Tag: dane

CZY CHINY MÓWIĄ PRAWDĘ O EPIDEMII KORONAWIRUSA!?

Sprawa z koronawirusem z Wuhan o ponownie zaczęła rozgrzewać do czerwoności opinię publiczną. Wg mediów, które niezbyt interesują się tym tematem, wszystko jest jak najbardziej w porządku. Oficjalna narracja przyjęta przez rządy i media polega na tym, by raczej nie straszyć ludzi i nie wywołać paniki. Mówi się nam, że Chiny kontrolują rozmiary epidemii, że nic nam nie zagraża, a dane podawane przez komunistów są rzetelne i prawdziwe. Rzadko pojawiają się artykuły o tym, że ten wirus może być bronią biologiczną. Lub też o tym, że rząd chiński może celowo fałszować statystyki, by nie wywoływać w społeczeństwie paniki. Jest to odwrotna strategia niż ta z poprzednich epidemii, podczas których nagłaśniano ich postępy aż do przesady.

Ile jest w tym prawdy? Od kilku tygodni podejrzewam, że prawdy jest w oficjalnej narracji raczej niewiele. Ostatnia doba (12 luty 2020) potwierdziła przypuszczenia moje i innych ludzi. To, co tam się dzieje, przekracza nawet moje możliwości jeśli chodzi o apokaliptyczne prognozy. Chiny podały, że nowych przypadków zachorowań na wirusa z Wuhan jest prawie 15.000, zaś zgonów aż 242. Skąd taka liczba? Od niedawna są tam obserwatorzy WHO, więc narzucili Chinom nowe metody liczenia przypadków i zgonów, bardziej zgodne ze stanem faktycznym.

Od tej pory do liczby zachorowań dopisuje się także te osoby, u których są ewidentne objawy zakażenia koronawirusem, ale których jeszcze nie zdążono przebadać. Zaś do liczby zgonów doliczani są też Ci ludzie, u których po śmierci wykryto wirusa. Wcześniej takie osoby nie były badane, nawet jeśli zmarły na objawy koronawirusa. Po prostu jako ofiary koronawirusa liczono tylko tych, u których wirusa wykryto jeszcze za życia.

W kontekście epidemii koronawirusa wciąż nie wiadomo:

-Ile jest przypadków zachorowań, które przechodzą z bardzo niewielkimi objawami lub wręcz bez objawów

-Ile osób zmarło w domu, chodzi po miastach z wirusem nie mogąc dostać się do lekarza, ile osób zwleka z pójściem po pomoc lub wręcz celowo jej unika

-U jak wielu osób nie wykonano testów na obecność koronawirusa, ponieważ brakuje zestawów do testów, a są one produkowane w USA i sprowadzane do Chin?

-Ile przypadków choroby jest naprawdę, i jak bardzo rząd Chin ukrywa rozmiary epidemii.

Naukowcy w Hong Kongu opublikowali w czasopiśmie medycznym Lancet artykuł o tym, że w samym mieście Wuhan, i to już 25 stycznia, powinno być 76.000 przypadków zachorowań. Z kolei Guo Wengui, chiński miliarder-dysydent, który musiał uciekać z Chin, powiedział coś, co może zastanawiać. Tacy ludzie, jak wiadomo, mają swoje dojścia i wtyki. Mówił, że chiński rząd celowo nie upublicznia prawdziwych danych o rozmiarze epidemii wirusa z Wuhan. Uważa że w wyniku zarazy zginęło już 50.000 ludzi, a krematoria w samym tylko Wuhan od 2,5 tygodnia palą 1200 ciał ofiar wirusa dziennie.

Z kolei jeden z pracowników tych krematoriów powiedział, że pracują oni 24 godziny na dobę i nie nadążają z paleniem ciał zmarłych. Nie wiadomo na ile prawdziwe są te świadectwa, ale dzisiejsze dane o epidemii jak i praktyka reżimów komunistycznych pokazują, że są powody do tego, by przynajmniej częściowo brać te doniesienia na poważnie.

Co jeszcze wiadomo o wirusie z Wuhan?

Czytaj dalej „CZY CHINY MÓWIĄ PRAWDĘ O EPIDEMII KORONAWIRUSA!?”

Jest przeciek o epidemii koronawirusa w Chinach! Dane są szokujące!

Na portalu Jarek Kefir Bez Cenzury jak zawsze najświeższe informacje i kontrowersje odnośnie epidemii koronawirusa z Wuhan z Chin. Są nowe dane!

Na chińskim portalu Tencent, który monitoruje choroby zakaźne, aż trzy razy miało miejsce dziwne wydarzenie. Podano kilkadziesiąt razy większe liczby zachorowań i zgonów, niż te z oficjalnej wersji chińskiego rządu. W dniu 2 lutego 2020 roku podano, że chorych jest 154.000 ludzi, a zmarło 24.500. To prawie 80 razy więcej, niż informacja podana oficjalnie w tamtym czasie.

Powiedziano ludziom, że to pomyłka, i szybko ją usunięto. Jednak taka sytuacja powtarzała się wiele razy na tym portalu. Czy ma tu miejsce jakiś celowy przeciek danych, jakiś „cichy sabotaż” w wykonaniu antysystemowego aktywisty?

Poniżej screen z tego portalu (Tencent):

.

