Czy jeszcze 100-200 lat temu istniała niesamowicie zaawansowana cywilizacja!?

Jeśli mówimy o Atlantydzie, to wspominamy myśli filozofa Platona i myślimy o czasach odległych, takich jak dziesięć tysięcy a nawet sto tysięcy lat temu. Cywilizacja Lemuria miała być jeszcze starsza niż Atlantyda i miała sobie liczyć setki tysięcy lub nawet miliony lat w przeszłość. Istnieje tajemnicza teoria, która ma wielką popularność, że zarządcy systemu co jakiś czas organizują naszej planecie tak zwane resety. Gdy jako ludzkość osiągamy pewien wysoki poziom technologii, ucywilizowania i przede wszystkim empatii, to wciskają guzik i rujnują naszą planetę, obracają w ruinę to, co stworzyliśmy. A z resztek tych, którzy przetrwali, na powrót czynią dzikusów.

Wielu ludzi interesujących się tak zwaną zakazaną archeologią zna mnóstwo dowodów na to, że taki reset miał miejsce tysiące lat temu. Cywilizacje starożytne ocaliły wiedzę, która potem uległą erozji, zapomnieniu, i przekształciła się w religie pogańskie z ich wiedzą o astronomii i malowidłami i rzeźbami przedstawiającymi kosmitów i ludzi w skafandrach astronautów. Widocznie naszym nadzorcom nie pasuje, gdy jesteśmy za bardzo cywilizowani, i tak jest przynajmniej od upadku Edenu i od rozpoczęcia Kali Yugi – czyli ery zepsucia i zła, ery, w której człowiek, zamiast żyć tysiące lat, żyje ledwie 70 – 120 lat, pośród chorób, niepełnosprawności, trudów i znoju.

Są też ludzie, którzy mówią o Wielkiej Lechii, czyli cywilizacji, która w czasach starożytnych miała być położona na terenach słowiańskich i która rzekomo walczyła z Cesarstwem Rzymskim. Wielka Lechia miała jednak zostać pokonana przez kościelnych następców Cesarstwa i schrystianizowana. Póki co, na Wielką Lechię nie ma wiele dowodów. A co, gdybym powiedział Ci, że są liczne dowody na to, że jeszcze 100, 200 lat temu, istniała wysoko rozwinięta cywilizacja, z wolną energią i innymi wynalazkami? I to dowody w postaci zdjęć i filmów video? Co, gdybym powiedział Ci, że pierwsza i druga wojna światowa były ostatnimi „wydarzeniami”, które tę cywilizację niszczyły na całej planecie? Zaś rzekoma eksplozja indonezyjskiego wulkanu w 1816 roku, która nie była eksplozją, ale czymś innym, była pierwszym wydarzeniem niszczącym tę cywilizację?

Czy to możliwe, że nasza współczesna historia jest AŻ TAK sfałszowana?

Teoria „Tartarii”, czyli globalnej cywilizacji bez granic, cywilizacji z wolną energią, wieżami Tesli, elektrycznymi pojazdami i tramwajami, nie znająca religii, z kościołami bez krzyży, ale z zamontowanymi na wieżyczkach tajemniczymi antenami, zbiera coraz większą popularność. Co więcej, na potwierdzenie tej teorii są wyjątkowo liczne dowody nie tylko zdjęciowe i filmowe, ale także.. archeologiczne. Wiele budowli współczesnych miast ma być wybudowanych na ogromnych fundamentach dawnych, megalitycznych budowli, które zostały zburzone.

Zobacz najpierw film video:

Przeczytaj artykuł poniżej:

Czytaj dalej „Czy jeszcze 100-200 lat temu istniała niesamowicie zaawansowana cywilizacja!?”

ZNISZCZENIE EDENU I TAJNA HISTORIA CYWILIZACJI

Poniżej: szkielet giganta znaleziony jakiś czas temu na świecie:

Tego typu znaleziska są na całym świecie, ale nie są podawane do wiadomości publicznej. Wg jednej z teorii, w czasach Edenu (czymkolwiek on był) na w atmosferze było więcej tlenu i dwutlenku węgla, panował prawie wszędzie klimat tropikalny, zaś atmosferę chroniła warstwa pary wodnej. Nie przypuszczała ona szkodliwego promieniowania mikrofalowego, gamma i rentgenowskiego ze słońca. Nasza gwiazda, Słońce, produkuje oprócz światła widzialnego całe spektrum promieniowania elektromagnetycznego. Nie jest ono obojętne dla ludzkiego zdrowia.

