Reklamy

Tag: magia

CZY KLĄTWY DZIAŁAJĄ? SKUTECZNA OBRONA PRZED KLĄTWAMI

Właśnie, jak to z działaniem klątw i obroną przed nimi jest? 😉

Ten artykuł o klątwach i o tym, czy one w ogóle działają, wzbudzi ogromną ilość kontrowersji. Jestem tego świadomy. I co najważniejsze, nie jest to artykuł pisany na podstawie jakich teorii czy doktryn mistycznych. Powstał on na podstawie twardego życia realnego, na podstawie sytuacji, których ja sam byłem świadkiem.

Więc nie jest to żadne new age’owe pierdolenie. Ale do rzeczy. Wielu ludzi pewnie Cię przekonywało, że nie masz wpływu na swój własny umysł:

  1. Katolicy mówią, że demony czyhają wszędzie, że zło jest jak ten lew ryczący, i trzeba mieć się na baczności, bo łatwo można zostać opętanym. Podobną postawę prezentują różni new age’owcy czy ezoterycy. Starają się oni kontrolować swoje myśli, by nie zaniżać swoich wibracji i nie przyciągać złych bytów. I im bardziej starają się te myśli kontrolować, tym więcej mają „dziwnych” wydarzeń trzeciego stopnia. Boją się też tych bytów, czytają o jakichś astralach, aurach, wibracjach i tak dalej. Ta pierwsza postawa to postawa owcy, której przeznaczeniem jest służba, a następnie rzeź.
    .
  2. Czarni magowie, magowie chaosu, sataniści i inni ze ścieżki lewej ręki. Będą Cię przekonywać, że dzięki magii czy demonom są potężni. Wszechpotężni, mroczni, ciskający w stu procentach skutecznymi klątwami jak z karabinu maszynowego. Ojejciu, aż strach się bać, oni są tacy mroczni, na fejsie mają samą czerń, słuchają metalu.. Ich postawa to postawa drapieżnika, który poprzez swoje sztuczki ma osłabić czujność i siłę ofiary, by wpadła w jego sidła.

Czytaj dalej „CZY KLĄTWY DZIAŁAJĄ? SKUTECZNA OBRONA PRZED KLĄTWAMI”

Reklamy
Reklamy

NIEZWYKŁA OPOWIEŚĆ O WZLOTACH I UPADKACH W DUCHOWOŚCI EZOTERYCZNEJ!

Opowieść o duchowości ezoterycznej z zaskakującym morałem..

Jakiś czas temu, w sielskiej okolicy którą śmiało można określić jako „zadupie”, mieszkała kobieta razem z mężem. Rzecz działa się na osiedlu domków jednorodzinnych. Tuż za płotem swoje królestwo miała sąsiadka, które delikatnie mówiąc, dość oschle traktowała naszą główną bohaterką.

-Dzień dobry!
-Dzień dobry.
-Ma pani pożyczyć cukier?
-Nie, nie mam.

I to wszystko. Jednak nasza bohaterka, nazwijmy ją Grażyna, pewnego dnia podczas oglądania jakiejś ezoterycznej audycji w popularnej telewizji, zaczęła rozmyślać, dlaczego żywopłot, krzewy i inne rośliny tuż obok działki wrednej sąsiadki są cherlawe i częściej usychają. Może ta sąsiadka jest zawistna i rzuca na nie tak zwane złe oko? Może zazdrości pięknie utrzymanego ogrodu? Czytaj dalej „NIEZWYKŁA OPOWIEŚĆ O WZLOTACH I UPADKACH W DUCHOWOŚCI EZOTERYCZNEJ!”

WĘDROWAŁ NOCĄ PRZEKRACZAJĄC HORYZONT ZDARZEŃ I WIDZĄC NIEWYOBRAŻALNE

Był dzień 21 czerwca roku znanego tylko nielicznym. Magiczny czas przesilenia letniego, najdłuższy dzień i jednocześnie najkrótsza noc w roku. Wędrowiec zawitał do oddalonej od świata wioski po całej nocy majaczenia i włóczenia się po ogromnym, leśnym poligonie wojskowym. To miało być tylko czerwcowe, letnie grzybobranie pod wieczór, ale zastała go noc, gdy był już dość głęboko w lesie. I co tu dużo mówić, był już dość mocno spity bimbrem który miał w piersiówce. Wszak stary złamas Józio pędzi najlepszy w okolicy bimberek, sprzedając go i zarabiając na nim. Nawet lokalna policja przymyka na to oko i raz na miesiąc wysyła radiowóz po dostawę kilku butelek nektaru bogów. Wędrowiec całą noc w panice gnał przed siebie, co chwilę zmieniając kierunek w którym podążał.

Leśne, gruntowe ścieżki, często prowadzące po prostu donikąd, wyjeżdżone przez pojazdy wojskowe czy traktory, bywają bardzo mylące. Szczególnie na poligonie wojskowym, i to tak ogromnym. Ja pierdole, komu przyszedł do głowy pomysł zbierania grzybów na poligonie wieczorem, i to jeszcze po spiciu się bimbrem Józka? Przecież to istna mikstura czarownic! No tak, to mi przyszedł do głowy ten pomysł. Boże, czy ja wariuję?! Wszędzie ciemno, głucho, słychać tylko pohukiwania sów, jęki jenotów czy wycia wilków. To tylko napędzało narastające wciąż przerażenie Wędrowca. Nigdzie utwardzonej drogi. Nigdzie nawet poświaty latarni. Ba! Nigdzie nie widział nawet pojedynczej majaki świetlnej wskazującej, że gdzieś tam daleko, hen na horyzoncie mogą być ludzkie osady. Ciemny mrok lasu rozświetlały tylko gwiazdy i upiorny blask księżyca w pełni.

