Tag: kryzys gospodarczy

Oblicza liberalizmu i wolnego rynku: cywilizacyjny kanibalizm w Grecji [+18]

Wstrząsające oblicze ideologii wolnego rynku: cywilizacyjny kanibalizm w Grecji [+18]

janusz korwin mikke liberalizm gospodarczyArtykuł przeznaczony dla pełnoletnich czytelników [+18]

Publikuję poniżej poruszający opis tego, co się dzieje obecnie w upadającej w wyniku kryzysu gospodarczego Grecji.

Tak zwany kryzys gospodarczy trwa od 2008 roku i wygenerowano podczas niego takie zadłużenie, którego nie będzie można nigdy spłacić. Zastanawia mnie to, czy ci wszyscy politycy mają świadomość, że ta całą pseudo-ekonomia liberalizmu i wolnego rynku (ja nazywam ją „ekonomiactwem”) to czysta prowizorka, rozwiązanie tymczasowe?

Czy mają oni świadomość, że kiedyś świat dojdzie do takiego punktu, gdy wpływy z podatków i prywatyzacji nie będą starczyły nawet na spłatę odsetek od zadłużenia, czyli tzw. rolowanie długu, nie mówiąc już o spłacie całości zadłużenia? Pamiętam jak dziś jedną z analiz ekonomicznych, którą czytałem bodaj w 2012 roku. Według tej analizy, ludzkość musiałaby pracować w pocie czoła ponad tysiąc lat, by spłacić bieżące globalne zadłużenie. Oczywiście nie ujęto w tej analizie odsetek jakie narosłyby przez te tysiąc lat.

Dodam jeszcze jedną myśl. Otóż, kto ponosi koszta kryzysu gospodarczego? Oczywiście, że ponosi je Proletariat, czyli my, zwykli ludzie. Prezesi korporacji, rady nadzorcze, politycy, elity – nie zredukowali ani o centa swoich wydatków. Cały kryzys gospodarczy wydaje się być zaplanowaną operacją sabotażu – biedni mają stać się jeszcze biedniejsi, a bogaci – jeszcze bogatsi.

Jest to inaczej transfer kapitału ku górze kapitalistycznej piramidy. Wszak to kryzys gospodarczy usprawiedliwia coraz cięższą pracę za coraz mniejsze stawki, ku chwale biznesowo-korporacyjnej elity i religii wolnego rynku.

Polecam przeczytać pozostałe artykuły na temat (neo)liberalizmu, ideologii wolnego rynku, gospodarki:
1. Ideologia Janusza Korwina Mikke (czyli neoliberalizm) to zbrodnia dokonywana na Polakach
2. Wyborcy i zwolennicy Janusza Korwina Mikke, nie dajcie się otumanić! To wszystko już było!
3. Liberałowie! Wyborcy Korwina, PO, itp! Jesteście w ciemnej dupie! [+18]
4. Czy Janusz Korwin-Mikke popiera ludobójstwo Polaków?! “Za Hitlera podatki były niższe”
5. Korwinizm: szokujące fakty. Jest po to, by bogaci mieli więcej, a biedni mniej
6. “Ekonomiactwo” Korwina-Mikke i Balcerowicza w REALNYM życiu

liberalizm wolny rynek kongres nowej prawicyJarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Oblicze upadku: Społeczna nekrofilia w Grecji

Cytuję: „

“600 euro, które przy mnie znajdziesz, możesz wykorzystać do opłacenia naszego ubezpieczenia zdrowotnego. Czynsz uregulowałam wczoraj.
Przepraszam, moja córko, że nie mogłam już dłużej cierpieć, żeby po prostu postawić na stole ciepły talerz – cholerny talerz.
Zadbaj o to, żeby nasza córka poszła na studia i nigdy jej nie opuszczaj. Powinna dostać nasz wiejski domek.”

Pożegnalny list 50-letniej kobiety do męża. Skoczyła z wysokiego muru na greckiej Krecie i jest w stanie krytycznym. Kolejna ofiara pogłębiającego się kryzysu finansowego, który testuje wytrzymałość Greków od 2008 roku. Według krajowego Biura Ewidencji Ludności od początku kryzysu nastąpił 43% wzrost liczby samobójstw w skutej oszczędnościami fiskalnymi Grecji. Dane nieoficjalne podnoszą liczbę dotychczasowych zgonów do 4.000.

Grecja jest najnowszym i historycznie bezprecedensowym eksperymentem neoliberalnym w skali globalnej. Neoliberalna ofensywa galopuje i jeśli Chile “było laboratorium stadiów wstępnych, Grecja stała się laboratorium jeszcze bardziej zawziętej implementacji”. (1) To, z czym mamy w Grecji do czynienia najlepiej można opisać jako “redukowanie kraju” (2), które przynosi głębokie zmiany w jego strukturze społecznej i gospodarczej.

Gospodarka Grecji skurczyła się o prawie jedną trzecią od 2007 roku, a dług stał się niemożliwy do obsłużenia. Poprzez brutalne środki oszczędnościowe, masową prywatyzację, cięcia w najbardziej wrażliwych sektorach edukacji i zdrowia publicznego, miarowy proces de-industrializacji i utraty suwerenności, “Grecja stanie się biednym krajem, z pomniejszoną bazą produkcyjną, ograniczoną zdolnością do samostanowienia [i] klasą polityczną przyzwyczajoną do prawie neokolonialnych form nadzoru”. (3)

Przeglądam migawki wiadomości: ponure twarze, desperacja w oczach, gniewne spojrzenia, frustracja i przede wszystkim strach. Ateny zamieniają się powoli w cmentarzysko żywych. Transformacja miasta, jako fizycznej i symbolicznej przestrzeni, jest szokująca; jego przestrzeń publiczna i ludzki habitat ulegają fragmentacji na opuszczone sklepy “do wynajęcia”, zrujnowane fasady, okna mieszkań i balkonowe drzwi zamknięte na głucho za kratami “dodatkowego zabezpieczenia”, kartonowe łóżka i rozłożone obok mienie bezdomnych: stary brudny koc, zużyte trampki, sztuczne kwiaty, puste butelki, suchy chleb.

Różne części miasta namacalnie ilustrują degenerację tkanki społecznej, kiedy coraz więcej Greków dołącza do “ludzkich odpadów” (4) Zygmunta Baumana: bezrobotnych, ubogich pracowników, imigrantów, wyrzutków, ofiar “postępu gospodarczego” i nieposkromionej polityki neoliberalnej – prawdziwych ofiar “opowieści o sukcesie” snutej przez greckiego premiera Antonisa Samarasa, za którą kryje się prywatyzacja i hurtowa wyprzedaż krajowych aktywów i suwerenności.

Grecja jest radykalnie i gwałtownie przekształcana w stertę “zmarnowanych życiorysów” na gigantycznym wysypisku globalnego kapitalizmu. Będąc świadkiem tej nowatorskiej formy społecznej nekrofilii, która centymetr po centymetrze pożera ludzkie życie, przestrzeń publiczną i zawodową, wzdrygam się na dźwięk słów “poświęcenie”, “pomoc” i “opowieść o sukcesie”. Czyja ofiara i czyja pomoc? Czyj sukces, a czyja strata? Odpowiedzią są liczby.

Stopa bezrobocia [oficjalna] zbliża się obecnie do 30%, tyleż samo Greków nie miało zatrudnienia w 1961 roku. Dla porównania, bezrobocie w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku [doba Wielkiego Kryzysu] wynosiło 25%. Ponad 70% bezrobotnych pozostaje bez zajęcia zarobkowego dłużej niż rok [Około 20% zatrudnionych Greków wynagrodzenia otrzymuje sporadycznie lub w ogóle.]; po utracie zasiłku i ubezpieczenia zdrowotnego większość egzystuje dzięki pomocy charytatywnej. Odsetek ten nie obejmuje ludzi młodych poszukujących pracy po raz pierwszy, pracowników nieubezpieczonych i zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin. Od 2011 roku bezrobocie wzrosło o 41%, a w przypadku osób w przedziale wiekowym 15-24 osiągnęło 51,1% [Według ostatnich danych: 61,4%.], w ciągu zaledwie trzech lat uległo podwojeniu (5), ustanawiając tym samym ujemny rekord strefy euro. (6)

Receptą Międzynarodowego Funduszu Walutowego/Europejskiego Banku Centralnego jest dalsze generowanie bogactwa w globalnym kasynie finansowym, podczas gdy 31% Greków znajduje się na krawędzi ubóstwa (Eurostat, 2012). Statystyki te plasują Grecję na siódmym miejscu pod względem biedy wśród 27 krajów Unii Europejskiej. A dokładniej: 28,7% dzieci w wieku do 17 lat, 27,7% ludności w przedziale wiekowym 27-64 oraz 26,7% Greków powyżej 65 roku życia zagrożonych jest ubóstwem.

Ubóstwo wśród dzieci wzrosło o 11,8%, podnosząc całkowitą ich liczbę do 465.000 w 2011 roku. (7) Greckie państwo socjalne rozsypuje się za sprawą drakońskich cięć płac i emerytur, masowych zwolnień i naruszania praw nabytych, pracowniczych i negocjowania umów zbiorowych. Te ostatnie wygasły w dniu 14 maja 2013 roku i zostały zastąpione umowami indywidualnymi, czyniąc pracowników zakładnikami pracodawców. Wynagrodzenie podstawowe spadło do 500 euro miesięcznie (400 dla młodzieży) – nie wspominając o retroaktywnej redukcji płac o 22% (32% w przypadku młodzieży) w lutym 2012 roku.

