ZACZĘŁO SIĘ!? ARESZT DLA AKTYWISTÓW LGBT!

Ciekawe słowa wypowiedział aktywista LGBT, zatrzymany ostatnio w Warszawie za pobicie i niszczenie mienia.

Powiedział on: „Aresztuj mnie, za to mi płacą.”

Bardzo ciekawe, prawda? Są tutaj dwa ciekawe fakty. Pierwszy – od lat mówi się o tzw crisis actors, czyli aktorach do zadań specjalnych, długo szkolonych przez profesjonalistów. Mają oni odgrywać specjalne role w debacie publicznej, ukierunkowując ją tak, by toczyła się po myśli elit. W Polsce jedną z crisis actors była Joanna spod krzyża, która miała za zadanie ośmieszać ludzi chcących dochodzenia ws. katastrofy smoleńskiej. Wyszło to po latach, gdy fotografowała się ona z posłanką PO, dodając do zamieszczonego zdjęcia drwiacy opis.

Drugi – banki, korporacje, miliarderzy, czyli Ci, którzy wyzyskują ludzi tworząc taki a nie inny system ekonomiczny, którzy niszczą świat, gospodarkę, całe państwa (np Polskę) i przyrodę, sponsorują swoimi miliardami organizacje lewackie, feministyczne, antyrasistowskie, pseudo-ekologiczne, demokratyczne i tym podobne.

Tak jak mówiłem, to jest wojna cywilizacyjna. Ci majętni ludzie chcą z całego świata stworzyć jeden wielki obóz koncentracyjny. Zaś cała ludzkość chcą sprowadzić do roli bezmózgich niewolników, podzielonych, skłóconych, nie odróżniających kobiety od mężczyzny, niezdolnych do stawienia im oporu. To całe lewactwo, z którym mamy do czynienia, to tylko środek do celu, a nie cel sam w sobie. Po zniszczeniu więzi wynikających z wiary, tradycji, narodowości, rasy, rodziny, lewica zostanie tak samo zdelegalizowana.

Tego właśnie chcą elity nazywane cabal lub deep state. To klika bankierów, szefów korporacji, miliarderów, finansistów. Lansują oni (na razie, ale do czasu) poglądy lewicowo-liberalne i wiele innych. Ich plan to NWO, czyli Nowy Porządek Świata, globalny system totalitarny, wspomagany najnowszymi technologiami i sztuczną inteligencją. Ich agenda obejmuje wiele dziedzin życia. Przeczytasz o tym wszystkim w artykule poniżej – zapraszam, ta wiedza jest kluczowa, by zrozumieć co teraz dzieje się na świecie:

Czytaj dalej „ZACZĘŁO SIĘ!? ARESZT DLA AKTYWISTÓW LGBT!”

Szok przyszłości – plan globalnej dyktatury XXI wieku

New world order – dyktatura XXI wieku

Wielu ludzi zastanawia się, co się stanie, jeśli dzisiejsza elita dalej będzie rządzić, a na świecie nie dojdzie do rewolucji. Oni już mają swój plan, nazywany NWO (new world order, czyli nowy porządek świata). Zakłada on likwidację granic, państw, więzi rodzinnych, więzi wynikających z rasy, i wszelkich innych. Bo osoba, która nie ma oparcia psychologicznego w stabilnym związku, rodzinie, narodzie, rasie, jest bezmózgim „atomem”, zdanym na łaskę i niełaskę „wszechpotężnych” liberalnych elit. Do Europy są celowo sprowadzani przedstawiciele mniej inteligentnych narodów (słynny kryzys imigracyjny z 2015 roku to ledwie wierzchołek góry lodowej).

Elity chcą mieć społeczeństwo niezbyt inteligentnych niewolników-robotników, więc ich tu sobie sprowadzają. Śmieciowe żarcie, żywność przetworzona, toksyczne kosmetyki i szczepionki – są strategią depopulacji. Ludzi ma być dużo mniej. Nie będą potrzebni, ponieważ w ciągu następnej dekady ich praca zostanie zastąpiona przez pracę maszyn. Dziś zapraszam Cię na słuchowisko z samym Aldousem Huxleyem, który niczym George Orwell przewidział przyszłość, czyli naszą teraźniejszość. Huxley był autorem książki „Nowy Wspaniały Świat.” Jego prace są mniej znane, niż dzieła Orwella – a szkoda. Czytaj dalej „Szok przyszłości – plan globalnej dyktatury XXI wieku”

SZOKUJĄCO SKUTECZNE TECHNIKI MANIPULACJI MEDIALNEJ. TY TEŻ DAŁEŚ SIĘ NABRAĆ!

Bez wątpienia prawdą jest, że ten kto ma media, ten ma władzę. Media to potężna władza, bo oznacza ona władzę nad umysłami – milionami umysłów. To rząd dusz, a Twoja dusza jest tam jedynie „pikselem”, jednym z milionów. Tu nie sprawdza się neoliberalne kłamstwo że „kapitał nie ma narodowości”. Kapitał jak najbardziej ma narodowość, o czym Polacy brutalnie się przekonali, stając się parobkami we własnym kraju.

Wiedzą to doskonale Niemcy. Niemieckie kartele medialne mają 98% mediów lokalnych w Polsce, mnóstwo tygodników, miesięczników, telewizji, gazet. To trucizna, która zatruwa umysły Polaków. W wyniku czego część społeczeństwa naprawdę jest zafrapowana sprawami takimi jak Trybunał czy sądy.

Artykuł który poniżej wklejam to szokujące zestawienie różnego rodzaju tricków i metod psychologicznych i socjotechnicznych. Są one używane na potęgę przez media. W polskiej polityce socjotechniki, zwanej też inżynierią społeczną, po raz pierwszy na dużą skalę użyto w pamiętnym roku 2007, podczas pompowania kampanii Platformy Obywatelskiej.

manipulacja mediów

Cytuję: „Czasy chlubnego „dziennikarstwa śledczego” już dawno minęły, media głównego nurtu niegdyś mające za zadanie patrzenie na ręce elitom i rządom stały się obecnie tresowaniem mas i promowania globalistycznej zarazy.

Był czas, nie tak dawno temu (mówiąc oględnie), w którym rządy oraz kontrolujące je elity nie uważały za konieczność angażować się w wojny informacyjne.

Propaganda była względnie prosta, nieskomplikowana. Kłamstwo było dużo prostsze. Przepływ informacji był łatwy do kontroli. Zasady były narzucane pod groźbą konfiskaty własności każdemu, kto pozostawał nieugięty wobec społeczno-politycznych struktur. Posiadający wiedzę teologiczną, metapsychiczną lub naukową spoza konwencjonalnego źródła byli torturowani i mordowani. Elity zachowywały informacje dla siebie, usuwały jej wolno dostępne resztki; czasem upływały całe stulecia zanim wiedza zdołała powrócić do zwykłych ludzi.

Wraz z nadejściem anty-feudalizmu, a przede wszystkim wraz z sukcesem rewolucji amerykańskiej, elity nie były już w stanie kontrolować informacji na pomocą siły. Establishment republiki, wraz ze swoją filozofią otwartego rządu kierowanego przez naród, zmusił arystokratyczną mniejszość do bardziej subtelnych metod obstrukcji prawdy oraz takiego zarządzania światem, by pozostawać niezauważonym przez masy. Tak oto narodziła się sztuka dezinformacji.Technika „magii” kłamstw została wydelikacona i udoskonalona. „Mechanika” ludzkiego umysłu oraz ludzkiej duszy stała się obsesją elit.

