Tag: kredyt hipoteczny

ŻYCIE TO GRA. WYGRYWA TEN CO NIE GRA, ALE JEST SOBĄ!

Życie i świat przypominają coś w rodzaju gry. Jak w gry komputerowe gra taki typowy, zaangażowany gracz? Traktuje grę na poważnie. Zbiera punkty i przedmioty, buduje, ściga się, zabija wrogów. Jest to dla niego prawie że sprawa życia i śmierci. Jest zestresowany. Czuje napięcie. Denerwuje się jeśli nie pokona wroga, nie wygra w wyścigu czy nie przejdzie innego etapu danej gry. I płaci. Przede wszystkim słono płaci za dodatkowe opcje w grze, bo współczesne gry tak są skonstruowane, by gracz traktujący grę na poważnie po prostu bulił za wszystko. Dokładnie tak, jak w życiu.

Inny, drugi gracz to taki wesoły Mireczek, który do wszystkiego podchodzi z dystansem. Nie grał w gry od 15 lat, odkąd skończył liceum, ale właśnie sobie zainstalował jakąś nowość. Wrócił wcześniej z pracy, jego dziewczyna wróci zaś późno. Porobił kilka rzeczy do zrobienia w domu, i usiadł do komputera. Odpalił sobie gierkę. Pyka sobie w nią trochę od niechcenia, trochę po to, by po prostu posprawdzać jej opcje. Nie pasjonuje go gromadzenie jak największej ilości zasobów. Szuka raczej pobocznych misji, ukrytych przejść, tajemniczych portali i tak dalej. Zastrzelą go w tej grze? Nie ma sprawy. Pokona głównego wroga (tzw. bossa) i przejdzie do wyższej misji? No też fajnie. Nie płaci za dodatkowe opcje czy przedmioty.

Gra jest dla niego zabawą, rozrywką, którą i tak zaraz rzuci, bo gdy jego dziewczyna wróci z pracy mają kilka rzeczy do ogarnięcia. On tak naprawdę nie gra w grę, ani gra nie gra nim (na jego nerwach, jak w przypadku pierwszego gracza). On się bawi grą, testuje tę grę. Nie jest nastawiony na konkretny wynik gry ani na wchodzenie ciągle na wyższe jej poziomy, ale jest nastawiony na jej sprawdzenie. 

To jest istotna różnica. Czytaj dalej „ŻYCIE TO GRA. WYGRYWA TEN CO NIE GRA, ALE JEST SOBĄ!”

STREFA TABU [+18]: PROBLEMY 30-LATKÓW O KTÓRYCH SIĘ NIE MÓWI!

Strefa TABU: problemy 30-latków o których się nie mówi

Czytałem dziś ciekawy artykuł o tytule: „Nie chcemy już pracować za 1300 złotych„. Co się okazało? Polscy przedsiębiorcy dokonali epokowego odkrycia na miarę nagrody Nobla: otóż ludzie pracują po to, bo chcą zarabiać! Nie po to by przedsiębiorca kupował trzeciego Jaguara a potem jacht, a potem dzieła sztuki. Nie po to, by budować neoliberalny system, jak nakazali bogowie kapitalizmu tacy jak Balcerowicz czy Petru. Którzy przed dekadami dokonali rozmyślnego dzieła sabotażu i zagłady naszej gospodarki.

Ludzie chcą po prostu zarabiać, godnie!

Jeden przedsiębiorca się żalił, że program zasiłków dla rodzin 500+ „zepsuł rynek„. Że teraz brak chętnych do pracy. Ponieważ żyję dłużej niż nastoletni fani Korwina i dłużej niż 25-letni fani Petru myślący że mają świat u stóp, powiem Wam coś.. Nigdy, ale to nigdy nie wierzcie w biadolenie przedsiębiorców, że po podniesieniu płacy minimalnej i po programie 500+ oni będą musieli zwijać interesy. Jest to rzecz z gruntu fałszywa. Oni mają inną optykę.

