Tag: matrix

„Bezbronnych, chwiejnych, słabych system zjada na miejscu”

„Bezbronnych, chwiejnych, słabych system zjada na miejscu”

kapitalizm i korporacjonizmPrzedstawiam Wam dziś krótki artykuł który odpowiada na jeden z argumentów neoliberałów – wyznawców Janusza Korwina Mikke i ideologii „wolnego rynku”. Od dawna moim ulubionym powiedzonkiem jest to, że owszem, „niewidzialna ręka wolnego rynku” istnieje, ale tą ręką ktoś konkretny dyryguje. W oficjalnym nurcie przedstawia się ową „niewidzialną rękę wolnego rynku” jako cudowny i pozbawiony wad mechanizm. Ma on wyregulować w jakiś niezwykły sposób wszystkie wady, które panują w obecnej wersji kapitalizmu neoliberalnego.

Jest to oczywiście kolejna niezbyt zdrowa utopia, jakich obecnie wiele. Wszak ideologii do wyznawania jest bardzo dużo i ciągle powstają jakieś nowe ich mutacje. Ci, którzy tym sterują (jeśli tacy istnieją) lubią co jakiś czas dokładać siary do tego naszego globalnego, piekielnego kotła. Czyli dodawać nowe parametry do systemu i usuwać stare, zdezaktualizowane.

Powtarzam zawsze w takich artykułach, że świat się owszem zmienia, ale pozornie, powierzchownie. Powstają nowe technologie. Pojawiają się a potem znikają państwa, imperia, cywilizacje, ideologie, religie. Ale zasady i schematy ogólne, czyli to co ja nazywam „rdzeniem” – nie zmienia się od zarania dziejów. System lubi przywdziewać tysiące najróżniejszych masek. Miał ich już na przestrzeni tysiącleci miliony. Ale to zawsze jest jeden i ten sam system, zmienia się wyłącznie powierzchowne „opakowanie”.

Obecny korporacyjny kapitalizm i jego priorytety, bardzo przypominają „programy” jakie są zakodowane w „matce naturze”. Wiem że nazwa „matka natura” nie jest do końca trafiona. Chodzi mi o zbiór zasad i reguł jakie obowiązują na tej planecie. Owa „matka natura” to nie tylko zachowanie się zwierząt i ich proste zdawałoby się czynności, jakie od zawsze wykonują. To także to, co mamy zakodowane w naszych mózgach / umysłach – struktury zwane ID, ego, superego, podświadomość. Wiele struktur systemowych które tworzą ludzie, bardzo przypomina „rdzeń” matki natury.

Taką strukturą jest m.in. dzisiejszy kapitalizm. Przyjrzyjmy się temu bliżej (wiem że to powtórki, ale czasami trzeba 😉 ). Celem „matki natury” jest: przetrwanie, jak najszersze rozmnożenie gatunku, zajęcie przez niego jak największych terytoriów, zdobycie jak największych zasobów (pożywienia, partnerów itp).

Bliźniacze cele ma kapitalizm: przetrwanie, zdobycie jak największych zasobów (kontraktów, surowców, pieniędzy itp itd), zdobycie jak największych terytoriów (np obszarów bogatych w surowce, czy jak najszersza ekspansja korporacji). U ludzi dochodzi jeszcze jedna sfera, która ma nas rzekomo odróżniać od świata zwierząt – a więc dążenie do zdobycia jak najszerszej władzy, jak najszerszych stref wpływów. To dlatego powstały m.in. polityka, psychomanipulacja, PR, reklama, marketing, statystyka, plotka i inne synonimy wora bez dna o nazwie „kłamstwo”.

Oba omawiane tutaj struktury – matka natura i kapitalizm – mają jeszcze inne bardzo ważne elementy wspólne. Otóż matka natura to macocha wyrodna, wręcz okrutna. Ale tylko z naszego, XXI-wiecznego punktu odniesienia. Celem matki natury jest przeżyć, zająć zasoby, obszar i rozmnożyć się, za wszelką cenę. Nie zna ona takich pojęć jak: „moralność”, „etyka”, „zasady”, „dobro”, „zło”. Nie obchodzi jej szczęście powołanych do życia osobników.

Ba, szczęście jest dla natury czymś negatywnym, bowiem jednostka szczęśliwa nie chce się rozmnażać, podbijać nowych terytoriów i realizować innych odwiecznych „programów” natury. To dlatego ewolucyjnie sprytnie zainstalowała nam w umyśle strukturę, którą można nazwać tylko jednym słowem – „generator cierpienia”. Ta struktura to właśnie wymienione wyżej ID, ego, superego, podświadomość.

Poprzez wywoływanie ciągłego niespełnienia, niezaspokojenia (czyli cierpienia) wymusza na nas aktywność. Idąc dalej: natury nie obchodzi nawet los urodzonych na tym łez padole istot. Nawet jeśli 10% – 30% z nich zginie (tak było także wśród ludzi, jeszcze w XX wieku, zanim nastała profilaktyka i higiena), to i tak „program” został wykonany na ocenę celującą. Bowiem przetrwały i rozmnożyły się najsilniejsze osobniki.

Ten obraz matki natury jest dalece odmienny od wyidealizowanego wyobrażenia, wyznawanego przez natchnionych „eko” stylem życia, często wyznawców new age. Poruszam ten temat w artykule o kapitalizmie, bo uważam (możliwe że błędnie), że „rdzeń” tego nieludzkiego ziemskiego systemu to nie polityka, ani nie potajemne zawierane „dile”, a właśnie taka a nie inna konfiguracja matki natury.

Tymczasem zapraszam do przeczytania poniższego artykułu. Odpowiada on w prosty sposób dlaczego wielka korporacja zarabiająca miliardy dolarów rocznie, nie zapłaci pracownikowi nawet złotówki więcej niż określona ustawą pensja minimalna. Czemu tak mało płaci? Bo może. Wprowadzenie ideologii wolnego rynku proponowanego przez Korwina, jeszcze bardziej pogłębi ten mechanizm. Korwinistom czasami dobrze wychodzą matematyczne i ekonomiczne rachunki, wykazują się też dobrą znajomością ideologii.

Ale nie biorą oni pod uwagę innych, poza-matematycznych czynników. Nie wszystko w życiu można obliczyć, zmierzyć, sklasyfikować. Życie uczy wręcz, że najważniejsze wartości i rzeczy to właśnie te niemożliwe do pojęcia „ścisłacką” logiką. Korwiniści w swoich modelach nie biorą np czynnika psychologicznego – a więc ludzkiej chciwości, i ogólnie ludzkiej natury, która jest zła. Szef korporacji będzie wolał kupić dwudziesty jacht albo podpalać cygara banknotami o najwyższym nominale, niż zapłacić choćby złotówkę więcej robotnikowi.

Kolejna zasada kapitalizmu która jest bliźniacza z matką naturą to ta, że im bardziej czegoś potrzebujesz i pragniesz, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo że to dostaniesz. Przecież taka sama zasada panuje w opartej na prastarych mechanizmach ewolucyjnych damsko-męskiej grze – uwodzeniu. Chęć „zrobienia wszystkiego” dla drugiej osoby, chęć bycia w związku za wszelką cenę – czyli emocjonalna i seksualna desperacja – jest bardzo odpychająca. Kobiety wybierają takich facetów, którzy jasno pokazują, że nie są od kobiet uzależnieni, że nie są zdesperowani seksualnie (bo seks mogą mieć w każdej chwili).

