na etapie takiego głupiutkiego, ale już wrzeszczącego, dąsającego się i agresywnego dwulatka. Tak jak dziecko uczy się życia przez ból, upadki, wypadki i traumy, tak uczy się też ludzkość. I dlatego ten system musi być taki a nie inny. Moja rada, nieśmiała propozycja.. Zostaw tych cholernych dwulatków w spokoju w tej piaskownicy, niech się okładają łopatkami i sypią piaskiem. I nie wciskaj mu na chama tej grubaśnej knigi o fizyce kwantowej, którą lubisz taszczyć ze sobą.

Zostaw w ogóle świat dwulatków dwulatkom, i lekcje dwulatków do przeżywania i doświadczania dwulatkom. Ty masz swój świat i swoje lekcje. Też często nie są one zbyt przyjemne, ale są po prostu inne. Ze światem i z systemem można zawrzeć pewien.. pokój. No nie chciałem używać słowa „Pakt” ze względu na negatywne konotacje. No ale jest to coś w rodzaju paktu – paktu o wzajemnej nieagresji. Zawrzyj go, wyjdź światowi naprzeciw, a on odpłaci się tym samym. Nie zniechęcaj się i nie wstydź się tego, czego aktualnie doświadczasz w życiu. Bo Twój czas właśnie nadchodzi. To, gdzie jesteś tu, nie jest tym, do czego właśnie zmierzasz.

Cytuję: „Ta planeta nie jest rajem. To czyściec. Dlatego nie staraj się tu o pobyt stały. Zaprzyjaźnij się ze Śmiercią. Ona jest Twoim najlepszym przyjacielem. Nigdy Cię nie zawiedzie. Zawsze możesz na nią liczyć. Wie czego potrzebujesz. Czuwa przy Tobie, strzeże Cię od złego, tuli do snu. Kocha bardziej niż ktokolwiek inny. Bo Śmierć to prawdziwa miłość. Na razie tego nie rozumiesz i boisz się jej, gdyż wydaje Ci się, że wszystko zabiera. Ona nie zabiera niczego oprócz złudzeń, a daje w zamian prawdę.

– Czy w takim razie powinienem popełnić samobójstwo?
– Nie, ona przyjdzie sama. Wie kiedy ma Cię zabrać. Wypełnij swoje dni do końca, bo gdybyś się zabił, to znowu musiałbyś powtarzać tę samą bolesną lekcję.
– Czym więc jest śmierć? Co się dzieje gdy umieramy?
– Nic, oprócz tego, że nasze receptory, które dotychczas funkcjonowały w wymiarze czasoprzestrzennym wyłączają się. A ponieważ nie mamy ich w żadnym innym wymiarze to może się nam wydawać, że tracimy wszystko. To tak jakbyś siedział w kinie, oglądał film i nagle ekran by zniknął. Po prostu film wyświetlany jest dalej, ale przestajesz go widzieć. Rozglądasz się i dostrzegasz tylko światło padające z projektora, czyli tunel, na końcu którego jest jasność.
– Co dzieje się dalej?
– Ponieważ Twój świat (ekran) nie funkcjonuje, więc jesteś w stanie zbliżonym do snu. Pojawiają się majaki. Potem dostajesz nowy ekran.

– Czy również dostaję nowy film?
– Nie, film jest ten sam. Bo film to Ty.
– Czemu więc moje życie nie jest kontynuowane od momentu urwania się filmu, tylko od niemowlęcia?
– Czasem jest. Wtedy nazywa się to śmiercią kliniczną. W przeciwnym wypadku otrzymujesz nowy ekran, bo tamten się zużył.
– Czy ciało to ekran?
– Ekranem jest cały materialny świat.
– To w jaki sposób mogły zużyć się góry, lasy, rzeki, morza i niebo?
Zużyły się dla Twojej świadomości. Po prostu przestały już być elementem stymulującym rozwój. Twój świat stworzony jest dla Twojego rozwoju. Gdy przestaje spełniać swoją funkcję wtedy staje się niepotrzebny.
Tak naprawdę to nie Ty umierasz, to umiera Twój świat. Ty jesteś wieczny. A że fizyczne ciało jest jego elementem, więc również musi umrzeć.

