Tag: matrix

Postindustrialny schyłek cywilizacji: wolny rynek, materializm i ich patologie

Postindustrialny schyłek cywilizacji: wolny rynek, materializm i ich patologie

upadek cywilizacjiZapraszam na kolejny artykuł przetłumaczony przez blogera Ex ingorant (link) który opisuje materializm, mechanizmy kapitalistyczne i generowane przez nie patologie społeczne.

Skupia się tutaj uwagę na odcięciu człowieka postindustrialnej ery XXI wieku od naturalnych więzi społecznych. Pamiętajmy jednak że wszystko ma dwie strony  – dobrą i złą. Nie gloryfikuję wcale tego, co było kiedyś, rzekomo w „starych dobrych czasach”. Tak naprawdę owych „starych dobrych czasów” nigdy nie było, bo nigdy nie było „dobrych” czasów na tej planecie, która jest piekłem, tudzież czyśćcem.

Warto więc zwrócić uwagę na te patologie, jakie rodzi współczesna cywilizacja. Ale z drugiej strony, trzeba mieć świadomość pewnego, hmm, aksjomatu – „większość problemów dzisiejszego świata jest absolutnie nierozwiązywalnych, bo każde rozwiązanie generuje zło”. Cywilizacja, kapitalizm, wolny rynek – to bezduszne, okrutne mechanizmy, odzierające człowieka z indywidualności, godności, duchowości. I pod tym względem przypominają bardzo równie okrutną „macochę naturę”, której obce są pojęcia moralności, szczęścia, a los powołanych do życia istot jej nie obchodzi. Liczy się tylko rozmnażanie i zajmowanie kolejnych terytoriów i zasobów. Czyli podobnie jak w kapitalizmie. Bo tak naprawdę wszystko jest ze sobą związane, wszechświat jest fraktalem, hologramem. Warunki i „programy” znane z natury, której jedynym celem jest przetrwanie, rozmnażanie i zajmowanie kolejnych terenów, mają też odwzorowanie w wielu innych sferach życia. To świat, w którym mieszkamy, jest chory.

Jednak obecnie nasza cywilizacja doszła do pewnego schyłku. Przekroczyliśmy już dawno granicę, której nikt jeszcze nie przekroczył i której przekraczać nigdy nie należało. Zasoby Ziemi są na wyczerpaniu, ekosystemy nie wytrzymują rabunkowej eksploatacji, jest coraz więcej ludzi i coraz mniej miejsca. Nie mamy drugiej planety, którą można by podbijać, zaludniać, eksploatować i generować tam w nieskończoność wzrostu PKB – który jest chorym fetyszem kapitalistów. Orkiestra będzie grała w najlepsze do końca, jak na Titanicu, a ostatni zgasi światło życia na Ziemi.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Cytuję: „Fragmenty wstępu do pracy badawczej Bruce’a K. Alexandra, profesora emeritusa Wydziału Psychologii Uniwersytetu Simona Frasera, zatytułowanej: „Korzenie uzależnień w społeczeństwie wolnorynkowym.”

Streszczenie

Słowo „uzależnienie” zaczęło być stosowane w zawężonym zakresie wobec nadużywania narkotyków w XX wieku, chociaż w przeszłości odnosiło się także do innych nawyków poza-narkotykowych. Wystarczające dowody potwierdzają, że poważne uzależnienia poza-narkotykowe są równie niebezpieczne i oporne na leczenie jak narkomania, bez względu na to, czy dotyczą pożądania pieniędzy, władzy, pracy, jedzenia lub dóbr materialnych.

Nałóg we współczesnym świecie można rozumieć najlepiej jako kompulsywny styl życia przyjmowany przez osoby jako rozpaczliwy substytut, kiedy są one odcięte od niezliczonych bliskich więzi między ludźmi i grupami – począwszy od rodziny, a skończywszy na duchowej wspólnocie – które są niezbędne dla każdego człowieka w każdym typie społeczeństwa. Więzi te nazywane są (tutaj) „integracją psychospołeczną.”

Niniejsza praca dowodzi, że (wyjaśniona poniżej) dyslokacja jest koniecznym prekursorem nałogu i na podstawie konkretnych przykładów pokazuje, iż wolne rynki nieuchronnie wywołują powszechną dyslokację wśród biednych i bogatych. W miarę jak przyspiesza globalizacja, to samo dzieje się z procesem rozprzestrzeniania się dyslokacji i uzależnień.

Aby „wolne rynki” były „wolne,” wymiana pracy, ziemi, walut i towarów konsumpcyjnych nie może być skrępowana elementami integracji psychospołecznej, takimi jak lojalność wobec klanu, powinności wiejskiej wspólnoty, prawa gildii lub związków, dobroczynność, zobowiązania rodzinne, role społeczne lub wartości religijne. Tradycje kulturowe „wypaczają” swobodną grę praw popytu i podaży, dlatego muszą zostać zdławione. Przykładowo w gospodarkach wolnorynkowych ludzie mają przenosić się tam, gdzie można znaleźć zatrudnienie, jak również dostosować swoje życie zawodowe i kulturalne gusta do potrzeb rynku globalnego.

Ludzie nie mogący osiągnąć integracji psychospołecznej rozwijają „zastępcze” style życia. Są one powiązane z nieumiarkowanymi nawykami, które między innymi obejmują przyjmowanie narkotyków oraz relacje społeczne niewystarczająco bliskie, stabilne i akceptowalne kulturowo, aby zapewnić więcej niż minimalną integrację psychospołeczną. Ludzie nie będący w stanie znaleźć lepszego sposobu na osiągnięcie integracji psychospołecznej lgną do swojego zastępczego stylu życia z uporem, który prawidłowo nazwa się uzależnieniem.

Uzależnienie w świecie starożytnym było okazjonalnym utrapieniem, ale zamieniło się w stale wzbierające zagrożenie, kiedy społeczeństwa zachodnie obrały kierunek ekonomii wolnego rynku i rewolucji przemysłowej. Jako że zachodnie społeczeństwo opiera się obecnie na zasadach wolnego rynku, które powodują masową dyslokację – a dyslokacja jest prekursorem uzależnienia – uzależnienie od licznych, przeróżnych dążności nie jest patologicznym stanem nielicznej grupy, ale w większym lub mniejszym stopniu powszechną przypadłością zachodniego społeczeństwa. Zachodnie społeczeństwo wolnorynkowe zapewnia również model globalizacji, co oznacza, że masowe uzależnienie jest globalizowane pospołu z językiem angielskim, Internetem i Myszką Miki.

Próby leczenia lub zapobiegania uzależnieniom, które ignorują związek między wolnymi rynkami, dyslokacją i nałogami okazują się być niczym więcej, jak prowizorycznym opatrunkiem. Rozwiązanie problemu uzależnienia wymaga fundamentalnych zmian politycznych i gospodarczych. Początek przeobrażeń to realistyczna dyskusja o uzależnieniach, która uznaje, iż tworzy je masowo społeczeństwo wolnorynkowe, a samo społeczeństwo – podobnie jak jego uczestnicy – musi poddać się zmianie. Niezbędne jest odejście od poczynań, które osłabiają naszą zdolność dbania o siebie nawzajem i budowania trwałych, zdrowych społeczności.

Oczywiście analizowanie skutków ubocznych „wolnych rynków” i „nowej gospodarki” jest niewygodne w chwili, gdy prawie każdy naród świata zdaje się desperacko zabiegać o wstęp na wolnorynkową biesiadę, aby skosztować smakołyków i nacieszyć się euforią zaawansowanej technologii. Jednakże ignorowanie problemu ma własne skutki uboczne, które są wyraźnie widoczne wokół nas.