Cel był zjadliwy i radykalny; dano ludziom wolność myślenia jednak ich olbrzymie zasoby energii, które wydzielali w celu dotarcia do prawdy, kierowano w maliny, we mgłę obskurnej i zaplanowanej wiedzy. Skręcali z prawdy węzeł gordyjski mając nadzieję, że większość ludzi podda się zanim zdoła odkryć oszustwo. Celem nie było niszczenie prawdy, ale ukrycie jej poza obszarem widzenia.

W nowych czasach, dzięki dobrze obmyślanym metodom, cel ten w większej części został osiągnięty. Jednakże metody te posiadają swoje nieodłączne wady. Każde kłamstwo ma jakąś słabostkę. Potrzebuje stałej uwagi, by utrzymać je przy życiu. Pojedyncze lśnienie prawdy może wywrócić dogóry dnem ocean kłamstw w jednej chwili.

W tym artykule przeegzaminujemy metody wprowadzania i promowania dezinformacji oraz to jak identyfikować jej korzenie i skutecznie z nią walczyć.

MEDIALNE METODY DEZINFORMACJI

Media głównego nurtu niegdyś mające za zadanie patrzenie na ręce elitom i rządom stały się obecnie niczym więcej niż firmami public relations do tresowania mas i promowania globalistycznej zarazy. Czasy chlubnego „dziennikarstwa śledczego” już dawno minęły (jeśli w ogóle kiedykolwiek coś takiego istniało), a dziennikarstwo stoczyło się do poziomu bagienka tzw. „edytoriali”, w których to reporter przedstawia przede wszystkim własne bezpodstawne opinie ignorując fakty.

Od momentu wynalezienia prasy drukarskiej metody prezentowania informacji zmieniały się. Jednakże pierwsze metody dezinformacji są owocem magnata prasowego Wiliama Randolpha Hearsta, który uważał, że prawda jest względna i podlega jego własnym interpretacjom.

psychomanipulacja (2)

.

Oto kilka sposobów używanych przez media w celu zwodzenia mas:

Kłam głośno, sprostowuj po cichutku.

Źródła głównego nurtu (szczególnie dzienniki prasowe) notorycznie prezentują na pierwszych stronach bezwstydne kłamstwa i niepotwierdzone opowiastki, a gdy zostaną schwytane za rękę – robią sprostowania cichcem na ostatnich stronach. W takich przypadkach celem jest przeforsowanie kłamstwa do zbiorowej świadomości. Kiedy w końcu prawda zostaje odkryta, jest już za późno – większa część populacji nie zauważy tego lub nie będzie zainteresowana dotarciem do niej.

Niepotwierdzone lub kontrolowane źródła.

Dziennikarskie „kable” często podają informacje z „nieznanych” źródeł, źródeł zbliżonych do sfer rządowych, które są oczywiście „skrzywione” własną agendą lub od tzw. „ekspertów” bez podania alternatywnych poglądów na dany problem. Informacje takiego pochodzenia zazwyczaj opierają się na niczym więcej niż ślepej wierze.

Celowe zaniedbania.

Inaczej znane jako „przeżuwanie” informacji [wybieranie faktów potwierdzających pewną tezę i ignorowanie pozostałych – T. N.]. Cząstka informacji lub element prawdy może wykoleić się w całkowitą dezinformację – zamiast spróbować wytłumaczyć fakt udają po prostu, że kwestia nie istnieje. Jeśli pominiemy fakty, kłamstwo może wydawać się w zupełności jako racjonalne. Taktyka ta jest często używana, gdy agenci dezinformacji i oszukańczy dziennikarze angażują się w publiczną debatę.

Dekoncentracja.

Fabrykowanie okoliczności. Czasami prawda przecieka do publicznej świadomości, niezależnie od tego jak bardzo media chciałyby ją pogrzebać. Jeśli już do tego dojdzie, jedyną rzeczą jaką mogą zrobić to spróbować zmienić uwagę publiki, tym samym odwrócić uwagę od prawdy którą już już masy miały pochwycić. Media osiągają to poprzez „podsumowanie” tematu, w taki sposób by „udowodnić”, że dany fakt nie miał żadnych związków z poważnymi problemami. I na abarot – media mogą wziąć na warsztat nic nie znaczącą historię i rozdmuchać ją do absurdalnych rozmiarów, ponieważ wielu Amerykanów uważa, że skoro media o czymś gadają to musi to być ważne!

Taktyki nieuczciwej debaty.

Czasami w telewizji pojawia się człowiek, który szczerze jest zainteresowany problemami politycznymi i próbuje je identyfikować oraz nazywać. Jednakże rzadko pozwala się takiej osobie spokojnie prezentować własne przemyślenia – musi ona walczyć z chytrze prowadzoną propagandą i oszustwem. Ponieważ media wiedzą, że stracą wiarygodność jeśli nie będą zapraszały żadnych gości, osób o przeciwstawnym punkcie widzenia – „ustawiają” przebieg debat i w ogóle robią całą „choreografię” – ustawiają gościa w pozycji obronnej i starają się jak najbardziej utrudnić mu przekazywanie jego myśli, spostrzeżeń, uwag.

Telewizyjni eksperci często są wyćwiczeni w tym co sami nazywają „taktyką Alinsky’ego”. Saul Alinsky był moralnym relatywistą, mistrzem kłamstwa jako narzędzia „większego dobra”, zasadniczo nowoczesnym Machiawellim. Jego „Zasady dla radykałów” były niby to przeznaczone dla szeregowych aktywistów przeciwnych establishmentowi i kładły nacisk na zwalczanie przeciwnych opcji politycznych. Czy jednak możliwe jest pokonanie establishmentu wspierającego się na kłamstwie poprzez używanie nawet jeszcze bardziej wykwintnych kłamstw i porzuceniu etyki? W rzeczywistości strategie te są idealne do korumpowania instytucji oraz rządów, do tworzenia podziałów między dysydentami a masami. Obecnie zasady Alinsky’ego częściej są używane przez elity niż przez ich opozycję.

media

.

STRATEGIA ALINSKY’EGO: ZWYCIĘSTWO BEZ WZGLĘDU NA KOSZTY, NAWET JEŚLI MUSISZ KŁAMAĆ

Zasady Alinsky’ego zostały zaadaptowane przez rządy i specjalistów od dezinformacji na całym świecie; najwyraźniej widzimy je w telewizyjnych debatach. Podczas gdy Alinsky mówił o potrzebie konfrontacji, rozmowy w społeczeństwie, jego zasady obecnie sprowadzono do omijania uczciwego sporu poprzez użycie różnych sztuczek i wybiegów. Tak oto mogą być podsumowane obecne zasady Alinsky’ego:

Władza to nie tylko to co masz lecz również to co twój wróg uważa że posiadasz.