Od razu przyszły mu na myśl wszystkie ludowe opowiadania dawno nie żyjącej prababci. Starowinka mawiała, że podczas pełni w lasach można zobaczyć rzeczy i istoty, o jakich ludziom się nie śniło. I nie, nie były to potężne wilki, wgapiające się w Ciebie krwistymi oczyma, z wyszczerzonymi językami, sapiące donośnie i złowrogo. Aura mistycyzmu roztaczała się wokół opowiadań babuleńki, które pamięta jak przez mgłę. Mówiła, że na świecie, a szczególnie na bezdrożach dzieją się rzeczy wprost niewyobrażalne. Tylko trzeba chcieć je zauważyć. Twierdziła, że są to opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Że pokolenie jej babć i dziadków, długie lata temu, wiedziało o spotkaniach na bezdrożach, o tajemnicach lasu, o duchach przodków przychodzących w snach podczas życiowych przełomów. Elfy, skrzaty, leśne gnomy, tajemnicze zjawy miały straszyć, denerwować, pomagać, i dawać nadzieję zbłąkanym wędrowcom. A czasami nawet podpowiadać poprawny kierunek, by nie zabłądzili oni na zawsze. Ale wg starszej, siwej kobiety, z biegiem lat wiedza ta przekazywana w ustnych przekazach, zanikła niemal zupełnie.

Oczywiście jako mały dzieciak traktował te opowiastki ludowe z przymrużeniem oka. Jednak teraz wróciły one do niego ze zwielokrotnioną siłą. Strach stał się dojmujący. Kroki które stawiał w lesie, kruszący się pod stopami chrust czy pękające gałęzie, przeplatane pohukiwaniem sów i głosami innego ptactwa, miały w tej chwili zupełnie inny wymiar, niż podczas zwykłego, rodzinnego grzybobrania w dzień. No i do diaska, przecież zgubił się, od dawna nie wie gdzie jest, a te wszystkie leśne bezdroża wyglądają tak samo, pełne są pułapek i prowadzą donikąd. Niejeden raz wpadł w jakiejś obniżenie terenu. Niejeden raz szedł polną drogą, która nagle się kończyła. Niejeden raz nadepnął na mrowisko lub na kupę chrustu, która załamała się pod jego ciężarem a on sam wpadł w dołek. Pewnie jego twarz i skóra wyglądały jak siedem nieszczęść.

Patrząc na niebo zauważył, że zbliża się powoli pierwsza, letnia poranna zorza. Choć las był dalej nieprzeniknioną, mroczną niewiadomą, to niebo na wschodzie było już lekko granatowe. Nie był to nawet początek wschodu Słońca, ale jego pierwszy, nieśmiały zwiastun. Szedł dalej i z niemałym przerażeniem pomieszanym z nadzieją doszedł do wniosku, że.. idzie asfaltową drogą! Był tak zmęczony i przestraszony, że nawet tego nie zauważył. Droga była wąska, wiejska, prowadząca gdzieś do maleńkich wiosek zapadniętych pośród lasów i łąk, gdzie nie dojeżdżają nawet PKSy. To oznaczało też, że opuścił teren poligonu wojskowego i znajduje się już na terenie cywilnym.

Niestety, ale nie przyniosło mu to zbytniej ulgi dla jego zlęknionej nocną wędrówką duszy. Trzeźwiał już i widział, że świt zbliża się coraz bardziej. Miał nadzieję, że idąc drogą, po bokach której rosną posadzone dawno temu wielkie drzewa, w końcu natrafi na ludzką osadę. To właśnie ten magiczny moment, gdy noc powoli, acz niechętnie ustępuje miejsca dniu. Choć przecież noc owa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Choć senna osnowa ciemności, lekko tylko przerywana przez wschodzące słońce, wciąż dawała się we znaki. Nagle Wędrowiec zauważył przed sobą wioskę. Zaledwie kilka zabudowań pośród lasu z jednej strony, i dzikiej, trawiastej łąki z drugiej strony.

Na początku myślał, że to jakaś fatamorgana, albo że dalej jest na terenie poligonu, a to, co widzi to zabudowania ćwiczebne. W myślach widział spadające bomby zrzucane podczas ćwiczeń, lub, co gorsza, widział wstających z grobu zmarłych na przestrzeni lat żołnierzy, idących ku niemu by go pożreć żywcem. Jednak wioska okazała się być prawdziwa. Nie pamiętał już jej nazwy, ale zauważył znak drogowy z nazwą i z symbolem obszaru zabudowanego. Słońce coraz śmielej wznosiło się nad horyzontem. Była trzecia, czwarta lub piąta rano, Bóg jeden wie. A Wędrowiec był wyczerpany, podrapany i poszarpany przez gałęzie i zielsko, przerażony i skacowany. Niestety, ale tajemna mikstura wiedźm i czarownic produkowana przez Józia, zwana potocznie bimbrem, miała tę przykrą wadę, że po jakimś czasie przestawała działać, pozostawiając dojmujące i przeszywające objawy, zwane po prostu przepiciem czy kacem.