Gdy warstwa ta znikła podczas potopu, szkodliwe promieniowanie zaczęło docierać do powierzchni Ziemi, a ludzie zaczęli być podatni na różne choroby, a długość ich życia skróciła się z tysiąca do maksymalnie stu dwudziestu lat. Promieniowanie, które nam szkodzi, uszkadza DNA i powoduje burzę wolnych rodników. Przed tym wydarzeniem, w związku z tym, że w atmosferze było dużo więcej tlenu i dwutlenku węgla, wszystko było większe, bujniejsze, bardziej długowieczne.

Drzewa osiągały kilometr wysokości, rośliny dawały niesamowicie duże plony kilka razy w roku, do dziś zachowały się też skamieliny gigantycznych ssaków i owadów. Na Syberii odnajdywano skamieliny w wiecznej zmarzlinie lub w lodzie, których stan sugerował, że zamarzły nagle, w ciągu minut lub sekund. Skala kataklizmu, który spadł na edeniczną Ziemię, musiała być niewyobrażalnie wielka.

Czytaj dalej „ZNISZCZENIE EDENU I TAJNA HISTORIA CYWILIZACJI”

PORUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O RAJU UTRACONYM Z ZASKAKUJĄCYM ZAKOŃCZENIEM

Na odległej planecie, miliardy lat świetlnych od Ziemi, być może już w innym, sąsiednim wszechświecie, żyła sobie w pokoju wysoko rozwinięta cywilizacja. Oferowała ona swoim mieszkańcom wszystko, czego dusza zapragnie. Nie było tam codziennej szarpaniny i walki o byt. Na przykład jeśli psuło się urządzenie komunikacyjne, czyli odpowiednik naszego smartfona, tylko miliardy razy potężniejszego, to szło się do budki na rogu ulicy i drukowało na drukarce 3D nowe. Zresztą technika na tej planecie była bardzo trwała i niezawodna, a mieszkańcy nie czuli szaleńczej pogoni za tym, by co tydzień kupować nowy ciuch, co rok nowego smartfona a co pięć lat nowe auto.

Byli zbyt rozwinięci na takie zagrania. Mieszkańcy nie rywalizowali ze sobą, ale byli społeczeństwem opartym na współpracy. Ba! Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie znali oni pojęcia.. zła. Nikt nie musiał niczego kraść, bo wszystko co potrzebne było na wyciągnięcie ręki, czy też drukarki 3D. Jednocześnie nie mieli oni wygórowanych i non stop narastających potrzeb posiadania coraz to nowych i nowych rzeczy. Byli spokojni i mieli stabilne emocje, nie znali przemocy, znęcania się, morderstw. Żyli w spokoju po 1000 a nawet 1200 lat.

Jednak pewnego dnia w jednej z rodzin urodziło się niecodzienne, bardzo wredne dziecko. Zwróciło ono uwagę rodziców od najwcześniejszych miesięcy życia tym, że wszystkie zabawki chciało mieć dla siebie. Chciało mieć ich coraz więcej i więcej. Gdy poszło do przedszkola, zaczęło wykazywać zachowania, które szokowały nauczycieli i rodziców innych dzieci. Oni tych zachowań w ogóle nie rozumieli, i tym samym nie potrafili na nie reagować i się przed nimi bronić. Te zachowania to przemoc wobec dzieci i nauczycieli. Nauczycielki bezradnie patrzyły, jak to wredne i aroganckie aż do granic dziecko odbiera zabawki, chowa je do plecaka a potem bije inne dzieci. To było dla nich nie do wyobrażenia, że można dokonać kradzieży (w tym przypadku zabawki) i aktu przemocy (w tym przypadku bicia dzieci).

Wredne dziecko zostało zabrane z przedszkola, nie poszło też do szkoły. Tak doczekało pełnoletności, mieszkając z coraz bardziej przerażonymi rodzicami. Nastąpił ten dzień, w którym opuściło dom rodziców i nigdy do niego nie wróciło. Człowiek ten nie poszedł jak każdy osiemnastolatek do urzędu po przydział mieszkania, samochodu i urządzenia komunikacyjnego. Całe lata spędzał on na życiu jak włóczęga, a właściwie jak żul. Jeśli był głodny, to napadał kogoś, kto akurat miał jedzenie. Popełniał przy okazji masę przestępstw, bo obywatele tej planety nigdy nie mieli do czynienia z przemocą i nie potrafili się bronić. Stali bezradnie, zszokowani zachowaniami, których nie rozumieli, i pozwalali mu robić wszystko co chciał.