– Jak to, przecież świat jest obiektywny i nie umiera. Inni pozostają w nim i widzą moje martwe ciało.
– Świat nie jest obiektywny. Każdy ma swój własny. Zazębiają się tylko. A więc śmierć Twojego świata nie wpływa na światy innych. Ty byłeś ich elementem, więc w swoim świecie ujrzeli tylko Twoje matrwe ciało.
– To ile jest światów?
– Tyle ile egoświadomości. Każdy człowiek, zwierzę, roślina czy bakcyl ma swój. Jest ich nieskończona ilość. Analogicznie jak na sześcian składa się nieskończona ilość płaszczyzn.
– Co jest powodem tego, że świat się zużywa?
– To, że tracisz nim zainteresowanie. Poznałeś już wszystko, co wydaje Ci się godne poznania i przestałeś szukać. Stałeś się zgorzkniały i apatyczny.
– Czy jeśli coś takiego się dzieje to jest moja wina czy świata?
– Twoja. Świat został stworzony dla Ciebie, a nie Ty dla świata. Zostało powiedziane: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3)

Dzieci są szczere, patrzą z zachwytem, wszystko ich ciekawi i mają wielkie marzenia.
– A jeśli świat znudził się komuś to czy można go za to winić?
Świat nie powinien Cię nigdy znudzić gdyż poprzez niego dotrzeć można do wymiarów wyższych, a w końcu do Boga.
Normalną rzeczą jest, że gdy poznajesz coś nowego, to początkowo intesuje Cię to, a potem przestaje. Wtedy szukasz czegoś następnego. Do takiego modelu funkcjonowania zostaliśmy stworzeni. Stagnacja natomiast, to stan umysłu przy którym przestajesz czegokolwiek szukać i zadowalasz się jednym, najczęściej ogłupiającym aspektem świata. Na przykład alkoholem, czy telewizją. Wtedy Siła Rozwoju daje Ci cierpienie lub decyduje o śmierci Twojego świata.
Do czego potrzebna jest śmierć?

To zrestartowanie komputera. Oczyszczenie pamięci ze zbędnych śmieci, jak również do zaktualizowania software i hardware.
– Czy po śmierci spotkam moich bliskich?
– Nigdy ich nie stracisz. Jesteście zawsze razem jak rzeki, które wpadły do jednego oceanu.
– Dlaczego nie pamiętam poprzednich wcieleń?
– Niektórzy pamiętają, ale Twój umysł na razie jest na to za słaby. Nawet nie pamiętasz wszystkiego co przeżyłeś w tym życiu, a co dopiero mówić o poprzednich. Powiem więcej: nie pamiętasz wszystkiego co robiłeś dzisiaj. Nie pamiętasz swoich snów. A jeśli już, to czy w czasie gdy śnisz, uświadamiasz sobie, że to jest tylko sen?
Na ogół nie, i wcale Ci to nie przeszkadza. We śnie jest Ci wszystko jedno gdzie jesteś, z kim jesteś. Nawet się nad tym nie zastanawiasz.
– A więc kolejne życie nie będzie dla Ciebie niczym dziwnym ani niecodziennym.

Mówisz, że szkoda Ci tego życia. To dlaczego gdy zasypiasz, to Ci go nie szkoda? Śmierć niewiele różni się od snu. Tylko przebudzenie jest trochę inne. Ale za to ciekawsze. Czy powracamy jako „tabula rasa”? Nie, wszelkie doświadczenia i umiejętności jakie nabyliśmy pozostają. Odbieramy je neuroprzekaźnikami, które uprzenio rozwinęliśmy. One mają swoje zakończenia w wymiarach wyższych i otrzymujemy je spowrotem, wraz z nowym ciałem, jako element układu nerwowego. To dzięki nim przekazywana jest informacja do wymiaru trzeciego o tym kto, gdzie i kiedy ma się urodzić i jakie posiadać uzdolnienia.

To, co nigdy nie umiera, to świadomość, która doskonali się na przestrzeni kolejnych żyć. Śmierć nie jest niczym istotnym. Nie jest końcem ani początkiem niczego. Życie trwa nadal. Ważniejszą rzeczą od śmierci jest zrozumienie, czyli oświecenie. Wtedy łączysz się z wymiarem wyższym. To jest koniec jednego etapu i początek następnego. A śmierć to tylko sen po którym następuje przebudzenie do kolejnego życia. Jeśli przywiążesz się do czegoś, na przykład do pieniędzy, to po śmierci będziesz nieszczęśliwy, bo do trumny ich nie zabierzesz. Dlatego nie przywiązuj się do nich, ale ucz się je zarabiać, bo do trumny zabierzesz tę umiejętność.