Czy mamy do czynienia ze szwindlem, a rządy zamiast rozdmuchiwać informacje o epidemii, jak w przypadku poprzednich, ukrywają jej rozmiar, bo jej rozmiar jest taki, że już nie wiedzą co robić? Sprawa jest o tyle zagadkowa, że odniosły się do niego oficjalne media, w tym portal O2.pl. Link do tego artykułu poniżej:

Koronawirus zabił 24 tysiące osób. Wyciek przerażających danych

Chiny mają dokonywać licznych manipulacji przy statystykach. Na początku tego tygodnia jeden z lekarzy powiedział, że metodą powszechnie tam stosowaną jest nie zapisywanie jako przypadków koronawirusa ludzi zmarłych na zapalenie płuc, którzy jeszcze nie dostali diagnozy. A takich ludzi jest mnóstwo, bo brakuje już nawet testów do diagnozowania wirusa. Stosuje się także kwalifikowanie zgonu z powodu koronawirusa jako zwykłego zapalenia płuc lub zwykłej grypy.

A teraz oficjalne dane o epidemii wirusa z Wuhan:

Czytaj dalej „Jest przeciek o epidemii koronawirusa w Chinach! Dane są szokujące!”

EPIDEMIA ODRY W POLSCE TO OSZUSTWO! ZOBACZ DOWODY!

Czy w Polsce jest epidemia odry? Czy powinniśmy się szczepić?!

Ponoć w Polsce szaleje epidemia odry. W pierwszej połowie 2018 roku (styczeń-lipiec) odnotowano 128 przypadków (o tym powiemy zaraz…) odry. Dla porównania, w całym 2017 roku odnotowano 62 przypadki odry. Te dane dotyczą całej Polski, a więc 39 milionów obywateli. W mediach istna panika. Zwoływane są kolejne i kolejne konferencje prasowe, które są transmitowane przez mainstreamowe media. Trwa nagonka na rzekomo nieszczepiących rodziców.

Zbyt skomplikowane, by było prawdziwe? W przeszłości w Polsce w niektórych latach odnotowywano tysiące przypadków odry rocznie, mimo szczepień. Nikt nie robił wtedy żadnej nagonki. Temat w mediach nie istniał. Czy to TYLKO kwestia medialnej nagonki na nieszczepiących rodziców? A może ten temat kryje jeszcze inne, bo trzecie dno?!

Przeczytaj koniecznie mój poprzedni wpis odnośnie epidemii odry w Polsce. Dziś dotarłem do nowych materiałów, które są po prostu szokujące i wyjaśniają, skąd ta nagonka. Ale uzupełnienie wiedzy nie zaszkodzi:
Epidemia odry w Polsce: fakt czy mit? Szczepić czy nie? Czytaj dalej „EPIDEMIA ODRY W POLSCE TO OSZUSTWO! ZOBACZ DOWODY!”

EPIDEMIA ODRY W POLSCE!? NIEMCY MAJĄ LEPSZE SZCZEPIONKI!

Epidemia odry w Polsce: fakt czy mit? Szczepić czy nie?

Media w Polsce i w Europie alarmują: zaczyna się kolejna epidemia odry. Rodziców zaczyna ogarniać panika. Zewsząd słychać nawoływania do szczepień na odrę. Płyną głosy potępienia wobec rodziców, którzy z różnych powodów szczepić nie chcą. Z kolei przeciwnicy szczepionek przytaczają argumenty o szkodliwości szczepionki MMR (odra, świnka, różyczka) i braku wiążących dowodów na jej skuteczność. Twierdzą, że to nie szczepienia pomogły zwalczyć choroby, ale lepsza profilaktyka i poprawa poziomu życia na przestrzeni dekad. Uważają również, że mamy do czynienia ze sztucznie pompowaną nagonką i lobbingiem na ogromną skalę.

Czy mamy powody do obaw? Czy ta panika jest słuszna? A może za tą sprawą kryje się jakieś drugie dno? Przyjrzyjmy się temu bliżej..

Jako że ludzie z reguły nie pamiętają wydarzeń sięgających więcej niż dwa lata wstecz, przypomnijmy pewne fakty. Na początku 2015 roku ogłoszono epidemię odry w Walii a potem w Europie, w tym w Polsce. Choć w 2015 roku laboratoryjnie potwierdzono tylko jeden przypadek odry. Pozostałe przypadki były tylko podejrzeniami odry, jak się okazało – niesłusznymi. Tylko tego media już nie podały, jednak panika była podobna, a strachu co nie miara. Z kolei kilka lat przed rokiem 2015 mieliśmy prawdziwą mini-epidemię odry, gdzie w samej tylko Polsce stwierdzono oficjalnie tysiące przypadków. Wtedy jednak media milczały. Dlaczego? Czyżby dlatego, że wtedy nie było przeciwników szczepień i nie było potrzeby kręcenia bata na nich? Czytaj dalej „EPIDEMIA ODRY W POLSCE!? NIEMCY MAJĄ LEPSZE SZCZEPIONKI!”

Prof. Alfred Russel Wallace: „Szczepienie jest złudzeniem a jego egzekwowanie przestępstwem”

Prof. Alfred Russel Wallace: „Szczepienie jest złudzeniem a jego egzekwowanie przestępstwem”

Przedstawiam Wam kolejny felieton przedstawiający korupcję, fałszowanie danych i badań, istnienie blokujących niewygodne publikacje monopoli wydawniczych. A także to, że szczepienia nie tylko nie zapobiegają chorobom, ale je wręcz wywołują. Wywołują także całą gamę działań niepożądanych, w tym zgonów.

