Reklamy

Tag: dzieciństwo

DZIECKO TO „MAŁY DUCHOWY BUDDA” Z WIELKIM POTENCJAŁEM

Duchowa świadomość dziecka i trudny okres dorosłości

Wielu ludzi zauważa, że stan świadomości dziecka jest inny, niż dorosłych ludzi. Bert Hellinger rozróżniał nawet pomiędzy „niewinnym” dzieciństwem, a „winną” dorosłością. W każdej kulturze istnieje przyzwolenie na to, by wiek dziecięcy w jakiś tam sposób chronić. Ma on swoje prawa.

Dziecko jest jak mały Budda, jednak nie ma wyrobionej „dorosłej” indywidualności. Nie jest to stan idealny, bo w procesie transformacji należy połączyć te oba przeciwieństwa. Czemu dziecięcy stan Buddy i dorosła indywidualność są przeciwieństwami? Dziecko jest ciekawe wspaniałego świata, i bada go każdego dnia. Cieszy się dniem dzisiejszym. Żyje w tu i teraz. Jego radość może wywołać byle patyk który w jego wyobraźni staje się mieczem czy karabinem. Nie ma ono paraliżującego dorosłych lęku o to, czy starczy do pierwszego.

Jest to jednak stan nieświadomości typowy dla raju (Edenu). Potem zarówno ludzkość jak i pojedyncze dziecko wchodzi w etap piekła. Czyli inaczej w etap o lucyferyczny, w którym budowana jest dorosła indywidualność jak i czujemy oddzielenie od Boga. Jest to etap rywalizacji, prawa silniejszego, zła i upadku.

Będąc dzieckiem nasza podświadomość ma zapisaną „pamięć Edenu”. Ten duchowej, niewinnej krainy. Ale potem następuje etap wychowania dziecka przez rodziców. Często rodzice podcinają dzieciom skrzydła. By nie odstawały za bardzo, by były zaakceptowane przez społeczność i by zostały posłusznymi dorosłymi. Czytaj dalej „DZIECKO TO „MAŁY DUCHOWY BUDDA” Z WIELKIM POTENCJAŁEM”

Reklamy
Reklamy

TAJEMNICE ŚWIATA: MOMENT GDY STAŁEŚ SIĘ NIEWOLNIKIEM SYSTEMU. TEŻ GO PAMIĘTASZ?!

 

duchowosc

Gdy system Cię unieszczęśliwia.. Żegnaj dzieciństwo, witaj trudna dorosłości

Ten niezwykle ciekawy temat był poruszany przeze mnie dwa razy. Jednak uważam, że powinienem poruszyć go kolejny raz. To dotyczy nas wszystkich, także Ciebie. Wynika to z praw rządzących światem, których być może nie znasz. Naprawdę niewiele ludzi pamięta co się działo na tym etapie ich życia. Ta zmiana, którą opisuję w tym artykule, najczęściej pozostaje nieświadoma, i zostaje zapomniana. Kto wie, może właśnie Ty należysz do tej nielicznej grupy ludzi, którzy te wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania pamiętają?

Poobserwuj ufne i radosne zachowanie szczeniaka i małego psa, ze stadnym i agresywnym zachowaniem psa dorosłego. Czyż z tym samym nie mamy do czynienia u ludzi? Świadomość dziecka diametralnie różni się od świadomości dorosłego. Na pewno tęsknisz za latami dzieciństwa, ale pewnie nie zdajesz sobie sprawy, dlaczego tak jest. W tym felietonie ujawnię Ci, na czym polega trauma okresu dojrzewania jak i obniżenie jakości myślenia przy wchodzeniu w dorosłość.

system (3)

Dziecko ma specyficzny stan świadomości. Polega on na ufności, ciekawości dosłownie każdym detalem i elementem życia. Dziecko jest radosne i cieszy się dosłownie z niczego. A więc cieszy się ze wszystkiego – z tego, że żyje. Dziecko nie potrzebuje miliarda dolarów i Ferrari o mocy 400 koni mechanicznych by poczuć ledwie namiastkę szczęścia. Dla dziecka byle patyk wkładany podczas deszczowego dnia do kałuży z kolegami i koleżankami, daje taką radość i ekstazę, o jakiej dorosły posiadający te miliard dolarów i Ferrari nawet nie może pomarzyć. Bo dziecko umie cieszyć się byle drobiazgiem – ono niczym mistrz duchowy docenia i uwielbia to, co ma.

A co dopiero ma powiedzieć zlękniona osoba dorosła, która nie ma tego miliarda dolarów i Ferrari? Ba, nie tylko ich nie ma, ale musi tyrać przez miesiąc u polskiego kapitalisty za 1500 złotych? Które to zarobki nie wystarczają na nic? Dziecko ma stan świadomości bardzo zbliżony do stanu opisywanego przez ezoteryków i gnostyków. Jest to świadomość Buddy. Dziecko żyje dosłownie w stanie „tu i teraz„, niczym w książkach znanych mistrzów duchowych. Do tego należy doliczyć to, że myślenie dziecka jest typowo „magiczne„. Dla niego każdy element świata ma w sobie coś nieuchwytnego, zachwycającego, pięknego. Życie pomimo wielu trudności jest dla niego wielkim zachwytem.

system zniewala

Dojrzewanie i pożegnanie z dzieciństwem to zejście do mentalnego „grobu”

Cytuję: „W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że najpierw widać kokon, który pęka, a potem pojawia się motyl. W wypadku ludzkiego umysłu od zawsze kolejność wydaje się odwrotna – człowiek rodzi się jako motyl, a potem otacza się kokonem.

Każdy człowiek jest bardziej podobny do buddy jako dziecko, później to podobieństwo maleje. Spójrz na dziecko, spójrz na jego oczy, są bardziej podobne do oczu buddy niż oczy jakiegokolwiek dorosłego. Sposób w jaki siedzi, w jaki się porusza – wdzięk, piękno, życie chwilą – są piękne.

Nawet jego złość jest piękna. Jest w tej złości całym sobą, a gdy coś jest całkowite, to jest piękne. Przyjrzyj się dziecku, które w złości skacze i krzyczy. Patrz tylko! Nie zajmuj się sobą ani tym, że dziecko ci przeszkadza. Przyglądaj się zjawisku. Złość jest piękna – bo dziecko jest w niej całkowicie zanurzone. J e s t złością, i to tak autentycznie, że nic nie pozostaje niedokończone. Nie powstrzymuje się, wchodzi w złość całym sobą i staje się złością.

Przyjrzyj się dziecku, które cię kocha. Kiedy cię wita, kiedy podchodzi do ciebie, jest jak budda. Ale już wkrótce pomożesz mu i społeczeństwo też mu pomoże wejść w kokon, w którym już umrze. Zaraz po wyjściu z kołyski wchodzimy do grobu. Nikomu nie wolno być naturalnym, narzucana jest nam patologia. Jesteś zamykany w klatce, więziony w martwym schemacie. Twoja spontaniczna natura cierpi, a ty nie możesz się z tego schematu wydostać. Właśnie dlatego jest tyle patologii. Stworzył ją człowiek.”
~Osho

globalna swiadomosc (3)

Tęsknisz za beztroskim dzieciństwem lub kolorową młodością?

Niemal każdy człowiek tęskni czy to za dzieciństwem, czy to za czasami młodości. Za dzieciństwem, bo było beztroskie, kolorowe, pełne wrażeń, bo nawet zupa pomidorowa gotowana przez babcię smakowała tak intensywnie. A teraz nie cieszy Cię nawet obiad w wykwintnej restauracji. Nie mówiąc o całej reszcie. Tęsknisz za młodością, bo pełna była wyzwań, marzeń, radości. Bo nawet ta Coca-Cola smakowała intensywniej, piwo czy jabol za 3,50 zł oznaczał wielkie szczęście, a zachód słońca czy seks do białego rana wspominasz z nostalgią aż po dziś dzień.

Tęsknota za dzieciństwem to tęsknota za prawdziwą, niemal duchową dojrzałością, która została Ci odebrana. To tęsknota za pełnym potencjałem, za chęcią poznawania i zdobywania świata, które zostały Ci zabrane. To tęsknota za hobby i pasjami, które wtedy tak intensywnie się objawiały, i często były realizowane, np na kółkach zainteresowań. Czy w pełnych intensywności marzeniach. A które zostały Ci zabrane, bo przecież musiałeś stać się poważanym i szanowanym obywatelem. Statecznym ojcem rodziny, czy też matką Polką.

Musiałeś przecież skończyć studia, których najczęściej nie wybrałeś sam, i które nie były zgodne z Twoimi zainteresowaniami. Obiecano Ci po studiach złote góry i świetlaną przyszłość. A tu okazuje się, że Janusz kapitalista płaci Ci 1500 złotych. Robisz kursy, zdobywasz kwalifikacje jak pojebany. Podporządkowujesz temu całe życie. Rezygnujesz z hobby, pasji, z marzeń. Z szczypty szaleństwa, tak bardzo cechującego młodość. Masz te 30 lat i najczęściej dalej zarabiasz grosze. Jeśli masz szczęście – kredyt na mieszkanie, na samochód, i na wakacje, które w ogóle Cię nie cieszą i podczas których w ogóle nie wypoczywasz.

system (4)

Miało być drugs, sex, rock ‚n’ roll i sielskie życie. Jest praca za 1500 zł netto

Masz żonę, która jest tak samo sfrustrowana i niechętna na seks jak Ty. Masz dzieci, które powoli zaczynają nienawidzić starego zgreda, którym się stajesz z każdym rokiem. Powoli zaczyna docierać do Ciebie, że tak naprawdę przegrałeś swoje życie. Nawet popełniasz dokładnie te same błędy, co Twoi rodzice. A tak bardzo chciałeś ich uniknąć. Przecież miało być inaczej.. I tęsknisz za tymi latami ’80 czy ’90 – latami dzieciństwa czy młodości. One wcale nie były dobre. Te lata były niewyobrażalną traumą dla ówczesnych dorosłych, były czasem upadku gospodarczego państwa, czasem bankructw i dziesiątek tysięcy samobójstw. Ale Ty wspominasz je miło. Bo byłeś wtedy dzieckiem czy nastolatkiem. Bo odczuwałeś inaczej, intensywniej, bardziej kolorowo.

Miało być drugs, sex, rock ‚n’ roll. Miało być radosne i szczęśliwe życie. Miałeś być świadomy, miałeś uniknąć błędów wychowawczych, które popełnili Twoi rodzice. No i kapitalizm tyle Ci obiecywał. Co masz obecnie? Z dziecięcych pasji dawno zrezygnowałeś. Bo przecież masz być inżynierem, ojcem, człowiekiem wykształconym, a nie bujającym w obłokach. Z młodzieńczych marzeń także, bo przecież dorosłemu nie wypada. Jeśli miałeś jakieś hobby, choćby to było łowienie ryb czy jeżdżenie po Polsce i fotografowanie pociągów – też z nich zrezygnowałeś.

