Tag: nowotwór

USA: Spektakularne fiasko 40-letniego programu poszukiwania leku na raka. A jest on na wyciągnięcie ręki – przekonaj się!

Sposoby leczenia raka (nowotworu)

Rząd Stanów Zjednoczonych przyznał się do fiaska czterdziestoletniego programu badań nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Program kosztował amerykańskich podatników 200 miliardów dolarów, a jedynym sukcesem jest 1,5 miliona publikacji, które posłużyły autorom do zdobycia tytułów naukowych, popularności w środkach masowego przekazu i zwiększenia dotacji państwowych na dalsze badania nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Czyli że jest jak było – dotacje, badania i sensacyjne doniesienia o kolejnych sukcesach medycyny w trudnej walce z rakiem.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obecnie na raka umiera 7,6 milionów ludzi rocznie, z czego 90 tysięcy w Polsce. Specjaliści nie dają żadnych złudzeń i twierdzą wprost, że z każdym rokiem sytuacja będzie się wciąż pogarszać.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż wynalezienie lekarstwa na raka jest niemożliwe, z tej prostej przyczyny, że takiej choroby nie ma. Rak to nie jakiś patogen, którym można się zarazić. Nie przenosi się z gospodarza na gospodarza w imperatywie utrzymania gatunku, gdyż taki gatunek po prostu nie istnieje. W pewnym sensie rak jest podobny do pasożyta, gdyż żyje kosztem gospodarza, ale wraz z jego śmiercią zawsze ginie „bezpotomnie”.

Rak to jest nowy twór – nowotwór; coś absolutnie nowego, czego nigdy przedtem nie było. A z czego on powstał, z niczego? Otóż rak, jako nowotwór, powstaje z czegoś tak niepowtarzalnego jak kod genetyczny – struktura tak samo niepowtarzalna, jak odciski linii papilarnych.

W medycynie sądowej ów kod genetyczny jest wykorzystywany do identyfikacji ludzi. Jest to o wiele dokładniejszy sposób od daktyloskopii, w której potrzebny jest duży ślad, jakim jest odbicie linii papilarnych. Tymczasem do identyfikacji na podstawie kodu genetycznego wystarczy mikroślad – niewielki fragment tkanki, a nawet trochę śliny, użytej do polizania znaczka pocztowego – by ponad wszelką wątpliwość ustalić, kto ów ślad pozostawił.

I właśnie z czegoś tak unikalnego, w wyniku szeregu zupełnie przypadkowych zmian, zwanych mutacjami, powstaje rak. W tej sytuacji poszukiwanie leku skutecznego w leczeniu nowotworów jest tak samo niedorzeczne, jak próby skonstruowania perpetuum mobile albo stworzenia kamienia filozoficznego. Dlaczego więc się to robi? Przede wszystkim dlatego, że są olbrzymie pieniądze na badania, no i są badacze, więc będą badać i poszukiwać dopóty, dopóki im się to opłaci. By nie wyszła na jaw bezsensowność tych badań, będą co jakiś czas ogłaszać, że są już o krok od odkrycia leku skutecznego w leczeniu raka. Tym sposobem sami zdobędą potrzebny im rozgłos, zaś zwykłemu śmiertelnikowi wpoją przekonanie, że postęp w medycynie już niebawem opanuje tę straszną chorobę, więc może spać spokojnie, bo gdyby na niego trafiło, to do tego czasu lekarstwo na raka z pewnością będzie już gotowe.

Dopiero w zderzeniu z rzeczywistością przekona się, że nic takiego nie istnieje, gdyż cały postęp w onkologii to najwyżej cieńsza igła do wykonania biopsji, reszta zaś po staremu – operacja, a na dokładkę barbarzyńska radio- i/lub chemioterapia.

Po co się to robi, skoro te metody nie przynoszą żadnych korzyści? Owszem, przynoszą – przecież co jakiś czas słyszymy, jakie to koszty pociąga za sobą leczenie raka. Ale jest druga strona tego medalu – przemysł onkologiczny, który te olbrzymie nakłady pochłania. Więc robią to, co robią – operują, poddają chorych działaniu promieniowania przenikliwego, wlewają silną chemiczną truciznę, narażając chorego na straszne cierpienia, co rzekomo ma przedłużyć życie o kilka miesięcy, albo nawet lat, choć nie ma żadnych dowodów, że bez tych zabiegów chory nie przeżyłby tyle samo, ale bez tych strasznych cierpień.

Chory ma też wybór – medycynę naturalną, której metody nie są tak barbarzyńskie, jak metody przemysłu onkologicznego, ale co to za wybór… między leczeniem a leczeniem? Nam chodzi o alternatywę dla raka, a więc zdrowie, bo zdrowy organizm, mający sprawny system odpornościowy, na raka nie zachoruje. Żeby to zrozumieć, a nie tylko uwierzyć, prześledźmy krok po kroku proces, którego finałem jest totalna katastrofa zatrutego organizmu – rak.

Podział komórek

Rośniemy dzięki temu, że komórki naszego organizmu rozmnażają się. Rozmnażanie to odbywa się przez podział, czyli jedna komórka dzieli się na dwie mniejsze, które dorastają i stają się replikami; dokładnymi kopiami tej, z której powstały. W ten sposób przybywa nam masy ciała – rośniemy.

Gdy dorośniemy, wówczas proces rozmnażania się komórek także nie ustaje, ponieważ ciągle kolejne komórki naszego organizmu albo starzeją się i umierają (zjawisko to zwie się apoptozą), albo ulegają rozmaitym uszkodzeniom i giną. W tej sytuacji sąsiadująca komórka musi podzielić się, by uzupełnić powstałą lukę. Proces wymiany komórek nazywa się regeneracją i trwa nieprzerwanie przez całe życie, a jego istotą jest wymiana zestarzałych bądź uszkodzonych komórek na nowe.