Wszystko w artykule poniżej.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Cytuję: „Pracujesz w korporacji, masz rodzinę, właśnie urodziło ci się dziecko i wziąłeś kredyt hipoteczny na mieszkanie? Nie licz na podwyżkę. Żeby nie wiem jak cię cenili nie dadzą, bo wiedza, że jesteś uwiązany koniecznością płacenia rat i nie zaryzykujesz odejścia i poszukiwania pracodawcy, który bardziej cię doceni. Podwyżkę dostanie singiel, może nie aż tak sprawny zawodowo jak ty, ale wolny i wystarczająco cenny dla firmy, aby zechciała zapobiec jego odejściu podwyższając mu pobory.

W kapitalizmie korporacyjnym im mniej czegoś potrzebujesz tym chętniej ci to dadzą. Niech no jednak wyczują, że jesteś w potrzebie, że ci zależy, a dostaniesz figę z makiem a może i kopa. Moja siostra jest osoba zamożną i kupuje w najdroższych sklepach z 70 procentowym upustem. Stać ją na zapłacenie pełnej ceny, ale ponieważ jest sławna i bogata dostaje taniej, niż ci, którzy często oszczędzają miesiącami, żeby spełnić jakieś swoje marzenie o luksusie i elegancji. Zamożni, jeżeli już muszą pożyczać pieniądze, to uzyskują kredyt na o wiele korzystniejszych warunkach niż ubodzy. Miliony ludzi, tych najbiedniejszych jest wręcz skazanych na pożyczanie u lichwiarzy, bo banki pożyczają tylko tym, którzy mają więcej.

W Rzymie w dzielnicach robotniczych ceny w sklepach są wyższe niż w położonych na obrzeżach miast centrach handlowych. Sterani wielogodzinną pracą fizyczną ludzie nie mają siły a często i możliwości jeżdżenia po zakupy gdzieś dalej i przepłacają w sklepach pod domem.
Supermarket udziela rabatu tym, którzy zrobią zakupy za co najmniej tyle i tyle. Jeżeli nie masz, jeżeli kupujesz tylko niezbędne do przeżycia produkty nie ma dla ciebie prezentu.

Zamożni lubią mówić, że „nie stać ich na kupowanie tanich rzeczy”. I w jakiejś mierze mają rację. Nie w tym, że ich nie stać, ale w tym, że taniocha okazuje się często najdroższa. Tanie skarpetki okazują się produktami jednorazowego użytku i bardzo szybko trzeba kupować następne.

Podczas gdy kupienie tych droższych pozwala zaoszczędzić sporo pieniędzy ze względu na ich trwałość. To samo dotyczy bardzo wielu innych produktów. Żeby jednak kupować optymalnie, to co się bardziej opłaca, trzeba mieć w kieszeni odpowiednio dużo gotówki, albo kartę płatniczą, której nie połknie od razu bankomat.

Wielu ludzi, w tym klientów Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej sądzi, że ich cierpienie i krzywda, której doznają wzruszy decydentów. Dlatego często rozpłakują się albo pałają świętym oburzeniem podczas rozmów z wierzycielami, bankowcami, administratorami budynków czy pracownikami pomocy społecznej. Nic z tego. Okazywanie emocji to słabość. Słaby jest ten kto krzyczy i ten kto płacze i błagalnie spogląda na rozmówcę, od którego decyzji zależy jego los.

Bo w tym kapitalistycznym świecie liczy się tylko siła. Trzeba więc raczej nadrabiać miną, wykazywać spokój i opanowanie, bo one świadczą o tym, że trzeba się z nami liczyć, i że być może będziemy się jeszcze umieli skutecznie bronić przed eksmisją, licytacją, zajęciem komorniczym, wyrzuceniem z pracy, odmową leczenia czy tym podobnymi rozkoszami wolnego rynku. Bezbronnych, rozhisteryzowanych, chwiejnych system zabija na miejscu. Nikt się tu nie cacka ze słabszymi. Dlatego chodzimy z nimi do sądów, na negocjacje, do banków, urzędów, pracodawców itd.

Kiedyś spóźniłem się na samolot z Paryża do Warszawy. Wszystkie franki zdążyłem już wydać. Nie miałem nawet na metro do miasta. Poskarżyłem się francuskiej pracowniczce odpraw, że chyba zamieszkam na lotnisku, bo na dobre utknąłem. Wzruszyła tylko ramionami dając mi wyraźnie do zrozumienia, że nic jej to nie obchodzi. Na szczęście nawinął się agent LOT-u starej daty i bardzo szybko załatwił przebukowanie nieważnego jak mi się zdawało biletu i miejsce w następnym samolocie do Warszawy.

Z nową kartą pokładową klasy biznes znalazłem się w strefie dla VIP-ów. Ku mojemu zdumieniu mogłem jeść krewetki, pić najlepszą whisky i szampana, nic nie płacąc. Wszystkich obecnych w tej oazie dobrobytu stać było na kupowanie czego dusza zapragnie, wiec dostawali to za darmo. To był istny komunizm. Bezgotówkowy raj.

W jednym z największych koncernów papierniczych na świecie, konsultantka kupuje na prezenty dla VIP-ów pióra po kilka tysięcy euro sztuka, ale koncern nie „może” podnieść nawet o złotówkę głodowych pensji magazynierów. Nic nie jest zbyt drogie, kosztowne dla tych na górze i każdy grosz wydany na polepszenie losu maluczkich to „karygodne marnotrawstwo”.

Te feudalne stosunki w ramach których „szlachta” nie płaci nic albo mało, a „plebs” płaci podwójną cenę, wynikają z coraz większego rozchamienia kapitału, który uzyskał tak wielką przewagę nad pracą, że już nawet nikt nie udaje, że mamy tu jakąś demokrację.”

Autor: Piotr Ikonowicz, FB

Korporacje to hydra która wyciska naszą planetę jak cytrynę

Korporacje to hydra która wyciska naszą planetę jak cytrynę

korporacje farmaceutyczneCiekawy i krótki artykuł o powiązaniach między rozmaitymi korporacjami. Często podnoszonym argumentem przez naszych przeciwników (głównie tych z półświatka medycznego) jest argument, iż korporacje farmaceutyczne to legalny i normalny element światowej gospodarki. Jak bardzo dalekie od prawdy jest to stwierdzenie?

Kompleks medyczno-farmaceutyczny to podmioty współpracujące z tymi korporacjami. A więc: WHO, FAO (i ustalane przez nich normy), agendy rządowe typu amerykańskie CDC czy polski sanepid. Dalej: wydawcy pism medycznych (tu jest praktyczny monopol, bo jeden globalny wydawca skupia ponad 2000 medycznych tytułów). Do tego wszelkie grupy eksperckie lobbingowe (włączając w to propagandę w internecie i różnoraki czarny PR). Często grupy te udają organizacje prozdrowotne, fundacje czy organizacje pożytku publicznego. Kończąc na lekarzach i na tym, co wykłada się obecnie na uniwersytetach medycznych.