Wolne rynki, dyslokacja i uzależnienia

Wszystkie dzieci są silnie zmotywowane do utrzymywania bliskich więzi społecznych ze swoimi rodzicami i opiekunami. O ile dążenie to nie zostanie poważnie zakłócone, starsze dzieci i dorośli starają się później stworzyć i utrzymać inne bliskie relacje – na przykład z przyjaciółmi, szkolnymi koleżankami i kolegami, współpracownikami, a także z grupami o charakterze rekreacyjnym, etnicznym, religijnym lub narodowościowym. Eric Erikson przedstawił to jako trwającą całe życie batalię o osiągnięcie „integracji psychospołecznej”; stan, w którym ludzie rozkwitają równocześnie jako jednostki i członkowie swojej kultury.

Erickson wykazał, że integracja psychospołeczna jest niezbędna dla każdej osoby, w każdym społeczeństwie – czyni egzystencję znośną, a nawet radosną w jej kulminacyjnych momentach.

Niewystarczającą integrację psychospołeczną można nazwać „dyslokacją.” Dotkliwa, długotrwała dyslokacja jest trudna do zniesienia. Kiedy zostaje ludziom narzucona – np. w formie ostracyzmu, ekskomuniki, wygnania lub odosobnienia – jest tak męcząca, że od starożytności do chwili obecnej wykorzystuje się ją jako straszliwą karę. Dotkliwa, długotrwała dyslokacja regularnie prowadzi do samobójstwa.

Dyslokacja może mieć wielorakie przyczyny. Może być rezultatem klęski żywiołowej, która niszczy dom danej osoby, lub paraliżującego wypadku, który pozbawia osobę pełnego uczestnictwa w społeczeństwie. Może być narzucona przemocą, na przykład poprzez wysiedlenie mas ludności lub maltretowanie dziecka, które następnie stroni od jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi. Może być narzucona bez przemocy, na przykład kiedy rodzic zaszczepia nierealistyczne poczucie wyższości, które sprawia, że dziecko staje się nieznośne dla innych. Może być wybrana dobrowolnie, przykładowo w upartym zabieganiu o bogactwo podczas „gorączki złota” lub łapaniu „nadarzającej się okazji.” Wreszcie dyslokacja może być powszechna, jeśli społeczeństwo systematycznie ogranicza integrację psychospołeczną u wszystkich swoich członków. Powszechna dyslokacja jest zjawiskiem endemicznym w społeczeństwie wolnorynkowym.

Mimo iż każda osoba w którymkolwiek społeczeństwie może stać się ofiarą dyslokacji, nowoczesne społeczeństwa zachodnie zapewniają ją wszystkim swoim członkom w większym lub mniejszym stopniu, ponieważ wszyscy muszą uczestniczyć w „wolnych rynkach,” które kontrolują siłę roboczą, ziemię, pieniądze i dobra konsumenckie. Wolny rynek wymaga, aby uczestnicy przyjęli role indywidualnych aktorów gospodarczych nieskrępowanych przez zobowiązania rodzinne i przyjacielskie, lojalność wobec klanu, powinności wspólnotowe, odruchy dobroczynności, wartości zgromadzenia wyznaniowego, grupy etnicznej lub narodu. W myśl podstawowej maksymy społeczeństwa wolnorynkowego – proklamowanej przez Adama Smitha – rynki regulowane przede wszystkim przez prawo popytu i podaży maksymalizują na dłuższą metę dobrobyt jednostki poprzez pomnażanie „bogactwa narodów.”

Dojmująca dyslokacja prowokuje desperacką reakcję, ogólną lub idiosynkratyczną. Ludzie dotknięci dyslokacją usiłują znaleźć lub przywrócić integrację psychospołeczną – próbują jakimś sposobem „wziąć się w garść.” Ludzie, którym niezmiennie nie udaje się osiągnąć prawdziwej integracji psychospołecznej ostatecznie konstruują styl życia będący jej substytutem. Zastępczy styl życia niesie ze sobą relacje społeczne, które są niedostatecznie bliskie, trwałe i akceptowalne kulturowo, aby zaoferować więcej niż minimalną integrację psychospołeczną. W najlepszym razie te zastępcze style życia mogą być twórcze, jak w przypadku ekscentrycznego artysty lub technologicznego speca, ale zazwyczaj są one banalne i niebezpieczne, jak w przypadku członka młodzieżowego gangu lub ulicznego narkomana.

Nawet najbardziej szkodliwe zastępcze style życia pełnią funkcję adaptacyjną. Na przykład żarliwe oddanie wobec brutalnego, młodzieżowego gangu – chociaż może być obrazą dla społeczeństwa i osobistych wartości członka bandy – znieść jest znacznie łatwiej niż całkowicie zatraconą tożsamość. Jałowe przyjemności ulicznego „ćpuna” – członkostwo w dewiacyjnej subkulturze, tymczasowe uśmierzenie bólu, nerwowy dreszcz drobnej przestępczości – podtrzymują egzystencję w większym stopniu niż nieubłagana bezcelowość dyslokacji. Właśnie dlatego ludzie pozbawieni alternatywy umożliwiającej uzyskanie integracji psychospołecznej tak kurczowo trzymają się uzależnień.

Oczywiście uzależnienia mogą wystąpić w każdym społeczeństwie, z plemiennym i socjalistycznym włącznie. Na przykład nałóg alkoholowy było szeroko rozpowszechniony w Związku Radzieckim, który nie posiadał gospodarki wolnorynkowej. Było tak najpewniej dlatego, że społeczeństwo sowieckie łączyła ze społeczeństwem wolnorynkowym gotowość zniszczenia integracji psychospołecznej na wielką skalę w interesie rozwoju gospodarczego i czystości ideologicznej, co ilustruje kolektywizacja rolnictwa.

Zawodowi badacze uzależnień poświęcili niewiele miejsca na analizę społeczeństwa wolnorynkowego i dyslokacji, ponieważ obszar ich dociekań został ogrodzony z czterech stron przez zawodowe konwencje. Po pierwsze, za naprawdę ważne uznaje się wyłącznie badania eksperymentalne i medyczne, gdyż inne podejścia jawią się jako zbyt filozoficzne, polityczne, literackie, anegdotyczne lub nienaukowe. Po drugie, uwagę szczodrze skupiono na uzależnieniu od alkoholu i narkotyków; pominięto fakt, iż inne nałogi są często nie mniej niebezpieczne i bardziej pospolite. Po trzecie, amerykańskie przykłady, dane i ideologia ukierunkowały tę dziedzinę w największym stopniu, chociaż potężne siły polityczne ograniczają tam debatę bardziej niż w innych krajach. Po czwarte, mimo iż kilku pojedynczych uczonych mówi o tym otwarcie, zawodowi badacze rzadko sprzeciwiają się uprawianej przez media nurtu głównego dezinformacji na temat narkotyków i uzależnień. W tych warunkach, skoro zawodowcy robią małe postępy, społeczeństwo postąpi właściwie odwołując się do zdrowego rozsądku i historii. […]

Przyczyna uzależnień znana od lat 70-tych

Bruce Alexander wyjaśnił, że starą teorię uzależnień wyłoniła seria eksperymentów przeprowadzonych wcześniej w XX wieku. Wykorzystano je w słynnej amerykańskiej reklamie antynarkotykowej z lat 80-tych. To był prosty eksperyment: w klatce z dwoma poidłami zamknięto szczura. W jednym była zwyczajna woda, zaś w drugim woda zmieszana z heroiną lub kokainą. Zwierzę prawie zawsze preferowało narkotykowy koktajl, co prawie zawsze kończyło się jego śmiercią. Wniosek był jednoznaczny: mamy do czynienia z uzależnieniem.