Tę zasadę widzimy w wielu formach. Np. projektowanie własnego popularnego ruchu wraz z jednoczesnym konstruowaniem opozycji jako „kwiatka do kożucha”. Przekonanie przeciwnika, że jego walka jest daremna. Twoja opozycja może działać inaczej, lub nawet całkiem się wahać, bazując na wyobrażeniu twojej potęgi. Jak często to słyszeliśmy: „Rząd ma drony-predatory. Ludzie już nic nie mogą zrobić…” Jest to wyolbrzymiona projekcja potęgi rządu prowadzona w celu wywołania apatii społeczeństwa.

Nigdy nie okazuj swojego doświadczenia, a gdy tylko jest to możliwe, wyprzedzaj doświadczenie przeciwnika.

Nie daj się wciągnąć do debaty, której temat nie jest ci tak dobrze znany jak twojemu przeciwnikowi. Jeśli tylko jest to możliwe – staraj się doprowadzać do odwrotnej sytuacji. Jedź po bandzie. Doprowadzaj przeciwnika do braku pewności siebie, wywołuj niepokój i niezdecydowanie. Jest to często robione w różnego rodzaju show wobec niczego nieświadomych gości, których pozycja na starcie jest ustawiona. Cel jest bombardowany pozornie nieistotnymi argumentami. W telewizji i w radiu stosuje się ten chwyt także po to by zyskać na czasie i nie dać szansy na wypowiedzenie się dla zaproszonego gościa.

Spraw, by wróg postępował według własnych zasad.

Weź na cel wiarygodność i reputację wroga – oskarż go o hipokryzję. Jeśli nie jest możliwe pochwycenie przeciwnika nawet na najmniejszym błędzie, otwiera to furtkę, daje szansę na przyszły atak oraz ogólnie odwraca uwagę od kwestii moralnych.

Kpina jest najpotężniejszą bronią.

„Ron Paul jest głupkiem.” „Konstytucjonaliści to malowani terroryści.” Bezpodstawne kpiny są niemożliwe do odparcia, ponieważ są irracjonalne, nie da się z nimi dyskutować. Rozwścieczają opozycję na twoją korzyść. Zmuszają także wroga do ustępstw.

Dobra taktyka to taka, która odpowiada twojemu wrogowi.

Spopularyzowanie terminu „pakowacze herbaty” [picie herbaty bostońskiej, wydarzenie z czasów rewolucji w Ameryce w 1773 r.; a bardziej aktualne to np. „młodzi, wykształceni z dużych miast” – T. N.] jest klasycznym przykładem; przeciwnik sam się na to złapał, ponieważ ludziom wydaje się to mądre i lubią tak mówić. Utrzymywanie prostych hasełek i frajdy pomaga twojej stronie w motywacji, twoja taktyka rozprzestrzenia się anonimowo bez instrukcji czy wspomagania.

Przeciągająca się taktyka staje się zawadą.

Zobacz zasadę nr 5. Nie bądź staromodny. Ze świeżą taktyką łatwiej będzie utrzymywać ci aktywność twoich ludzi na wysokim poziomie. Nie wszyscy agenci dezinformacji są płatni. „Pożyteczni idioci” muszą być motywowani innymi sposobami. Dezinformacja mainstreamu często zmienia biegi – od jednej metody do drugiej i od początku.

Utrzymuj presję poprzez różne strategie i akcje oraz neutralizuj wszelkie przeszłe wydarzenia do własnych celów.

Staraj się by nowości wytrącały oponentów z równowagi. Uderzaj nowościami w liderów opozycji z flanki, zachodź ich od tyłu. Nigdy nie dawaj celowi szansy na restart, na przegrupowanie się, czy zmianę strategii. Wykorzystuj bieżące wydarzenia do wspierania własnej pozycji. Nigdy nie pozwalaj na to by dobry kryzys się zmarnował.

Zazwyczaj zagrożenie wydaje się być poważniejsze niż w rzeczywistości jest.

Wiąże się to z zasadą nr 1. Zmysły przesłaniają rzeczywistość. Pozwól opozycji marnować energię na spodziewane a nieprzezwyciężone scenariusze wydarzeń. Skrajne możliwości, przewidywania mogą zatruć umysł i skutkować demoralizacją.

Główne założenie taktyki to rozwój operacji, które będą wywierały stałą presję na opozycję.

Celem wywierania tej presji jest zmuszenie opozycji do reagowania i popełniania błędów koniecznych do osiągnięcia naszego ostatecznego zwycięstwa w kampanii.

Jeśli rzucisz „negatywem” wystarczająco mocno – narobi bałaganu przeciwnej stronie.

Jako aktywator szeregowych członków organizacji, strategie Alinsky’ego były używane (np. przez ruchy robotnicze lub w tajnych operacje specjalnych) w celu zmuszenia opozycji do reagowania z użyciem przemocy przeciwko aktywistom, którzy cieszyli się sympatią ruchu a byli niewygodni. Obecnie fałszywe (lub preparowane) ruchy i rewolucje używają tej techniki w debatach jak i w planowanych akcjach ulicznych (ostatnio np. wydarzenia w Syrii).

Ceną udanego ataku jest konstruktywna alternatywa.

Nigdy nie pozwalaj wrogowi zbierać punków, ponieważ zostałeś złapany na braku rozwiązania problemu. Dzisiaj jest to często używane wobec uzasadnionych protestów np. wobec protestujących przeciwko Rezerwie Federalnej. Tłumacz, że twój przeciwnik tylko „wytyka problemy”. Żądaj, by przedstawił nie rozwiązanie, a ROZWIĄZANIE. Oczywiście nikt nie może przedstawić cudownego rozwiązania. Kiedy nie będzie w stanie dostarczyć cudu, którego się domagasz, obal całą jego argumentację oraz wszelkie fakty, które przedstawił jako bezsensowne.

Wybierz cel, osacz, rób wycieczki osobiste, spolaryzuj.

Odetnij od wsparcia, izoluj od sympatii. Wspierający cel sami się odsłonią. Następnie wyjdź do pojedynczych ludzi, nie organizacji czy instytucji. Ludzi można zranić szybciej niż instytucje.

Gdy następnym razem będziesz oglądał debatę, zwracaj uwagę na „ekspertów”. Najprawdopodobniej zauważysz wiele, jeśli nie wszystkie, z tych strategii stosowanych wobec niczego nie spodziewających się osób próbujących mówić prawdę.

telewizja kłamie

.

DEZINFORMACJA W INTERNECIE

Liczba internetowych trolli, zwanych „płatnymi słupami” lub „płatnymi bloggerami”, gwałtownie rośnie; są oni jawnie zatrudniani zarówno przez prywatne korporacje jak i przez rządy, często do celów marketingowych i „public relations” (Obama jest z tego dobrze znany). „Trolling” internetowy jest gwałtownie rozwijającym się przemysłem.

Troll używa wielu sztuczek, niektóre są wyjątkowe i przeznaczone specjalnie dla sieci www. Oto kilka z nich:

Pisz skandaliczne, oburzające komentarze w celu odwrócenia uwagi lub sfrustrowania.

Taktyka Alinsky’ego wykorzystuje ludzkie emocje, chociaż tutaj ma to mniejsze zastosowanie ponieważ natura internetu jest bardziej bezosobowa.