Autorem felietonu jest dr Jerzy Jaśkowski, który swoją dociekliwością i chęcią zmiany tego, co bardzo trudno zmienić, budzi respekt. Jest to lekarz ze starej generacji, generacji która nie da się zepchnąć do roli ślepego wypełniacza procedur i sprzedawcy leków.

To właśnie Ci starsi lekarze, gdy odpowiednio, bez osądzania i szokowania teoriami spiskowymi się do nich zagada – często przyznają rację temu, o czym piszę. Czyli przyznają rację, że wielkie oszustwo w medycynie istnieje, przyznają też racje medycynie alternatywnej – czyli leczeniu ziołami, aminokwasami, witaminami i minerałami, dietą, homeopatii.

Zupełnie inaczej jest z młodą generacją lekarzy. Jest to pokolenie karierowiczów, internetu – a więc też pokolenie „beki”, „śmieszkowania”, wykopu (wykop.pl) i ttdkn’u. Jest to więc pokolenie, które do samego bycia lekarzem ma dołączoną też ideologię. Jest to ideologia ateizmu (typowa dla środowisk naukowych), sceptycyzmu / racjonalizmu (negacja i walka z oponentami, nazywanymi „zwolennikami teorii spiskowych”) i technokracji (ślepe posłuszeństwo procedurom, wytycznym, dogmatom, i przede wszystkim temu co nakażą rządy i elity polityczne). Jest to grupa lekarzy z wypranym mózgiem. To właśnie oni aktywnie działają, także w internecie. Udzielają się masowo w miejscach z treściami alternatywnymi, np u mnie. Oni naprawdę w to wierzą.

Sprawę komplikuje wprowadzenie do medycyny pseudonaukowej ideologii – tzw. „medycyny opartej na faktach” (evidence based medicine) która nie tylko nie zapobiega katastrofalnym pomyłkom medycyny w stylu lobotomii i talidomidu, jak i nie zapobiega fałszerstwom i korupcji. Ale je wręcz legalizuje, ułatwiając ich przeprowadzanie.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

Cytuję: „Szczepione są dzieci z rodzin biednych, niewykształconych, z dzielnic lumpenproletariatu, kolorowi. Nie szczepią się dzieci z rodzin bogatych, wykształconych, białych”. USA

W normalnym Parlamencie człowiek nie ma prawa napadać na innego człowieka pod pretekstem zdrowia publicznego” prof.F.W Norman,Oxford.

Jak widzimy, naciski fanatyków szczepień nasilają się od kilku miesięcy. Już nie wystarcza straszenie chorobami, ale szykują się na przykład do karania lekarzy, którzy rzetelnie informują społeczeństwo o przekrętach przemysłu szczepionkowego. Fanatycy szczepień nawołują do karania rodziców nieszczepiących swoich dzieci.

Albo wręcz, tak jak p. dr Grzesiowski, fałszują historię medycyny. Dr Grzesiowski to w ogóle ciekawa postać. Pracownik państwowej instytucji, czyli żyjącej z pieniędzy podatnika, pracuje na drugim etacie w fundacji propagującej szczepienia. Jak powszechnie wiadomo, fundacja to masa majątkowa i właściciel tej masy decyduje o zakresie działania organizacji. W tym przypadku fundusze są „nieznanego” pochodzenia.

Ale  „ekspert dr Grzesiowski” nawołuje do szukania cmentarzy, na których leżą dzieci zmarłe z powodu braku szczepionki.

Oczywiście, sam nie podaje żadnego przykładu takiego cmentarzyska, co jest zawsze cechą charakterystyczną wszystkich lobbystów. Więc postanowiłem poszukać owych cmentarzy. Najlepszym miejscem do ich szukania są kraje, w których dokumenty i rozmaitego rodzaju akty prawne nie zostały zniszczone. Jak wiadomo, Polski nie było przez 123 lata i wszelka dokumentacja z tego okresu nie istnieje w Kraju, tylko jest przetrzymywana w różnych zakątkach świata. Na przykład dokumenty policyjne z Małopolski Wschodniej znajdują się w USA. Do krajów, które przez ostatnie co najmniej 150 lat nie były niszczone, należy niewątpliwie Anglia i USA.

Po zapoznaniu się z historycznymi dokumentami, resztki włosów się jeżą na głowie, z powodu fałszerstw w dziedzinie ogólnie zwaną epidemiologią, z jakimi mamy do czynienia w dobie tzw. cyfryzacji.

Po pierwsze, w Polsce niezmiennie podaje się, że niejaki Jenner był jakoby lekarzem. Tymczasem we wszelkiej maści publikacjach do 1900 roku stwierdza się, że Jenner był aptekarzem. Dopiero koło 1910 roku nagle zmienia się jego profesję na lekarza. Mało tego, dzieje się to jakieś 50 lat po jego śmierci. Wyraźnie widać, że fanatycy, za pieniądze, chcieli dodać wiarygodności tej postaci, z powodu powszechnego bojkotu „odkrycia” tego pana przez lekarzy.

Generalnie można podać, że o wiele więcej ludzi umierało po szczepieniach, aniżeli z powodu chorób.