Ale w latach 70-tych profesor Alexander powiedział: „Hola, chwileczkę. Pozostawiamy szczura w pustej klatce. Nie ma innego zajęcia oprócz picia narkotykowego drinka. Wprowadźmy pewne zmiany.” Badacz zbudował więc „Szczurzy park.” Był to prawdziwy szczurzy raj: urozmaicone menu, liczne grono przyjaciół, mnóstwo interesujących zajęć, stymulujące środowisko. Zainstalowano oczywiście dwa poidła: z wodą normalną i ‚wzbogaconą’ narkotykiem. Zdarzyła się rzecz fascynująca: rezydenci „Szczurzego parku” sporadycznie zaspokajali swoje pragnienie narkotykowym napojem. Nie doszło do przedawkowania. Nie pojawiły się żadne oznaki uzależnienia lub kompulsji.

Okazało się, że teorie uzależnienia głoszone przez prawicę (masz moralny defekt, jesteś hedonistą, ostro imprezujesz, folgujesz sobie) i lewicę (twój mózg zostaje uprowadzony, przejęty) są błędne.

Sprawcą nie jest ani twoja moralność, ani twój mózg, tylko twoja klatka. Uzależnienie jest po prostu przystosowaniem do środowiska.

Stworzyliśmy społeczeństwo, w którym nieprzebrana rzesza współziomków konfrontuje się z bezbarwną teraźniejszością. Hiper-materialistyczne, hiper-indywidualistyczne społeczeństwo sprawia, że czujemy się jak szczury w pierwszej klatce. Jesteśmy odcięci od źródła. Ewolucja człowieka nie przygotowała nas do życia w charakterze idealnego obywatela hiper-konsumpcyjnego państwa.”

Tłumaczenie: exignorant
Źródło: https://exignorant.wordpress.com/2015/02/26/winna-jest-klatka/

Stadium globalnego upadku systemowego. Kryzysy są bolesne ale konieczne

Stadium globalnego upadku systemowego. Kryzysy są bolesne ale konieczne

kryzysMówi się, że żyjemy w dobie kryzysu. Kryzys jest tak permanentny, że trwa od prawie siedmiu lat, i wszyscy już się do niego przyzwyczaili. Słowo „kryzys”, jeśli chodzi o gospodarkę, jest słowem-wytrychem. Nie tylko taka sytuacja jest wygodna dla rządów i ich skrajnie neoliberalnych posunięć. Każdy pracodawca, płacąc pracownikom grosze, uzasadnia to kryzysem gospodarczym. Kryzys gospodarczy spadł kapitalistycznym wyzyskiwaczom z nieba, i umożliwił jeszcze szybszy transfer kapitału ku najbogatszym, niż w czasach gospodarczej prosperity.

W poniższym nagraniu jest mowa o kryzysach nieco innego rodzaju. Ja również o nich piszę. Chodzi o kryzys całej cywilizacji. Wszystkie systemy które sprawdzały się jeszcze na początku XXI wieku, wykazują obecnie skrajną niewydolność i w bólach zbliżają się do kolapsu. Tego typu „pęknięcie cywilizacji” jak i pomniejsze kryzysy dotyczące jednego z systemów – rabunkowej gospodarki kapitalistycznej – są wpisane w ich naturę.

Zawsze powtarzam, że wzorcem do wielu innych systemów, takim „systemem podstawowym”, jest okrutna macocha natura, tak uwielbiana przez wszelkich ezoteryków i new age’owców (zupełnie nie wiem dlaczego). Natura ma generalnie dwa priorytety:
1. jak najszersza replikacja DNA dokonana przez osobnika, grupę osobników, gatunek;
2. zdobycie jak największej ilości terytoriów i zasobów przez w/w.

Natury nie interesuje ani szczęście, ani moralność, ani nawet los powołanych do życia stworzeń na tym łez padole. Ba! Okrutna macocha natura zakłada, że nawet gdy 90% młodych osobników zginie, to i tak warto utrzymywać wysoką płodność i wysoką rozrodczość, bo przecież 10% przetrwa. Z lekcji biologii wiemy, że gdy dany gatunek rozrasta się za bardzo, to następuje kolaps danego ekosystemu. Zaczyna brakować pożywienia dla tego gatunku, a potem, w konsekwencji, gwałtownie kurczy się jego populacja.

Zobaczcie że bardzo podobnie do tego okrutnego, psychopatycznego „systemu podstawowego”, jakim jest macocha natura, zachowuje się neoliberalny kapitalizm. Kapitalizm ma te same dyrektywy co matka natura: jak najwięcej niewolników dla systemu (a więc rozrodczość), gromadzenie jak największej ilości dóbr, generowanie coraz wyższego wzrostu PKB i zajmowanie coraz to nowych terytoriów. Niestety, w kapitalizm też jest wpisany systemowy kolaps. Z tej prostej przyczyny, że nie da się w nieskończoność generować wzrostu PKB, nie da się ciągle produkować więcej i więcej. Nie tylko chodzi o kurczące się zasoby planety, ale też o fakt, że świat nie potrzebuje nieskończenie wielkiej liczby samochodów, mieszkań czy elektronicznych zabawek.

Dużo ważniejszym systemowym kryzysem, jest kryzys ducha, kryzys myślenia, kryzys morale. Moje pokolenie zaczyna powoli dostrzegać, że z tym światem jest coś nie tak, i to cholernie nie tak. Coraz więcej osób przestaje widzieć w służbie dla systemu swoją realizację. Przyjęło się, że człowiek ma spłodzić dzieci (nowi niewolnicy dla systemu), potem robić karierę, kupować, konsumować. No i dobrze by było, gdyby pił alkohol, palił, brał narkotyki i jadł śmieciowe jedzenie. Bo to nie tylko ogłupia i odcina od duchowego poznania, ale napędza gospodarkę i uniemożliwi mojemu pokoleniu dożycie wieku emerytalnego. Wiele osób w taki sposób nie chce się realizować, bo wychodzi na jaw (dzięki wolnemu internetowi) jaka jest cena tego. Znamienną opinię zamieścił ktoś na jednym z moich profili. Napisał, że kiedyś ludzie być może dojdą do wniosku, że tę planetę trzeba wysadzić w powietrze, i zakończyć to cierpienie.

Zapraszam na prelekcję pana Gregg’a Badena o systemowej i strukturalnej niewydolności:

Uwolnij swój umysł! Mój sposób na medytację / wizualizację

Uwolnij swój umysł! Mój sposób na medytację / wizualizację

medytacja i wizualizacjaProponuję Wam sposób na który wpadłem sam niedawno. Sposób ten łączę się ze słuchaniem muzyki. Słucham tego hipnotycznego nagrania wygenerowanego na syntezatorze gdy czuję potrzebę „zresetowania” mózgu i zsynchronizowania jego pracy:

Polecam słuchać to nagranie tylko na dobrej jakości słuchawkach, w pozycji na leżąco, w odizolowaniu od źródeł które mogłyby nas rozpraszać, przy zgaszonym świetle i z zamkniętymi oczami.