Udawaj zwolennika prawdy, a następnie pisz komentarze dyskredytujące ruch.

Obserwujemy to nawet na naszych forach – trolle pozują na zwolenników Liberty Movement, a zaraz robią długie niekoherentne diatryby wychodząc albo na rasistów albo na obłąkańców. Kluczem jest tu dorobienie „referencji” dla Liberty Movement – porządne argumenty zostają zdyskredytowane poprzez asocjację z bełkotem. W ekstremalnych przypadkach te „trollowe konie trojańskie” znane są z publikowania postów nawołujących do przemocy – technika oczywiście obliczona na „krzepnięcie” fałszywych opinii różnych think tanków jak np. SPLC, które utrzymują, że konstytucjonaliści powinni być uważani za potencjalnych terrorystów wewnętrznych.

Dominuj w dyskusjach.

Trolle często wtrącają się w wartościowe dyskusje prowadzone w sieci, w celu zakłócenia ich oraz sfrustrowania zaangażowanych w nie dyskutantów.

Z góry przygotowane odpowiedzi.

Wielu trolli wspiera się listami lub bazami zaplanowanych konspektów rozmów – zawierają uogólnione, wprowadzające w błąd odpowiedzi na szczere, porządne argumenty. Ich posty wyglądają wtedy na dobrze oszlifowane, ale plastikowe.

Fałszywe skojarzenia.

Zasada współdziała z zasadą nr 2 przez odwoływanie się do stereotypów tworzonych przez „trollowe konie trojańskie”. Np. nazywając ludzi protestujących przeciwko Rezerwie Federalnej „zwolennikami teorii spiskowych” lub „lunatykami”; celowe zestawianie ruchów antyglobalistycznych z rasistami, terrorystami krajowego pochodzenia poprzez nieodłączne i negatywne konotacje; także używanie fałszywych asocjacji w celu tworzenia uprzedzeń oraz odwodzenia ludzi od obiektywnego badania dowodów.

Fałszywa moderacja.

Pretendowanie do bycia „głosem rozsądku” wobec argumentów, które są najwyraźniej jednostronne w celu odwiedzenia ludzi od prawdy i wprowadzeniu ich w maliny – tam gdzie prawda staje się względna.

Sianie argumentów.

Bardzo powszechna technika. Troll oskarża opozycję o odwoływanie się do pewnego punktu widzenia, nawet jeśli jest to nieprawda, następnie atakuje ten punkt widzenia. Także wkłada w usta przeciwnika pewne słowa, a następnie je obala.

Czasami te strategie używane są przez przeciętnych ludzi z poważnymi zaburzeniami osobowości. Jednakże jeśli zobaczysz kogoś, kto często ich używa, lub wiele z nich w jednym czasie, możliwe że spotkałeś się z płatnym trollingiem.

POWSTRZYMANIE DEZINFORMACJI

Najlepszym sposobem na rozbrojenie agentów dezinformacji jest poznanie ich metod działania. Daje to możliwość punktowania, dokładnego nazywania po imieniu tego co robią i próbują zrobić w danym momencie. Natychmiastowe demaskowanie taktyk dezinformacyjnych jest dla nich wysoce szkodliwe, neutralizuje je. Sprawia, że wyglądają głupio, nieuczciwie i słabo. Trolle internetowe zazwyczaj niewiedzą co robić, gdy ich metody zostają zdemaskowane i zwykle wtedy rezygnują z dyskusji, uciekają.

Prawda jest cenna. To smutne, że w naszym społeczeństwie tak wielu straciło dla niej szacunek; tak wielu ludzi przehandlowało swoje sumienie i dusze za chwilowy komfort finansowy, jednocześnie poświęcając stabilność i równowagę reszty kraju w tej pogoni.

Ludzka psyche oddycha powietrzem prawdy. Bez niej ludzkość nie może przetrwać. Bez tego załamie się, umierając z braku intelektualnych i emocjonalnych wartości.

Dezinformacja nie tylko zakłóca nasze postrzeganie świata, ale czyni nas także skłonnymi do strachu, niezrozumienia i wątpliwości – wszystko to wiedzie do zniszczenia. Może sprowokować dobrych ludzi do popełniania strasznych czynów wobec innych, a nawet przeciwko samym sobie. Bez wspólnego i zorganizowanego wysiłku w celu rozproszenia masowych kłamstw – przyszłość w rzeczy samej będzie niewesoła. (Autor: Brandon Smith)

.

jarek kefir

Czy wiesz, że tylko jedna na 4000 osób odwiedzających moją stronę wspiera jej istnienie finansowo, poprzez darowiznę? Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

Czy czeka nas globalna „dyktatura technokratów”? „Największe nie­szczęścia ludzkości zrodziły się ze struktur i systemów władzy”

Czy czeka nas globalna „dyktatura technokratów”?  „Największe nie­szczęścia ludzkości zrodziły się ze struktur i systemów władzy”

Aldous Huxley dyktatura

Artykuł o mrocznej stronie formującej się obecnie dyktatury. Jest to dyktatura technokratów, którą wizjoner Aldous Huxley nazwał „dyktaturą naukową”.

Na marginesie chciałem dodać, że już teraz mamy pierwsze oznaki takiej dyktatury. W której i lewacki liberalizm obyczajowy (w kwestiach które elitom pasują..), i prawicowy wyzysk nazywany dla żartu „wolnym rynkiem”, funkcjonują bez przeszkód jako jedna ideologia.

Czy „przepowiednie” Aldousa Huxleya się sprawdzą? Czas pokaże. Faktem jest to, że scalenie naszej planety w jeden polityczny byt, to następny „kamień milowy” rozwoju naszej cywilizacji. Takimi samymi kamieniami milowymi, czyli wydarzeniami które zmieniały na zawsze bieg historii, były m.in.: „odkrycie” ognia i koła, wprowadzenie monoteizmów, potem odkrycie Ameryki, heliocentryzm, rewolucja technologiczna XIX wieku i obyczajowa XX wieku.

Nie trzeba się przed tym bronić ani tego zabobonnie bać. Pytanie tylko, kto te zmiany przeprowadzi i jaki będzie ludzki i ekologiczny koszt tych zmian.. Czytaj dalej „Czy czeka nas globalna „dyktatura technokratów”? „Największe nie­szczęścia ludzkości zrodziły się ze struktur i systemów władzy””

Nasz świat wykracza poza koszmar Orwella

Nasz świat wykracza poza koszmar George’a Orwella

liberalizmZapraszam do przeczytania obszernego artykułu przetłumaczonego przez tłumacza wartościowych tekstów z zagranicy o pseudonimie Ex ignorant. Tłumaczy on artykuły, w których szczególny nacisk kładzie się na niedomagania i tragiczną niewydolność stworzonych przez ludzkość systemów. Właściwie, dotyczy to całej cywilizacji.

W artykule przetłumaczonym przez niego – „Złudzenie dobrego antropocenu” (link) pisze on o tragicznych skutkach cywilizacji, jaką stworzyli ludzie. W tym o tym, że przede wszystkim idziemy na ilość, wielkość, a nie na jakość. Ja jednak napiszę niedługo artykuł autorski o tym, że technologia ma dwa oblicza. Bowiem bez postępu technologicznego nie był by możliwy tak szeroki skok jeśli chodzi o mentalność, świadomość i duchowość ludzi. Gdyby nie technologia, to ludzie zamiast studiować wiedzę, zamiast rozwijać się, musieliby np orać pole albo zbierać jagody i grzyby do jedzenia.