Twórz dzieła, tylko nie przywiązuj się do nich, bo ich nie zabierzesz, ale zabierzesz umiejętność tworzenia. Nie zabierzesz ludzi, których kochasz, ale zabierzesz umiejętność kochania. Pracuj więc wytrwale nad obranym przez siebie kierunkiem, działaj, walcz i zwyciężaj. Nie angażuj się jednak emocjonalnie. Traktuj świat i życie jak komputerową grę. Jeśli przywiążesz sie do czegokolwiek, wtedy śmierć będzie dla Ciebie tragedią. Jeśli nie – wspaniałą przygodą.”
~Witek Wojtowicz

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Dlaczego nie możesz schudnąć? Ukrywana tajemnica diet i zdrowego żywienia

Tajemnica skutecznego odchudzania bez efektu jojo

Tematyka diet, odchudzania, zdrowego odżywiania, unikania toksyn i „eko” stylu życia bije wszelkie możliwe rekordy popularności. Wszyscy wiemy że różnych modeli żywienia jest dużo i ciągle przybywają nowe. Jedni zalecają odstawienie glutenu i laktozy. Inni mówią, że to jednak mięso jest najszkodliwsze a nie zboża, i promują wegetarianizm. Jeszcze inni kładą nacisk na to, że wegetarianizm też jest błędny, bo mleko, jaja i sery też są szkodliwe. Więc weganizm, i to najlepiej jego radykalna forma – witarianizm (raw). Ale nagle, ni z gruchy ni z pietruchy wyskakują zwolennicy diet super-mięsnych, czyli paleo czy diety Kwaśniewskiego. I mówią że podstawą diety powinny być niemal wyłącznie białka i tłuszcze.

Nosz kurwa jego mać, zgłupieć można, prawda? Bo dochodzi do tego szereg innych diet i dietek. W tym na pewno znasz mnóstwo ludzi, którzy na typowej polskiej diecie (nomen omen, chyba najgorszej diecie cywilizowanego świata..) czują się milion razy lepiej niż mnóstwo osób chuchających i dmuchających na swoje zdrowie. Od wielu lat uderza mnie jeden, powtarzający się schemat. Jest sobie taki typowy samiec, cham, ekstrawertyk, wyszczekany na maxa. Żre dokładnie to, co szkodzi – mięcho, gluten, mleko, żywność wysoce przetworzoną, cukier. Ani żadne aspartamy ani glutaminiany sodu i z 10.000 innych trucizn spożywczych mu nie straszne.

Mało tego! Żołądek traktuje jak zlew wlewając w niego hektolitry alkoholi, nochalem kurzy góry koksu wielkości Mount Everest, o trawie, kawie, papierochach czy innych tego typu nawet nie wspominając. I nic a nic mu się nie dzieje. Ba! Ma milion razy więcej energii, śmiałości, ekstrawertyzmu i kreatywności, niż wielu zlęknionych ludzi, którzy robią dosłownie wszystko, co zalecają wszelcy guru fitness, eko, dietetyki. Nosz kurde, to jest niesprawiedliwe! Ja się tak nie bawię! Chciałoby się rzecz. Jest to jednak dylemat znacznie szerszy, któremu poświęcę tutaj zaledwie dwa skromne akapity, choć opisywałem go już w wielu artykułach.

W poprzednim felietonie o tym, dlaczego diety odchudzające nie działają, pisałem o roli i sile podświadomości. No nie bójmy się tego faktu powiedzieć wprost – diety, cholera, nie działają, nie odchudzają. Jakaś złośliwa siła sprawia, że efekty są marne. Że nawet gdy za dnia zjemy musli i wegańskie smoothie, to wieczorem w przypływie szału wpierdolimy to, co zostało w lodówce. Czyli pół kilo frytek, dwa filety rybne, osiem pączków, dwie kanapki z serem i szynką.. I do tego butelka szkockiej whiskey, by zdusić ból istnienia spowodowany złamaniem diety. Kolejny przykład – po miesiącach katorgi chudniemy te kilka kilo, i w ciągu kolejnych miesięcy wracamy do poprzedniej wagi, najczęściej z nawiązką.