Ja wyobrażam sobie wtedy pracującą elektrownię atomową. Pojedynczy atom, jak i miliony jego sąsiadów, który ulega reakcji rozszczepienia, nie wie, że uczestniczy w wielkim dziele kreacji, jakim jest proces rozpadu radioaktywnego i produkcji energii elektrycznej. Taki atom nie wie, że uczestniczy w produkcji prądu, i gdzieś tam, tysiące kilometrów dalej, dzięki tej energii elektrycznej właśnie spełniają się czyjeś marzenia. Wyobrażaj sobie każdy z tych milionów maleńkich atomów, wczuj się w zadanie, jakie on tu i teraz wykonuje w produkcji prądu. A potem wyobraź sobie miliony takich samych atomów, zgromadzone w jednym miejscu.

Poczuj się tak, jakbyś był jednym z nich. Poczuj, że zadanie, które wykonujesz, ma sens nie tylko dla Ciebie (jako atomu) ale także dla potężnej całości, np dla rodziny oddalonej o tysiące kilometrów od elektrowni czy zakładu przemysłowego, który tego prądu również potrzebuje. Wyobraź sobie ludzi nadzorujących procesy wewnątrz reaktora, długie na setki tysięcy kilometrów linie przesyłowe prądu, które niczym krwiobieg, obejmują cały kraj. Na koniec, wyobraź sobie tętniącą życiem gospodarkę państwa – produkcję w fabrykach, uprawę na roli, biurokrację w ogrzewanych i oświetlanych prądem „szklanych domach” urzędów i korporacji.

Wszystko zsynchronizowane ze sobą i współdziałające z artystyczną wręcz dokłądnością i precyzją, pomimo, a raczej dzięki wszechobecności i zdawałoby się, nieuchronności chaosu i procesu entropii. Wszędzie biegający i goniący za króliczkiem ludzie – właśnie w tych fabrykach, na roli i w tych szklanych wieżowcach, potrzebujących prądu. Wszędzie chaos, hałas maszyn fabrycznych, warkot traktorów, dźwięki najróżniejszych silników i mechanizmów, dzwonki telefonów, drukarek, faksów i komputerów w korporacjach i urzędach. W nocy również hałas skocznej, pop-kulturowej muzyki, migający blask dyskotekowych laserów, słowem: jedna wielka gonitwa, szarpanina i szamotanina życiowa, naznaczona pędem, hałasem, krzykiem i emocjonalnym fajerwerkiem..

A Ty pośrodku tego, obserwujący to wszystko ze spokojem i wyciszeniem, już nie z perspektywy pojedynczego atomu w reaktorze, ale z perspektywy całościowej, holistycznej, globalnej. Pomimo tej całej niesprawiedliwości, nieświadomości, ignorancji, ludzkiej niewiedzy, opieraniu życia przez społeczeństwo wyłącznie na złudnych, kolorowych emocjach – wszystko jest na swoim miejscu. Wszystko jest dokładnie tak jak być powinno, wszystko toczy się podług odwiecznego, boskiego planu. Ważny jest przecież boski dystans i spojrzenie z boku na to wszystko, na to całe globalne szaleństwo, czyż nie?

Ważne, byśmy umieli choć na chwilę zatrzymać ten szaleńczy pęd nie wiadomo już za czym, i rozejrzeć się wokół. Tyle cudów nam umyka każdego dnia. Wschód słońca, słodka kawa z miodem, własnoręcznie upieczony chleb, uśmiech człowieka, radość z popołudniowej tęczy po burzy, cisza o zmroku. Jesteśmy ciągle nauczeni czekania na rzeczy wielkie, że nie dostrzegamy tych drobnych, nie mniej ważnych, z których w większości składa się świat.

Porównaj teraz to, co napisałem powyżej, do nas, ludzi, i naszej roli w byciu częścią Kreatora Wszechświata, który dzięki nam, doświadcza piękna stworzenia. Wszak to my, mając w sobie boską cząstkę, jesteśmy nieskończenie małą częścią nieskończenie ogromnego stworzenia, Universum. Którego główną siłą napędową, jak wiemy, jest proces ciągłej zmiany, kreacji, który można porównać do produkcji prądu w reaktorze atomowym. W końcu to nie tylko my mamy doświadczać zarówno piękna, jak i tragedii odwiecznego procesu kreacji (ten emocjonalny roller coaster, o którym pisałem). Ale to sam Stwórca, Wielki Architekt, Kreator Światów – doświadcza piękna stworzenia poprzez nas samych. Od zawsze jesteśmy częścią nie tylko naszego kraju – Ojczyzny – ale częścią wielkiej globalnej, a następnie – kosmicznej – wspólnoty, jedności, całości. Wszyscy jesteśmy złączeni – w jednym wielkim kręgu życia.

Autor artykułu: Jarek Kefir
Autor załączonej w artykule muzyki: Nikos Charalambous

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Żyjemy w iluzji, świat od początku do końca zbudowany jest na kłamstwie i konspiracji

Żyjemy w iluzji, świat od początku do końca zbudowany jest na kłamstwie i konspiracji

duchowosc i wiedzaKolejny ciekawy wpis odnośnie systemu iluzji, jaki został nam przedstawiony za prawdę. Jak już wiem, iluzja świata jest wielowymiarowym hologramem. Gdy uświadamiasz sobie istnienie jednej warstwy, natychmiast pojawia się kolejna warstwa, niczym w ulubionym polskim warzywie – cebuli.

Tak było też w moim wypadku – odkrywałem prawdę o światowej iluzji stopniowo, krok po kroku. I dobrze wiem, jak mało jeszcze świata poznałem, i jak mało wiem. W roku 2007 gdy byłem jeszcze nieopierzonym szczenięciem, rozróżniałem tylko jedną iluzją: Platforma Obywatelska kontra inna partia z mainstreamu – Prawo i Sprawiedliwość. Wiedziałem wtedy bardzo mało, myślałem że ten podział – manipulanci polityczni i socjotechnicy, kontra oszukiwane masy – to jedyna istniejąca iluzja. Jednak nie to jest ważne. Ważne że już wtedy pojęcie iluzji świata we mnie żyło.

Potem przyszedł czas na inne warstwy. Doszedłem do takiego stopnia, by powoli zacząć tę iluzję.. akceptować, choć akceptacja zastanego porządku nie oznacza wbrew pozorom przyzwolenia na zło. Zrozumiałem, że nie warto, ba, nawet nie można odrzucać wszystkiego. Ta iluzja to część naszego doświadczenia, naszej ziemskiej drogi, i uciekanie przed nią to chowanie głowy w piasek. A jak się chowa głowę w piasek, schylając się, to wystawia się dupsko do… Sami sobie odpowiedzcie. Chowanie głowy w piasek i uciekanie przed ważnymi elementami ziemskiego doświadczania – nie jest dobre. Ale warto mieć też świadomość, że to ziemskie doświadczanie, choć czasami bolesne, a czasami ekscytujące – nie jest jedyną stroną świata, i nie jest celem samym w sobie. Nie powinno być ono priorytetem, ale jeno narzędziem, środkiem zbliżającym do celu.

