Chcesz zachorować? Zaszczep się! O przekrętach związanych ze szczepieniami mówi dr. Jerzy Jaśkowski

Chcesz zachorować? Zaszczep się! O przekrętach związanych ze szczepieniami mówi dr. Jerzy Jaśkowski

Dr Jerzy Jaśkowski  (nad. Prof. M.D. Majewska)

Cytuję: „100 % ludzi w Polsce posiadło umiejętność pisania i czytania
98% z pośród nich, nie ma pojęcia w jakim celu.

Oświadczenie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego ws szczepień

Od pewnego czasu krąży w internecie “Oświadczenie” na papierze firmowym Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, podpisane przez kierownictwo tego Instytutu pp . prof. prof. Mirosława Wysockiego, Andrzeja Zielińskiego, Lidię Brydak, oraz p.doc Bożenę Bucholc. Pismo nie posiada daty ani żadnych przypisów, które odnosiłyby się do sformułowania jego twierdzeń. Pod tym oświadczeniem brak także jakichkolwiek komentarzy tak gorliwych zazwyczaj blogerów. Jest to bardzo dziwna sytuacja i niespotykana w internecie, tym bardziej, że pismo jest pełne przeinaczeń, zwyczajnych dezinformacji i insynuacji. W celu wyjaśnienia i wyprowadzenia z błędu czytelników, nagłaśnianej i podpieranej autorytetem państwowej instytucji dezinformacji, poniżej ustosunkuję się do kilku poruszanych w piśmie problemów.

Wymienieni autorzy, podają ex- katedram, niczym nie poparte twierdzenie, jakoby szczepionki były najlepiej sprawdzonymi preparatami farmaceutycznymi. Na jakiej podstawie wyciągają taki wniosek, oczywiście nie podają. Przypatrzmy się więc faktom.

Od 1960 roku wiadomo, że szczepionka przeciwko polio jest zanieczyszczona, między innymi, rakotwórczym wirusem SV -40. Została ona zakazana do rozpowszechniania w USA, ale do lat 80, jak to potwierdzają autorzy amerykańscy, była sprzedawana do krajów Europy Wschodniej, czyli także do Polski. Czy Drodzy Czytelnicy słyszeliście, aby ten fakt został kiedykolwiek w krajach Europy Wschodniej podany do wiadomości publicznej?

Nie znam żadnego pisma Państwowego Zakładu Higieny [ poprzedniczki Narodowego Instytutu Zdrowia] informującego PT kolegów lekarzy o fakcie skażenia szczepionek. (oczywiście nie wspominając o poinformowaniu rodziców zaszczepionych dzieci). Dlaczego państwowa instytucja powołana w celu ochrony społeczeństwa przez 50 lat milczy? Kto podpisał decyzję zakupu tych szczepionek? Jakie Ministerstwo Zdrowia wyciągnęło konsekwencje w stosunku do tych /tej osoby?

Twórczyni tej szczepionki, zeznając przed Kongresem USA, podała, że spowoduje to w krajach Europy Wschodniej, epidemię nowotworów za 20 – 30 lat. Wszystko wskazuje, że właśnie to obserwujemy, przynajmniej w Polsce. 

  • Albany Law Journal of Science & Technology, tom 13, nr 3, 2003
  • SV40 stands for Simian Virus 40 , Cancer Foundation.

[T] Obecnie, amerykańskie agencje federalne zdrowia przyznać następujące dwa fakty: (1) Salka szczepionka polio dopuszczona do publicznego użytku w latach 1955 i 1963 była zanieczyszczona SV40 co udowodniono, wirus ten powodują raka u zwierząt.  Learn more: link

Wzrost zachorowań na choroby wieku dziecięcego, w tym polio

Na przełomie lat 1973/4 wybuchła epidemia polio w województwie poznańskim. Czy słyszeliście Drodzy Czytelnicy, aby instytucja państwowa powołana do ochrony społeczeństwa kiedykolwiek informowała społeczeństwo o takim fakcie? Chorowali właśnie tylko szczepieni. Do dnia dzisiejszego poszkodowani, ani ich rodziny nie otrzymali zadośćuczynienia od PZH. Zresztą działa tu sprytny mechanizm. Decyzję o zakupie takiego czy innego preparatu podejmuje przysłowiowy urzędnik- Kowalski, ale skutki negatywne i koszta ponosi społeczeństwo i pojedyńczy obywatel. Czy to nie jest wyśmienite wyjście, szczególnie kiedy firmy szczepionkarskie na Zachodzie są skazywane na olbrzymie kary za przekupywanie. Ostatnio np. GSK ukarana została karą w wysokości 3 miliardów dolarów ale jej się to opłaciło. Na jednej szczepionce zarobiła ponad 40 miliardów dolarów. I zazwyczaj konstrukcja kupna jest taka, że zakupu dokonuje przedstawiciel – urzędnik rządowy, a nie obywatel. Czyli uszczupla się fundusz przeznaczony na leczenie konkretnych chorób w “trosce” , właściwie o co?

W 1996 roku sprowadziliśmy, oczywiście pod nadzorem Instytutu, zwanego Narodowym i Zdrowia – szczepionkę z Korei . W związku ze zgonami dzieci szybko ją wycofano. Czy ktoś poniósł konsekwencję? Nie słyszałem. Zwracam się do PT Czytelników z prośbą o ewentualne sprostowanie tej wiadomości i podanie innej informacji.

Gdyby tak było, jak podają wymienieni PT Autorzy, to przecież nie trzeba by było w USA wprowadzać specjalnego prawa zdejmującego odpowiedzialność za skutki uboczne z przemysłu szczepionkarskiego. Wprowadzono je w maju ubiegłego roku.

Vide: Konferencja w Kalifornii.

Sprawa wykrycia skażenia partii szczepionek.

Przecież to nie Narodowy Instytut Zdrowia, czy p. doc. A. Bucholc, odpowiedzialna za szczepionki, jak sama podała w wywiadzie telewizyjnym, wykryła skażenie, ale mały urzędnik w Czechach. I to on narobił szumu i uratował dziesiątki ludzi od powikłań. W Warszawie nic nie wykryto. A czy w ogóle badano te szczepionki? Jest to bardzo wątpliwe. Pani doc. Bucholc w programie telewizyjnym zapraszała do siebie w celu podania pełnej dokumentacji szczepionek. Gdy telewidzowie zaczęli się umawiać, to p. Docent zakazała ich wpuszczać do Instytutu.

Następnego dnia po programie telewizyjnym z udziałem p. doc A.Bucholc dane odnośnie zawartości rtęci w szczepionkach zniknęły z portalu PZH.

Instytut twierdzi, że szczepionki są najlepiej przebadanymi preparatami farmakologicznymi. Skąd wymienieni pracownicy Instytutu posiadają taką wiedzę? Niestety, jest to ich słodką tajemnicą. Pomimo, że Instytut jest państwowy, czyli pracują za nasze – podatników pieniądze, i nic sam nie wytwarza, to na jego stronach internetowych brak składu poszczególnych szczepionek. Dlaczego? Całe szczęście istnieją inne instytucje, które nie utajniają problemu i możemy spokojnie zapoznać się z takim składem.

Teraz rodzi się pytanie; czy wymienieni specjaliści, naprawdę nie znają składu szczepionek? Stwierdzam, po wysłuchaniu obrad Sejmowej Komisji Zdrowia, że jest to możliwe, ale być może zachowują tą informację w swoich szufladach, “no bo przecież wiecie, rozumiecie……..[wpisać właściwe argumenty]”.

Ta sprawa jest bardziej interesująca. Od ustawy sejmowej z 1964 roku PZH jest zobowiązany do rejestracji wszelkich powikłań po tzw. profilaktycznym stosowaniu szczepionek. Jak PT Czytelnicy możecie się sami zorientować ta ustawa od 55 lat jest martwa. I co ciekawe, żadna instytucja powołana do przestrzegania prawa, nie usiłuje wymusić na biorących społeczne pieniądze pracownikach instytucji państwowej realizacji tej ustawy. Mało tego, przed ok. miesiącem w/w pracownicy jakimś tam sposobem załatwili sobie w Sejmie, że już nie trzeba zgłaszać powikłań.

Proszę przeprowadzić samemu prosty test: zadać lekarzowi pytanie : Jak wygląda druk zgłaszania powikłań? Oraz czy widział taki druk, kiedykolwiek na studiach?

Wypada także podkreślić, że lekarze z małych miasteczek, po zgłoszeniu powikłań mieli kontrole z Sanepidu z wnioskami: “Oj doktorku, doktorku, tyle macie powikłań, chyba jest tutaj za brudno i trzeba zamknąć gabinet”.

Wynika z tego, że sanepid zastrasza lekarzy i lobbuje za szkodliwymi szczepieniami polio / MMR.

Zostawiam to bez komentarza.

A przecież to takie proste, wystarczy opracować ankietę i każdy lekarz , anonimowo, i elektronicznie mógłby podawać powikłanie, z opisem dokładnym zdarzenia i nawet po roku sprawdzić, czy jego ankieta znajduje się w wykazie.