W marcu 2013 r. rząd ogłosił dodatkowe cięcia emerytalne sięgające 20%. Według Instytutu Pracy Narodowej Konfederacji Pracowników Greckich (2012), nowe środki podyktowane przez “trojkę” (Europejski Bank Centralny, Komisję Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy) doprowadzą do pogorszenia warunków życia co najmniej 35% pracowników i emerytów. Przykładowo od początku 2011 roku 113.268 osób odłączyło telefony stacjonarne, aby zmniejszyć wydatki. Przy wynoszącym 19% wzroście kosztów energii elektrycznej, 350.000 ludzi żyje w Atenach bez prądu. Dodatkowe opodatkowanie nieruchomości i grzywny sieją spustoszenie w szeregach klasy średniej, która teraz “płaci czynsz” za własne domy. Jakość życia Greków pogarsza się w sposób radykalny.

Ten neoliberalny eksperyment, realizowany obecnie w Grecji, rodzi destrukcję i śmierć, i współbrzmi z formami “społecznej nekrofilii”. Przez społeczną nekrofilię rozumiem tępy, zorganizowany wysiłek ze strony krajowego systemu politycznego i zagranicznych ośrodków neoliberalnych, aby wdrożyć politykę gospodarczą i działania oszczędnościowe, które prowadzą do fizycznego, materialnego, społecznego i finansowego zniszczenia ludzi [oraz środowiska naturalnego]: politykę promującą śmierć fizyczną lub symboliczną. Celem prowadzonej ofensywy kapitalistycznej, mającej postać doktryny neoliberalnej, jest symboliczne i fizyczne wyniszczenie najsłabszych warstw ludności, wprowadzenie całego społeczeństwa w stan agonalny, aby narzucić bezprecedensowe cięcia oszczędnościowe, które generują zysk dla najbardziej uprzywilejowanych klas międzynarodowych.

Erich Fromm, filozof Szkoły frankfurckiej, psycholog i psychoanalityk, udostępnia metaforę z zakresu psychiatrii oraz narzędzia, aby wykazać, jak uprzedmiotowione społeczeństwo rynkowe zmuszane jest, by pokochać śmierć. Swoją własną śmierć. W przełomowej pracy Anatomia ludzkiej destruktywności (1973) Fromm definiuje nekrofilię jako “namiętny pociąg do wszystkiego, co jest martwe, w stanie rozpadu, zdegenerowane, schorowane; jest to żądza przekształcania tego, co żyje w coś nieżywego, niszczenia dla samego niszczenia; wyłączne zainteresowanie wszystkim, co jest czysto mechaniczne. To pasja rozrywania na strzępy żywych struktur”. (8)

Jednakże w przypadku greckiego eksperymentu neoliberalnego, poza niszczeniem dla samego niszczenia, stawką są realne interesy gospodarcze. W kasynie kapitalizmu mają miejsce zakłady i spekulacje; banki i inne organizacje finansowe rozgrywają grecką partyjkę. Społeczną nekrofilię można tutaj rozumieć jako stan rozpadu, materialny i socjalny rozkład społeczeństwa i destrukcję tkanki społecznej, gdzie choroba i śmierć czekają na biednych, ponieważ w wyniku konkretnych politycznych wyborów kona gospodarka, a zyski trafiają do wielkich banków i ponadnarodowych korporacji. Umiłowanie śmierci, czyli politykę społecznej nekrofilii, ilustruje w Grecji a) odrodzenie faszyzmu oraz b) szokujący wzrost poziomu zachorowań, samobójstw, uzależnień i chorób zakaźnych odnotowany od początku kryzysu.

Faszyzm

W Anatomii ludzkiej destruktywności (9) Fromm argumentuje, iż nekrofilia jest wytworem myśli faszystowskiej i omawia przykład hiszpańskich Falangistów, którzy mieli w zwyczaju skandować, “Niech żyje śmierć!”. Faszyzm znajduje swój wyraz w dyskursach i polityce rządu Grecji, jak również w rosnącej popularności neonazistowskiej partii Złoty Świt. Jest ona obecnym przejawem tamtejszego umiłowania śmierci.

W kontekście kryzysu greckiego wyłoniła się nowa forma dominacji politycznej, odrestaurowany model faszyzmu lub kolejny przykład “proto-faszyzmu”. (10) Wybrana koalicja rządowa systematycznie narusza Konstytucję i wstrząsa fundamentami demokracji parlamentarnej poprzez ustanowienie “pobocznego systemu” prawodawstwa. Posługując się bezkrytycznie i regularnie “pilnymi dekretami ustawodawczymi”, koalicyjny rząd omija greckie przepisy celem ułatwienia prywatyzacji i wyprzedaży. Ponadto istnieje zinstytucjonalizowana destabilizacja: prawa podlegają ciągłym zmianom, a wiele z nich implementuje się retroaktywnie.

Poza notorycznym gwałceniem norm konstytucyjnych, główną cechą greckiego proto-faszyzmu jest zanik przestrzeni publicznej. Krajobraz nabierający kształtu po roku 2009 niewiele odbiega od formy totalitaryzmu, którą opisała Hannah Arendt: “Rząd totalitarny nie tylko ogranicza lub znosi podstawowe wolności; niszczy jeden zasadniczy warunek wszelkiej wolności, którym jest po prostu zdolność poruszania się – nie może ona istnieć bez przestrzeni”. (11)

Swobodne poruszanie się nie tylko jest ograniczane i/lub zabraniane, jak chociażby w przypadku zakazu demonstracji w centrum Aten, kiedy z wizytą zjeżdżają emisariusze “trojki” – praktyka przypominająca godzinę policyjną z czasów okupacji niemieckiej lat 40-tych. Pozostałości swobody poruszania się poddawane są ponadto intensywnemu monitoringowi za pośrednictwem kamer zainstalowanych na całym obszarze Aten.

W warunkach nekrofilii sprawujący władzę system działa w przeświadczeniu, iż jedynym sposobem na rozwiązanie problemu lub konfliktu jest siła i przemoc – symboliczna lub materialna – i niezdolny jest dostrzec innych opcji. Wyjaśnia to również wykładnicze nasilenie przemocy praktykowanej przez państwo przez ostatnich pięć lat, czego przejawem jest likwidacja protestów, kryminalizacja sprzeciwu i aktywizmu, torturowanie zatrzymanych demonstrantów oraz organizowanie aresztowań zapobiegawczych.

Równolegle z przemocą symboliczną, która objawia się w sposób gospodarczy, polityczny i dyskursywny, odbywa się wzmożony ruch w kierunku militaryzacji i autorytaryzmu. W tym celu – przy równoczesnych masowych zwolnieniach w sektorze publicznym – państwo greckie więcej pieniędzy asygnuje na rekrutację i szkolenie funkcjonariuszy organów ścigania. Co ciekawe istnieją ścisłe powiązania między policją i neonazistowską partią Złoty Świt, której członkowie z nostalgią wspominają Hitlera i Juntę czarnych pułkowników z roku 1967. Złoty Świt – uznany obecnie za organizację przestępczą – zaangażowany jest w “operacje paramilitarne: systematyczne ataki na imigrantów, lewicowców i homoseksualistów”.

(12) Osiemnastu jej posłów trafiło już za kratki, inni członkowie uwikłani są w brutalne napaście, posiadanie broni, a nawet morderstwa, chociażby brutalne, śmiertelne pobicie pakistańskiego imigranta Shehzada Luqmana i dokonana z zimną krwią egzekucja Pavlosa Fyssasa, lewicowego, anty-faszystowskiego aktywisty i rapera młodego pokolenia. [Poczynania rządu zdradzają podobną bezwzględność. Zatrzymani przez władze Grecji imigranci z Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu – którzy poszukują azylu w Europie – nie są traktowani jak istoty ludzkie, stwierdza raport organizacji Lekarze bez Granic. Specjaliści medyczni odwiedzili obozy dla internowanych, komisariaty i obiekty straży wybrzeża na terenie kraju i określili je mianem „istnego piekła”.

Tysiące zatrzymanych nie mają dostępu do świeżego powietrza, naturalnego światła i podstawowych urządzeń sanitarnych. Jeden z lekarzy stwierdził, „Nie sądziłem, że takie warunki są możliwe na europejskiej ziemi”. Grecja jest głównym punktem tranzytowym i na życzenie UE tamtejsza konserwatywna koalicja od lata 2012 roku powstrzymuje falę napływu imigrantów w ramach operacji „oczyszczania”. W atmosferze skrajnie prawicowego, antyimigracyjnego sentymentu ludzie zatrzymywani są często losowo nawet na okres 18 miesięcy. Ofiary z rozdartych wojną krajów, takich jak Syria, spędzają za kratkami 15 miesięcy. Doszło do pierwszych prób samobójczych – link.]