Za samoreplikację komórek odpowiedzialny jest kod genetyczny DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy), czyli zawarty w jądrze komórki, zbudowany z mikro- i makroelementów łańcuch wiązań chemicznych, zawierający informacje, na podstawie których komórki prowadzą procesy metaboliczne, dzielą się, różnicują i tworzą złożony organizm.

DNA przypomina skręconą spiralnie drabinkę. Gdyby ją rozprostować, to zobaczymy drabinkę z równoległymi poręczami i szczebelkami. Ponieważ wiązania chemiczne w środku szczebelków są najsłabsze, to w trakcie podziału szczebelki zostają rozerwane właśnie w tych miejscach. Wtedy każda z rozerwanych połówek drabinki przypomina grzebień i posiada tylko połowę informacji genetycznej, ale to w zupełności wystarczy do odbudowy reszty drabinki i tym samym przekazania pełnej informacji każdej z nowo powstałych po podziale komórek.

Niezwykle istotnym czynnikiem, mającym wpływ na prawidłowy przebieg podziału komórek, jest ciągła obecność wystarczającej ilości witamin, które tym procesem sterują.

Drugim decydującym czynnikiem, wpływającym na jakość powstających w procesie regeneracji komórek, jest systematyczna podaż dostatecznej ilości substancji mineralnych, zwanych mikro- i makroelementami, z których łańcuch DNA jest zbudowany. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że proces regeneracji trwa nieprzerwanie (choć niezauważalnie) i jeśli w którymś momencie zabraknie odpowiedniego budulca, to powstają komórki niepełnowartościowe; wadliwe, które szybko staną się pożywką dla pasożytów, głównie oportunistycznego grzyba Candida albicans, co zapoczątkuje powstanie omawianych nieco dalej w tym rozdziale przewlekłych stanów zapalnych.

Mutacje komórek w nowotwór

Wróćmy do kodu DNA. Otóż zdarza się, że – na skutek braku tylko jednej witaminy czy jednego mikro- lub makroelementu – struktura DNA nie zostanie w pełni odbudowana. Powodem owego braku może być na przykład żywność mało urozmaicona albo złożona z produktów oczyszczonych, albo – ostatnio coraz częściej – zakłócenia wchłaniania, będące przyczyną niedoboru substancji odżywczych, także w przypadku, gdy nasze pożywienie zawiera odpowiednią ilość tych substancji.

Struktura DNA może ulec uszkodzeniu również w dojrzałej komórce, wskutek działania czynników kancerogennych, tj. uszkadzających łańcuch DNA, czyli rakotwórczych. Najczęstszymi przyczynami uszkodzeń struktury DNA są toksyny, głównie wolne rodniki, promieniowanie przenikliwe, a także uszkodzenia mechaniczne i termiczne. Specjaliści do zewnętrznych czynników kancerogennych zaliczają także fale elektromagnetyczne, emitowane przez domowy i osobisty sprzęt elektryczny, głównie mikrofalówki i telefony komórkowe.

Komórka z nie w pełni odbudowanym lub uszkodzonym DNA różni się w zasadzie tylko nieznacznie (łagodnie) od pozostałych komórek. Jednak nawet najmniejsza różnica sprawia, że nie może ona stanowić, wraz z pozostałymi komórkami, jednolitej tkanki. Staje się więc ciałem obcym (antygenem z obcym dla organizmu kodem genetycznym), a ponieważ powstała w organizmie jako coś nowego, to jest nowym tworem – nowotworem.

Takie uszkodzenie (przeobrażenie) komórki nazywamy mutacją, a powstałe w wyniku mutacji komórki – mutantami.

Walka z mutantami nowotworowymi

Mutacje ani nie są niczym wyjątkowym, ani rzadkim. Każdej doby w organizmie człowieka zdarza się około tysiąca takich incydentów. Nowo powstała (nowotworowa) komórka jest dla systemu odpornościowego ciałem obcym, z obcą informacją genetyczną (antygenem), więc należy ją unieszkodliwić. Jednak najpierw trzeba tę zmutowaną komórkę odnaleźć, wśród miliardów innych komórek.

W wyszukiwaniu antygenów specjalizują się przeciwciała, czyli krążące bez przerwy we krwi, niczym patrole, cząsteczki systemu odpornościowego. Są one bardzo małe i potrafią dotrzeć wszędzie, do każdego zakamarka naszego ciała. Gdy napotkają komórkę z obcym genem (antygen), przyklejają się do jej ścianki i zaczynają wysyłać specjalne chemiczne sygnały. Na ich podstawie organizm wytwarza specjalną odmianę białych krwinek (leukocytów), którymi są duże komórki żerne – limfocyty. To ich zadaniem jest odnalezienie i zniszczenie (pożarcie) właśnie tych oznaczonych antygenów – żadnych innych, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z agresją systemu odpornościowego, skierowaną przeciwko komórkom własnego organizmu, czyli autoagresją.

Ale gdy w organizmie istnieją ogniska zapalne, takie jak wrzody, nadżerki, torbiele, polipy, ropnie i inne chroniczne zmiany chorobowe (nie bez przyczyny zwane stanami przedrakowymi), wówczas panujące tam warunki (wysoka temperatura oraz chaos spowodowany obecnością wirusów, bakterii i pasożytów) utrudniają, a czasami wręcz po prostu uniemożliwiają limfocytom wykonanie powierzonego im zadania – odnalezienia konkretnej komórki i zniszczenia jej.