Wg obecnej, znowelizowanej ustawy, nawet po opłaceniu kosztów [ dlaczego instytucja państwowa ma pobierać opłaty ?] PZH może odmówić przekazania danych epidemiologicznych!

Tak więc podane przykłady świadczą jednoznacznie, że wymienieni pracownicy Instytutu wprowadzili co najmniej w błąd społeczeństwo, podając nieprawdziwe informacje odnośnie bezpieczeństwa szczepionek.

Po pierwsze: nie realizują uchwał sejmowych, nie posiadają więc danych o powikłaniach.

Po drugie: nie publikują ŻADNYCH prac na temat powikłań.

Bardzo ciekawy jest inny fragment Oświadczenia NIZP str. 2 akapit 2 , “ także w Polsce odnotowuje się zachorowania na krztusiec. U dzieci niezaszczepionych w porównaniu z dziećmi prawidłowo zaszczepionymi w przedziale wiekowym 3-10 lat zachorowania na krztusiec są 15 razy większe.”

Mamy tutaj przykład wyjątkowego cudotwórstwa. Po pierwsze; jak podano wyżej, instytucja nie gromadzi takich danych od 55 lat. Skąd więc autorzy posiadają dane liczbowe?

Po drugie; jak instytucja zajmująca się handlem szczepionkami może gromadzić dane o powikłaniach po tych szczepionkach?

Prokuratura bada nielegalny handel szczepionkami przez sanepid

Po trzecie: jeżeli te dane gdzieś istnieją, to dlaczego nie ma ich na stronach internetowych państwowej instytucji? Czyżby wysoko opłacana tajemnica handlowa wszytko wyjaśniała? A musi być wysoko opłacana, ponieważ w miesiącu kwietniu , jak powszechnie wiadomo, stacje San-epidu prowadzą sprzedaż rabatową szczepionek o 30 % taniej. Czyli to jest zysk. To tak prawie jakby sąd się chwalił zyskami z wyroków. Skutki takich dodatkowych profitów San-epidu ostatnio bada prokuratura w Szczecinie.

Wracając do tematu, skoro w Polsce brak danych, to poszukajmy ich na Zachodzie. Szczepionka przeciwko krztuścowi została wprowadzona w 1912 roku. Jej szkodliwe działanie na mózg jest bardzo dobrze udokumentowane. W latach czterdziestych dodano do szczepionki aluminium, niby jako środek pomocniczy [ do czego?] i połączono z błonnicą i tężcem, jako DPT.

SZCZEPIONKA TA NIGDY NIE BYŁA BADANA ZGODNIE Z ZASADAMI NAUKOWYMI OBOWIĄZUJĄCYMI W MEDYCYNIE, to nie spowodowało wprowadzenia zakazu jej sprzedaży.

Już w 1933 roku udowodniono jej zdolność do zabijania dzieci. T. Madsen opublikował pracę o śmierci dwojga dzieci w kilka minut po szczepieniu. Kolejne doniesienie zostało opublikowane w 1947 roku przez Matthew Bardy. Autor ten opisał uszkodzenie mózgu u dwojga dzieci i ich śmierć po szczepieniu przeciwko krztuścowi. W 1948 r. Beyers i Moll opisali kolejne przypadki śmierci w 72 godziny po szczepieniu.

Już! w 40 lat później FDA opublikował dane udowadniające, że faktycznie szczepionka ta powoduje w co najmniej jednym przypadku na 875 szczepionych dzieci albo konwulsje, albo epizody szoku i zapaści w 48 godzin po szczepieniu.

Autyzm: nowa forma zatrucia rtęcią

Narodowe Studium Encefalopatii Dziecięcej przeprowadziło w Wielkiej Brytanii badania , które opublikowano w 1981 roku. Raport ten potwierdził statystyczny związek pomiędzy szczepionką przeciwko krztuścowi, a ostrym zapaleniem mózgu prowadzącym do trwałego uszkodzenia.

Powtórna analiza problemu związku krztuśca z uszkodzeniem mózgu przeprowadzona w 10 lat później potwierdziła istnienie takiego związku. W 1994 r. kolejny raport, tym razem Instytutu Medycyny Narodowej, potwierdził występowanie powikłań mózgowych w okresie 7 dni po szczepieniu DPT.

Związek pomiędzy zespołem nagłej śmierci niemowląt, a szczepieniami przedstawił ostatnio dr WILLIAM TORCH z zespołem, z Uniwersytetu of Newada School of Medicine w Reno. Naukowcy przebadali zespół nagłej śmierci niemowląt w 103 przypadkach i stwierdzili : 6,5 % dzieci zmarło w 12 godzin po szczepieniu, 13 % zmarło w ciągu 24 godzin po szczepieniu, 26% zmarło w ciągu 72 godzin po, a kolejne 37% w kolejnym tygodniu, reszta zmarła w okresie do 3 tygodnia po szczepieniu.

Journal of the American Medical Asociation przedstawił z kolei pracę w której udowodniono, że dzieci z astmą umierają 8 razy częściej po szczepieniu DPT w ciągu 3 dni. Szczyt zgonów tj. 85% notuje się w okresie od 2 do 4 miesiąca po szczepieniu DPT. No tak, ale wg jednego z autorów tego Oświadczenia prof. A.Zielińskiego-Money.pl, te prace to “Bezwartościowe żonglowanie niepotwierdzonymi nigdzie danymi” [ Andrzej Zwoliński-Money.pl]. nota bene, ten Pan pełni funkcję konsultanta krajowego ds epidemiologii. Ciekawe, jak ta sama osoba może pełnić rolę konsultanta i jednocześnie brać udział w zakupach szczepionek?

W lipcu 1986 Amerykańska Izba Kongresu przedstawiła dane dotyczące wypłaty 16.2 miliona dolarów przez producentów DPT dla 52 dzieci poszkodowanych przez DPT i MMR.

Jak Wielce Szanowni Czytelnicy możecie się zorientować podobny Instytut Zdrowia Publicznego w Polsce niczego podobnego nigdy nie opublikował. A więc jak to jest ? W krajach wytwarzających szczepionkę DPT są powikłania i firmy produkujące te, “najlepiej przebadane produkty farmaceutyczne” wypłacają olbrzymie odszkodowania rzędu 300 000 dolarów na dziecko, a w Polsce brak powikłań?

Mało tego, przeprowadzona ankieta, szczególnie wśród młodych lekarzy, wykazała całkowity brak jakichkolwiek informacji o takich powikłaniach. Wszyscy zasłaniali się, że ani na wykładach z pediatrii, farmakologii, czy też chorób zakaźnych nikt ich o możliwości występowania takich powikłań nie informował.

Pozostawiam to także bez komentarza. Sami musicie się domyśleć, dlaczego tak się dzieje. Nie wymagajcie od lekarzy wiedzy na temat powikłań. A skąd oni mają ją zdobyć, jeżeli autorzy podręczników nic nie wspominają o powikłaniach ?
Od ok. 20 lat brak polskich czasopism medycznych w których łamach można by wymieniać informacje o powikłaniach.

Ale to nie wszystko. Ostatnio, ruszyła w Polsce ofensywa straszenia społeczeństwa. Czym ? No, nie zgadniecie, KOKLUSZEM! Np. Portal Biomedical podaje cyt:”Koklusz jest bardzo zakaźny i może okazać się śmiertelny w niektórych przypadkach, przede wszystkim u dzieci, które nie były szczepione”.

i dalej,

“Przynajmniej 26 zgonów i 21 000 zachorowań zanotowano przez FDA w USA” . Dane z USA potwierdzają epidemię kokluszu. Notuje się najwięcej zachorowań od 60 lat. Ale dodają, że 84% chorujących, to dzieci prawidłowo zaszczepione 4 dawkami. Tak więc epidemia wybuchła wśród zaszczepionych!

Dlaczego polscy eksperci tego nie podają?

Mało tego, okazuje się, że tzw epidemie krztuśca występują sezonowo co 4-5 lat, bez względu na stosowane szczepienia i liczbę zaszczepionych. Tym samym lansowana od 1929 roku teoria odporności stada nie znajduje ŻADNYCH PODSTAW NAUKOWYCH ANI MEDYCZNYCH, ale dla zysku jest systematycznie nagłaśniana. Tutaj także swój udział ma prof. A. Zieliński. W podanym artykule stwierdza, że aby uniknąć epidemii musi być co najmniej zaszczepionych ponad 90% społeczeństwa, a kilka akapitów poniżej podaje z dumą, że w Polsce jest zaszczepianych ok 98% dzieci. Czyli znacznie więcej aniżeli wymagana konieczność. Dlaczego więc atakuje te kilka rodzin nie chcących zaszczepić dzieci? Wg. tegoż Profesora jest to fakt bez znaczenia. Dlaczego więc obserwujemy taką ofensywę sekty szczepionkarskiej?