W artykule który wklejam dziś, jest opisana inna sfera życia, a mianowicie nasze zniewolenie względem rządów i innych wielkich struktur władzy. Poruszane są tam istotne kwestie zepsucia systemu kapitalistycznego i liberalnego. Autor dowodzi, że zbrodnie liberalizmu mogą być o wiele gorsze, niż zbrodnie reżimów stricte konserwatywnych, np nazizmu czy bolszewizmu.

Zapraszam do lektury.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Świat, który stworzyliśmy wykracza poza koszmar George’a Orwella

Cytuję: „Zeszłego wieczoru obejrzałem londyńską inscenizację Roku 1984 George’a Orwella. Chociaż ostrzeżenie pisarza przed przyszłością domaga się współczesnej interpretacji, przedstawiono je jako utwór z epoki: odległy, niezagrażający, prawie krzepiący. To tak, jakby Edward Snowden niczego nie ujawnił, Wielki Brat nie był teraz cyfrowym inwigilatorem, a sam Orwell nigdy nie powiedział, „Aby zostać zdeprawowanym przez totalitaryzm, nie musisz żyć w totalitarnym kraju.”

Chwalona przez krytyków, zręczna produkcja teatralna była miarą naszych kulturowych i politycznych czasów. Kiedy zapaliły się światła, ludzie byli już w drodze do wyjścia. Sprawiali wrażenie nieporuszonych, a może wabiły ich inne rozrywki. „Niezły mózgojeb,” powiedziała młoda kobieta, włączając swój telefon.

Kiedy zaawansowane społeczeństwa stają się odpolitycznione, zmiany są w równej mierze subtelne i spektakularne. W codziennym dyskursie język polityczny zostaje postawiony na głowie, zgodnie z przepowiednią Orwella w Roku 1984. „Demokracja” uchodzi obecnie za instrument retoryczny. Pokój jest „wieczną wojną”. „Globalny” oznacza imperialny. Niegdyś pełne nadziei pojęcie „reformy” teraz jest synonimem regresu, a nawet destrukcji. „Oszczędności” są narzuceniem ekstremalnego kapitalizmu biednym oraz podarowaniem socjalizmu bogatym: pomysłowy system, w którym większość obsługuje zadłużenie mniejszości.

W sztuce wrogość wobec politycznego mówienia prawdy jest wyznaniem burżuazyjnej wiary. „Czerwony okres Picassa i dlaczego polityka nie tworzy dobrej sztuki,” konstatuje nagłówek Observera. Proszę zauważyć, że gazeta promowała masakrę w Iraku jako liberalną krucjatę. Wyrażany przez całe życie sprzeciw Picassa wobec faszyzmu staje się zaledwie przypisem, a radykalizm Orwella podobnie ulatuje z nagrody, która przywłaszczyła sobie jego imię.

Kilka lat temu Terry Eagleton, ówczesny profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie w Manchesterze, zauważył, że „pierwszy raz od dwóch stuleci nie ma wybitnego brytyjskiego poety, dramaturga i powieściopisarza gotowego kwestionować fundamenty zachodniego stylu życia.” Żaden Shelley nie mówi w imieniu ubogich, żaden Blake w imieniu utopijnych marzeń, żaden Byron nie potępia zepsucia klasy rządzącej, żaden Thomas Carlyle i John Ruskin nie ujawnia moralnej katastrofy kapitalizmu. William Morris, Oscar Wilde, H.G. Wells, George Bernard Shaw nie mają dzisiaj swoich odpowiedników. Harold Pinter był ostatnim, który podniósł głos. Wśród natarczywych głosów konsumenckiego feminizmu żaden nie jest echem Virginii Woolf, która opisywała „sztukę dominacji nad innymi ludzi… panowania, zabijania, pozyskiwania ziemi i kapitału”.

W Teatrze Narodowym nowa sztuka pt. Wielka Brytania wyśmiewa skandal telefonicznych podsłuchów, który osądził i posłał za kratki dziennikarzy, w tym byłego redaktora naczelnego gazety News of the World [należącej do magnata medialnego] Ruperta Murdocha. Celem przedstawienia, opisywanego jako „farsa z pazurami, [która] stawia pod pręgierzem całą kazirodczą kulturę [medialną] i bezlitośnie wymierza jej ośmieszające razy”, są „cudownie zabawne” indywidua z brytyjskiej prasy brukowej. Pysznie i jakże znajomo. A co z mediami niebrukowymi, które uważają się za godne szacunku i zaufania, a pełnią równoległą rolę ramienia władzy państwowej i korporacyjnej, jak to miało miejsce w przypadku promowania nielegalnej wojny [w Iraku]?

Dochodzenie Levesona w sprawie telefonicznego podsłuchu na krótką chwilę obnażyło tabu. Tony Blair zeznawał właśnie – żaląc się Jego Lordowskiej Mości, że tabloidy dokuczały jego małżonce – kiedy nagle przerwał mu głos z galerii. David Lawley-Wakelin, filmowiec, zażądał aresztowania i osądzenia Blaira za zbrodnie wojenne. Nastąpiła długa pauza: szok prawdy. Lord Leveson poderwał się na równe nogi i rozkazał obrońcy prawdy przeprosić zbrodniarza wojennego i wyjść. Lawley-Wakelin trafił przed sąd; Blair uniknął oskarżenia.

Niezniszczalni wspólnicy Blaira cieszą się większym szacunkiem niż hakerzy telefonów. Kiedy buszująca zazwyczaj w świecie sztuki prezenterka BBC Kirsty Wark przeprowadzała z nim wywiad w dziesiątą rocznicę inwazji na Irak, podarowała mu moment, o którym mógł tylko pomarzyć; pozwoliła mu rozwodzić się nad „trudną” decyzją w sprawie Iraku, zamiast zażądać rozliczenia za epicką zbrodnię. Przywołało to wspomnienia o procesji dziennikarzy BBC, którzy w 2003 roku oświadczyli, że Blair może czuć się „usprawiedliwiony”, i późniejszej „wybitnej” serii BBC pt. Lata Blair’a, której scenarzystą i prowadzącym został David Aaronovitch. Ten wasal Murdocha – prowadzący kampanię na rzecz ataków wojskowych na Irak, Libię i Syrię – płaszczył się w niej bardzo profesjonalnie.

Od czasu inwazji na Irak – przykład aktu niesprowokowanej agresji, który podczas procesów w Norymberdze prokurator Robert Jackson nazwał „najwyższą międzynarodową zbrodnią różniącą się od zbrodni wojennych jedynie tym, że zawiera w sobie zakumulowane zło całokształtu” – Blair oraz jego rzecznik i głównym wspólnik Alastair Campbell zostali szczodrze obdarowani szpaltami w Guardianie, aby zrehabilitować swoją reputację. Campbell, opisywany jako „gwiazda” Partii Pracy, zabiegał o sympatię czytelników swoją depresją i zainteresowaniami, ale nie aktualną, wypełnianą wespół z Blairem, misją doradcy egipskiej tyranii militarnej.