Chciał tak zwyczajnie podejść do pierwszego domu, zakołatać w drzwi, wzywając pomocy, niczym średniowieczny Wędrowiec, który wiele dni temu zgubił drogę, nie jedząc od wielu dni. Ale Wędrowiec przypomniał sobie, że nie jest żadnym wędrowcem, ale ma imię i nazwisko, numer PESEL, jest poważanym i szanowanym obywatelem swojego kraju. Przecież jest bardzo wczesny ranek, to najkrótsza noc w roku. Przysiadł więc na zniszczonej, drewnianej ławeczce, która była w miejscu, gdzie kiedyś był przystanek PKS. Obecnie przystanku nie ma, ostała się jedynie drewniana, mocno spróchniała ławeczka. Sklepu, który był w pustostanie obok, także nie ma, jest tylko jego upiorny szkielet, straszący wybitymi oknami, obdrapaną farbą i zabitymi dyktą drzwiami.

Jednak nagle zobaczył, że praktycznie w każdym domu we wsi w oknach świeci się światło. Co do diabła?! Serce zaczęło mu bić szybciej. Przecież jest bądź co bądź środek nocy i wszyscy powinni spać! Oczyma wyobraźni widział kilkadziesiąt upiornych oczu, wpatrujących się w niego z okien domostw. Przeszedł się po jedynej we wsi uliczce, rozglądając po domach. W okach paliło się światło, a w jednym domu widać było poświatę emitowaną przez telewizor. Zajrzał przez okno do środka, ale nie był to film, program informacyjny czy cokolwiek innego, ale znana wszystkim plansza wyświetlana podczas usterki. Brak sygnału, to głupie kółko i idiotycznie ułożone kolory. Od komuny tej planszy nie modyfikowali. Drzwi domu były zamknięte, i nikt nie reagował na jego wołanie. „Jest tu kto?!” W jego głosie wybrzmiał dojmujący strach, a echo, które powróciło kilka razy do niego, dosłownie zmroziło mu krew w żyłach.

Spokojnie, skacowany głupku, przecież echo to normalka na takich bezludnych przestrzeniach – tak sobie myślał, oprócz miliona innych myśli, w tym tych coraz bardziej mrocznych, które przelatywały mu przez głowę. Poszedł do końca wioski i znalazł dom, w którym drzwi wejściowe były otwarte. Jego przerażenie sięgało powoli punktu kulminacyjnego. W obejściu jego uwagę przykuła buda dla psa łańcuchowego. Buda jak buda, jakich tysiące na tego typu smutnych, zapomnianych przez Boga i ludzi zadupiach, w których więzione są w ten sposób jeszcze smutniejsze psy. Jednak nie było tam psa. To, co zauważył sprawiło, że serce podeszło mu do gardła, a na czole pojawił się zimny pot. Zobaczył dwumetrowy psi łańcuch przyczepiony do budy, a na końcu tego łańcucha swobodnie leżąca na ziemi obroża. Zupełnie tak, jakby pies..nagle zniknął, wyparował.

Ej, kurwa, obudź się pijacki głupku! Spokojnie, spokojnie, tylko spokój nas uratuje, kurwa jego mać.
-Hej! Jest tu kto?!
tu kto tu kto tu ktoooo” – złowrogo odpowiedziało echo.
-Wejdę do środka, macie otwarte drzwi, martwię się o Was!
-„Was was was was wassss” -echo znowu odpowiedziało, i była to jedyna odpowiedź, jaką usłyszał.

Wszedł więc do tego domu. Zastygł w bezruchu, gdy usłyszał piszczenie telewizora, emitującego ekran awaryjny i dźwięk wody spływającej jakby z prysznica. Dom jak dom, dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Jako że łazienka była najbliżej wejścia, wszedł do niej, i ponownie omal nie dostał zawału ze strachu. Ze słuchawki prysznicowej umocowanej na górze kabiny leciała woda, już całkiem zimna. Stary, poczciwy piecyk elektryczny, często montowany w takich wiejskich domach, miał ograniczoną pojemność i jeszcze bardziej ograniczoną możliwość produkcji ciepłej wody. Zaledwie 120 litrów. Woda która leciała była przeraźliwie zimna, ale nikogo w łazience nie było.

Wędrowiec zaciągnął rękaw koszuli na górę, po czym jednym sprawnym ruchem zamknął przepływ wody używając prysznicowego pokrętła, pamiętającego pewnie czasów komuny. Jednak ponownie przeżył ten specyficzny „mini-zawał”, gdy na dole brodzika zauważył mydło i.. ślubną obrączkę. Jak oparzony wybiegł z łazienki, kierując się ku głównemu pomieszczeniu, w którym przykładni wioskowi obywatele co wieczór gromadzili się przed telewizorami, by oglądać telenowele i programy informacyjne, mówiące co im wolno myśleć, a co nie. Telewizor emitował upiorną planszę awaryjną, co oznaczało, że w studiu telewizyjnym była jakaś awaria i system automatycznie przełączył na tę planszę. Popatrzył na godzinę – 03:59 rano.