To, co “publiczne” znoszone jest na rzecz tego, co “prywatne” poprzez proces lekceważenia, szkalowania i degradacji. Przykładem jest nieprzerwana demonizacja pracowników publicznych, nauczycieli szkół publicznych, profesorów uniwersyteckich i lekarzy publicznej służby zdrowia jako leniwych, niekompetentnych, wymagających stałej ewaluacji – jeżeli ośmielą się wyrazić sprzeciw i dezaprobatę, opadnie na nich miecz Domoklesa w postaci indywidualnego dochodzenia. Wszystko, co “publiczne” pozostawiane jest na pastwę rozkładu poprzez wycofanie finansowania, personelu i wsparcia, a także przygotowanie żyznego podłoża pod korupcję i bezwzględną konkurencję.

Szkołom publicznym brakuje książek i innych materiałów edukacyjnych, a na wielu obszarach północnej Grecji dzieci nie opuszczają w bardzo zimne dni swoich domów, ponieważ szkoły nie mają środków na ogrzewanie sal lekcyjnych. Nauczyciele doświadczają straszliwych cięć swoich wynagrodzeń, a uczelnie wyższe z trudem zachowują zdolność funkcjonowania ze względu na redukcję personelu laboratoryjnego i pomocniczego, która ogranicza właściwe funkcjonowanie wydziałów.

Rozkładające się ciało

“To proste. Czujesz głód, masz zawroty głowy i próbujesz to przespać,” powiedziała matka 11-letniego chłopca, który cierpi w szkole na bóle głodowe. (13)

W fizycznym sensie nekrofilia uzewnętrznia się w degeneracji ludzkiego ciała, spustoszonego przez choroby, niedożywienie, narkomanię, HIV i samobójstwa. Ludzie poszukujący w śmietniku jedzenia. Bezdomni na każdym rogu ulicy; małe społeczności ze slamsów w sercu Aten. Wijąca się w kierunku centrum kolejka tysięcy ludzi, czekających na strawę z garkuchni, gdzie serwuje się ponad 30.000 darmowych posiłków dziennie. Dla wielu to jedyny, codzienny pokarm. Witajcie w kolejce “ludzkich odpadów”.

Greckie rządy, które od początku kryzysu w 2008 roku przyjmują rolę egzekutorów dyrektyw MFW/UE, wykazują się szczególnie nekrofilskim usposobieniem, czyniąc to bez jakichkolwiek skrupułów. Rośnie liczba dzieci mdlejących w szkołach z powodu niedożywienia [i porzucanych przez rodziców: najbardziej prestiżowa klinika pediatryczna kraju odnotowała 336% wzrost takich przypadków; podobna sytuacja panuje w pozostałych szpitalach dziecięcych i klinikach położnictwa]; w szpitalach publicznych występują żenujące niedobory, które często zmuszają przyjętych pacjentów do zakupu własnego bandaża i leków.

Ludzie bez ubezpieczenia zdrowotnego, cierpiący na ciężkie schorzenia, nie mają dostępu do opieki medycznej [Ich liczba wynosi blisko milion.]. Malaria, choroba wyeliminowana oficjalnie 40 lat temu, powróciła w 2012 roku; jej przypadki odnotowano we wschodniej Attyce i na Peloponezie.

Zwiększa się liczba samobójstw (skok o blisko 43%), która w ostatnich pięciu latach uczyniła Grecję liderem statystyki światowej. Pojawiają się niepokojące, nowe przypadki depresji i chorób psychicznych. Badanie przeprowadzone niedawno przez Uniwersytet Janina ustaliło, że jedna na pięć osób z problemami finansowymi zdradza symptomy psychopatologii. Nastąpił również 200% wzrost przypadków HIV. (14) Jednocześnie obcinane jest niezbędne dofinansowanie szpitali psychiatrycznych, publicznych ośrodków rehabilitacji uzależnień oraz innych programów zabezpieczenia socjalnego i placówek opieki społecznej – tymczasem system próbuje “usunąć” najsłabsze grupy społeczne, takie jak kobiety z HIV, narkomani i chorzy psychicznie.

Narzucona przez rząd 40% opłata dodatkowa za olej opałowy pozbawiła zimą ogrzewania tysiące gospodarstw domowych – w konsekwencji ludzie powrócili do pieców drzewnych, których niekontrolowane użycie spowiło Ateny toksycznym smogiem. [Zapoczątkowało także intensywne wylesianiezdewastowano już tysiące hektarów lasu. Ponadto brak pieniędzy oznacza, że gospodarstwa domowe palą drewnem niskiej jakości – szafami i stolikami zawierającymi rakotwórcze związki chemiczne; do ogrzewania używa się nawet plastikowych polimerów.]

Rozkład ciała idzie w parze z destrukcją środowiska: grecka gleba jest dewastowana w imię zysku przez nadmierne wydobycie surowców mineralnych. Rozległe połacie leśne, chociażby w puszczy Skouries w Halkidikach, są zamieniane w tereny górnicze, gdzie prywatne firmy eksploatują naturalne bogactwo kraju, zatruwając przy tym gleby, powietrze i wodę.

Zadaniem wyjątkowo trudnym i skomplikowanym jest podjęcie próby wyjaśnienia braku masowego, zorganizowanego buntu Greków na przestrzeni ostatnich pięciu lat, zważywszy na radykalne pogorszenie warunków ich życia. Wszędzie wyczuwa się niemalże zgodę na śmierć; ludzie powoli oswajają się z terrorem. Początkowe manifestacje – zgromadzenia na placach, protesty i inne akty nieposłuszeństwa – nie nabrały bardziej systematycznego i spójnego charakteru, pomimo małych lokalnych zwycięstw oraz istnienia ruchu, który prowadzi codzienne zmagania na wielu poziomach i w wielu miejscach.

Elity władzy wykorzystały początkowy szok i paraliż, aby szerzyć strach poprzez zidentyfikowaną przez Naomi Klein “doktrynę szoku”. Powszechną praktyką elit biznesu i władzy jest wykorzystanie wstrząsów w postaci klęsk żywiołowych, problemów gospodarczych lub zawirowań politycznych jako okazji do agresywnej restrukturyzacji gospodarek osłabionych krajów. W tym samym stylu miażdżony jest popularny opór i niezgoda – poprzez symboliczny i materialny strach i przemoc, które obejmują “katastroficzne” dyskursy w mediach i bardzo realne tortury i represje. (15)

Szok pomaga systemowi wdrażać aspołeczne i szkodliwe rozwiązania, które w normalnych warunkach spotkałyby się ze sprzeciwem ludności. Jako obywatel kraju będącego w stanie szoku, mówi Klein, tracisz swoją narrację, nie rozumiesz swojego położenia w czasie i przestrzeni. Stan głębokiego wstrząsu łatwo jest wykorzystać, ponieważ ludzie są bezbronni i zdezorientowani, pozbawieni zasadniczych narzędzi rozumienia siebie i swojej pozycji w kontekście społeczno-politycznym. Człowiek staje się czymś nie-żywym, natomiast ożywa rynek. Podczas gdy ludzie powoli tracą swoje człowieczeństwo – rząd rezygnuje z funkcji socjalnych – “rynki” stają się nowymi osobami, o które konsumenci powinni tak dbać i martwić się, jak o coś żywego.

Choć pozbawione życia, w dyskursie neoliberalnym rynki uzyskują duszę i charakter. Można zaobserwować interesujące zjawisko w oficjalnym dyskursie rządu, wiernie odtwarzanym przez media nurtu głównego: nieprzerwana próba przypisania cech ludzkich rynkom. “Rynek” jako rzeczownik, podmiot lub dopełnienie, rzutowany jest jako organ nadrzędny, istniejący ponad i poza wszystkim, istota, którą należy uszczęśliwiać i zadowalać – kolejny przejaw nekrofilii, jako że ludzie muszą umierać, aby rynek pozostał przy życiu.

Antropomorfizm rynku demonstrują wypowiadane w mediach zdania: “rynki okazały dzisiaj zadowolenie”, “rynek ma kłopoty” i “musimy przekonać rynki”, “powinniśmy uspokoić rynki” lub “poczekajmy i zobaczmy, jak rynki zareagują”. “Reakcje” niewidzialnego rynku legitymizują “ludzkie ofiary”, ponieważ wszystkie “uczucia rynku” zależą od zwielokrotnienia antyspołecznych środków oszczędnościowych, które spychają znaczną część zdolnej do pracy greckiej populacji do kosza bezrobocia. Im więcej ludzkich atrybutów przypisuje się rynkom, tym liczniejsza rzesza prawdziwych osób pozbawiana jest ludzkiej treści. Zdaje się, że system musi odczłowieczać ludzi, aby “uczłowieczyć” rynek – i prawdopodobnie zaprogramować ich człowieczeństwo według wytycznych nowego społeczeństwa rynkowego, gdzie jako nowy rodzaj ludzi pozbawieni są siły sprawczej.

[…]

Autor: Panayota Gounari (wersja oryginalna)

Tłumaczenie: exignorant

Pisząc powyższy artykuł, autorka sięgnęła do rozdziału swojej nowej książki: Reclaiming the Sane Society: Essays on Erich Fromm’s Thought.