Przez te lata sprawa stała się coraz bardziej medialna, a człowiek ten, który przybrał imię „Adamus”, zyskał wielu zwolenników w czynieniu przemocy. Oni już wiedzieli czym jest przemoc i kradzież, wiedzieli jak czynić zło i jak się przed nim bronić. Najpierw tworzyli jedną, zwartą grupę, która coraz bardziej się powiększała. Potem co bardziej krewcy członkowie odłączali się i tworzyli własne, anarchistyczno-zbrojne grupy. Temat przemocy zaczął żyć w tamtejszych mediach. Obywatele tej dalekiej planety powoli zaczęli dochodzić do wniosku, że mają prawo się przed przemocą bronić.

Zaczęły powstawać zręby szkół samoobrony, szkoły psychologii. Obywatele tej planety po raz pierwszy zaczęli dostrzegać różnice między uległością a asertywnością. Różni guru samoobrony czy psychologii różnie pojmowali asertywność i promowali różne metody na jej zdobycie. Powstawały coraz to nowe poradniki, książki. Naukę zdobywania asertywności podzielono na dyscypliny akademickie, i każda widziała to zagadnienie inaczej. Powstały konflikty między guru psychologii, między nauczycielami samoobrony jak i pomiędzy pierwszymi akademickimi psychologami.

Był to czas zbrojeń wszystkich przeciwko wszystkim. Jednak obywatele, którzy zaczęli ćwiczyć asertywność, którzy poznali, czym jest przemoc i jak się przed nią bronić, zauważyli coś bardzo, ale to bardzo niepokojącego. Otóż oprócz tego, że zdobyli umiejętność obrony przed przemocą, oni sami zaczęli stosować przemoc. Byli i ofiarami, i katami. Nie potrafili już wrócić do dawnego, „bez-przemocowego” stanu ducha. Owszem, umieli już się bronić, ale sami od czasu do czasu byli sprawcami przemocy.

I nic nie mogli na to poradzić. Byli tym zszokowani. Chcieli być dawnymi empatami, ale już nie mogli. Im większa była psychoza strachu i chęć nauki obrony przed przemocą, tym bardziej narastały społeczne niepokoje. Ale nie tylko, bowiem przemoc zagościła do relacji, związków i rodzin. Człowiek, który obronił się przed atakiem na ulicy, z przerażeniem stwierdzał, że przecież on sam zaczął stosować różne formy przemocy wobec żony i dzieci. I byli wobec tego bezradni. Nie rozumieli dlaczego tak reagują. Choć chcieli przestać, to nie mogli zupełnie tych złych reakcji wyeliminować.

Niepokoje społeczne narastały coraz bardziej i bardziej. Pojawiały się coraz to nowsze, negatywne zjawiska. Otóż grupa rządzących dotychczas spokojnym, globalnym rządem, zaproponowała, by wiele praw obywatelskich zostało ograniczonych. Stworzyli pierwszą w ich historii formację wojskowo-policyjną, która patrolowała ulice ich miast. Ale co ciekawe, opinią publiczną zaczęły wstrząsać afery związane z policjantami, którzy po cichu współpracowali z pustoszącymi miasta rzezimieszkami. I sami policjanci, uzbrojeni po zęby, z wieloma przywilejami, nie raz i nie dwa zachowywali się brutalnie wobec spokojnych obywateli.

Pewnego razu pojawiły się kłótnie w dotychczas spójnym obozie rządzącym. Grupa buntowników przekonała kilkadziesiąt milionów obywateli, że ich doktryna lepiej poradzi sobie z narastającą falą przemocy. Buntownicy uważali, że rząd nie chce powrotu do starych, bezpiecznych czasów, tylko celowo zarządza „kryzysem przemocy”, który jest im na rękę. Buntownicy stworzyli doktrynę, która obiecywała ludziom to, co każda nasza, ziemska ideologia – czyli raj. Buntownicy głosili, że jeśli ich doktryna zostanie w całości wprowadzona w życie, to ich planeta wróci do starych, sielskich czasów gdy nie było przemocy.