Masz kredyty, dzieci, dom, pracę. Obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Przyjemności i radości zero, coraz mniej i mniej. Zrealizowałeś pierwszy, archetypowy cel ludzkiego życia – ślub. Drugim celem jest założenie rodziny. Wiesz jaki jest ostatni, symboliczny czy też archetypowy cel człowieczego bytu? Śmierć. W gnostycyzmie ślub i śmierć są synonimami, są symbolami tożsamymi, podobnymi, zamiennymi. Ślub i założenie rodziny, jak i śmierć są dwoma głównymi celami ludzkiego życia. Także w interpretacji snów oba te symbole interpretuje się zamiennie. Więc możesz teraz czekać na śmierć. Biernie.

metafizyka

„Te wspaniałe lata 90-te.. Kiedyś to były czasy..” Tak naprawdę chodzi o coś innego

Cytat: „Ludzie zawsze mawiali: „Kiedyś, to były czasy!” Z wiekiem życie wydaje się człowiekowi coraz gorsze. Wspomina młode lata, kiedy wszystkie barwy były soczyste, wrażenia ostre, marzenia ziszczalne, muzyka lepsza, klimat korzystniejszy, ludzie życzliwsi, nawet kiełbasa była smaczniejsza, nie mówiąc o zdrowiu. Życie było przepełnione nadzieją, dostarczało radości i zadowolenia. Teraz, po upływie tylu lat, człowiek nie doznaje już takich radosnych przeżyć w związku z tymi samymi zdarzeniami. Na przykład piknik, impreza, koncert, film, święto, randka, wczasy nad morzem – wszystko to, obiektywnie rzecz biorąc, jest tej samej jakości.

A jednak – to już nie to. Kolory wyblakły, wrażenia straciły ostrość, zainteresowanie wygasło. Dlaczego w młodości wszystko było takie wspaniałe? Czyżby percepcja człowieka z wiekiem traciła ostrość? Ale przecież z wiekiem człowiek nie traci zdolności do płaczu, śmiechu, zauważania barw i odczuwania smaków, odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła. Może więc świat stacza się w przepaść? W rzeczywistości świat sam w sobie nie ulega degradacji i nie staje się gorszy. Staje się gorszy dla każdego z osobna. Równolegle z negatywną linią życia istnieją linie, które ów człowiek w swoim czasie zostawił i na których wciąż jest wszystko w porządku. Wyrażając niezadowolenie, człowiek w istocie przestawia się na gorszą linię życia. A właściwie – jest na nią wciągany.

(…)

Człowiek rodząc się, początkowo przyjmuje świat takim, jakim on jest. Po prostu dziecku nie jest jeszcze wiadome, że może być lepiej lub gorzej. Młodzi nie są jeszcze kapryśni i wybredni. Zwyczajnie odkrywają świat i cieszą się życiem, bo mają więcej nadziei niż pretensji. Wierzą, że i tak jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej. Ale potem nadchodzą niepowodzenia i człowiek zaczyna rozumieć, że nie wszystkie marzenia się spełniają, inni żyją lepiej, a o miejsce pod słońcem trzeba walczyć. Z czasem pretensji staje się więcej niż nadziei. Niezadowolenie i narzekanie stanowią siłę sprawczą popychającą człowieka ku niefortunnym liniom życia.

Ujmując to zgodnie z terminologią Transerfingu, człowiek emituje negatywną energię, która przenosi go na linie życia odpowiadające negatywnym parametrom. Świat staje się tym gorszy, im gorzej Ty o nim myślisz. W dzieciństwie nikt nie rozmyślał nad tym, czy jest on dobry, czy nie, lecz przyjmował wszystko za dobrą monetę. Dopiero zaczynałeś odkrywać świat i nie nadużywałeś krytyki. Największe urazy skierowane były przeciwko Twym bliskim, którzy na przykład nie kupili Ci zabawki. Ale potem zacząłeś poważnie obrażać się na otaczający Cię świat. Zaczął coraz mniej Cię satysfakcjonować. A im więcej zgłaszałeś pretensji, tym gorszy był efekt. Każdy, kto przeżył młodość i dożył do wieku dojrzałego wie, że kiedyś wszystko było lepsze.

(…)

Uważasz, że życie stało się gorsze. Jednak tym, którzy są w tej chwili młodzi, życie wydaje się piękne. Dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że oni nie wiedzą, jak dobrze było wtedy, gdy Ty byłeś w ich wieku? Ale wówczas żyli przecież ludzie starsi od Ciebie, którzy dokładnie tak samo narzekali na życie i wspominali, jak dobrze kiedyś było. Przyczyna leży nie tylko w skłonności psychiki ludzkiej do usuwania ze wspomnień złych elementów i uwypuklania w przeszłości tego, co dobre. Przecież niezadowolenie ukierunkowane jest na to, co dzieje się obecnie, ponieważ jest rzekomo gorsze od tego, co było kiedyś.

Jeśli przyjąć za fakt tezę, że życie staje się z każdym rokiem coraz gorsze, to świat już dawno powinien był się po prostu rozpaść na kawałki. Ile pokoleń minęło od początków historii ludzkości? I każde uważa, że świat stał się gorszy! Na przykład starszy człowiek powie z przekonaniem, że wcześniej coca-cola była lepsza. Jednak coca-colę wymyślono w 1886 roku. Wyobraź sobie, jaka obrzydliwa jest ona w tej chwili! Może z wiekiem przytępia się zmysł smaku? Wątpliwe. Przecież dla staruszka pogorszyła się też każda inna jakość-na przykład mebli czy odzieży. Jeśli świat byłby ten sam dla wszystkich, to po przejściu tylu dziesiątków pokoleń zmieniłby się w piekło.”
Autor: Vadim Zeland

1408733117_nobk3n_600

Radość dzieciństwa i marzenia młodości odebrane przez dorosłość

Ja ten moment przeskoku pamiętam bardzo dobrze. Pamiętam jak bardzo cieszyłem się z wydawałoby się głupich fajerwerków na sylwestra, czy z świąt bożego narodzenia. Gdzieś koło 5 czy 6 klasy podstawówki nagle święta straciły swój dawny blask. Już nie było tej magii. Nie było tego zachwytu życia. Moje myślenie stało się jakieś inne. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli. Były one jakieś suche, toporne, pozbawione barw. Z tygodnia na tydzień odczułem ogromną zmianę jakościową na gorsze. Poczułem się wewnętrznie martwy, jakby ważna część mnie została na zawsze zamordowana. Resztki tego magicznego dziecięcego zachwytu zostały gdzieś do drugiej klasy liceum, do 2002 roku. Potem znikło i to. Ciekawy jest fakt, że naprawdę niewielu ludzi to pamięta.

Są dwa przełomy związane z przystosowaniem do życia w systemie w życiu człowieka. Pierwszy z nich to wiek 4, 5 lat, gdy ukształtowanych zostaje wiele programów podświadomości. Wdrukowywane zostają wtedy zarówno cywilizacyjne (globalne) traumy, jak i traumy, lęki i kompleksy typowe dla danych rodziców. Drugi przełom to właśnie dojrzewanie płciowe. Natura odbiera Ci dziecięcą radość bezwarunkową, szczęście z byle powodu. Dostajesz popęd seksualny, i potrzebę jego ciągłego zaspokajania. Witaj dorosłości – i witajcie nowe role życiowe: podatnik, rodzic, wyznawca, obywatel, konsument, żołnierz.

Od tej pory Twoje szczęście nie jest już bezwarunkowe – zostaje Ci zabrane. Od tej pory Twoje szczęście jest uzależnione od realizowania programów natury. Te programy są trzy i dotyczą każdej istoty żywej na Ziemi – od wirusów aż po ludzi. Są to: 1. rozmnażanie, przetrwanie gatunku i seks; 2. ekspansja terytorialna, zdobywanie nowych miejsc do życia; 3. gromadzenie zasobów – u zwierząt pokarm i partnerzy, u ludzi dochodzą jeszcze inne rzeczy.

Szczęście w dorosłości, czyli nieustanna pogoń za króliczkiem

Najgorsze w tym jest to, że to nowe szczęście związane z realizacją programów natury, to ledwie nędzna namiastka dawnego dziecięcego, magicznego szczęścia. To nie jest tak naprawdę szczęście, ale wieczne gonienie za króliczkiem, aż do śmierci. Przecież nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go. Prawda? Bo gdy złapiesz już tego króliczka.. To poczujesz dosłownie chwilkę tej nędznej namiastki szczęścia – chwilę emocjonalnej ekscytacji. A potem Twoje ego i umysł formułują kolejny cel, kolejne dążenie, kolejne pragnienie. I często społeczeństwo stawia wtedy kolejne żądania: wziąłeś ślub? To teraz dzieci. Kupiłeś samochód? To teraz zamiast ośmiu godzin pracuj czternaście i kup dom. Gonisz, gonisz i jeszcze raz gonisz.

Czy to jest szczęście? Jeden z laureatów nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii powiedział, że ostatecznym dążeniem każdego człowieka jest władza nad całym światem niewolników. Bycie imperatorem planety z całą ludzkością jako podległymi niewolnikami to ostateczny cel ego każdego człowieka – tak jest ono zbudowane. Ale zastanów się chwilę. Zostajesz tym imperatorem. I co dalej? Otóż dostajesz niemożliwej do wytłumaczenia i zniesienia depresji. Bo już nie ma króliczka za jakim można by gonić. Wszystko zdobyłeś i nie ma nic do zdobycia więcej – pojawia się niemożliwy do zniesienia stan. Ego chciałoby dalej zdobywać, dążyć, podbijać, pragnąć – ale nie ma już czego.

Neurobiologiczna teoria dorastania, czyli melatonina i serotonina

Melatonina jest chemiczną pochodną serotoniny. To z serotoniny powstaje melatonina. I melatonina i serotonina określane są jako „hormony szczęścia. Serotonina ma działanie przeciwne do dopaminy, hormonu aktywności, drapieżności, rywalizacji i seksualności. Melatonina ma działanie anty-gonadowe, czyli przeciwne do spraw związanych z rozmnażaniem. Stężenie serotoniny i melatoniny jest największe podczas błogiego i szczęśliwego dzieciństwa. Dziecko ma taki naturalny, błogi stan szczęścia – stan buddy.

Natura więc odbiera Ci to błogie szczęście z dzieciństwa. Stężenie melatoniny i serotoniny spada. Na scenę wkraczają „wrogowie” tych hormonów szczęścia, czyli dopamina i hormony płciowe. Od tej pory ledwie namiastkę dziecięcego szczęścia zyskujesz podczas aktywności związanej z dopaminą. Czyli seks, agresja, walka, konsumpcja, ekspansja. Ciekawe jest jeszcze to, że kobiety mają większe stężenie melatoniny i serotoniny w organizmach. Są one istotami łagodniejszymi, bardziej pokojowymi i bardziej uduchowionymi.

Mężczyźni przez niedobory serotoniny częściej ryzykują, częściej rywalizują i walczą. Mają większy popęd seksualny i zdobywają. Ma to uzasadnienie w realizacji celów natury. Z tym, że ma to drugą stronę. Mężczyźni są bardziej agresywni i.. nieszczęśliwi. Częściej popełniają samobójstwa, częściej chorują psychicznie – choć dużo rzadziej zgłaszają się po pomoc. Częściej padają ofiarami przestępstw, i częściej wykazują zachowania autodestrukcyjne. Typu: nałogi czy mordobicia.