Źródło: http://exignorant.wordpress.com/2014/03/30/oblicze-upadku-spoleczna-nekrofilia-w-grecji/

1. Hall, S. Massey, D. & Rustin, M. (2013 r.). Po neoliberalizmie: Analizując teraźniejszość. Londyn, Wielka Brytania: Soundings, str. 12
2. Sotiris, P. (2012). Redukując kraj.
3. Tamże
4. Bauman Z. (, 2004). Zatracone życiorysy: Nowoczesność i jej wykluczeni. Cambridge, UK: Polity, str. 4
5. INE GSEE/ADEDY. (2012). Grecka gospodarka i zatrudnienie: Raport roczny 2012. Ateny, Grecja
6. Nowy rekord bezrobocia w strefie euro (2013, 8 stycznia). BBC
7. Grecki Komitet Narodowy UNICEF. (2003). Sytuacja dzieci w Grecji 2013. Ateny: Grecja
8. Fromm E. (1973). Anatomia ludzkiej destruktywności. Nowy Jork: Henry Holt, str. 369
9. Tamże
10. Giroux, 2008, str. 21-22. Giroux, H. (2008). Przeciwko terrorowi neoliberalizmu. Polityka po drugiej stronie epoki chciwości. Boulder, Kolorado: Paradigm Publishers
11. Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu (1973, str. 466)
12. The Guardian
13. Alderman, L. (2013, 17 kwietnia). Więcej dzieci w Grecji cierpi głód. The New York Times
14. Henley, J. (2013, 15 maja). Recesje mogą zaszkodzić, ale oszczędności fiskalne są zabójcze.
15. Klein: Klein, N. (2008). Doktryna szoku. Nowy Jork: Henry Holt
16. Edmonds, L. (2013, 26 kwietnia), Czy Grecja jest w szoku? Naomi Klein mówi o tym, w jaki sposób jej bestseller Doktryna szoku odnosi się do Grecji. Eleytherotypia online
17. Fromm, 1981

Świat tonie w długach nie do spłacenia. Już 100 bilionów dolarów zadłużenia

Świat tonie w długach nie do spłacenia. Już 100 bilionów dolarów zadłużenia

gospodarka i ekonomia janusz korwin mikkePamiętasz ten obrazek z podpisem mówiący o tym, że świat zadłużony jest na 30 bilionów dolarów? W podpisie było pytanie: „jak byś wytłumaczył dziecku – komu jest winny świat te pieniądze”?

A Ty jak byś odpowiedział na takie z pozoru błahe pytanie? Może to o to chodzi, by świat był zadłużony, by mieć tym samym pretekst do krwiopijczych, kapitalistycznych i antyspołecznych „reform”?

Ostatnio Bank Rozrachunków Międzynarodowych opublikował raport, z którego wynika, że świat jest zadłużony nie na 30 bilionów dolarów, ale na 100 bilionów dolarów. Kim są więc ludzie i instytucje, którzy ten dług kontrolują? Kim są ludzie, którzy „światu” pożyczyli tak wielkie pieniądze?

Dojście do tych zależności może nam pomóc w odpowiedzi na wiele pytań. W tym te, dlaczego jest tak źle i dlaczego musi być tak źle. Dlaczego pomimo coraz większej automatyzacji i robotyzacji, pracujemy coraz ciężej za coraz niższe pieniądze (inflacja itp).

Czy możliwe jest to, że ten cały system jest utrzymywany sztucznie, i nie ma on nic wspólnego z życiem realnym? Czy możliwe jest to, że cała ekonomia to nauka skrajnie oderwana od życia, mająca jedynie usprawiedliwiać spekulacje na grube miliardy dolarów?

Aż chce się zakrzyczeć: Tak działa wolny rynek!

Jarek Kefir

Świat tonie w długach

Cytuję: „Bank Rozrachunków Międzynarodowych (dla niezorientowanych, to taki bank centralny banków centralnych) opublikował ostatnio raport, z którego wynika, że globalny dług przekroczył 100 bilionów USD. Dla porównania światowy PKB to około 70 bilionów USD. Największy przyrost długu miał miejsce w ostatnich 7 latach – o ponad 40%. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj:

http://independenttrader.pl/206,globalny_dlug_przekroczyl_100_bilionow_usd.html

Jeszcze nigdy w historii nie zdarzyło się, żeby zadłużony był cały świat – i to na taką skalę. Pod poniższym linkiem znajduje się sporządzona przez CIA lista najbardziej zadłużonych państw świata w relacji do PKB. Na pierwszym miejscu oczywiście Japonia (226,1%), Polska na 71. (48,2%), a „niestabilna” Rosja na 148. (7,9%). Listę zamyka Liberia (3,3%).

Pełna lista (2013 r., prognoza):

https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2186rank.html

Co to oznacza? Ano to, że świat, a zwłaszcza kraje z czołówki listy, nieuchronnie zbliża się do „punktu bez powrotu”. Następuje on najczęściej w momencie, gdy wpływy z podatków nie wystarczają już nawet na spłatę odsetek od długu, o samym długu nie wspominając. Historia zna wiele przypadków krajów, które zbankrutowały w ten sposób, lub w których nadmierny dług pociągnął za sobą dramatyczne konsekwencje społeczno-ekonomiczne.

Swego czasu potęga Imperium Osmańskiego przyćmiła pod każdym względem – militarnym, gospodarczym i dyplomatycznym – imperia francuskie, brytyjskie i rosyjskie. Ale wszystko to zostało osiągnięte dzięki zadłużeniu. W 1868 r. rząd Imperium przeznaczał 17% wpływów z podatków na spłatę odsetek od długu. W roku 1871, czyli zaledwie trzy lata później, było to już 32%, a w 1877 – 52%. To był koniec. W tym samym roku Imperium Osmańskie zbankrutowało.

Przez cały XVIII wiek nadmiernie zadłużała się też Francja. W 1788 roku, w przededniu wybuchu Rewolucji Francuskiej, 62% wpływów z podatków szło na spłatę odsetek od narosłego długu. Z kolei w Hiszpanii za swojego panowania Karol V zaciągnął tyle długu, że w 1559 r., tuż po jego śmierci, wpływy z podatków nie wystarczały już nawet na spłatę odsetek. Do końca XVI w. Hiszpania zbankrutowała jeszcze cztery razy.

Współczesnym Imperium Osmańskim można śmiało nazwać Stany Zjednoczone. Kraj ten jest na najlepszej drodze, by podzielić los niegdysiejszej potęgi dynastii Osmanów. W zeszłym roku USA wydały około 26% wpływów z podatków na spłatę odsetek od akumulowanego od dziesiątek lat długu. Jak przyrasta dług USA w czasie rzeczywistym, można zobaczyć tutaj:

http://www.usdebtclock.org/

Tymczasem gazety w Polsce podniecają się, że po umorzeniu obligacji z portfeli OFE, to będzie łatwy rok dla budżetu. W całym 2014 r. tzw. potrzeby pożyczkowe polskiego rządu sięgnąć mają blisko 33 mld euro, czyli 8,3 proc. PKB. Ale nie to powinno martwić najbardziej, a udział zadłużenia zagranicznego w ogólnej strukturze zadłużenia, bo im on wyższy, tym mniejsza niezależność państwa.

W ubiegłym roku Polska około 14% długów zaciągnęła za granicą, ale w tym roku ten odsetek ma już wynosić 27%, a w przyszłym 26. Innymi słowy, im bardziej uzależniamy się od kredytodawców zewnętrznych, tym mniej mamy do powiedzenia we własnym kraju.”

Źródło: http://thespinningtopblogger.wordpress.com/2014/04/01/swiat-tonie-w-dlugach/

Nadchodzą kosiarze lemingów – w dobie kryzysu banki, lombardy i lichwiarze bogacą się ponad miarę

Cytat. „Oddają w zastaw złoto, telewizory, laptopy, samochody, a nawet działki i domy. A właściciele lombardów zacierają ręce. Dla nich nastały dobre czasy.

W krakowskiej kawiarni z widokiem na lombard przy drugim z kolei espresso 40-letni biznesmen Łukasz ukradkiem ociera łzę. – W tej dziupli – wskazuje na ciemną, obdrapaną bramę – zostawiłem właśnie złudzenia o światowym życiu.

A konkretnie używane audi, srebrny metalik, warte około 50 tys. zł. Kupił je na kredyt, za namową żony, która mówiła: “Audik do nas, kochanie, pasuje. No i sąsiedzi pękną z zazdrości”. Lichwiarz dał za furę 15 tys. zł. Auto przepadnie, jeśli Łukasz do połowy maja nie zwróci lombardowi całej kwoty, oczywiście powiększonej o odsetki. – A wszystko – uważa Łukasz, właściciel firmy betonowo-brukarskiej specjalizującej się w budowie tarasów – przez kryzys. Firma nie dostaje zleceń, a kredyty trzeba płacić. Straszny ten kryzys.

– Dla was kryzys, dla nas hossa – uśmiecha się wąsaty właściciel lombardu w centrum Krakowa, wyraźnie zadowolony z życia. Prowadzi interes od trzech lat, lokal wziął po upadłym salonie gier, nawet krat nie musiał wymieniać. Tyle że w miejscu automatów stoją gabloty pełne złota, zegarków, komórek i aparatów cyfrowych. A wszystko za półdarmo.

Bo system działa tak: lichwiarz daje desperatowi za towar średnio jedną trzecią jego wartości. Pieniądze trzeba oddać – w zależności od umowy – w ciągu tygodnia albo miesiąca. Dodatkowo płaci się co najmniej 1 proc. odsetek od pożyczonej kwoty dziennie. Jeśli klient towaru nie odbierze (a średnio połowa nie odbiera) albo nie zapłaci odsetek, wówczas właściciel lombardu sprzedaje go, wciąż po okazyjnej cenie, np. za 60 proc. wartości. Tak czy siak zysk jest. Na tyle duży, że na krakowskiej ulicy, na której działa radosny wąsacz, w ostatnim czasie pojawiły się trzy kolejne lombardy.