W 2010 roku pomimo zaszczepienia 81% populacji powyżej 3 roku życia, pełną dawką 4 szczepień, w Kalifornii wystąpiła”epidemia”. W Teksasie zaszczepialność wynosiła 81.5% i także chorowali głównie zaszczepieni. W Waszyngtonie zaszczepialność wynosiła aż 84%, i znowu chorowali głównie szczepieni. Te dane jednoznacznie obalają pojęcie odporności stada. Czyli znowu działania sekty szczepionkarskiej były na zasadzie: “powtarzaj każdą bzdurę dostatecznie długo, a ludziska uwierzą”.

Analiza tych faktów stawia kolejne pytanie : dlaczego kierownictwo Państwowego Instytutu do którego obowiązków należy informacja PT Lekarzy o stanie sanitarnym Polski nie podaje do publicznej wiadomości tych danych? Wyraźnie był widoczny brak rzetelnej informacji w czasie ostatniego posiedzenia zarówno Komisji Senatu jak i posiedzenia Sejmu!

Odpowiedz sobie Czytelniku sam na powyższe pytania. Na wszelki wypadek podam, za portalem Rynek Zdrowia z 06.07.2012 roku, że CBA wyjaśnia relacje koncernu z lekarzami. Chodzi nie o kogo innego, ale o koncern GSK, ten sam, który w USA został skazany na karę w wysokości 3 miliardów dolarów.

Zdrowie publiczne zredukowane do problemu szczepień

Jest jeszcze jeden problem. Otóż “Zdrowie Publiczne” to przecież nie tylko problem szczepień. Jak pamiętają Starsi, do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku podawano dzieciom w szkołach niedobry tran. No, ale to działo się w czasach niedobrego komunizmu. Po dokładnym zapoznaniu się z danymi astronomicznymi można stwierdzić, że w okresie od 1970 roku do dnia dzisiejszego nie nastąpiła żadna zmiana osi Ziemi w stosunku do Słońca. Innymi słowy nie nastąpiło zwiększone promieniowanie elektromagnetyczne wpływające na tworzenie w naszych organizmach witaminy D. Rozumiem, że w tamtych złych czasach PZH bał się interweniować w sprawie powrotu tranu dla dzieci. Jak wiadomo od 22 lat żyjemy w Polsce “wolnej i niepodległej”. Dlaczego istniejący pod zmienionym szyldem, Narodowy Instytut Zdrowia nie zadbał o tran dla dzieci i młodzieży?

Jest to bardzo ciekawy problem medyczny, ponieważ przeprowadzono odpowiednie prace naukowe w USA , a przecież eksperci zdrowia są na “bieżąco” z wiedzą, wykazujące celowość podawania witaminy D. Konkretnie: doświadczenie przeprowadzono w oczywisty i prosty sposób: w jednej szkole szczepiono dzieci przeciwko grypie a w drugiej szkole podawano tran. Było to w tym samym mieście i warunki ekonomiczne rodzin były podobne. Okazało się, że dzieci szczepione chorowały kilkakrotnie częściej, aniżeli dzieci otrzymujące tran. Poza tym podawanie tranu było znacznie tańsze aniżeli koszt zaszczepienia ponad 500 dzieci.

Fluoryzować czy nie?

I kolejny problem bagatelizowany przez ekspertów państwowych, bezmyślne poddawanie dzieci fluoryzacji. Liczne prace na całym świecie udowadniają, że podawanie dzieciom fluorupowoduje uszkodzenie centralnego układu nerwowego, obniża IQ, sprzyja występowaniu cukrzycy u młodocianych. Jednocześnie brak jakichkolwiek pozytywnych efektów stosowania fluoru. Wiadomo o tym od 1940 roku, od rozpoczęcia słynnego programu F w ramach projektu Manhattan. Wiadomo o tym od czasu stosowania fluoru w wodzie w obozach niemieckich i sowieckich łagrach. Jedynymi osobami, które o tym oficjalnie nie wiedzą są eksperci rządowi.

Czy w tej sytuacji nie należałoby zmienić nazwy Instytutu z Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego na Instytut Szczepień Toksycznych, ponieważ jak do tej pory, słyszymy tylko i wyłącznie o konieczności szczepień. Wszelkie dokumenty np. kontroli spożywczych są skrzętnie ukrywane pod płaszczykiem tajemnicy handlowej. A na jakiej to podstawie Państwowa Kontrola jest tajemnicą?

“TYLKO PRAWDĄ A PRACĄ NARÓD ŻYJE I DŹWIGA SIĘ, A KŁAMSTWO JAK OPIUM UPAJA , TRUJE I USYPIA” ks.prof. Walerian Kalinka

Istnieją dwie przyczyny tego, że ludzie kłamią: niektórzy robią to z powodu niewiedzy, niedbalstwa [wstyd się przyznać], inni robią to celowo z pełną świadomością.

Jak podałem powyżej, już w 1981 roku Brithish National Study of Encephalopatia Children stwierdził, że szczepionka przeciw krztuścowi, czyli DPT, powoduje ostre zapalenie mózgu i trwałe uszkodzenie mózgu. W 1994 roku potwierdził to Instytut Medycyny w USA.

A w Polsce, ponad 20 lat później, bez żadnych badań, Narodowy Instytut Zdrowia zaprzecza tym faktom. Musicie sobie PT Czytelnicy sami odpowiedzieć do której grupy można zaliczyć autorów tego oświadczenia.

Od ponad 22 lat mamy Polskę wolną i niepodległą, a sprawy zdrowia, niestety, zamiast się wyjaśniać, coraz bardziej są zamącane. Podkreślam : od ok. 20 lat brak czasopism medycznych uniemożliwia prowadzenie wymiany informacji pomiędzy lekarzami. Zamiast tego, są oni indoktrynowani przez foldery reklamowe przemysłu farmaceutycznego, do czytania których, Ministerstwo Zdrowia przymusza młodych lekarzy punktami edukacyjnymi. Wprowadza indoktrynację medycyny. Jedynym sposobem przedstawiania problemów są niektóre blogi.

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

jjaskow@wp.pl

Gdańsk 12.08.2012r.

P.S. Z ostatniej chwili. Jak podaje dr Laura Hewitson z Uniwersytetu w Pittsburgu w referacie wygłoszonym na Konferencji Międzynarodowej Badań nad Autyzmem IMFAR w Londynie, po podaniu małpom siedmiu standardowych szczepionek, rekomendowanych dla dzieci w pierwszym roku życia przez Amerykańską Akademię Pediatrii AAP oraz Centrum Disease Conrol -USA, u małp wystąpiły objawy, które są podobne do objawów autyzmu stwierdzanych u dzieci. Nieszczepiona, grupa kontrolna nie wykazywała takich objawów.

Wyraźnie widać, że dzieci traktuje się gorzej jak przysłowiowe małpy. I “nasi” pediatrzy nic o tym nie wiedzą! ?

Grypa i przeziębienie: jak leczyć? O naturze tych wirusów

Grypa i przeziębienie: jak leczyć? O naturze tych wirusów

Cytuję: „UWAGA, UWAGA, UWAGA. Niniejszym, wszem i wobec ogłaszam nowy sezon za otwarty. Jaki sezon, spytasz może? Oczywiście sezon grypowo-przeziębieniowy, mam na myśli.

Dzisiaj tak się złożyło, że miałem małą „wycieczkę” samochodem, podczas której przez chwilę miałem okazję posłuchać radia, a dokładniej wiadomości o pełnej godzinie. Z reguły słucham zupełnie innych rzeczy, najczęściej z CD, ale tym razem na moment postanowiłem się oderwać od rutynowego słuchania. I cóż takiego mądrego usłyszałem? No właśnie ni mniej, ni więcej, że nowy sezon grypowy można uznać za otwarty. Niemal wszyscy nosem pociągają. Przychodnie przepełnione, a aptekarze ręce zacierają. Wszak ich „żniwa” się zbliżają. Usłyszałem też, że sporo osób korzysta z leków bez konsultacji i czytania ulotek, a może to być groźne. Głównie z powodu dublujących się substancji w różnych preparatach, które poprzez niekontrolowane spożywanie w łatwy sposób można przedawkować. I w sumie z tą tylko końcówką chętnie się zgadzam.

Dzisiaj opowiem Wam, drodzy czytelnicy o czymś, co od dłuższego czasu jest mi i mojej rodzinie obce. Mam na myśli oczywiście jakże popularne o tej porze roku przeziębienia. W tym miejscu konieczne jest słowo wyjaśnienia. Mianowicie, mówiąc „obce”, nie miałem na myśli, że w ogóle nic nas nie łapie, a jedynie to, że taka sytuacja zdarza się u nas wyjątkowo rzadko i jeśli już się przytrafi, to z reguły trwa od jednego do dwóch dni. Dzieje się tak głównie za sprawą szybkiego i właściwego reagowania z naszej strony oraz faktu, że dzięki regularnemu stosowaniu suplementów, poziom naszej odporności jest o niebo wyższy niż w przypadku wielu znanych mi osób.

To, co najczęściej dopada w tym okresie, to z reguły różnego rodzaju przeziębienia lub grypa. Więc może przyjrzyjmy się nieco bliżej tym dwóm przypadłościom.