Buntownicy wszczęli rebelię a potem wojnę domową, w wyniku której zginęło wielu obywateli planety. Po porozumieniu z rządem, dostali swój kawałek ziemi, wielkości naszej, ziemskiej Australii, blisko bieguna ich północnego. Miliony zwolenników buntowników musiało zostać przesiedlone, by mogli zamieszkać na wydzielonym dla nich kawałku ziemi. Po kilku latach przemoc nie tylko nie ustąpiła, ale wręcz się wzmogła. Ta daleka planeta została podzielona na kilka terytoriów z samodzielnym rządem. Każdy rząd uważał, że on najlepiej rozwiąże problem przemocy.

Każdy rząd uważał, że rządy sąsiednie robią wszystko źle, i spiskują przeciwko nim. Co ciekawe, na każdym terytorium tej planety powstawały mniejsze grupy buntowników, będące w opozycji do swojego rządu. Grupy buntowników tworzyły swoje własne doktryny i uważały, że poradziłyby sobie z sytuacją lepiej niż ich rządy. W pewnym momencie całą planetę ogarnęła gorączka wojenna. Rządy wzajemnie oskarżały się o spiskowanie przeciwko sobie, o podkradanie zasobów naturalnych i obywateli. Nikt nie zważał na opinie intelektualistów, którzy pospiesznie policzyli, że dóbr naturalnych starczy na niewyobrażalny czas 963 kwadryliardów lat. I że przy obecnej technice druku 3D zasoby są praktycznie niewyczerpywalne.

Broń skalarna, używana dawniej do korekcji ruchu meteorytów, komet czy planetoid, została użyta na ich planecie, przeciwko ludziom. Konsekwencje był straszne. Zatonęły całe kontynenty. Fala tsunami przepłynęła przez wszystkie oceany, wlewając się daleko wgłąb lądów, zatapiając miasta. Naraz aktywowało się około 2000 wulkanów, wypluwających miliardy ton popiołów do atmosfery. Zatrzęsła się ziemia, pierwszy raz w historii tej odległej planety. Skorupa ziemska w wielu miejscach została dosłownie rozerwana przez wstrząsy przekraczające naszą, ziemską skalę Richtera.

Tę hekatombę przeżyła dosłownie garstka ludzi z miliardów zamieszkujących wcześniej planetę. Nastała nuklearna zima, ziemia przestała praktycznie w ogóle rodzić. Niedobitki po apokalipsie chowały się głęboko w górskich jaskiniach. Klimat, ze spokojnego i łagodnego aż do porzygu, zmienił się na ekstremalnie zmienny. Niektóre miejsca zmieniły się w nieurodzajne pustynie. Na biegunach pojawiły się czapy lodowe. W wielu miejscach raz było lodowate zimno, a raz temperatura sięgała nawet 35 stopni.

Cała technologia i praktycznie cała wiedza zostały utracone. Ludzie którzy wyszli z jaskiń, musieli budować cywilizację od zera. Tworzyli małe, plemienne społeczności, oparte wyłącznie na prawie silniejszego. Nieliczni chcieli zachować choć cząstkę wiedzy dla potomnych. Malowali oni na ścianach jaskiń świat, który był przed apokalipsą. Równie ważne były podania przekazywane z ust do ust, z ojca na syna. Ludzie opowiadali o ogniu z nieba, o wielkim potopie, o gniewie „kogoś potężnego z rządu”.

Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie ulegały erozji i wypaczeniu przez nieubłagany ząb czasu. Potem potomkowie ocalałych nie mówili już o potężnych i złych ludziach z dawnych rządów. Ale opowiadali na przykład o każącej ręce Boga, która niebiańskim ogniem spaliła dwa miasta za grzechy ich mieszkańców. Nie mówili już o bohaterach z ruchu oporu, którzy chcieli powstrzymać rządy przed zniszczeniem planety. Ale mówili o potężnych, niebiańskich herosach, pół-ludziach, pół-bogach, którzy zbuntowali się przeciwko woli bogów i chcieli pomóc ludziom.

Ocalali budowali więc cywilizację od nowa. Cywilizacja nie była już oparta o empatię i współpracę, ale o rywalizację i prawo silniejszego. Obywatele tej odległej planety od wspólnoty plemiennej przeszli do warownych państw-miast, a potem do pierwszych imperiów. Kamienne drogi i akwedukty ponownie połączyły bezkresne rubieże tej planety, pierwszy raz od apokalipsy. Później na podstawie dawnych opowieści stworzono zręby zorganizowanych religii. Wprowadziły one dyscyplinę i porządek. Powoli z przerażonych dawną apokalipsą potomków jaskiniowców, ludzie tworzyli zręby cywilizacji rolniczo-przemysłowej.