Jednak to, co nagle i niespodziewanie zobaczył sprawiło, że dosłownie zmiękły mu nogi. Poczuł ciepło w majtkach, które powoli spłynęło w dół po jego spodniach. Tak, dosłownie zeszczał się w gacie ze strachu, co za wstyd! Na dwóch fotelach zamiast ludzi, którzy zasnęli przed telewizorem, były ubrania. Koszulki, spodnie, majtki a na podłodze – skarpety i pary kapek. Cały komplet odzieży, ale ani śladu ludzi. Wszystko rozumiał, dosłownie wszystko. Rozumiał, że mógł znaleźć zwłoki kilku ludzi, którym zmarło się podczas wieczornego oglądania telewizji. Nie wiem, jakieś zatrucie, jakiś chory zwyrol którego pasją jest mordowanie, czad z piecyka, czy choćby coś podejrzanego i tajnego z poligonu.. Ci wojskowi to przecież chore pojeby i Bóg a raczej diabeł jeden wie, jakie oni tam mają zabawki, jak mawiał Józio.

Ale w całym domu nie znalazł ani śladu człowieka i zwłok. Gnany chyba już ostatnim tchnieniem racjonalnej logiki i zdrowego rozsądku, wziął leżący na stole pilot i wyłączył telewizor. Plansza przestała złowrogo piszczeć, a w domu w końcu zaległa cisza. Upiorna, dojmująca cisza. Do głowy przyszedł mu demoniczny pomysł, by sprawdzić czy inne kanały działają, czy może na wszystkich jest ten tajemniczy brak sygnału.. Ale irracjonalność, która pochłaniała go coraz bardziej, niczym morska fala tsunami wbijająca się w wybrzeże, zabroniła mu tego sprawdzić. Więc na zawsze pozostało to już niewiadomą. Ostatni przebłysk logiki, jaki miał miejsce w jego rozedrganym i napiętym do granic ciele to myśl, że ma do czynienia z psychopatycznym mordercą który lubi się bawić jakieś The Cube czy coś w tym stylu. Upiorny zwyrol to wszystko zainscenizował, to przecież logiczne!

Wziął więc siekierę, która leżała w obejściu, i poszedł do kolejnych domów. Bał się pytać czy jest tu kto, bo bał się nie tyle złowrogiego i jedynego towarzysza – echa, co jeszcze bardziej złowrogiego poczucia całkowitej pustki. Kolejny dom – kop z buta w drzwi, i te same sceny. Ubrania czy pidżamy w łóżkach, ale ani śladu walki, krwi czy ciał. Już nie mówiąc o ludziach. Dotarło do niego to, że nie słyszał żadnych ptaków ani innych zwierząt. Wszedł do kurnika, ale nie było tam ani jednej kury. Możliwe, że gospodarz nie hoduje kur od 15 lat. To możliwe prawda? Przecież to możliwe, do cholery, jeździ po świeże jaja do Biedronki w pobliskim miasteczku! To możliwe, to możliwe, to kurwa możliwe!

Czuł, jak powoli traci zmysły, a otchłań szaleństwa pochłania go niemal bez reszty. Był spocony, serce prawie że wyskakiwało mu z klatki piersiowej, na twarzy pojawiły się żyły, których jednak nie mógł dostrzec. Mięśnie miał napięte do maksimum, wypatrując sam już nie wiedział kogo. Lub raczej czego.. Psychopatyczny morderca, zwyrol jakiego świat nie widział? A może wojsko użyło jakiejś tajnej, czasoprzestrzennej broni? A może leśne trolle i gnomy z opowiadań zmarłej dawno babuleńki ożyły i czają się w krzakach, obserwując go i tylko czekając, by go pożreć? A może po prostu postradał zmysły, leżąc gdzieś pod krzakiem na środku poligonu, majacząc i umierając z pijackiego odwodnienia?

Przystanął na chwilę, postanowił ogarnąć się i uspokoić. Przecież czuł bicie swojego serca. Garstka ziemi którą wziął do ręki, była realna. Zimna i lekko wilgotna, jak to ziemia po nocy. Powąchał ją, pachniała normalnie, jak to ziemia. Słońce też było realne i gdy na nie przez kilka sekund patrzył, raziło go w oczy. Tak, przecież tutaj jestem, jestem. To wszystko dzieje się naprawdę.. Postanowił pójść do kolejnego domu. Nie mógł niestety sobie poradzić z drzwiami, więc wziął cegłę i wypieprzył całe okno. Z resztkami szkła i drewienek poradził sobie cegłą i kopniakami nogą. Tak, to też było realne.

Wszedł więc do domu. Zauważył, że w kuchni wolno pracuje sokowirówka, wydając upiorny dźwięk. Był to jedyny dźwięk, jaki słyszał, co tylko potęgowało i tak dojmujące uczucie trwogi, jakie odczuwał. Na podłodze obok sokowirówki były kobiece ubrania. To, co spotykał w każdym z tych domów. Spodnie jeansowe, koszulka, majtki, skarpety, kapcie. Także obrączka ślubna i kolczyki. Zostało wszystko, oprócz człowieka. Normalka, o ile w ogóle można używać słowa „normalka” w tej dziwnej i przerażającej sytuacji. Na stole obok sokowirówki były kawałki owoców i warzyw, których ta kobieta nie zdążyła wsadzić do niej i zmielić, bo.. Bo?! Zniknęła, wyparowała, przeniosła się w czasie?! Spokojnie, spokojnie.. Tylko spokojnie, ja pierdolę. Sokowirówka pracująca już wiele godzin zdążyła rozbryzgać sok marchewkowy na cały stół, ścianę i podłogę.