A czym w takim razie jest grypa? Jest to choroba wirusowa, najczęściej przenoszona drogą kropelkową. Efekt tego jest taki, że zwykłe kichnięcie z reguły wystarcza, aby się zarazić. Choroba rozpoczyna się nagłą wysoką gorączką sięgającą temperatury między 39, a nawet 41 stopni. Najczęstszymi objawami grypy są dreszcze, bóle kostno-stawowe oraz mięśniowe. Często też pojawia się silny ból głowy i gardła oraz suchy kaszel, który w trakcie choroby powinien się w mokry z odkrztuszaniem. Bardzo często pojawia się również osłabienie i brak apetytu oraz tak zwane ogólne rozbicie.

Wirus_grypy

Budowa wirusa grypy

Grypa z reguły powinna ustąpić po około siedmiu dniach. Jednak osoba, która ją przeszła może czuć się osłabiona przez kolejne 2, czasami nawet 3 tygodnie po ustąpieniu objawów choroby. Teraz kilka słów o drugiej wspomnianej dziś przypadłości. Przeziębieniem, podobnie jak grypą, można się łatwo zarazić, gdyż również przenosi się ono drogą kropelkową, czyli również poprzez kichanie. Objawy przeziębienia są bardzo podobne do tych wyżej opisanych, występujących przy grypie. Choroba zaczyna się narastającą gorączką, która zwykle nie przekracza 38 stopni. Występuje osłabienie, zmęczenie, obniżenie nastroju. Osoby przeziębione skarżą się na wodnisty katar, ból gardła, podrażnienie spojówek, ból głowy oraz, podobnie jak w przypadku grypy na bóle, stawów i mięśni. Często pojawia się suchy kaszel.

Pisząc ten post, zacząłem trochę czytać na temat tych dwóch chorób. Warto pamiętać, że grypa jest chorobą wirusową i dlatego podczas jej trwania podawanie antybiotyku mija się z celem, ponieważ antybiotyki są nie skuteczne wobec wirusów i działają tylko w przypadku chorób bakteryjnych. Jednakże to, co mnie bardzo zdziwiło, to fakt, z którego niewiele osób zdaje sobie sprawę, a mianowicie że przeziębienie też jest chorobą wirusową. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej, że podobnie jak przy grypie, leczenie przeziębienia antybiotykami, czyli środkami przeciwbakteryjnymi, jest bez sensu.

Jednak cały dowcip z tymi przypadłościami polega na tym, że w obu przypadkach leczenie polega tylko na likwidowaniu objawów tych chorób. W Polsce jest dostępnych całe mnóstwo różnego rodzaju środków przeciwko objawom zarówno przeziębienia, jak i grypy. Najczęściej są to różnego rodzaju tabletki lub saszetki z proszkiem do sporządzania napoju. I nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że w większości przypadków podstawowym składnikiem jest paracetamol, który działa głównie przeciwbólowo oraz przeciwgorączkowo.

Tak więc, jak widać, najczęściej walczy się z gorączką, czyli podstawowym objawem tych chorób. Tym czasem gorączka, z którą tak zaciekle walczymy, jest zbawiennym sposobem na zwalczanie wirusów w naszym organizmie. Układ odpornościowy przy temperaturze około 38 – 39 stopni C wytwarza dwadzieścia razy więcej komórek niszczących drobnoustroje. Automatycznie wzrasta ilość produkowanych naturalnych związków (interferon), które aktywnie zwalczają wszelkie wirusy. Gwałtownie też wzrasta ilość fagocytów, czyli komórek „sprzątaczy”, które pożerają bakterie, pierwotniaki itp. Wystarczy temperatura nieco powyżej 38 stopni C, by gwałtownie spadła szybkość wzrostu i podziału bakterii, zatrzymał się rozwój wirusów i pierwotniaków. Więc pytam się, po co tak usilnie zwalczamy tę gorączkę?

Teraz przejdę do istnej perełki tego artykułu. Ostatnio tak się złożyło (jakim cudem – nie wiem), że w moje ręce trafił bezpłatny miesięcznik o zdrowiu pt.: „Świat zdrowia”. Znalazłem w nim bardzo interesujący artykuł: „Wszystko o grypie”. A w nim następującą treść, cytuję: „Niestety większość infekcji wywołują wirusy, na które antybiotyki nie działają. Dodatkowo nieuzasadnione przyjmowanie antybiotyków niszczy florę bakteryjną organizmu, co powoduje obniżenie jego odporności.” Z tą treścią zgadzam się w 100, a nawet 200%. Gotów jestem się pod tym podpisać zarówno lewą, jak i prawą ręką, choć jestem tylko leworęczny. Dla niedowiarków pod każdym akapitem zamieszczam skan z tego artykułu.

infekcje

Ale w tym samym artykule znajdujemy dwie ramki, które sugerować mogą, że znajduje się w nich wyjątkowo ważne informacje. I w istocie tak jest. Pierwsza prezentuje trzy zalecane sposoby przeciw działania grypie. Znów pozwolę sobie dokładnie zacytować: „Zalecenia American Heart Association (AHA) i American College Of Cardiology (ACC): Coroczne szczepienie przeciw grypie jako profilaktyka u chorych na chorobę wieńcową i inne choroby spowodowane miażdżycą. Zalecane szczepienia dzieci i dorosłych z chorobami przewlekłymi układu sercowo-naczyniowego i cukrzycą. Szczepienie przeciw grypie jako ochrona przed wystąpieniem zdarzeń sercowo-naczyniowych u osób z rozpoznaną chorobą układu sercowo-naczyniowego.” Dlaczego po przeczytaniu zawartości tej ramki mam wrażenie, że to z lekka bełkot? Szczepienie dobre zawsze i na wszystko! I pomijam w tym miejscu fakt, że z reguły szczepionka przeciw grypie zawiera środek konserwujący o nazwie thimerosal, który w 50% składa się z rtęci.

zalecenia

Przejdźmy jednak do kolejnej bardzo ważnej ramki. Myślę, że to jest HIT (!) całego artykułu: „Jak się produkuje szczepionkę przeciw grypie: Jest to skomplikowany sposób, w którym płodne zarodki kurzego jaja zakaża się 3 wirusami grypy – różnego podtypu A – dwa wirusy i jeden typ B. oczywiście każdy zarodek tylko jednym wirusem potem się je hoduje, następnie prowadzi system oczyszczania, (mój dopisek: UWAGA! a następnie) miesza się z różnymi antybiotykami…” (sic!) To w szczepionce są antybiotyki? Do jasnej anielki, pytam się – po co, skoro antybiotyki (jak sami napisali), nie działają na wirusy? A może najlepiej niech wszyscy się zaszczepią, będzie więcej ludzi z obniżoną odpornością, a co za tym idzie więcej zarobią na chemicznych lekach ich producenci! Mi osobiście nie mieści mi się to w głowie – a Wam? Choć w sumie, patrząc na to wszystko, co serwuje nam współczesna wielka farmacja (nie mylić z medycyną), zaczynam to rozumieć.

szczepionki

Jak już jestem przy szczepieniach, to pozwólcie, że zaprezentuję poniższy tekst, który stanowi fragment dłuższej wypowiedzi prof. Doroty Majewskiej, zamieszczonej na blogu Jarka Kefira: „W niektórych krajach bardzo silnie promowana jest stosowana do nosa szczepionka dla dzieci „przeciw grypie” (FluMist), która zawiera żywe wirusy. Są dowody, że jest ona źródłem zarażeń czy nawet epidemii grypy wśród dzieci i ich rodzin. Dzieci nieszczepione zarażają się wirusami od zaszczepionych i zarażają swoje rodziny. Wielu ludzi, którzy się kiedyś zaszczepili przeciw grypie, wkrótce po szczepieniu szczególnie ciężko chorowało na grypę i miało po niej ciężkie powikłania. Szczepionki przeciwgrypowe mogą być rozsadnikiem groźnych epidemii, natomiast jest brak wiarygodnych dowodów, że chronią one przed grypą. Dziś wiemy, że taka sytuacja miała prawdopodobnie miejsce w 1918 r., kiedy wybuchła pandemia grypy wkrótce po szczepieniach żołnierzy, która zabiła kilkadziesiąt milionów ludzi. A to w dodatku doprowadziło do innych okaleczeń i poważnych chorób poszczepiennych.”

Źródło oryginalnego tekst oraz polskiego tłumaczenia w stopce artykułu

Dobra, pewnie teraz mógłby ktoś spytać: Skoro zbijanie gorączki jest złe, usuwanie objawów nie do końca właściwe, a szczepienia zupełną pomyłką – to jak się ustrzec przed jesiennym przeziębieniem lub grypą? Pierwszą i podstawową zasadą jest podniesienie poziomu odporności całego organizmu. Częściowo pisałem o tym w poście na moim blogu pt.: „Jedyna taka reklama”. Nasz organizm jest tak fantastycznym „mechanizmem”, że jeśli tylko nauczymy się słuchać tego, co nam podszeptuje, przestaniemy go ciągle podtruwać i choć trochę wspomożemy go właściwymi witaminami i mikroelementami, to jest on w stanie wyjść niemal z każdej jednej przypadłości. Niejednokrotnie dużo poważniejszej niż zwykłe przeziębienie czy grypa.