Nie, to nie jest żaden spisek, ale bardzo proste prawo kapitalizmu. Nie liczy się człowiek i jego wyzdrowienie, ale zysk. Nie liczy się to, by człowieka wyleczyć trwale i skutecznie. Ale liczy się to, by jak najwięcej zarobić na jego ciągłym, często dożywotnim „leczeniu”. A owo leczenie najczęściej polega właśnie na uciszaniu objawów, czyli sygnałów alarmowych. To tak, jak by podczas pożaru, zamiast wezwać straż i próbować go ugasić w zarodku, wyłączało się alarm przeciwpożarowy w budynku, bo jego dźwięk jest głośny i przeszkadza.

Nie trzeba ani wiary w teorie spiskowe, ani specjalnie wysokiej inteligencji, by te proste prawa i zależności zrozumieć. Potrzeba jednak elementarnej uczciwości wobec siebie (polegającej na nie wierzeniu w żadne ideologiczne bajki) i uczciwości wobec innych (czyli nie skorumpowaniu).

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Facebook i Monsanto w jednych rękach?

Cytuję: „Aż siedmiu z dwunastu czołowych akcjonariuszy Facebooka i Monsanto to ci sami ludzie! A żeby było jeszcze lepiej, w pierwszej piątce aż trzech z nich posiada udziały w obu firmach:

– na dzień dzisiejszy, najwięcej akcji Monsanto ma Vanguard Group, którzy znajdują się na drugiej pozycji listy czołowych akcjonariuszy Facebooka,

– FMR LLC to numer jeden akcjonariuszy Facebooka, i numer dwa Monsanto,

– State Street Corporation znajduje się na trzeciej pozycji zarówno w Facebooku jak i w Monsanto,

– BlackRock Institutional Trust Company to numer pięć w Monsanto i numer 4 w Facebooku,

– inni wspólni akcjonariusze, znajdujący się w pierwszej dwunastce to: Jennison Associates, Sands Capital Management oraz Vanguard Total Stock Market Index Fund.

Wszyscy wyżej wymienieni udziałowcy to potężne fundusze inwestycyjne. Posiadają one udziały w wielu spółkach notowanych na giełdzie. Posiadają też Monsanto i Facebooka – majątek, który będą pomnażać, ponieważ… Takie fundusze inwestycyjne mogą, jeśli tylko zechcą, uczestniczyć w głosowaniach i kreować politykę firmy. Gdyby jednak firma zdecydowała się mieć odmienne niż oni zdanie, np. przyjąć kontrowersyjną postawę w kwestii politycznej lub wprowadzić nowy produkt, który by podważył ekonomiczne status quo, taki fundusz mógłby wymierzyć karę: wyprzedać miliony akcji, a następnie unikać jej jak ognia, co prowadziłoby do jej upadku. Dla funduszy najważniejszym jest, by firma pracowała jak zwykle, by trybiki warkotały w swoim normalnym trybie. O to w tym chodzi – by nikt w tych trybikach nie grzebał.

Facebook jako machina do szpiegowania i gromadzenia osobistych danych? Monsanto, ze swoją technologią GMO i trującymi pestycydami, jako potencjalny monopolista na rynku żywności? Czy ktoś tu widzi problem? Przecież to jest „normalne”. Biznes jak każdy inny. I pomyślcie: te same fundusze inwestycyjne trzymają akcje w obu firmach, dlaczego? Dlatego, że te firmy są składowymi całego systemu. I to jest „normalne”.

Wyobraź sobie teraz, że Twoja firma chce wprowadzić do przemysłu energetycznego nową tanią technologię, która zrewolucjonizuje życie na naszej planecie, lub lekarstwo na raka oparte na ziołach, które leczy bez wyniszczających organizm skutków ubocznych? I chcesz z tym wyjść do ludzi, więc potrzebujesz wsparcia z funduszy inwestycyjnych? I co? I o to właśnie chodzi – to wyjaśnia, dlaczego powyższe jednak nie jest normalne.

Autorstwo: Jon Rappoport
Źródło oryginalne: JonRappoport.wordpress.com
Tłumaczenie i źródło polskie: Xebola.wordpress.com
Nadesłano do Wolnych Mediów

Umysł ponad materią, który stwarza rzeczywistość! Niezwykła prelekcja video Jackowskiego

Zapraszam na bardzo ciekawą prelekcję Krzysztofa Jackowskiego, znanego i medialnego jasnowidza. Nie, nie jest to wcale kolejna przepowiednia, co do której, jak zawsze, można mieć wiele wątpliwości. Np takich, że dany jasnowidz mówi ogólnikami, i przedstawia sytuacje, które od zawsze miały i mają miejsce. W tym nagraniu Krzysztof Jackowski mówi o czymś zupełnie innym – o naturze wszechświata, ezoteryce, globalnym „hologramie oszustwa”, i umyśle ponad materią.

Krzysztof Jackowski przedstawia ciekawą hipotezę o życiu jako „filmie”, który mamy odtwarzać jako główni aktorzy, jak i o iluzji przeszłości i przyszłości. Tak naprawdę istnieje tylko teraźniejszość. Jednak, co jest paradoksalne – konstrukcja naszej podświadomości, ego, jest taka, że praktycznie nie potrafimy żyć w teraźniejszości, co sprawia ogromny dysonans i cierpienie. Ciągle albo wspominamy przeszłość, albo wybiegamy w przyszłość. Szczególnie często widzimy w przyszłości nasze szczęście, i dlatego nie potrafimy być szczęśliwi tu i teraz, w chwili obecnej. Ciągle sobie mówimy:

-„będę szczęśliwy, jak skończę studia i pójdę do pracy”
-„będę szczęśliwy jak awansuję zacznę zarabiać więcej”
-„będę szczęśliwy jak kupię samochód i zamieszkam na swoim”
-„będę szczęśliwy jak znajdę sobie dziewczynę”
-„będę szczęśliwy jak weźmiemy ślub”
-„będę szczęśliwy jak pojawią się dzieci”
-„będę szczęśliwy po śmierci, gdy spełnię wszystkie nakazy swojej religii, w raju”

I tak w nieskończoność, do śmierci. Zdecydowana większość ludzi na Ziemi żyje w ten sposób. To jedna z przyczyn tragedii tej cywilizacji. Bo szczęścia jak nie było, tak nie ma – są tylko kolejne i kolejne oczekiwania i zachcianki naszego ego i społeczeństwa, które jak roboty spełniamy.

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.com/wsparcie/

  

„A co jeśli życie na Ziemi już wkrótce wyginie?!” Studium globalnego upadku systemowego

„A co jeśli życie na Ziemi już wkrótce wyginie?!” Studium globalnego upadku systemowego

upadek cywilizacji i systemuKtóż z nas nie zadawał sobie tego pytania? Ja zadaje sobie to pytanie odkąd pamiętam. Te rozważania nasiliły się u mnie szczególnie po 2009 roku, gdy zacząłem interesować się sprawami polityki, oszustw, korupcji i konspiracji w nauce, medycynie i gdzie tylko one występują. Wtedy wielu prawicowo nastawionych komentatorów i publicystów darło szaty, pytając: „a co z następnymi pokoleniami? A co, jeśli następnych pokoleń nie będzie?!„. Dziś wspomnienie tego wszystkiego wzbudza we mnie jedynie lekki, cyniczny uśmieszek.