30 latkowie

Bogate lemingi kontra polska bieda

Podczas gdy my mamy po kilkanaście dni urlopu niewykorzystanych w sierpniu, bo nie mamy za co i dokąd jechać – oni jeżdżą na wczasy sześć razy w roku. Do tego weekendy. My spędzamy je z puszką piwa z Biedrony w dłoni, tudzież łapiąc kontakt z naturą w… miejskim parku bo to jest za darmo. Oni każdy weekend spędzają na wyjeździe nad morzem, jeziorem czy w górach, w zależności od tego gdzie mieszkają. Nigdy im nie wierzcie, w ani jedno ich słowo. Kapitalizm to brutalna gra, w którą grają prawdziwi drapieżnicy.

Dlaczego panują u nas takie a nie inne warunki ekonomiczne? Czy ekonomia i jej prawa za tym przemawiają? Nie, jest to tylko kwestia takiej a nie innej woli politycznej. Wszystko dogadano już na początku lat 90-tych XX wieku. Wraz z zagładą polskiej gospodarki, likwidacją przemysłu by nie robił konkurencji dla Niemiec, wprowadzono sztuczne zaniżanie wartości naszej Złotówki. Najpierw względem marki a potem – euro. Powoduje to znaną wszystkim dysproporcję – płace jak na wschodzie, a ceny jak na zachodzie.

Szerzej opisałem to w dwóch felietonach poniżej. Mówił o tym polski profesor, ale jego opinia nie jest popularna. Jestem właściwie jedynym autorem, który porusza tę kwestię. Zagadka – dlaczego rzekomo niezależne media stronią od tego jak diabeł od święconej wody? LINKI:
W Polsce możemy zarabiać więcej! Reforma systemu się rozpoczęła
Czemu zarabiamy 4 x mniej niż Niemcy przy identycznych cenach?! Odpowiedź jest zaskakująca!

30 latkowie

Obozy koncentracyjne nazywane „przedsiębiorstwami” lub „korporacjami”

Jak widzicie, nie ma tu żadnego wolnego rynku ani żadnych praw ekonomii. Jest za to bardzo gruba manipulacja polityczna, której celem jest ekonomiczne ludobójstwo. I sprawienie, by Polacy / Słowianie nie mogli w pełni wykorzystać swojego potencjału, swojej potęgi. Tajemnicą tego świata znaną elitom od zarania dziejów jest to, że jak ograniczysz ludziom finanse i możliwość godnego życia, to nie rozwiną się emocjonalnie, naukowo, duchowo. Będą stale żyli w strachu, ciemnocie, które będą potęgowały złe wydarzenia w ich życiach. Bo złe emocje i złe myśli (np paraliżujący lęk o przeżycie) generują złe wydarzenia w życiu. Te prawa rządzące światem opisywali ludzie tacy jak Vadim Zeland, Siergiej Łazariew i Dymitr Wereszczagin.

W tak trudnych warunkach przychodzi żyć nam, ludziom w wieku 25 – 35 lat. Przez wielu jesteśmy określani jako „stracone pokolenie„. Miliony ludzi wyjechało za chlebem za granicę. Nie jest to 700.000 Polaków w Wielkiej Brytanii i podobna ilość w Niemczech jak podają oficjalne dane. Jest ich kilka razy więcej, i wiedzą o tym urzędnicy zajmujący się obsługą ludności i infrastruktury w powiatach i gminach. Jako pokolenie mamy kilka podstawowych problemów dotykających głębi istnienia:

-niskie pensje nie pozwalające przeżyć – sprawa wszystkim znana;
-brak budownictwa socjalnego. Jest to rozmyślna decyzja polityków, by zarobił sektor bankowy i kartel deweloperów, którzy w większości są mafiozami. Pod koniec lat 90-tych sztucznie wywindowano ceny mieszkań, by zarobiły oba sektory. Nie ma tu więc ekonomii i niewidzialnej ręki wolnego rynku, ale jest gruba manipulacja;
-masz więc kupić mieszkanie na kredyt hipoteczny na 30 do 40 lat. Potem pracować na dwa etaty w obozie koncentracyjnym nazywanym „przedsiębiorstwem” i wykańczać się bez chwili dla siebie;

problemy 30 latkow

Niewidzialna ręka wolnego rynku kontra widzialna pięść realnego życia

A jeśli nie jesteś w grupie 10% korpo-lemingów, czyli beneficjentów systemu? Którym i tak skapują nędzne ochłapy z pańskiego, kapitalistycznego stołu? Wtedy musisz albo mieszkać z rodzicami, albo wynajmować mieszkanie ze współlokatorami. I tu właściwie przechodzimy do sedna tematu. Otóż z relacji wielu moich znajomych wyłania się jeden spójny obraz mieszkania z rodzicami. Mi szczęśliwie udało się uniknąć wielu tych problemów. Ale doskonale ich rozumiem, umiem uczyć się na błędach innych i umiem wyciągać wnioski z opowieści innych.

