Wielkie korporacje wprowadzają ludzi w psychozę. Mocny, skandalizujący tekst!

Wielkie korporacje wprowadzają ludzi w psychozę. Mocny, skandalizujący tekst!

Dziś postanowiłem napisać parę zdań o tym, jak potężny jest wpływ propagandy mediów i wielkich korporacji na każdego z nas, bez wyjątku. Można powiedzieć, że przecież każdy ma swój rozum, że od tego jest mózg by go używać.. W takim razie: co robi w Twoim domu proszek Vizir, skoro to sama chemia, w dodatku najdroższa na rynku? Dlaczego używasz pasty Colgate, skoro jest droga i zawiera szkodliwy fluor? Albo: dlaczego i z jakich powodów się depilujesz – czy chodzi tylko o wygodę? Nie ukrywam, że w tym tekście chodzi mi o tzw „higienę”, a raczej o otoczkę absurdu, jaka wokół tego narosła. Higiena, czystość, sterylność to chyba najbardziej przeładowana współczesną mitologią dziedzina naszego codziennego życia.

Zaczynamy:

  1. mydła antybakteryjne. To wynalazek ostatniej dekady bądź dwóch dekad. Są to produkty zupełnie nowe, ostatnio intensywnie reklamowane w mediach. Mają one zabijać 99% bakterii i dawać sterylną czystość.
    Tylko jakie wady ma taka sterylna do przesady „czystość”? Po pierwsze, mydła takie niszczą skórę i wyjaławiają jej naturalną florę bakteryjną. A to może spowodować rozwój.. grzybicy! A także zakażeń typowo bakteryjnych, gdyż flora bakteryjna jest zachwiana i w każdej chwili może zostać gwałtownie skolonizowana przez nowe, agresywne szczepy bakterii, które nie napotykają na takiej wyjałowionej skórze swoich naturalnych wrogów – innych bakterii.

Po drugie, tego typu mydła sprzyjają powstawaniu bakterii – mutantów, odpornych nie tylko na wszelkiego rodzaju mydła, ale także na antybiotyki. Jest takie przysłowie: „dobrymi chęciami piekło wybrukowane”..
Poza tym, te antybakteryjne środki wędrują, razem ze ściekami – do strumieni, rzek, jezior, mórz, zakłócając i wyjaławiając te ekosystemy. Jest to tragiczne w skutkach – nowe zmutowane szczepy bakterii, gatunki inwazyjne, itp. Być może ogólne zanieczyszczenie środowiska i zmiany w ekosystemie wirusów / bakterii odpowiadają za tzw apokalipsę pszczół – czyli masowe wymieranie pszczół, pierwszy raz zauważone około 2006 roku w USA. We Francji do 2011 roku wyginęło 97% rodzin pszczelich.

  1. artykuły do zmywarek – reklamowane są trzy typy: płyny bądź kostki do mycia naczyń – to wydaje się być zrozumiałe, choć lepiej już myć naczynia nieszkodliwym ludwikiem, niż bombardować je chemią. Ale to nie wszystko, bowiem ostatnim hitem są specjalne kostki czyszczące.. zmywarki, jak i środki zapachowe dodawane do mycia naczyń (oprócz kostek), by naczynia ładnie pachniały. I oczywiście, były sterylne – bo dziś sterylna czystość to współczesna odmiana średniowiecznego „strachu przed ciemnym ludem” czy też odpowiednik czarnych Wołg z lat 50-tych XX wieku. Nasze społeczeństwa są po prostu chore na punkcie jakichkolwiek bakterii czy wirusów. Tajemnicą poliszynela jest to, że aż 2 kilogramy naszego ciała to.. bakterie, nasi naturalni posłańcy. Gdyby nie bakterie, życie biologiczne na Ziemi byłoby niemożliwe. I co, mamy wszystkie te pożyteczne bakterie wytłuc chemią, antybiotykami, radiacją? Czy wkrótce wpadną na pomysł traktowania żywności promieniami rentgena, jak zawsze – „dla naszego dobra” i w służbie wszędobylskiej sterylności?
  2. antybiotyki. Kiedyś w latach 90-tych antybiotykami traktowano każdego, kto tylko dwa razy zakaszlał i udał się do lekarza. Antybiotyki stosowano masowo, na ogromną skalę i najczęściej bez żadnego medycznego uzasadnienia. Antybiotyki traktowano tak, jak dziś się traktuje szczepionki – czyli „cudowne panaceum na wszystko i dla każdego”. Rezultaty tego postępowania to powstanie superbakterii odpornych nawet na wankomycynę czy streptomycynę. Spowodowało to coraz większy opór społeczeństwa, który szybko trafił do środowisk medycznych, i dziś antybiotyki mają ogromną opozycję w postaci wielu lekarzy, którzy poszli w końcu po rozum do głowy. Mam nadzieję, że tak samo sprawa potoczy się w sprawie szkodliwych i niepotrzebnych nikomu szczepionek, a za 10, 20 lat będziemy traktować szczepionki tak samo, jak teraz traktujemy upuszczanie krwi, elektrowstrząsy czy lobotomię.