Pisałem przecież, że ludzkość za cel sobie obrała właśnie to ziemskie doświadczanie, które sprowadza się do pobudzania ośrodków przyjemności w mózgu. Owszem, niektóre z metod pobudzania tych ośrodków przyjemności, można, a nawet trzeba odrzucić. Zaliczają się do nich np alkohol i inne narkotyki, ryzykowne i destrukcyjne zachowania, złe nawyki żywieniowe itp w tym stylu. Ale inne można wybrać, cała rzecz w tym, by być świadomym konsekwencji i nie stawiać tych spraw na priorytecie.

smierc i przemijanieCo może być czymś „wyższym” niż tylko pobudzanie receptorów przyjemności w mózgu? Tak naprawdę nawet medytując i rozmyślając, pobudzamy jakieś tam receptory, często właśnie przyjemności. To, co jest na planie fizycznym (receptory mózgowe, neuroprzekaźniki, hormony) jest również na planie psychiki (podświadomość, świadomość) jak i na planie ducha (Wyższa Jaźń, Dusza, Illuminacja). To jest tak skonstruowane, że sfery niższe są „nośnikami” wartości sfer wyższych. Na przykład neuroprzekaźniki są fizycznymi „nośnikami” zarówno podświadomości, psychiki, jak i duszy. Z tym, że zarówno psychika, a na pewno dusza, nie ogranicza się jedynie do neuroprzekaźników, bo są to pojęcia szersze i głebsze niż czysta fizyczność.

Ale do meritum: takimi „wyższymi wartościami” mogą być: szukanie prawdy o świecie, uzyskanie „łączności” z tym drugim, duchowym światem, wpływanie na swoją podświadomość, staranie się uzyskania stanu radości i szczęścia bezwarunkowego, bez względu na okoliczności materialne. Ostatecznie my wszyscy jesteśmy częścią jakiegoś eksperymenty, jakiejś kreacji. A obecnie dokonuje się systemowa zmiana „parametrów” naszego matrixa. Obserwujmy, działajmy, uczmy się.

Cytuję: „Dla sekcji specjalnych, ludzie tacy jak Ty, pelnia role użytecznego wentyla, ciekawostki, materiału badawczego, dlatego o niebezpiecznych dla systemu dzieciach Indygo czy ludzi których sposób bycia, chodu jest specyficzny, info idzie do góry już w podstawówce do której uczęszczają. Tam się wyłapuje w miarę odważnych, niezależnych. Dlaczego Kukiz (Sony już z nim zerwało umowę vide jego facebook) czy Ikonowicz jeszcze żyją? Po prostu sekcje specjalne im pozwalają na bycie naturalnym elementem eksperymentu.”

Cykl pięciu wpisów „Laboratorium Ziemia” próbujących tłumaczyć naturę stworzenia:
Dokąd zmierza nasza cywilizacja?
Czy ta planeta jest więzieniem?
Nasze przekonania to nasze więzienie
Czy rzeczywistość jest eksperymentem?
Czy życie ma jakikolwiek sens?

Polecam też moje autorskie artykuły na te i pokrewne tematy:
Szokująca wiedza tajemna: rzeczywistość jest numeryczną symulacją (hologramem) a my – jej więźniami
Rzeczywistość jest iluzją (hologramem) a my żyjemy w matrixie!
I upadłem, niczym Lucyfer..
Odważ się sięgnąć tych zadziwiających gwiazd!
Zbuntuj się przeciwko swoim katom! Ideologie i religie to więzienia umysłu, emocji i duszy
Szkodliwe wirusy wszczepiane małym dzieciom! [+18] „Pozostają tam całe życie, tak trudno je zwalczyć..”
Ziemia to planeta więzienna. Bezsensowny paradoks sensu życia

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Iluzje trzymające ludzkość na uwięzi matriksa

Cytuję: „Magiczne sztuczki są nieuchwytne dla ludzkiego oka, bo magik odwraca uwagę publiczności od tego, co robi naprawdę, od rzeczywistości. Oszołomieni widzowie podążają za jego sugestią, a on w tym czasie robi swoje. Dla ogłupianego świat realny w jakiś tajemniczy sposób zostaje zbudowany na kłamstwie – do czasu, kiedy otrząśnie się i zda sobie sprawę, że został nabity w butelkę.

Jednakże pozostawanie w stanie niedowierzania w magiczny trik nierzadko bardziej podnosi na duchu niż przyznanie, że iluzjonista ma swoje sekretne sposoby.

Żyjemy w świecie iluzji. Tak wiele spraw, które zaprzątają nam głowę i wypełniają nasze kalendarze, zostało w nas zaszczepionych pod wpływem bodźców zachęcających do odgrywania roli kogoś, kim nie jesteśmy lub utożsamiania się z czymś, co jest nam obce. To nie przypadek. Jako że indoktrynuje się nas do życia w autorytarno-korporacyjno-konsumpcyjnej kulturze, która zdominowała życie współczesnej rasy ludzkiej, to w konsekwencji wpaja się nam, że pewne aspekty społeczeństwa są niepodważalnymi prawdami oraz że określone sposoby bycia i postępowania są bardziej atrakcyjne, a przez to lepsze.

Władzy nad samym sobą pozbawili nas psychopaci. Oślepili nas lawinową falą sugestii i rzekomych prawd absolutnych, których celem jest zniszczenie naszej pewności siebie oraz wiary w przyszłość.

Bansky – uznany, nieszablonowy artysta brytyjski, przedstawiciel sztuki ulicznej, którego dzieła mają głównie wydźwięk antywojenny i antykapitalistyczny, pewnego razu powiedział: „Każdego dnia ludzie robią sobie z ciebie jaja. Wtrącają się w twoje życie, bezpodstawnie biorą cię pod ostrzał, a potem znikają. Patrzą na ciebie z ukosa z wysokich budynków i sprawiają, że czujesz się nieważny i głupi. Nonszalancko komentują na twój temat, gapiąc się z autobusów, sugerując, że nie jesteś wystarczająco seksy i że dobra zabawa ma miejsce gdzie indziej. Ci z telewizora powodują, że twoja dziewczyna czuje się niedowartościowana i nieprzydatna. Mają dostęp do najbardziej wyszukanych technologii, jakie świat kiedykolwiek widział, i wykorzystują je, aby cię zastraszać. Mowa o ludziach reklamy, o tych, którzy śmieją się z ciebie”.

Reklama jest zaledwie szczytem góry lodowej. Kiedy przypatrzymy się bliżej, dostrzeżemy, że każda organizacja obecna w naszym życiu jest ukierunkowana na podążanie za iluzjami oraz na automatyczne posłuszeństwo wobec instytucji i koncepcji, które wcale nie są tym, czym myślisz. Jesteśmy dosłownie w stanie zniewolenia. Wielu z nas odczuwa je jako nieuchwytny ucisk „matriksa”, tj. systemu całkowitej kontroli, który atakuje mózg, programując go zgodnie ze wzorcem konformistycznej wersji rzeczywistości głównego nurtu, bez względu na stopień jej makabryzmu.

Poniżej przedstawiłem pokrótce największe z iluzji, które utrzymują nas w niewoli matriksa. Wielu z nas wciąż jest pod ich urokiem. Zastanówcie się nad nimi.

Iluzja praworządności, ładu i władzy

Dla wielu z nas przestrzeganie prawa jest moralnym obowiązkiem, który chętnie wypełniamy, pomimo korupcji, skandali czy zwykłych niegodziwości, które raz po raz pokazują, że prawo jest naginane przez tych, którzy maja siłę przebicia. W Stanach Zjednoczonych niepohamowanie narasta brutalność i przestępczość sił policyjnych, sądy orzekają na korzyść bogatych, a my przez napór inwigilacji państwa nie możemy cieszyć się już nawet prywatnością. W tle naszego życia trwa nieustająco nielegalna, nieetyczna, orwellowska wojna, której celem jest unicestwienie całych narodów i zniszczenie ich kultur.