Podczas gdy Irak ulega rozczłonkowaniu w wyniku inwazji Blaira i Busha, nagłówek w Guardianie oznajmia: „Obalenie Saddama było słuszne, ale wycofaliśmy się zbyt wcześnie”. Okrasił on artykuł z dnia 13 czerwca 2014 autorstwa byłego funkcjonariusza Blaira, Johna McTernana, który w Iraku był sługą zainstalowanego przez CIA dyktatora Iyada Allawiego. Wzywając do kolejnego najazdu na kraj – w zniszczeniu którego pomógł jego były szef – nie wspomniał o śmierci co najmniej 700 tysięcy Irakijczyków, ucieczce czterech milionów uchodźców i zamieszaniu na tle religijnym w narodzie niegdyś dumnym ze swojej wspólnotowej tolerancji.

„Blair uosabia korupcję i wojnę,” napisał radykalny felietonista Guardiana Seumas Milne w porywającym artykule z 3 lipca 2014. W branży dziennikarskiej uchodzi to za „równowagę”. Następnego dnia gazeta opublikowała całostronicową reklamę niewykrywalnego przez radar, amerykańskiego bombowca. Na złowieszczym obrazie maszyny widniały słowa: „F-35. Wielki dla Brytanii”. Ten inny wariant „korupcji i wojny” będzie kosztować brytyjskich podatników 1.3 miliarda funtów; poprzednicy modelu „F” zabijają ludzi w całym rozwijającym się świecie.

W afgańskiej wiosce, zamieszkanej przez najbiedniejszych z biednych, filmowałem Orifę klęczącą przy grobach swojego męża Gula Ahmeda, tkacza dywanów, siedmiorga innych członków jej rodziny, w tym sześciorga jej potomstwa, oraz dwójki dzieci, które zginęły w sąsiednim domu. „Precyzyjna”, 250-kilowa bomba spadła bezpośrednio na ich małą chatkę z błota, kamieni i słomy, pozostawiając krater o średnicy 15 metrów. Lockheed Martin, producent samolotu, miał honorowe miejsce w reklamie Guardiana.

Była sekretarz stanu USA i pretendentka do prezydentury USA Hillary Clinton pojawiła się niedawno w audycji BBC Godzina kobiet – kwintesencji poważanych mediów. Prezenterka Jenni Murray zaanonsowała Clinton jako ideał kobiecych osiągnięć. Nie przypominała swoim słuchaczom o obelżywym stwierdzeniu Clinton, iż najazdowi na Afganistan przyświecał cel „wyzwolenia” kobiet takich jak Orifa. Nie zapytała Clinton o kampanię terroru prowadzoną przez jej administrację za pomocą dronów mordujących kobiety, mężczyzn i dzieci. Nie było wzmianki o groźbie Clinton – wygłoszonej podczas medialnych zabiegów o pierwszą kobiecą prezydenturę – aby „wyeliminować” Iran, ani o jej wsparciu dla nielegalnej, masowej inwigilacji oraz ścigania informatorów.

Murray zadała jedno niedyskretne pytanie. Czy Clinton wybaczyła Monice Lewinsky romans z mężem? „Przebaczenie to wybór,” powiedziała Clinton, „był to dla mnie absolutnie właściwy wybór.” Przywołało to ostatnią dekadę minionego wieku i lata skonsumowane przez „skandal” z Lewinsky. W tamtym czasie prezydent Bill Clinton prowadził inwazję na Haiti, bombardował Bałkany, Afrykę i Irak. Niszczył też życie irackich dzieci; UNICEF poinformował o śmierci pół miliona irackich maluchów poniżej piątego roku życia będącej rezultatem embarga narzuconego na kraj przez USA i Wielką Brytanię.

Dzieci były medialnymi nie-ludźmi; ofiary inwazji, które wspierała i promowała Hillary Clinton – w Afganistanie, Iraku, Jemenie, Somalii – podobnie są medialnymi nie-ludźmi. Murray nawet o nich nie wspomniała. Jej fotografia z rozpromienionym prześwietnym gościem zdobi witrynę internetową BBC.

Wygląda na to, że w polityce, tak jak w dziennikarstwie i sztuce, tolerowana niegdyś w „głównym nurcie” niezgoda przeobraziła się w opozycję: metaforyczne podziemie. Kiedy zaczynałem swoją karierę przy brytyjskiej Fleet Street w 1960 roku, krytyka zachodniej władzy jako drapieżnej siły była dopuszczalna. Odsyłam do lektury uznanych relacji Jamesa Camerona o detonacjach bomby wodorowej na atolu Bikini, barbarzyńskiej wojnie w Korei i amerykańskim bombardowaniu Wietnamu Północnego. Dzisiejszą wielką iluzją jest era informacji, podczas gdy w rzeczywistości żyjemy w erze mediów, w których nieustanna propaganda korporacyjna jest podstępna, zaraźliwa, skuteczna i liberalna.

W swoim eseju z 1859 roku pt. O wolności, któremu współcześni liberałowie oddają hołd, John Stuart Mill napisał: „Despotyzm jest uzasadnionym sposobem rządzenia w rozprawie z barbarzyńcami, pod warunkiem, że koniec przyniesie ich poprawę, a środki są uzasadnione przez faktyczny wpływ na osiągnięcie celu.” „Barbarzyńcami” były duże segmenty ludzkości, od których wymagano „bezwarunkowego posłuszeństwa”. „To miły i wygodny mit, że liberałowie są siewcami pokoju a konserwatyści wojennymi podżegaczami,” pisał historyk Hywel Williams w 2001 roku, „ale imperializm strony liberalnej może być bardziej niebezpieczny ze względu na swój otwarty charakter: przekonanie, że stanowi lepszą formę życia.” Autor miał na myśli przemówienie Blaira, w którym jako ówczesny premier obiecał „uporządkować świat wokół nas” zgodnie ze swoimi „wartościami moralnymi”.

Richard Falk, szanowany autorytet w dziedzinie prawa międzynarodowego oraz specjalny sprawozdawca ONZ ds. Palestyny, opisał kiedyś „obłudny, jednostronny, prawny/moralny ekran z pozytywnymi wizerunkami zachodnich wartości i zachodniej niewinności przedstawianymi jako zagrożone, co uzasadnia kampanię nieograniczonej politycznej przemocy.” Jest to „tak powszechnie akceptowane, że praktycznie [stało się] niemożliwe do zakwestionowania”.

Posady i patronat są nagrodą „strażników”. Na kanale BBC Radio 4 Razia Iqbal przeprowadziła wywiad z Toni Morrison, afro-amerykańską laureatką Nagrody Nobla. Morrison zastanawiała się, dlaczego ludzie są „tak bardzo zagniewani” na Baracka Obamę, który jest „bardzo w porządku” i pragnął zbudować „silną gospodarkę i opiekę zdrowotną”. Morrison była dumna, że przeprowadziła telefoniczną rozmowę ze swoim bohaterem, który przeczytał jedną z jej książek i zaprosił ją na swoją inaugurację.