  3. depilacja. Wokół tej tematyki narosło chyba najwięcej legend, ciemnoty i mitów. Zacznijmy od początku. Jeszcze w latach 90-tych depilacja okolic intymnych, u obu płci, była czymś zbędnym i niepotrzebnym. Sytuację zmieniły.. produkcje pornograficzne, gdzie od lat 90-tych XX wieku występują tylko „poprawne politycznie” cipki, czyli wyglądające tak, jak u pięcioletniej dziewczynki. Sorry za brutalność, ale mi wydepilowane krocze kojarzy się wyłącznie z osobnikami niedojrzałymi płciowo, tudzież: nie akceptującymi swojej seksualności, naturalności, biegu lat.. Freud miałby wiele do powiedzenia w tej tematyce. Bowiem można zaryzykować tezę, że współczesny trend, by golić okolice intymne (u obu płci!) bierze się z głęboko ukrytych skłonności pedofilskich. Pedofileje nam całe społeczeństwo, nie tylko księża.

Branie przykładu z produkcji pornograficznych jest chyba największym przejawem zezwierzęcenia, jakiego może doznać człowiek. Mi zawsze takie produkcje kojarzyły się z moimi kolegami-kogucikami z LO, którzy ślinili się na każdy kawałek cyca u koleżanek. Gdzie się podziała ich godność? Ośmielę się powiedzieć, że w przypadku ortodoksyjnych zwolenników depilacji wszystkiego, istnieje większe prawdopodobieństwo zachowań pedofilskich niż u osób akceptujących swoją seksualność, naturalność.

  1. szczepionki. O szkodliwości szczepień piszę i trąbię non stop, więc nie będę poruszał tutaj tej tematyki. Dodam tylko, że dzisiejsza pandemia coraz większej ilości szczepień jest związania właśnie z psychozą sterylnej czystości, która ogarnęła społeczeństwo. Lęk przed bakteriami i wirusami jest celowo wyolbrzymiany wręcz do niewyobrażalnych rozmiarów. Na tym kokosy zbijają eugeniczne korporacje-kartele – farmaceutyczne czy produkujące środki czystości. Absurdem jest to, że powstały szczepionki na choroby takie, jak: odra, świnka, różyczka, grypa, biegunka dziecięca, a nawet – biegunka dorosłych czy opryszczka. W latach 60-tych XX wieku grypę leczono naturalnymi sposobami znanymi dziesiątki tysięcy lat lub nawet więcej.. A ile lat ma ta Wasza „nowoczesna medycyna” – 50? Może 70 lat? Co to jest w skali 200.000 lat istnienia ludzkości? Bóg tak stworzył świat, by można było większość chorób wyleczyć za pomocą ziół, roślin, owoców, diety, grzybów, minerałów i witamin – itp.

Paranoja czystości i sterylności, strach przed bakteriami sprawiły, że zamiast edukować społeczeństwo i uczyć zdrowego trybu życia, naturalnego wzmacniania odporności – produkuje się taśmowo szczepionki, które niczego nie rozwiązują. problem w postaci wpieprzania fast-foodów, zażywania chemii, palenia papierosów i picia alkoholu – nadal pozostaje. ale kto to zauważy – wystarczy przecież kilka razy do roku dać się ukłuć i po problemie..

Ja bym proponował wymyślenie szczepionki na:
-chciwość, korupcję, geszefciarstwo;
-złodziejstwo, niemoralność, nieetyczność;
I zaaplikować takie szczepionki wszystkim politykom, pracownikom korporacji farmaceutycznych, lekarzom i ich rodzinkom, celebrytom i ludziom mediów, a także „ekspertom” zaprzedanym korporacjom.

Szczepienia: pytania do eksperta. 18 pytań, które powalą na łopatki każdego dilera chemii

Szczepienia: pytania do eksperta. 18 pytań, które powalą na łopatki każdego dilera chemii

Cytuję: „Aby wytrącić broń z ręki strony przeciwnej:

  1. Dlaczego „eksperci” przy okazji mówienia o potencjalnych zagrożeniach ze strony tiomersalu jak mantrę przywołują argument, że „puszka tuńczyka zawiera więcej rtęci niż szczepionka”? Przecież nikt nie daje niemowlęciu tuńczyka, a tym bardziej nie w postaci zastrzyku z pominięciem naturalnych barier systemu immunologicznego?
  2. Dlaczego szczepi się dzieci od pierwszych godzin ich życia, mimo iż ich system odpornościowy jest nierozwinięty, a jednocześnie zwleka się z podawaniem pierwszych posiłków poza mlekiem matki, powołując się na argument niedojrzałości układu pokarmowego?