Pokolenie naszych rodziców dorastało w zupełnie innych realiach politycznych, ekonomicznych i społecznych. W wielu przypadkach mieli oni, paradoksalnie, łatwiej. Mieszkanie dostali niemal za darmo od Gierka. Pracę mieli stałą i wielu do dziś pracuje w starym miejscu pracy (budżetówka itp). Było biednie, ale za to bardzo, bardzo stabilnie.

Dla tego pokolenia często nie do pomyślenia jest to, że młody człowiek (25 – 35 lat) nie ma stałej pracy, nie chce (a raczej nie może) mieć rodziny, że mieszka z nimi bo nie stać go na mieszkanie. I właśnie tutaj zaczynają się schody, ogromne strome schody. Człowiek jest istotą drapieżną – jest największym drapieżnikiem na Ziemi. Więc rodzice często taką sytuację wykorzystują, w różny sposób.

kapitalizm (2)

Mieszkania problemem 30-latków?

Pisałem już kilka razy, że wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci. Jest to teza obrazoburcza i wywrotowa aż do granic.. Ale tak w istocie jest. Otóż system zapewnia młodych i głupiutkich ludzi, że rodzicielstwo jest fajne, ciekawe, że jest to doświadczanie czegoś nowego, zajebistego. System nie bierze już pod uwagę polskich realiów umów śmieciowych. W świetle tej systemowej propagandy, dziecko będzie kolejnym lifestyle’owym gadżetem podnoszącym prestiż i zajebistość młodych rodziców.

Będzie kolorowo, imprezowo, fajnie i w ogóle cool. Tylko że to tak nie działa. Realia życia pokazują jednak co innego. Otóż nie ma już alkoholowo-kokainowych szaleństw młodości, jest za to szarość i burość dnia. Kredyty, praca w mordorze za grosze, brak czasu wolnego, pasji, hobby, seksu. Obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Podświadomość, utożsamiana przez niektórych z duszą, chowa się w kącie i marnieje. Nic jej już nie zasila – żadna przyjemność. Upicie się do nieprzytomności w piątek i sobotę się nie liczy. I właśnie wtedy dokonuje się podświadoma projekcja tego życiowego kieratu na dziecko.

Różnie się to przejawia u takiego rodzica. U ojców – albo tzw czarna pedagogika, czyli brutalne wychowanie, albo zupełna izolacja, w tym emocjonalna. U matek – zabranianie wszystkiego, wmawianie dziecku że sobie nie poradzi, że jest fajtłapą, jak i naśmiewanie się z jego pomysłów. Jest to zakamuflowana i społecznie akceptowalna nienawiść do drugiego człowieka, niszczenie go. O tym praktycznie nikt w Polsce nie pisze, tak wielkim tabu jest ten temat. Spróbuj to w umiejętny sposób poruszyć na blogu, portalu lub grupie facebookowej dla rodziców.. To wywołasz burzę stulecia.

1472667138_o9spcp_600

Zależność emocjonalna i finansowa: największe piekło ludzkości

Rodzice dzieci w wieku 25 – 30 lat również nie próżnują. Nie ma nic gorszego niż zależność emocjonalna jak i zależność finansowa, od drugiego człowieka. Wszelkie narkotyki to ledwie małe piwo przy tych dwóch nałogach. Jeśli jesteś zależny emocjonalnie lub finansowo od kogoś, to ta druga strona w 90% przypadków to wykorzysta. Bo wtedy ona może dyktować warunki. Takie są realia na naszej Ziemi – planecie czyśćca czy też piekła, wybierzcie sobie wersję. Owszem, można kochać nie będąc zależnym emocjonalnie, i taka miłość jest wspaniała, jest tą niemal ezoteryczną wolnością.