Zorganizowane religie były tu niezbędnym skokiem ewolucyjnym, potrzebnym by powstrzymać barbarzyńskie żądze i popędy ludzi. Bez nich potomkowie jaskiniowców dalej byliby jaskiniowcami. W miarę postępu rolniczego i technicznego, zaczęli pojawiać się ludzie, którzy kwestionowali rolę religii. Uważali oni, że obywatele planety powinni kierować się logiką i rozumem, a nie bajkami sprzed tysięcy lat. Właśnie w tym czasie stare, skostniałe religie zaczęły przechodzić reformy. Bowiem pojawili się ludzie, którzy zauważyli, że nie przystają one do coraz dynamiczniej zmieniających się czasów.

W pewnym momencie pojawiły się takie rzeczy jak polityka. Myśl polityczną podzielono na dwa przeciwstawne obozy. Jeden z nich chciał nieograniczonego, wręcz burzącego porządek postępu. Drugi obóz polityczny chciał za wszelką cenę zachować status quo i hamującą postęp cywilizacyjny tradycję. W wyniku starcia tych dwóch przeciwieństw pojawiły się jeszcze nowsze byty. Robotnicy i chłopi zamieszkujący rządzone przez królów, książąt i polityków kawałki ziemi, zaczęli utożsamiać się ze swoim miejscem urodzenia. Powstała więc świadomość narodowa, tożsamość narodowa.

Tendencja ta zaczęła się nasilać coraz bardziej. Poszczególne narody grupowały się w sojusze. Powstały dwa nacjonalizmy. Jeden nacjonalizm związany był z pierwszą myślą polityczną, która chciała nieograniczonego postępu. Drugi nacjonalizm to druga myśl polityczna, która chciała za wszelką cenę zachować tradycję. Oba nacjonalizmy, oba sojusze państw starły się ze sobą. Skala okrucieństw i hekatomby wojennej była wprost niewyobrażalna, i odcisnęła się głęboką traumą na kolejne pokolenia.

Po wojnie i ogłoszeniu pokoju, postanowiono za wszelką cenę nie dopuścić do ponownego powstania ekstremizmu. Powoli zaczęto eliminować, a następnie prześladować każdy przejaw nacjonalizmu czy nawet patriotyzmu. Grupy społeczne, które był prześladowane lub spychane na margines, zaczęły walczyć o swoje prawa. Kobiety z tamtej planety domagały się większych praw i większej ochrony przed przemocą. Robotnicy tworzyli związki zawodowe, a mniejszości narodowe zaczęły powoli nękać większość. Czuć było wielką, dziejową przemianę. Nastąpił boom w nauce, technice, medycynie. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów normy społeczne i obyczaje zaczęły się cywilizować.

Tajna organizacja o nazwie „Sprzysiężenie” postanowiła wyjść z cienia i wpłynąć na ten proces. Ujawnili oni ukrywaną przez wieki wiedzę odnośnie psychologii i duchowości. Stworzyli na jej podstawie ni to religię, ni to doktrynę „Nowych Czasów”, która różniła się od dotychczasowych. Nie była to religia zorganizowana, nie miała twardych dogmatów i nie miała elementu przymusu. Jej celem było poznawanie praw rządzących ludzką psychiką i praw (wszech)świata, jak i ogólnie pojmowane samodoskonalenie. Ludzie zamieszkujący tę planetę doszli do wniosku, że są przed wielką przemianą, przed dziejowym wyzwaniem, które odmieni oblicze tego dalekiego świata..

Brzmi znajomo? 😉

Autor: Jarek Kefir
.

jarek kefir

Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

Na konto bankowe:

Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:

Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

Czy nasza cywilizacja rozwinie się, czy znowu podzielimy los Atlantydy?

Czy nasza cywilizacja rozwinie się, czy znowu podzielimy los Atlantydy?

upadek systemu i iluzjiObecny status quo opisywałem wiele razy. Obecnie jesteśmy w okresie przełomowym. Widać jak na dłoni straszliwą niewydolność obecnie istniejących systemów – moralnych, etycznych, religijnych, społecznych, politycznych, ekonomicznych, ale także naukowych (dogmat materializmu). W bólach zbliżają się one do kolapsu, a świat jest w stanie zapaści.