System odpornościowy posiada jeszcze wariant B. Są to duże komórki systemu odpornościowego NK (od angielskiego natural killers – naturalni zabójcy), które posiadają zdolność samodzielnego rozpoznawania i pożerania każdej uszkodzonej komórki, by jej miejsce zajęła komórka zdrowa, i tym samym proces regeneracji mógł przebiegać bez zakłóceń. Szkopuł w tym, że w otoczeniu ogniska zapalnego są miliony uszkodzonych (chorobowo zmienionych) komórek, a więc wszystkie one powinny zostać zniszczone, by umożliwić regenerację tego fragmentu tkanki.

Wytworzenie torebki guza nowotworowego

Komórki NK mają dużą samodzielność, a więc zdolność dokonywania wyboru co do obiektu ataku. W praktyce znaczy to, że pożerają każdą napotkaną na swojej drodze uszkodzoną w jakiś sposób komórkę – niekoniecznie nowotworową. Toteż, znalazłszy się w pobliżu ogniska zapalnego, komórki NK pożerają pierwszą napotkaną, a więc pierwszą z brzegu komórkę, która uległa uszkodzeniu na skutek istnienia stanu zapalnego. Im więcej tych komórek pożrą, tym stają się większe (pęcznieją), aż w końcu tracą zdolność poruszania się i zostają uwięzione na obrębie ogniska zapalnego.

Osiadłszy na obrzeżach miejscowego stanu zapalnego, komórki NK łączą się z innymi, sąsiednimi komórkami NK, które spotkał taki sam los. W ten sposób zostaje stworzona jednolita, stosunkowo mocna powłoka, która szczelnie otacza ognisko zapalne – niczym torebka. Dlatego najczęściej używa się określenia, że guz się otorbił, co ma oznaczać, że jest niegroźny. Chwilowo…

Podwójna rola torebki guza

Organizm – zabezpieczając się w ten sposób przed ekspansją guza, który potencjalnie może zawierać komórki nowotworowe – nieopatrznie daje tym komórkom schronienie.

Podobny sposób postępowania, tj. otorbianie, organizm stosuje w wypadku innych chronicznych zmian zapalnych, dając tym sposobem schronienie formom przetrwalnikowym wielu rodzajów drobnoustrojów (bakterii, wirusów, grzybów czy pleśni), więc nie powinno dziwić, że w guzach nowotworowych wykrywa się bakterie, wirusy, grzyby czy pleśnie. Dziwić może jedynie to, że niektórzy wyciągają proste, a nawet prostackie wnioski – jedni, że przyczyną raka są wirusy, inni że pleśnie, jeszcze inni, że grzyby. Są też głosy oskarżające bakterie o działanie rakotwórcze.

Przypadki uszkodzenia torebki guza nowotworowego

Z punktu widzenia organizmu, torebka guza to konstrukcja solidna na tyle, że powinna, przy sprawnie funkcjonującym systemie odpornościowym, uchronić go przed szkodliwymi czynnikami, które zostały w niej uwięzione. Rzeczywistość bywa jednak inna, gdyż torebka nie jest osłoną aż tak mocną, żeby sprostać rozmaitym urazom, na jakie bywa narażone nasze ciało, więc czasami wystarczy zwykłe zadrapanie, by cały trud organizmu poszedł na marne.

Istnieje również niebezpieczeństwo przypadkowego uszkodzenia torebki guza podczas każdej operacji

Są też przypadki zamierzonego uszkadzania torebki guza, które mają miejsce podczas dziwnego zabiegu, zwanego biopsją. Dlaczego dziwnego? Otóż wziąwszy pod uwagę fakt, że sam zabieg stwarza niebezpieczeństwo uwolnienia ewentualnych komórek nowotworowych i przedostania się ich do krwi i/lub limfy, co – zwłaszcza w wypadku osłabienia systemu odpornościowego – grozi powstaniem przerzutów. Gdyby chociaż było coś w zamian – lepsze samopoczucie, szansa na wyzdrowienie… Jednak niczego takiego nie ma, gdyż biopsja służy jedynie zaspokojeniu ciekawości lekarzy.

Nowotwór łagodny

Odgrodzona torebką komórka nowotworowa jest dobrze zabezpieczona przed zabójczym dla niej działaniem systemu odpornościowego, ale za to nie ma żadnych możliwości dalszej ekspansji. W ciągu kilku lat rozmnaża się zaledwie do kilku milionów komórek, co w skali organizmu jest tylko niewielkim ułamkiem procenta, zaś próby wyjścia komórek nowotworowych poza obręb torebki guza spotykają się z reakcją systemu odpornościowego. Toteż metoda utrzymywania w ryzach ogniska nowotworowego przez otorbienie zdaje egzamin dopóty, dopóki system odpornościowy jest w stanie prawidłowo pełnić swoje funkcje.

Ponieważ jego komórki narastają powoli (łagodnie), o takim nowotworze mówimy, że jest łagodny, czyli niegroźny. W dawniejszych latach takie guzy nie uzłośliwiały się prawie nigdy, bowiem do uzłośliwienia takiego ledwie zainicjowanego guza potrzeba aż kilkunastu (12 – 15) kolejnych mutacji, do których z kolei potrzebne są kancerogeny, czyli czynniki rakotwórcze. Jednak ze względu na fakt, że w dawniejszych latach owych czynników było znacznie, znacznie mniej, to mutacje zdarzały się sporadycznie – co kilka, kilkanaście, a nawet co kilkadziesiąt lat, więc ludzie najczęściej umierali z przyczyn naturalnych, albo jakichś innych przyczyn, nie zdając sobie sprawy, że przez sporą część życia nosili w sobie raka.

Nowotwór złośliwy

Obecnie możliwości mutacji komórek zwiększyły się wielokrotnie i końca tej tendencji nic nie zapowiada. Wręcz odwrotnie – lawinowo zwiększają się szanse przeistoczenia łagodnego guza w agresywnego, bardzo szybko rosnącego (złośliwego) raka.