Z zależnością finansową jest nieco gorzej, bo system ekonomiczny w Polsce jest jaki jest. I wielu rodziców to wykorzystuje. Z jednej strony do kontroli dorosłego dziecka, gdy chce gdzieś wyjść lub spotkać się z kimś – tak, znam takie przypadki. Nieśmiertelnym argumentem jest: „to się wyprowadź„. Z drugiej strony rodzice często robią coś, czego nie można nazwać inaczej, niż właśnie wampiryzmem energetycznym..

Człowiek gdy jest już stary, wie, że system go brutalnie oszukał. Że przegrał swoje życie. Wie on, że już nic ciekawego, szalonego i pasjonującego go nie spotka, aż do śmierci. Że teraz czekać na emeryturę, która będzie niska, lub jej nie będzie zupełnie, bo ZUS czy światowa ekonomia upadnie. I czekać na śmierć. Taki starszy człowiek robi się coraz bardziej rozgoryczony, zgorzkniały i zwyczajnie wredny. Jedna z teorii mówi, że starsi zgorzkniali ludzie mają bardzo mała energetykę.

1468255218_yewoc1_600

Toksyczne relacje 30-latków z rodzicami

I tu się zaczyna cała opowieść. Bowiem nieumyślnie wywołują oni w swoich dzieciach złe emocje i przeżycia. Krytykują, wrzeszczą, osądzają, zabraniają, kontrolują. Często także wyśmiewają się z pomysłów dzieci na życie i mówią, że są nieudacznikami i nic nie osiągną. Jest to mechanizm typowy dla wampiryzmu energetycznego. Młody człowiek poczuje się wtedy gorzej, odda swoją energię rodzicowi, a rodzic poczuje się przez jakiś czas lepiej.

Jest to bardzo typowy i ogólnoludzki mechanizm, i też jest ściśle strzeżonym tematem tabu. Po co ten cały mobbing w pracy, szkole? Po co mechanizmy typu borderline, czyli wywoływanie u bliskich ludzi traumy? Właśnie w celu transferu energii, by osoba znęcająca się poczuła się lepiej. O tym zjawisku bardzo destrukcyjnym społecznie, którego doświadczył każdy z nas, milczą media, milczy także psychologia. Bo po rozwinięciu obłędnych tez Freuda nie uznaje takich rzeczy. A tymczasem to realnie ma miejsce i każdy może zaobserwować, że ta teoria jest prawdą.

Co można zrobić? Pomimo wszystko trzeba starać się znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Zamieszkać choćby z tymi cholernymi współlokatorami. Są oni znacznie mniej toksyczni niż wielu rodziców. Jeśli zarabiasz a pomimo to rodzice nie żądają pieniędzy na dom – daj im je. Da to pewien efekt psychologiczny, będziesz mieć trochę lżej. Ogarnij się, ogranicz postawę buntowniczą i walczącą ze światem i ludźmi. Ucz się komunikacji z ludźmi.  Ostatecznie prawdą jest ezoteryczna zasada, że jeśli Ty odczepisz się od ludzi i pozwolisz im być takimi jacy są, bez osądzania i próby zmieniania – to oni odczepią się od Ciebie. U mnie zadziałało.

Autor: Jarek Kefir

Hej! Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i u innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe jak i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od zwykłych ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane przez władze.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. W  dobie dominacji globalnych gigantów manipulacji musimy radzić sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony na serwerze WordPress to równo 199 dolarów rocznie, do tego dochodzą też inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Polepszenie naszej mentalności i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach. Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.com/wsparcie/

  

 

Nie daj sobie wmówić, że kupno mieszkania (na kredyt) jest dobrą inwestycją!

Czy kupno mieszkania jest dobrą inwestycją?

Raczej nie.. Zobacz na poniższą grafikę:

mieszkania

  1. Dzieci wyżu powojennego – ci ludzie nakręcili boom mieszkaniowy, którego szczyt obserwowaliśmy w roku 2007.
  2. Wyż demograficzny powojenny – grupa ludzi obecnie w wieku ok. 50 – 67 lat
  3. Ta niezbyt liczna grupa to już niebawem (a później przez wiele lat) główni wynajmujący i kupujący mieszkania.