  3. Dlaczego „eksperci” wypieraja się związku autyzmu z szczepionkami zawierającymi tiomersal i wirus odry (MMR), skoro w badaniach stwierdza się u dzieci dotkniętych tą chorobą nagromadzenie rtęci w organizmie i problemy z jej wydaleniem oraz często wirus odry wbudowany w ściany jelita?

  4. Dlaczego dawek szczepionek nie dopasowuje się do wagi dziecka, mając na uwadze fakt, iż nowo narodzone dziecko może mieć poniżej 2 kg, ale też ponad 4 kg, a mimo to dostają taką samą dawkę szczepionki (adiuwabtów, konserwantów, substancji czynnej)?

  5. Skoro zaprzecza się związkowi szczepień z nagłym pojawieniem się autyzmu po szczepieniu i tłumaczy się ten fakt tylko zbieżnością czasową nie przesunie się tych szczepień na inny okres, który pozwoliłby obiektywnie ocenić te sytuacje?

  6. Czym tłumaczyć fakt, iż w krajach, w których przesunięto pierwsze szczepienia na dalszy okres (np. w Japoni), spadła liczba zgonów niemowląt definiowanych jako SIDS (nagła śmierć łóżeczkowa) często wiązana ze szczepieniem DTP?

  7. Dlaczego kraje skandynawskie realizujące bardzo ostrożny program szczepień, mimo mniejszej liczby szczepień i mniejszej wyszczepialności, mogą się poszczycić mniejszą zachorowalnością na choroby zakaźne i NOPów?

  8. Dlaczego nie ma ogólnodostępnej bazy danych o NOPach na wzór VEARS, a PZH wydaje jedynie coroczne biuletyny zatytułowane „Szczepienia ochronne”, które prawdę mówiąc nie są umieszczone w widocznym miejscu na stronie www tylko ukryte głęboko, tak że osoba nieobeznana z tematem będzie mieć problemy z ich znalezieniem?

  9. Dlaczego reklamy szczepień nie zawierają ostrzeżenia „jak każdy lek, szczepionka może wywoływać działania niepożądane, przed użyciem przeczytaj ulotkę, na której znajdziesz działania niepożądane” i odwołują się do negatywnych emocji, mimo iż jest to zabronione prawem?

  10. Dlaczego przy prezentacji tematu szczepień w programach TV dobiera się „ekspertów” w sposób – zaprasza się grono zwolenników wszelkich szczepień, którzy zdominowują dyskusję i ewentualnie tylko jedną osobę, która kwestionuje obecny kształt polskiej wakcynologii? Dlaczego osoby świadomie podejmujące decyzje w kwestii szczepień nazywa się oszołomami, nieukami, sektą itp?

  11. Dlaczego nie zauważa się faktu, iż wiele koncernów farmaceutycznych produkujących szczepionki wywodzi się z koncernu II Rzeszy IG Farben, który eksperymentował także ze szczepionkami na więźniach (zarówno dorosłych jak i dzieciach) obozów koncentracyjnych? Skąd mamy pewność, że teraz my nie jesteśmy przedmiotem eksperymentów? Dlaczego mamy wierzyć, że koncernom zależy na naszym zdrowiu a nie na pieniądzach, skoro zdrowy pacjent przestaje być ich klientem?

  12. Dlaczego „profilaktycznie” szczepie się wszystkie dzieci a nie stawia na naturalną profilaktykę ukłądu odpornościowego, chociażby przez zdrową dietę – żywność bez GMO, pestycydów, nawozów, zioła, homeopatię itp oraz propagowanie tej wiedzy?

  13. Dlaczego lekarzom płaci się za liczbę pacjentów chorych, często odwiedzających gabinet, a nie za liczbę osób wyleczonych? Dlaczego medycyna skupia się na chorobach i maskowaniu ich objawów bez poznania przyczyn, a lekarze nie uczą się o zdrowiu i sposobach jego zachowania, profilaktyki?

  14. Dlaczego przed szczepieniem dziecka NIE PYTA SIĘ RODZICA O ZGODĘ na ten zabieg? Przecież jest to zabieg medyczny jak każdy inny, w dodatku zabieg podwyższonego ryzyka – patrz ulotka ze szczepionki lub wykaz niepożądanych odczynów poszczepiennych z rozporządzenia Ministra Zdrowia z 2002 roku.