Systemy te jako tako działały przez wieki czy nawet tysiąclecia. Ich „działanie” i tak było takie „ledwo ledwo„, na styk. Głównie chodziło o systemy które miały za zadanie poskromić brutalne i barbarzyńskie instynkty ludzkości. Po to przecież wprowadzono religie i ideologie. Dziś są one niewydolne i nie odpowiadają na wyzwania XXI wieku. Ale gdyby nie te systemy, te ograniczające systemy, to panowałaby niewyobrażalna anarchia i chaos.

Gdyby nie te systemy władzy i kontroli, na które tak narzekamy – cywilizacja by się nie rozwinęła i dzisiejsza epoka przemiany byłaby niemożliwa. Te systemy były konieczne na jakiś czas – na kilka wieków, na kilka tysięcy lat. Ktoś tym ziemskim bajzlem musiał zarządzać i pilnować, by ludzie nie podrzynali sobie nawzajem gardeł. Ale teraz czas trwania tych systemów dobiega końca, bo zmieniają się sami ludzie.

Rdzeń ziemski, którego niektórzy nazywają „Bogiem„, opiera się na razie na bardzo prostych i prymitywnych programach. Ale i on ulega stopniowemu przeprogramowaniu. Wymienię te obecnie dziejące się przemiany w podpunktach:

-współpraca zamiast rywalizacji;
-jedność zamiast podziałów;
-braterstwo zamiast walki;
-zdrowe rządy zamiast hierarchizmu, etatyzmu i biurokratyzmu;
-zdrowe relacje zamiast patriarchatu i monogamii;
-zdrowa gospodarka zamiast psychopatycznego kapitalizmu;
-pomaganie sobie zamiast agresji;
-radość zamiast lęku;
-przyjaźń zamiast nienawiści;
-świadomość i wiedza zamiast religijnej, ideologicznej i naukowej wiary (ignorancji);
-dobro zamiast zła.

Zyskują na popularności treści szlachetniejsze i wyższe niż dominująca przez tysiąclecia zwierzęca, barbarzyńska walka o byt. Kłopotem jest to, że wciąż rządzą nami ludzie, którzy w starym, odchodzącym już świecie, czują się jak ryby w wodzie. Ci ludzie to psychopaci – politycy, ekonomiści, bankierzy, naukowcy, dziennikarze itp itd. Oni ciągną nas na dół w jedyny sposób, jaki potrafią, czyli poprzez pieniądz.

Kreują wyzysk, złe warunki życia. Ograniczają nam dostęp do prawdziwie leczących lekarstw i technologii. Oni dobrze znają tę zasadę, że jak nie są spełnione potrzeby pierwotne (jedzenie, dach nad głową, woda) to człowiek nie będzie myślał o rozwijaniu potrzeb wyższych. I oni rozmyślnie robią wszystko, by sprowadzić nasze życie do zaspokajania tych najniższych potrzeb. Robią to tak, by zaspokojenie tych pierwotnych potrzeb przychodziło z ogromnym trudem – wtedy taki człowiek nie ma czasu na duchowość itp.

Pytanie jest następujące. Czy nasza cywilizacja odsunie od władzy popadających w coraz większe szaleństwo psychopatów (vide: nasza rodzima Platforma Obywatelska) i czy nam się uda? Czy raczej znowu będziemy mieli reset taki, jak w przypadku Atlantydy? I znowu przetrwają tylko najbrutalniejsze jednostki? I znowu będziemy żyli „w zgodzie z naturą” jak tego pragną natchnieni fałszywym new age eko-gajanie? Czyli sprowadzeni do jaskiniowej wspólnoty pierwotnej? Bez wiedzy, bez technologii, bez duchowości?

Oby tym razem nam się udało! 🙂

Zapraszam do obejrzenia filmu: „Nassim Haramein – I Believe (PL)”:

Czytaj dalej „Czy nasza cywilizacja rozwinie się, czy znowu podzielimy los Atlantydy?”

Jak opuścić ziemskie piekło, więzienie bez ścian? Klucz jest w trylogii „Władca Pierścieni”

Jak opuścić ziemskie piekło, więzienie bez ścian? Klucz jest w trylogii „Władca Pierścieni”

1423665387_gcujjx_600Wszyscy znamy takie kinowe, jak i czasami książkowe „legendy” jak „Władca Pierścieni”, „Matrix”, „Król Lew”, „Gwiezdne Wojny”. Te przypowieści są wbrew pozorom bardzo cenne dla nas, bowiem zawarte są w nich ważne wskazówki. Te wskazówki stanowią drugie, głębokie, i ukryte przesłanie tych powieści. Co zrozumiałe, zdecydowana większość ludzi nie widzi i nie jest w stanie odczytać tego ukrytego, drugiego przesłania. Widzą oni zapierającą dech w piersiach scenerię, wgniatające w fotel efekty specjalne, emocje, ewentualnie jakąś historię miłosną.. I to wszystko.