Warto tu dodać, że w tym samym czasie wyż powojenny będzie zwalniał mieszkania, nikt przecież wieczny nie jest.

Witaj! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nie ocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia.

Na konto bankowe – kliknij na obrazek poniżej:

paypal_donate

Na Pay Pal – kliknij na obrazek poniżej:

paypal

Hipoteczni kredyciarze: najwięksi naiwniacy naszych czasów. Praca na dwa etaty, depresja, sześciopak piwa.. I tak przez 40 lat

Hipoteczni kredyciarze: najwięksi naiwniacy naszych czasów

Cytat: „Chciałbym was ostrzec. Jesteście najlepszym, krwistym i z niezwykle długim terminem ważności mięchem dla opasłej elity świata, o której wy, żuczki, nie macie pojęcia. Hipoteczni kredyciarze – najwięksi naiwniacy współczesnych czasów.

Adam ma 37 lat i wypija piwo za piwem. Robi tak prawie co wieczór, bo uważa, że piwo to żaden alkohol, a pozwala zasnąć. Jego żona, Alicja, już się przyzwyczaiła. No i co z tego? Ciężko pracuje, musi odreagować, tłumaczy męża. W ich wykwintnym domu na przedmieściach, a właściwie w zapyziałej onegdaj wsi przyklejonej do miasta, której pola i łąki (ku uciesze podupadłych rolników) stały się  placem budowy dla stęsknionych sielanki mieszczuchów; jest czysto, ze smakiem i po nowoczesnemu.

Adam: mój Boże, czasem kłóciliśmy się do rana urządzając nas wymarzony dom. Przeglądaliśmy dziesiątki katalogów, robiliśmy wizualizację. Oboje byliśmy zgodni, że nasze gniazdko musi być wyjątkowe. Żadnych tanich rozwiązań, półśrodków i tandety. To miało być nasze miejsce na całe życie. Zaciągnęliśmy 400 tys. kredytu hipotecznego na 50 lat. Ale byliśmy raptem przed 30-tką. Oboje: dobre posady w firmach, solidne wykształcenie, języki. Modlić się już tylko o zdrowie, powtarzaliśmy. Reszta na pewno się ułoży.

Budowa domu trwała trzy lata. To był czas, o którym Adam mówi krótko: amok.

  • Byłem jakby na wiecznym haju. Codziennie po pracy leciałem na budowę jak na skrzydłach. W nocy spałem po 5 godzin. Alicja każdą wolną chwilę spędzała przed komputerem. Urządzała w wirtualu pokój za pokojem. Jeździliśmy też po centrach handlowych. Szukaliśmy mebli, tkanin, dodatków, naczyń, lamp. Trzy lata w klimacie nieustającego podekscytowania. Bank wypłacał, jak obiecał, transzę za transzą. Konto puchło od zastrzyków gotówki, której bym nie wypracował przez kilkadziesiąt lat harówki w firmie. A tu masz. Jest! Możesz działać, załatwiać, tworzyć. Wtedy czułem się jak król. Jak pan swego losu. Zdawałem sobie sprawę z konsekwencji. Że będę spłacał raty przez dziesiątki lat. Ale o codzienności w nowym, moim domu, myślałem wyłącznie w różowych kolorach. Kominek, żona na kanapie z lampką wina w dłoni, dzieci śpią każde w swoim pokoju. Stopy ogrzewa rasowy pies… Tak, nabijam się teraz sam z siebie. Ale takie fantazje snułem, rzucając się po placu budowy. Myślałem: poznałem wspaniałą kobietę. Pragnąłem stabilizacji. Nie bałem się ojcostwa. Planowaliśmy z Alą dwoje dzieci. Najlepiej z niewielką różnicą wieku. Fundamentalne decyzje podjąłem przed 30-tką, więc  miałem całe życie przed sobą na ich realizację. Nie chciałem tracić czasu. Szczęście było w zasięgu ręki. To, że na koszt banku? I co z tego? Nie pierwszy i nie ostatni zaciągam z młodą żoną kredyt na dom na przedmieściach. Bóg da, to i spłaci się wcześniej. A póki co, buduj, urządzaj, spładzaj dzieci przed kominkiem i ciesz się rodziną w wieczory na tarasie. Po sześciu latach takiego życia, głęboka depresja i rozwód wiszący na włosku. Długo nie mogłem pogodzić się z tym, że ja, rozsądny facet, uległem iluzji jak naiwne dziecko. Gdzie popełniłem błąd? Kto mną zmanipulował? Czułem się jak idiota. Codzienna presja była tak silna, że przestałem cieszyć się czymkolwiek. Przestałem sypiać z żoną. Ona była w wiecznych pretensjach, a po urodzeniu niepełnosprawnego syna, egzystowała już tylko dla niego. Moje życie stało się nie do zniesienia.

Alicja: Dziwisz się, że tak spokojnie o tym rozmawiamy? Dwa lata trwało, zanim Adam wylizał się z depresji i mogliśmy podjąć jakieś racjonalne kroki. Tak, nasz dom, nasze drugie dziecko (to prawdziwe leży w specjalistycznym wózku, kilkuletni chłopiec z porażeniem mózgowym) jest obecnie wystawiony na sprzedaż. Idzie ciężko, bo koniunktura na domy spadła, a my chcielibyśmy po sprzedaży wyjść choć z małą góreczką. O sprzedaży myśleliśmy od dawna, ale baliśmy się przyznać do tego przed sobą. Dom miał być przecież naszą ostoją i schronieniem. Tymczasem z roku na rok stawał się ciężarem nie do udźwignięcia. Upiorną skarbonką na kasę. Adam tyrał od świtu do nocy, aby utrzymać odpowiedni standard życia. Ja również, pomimo choroby dziecka, wróciłam na pół etatu do pracy. Żyliśmy w tak niewyobrażalnym kieracie, że… skończyło się chorobą męża i poważnymi kłopotami finansowymi, z których coraz trudniej się wyplątać. Leczenie i rehabilitacja syna pochłaniają majątek. Dom i jego dopieszczanie już dawno zeszły na dalszy plan. Z czasem zrozumieliśmy, że to nie jest dobre miejsce dla nas, że dom wcale nas nie cieszy, za to przysparza dodatkowych trosk, a nieustanne kursowanie do miasta po prostu wykańcza.

Adam: To nie niepełnosprawność mojego syna spowodowała, że poczułem bezsens swojej egzystencji na przedmieściach, choć jego choroba stała się kropką nad i. To presja comiesięcznych zobowiązań finansowych wypala mnie od środka i na pozór banalne sprawy, które drążyły na swój sposób, jak kropelki. Po głowie kołowało pytanie: kurna, stary, po co ci to wszystko? Po jaką cholerę? Pytasz, co to było na przykład? Proszę bardzo! Jeszcze podczas budowy mieliśmy w głowach z Alą taki obrazek, że w naszym ogrodzie będą się odbywały grill party przez całe lato. Że znajomi z miasta będą walić drzwiami i oknami. Wiadomo, świeże powietrze, niedaleko las. I wiesz co, jak udało się zorganizować dwa grille dla znajomych latem, to już było dobrze. Każdy ciągle zagoniony, każdy ma swoje terminy. Inna pierdoła; choinka w salonie. Żona miała taką wizualizację. Robi święta dla całej rodziny. Wielkie pachnące drzewo jarzy się od lampek. Przy stole rodzina Alicji i moja. Dzieciaki ganiające się po domu. Wiesz ile takich Wigilii udało się nam zorganizować przez dziewięć lat mieszkania tu? Dwie. I to ile musieliśmy się naprzekonywać, że można dojechać do nas przez zimowe śniegi.