Po pierwsze i najważniejsze – samo rozważanie tematu upadku cywilizacji, zagłady biologicznej, czy strukturalnej, systemowej niewydolności – jest tematem tabu. Poruszając ten oficjalnie nie istniejący temat, narażasz się na społeczny ostracyzm, wyśmianie. W najlepszym wypadku usłyszysz to, co ja przed laty, cytuję: „Jarek, ja wiem że ta cywilizacja kiedyś pierdolnie z wielkim hukiem i upadnie, ale co mnie to obchodzi? Wolę się bawić i korzystać z życia„. Póki codzienna micha ryżu jest, póki woda cieknie z kranu, póki co wieczór puszczana jest seria telenowel – nic się nie zmieni w tej materii.

Uważam dziś, że po prostu nie ma się czym przejmować. Nie oznacza to jednak, że mamy się tymi zagadnieniami nie zajmować. Mamy ciążące na naszej chorej cywilizacji, jak fatum, widmo zagłady – ekologicznej, biologicznej, militarnej, ekonomicznej..  każdej innej. Bo faktem jest, że żyjemy w czasach straszliwej niewydolności i nadciągającego nieuchronnie kolapsu prawie wszystkich istniejących od wieków systemów – politycznych, ekonomicznych, społecznych, moralnych, ideologicznych, religijnych. Najbardziej szokującym i bolesnym przejawem systemowej niewydolności jest fakt, że ziemskie ekosystemy już nie wytrzymują ciągłej kapitalistycznej eksploatacji i rabunkowej gospodarki prowadzonej przez 7 miliardów żarłocznych i nienasyconych ludzkich ego. Trwa kolejne „wielkie wymieranie” gatunków, tym razem spowodowane przez człowieka.

Wróćmy do wyrażanych na początku felietonu wątpliwości. Otóż, czy od Ciebie, od nas zależą te wszystkie globalne niekorzystne zmiany? Nie. Pora raz na zawsze skończyć z przekonaniem, że człowiek rozumny (homo sapiens) jest gatunkiem będącym „ponad” przyrodą, ponad ekosystemem. Niby czym się wyróżniamy? Owszem, mamy rozum, logikę, ale także empatię. Jako jedyny gatunek żywy na Ziemi zdajemy sobie sprawę z przemijalności życia, ze śmiertelności. Jako jedyny gatunek mamy egzystencjalne, choć dziś bardzo niemodne, wręcz zakazane – dylematy. Jednak czy wykorzystaliśmy, patrząc z perspektywy globalnej, tę niesamowitą szansę daną nam przez naturę?

Popatrz na ten świat. Faktem bezsprzecznym jest to, że jesteśmy również gatunkiem, który spowodował najwięcej zła i cierpienia, jak i najwięcej zniszczeń w dziejach Ziemi. Niby mamy jakiś tam potencjał, ale czy go wykorzystujemy? Choć w minimalnym stopniu? Całe rzesze ludzi we wszystkich epokach, ponad poznanie prawdy, przenosiły spokojny sen, przysłowiową „pełną kichę” i rozrywkę. Jesteśmy gatunkiem, który zamiast empatii, ponoć wrodzonej, woli rozwijać zabijanie ludzi i zwierząt dla sportu, przyjemności, który woli czynić zło, rywalizować, walczyć, niszczyć.

Zamiast używania naszej logicznej i racjonalnej części naszej istoty, wolimy cały czas zaspokajać nasze próżne, bazujące na prymitywnych emocjach ego (seks, alkohol, narkotyki, i inne pobudzanie receptorów przyjemności). Z ciągłego zaspokajania prymitywnych żądz i często brutalnych popędów, uczyniliśmy styl życia. Ale nawet w emocjach nie jesteśmy mocni. Znajomość własnej psychiki, emocjonalności, psychologii – to jedna wielka rozpacz, szczególnie u mężczyzn. Egzystencjalne dylematy, ważne pytania, poszukiwanie odpowiedzi, dociekanie? A zapomnij! Zaraz usłyszysz słynne: „nie filozuj”, a czasami możesz zostać wręcz posądzony o „nienormalność”, bo miałeś czelność podważyć powszechnie obowiązujący debilizm.

Popatrz obiektywnie, czy jako gatunek wnieśliśmy coś dobrego do rozwoju i egzystencji planety? Czy może tylko ją zanieczyściliśmy i zniszczyliśmy tak, że dalsze trwanie życia biologicznego na niej stoi pod poważnym znakiem zapytania? Pora skończyć z mitem „dobrego antropocenu”. Chcemy, by antropocen – okres dominacji człowieka rzekomo rozumnego – trwał pomimo wszystko. Mówimy, że antropocen jest wartością sam w sobie. Ale czy mamy ku temu podstawy, by tak sądzić? A może my, ludzie, nie wykorzystaliśmy danej nam szansy, i teraz pozostanie tylko czekać na bolesny koniec?

Chociaż tutaj istnieje jeszcze inny dylemat. Otóż wielu ludzi zadaje sobie pytanie, czy to człowiek jest taki zły, i przez swoje postępowanie doprowadził do istnienia tak nieludzkiego systemu? Czy może jest to tylko skutek – zaś prawdziwa przyczyna to fakt, że.. ta planeta i jej natura są psychopatyczne, amoralne, złe? Spotykałem się wielokrotnie ze stwierdzeniem, że Ziemia to piękna planeta, tylko ludzie poprzez swoje postępowanie zasyfili ją i doprowadzili do powstania represyjnych systemów politycznych, ekonomicznych i społecznych.

Tego typu myślenie jest typowe dla zafascynowanych „eko-” stylem życia wyznawców new age, czyli tych wszystkich dobrych energii itp. Oni również tkwią w iluzji i nie potrafią przyjąć do siebie brutalnej prawdy. Prawdy o tym, że ta planeta, jak i wszystkie siły kierujące jej naturą, przyrodą – mają bezwzględny, zły, opresyjny, agresywny, psychopatyczny i absolutnie amoralny charakter. Żyjemy w kosmicznym obozie koncentracyjnym, w globalnej „Korei Północnej”, gdzie od zawsze promuje się najpodlejsze i najniższe z możliwych zachowań i reakcji.

Wszystko opiera się na tym, że ta planeta jest planetą braków. Braki dotyczą wszystkiego, więc całe istniejące na niej życie jest patologicznie zajęte zdobywaniem i gromadzeniem rozmaitych zasobów za wszelką cenę. W tak skrajnych warunkach nie liczą się żadne zasady, sentymenty. Ba! Dla macochy natury nie liczy się nawet szczęście i spełnienie powołanych do życia osobników. Bo w świecie, gdzie jednego dnia masz pożywienie, a za tydzień możesz w niesamowitych boleściach umierać z głodu – są ważniejsze priorytety. Czyli przeżycie z dnia na dzień, obłąkańcze gromadzenie zasobów – „nachapanie się”, zdobycie jak największych terytoriów i jak największe rozmnożenie się. W tak okrutnych i surowych warunkach, jednostka która filozofuje, ma jakieś zasady, sentymenty, wrażliwości – zwyczajnie nie przetrwa.