Pytanie: dlaczego diety odchudzające nie działają, jest takim samym na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnym dylematem ludzkości, jak pytanie, czemu jest tyle zła na świecie. A tymczasem odpowiedź na oba te pytania jest, i jest prostsza niż myślisz. Poniżej moja próba odpowiedzi na każde z tych dwóch pytań:
Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..

Kluczem jest tutaj siła zwana podświadomością. Gdy przechodzisz na dietę z przymusu, gdy odmawiasz sobie ukochanych przyjemności, gdy zmuszasz się do jedzenia obrzydliwych „zdrowych” rzeczy, to uruchamiasz bardzo destrukcyjny program w podświadomości. Nosi on nazwę: „przetrwanie i oszczędzanie energii i kalorii za wszelką cenę„. Nie ma tych smacznych rzeczy, nie ma przyjemności z jedzenia, są za to jakieś wegańskie smoothies… Które, no nie oszukujmy się – smakują jak smakują. Podświadomość zaczyna myśleć, że właśnie zaczął się niedobór żywności, a więc głód – dlatego musisz jeść obrzydlistwa.

A ewolucyjnie głód i niedobór pożywienia jest największą możliwą traumą jaką zna ludzka podświadomość. Przez długie eony czasu non stop brakowało pożywienia, a głód zbierał miliony milionów ofiar. Podświadomość więc, po przejściu na niedobro-obrzydliwą dietę, myśli, że zaczął się głód. Bo przecież ukochanych, smacznych potraw już nie ma. Więc włącza program oszczędzania energii. Na takiej diecie nie tylko nie schudniesz, ale możesz wręcz przytyć. Jest to bowiem robienie czegoś… wbrew sobie. Tak naprawdę Ty NIE CHCESZ przechodzić na tę dietę, nie chcesz katować się ograniczeniami i potrawami, które wywołują odruch wymiotny. Robienie czegokolwiek wbrew sobie prowadzi zawsze do tego samego. Daje skutek odwrotny od zamierzonego i przynosi życiową katastrofę.

Jest to uniwersalne prawo – właśnie jedno z praw rządzących światem. Dotyczy ono absolutnie każdej człowieczej działalności. Jeśli cokolwiek robisz wybitnie wbrew sobie, to przyniesie Ci to tylko zgubę. Jeśli poruszasz się w środowisku snobów i zmuszasz się do słuchania z nimi muzyki metalowej, bo każda inna to przecież „gunwo” – to odchorujesz to, prędzej czy później. Jeśli partner zmusza Cię do posiadania dzieci – to zniszczysz co najmniej trzy życia: swoje, partnera i powołanych do życia dzieci. Studiowanie kierunku którego nie znosisz, a który „wypada” lub jest prestiżowy – może doprowadzić Cię do skrajnego wyczerpania i totalnej depresji.

Co można więc zrobić? Nie przechodź na żadną dietę, ale.. zmień styl życia, na trwałe. Nie miej za celu odchudzania, ale miej na celu.. zdrowie. W nowym stylu życia poszukaj takich posiłków, przekąsek, pokarmów itp, które są autentycznie smaczne. Choć nie muszą one być aż tak zdrowe i eko. I od czasu do czasu pozwól sobie na tę cholerną czekoladę, czy inną mało zdrową przyjemność. Korona Ci z głowy nie spadnie, jeśli dwa razy w tygodniu zjesz kilka kostek czekolady. Styl życia w 100% eko i w 100% zdrowy praktycznie nikomu jeszcze się nie udał. Żyjemy na Ziemi, tej Ziemi, a nie w jakiejś pierdolonej utopii.

Zwrócę tutaj uwagę także na inny szczegół. Kiedyś wysnułem śmiałą, i nie do końca prawdziwą teorię o tym, jaka jest najzdrowsza i najskuteczniejsza dieta świata. Ta dieta to.. wysokie zarobki, lub chociaż normalne zarobki, które w Polsce ma może 10% społeczeństwa. Wtedy Cię po prostu stać na dietę. Wybierasz sobie dietę bezglutenową, bezmleczną, może paleo, może dietę Kwaśniewskiego, może też weganizm czy inny -sranizm.. I tak naprawdę to nie dieta Cię leczy, ale.. podświadomość, pozbawiona lęku przetrwania.