Adam kontynuuje: To może głupio zabrzmi, ale ciągle wyskakiwało coś, co nas… zaskakiwało. I w rezultacie uwierało jak kamyk w bucie. Wiosenne błoto wnoszące się wiecznie do domu, krztuszący się dymem kominek, usterki architektoniczne, o których wcześniej nie zdawaliśmy sobie sporawy, np. uciążliwa wilgoć w naszej wypieszczonej sypialni, bo dach został wadliwie położony, a naprawa kosztowałby majątek. Albo takie atrakcje: smród z okolicznych pól po wylaniu obornika utrzymujący się przez kilka dni. Pies uwiązany przy posesji sąsiada, ujadający całe noce. Problem z dojazdem karetki do Kuby zimą… Masa pieniędzy wydawana na paliwo, bo dojeżdżaliśmy do pracy samochodem. Wiesz, takie życie na wsi nie jest dla każdego. Biały domek z ogródkiem to miłe dla podświadomości wyobrażenie, ale utrzymanie go wymaga nakładów, o których nikt nakręconym nabywcom woli nie wspominać. Pół biedy, jak te dobra są wolne od hipoteki. Kiedy jednak wszystko jest na kredyt, twoje życie staje się niepostrzeżenie formą współczesnego niewolnictwa. Presja spłaty kolejnych rat ogłupia do tego stopnia, że przestajesz myśleć o czymkolwiek innym. Niby konsumujesz dobra, ale one są bez smaku. Stają gulą w gardle. W końcu masz ochotę zwymiotować.

Alicja: Już w trzecim roku mieszkania tu zaczęło się miedzy nami psuć. Była ostra zima. Opał skończył się przedwcześnie. Musieliśmy wziąć kolejną pożyczkę, aby dokupić węgiel. Kubuś wtedy nawet jeszcze nie siedział. Byłam z nim sama od rana do nocy. Adam w tym czasie w pracy. Wieczorami zawzięcie się kłóciliśmy; o kasę, o syna, o własne niezaspokojone potrzeby. W domu czułam się jak w więzieniu, a Adam czuł się do domu uwiązany jak pies. Ja tęskniłam za gwarem i ludźmi. Chciałam wychodzić z Kubą z czterech ścian, Adam wracał do domu i padał ze zmęczenia. Nie miał żyłki do majsterkowania, jakiejś ogrodniczej pasji czy coś, nie bawiło go to. Przesiadywał w rachunkach i liczył, ile musimy zarobić, aby pchnąć ten cholerny kredyt do przodu choć o parę lat. Liczył i liczył i… szedł przed tv z cztero pakiem piwa. Wiedział, że to jest nierealne. Że trzeba się z tym pogodzić; tak już będzie miesiąc w miesiąc w sumie do końca życia. Najpierw haracz dla banku i inne zobowiązania. Reszta dla nas. Tylko co z tej reszty zostawało!

Adam: W depresję wpadłem po sześciu latach takiego życia. Hipoteka i niepełnosprawność syna przerosły mnie. Nic, kompletnie nic mnie nie cieszyło. Widziałem beznadzieję swojej sytuacji i czułem totalną bezradność. Żona i syn drażnili mnie. Praca nie przynosiła satysfakcji. Miałem ochotę uciec, wziąć jakąś pieprzoną gumkę z myszką i wymazać ten idiotyczny obrazek; dom z ogródkiem, żonę w halce przed kominkiem, rasowego psa… Pach, nie ma tego już. To mi się tylko przyśniło. Jestem wolny!

  • Depresja męża, to był koszmar. To choroba, która dotyka pozostałych członków rodziny. Poważnie zastanawiałam się wtedy nad rozwodem z Adamem. Chciałam wyprowadzić się z Kubą do miasta. Wytrwaliśmy, ale czy jesteśmy szczęśliwi? W każdym razie nie tak, jak sobie to wyobrażaliśmy na ślubnym kobiercu. Po dziewięciu latach małżeństwa nie boję się powiedzieć: jesteśmy wciąż razem, bo wiąże nas niepełnosprawny syn i… kredyt hipoteczny. Spłata rat jeszcze przez 41 lat. Skończymy, gdy będziemy pod 80-tkę! Kuba przekroczy 50-tkę. Dopiero teraz to wszystko do mnie dociera. Żyjemy w iluzji, która – paradoksalnie – stała się naszą rzeczywistością. Musimy z tym skończyć. Sprzedaż domu, to teraz nasze największe marzenie. Mamy go serdecznie dość.”