Jako główne czynniki rakotwórcze wymieniane są:

  • Spaliny emitowane do atmosfery przez samochody, samoloty i kominy fabryczne, które przenikają do gleby, a stamtąd do uprawianych roślin. Z tego powodu rośliny uprawiane w przydomowych ogródkach też nie są wolne od toksyn.
  • Promieniowanie przenikliwe i jonizujące – promienie rentgena, pierwiastki promieniotwórcze emitowane w wyniku wybuchów bomb atomowych, przez elektrownie atomowe, a także zwiększone promieniowanie ultrafioletowe słońca.
  • Powszechne stosowanie środków ochrony roślin.
  • Wszechobecne w naszym otoczeniu tworzywa sztuczne.
  • Wolne rodniki, które powstają w organizmie oraz dostają się do niego ze środowiska z żywnością, powietrzem albo dymem papierosowym.
  • Terapie hormonalne, głównie sterydy stosowane w estrogenowej terapii zastępczej oraz doustne środki antykoncepcyjne.
  • Konserwanty i dodatki do żywności, które powodują zaburzenia jelitowe i w konsekwencji upośledzają wchłanianie.

W tych sprzyjających warunkach łagodne guzy uzłośliwiają się coraz łatwiej i częściej, ponieważ zostało przyspieszone tempo następowania po sobie kolejnych mutacji, których do uzłośliwienia łagodnego guza potrzeba, jak już wiemy, kilkanaście. Po każdej kolejnej mutacji komórki nowotworowe coraz bardziej różnią się od tej pierwotnej, zdrowej, z której powstały, a każda kolejna mutacja tworzy odrębną grupę podobnych sobie komórek. Wygląda to, jakby guz pączkował.

Wytworzenie zrębu

Pączkowanie komórek guza powoduje wyrwy w jego torebce, przez które wydostają się pojedyncze komórki nowotworowe, na co organizm odpowiada walką angażującą coraz większą ilość obrońców, którymi są krwinki białe – limfocyty i komórki NK. Żeby umożliwić zwiększonej liczbie białych krwinek dotarcie w otoczenie guza, organizm zwiększa ilość drobnych naczyń krwionośnych, tworząc tak zwany zrąb guza, przez co zwiększona liczba limfocytów i komórek NK, wciąż dyżurująca w pobliżu guza, zawczasu wychwytuje i unieszkodliwia oderwane od guza komórki nowotworowe. W ten sposób organizm zapobiega przerzutom nowotworu. Po wykonaniu zadania limfocyty i komórki NK trafiają do najbliższych węzłów chłonnych, powodując ich powiększenie.

Podwójna rola zrębu

Istnienie zrębu ma niewątpliwie dobre strony, ale ma też złe. Z jednej strony bowiem chroni on organizm przed przerzutami komórek nowotworowych, które zdołały przeniknąć przez uszkodzoną pączkowaniem torebkę guza, ale jednocześnie dostarcza uwięzionym w guzie komórkom nowotworowym substancji odżywczych i tlenu. Jak widać, organizm w tym wypadku działa w sposób niekonsekwentny – schizofrenicznie, gdyż z łatwością mógłby uporać się z guzem, odcinając mu po prostu dopływ życiodajnej krwi. Nierzadko zdarza się, że tak robi, i nawet o tym nie wiemy. Ot, poboli coś, nieraz bardzo, i samo przestanie. Niemało jest dobrze udokumentowanych przypadków samoistnego ustąpienia guza.

Nowotwór złośliwy

Następujące po sobie kolejne mutacje komórek nowotworowych charakteryzują się tym, że tkanka nowotworowa jest coraz mniej podobna do tkanki macierzystej, czyli tej, z której powstała pierwsza zmutowana komórka i cały ten proces zainicjowała. Jednocześnie każda następująca po sobie mutacja tworzy komórki coraz bardziej zdolne do jednego – szybkiego rozmnażania się, czego objawem jest coraz szybsze powiększanie się guza.

Co ciekawe, wyłamane spod kontroli organizmu komórki nowotworowe są nieśmiertelne, w tym sensie, że nie umierają ze starości. Dojrzała komórka, jeśli tylko ma dostateczną ilość substancji odżywczych, dzieli się na dwie mniejsze, a te dojrzewają i też dzielą się na dwie mniejsze. W tej sytuacji żadnych komórek w tkance guza nie trzeba zastępować innymi – regenerować. Dlatego każdy podział komórek powoduje zwiększenie masy guza – bez ubytków.

W tym stadium uzłośliwienia nowotworu musi nastąpić rozerwanie torebki, a wówczas guz, pozbawiony dotychczasowego jarzma, zaczyna się jakby rozlewać – nacieka.

Nacieki

Komórki nowotworowe szybko rosnącego guza potrzebują coraz więcej substancji odżywczych, czego nie mogą im zapewnić naczynia krwionośne zrębu. Potrzebne jest im więc osłabienie systemu odpornościowego, a wtedy, pozbawione ograniczeń, jakie nakładała na nie torebka guza, komórki nowotworowe zaczynają pobierać potrzebne do rozwoju substancje ze zdrowych komórek organizmu, niszcząc je.

Nacieki tkankowe

Najczęściej łupem komórek nowotworowych na etapie naciekania guza stają się komórki tkanki macierzystej, co prowadzi do ubytków tej tkanki, aż do całkowitego zaniku. I chociaż wyraźne pogrubienie sugerowałoby przerost tej tkanki, to może się okazać, że tkanki już nie ma – tylko guz. W tej sytuacji usunięcie guza równa się usunięciu całej tkanki. Z tego względu w chirurgii onkologicznej często stosuje się rozmaite protezy, zastępujące część tkanki, a nierzadko także całe tkanki.