Ani ona, ani dziennikarka nie napomknęły o siedmiu wojnach Obamy, w tym prowadzonej przezeń przy użyciu bezzałogowych samolotów kampanii terroru, w której mordowane są całe rodziny, ich ratownicy i żałobnicy. Ważnym zdawało się wyłącznie to, że „elokwentny” człowiek o ciemnej karnacji wzniósł się na wyżyny władzy. We Wzgardzonych Ziemi Frantz Fanon napisał, że „historyczną misją” skolonizowanych było służyć jako „linia transmisyjna” tym, którzy rządzili i uciskali. W epoce współczesnej wykorzystanie różnicy etnicznej w zachodnich systemach władzy i propagandy jest obecnie postrzegane jako nieodzowne. Uosobieniem tego jest Obama, choć gabinet George’a W. Busha – jego klika wojennych podżegaczy – była najbardziej wielorasową w prezydenckiej historii.

Kiedy dżihadyści ISIS przejęli kontrolę nad irackim miastem Mosul, Obama powiedział: „Amerykanie wiele zainwestowali i poświęcili, aby dać Irakijczykom możliwość nakreślenia lepszego losu.” Jak „bardzo w porządku” jest to kłamstwo? Jakże „elokwentne” było przemówienie Obamy w akademii wojskowej West Point w dniu 28 maja 2014. Wygłaszając swoje orędzie „o stanie świata” – podczas uroczystości ukończenia uczelni przez tych, którzy „przejmą amerykańskie przywództwo” na całym świecie – Obama powiedział: „Stany Zjednoczone użyją siły militarnej jednostronnie, jeśli będzie to konieczne, kiedy będą tego wymagały nasze najpilniejsze interesy. Opinia międzynarodowa ma znaczenie, ale Ameryka nigdy nie będzie prosić o pozwolenie.”

Odrzucając prawo międzynarodowe i prawa niezależnych narodów, amerykański prezydent przyznał sobie prawo boskie w oparciu o potęgę swego „niezastąpionego narodu”. Jest to znajomy przekaz imperialnej bezkarności, choć jego wysłuchanie zawsze krzepi. Przywołując wzejście faszyzmu w 1930 roku, Obama powiedział: „Wierzę w amerykańską wyjątkowość każdą cząstką mojego jestestwa.” Historyk Norman Pollack napisał: „W zastępstwie nacjonalistycznych fanatyków wystarczy pozornie bardziej niewinna militaryzacja kultury totalnej. Zamiast bombastycznego przywódcy mamy sfrustrowanego reformatora, beztrosko oddanego pracy, który z uśmiechem planuje i wykonuje zamachy.”

W lutym USA wyreżyserowały jeden ze swoich „kolorowych” puczów przeciwko legalnie wybranemu rządowi na Ukrainie, wykorzystując autentyczne protesty przeciwko korupcji w Kijowie. Doradca Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego Victoria Nuland osobiście wybrała lidera „rządu tymczasowego”. Dała mu ksywę „Yats”. Wiceprezydent Joe Biden przybył do Kijowa, podobnie jak dyrektor CIA John Brennan. Oddziałami uderzeniowymi ich przewrotu byli ukraińscy faszyści.

Po raz pierwszy od 1945 roku neonazistowska, otwarcie antysemicka partia kontroluje kluczowe obszary władzy państwowej w jednej ze stolic Europy. Żaden przywódca Europy Zachodniej nie potępił tego odrodzenia faszyzmu na pograniczu, poprzez które atakujące wojska Hitlera odebrały życie milionom Rosjan. Wspierała je Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) odpowiedzialna za masakrę Żydów i Rosjan, których określała mianem „robactwa”. UPA jest historyczną inspiracją dzisiejszej Partii Swoboda i sympatyzującego z nią Prawego Sektora. Lider Swobody Oleh Tjanybok wezwał do czystki „moskiewsko-żydowskiej mafii” oraz „innych szumowin”, w tym gejów, feministek i lewicowców.

Od czasu upadku Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone zacisnęły wokół Rosji pierścień baz wojskowych, samolotów z bronią nuklearną oraz rakiet w ramach Projektu Rozszerzenia NATO. Łamiąc złożoną prezydentowi Michaiłowi Gorbaczowowi w 1990 roku obietnicę, że NATO nie posunie się „nawet o jeden cal na Wschód”, pakt w efekcie okupuje militarnie Europę Wschodnią. Ekspansja NATO obejmująca były radziecki Kaukaz stanowi największą koncentrację wojsk od II wojny światowej.

Plan Działania Członków NATO jest prezentem Waszyngtonu dla puczystów z Kijowa. W sierpniu „Operacja Szybki Trójząb” rozlokuje żołnierzy amerykańskich i brytyjskich na rosyjskiej granicy Ukrainy, a „Morska Bryza” wyśle amerykańskie okręty wojenne w pobliże rosyjskich portów. Proszę wyobrazić sobie reakcję, gdyby do identycznych aktów prowokacji lub zastraszania doszło na granicach Ameryki.

Odzyskanie Krymu – który Nikita Chruszczow nielegalnie odłączył od Rosji w 1954 roku – było posunięciem obronnym Rosjan. Ponad 90% ludności Krymu zagłosowało za powrotem do Rosji. Krym jest domem Floty Czarnomorskiej – jego utrata byłaby sprawą życia lub śmierci dla rosyjskiej marynarki wojennej i nagrodą dla NATO. Krzyżując plany wojujących stron w Waszyngtonie i Kijowie, Władimir Putin wycofał wojska z granicy z Ukrainą i wezwał Rosjan ze wschodu kraju do porzucenia separatyzmu.

Na Zachodzie w orwellowskim stylu odwrócono tę sytuację i stała się „rosyjskim zagrożeniem”. Hillary Clinton porównała Putina z Hitlerem. Prawicowi komentatorzy niemieccy zawtórowali jej bez ironii. W mediach ukraińscy neonaziści są przedstawiani mniej złowieszczo jako „nacjonaliści” i „ultra-nacjonaliści”. Istnieje obawa, że Putin umiejętnie poszukuje rozwiązania dyplomatycznego i jego zabiegi zwieńczy powodzenie. W dniu 27 czerwca 2014 w odpowiedzi na najnowsze ustępstwo Putina – przedłożenie Parlamentowi Rosji prośby o zniesienie nadanego mu prawa do interwencji w imieniu ukraińskich Rosjan – sekretarz stanu John Kerry wydał swoje kolejne ultimatum. Rosja musi „podjąć działania dosłownie w ciągu najbliższych kilku godzin”, aby zakończyć rewoltę we wschodniej Ukrainie. Pomijając fakt, iż Kerry jest powszechnie uznawany za błazna, poważnym celem tych „ostrzeżeń” jest nadanie Rosji statusu pariasa i powstrzymanie wiadomości o wojnie prowadzonej przez Kijowski reżim przeciwko własnym obywatelom.

Jedna trzecia ludności Ukrainy jest rosyjskojęzyczna i dwujęzyczna. Od dawna zabiegała o demokratyczną federację, która odzwierciedla zróżnicowanie etniczne Ukrainy i jednocześnie pozostaje autonomiczna i niezależna od Moskwy. Większość tych ludzi nie jest ani „separatystami”, ani „rebeliantami”, tyko obywatelami, którzy chcą bezpiecznie żyć w swojej ojczyźnie. Separatyzm jest reakcją na ataki kijowskiej junty, które zmusiły aż 110.000 ludzi (szacunki ONZ) do ucieczki przez granicę do Rosji. Są nimi przeważnie doświadczające traumy kobiety i dzieci.