Z drugiej strony, oprócz świadomości nieuchronności systemowej zagłady – ciekawy jest pogląd przeciwny. Czyli przekonanie, że żyjemy w dobie „zmiany obowiązującego paradygmatu”, z psychopatycznego, zwierzęcego, na bardziej empatyczny, ludzki. Mamy znajdować się teraz w okresie wzrostu świadomości emocjoalnej i duchowej wśród ludzi. Ja jestem co do tego jednak sceptyczny. Owszem, jest to możliwe, ale w wąskim zakresie – zakresie jednostek. Ale nie całego społeczeństwa. Dam Wam taki przykład – wyobraź sobie, że w szkole masz klasę, gdzie znajdują się dzieci w wieku od 4 do 18 lat. I teraz pytanie: które dzieci będą zainteresowane np matematyką wyższą, fizyką kwantową, a także sprawami „przejścia” do wyższej klasy, do nowej, bardziej zaawansowanej szkoły? Oczywiście, będą to dzieci w wieku 16 do 18 lat. Cała reszta takiej hipotetycznej klasy, w wieku 4 do 15 lat, będzie zainteresowana wygłupami, opowiadaniem chamskich dowcipów, słuchaniem muzyki i oglądaniem filmów na lekcji.

Poza tym, czy jest możliwe, że tego typu upadłe planety jak Ziemia – planety piekła, czyśćca, planety „drugiej szansy” – są również potrzebne w kosmosie i mają w nim należne miejsce? Może my, chcąc jakoś tam zmienić świat na lepsze, niepotrzebnie wpieprzamy się między wódkę a zakąskę, i wręcz zakłócamy ustaloną przez Architekta wszechświata, kosmiczną harmonię? Pamiętajmy, że egregory – świadomości zbiorowe religii, ideologii, cywilizacji – bronią się na zasadzie wahadła, i uderzają w takich antysystemowo nastawionych ludzi jak my. Anthony de Mello stracił w ten sposób zdrowie i ok. 20 lat życia – zmarł przedwcześnie jako w miarę młody człowiek.

Teraz powoli zaczynam rozumieć to, że masoneria i illuminaci mają w wielu punktach gorzką rację. rozumiem również Czytelników stron takich jak moja, którzy w goryczy piszą: „możliwe, że następne pokolenia dojdą do wniosku, że trzeba się umówić, i wspólnie puścić tę planetę z dymem, by zakończyć to globalne cierpienie„.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Postindustrialny schyłek cywilizacji: wolny rynek, materializm i ich patologie

Postindustrialny schyłek cywilizacji: wolny rynek, materializm i ich patologie

upadek cywilizacjiZapraszam na kolejny artykuł przetłumaczony przez blogera Ex ingorant (link) który opisuje materializm, mechanizmy kapitalistyczne i generowane przez nie patologie społeczne.

Skupia się tutaj uwagę na odcięciu człowieka postindustrialnej ery XXI wieku od naturalnych więzi społecznych. Pamiętajmy jednak że wszystko ma dwie strony  – dobrą i złą. Nie gloryfikuję wcale tego, co było kiedyś, rzekomo w „starych dobrych czasach”. Tak naprawdę owych „starych dobrych czasów” nigdy nie było, bo nigdy nie było „dobrych” czasów na tej planecie, która jest piekłem, tudzież czyśćcem.

Warto więc zwrócić uwagę na te patologie, jakie rodzi współczesna cywilizacja. Ale z drugiej strony, trzeba mieć świadomość pewnego, hmm, aksjomatu – „większość problemów dzisiejszego świata jest absolutnie nierozwiązywalnych, bo każde rozwiązanie generuje zło”. Cywilizacja, kapitalizm, wolny rynek – to bezduszne, okrutne mechanizmy, odzierające człowieka z indywidualności, godności, duchowości. I pod tym względem przypominają bardzo równie okrutną „macochę naturę”, której obce są pojęcia moralności, szczęścia, a los powołanych do życia istot jej nie obchodzi. Liczy się tylko rozmnażanie i zajmowanie kolejnych terytoriów i zasobów. Czyli podobnie jak w kapitalizmie. Bo tak naprawdę wszystko jest ze sobą związane, wszechświat jest fraktalem, hologramem. Warunki i „programy” znane z natury, której jedynym celem jest przetrwanie, rozmnażanie i zajmowanie kolejnych terenów, mają też odwzorowanie w wielu innych sferach życia. To świat, w którym mieszkamy, jest chory.

Jednak obecnie nasza cywilizacja doszła do pewnego schyłku. Przekroczyliśmy już dawno granicę, której nikt jeszcze nie przekroczył i której przekraczać nigdy nie należało. Zasoby Ziemi są na wyczerpaniu, ekosystemy nie wytrzymują rabunkowej eksploatacji, jest coraz więcej ludzi i coraz mniej miejsca. Nie mamy drugiej planety, którą można by podbijać, zaludniać, eksploatować i generować tam w nieskończoność wzrostu PKB – który jest chorym fetyszem kapitalistów. Orkiestra będzie grała w najlepsze do końca, jak na Titanicu, a ostatni zgasi światło życia na Ziemi.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Cytuję: „Fragmenty wstępu do pracy badawczej Bruce’a K. Alexandra, profesora emeritusa Wydziału Psychologii Uniwersytetu Simona Frasera, zatytułowanej: „Korzenie uzależnień w społeczeństwie wolnorynkowym.”

Streszczenie

Słowo „uzależnienie” zaczęło być stosowane w zawężonym zakresie wobec nadużywania narkotyków w XX wieku, chociaż w przeszłości odnosiło się także do innych nawyków poza-narkotykowych. Wystarczające dowody potwierdzają, że poważne uzależnienia poza-narkotykowe są równie niebezpieczne i oporne na leczenie jak narkomania, bez względu na to, czy dotyczą pożądania pieniędzy, władzy, pracy, jedzenia lub dóbr materialnych.

Nałóg we współczesnym świecie można rozumieć najlepiej jako kompulsywny styl życia przyjmowany przez osoby jako rozpaczliwy substytut, kiedy są one odcięte od niezliczonych bliskich więzi między ludźmi i grupami – począwszy od rodziny, a skończywszy na duchowej wspólnocie – które są niezbędne dla każdego człowieka w każdym typie społeczeństwa. Więzi te nazywane są (tutaj) „integracją psychospołeczną.”

Niniejsza praca dowodzi, że (wyjaśniona poniżej) dyslokacja jest koniecznym prekursorem nałogu i na podstawie konkretnych przykładów pokazuje, iż wolne rynki nieuchronnie wywołują powszechną dyslokację wśród biednych i bogatych. W miarę jak przyspiesza globalizacja, to samo dzieje się z procesem rozprzestrzeniania się dyslokacji i uzależnień.

Aby „wolne rynki” były „wolne,” wymiana pracy, ziemi, walut i towarów konsumpcyjnych nie może być skrępowana elementami integracji psychospołecznej, takimi jak lojalność wobec klanu, powinności wiejskiej wspólnoty, prawa gildii lub związków, dobroczynność, zobowiązania rodzinne, role społeczne lub wartości religijne. Tradycje kulturowe „wypaczają” swobodną grę praw popytu i podaży, dlatego muszą zostać zdławione. Przykładowo w gospodarkach wolnorynkowych ludzie mają przenosić się tam, gdzie można znaleźć zatrudnienie, jak również dostosować swoje życie zawodowe i kulturalne gusta do potrzeb rynku globalnego.