Ład społeczny to ułuda, gdyż w całości opiera się na konformizmie, posłuszeństwie i uległości, które narzuca się nam przemocą. Historia niezmienne pokazuje, że prawo to de facto instrument opresji, społecznej kontroli i grabieży, a każdą tak zwaną władzę zamiast praworządności cechuje zakłamanie, obłuda i niesprawiedliwość.

Kiedy prawo ze swej istoty nie kieruje się prawem, to nie istnieje żadne prawo, żaden ład, ani sprawiedliwość. Fakt, że obecny porządek świata oparty jest na kontroli, zamiast na porozumieniu, ukrywany jest pod przykrywką przepychu i oznak władzy.

Iluzja dobrobytu i szczęścia

Strojenie się w drogie ciuchy i błyskotki, gromadzenie materialnego dobytku, którego pozazdrościłby nawet dziewiętnastowieczny monarcha, stały się substytutem prawdziwego bogactwa. Utrzymywanie iluzji dobrobytu ma jednak zasadnicze znaczenie dla gospodarki, w której funkcjonujemy, gdyż jej fundamentem są: konsumpcja, oszustwo, kredyt i dług. Sam system bankowy został stworzony wyłącznie po to, by kreować nieograniczone bogactwo dla wybranych, a całą resztę obarczać ciężarem dożywotnich podatków.

Prawdziwym dobrobytem jest dziewicza przyroda oraz życie wypełnione zdrowiem, szczęściem, miłością i udanymi związkami. Im więcej ludzi zaczyna traktować dobra materialne jako formę identyfikacji z kulturą opartą na iluzji, tym szybciej oddalamy się od możliwości doświadczenia prawdziwego bogactwa.

Iluzja wyboru i wolności

Czytaj pomiędzy wierszami i patrz na tekst pisany drobną czcionką – nie jesteśmy wolni, jeśli spojrzymy na tę kwestię przez pryzmat racjonalności. Wolność to wybór, a w dzisiejszym świecie „wybór” to selekcjonowanie dostępnych opcji, ograniczonych przez przesiąknięty korupcją system prawno-podatkowy oraz granice norm uznanych kulturowo i narzuconych.

Aby znaleźć wzorcowy przykład fałszywości dokonywanych wyborów, które jawią się jako prawdziwe, przyjrzyjcie się chociażby sztucznej instytucji współczesnej demokracji. Dwie ugruntowane, skorumpowane, archaiczne partie polityczne paradują przed narodem, uważając się za jego dumę i nadzieję, podczas gdy trzecia partia oraz niezależne głosy są rozmyślnie blokowane, ośmieszane i spychane ze sceny politycznej.

Iluzja wyboru i wolności jest wszechmocnym ciemiężcą, bo sprawia, że łańcuchy i krótkie smycze bierzemy za oznaki swobody.

Wybór z pomiędzy narzuconych opcji jest czym innym niż wolność, jest czystym niewolnictwem.

Iluzja prawdy

Prawda to wrażliwy temat w naszej kulturze. Zaprogramowano w nas przekonanie, że pochodzi ona od półbogów z mediów, znanych osobistości i członków rządu. Jeśli myślimy inaczej, niż twierdzą w telewizji, to jesteśmy heretykami.

Dzięki temu, że podzielamy wersję prawdy forsowaną przez władzę, stajemy się ulegli, a to gwarantuje utrzymanie ładu. Niezależni myśliciele i dziennikarze ustawicznie wskazują na absurdy w oficjalnej wersji rzeczywistości, niemniej jednak przeciętny zjadacz chleba – w którym fałszywa prawda jest silnie zakorzeniona – potrzebuje niekiedy naprawdę potężnego osobistego wstrząsu, aby pokonać dysonans poznawczy, który pozwala mu funkcjonować w społeczeństwie, w którym otwarcie walczy się z odmiennymi wersjami rzeczywistości.

Iluzja czasu

Mówią, że czas to pieniądz, ale to nieprawda. Czas to twoje życie. A ono z kolei jest nieustająco ewoluującą manifestacją teraźniejszości. Spoglądając poza pięciozmysłowy świat, w którym nauczono nas poruszać się zgodnie ze wskazaniami zegara i kalendarza, dowiadujemy się, że dusza jest wieczna, oraz że dusza każdej jednostki ludzkiej stanowi cząstkę wieczności.

Największym oszustwem jest założenie, że chwila obecna nie ma żadnej wartości, że przeszłość jest czymś bez odwrotu, czymś, o czym nigdy nie da się zapomnieć, no i że przyszłość w istocie jest od nich ważniejsza. Takie podejście sprawia, że przekierowujemy uwagę od tego, co dzieje się właśnie teraz, w stronę przyszłości. Koncentrując się całkowicie na tym, co ma nadejść, zamiast nad tym, co jest, stajemy się łatwym łupem dla reklamodawców i podżegaczy strachu, którzy zaciemniają naszą wizję przyszłości każdą możliwą troską czy wyobrażalną obawą.

Szczęście to życie bez sztucznych ograniczeń, pełne spontanicznych, nienarzuconych możliwości, dzięki którym lepiej poznajemy siebie. Utrata poczucia chwili obecnej, aby fantazjować o przyszłości, jest pułapką. Momenty duchowej radości, przekraczające czas, które można odnaleźć w medytacji, są dowodem na to, że czas jest wyłącznie myślową konstrukcją, nie zaś obowiązkowym ludzkim doświadczeniem.

Jeśli czas to pieniądz, to życie można mierzyć w dolarach. Kiedy dolary tracą na wartości, to podobnie dzieje się z życiem. A przecież to totalne kłamstwo, gdyż życie w istocie jest bezwarunkowo bezcenne.

Iluzja odseparowania od natury

Na poziomie strategicznym taktyka dziel i rządź jest standardową procedurą operacyjną dla despotów i najeżdżających armii, ale iluzja odseparowania od natury osiąga jeszcze głębszy wymiar.

Wprogramowano nam przekonanie, że jako jednostki rywalizujemy z każdym i ze wszystkim wokół nas, w tym z sąsiadami, a nawet z matką naturą. My versus oni, na ile się tylko da. Takie podejście stanowczo zaprzecza prawdzie, że życie na tej planecie jest od siebie nieskończenie współzależne. Bez czystego powietrza i krystalicznej wody, bez żyznej ziemi i prawdziwego poczucia wspólnoty nie możemy tu przetrwać.

Iluzja oddzielenia od natury poprawia nam samopoczucie, łechcąc nasze ego i dając nam poczucie kontroli. Natomiast w rzeczywistości służy wyłącznie zniewoleniu i odizolowaniu nas od niej.

Podsumowanie

Iluzje, o których napomknąłem powyżej, są nam prezentowane niczym kampania reklamowa, zachęcająca do ślepej uległości wobec machinacji matriksa. Wymagając konformizmu i posłuszeństwa, usiłuje pozbawić nas władzy nas sobą. Pamiętajmy, że jest to tylko wymyślny chwyt marketingowy. Nie mogą sprzedać nam tego, czego nie chcemy kupić.”