Podobnie jak objęte embargiem irackie dzieci czy „wyzwolone” kobiety i dziewczynki w Afganistanie, terroryzowane przez watażków CIA, ci etniczni mieszkańcy Ukrainy są na Zachodzie medialnymi nie-ludźmi, a zadawane im cierpienia i okrucieństwa minimalizuje się lub ukrywa. Zachodnie media nurtu głównego nie donoszą o skali ataku reżimu. Nie jest to praktyka bezprecedensowa. Czytając ponownie mistrzowską książkę Phillipa Knightley’a Pierwsza ofiara: korespondent wojenny jako bohater, propagandysta i mitotwórca, odnowiłem swój podziw dla Mrogana Philipsa Price’a z manchesterskiego Guardiana, jedynego zachodniego dziennikarza, który pozostał w Rosji w czasie rewolucji 1917 i przekazał prawdę o katastrofalnej inwazji zachodnich sojuszników. Sprawiedliwy i odważny, Philips Price samotnie zakłócił to, co Knightley nazywa antyrosyjską „czarną ciszą” na Zachodzie.

2 maja 2014 w Odessie spalono żywcem 41 etnicznych Rosjan w siedzibie związków zawodowych. W obecności policji. Istnieją przerażające dowody filmowe. Lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz celebrował masakrę jako „kolejny jasny dzień w naszej historii”. W amerykańskich i brytyjskich mediach doniesiono o „ponurej tragedii” będącej wynikiem „starć” pomiędzy „nacjonalistami” (neonazistami) i „separatystami” (ludźmi zbierającymi podpisy na rzecz referendum w sprawie federalnej Ukrainy). New York Times pogrzebał temat po uprzednim uznaniu ostrzeżeń o faszystowskiej i antysemickiej polityce nowych klientów Waszyngtonu za rosyjską propagandę. Wall Street Journal potępił ofiary – „Zabójczy pożar na Ukrainie prawdopodobnie wzniecili rebelianci, mówi rząd”. Obama pogratulował juncie „powściągliwości”.

W dniu 28 czerwca 2014 Guardian przeznaczył prawie całą stronę na deklaracje „prezydenta” kijowskiego reżimu, oligarchy Petro Poroszenki. Raz jeszcze zastosowano orwellowską zasadę odwrócenia. Nie było żadnego puczu; żadnej wojny przeciwko ukraińskiej mniejszości; wszystkiemu winni są Rosjanie. „Chcemy zmodernizować nasz kraj,” powiedział Poroszenko. „Chcemy wprowadzić wolność, demokrację i europejskie wartości. Komuś to się nie podoba. Ktoś nas za to nie lubi.”

Reporter Guardiana Luke Harding nie zakwestionował tych twierdzeń, nie wspomniał o potwornej tragedii w Odessie, powietrznych i artyleryjskich atakach reżimu na osiedla mieszkaniowe, zabójstwach i porwaniach dziennikarzy, zamachu bombowym na opozycyjną gazetę i groźbie prezydenta: „Uwolnimy Ukrainę od brudu i pasożytów”. Wróg to „rebelianci”, „bojówkarze”, „powstańcy”, „terroryści” i pachołki Kremla. Przywołajmy z historii duchy Wietnamu, Chile, Wschodniego Timoru, południowej Afryki, Iraku; etykiety pozostały niezmienione. Palestyna znajduje się w centrum tego niewzruszonego fałszu. W dniu 11 lipca 2014, po ostatniej rzezi dokonanej w Strefie Gazy przez wyposażoną w amerykański sprzęt armię Izraela – 80 ofiar*, w tym sześcioro dzieci z jednej rodziny – jej generał pisze w Guardianie pod nagłówkiem, „Konieczny pokaz siły”.

W 1970 roku spotkałem się z Leni Riefenstahl i zapytałem o jej filmy, które gloryfikowały nazistów. Używając rewolucyjnych technik operatorskich i oświetleniowych, stworzyła dokumentalną formę, która zahipnotyzowała Niemców; to właśnie jej „Triumf woli” zauroczył Hitlerem. Zapytałem ją o propagandę w społeczeństwach, w których panuje wyobrażone poczucie wyższości. Odpowiedziała, że „przesłania” w jej filmach były uzależnione nie od „zaleceń z góry”, ale od „próżni przyzwolenia” wśród ludności niemieckiej. „Czy obejmowała ona także liberalną, wykształconą burżuazję?” zapytałem. „Wszystkich”, odpowiedziała, „i oczywiście inteligencję.”

* Liczba ofiar wzrosła już do 207 [16.07.2014]. Po stronie Izraela śmierć poniosła jedna osoba.

Tłumaczenie: exignorant

Autor: John Pilger (wersja oryginalna)

Data publikacji: 11 lipca 2014

neoliberalizmJohn Pilger, australijski dziennikarz.

Na początku lat 60-tych XX wieku wyjechał do Wielkiej Brytanii i rozpoczął tam karierę czołowego korespondenta zagranicznego. Realizował reportaże w każdym zakątku globu, relacjonował liczne wojny, w tym konflikt w Wietnamie.

W wieku dwudziestu lat został najmłodszym reporterem, który otrzymał tytuł Dziennikarza roku, najwyższe dziennikarskie wyróżnienie w Wielkiej Brytanii, i jako pierwszy zdobył go dwukrotnie.

Kiedy przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, stał się autorem doniesień ze społecznych wstrząsów lat 60-tych i 70-tych. Maszerował u boku ubogich z Alabamy do Waszyngtonu po zabójstwie Martina Luthera Kinga.

Jego praca w Azji Południowo-Wschodniej stworzyła historyczną edycję londyńskiego Mirrora, poświęconą prawie w całości depeszom z Kambodży po upadku reżimu Pol Pota. Połączone efekty tego raportu i późniejszego filmu dokumentalnego Rok zerowy: Cicha śmierć Kambodży pozwoliły zebrać 50 milionów dolarów dla mieszkańców tego kraju. Podobnie stało się w przypadku dokumentu i doniesień z Timoru Wschodniego w 1994 roku, gdzie podróżował incognito – pomogły one zainspirować wsparcie dla kraju okupowanego wówczas przez władze Indonezji.

W Wielkiej Brytanii jego czteroletnie dochodzenie w imieniu grupy dzieci, które urodziły się zdeformowane w następstwie działania talidomidu przyniosło specjalną ugodę z koncernem farmaceutycznym.

Liczne filmy dokumentalne autora na temat Australii, zwłaszcza Ukryty kraj (1983) oraz trylogia Ostatni sen (1988), Witajcie w Australii (1999) oraz Utopia (2013) celebrują i ujawniają „zapomnianą przeszłość” jego rodzinnego kraju, zwłaszcza przeszłość i teraźniejszość rdzennych ludów kontynentu.

Produkcje te zdobyły uznanie i nagrody w USA i Europie (w tym Emmy i BAFTA).

Artykuły Johna Pilgera publikowane są na łamach gazet całego świata.

-przypis: Ex ignorant