Tak więc co jeszcze można zrobić. Może powiem, co ja sam stosuję w takich wypadkach. Przede wszystkim staramy się zmniejszyć do minimum spożywanie cukrów (w szczególności białego, który w niczym już nie przypomina swojego pierwowzoru, czyli buraka cukrowego), wspomagamy się naturalną witaminą C, florą bakteryjną, enzymami trawiennymi i wyciągiem z czosnku.

Dodatkowo warto pomyśleć o zastosowaniu kilku w miarę dostępnych ziół, takich jak np. lipa, syrop z malin, domowej roboty syrop z cebuli z dodatkiem cytryny. Ponadto można się jeszcze wspomóc Echinaceą, która w sposób znaczący podnosi wydolność systemu immunologicznego w czasie przeziębienia, grypy czy innej infekcji. Zioło to w pewnym sensie działa na nasz układ odpornościowy jak turbosprężarka na osiągi silnika. Należy jednak pamiętać, by echinaceę przyjmować maksymalnie przez dwa tygodnie, a następnie odstawić na przynajmniej tydzień. Dzięki temu osiągniemy lepsze efekty, a dodatkowo nie przyzwyczaimy naszego organizmu do ciągłej pracy na „doładowaniu”. To, co ważne w przypadku stosowania Jeżówki purpurowej (polska nazwa tego zioła), by sięgać po echinaceę, jak tylko zauważy się pierwsze oznaki przeziębienia.

Kolejnymi dwoma przydatnymi „specyfikami” na tytułowe przypadłości jesienno-zimowe są srebro koloidalne oraz ksylitom. Może właśnie od tego ostatniego zacznę. Jak można znaleźć na Wikipedii, ksylitol to słodki w smaku, naturalnie występujący alkohol polihydroksylowy. Najczęstszym źródłem pozyskiwania jego jest drewno brzozowe (stąd inna jego nazwa to cukier brzozowy). Jako jedyny substytut cukru pozostawia w naszych organizmach odczyn zasadowy, dzięki czemu w znaczącym stopniu przyczynia się do regulacji naszej gospodarki kwasowo-zasadowej. Dzięki temu posiada udowodnione działanie przeciwpróchnicze, o ponad 80-procentowej skuteczności. Ksylitol jest cukrem pięciowęglowym, co oznacza, że ma właściwości bakteriobójcze i bakteriostatyczne. Osłabia on przyczepność bakterii do błon i uniemożliwia im rozmnażanie.

Teraz parę słów o srebrze koloidalnym. Od dawien dawna znano pożyteczne właściwości srebra. Już w starożytności wykorzystywano srebro jako środek bakteriobójczy, pito ze srebrnych pucharów, wrzucano srebrne monety do mleka lub wody, by przedłużyć świeżość oraz trwałość tych płynów. Tymczasem w Europie, podczas epidemii dżumy w XIV wieku, bogaci rodzice dawali swoim dzieciom do ssania srebrne łyżeczki jako sposób na zarazę. Stąd też wzięło się w krajach anglosaskich przysłowie: „Urodzić się ze srebrną łyżką w ustach”. Srebro wywołuje efekt podobny do antybiotyków, zwiększało w czasie epidemii szanse tych dzieci na przeżycie. Natomiast w Niemczech w XIX wieku odkryto, że łagodny roztwór srebra działa odkażająco w przypadku stanów zapalnych oczu, jednocześnie nie podrażniając śluzówki. Tak więc znane już od ponad 90 lat srebro koloidalne zostało uznane za naturalne lekarstwo.

Obecnie srebro koloidalne nadal cenione jest za swe właściwości lecznicze. Jest to bezbarwny roztwór składający się w 99,9 procentach z czystych cząsteczek srebra, o średnicy od około 0,001 do 0,01 mikronów, zawieszonych w wodzie. Zażywanie srebra koloidalnego zaleca się szczególnie w przypadku takich przypadłości jak: zapalenia zatok, przeziębienie, grypa, katar, kaszel, zapalenie gardła. Wspomaga również leczenie anginy, pomaga w przypadku drożdżycy pochwy i wałów paznokciowych, skóry, paznokci, stóp, dłoni czy pleśniawki jamy ustnej. Srebro koloidalne pomaga też goić rany na ciele, oparzenia, odmrożenia. Niszcząc bakterie, jednocześnie przyczynia się szybszej regeneracji uszkodzonego naskórka, dzięki czemu po zagojeniu ran nie pozostają blizny. Tak więc, moim skromnym zdaniem, warto wprowadzić na stałe do domowej apteczki dobry preparat srebra koloidalnego.

Na sam koniec pozostaje mi wszystkim czytającym życzyć jak najmniejszej ilości gryp, przeziębień, antybiotyków, szczepionek i innych tego typu efektów przez cały tegoroczny sezon. Życzę również, abyśmy wszyscy jak najszybciej mogli uznać kolejny mediany sezon grypowy za zamknięty.

Źródło oryginalnego tekst oraz polskiego tłumaczenia:

http://www.ageofautism.com/2011/10/up-your-nose.html

http://tinyurl.com/5rek3zo

Wprowadź kilka prostych zmian do swojego życia, by uniknąć większości szalejących chorób cywilizacyjnych, a także poprawić swoje samopoczucie oraz zdrowie, tak by móc cieszyć się nim przez długie lata.

Zapraszam na Blog PRO – Zdrowotny

Wielkie korporacje wprowadzają ludzi w psychozę. Mocny, skandalizujący tekst!

Wielkie korporacje wprowadzają ludzi w psychozę. Mocny, skandalizujący tekst!

Dziś postanowiłem napisać parę zdań o tym, jak potężny jest wpływ propagandy mediów i wielkich korporacji na każdego z nas, bez wyjątku. Można powiedzieć, że przecież każdy ma swój rozum, że od tego jest mózg by go używać.. W takim razie: co robi w Twoim domu proszek Vizir, skoro to sama chemia, w dodatku najdroższa na rynku? Dlaczego używasz pasty Colgate, skoro jest droga i zawiera szkodliwy fluor? Albo: dlaczego i z jakich powodów się depilujesz – czy chodzi tylko o wygodę? Nie ukrywam, że w tym tekście chodzi mi o tzw „higienę”, a raczej o otoczkę absurdu, jaka wokół tego narosła. Higiena, czystość, sterylność to chyba najbardziej przeładowana współczesną mitologią dziedzina naszego codziennego życia.

Zaczynamy:

  1. mydła antybakteryjne. To wynalazek ostatniej dekady bądź dwóch dekad. Są to produkty zupełnie nowe, ostatnio intensywnie reklamowane w mediach. Mają one zabijać 99% bakterii i dawać sterylną czystość.
    Tylko jakie wady ma taka sterylna do przesady „czystość”? Po pierwsze, mydła takie niszczą skórę i wyjaławiają jej naturalną florę bakteryjną. A to może spowodować rozwój.. grzybicy! A także zakażeń typowo bakteryjnych, gdyż flora bakteryjna jest zachwiana i w każdej chwili może zostać gwałtownie skolonizowana przez nowe, agresywne szczepy bakterii, które nie napotykają na takiej wyjałowionej skórze swoich naturalnych wrogów – innych bakterii.

Po drugie, tego typu mydła sprzyjają powstawaniu bakterii – mutantów, odpornych nie tylko na wszelkiego rodzaju mydła, ale także na antybiotyki. Jest takie przysłowie: „dobrymi chęciami piekło wybrukowane”..
Poza tym, te antybakteryjne środki wędrują, razem ze ściekami – do strumieni, rzek, jezior, mórz, zakłócając i wyjaławiając te ekosystemy. Jest to tragiczne w skutkach – nowe zmutowane szczepy bakterii, gatunki inwazyjne, itp. Być może ogólne zanieczyszczenie środowiska i zmiany w ekosystemie wirusów / bakterii odpowiadają za tzw apokalipsę pszczół – czyli masowe wymieranie pszczół, pierwszy raz zauważone około 2006 roku w USA. We Francji do 2011 roku wyginęło 97% rodzin pszczelich.