Ludzie nie mogący osiągnąć integracji psychospołecznej rozwijają „zastępcze” style życia. Są one powiązane z nieumiarkowanymi nawykami, które między innymi obejmują przyjmowanie narkotyków oraz relacje społeczne niewystarczająco bliskie, stabilne i akceptowalne kulturowo, aby zapewnić więcej niż minimalną integrację psychospołeczną. Ludzie nie będący w stanie znaleźć lepszego sposobu na osiągnięcie integracji psychospołecznej lgną do swojego zastępczego stylu życia z uporem, który prawidłowo nazwa się uzależnieniem.

Uzależnienie w świecie starożytnym było okazjonalnym utrapieniem, ale zamieniło się w stale wzbierające zagrożenie, kiedy społeczeństwa zachodnie obrały kierunek ekonomii wolnego rynku i rewolucji przemysłowej. Jako że zachodnie społeczeństwo opiera się obecnie na zasadach wolnego rynku, które powodują masową dyslokację – a dyslokacja jest prekursorem uzależnienia – uzależnienie od licznych, przeróżnych dążności nie jest patologicznym stanem nielicznej grupy, ale w większym lub mniejszym stopniu powszechną przypadłością zachodniego społeczeństwa. Zachodnie społeczeństwo wolnorynkowe zapewnia również model globalizacji, co oznacza, że masowe uzależnienie jest globalizowane pospołu z językiem angielskim, Internetem i Myszką Miki.

Próby leczenia lub zapobiegania uzależnieniom, które ignorują związek między wolnymi rynkami, dyslokacją i nałogami okazują się być niczym więcej, jak prowizorycznym opatrunkiem. Rozwiązanie problemu uzależnienia wymaga fundamentalnych zmian politycznych i gospodarczych. Początek przeobrażeń to realistyczna dyskusja o uzależnieniach, która uznaje, iż tworzy je masowo społeczeństwo wolnorynkowe, a samo społeczeństwo – podobnie jak jego uczestnicy – musi poddać się zmianie. Niezbędne jest odejście od poczynań, które osłabiają naszą zdolność dbania o siebie nawzajem i budowania trwałych, zdrowych społeczności.

Oczywiście analizowanie skutków ubocznych „wolnych rynków” i „nowej gospodarki” jest niewygodne w chwili, gdy prawie każdy naród świata zdaje się desperacko zabiegać o wstęp na wolnorynkową biesiadę, aby skosztować smakołyków i nacieszyć się euforią zaawansowanej technologii. Jednakże ignorowanie problemu ma własne skutki uboczne, które są wyraźnie widoczne wokół nas.

Wolne rynki, dyslokacja i uzależnienia

Wszystkie dzieci są silnie zmotywowane do utrzymywania bliskich więzi społecznych ze swoimi rodzicami i opiekunami. O ile dążenie to nie zostanie poważnie zakłócone, starsze dzieci i dorośli starają się później stworzyć i utrzymać inne bliskie relacje – na przykład z przyjaciółmi, szkolnymi koleżankami i kolegami, współpracownikami, a także z grupami o charakterze rekreacyjnym, etnicznym, religijnym lub narodowościowym. Eric Erikson przedstawił to jako trwającą całe życie batalię o osiągnięcie „integracji psychospołecznej”; stan, w którym ludzie rozkwitają równocześnie jako jednostki i członkowie swojej kultury.

Erickson wykazał, że integracja psychospołeczna jest niezbędna dla każdej osoby, w każdym społeczeństwie – czyni egzystencję znośną, a nawet radosną w jej kulminacyjnych momentach.

Niewystarczającą integrację psychospołeczną można nazwać „dyslokacją.” Dotkliwa, długotrwała dyslokacja jest trudna do zniesienia. Kiedy zostaje ludziom narzucona – np. w formie ostracyzmu, ekskomuniki, wygnania lub odosobnienia – jest tak męcząca, że od starożytności do chwili obecnej wykorzystuje się ją jako straszliwą karę. Dotkliwa, długotrwała dyslokacja regularnie prowadzi do samobójstwa.

Dyslokacja może mieć wielorakie przyczyny. Może być rezultatem klęski żywiołowej, która niszczy dom danej osoby, lub paraliżującego wypadku, który pozbawia osobę pełnego uczestnictwa w społeczeństwie. Może być narzucona przemocą, na przykład poprzez wysiedlenie mas ludności lub maltretowanie dziecka, które następnie stroni od jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi. Może być narzucona bez przemocy, na przykład kiedy rodzic zaszczepia nierealistyczne poczucie wyższości, które sprawia, że dziecko staje się nieznośne dla innych. Może być wybrana dobrowolnie, przykładowo w upartym zabieganiu o bogactwo podczas „gorączki złota” lub łapaniu „nadarzającej się okazji.” Wreszcie dyslokacja może być powszechna, jeśli społeczeństwo systematycznie ogranicza integrację psychospołeczną u wszystkich swoich członków. Powszechna dyslokacja jest zjawiskiem endemicznym w społeczeństwie wolnorynkowym.

Mimo iż każda osoba w którymkolwiek społeczeństwie może stać się ofiarą dyslokacji, nowoczesne społeczeństwa zachodnie zapewniają ją wszystkim swoim członkom w większym lub mniejszym stopniu, ponieważ wszyscy muszą uczestniczyć w „wolnych rynkach,” które kontrolują siłę roboczą, ziemię, pieniądze i dobra konsumenckie. Wolny rynek wymaga, aby uczestnicy przyjęli role indywidualnych aktorów gospodarczych nieskrępowanych przez zobowiązania rodzinne i przyjacielskie, lojalność wobec klanu, powinności wspólnotowe, odruchy dobroczynności, wartości zgromadzenia wyznaniowego, grupy etnicznej lub narodu. W myśl podstawowej maksymy społeczeństwa wolnorynkowego – proklamowanej przez Adama Smitha – rynki regulowane przede wszystkim przez prawo popytu i podaży maksymalizują na dłuższą metę dobrobyt jednostki poprzez pomnażanie „bogactwa narodów.”

Dojmująca dyslokacja prowokuje desperacką reakcję, ogólną lub idiosynkratyczną. Ludzie dotknięci dyslokacją usiłują znaleźć lub przywrócić integrację psychospołeczną – próbują jakimś sposobem „wziąć się w garść.” Ludzie, którym niezmiennie nie udaje się osiągnąć prawdziwej integracji psychospołecznej ostatecznie konstruują styl życia będący jej substytutem. Zastępczy styl życia niesie ze sobą relacje społeczne, które są niedostatecznie bliskie, trwałe i akceptowalne kulturowo, aby zaoferować więcej niż minimalną integrację psychospołeczną. W najlepszym razie te zastępcze style życia mogą być twórcze, jak w przypadku ekscentrycznego artysty lub technologicznego speca, ale zazwyczaj są one banalne i niebezpieczne, jak w przypadku członka młodzieżowego gangu lub ulicznego narkomana.

Nawet najbardziej szkodliwe zastępcze style życia pełnią funkcję adaptacyjną. Na przykład żarliwe oddanie wobec brutalnego, młodzieżowego gangu – chociaż może być obrazą dla społeczeństwa i osobistych wartości członka bandy – znieść jest znacznie łatwiej niż całkowicie zatraconą tożsamość. Jałowe przyjemności ulicznego „ćpuna” – członkostwo w dewiacyjnej subkulturze, tymczasowe uśmierzenie bólu, nerwowy dreszcz drobnej przestępczości – podtrzymują egzystencję w większym stopniu niż nieubłagana bezcelowość dyslokacji. Właśnie dlatego ludzie pozbawieni alternatywy umożliwiającej uzyskanie integracji psychospołecznej tak kurczowo trzymają się uzależnień.