Nie wyłączył tej sokowirówki, tym razem nie wpadł na ten na pozór logiczny, choć tak naprawdę całkowicie irracjonalny pomysł. W kolejnym pomieszczeniu zobaczył natomiast coś, co wpędziło go w takie przerażenie, że zaczął wrzeszczeć. Wrzeszczeć jak opętany, jak pacjent psychiatryka po lobotomii, który widząc wchodzącego pielęgniarza ze strzykawką z delbetą, uważa, że widzi wchodzącego jeźdźca apokalipsy. Na kanapie, w stercie ubrań, sugerujących, że należały do starszej kobiety, obok sztucznej szczęki, leżało pewne niewielkie, pracujące cichutko urządzenie. Przyjrzał mu się uważnie i zauważył na nim maleńki napis firmy medycznej, która je wykonała. Gdy dowiedział się co to jest, doznał odczucia, którego nie zapomni już do końca życia.

Boże! To przecież ciągle pracujący rozrusznik serca! A śladu ciał ani krwi nie ma nigdzie. Zostały ubrania, biżuteria, sztuczne szczęki, plomby z zębów, pracujące od kilku godzin urządzenia, a teraz ten rozrusznik serca. Nie ma sygnału telewizyjnego, co wcale nie poprawia jego sytuacji. Wszyscy zniknęli, zabierając ciała, ale pozostawiając to, co było dziełem techniki. Wybiegł z domu jak oparzony, kierując się z impetem ku drugiemu krańcowi wioski, gdzie był znak drogowy z nazwą tej upiornej osady duchów. Niestety, ale nie znalazł tam żadnego znaku drogowego, choć był przekonany, że przechodząc tutaj przed godziną on był. Pobiegł impetem na drugi koniec wioski, i tam też żadnego znaku nie było. Nie miał pojęcia, gdzie jest. Nie pamiętał tej miejscowości z grzybowych wypraw z dzieciństwa, ale przecież takich osad było mnóstwo na obrzeżach poligonu, w tej krainie łąk, lasów i jezior.

Serce mu waliło jak oszalałe, jego ubrania były całkiem przepocone. Zebrał w sobie siły, które jeszcze miał. Reszta logiki, którą jeszcze posiadał, nakazała mu iść dalej asfaltową drogą, byle jak najdalej od tego wymarłego miejsca. Wędrowiec wyruszył w dalszą drogę, przemierzając powoli kolejne przestrzenie. Był już wczesny ranek, słońce świeciło oślepiającym światłem dość wysoko nad horyzontem. Szedł w dojmującej ciszy, nie słysząc samochodów, motocykli, wybuchów na poligonie, wojskowych helikopterów, ani nawet ptaków. Szelest kroków, wiejący wiatr i jego pokasływania były jedynymi dźwiękami, z jakimi miał teraz do czynienia.

To be continued..

Autor opowiadania: Jarek Kefir

  

Dlaczego Ziemia jest piekłem, choć mogłaby być rajem?

Dlaczego Ziemia jest piekłem, choć mogłaby być rajem?

dziecinstwo i dorastanieChciałbym zacząć ten felieton od poruszenia tematu muzyki. Dziś nie mamy muzyki, mamy co najwyżej „przemysł muzyczny”, „przemysł rozrywkowy”. Podobnie nie mamy już kultury, ale pop-kulturę. Do czego zmierzam. Dziś praktycznie całą muzykę przyporządkowano młodzieży i rozrywce. Typowa konwencja pop-kulturowego „dzieła” muzycznego, to mnóstwo: młodych ludzi, szlugów, alkoholu, narkotyków, cycków, seksu, hajsu, melanżu, „szatana”, tatuaży, motocykli itp.

Podporządkowanie muzyki młodzieży, młodzieżowemu buntowi i hormonalnemu „hajowi” okresu dojrzewania i wczesnej młodości, w sposób potworny i niewybaczalny muzykę wypaczyło, zniszczyło. Mamy więc kilka, kilkanaście konwencji wewnątrz pop-kulturowej muzyki, i całe rzesze fanów wzajemnie skłóconych i nienawidzących się. A tak naprawdę, patrząc na to chłodnym okiem – w prawie każdym teledysku, bez względu na konwencję, są podobne treści.

Tak naprawdę nie o samą muzykę i pop kulturę chodzi. Sprawa „umłodzieżowienia” wszystkiego, to dużo szerszy problem psychologiczny i cywilizacyjny. Wyjaśnię to w miarę szybko. Otóż świadomość dziecka jest paradoksalnie, dużo dojrzalszą świadomością, niż świadomość dorosłego. Dziecko odczuwa magię i transcendencję istnienia. Ma szerszy dostęp do metafizycznej strony świata, odczuwa ją instynktownie. Dziecko odczuwa też radość ze wszystkiego, jest ciekawe świata. Świadomość dziecięca jest bardzo bliska ezoterycznemu pojęciu „szczęścia bezwarunkowego” – szczęścia z samego faktu, że człowiek żyje, istnieje, doświadcza.