Lęk przetrwania jest związany z lękiem śmierci, i jest najpotężniejszym lękiem jaki zna Ziemia. Jest też najpotężniejszym ziemskim czynnikiem ograniczającym, niszczącym i.. kontrolującym społeczeństwa i narody. To z lęku przetrwania bierze się praktycznie całe zło zadawane jednej istocie przez druga. Bo skoro zasobów jest za mało i nie starczy dla wszystkich, to zaraz pojawia się pokusa, by wyrządzać zło innym istotom w celu gromadzenia tych zasobów.

Oczywiście, nie zwalnia to nas z dbania o zdrowie. Bo jest też druga strona medalu – miliarder Steve Jobs, pozbawiony lęku przetrwania, który zmarł na raka. Trzeba osiągnąć pewną równowagę. Zwracam uwagę, jak ważna jest rola nie tylko tego, co wrzucamy do żołądka, ale także tego, co wrzucamy do swojej psychiki. Jakie informacje, książki, filmy, muzykę przyswajamy. Z jakimi ludźmi przebywamy. Nie żresz glutenu, aspartamu, mięsa, alkoholu i innych świństw, i to jest dobre, pochwalam i popieram. Ale czy równie skrupulatnie zwracasz uwagę czym „karmisz” swoja psychikę i umysł?

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę walić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam żadnych płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego, nawet dla biednych osób. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

George Carlin: Robią wszystko dla nienarodzonych, a po urodzeniu mają Cię gdzieś

aborcja

Wklejam szokującą w swej wymowie prelekcję autorstwa George Carlina. Ten oświecony krytyk społecznej iluzji celnie punktuje dogmaty religijne, społeczne, polityczne i medialne.

W swych nagraniach ujmuje widownię giętkością języka i niezwykłą prostotą swojego przekazu. Podstawowym mottem każdego autora powinno być: „Przekazywać wiedzę tak prosto, by prościej się nie dało„. Prawda tkwi w prostocie, a nie slangu i skomplikowanych słowach.

Zrozumieli to ludzie akademickiej nauki, którzy swoje treści, nie zawsze pozytywne, przekazują w formie lifestyle’owej ciekawostki. Istnieje gros tygodników, miesięczników, programów TV, audycji, portali i profili tak przekazujących doktrynę naukową. Ja postawiłem sobie taki sam cel – by przekazywać swoje treści raczej w formie „pop„, niż w formie wiedzy tylko dla wąskiego grona ludzi.

Sama aborcja jest po prostu prawem człowieka. To, że coś wynika z ślepej i głupiej biologii, nie musi oznaczać że ma to człowiekowi psuć życie. Mechanizm seksu i rozmnażania został tak zaprojektowany przez naturę, że świadomość człowieka nie ma kontroli nad momentem zapłodnienia. No i owa natura jest tak zaprojektowana, że powołane do życia istoty muszą żyć w trudzie, znoju, cierpieniu i przede wszystkim niedostatku.

To nieprawda że jak żydowska bozia jahwe dała dzieci, to da i pieniądze na dzieci. Te trzeba w ogromnym znoju i cierpieniu wyszarpywać, i to w maleńkiej ilości. Od polskiego prywaciarza kapitalisty, Janusza Cebulaka, który jeździ 6 razy w roku na wakacje, ale pracownikom płaci tylko 1500 zł i narzeka na podatki, minimalną krajową i koszta pracy.

Gdy zastanawiam się nad tym, czasami nachodzi mnie myśl, że przyszłych pokoleń być nie powinno. Że powoływanie do życia nowych istot w tak okrutnym świecie jest największą zbrodnią – zbrodnią ludobójstwa. Macice bogobojnych kobiet są komorami gazowymi, zaś sielskie konserwatywne domostwa są obozami koncentracyjnymi dla maleńkich istotek. Skrywają często przemoc, molestowania, tragedie, traumy. To sielskie konserwatywne domostwa zamieszkiwane przez szarych Kowalskich, powołały do życia ludzi takich jak Hitler, Stalin, Pol Pot, Rotschild, Obama czy Putin. Proces wychowawczy związany z wkładaniem do głowy toksycznych wzorców (religie, zbiorowe lęki, kompleksy, traumy) można porównać do wyrywania złotych zębów Polakom i Żydom przez Niemców.