Do analizy materiału statystycznego Anglii powrócę.
Ale takie fałszowanie statystyk odbywa się nagminnie do dnia dzisiejszego. W Polsce po 1945 roku nie wydano żadnego podręcznika chorób zakaźnych, czy epidemiologii, który zawierałby prawdę o historii chorób zakaźnych, czy podawał prawdziwe dane. W ten sposób otumania się młodych ludzi, którym się wydaje, że do wyższej szkoły przychodzą do skarbnicy wiedzy. O ile to było zrozumiałe po 1944 roku, z powodu tzw. Mordów Katyńskich, w których wymordowano 75% polskich profesorów, 56 % polskich lekarzy i 26% polskich nauczycieli, czy 27% polskich inżynierów [lub odwrotnie], o tyle zdawałoby się, że obecnie można już pisać prawdę.
Ale nie po to istnieje monopol wydawniczy, aby nie kontrolować tego, co ludek ma dostawać do trawienia.

Ale od początku.

Musimy pamiętać, że żadna książka w tym systemie politycznym, jaki panował w XX wieku i nadal panuje, nie ma prawa zostać wydana bez cenzury. Zamiast, tak jak to było za cara, czy potem w komunizmie sowieckim, istnienia urzędu cenzury, obecnie realizowane jest to przez monopol wydawniczy. Monopol wydawniczy jest kontrolowany przez system podatkowy. Żaden wydawca nie wyda czegoś, co jest niepoprawne politycznie.

Jednym z nielicznych niepoprawnych historyków, przedstawiających wpływy sąsiadów na politykę naszego nieszczęśliwego kraju, był p. Marszałek, ale jego książek zdobyć nigdzie nie można.

Normalny autor może wydać książkę co najwyżej w nakładzie 500 – 1000 egzemplarzy. Na tyle może bowiem uzbierać funduszy. Poza tym, brakuje mu możliwości kolportażu, żadna księgarnia nie przyjmie pozycji na swój skład bez zgody hurtowni, ponieważ w przeciwnym razie zostaną zablokowane dostawy innych pozycji. Wiem to z własnego doświadczenia, ponieważ w minionym okresie wydałem ponad 20 pozycji książkowych i znam opinię księgarzy. Wiem, co się w tej branży dzieje.

Wszystkie książki medyczne są wydawane za pomocą dofinansowania koncernów farmaceutycznych, o czym świadczą chociażby reklamy umieszczane w tych książkach. Jest rzeczą oczywistą, że książka nie może zawierać sprzecznych z reklamą tekstów.

Po drugie, to pranie mózgów polega także na likwidacji części tzw. klinicznej w danym podręczniku, na rzecz opisu procedur, jakie przyszły medyk musi wykonać, aby nie narazić się na przykrości.

Przypominam, wszelkiego rodzaju procedury NFZ, czy Ministerstwa zwanego Zdrowia, nie posiadają fizycznych autorów. Pod takimi procedurami nikt się z nazwiska nie podpisuje. Zawsze ustala to „komisja” wybitnych specjalistów, anonimowo. Może dlatego, że te procedury często przypominają opinie Klubów AA.  A może to wcale nie są specjaliści, tylko urzędnicy wypełniający polecenia starszych i mądrzejszych?

Żaden podręcznik chorób zakaźnych, z wydanych po 1945 roku, nie zawiera podstawowych danych liczbowych z zakresu epidemiologii. Widać wyraźnie, że pisane są według tego samego schematu dużej liczby przymiotników. Najlepszą profilaktyką według tych książek są szczepienia, bez szczepień mielibyśmy epidemie itd.

Pomimo, że za tymi podręcznikami stoją różni autorzy, to treść w zasadzie jest ta sama.

Jedynym chlubnym wyjątkiem jest cykl podręczników p. prof. Anusza, który podaje okresowe statystyki, dodatkowo uaktualniane w każdym nowym wydaniu.

Mało tego, są to w chwili obecnej jedyne dostępne statystyki dla polskiego lekarza. Statystyki przedstawiane na stronach PZH są dezinformacją i w dodatku są inne od tych, które PZH wysyła do WHO.

Żaden z tych „podręczników” nie podaje nawet faktów z historii chorób zakaźnych z czasów życia autorów tych podręczników.

Przykładowo, w 1912 roku była olbrzymia epidemia ospy w Niemczech. Prawie trzy czwarte polskich epidemiologów była kształcona w zaborze pruskim i austriackim, czyli posiadali pełną znajomość języka niemieckiego, a żaden z tych autorów nie przytacza pozycji niemieckiej o tej epidemii i skutkach bezmyślnego stosowania szczepionki.

Poniżej przytoczę dane cmentarzy fanatyków szczepień, mniej lub bardziej opłacanych przez przemysł szczepionkarski.

Epidemię w Anglii omówię na podstawie raportu angielskiego miasta Leicester. Mieszkańcy z tego miasta są znani z otwartego buntu przeciwko przymusowi szczepień. Dzięki swojej heroicznej postawie [matki dzieci nieszczepionych zamykano w więzieniach] udało się znieść przymus szczepień. Dzięki temu śmiertelność  w epidemii ospy w regionie była 5 krotnie mniejsza, aniżeli w regionach, gdzie przymus szczepień został zachowany.