Autorstwo: Sigmund Fraud
Źródło oryginalne: Waking Times
Tłumaczenie i źródło polskie: PRACowniA
Za: Wolne Media

Upadek globalnych ekosystemów trwa. Liczba masowych pomorów zwierząt rośnie – giną miliardy i rodzą pytania

Upadek globalnych ekosystemów trwa. Liczba masowych pomorów zwierząt rośnie – giną miliardy i rodzą pytania

upadek-cywilizacjiCzytelnik mojej strony napisał:

W tym systemie za uczciwość nic nie ma, w tym systemie z uczciwości i prawdy się szydzi i śmieje, traktuje się ja jako niedojrzałość. Ale to nie wszystko, w tym systemie należy też, będąc psychopatą udawać, że wszystko jest świetnie. Ten świat jest już od dawna skończony, ale brakuje kropki nad „i” w postaci globalnej katastrofy.

Kiedyś rozmawiałem z koleżanką na temat sytuacji na świecie. Popełniłem wtedy ten błąd, że uważałem, iż muszę koniecznie ją uświadomić co do prawdy. Ona w pewnym momencie powiedziała, że wie, że cywilizację czeka za ileś tam lat upadek, ale ją to nic nie obchodzi, bo ona żyje teraz i chce się wyszaleć.

Mało uświadomiony człowiek mylnie zakłada, że kolaps cywilizacyjny, czyli globalny upadek systemowy, nastąpi za 100 czy za 1000 lat. W domyśle przesłanie tego typu myślenia jest proste: „mnie już dawno nie będzie na świecie, więc wolę się zająć tym na co mam wpływ – czyli plotkami, oglądaniem seriali, imprezowaniem i spaniem z kim popadnie„.

A co, jeśli stadium straszliwej niewydolności i powolnego upadku globalnych systemów – ekonomicznych, ekologicznych, politycznych, moralnych, religijnych i innych – właśnie trwa? A co, jeśli te wszystkie wydarzenia rozpoczęły się już dawno temu i właśnie wkraczamy w decydującą ich fazę? Obecnie globalne systemy, które sprawdzały się w poprzednich wiekach, są coraz bardziej niewydolne, a to wszystko toczy się już tylko siłą bezwładu i rozpędu. To znaczy, że każdy już wie, że państwa czekają masowe bankructwa a ekosystemy są w fazie postępującego wymierania. Ale nikt z tym nic nie robi, alternatyw nie ma.

Polecam tłumaczenie artykułu na ten temat, w wykonaniu tłumacza podpisującego się pseudonimem Ex ignorant.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Badanie: Rośnie liczba masowych zgonów zwierząt

Cytuję: „Nie mówimy tu o kilkunastu rybach „zaśmiecających” lokalną plażę. Masowe zgony są pojedynczymi zdarzeniami, które jednorazowo zabijają co najmniej miliard osobników, likwidują ponad 90 procent populacji lub niszczą 700 milionów ton zwierząt – równowartość masy około 1.900 gmachów wielkości Empire State Building.

Według najnowszych ustaleń są one coraz częstsze.

Badanie opublikowane w styczniu 2014 przez Proceedings of National Academy of Sciences jest pierwszym, które sprawdza, czy liczba zbiorowych zgonów rośnie wraz z upływem czasu.

Naukowcy przeanalizowali historyczne zapisy 727 zdarzeń nagłego pomoru od 1940 do 2012 roku i okazało się, że stały się one bardziej powszechne wśród ptaków, morskich bezkręgowców i ryb. Ich liczba nie uległa zmianie w przypadku ssaków, natomiast u płazów i gadów odnotowała spadek.

Choroby, zaburzenia wywołane przez człowieka oraz biotoksyny – jak chociażby spowodowane przez glony czerwone przypływy, które pojawiają się regularnie wzdłuż amerykańskich wybrzeży – to główni winowajcy.

Wielkie pomory mogą trwale zmienić łańcuchy pokarmowe. Zagrażają też m.in. rolniczej działalności człowieka poprzez zakłócenie pracy zapylaczy, takich jak pszczoły.

„Tego rodzaju wypadki są w stanie przekształcić ekologiczne i ewolucyjne trajektorie życia na Ziemi,” napisali autorzy pracy badawczej.

Nie jest jasne, co odpowiada za zwiększającą się częstotliwość występowania chorób i czerwonych przypływów. Prawdopodobnymi przyczynami są zmiana klimatu i degradacja środowiska naturalnego.

Badacze nie wiedzą również, dlaczego istnieje różnica tempa masowych zgonów między grupami zwierząt. Część z nich mogła umknąć uwadze naukowców, co stworzyło wrażenie stałej ich redukcji wśród płazów i gadów.

Jest za to oczywiste, iż brak skoordynowanego zainteresowania uczonych stanowi poważny problem, stwierdzają autorzy badania. „Obecnie większość zbiorowych zgonów prezentowana jest na łamach gazet,” dodają.

Musi nastąpić poprawa monitorowania tych zdarzeń, ponieważ jest to jedyny sposób poznania rzeczywistej skali opresji, w jakiej znalazło się ziemskie życie.

Załamanie populacji europejskich ptaków

Naukowcy oszacowali poziom spadku populacji ptaków w oparciu o dane z 25 krajów dotyczące 144 gatunków.

Europa ma około 421 milionów mniej ptaków niż trzy dekady temu, a obecny sposób eksploatacji środowiska naturalnego nie pozwoli przetrwać wielu pospolitym gatunkom, stwierdzili autorzy analizy opublikowanej w wydawnictwie Ecology Letters (listopad 2014).

Katastrofalna redukcja liczebności spowodowana jest przez nowoczesne metody rolnicze oraz utratę i uszkodzenie siedlisk [wskutek ekspansji przemysłu, miast, sieci drogowej i energetycznej].

„Jest to ostrzeżenie od ptaków w całej Europie,” powiedział Richard Gregory z Królewskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Analiza wykazała, że w przypadku najbardziej pospolitych gatunków – szarych kuropatw, skowronków, wróbli i szpaków – populacje zmniejszyły się o około 90 procent.

Jest to niepokojący trend, ponieważ „mamy do czynienia z grupą przynoszącą ludziom największe korzyści,” powiedział badacz Uniwersytetu Exeter [i przedstawiciel gatunku uważającego się za miarę wszystkiego], Richard Inger. „Znacząca utrata ptaków może być bardzo szkodliwa dla ludzkiego społeczeństwa,” dodał.”

Opracował / źródło polskie: exignorant
Źródło: Liczba masowych pomorów zwierząt rośnie – giną miliardy i rodzą pytania

„Światowe oszustwo będzie tak olbrzymie, że ujdzie zupełnie ludzkiej uwadze. Rzeczywistość stanie się więzieniem”

„Światowe oszustwo będzie tak olbrzymie, że ujdzie zupełnie ludzkiej uwadze. Rzeczywistość stanie się więzieniem”

iluzjeProponuję dziś ciekawy film, będący podsumowaniem tego, o czym w bardziej rozszerzony sposób piszę. Kontrola mas chemiczną żywnością, a także rozrywką, sportem i bazowaniem na najniższych z możliwych instynktów – jest już faktem.

Film video jest krótki, ale podsumowanie jest dość celne. Wszystko co jest powiedziane w tym filmie, funkcjonuje od bardzo dawna. Niektóre z zasad – np „chleba i igrzysk” – funkcjonują od tysięcy lat. Dziś zaś funkcjonują pod przykrywką ruchu kibicowskiego i sportowych uczuć patriotycznych.

Czym jest system? „Miej i trzy mieszkania, do grobu ich nie zabierzesz”

Czym jest system? „Miej i trzy mieszkania, do grobu ich nie zabierzesz”

spoleczenstwo i cywilizacja (2)Fundamentalnym prawem tego świata jest generowanie braków. Cały system jest tak skonstruowany, by ludzie odczuwali nieustające braki jeśli chodzi o materię. A więc braki finansowe, braki seksu, itp.