  1. artykuły do zmywarek – reklamowane są trzy typy: płyny bądź kostki do mycia naczyń – to wydaje się być zrozumiałe, choć lepiej już myć naczynia nieszkodliwym ludwikiem, niż bombardować je chemią. Ale to nie wszystko, bowiem ostatnim hitem są specjalne kostki czyszczące.. zmywarki, jak i środki zapachowe dodawane do mycia naczyń (oprócz kostek), by naczynia ładnie pachniały. I oczywiście, były sterylne – bo dziś sterylna czystość to współczesna odmiana średniowiecznego „strachu przed ciemnym ludem” czy też odpowiednik czarnych Wołg z lat 50-tych XX wieku. Nasze społeczeństwa są po prostu chore na punkcie jakichkolwiek bakterii czy wirusów. Tajemnicą poliszynela jest to, że aż 2 kilogramy naszego ciała to.. bakterie, nasi naturalni posłańcy. Gdyby nie bakterie, życie biologiczne na Ziemi byłoby niemożliwe. I co, mamy wszystkie te pożyteczne bakterie wytłuc chemią, antybiotykami, radiacją? Czy wkrótce wpadną na pomysł traktowania żywności promieniami rentgena, jak zawsze – „dla naszego dobra” i w służbie wszędobylskiej sterylności?
  2. antybiotyki. Kiedyś w latach 90-tych antybiotykami traktowano każdego, kto tylko dwa razy zakaszlał i udał się do lekarza. Antybiotyki stosowano masowo, na ogromną skalę i najczęściej bez żadnego medycznego uzasadnienia. Antybiotyki traktowano tak, jak dziś się traktuje szczepionki – czyli „cudowne panaceum na wszystko i dla każdego”. Rezultaty tego postępowania to powstanie superbakterii odpornych nawet na wankomycynę czy streptomycynę. Spowodowało to coraz większy opór społeczeństwa, który szybko trafił do środowisk medycznych, i dziś antybiotyki mają ogromną opozycję w postaci wielu lekarzy, którzy poszli w końcu po rozum do głowy. Mam nadzieję, że tak samo sprawa potoczy się w sprawie szkodliwych i niepotrzebnych nikomu szczepionek, a za 10, 20 lat będziemy traktować szczepionki tak samo, jak teraz traktujemy upuszczanie krwi, elektrowstrząsy czy lobotomię.

  3. depilacja. Wokół tej tematyki narosło chyba najwięcej legend, ciemnoty i mitów. Zacznijmy od początku. Jeszcze w latach 90-tych depilacja okolic intymnych, u obu płci, była czymś zbędnym i niepotrzebnym. Sytuację zmieniły.. produkcje pornograficzne, gdzie od lat 90-tych XX wieku występują tylko „poprawne politycznie” cipki, czyli wyglądające tak, jak u pięcioletniej dziewczynki. Sorry za brutalność, ale mi wydepilowane krocze kojarzy się wyłącznie z osobnikami niedojrzałymi płciowo, tudzież: nie akceptującymi swojej seksualności, naturalności, biegu lat.. Freud miałby wiele do powiedzenia w tej tematyce. Bowiem można zaryzykować tezę, że współczesny trend, by golić okolice intymne (u obu płci!) bierze się z głęboko ukrytych skłonności pedofilskich. Pedofileje nam całe społeczeństwo, nie tylko księża.

Branie przykładu z produkcji pornograficznych jest chyba największym przejawem zezwierzęcenia, jakiego może doznać człowiek. Mi zawsze takie produkcje kojarzyły się z moimi kolegami-kogucikami z LO, którzy ślinili się na każdy kawałek cyca u koleżanek. Gdzie się podziała ich godność? Ośmielę się powiedzieć, że w przypadku ortodoksyjnych zwolenników depilacji wszystkiego, istnieje większe prawdopodobieństwo zachowań pedofilskich niż u osób akceptujących swoją seksualność, naturalność.

  1. szczepionki. O szkodliwości szczepień piszę i trąbię non stop, więc nie będę poruszał tutaj tej tematyki. Dodam tylko, że dzisiejsza pandemia coraz większej ilości szczepień jest związania właśnie z psychozą sterylnej czystości, która ogarnęła społeczeństwo. Lęk przed bakteriami i wirusami jest celowo wyolbrzymiany wręcz do niewyobrażalnych rozmiarów. Na tym kokosy zbijają eugeniczne korporacje-kartele – farmaceutyczne czy produkujące środki czystości. Absurdem jest to, że powstały szczepionki na choroby takie, jak: odra, świnka, różyczka, grypa, biegunka dziecięca, a nawet – biegunka dorosłych czy opryszczka. W latach 60-tych XX wieku grypę leczono naturalnymi sposobami znanymi dziesiątki tysięcy lat lub nawet więcej.. A ile lat ma ta Wasza „nowoczesna medycyna” – 50? Może 70 lat? Co to jest w skali 200.000 lat istnienia ludzkości? Bóg tak stworzył świat, by można było większość chorób wyleczyć za pomocą ziół, roślin, owoców, diety, grzybów, minerałów i witamin – itp.

Paranoja czystości i sterylności, strach przed bakteriami sprawiły, że zamiast edukować społeczeństwo i uczyć zdrowego trybu życia, naturalnego wzmacniania odporności – produkuje się taśmowo szczepionki, które niczego nie rozwiązują. problem w postaci wpieprzania fast-foodów, zażywania chemii, palenia papierosów i picia alkoholu – nadal pozostaje. ale kto to zauważy – wystarczy przecież kilka razy do roku dać się ukłuć i po problemie..

Ja bym proponował wymyślenie szczepionki na:
-chciwość, korupcję, geszefciarstwo;
-złodziejstwo, niemoralność, nieetyczność;
I zaaplikować takie szczepionki wszystkim politykom, pracownikom korporacji farmaceutycznych, lekarzom i ich rodzinkom, celebrytom i ludziom mediów, a także „ekspertom” zaprzedanym korporacjom.

Szczepienia: pytania do eksperta. 18 pytań, które powalą na łopatki każdego dilera chemii

Szczepienia: pytania do eksperta. 18 pytań, które powalą na łopatki każdego dilera chemii

Cytuję: „Aby wytrącić broń z ręki strony przeciwnej:

  1. Dlaczego „eksperci” przy okazji mówienia o potencjalnych zagrożeniach ze strony tiomersalu jak mantrę przywołują argument, że „puszka tuńczyka zawiera więcej rtęci niż szczepionka”? Przecież nikt nie daje niemowlęciu tuńczyka, a tym bardziej nie w postaci zastrzyku z pominięciem naturalnych barier systemu immunologicznego?
  2. Dlaczego szczepi się dzieci od pierwszych godzin ich życia, mimo iż ich system odpornościowy jest nierozwinięty, a jednocześnie zwleka się z podawaniem pierwszych posiłków poza mlekiem matki, powołując się na argument niedojrzałości układu pokarmowego?

  3. Dlaczego „eksperci” wypieraja się związku autyzmu z szczepionkami zawierającymi tiomersal i wirus odry (MMR), skoro w badaniach stwierdza się u dzieci dotkniętych tą chorobą nagromadzenie rtęci w organizmie i problemy z jej wydaleniem oraz często wirus odry wbudowany w ściany jelita?

  4. Dlaczego dawek szczepionek nie dopasowuje się do wagi dziecka, mając na uwadze fakt, iż nowo narodzone dziecko może mieć poniżej 2 kg, ale też ponad 4 kg, a mimo to dostają taką samą dawkę szczepionki (adiuwabtów, konserwantów, substancji czynnej)?

  5. Skoro zaprzecza się związkowi szczepień z nagłym pojawieniem się autyzmu po szczepieniu i tłumaczy się ten fakt tylko zbieżnością czasową nie przesunie się tych szczepień na inny okres, który pozwoliłby obiektywnie ocenić te sytuacje?

  6. Czym tłumaczyć fakt, iż w krajach, w których przesunięto pierwsze szczepienia na dalszy okres (np. w Japoni), spadła liczba zgonów niemowląt definiowanych jako SIDS (nagła śmierć łóżeczkowa) często wiązana ze szczepieniem DTP?

  7. Dlaczego kraje skandynawskie realizujące bardzo ostrożny program szczepień, mimo mniejszej liczby szczepień i mniejszej wyszczepialności, mogą się poszczycić mniejszą zachorowalnością na choroby zakaźne i NOPów?

  8. Dlaczego nie ma ogólnodostępnej bazy danych o NOPach na wzór VEARS, a PZH wydaje jedynie coroczne biuletyny zatytułowane „Szczepienia ochronne”, które prawdę mówiąc nie są umieszczone w widocznym miejscu na stronie www tylko ukryte głęboko, tak że osoba nieobeznana z tematem będzie mieć problemy z ich znalezieniem?

  9. Dlaczego reklamy szczepień nie zawierają ostrzeżenia „jak każdy lek, szczepionka może wywoływać działania niepożądane, przed użyciem przeczytaj ulotkę, na której znajdziesz działania niepożądane” i odwołują się do negatywnych emocji, mimo iż jest to zabronione prawem?

  10. Dlaczego przy prezentacji tematu szczepień w programach TV dobiera się „ekspertów” w sposób – zaprasza się grono zwolenników wszelkich szczepień, którzy zdominowują dyskusję i ewentualnie tylko jedną osobę, która kwestionuje obecny kształt polskiej wakcynologii? Dlaczego osoby świadomie podejmujące decyzje w kwestii szczepień nazywa się oszołomami, nieukami, sektą itp?

  11. Dlaczego nie zauważa się faktu, iż wiele koncernów farmaceutycznych produkujących szczepionki wywodzi się z koncernu II Rzeszy IG Farben, który eksperymentował także ze szczepionkami na więźniach (zarówno dorosłych jak i dzieciach) obozów koncentracyjnych? Skąd mamy pewność, że teraz my nie jesteśmy przedmiotem eksperymentów? Dlaczego mamy wierzyć, że koncernom zależy na naszym zdrowiu a nie na pieniądzach, skoro zdrowy pacjent przestaje być ich klientem?

  12. Dlaczego „profilaktycznie” szczepie się wszystkie dzieci a nie stawia na naturalną profilaktykę ukłądu odpornościowego, chociażby przez zdrową dietę – żywność bez GMO, pestycydów, nawozów, zioła, homeopatię itp oraz propagowanie tej wiedzy?

  13. Dlaczego lekarzom płaci się za liczbę pacjentów chorych, często odwiedzających gabinet, a nie za liczbę osób wyleczonych? Dlaczego medycyna skupia się na chorobach i maskowaniu ich objawów bez poznania przyczyn, a lekarze nie uczą się o zdrowiu i sposobach jego zachowania, profilaktyki?

  14. Dlaczego przed szczepieniem dziecka NIE PYTA SIĘ RODZICA O ZGODĘ na ten zabieg? Przecież jest to zabieg medyczny jak każdy inny, w dodatku zabieg podwyższonego ryzyka – patrz ulotka ze szczepionki lub wykaz niepożądanych odczynów poszczepiennych z rozporządzenia Ministra Zdrowia z 2002 roku.

  15. do eksperta prawnika: czy straszenie rodziców sankcjami karno-administracyjnym na podstawie ustawy, która już dawno nie obowiązuje (ustawa z 1963 r.) jest zgodne z prawem?

  16. Czy pan/pani lekarz szczepi swoje dzieci?!

  17. Czy można poprosić o wyjaśnienie, jak to możliwe, by bezpieczeństwo i mechanizm działania szczepionek w ludzkim organizmie były dowiedzione naukowo, wziąwszy pod uwagę fakt, że procesy farmakokinetyczne (farmakokinetyka bada procesy wchłaniania, dystrybucji, metabolizmu i wydalania składników leku przez ustrój) szczepionek nie zostały nigdy przebadane czy przeanalizowane w żadnym badaniu dotyczącym szczepionek?
    Jednym z najistotniejszych elementów wpływających na toksyczny potencjał szczepionki są jej właściwości farmakokinetyczne. Firmy farmaceutyczne i organizacje opieki zdrowotnej odmawiają przeprowadzenia badań, analizy czy ewaluacji właściwości farmakokinetycznych jakiejkolwiek szczepionki.

W całej historii szczepień nie znajdzie się jedno badanie z podwójnie ślepą próbą i grupą kontrolną placebo, które dowiodłoby ich bezpieczeństwa lub skuteczności bądź działania (chyba, że pojmowanego jako spowodowanie uszczerbku na zdrowiu). Nie istnieją również żadne badania z grupą kontrolną przeprowadzone w jakimkolwiek kraju, które w obiektywny sposób dowiodłyby, że szczepionki miały bezpośredni i znaczący wpływ na zmniejszenie ilości zachorowań na jakąkolwiek chorobę, w jakiejkolwiek części świata.
Każde z badań, w których próbowano zweryfikować bezpieczeństwo i skuteczność szczepień, wykazywało niezbicie karcenogenne, mutagenne, neurotoksyczne działanie szczepień oraz ich negatywny wpływ na płodność. Adwokaci szczepień nie odnoszą się do wyników tych badań.

  1. Czy można prosić o naukowe uzasadnienie, w jaki sposób szczepionka może być wymierzona przeciwko wirusowi znajdującemu się w organizmie danej osoby, jeśli u osoby tej nie znajdujemy dokładnie takiej samej konfiguracji lub takiego samego szczepu wirusa, co konfiguracja/szczepy, przeciwko którym stworzono szczepionkę?

Źródło nieznane

Prawda o kształceniu lekarzy

Prawda o kształceniu lekarzy

Cytuję: „Niestety dzisiaj mamy patologiczną sytuację. Lekarzy bardzo długo i dogłębnie uczy się na studiach, jak diagnozować choroby. Natomiast prawie w ogóle nie potrafią oni leczyć, bo nie posiadają po studiach praktycznie żadnej wiedzy z dziedziny farmacji. Jest to paradoksalne, że leczyć nie potrafi ktoś, kto zwie się lekarzem, ale taka jest nasza smutna rzeczywistość. Panowie w białych kitlach nie wiedzą, jak stosować leki i w jakich dawkach je przepisywać. Uzupełniają później te braki w wykształceniu całkiem chałupniczo, podczas praktyki lekarskiej, eksperymentując na swoich pacjentach.

To dlatego lekarze w opisie choroby posługują się łaciną, aby pacjent nie wiedział, na co jest chory i żeby nie musieć pacjentowi tłumaczyć, co się psuje w jego organizmie. Jest to sprytny wytrych ukrywający lekarską niewiedzę, czyli niekompetencję. Przeciętny lekarz nie ma pojęcia, jak działa chemia organizmu, ponieważ ostatnie zajęcia z chemii miał jeszcze w liceum.

Do skutecznego leczenia ludzi nie wystarczy poznać schematy postępowania. Niestety takie właśnie schematy rzemiosła lekarskiego (nazywanie ich zawodu sztuką jest nieporozumieniem) wtłaczają do swoich głów na specjalizacjach. Zgodnie z metodyką – taka choroba, taka kolejność postępowania i stosowania kolejnych specyfików. Nie ma w takim nauczaniu żadnej głębszej refleksji, zrozumienia stanu chorobowego, jego przyczyn i możliwych dróg rozwiązania.

Nadmierne wypisywanie leków przez lekarzy jest wynikiem ich niedouczenia z zakresu farmacji oraz skorumpowania przez nagrody, jakie dostają oni od koncernów farmaceutycznych. Każdy lekarz musi nieustannie podnosić swoje kwalifikacje. Za to wszystko płacą firmy farmaceutyczne, których nadrzędnym i jedynym celem jest sprzedawanie leków. Będą więc one za pośrednictwem lekarzy wciskali ludziom nie tylko te dawki substancji, które leczą, lecz przede wszystkim te dawki, które szkodzą. Co więcej, ciągłe nakłanianie do stosowania przeróżnych leków i spełnienia oczekiwań firm farmaceutycznych powoduje coraz częstsze pojawianie się u klientów służby zdrowia lekowych interakcji. Lekarze nie wiedzą prawie niczego o interakcjach, jest to bowiem wiedza chemiczna – farmakologiczna, której nikt nie wymagał od nich ani na studiach, ani w dalszej nauce na specjalizacjach.

Farmakologię, czyli naukę o lekach i o chemicznym leczeniu, przekazuje się przyszłemu lekarzowi zaledwie w ciągu dziesięciu miesięcy, z pięcioletniego okresu studiów. Co więcej, wiedzę tę wykłada się lekarzom w sposób okrojony i nieskuteczny. Polega on na suchym zapamiętywaniu formułek, ponieważ rozumowa i systemowa nauka o działaniu na człowieka leków wymagałaby wpierw zapoznania lekarza z wiedzą chemiczną. Lekarzom na studiach w ogóle nie wykłada się chemii, przez co nie potrafią oni zrozumieć większości pojęć związanych z interakcjami chemicznymi substancji aktywnych, czyli zrozumieć podstawowych pojęć związanych z leczeniem człowieka lekami i działaniami tychże na ludzki organizm.

Zmusza się studentów do bezrozumowego zapamiętania najczęstszych interakcji fizjologicznych, nie ucząc ich niczego o interakcjach chemicznych. Ta wiedza szybko opuszcza ich głowy, bo czego się nie rozumie, a zapomni – nie można potem w umyśle odtworzyć. Potem świeżo upieczonych lekarzy wysyła się na „rynek ochrony zdrowia”, czyli propagacji i podtrzymywania stanu chorobowego. Jest on bowiem pełen specjalistów od marketingu firm farmaceutycznych i to z dostarczonych przez nich tendencyjnych materiałów, młodzi lekarze dowiadują się, jak powinni leczyć ludzi.”
http://oczyszerokozamkniete.wordpress.com/2009/12/30/koncerny-farmaceutyczne/

Wielkomiejskie lemingi i korpo-ludki zamieniły tę dzielnicę w piekło..

Opowiem Wam swoją historię. Moja dzielnica była spokojnym i sielskim miejscem. Ot, typowe polskie globowisko. Ale do czasu. Oto bowiem banki razem z kartelem deweloperów zawarły umowę typu: „my obniżamy marże i oprocentowanie kredytów, a wy będziecie jeszcze dłuuuugo sprzedawać ciasne klitki po 500.000 złotych”. Tak więc na moją zieloną dzielnicę wkroczyły buldożery, koparki, i inne dymiące parą, spalinami, wyziewami silnikowymi maszyny. W ciągu kilku tygodni zielona kraina zmieniła się niemal w księżycowy, postindustrialny krajobraz. Raj utracony – paradise disowned.

Wielkie jak wieże apartamentowce, bloki mieszkalne, szeregowce jak i zwykłe domki jednorodzinne wiły się w górę w zastraszającym tempie. Kredyciarskie rodzinki nie mogły się doczekać na przeprowadzenie się do dopiero co budowanych mieszkanek, i już w trakcie budowy przychodzili. Niedospani, ledwo urwani „na chwilkę” z pracy, by coś podpisać, by pooglądać i z dumą, pychą, pomyśleć sobie: „to wszystko jest moje, zapracowałem na to swoimi rencami„, jednocześnie pogardliwie spoglądając na nasze dawne osiedle, z ostatnim skraweczkiem zieleni..

Widywałem ich często, niektórzy przychodzili prosto z pracy, w garniakach, z czarnymi okularami markowej firmy Police, i to bez względu na porę roku czy intensywność słonecznego oświetlenia.. Ta grupa, tzw korpo-świnie, była chyba najbardziej zestresowaną grupą, jaką kiedykolwiek widziałem na dzielni – wiecznie zerkający na zegarek, nękani telefonami a to od szefa, a to od złośliwych bab z sąsiednich departamentów ich korporacji. Komunikowali się przez markowe ajfony, ajpady czy inne ustrojstwo, nerwowo gestykulując dłońmi i wykonując groteskowe miny, grymasy twarzy. Ton głosu był w zależności od stopnia dzwoniącego: jeśli to był szef, to wiadomo, ton przyciszony, potulny, mający znamiona znerwicowania. Wiadomo – korpo-ludek nie może w niczym podskoczyć szefowi, najlepiej gdyby miał język dokładnie takiej długości, jak jelito grube szefa wielkiego korpo. Gdyż dziś, w dobie tuskowatej zielonej wyspy szczęścia, wypada już tylko wchodzić szefowi w tyłek, trzeba ten tyłek grzecznie lizać.

Inaczej sytuacja się przedstawiała, gdy do wiecznie zestresowanego korpo-ludka, z trzęsącymi się rękoma, dzwoni osoba z innego wydziału bądź nie daj Boże podwładny. Wtedy hulaj dusza, piekła nie ma – ton głosu śmiały, bardzo donośny, no typowe wielkomiejskie panisko, z korzeniami w podlaskiej, zachodniopomorskiej czy rzeszowskiej wiosce, dechami zabitej. Imponujący styl, jakim posługuje się wtedy taki korpo-ludek, to niemal to samo, co zaznaczanie terytoriów łowieckich przez koguciki co dopiero im zastrzyk hormonów uderzył do główki. „Bo ja tu jestem panem, ja jestem pan i władca, na swoim!” – zdaje się mówić, choć tak naprawdę nigdy nie miałby odwagi powiedzieć tego komuś wyżej postawionemu. Za odwagę trzeba płacić, strach jest za darmo..

Tak więc minął rok, wielkie budowy dobiegły końca, i mój skrawek zieleni zmienił się w ogromne, sypialniane suburb rodem z amerykańskiego filmu.. ale filmu grozy. Gdyż powiadają mądrzy ludzie: wsioka ze wsi wyciągniesz, ale wsi z wsioka – nigdy nie wyciągniesz.. Wieśniacka mentalność zadłużonego po uszy noworysza-narcyza, co myśli, że pana Boga za nogi złapał, bo zarabia 5000 zeta i ma kredyt, daje o sobie znać na każdym kroku. Nasza sielska dzielnica, nasz zielony raj, za sprawą kredyciarzy na ciepłych posadkach załatwionych przez rodzinkę, w ciągu mniej niż dwóch lat zmienił się w prawdziwe piekło na Ziemi..

Oto bowiem, zimą, wieczorami, dało się czuć porażający, wygryzający nozdrza smród palonych plastików. Zrobiłem małe śledztwo i przekonałem się, że.. to kredyciarze z domków jednorodzinnych palą w kominkach i piecach śmieci różnego rodzaju, gdyż po pierwsze: skąpią na opał, „bo kredyt mam, panie”, a po drugie – albo w ogóle nie mają podpisanej umowy na wywóz śmieci, albo mają pod domkiem maleńki, plastikowy koszyk, i wizytę śmieciary raz na miesiąc lub rzadziej.. I z tym jest związany kolejny mankament życia z „młodymi, zadłużonymi z wielkich miast” – lemingami z wypranymi móżdżkami.

Otóż kredyciarze z monumentalnych szeregowców i wieleset metrowych pałacyków, zaczęli podrzucać śmieci do naszego, dzielnicowego śmietnika! Śmieci było tak dużo, tak strasznie śmierdziało, tyle os latało wokół, że najpierw mieliśmy kontrolę sanitarną. A potem prywatny właściciel firmy ds. wywózki śmieci, narzucił naszym biednym przecież lokatorom, nową umowę na wywóz śmieci, wielce dla nas niekorzystną. Tak więc musieliśmy, z własnej kieszeni, wybudować wiatę i ogrodzenie nad naszymi śmietnikami, by kredyciarze nie podrzucali nam swoich odpadków. Ale i to nie przemogło prostactwa i fantazji niektórych kredyciarzy-koryciarzy: otóż kilku z nich niby „pożyczyło” klucze od starszych wiekiem i nie kumających osób z naszej dzielnicy, i zwyczajnie je skopiowało! Widziałem sam, jak pan w średnim wieku z chyba największego i najbardziej wypasionego domku jednorodzinnego, podrzuca nam śmieci.Podrzucając nam śmieci miał na sobie garniak Gucciego, na ręku złoty roleks, no i klasyka – okulary przeciwsłoneczne, choć było dopiero rano. Wynosił on stertę gazet „zły”, tych z lat 90-tych XX wieku – gazet opisujących wszelkie zbrodnie i zboczeństwa. Kolekcja tych gazet była naprawdę imponująca, miał chyba wszystkie numery!

Koniec końców, miałem wielką satysfakcję, gdy go zobaczyłem, bowiem wziąłem go za habety i dostał taką plombę w ryj, że się przewrócił! Do swojej ulubionej, 14 godzinnej pracy poszedł z wybitym zębem.. Za dwa dni zobaczyłem go w miejscowym sklepie ze świeżutką koronką wstawioną w miejsce zęba, który mu wybiłem. Wybulił za to zapewne z 10.000 lub więcej. Poznałem to po tym, że ten sztuczny ząb (koronka) był lśniąco biały, i to kontrastowało na tle wręcz brązowawej żółci reszty zębów.. Popatrzyłem tylko na niego z politowaniem, po czym opowiedziałem tę historię Heńkowi, mojemu znajomemu sprzedawcy z tego sklepu. Chłop postawił mi za to flaszkę i podziękował w imieniu całej dzielnicy! Od tej pory żaden z kredyciarzy nie podrzuca nam śmieci..

Ale to nie koniec przyjemności obcowania z młodymi, zadłużonymi z wielkich miast. Oto bowiem ich dzieci, wychowane bezstresowo w imię neoliberalizmu i ducha tolerancji, wolnej miłości, zaczęły okupować place zabaw na naszej dzielnicy, przeganiając nasze dzieci. Dochodziło do bójek, pobić, dwie sprawy skończyły się w sądzie, z wyrokami na korzyść mieszkańców naszej dzielnicy. Dzieciaki kredyciarzy piły alkohol, paliły papierosy na naszej dzielnicy, sikały na nasze budynki i bramy. Jeden z nich zaczął dilować marichuaną kupowaną od innego dilera. Trafił do poprawczaka.. Przetarł tym samym kryminalne szlaki innym dzieciom noworyszy. Koniec końców, musieliśmy się znowu złożyć i wybudować wielki płot wokół naszych dwóch placów zabaw.

Osobnym tematem są imprezki urządzane przez bogaczy na kredytach. Ja mieszkam właśnie na samym skraju mojej dzielnicy, tam, gdzie kiedyś był piękny i zielony park, teraz stoją betonowe, szkaradne potworki dla kredyciarzy. Widzę często, co dzieje się w piątkowe i sobotnie wieczory, gdy korpo-świnie są wreszcie spuszczane ze smyczy niewolnictwa korporacyjnego. Normą jest seks na balkonie, raz nawet widziałem trzy osoby to robiące! Nazajutrz na trawniku pod ich blokami można znaleźć puszki i plastiki po najtańszym piwie, np marki „tesco”. Leżą tam czasami papiery po salcesonie, opakowania po zestawach Mc donalds, czy też kebabach, także puszki po paprykarzu szczecińskim i.. pełno zużytych prezerwatyw..

Ale najgorsze wydarzyło się, gdy odurzony alkoholem i narkotykami gość imprezki kredyciarskiej, będący w maniakalnym, ostatnim stadium delirium tremens, wyrzucił przez okno nowiutki, wielgachny telewizor plazmowy gospodarza. Wtedy zaczęła się bójka, myślałem, że gospodarz wypchnie tego gościa z balkonu, a to przecież ten blok-koszmarek ma 10 pięter.. Wezwałem policję, filmowałem całe zajście z okna, dostarczyłem dowodów w sprawie sądowej. W końcu mogło się coś komuś stać. Na odchodne, gdy gościa zabierała policja, gospodarz mu mówił: „wiesz ile ja kredytu mam na ten telewizor? To był full wypas, a ty wyrzuciłeś to za okno! Jesteś trupem!” – a całość okraszona takim stekiem bluzg, że musiałem aż zmówić kilka zdrowasiek i różaniec, by to zapomnieć bez traumy dla mojej psychiki..