Ciekawe jest to, że w stanie zakochania stężenie serotoniny i melatoniny drastycznie spada. Wzrasta wtedy stężenie hormonów takich jak: dopamina, fenetyloamina, hormony płciowe. Z kolei mechanizm działania leków przeciwdepresyjnych polega głównie na podwyższaniu poziomu serotoniny. Mechanizm ten powoduje.. osłabienie libido i osłabienie przeżywanego uczucia zakochania, lub jego całkowite ustąpienie. I jeszcze jedno.. Bardzo ciekawe jest też to, że u znerwicowanych i pełnych lęków mężczyzn, występuje bardzo silny popęd seksualny. Widzicie jak to wszystko jest perfekcyjnie dopracowane? Jak to wszystko wiąże się i łączy – i na planie duchowym, i na planie psychicznym, jak i fizycznym (neuroprzekaźniki).

Kiedy zrezygnowałeś z pasji dzieciństwa i marzeń młodości?

Co możesz więc zrobić by temu przeciwdziałać? Zachęcam Cię do zweryfikowania swoich priorytetów i celów życiowych. Czy na pewno chcesz iść na te studia i być inżynierem pracującym od świtu do późnej nocy? Czy raczej ktoś Ci to narzucił? Czy na pewno chcesz sadzić to drzewo, budować ten dom (raczej: klitka w bloku, na kredyt 30 lat), i płodzić tego syna? By potem całe dnie pracować, biorąc nadgodziny lub drugi etat, zarzynać się, tracić zdrowie, i tej rodziny nie widzieć? Taką przyszłość sobie wymarzyłeś, czy raczej taki model życia został Ci narzucony?

Zachęcam Cię także do odkurzenia swoich starych hobby i pasji. W garażu stoi jakaś motorynka, gitara, zestaw wędek? Tudzież masz cała piwnicę zajebaną książkami filozoficznymi, duchowymi czy jakimikolwiek innymi? Lub znaczkami pocztowymi? A może kiedyś znałeś każdy rodzaj lokomotywy jaka istnieje na świecie z parametrami technicznymi, ale nie jesteś już na bieżąco? A tyle nowych bestii powstało, np w bydgoskich zakładach kolejowych PESA?

Przypomnij sobie moment i powód, dla których zrezygnowałeś z tego, co autentycznie lubisz. Musiałeś „spoważnieć i założyć spodnie”? To nie przystoi matce Polce? Musiałeś „ogarnąć się i wreszcie zająć się dorosłym życiem”? Wróć więc do tego. To zasila Twoje istnienie, a nie praca od świtu do nocy, nie spełnianie zachcianek i żądań innych.

Autor: Jarek Kefir

Witaj! 🙂 Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nieocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii, podziękowania za wiedzę. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..

globalna-swiadomosc-7Vadim Zeland rozprawia się z wieloma mitami doktryny new age. Podpiera się on obserwacjami i realiami życia codziennego – tym co możesz sam zweryfikować, zauważyć, wcielić w życie. Część powszechnie obowiązujących w new age mitów okazuje się być zupełnie fałszywa. Rzeczywistość działa wręcz o 180 stopni odwrotnie, a Zeland podaje przykłady najprostsze z możliwych.

Po tym właśnie odróżnisz autora który jest praktykiem jak Vadim Zeland, od teoretyków piszących co najwyżej piękne słowa. No i ważne w naukach duchowych jest to, co działa, i to co znajduje odzwierciedlenie w realnej rzeczywistości. Cała reszta to tylko teorie – a więc ogromny ocean spekulacji i domysłów, jakże często podszytych modną dziś, spiskową interpretacją rzeczywistości. Wklejam fragment jego książki „Transerfing Rzeczywistości tom 4 – Zarządzanie Rzeczywistością„.

We fragmencie tym podejmowany jest temat podstawowej traumy jakiej doświadcza dziecko podczas interakcji z tym światem. Życie płodowe, moment porodu i proces wychowawczy – to jedne wielkie traumy. Podstawowym hmm, błędem (?) jest to, że ziemscy rodzice, nic nie wiedzący o życiu, programują umysł dziecka, który jest czystą kartą. Dziecko dostaje więc pakiet cywilizacyjnych (globalnych) śmieci. Z jednej strony – ideologie, religie, schematy myślenia takie jak MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat) które są zdezaktualizowane, niekompatybilne z ludzką naturą i powodują potem ogromne cierpienie.

Z drugiej strony, dostajesz komplet globalnych jak i jednostkowych, typowych dla danych rodziców, traum, lęków, kompleksów. Jednak to nie wszystko! Bo jest jeszcze trzecie oddziaływanie o którym praktycznie w ogóle się nie mówi, poza wąskim gronem ezoteryków i okultystów. A szkoda. Oto bowiem proces wychowawczy wciska nas w wąskie ramy postrzegania kartezjańsko-newtonowskiego, zwanego także racjonalizmem, materializmem itp. Rodzimy się pamiętając nasze poprzednie życia. Widzimy i odczuwamy przepływające energie, umiemy jasnowidzieć i czytać w myślach.

Potem te umiejętności zapominamy, nieraz na zawsze. Zamyka się nasze postrzeganie świata duchowego. Jesteśmy albo wyznawcami jakiejś religii która redukuje duchowość o 99%, albo zwolennikami ateizmu / racjonalizmu, który idzie tylko maleńki kroczek dalej i redukuje duchowość o 100%. Jednak ten proces jest znacznie głębszy niż by się wydawało. Światopogląd racjonalny, „dorosły”, to zamknięcie się w klatce nieświadomości. na czym ona polega? Wcale nie chodzi tu o jakieś ezoteryczne brednie ale o rzeczy jak najbardziej proste i życiowe.

Wymienię czym jest nieświadomość dorosłego umysłu w punktach:

-myśli przepływają bez kontroli. Gdy się na chwilę im przyjrzysz, to zauważysz że masz w mózgownicy jakąś cholerną, wiecznie gadającą i blablającą strukturę, której nie da się zatrzymać i okiełzać. Możesz wręcz dojść do wniosku, że jest to struktura… obca, wirusowa. Nie możesz więc zatrzymać, uchwycić tych myśli. Jeśli pojawia się zła myśl, a 90% lub więcej jest złe – trudno je przerwać, zastopować;

-myśl zła – depresyjna, agresywna, nienawistna, przykra, powodująca cierpienie – szybko rozrasta się do niewyobrażalnych rozmiarów. Niczym nowotwór zajmuje cała dostępną przestrzeń. To Ty od tej pory jesteś tą myślą – a powinno być przecież inaczej. Myśli te powinny być narzędziem, uruchamianym gdy będzie potrzeba. A nie panem, a raczej.. katem. Skrajna postać śpiącego umysłu dorosłego to atak lęku, histerii (depresja, CHAD), chandry, natręctw. Wiem co mówię ponieważ doświadczam obu stanów. I odczuwam ogromne pogorszenie jakości percepcji i samopoczucia, gdy na jakiś czas, na szczęście mały, włącza się ten autopilot – stary program.

-poziom świadomości, a więc odbioru bodźców, jest u śpiącego dorosłego umysłu bardzo niski. Dotyczy to nie tylko zmysłów, np wzroku. Idąc codziennie do pracy masz do czynienia nawet z miliardem różnych bodźców wzrokowych. Niby zwykła droga do pracy, 10 kilometrów.. Ale jednak. Ile samochodów, ludzi, drzew, autobusów, chmur na niebie, zdarzeń pamiętasz po przybyciu do miejsca pracy? Odpowiedź: bardzo, bardzo niewiele, bo olbrzymią większość szczegółów pomijasz. Bo jesteś w stanie snu na jawie – w stanie nieświadomości. To samo dotyczy nie tylko wszystkich innych zmysłów „fizycznych„, ale także percepcji świata duchowego. Bo to taki sam (no, podobny) „zmysł” jak wzrok i taka sama umiejętność jak np jazda na rowerze. Nie ma w tym większej filozofii choć owiane jest to aurą mistycyzmu, niedostępności i tajemnicy. W takim stanie jesteś prowadzony niczym przez jakiś automat.

Czy zauważyliście, że cały proces przebudzenia i oświecenia to po prostu uporanie się z traumami i zaprogramowaniem z dzieciństwa? Przychodzisz na ten świat z bezcennymi darami, jako czysta biała karta. Ale te dary są Ci odbierane, a czysta biała karta zapełniana jest smołą, śmieciami, brudem. W wieku tych 30 lat mogłeś przenosić góry, komunikować się telepatycznie z Rdzeniem planety („Bogiem„), przewidywać przyszłość, lewitować. No wybaczcie za tę odrobinę być może nierzeczywistej fantazji, haha. Ale nie, w wieku tych 30 lat, pełen traum i przerażenia, pracujesz u polskiego kapitalisty za miskę ryżu.

Oto ten cytat z książki Vadima Zelanda:

Cytuję: „Kiedy potencjalna możliwość staje się rzeczywistością, powstaje symetryczny w stosunku do powierzchni dualnego zwierciadła obraz. Po jednej stronie zwierciadła znajduje się sektor metafizycznej przestrzeni wariantów, a po drugiej – jego materialne urzeczywistnienie.Wszystkie żywe istoty balansują przy tym na krawędzi zwierciadła, ponieważ ich ciało i umysł należą do świata materialnego, a dusza pozostaje jednocześnie w nierozerwalnym związku z przestrzenią wariantów. Wszyscy przyszliśmy do tego życia stamtąd i w to samo miejsce wrócimy, jak za kulisy, by przebrawszy się, ponownie znaleźć się na powierzchni zwierciadła w nowej postaci.W tym teatrze masek aktorzy kręcą się w nigdy niekończącym się kołowrocie ról. Odegrawszy jedną rolę, aktor na minutę ucieka za kulisy,wkłada inną maskę i znów dołącza do gry, całkiem zapominając o wszystkim, co działo się przed jego ostatnim wejściem na scenę. Aktora do tego stopnia pochłania obraz odgrywanej postaci, że traci pojęcie o tym, kim jest naprawdę.

Lecz czasem zasłona opada i człowiek nagle ze zdumieniem uświadamia sobie, że to jego życie wcale nie jest pierwsze. Amerykański profesor psychiatrii Jan Stevenson zebrał ponad dwa i pół tysiąca oficjalnie zarejestrowanych przypadków wspomnień dawnych żyć, ankietując przeważnie dzieci. Maluchy bez jakiejkolwiek hipnozy opisywały swoje życie z dalekiej przeszłości, w innych krajach. W książkach Jana Stevensona przywołuje się bardziej niż ciekawe fakty.Charakterystyczna jest historia dwóch braci bliźniaków, którzy rozmawiali między sobą w jakimś niezrozumiałym języku. Początkowo wszyscy uważali, że jest to po prostu gaworzenie dziecka. Trwało to, dopóki dzieci nie osiągnęły trzeciego roku życia, a do rodziców nareszcie dotarło, że coś tu jest nie tak. Braci pokazano lingwistom i ci ze zdziwieniem odkryli, że bliźnięta rozmawiają w starożytnym języku aramejskim. Język ten był szeroko rozpowszechniony w czasach Chrystusa, lecz obecnie nie jest już używany. Jugosłowiańska dziewczynka pewnego razu zachorowała i spędziła jakiś czas w śpiączce. Ocknąwszy się, przestała poznawać otaczających ją ludzi i przemówiła w obcym języku. Specjaliści ustalili, że to jedno z bengalskich narzeczy. Jugosłowiańskie dziecko zaczęło prosić, by zabrano je do domu w Indiach. Kiedy dziewczynkę przywieziono do wymienionego przez nią miasta, poznała swój dom, lecz okazało się, że jej rodzice, jak i „ona sama”, dawno zmarli.