Naciekanie nowotworu jedynie w obrębie tkanki macierzystej świadczy o tym, że nie jest on zdolny do pokonania bariery tkankowej, a więc może odżywiać się komórkami tylko jednej tkanki. Daje to stosunkowo dobre rokowania po chirurgicznym usunięciu guza, gdyż możliwości rozwoju ewentualnych przerzutów są ograniczone do tkanki jednego rodzaju.

Nacieki międzytkankowe

Ostatecznym etapem rozwoju komórek nowotworowych jest pokonanie bariery tkankowej, kiedy to guz potrafi pobierać substancje odżywcze z tkanek innych niż tkanka macierzysta. Wówczas nacieka na sąsiadujące tkanki, tworząc w nich głębokie ubytki.

Nowotwory, które pokonały barierę tkankową, są najgroźniejsze, ponieważ ich komórki mają największe szanse na znalezienie sprzyjających warunków w różnych narządach i tkankach, w wypadku przerzutów.

Przerzuty

Z pozbawionego torebki rozlewającego się guza nowotworowego wysypują się, jak z dziurawego worka, pojedyncze komórki nowotworowe i porwane nurtem krwi lub limfy docierają daleko od guza pierwotnego. W sprzyjających dla nich okolicznościach, w których najważniejszą rolę odgrywa osłabienie systemu odpornościowego, zagnieżdżają się w różnych tkankach i zaczynają mnożyć się, formując w ten sposób nowy guz nowotworowy, zwany przerzutem.

Przerzuty powstałe drogą naczyń limfatycznych w pierwszej kolejności tworzą się w węzłach chłonnych, zaś przerzuty utworzone w wyniku przeniesienia komórek nowotworowych przez krew najczęściej umiejscawiają się w płucach i wątrobie, chociaż mogą atakować praktycznie wszystkie narządy.

Podsumowanie etapów rozwoju guza nowotworowego

Jak widzimy, od stadium rozwoju nowotworu tak wiele zależy. Pytanie brzmi: w którym momencie nowotwór stał się niebezpieczny dla organizmu: – czy wtedy, gdy wystąpiły przerzuty? – czy może wtedy, gdy pękła torebka guza? – albo wówczas, gdy organizm wytworzył naczynia krwionośne zrębu, które zaopatrywały nowotwór w substancje odżywcze? – a może wcześniej, gdy wytworzyła się torebka, dając schronienie tej pierwotnej zmutowanej komórce, od której wszystko się rozpoczęło? – a może kilka lat wcześniej, gdy powstał chroniczny stan zapalny, który uniemożliwił systemowi odpornościowemu odnalezienie zmutowanej, jeszcze pojedynczej komórki?

Łatwiej zapobiegać niż leczyć

Rozwój choroby nowotworowej – od pojedynczej zmutowanej komórki do złośliwego guza – wskazuje wyraźnie, że jedynym sposobem wygrania z tą straszną chorobą jest nasze własne zdrowie, ponieważ w zdrowym organizmie systematyczne usuwanie zmutowanych komórek jest naturalną funkcją fizjologiczną systemu odpornościowego. Taka właśnie jest idea profilaktyki zdrowotnej, by zapobiegać chorobom, ale nie poprzez ich wykrycie i leczenie (jak opacznie tłumaczy ideę profilaktyki zdrowotnej medycyna), lecz poprzez utrwalenie prawidłowych wzorców życia (jak każe rozumieć profilaktykę zdrowotną jej prekursor – Hipokrates).

Mutacja jednej, tysięcy, czy nawet milionów komórek wcale nie oznacza raka. Jak już zostało powiedziane, każdej doby w organizmie każdego z nas zdarza się około tysiąca mutacji. Do tego, żeby zmutowana komórka przetrwała, rozmnożyła się do wielkości łagodnego guza, w którym będą zachodziły kolejne mutacje, aż dojdzie do stadium bardzo szybko rosnącego, złośliwego raka (i to wszystko z jednej komórki) – do tego pierwotna zmutowana komórka musi mieć stworzone odpowiednie warunki, by mogła ukryć się przed systemem odpornościowym. Najlepiej do tego celu nadają się miejscowe przewlekłe stany zapalne, zwane stanami przedrakowymi, czy inne, lekceważone bądź latami „leczone”, choroby.

Wyobraźmy sobie teraz rozlegle rany, na które nałożono grubą warstwę kału – gnijącego, pleśniejącego, fermentującego, zawierającego 500 gatunków drobnoustrojów. Prawda, że przerażająca wizja? A tak obecnie wyglądają rany-nadżerki w przewodzie pokarmowym człowieka z krajów rozwiniętych, zjadającego codziennie sporą ilość sztucznych substancji chemicznych – konserwantów i innych dodatków do żywności, uszkadzających delikatny nabłonek jelitowy.

I właśnie od tego wszystko się zaczyna – od uszkodzenia nabłonka jelitowego. Po pierwsze dlatego, że uszkodzenie owego nabłonka powoduje niedobór substancji odżywczych, szczególnie witamin i minerałów, spowodowany upośledzeniem ich wchłaniania, a niedobór owych substancji, głównie, przyczynia się do powstania wadliwych komórek. Po wtóre – w uszkodzonym nabłonku tworzą się nadżerki, przez które do organizmu wnikają drobnoustroje i toksyny, a to z kolei obciąża system odpornościowy do tego stopnia, że w końcu przestaje pełnić wyznaczone mu funkcje obronne. Tym sposobem sami stwarzamy warunki, by w naszym organizmie przetrwała (słaba na początku) zmutowana komórka, z której zrodzi się zdolny nas zabić nowy twór.