Oczywiście uzależnienia mogą wystąpić w każdym społeczeństwie, z plemiennym i socjalistycznym włącznie. Na przykład nałóg alkoholowy było szeroko rozpowszechniony w Związku Radzieckim, który nie posiadał gospodarki wolnorynkowej. Było tak najpewniej dlatego, że społeczeństwo sowieckie łączyła ze społeczeństwem wolnorynkowym gotowość zniszczenia integracji psychospołecznej na wielką skalę w interesie rozwoju gospodarczego i czystości ideologicznej, co ilustruje kolektywizacja rolnictwa.

Zawodowi badacze uzależnień poświęcili niewiele miejsca na analizę społeczeństwa wolnorynkowego i dyslokacji, ponieważ obszar ich dociekań został ogrodzony z czterech stron przez zawodowe konwencje. Po pierwsze, za naprawdę ważne uznaje się wyłącznie badania eksperymentalne i medyczne, gdyż inne podejścia jawią się jako zbyt filozoficzne, polityczne, literackie, anegdotyczne lub nienaukowe. Po drugie, uwagę szczodrze skupiono na uzależnieniu od alkoholu i narkotyków; pominięto fakt, iż inne nałogi są często nie mniej niebezpieczne i bardziej pospolite. Po trzecie, amerykańskie przykłady, dane i ideologia ukierunkowały tę dziedzinę w największym stopniu, chociaż potężne siły polityczne ograniczają tam debatę bardziej niż w innych krajach. Po czwarte, mimo iż kilku pojedynczych uczonych mówi o tym otwarcie, zawodowi badacze rzadko sprzeciwiają się uprawianej przez media nurtu głównego dezinformacji na temat narkotyków i uzależnień. W tych warunkach, skoro zawodowcy robią małe postępy, społeczeństwo postąpi właściwie odwołując się do zdrowego rozsądku i historii. […]

Przyczyna uzależnień znana od lat 70-tych

Bruce Alexander wyjaśnił, że starą teorię uzależnień wyłoniła seria eksperymentów przeprowadzonych wcześniej w XX wieku. Wykorzystano je w słynnej amerykańskiej reklamie antynarkotykowej z lat 80-tych. To był prosty eksperyment: w klatce z dwoma poidłami zamknięto szczura. W jednym była zwyczajna woda, zaś w drugim woda zmieszana z heroiną lub kokainą. Zwierzę prawie zawsze preferowało narkotykowy koktajl, co prawie zawsze kończyło się jego śmiercią. Wniosek był jednoznaczny: mamy do czynienia z uzależnieniem.

Ale w latach 70-tych profesor Alexander powiedział: „Hola, chwileczkę. Pozostawiamy szczura w pustej klatce. Nie ma innego zajęcia oprócz picia narkotykowego drinka. Wprowadźmy pewne zmiany.” Badacz zbudował więc „Szczurzy park.” Był to prawdziwy szczurzy raj: urozmaicone menu, liczne grono przyjaciół, mnóstwo interesujących zajęć, stymulujące środowisko. Zainstalowano oczywiście dwa poidła: z wodą normalną i ‚wzbogaconą’ narkotykiem. Zdarzyła się rzecz fascynująca: rezydenci „Szczurzego parku” sporadycznie zaspokajali swoje pragnienie narkotykowym napojem. Nie doszło do przedawkowania. Nie pojawiły się żadne oznaki uzależnienia lub kompulsji.

Okazało się, że teorie uzależnienia głoszone przez prawicę (masz moralny defekt, jesteś hedonistą, ostro imprezujesz, folgujesz sobie) i lewicę (twój mózg zostaje uprowadzony, przejęty) są błędne.

Sprawcą nie jest ani twoja moralność, ani twój mózg, tylko twoja klatka. Uzależnienie jest po prostu przystosowaniem do środowiska.

Stworzyliśmy społeczeństwo, w którym nieprzebrana rzesza współziomków konfrontuje się z bezbarwną teraźniejszością. Hiper-materialistyczne, hiper-indywidualistyczne społeczeństwo sprawia, że czujemy się jak szczury w pierwszej klatce. Jesteśmy odcięci od źródła. Ewolucja człowieka nie przygotowała nas do życia w charakterze idealnego obywatela hiper-konsumpcyjnego państwa.”

Tłumaczenie: exignorant
Źródło: https://exignorant.wordpress.com/2015/02/26/winna-jest-klatka/

Stadium globalnego upadku systemowego. Kryzysy są bolesne ale konieczne

Stadium globalnego upadku systemowego. Kryzysy są bolesne ale konieczne

kryzysMówi się, że żyjemy w dobie kryzysu. Kryzys jest tak permanentny, że trwa od prawie siedmiu lat, i wszyscy już się do niego przyzwyczaili. Słowo „kryzys”, jeśli chodzi o gospodarkę, jest słowem-wytrychem. Nie tylko taka sytuacja jest wygodna dla rządów i ich skrajnie neoliberalnych posunięć. Każdy pracodawca, płacąc pracownikom grosze, uzasadnia to kryzysem gospodarczym. Kryzys gospodarczy spadł kapitalistycznym wyzyskiwaczom z nieba, i umożliwił jeszcze szybszy transfer kapitału ku najbogatszym, niż w czasach gospodarczej prosperity.

W poniższym nagraniu jest mowa o kryzysach nieco innego rodzaju. Ja również o nich piszę. Chodzi o kryzys całej cywilizacji. Wszystkie systemy które sprawdzały się jeszcze na początku XXI wieku, wykazują obecnie skrajną niewydolność i w bólach zbliżają się do kolapsu. Tego typu „pęknięcie cywilizacji” jak i pomniejsze kryzysy dotyczące jednego z systemów – rabunkowej gospodarki kapitalistycznej – są wpisane w ich naturę.

Zawsze powtarzam, że wzorcem do wielu innych systemów, takim „systemem podstawowym”, jest okrutna macocha natura, tak uwielbiana przez wszelkich ezoteryków i new age’owców (zupełnie nie wiem dlaczego). Natura ma generalnie dwa priorytety:
1. jak najszersza replikacja DNA dokonana przez osobnika, grupę osobników, gatunek;
2. zdobycie jak największej ilości terytoriów i zasobów przez w/w.

Natury nie interesuje ani szczęście, ani moralność, ani nawet los powołanych do życia stworzeń na tym łez padole. Ba! Okrutna macocha natura zakłada, że nawet gdy 90% młodych osobników zginie, to i tak warto utrzymywać wysoką płodność i wysoką rozrodczość, bo przecież 10% przetrwa. Z lekcji biologii wiemy, że gdy dany gatunek rozrasta się za bardzo, to następuje kolaps danego ekosystemu. Zaczyna brakować pożywienia dla tego gatunku, a potem, w konsekwencji, gwałtownie kurczy się jego populacja.