Ale to i tak nic w porównaniu z warszawską Pragą, prawdziwym zagłębiem lombardów. Albo Piotrkowską w Łodzi, którą w styczniu tego rogu brytyjski tabloid “The Sun” nazwał “jedną z najdłuższych ulic na świecie, na każdym rogu lichwiarze i lombardy”. Jak szacują ekonomiści z warszawskiej SGH, w ciągu ostatnich trzech lat liczba lombardów w Polsce wzrosła z 10 do 15 tys.

Bogactwo na pokaz

– Taki wysyp lombardów to ewidentna oznaka biedy i to takiej znanej nam od dawna – uważa prof. Jan Rymarczyk z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. – Mówimy przecież o miejscach, gdzie można zastawić ślubną obrączkę, bo brakuje na chleb. Taka lichwa jest symbolem XIX-wiecznego wyzysku. – Ale wielu Polaków po prostu przeholowało z kredytami. Banki nie chcą dawać im już nowych pożyczek, pętla się zaciska, więc z lombardów zrobili sobie bankomaty – tłumaczy wąsaty właściciel lombardu z Krakowa.

I pokazuje półkę pod kalendarzem z gołą panią, na której w równym rządku stoją: sprężarka od budowlańca w chwilowych kłopotach, wiolonczela dziewczynki, której tata stracił pracę, i 42-calowy telewizor, na którym leci właśnie serial “Rodzinka.pl”. W sklepie taki model kosztuje prawie trzy tysiące. A u niego, proszę, niecałe dwa. – Nówka, z gwarancją, nawet w kartonie. Mam też nowe tablety i laptopy. Niektóre za jedną trzecią ceny – chwali się.

Poczeka jeszcze trzy dni na tego okularnika, który zastawił u niego telewizor za tysiąc złotych. Doskonale zna ten typ człowieka. Idzie taki do marketu z RTV/AGD, kupuje telewizor na raty, a potem niesie go do lombardu. Ratami będzie się martwił później, a gotówka w lombardzie jest tu i teraz.

Jeszcze inna kategoria klientów to ci, którzy specjalnie zawierają umowę z siecią telefonii komórkowej, by dostać telefon lub tablet za złotówkę. – Oddają go mnie i nawet nie pytają o termin spłaty. Wypłacam parę stówek i jest po sprawie – wzrusza ramionami Piotr, właściciel lombardu z Wrocławia. Przecież to nie jego sprawa, że głupi Polacy będą płacić później przez długie miesiące wysokie rachunki.

– Ale – dodaje po chwili namysłu – przychodzą i tacy, którzy nie kombinują. To ci, którym przez chwilę wydawało się, że naprawdę mogą dużo mieć.

– Tak właśnie jest: żyjemy, a właściwie żyliśmy na pozór i na pokaz – uważa prof. Ryszard Cichocki, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Wsiedliśmy w samochody, które kosztują więcej, niż nas stać. Wprowadziliśmy się do mieszkań większych niż te, na które powinniśmy sobie pozwolić. Kupujemy sprzęty za drogie na nasze możliwości. Po co? Po to, by zademonstrować otoczeniu swoje powodzenie – mówi socjolog. A wszystko zgodnie ze staropolską zasadą: zastaw się, a postaw się”

Polskie gminy pustoszeją. Nie tylko brak perspektyw, ale także jakiejkolwiek nadziei..

Cytytat. „Gminę Baborów rocznie opuszcza sto osób, czyli pół sołectwa. Biała rocznie traciła 250 mieszkańców. Opolska prowincja dramatycznie się wyludnia.

  • W mieście nie ma już praktycznie nic. Nawet na rynku trudno kogoś spotkać – przyznaje ze smutkiem Krzysztof, dwudziestolatek z Baborowa. – Starsi to jeszcze mają jakieś tam posady w urzędach, w szkole, ale pracy dla młodych ludzi nie ma żadnej.Co bardziej zaradni już stąd wyjechali do większych miast. Ja też się powoli zbieram.

Rocznie tę 6-tysięczną gminę opuszcza około 100 mieszkańców. – To jakby znikało pół małego sołectwa – wylicza Elżbieta Kielska, burmistrz Baborowa. – Ludzie wyjeżdżają, bo nie mają pracy.

W pobliskim głubczyckim pośredniaku w środę znaleźliśmy zaledwie 12 ofert. Połowa z nich za najniższą krajową. W efekcie w okolicy tanieją mieszkania, w Baborowie można kupić trzypokojowe lokum o powierzchni 71 metrów kwadratowych za mniej niż 100 tysięcy złotych.

  • Ludzi nie stać na ich zakup za gotówkę ani nawet wzięcie kredytu – podkreśla burmistrz Kielska. Ale zaznacza: – Oni by tutaj chętnie zostali, gdyby mieli pracę. Niedawno sprzedawaliśmy 45-metrowe gminne mieszkania do remontu za 20 tys. złotych. Chętnych było bardzo dużo. Ale to jest zupełnie inny pułap cenowy.

Brak perspektyw dotyczy wielu innych prowincjonalnych miast i miasteczek na Opolszczyźnie. Podobnie było w latach 90. XX wieku we wschodnich Niemczech, z których mieszkańcy masowo wyjeżdżali do bogatszych zachodnich landów.

Czytaj też: Smutek opolskiej prowincji

W Korfantowie nawet za atrakcyjną kwotę 110 tys. zł nie sprzedało się 100-metrowe mieszkanie. W Kietrzu dwupoziomowy lokal o pow. 120 m kw. jest do wzięcia za 139 tys. W Opolu podobne nieruchomości kosztują dwa, trzy razy więcej.

  • Podaż mieszkań jest bardzo duża, a popyt mały – przyznaje Lidia Zygmanowska-Picz z agencji nieruchomości Gestor w Brzegu. – Jeśli młodzi ludzie kupują mieszkania, to dlatego, że już wyjechali za granicę i tam na nie zarobili. To też świadczy o tym, że chcieliby tu kiedyś wrócić. Ale jeszcze nie teraz.

Stanisław Szkolny, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Korfantowie, dwoi i się troi. Próbuje znaleźć jakieś zajęcie dla tych młodych ludzi, którzy tu jeszcze zostali. Jest jednak ciężko.

  • Nie ma szans na to, żeby na przykład uruchomić kino, nie stać nas – rozkłada ręce dyrektor. – Nawet o frekwencję na kółkach zainteresowań musimy rywalizować ze szkołami, bo uczniów jest coraz mniej. Nie ma tu przemysłu, a kwiat młodzieży wyjechał.

Mimo to lokalny samorząd utrzymuje jeszcze 18 świetlic, 5 bibliotek i 3 domy kultury. – Nie możemy się poddać, bo wtedy już nic tu nie będzie – mówi Stanisław Szkolny. Coraz więcej zajęć organizuje się tu dla seniorów. Tych akurat przybywa, ale nie jest to powód do radości.

Podobnie jest w większości opolskich miasteczek. Biała była jedną z pierwszych miejscowości, które dotknął taki problem. Od 2002 do 2008 roku liczba ludności spadła tu o około 1,5 tysiąca. Niektórzy zaczęli wręcz narzekać, że miasteczko wymiera.

  • Udało nam się jednak zahamować ten trend – twierdzi Arnold Hindera, burmistrz Białej. – Oddaliśmy do użytku trochę mieszkań komunalnych, przygotowujemy też kąpielisko, żeby ludzie po pracy mieli gdzie przyjść. Sprowadziliśmy też 20 emigrantów z Kazachstanu.

Mimo to i tak zamkniętych zostało kilka sklepów w centrum miejscowości. Ich miejsce zajęły dwa dyskonty. Część mieszkańców żartuje teraz, że to teraz najważniejsze budynki w mieście.

Dr Norbert Honka z Instytutu Politologii UO, który zajmuje się problematyką samorządności i regionalizmu, zgadza się z tezą, że sytuacja na opolskiej prowincji przypomina tę z miast i miasteczek wschodnich Niemiec.

  • W krajach dawnej NRD takie zjawisko obserwowane jest do dziś – zaznacza dr Honka. – Można tam znaleźć piękne, ładnie odremontowane kamieniczki, które w całości stoją puste. W niektórych miastach podjęto nawet decyzje o wyburzeniu całych kwartałów, bo utrzymanie takiej infrastruktury kosztowało zbyt dużo.

W Głubczycach kilka lat temu wyremontowano okazały ratusz. Przy okazji odbudowano w rynku klimatyczne kamieniczki i urządzono mieszkania. Inwestorzy wcale się jednak o nie nie bili. Gmina ogłaszała kolejne przetargi, ale nikt się nie zgłaszał, mimo że oferowano bardzo atrakcyjną cenę – 2 tys. złotych za metr kwadratowy powierzchni. Problemy ze sprzedażą budynków zaskoczyły władze Głubczyc. Wreszcie zdecydowano, że mieszkania zostaną wynajęte policjantom.