Niestety, ta dziecięca nirvana zostaje nam brutalnie odebrana w okresie dojrzewania. Zostało to opisane w sposób symboliczny w wielu baśniach, bajkach, podaniach, legendach, filmach. Ten, kto zna klucz interpretacyjny – potrafi odczytać niezwykle ważne wskazówki ze zdawałoby się nie niosących głębszego przesłania bajek, baśni, książek, filmów itp. Królewna Śnieżka ukuła się wrzecionem, na jej palcu pojawiła się krew, i zapadła w głęboki sen. Ukłucie się wrzecionem to symbol pierwszej miesiączki i okresu dojrzewania, które zabiera nam dziecięcą radość istnienia i duchową nirvanę. Od tej pory zapadamy w głęboki sen.

Doskonale ten moment odebrania nam dziecięcego szczęścia opisuje poniższy demotywator:
Historia pewnej depresji

W okresie dojrzewania zaczyna się zwiększona produkcja hormonów płciowych. Zmniejsza się, nieraz znacznie, produkcja serotoniny, która jest hormonem szczęścia. Teraz rządzi dopamina – hormon działania, ekscytacji, euforii, ale też szaleństwa. Bowiem zbyt duża ilość dopaminy jest zwyczajowo łączona z chorobami psychicznymi. To oczywiście tylko plan fizyczny, a zmiany które zachodzą w okresie dojrzewania, są obecne także na planie psychicznym i duchowym.

Od momentu dojrzewania, tracimy zdolność do odczuwania magii istnienia i bezwarunkowej radości. Od teraz ową „radość”, która tak naprawdę jest nędznym substytutem radości – musimy sobie kupić, musimy na nią ciężko zapracować. Od tej chwili radość, szczęście (a raczej ulotna chwila hormonalnej ekscytacji) są zależne od: seksu, alkoholu, narkotyku, zarobienia pieniędzy. Co zrozumiałe, aby dostać chwilę hormonalnego wyładowania (seks trwający ledwie godzinę i orgazm trwający kilka sekund) musimy płacić za to ogromną cenę. W dzieciństwie mieliśmy to za free –

Matka natura bardzo sprytnie to obmyśliła. Specjalnie odbiera nam to bezwarunkowe szczęście znane z dzieciństwa. Poprzez istnienie hormonów i konieczności zdobywania, zapracowywania na szczęście – skłania się nas do realizowania prostych i odwiecznych „programów” matki natury. Czyli do: rozmnażania się (seks, imprezy z alkoholem i narkotykami budujące więzi społeczne i ułatwiające kontakty seksualne), zdobywanie nowych terytoriów, poszerzanie stanu posiadania. Na planie psychicznym „programy” matki natury realizuje podświadomość i ego – które są „reprezentantami” natury w naszym umyśle.

Bądźmy szczerzy – gdyby nie odebranie nam tego dziecięcego bezwarunkowego szczęścia, gdyby nie dana w okresie dojrzewania namiastka – hormonalno-seksualny haj – to ludzkość by nie przetrwała. Bo nikt by nie chciał konkurować o partnerki seksualne z całym stadem napalonych i agresywnych samców, bo szczęście miałby za darmo. Zamiast najpierw konkurować, bić się, udowadniać swoje zalety kobiecie, a potem w pocie czoła, kompulsywnie z nią spać i płodzić dzieci – człowiek odczuwający szczęście bezwarunkowe robiłby co innego. Np poszedł nad jezioro popatrzeć na wschód słońca, poszedł na łąkę łapać motyle, itp.

Opisałem to dużo szerzej w poniższych felietonach:
Jak zrobiono z nas nieszczęśliwych niewolników? Kluczem nie polityka i spiski, a psychologia
Wstań z kolan i odródź się na nowo, po długiej i ciemnej nocy życia!
Jak opuścić ziemskie piekło, więzienie bez ścian? Klucz jest w trylogii „Władca Pierścieni”

A teraz wracając do tematu „umłodzieżowienia” wszystkiego. Owo nastoletnie zafascynowanie powierzchownym, hormonalnym hajem, to inaczej „ciemna noc ducha”, ezoteryczny upadek na samo dno człowieczeństwa. Tak, jest to upadek na samo dno, sen głęboki, choć rozgrzane do granic białości receptory przyjemności w mózgu wręcz wrzeszczą że to nieprawda. W tym okresie mamy zebrać ważne informacje i doświadczenia życiowe. Mamy doświadczać ziemskich dualizmów – dwubiegunowości życia. Z jednej strony, podczas seksualnej i „miłosnej” (zakochanie) ekstazy, sięgamy samych bram niebios. Z drugiej strony, negatywne doświadczenia które zawsze funduje nam wtedy życie, wgniatają nas w glebę, czujemy jak życie kopie nas butem po twarzy, szyderczo się śmiejąc.

Celem doświadczania dualizmów jest zrozumienie powierzchowności, rozpaczliwości i bezsensowności takiego stylu życia. Mamy, przynajmniej w teorii, zrozumieć, że tego typu w zasadzie zwierzęca egzystencja, nie jest celem i sensem życia, ale pewnym etapem. Że jest coś wyżej, coś ponad. I warto by było to coś „ponad poznać”. Przesłanie wielu odłamów ezoterycznych i gnostyckich, to rozjaśnienie zwierzęcych, barbarzyńskich mroków podświadomości i ego, i na powrót, jako osoba dorosła, dostąpienie tej dziecięcej nirvany – bezwarunkowego szczęścia.