Przypadki zachorowania na raka są coraz częstsze, a rokowania coraz gorsze. Jak widać, istnieją nader istotne powody, żeby bać się raka. Z drugiej strony, samym strachem możemy wygenerować; wykrakać sobie chorobę. Pouczającym przykładem są przypadki, gdy komuś zmarł na raka któryś z rodziców, i ów ktoś dowiaduje się, że rak jest dziedziczny. Jak reaguje ów nieszczęśnik? Oczywiście, boi się raka, a stres związany z panicznym strachem osłabia system odpornościowy i w konsekwencji zwiększa ryzyko zachorowania na raka. W ten sposób tworzona jest pseudoteoria o dziedziczności raka, do której wystarczy „wynaleźć” jakiś gen, i już przemysł farmaceutyczny rusza pełną parą.

Jak leczyć nowotwory

Tutaj narzuca się pytanie: co mają począć osoby, które tę wiedzę posiadły zbyt późno, w związku z czym na nowotwór zdążyły już zachorować? Czy w takich przypadkach wystarczy dbać o zdrowie, by je odzyskać? Odpowiedź brzmi: nie. I nie może być inna, bowiem zawsze w chorobie postępujemy inaczej niż w zdrowiu, więc dlaczego nowotwór miałby stanowić wyjątek? Jednak podanie konkretnych rad jak leczyć nowotwory, na dodatek rad skutecznych, przekracza zarówno ramy tego artykułu, jak i praktyczną wiedzę autora. Wprawdzie w swojej praktyce niejednokrotnie spotykałem się z chorymi na nowotwory, ale w porównaniu z innymi chorymi, którym pomocy udzielałem, były to raczej incydenty, a tutaj niezbędna jest głęboka wiedza specjalistyczna.

Wiedza, którą do tej pory zdołałem posiąść, nie pozwala wprawdzie na opisanie konkretnej kuracji w leczeniu chorób nowotworowych, ale może ułatwić dokonanie trudnego wyboru spośród innych metod, zwłaszcza że jest ich bez liku.

Fundamentalną rolę w leczeniu chorób nowotworowych odgrywa dieta ograniczająca możliwości przyrostu masy guza. Najprościej byłoby ograniczyć wszystkie substancje odżywcze, ale wówczas osłabilibyśmy organizm i tym samym stracili szansę na samowyleczenie. W tej sytuacji pozostaje radykalne ograniczenie podaży jednej substancji, niezbędnej do budowy szybko rozmnażających się komórek rakowych, która przy okazji ma niewielki wpływ na ogólną kondycję organizmu. Tą substancją są kwasy nukleinowe (DNA i RNA). Ponieważ najbardziej zbliżone do ludzkich są kwasy nukleinowe komórek zwierzęcych, więc z pewnością kuracje oparte na dietach bezmięsnych są w chorobie nowotworowej jak najbardziej uzasadnione.

Niemniej jednak utrzymanie dobrej kondycji organizmu wymaga podaży dostatecznej ilości białek zwierzęcych, które można znaleźć w bezkomórkowych pokarmach pochodzenia zwierzęcego, a mianowicie w nabiale, czyli mleku i jego przetworach oraz w jajach. Te drugie zawierają nieliczne komórki zarodka, toteż niektórzy dietetycy zalecają usunięcie zarodków z jaj, przed ich spożyciem.

Istotną sprawą jest dostarczenie organizmowi witamin i minerałów zawartych w roślinach, które także zbudowane są z komórek, a więc zawierają kwasy nukleinowe. By uzyskać jak najwięcej dla organizmu, a jednocześnie tkance nowotworowej dostarczyć jak najmniej, pokarmy roślinne powinny być spożywane wyłącznie w postaci soków, najlepiej wyciskanych w specjalnych wyciskarkach.

Czasami już te zmiany wystarczą, by samonaprawcze siły organizmu spowodowały zatrzymanie wzrostu guza, a nawet dokonały jego unicestwienia. Najczęściej jednak kuracja wymaga dodatkowych działań zmierzających do usunięcia przyczyny choroby, którą jest, jak wiadomo, nadmiar toksyn. Te warunki doskonale spełnia metoda NIA (ang. Neutral Infection Absorption – absorpcja neutralnej infekcji), której twórcą jest amerykański fizyk dr Georg Ashkar. Ideą tej metody jest usunięcie z organizmu nadmiaru toksyn poprzez wyropienie dzięki celowemu wytworzeniu i utrzymywaniu rany.

Autor: Józef Słonecki

Źródło: http://portal.bioslone.pl/rak_czyli_nowotwor_zlosliwy

Polscy lekarze: „Nieprawidłowa dieta zwiększa o 50% ryzyko nowotworów” – mamy potwierdzenie!

Nieprawidłowa dieta nawet o 50 proc. może zwiększyć ryzyko niektórych nowotworów złośliwych

Cyt. „Nieprawidłowa dieta nawet o 50 proc. może zwiększyć ryzyko niektórych nowotworów złośliwych – przekonywali specjaliści podczas konferencji „Żywność, żywienie a nowotwory”, która w piątek, 25 października, rozpoczęła się w Warszawie.

Dyrektor warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia prof. Mirosław Jarosz powiedział, że co druga osoba, która zachorowała na takie nowotwory jak rak jelita grubego, żołądka i przełyku, mogłaby uniknąć tej choroby, gdyby odpowiednio wcześnie zmieniła swą dietę: – Niektóre choroby nowotworowe są ewidentnie związane ze stylem życia i sposobem odżywiania się. Na przykład alkohol zwiększa ryzyko raka jamy ustnej, gardła, krtani, przełyku i wątroby.

Pozytywnym przykładem jest rak żołądka, jeden z najgroźniejszych nowotworów złośliwych. W ostatnich 30 latach dwukrotnie zwiększyła się w Polsce zachorowalność na wszystkie typy nowotworów, ale spada zarówno liczba zachorowań, jak i zgonów z powodu raka żołądka (podobnie jest na całym świecie poza Japonią).