Zawsze mnie dziwiła ta pop-kulturowa, popcornowa fascynacja takimi powieściami z głębszym, bo gnostyckim przesłaniem. Kinomaniacy którzy nie przegapią żadnego filmu, pop-corn, coca-cola, mnóstwo gadżetów, figurki dodawane do gazet, zabawki wzorowane na filmowych bohaterach, kluby „fanatyków” tych filmów.. Ale to przecież kompletnie nie o to chodzi!

Postaram się przedstawić zaledwie kilka wątków z trylogii Władca Pierścieni, w tym drugim, ukrytym znaczeniu. Otóż Sauron z powieści Tolkiena, jest symbolem który można interpretować wieloznacznie. Symbolizuje on tego, który kontroluje nasz ziemski, okrutny system. Ezoterycy nazywają tego kontrolera różnymi nazwami – jahwe, szatan, allah, „bóg” itp. Z drugiej strony, Sauron może symbolizować wszystko to, co jest elementem składowym tego ziemskiego systemu. A więc matkę naturę tak niesprawiedliwie traktującą swoje stworzenie, ludzkie ego, które ma za zadanie generowania uczucia wiecznego niespełnienia i nieszczęścia, by wymuszać na ludziach aktywność. Może też symbolizować prymitywne i barbarzyńskie siły podświadomości, której jedynym celem jest przetrwanie i rozmnażanie, za wszelką cenę.

Śródziemie z powieści Władca Pierścieni to oczywiście symbol naszego ziemskiego więzienia bez ścian, więzienia umysłów, czy też piekła, targanego wiecznymi konfliktami, nieszczęściami, złem. Hobbici to symbol ludzi, którzy widzą i wiedzą więcej, i chcą coś robić, by z tej ziemskiej niewoli się wyrwać. Zwróćmy uwagę jak działają powieściowi Hobbici. Zamiast posiąść pierścień w którym tkwi moc, i który jest związany z okrutnym kontrolerem matrixa – Sauronem – robią coś przeciwnego. Chcą go zniszczyć.

Sauron w swojej pysze nie przewidział, że znajdzie się takich dwóch Hobbitów, którzy zamiast posiąść pierścień władzy, potęgi i mocy – będą chcieli go na zawsze zniszczyć. W realnym życiu jest jednak trochę inaczej. Ziemski system doskonale zdaje sobie sprawę, że pewna grupa ludzi może się kapnąć o co chodzi, i wymówić mu posłuszeństwo. I wobec takich jednostek jest stosowany cały szereg represji, mających zmusić krnąbrną jednostkę do powrotu na drogę służby systemowi i niewoli. Czyli: produkowania, poszerzania sfer posiadania (nazywane robieniem kariery), konsumpcji (gadżetów, samochodów, alkoholu, narkotyków, pop-kultury) jak i prokreacji (kompulsywny, nałogowy seks i produkcja nowych niewolników dla systemu – dzieci).

Hobbici poszli więc inną drogą, inną niż powszechnie proponuje świat, społeczeństwo. Świat proponuje od zawsze ten sam model – model zwierzęcy, bazujący na dyrektywach i „programach” okrutnej matki natury. Składowe tego modelu są proste do zdefiniowania. Oto one:
-posiadać coraz więcej (pieniędzy, gadżetów, partnerów)
-zajmować coraz większy obszar, nie tylko terytorialny, ale też obszar swojej władzy
-rozmnażać się jak najliczniej

Te proste dyrektywy wypełnia każdy gatunek żyjący na tym łez padole, od bakterii i wirusów, po rośliny i zwierzęta, aż po ludzi. Teoretycznie, ludzie powinni być czymś więcej niż tylko zwierzętami, bezmyślnie realizującymi dyrektywy i programy matki natury. Powinniśmy jako gatunek wznieść się nieco wyżej. Jednak wciąż nam do tego daleko, wciąż to się nie udaje. Jeśli już, to udaje się to tylko pojedynczym jednostkom.

Hobbici odmówili posłuszeństwa bezwzględnemu kontrolerowi matrixa (Sauronowi). Zamiast posiąść pierścień, a wraz z nim – władzę, potęgę, moc, całą tą ziemską „ekstazę emocjonalną” – postanowili go zniszczyć. Gdyż wiedzieli, że jeśli ktoś z nich przyjmie pierścień, założy go na palec – to będzie kontrolowany przez Saurona. Z nie liczącym się z nikim i niczym władcą, kontrolerem matrixa, nie należy i nie można grać na jego zasadach. Podobnie ma to zastosowanie do naszej ziemskiej drogi życiowej. Jeśli będziesz chciał żyć tak, jak wszyscy, podług tego, co proponuje ten świat, społeczeństwo – będziesz do reszty kontrolowany przez to społeczeństwo. I co za tym idzie – przez jego najbardziej pierwotne emocje, popędy i instynkty.

Tak sobie myślę teraz. Otóż, wielu z nas ma ból dupy, że istnieją takie systemy inwigilacji elektronicznej jak Echelon czy Prism. Jednak pozwalamy na znacznie, znacznie większą kontrolę naszego życia naszym bliskim, znajomym, kumplom, teściowej, sąsiadom, itp itd. Co za ponura ironia. Jednak wracając do meritum. Jak kończy się tolkienowska powieść? Kończy się tym, że jedna z ras – elfy – wraz z hobbitami, rezygnuje z życia w Śródziemiu, i odchodzi za morze. I tutaj jest zawarty klucz do rozwiązania zagadki powstałej w tytule felietonu.

Otóż elfy w powieści Władca Pierścieni, są nieśmiertelne. Owa nieśmiertelność jest dla nich przekleństwem, a ciągłe życie w szarganym konfliktami i niestabilnym Śródziemiu, jest dla nich koszmarem. Te egzystencjalne bolączki elfów są symbolem tego, co niektórzy ludzie przeżywają na Ziemi, tej Ziemi. Nieśmiertelność elfów to symbol ciągłego wcielania się (reinkarnacji) dusz na Ziemi – planecie zła, cierpienia, planecie która jest więzieniem, piekłem.

Odejście za morzem jest z jednej strony parasymbolem umierania, ostatecznego wypełnienia ziemskiej drogi życiowej. Z drugiej strony, odejście za morze może również oznaczać przerwanie błędnego koła ciągłej reinkarnacji na Ziemi, gdzie z każdym kolejnym życiem (wcieleniem) cierpimy coraz bardziej. Samo morze to ciekawy symbol – w końcu życie wyszło, wyewoluowało z „praoceanu” – pierwotnej zupy życia. A my sami przeszliśmy długą ewolucję, od najbardziej prymitywnych form zwierzęcych, aż po dziesiątki (jeśli nie setki) wcieleń jako ludzie. Odchodząc za morze, wypełnia się również naszą odwieczną ewolucyjną drogę.

Musimy zrozumieć – my, ludzie uświadomieni bądź pretendujący do tego miana – że jedyne „wyjście” z tego ziemskiego systemu, to wypełnienie wszystkich zadań jakie tu mamy zrobić, i jego opuszczenie. By potem wcielić się na innej zamieszkałej planecie, na której może będziemy mieć lżej. Chcąc zmienić ten świat, zaczynamy pragnąć tego pierścienia władzy – a więc zaczynamy grać na niebezpiecznych dla nas zasadach kontrolera systemu, tolkienowskiego Saurona. Porzućmy te zasady. Nie wpieprzajmy się między wódkę a zakąskę – mówiąc metaforycznie. Bo wszystko wskazuje na to, że takie ciężkie planety jak Ziemia – planety próby, planety drugiej szansy – też mają swoje miejsce we wszechświecie.

Jestem więc sceptyczny co do tez głoszonych przez niektórych ezoteryków, że czeka nas jakaś globalna zmiana na lepsze. A co, jeśli nic takiego się stanie? A co, jeśli czeka nas los Atlantydy – czyli wielki, globalny kolaps – po którym cywilizacja będzie się odbudowywać w wielkich bólach przez tysiące lat? Wszystko wskazuje na to, że gdy ludzie osiągają odpowiedni poziom empatii, wrażliwości, świadomości, i co za tym idzie – technologii – to wtedy wtrąca się okrutny kontroler ziemskiego matrixa. I poprzez globalny kataklizm, cofa ludzkość do barbarzyńskich realiów jaskiniowych. Kto wie, może takich „cofnięć” cywilizacyjnych było już bardzo wiele, bo jako gatunek nie mamy prawa osiągać pewnego poziomu rozwoju?

A Wy co o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.