Obecnie mamy całe rzesze 20, 30, 40, 50 i 60 latków, którzy owszem, dorośli, ale nie dojrzeli. Dojrzałość – w sensie fizycznym, psychologicznym i duchowym – to niestety, rzadko spotykany rarytas. Większość z tych „dorosłych” pod względem mentalności i świadomości jest na poziomie 12-15 latka, któremu w głowie jedynie jaranie, chlanie, ćpanie, bzykanie i inne formy rozrywki pobudzające układ hormonalny. Od nastolatka różni ich w zasadzie tylko to, że w przerwach między doprowadzaniem siebie do odurzenia, zarabiają na swoje zachcianki.

Mamy więc wyjaśnienie tego, dlaczego nasza planeta, choć mogła by być rajem, jest piekłem. W systemie dualizmów emocjonalno-hormonalno-seksualnych, który opisałem powyżej, dominują sytuacje przykre, negatywne, dramatyczne. Taka już jest natura. Założeniem matki natury jest to, że szereg negatywnych sytuacji i zdarzeń, jeszcze bardziej mobilizuje ludzi do łapania tych złudnych chwil hormonalnego haju. Świetnie pokazują to dane historyczne. Podczas wojny, kataklizmu, klęski głodu, seks i emocje buzują. Ludzie uprawiają go znacznie więcej, a przyrost naturalny w czasie wojny i krótko po jej zakończeniu, bije wszelkie rekordy.

Społeczeństwo, cywilizację, ludzkość tworzą i budują jednostki śpiące głębokim snem, o mentalności w zasadzie małego chłopca (12-15 lat). Podporządkowują oni wszystko tego typu materialistycznym, egoistycznym zachciankom i oczekiwaniom. Dla matki natury – która nie zna pojęć „dobro”, „zło”, „moralność”, „empatia”, „zasady”, „wrażliwość” – taki stan rzeczy jest najlepszym z możliwych. Bowiem jest przyrost naturalny, ludzie zajmują w posiadanie coraz więcej terytoriów i zasobów, a więc gatunek może trwać.

Jest tylko jeden kłopot.. Jako cywilizacja doszliśmy już na skraj tego typu stylu życia. Ekosystemy już nie wytrzymują takiej egotycznej, kapitalistycznej eksploatacji. Trwa kolejne wielkie wymieranie gatunków. Systemy polityczne, społeczne, religijne, moralne, ekonomiczne, które funkcjonowały w poprzednich wiekach – teraz są straszliwie niewydolne i w bólach zbliżają się do kolapsu. Poza tym, nasza świadoma istota – uśpiona i zamglona przez opisaną wyżej zwierzęcą część – zna pojęcia i wartości uniwersalne, których matka natura nie wykształciła. To rodzi potworny dysonans – tzw. „ból istnienia” i postrzeganie naszej planety jako piekła.

Wkleję tutaj cytat z profilu: „Baśnie dla dorosłych dzieci” (link – polecam polubić i czytać) który objaśnia ukryte, głębsze przesłanie bajki „Mała Syrenka”. Mówi on o tym, co poruszam w tym felietonie:

Cytuję: „Mit syreny”
Czlowiek jest zachwycony morzem ze wzgledu na nieprzeniknione głębiny i mit kobiety, która ma dwie natury -wspaniałej kobiety, która oczarowuje go i jest więcej niż mitem: wszystkie kobiety w swym rozwoju wewnętrznym rozwijaja dwie główne i transcendentalne przestrzenie, które są puste (sa lustrzanym odbiciem ich macicy, miejsca, które zawiera również pustke) – pustke seksualną i duchową. Kobieta, która stara się wypełnić te luki często popełnia błąd uzewnetrzniajac je (poza woda, jak Syrena), szukajac w mezczyznie przyjemności seksualnej i poświęcajac sie mu, widzac w nim Boga.

Często nie może jednak znaleźć w mezczyznie ani jednego, ani drugiego.. Stąd jej śpiew, dobrze znany, który jest placzem, lamentela(mężczyźni krytykują placz kobiety i znosza go jedynie po to, aby cieszyć się przyjemnościa jaka im daje kobieta, ale nie rozwiązuja problemu, sa uwięzieni i przerażeni, toną podazajac za przepelniona zalem pieśnia syren). Kobieta jest rozdarta między dwoma światami; jak syrena przyciąga mezczyzne do lona, ale jest zawsze zimna, ulotna, świadomie lub nieswiadomie zlosliwa, prędzej czy później zada cios mezczyznie swoim rybim ogonem.

Nie majac nóg kobieta nie moze towarzyszyc mężczyznie pozbawionemu głębi i przejawia niezadowolenie: pochwa syreny jest niedostepna, jest pokryta rybia łuska, prędzej czy później kobieta zamyka sie w sobie i odmawia mezczyznie miłości i namietnosci. Jedynie człowiek gleboki duchowo moze uwolnic sie od kobiety – syreny, ponieważ on pierwszy bedzie potrafil powiedzieć jej, ze potrzebuje odnaleźć sama siebie i pomoze jej zamienic ogon w nogi, by mogla chodzić samodzielnie.”

Cytuję: „Mężczyzna zatopiony przez kobiecość:
W wielu baśniach powraca postać wdowca, mezczyzny – sieroty, króla bez królowej.. Król Mórz, ojciec Małej Syrenki, mieszkał z pięcioma córkami i ich babcia. Król zyje w otoczeniu kobiet, ale żadna z nich nie moze ofiarowac mu miłości (milosci w znaczeniu damsko-meskim), żadna z nich nie moze sprawic, by czul sie psychologicznie w pelni uksztaltowany.