Powodem tego jest wzrost spożycia warzyw i owoców; w Polsce w ostatnich 20 latach zwiększyło się ono o 30-40 proc. Jednocześnie nieco zmniejszyła się konsumpcja soli, co również ma korzystny wpływ na zdrowie, zmniejsza ryzyko nadciśnienia tętniczego oraz raka żołądka. Nadwaga i otyłość zwiększają ryzyko raka jamy ustnej, krtani i przełyku, a także jelita grubego, trzustki oraz prostaty i piersi.

Podczas zaplanowanej na dwa dni konferencji przedstawiono listę produktów spożywczych, które zwiększają lub zmniejszają ryzyko poszczególnych nowotworów złośliwych.

 

Należy przede wszystkim zmniejszyć spożycie soli oraz mięsa czerwonego i wszelkiego mięsa przetworzonego (poddane wędzeniu, konserwowaniu oraz soleniu). Warto również unikać aflatoksyn – substancji rakotwórczych znajdujących się spleśniałych ziarnach zbóż, orzechów i nasionach roślin strączkowych. Wszystkie te produkty zwiększają ryzyko raka żołądka, wątroby, jelita grubego oraz jamy ustnej, krtani i przełyku.

Warto natomiast jeść jak najwięcej takich produktów jak warzywa cebulowate (cebula, czosnek), o małej zawartości skrobi (brokuły, sałata, papryka, cukinia i cykoria) oraz żywność zawierającą beta karoten (jaja, szpinak, dynia i morele). Korzystne są również produkty bogate w witaminę C (ziemniaki, czarna porzeczka) i zawierające likopen (pomidory, czerwone grejpfruty), a także żywność obfitująca w foliany (ciemnozielone warzywa, orzechy, awokado i banany). Wszystkie te warzywa i owoce chronią przed rakiem jelita grubego, żołądka, przełyku oraz trzustki, jamy ustnej, gardła i krtani.

Prof. Jan Lubiński z Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie zwrócił uwagę, że w zapobieganiu nowotworom ważne jest odpowiednie spożycie mikroelementów. Niektóre z nich powinny być spożywane w suplementach, gdyż w pożywieniu jest ich zbyt mało.

Specjalista jako przykład podał selen. Powołał się na badania, z których wynika, że zbyt niski poziom tego mikroelementu w organizmie może nawet dziesięciokrotnie zwiększać ryzyko raka jelita grubego”

Źródło: Komunikat prasowy PAP

Szokujący raport na temat raka piersi. „Stawiamy fałszywe diagnozy”

Nowy raport wykonany na zlecenie National Cancer Institute burzy mity, że nasza 40-letnia „wojna z rakiem” była prowadzona przeciwko niepoznanemu „wrogowi”, jaki w wielu wypadkach nie stanowił w ogóle żadnego zagrożenia dla zdrowia ludzkiego.

Od dawna wielu lekarzy wzywa do całkowitego przekwalifikowania niektórych rodzajów „raka piersi”, jak zmian łagodnych, np. ductal carcinoma in situ (DCIS), jak również wskazuje wielokrotnie, że rentgenowskie prześwietlenia piersi nie tylko są bardzo rakotwórcze, ale także powodują epidemię „nad-diagnozy ” oraz „uporczywego leczenia” amerykańskich kobiet, w sumie ok. 1,3 mln przypadków w ciągu ostatnich 30 lat.

Na zlecenie National Cancer Institute opracowano raport zespołu opublikowany w JAMA, który potwierdził, że my wszyscy – opinia publiczna i profesjonaliści – powinniśmy przestać nazywać zmiany niskiego ryzyka, jak DCIS czy prostatic intraepithelial neoplasia (HGPIN), „rakiem”.

http://jama.jamanetwork.com/article.aspx?articleid=1722196

Istnieją daleko idące implikacje tego zalecenia, w tym:

Milionom kobiet w tym kraju zdiagnozowano DCIS, a milionom mężczyzn HGPIN, a następnie źle ich leczono. Czy oni teraz mogą być z mocą wsteczną sklasyfikowani jako „ofiary” jatrogenezy, czy będą mieć środki prawne w celu ubiegania się o odszkodowanie?

Każdy zaangażowany w badania przesiewowe powinien na nowo przemyśleć i rozważyć zarówno ryzyko, jak korzyści wynikające z takiej „prewencyjnej” strategii, biorąc pod uwagę, że prawdopodobieństwo postawienia diagnozy na skutek fałszywego alarmu od ponad 10 lat już teraz wynosi ponad 50% u kobiet poddawanych corocznym prześwietleniom.

Rozwijający się przystrojony w różowe wstążki przemysł „Breast Cancer Awareness” będzie zmuszony do przeformułowania swej retoryki, ponieważ jest już teoretycznie winny „nad-diagnozom” oraz „uporczywemu leczeniu” milionom amerykańskich kobiet przez propagowanie całkowicie fałszywej koncepcji „raka”.

Jak zawiadamia Medscape:

Praktyka onkologiczna w Stanach Zjednoczonych wymaga wielu reform i inicjatyw w celu złagodzenia problemu stawiania nad-diagnozy i uporczywego leczenia raka, według grupy roboczej National Cancer Institute.

Co może być najbardziej dramatyczne, mianowicie grupa mówi, że wiele zmian przednowotworowych, w tym ductal carcinoma in situ oraz high-grade prostatic intraepithelial neoplasia, w ogóle nie powinno być nazywane „rakiem”.

Zamiast tego, zmiany te powinny być oznaczone czymś bardziej odpowiednim, jak zmiany leniwe pochodzenia nabłonkowego (IDLE). Raport opublikowano online 29 lipca.