Co powodują takie braki? Powodują one przywiązanie człowieka do materii i pragnienie tej materii.
Jednak wszechświat z natury jest pełen bogactwa i obfitości. Jak my, ludzie, zrobiliśmy, że u nas, na jednej z miliardów zamieszkałych planet, jest odwrotnie?

-jeśli skupiamy 99,9% bogactw w ręku kilkudziesięciu ludzi, to musi tak być.
-dalej, jeśli dajemy ludziom pensje w wysokości 1600 brutto – choć takie wynagrodzenia są drastycznie zaniżone względem rzeczywistego dochodu, jaki wypracowuje taki pracownik – to tak musi być.

Ale najważniejszy punkt tej układanki to co innego. Otóż przy pensjach 1600 brutto generuje się wciąż nowe i nowe zachcianki i potrzeby – iPhone, Ipad, komputer, Play Station, Xbox, wycieczka, kolejna wycieczka, samochód, mieszkanie..

Owe gadżety, oczywiście, są produkowane w Chinach, za 50 dolarów (przykład). Ale w Europie i USA sprzedaje się je za 10.000 dolarów. W tym jednym, niepozornym zdaniu można zawrzeć cały sens istnienia obecnej cywilizacji, czyli brak sensu, brak argumentów i brak podstaw do jej dalszego istnienia. Czy nie lepiej byłoby wyprodukować tę rzecz w Europie np za 500 dolarów, i tym samym dać pracę naszym obywatelom – i sprzedać ją za 1000 dolarów? A nie za 10.000?

I tutaj dochodzimy do samego sedna.

System niewolniczy, w jakim wciąż się znajdujemy (pomimo tylu mrzonek, ideologii i dzieł literackich grzmiących o wolności), celowo generuje te dysproporcje. Dla Polski jest to dysproporcja między 1600 złotowymi zarobkami, a kosztem mieszkania w wysokości 400.000 złotych. Podobnie jest z każdą inną rzeczą. Żeby kupić głupią lodówkę, trzeba wziąć kredyt. Tak samo jest z jakąkolwiek wycieczką, nie mówiąc już o telefonie komórkowym, na który też się bierze kredyt nazywany dla nie poznanki „abonamentem”.

Pragniemy mieszkań, gadżetów, wycieczek, ponieważ one drogo kosztują i są tym samym mało dostępne. Ty, obywatelu, masz ciągle pragnąć tego, co Ci się podsuwa. Masz już wykształcenie? Ok, system podsuwa Ci głosem nie uznającym sprzeciwu: „teraz masz pragnąć samochodu”. Masz już upragniony samochód? Ok, teraz system mówi Ci: „bierz kredyt / odkładaj na wycieczkę”. Wróciłeś z wycieczki? Ok, „to teraz zacznij wertować oferty kredytów hipotecznych, pora na mieszkanie”.

Dobrze, ale jaki sens ma takie życie? Czy sensem życia jest gromadzenie kawałków plastyku (gadżety), metalu (samochody) i betonu (mieszkanie, dom)? Czy nie ma nic poza tym?

Minimalizm i egzystencjalizm daje duży komfort w życiu. Gdy niczego nie pragniesz, nie ma przywiązania do materii (profanum) i tym samym, nie ma związanego z tym cierpienia. Pragnienie materii jest zawsze połączone z cierpieniem, mniejszym lub większym. Bo tak naprawdę Ty podświadomie wiesz, że jak już zdobędziesz kolejny kawałek żelastwa, to zdasz sobie sprawę, że trzeba będzie teraz dążyć za nowym kawałkiem materii, za nową kobietą, itp itd.

O dziwo, gdy niczego nie pragniesz, ale po prostu robisz swoje – wszechświat zaczyna Ci sprzyjać. Wszechświat, który zawiera kwadryliony podniesione do potęgi entej różnych bogactw, zawsze udziela gorzkiej lekcji tym, którzy za jedyny cel życia wzięli sobie pragnienie za wszelką cenę, choćby po trupach, małego kawalątka. Ale to zagadnienie na zupełnie inny felieton.

Życzę tym, którzy kiwają z politowaniem głowami, czytając ten felieton – a miej nawet 4 samochody, bracie, i 3 mieszkania na własność. Ale chyba zapomniałeś o jednej zajebiście ważnej rzeczy – nie zabierzesz ich do grobu.

Zapomniałeś, albo zwyczajnie nie doświadczyłeś, czym jest mieszkanie, owszem, na własność, w którym boisz się zasnąć jak co noc, bo zamiast rodzinnego ciepła i miłości, wypełnia je energia strachu, nienawiści, rozpaczy, bólu.

Pora przerwać milczenie – tak ma 3/4 rodzin w Polsce, i to jest obecnie najbardziej chronione tabu, a za jego ujawnianie grozi największa agresja.

malzenstwo rodzina spoleczenstwo

rodzina i dzieciJak kruche jest ludzkie życie? Wie to tylko ten, kto nagle stracił przytomność z powodu jakiejś choroby, i obudził się w szpitalu podłączony do 3 kroplówek i aparatury EKG. Wie to ten, kto jeszcze wieczorem wesoło pląsał w tańcu po kilku pigułach i nie wiadomo po czym jeszcze, a nad ranem pogotowie ratunkowe musiało reanimować jego bezwładne truchło. Wie to każda ofiara ciężkiego wypadku, która cudem uszła z życiem.

Ja to wiem.

Już kilka szklanek wódki przybliża Cię bardzo niebezpiecznie do tej granicy. Ba. Nawet gdy wsiadasz za kółko kupionego na kredyt wozu, z Bóg wie jakimi bajerami, jesteś, teoretycznie, dużo bliżej śmierci niż gdybyś poszedł pieszo lub pojechał autobusem. Przy prędkości 100 km/h wystarczy dosłownie sekunda, i Twoje plany życiowe na 20 lat wprzód obracają się w ruinę. Sekundę wcześniej w aucie była wesoła gromada młodych ludzi, ze zgrzewką Warki w bagażniku, jadąca nad morze. Sekundę później – już tylko krwawa i dymiąca kupka żelastwa i ludzkich organów..

Nie, nie są to przypadki odosobnione. To się dzieje w każdej sekundzie, co chwila, także tuż obok nas. Ten świat spływa w każdej milisekundzie milionami łez i kropel krwi.

Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach..

Warto byśmy spojrzeli choć trochę z dystansu, poza klasycznymi ludzkimi dylematami. Wrzeszczący, kopiący i gryzący świat, wydaje się nieco komiczny, gdy zdajesz sobie sprawę z kilku faktów i umiesz stanąć z boku. Czy musisz szaleńczo pędzić i robić to, co każe Ci świat? A może to, co każe robić świat nie jest konstruktywne, nie przynosi człowiekowi szczęścia, i nie ma sensu?

Czasami gdy mnie samego życie przytłacza, zadaje sobie z pozoru idiotyczne pytanie:

Jaki sens będzie miała ta emocja / decyzja / relacja za 800.000 lat, gdy nie tylko mnie już nie będzie, ale cała ludzka cywilizacja ulegnie przeorganizowaniu tysiące razy?

Autor, poza cytatami: Jarek Kefir, z inspiracji jednego z czytających bloga

 

Warto wspierać niezależne media! (kliknij tutaj po informację)
Dzięki wsparciu czytelników moja strona Kefir 2010 nie potrzebuje “sponsorów” i może zachować niezależność.