EPIDEMIA OSPY w Niemczech, w 1912 roku: zmarło 36 000 samych dzieci. Co trzecie dziecko zaszczepione umarło. Był przymus szczepień. Żaden z autorów i pomysłodawców tej epidemii poszczepiennej nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Do dnia dzisiejszego nie ujawniono nazwisk tych twórców masowych cmentarzy poszczepiennych.

Epidemię ospy w Nowym Yorku opisywał doskonale dr Chas M. Higgings we wrześniu 1919 roku.

„Na terenie miasta i stanu Nowy Jork było w okresie 15 lat więcej zgonów z powodu szczepień, aniżeli z powodu choroby-ospy”. Prof. Alfred Russel Wallace stwierdził wprost: „Szczepienie jest złudzeniem, jego egzekwowanie przestępstwem karnym” 1899.

Podczas epidemii tzw. hiszpańskiej grypy, panującej w latach 1918/20, zmarło według różnych statystyk, od 20 do 50 milionów ludzi. Chorowali, i do Europy przywieźli tę chorobę amerykańscy żołnierze, szczepieni przed wyjazdem na front.              Droga szerzenia się epidemii jest doskonale znana. Najpierw chorowali amerykanie, potem prostytutki portowe w Bordeaux, do którego przypływały statki z USA, a potem epidemia rozpowszechniła się na cały świat. Szczególnie związane to było z powrotem żołnierzy do USA. W żadnej książce wydawanej w latach 1920-30, nie ma informacji o jakiejkolwiek grypie hiszpańskiej. Pojęcie to wprowadzono dopiero w 1936 roku, czyli prawie 20 lat po fakcie.

Epidemia ówczesna zasadniczo różniła się klinicznie od obecnie spotykanych zakażeń wirusowych grypy, lub grypopodobnych. W latach 1918/20 chorowali głównie ludzie młodzi, w wieku 20 – 45 lat. Dziwnym trafem, nie chorowały dzieci oraz osoby starsze. Jak wiemy, obecni dezinformatorzy i fanatycy szczepień w rodzaju p.prof.mgr Lidii Brydak, Somonidesa, czy dr Mrukowicza twierdzą, że właśnie w grypie to ludzie po 60. roku życia i dzieci są zaliczani do kategorii specjalnie predysponującej do zachorowania. I twierdzą to pomimo opracowania Cochrane Database, że szczepienia przeciwko grypie ludzi starszych mają taką samą wartość jak mycie rąk. A bezpieczeńśtwo szczepionek dla małych dzieci nigdy nie zostało przebadane. Sam musisz sobie odpowiedzieć Szanowny Czytelniku co jest powodem szerzenia takich dezinformacji?

Kolejna epidemia po szczepieniach przeciwgrypowych miała miejsce w 1940 roku. Znowu umierali głównie młodzi ludzie, szczepieni przed wyjazdem na front II Wojny świtowej. Zmarło w jednym tylko okresie szczepień 60 000 ludzi.

W porównaniu do „strasznej pandemii” w 2009 roku, kiedy to zmarło na grypę w USA, 320 milionowym społeczeństwie, 18 osób, to rok 1940 możemy zaliczyć do rzezi dokonanej przez szczepionkowców.

Proszę porównaj: grypa w przebiegu naturalnym w 2009 roku zabija 18 osób, a  działania lobby szczepionkowego w 1940 uśmierciło 60 000 ludzi. I jak to zwykle bywa, nikt nie poniósł kary. Wojna wszystko zatarła i straty osobowe zrzucono na Hitlera.

EPIDEMIA POLIO WYWOŁANA PRZEZ B. Gatesa i WHO w 2011/12 roku. Normalnie od dzikiego szczepu polio chorowało w Indiach około 220 dzieci rocznie, na miliard dwieście milionów mieszkańców. W 2011 roku zaszczepiono milion dzieci i aż 61000 z nich zachorowało i zostało kalekami do końca życia. Oczywiście, żaden z biuletynów Izb lekarskich nie poinformował o tym swoich członków.

A niby w jakim celu miałby informować PT Kolegów Lekarzy, mają sprzedawać, a nie myśleć.

Oczywiście, żadnych odszkodowań poszkodowane rodziny nie otrzymały, podobnie jak dzieci poszkodowane przez szczepionki w latach siedemdziesiątych w województwie poznańskim.

Oczywiście, w Polsce także nazwiska twórców tej epidemii poszczepiennej nie są znane.

Także do dnia dzisiejszego, a podobno od 25 lat żyjemy w wolnym kraju, żadna komisja lekarska nie odkryła ludzi odpowiedzialnych z PZH za zakup szczepionek przeciwko polio, skażonych małpim wirusem SV-40, rakotwórczym dla człowieka. Oczywiście, nawet obecnie żadnych badań, ile spośród tych zakażonych osób zmarło na raka, nie prowadzi się.

A już w 1960 roku naukowcy amerykańscy przewidywali epidemię raka w krajach byłego kondominium sowieckiego. A że mamy wyjątkową epidemię zachorowań na raka, to jest fakt bezdyskusyjny.

Podobnie pomimo udowodnienia, że szczepionki tzw. DPT, zawierają przeciwciała HCG, powodujące poronienia zwane samoistnymi, w Polsce na ten temat PZH nabrało wody w usta, co nie przeszkadza tym „państwowym” pracownikom na głośne straszenie rodziców i lekarzy, jeżeli kontyngent zaszczepionych nie zostanie wykonany.