Zobaczcie że bardzo podobnie do tego okrutnego, psychopatycznego „systemu podstawowego”, jakim jest macocha natura, zachowuje się neoliberalny kapitalizm. Kapitalizm ma te same dyrektywy co matka natura: jak najwięcej niewolników dla systemu (a więc rozrodczość), gromadzenie jak największej ilości dóbr, generowanie coraz wyższego wzrostu PKB i zajmowanie coraz to nowych terytoriów. Niestety, w kapitalizm też jest wpisany systemowy kolaps. Z tej prostej przyczyny, że nie da się w nieskończoność generować wzrostu PKB, nie da się ciągle produkować więcej i więcej. Nie tylko chodzi o kurczące się zasoby planety, ale też o fakt, że świat nie potrzebuje nieskończenie wielkiej liczby samochodów, mieszkań czy elektronicznych zabawek.

Dużo ważniejszym systemowym kryzysem, jest kryzys ducha, kryzys myślenia, kryzys morale. Moje pokolenie zaczyna powoli dostrzegać, że z tym światem jest coś nie tak, i to cholernie nie tak. Coraz więcej osób przestaje widzieć w służbie dla systemu swoją realizację. Przyjęło się, że człowiek ma spłodzić dzieci (nowi niewolnicy dla systemu), potem robić karierę, kupować, konsumować. No i dobrze by było, gdyby pił alkohol, palił, brał narkotyki i jadł śmieciowe jedzenie. Bo to nie tylko ogłupia i odcina od duchowego poznania, ale napędza gospodarkę i uniemożliwi mojemu pokoleniu dożycie wieku emerytalnego. Wiele osób w taki sposób nie chce się realizować, bo wychodzi na jaw (dzięki wolnemu internetowi) jaka jest cena tego. Znamienną opinię zamieścił ktoś na jednym z moich profili. Napisał, że kiedyś ludzie być może dojdą do wniosku, że tę planetę trzeba wysadzić w powietrze, i zakończyć to cierpienie.

Zapraszam na prelekcję pana Gregg’a Badena o systemowej i strukturalnej niewydolności:

Uwolnij swój umysł! Mój sposób na medytację / wizualizację

Uwolnij swój umysł! Mój sposób na medytację / wizualizację

medytacja i wizualizacjaProponuję Wam sposób na który wpadłem sam niedawno. Sposób ten łączę się ze słuchaniem muzyki. Słucham tego hipnotycznego nagrania wygenerowanego na syntezatorze gdy czuję potrzebę „zresetowania” mózgu i zsynchronizowania jego pracy:

Polecam słuchać to nagranie tylko na dobrej jakości słuchawkach, w pozycji na leżąco, w odizolowaniu od źródeł które mogłyby nas rozpraszać, przy zgaszonym świetle i z zamkniętymi oczami.

Ja wyobrażam sobie wtedy pracującą elektrownię atomową. Pojedynczy atom, jak i miliony jego sąsiadów, który ulega reakcji rozszczepienia, nie wie, że uczestniczy w wielkim dziele kreacji, jakim jest proces rozpadu radioaktywnego i produkcji energii elektrycznej. Taki atom nie wie, że uczestniczy w produkcji prądu, i gdzieś tam, tysiące kilometrów dalej, dzięki tej energii elektrycznej właśnie spełniają się czyjeś marzenia. Wyobrażaj sobie każdy z tych milionów maleńkich atomów, wczuj się w zadanie, jakie on tu i teraz wykonuje w produkcji prądu. A potem wyobraź sobie miliony takich samych atomów, zgromadzone w jednym miejscu.

Poczuj się tak, jakbyś był jednym z nich. Poczuj, że zadanie, które wykonujesz, ma sens nie tylko dla Ciebie (jako atomu) ale także dla potężnej całości, np dla rodziny oddalonej o tysiące kilometrów od elektrowni czy zakładu przemysłowego, który tego prądu również potrzebuje. Wyobraź sobie ludzi nadzorujących procesy wewnątrz reaktora, długie na setki tysięcy kilometrów linie przesyłowe prądu, które niczym krwiobieg, obejmują cały kraj. Na koniec, wyobraź sobie tętniącą życiem gospodarkę państwa – produkcję w fabrykach, uprawę na roli, biurokrację w ogrzewanych i oświetlanych prądem „szklanych domach” urzędów i korporacji.

Wszystko zsynchronizowane ze sobą i współdziałające z artystyczną wręcz dokłądnością i precyzją, pomimo, a raczej dzięki wszechobecności i zdawałoby się, nieuchronności chaosu i procesu entropii. Wszędzie biegający i goniący za króliczkiem ludzie – właśnie w tych fabrykach, na roli i w tych szklanych wieżowcach, potrzebujących prądu. Wszędzie chaos, hałas maszyn fabrycznych, warkot traktorów, dźwięki najróżniejszych silników i mechanizmów, dzwonki telefonów, drukarek, faksów i komputerów w korporacjach i urzędach. W nocy również hałas skocznej, pop-kulturowej muzyki, migający blask dyskotekowych laserów, słowem: jedna wielka gonitwa, szarpanina i szamotanina życiowa, naznaczona pędem, hałasem, krzykiem i emocjonalnym fajerwerkiem..

A Ty pośrodku tego, obserwujący to wszystko ze spokojem i wyciszeniem, już nie z perspektywy pojedynczego atomu w reaktorze, ale z perspektywy całościowej, holistycznej, globalnej. Pomimo tej całej niesprawiedliwości, nieświadomości, ignorancji, ludzkiej niewiedzy, opieraniu życia przez społeczeństwo wyłącznie na złudnych, kolorowych emocjach – wszystko jest na swoim miejscu. Wszystko jest dokładnie tak jak być powinno, wszystko toczy się podług odwiecznego, boskiego planu. Ważny jest przecież boski dystans i spojrzenie z boku na to wszystko, na to całe globalne szaleństwo, czyż nie?

Ważne, byśmy umieli choć na chwilę zatrzymać ten szaleńczy pęd nie wiadomo już za czym, i rozejrzeć się wokół. Tyle cudów nam umyka każdego dnia. Wschód słońca, słodka kawa z miodem, własnoręcznie upieczony chleb, uśmiech człowieka, radość z popołudniowej tęczy po burzy, cisza o zmroku. Jesteśmy ciągle nauczeni czekania na rzeczy wielkie, że nie dostrzegamy tych drobnych, nie mniej ważnych, z których w większości składa się świat.

Porównaj teraz to, co napisałem powyżej, do nas, ludzi, i naszej roli w byciu częścią Kreatora Wszechświata, który dzięki nam, doświadcza piękna stworzenia. Wszak to my, mając w sobie boską cząstkę, jesteśmy nieskończenie małą częścią nieskończenie ogromnego stworzenia, Universum. Którego główną siłą napędową, jak wiemy, jest proces ciągłej zmiany, kreacji, który można porównać do produkcji prądu w reaktorze atomowym. W końcu to nie tylko my mamy doświadczać zarówno piękna, jak i tragedii odwiecznego procesu kreacji (ten emocjonalny roller coaster, o którym pisałem). Ale to sam Stwórca, Wielki Architekt, Kreator Światów – doświadcza piękna stworzenia poprzez nas samych. Od zawsze jesteśmy częścią nie tylko naszego kraju – Ojczyzny – ale częścią wielkiej globalnej, a następnie – kosmicznej – wspólnoty, jedności, całości. Wszyscy jesteśmy złączeni – w jednym wielkim kręgu życia.

Autor artykułu: Jarek Kefir
Autor załączonej w artykule muzyki: Nikos Charalambous

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.