  • W Głubczycach ciężko zrobić jakikolwiek biznes. Stąd też ludzie uciekają, gdzie się da – mówi jeden z tamtejszych przedsiębiorców.

Dr Honka zwraca uwagę, że inwestorzy lokują swoje przedsięwzięcia wokół dużych miejscowości, np. Opola (gdzie powstanie niedługo fabryka quadów).

  • Przyjęło się, że to większe miasta będą magnesem przyciągającym pracowników i innych inwestorów – tłumaczy. – Chociaż w woj. dolnośląskim ten trend zaczyna się już zmieniać, tam duże inwestycje powstają np. w okolicach Oławy.

Jego zdaniem trzeba dbać o równomierny rozwój regionu i nie doprowadzać do wyludniania się opolskiej prowincji. – To zadanie dla władz, nie tylko samorządowych, ale i wojewódzkich – podkreśla politolog”

Autor: Tomasz Kapica

Źródło: http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20130509%2FREGION%2F130509546

Spółdzielnia, która chce zmienić świat. Na tym polega prawdziwa rewolucja!

Cytat: „W Hiszpanii powstają jedyne w swoim rodzaju spółdzielnie, których celem jest rewolucyjna zmiana zarówno systemu gospodarczego jak i stosunków społecznych – pisze Paulina Wajszczak z Katalonii dla Ekonomiaspoleczna.pl.

Diana nie wygląda na rewolucjonistkę. Biorąc pod uwagę ultra innowacyjny i oryginalny tryb życia jaki prowadzi, można nawet powiedzieć, że, wygląda zwyczajnie. Proste, ciemne włosy, okulary, chustka w kwiatki i granatowe dżinsy, żadnego kolczyka czy tatuażu, dredów czy makijażu, wprost przeciwnie. Opowiada z pasją, porządkuje logicznie poszczególne wątki, grzecznie się uśmiecha. Zna portugalski, angielski, hiszpański, trochę katalońskiego i francuskiego, jest nauczycielką tańca współczesnego.

Od niemal pół roku Diana mieszka w Barcelonie i pracuje w Cooperativa Integral Catalana – spółdzielni, której celem jest stworzenie całościowego, alternatywnego systemu funkcjonowania człowieka w społeczeństwie, w oparciu o wypracowane współcześnie normy i wartości, zupełnie niezależnie od norm powszechnie obowiązujących oraz co ważniejsze – od państwa. Z własną opieką zdrowotną, systemem edukacji, walutą, komunikacją, zaopatrzeniem w żywność czy mieszkalnictwem.

hiszpania

Co najważniejsze – bez względu na to, jak utopijnie brzmią idee CIC – tu, w Barcelonie udaje się je realizować, w co angażują się już rzesze ludzi.

W całej Hiszpanii powstało już co najmniej kilkanaście analogicznych „kooperatyw“, które współpracują ze sobą i dzielą się doświadczeniami. Inspirowane przez rozczarowanych kapitalizmem wolnomyślicieli z Katalonii tworzą razem sieć, będącą w praktyce dobrowolnym zgromadzeniem jednostek, które współpracują ze sobą czasem 24 godziny na dobę, mimo, że nikt nimi nie dowodzi i nikt im za to nie płaci. No chyba, że w „eco“ czyli niezależnej walucie, wymyślonej na potrzeby kooperatywy.

Wspólnie realizują jedną z fundamentalnych zasad przedsiębiorczości społecznej – transformują problemy i przeszkody jakie stworzył stary system w rozwiązania korzystne dla swoich członków.

Uroki minimum

Diana jest Portugalką, do Barcelony przyjechała 6 miesięcy temu. Znalazła pracę w jednym z lokalnych stowarzyszeń kulturalnych. Nie mogła zacząć pracować, bo pojawił się problem związany z rozliczeniami finansowymi. Aby uczyć w Stowarzyszeniu, Diana musiała zarejestrować się jako tzw. autonomo, czyli wolny strzelec, co, mówiąc krótko, absolutnie się nie opłaca. Z niezrozumiałych względów życie freelancera w Hiszpanii jest skazane na finansową porażkę, o ile nie zarabia on poważnych pieniędzy i nie może płacić horendalnie wysokich podatków.

Stowarzyszenie nie mogło zapłacić wiele za lekcje tańca, ale na szczęście dla Diany, ktoś skierował ją do CIC. Tu, w ramach specjalnego projektu przeznaczonego dla freelancerów, zatrudniono ją jako wolontariuszkę, która od tej pory nauczała tańca z ramienia kooperatywy i za jej pośrednictwem odbierała swoje wynagrodzenie. Cała operacja jest jak najbardziej legalna i przejrzysta, nad czym czuwa specjalna „Sekcja Prawnicza“ CIC czyli grupa prawników specjalizujących się w wyszukiwaniu i wykorzystywaniu luk prawnych na korzyść obywateli i społeczności.

Dla oficjalnego systemu podatkowego Diana nie istnieje, co zresztą to i tak nie ma znaczenia, bo właściwie żyje bez pieniędzy.

– Od kiedy trafiłam do CIC zostałam tu na stałe. Większość pieniędzy, jakie zarobiłam w stowarzyszeniu, przeznaczyłam na lekcje tańca u kogoś dużo lepszego ode mnie. W marcu po raz pierwszy odebrałam pensję w formie pieniężnej, bo była mi w końcu potrzebna. Na początku miałam trochę oszczędności, a poza tym ograniczyłam swoje potrzeby konsumpcyjne do minimum. Jem w Aurea Social, tutaj kręci się całe moje życie. Nie interesują mnie zakupy jako takie, a ubrania czy inne przedmioty zdobywam na zasadzie wymiany. Dużo się uczę i pracuję – mówi Diana.

Aurea Social o którym wspomina Diana to ośrodek wymiany idei i myśli stworzony w ramach CIC. Jego siedziba mieści się na ulicy Sardenya, tuż obok Sagrada Familia, w obleganej przez turystów części miasta.

Samozarządzanie sobą

Na obiad w Aurea trzeba się zapisać przed 11, żeby osoby, które danego dnia gotują wiedziały dla ilu osób trzeba przygotować posiłek. Czasem chętnych jest 10, czasem 35. Goście z zewnątrz płacą 5 Euro, a sam obiad mógłby zawstydzić niejedną restaurację: składa się zawsze z kilku dań i deseru, a jego podstawą są świeże warzywa.

Gotuje zazwyczaj Maria, która prowadzi także warsztaty kuchni makrobiotycznej. W zamian za lekcje uczniowie pomagają jej w kuchni. Pierwszą zasadą funkcjonowania w Aurea Social jest wzajemność: korzystam z tego co robią inni ludzie i odpłacam się jak mogę.

– Tu nie ma nic za darmo, my nikomu w niczym nie pomagamy – tłumaczy Carolina, odpowiedzialna w AS za kontakty z mediami – My po prostu współpracujemy ze sobą. Wszystko co się tu dzieje – opieka zdrowotna czy opracowywany przez nas sytem edukacji – opiera się na osobistej odpowiedzilaności jednostki za swój własny rozwój i dobrobyt. Przy tym szczęście jednostki jest także sprawą całej społeczności, szczęśliwi ludzie tworzą szczęśliwy świat. Społeczność stara się zapewnić jednostkom wszystko co jest konieczne do zadbania o swoje szczęście. Ale jak to zostanie wykorzystane – to już indywidualna sprawa każdego z nas – tłumaczy Carolina.

Jak wzajemność wygląda w praktyce? Dość łatwo przyjrzeć się temu na przykładzie opartego na zasadzie „self menagement“ systemu zdrowotnego „Sha“ (Salud Holistica Autogestionada). Tworzą go w głównej mierze wolontariusze, specjaliści wszelkich dziedzin medycyny. Bardzo ważna jest dla nich profilaktyka oraz całościowe spojrzenie na każdego człowieka. Nie ma tu słów „pacjent“ czy „specjalista“, nie istnieje leczony i leczący, najlepiej jeśli każdy człowiek sam wybierze co jest dla niego dobre.

– Każdy, kto chce zapisać się do systemu, musi wypełnić formularz w którym szczegółowo opisuje swoje zdrowie psychiczne i fizyczne dziś, rok temu, dwa lata temu. Musi uwzględnić w tym formularzu każdy element życia – uczucia, pracę, stan materialny. Bardzo często okazuje się, że ten pierwszy wywiad rozjaśnia przyczyny ewentualnych dolegliwości. – mówi Carolina. Do „Sha“ zapisać może się każdy i za darmo.

Wezwanie do rewolucji

Piętnastego marca 2013 roku, Aurea Social brała udział w akcji pt. „Wezwanie do Ogólnej Rewolucji“ zorganizowanej w 3 rocznicę powstania Cooperativa Integral Catalana. Akcja obchodzona była we wszystkich hiszpańskich odnogach CIC oraz w zaprzyjaźnionych organizacjach. Projekt „Ogólnej Rewolucji“ jest dziełem m.in. twórców CIC, w większości Katalończyków.

Jest wśród nich m.in. Enric Duran, słynny ze względu na prowokacyjną akcję protestacyjną w ramach której wziął 68 kredytów w 39 hiszpańskich bankach na łączną kwotę 492 tysiące Euro, udając zamożnego właściciela firmy. Celem akcji była demaskacja i analiza tradycyjnego systemu ekonomicznego, jego wad a przede wszystkim nierentowności oraz skłonności do podporządkowywania się biurokracji i stereotypom nawet w sytuacji zagrożenia.

Duran, znany także jako Robin Bank, pieniądze pożyczone od banków zainwestował w walkę z kapitalizmem, a swoje doświadczenia a swoje doświadczenia opisał w książce: pt. Insumision a la Banca (2009), w której do podobnych eksperymentów zachęca czytelników. Opisuje także, jak pozbywać się powoli tzw. dóbr prywatnych, co w stosownych okolicznościach czyni obywateli właściwie bezkarnymi kredytobiorcami. Duranowi wytoczono proces, a bronią go rzecz jasna prawnicy z „Sekcji Prawniczej“ CIC.

Na czym polega rewolucja

Podstawową zasadą Rewolucji jest walka z wszystkimi formami dominacji i tworzenie społeczeństw alternatywnych na drodze „generalnej, całościowej rewolucji“.
Założenia ideologiczne Rewolucji.
1. Sprawiedliwe relacje międzyludzkie oparte na idei wolności.
2. Samoorganizacja i suwerenne zgromadzenia ludowe.
3. Przywrócenie wspólnej własności z korzyścią dla każdego.
4. Budowa systemu społdzielczego, który jest publiczny i opiera się na samozarządzaniu.
5. Uwolnienie dostępu do informacji i wiedzy.
6. Nowa ekonomia oparta na zasadach współpracy i sąsiedztwa.
7. Szacunek dla życia i środowiska naturalnego.

Aurea Social ma swoją siedzibę w eleganckim, wręcz ekskluzywnym budynku przy ulicy Sardenya, niegdyś należącym do bogatej barcelońskiej rodziny, która prowadziła tu jedno ze swoich SPA. – Niestety firma upadła, właścicieli posesji nie stać było na jej utrzymanie, lada dzień miała zostać skonfiskowana przez bank. W 2011 roku przypadkiem trafili na siebie właściciele i przedstawiciele spółdzielni. Udało się znaleźć luki prawne, dzięki którym dawne SPA wynajęto kooperatywie za symboliczną kwotę, co pozwoliło odroczyć konfiskatę przez bank. Sprawa jest w toku i jest nadzieja, że dzięki prawnym kruczkom potrwa dość długo – opowiada Carolina.

Krok po kroku

Wielkie, oszklone drzwi rozsuwają się bezszelestnie, za kontuarem recepcji w Aurea Social siedzi zawsze ktoś nietuzinkowy i uśmiechnięty. Czasem jest to pan w okularach z długą siwą brodą, czasem młoda, uśmiechnięta dziewczyna z malutkim kolczykiem w nosie, czasem Carmen, pani w średnim wieku, która wydaje się być wyjątkowo kompetentna. Odbierają telefony, udzielają informacji. Pracują na rzecz spółdzielni, by móc korzystać z bardzo szerokiej oferty jej usług.

W czterokondygnacyjnej kamienicy odbywają się warsztaty, zajęcia, seminaria, dyskusje. Na dachu jest ogród – zasadzony zresztą przy okazji ostatniego „Wezwania do Ogólnej Rewolucji“ – głównie zioła, pomidory, warzywa. Spotykają się tu rodzice dzieci edukowanych w trybie tzw. homeschooling, tutaj mieści się również biblioteka.

W ramach CIC obok Aurea Social działają także tzw. EcoXarxa czyli organiczne farmy żywności, które zaoopatrują kooperatywę w jedzenie. Duża część transakcji między członkami kooperatywy odbywa się na zasadzie wymiany barterowej lub przy użyciu alternatywnej waluty „eco“.

Aurea Social to jednak nie tylko bydynek przy ul. Sardenya. „Sekcja Prawnicza“ doprowadziła do zajęcia – całkowicie legalnie, za pomocą tej samej techniki najmu za symboliczną kwotę, jednej z kamienic w barcelońskiej dzielnicy Raval, tworząc precedens jeśli chodzi o gospodarowanie budynkami, których właściciele zbankrutowali.

– Mieszkańcy tego budynku płacą tzw. socjalny czynsz, dbają o nieruchomość i swoje mieszkania, dlatego na podstawie ugody między właścicielem i bankiem sąd przyznał im prawo do użytkowania mieszkań przez kolejne 5 lat – mówi Carolina – Przy okazji tworzą oni wspólnotę, która rządzi się swoimi wewnętrznymi prawami, m.in. zasadą wzajemności.

Aurea Social rośnie w siłę, trudno zliczyć wszystkie obszary działalności i aktywności jej twórców. – Praca tu jest tak fascynująca i wciągająca, daje takie poczucie satysfakcji, że nie można się od niej oderwać – mówi Diana.

Wszystkie osoby i ozrganizacje zainteresowane wzięciem udziału w Ogólnej Rewolucji – mogą zgłosić się za pośrednictwem strony internetowej do udziału w międzynarodownym spotkaniu na ten temat. Termin jest jeszcze nie znany, sugerowane miejsce – Katalonia, Hiszpania”

Paulina Wajszczak dla Ekonomiaspoleczna.pl

Modlitwa chłopo-robotnika z dużego miasta XXI wieku

Młodzi, wykształceni, z wielkich miast

„Panie Waldku, jaka jest ta Polska chłopo-robotnicza, tej bandyckiej postkomuny III RP w XXI wieku? Czy coś się zmieniło w mentalności polskiego chłopa przez te minione wieki?

Chłopstwem polskim znowu czas się zająć, gdyż wszystko co nam z 1000-letniej Rzeczypospolitej zostało to sól tej ziemi, czyli chłopstwo pospolite. Na tej notce oczywiście tematu nie sposób zakończyć, a i z nadzieją patrzę w stronę innych blogerów, że do tematu tego się włączą, abyśmy pod różnymi kątami tego zwierza ująć tu mogli.

Na pierwszy ogień reminiscencje z literatury naszej pięknej temat ten rozpoczną. Józef Ślimak, jak niestety tylko niektórzy pamiętają, jest głównym bohaterem powieści Bolesława Prusa, “Placówka”. Był to chłop średniozamożny, posiadał niewielkie gospodarstwo i dziesięć morgów ziemi, które znajdowały się we wsi nad doliną rzeki Białka. Miał on żonę Jagnę i dwóch synów: Jędrka i Staśka. „Był to chłop średniego wzrostu, z szeroką piersią i potężnymi ramionami. Miał twarz spokojną, wąsy krótko podcięte, na czole grzywkę, a z tyłu długie włosy spadające aż na kark. Bardzo lubił palić fajkę” – tak właśnie wyglądał Józef Ślimak. Bohater ten był prostym, zacofanym chłopem, który wierzył w zabobony. Wszystko złe, co spotykało ludzi na ich drodze, odczytywał jako boskie karanie niewiernych. Nie zmieniał swojego zdania na ten temat nawet wtedy, kiedy krzywda spotykała jego, choć miał się za pobożnego. Swój kawałek ziemi uprawiał tak jak jego przodkowie i był przekonany, że to najlepsza metoda.

Nigdy nie starał się wybić ponad społeczność, w której żył, uważał bowiem, że skoro jedni są wójtami i bogaczami, to właśnie tego chce Bóg i nie należy niczego zmieniać. Okazywał więc szacunek stojącym wyżej od niego, ale i tym mniejszym nie dawał się wyprzedzić.

Nazwisko, jakie nosił, doskonale oddawało jego temperament. Nigdy się nie spieszył, jakoś pracował i było dobrze. Potrafił jednak wpadać także w gniew, a wtedy był po prostu nieobliczalny. Potrafił wtedy przeklinać i rzucać, co miał pod ręką – zdarzało mu się także pobić parobka. Jednak tak naprawdę nie był złym człowiekiem i dbał o powodzenie swojej rodziny, kochał żonę oraz synów, chciał niby dla nich jak najlepiej, ale po nim to choćby potop, niech się już synowie dalej martwią. Nigdy nie gardził groszem, imał się różnych prac, byle tylko trochę zwiększyć swoje zapasy finansowe. Nie bał się żadnej roboty i również za to go ceniono. Nigdy nie przehulał zarobku, ale skrzętnie składał i chował „w skarpetę” wszystko, co udało mu się zarobić.

Wierny tradycji nie wzgardził człowiekiem, który przekroczył jego próg. Miał dla takiego zawsze dobre słowo, strawę i miejsce przy piecu. Nie rozróżniał wtedy hierarchii i częstował wszystkich po równo. Prawdziwie kochał ziemię i nie wyobrażał sobie życia innego, niż praca na roli. Walczył o swój dobytek z niespotykaną u niego w innych sprawach zawziętością. I chociaż wokół niego piętrzyły się problemy i narastały trudności, nie zdecydował się na sprzedaż gospodarstwa. Nie cierpiał Niemców, którzy wykupywali pobliskie pola od innych rolników i nie poszedł z nimi na żadne układy. Tego prostego chłopa można byłoby porównać z bohaterem powieści Henryka Sienkiewicza „Szkice węglem”- Rzepą. Ci dwaj chłopi mają wiele wspólnego, gdyż są typowymi przykładami ludzi niewykształconych i zacofanych: „Osiadły z dala od miasta, zapracowany, nie mający czasu na książkę czy gazetę”. To znaczy, że zwykły chłop, mający kawał ziemi i na nim pracujący, po prostu nie miał ani czasu, ani możliwości, by się kształcić i najważniejszym jego problemem był dobry wypoczynek po trudnej pracy.

Największymi wadami Ślimaka było zacofanie oraz brak samodzielności myślenia: “Dziwny był chłop ten Ślimak. NA WSZYSTKIM SIĘ ROZUMIAŁ, nawet na żniwiarce: wszystko zrobił, nawet naprawił młocarnię we dworze; wszystko sobie w głowie ułożył, nawet przejście do płodozmianu na swoich gruntach, ale niczego sam nie ośmielił się wykonać, dopóki go kto gwałtem nie napędził. Jego duszy brakło tej cienkiej nitki, co łączy projekt z wykonaniem, ale za to istniał bardzo gruby nerw posłuszeństwa: dziedzic, proboszcz, wójt, żona – wszyscy oni zesłani byli od Boga po to, ażeby Ślimakowi wydawać dyspozycje, których sam, sobie wydać nie umiał. Był on rozsądny i nawet przemyślny, ale samodzielności bał się gorzej niż psa wściekłego. Miał nawet przysłowie, że: „chłopska rzecz – robić, a pańska – bawić się i rozkazywać innym”. Ten cytat wiele mówi o postaci Ślimaka i o jego poglądach, przedstawia go jako człowieka zupełnie niegłupiego, a nawet zdolnego, ale bardzo niesamodzielnego. Akurat z powodu jego niesamodzielności o ważnych sprawach w rodzinie decydowała jego żona, której Ślimak ślepo ufał, czuł obowiązek spełniania jej woli i na nic się nie odważył bez jej narady. To udowodniła sytuacja, która wydarzyła się, gdy Józef poszedł prosić dziedzica o łąkę, a dziedzic widząc niesamodzielność chłopa, proponuje mu kupienie łąki za szczególnie niską cenę, ale pod warunkiem, że zdecyduje się on natychmiast, nie radząc się z żoną. Ślimak widział w tym jakiś podstęp i nie zgodził się, argumentując swoją decyzję słowami: “- Kiej kupować bez żony, jaśnie panie – to nieładnie…”.

Stosunek Józefa Ślimaka do otoczenia:” Ślimak, który ma silne poczucie własnego interesu i interesu swojej rodziny, NIE CZUJE WIĘZI Z NAJBLIŻSZYM SOBIE ORGANIZMEM SPOŁECZNYM, ze wsią. Żyje właściwie poza nią, OBOJĘTNY NA WSZYSTKO, CO GO BEZPOŚREDNIO NIE DOTYCZY”. Nie ufał on dziedzicowi, chociaż go szanował: „Ale co innego uczcić jaśnie pana, a co innego ufać mu”. Ślimak nie wierzy dworowi z zasady, podejrzewa każdy krok dziedzica, wszędzie dopatrzy jakiejś zasadzki. Był także podejrzliwy wobec kolonistów, ale podziwiał ich umiejętności, sprawność i organizację.

Prus po prostu przedstawia go jako prostego chłopa, zacofanego, stawiającego przed sobą naprawdę nieduże cele i bohatera, który sam tego nie rozumiejąc stawia opór kolonizatorom niemieckim.

Od czasów Bolesława Prusa w mentalności chłopskiej tak niewiele się zmieniło, duża część z nich została musowo przesiedlona do miast, gdzie ktoś musiał przecież obsadzić wakujące miejsca po wytrzebionym przez Hitlera i Stalina mieszczaństwie i inteligencji polskiej. I tak z chłopa, mamy chłopo-robotnika, co to na 300% normy PRL budował, mamy nawet pseudointeligenta, co to reżimowi na uniwersytetach, w sądach i prokuraturach wiernie służył, a dziś jego dzieci, te wykształciuchy wielkomiejskie bez wiedzy, dalej nie mające więzi z najbliższą sobie społecznością, i dalej obojętni na wszystko, co ich bezpośrednio nie dotyczy, znaleźli sobie przewodnika, co to ma za nich IV RP budować. Jak to chcieli zrobić? Ano tak jak w tej ich modlitwie poniżej:

  Modlitwa chłopo-katolika z dużego miasta

Zatem w mentalności panie Waldku, nic się u polskiego chłopa nie zmieniło, chłopu tylko zmieniono środowisko życia, zamiast pracować na roli, siedzi teraz w mieście betonowych blokowisk udając inżyniera, inteligenta, menedżera, polityka, męża stanu, dyrektora, katolika, kosmopolitę, itd.

Nota z 17.10.2011r. Zauważyłem, iż prof. Jaroszewicz odniósł się do tego tematu również

Źródło: http://www.blog.pl/blog-socjologiakrytyczna_blog_onet_pl/2011/02/20/modlitwa-polskiego-chlopo-katolika-z-duzego-miasta/

Gdzie są pieniądze ze składek emerytalnych? „To największa grabież Polski XXI wieku”

ZUS kradnie składki emerytalne? Stary tekst, ale ważny!

„Gdzie są pieniądze ze składek emerytalnych? Trochę dużo czytania, ale to są fakty! Warto czasem myśleć samodzielnie. Rządowe statystyki mówią, że średnia pensja w Polsce to ok. 3600. To znaczy, że średnie składki emerytalne to 703,08 zł miesięcznie – procent składki emerytalnej do ZUS jest stały, określony ustawowo. Liczba pracujących na koniec II kw. 2011 to 16,163 mln. Możecie te dane sami zweryfikować przeglądając oficjalne strony rządowe, sięgając do oficjalnych statystyk GUS. Miłej zabawy. Ale co z tego wynika? BARDZO WIELE, a właściwie BARDZO DUŻO. Dużo czego? PIENIĘDZY, oczywiście. Pomnóżcie urzędową i oficjalną liczbę zatrudnionych i oficjalną i bardzo urzędową średnią składkę emerytalną do ZUS. Powinno Wam wyjść miesięcznie 11 375 519 400 zł, czyli ponad jedenaście miliardów trzysta siedemdziesiąt pięć milionów. To gigantyczne pieniądze, a jest to tylko składka emerytalna.

Bawmy się dalej: pomnóżcie to razy 12 miesięcy, a wyjdzie na to, że w skali roku jest to 136 506 232 800 zł. Kończą się Wam okienka w kalkulatorze? Mnie też. Zatem powiem, że jest to słownie ponad 136 miliardów 506 milionów zł w roku. Mamy w Polsce około 5 mln emerytów, dokładnie – w marcu 2011 było ich 4,979 mln. To znowu wg. oficjalnych, rządowych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk.

Rencistów nie liczę, bo już na pewno nie zmieszczą mi się w kalkulatorze, a poza tym – na nich jest OSOBNA składka! Wychodzi mi zatem na to, że rocznie jest to średnio 27301 zł na emeryta, czyli miesięczna emerytura średnio powinna wynosić 2275,00 zł. Tymczasem średnia emerytura – znowu wg rządowych, oficjalnych i jedynie słusznych i poprawnych statystyk wynosiła w tymże marcu 2011 zaledwie 1721,00 zł. Czyli o 554 mniej niż wynika ze składek wyliczonych na podstawie danych statystycznych rządu RP, GUS, ZUS, KRUS i każdy inny SRUS. Jak policzycie dalej, to wyjdzie Wam NADWYŻKA rzędu 32% w stosunku do wydatków na emerytury (czyli średnio ZUS jest na plusie około 2,5 miliarda zł miesięcznie, czyli 30 miliardów rocznie!).

Tymczasem, rząd ubolewa, że budżet dopłaca ponoć do emerytur dziesiątki miliardów rocznie. Jesteście zdumieni? To przeliczcie jeszcze raz. Też liczyłem, bo nie wierzyłem. Wniosek jest taki: ktoś z trójki: GUS, ZUS, Rząd RP łże. ŁŻE W BEZCZELNY SPOSÓB. Gorzej: dopuszczam możliwość, że łże więcej niż jeden, a nawet że łżą wszystkie wymienione instytucje. Taki jest mój wniosek. Ale jest też PYTANIE: co dzieje się z nadwyżką? I takie są wnioski wynikające z oficjalnych danych statystycznych. Chyba, że Rostowski przesłał sfałszowane dane do GUS, wszak to, używając eufemizmu, mistrz kreatywnej księgowości. Załóżmy jednak, że dane oficjalne są prawdziwe, a więc wnioski zeń wynikające także.

Proszę sobie wyobrazić, jaka gigantyczna nadwyżka powstanie przy wydłużeniu czasu pracy potrzebnego do osiągnięcia wieku emerytalnego. Oczywiście, pracy tej i tak nie ma, a bezrobocie zamiast maleć wciąż rośnie, co również potwierdzają dane oficjalne. Na co ma pójść taka nadwyżka? Na zrzutkę na Greków? Włochów? By żyło im się jeszcze lepiej? Gdzie jest kasa! Jeśli tak jak ja, jesteś przeciw kłamstwom rządzących, to proszę skopiuj to na inne fora, aby jak najwięcej osób mogło to przeczytać, zanim zostanie usunięte. Ludzie kiedy w końcu wyjdziemy na ulice i zaczniemy walczyć o swoje? pieniądze?”

Źródło: FB

Przeczytaj także: Pustka w naszych portfelach – prawdziwe przyczyny!