A przecież nawet w takiej afrykańskiej Kenii przeprowadzono badania udowadniajace takie skażenie szczepionek.

Poniżej  podaję nazwiska największych lobbystów szczepień :

Dr hab. n. med. Teresa Jackowska:
Honoraria od firmy GSK i MSD za wykłady wygłaszane na konferencjach naukowych i szkoleniowych oraz finansowanie udziału w międzynarodowych kongresach i konferencjach naukowych.

Dr n. med. Jacek Mrukowicz*:
W okresie minionych 3 lat otrzymałem:
honoraria od firmy GSK i MSD, producentów szczepionek przeciwko HPV, za wykłady wygłaszane na konferencjach naukowych i szkoleniowych
finansowanie udziału w międzynarodowych kongresach i konferencjach naukowych od firmy GSK.
Jestem redaktorem naczelnym czasopisma „Medycyna Praktyczna Pediatria” i suplementów „Szczepienia” wydawanych przez wydawnictwo Medycyna Praktyczna, w których pojawiają się m.in. reklamy szczepionek i produktów wytwarzanych przez firmy GSK i MSD.
Jestem etatowym pracownikiem „Medycyny Praktycznej Szkolenia”, która organizuje konferencje i warsztaty szkoleniowe dla lekarzy i pielęgniarek, w tym m.in. sponsorowane przez firmę GSK.

Dr hab. n. med. Leszek Szenborn, prof. nadzw. AM:
Honoraria za wykłady/konsultacje, finansowanie w uczestnictwach w konferencjach i kongresach naukowych (MSD i GSK)
Prowadzenie badań klinicznych (GSK)

Prof. dr hab. n. med. Jacek Wysocki:
Uczestniczył w badaniach klinicznych, wykładach sponsorowanych oraz korzystał z pomocy finansowej przy wyjazdach na kongresy naukowe od kilku firm produkujących szczepionki.

Volume 85, Issue 4, July–August 2010, Pages 360–370

Ostatnio wyjątkową niewiedzą w zakresie szczepień popisuje się p.Lidia Gądek posłanka PO http://www.termedia.pl/Lidia-Gadek-powstaje-nowa-ustawa-dotyczaca-szczepien,16672.html

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Pracownicy banków okradają klientów?! Czy Twoje pieniądze są bezpieczne?

Pracownicy banków okradają klientów?! Czy Twoje oszczędności są bezpieczne?

bankiPrzedstawiam dziś historię jednego z klientów banku, który, jak się okazało, został okradziony przez jego pracowników. Nie przez gangi wykradaczy kart i PIN’ ów z Rumunii, Bułgarii czy nie wiadomo skąd.

Część pracowników banków, działając niczym gangsterzy, dorabia karty klientom, kopiuje ich dane i wypłaca sobie pieniądze. Sprawcy nie zostają wykryci, a wina idzie na bliżej nie zidentyfikowanych „wykradaczy kart i PIN’ ów”. Policja i prokuratura utajnia ten proceder, by nie było skandalu, by i tak wątłe zaufanie do instytucji bankowych nie spadło.

Pozostaje tylko pytanie, jak szeroki jest to proceder i dlaczego jesteśmy wobec niego bezsilni? Czy mamy do czynienia z kolejną odnogą ośmiornicy, w której rączka rączkę myje?
Pisałem na swojej stronie o aferach w polskich bankach, polecam zbiór linków na ten temat:

Banki łupią nas z pieniędzy!
Wielkie oszustwo bankowe w Polsce. „Straciliśmy wszyscy”
Bankowy Tytuł Egzekucyjny sprawia, że rząd RP zarządza kolonią, a nie niepodległym państwem!
Polskim bankom brakuje 4,5 mld złotych
Co łączy bank Pekao S.A. z korporacjami ITI i Agora?
Afera Getin Bank jest większa niż Amber Gold! Wytransferowano miliardy..
Afera Getin Bank i dzika prywatyzacja PKN Orlen
Getin Bank zatrudnił armię trolli do poprawy wizerunku – ujawniam kulisy skandalu!
Mataczenie akcjami w Getin Banku – prokuratorzy, bankowcy, maklerzy na służbie u biznesmena Leszka Czarneckiego
Tajemnice ratowania banków: to przekręt stulecia
Tracimy miliardy dolarów na rzecz banków. To złodziejstwo w biały dzień!

Człowiek okradziony przez pracowników banku – poznaj jego szokującą historię:

Cytuję: „Nakładki, magnesy, czytniki, czyli SF – Science Fiction bankierów!

Opowiem wam moją historię.

Pewnego dnia sprawdzam konto w banku i łapię się za głowę – brakuje dokładnie 10.000 złotych! Lecę do banku, pytam co się dzieje, a pani w okienku daje mi wyciąg, że wypłaciłem z bankomatu 10.000 złotych w niedzielę! Pytam się jakim cudem mogłem z bankomatu wypłacić 10.000 złotych, skoro mam limit dzienny 1500 złotych? A pani mi mówi, że pewnie limit zmieniłem. Więc sprawdza mój limit i jest..1500 złotych!

Wzywam policje, pracownicy banku zaczynają biegać nerwowo, pojawia się dyrektor placówki, policja spisuje protokół i odjeżdża. Za tydzień dostaję informację z banku, że moje pieniądze są znów na koncie..

Policja (mam na szczęście kolegę) powiedziała mi w tajemnicy, że to pracownicy banku, a w zasadzie trzech – robili takie przekręty i bank nie chce o tym rozgłaszać.

Pracownik banku ma dostęp do wszystkich Waszych danych, może zrobić operację na papierze jako wypłata z bankomatu i sobie te pieniądze odebrać w kasie, może dorobić kartę do konta.. Może zrobić wszystko!

A potem w TV czy mediach słyszymy, że magnesy, czytniki, skanery w bankomatach.. I szajki międzynarodowe z Bułgarii i Rumunii.. Ludzie w to wierzą, bo TV w Polsce się wierzy. A prawda jest porażająca, to pracownicy banku kradną.”

Źródło historii: http://biznes.onet.pl/forum/nowe-pulapki-w-bankomatach,0,1284600,139111093,czytaj.html

Telemarketerze, skąd do cholery masz mój numer?! Oto „wolny rynek” w pełnej krasie!

Konsultanci i telemarketerzy bezprawnie nękają telefonami

Telemarketerzy różnych firm telefonują do nas po to, by coś zaoferować. Są oni w stanie przez 20 minut gadać o nowoczesnych zestawach do gotowania czy spania, co leczą wszelkie choroby. Jednak udzielić odpowiedzi na nasze pytanie – skąd mają nasz numer – nie mogą. I żaden z nich nie może.

„Witam, czy mam przyjemność z właścicielem tego telefonu?” pyta, telefonując na prywatny numer telefonu. Jest to telemarketer firmy Eco Vital, która uważa, że jest „specjalistą od zdrowego trybu życia”. Klientom tej firmy kojarzy się jednak z horrendalnie podniesionymi cenami produktów, a Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów – z zabronionymi praktykami handlowymi, za które firma ta została ukarana kwotą w wysokości 200.000 złotych.

-„Chcę zaprosić panią na prezentację nowoczesnych produktów do kuchni, na której odbędzie się też wystąpienie znanej osobistości” – utrzymuje telemarketer. Czemu dzwonię na ten numer? Ponieważ jest on zarejestrowany w systemie.

Nazajutrz drugi telefon. Tym razem telefonuje konsultant z firmy Welmax, która sprzedaje komplety „luksusowej” pościeli (materac, poduszki, kołdra za 8.000 złotych) i zestawy naczyń kuchennych „dla koneserów” kosztujące ponad 5.000 złotych.

-„Dzwonię, bo chciałbym namówić panią do skorzystania z rabatu. Skąd posiadam ten numer telefonu? Nie wiem, chyba z PKT – mówi.

Nękani telefonami

Niewielu rozmówców interesuje się skąd telemarketerzy znają ich prywatny numer komórkowy. Satysfakcjonującej odpowiedzi jednak nie otrzymują.

– Do mnie ciągle wydzwania jakieś krakowskie wydawnictwo sprzedające album z papieżem. Ilekroć ich pytałem dlaczego właśnie do mnie, słyszałem, że mój numer jest ogólnodostępny. A przysięgam, że odkąd go mam, czyli piętnastu lat, ani razu nie zostawiłem byle gdzie, nie wiedząc w jaki sposób ten numer zostanie wykorzystany – opowiada pan Krzysztof z Gdańska.

Adriana z Zielonej Góry też nękają sprzedawcy telefoniczni. – Kiedyś jednego przycisnąłem. Powiedziałem: mów pan, bo inaczej zadzwonię do urzędów, co bronią konsumenta. Do wszystkich zadzwonię, żeby z tym coś zrobili. A konsultant na to: panie, wyjaśniaj to z książkami telefonicznymi. Ja z tym wspólnego nic nie mam, tylko dzwonię. Też prawda – rozkłada ręce mężczyzna.

PKT nie ma w bazie

O obecność swoich personaliów w Polskich Książkach Telefonicznych postanowiłam zapytać, domniemanego winowajcę rozpowszechnienia danych osobowych, czyli właśnie PKT, występującego teraz jako pkt.pl. – Proszę złożyć pismo w tej sprawie albo wysłać zgłoszenie elektroniczne na podany na stronie adres mailowy – miłym głosem zachęciła pracownica infolinii. Wysłałam natychmiast, odpowiedź dotarła po trzech tygodniach.

Agnieszka Bukowska, koordynator telefonicznej obsługi posprzedażowej w PKT, informowała, że ani specjaliści do pozyskiwania i aktualizacji danych, ani pracownicy działu IT nie znaleźli moich danych w bazie PKT. „Natomiast zastanowiło nas – kontynuowała koordynatorka w piśmie – że pisze Pani w mailu o spisie abonentów – my nie prowadzimy spisu abonentów prywatnych. By do końca wyjaśnić kwestię bardzo proszę o przesłanie do mnie linku, pod którym są widoczne Pani dane, a postaram się szybko ustalić, jak mogło dojść do naruszenia Pani praw i kto ponosi za to odpowiedzialność.”

Też chciałabym wiedzieć, gdzie znajdują się moje dane, tak że wszyscy mają do nich dostęp.

– Ja również dzwoniłem do książek telefonicznych. Mi rozmówca radził zwrócić się do operatora komórkowego, ponoć to sieci wymieniają się między sobą numerami swoich abonentów i udostępniają je osobom trzecim – jest przekonany pan Krzysztof. Czytelnik zadzwonił na infolinię Plusa. – Powiedzieli, że nie udostępniają, bo ochrona prywatności abonenta jest dla nich najwyższym priorytetem – dodaje mężczyzna.

– Posiadamy własne biuro numerów Play – informuje także Joanna Kwiatkowska, specjalistka ds. PR w sieci Play. – Jeżeli ktoś chce uzyskać numer naszego abonenta, może skorzystać z biura numerów Play. Jednak nasz klient musi zaznaczyć zgodę marketingową na udostępnienie swojego numeru – Joanna Kwiatkowska dodaje również, że Play nie przekazuje danych swoich abonentów do Ogólnokrajowego Spisu Abonentów i Ogólnokrajowego Biura Numerów.

OBN i OSA

Ogólnokrajowy Spis Abonentów oraz Ogólnokrajowe Biuro Numerów zostały utworzone z nakazu Unii Europejskiej. Według wspólnotowego prawa, lista numerów telefonicznych, zarówno stacjonarnych, jak i komórkowych, wszystkich abonentów musi istnieć w każdym kraju członkowskim, czyli w Polsce też. Obowiązek sporządzenia takich list przypadł Telekomunikacji Polskiej (Orange TP S.A.). Pierwsza z nich – OSA – wychodzi w formie drukowanej, a druga – OBN – udostępniana jest drogą telefoniczną.

Abonent nie może się znaleźć na tych listach, nie wiedząc o tym. „Zamieszczenie w OSA lub OBN danych identyfikujących abonenta będącego osobą fizyczną może nastąpić wyłącznie po uprzednim wyrażeniu przez niego zgody. Jednocześnie zgoda ta nie może być domniemana lub dorozumiana z oświadczenia woli o innej treści” – informują użytkowników Urząd Komunikacji Elektronicznej i Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Potwierdza to również biuro prasowe Orange Polska. – Stosowne oświadczenie woli abonent składa w formie pisemnej. Może je złożyć w chwili zawierania nowej umowy na usługi telekomunikacyjne lub wypełniając oświadczenie woli pobrane ze strony internetowej. Abonenci innych operatorów telekomunikacyjnych składają oświadczenia woli u swojego operatora – wyjaśnia Maria Piskier. Zapewnia też, że zgodę na wykorzystywanie swojego numeru i personaliów można wycofać w każdym momencie w salonach albo przez telefon. Nie można jednak usunąć danych, których wcześniej się nie udostępniało.

Pani na liście nie ma

– To jest jakiś nonsens – oburza się pan Krzysztof. – Telemarketerzy powołują się na dane dostępne w PKT lub OSA, ale firmy zarządzające listami abonentów zaprzeczają jakoby miały je w swoich spisach. Dzwonię do Ogólnokrajowego Spisu Abonentów, aby sprawdzić status swoich danych: – Mam w systemie tylko jedną osobę o takim samym nazwisku jak pani – odpowiada konsultantka. Pytam, czy to ktoś z mojej rodziny, podaję imiona. – Tego pani nie powiem, ale mam w bazie numer stacjonarny. W sprawie numerów komórkowych proszę dzwonić do Ogólnopolskiego Biura Numerów.

Dzwonię więc do OBN, podaję nazwisko i adres do identyfikacji. – Nie mam w systemie osób o tym nazwisku – słyszę od konsultantki. – To jest pewne? – Tak, nie posiadamy pani danych osobowych. To skąd one wypłynęły? Póki się zastanawiałam, znowu zadzwoniła telemarketerka z firmy Welmax. – Przecież wielokrotnie prosiłam, żeby państwo usunęli moje dane osobowe ze swojej bazy i więcej nie nękali mnie telefonami – oburzam się. – Numer telefonu to nie dane osobowe, więc nie podlega pod ustawę o ochronie personaliów – odpowiada bez skrępowania telemarketerka.

Fakt, sam numer telefonu nie mieści się w definicji danych osobowych. Podobnie jak sam adres albo samo nazwisko. GIODO za dane osobowe uważa wszelkie informacje, dzięki którym można zidentyfikować daną osobę. Jest to, na przykład, numer PESEL – niepowtarzalna sekwencja znaków określająca konkretnego człowieka. Albo ciąg informacji, dzięki którym można określić tożsamość ich właściciela.

Firmy handlowe twierdzą, że nie przechowują numerów. Ponoć wybiera je losowo program komputerowy. A skoro tak, abonent nie może korzystać z praw gwarantowanych przez ustawę o ochronie danych osobowych: mieć wgląd do personaliów, poprawiać je i usuwać. Postanowiłam jednak spróbować. Zadzwoniłam na infolinię Eco Vital z żądaniem likwidacji mojego numeru z ich bazy. – Oczywiście, jak sobie pani życzy – rzucił bez entuzjazmu konsultant. – Więcej do pani nikt z naszej firmy nie zatelefonuje.

Nic z tego. Kilkanaście minut później zadzwoniła konsultantka z Eco Vital: – Chciałam zaproponować spotkanie – zaczęła rozmowę. – Dlaczego dzwonię? Bo system wybrał ten numer. Skąd go ma? No bo pani numer jest ogólnodostępny!

Julia Wizowska
http://biznes.onet.pl