Takich historii z dziećmi jest mnóstwo. Lecz podobne rzeczy zdarzają się też z dorosłymi. Dwudziesto siedmio – letnia kobieta, podróżując z mężem po Niemczech, ze zdziwieniem odkryła, że poznaje te miejsca jak swoje rodzinne, chociaż nigdy tu nie bywała. Nawet zobaczyła swój dom i przypomniała sobie imiona rodziców i braci. W miejscowej tawernie kobieta rozpoznała starca, który był znajomym jej rodziny i opowiedział o tragicznym wypadku, kiedy to koń wierzgnął kopytem i zabił ich małą córkę. Kobieta z miejsca uzupełniła jego opowiadanie o przeróżne szczegóły. Andrzej Donimirski w swojej książce Czy żyjemy tylko raz? opisał eksperymenty angielskiego psychiatry Arnolda Blacksmana, który za pomocą hipnozy zmuszał pacjentów do powrotu do poprzednich żyć. Jedna z pacjentek szczegółowo opowiedziała o sześciu swoich poprzednich wcieleniach. W pierwszym była żoną wychowawcy rzymskiego namiestnika w Anglii, potem żoną żydowskiego lichwiarza, następnie służącą w kupieckim domu w Paryżu, była także nadworną damą hiszpańskiej infantki w Kastylii, krawcową w Londynie,mniszką w jednym ze stanów Ameryki. I wszystko to w ciągu dwóch tysiącleci. Historycy dokładnie sprawdzili daty i zdarzenia – wszystko się potwierdziło.

Jeżeli zebrać razem wszystkie te fakty, to już niemal nie pozostaje wątpliwości,że reinkarnacja rzeczywiście ma miejsce. Zbija z tropu tylko jedna okoliczność: dlaczego wspomnienia o poprzednich życiach przejawiają się tylko w rzadkich wypadkach i u stosunkowo małej liczby ludzi? W zasadzie to zdarza się we wczesnym dziecięcym wieku, a z czasem całkiem zaciera się w pamięci. Tak naprawdę to nie wspomnienia się zacierają, a blokuje się świadomość człowieka. Każdy może przypomnieć sobie swoje poprzednie wcielenia, jeżeli obudzi się w tym życiu, które podobne jest do snu na jawie.Wiadomo, że do czwartego roku życia dziecko nie jest w stanie odróżnić snu od rzeczywistości. Być może, pamięta ono poprzednie życia, lecz nie pozwala mu się tego uświadomić, ponieważ na siłę narzuca się mu „rozumne” pojmowanie świata. Poza tym, człowiek nie może przypomnieć sobie siebie w wieku poniżej czterech lat. Jak myślisz, dlaczego? Może dlatego, że dziecko jest „nierozumne” i jeszcze nie uświadamia sobie własnego istnienia? Pogląd taki to wielki, powszechnie spotykany błąd. W rzeczywistości świadomość dzieci jest znacznie wyższa niż u dorosłych.To dorośli pogrążają się w nieświadomym śnie na jawie i dlatego nie pamiętają ani poprzednich żyć, ani siebie we wczesnym dzieciństwie. Zastanówmy się, dlaczego tak się dzieje.

Odrodziwszy się w nowym ciele, dusza odsuwa się na dalszy plan, podczas gdy umysł zajmuje wiodącą pozycję. A czym jest umysł? Od chwili narodzin – jest to czysta karta, na której można zapisać wszystko, co tylko się zechce. Od samego początku życia na tę kartę nanosi się szablon, zgodnie z którym człowiek postrzega siebie i otaczającą go rzeczywistość. Im wyraźniejszy jest ten szablon, tym szersza przepaść pomiędzy duszą i umysłem.Człowiek uświadamia sobie rzeczywistość tak, jak nauczono go to robić. Świadomość można podzielić na dwa poziomy: pierwszy uwaga, drugi – postrzeganie. Natychmiast po urodzeniu postrzeganie nie jest niczym maskowane.Dziecko ma szeroko otwarte zdolności do zdobywania wiedzy intuicyjnej i jasnowidzenia. Innymi słowy – ma bezpośredni dostęp do informacji z przestrzeni wariantów i postrzega świat takim, jakim on jest. Ale „śpiący” dorośli z miejsca biorą niemowlę w obroty i wciskają je w wąskie ramy snu, który oni postrzegają jako świadome istnienie. Robi się to drogą ograniczenia swobody i za pomocą skupiania uwagi. Dziecko zmusza się do skupienia uwagi na atrybutach materialnej rzeczywistości: „Patrz tutaj! Słuchaj mnie! Tak nie rób! Rób tak!”. Kiedy’ uwaga jest przechwycona, horyzont postrzegania raptownie się zawęża, świadomość zanika i człowiek pogrąża się w stan niewiele różniący się od nieświadomego snu.

Naprawdę, jeżeli uwaga skupiona jest na wąskim kręgu rzeczy, człowiek idzie, dosłownie utkwiwszy wzrok pod nogi i naturalnie nie ma możliwości rozejrzenia się dokoła. Z kolei szablon światopoglądu umieszcza człowieka w okowach stereotypów, określających „jakim wszystko powinno być”. W nieświadomym śnie takie skupienie uwagi i postrzegania osiąga maksymalny poziom. Człowiek przyjmuje sytuację taką, jaka jest, usiłując z całą swoją nieporadnością wpłynąć na bieg zdarzeń. W rezultacie śniący znajduje się całkowicie w mocy okoliczności, sen mu się „przydarza” i niczego nie może na to poradzić. Scenariusz rozwija się spontanicznie, zgodnie z obawami i oczekiwaniami.Oczekiwania i myśli płyną, nie poddając się sterowaniu. W świadomym śnie poziom samoświadomości jest już wyższy, śniący może wysiłkiem woli wpływać na bieg zdarzeń. Wystarczy zrozumieć, że to zaledwie sen, jak u człowieka ujawniają się zadziwiające zdolności.W świadomym śnie nie ma niczego niewykonalnego – można kierować zdarzeniami i robić niepojęte rzeczy, na przykład latać. A wszystko dlatego, że uwaga i postrzeganie uwolniły się od skupienia – człowiek jakby podniósł głowę, rozejrzał się i uświadomił sobie swoje położenie.

Na jawie, choć bardzo to dziwne, poziom świadomości znowu się obniża. Myśli człowieka w większości wypadków biegną spontanicznie. Z jednego tematu przeskakują na inny. To, co niepokoi, wywołuje strach lub drażni, zazwyczaj całkowicie bierze w posiadanie świadomość i gnębi wciąż w jakimś stopniu.Bieg takich myśli trudno jest kontrolować. Najgorsze obawy i negatywne reakcje niezależnie od woli człowieka kształtują jego rzeczywistość. Postrzeganie i uwaga skupiają się na problemach, przygnębiających myślach, okolicznościach. W rezultacie człowiek pogrąża się w swoich troskach jak we śnie na jawie. W ten sposób stajemy się „dorosłymi”. Człowiek dojrzały uważa dziecko za nierozumne, ponieważ nie wpisuje się ono w jego sen. Oczywiście, dziecko trzeba nauczyć, jak egzystować w nowych dla niego warunkach.Lecz przy tym nieuchronnie powstaje paradoks: im lepiej przyswajają się zasady zachowania w wąskich granicach świata materialnego, tym niżej spada poziom świadomości, co pociąga za sobą zanik zdolności wpływania na bieg zdarzeń i postrzegania metafizycznej strony rzeczywistości. Dorośli stali się niewolnikami swoich gier, a więc i okoliczności,w chwili, kiedy zaczęli brać je na serio i pogrążać się bez reszty w troskach. Dziecko zaś jest wszechwładnym panem swojej gry. Jego świadomość jest wyższa, ponieważ ono wciąż pamięta, że to tylko gra. Jego ważność znajduje się na niskim poziomie, ponieważ rozumie, że to tylko gra.Działa z dystansem, jednocześnie obserwując jak widz, ponieważ uświadamia sobie, że to tylko gra.”

Autor – Vadim Zeland. Jego książki i miliony innych książek, w tym te polecane u mnie, są do kupienia w poniższej księgarni internetowej – link:
TaniaKsiążka.pl

Czy to jest w porządku? Czy tak powinno być?

Postaraj się na chwilę zawiesić dotychczasowy osąd sytuacji. To co napiszę poniżej nie jest ani wykładnią ostatecznej prawdy, ani nawet tym, w co ja sam do końca wierzę. Jest to po prostu materiał do rozważenia. I tu się kłania doktryna new age. Głosi ona, że właśnie tak powinno być, że każde cierpienie ma sens, że rodziców wybraliśmy sobie przed wcieleniem się. Więc wybraliśmy i zaakceptowaliśmy też te wszystkie traumy, zło, cierpienie. Dobrze, a co by było, gdybym powiedział Ci, że tak nie jest? Że cierpienie, zło i traumy nie tylko nie mają sensu, ale także prawie nic nie uczą, a wręcz potwornie degenerują duszę? Że ludzkość być może nieodwracalnie zniszczyła tę planetę nie tylko ekologicznie i cywilizacyjnie, ale także pod względem duchowym?

Mieliśmy stworzyć nie tylko być może nieodwracalne skażenie środowiska, ale także miliardy nowotworowych struktur duchowych – świadomości zbiorowych typu zombie, żyjących własnym życiem? A co jeśli dusza ludzka wcale NIE CHCE doświadczać tych traum, cierpień, zła? Co jeśli dusza ludzka chce najlepszych bodźców i przeżyć dla ciała i dla umysłu, którym dysponuje? Wg tej koncepcji, dusza pragnie nie żadnych gównianych lekcji poprzez cierpienie i traumy. Ale radości, zabawy, ekstazy, seksu, miłości, wolnej amerykanki, totalnej swobody, pomyślności, obfitości, bogactwa, życia totalnie na maxa?

Ludzkość od zawsze stara się nadać ziemskiej kaźni jakiś wyższy sens i cel. Ludzie wszystkich epok chcą wierzyć, że to całe cierpienie, te miliony milionów przykrych wydarzeń w życiu każdego z nas, mają sens. Spójrzcie na te wszystkie systemy religijne, na czele z tym popularnym dziś new age. Co one robią? Właściwie nie robią nic innego, jak tylko tłumaczą umęczonej ludzkości, że ta kaźń czemuś służy. Że jakiemuś bydlakowi zwanemu bogiem, jahwe, allahem itp, ma być to niby potrzebne. Poznałeś więc chyba najbardziej ukrywaną tajemnicę istnienia religii. Są one stabilizatorami systemowymi, utrzymującymi homeostazę tego systemu cierpienia.

Od lat zastanawiam się co do cholery sprawia, że ludzie milionami, miliardami nie popełniają masowych samobójstw. Mam tylko przybliżoną odpowiedź. Po pierwsze, nieświadomość. Jakoś to będzie – myśli głupiutki, 20 letni chłopczyk. I planuje życie pełne wielkich osiągnięć. Ma być „3S” jak pisał Pokolenie Ikea – Sukces, Szmal, Seks. A jak jest – wiemy. Życie potem funduje mu niezliczoną ilość cierpień. Praca na dwa etaty u kapitalisty by utrzymać rodzinę. Żona która nie chce seksu i nie ma czasu. Dzieci które zaczynają Cię nienawidzić. Brak hobby, pasji, zainteresowań – bo nie ma i czasu i sił i pieniędzy. I nie ma.. zdrowia, bo taki styl życia, a raczej styl umierania, degeneruje. Zawał przed czterdziestką. A potem? A kornik napisze Twój uładzony życiorys.