Z drugiej strony, krąg życia musi trwać i kimże ja jestem by negować system? On też jest kreacją i jego trwanie też zawiera w sobie pewne piękno. Krąg życia musi trwać, systemowi są potrzebne nowe owieczki. Obywatele, podatnicy, pracownicy, wierni, czy mięso armatnie na wojny o ropę, ups, przepraszam – o standardy demokracji. Niech więc trwa!

Polecam materiały o zadymie związanej z ustawą aborcyjną:
O co chodzi w zadymie o aborcję i czego nie powiedziały Wam media? (Jarek-Kefir.org)
Czarny protest, czyli burza wokół życia (Paulina Pisze)

Nikt nikomu nie ma prawa niszczyć życia narzucając takie a nie inne prawo. Jeśli jesteś przeciwny aborcji, to jej nie rób, proste. To są Twoje poglądy i żyj zgodnie z nimi, i pozwól innym żyć zgodnie ze swoimi. Nie narzucaj swoich poglądów innym. Jeśli martwi Cię przyrost naturalny – to znajdź sobie kobietę i spłódźcie choćby 10 dzieci. A zresztą.. Czy naprawdę nie macie większych zmartwień? Jak można się martwić czymś tak absurdalnym jak przyrost naturalny? Gradobiciem w Zimbabwe i tajfunem w Tajlandii też się tak zamartwiasz?

Poniżej prelekcje George Carlina o aborcji:

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Ta woda może być niebezpieczna dla zdrowia! Na pewno ją kiedyś piłeś!

woda-mineralnaNiedawno gruchnęła wiadomość: wycofuje się z obiegu kilka partii wody gazowanej „Żywioł” Żywiec Zdrój. Człowiek który wypił jedną butelkę tej wody rozchorował się. Wylądował w szpitalu z poparzonym przełykiem. Trwają badania tej wody jak i wody z innych partii tego producenta. Niedługo, być może w poniedziałek, poznamy kulisy tej sprawy. Jeśli masz w domu wodę mineralną o tej nazwie – lepiej jej nie pij.

Na marginesie tej afery chciałbym podać kilka faktów, których nie przekażą Wam media.. Otóż naprawdę myślicie, że woda jest ze źródeł górskich? Że jest krystalicznie czysta, mineralna, naturalna? Większość wód mineralnych nie jest rozlewana w górach ani nie pochodzi ze źródeł. Przykładowo, Żywiec ma rozlewnię koło miasta o tej samej nazwie. Ale większość wód tego producenta jest rozlewana albo koło Warszawy, albo w Mirosławcu koło Piły (północ kraju).

Ale to nie wszystko. Bowiem większość wód różnych producentów to po prostu woda destylowana, kranówka, do której dodawane są syntetyczne minerały. Polacy nie wiedzą bowiem, że pojęcie „woda mineralna” dotyczy nie naturalnego pochodzenia, ale tego, ile ma minerałów w składzie. Więc różni producenci dodają do swoich destylowanych wód tabletki z syntetycznymi związkami mineralnymi by można było sprzedawać wodę jako tzw. „wodę mineralną„.

Nie wiem jak jest w przypadku producenta wody gazowanej „Żywioł” Żywiec Zdrój – nie mam danych na ten temat, więc nie będę się wypowiadał. Nie chcę Was wprowadzać w błąd. W jednej z gazet czytałem, iż podejrzewane jest, że do wody, cytuję: „wpadł produkt mineralny przeznaczony na kilka dni„. Było to stwierdzenie bardzo lakoniczne z którego niewiele wynika. Co bowiem dodaje się do gazowanej wody mineralnej? Na pewno dwutlenek węgla, ale czy mógł on spowodować takie obrażenia w większej ilości? Czy może chodzi o inny „produkt„? Dlaczego rzekomo niezależna i wolna prasa w rzekomo wolnym kraju nie wyjaśniła o co chodzi?

Grupa produkująca wodę Żywioł Żywiec Zdrój należy do Coca Coli, zaś Coca Cola, Pepsi i inne, należą do korporacji matki – Altria Corporation (Altria Group).

Polecam przeczytać inne moje artykuły na temat wody i nawodnienia:
Sól jest niezbędna dla zdrowia i życia, medycyna nas okłamuje!
Czy pijesz wystarczającą ilość wody? „Większość z nas jest wręcz odwodniona”
Picie wody tuż po obudzeniu się w zaskakujący sposób poprawia zdrowie!

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/