Często dorastamy w społeczeństwie zaproramowanym na meskosc: prawo, sila, szacunek, karierowiczostwo, wojna, meska „opieka” nad kobieta.. ale wspòlczesny mezczyzna nie jest królem zadowolonym, w swiecie pozbawionym kobiecosci, macierzynskiego przewodnictwa dajacego wartości duchowe, boskiej kreatywności.

Takie społeczeństwo jest powierzchowne, dlatego Mała Syrenka wyplywa na powierzchnie. Nastawione na męskosc spoleczenstwo popycha mezczyzne do zdobywania władzy siłą lub do tworzenia getta, zycia w izolacji. Na Syrenki beda polowac mezczyzni pijacy na rogach ulic, spedzajacy czas w barach, mezczyzni – dzicy: nie potrafiacy dac kobiecie wsparcia.”

Cytuję: „Gdy głęboka nieświadomość wypływa na powierzchnię ulotnego świata, zostajemy zatopieni:
W wieku piętnastu lat, podazajac za odwieczna tradycja syren, Mala Syrenka może wypłynąć na powierzchnię, aby przyjrzeć sie światu na powierzchni.. początek dojrzałości przypada na ten moment, kiedy zaczynamy tonąć w powierzchowności świata, w doświadczeniach życia-kazdy z nas musi rzucić sie w glebokie fale zycia,kazdy z nas musi podjać to ryzyko.

Brak matki (symbol transcendencji) popycha ludzi do poszukwania życia duchowego, do poszukiwania innych światów. Mala Syrenka jest inna niż jej siostry; nie wystarcza jej zwyczajne spędzanie czasu otoczona niefrasobliwa atmosfera panujaca w podwodnym palacu ojca (jak ci z nas, którzy żyją tylko zamilowaniem do przedmiotów, do dobra materialnegow „zamku” ulotnych przyjemności i iluzorycznego szczęścia). Mala Syrenka chce odkryć inny, duchowy wymia.Gdy gleboka podswiadomosc wyplynie na powierzchnie, ulotny swiat zatopi cie swoim materializmem i nuda.”
Źródło: j.w.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Wiedza ezoteryczna: jesteśmy okradani z energii życiowej na koncertach, stadionach itp!

Wiedza ezoteryczna: jesteśmy okradani z energii życiowej na koncertach, stadionach itp!

kradziez energii koncerty stadionyWiedźma Anja Anna opowiada o tym, w jaki sposób jesteśmy okradani na koncertach, wydarzeniach sportowych (piłka nożna), w kościołach, na wiecach politycznych, eventach itp. W rzeczywistości tego typu wydarzenia często są okultystycznymi ceremoniami. A ich poszczególne elementy, układy, schematy – są wziętymi ze starożytnej wiedzy o tym, jak kraść ludziom energię.

Wiele koncertów, eventów czy wydarzeń sportowych, mają bardzo podobne do siebie elementy, i są organizowane podobnie jak msza w kościele. Ceremonia mszy została przed wiekami tak utworzona, by jednocześnie uśpić człowieka (wprowadzić w stan alfa), podczas tego uśpienia – wprowadzać do podświadomości pewne kody (np. „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina„), a także, by podnosić energię człowieka do momentu kulminacyjnego, a potem ją przejąć.

Człowiek dostaje w zamian swoje – emocjonalne doładowanie, poczucie stadnej wspólnoty, a w kościele – poczucie bycia dobrym (tzw. „pranie sumionka” za kasę). Ale jest okradany ze swojej cennej energii jak i swojego potencjału. Energia ta jest kierowana oczywiście do egregora, którego emanacją jest duchowy władca tej planety piekła – demiurg vel jahwe vel szatan. Przykładowo: kościoły od wielu, wielu wieków są budowane ściśle zgodnie z zasadami świętej geometrii tak, by jeszcze silniej gromadziły a potem przekazywały energię egregorowi.

Podobne elementy jak na mszy, można zobaczyć także na koncertach, wydarzeniach sportowych, politycznych, eventach:
-gwiazda muzyki, polityk, mówca, kapłan – jest na podwyższeniu i / lub w punkcie centralnym. Ma to znaczenie w gromadzeniu i przekazywaniu energii, jak i przy psychologicznym podziale – „wódz”, lider w centrum i na podwyższeniu, zaś masy, owieczki – uległe, skupione niżej (niżej w hierarchii) i wokół lidera, kapłana, gwiazdy, sportowców.
-stopniowe nasilanie energii w „wyznawcach” aż do momentu kulminacyjnego, gdy jest ona podniesiona wręcz do histerii, a następnie przejęcie jej przez egregora w odpowiednim momencie;
-techniki manipulacyjne, techniki wpływu na podświadomość, sprytnie wplecione techniki okultystyczne, a przede wszystkim – techniki hipnotyzerskie, usypiania czujności;

Przeczytaj też o kradzieży energii ludziom:
O tym, jak kradną nam energię na stadionach
Szokujące manipulacje kościoła katolickiego. Są niczym pakt z diabłem
Mroczne rytuały magiczne katolicyzmu

Film o dojeniu energetycznym ludzkiej trzody na koncertach, stadionach, przez TV itp. – Wiedźma Anja Anna: