DUCH I MATERIA: OŚWIECENIE KTÓREGO SZUKASZ NIE NADEJDZIE

Przebudzenie, oświecenie, duchowość.. A więc przydarzyło mi się coś bardzo dziwnego.. 😉

Witajcie kochani. 🙂 Ten artykuł powstał po tym, jak obejrzałem film „Mr Nobody”. Jest to film SF, który jest jednocześnie wzruszającą, teozoficzną opowieścią o miłości i o odwiecznym poszukiwaniu przez nas sensu istnienia.

UWAGA: DWA PONIŻSZE AKAPITY TO SPOJLERY (ograniczone do minimum)
W filmie tym stary, 118 letni człowiek, budzi się po latach w świecie, w którym ludzkość za pomocą procesu telomeryzacji pokonała choroby i śmierć. Jest on ostatnią osobą na Ziemi, która umrze śmiercią naturalną. Kłopot polega na tym, że jego życie przed ukończeniem 34 lat, rozbiło się na 3 alternatywne linie czasowe. Pamięta on prawdziwą miłość – Annę, ale oprócz tego pojawiły się dwie błędne odnogi czasowe, które skomplikowały sprawę.

Film porusza znaną gnostykom tematykę – reinkarnacja, zapominanie wielu rzeczy po wcieleniu się w nowe ciało, bratnie dusze. Szczególny dramatyzm jest w tym filmie przy zagadnieniu linii czasowych. Główny bohater był tym, który miał niezwykły dar, będący jednocześnie jego przekleństwem. „Anioł zapomnienia” nie namaścił go tuż przed narodzinami, więc znał on przyszłość. Główny bohater rozważa też najważniejsze dla ludzkości pytania i dylematy, i odpowiedzi są zaskakująco zbieżne z tymi, którzy przejrzeli na oczy.

Jaki jest sens życia? Co jest po śmierci? I inne pytania egzystencjalne

Czytaj dalej „DUCH I MATERIA: OŚWIECENIE KTÓREGO SZUKASZ NIE NADEJDZIE”

TABU duchowości: czy bratnie dusze i związki karmiczne istnieją? A jeśli to szkodliwe brednie?!

Bratnie dusze i związki karmiczne: o czym Ci nie powiedziano? Co przemilczano? Gdzie Cię okłamano?!

Jeśli interesujesz się duchowością, to na pewno spotkałeś się z wieloma koncepcjami, metodami, teoriami i praktykami. Ja chciałbym Ci powiedzieć, że wiele z nich to szkodliwe bzdury. Tak naprawdę nurt new age zbudowany jest na tym samym rdzeniu, co poczciwe monoteizmy. Powiela te same błędy i te same zabobony, tylko nazywa je inaczej i inaczej określa. Czy wszystko musimy wywalić do kosza? Nie, ale wiele pojęć warto przewartościować, a dużą część odrzucić. Czy bratnie dusze nie istnieją? Istnieją i nie istnieją jednocześnie.

Ostatnio odkrywam ciągle nowe warstwy rzeczywistości. Zrozumiałem, że po traumie monoteizmów, wchodzimy w tę samą pułapkę new age czy ezoteryki. Nurt new age mimo wszystko był jakimś rozwojem naszej globalnej (nie)świadomości. Było krokiem naprzód i taki był zamysł jego twórcy, Alice Bailey. Było to potrzebne te dziesiątki lat temu. Jej przesłanie zaprocentowało szczególnie po latach ’90 XX wieku. Zmieniła się akademicka psychologia. Powstało tysiące różnych interpretacji. Ludzie zainteresowali się tym alternatywnym światem. Z new age masz do czynienia przynajmniej kilka razy dziennie, przeglądając portale z memami, czytając czasopisma psychologiczne, przeglądając „mundrości” (hehe) różnych coachów.

Ten światopogląd jednak także popełnia błędy, i to te same błędy, które legły u podstaw monoteizmów. Przypomnijmy – monoteizmy zostały stworzone w celu trzymania motłochu za mordę. Są konserwatywne, patriarchalne, narzucające, nakazujące, zakazujące. Wynika to z natury społeczeństw. Większość ludzi to duże dzieci, które nie dorastają pod względem emocjonalnym. Mówiąc brzydko, większość ludzi to motłoch, który trzeba kontrolować i trzymać w ryzach. W przeciwnym wypadku dojdzie do zapaści systemu i niewyobrażalnej anarchii. Są to prawa rządzące tłumem, znane i skwapliwie wykorzystywane przez elity. I w celi kontroli tego tłumu powstały monoteizmy, konserwatyzm, patriarchat, kult ciężkiej pracy, pogarda dla bogactwa i wiele innych.

Poniżej wymienię błędy i systemy kontrolne monoteizmów, zaadaptowane przez duchowość new age i ezoterykę:

Koncepcja grzechu pierworodnego została zastąpiona koncepcją prawa karmy. Grzech pierworodny czyni człowieka nieczystym, grzesznym, złym, i przede wszystkim biernym. Przecież to wszystko wina tego nieszczęsnego człowieczyny. I wszystko zależy tylko od Boga, a nie od człowieka. Człowiek ma ciężko pracować, orać w polu, rodzić w bólach, i nie może zaznać szczęścia. Tak pisało przecież w księdze Genesis. Karma tak samo: ma determinować całe Twoje życie. I nie możesz nic z tym zrobić. Bo przecież karma musi się wypalić, bo tyle nagrzeszyłeś w poprzednich życiach. Więc musisz cierpieć, godzić się na całe zło, być biernym. I musisz pracować na elitę i spełniać zachcianki społeczeństwa. Bo o to w tym tak naprawdę chodzi.

Monoteizmy gloryfikują ciężką, i przy tym mało płatną pracę. Chwalą biedę, bo przecież prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty dostanie się do nieba. I obrzydzają ludziom bogactwo, pieniądze. Ten sam błąd popełniła duchowość new age. Mówi się nam, że pieniądz to niska wibracja, zła energia. Że trzeba wrócić do natury i zamieszkać w jakichś chatkach z patyków i gówna. Bo pieniądze i cywilizacja są złe. Jest to tak makiaweliczna i tak genialna manipulacja, że aż strach. Cel jest jak zawsze ten sam. To elita ma prawo się bogacić i cieszyć życiem. A Ty, człowiecze, puchu marny, masz na elitę ciężko pracować. Masz oddać „górze” 90% zarobionych pieniędzy. I nie ważne czy zarabiasz 1000 zł, czy 10.000 zł. System jest tak skonstruowany, że 90% owoców Twojej pracy zabiera „góra”. Potem zaś 75% z tej reszty, zabiera Ci państwo w formie podatków. Wiesz co jest największym strachem elity? Że ludzie zaczną dopominać się dobrobytu i radości dla siebie. To jest najpotężniejsze wyzwanie duchowości, a więc ewolucji. Odrzucenie kultu biedy i gloryfikacji ciężkiej pracy.

Poczucie braku kontroli nad życiem. W monoteizmach to nie człowiek działa, ale Bóg. Poprzez modlitwy, rytuały, poszczenie o chlebie i wodzie, chodzenie do kościoła. W new age mamy ogrom różnych energii, bioenergii, czarów, klątw, wampirzenia itp itd. To wszystko ma rządzić naszym życiem. Tylko nie my sami. Doprowadza to często wręcz na skraj paranoi. I właśnie wtedy taka zafiksowana na punkcie bioenergii osoba, spotyka coraz więcej i więcej złorzeczących, źle wibrujących, klątwiących. Wpadamy w tę samą iluzję, że steruje nami coś zewnętrznego. I tak się też dzieje – na serio zaczynamy tych wpływów doświadczać, i są one coraz bardziej druzgoczące. Przecież daliśmy temu przyzwolenie, no to czego się dziwimy?

Czy związki karmiczne istnieją?

Czy tak samo jest z teorią związków karmicznych i bratnich dusz? Mamy definicje poprawnych relacji, pozytywnej i spełnionej miłości, seksualności przepełnionej szacunkiem, poprawnego wychowywania dzieci na zdrowych ludzi. I tak dalej. Wiele idei a nawet religii (chrześcijaństwo, new age itp) zapożycza niektóre definicje i traktuje je jako swoje. Kłopot jest taki, że są to.. definicje. Ziemia jest „systemem odwróconym”, więc życie realne jest często dokładną odwrotnością tych definicji. O 180 stopni. Pytania są dwa.. Skąd ludzie wpadli na te definicje? I czy te definicje to alchemiczny św Graal, do którego jesteśmy zobowiązani dążyć?

Na zwrot „związek karmiczny” reaguję wręcz alergicznie. Każdy kto tego zwrotu używał, usprawiedliwiał nim tkwienie w relacji, która jest toksyczna. W relacji z pijakiem, psychopatą, oprawcą, katem. Związki te mają być trudne ze względu na karmiczne uwarunkowania. Oczywiście, z takiej relacji nie można odejść, bo to przecież karma z poprzednich żyć. A ona musi wybrzmieć, wypalić się. A Ty, biedny człowieczyno, musisz czekać aż to koło karmy się zakończy, bo to nie Ty kierujesz swoim życiem. I nie możesz nic zrobić, tylko pokornie w takiej relacji tkwić. Serio, koncepcja związków karmicznych usprawiedliwia wszystko, co najgorsze. Całe zezwierzęcenie i zbydlęcenie, jakich może dopuścić się człowiek.

A jeśli bratnie dusze nie istnieją?!

Idea bratnich dusz została zaadaptowana przez ezoterykę / new age. Ma się opierać ona na relacji runner / chaser. Runner (uciekający), to osoba o dominującej energii męskiej. Ma on uciekać chaserowi (goniącemu), czyli osobie o dominującej energii żeńskiej. Runner ma się bać „gonienia” przez chasera, i oddalać się podczas najszybszej części pościgu. Jednak gdy chaserowi chwilowo znudzi się gonienie i oddala się, runner ma wracać. Brzmi idiotycznie? Nielogicznie? A jednak na tym stworzono ogromną ezoteryczną nadbudówkę. Taką relację nazywa się „twin flame” – „bliźniaczy płomień”.

Scalenie dwóch bratnich dusz, twin flames, ma nastąpić gdy chaser zaniecha pościgu, i gdy oboje przepracują swoje lekcje życiowe. I tu jest trochę racji – osoba wchodząca w rolę chasera musi wykrzesać swoją wewnętrzną moc. Powinna przestać utożsamiać swoje szczęście z atencją i zainteresowaniem otrzymywanym od innych. Wtedy przestaje gonić, pozwala uciec na zawsze uciekającemu. I nie musi już nikogo gonić, bo w jego życiu pojawia się osoba, która od niego nie ucieka i go akceptuje.

Bardzo często koncepcje związków karmicznych czy bratnich dusz bywają uzasadnieniem do bycia w toksycznej relacji. Np pijak i uczynna kobieta, czy hetera i wrażliwy mężczyzna. Lub chociażby relacji mocno niedojrzałej i zaburzonej. A taką na pewno jest relacja runner / chaser. Nazwijmy w końcu rzecz po imieniu, no cholera no, choć podniosą się teraz lamenty i protesty. To nie przypomina mi relacji bratnich dusz. Co więc przypomina to gonienie a potem ponowne zbliżanie się? Nie potrzeba tutaj tworzyć żadnych wydumanych teorii duchowych, nie trzeba się powoływać się na jakieś ezo gówna.

Otwórz po prostu książkę od psychologii, czyli zrób to, co jest najprostsze. Wtedy poznasz prawdę, bo prawda jak zwykle jest bardzo prosta. I przez to tak często jest trudna do ogarnięcia. Relacja goniącego i uciekającego jest relacją zaburzoną. Jest to relacja dwóch mentalnych dzieci, zamkniętych w dorosłych ciałach. Jeden goni, ponieważ czuje się niedowartościowany, niepełny, i pragnie panicznie uwagi i zainteresowania. Pragnie na siłę być akceptowany. Drugi ucieka, bo boi się bliskości i nie chce dać partnerowi siebie, z różnych powodów. Runner ucieka często dlatego, bo czuje paniczną chęć uwagi i zainteresowania u chasera. A to jest słabością.

Jeśli chcesz szukać bratnich dusz, to nie w tym schemacie. Tu nie ma prawdziwej duchowości. To są co najwyżej traumy, zranienia, nerwice, lęki, zaburzenia osobowości. Także uzależnienie emocjonalne. Często też schemat DDA / DDD. Psychologia wystarczająco to wszystko opisała. Nie trzeba nadawać toksycznym czy zaburzonym relacjom jakiejś aury tajemniczości. A tym bardziej nie trzeba szukać wytłumaczeń dla nich w duchowości, czy raczej pseudo-duchowości. Umysł jest w stanie zrobić bardzo wiele, by utrzymać bezpieczną, słodką iluzję życia. Nie bez powodu mówi się o „pułapce umysłu”.

Gdzie więc szukać swojej bratniej duszy?

Więc bratnie dusze nie istnieją? Jak najbardziej istnieją. Bratnia dusza to ktoś, to Cię akceptuje, pragnie, lubi. Bratnia dusza nie ucieka i nie oddala się, ale stale jest. Ucieka osoba zaburzona i niedojrzała, a nie bratnia dusza. Nosz kurwa mać, czy muszę tłumaczyć tak proste, wręcz łopatologiczne rzeczy? Bratnia dusza to mężczyzna, który akceptuje i pozwala rozwijać siłę i niezależność u kobiety. Bratnia dusza to kobieta, która nie ucieka widząc jakąś słabość u mężczyzny. Bratnia dusza jest na pewno mniej konfliktowa, niż typowa, matrixowa relacja. Nie naciska byś się zmieniał bo podziela Twoją wizję życia.

Bratnie dusze to dwie osoby, które chcą się wciąż rozwijać i przezwyciężać razem swoje słabości. Nie chodzi mi tutaj o „tonięcie razem”. Gdy jedna strona jest dla drugiej psychoterapeutą, daje z siebie wszystko.. A tymczasem druga strona daje od siebie mało, ale ze swoim życiem nic nie chce robić. Terapii nie chce, bo nie. Suplementów, ziół czy witamin też nie chce, bo nie i koniec. Iść do lekarza czy zbadać swój organizm też nie chce. Czego więc chce? Często Twojej energii, Twojego zaangażowania, Twojej „psychoterapii”. Taką osobę trzeba zostawić, zanim Cię zupełnie nie wyeksploatuje z energii i sił witalnych.

Bratniej duszy nie trzeba więc gonić, bo nie ucieka. Sama Cię znajdzie, gdy przepracujesz swoje lęki, cienie, i nie będziesz chciał gonić. I sama usiądzie przy Tobie w cieniu drzewa, i weźmie Cię za rękę. Jak widzisz, także to jest odwrócone o 180 stopni. Także tutaj zło jest przedstawiane jako dobro. Ziemia jest „systemem odwróconym”, więc wszystkie ważne wartości także są odwrócone. Wiele tych ezoterycznych koncepcji ma utrzymać Cię w pozycji ofiary. A przecież bratnia dusza to po prostu ktoś, z kim Ci komfortowo i dobrze.

Boże, to takie proste. Tak bardzo proste. A mimo wszystko ludzie tak bardzo to komplikują. Powstają profesjonalne portale rozwijające koncepcję „twin flames„. Wałkują to na wszelkie sposoby. Nadają aury duchowości czemuś, co jest zaburzeniem psychicznym, niedojrzałością emocjonalną, nieumiejętnością stworzenia dobrej relacji. Ewidentne zło przedstawiają jako coś dobrego. A prawda jak zwykle, cicho i w pokorze czeka na odkrycie, aż przezwyciężysz iluzje umysłu i pokonasz mentalność ofiary. I prawda duchowa i każda inna, jest jak zwykle przynajmniej 10 razy prostsza, niż większość uczonych teorii.

Autor: Jarek Kefir

Witaj! 🙂 Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nieocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii, podziękowania za wiedzę. Link z informacją jak to zrobić, tutaj: https://atomic-temporary-22196433.wpcomstaging.com/wsparcie/

  

Ludzie którzy pomogli Ci wstać gdy byłeś na dnie, zasługują na to, co najlepsze

zmiana-zyciaSwego czasu, bodaj rok temu, widziałem kilka życiowych porad napisanych przez byłego żołnierza i weterana. Oprócz życiowych rad typu nie bądź konserwatystą, utkwiła mi w pamięci jedna, chyba najważniejsza stamtąd. Brzmiała ona:

Dużą część życia spędzisz na myśleniu, że jesteś ludziom coś winien. Lwiej części z nich gówno jesteś winien

I tak jest w istocie. Często jest tak, że ludzie toksyczni starają się zatrzymać nas przy sobie, argumentując bądź zręcznie manipulując, że jesteśmy im coś winni, zobowiązani. Bo rodzina, bo praca, bo starzy znajomi („No jak? mi nie podżyrujesz kredytu na 200 tysięcy?„). Bo partia, bo ideologia, bo religia, bo ojczyzna. I każdy ten ktoś coś od Ciebie chce powołując się na zobowiązanie.

A tymczasem w ogromnej większości przypadków nic tym ludziom nie jesteś winien. Wyjątek stanowią więzy i łańcuchy których przeciąć nie da się w żaden sposób – kredyty, dzieci, czy jakieś zobowiązania prawne. Ale je zawiązujesz teoretycznie będąc dorosłą i odpowiedzialną osobą.

Jest jeden uniwersalny klucz podług którego można stwierdzić, czy komukolwiek jesteś cokolwiek winien. Jest to zasada życiowa tak prosta i przejrzysta, że wielu ludziom umyka zupełnie. Bo to co najprostsze jest jednocześnie najtrudniejsze.

Jeśli cokolwiek jesteś komukolwiek winien to tylko i wyłącznie tym którzy pomagali Ci wstać gdy byłeś na samym dnie. Te kilka osób, które policzysz na palcach jednej ręki. Masz szczęście, jeśli policzysz ich na palcach obu rąk. Bywa że tych osób jest dużo, dużo więcej, jak w moim przypadku. Cała reszta nie ma znaczenia choć często próbują to nam wmówić.

Ta grupa osób to Twoja prawdziwa, duchowa rodzina. Ja wierzę w hipotezę bratnich dusz, które spotykają się na różnych etapach swojej wędrówki, i pomagają sobie w trudach życia na tym łez padole. Grupy bratnich dusz mogą liczyć kilka osób, kilkanaście, kilkaset, a czasami nawet więcej ludzi. Zasadą tego świata jest to, że gdy zaczynają się problemy, to ludzie mają jakby mniej czasu, rzadziej chcą Cię widzieć i słuchać.

Zaś gdy jesteś na dnie, to nie ma wtedy prawie że nikogo. Najcięższe chwile życia najczęściej przechodzą w mniejszej lub większej samotności. Jeśli jest przy Tobie ktoś, kto pomaga Ci przetrwać – to otrzymujesz od takiej osoby najcenniejszą wartość jaka jest na Ziemi – dar Serca. Zapamiętaj kto był wtedy przy Tobie i podał pomocną dłoń. Bo przyjdzie taki czas, gdy to Ty będziesz musiał podać swoją dłoń tej osobie, w przyszłości. Nie zawiedź wtedy.

Czas gdy jesteśmy na życiowym dnie, jest specyficznym papierkiem lakmusowym naszych relacji. Życie wtedy w ironiczny sposób mówi: „sprawdzam„! Większość się po prostu odwróci i zapomni. Będą Ci którzy Ci pomogą i uratują. Ale będą też tacy, którzy jeszcze bardziej Cię pogrążą. Tych także pamiętaj i także oddaj im należną zapłatę gdy czas Twojej potęgi w końcu nadejdzie.

Nie jest do końca prawdą że mamy liczyć tylko na siebie w trudnych chwilach. Niby przechodzimy je sami, ale te nasze bratnie dusze są gdzieś w tle, koło nas, bliżej lub dalej. Ci którzy byli podczas naszych najgorszych chwil, zasługują na to, by być podczas tych najlepszych.

I na koniec jeszcze jedna zasada. Nie rzucaj pereł między wieprze. Ta zasada dotyczy nie tylko wiedzy i faktu, że wtajemniczani w nią są nieliczni. Dotyczy także Twojego daru serca. Jeśli dasz go nieodpowiedniej osobie, to wzmocnisz ją. W konsekwencji odpowie ona jeszcze większym złem względem Ciebie. Nie jest więc prawdziwe porzekadło wzięte z new age, że zło należy zwalczać dobrem.

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://atomic-temporary-22196433.wpcomstaging.com/wsparcie/

 

Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze

Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze

bratnie duszeDziś poruszę tematykę związków i bratnich dusz. Pisałem iż bratnie dusze czy też dusze które się bardzo lubią, podróżują przez kosmos w grupach. Mogą one mieć najróżniejszą liczebność. Postulowałem, aby odszukać swoje bratnie dusze, pomóc im w miarę możliwości, a resztę ludzkości zostawić w spokoju. Zmienianie świata czy człowieka na siłę nie ma żadnego sensu. Gdyż wtedy świat czy człowiek zaczyna się odruchowo bronić i uderza w Ciebie.

Szczególną rolę bratnie dusze odgrywają w miłości, w relacjach damsko-męskich. Związki w naszym systemie są bardzo trudne – nie ukrywajmy tego. Na zawsze zapamiętam zdanie wypowiedziane przed laty przez mojego kolegę. Mówił on: „wiesz, realia związków na tym świecie są tak popieprzone, że chyba niemożliwe jest odnalezienie tu stabilności i szczęścia„. Dziś ten człowiek ma żonę, dzieci, kredyty, miliony obowiązków itp. Dobrze rozumował i rokował, ale co z tego, skoro teraz jest baterią systemu – jak większość.

Dziś wiem że nie chodzi tylko o związki – bo niewydolny jest cały ziemski system, każda jego część. Planeta jako świadomość zbiorowa a wraz z nią całe żywe stworzenie, przed eonami czasu zapadła na coś w rodzaju zbiorowego autyzmu czy zbiorowej schizofrenii. Ale do rzeczy. Otóż związki są najbardziej obarczone tym całym syfem, jaki tkwi w świadomości zbiorowej ludzkości. Związki, miłość, seks, rozmnażanie – to są te sfery, w które najbardziej ingeruje system.

Czy tego chcemy czy nie, ale tak jest. Czytałem dziś mądry i wzniosły cytat, by nie maskować się, by nie odgrywać żadnych ról typu narzeczony, żona. By nie wiązać się, ale tworzyć po prostu dobrą relację. Wszystko to prawda, tylko jak oddzielić taką pozytywną relację od wszędobylskiego systemu? Od wiedzących wszystko i wtrącających się „życzliwych” – rodziców obu stron, ciotek-klotek, rodziny? Od ślubów, dzieci, kredytów hipotecznych i innych, od trudnych warunków ekonomicznych nie pozwalających wielu ludziom na samorealizację?

U kobiet występują trzy destrukcyjne programy:

-nierównowaga między energią żeńską a męską. Większość kobiet to archetypowe „Ewy„, czyli kobiety pozbawione wewnętrznej siły. Rozpaczliwie szukają one tej siły u mężczyzn, wybierając tych nieczułych, zimnych, brutalnych. Mylą one patriarchalną agresywną samczość z siłą. I bardzo często padają jej ofiarą;
-żal i nienawiść wobec mężczyzn za doznane krzywdy z patriarchalnej przeszłości. Teraz patriarchat powoli obumiera, pojawi się jakiś nowy system. Każdy chce teraz zachować przywileje dawne (patriarchalne) jednocześnie korzystając z przywilejów nowych. A tak się nie da;
-energie reprodukcyjne (instynkt macierzyński). U mężczyzn ten instynkt jest w formie szczątkowej. Mężczyzna chce związku i seksu, cele kobiety idą dalej – rozmnażanie, założenie rodziny, status społeczny. Ale to się zmienia. A tam gdzie w grę wchodzą śluby, dzieci, kredyty i obowiązki – tam powoli acz nieubłaganie zanika miłość. Nie jest to samo w sobie złem, zła jest społeczna otoczka jaka narosła wokół tej sfery życia;

U mężczyzn też są destrukcyjne programy:

-konserwatyzm i purytanizm – jest to jeden z podstawowych męskich „diabłów” tkwiących w czeluściach samczej psychiki. Bierze się on z chęci kontroli i okiełzania kobiecości, w tym własnego pierwiastka żeńskiego, do którego istnienia społeczeństwo nie daje mężczyznom prawa. Istotny jest tu także podświadomy lęk przed kobiecą seksualnością, który ma genezę w ewolucyjnych mrokach naszych pradziejów, gdy nie znano antykoncepcji. Stereotypowy przykład to narwany, oceniający i osądzający samczyk żądający 100% dziewicy ale dobrej w łóżku, podczas gdy on sam pieprzy wszystko co nie ucieka na drzewo. I nie widzi w tym sprzeczności;
-desperacja emocjonalna i seksualna. Wiedzą o tym kobiety – mężczyzna za wszelką cenę pragnie kontaktu z nimi. Robi się coraz bardziej zdesperowany. Popełnia te wszystkie żałosne błędy, na które kobiety narzekają. Tymczasem zamiast zdesperowanych i żenujących zachowań, do tematu trzeba podejść z dystansem i na luzie. Na głębszym poziomie nie pragnienie osiągnięcia celu wręcz przybliża do tego celu. A paniczne pragnienie – oddala.

Jest ich oczywiście więcej. Zazdrość, zaborczość, chęć posiadania drugiej osoby na własność i kontrolowania jej – są to kolejne destrukcyjne programy „przyklejone” przez system do sfery miłosnej. Podstawa to przepracowanie swoich wewnętrznych diabłów i nauka życia samemu. Bez tego, jak i bez zaakceptowania i pokochania siebie, nie dasz miłości drugiemu człowiekowi. Czyli nie dasz mu swojej energii, a będziesz jedynie brał. Tak robi zdecydowana większość – nie daje od siebie, ale łapczywie bierze. To jest ta większość, której związki trwają te dwa do pięciu lat.

Cały wszechświat dzieli się na dwa pierwiastki: męski (ducha) i żeński (materii). Pierwiastki te są obecne we wszystkim co istnieje, w materialnym i w pozamaterialnym. Który z nich jest silniejszy? Silniejszym i bliższym nam, ludziom żyjącym w ciałach materialnych, jest pierwiastek żeński. A teraz popatrzmy na to przez pryzmat porzekadła, że wszystkie wartości na świecie są odwrócone o 180 stopni. Który pierwiastek obecnie rządzi na Ziemi? Tak, zgadliście – rządzi pierwiastek męski, czyli słabszy! Tak nie powinno być, i generuje to ogromne problemy w skali globalnej. Pierwiastek męski nie powinien mieć prymatu bo wtedy wszystko stoi na głowie.

Porządek pierwiastka męskiego to system który nazwałem MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat) z szeregiem jego destrukcyjnych wypaczeń. Można do nich zaliczyć: rywalizację zamiast współpracy, hierarchizm zamiast poszanowania, walkę zamiast zgody, wiarę (ideologie i religie, w tym racjonalizm) zamiast wiedzy. Wypaczone są podstawowe pojęcia, takie jak miłość. Zamiast miłości prawdziwej, mamy kojarzone z MPP „prawo posiadania” drugiej osoby na własność. I tak można wymieniać jeszcze długo.

Nie wiem co się stało kiedyś, dawno temu, gdy pierwiastek żeński nie tylko został strącony z piedestału, ale zapędzony do narożnika. I nie wiem kto to i po co to zrobił. Te zagadnienia nikną w morzu domysłów i w mrokach naszych pradziejów.

Cytuję: „Bóg Marduk (EGO, które oddziela się od uniwersalnego BYTU) zabija Królową Matkę Tiamat (morze instynktów, kobiecość, kontakt z naturą), dzieląc jej ciało na dwoje, od stóp do głowy (źròdło nowej formy duchowości – nie immanentnej, ale transcendentalnej: innymi słowy nie zakotwiczonej w ziemi, ale wymierzonej w niebo). Z obu części rozpłatanej na dwoje Tiamat powstają niebo i ziemia (źródło dualizmu i schizofrenii lub nienaturalnej dychotomii, w której przeżywamy istnienie).

Męska Era rozpoczyna ewolucję ludzkiej świadomości w kierunku tworzenia samoświadomego i samowystarczalnego Ego (nie potrzebuję Boga, czyli Matki Natury), które wypływa z fałszywej, instynktownej matrycy (nawet Adam i Ewa, zrywając owoc zakazany, obchodzą się bez Boga). Te historie ujawniają proces wdrożony cztery miliony lat temu: proces odejścia od naszych naturalnych matryc, polaryzację archetypów płci, irytującą dwoistość naszego sposobu myślenia, nadmierne wywyższanie męskości.”

Cytuję: „Religia pozbawiła naturę kobiecości czyniąc świat nieczystym, niższym niż nadprzyrodzony świat gdzieś tam, w przestworzach. W konsekwencji ciało stało się grzeszne, a seks zepsuty … Z kolei nauka, choć starała się oddzielić od religii i się jej sprzeciwiać, nie była w stanie uwolnić się od sztywnych postaw wobec przyrody uważanej za niebezpieczną, bezsensowną i od nas oddzieloną, czyli skazaną na wykorzystanie. W konsekwencji ciało stało się obiektem eksperymentòw, a nauka postawiła się na miejscu Boga, szukają odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiązań – także w kwestii śmierci. Tak więc i religia, i nauka są uważane za wyższe od natury, co sprawia, że Stworzenie czuje się niższe wobec natury, podczas gdy to, co znajduje się pośrodku – prawda – zostało utracone.”

Szerzej opisałem to w innych swoich artykułach:
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Zapraszam teraz do przeczytania artykułu Katarzyny Kruk – Nowak o bratnich duszach i związkach. Wklejam go poniżej.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Bliźniacze dusze – co robić kiedy gonisz, a kiedy uciekasz

Cytuję: „Bliźniacze dusze, bliźniacze płomienie, płomyki lub po angielsku twin flames. Odwieczna miłość, której nic i nikt nie jest w stanie zniszczyć. Dwie połówki tego samego jabłka, niepojęta ludzka tęsknota za tym kimś jednym, jedynym, wyjątkowym. Porozumienie bez słów. Miłość, o której piszą poeci, kręcone są filmy, malowane są obrazy, do której wszyscy podświadomie tęsknimy – lecz jak to wygląda w rzeczywistości?

Wyrzuć do kosza wszystkie twoje wyobrażenia o romantycznej miłości, wieczorach przy gwiazdach i spijaniu sobie miłości z dzióbków. To zdecydowanie nie to i to tak nie wygląda, przynajmniej na początku. Potem jest trochę lepiej. Żeby doszło do tego, o czym marzysz, to musicie sobie na to zapracować. Co gorsza oboje. To nie jest żaden spacerek, tylko mozolna, ciężka harówka, często bez widoków na poprawę sytuacji. Najcięższa praca nad sobą, jaka kiedykolwiek cię czeka. Choć warta każdej sekundy cierpienia i walki. To, co się człowiek namęczy ze sobą i z drugą osobą, to jego. Oczywiście, jedna osoba ma trochę lżej, druga trochę ciężej, ale o tym za chwilę.

Na początek trochę teorii

Kiedy Dusza oddziela się ze Źródła, dzieli się na dwie części, umownie nazywane męską i żeńską, ponieważ w takiej konfiguracji schodzą razem na ziemię (być może mogą być tej samej płci, ale dotąd nie słyszano o takim przypadku). Są to więc te dwie przysłowiowe połówki tej samej duszy, które razem tworzą pełnię. Nie znaczy to bynajmniej, że bez tej drugiej osoby jesteś niepełnowartościowy. Wszyscy jesteśmy pełni sami ze sobą, ale z tą drugą osobą jest… jeszcze pełniej. Każdy z nas posiada bliźniaczą duszę, jednak nie każdy spotka ją w tym wcieleniu. Bliźniaki po raz pierwszy zawsze inkarnują razem i przeważnie tworzą wtedy jakąś formę związku miłosnego. Kolejne inkarnacje to już loteria. Mogą schodzić razem albo oddzielnie. Gdy inkarnuje się jedno z nich, druga osoba zawsze zostaje na górze i stamtąd wspiera swoją połówkę w jej zmaganiach i naukach na ziemi. W ten sposób ona też się uczy, ponieważ połączenie między nimi jest tak mocne, że odbierają swoje uczucia bez żadnego problemu. Z kolei, gdy już zdecydują się zejść razem na ziemię, nie ma takiej siły, która by powstrzymała zaplanowane spotkanie. Bliźniacze dusze są ze sobą połączone na stałe i prędzej czy później zawsze się odnajdą.

Obecnie coraz więcej dusz inkarnuje się razem na ziemi. Oznacza to, że mają do wykonania tutaj jakąś misję, poza ogólną czyli podnoszeniem wibracji planety. Ich celem jest zjednoczenie się, ale niekoniecznie pokrywa się to z ziemskim rozumieniem tego słowa. Nie muszą być ani w związku ani w małżeństwie, też nie każdy tandem zaplanował sobie taki scenariusz na to wcielenie. Warto pamiętać, że małżeństwo lub inne „ludzkie” przysięgi są dla duszy uwiązaniem. Ona wie, że jest wolna i nie może posiadać kogoś na własność. To tylko nasze ego potrzebuje zapewnień w postaci umów, przysiąg itp.

Co ciekawe, połączenie między bliźniakami jest tak silne, że gdy jedna osoba umiera i opuszcza ciało fizyczne, druga od razu lub w bardzo szybkim czasie robi to samo. Po prostu nie może żyć bez tej drugiej. Wracają cieszyć się brakiem cielesnych ograniczeń, a potem planować kolejne inkarnacje. W momencie, kiedy osiągną stan najwyższego oświecenia, wracają razem do Źródła.

Praktyka

Gdy dwie osoby spotkają się po raz pierwszy na planie ziemskim, można to porównać do uderzenia piorunem. Świat przestaje istnieć, człowiek traci kontakt z rzeczywistością, nagle czuć nieopisaną radość w ciele, dusza się wyrywa, serce zaczyna szybciej bić. Człowiek przestaje panować nad tym co mówi, robi i czuje. Najczęściej powtarzanym zdaniem przez ludzi jest „kompletnie nad sobą nie panuję, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, chyba wariuję”. Prawda zaś jest taka, że to ogólne poruszenie spowodowane spotkaniem się dwóch takich samych energii, porusza w człowieku odwieczną prawdę i miłość. Jest to na tyle silne doznanie, że czuje je za równo jedna, jak i druga strona, choć intensywność doznań może być zupełnie inna. Od tej chwili nic już nigdy nie będzie takie samo, a twój bliźniak na stałe będzie już gościł w twoim sercu i twojej głowie. Dodatkowo, w tym momencie, kiedy jeszcze nie wiesz, że masz przekichane, przez najbliższe kilkanaście albo kilkadziesiąt miesięcy, albo nawet całe życie – zaczyna się prawdziwa zabawa. Polega ona na tym, że w stosunkach między bliźniaczymi duszami, jedna osoba zawsze jest bardziej ciepła, empatyczna, kochająca, ale ma problem z puszczeniem – nazywamy ją goniącym lub z ang. Chaserem. Druga zaś jest stabilna, logiczna, może nawet wydawać się chłodna – ta z kolei jest uciekającym, czyli Runnerem. Ich celem jest zjednoczyć się z brakującym elementem i odnaleźć w sobie równowagę, zarówno w dawaniu, jak i okazywaniu miłości.

W wyniku tego mamy paradoks. Jedna osoba tak bardzo chce kochać, że druga przed nią ucieka. Uciekająca z kolei też pragnie kochać, ale jest tak przerażona ciepłem, które dostaje od chasera, że ucieka jak najdalej to możliwe, bo nie wierzy, że nie ma za tym żadnego „haka”. Pierwszą osobą, która dochodzi co jej „dolega” jest właśnie goniący. Biedni, skręcają się z bólu i tęsknoty, gotowi rzucić wszystko i wszystkich, byleby tylko być z Runnerem. Nie wiedzą kompletnie, że nie tędy droga. Im bardziej będą naciskać, tym uciekający będzie dalej. Ich zadaniem jest „puszczenie”, zajęcie się sobą , swoim życiem, całkowicie niezależnie od tej drugiej osoby. Pomyślisz sobie pewnie – co za problem?

Tutaj wpada się w kolejną pułapkę. W towarzystwie Runnera goniący czują się jakby byli porządnie naćpani, uzależnieni jak narkoman, który musi brać wciąż więcej i więcej żeby przeżyć. W dodatku włącza się kolejna rzecz. Bliźniak jest twoim lustrem! Najdoskonalszym, jakie możesz dostać. Pokaże ci wszystko, co cię boli, do ostatka, do ostatniej kropli krwi. Nagle zobaczysz wszystko tak dokładnie, poczujesz tak mocno, że będziesz wyć z bólu, który docelowo ma cię zaprowadzić do prawdziwego ciebie. Ale zanim to nastąpi, zostaniesz zmuszony do przepracowania wszystkich, absolutnie wszystkich swoich problemów, włącznie z tymi, których nawet nie jesteś świadom! Możesz zaprzeczać, uciekać, wypierać albo próbować się znieczulić. Z góry uprzedzam, że to nic nie da. Tylko oddali problem i ból będzie rósł w miarę upływu czasu. Nie dość, że człowiek czuje swój ból i widzi własne problemy, to jeszcze czuje drugą osobę, jej uczucia i rozterki – jakby dostawał na barki podwójne kombo, a jego zadaniem jest sobie z tym poradzić: przepracować własne i odciąć nieswoje. Gdy dojdziemy do tzw. „ściany” i kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej, nastaje tzw. czarna noc duszy.

Czarna noc duszy

Osobiście ani ja, ani żadna inna osoba mająca bliźniaka, nie życzyłabym tego nawet najgorszemu wrogowi. Ten czas nastaje, gdy uciekający – przerażony tym, co czuje i co robi goniący (a często podchodzi to wręcz pod nękanie drugiej osoby swoją obecnością) – ucieka jak najdalej się da i następuje rozłąka, która dla goniącego jest stanem prawdziwie agonalnym. Połączenie nie zostaje zerwane, ponieważ jest to niemożliwe, ale jest to dokładnie tak odbierane. W tym samym czasie budzi się także energia kundalini, powoli odblokowują się czakry. Rozłąka jest nieznośna, powoduje fizyczny ból, zaś cierpienie duszy jest nie do zniesienia. Gdy goniący zrozumie, że musi się zająć sobą i swoim życiem, objawy powoli ustępują. Przestaje gonić Runnera, co z kolei powoduje, że ten jest zdziwiony i nie do końca wie, co się dzieje. Nagle już nie czuje takiej adoracji, wsparcia, miłości i… zaczyna tęsknić oraz sam zabiegać o kontakt. Mimo że dalej się boi swoich uczuć i połączenia, tęsknota stopniowo wygrywa i uciekający zaczyna się powoli zbliżać, co z kolei dziwi goniącego. Jak to, ja odpuściłem, a on akurat teraz coś ode mnie chce? To jakiś żart? Paradoksalnie, Runnerzy to osoby przeważnie po wielkim zranieniu i z wielkim strachem przed uczuciem, a jednocześnie potrzebujące tego ciepła bardzo mocno. Cały proces bliźniaczych płomieni stawia ich przed uczuciem, którego nie ominą swoimi standardowymi sztuczkami. I, o ile goniący bardziej przeżywa przebudzenie duchowe, o tyle uciekający wchodzi na ścieżkę poznania siebie i powrotu do serca i swojej uczuciowości. Niestety dla Runnerów, przeżywają oni czarną noc duszy o wiele dłużej niż goniący, z tego względu, że nie mają tak bliskiego kontaktu ze swoimi uczuciami jak goniący, plus ich wewnętrzne blokady nie pozwalają im się otworzyć i zaakceptować uczucia, które się pojawiło. W ignorowaniu odzewu duszy i serca bywają mistrzami, ale dzięki temu są lepiej przystosowani do życia, nie są tak emocjonalni, jak Chaserzy. W momencie, gdy goniący uzdrowi swoje rany, sytuacja się odwraca i to on zaczyna uciekać przed dotychczasowym uciekającym. I tak w kółko, dopóki Runner nie uzdrowi swoich ran, na zmianę przyciągają się i odpychają.

Cały proces tzw. jednoczenia dwóch płomieni może trwać kilka miesięcy, a równie dobrze kilka lat, w zależności od tego czy i jak obydwoje będą nad sobą pracować. Zwróć uwagę, że jesteście zależni od drugiej osoby – czy wam się to podoba, czy nie. Poza rewolucją w sercu i duszy, trzeba przecież prowadzić zwykłe, ludzkie życie, chociażby pracować – zdecydowanie nie jest to łatwe zadanie, kiedy budzi się energia i zaczynają się pojawiać objawy w ciele. Możesz chodzić po lekarzach, a oni nic nie znajdą, ponieważ nie mają pojęcia, że przyczyną są zachodzące zmiany energetyczne. Spróbuj wytrzymać i nie panikować, a z czasem samo zacznie przechodzić.

Jeżeli podejrzewasz, że właśnie na twojej ścieżce życia pojawił się bliźniaczy płomień, poniżej lista „symptomów”, które mogą Ci pomóc w weryfikacji:

1.Wzajemne przyciąganie

Ewidentnie was do Siebie ciągnie. Często jest to bardzo nieświadome. Piszecie do siebie albo dzwonicie (dodajmy w tym samym momencie), bezwiednie siadacie zawsze obok siebie albo naprzeciwko, żeby mieć kontakt wzrokowy. Podświadomie szukacie pretekstu, żeby nawiązać kontakt albo się odezwać. I oczywiście nie możecie się pozbyć tej drugiej osoby z głowy.

2. Mowa ciała

To jest prawdziwy hit, ponieważ goniący widzi każdy najmniejszy gest uciekającego, który nie jest kompletnie świadom tego, co robi. Mało tego. Ludzie, którzy patrzą na was z boku, także widzą, że coś jest na rzeczy i że przyciągacie się jak magnesy, macie podobne ruchy albo mimikę twarzy, które świadczą o głębokim uczuciu, zaś wy kompletnie nie możecie nad tym zapanować. Wchodzą w to ruchy rąk, ciepły wzrok, pochylanie się w swoją stronę, bezwiednie zbliżanie się albo stawanie gdzieś w pobliżu na tzw. „wyciągnięcie ręki”. Gapienie się jak sroka w gnat albo słuchanie samego głosu – niekoniecznie istotne jest, co druga osoba mówi, ważne żeby mówiła. Postronne osoby bardzo często widzą i czują, jak energia między wami skacze, pulsuje, wzrasta. Zdarza się, że mają z tego niezły ubaw obserwując, jak usilnie próbujecie nad sobą zapanować, a zupełnie wam to nie wychodzi albo kompletnie nie jesteście świadomi, jakie sygnały wysyłacie (gorzej, jeżeli jesteście w związku z kimś innym – wtedy zazdrość rośnie do poziomu high). Bardzo często, szczególnie w fazie przebudzenia robi się tak gorąco, że nie można tego wytrzymać np. ja z moim bliźniakiem pewnego listopadowego wieczora siedzieliśmy w krótkich rękawkach, przy dwóch otwartych oknach, wiatraku i włączonym na 12 stopni klimatyzatorze. Z perspektywy czasu, dziwię się, że nic w pokoju nie zaczęło nam latać.

Z czasem gesty i mimika stają się bardziej świadome i łatwiej jest nad tym panować, ale oczy zawsze zostają – ciepłe, błyszczące jak słońce w środku lata – czy chcesz czy nie, tego nie zmienisz. Ciekawa jest też reakcja po dłuższej rozłące. Energia ponownie idzie w górę, zaś od ciała idzie miłość i blask nieopisanej radości, którego nie można niczym zatuszować. Tak, można się od tego uzależnić.

3. Aktywna telepatia i synchroniczność

Jest to coś cudownego i z początku nie do uwierzenia. Trochę przypomina czytanie w myślach, jednak tamto ma miejsce, gdy jesteście blisko siebie, telepatia zaś działa na odległość. I nie ma kompletnie żadnego znaczenia czy dzieli was 20 czy 20 tysięcy kilometrów. W dodatku jest aktywna, więc nie można za bardzo jej wyłączyć. Można to testować na różne sposoby np. wysyłając myśl pt. ”ubierz się dzisiaj w to i tamto” a potem obserwować ze zdumieniem, że druga osoba to odebrała. Mało tego – ubrała się dokładnie tak, jak mówiliście! Możecie również spotykać się w snach. To opcja dla zaawansowanych, którzy mają opanowane świadome śnienie.

Synchroniczność również jest na zaawansowanym poziomie. Piszecie do siebie w tym samym momencie, myślicie. Wyciągasz coś, czego akurat druga osoba potrzebuje, choć nie wiesz zupełnie skąd to masz np. w torbie. Plus znaki – piosenki, które mają ci przypominać (jakby w ogóle dało się zapomnieć…), słowa, reklamy, imiona. Cały świat do ciebie krzyczy, nie ma gdzie uciec i się schować. Z czasem zaczyna być to nawet zabawne, ale na początku jesteś święcie przekonany, że zwariowałeś. W dodatku ludzie nie są żadną pomocą – uważają dokładnie to samo. Ktoś, kto tego nie doświadczył na własnej skórze, nie jest w stanie tego zrozumieć, więc zupełnie nie przejmuj się opinią otoczenia.

4. Współodczuwanie

Osobiście obserwuję i badam to zjawisko dosyć dogłębnie. Bliźniacze dusze bezbłędnie wyczuwają swoje nastroje. Nawet na odległość. Ponadto, zwykle reagują. Mogą mieć ochotę napisać tej osobie, żeby np. mniej pracowała albo już przestała pić, bo zdecydowanie wystarczy, mimo że są daleko od siebie. Goniący odczuwa na początku o wiele mocniej, dlatego tak bardzo chce pomóc uciekającemu w ukojeniu jego bólu. Jakby tego było mało, odczuwają również swoje fizyczne dolegliwości. Nie wiem, ile razy miałam problem, żeby odróżnić co jest moje, a co jego. Ale zgadzało się wszystko, bóle w tym samym miejscu i czasie. Taki mały minus bycia połączonym, który motywuje i jedno, i drugie do dbania o siebie, bo w innym przypadku nie będzie zbyt wesoło. Dodajmy jeszcze do tego maksymalne poczucie bliskości czyjejś osoby. Może się zdarzyć, że będziesz namacalnie czuć jak cię przytula albo dotyka, jakby był tuż obok. Identyczny mechanizm działa, gdy jedna osoba łączy się seksualnie w energii. Druga też może nagle zacząć mieć podobne odczucia, a czasem nawet czuć wyraźny dotyk na ciele. Dotyk partnera twojego bliźniaka dodajmy, co już jest opcją najgorszą z możliwych. Wkraczać do czyjegoś łóżka i nie móc się odłączyć. Z drugiej strony, jako że połączenie między wami jest tak silne – możliwe jest seksualne łączenie się w energii na odległość. Nie musicie się łączyć ciałami, żeby odczuwać przyjemność, czy nawet wielokrotne orgazmy.

5. Czytanie w myślach

W skrócie, polega to na tym, że patrzysz na tę osobę i wiesz. Po prostu. Co myśli, co zaraz powie, jakiego słowa jej brakuje. Bardzo często mówicie to samo w tym samym momencie i nie są to tylko pojedyncze słowa ale całe zdania, a nawet wypowiedzi. Podajesz kubek zanim poprosi. Otwierasz drzwi kiedy akurat się do nich zbliża. Wchodzisz w słowo mówiąc dokładnie to samo itp itd.

6. Wizje

Będąc obok tej osoby albo patrząc jej w oczy, bezwiednie zaczynasz mieć wizje z przeszłych żyć – jak się spotkaliście po raz pierwszy, odłączyliście od źródła albo na co się umówiliście, schodząc tutaj obecnie. Odczuwalne jest to w ciele, jakbyś „wtapiał” się w człowieka, który jest obok i widział wszystko jego oczami lub oglądał film z waszej wspólnej przeszłości na przestrzeni całego istnienia. Bardzo mocne doznanie, szczególnie dla osób, które do tej pory nie miały w ogóle do czynienia z jakąkolwiek duchowością.

7. Uzupełnienie i dopasowanie

Jako, że reprezentujecie dwie przeciwstawne energie, które się uzupełniają, cechy które są u ciebie bardzo mocne, u drugiej osoby będą słabe i na odwrót. Jest tak po to, żebyście mogli się od siebie nawzajem uczyć, wspierać. Wspólna praca nad czymś, zawsze jest bardzo owocna i bywa, że ludzie zmieniają się w tempie ekspresowym. Zaś potem, patrząc z perspektywy czasu np. roku, ze zdziwieniem odkrywasz, że jesteś zupełnie innym człowiekiem, jakby ktoś cię podmienił.

8. Przyciąganie i odpychanie

Klasyczny schemat, który został opisany powyżej. Jedna osoba goni, druga ucieka i tak w kółko, dopóki oboje nie przepracują swoich traum. Ku własnemu zdziwieniu, w pewnym momencie goniący zaczyna uciekać przed Runnerem, ponieważ nie wytrzymuje albo zwyczajnie nie chce czuć jego emocji i problemów, tym bardziej kiedy ma już przepracowane swoje. Przyciąga was uczucie, a odpycha lęk i ból, który przeważnie nieświadomie zadajecie sobie nawzajem. A potem i tak wracacie i karuzela się kręci.

9. Wybaczanie, rany cięte i szarpane

Cokolwiek ta osoba by ci nie zrobiła, zawsze jej wybaczysz, prędzej czy później. Tyle razy, ile cię zrani, tyle samo zostanie jej wybaczone, bo inaczej się nie da, po prostu. Tak samo, tyle razy ile cię zepchnie w otchłań bólu i rozpaczy, tyle samo razy cię stamtąd wyciągnie. Żeby było śmieszniej, z perspektywy czasu jeszcze będziesz jej za to wdzięczny. Dlaczego? Każda rana zadana przez bliźniaka służy rozwojowi – twojemu albo jego albo obopólnemu. Nie wchodzi tu w grę ani przemoc, ani tym bardziej agresja. Bliźniak nigdy celowo i z premedytacją cię nie skrzywdzi ani fizycznie ani psychiczne. Przyczyną tego jest rozwinięte współodczuwanie. Krzywdząc ciebie, krzywdzi też siebie. Jeżeli rani cię świadomie, to wiedz, że ma za tym jakiś cel. Przeważnie twoje dobro i rozwój, choć z twojej perspektywy może to wyglądać zupełnie inaczej. Jest to koronkowa robota, bowiem trzeba umieć wyczuć granice wytrzymałości obydwu stron, w innym wypadku oboje będziecie się zwijać z ogromnego bólu.

10. Samotność

Bardzo często zdarza się, że przed spotkaniem oboje byliście samotni, oddzieleni od swoich dusz i swojego serca, zaś celem jest powrót do waszego prawdziwego ja.

11. Tęsknota i dom

Gdy się spotkacie, zaczynacie odczuwać tęsknotę wielorakiego rodzaju. Z jednej strony za tą osobą, ale już w pełni świadomie. Z drugiej za domem, z którego pochodzicie i gdzie razem przebywacie połączeni. Z trzeciej coś się zmienia – nie tęsknicie już za wyimaginowaną osobą, żyjącą tylko w waszej głowie. Gdy zaczynacie się do siebie zbliżać, tęsknota za nią mija, następuje wypełnienie tej pustki, o której wszyscy tak często i gęsto piszą, za tą drugą połówką jabłka.

12. Identyczność

Na najgłębszej warstwie jesteście tacy sami. Przeważnie macie taki sam albo podobny zawód, tak samo odbieracie świat, wyznajecie podobne wartości i ideały. Dotyczy to również pasji i hobby, a także wyboru partnerów życiowych, urządzenia mieszkania itp. Jeżeli jedna osoba jest uzdolniona w jakieś dziedzinie, to druga również, ponieważ jesteście tacy sami, więc niemożliwa jest sytuacja, że jedno jest gorsze od drugiego. To samo dotyczy sfery duchowej. Jeżeli ty jesteś jasnowidzący, to druga osoba również będzie posiadać taką cechę.

13. Wiedza o sobie nawzajem

Jest to coś, co ma swoje plusy i minusy. Plusem jest, że jest to jedyna osoba na świecie, która zna każdy twój kąt i zakamarek, dzięki czemu może ci pomóc coś uzdrowić, przerobić albo uświadomić. Powszechnym zjawiskiem jest, że słuchacie bardzo uważnie, co wasz bliźniak do was mówi i wiecie, kiedy uderza w sedno. Mimo, że może was to wkurzać albo boleć, jednak nie ma opcji, że się wyłączacie, jeżeli mówi coś ważnego. Może wam dać wskazówki, gdzie iść, co zrobić, na czym się skupić. Minusem jest – no właśnie, dokładnie to samo, czyli wiedza. Na początku ciężko jest się pogodzić z tym, że ktoś widzi i wie wszystko, że nie idzie niczego ukryć. Przyczyna jest prosta. Każdy ma swój cień – coś czego się wstydzi, co ukrywa przed innymi. Tutaj takiej opcji nie ma, więc daje to potężnego kopa do zmiany.

Więcej info znajdziesz tutaj:

http://twin-flames.crazylife.pl/2014/02/20/aspekty-duchowego-polaczenia-u-blizniaczych-plomieni/

Jeżeli na podstawie powyższej listy stwierdzasz, że tak, hurra, spotkałem moją bliźniaczą duszę, to poniżej rady, jak sobie poradzić, będąc w procesie zmian:

Rady dla goniącego:

Najprościej byłoby napisać: „człowieku, odpuść sobie i zajmij się swoim życiem”, ale zdecydowanie tak to nie działa, więc cierp na zdrowie. Paradoksalnie, choć ciężko w to uwierzyć, znajdujesz się w lepszym położeniu, ponieważ jako pierwszy zaczynasz się zmieniać i pracować nad sobą. Po drugie, również jako pierwszy dochodzisz, co i jak oraz co was łączy. Twoim największym problemem jest nieopanowana chęć, a wręcz przymus zagłaskania drugiej osoby na śmierć z miłości. Jak już wiesz, zupełnie nie tędy droga. Poza przepracowaniem własnych traum i programów, twoje zadanie w tej relacji jest bardziej rozbudowane niż Runnera. Przede wszystkim masz nauczyć się równowagi, zająć swoim życiem, niezależnie od tego, czy ta druga osoba w nim będzie, czy nie. Wiem, trudne zadanie, sama przez to przeszłam. Niestety, to nie wszystko. Kolejnym krokiem jest nauczenie się stawiania własnych granic. To trochę jak z dzieckiem. Odpychasz je, wiedząc, że to dobre zarówno dla niego, jak i dla ciebie, oraz że więcej się wtedy nauczy. Spróbuj też spojrzeć, jak to wygląda z jego perspektywy – on kompletnie nie wie, o co ci chodzi. Mało tego, czuje się przyparty do muru, a nawet dręczony psychicznie. Wyobraź sobie, że ktoś do ciebie non stop pisze albo dzwoni – nawet bardzo cierpliwemu człowiekowi prędzej czy później ta cierpliwość się skończy. Jeżeli normalny człowiek potrzebuje wolności i samotności, to uciekający potrzebuje jej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy więcej. Miej też w pamięci, że kontakt z tobą jest dla niego bardziej bolesny niż przyjemny, czyli kompletnie na odwrót niż dla ciebie. I choćby nie wiem, jak cię kusiło, to odłóż telefon, wyłącz facebooka, zajmij myśli czymś innym. Idź się przewietrzyć, dobrze ci to zrobi. Bliźniakowi zresztą też. Jeżeli już tak bardzo potrzebujesz coś zrobić, to po prostu ciepło o nim myśl i wysyłaj swoją energię, ale nic więcej. Weź również pod uwagę, że to co cię kręci w tym połączeniu i daje kopa do zmian i pracy nad sobą, w przypadku Runnera działa dokładnie na odwrót, za to dokładnie z taką samą intensywnością.

Nie bój się też tupnąć nogą albo pokazać, że tak, kochasz, ale też wymagasz pewnych rzeczy. Pewnie, że maślane oczy i energia, która idzie od drugiej osoby powala na kolana i się złamiesz, nie raz i nie dwa, i nawet nie trzy. Jednak celem jest osiągnięcie momentu, w którym nie będzie to robiło takiego wrażenia i wolisz kogoś skrzywdzić niż dać skrzywdzić siebie. Pozwól mu uciec jak najdalej da radę i obserwuj, co się będzie działo. A będzie, to masz jak w banku. Wtedy u drugiej osoby uruchamia się proces pracy nad sobą. Działa to trochę jak mały szantaż: „nie dam ci tego czego chcesz, bo nie chcę cię takiego nieprzepracowanego i nieświadomego”, więc druga osoba podświadomie zaczyna reagować na takie komunikaty. Dlaczego? Ponieważ jakby na to nie patrząc, też cię kocha najbardziej na świecie, więc tracąc nazwijmy to ”adorację” zaczyna się zastanawiać, co się stało, że jest inaczej. A nawet, jeśli nie myśli i nie analizuje, to czuje, że coś się zmieniło i zaczyna jej tego brakować. I tutaj zaczyna się twoja nowa rola. Możesz w jego procesie pomóc, przyspieszyć go (poprzez stawianie wymagań i granic oraz odsuwanie się) albo go zwolnić (polecieć w jego ramiona z radością i łudzić się, że mu to pomoże). Wybór należy do ciebie, spoczywa na tobie duża odpowiedzialność. Nie zapominaj, że przed zejściem tu na ziemię, wasze dusze się tak umówiły i że ta druga zaufała ci bezgranicznie, powierzając ci swoje losy całkowicie, ufając, że jej pomożesz w tym życiu. To jest przyczyna, dla której to ty jesteś goniącym. Masz w sobie tyle miłości, że wystarczy, żeby to wszystko pociągnąć, choć będzie boleć i nie raz zwątpisz w sens tego wszystkiego. Ale spokojnie, nagroda za tę ciężką pracę jest tego warta. Spróbuj także, o ile to możliwe – wyczuć moment, kiedy druga osoba będzie gotowa, żeby się dowiedzieć, co się z nią dzieje. Szansa, że nie będzie miała ochoty wsiąść w rakietę i nie wrócić, jest co prawda bardzo mała, ale przynajmniej dostanie coś innego – samoświadomość, co się z nią dzieje i jakie są tego przyczyny. I powtarzaj sobie wciąż: „cierpliwość, tylko cierpliwość może mnie uratować.”

Rady dla uciekającego:

Kochany Runnerze, jesteś trochę jak dziecko błądzące we mgle, które wie i czuje, że coś się dzieje, ale nie wie, po co i dlaczego. Nawet zbytnio się nad tym nie zastanawiasz, gdyż nie masz kontaktu z własnym sercem albo wypierasz to, co czujesz z obawy przed masą różnych rzeczy. Wiem, że jest ci trudno dotrzeć do własnych emocji, jeszcze gorzej przyznać się samemu przed sobą, a już przed kimś to w ogóle, że się panicznie boisz pokazać, jacy naprawdę jesteściw. Patrzysz na goniącego jak na wariata, którzy coś od ciebie chce, zupełnie nie wiadomo, dlaczego i tak w ogóle, to po co zawraca ci głowę. Plus mówisz, że nic nie czujesz, nie widzisz, zaprzeczasz, albo, co gorsza, wmawiasz, że goniący coś sobie ubzdurał. Zanim to zrobisz, spróbuj przeanalizować w sobie, co ta osoba do ciebie mówi, albo chociaż dopytaj, o co chodzi i jak ona to widzi. Gdy osoba, którą kochasz najbardziej na świecie uważa, że kłamiesz albo zwariowałeś – rani to bardzo mocno. Jest to dla Chasera oczywiste, że jest to dla ciebie niewyobrażalnie trudne, żeby się przełamać w czymkolwiek albo wyjść ze swojego igloo, które było budowane latami, jak nie wiekami. Nie mówiąc już o wyjściu z jakąkolwiek inicjatywą, wolisz już pracować 24/7 niż się odważyć, ba!, nawet pomyśleć o czymkolwiek, jakimkolwiek kroku w kierunku Chasera. Spróbuj jednak okazać choć trochę uczucia. Wysłać głupią wiadomość, np. „myślę o Tobie” albo przytulić, jak człowiek człowieka. Chaser czeka jak spragniony beduin na pustyni na jakikolwiek gest, nawet na coś tak głupiego, jak informacja, że czyjeś zachowanie cię zabolało albo się cieszysz bo to znaczy, że jednak coś czujesz, wbrew temu co pokazujesz na zewnątrz. Jeżeli zaś to też cię przerasta, ale jesteś świadomy, co się z tobą dzieje, to możesz spróbować zrobić to mentalnie. Myśląc o tej osobie, wysyłając jej myśli typu „przepraszam, ale nie jestem gotów”. Jest to metoda, która nie wymaga bezpośredniego kontaktu, na tyle bezpieczna, że nie obciąża cię psychicznie, a może przynieść obydwojgu ulgę. Spokojnie możecie się komunikować na poziomie energetycznym i mentalnym. Nie ma możliwości, żeby uciekający nie odebrał komunikatu. Za bardzo na niego czeka.

Najważniejszą jednak radą jest, abyś spróbował przeżywać swoją ucieczkę bardziej świadomie. Zastanowić się, czemu postępujesz tak, a nie inaczej, co tobą kieruje, przed czym tak naprawdę uciekasz. Biegnąc, a czasem nawet lecąc, spróbuj rozejrzeć się wokół, co mijasz i co się dzieje. W ten sposób możesz pogodzić ze sobą dwie rzeczy. Dalej uciekasz, więc się nie boisz, ale też zaczynasz powoli coś rozumieć. A wtedy być może odczujesz potrzebę zwolnienia albo nawet zatrzymania. Pamiętaj też, że goniący jest tak naprawdę tylko twoim lustrem, które pokazuje to, z czym masz problem. Na takiej samej zasadzie jak ty jemu. Jeżeli ogarnia cię czyste przerażenie na samą myśl, to przynajmniej spróbuj dojść, o co tak naprawdę chodzi i co to lustro ci pokazuje, co za lekcję do odrobienia. Postaraj się nie traktować tego personalnie, miej gdzieś w pamięci, że to, co widzisz w bliźniaku i co powoduje twój wewnętrzny ból i lęk, tak naprawdę jest w tobie i jest twoje. To nie bliźniak daje ci swoje problemy. Wyciąga ci na wierzch twoje własne, żebyś ujrzał, co masz do przepracowania. Pamiętaj też, że choć się boisz, to oto masz przed sobą osobę, która zawsze będzie przy tobie i stanie za tobą murem, cokolwiek by się nie działo, czegokolwiek byś nie zrobił – ona zawsze będzie. Bo kocha bezgranicznie, a jeśli rani, to tylko i wyłącznie dla twojego dobra i przeżywa dokładnie ten sam ból, co ty. Oczywiście ma momenty, kiedy najchętniej by cię walnęła porządną cegłą w łeb, żeby cokolwiek dotarło, ale nie robi tego tylko dlatego, że wie, że ją to zaboli równie mocno. Wiadomo, że nie wiesz, czemu ta osoba jest tak uparta i się zaparła akurat na ciebie, ale uwierz mi, że ona bardzo dobrze wie. Jeżeli tylko otworzysz się choć trochę na to połączenie, przeżyjesz coś, czego żadne słowa nie są w stanie opisać. A może nawet zapragniesz więcej?

I jednym i drugim życzę powodzenia, a już najbardziej wytrwałości i cierpliwości.

Dlaczego ludzie tak się zachwycają tym połączeniem? Sama nie wiem. A tak szczerze, to mimo wszystko, jest to fantastyczne doświadczenie. Mimo bólu, cierpienia, walki z samym sobą, przekraczania własnych granic. Proces poznawania siebie samego, odkrywania, że ktoś wreszcie ma tak samo jak ty, jakkolwiek dziwne i głupie by to nie było, jest bezcenne. Uczucie, kiedy bierzesz telefon do ręki i widzisz, że ta osoba właśnie do ciebie pisze. Albo zwijasz się z bólu, modląc się o cud i właśnie dostajesz idealną wiadomość, która sprawia, że od razu ci lżej. Takie samo pokręcone poczucie humoru. Po ciężkiej pracy zyskujesz osobę, która zna cię od zawsze, każdy twój kąt i zakamarek, a mimo to akceptuje cię takiego, jakim jesteś; na którą możesz liczyć niezależnie od tego, co by się nie działo. Której nie musisz tłumaczyć, bo wszystko jest jasne. Która cię kochała i kocha forever and ever, która nigdy nie zniknie, ponieważ jesteście na stale połączeni. Momentami żyjesz na takim haju, zarówno pozytywnym i negatywnym, że żadne używki ci czegoś takiego nie dostarczą w tak czystej postaci. Plus masa żartów i zabawy, wzajemnych psikusów i docinania, wypominania sobie rzeczy z poprzednich żyć i kupa śmiechu. Dokładnie tego, czego zawsze ci tak bardzo brakowało.”

Autor: Katarzyna Kruk – Nowak
W razie pytań piszcie na: wiedzmakruk@gmail.com
Źródła:
http://www.wrozenieonline.pl/rozwoj-duchowy/blizniacze-dusze-moc-wiecznej-milosci
vismaya-maitreya.pl/
http://twin-flames.crazylife.pl/
http://twinflame.blog.onet.pl/