  15. do eksperta prawnika: czy straszenie rodziców sankcjami karno-administracyjnym na podstawie ustawy, która już dawno nie obowiązuje (ustawa z 1963 r.) jest zgodne z prawem?

  16. Czy pan/pani lekarz szczepi swoje dzieci?!

  17. Czy można poprosić o wyjaśnienie, jak to możliwe, by bezpieczeństwo i mechanizm działania szczepionek w ludzkim organizmie były dowiedzione naukowo, wziąwszy pod uwagę fakt, że procesy farmakokinetyczne (farmakokinetyka bada procesy wchłaniania, dystrybucji, metabolizmu i wydalania składników leku przez ustrój) szczepionek nie zostały nigdy przebadane czy przeanalizowane w żadnym badaniu dotyczącym szczepionek?
    Jednym z najistotniejszych elementów wpływających na toksyczny potencjał szczepionki są jej właściwości farmakokinetyczne. Firmy farmaceutyczne i organizacje opieki zdrowotnej odmawiają przeprowadzenia badań, analizy czy ewaluacji właściwości farmakokinetycznych jakiejkolwiek szczepionki.

W całej historii szczepień nie znajdzie się jedno badanie z podwójnie ślepą próbą i grupą kontrolną placebo, które dowiodłoby ich bezpieczeństwa lub skuteczności bądź działania (chyba, że pojmowanego jako spowodowanie uszczerbku na zdrowiu). Nie istnieją również żadne badania z grupą kontrolną przeprowadzone w jakimkolwiek kraju, które w obiektywny sposób dowiodłyby, że szczepionki miały bezpośredni i znaczący wpływ na zmniejszenie ilości zachorowań na jakąkolwiek chorobę, w jakiejkolwiek części świata.
Każde z badań, w których próbowano zweryfikować bezpieczeństwo i skuteczność szczepień, wykazywało niezbicie karcenogenne, mutagenne, neurotoksyczne działanie szczepień oraz ich negatywny wpływ na płodność. Adwokaci szczepień nie odnoszą się do wyników tych badań.

  1. Czy można prosić o naukowe uzasadnienie, w jaki sposób szczepionka może być wymierzona przeciwko wirusowi znajdującemu się w organizmie danej osoby, jeśli u osoby tej nie znajdujemy dokładnie takiej samej konfiguracji lub takiego samego szczepu wirusa, co konfiguracja/szczepy, przeciwko którym stworzono szczepionkę?

Źródło nieznane

Prawda o kształceniu lekarzy

Prawda o kształceniu lekarzy

Cytuję: „Niestety dzisiaj mamy patologiczną sytuację. Lekarzy bardzo długo i dogłębnie uczy się na studiach, jak diagnozować choroby. Natomiast prawie w ogóle nie potrafią oni leczyć, bo nie posiadają po studiach praktycznie żadnej wiedzy z dziedziny farmacji. Jest to paradoksalne, że leczyć nie potrafi ktoś, kto zwie się lekarzem, ale taka jest nasza smutna rzeczywistość. Panowie w białych kitlach nie wiedzą, jak stosować leki i w jakich dawkach je przepisywać. Uzupełniają później te braki w wykształceniu całkiem chałupniczo, podczas praktyki lekarskiej, eksperymentując na swoich pacjentach.

To dlatego lekarze w opisie choroby posługują się łaciną, aby pacjent nie wiedział, na co jest chory i żeby nie musieć pacjentowi tłumaczyć, co się psuje w jego organizmie. Jest to sprytny wytrych ukrywający lekarską niewiedzę, czyli niekompetencję. Przeciętny lekarz nie ma pojęcia, jak działa chemia organizmu, ponieważ ostatnie zajęcia z chemii miał jeszcze w liceum.

Do skutecznego leczenia ludzi nie wystarczy poznać schematy postępowania. Niestety takie właśnie schematy rzemiosła lekarskiego (nazywanie ich zawodu sztuką jest nieporozumieniem) wtłaczają do swoich głów na specjalizacjach. Zgodnie z metodyką – taka choroba, taka kolejność postępowania i stosowania kolejnych specyfików. Nie ma w takim nauczaniu żadnej głębszej refleksji, zrozumienia stanu chorobowego, jego przyczyn i możliwych dróg rozwiązania.

Nadmierne wypisywanie leków przez lekarzy jest wynikiem ich niedouczenia z zakresu farmacji oraz skorumpowania przez nagrody, jakie dostają oni od koncernów farmaceutycznych. Każdy lekarz musi nieustannie podnosić swoje kwalifikacje. Za to wszystko płacą firmy farmaceutyczne, których nadrzędnym i jedynym celem jest sprzedawanie leków. Będą więc one za pośrednictwem lekarzy wciskali ludziom nie tylko te dawki substancji, które leczą, lecz przede wszystkim te dawki, które szkodzą. Co więcej, ciągłe nakłanianie do stosowania przeróżnych leków i spełnienia oczekiwań firm farmaceutycznych powoduje coraz częstsze pojawianie się u klientów służby zdrowia lekowych interakcji. Lekarze nie wiedzą prawie niczego o interakcjach, jest to bowiem wiedza chemiczna – farmakologiczna, której nikt nie wymagał od nich ani na studiach, ani w dalszej nauce na specjalizacjach.

Farmakologię, czyli naukę o lekach i o chemicznym leczeniu, przekazuje się przyszłemu lekarzowi zaledwie w ciągu dziesięciu miesięcy, z pięcioletniego okresu studiów. Co więcej, wiedzę tę wykłada się lekarzom w sposób okrojony i nieskuteczny. Polega on na suchym zapamiętywaniu formułek, ponieważ rozumowa i systemowa nauka o działaniu na człowieka leków wymagałaby wpierw zapoznania lekarza z wiedzą chemiczną. Lekarzom na studiach w ogóle nie wykłada się chemii, przez co nie potrafią oni zrozumieć większości pojęć związanych z interakcjami chemicznymi substancji aktywnych, czyli zrozumieć podstawowych pojęć związanych z leczeniem człowieka lekami i działaniami tychże na ludzki organizm.

Zmusza się studentów do bezrozumowego zapamiętania najczęstszych interakcji fizjologicznych, nie ucząc ich niczego o interakcjach chemicznych. Ta wiedza szybko opuszcza ich głowy, bo czego się nie rozumie, a zapomni – nie można potem w umyśle odtworzyć. Potem świeżo upieczonych lekarzy wysyła się na „rynek ochrony zdrowia”, czyli propagacji i podtrzymywania stanu chorobowego. Jest on bowiem pełen specjalistów od marketingu firm farmaceutycznych i to z dostarczonych przez nich tendencyjnych materiałów, młodzi lekarze dowiadują się, jak powinni leczyć ludzi.”
http://oczyszerokozamkniete.wordpress.com/2009/12/30/koncerny-farmaceutyczne/

Wielkomiejskie lemingi i korpo-ludki zamieniły tę dzielnicę w piekło..

Opowiem Wam swoją historię. Moja dzielnica była spokojnym i sielskim miejscem. Ot, typowe polskie globowisko. Ale do czasu. Oto bowiem banki razem z kartelem deweloperów zawarły umowę typu: „my obniżamy marże i oprocentowanie kredytów, a wy będziecie jeszcze dłuuuugo sprzedawać ciasne klitki po 500.000 złotych”. Tak więc na moją zieloną dzielnicę wkroczyły buldożery, koparki, i inne dymiące parą, spalinami, wyziewami silnikowymi maszyny. W ciągu kilku tygodni zielona kraina zmieniła się niemal w księżycowy, postindustrialny krajobraz. Raj utracony – paradise disowned.

Wielkie jak wieże apartamentowce, bloki mieszkalne, szeregowce jak i zwykłe domki jednorodzinne wiły się w górę w zastraszającym tempie. Kredyciarskie rodzinki nie mogły się doczekać na przeprowadzenie się do dopiero co budowanych mieszkanek, i już w trakcie budowy przychodzili. Niedospani, ledwo urwani „na chwilkę” z pracy, by coś podpisać, by pooglądać i z dumą, pychą, pomyśleć sobie: „to wszystko jest moje, zapracowałem na to swoimi rencami„, jednocześnie pogardliwie spoglądając na nasze dawne osiedle, z ostatnim skraweczkiem zieleni..

Widywałem ich często, niektórzy przychodzili prosto z pracy, w garniakach, z czarnymi okularami markowej firmy Police, i to bez względu na porę roku czy intensywność słonecznego oświetlenia.. Ta grupa, tzw korpo-świnie, była chyba najbardziej zestresowaną grupą, jaką kiedykolwiek widziałem na dzielni – wiecznie zerkający na zegarek, nękani telefonami a to od szefa, a to od złośliwych bab z sąsiednich departamentów ich korporacji. Komunikowali się przez markowe ajfony, ajpady czy inne ustrojstwo, nerwowo gestykulując dłońmi i wykonując groteskowe miny, grymasy twarzy. Ton głosu był w zależności od stopnia dzwoniącego: jeśli to był szef, to wiadomo, ton przyciszony, potulny, mający znamiona znerwicowania. Wiadomo – korpo-ludek nie może w niczym podskoczyć szefowi, najlepiej gdyby miał język dokładnie takiej długości, jak jelito grube szefa wielkiego korpo. Gdyż dziś, w dobie tuskowatej zielonej wyspy szczęścia, wypada już tylko wchodzić szefowi w tyłek, trzeba ten tyłek grzecznie lizać.

Inaczej sytuacja się przedstawiała, gdy do wiecznie zestresowanego korpo-ludka, z trzęsącymi się rękoma, dzwoni osoba z innego wydziału bądź nie daj Boże podwładny. Wtedy hulaj dusza, piekła nie ma – ton głosu śmiały, bardzo donośny, no typowe wielkomiejskie panisko, z korzeniami w podlaskiej, zachodniopomorskiej czy rzeszowskiej wiosce, dechami zabitej. Imponujący styl, jakim posługuje się wtedy taki korpo-ludek, to niemal to samo, co zaznaczanie terytoriów łowieckich przez koguciki co dopiero im zastrzyk hormonów uderzył do główki. „Bo ja tu jestem panem, ja jestem pan i władca, na swoim!” – zdaje się mówić, choć tak naprawdę nigdy nie miałby odwagi powiedzieć tego komuś wyżej postawionemu. Za odwagę trzeba płacić, strach jest za darmo..

Tak więc minął rok, wielkie budowy dobiegły końca, i mój skrawek zieleni zmienił się w ogromne, sypialniane suburb rodem z amerykańskiego filmu.. ale filmu grozy. Gdyż powiadają mądrzy ludzie: wsioka ze wsi wyciągniesz, ale wsi z wsioka – nigdy nie wyciągniesz.. Wieśniacka mentalność zadłużonego po uszy noworysza-narcyza, co myśli, że pana Boga za nogi złapał, bo zarabia 5000 zeta i ma kredyt, daje o sobie znać na każdym kroku. Nasza sielska dzielnica, nasz zielony raj, za sprawą kredyciarzy na ciepłych posadkach załatwionych przez rodzinkę, w ciągu mniej niż dwóch lat zmienił się w prawdziwe piekło na Ziemi..

Oto bowiem, zimą, wieczorami, dało się czuć porażający, wygryzający nozdrza smród palonych plastików. Zrobiłem małe śledztwo i przekonałem się, że.. to kredyciarze z domków jednorodzinnych palą w kominkach i piecach śmieci różnego rodzaju, gdyż po pierwsze: skąpią na opał, „bo kredyt mam, panie”, a po drugie – albo w ogóle nie mają podpisanej umowy na wywóz śmieci, albo mają pod domkiem maleńki, plastikowy koszyk, i wizytę śmieciary raz na miesiąc lub rzadziej.. I z tym jest związany kolejny mankament życia z „młodymi, zadłużonymi z wielkich miast” – lemingami z wypranymi móżdżkami.

Otóż kredyciarze z monumentalnych szeregowców i wieleset metrowych pałacyków, zaczęli podrzucać śmieci do naszego, dzielnicowego śmietnika! Śmieci było tak dużo, tak strasznie śmierdziało, tyle os latało wokół, że najpierw mieliśmy kontrolę sanitarną. A potem prywatny właściciel firmy ds. wywózki śmieci, narzucił naszym biednym przecież lokatorom, nową umowę na wywóz śmieci, wielce dla nas niekorzystną. Tak więc musieliśmy, z własnej kieszeni, wybudować wiatę i ogrodzenie nad naszymi śmietnikami, by kredyciarze nie podrzucali nam swoich odpadków. Ale i to nie przemogło prostactwa i fantazji niektórych kredyciarzy-koryciarzy: otóż kilku z nich niby „pożyczyło” klucze od starszych wiekiem i nie kumających osób z naszej dzielnicy, i zwyczajnie je skopiowało! Widziałem sam, jak pan w średnim wieku z chyba największego i najbardziej wypasionego domku jednorodzinnego, podrzuca nam śmieci.Podrzucając nam śmieci miał na sobie garniak Gucciego, na ręku złoty roleks, no i klasyka – okulary przeciwsłoneczne, choć było dopiero rano. Wynosił on stertę gazet „zły”, tych z lat 90-tych XX wieku – gazet opisujących wszelkie zbrodnie i zboczeństwa. Kolekcja tych gazet była naprawdę imponująca, miał chyba wszystkie numery!

Koniec końców, miałem wielką satysfakcję, gdy go zobaczyłem, bowiem wziąłem go za habety i dostał taką plombę w ryj, że się przewrócił! Do swojej ulubionej, 14 godzinnej pracy poszedł z wybitym zębem.. Za dwa dni zobaczyłem go w miejscowym sklepie ze świeżutką koronką wstawioną w miejsce zęba, który mu wybiłem. Wybulił za to zapewne z 10.000 lub więcej. Poznałem to po tym, że ten sztuczny ząb (koronka) był lśniąco biały, i to kontrastowało na tle wręcz brązowawej żółci reszty zębów.. Popatrzyłem tylko na niego z politowaniem, po czym opowiedziałem tę historię Heńkowi, mojemu znajomemu sprzedawcy z tego sklepu. Chłop postawił mi za to flaszkę i podziękował w imieniu całej dzielnicy! Od tej pory żaden z kredyciarzy nie podrzuca nam śmieci..

Ale to nie koniec przyjemności obcowania z młodymi, zadłużonymi z wielkich miast. Oto bowiem ich dzieci, wychowane bezstresowo w imię neoliberalizmu i ducha tolerancji, wolnej miłości, zaczęły okupować place zabaw na naszej dzielnicy, przeganiając nasze dzieci. Dochodziło do bójek, pobić, dwie sprawy skończyły się w sądzie, z wyrokami na korzyść mieszkańców naszej dzielnicy. Dzieciaki kredyciarzy piły alkohol, paliły papierosy na naszej dzielnicy, sikały na nasze budynki i bramy. Jeden z nich zaczął dilować marichuaną kupowaną od innego dilera. Trafił do poprawczaka.. Przetarł tym samym kryminalne szlaki innym dzieciom noworyszy. Koniec końców, musieliśmy się znowu złożyć i wybudować wielki płot wokół naszych dwóch placów zabaw.

Osobnym tematem są imprezki urządzane przez bogaczy na kredytach. Ja mieszkam właśnie na samym skraju mojej dzielnicy, tam, gdzie kiedyś był piękny i zielony park, teraz stoją betonowe, szkaradne potworki dla kredyciarzy. Widzę często, co dzieje się w piątkowe i sobotnie wieczory, gdy korpo-świnie są wreszcie spuszczane ze smyczy niewolnictwa korporacyjnego. Normą jest seks na balkonie, raz nawet widziałem trzy osoby to robiące! Nazajutrz na trawniku pod ich blokami można znaleźć puszki i plastiki po najtańszym piwie, np marki „tesco”. Leżą tam czasami papiery po salcesonie, opakowania po zestawach Mc donalds, czy też kebabach, także puszki po paprykarzu szczecińskim i.. pełno zużytych prezerwatyw..

Ale najgorsze wydarzyło się, gdy odurzony alkoholem i narkotykami gość imprezki kredyciarskiej, będący w maniakalnym, ostatnim stadium delirium tremens, wyrzucił przez okno nowiutki, wielgachny telewizor plazmowy gospodarza. Wtedy zaczęła się bójka, myślałem, że gospodarz wypchnie tego gościa z balkonu, a to przecież ten blok-koszmarek ma 10 pięter.. Wezwałem policję, filmowałem całe zajście z okna, dostarczyłem dowodów w sprawie sądowej. W końcu mogło się coś komuś stać. Na odchodne, gdy gościa zabierała policja, gospodarz mu mówił: „wiesz ile ja kredytu mam na ten telewizor? To był full wypas, a ty wyrzuciłeś to za okno! Jesteś trupem!” – a całość okraszona takim stekiem bluzg, że musiałem aż zmówić kilka zdrowasiek i różaniec, by to zapomnieć bez traumy dla mojej psychiki..

Kilka zasad anonimowości w internecie – rozpowszechniajcie i dodawajcie swoje w komentarzach!

  1. posiadanie laptopa, a najlepiej kilku laptopów, kupionych za gotówkę, najlepiej np na bazarze.
  2. odrębne łącze do tzw „siedzenia” w necie, odrębne do pisania niepoprawnych politycznie tekstów. Do siedzenia w necie i przeglądania demotywatorów może być łącze stałe, zarejestrowane na imię i nazwisko. Do wrzucania niepoprawnych politycznie tekstów:
    -telefon 3G jako modem, nie kupiony na nazwisko, kupiony na allegro, na bazarze, w lombardzie bądź najlepiej z zagranicy, za gotówkę;
    -karta „internet pre paid”, najlepiej Orange bądź Plus. Karty „internet pre paid” Play nie obsługują częstotliwości GPRS (mniejsze miejscowości), zaś karty T mobile wychodzą zbyt drogo; trzeba się pospieszyć z kupnem np 10 – 20 takich kart pre paid „na zaś”, bo niedługo będą one rejestrowane na nazwisko, tak, jak we Włoszech;
  3. w miarę możliwości, zmienianie lokalizacji (czyli stacji bazowych telefonii GSM) laptopa, z którego piszesz niepoprawne politycznie posty. W miarę możliwości unikanie małych wsi, gdzie jest jedna stacja bazowa i mało mieszkańców  (łatwość namierzenia), unikanie monitoringu miejskiego i monitoringu w centrach handlowych itp.
  4. nie korzystanie z maili podczas anonimowego surfowania; maile wyłapuje system szpiegowski echelon. Jeśli musisz wysłać maila, np do innych niezależnych, lub by ostrzec bliskich – umówcie się wcześniej i zainstalujcie na Waszych kompach systemy szyfrujące maile.
  5. pisanie bloga na zagranicznych serwerach – USA (wordpress.com), Ekwador, Indonezja, Japonia itp itd. Unikanie blogowania w polskich domenach, gdzie serwery stoją na terytorium Polski.
  6. jeśli piszesz komentarz na polskim serwerze, używaj serwerów proxy high anonymous / anonymous, bramek proxy bądź sieci TOR.
  7. najlepiej używaj przez cały czas sieci TOR bądź nakładki TOR na firefoxa.
  8. pod żadnym pozorem, nigdy nie podawaj jakichkolwiek danych osobowych i innych wrażliwych danych:
    -imię i nazwisko;
    -adres zamieszkania, miasto województwo, kraj;
    -zdjęcia, jakiekolwiek fotografie;
    -status materialny, społeczny, zawodowy;
    -posiadane bogactwa, nałogi, słabości, wrażliwe tajemnice, choroby swoje, rodziny, przyjaciół;
    -i wiele wiele innych.
  9. stale poszerzaj swoją wiedzę informatyczną. Naucz się obsługi programów: combo fix, WWDC, zapór ogniowych.

Przykład niepożądanych odczynów poszczepiennych – 6 miesięcy w szpitalu i renta inwalidzka

z emaila:

cyt. „Myślę, ze dyskusję te należy zakończyc w prosty sposób:
Panie Marku – idziemy do apteki bierzemy te wszystkie szczepionki w kolejności takiej i w odstepach czasowych jak dostaja noworodki, niemowlęta czy małe dzieci, przeliczamy dawke z ich masy ciała na Pana masę ciała, dawkę stosownie zwielokratniamy i poczekamy na efekty. Myślę, ze to uczciwe i naukowe.  Za kilka lat poznamy odpowiedż, co się z Panem stanie i jak Pan przeżyje.

Ale zeby zaspokoić niecierpliwość i ciekawość czytelników napiszę, ze wiem o jednym takim przypadku, wiec będziemy wiedziec, czego się mniej więcej spodziewać. Mianowicie moja żyjąca obecnie w Niemczech siostra, gdzie szczepienia nie są obowiązkowe, opowiadała mi o jednej swojej znajomej z pracy, która przejęła się tak bardzo propagandą szczepieniową i ich „zbawiennym” wpływem, ze …

  • i tu uwaga – postanowiła sobie „odnowić” wszystkie szczepienia z dzieciństwa (!!) po uzyskaniu informacji od lekarzy, ze ich działanie ma ograniczony zakres czasowy od kilku do kilkunastu lat najwyzej.
    Więc ona też chciała „poczuć się chroniona” i w odpowiednich odstępach czasu zgłaszała się na poszczególne szczepienia. Po kilku dniach od przyjęcia kolejnej porcji „zbawczego ochraniacza” dostała zapaści i z  dziwnymi objawami trafiła do lokalnego szpitala.

I tu „najciekawszy” moment – nikt zlekarzy nie potrafił powiedzieć, co jej tak naprawdę jest i jak doprowadzić ja do normalnego funkcjonowania! Przez chyba kilka miesiecy stosowali różne rzeczy, po pół roku ostatecznie wypuscili ją ze szpitala w stanie umożliwającym samodzielne życie, osoba ta jest na rencie i co jakiś czas trafia do szpitala z różnymi dziwnymi dolegliwościami.
prawdopodobnie diagnoza byłaby taka, ze jej system odpornościowy po prostu „zwariował” od nadmiaru wstrzykiwanych biologicznych i chemicznych toksycznych substancji.

Pamietać przy tym należy, że praktyka zdaje się jest taka, ze dawka szczepionki dla dorosłego to zdaje się 2 krotość tego co dla dziecka, tak w kazdym razie jest w przypadku wzwB.

Pozdrawiam serdecznie czytających.