Powiem Wam dlaczego ja nie popełniłem samobójstwa. Gdyby nie otwarcie mojego serca które nastąpiło dzięki cudownemu „zbiegowi okoliczności” w 2006, i gdyby nie wiedza którą poznałem po 2012 roku – nie żyłbym. Ta wiedza to znowu prostota i sprawy życiowe. To świadomość jak bardzo rozpaczliwe są rzeczy, za które ludzie daliby się pokroić. To świadomość tego, że sielankowy obraz życia nie tylko najczęściej jest fałszywy. Ale może runąć w jednej sekundzie. To świadomość tego, że nie muszę sadzić drzewa, budować domu, płodzić syna i robić miliona tego typu rzeczy. Bo wiem, że jest to u większości ludzi niemożliwe.

Bo system i pensje 1850 brutto to uniemożliwiają. Widzę codziennie rozpacz tych ludzi i boli mnie ona, mimo wszystko. To że nie mogą sobie kupić samochodu, mieszkania, założyć rodziny, wyjechać na wakacje. Odkąd poznałem tę wiedzę – gdzieś 75% tego bólu odeszło. Została jakaś małą część. Przecież żyjemy w jakiejś cholernej symulacji komputerowej, prawda? Po co się szarpać, pienić, czy starać o rzeczy których system nie da. Jest to pewne wycofanie się z tych sfer życia, gdzie nie jestem mocny.

Uważam, że twierdzenie że zło i cierpienie ma sens i czegoś uczy, jest prawdziwe tylko w 50%. Gdyby nie te wszystkie życiowe lekcje, w tym złe – nie bylibyśmy w tym miejscu co teraz. Tak się kształtuje charakter, empatia itp. Z drugiej strony, cierpienie, traumy i bieda – degenerują nie tylko ciało i umysł, ale też duszę. Która jest potem skulona, w narożniku. Kluczowe jest to co określa się jako przebudzenie, czyli uporanie się z traumami i programami z dzieciństwa. Wtedy z ofiary stajesz się kreatorem swojego życia, choćby w niewielkim jego zakresie. Polecam poniższy felieton w którym także rozpatrywałem te zagadnienia:
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Cytuję: „Człowiekiem ten się staje, kto pokonuje swoje ziemskie wychowanie, a nie ten kto mu ulega. Łatwo jest bowiem systemowi uchować bydlę, ale człowiek może narodzić się tylko z buntu.”
~Sebastian Dama

Przeczytaj też inne felietony na ten temat i na tematy pokrewne:
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Wczesna, podświadoma trauma dziecka. Dotyczy to całej ludzkości
Moment gdy stajesz się niewolnikiem systemu.. Pamiętasz go?
Podświadoma trauma którą masz także Ty [2] Nawet się nie spodziewasz..
Ludzie którzy pomogli Ci wstać gdy byłeś na dnie, zasługują na to, co najlepsze
Czy rodzina jest najwyższą wartością? Nie jest

Lęk przetrwania związany z niedoborem pieniędzy i innych dóbr, jest najsilniejszym lękiem jaki zna człowiek. To on wydaje się być tym mitologicznym „grzechem pierworodnym” rodzaju ludzkiego. Nasz świat jest światem niedostatków i niedoborów. Brak wystarczającej ilości zasobów, nie tylko pieniędzy, to jedno z najważniejszych jego praw. Istoty w pocie czoła muszą walczyć ze sobą o ograniczone zasoby środowiska. W poniższych felietonach opisałem, że lęk przetrwania jest przyczyną praktycznie 99% lub nawet 100% zła, jakie jedna istota wyrządza drugiej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia jest upadłym światem pełnym cierpienia. Dlaczego? Czy jest nadzieja na zmianę?

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Wczesna, podświadoma trauma dziecka. Dotyczy to całej ludzkości

dziecinstwoW swoich wpisach poświęcam dość często uwagę tematyce wczesnych traum i konfliktów, jakie zawiązują się w psychice dziecka.

Zwracam szczególną uwagę na kilka spraw, mianowicie:

-świat jest tak zaprojektowany, że 100% ludzi bez wyjątku doświadcza różnych traum. Jest ich bardzo, bardzo dużo w pierwszych latach życia. Sam proces wychowawczy można przyrównać do mentalnej lobotomii. Jedną z najważniejszych traum zapisujących się w podświadomości jest poród;

-ale zapis traum rozpoczyna się już przed narodzinami. Wg niektórych interpretacji już od momentu zapłodnienia. Szczególną uwagę temu zjawisku poświęca nauka zwana Totalną Biologią, jednak wiele z jej założeń jest pewnie przesadzonych;

-decyzja o powołaniu na ten pełen cierpienia i łez świat nowego życia, jest więc decyzją ogromnej wagi. Nie jest to tylko kwestia tak prymitywnej argumentacji jak: „bo wszyscy tak robią„, „bo mam instynkt rodzicielski i koniec„, „bo takie jest koło życia i wędrówka dusz„, „bo jakoś to będzie„. To Ty ponosisz odpowiedzialność, także odpowiedzialność karmiczną w takim sensie – że dokładasz swoją cegiełkę do cyklu koła samsary – koła iluzji matrixa.

Dziś zapraszam Was do przeczytania opisu książki Franza Rupperta na ten temat.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Wczesna trauma. Rozpoznawanie i uwalnianie

Cytuję: „To, że w momencie, gdy „przychodzimy na świat” mamy już dziewięć miesięcy, to wiadomo. Nie jest natomiast ogólnie znany fakt, że również nasze życie psychiczne rozpoczyna się jeszcze przed naszymi narodzinami. Gdyby wiedza na ten temat była rozpowszechniona, zachowywalibyśmy się inaczej w stosunku do tego właśnie tworzącego się życia – w związku partnerskim, w rodzinie, w ramach prowadzenia ciąży, podczas porodu, czy też przy tak zwanym wspomaganym rozrodzie. Nienarodzone jeszcze dzieci są istotami, które już postrzegają, rozpoznają i czują. To, przez co przechodzą w trakcie ciąży czy narodzin, ma bardzo kształtujący wpływ na ich dalszy rozwój psychiczny i fizyczny.

Ludzie mogą doświadczać traumy już przed narodzinami, w ich trakcie lub krótko po. Wczesne doświadczenia traumatyczne przechowywane są zazwyczaj w tzw. pamięci ukrytej – w której, w przeciwieństwie do pamięci jawnej nie ma wspomnień konkretnych wydarzeń, tylko zapis reakcji – strachu czy bólu odciśnięty w naszym układzie nerwowym.
Oznacza to, że traumę, której często zupełnie nie pamiętamy, nosimy w swoim ciele, komórkach i warunkuje ona nasz sposób myslenia i zachowania!

„Ten, kto zajmuje się w terapii wszelkimi możliwymi problemami
swojego dzieciństwa, młodości, partnerstwa czy pracy,
ale nie zajął się jeszcze czasem sprzed swoich narodzin
oraz doświadczeniami swojego porodu,
ma kluczowe kwestie przed sobą.”

Czy wiesz, że:

  • traumatyzacja przenosi się z pokolenia na pokolenie i może sprawić, że relacje w rodzinie i poza nią w znacznym stopniu zazynają się charakteryzować dynamiką ofiara-sprawca,
  • w wielu przypadkach prawdziwe przyczyny zachowania tak zwanych trudnych dzieci leżą najczęściej w historii poprzednich pokoleń, które doświadczyły trauatycznych przeżyć,
  • anoreksja i bulimia mogą być spowodowane przez przeżycie traumatycznych doświadczeń we wczesnym wieku.

„Wszystko, czego dziecko dośwadcza do momentu narodzin, magazynuje się w jego ciele, w jego komórkach i układzie nerwowym i współtworzy w psychice przyszłe wzorce reakcji emocjonalnych i schematy zachowania.”

Jesli chcesz dowiedzieć się jak je odnaleźć i uwolnić się od skutków traumy – przeczytaj tę książkę!

To, że w momencie, gdy „przychodzimy na świat” mamy już tak naprawdę dziewięć miesięcy, to wiadomo. Nie jest natomiast ogólnie znany fakt, że również nasze życie psychiczne rozpoczyna się jeszcze przed naszymi narodzinami. Gdyby wiedza na ten temat była rozpowszechniona, zachowywalibyśmy się inaczej w stosunku do tego właśnie tworzącego się życia – w związku partnerskim, w rodzinie, w ramach prowadzenia ciąży, podczas porodu, czy też przy tak zwanym wspomaganym rozrodzie.

Nienarodzone jeszcze dzieci są istotami, które już postrzegają, rozpoznają i czują. To, przez co przechodzą w trakcie ciąży czy narodzin, ma bardzo kształtujący wpływ na ich dalszy rozwój psychiczny i fizyczny. Mogą to być dobre i pełne miłości doświadczenia, które będą stanowić solidny fundament dla stabilnej i spokojnej osobowości w zgodzie z samą sobą. Ale mogą być one również negatywne, począwszy od stresu a skończywszy na przeżyciach traumatycznych, które prawdopodobnie odcisną negatywne piętno na całym dalszym życiu dziecka.

W ramach pracy psychoterapeutycznej należy brać pod uwagę różne sposoby przeżywania „wczesnych traum”. Gdy człowiek cierpi z powodu objawów określanych jako: stany lękowe, depresje, zaburzenia osobowości czy nawet psychozy, prawdopodobnie przyczyna tych stanów jest możliwa do odnalezienia jeszcze przed narodzinami pacjenta.

Jestem coraz bardziej przekonany, że czysto naukowe i rzekomo „obiektywne” pojęcie konstruktu teoretycznego, jakim jest „choroba” nie oddaje w pełni subiektywności naszego ludzkiego bytu. Często bowiem dzieje się tak, że to co manifestuje się w naszym ciele jako domniemana „choroba”, jest rezultatem doświadczeń relacji międzyludzkich, które nam nie sprzyjają i w których czujemy się bezradni, bezsilni i utknięci. Z mojego doświadczenia wynika, że większość symptomów, z powodu których klienci szukają mojej pomocy to zaburzenia wynikające ze stresu posttraumatycznego, nawet jeśli niektóre objawy wydają się z początku być zupełnie niegroźnymi. Rodzi się w związku z tym pytanie, jaka trauma znajduje swoje odzwierciedlenie w fizycznych czy psychicznych objawach? Odkrycie tego, zdaje mi się być największym wyzwaniem dla efektywnej psychoterapii. Jak odnaleźć punkt pierwotnej traumy, która powoduje obecne symptomy i nadal oddziałuje? Kiedy zrozumiemy, że ludzie mogą zostać straumatyzowani nie tylko jednym wydarzeniem w życiu, powstaje kolejne pytanie: jak można sensownie rozdzielić poszczególne czynniki traumatyzujące, które u wielu szukających pomocy z jednej strony nakładają się na siebie a z drugiej strony pochodzą z różnych etapów życia? A następnie jak do nich podejść z terapeutycznego punktu widzenia?

Kryterium specyficznym dla „traumy” jest w moim mniemaniu fakt, że ludzka psychika nie jest w stanie przepracować doświadczeń określanych jako „traumatyczne” oraz zintegrować ich w życiorysie. W takim przypadku musi się rozszczepić po to, aby pamięć o traumatyzującym doświadczeniu trzymać z dala od świadomości. Straumatyzowana psychika nie może od tego momentu naturalnie podążać za prądem wydarzeń rzeczywistych. Znajduje się bowiem w pozycji obronnej, co przejawia się w wypieraniu, odpychaniu i niechęci wiedzenia czegokolwiek o traumatyzujących doświadczeniach. Od traumatyzujących wydarzeń nie można też tak po prostu odpocząć, tak jak to się dzieje podczas stresujących doświadczeń. Doświadczenia traumatyzujące pozostają tak długo psychicznie aktywne, aż zostaną przepracowane.”

Źródło: http://virgobooks.pl/alfabetyczny-katalog-ksiazek/189-wczesna-trauma.html

Moment gdy stajesz się niewolnikiem systemu.. Pamiętasz go?

W jednym z poprzednich felietonów opisałem proces dojrzewania jako ostateczne podporządkowanie mentalności człowieka systemowi i jego dyrektywom. Dlaczego tak uważam?

Poobserwujcie ufne i radosne zachowanie szczeniaka i małego psa, ze stadnym i agresywnym zachowaniem psa dorosłego. Czyż z tym samym nie mamy do czynienia u ludzi? Świadomość dziecka diametralnie różni się od świadomości dorosłego. Wszyscy tęsknimy za latami dzieciństwa, ale mało kto z nas zdaje sobie sprawę, dlaczego tak się dzieje.

W tym felietonie ujawnię Wam na czym polega trauma okresu dojrzewania jak i obniżenie jakości myślenia przy wchodzeniu w dorosłość.

Dziecko ma specyficzny stan świadomości. Polega on na ufności, ciekawości dosłownie każdym detalem i elementem życia. Dziecko jest radosne i cieszy się dosłownie z niczego. Dziecko nie potrzebuje miliarda dolarów i Ferrari o mocy 400 koni mechanicznych by poczuć ledwie namiastkę szczęścia. Dla dziecka byle patyk wkładany podczas deszczowego dnia do kałuży z kolegami i koleżankami, daje taką radość i ekstazę, o jakiej dorosły posiadający te miliard dolarów i Ferrari nawet nie może pomarzyć. Bo dziecko umie cieszyć się byle drobiazgiem – ono niczym mistrz duchowy docenia i uwielbia to, co ma.

A co dopiero mówić o dorosłym który tego miliarda dolarów nie ma, który zarabia te 1350 zł netto u prywaciarza i którego niszczy dojmujący, zwierzęcy lęk przetrwania. Dziecko ma stan świadomości bardzo zbliżony do stanu opisywanego przez ezoteryków i okultystów. Dziecko żyje dosłownie w stanie „tu i teraz„, niczym w książkach znanych mistrzów duchowych. Do tego należy doliczyć to, że myślenie dziecka jest typowo „magiczne„. Dla niego każdy element świata ma w sobie coś nieuchwytnego, zachwycającego, pięknego. Życie pomimo wielu trudności jest dla niego wielkim zachwytem.

303838_129038520539845_303641313_n

Cytuję: „W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że najpierw widać kokon, który pęka, a potem pojawia się motyl. W wypadku ludzkiego umysłu od zawsze kolejność wydaje się odwrotna – człowiek rodzi się jako motyl, a potem otacza się kokonem.

Każdy człowiek jest bardziej podobny do buddy jako dziecko, później to podobieństwo maleje. Spójrz na dziecko, spójrz na jego oczy, są bardziej podobne do oczu buddy niż oczy jakiegokolwiek dorosłego. Sposób w jaki siedzi, w jaki się porusza – wdzięk, piękno, życie chwilą – są piękne.

Nawet jego złość jest piękna. Jest w tej złości całym sobą, a gdy coś jest całkowite, to jest piękne. Przyjrzyj się dziecku, które w złości skacze i krzyczy. Patrz tylko! Nie zajmuj się sobą ani tym, że dziecko ci przeszkadza. Przyglądaj się zjawisku. Złość jest piękna – bo dziecko jest w niej całkowicie zanurzone. J e s t złością, i to tak autentycznie, że nic nie pozostaje niedokończone. Nie powstrzymuje się, wchodzi w złość całym sobą i staje się złością.

Przyjrzyj się dziecku, które cię kocha. Kiedy cię wita, kiedy podchodzi do ciebie, jest jak budda. Ale już wkrótce pomożesz mu i społeczeństwo też mu pomoże wejść w kokon, w którym już umrze. Zaraz po wyjściu z kołyski wchodzimy do grobu. Nikomu nie wolno być naturalnym, narzucana jest nam patologia. Jesteś zamykany w klatce, więziony w martwym schemacie. Twoja spontaniczna natura cierpi, a ty nie możesz się z tego schematu wydostać. Właśnie dlatego jest tyle patologii. Stworzył ją człowiek.”
~Osho

Pamiętam do dziś jak towarzyszył mi ten stan gdzieś do 6 czy 7 klasy podstawówki. Pamiętam jak bardzo cieszyłem się z wydawałoby się głupich fajerwerków na sylwestra, czy z świąt bożego narodzenia. Gdzieś koło 5 czy 6 klasy podstawówki nagle święta straciły swój dawny blask. Już nie było tej magii. Nie było tego zachwytu życia. Moje myślenie stało się jakieś inne. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli. Były one jakieś suche, toporne, pozbawione barw. Z tygodnia na tydzień odczułem ogromną zmianę jakościową na gorsze. Poczułem się wewnętrznie martwy, jakby ważna część mnie została na zawsze zamordowana.

Są dwa przełomy związane z przystosowaniem do życia w systemie w życiu człowieka. Pierwszy z nich to wiek 4, 5 lat, gdy ukształtowanych zostaje wiele programów podświadomości. Wdrukowywane zostają wtedy zarówno cywilizacyjne (globalne) traumy, jak i traumy, lęki i kompleksy typowe dla danych rodziców. Drugi przełom to właśnie dojrzewanie płciowe. Natura odbiera Ci dziecięcą radość bezwarunkową, szczęście z byle powodu. Dostajesz popęd seksualny, i nieznośną potrzebę jego zaspokajania, egzekwowaną przez macochę naturę z morderczą konsekwencją.

Od tej pory Twoje szczęście nie jest już bezwarunkowe – zostaje Ci zabrane. Od tej pory Twoje szczęście jest uzależnione od realizowania programów natury. Te programy są trzy i dotyczą każdej istoty żywej na Ziemi – od wirusów aż po ludzi. Są to: 1. rozmnażanie, przetrwanie gatunku i seks; 2. ekspansja terytorialna, zdobywanie nowych miejsc do życia; 3. gromadzenie zasobów – u zwierząt pokarm i partnerzy, u ludzi dochodzą jeszcze kawałki plastiku, betonu, drewna i żelastwa produkowane przez korporacje. Jednak to nie jest najgorsze.

Najgorsze w tym jest to, że to nowe szczęście związane z realizacją programów natury, to ledwie nędzna namiastka dawnego dziecięcego, magicznego szczęścia. To nie jest tak naprawdę szczęście, ale wieczne gonienie za króliczkiem, aż do usranej śmierci. Przecież nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go. Prawda? Bo gdy złapiesz już tego króliczka.. To poczujesz dosłownie chwilkę tej nędznej namiastki szczęścia – chwilę emocjonalnej, płytkiej ekscytacji. A potem Twoje ego i umysł formułują kolejny cel, kolejne dążenie, kolejne pragnienie. Za którym gonisz, gonisz i jeszcze raz gonisz.

Czy to jest szczęście? Jeden z laureatów nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii powiedział, że ostatecznym dążeniem każdego człowieka jest władza nad całym światem niewolników. Bycie imperatorem planety z całą ludzkością jako podległymi niewolnikami to ostateczny cel ego każdego człowieka – tak jest ono zbudowane. Ale zastanów się chwilę. Zostajesz tym imperatorem. I co dalej? Otóż dostajesz niemożliwej do wytłumaczenia i zniesienia depresji. Bo już nie ma króliczka za jakim można by gonić. Wszystko zdobyłeś i nie ma nic do zdobycia więcej – pojawia się niemożliwy do zniesienia stan. Ego chciałoby dalej zdobywać, dążyć, podbijać, pragnąć – ale nie ma już czego.

To jednak nie koniec złośliwego chichotu macochy natury. Wiemy już że dała ona nam popęd seksualny i silną chęć jego zaspokajania. No i nie jest to aż takie złe. Ale natura powiązała największą ludzką przyjemność i źródło energii – seks – ze źródłem największego obowiązku i wyrzeczenia, czyli z rozmnażaniem. No i to też wbrew pozorom nie jest aż takie złe. Gdyby nie ten sprytny wybieg natury, to nikt nie chciałby się rozmnażać i ludzkość wyginęłaby. Ale wiecie co jest w tym najgorsze?

Masz tę nieznośną potrzebę zaspokajania popędu. Powołujesz do życia nowe, niewinne i bezbronne istotki. I tu system zaprojektowany przez naturę zastawia na nie i na Ciebie dwie pułapki – pułapki wg mnie niewybaczalne. Pierwsza pułapka to to, co opisałem powyżej. Każde dziecko bez wyjątku przechodzi przez traumy które odciskają piętno na całym jego życiu. Choćbyś się zesrał, choćbyś był najlepszym rodzicem jaki zna Ziemia – nie unikniesz tego. Druga pułapka polega na tym, że system nie zapewnia nawet minimum minimum egzystencji i Tobie, i powołanym do życia istotkom.

Zapierdol u kapitalisty za nędzne ochłapy – 1350 zł netto, które nie starczy na nic i powoduje potworny i niszczący lęk u rodziców, przekazywany dziecku. Ten lęk to lęk przetrwania. Jest to najsilniejszy lęk na Ziemi. To z lęku przetrwania powstaje praktycznie 99% lub nawet 100% zła jakie człowiek zadaje drugiemu człowiekowi. Lęk przetrwania jest grzechem pierworodnym rodzaju ludzkiego i genezą, praprzyczyną wszystkiego zła. Zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego jest tyle zła na świecie„, jak każdy człowiek? To pomyśl o lęku przetrwania jako o jego genezie. I dalej: kredyty hipoteczne, konieczność pracy na dwa etaty. Brak hobby, pasji i seksu bo czasu i pieniędzy nie ma. Odmawianie sobie wszystkiego.

I w wieku 40 lat stajesz się osiwiałym, wykończonym wrakiem człowieka. Pierwszy zawał, drugi, cukrzyca, nowotwory, hashimoto, już nie mówiąc o nałogach, depresjach, nerwicach itp. I kornik napisze Twój uładzony życiorys.. Myślicie że skąd ta hekatomba chorób cywilizacyjnych? Które zbierają żniwo śmierci już począwszy od 30 roku życia? Tylko z powodu złego żarcia i zanieczyszczenia środowiska? Na pewno nie.

Na pewno oglądaliście film Matrix i zastanawialiście się, do czego realnego porównać filmowe kokony w których zniewoleni żyli ludzie. Teraz macie po części odpowiedź. Ta planeta jest więzieniem. Można przytaczać choćby z milion teorii o tym, że świat jest taki, jaki uważasz że jest. I one są po części prawdziwe. Bo dla własnego dobra trzeba trochę udawać że świat jest w porządku i trzeba mieć dystans do wiedzy. Przede wszystkim do wiedzy o tym jaki jest ten świat – znaj tę wiedzę, ale nie zasilaj jej bezsensownymi żalami i przemyśleniami. No i warto nauczyć się widzieć cuda w codziennych zdarzeniach – bo tak widzi świat dziecko. Ale to nie zmieni faktu, że ten świat jest jaki jest.

Wróćmy jeszcze do naszych głównych rozważań. Warto wrócić do tego dziecięcego zachwytu nad rzeczami prostymi i codziennymi. Cuda wydarzają się codziennie obok nas. Tylko my, zaszczuci „dorosłym” postrzeganiem świata, ignorujemy je. Wschód słońca jest takim małym cudem. Piosenka podczas której masz dejavu i wracają wspomnienia – też nim jest. Uśmiech dziecka które chciało Ci wręczyć zebrany przez siebie listek jako prezent – też nim jest.

Próbowałem analizować każdy podsystem z osobna, jak i łączyć je w jedną spójną całość. Poznałem parametry ich działania, ale nie dotarłem jeszcze do odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest. Pisałem o tym w poniższych felietonach:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia nie jest rajem, ale czyśćcem. Więc się nie przywiązuj i nie emocjonuj
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!

To nie spiski, nie konspiracje, nie wojny i nie polityka są fundamentem (rdzeniem) systemu który tak nas zniewala i ogranicza. One są jedynie wtórnym objawem choroby, na jaką zapadł cały rodzaj ludzki i prawdopodobnie cały świat jako żywa świadomość, dawno, dawno temu. Ten fundament systemu tkwi zupełnie gdzie indziej.

Powiem więcej – ten fundament systemu jest także.. w Twojej głowie. W mojej i w innych – też. To nie politycy, media, spiskowcy, żydzi, masoni są systemem. Ale my sami – my wszyscy. Ponieważ nosimy w sobie jego skazę. Odróżnijcie objaw choroby od przyczyny choroby. Objawy są widoczne na pierwszy rzut oka – trwają wojny, ludzie cierpią niedostatek, głód, prześladowania, a biosfera planety umiera.

Przyczyna jest głęboko zakamuflowana, niewidoczna na pierwszy rzut oka. I bardzo często nie chcemy wierzyć że akurat to jest przyczyną. Że to my sami, my wszyscy nią jesteśmy. że to w co wierzymy, w czym pokładamy pragnienia, nadzieje, radości – tak często staje się tego zaprzeczeniem.

Podsumował: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Podświadoma trauma którą masz także Ty [2] Nawet się nie spodziewasz..

dziecinstwo-i-traumyZapraszam do przeczytania fragmentu Jeana Liedloffa „W głębi kontinuum”. Mowa jest tam o traumach, jakie doznaje dziecko jak i ich wpływie na dalsze, dorosłe życie.

Świat jest tak zaprojektowany, że traumy nabywane są przez dziecko już od bardzo wczesnych okresów życia płodowego. Jedna z interpretacji wpływu podświadomości na choroby nazywana Totalną Biologią głosi, że płód rejestruje to, co dzieje się na zewnątrz brzucha mamy.

Potem jedną z najważniejszych traum jest poród. Odciska on piętno praktycznie na każdym człowieku który przychodzi na nasz świat. Później dziecko uczy się poprzez upadki, wypadki i ból. I na marginesie – tak samo narody świata się uczą, bo to co w skali mikro, jest też w skali makro. A ludzkość jako zbiorowość jest obecnie na poziomie głupiutkiego, ale już wierzgającego i buntującego się dwulatka.

W konsekwencji prowadzi to do zamknięcia i zaszczucia duszy młodego człowieka przez system. Różne interpretacje duchowe, ezoteryczne, porównują proces socjalizacji i wychowania jako schodzenie do mentalnego grobu, jako umieranie.

Podobnie jest z procesem dojrzewania. Wtedy magiczne, dziecięce myślenie i ta dziecięca radość bezwarunkowa, to cieszenie się byle drobiazgiem, magia życia – zostają ostatecznie zamordowane. Wtedy już ostatecznie stajesz się dorosłym, trybikiem systemu. Masz popęd seksualny i nieznośny przymus jego zaspokajania, masz żądzę rywalizacji, konkurencji, i szereg innych, typowo „dorosłych„, destrukcyjnych mechanizmów. Dziecięcej radości już nie ma. Jest smutna dorosłość i egzekwowane z żelazną dyscypliną realizowanie bezlitosnych programów natury. Czyli rozmnażania, gromadzenia zasobów, ekspansji.

Zostało to w symboliczny sposób opisane w wielu bajkach i baśniach. Pojawia się w nich motyw albo zaśnięcia w wieku 16 lat, albo wypłynięcia na powierzchnię oceanu w wieku lat 15. Ja pamiętam ten życiowy przełom jako traumę choć wiem że praktycznie nikt znany mi tak nie odczuwał. Nagle w wieku tych 13 lat poczułem się wewnętrznie martwy. Dawne magiczne myślenie, cieszenie się i zachwyt nad każdą drobnostką, zniknęły. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli – myśli suchych, topornych, dorosłych. No i popęd seksualny.

O tym napiszę osobny felieton. Nie znam nikogo kto by to tak odczuwał. U ludzi to wewnętrzne umieranie odbywa się płynnie. Czy ktokolwiek z Was miał tak samo?

Poniżej cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości tom 3” o tym, że już sam poród jest podświadomą traumą. A do tego dochodzą jeszcze traumy tworzone niemal od momentu zapłodnienia – bo już od tego momentu zapisują się one w matrycy nowego człowieka. Rolą rodzica powinno być w teorii takie postępowanie, by dziecko uczyło się radzić z życiem i z traumami. Tak się jednak nie dzieje w ponad 99% przypadków.

Wszyscy jesteśmy ofiarami tego systemu, a gdy decydujemy się na posiadanie dzieci – jakże często zmieniamy się w oprawców i katów. Czy usprawiedliwieniem jest to, że od zawsze nikt nie przekazuje „instrukcji obsługi” człowieka i świata? Zobaczmy, przecież my, cholera, nawet nie wiemy co powinniśmy żreć. Setki diet, każda wykluczająca się i każda uważająca, że jest poprawna i zdrowa. A dalej, w innych sferach jest jeszcze gorzej.

Cytuję: „Negatywne nastawienie jest tak trwałe, ponieważ człowiek od narodzin wciąż się przekonuje, że świat jest do niego wrogo nastawiony. Na małego człowieczka natychmiast po narodzeniu z ogromną siłą spada agresywne oddziaływanie. Leżał sobie w łonie, było mu tam przytulnie, ciepło i spokojnie. Lecz oto biednego człowieczka brutalnie wyciągają z tego komfortu. Słyszy krzyki matki i możliwe, że uświadamia sobie, iż stanowi przyczynę jej cierpień. No i mamy położony fundament pod kompleks winy.

Jaskrawe światło bije po oczach.Chciałoby się zmrużyć oczy i nic nie widzieć. Wilgotne ciepło zostaje zastąpione przez twarde, suche zimno. Chciałoby się skulić w kłębek i odgrodzić od całej tej zgrozy. Lecz oto przecinają pępowinę, brutalnie zrywając jedyną łączność ze źródłem życia. Człowieczek jest już w śmiertelnym szoku. Dusi się, lecz jeszcze nie wie, że trzeba oddychać. Dają mu klapsa w plecki, powodując w ten sposób dożywotni uraz. W jego płuca z ostrością brzytwy wżyna się powietrze. Oddychanie boli, lecz nie ma innego wyjścia. Zostały postawione twarde warunki: walcz o życie, albo umrzyj. Niewinny i czysty umysł pobiera pierwszą lekcję: walka o istnienie jest nieodłączną częścią tego świata.

Człowieczka wszystko boli, a dookoła jest tak strasznie, a jakby tego było mało, odrywają go od matki i zamykają w twardym futerale.Opadając z sił, stara się ukryć przed tym światem w marzeniu sennym. Tak wygląda pierwsze spotkanie z tym światem. Strach, samotność, beznadzieja, uraza,wściekłość i całkowita bezradność. To pierwsze lekcje, które okrutnie i nieubłaganie odciskają się na białej karcie umysłu. Wstępna obróbka niezbędna wahadłom została wykonana.Nie bez powodu ta szokowa praktyka porodowa po dziś dzień jest szeroko rozpowszechniona i uważana jest za całkowicie cywilizowaną.

Mało komu przychodzi do głowy, że podobne narodziny stanowią absolutnie koszmarny szok, który zostawia głęboką, dożywotnią ranę w podświadomości człowieka. Żadna istota ze świata zwierząt nie przechodzi przez nic podobnego przy narodzinach. Jedynie w nielicznych i bardzo drogich klinikach można przyjść na świat „po ludzku”. Pierwsze brutalne lekcje świata wahadeł bardzo dobrze się przyswajają i w czasie trwania życia coraz bardziej krzepną. Pewnego dnia maluch puszcza rękę matki i z radosną, ufną odwagą biegnie na spotkanie życia. Lecz świat wahadeł pokazuje, że wcale nie jest taki bezpieczny, i nagle bęc! -maluch upada. A mama już się martwi: „żeby tylko nie wpadł pod samochód”.
~Vadim Zeland

A poniżej fragment autorstwa Jeana Liedloffa:

Cytuję: „U niemowlęcia mającego ciągły kontakt z ciałem opiekunki jego pole energetyczne stanowi jedność z jej polem, zaś nadmiar energii obojga może rozładowywać się poprzez jej wyłączną aktywność. Niemowlę może być dzięki temu rozluźnione, wolne od kumulującego się napięcia, bo nadmiar jego energii przepływa na opiekunkę. Istnieje zauważalny kontrast między zachowaniem niemowląt Yequana w objęciach opiekunki, a naszymi niemowlętami, które większość czasu spędzają w fizycznej izolacji od matki.

Dzieci Yequana są łagodne i niewymagające, nie stawiają oporu, jeśli trzymać je lub nieść w wygodnej pozycji. Nasze niemowlęta wierzgają nogami, gwałtownie machają rękami, wyginają sztywny kręgosłup w napięty łuk. Wiercą się i prężą w łóżeczkach, i wózkach, i trudno je utrzymać, kiedy zachowują się podobnie w naszych objęciach. Starają się uwolnić rosnące napięcie spowodowane tym, że nabrały więcej energii, niż potrafią w sposób nieskrępowany zatrzymać lub rozładować. Podniecone zainteresowaniem wobec jakiejś osoby wydają przeraźliwe wrzaski i skręcają się. Choć wyrażają w ten sposób zadowolenie, bodziec wyzwala gwałtowną reakcję mięśni, zużywając ukrytą energię.

Niemowlę biernie schowane w zaciszu swego kontinuum, kiedy zaspokojone zostają jego oczekiwania stałego kontaktu fizycznego, nie dąży do rozładowania energii, pozostawiając to aktywnemu dorosłemu lub dziecku, które je trzyma. Sytuacja ulega radykalnej zmianie w momencie, gdy niemowlę kończy fazę życia w objęciach opiekunki i zaczyna pełzać. Samo wtedy musi zużyć energię, przynajmniej w ciągu dnia, gdy jest z dala od matki. Następuje ogromny wzrost jego aktywności. W krótkim czasie pełzanie staje się efektywne, dziecko wędruje z imponującą prędkością, która ulega przyśpieszeniu, gdy zaczyna raczkować. Jeśli nic go nie ogranicza, pełza energicznie i uparcie po całym terenie, zużywając nadmiar energii w poznawaniu świata, w jakim przyszło mu żyć.

Gdy dziecko zaczyna chodzić, biegać i bawić się, czyni to w takim tempie, jakie dorosłemu wydawać się musi szalone. Usiłujący nadążyć za nim, szybko by się zmęczył. Rówieśnicy i starsze dzieci są dla niego bardziej stosownym towarzystwem. Pragnie je naśladować i czyni to najlepiej, jak potrafi, zgodnie że stale rosnącymi zdolnościami. Nikt poza nim samym nie ogranicza tej niesamowitej aktywności. Gdy się zmęczy, wraca odpocząć do matki, a gdy jest starsze – na swoje posłanie. Jednakże dziecko nie jest w stanie rozładować energii i trwać w dobrym samopoczuciu, jeśli z jakiegoś powodu – co tak często zdarza się w cywilizowanym sowiecie – jego działania są ograniczane, czy to przez niewystarczająco dużo czasu poświęcanego na zabawę na podwórku, czy ograniczoną przestrzeń domową, lub gdy jest uwięzione w kojcu, uprzęży, dziecinnym łóżeczku czy w specjalnym krzesełku. Jak brak bliskości w dzieciństwie wpływa na naszą seksualność?

W wieku dorosłym nadmiar nieuwolnionej energii jest podobnie koncentrowany przez wstępną grę seksualną, a uwalniany w orgazmie. Tym samym stosunek seksualny służy dwóm różnym celom – reprodukcji oraz zachowaniu przyjemnego poziomu energii. Wśród ludzi, których deprywacja bliskości skazała na życie w stanie napięcia pomiędzy różnymi aspektami ich osobowości, orgazm uwalnia jedynie powierzchowną część energii więzionej w ich permanentnie napiętych mięśniach.

Owo niepełne uwolnienie jej nadmiaru stwarza chroniczny stan niezadowolenia, przejawiający się złym humorem, nadmiernym zainteresowaniem seksualnym, niezdolnością do koncentracji, nerwowością lub rozpustą. Sprawę pogarsza jeszcze i to, że u dorosłych pozbawionych doświadczeń niemowlęctwa potrzeba fizycznej ekspresji seksu jest zmieszana z potrzebą nieseksualnego kontaktu, jaka pozostała im po tym okresie. Zazwyczaj ta druga nie jest w naszym społeczeństwie uznawana, a każde pragnienie kontaktu interpretowane jest jako seksualne. Zatem seksualne tabu obejmuje wszelkie dodające otuchy nieseksualne formy fizycznego zbliżenia. Nawet dzieci i dorośli plemienia Yequana, którym dana była w niemowlęctwie cała niezbędna gama zbliżeń, nadal je lubią, siadają blisko siebie, leżą w tym samym hamaku, a nawet wyręczają partnerów w niektórych czynnościach związanych z toaletą. My o wiele bardziej niż oni posiadamy potrzebę przełamania obecnego tabu i uznania ludzkiej potrzeby wsparcia i kontaktu. Niezaspokojona i infantylna niezmiernie zwiększa wymagania, jakie mamy wobec siebie, nie żyjąc zgodnie z naturą dzieciństwa i wieku dojrzałego. Trwa tak długo, dopóki istnieje szansa jej zaspokojenia, o ile chcemy ją zaspokoić.
~Jean Liedloff „W głębi kontinuum

Podsumował: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

PODŚWIADOMA TRAUMA KTÓRĄ MASZ TAKŻE TY.. NAWET SIĘ NIE SPODZIEWASZ!

Podświadoma trauma którą masz także Ty. Nawet się nie spodziewasz..

Narodziny czyli geneza podświadomej traumy. System od początku do końca jest zaprojektowany tak, że w dzieciństwie jesteśmy zdani na widzimisię, kaprysy i humory innych. Oni nas wtedy programują, i to co zostanie wtedy zaprogramowane, jest z nami często całe życie. Robią to niedoskonali i pełni wad ziemscy rodzice, często jeszcze bardziej zagubieni i przerażeni życiem niż my. Robi to kościół, nauczyciele, dalsza rodzina, koleżki itp.

Usuwanie „nowotworowych” programów zaszczepionych przez społeczeństwo jest bardzo trudne i można je porównać do wewnętrznego umierania. Bo umiera często duża część nas, a tego „nowego” często nie widać tak szybko. Każdy z nas po prostu musiał upaść, musiał przynajmniej utracić tę pierwotną, dziecięcą i boską radość istnienia. Jeśli nie skończyło się to wieloletnią traumą i depresją jak w moim przypadku, to kończy się to byciem baterią zasilającą system całym sobą. I wtedy takiego człowieka nazywa się człowiekiem sukcesu, nie patrząc na to że w środku to często wrak.

duchowość (2)

I dalej: system jest tak zaprojektowany, że ludzkość musiała popełnić ten grzech pierworodny tysiące lat temu. Upadki, traumy, sięgnięcia dna i wszystko co z tym związane, jest wpisane w naszą ludzką naturę tak jak oddychanie. Doświadczeń tych nie da się ominąć w żaden sposób. Nawet dziecko wychowane zgodnie ze wszystkimi cywilizowanymi kanonami, mającymi uduchowionych, illuminowanych rodziców będzie miało podświadome traumy. A co dopiero dziecko wychowane w typowym polskim domu?

Bóg naszej planety (nazywany demiurgiem, jahwe, bogiem ojcem – jedno i to samo) jest strukturą która nadała prawa podług których działają ziemskie systemy, i je kontroluje. Bóg jest jeden, a wszystko co znamy i komentujemy, to są jego podsystemy. Należą do nich: polityka, ekonomia, kapitalizm, hierarchia, rywalizacja, religie, ideologie, i wiele innych.

main-qimg-b3c9690cf603ed40629ec64bd00df18f

Wszystkie te powyższe (pod)systemy które wymieniłem, są wyrazem głębokiej neurozy czy też psychozy, na jaką zapadła ludzkość przed wieloma tysiącami lat. A dlaczego? Bo sam Bóg jest tak samo nieświadomy i dopiero „uczący się” – jak my i całe ziemskie stworzenie, cała natura. Bardzo głęboką prawdą jest biblijne zdanie że bóg nas stworzył na swój obraz i podobieństwo. I wcale nie chodzi tutaj o to, że bóg jest osobowy, że jest siwym dziadkiem z brodą i też ma rączki i nóżki jak my. Chodzi tutaj o mentalność, o cechy świadomości.

Nie wiemy dlaczego i po co tak się stało i nigdy tego się nie dowiemy. Na zdecydowaną większość pytań „dlaczego„, „po co” itp, nie ma odpowiedzi. Ale paradoksalnie są to pytania których zadawanie najbardziej rozwija. Nie musisz znać odpowiedzi ani panicznie ich poszukiwać – na pewnym etapie lepiej odpuścić. Jedyne co warto zrobić, to znać zasady działania i parametry tych (pod)systemów. I jedna rada – nigdy nie analizuj tych podsystemów rozdzielnie, ale zawsze całościowo. Znajdź wspólne cechy. Da się! Poczytaj zarówno o tym, jak zachowują się ekosystemy, jak i wiedzę z dziedziny ezoteryki. Połącz w całość i dostrzeżesz wtedy pełnię stworzenia.

ezoteryka (2)

Poniżej cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości tom 3” o tym, że już sam poród jest podświadomą traumą. A do tego dochodzą jeszcze traumy tworzone niemal od momentu zapłodnienia – bo już od tego momentu zapisują się one w matrycy nowego człowieka.

Cytuję: „Negatywne nastawienie jest tak trwałe, ponieważ człowiek od narodzin wciąż się przekonuje, że świat jest do niego wrogo nastawiony. Na małego człowieczka natychmiast po narodzeniu z ogromną siłą spada agresywne oddziaływanie. Leżał sobie w łonie, było mu tam przytulnie, ciepło i spokojnie. Lecz oto biednego człowieczka brutalnie wyciągają z tego komfortu. Słyszy krzyki matki i możliwe, że uświadamia sobie, iż stanowi przyczynę jej cierpień. No i mamy położony fundament pod kompleks winy.

Jaskrawe światło bije po oczach.Chciałoby się zmrużyć oczy i nic nie widzieć. Wilgotne ciepło zostaje zastąpione przez twarde, suche zimno. Chciałoby się skulić w kłębek i odgrodzić od całej tej zgrozy. Lecz oto przecinają pępowinę, brutalnie zrywając jedyną łączność ze źródłem życia. Człowieczek jest już w śmiertelnym szoku. Dusi się, lecz jeszcze nie wie, że trzeba oddychać. Dają mu klapsa w plecki, powodując w ten sposób dożywotni uraz. W jego płuca z ostrością brzytwy wżyna się powietrze. Oddychanie boli, lecz nie ma innego wyjścia. Zostały postawione twarde warunki: walcz o życie, albo umrzyj. Niewinny i czysty umysł pobiera pierwszą lekcję: walka o istnienie jest nieodłączną częścią tego świata.

Człowieczka wszystko boli, a dookoła jest tak strasznie, a jakby tego było mało, odrywają go od matki i zamykają w twardym futerale.Opadając z sił, stara się ukryć przed tym światem w marzeniu sennym. Tak wygląda pierwsze spotkanie z tym światem. Strach, samotność, beznadzieja, uraza,wściekłość i całkowita bezradność. To pierwsze lekcje, które okrutnie i nieubłaganie odciskają się na białej karcie umysłu. Wstępna obróbka niezbędna wahadłom została wykonana.Nie bez powodu ta szokowa praktyka porodowa po dziś dzień jest szeroko rozpowszechniona i uważana jest za całkowicie cywilizowaną.

Mało komu przychodzi do głowy, że podobne narodziny stanowią absolutnie koszmarny szok, który zostawia głęboką, dożywotnią ranę w podświadomości człowieka. Żadna istota ze świata zwierząt nie przechodzi przez nic podobnego przy narodzinach. Jedynie w nielicznych i bardzo drogich klinikach można przyjść na świat „po ludzku”. Pierwsze brutalne lekcje świata wahadeł bardzo dobrze się przyswajają i w czasie trwania życia coraz bardziej krzepną. Pewnego dnia maluch puszcza rękę matki i z radosną, ufną odwagą biegnie na spotkanie życia. Lecz świat wahadeł pokazuje, że wcale nie jest taki bezpieczny, i nagle bęc! -maluch upada. A mama już się martwi: „żeby tylko nie wpadł pod samochód”.
~Vadim Zeland

Podsumował: Jarek Kefir

 

Dzięki darowiznom mogę zachować niezależność i pisać dla Ciebie o tym, co ukrywane i zakazane. Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat ani z innych, często szemranych źródeł. Radzimy sobie sami. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.com/wsparcie/