Zasadniczo stawianie nad-diagnozy wynika z faktu, że wykryty podczas prześwietlenia „rak” rozwija się nieproporcjonalnie wolniej, nie ma wcale lub niewiele objawów, i nigdy nie rozwija się do postaci, jaka może szkodzić, gdy jest nierozpoznana i nieleczona.

rak piersi

Jak widać na wykresie powyżej, szybko rosnąca liczba guzów będzie coraz trudniejsza do „wczesnego wykrycia” i będzie się rozwijać na tyle szybko, aby spowodować objawy, a być może nawet śmierć, jeśli nie będą leczone agresywnie. Ale nawet w przypadku znajdowania guza na tyle wcześnie, że można go poddać chirurgii, chemioterapii i/lub radioterapii, dobrze wiadomo, że mniejszość nowotworowych komórek macierzystych w obrębie tych guzów tylko się wzmocni, a w związku z tym stanie się bardziej złośliwa i odporna na konwencjonalne leczenie. Na przykład, odkryto ostatnio przez naukowców z UCLA Jonnsson Comprehensive Cancer Center, że długość fali promieniowania podczas radioterapii dokonuje przekształcenia komórek raka piersi w bardziej złośliwy nowotwór, i wykazują one 30 razy wyższą złośliwość po terapii.

http://www.greenmedinfo.com/blog/study-radiation-therapy-can-make-cancers-30x-more-malignant

Oznacza to, że nie tylko miliony wykrytych nieprawidłowości nie jest żadnym „rakiem”, to po pierwsze, ale nawet te, które można uznać za szybko rozwijające się zmiany często zmieniają się w jeszcze bardziej złośliwe odmiany wskutek konwencjonalnej chemioterapii, napromieniowania i standardowej chirurgii.

Cały nasz pogląd na świat raka musi ulec przekształceniu z widzenia go jako wroga, który „atakuje” nas, a my musimy toczyć z nim wojnę, w coś, co potrafi robić nasz własny organizm, prawdopodobnie dobrze przystosowany do przetrwania w warunkach coraz bardziej nieprzyjaznych, pozbawionych składników odżywczych, w środowisku rakotwórczym i nasyconym różnymi formami promieniowania.

Kiedy patrzymy na raka przez optykę strachu i widzimy go jako zasadniczo chaos, napędzany przez masy rozwijających się komórek, jesteśmy skłonni do irracjonalnych wyborów. Stan fizjologiczny lęku sam w sobie prowadzi do aktywacji białka oporności wielolekowej w komórkach nowotworowych, co wyjaśnia, jak bardzo nasze postrzeganie raka może wpływać na stan fizjologiczny i jego przekształcanie się w organizmie.

Panel raportu NCI zaopiniował:

Słowo „rak” często wywołuje widmo procesu nieuchronnie śmiertelnego, jednak nowotwory są niejednorodne i mogą przebiegać różnymi ścieżkami, nie wszystkie z nich to przerzuty i śmierć, ale również łagodne formy chorób, jakie nie powodują żadnej krzywdy.

Więcej szczegółów na ten temat w filmie poniżej, gdzie omawiane jest zagadnienie „Wzrostu Biomedycyny” oraz kwestia etykiety Big Pharmy „Cancer Malignancy Meme”. Szczególny nacisk kładzie się tu na połączenie ciała i umysłu, a także problemowi nad-diagnozy raka piersi w szczególności.

Musimy pamiętać, że proponowana zmiana definicji raka nie jest małą sprawą akademicką, ale będzie mieć wpływ na życie milionów kobiet. Co roku około 60.000 kobiet w tym kraju ma rozpoznane DCIS, diagnozę tak traumatyczną, że prowadzi do stanu psychiatrycznej depresji przez okres 3 lat, nawet jeśli okaże się, że diagnoza była „fałszywie dodatnia”. Dla milionów mniej szczęśliwych w ciągu ostatnich 30 lat, którym powiedziano, że miały „nowotwór” i musiały poddać się lumpektomii, naświetlaniu, chemioterapii lub mastektomii, rekomendacja panelu NCI jest trudną do przełknięcia pigułką po szkodzie, jaką im już nieodwracalnie wyrządzono.

Więc, jakie jest rozwiązanie? Istnieje coraz większy ruch w kierunku wykorzystania termografii jako podstawowego narzędzia diagnostycznego, ponieważ nie wykorzystuje ona promieniowania jonizującego, a może wykryć podstawowe procesy fizjologiczne, które mogą wskazywać na zapalenie, angiogenezę, zmiany metaboliczne specyficzne dla raka, itp., i to na wiele lat zanim zwapnieniowa zmiana zostanie wykryta podczas mammografii. Ponadto, podstawą każdej prawdziwej strategii prewencyjnej przeciw rakowi jest dieta, odżywianie, ćwiczenia i unikanie wystawiania się na promieniowanie czy oddziaływanie środków chemicznych – a te rzeczy możemy próbować robić w naszym codziennym życiu, aby odzyskać kontrolę i odpowiedzialność za nasze zdrowie.

źródło: http://www.greenmedinfo.com/blog/millions-wrongly-treated-cancer-national-cancer-institute-panel-confirms?page=2

przygotował: stophasbara

Świat bez raka: czy to możliwe?

Czy możliwy jest świat bez nowotworów?

Amigdalina (z łac. amygdalum – migdał, z gr. αμυγδάλη – migdał) – organiczny związek chemiczny z grupy glikozydów (nitrylozyd), występuje w wielu roślinach, a najwięcej go zawierają:

NASIONA, PESTKI: morele, brzoskwinie, nektarynki, jabłka, wiśnie, śliwki, gruszki

ORZECHY: gorzkie migdały, orzechy nerkowca, orzeszki makadamii

JAGODY: prawie wszystkie dziko rosnące jagody, takie jak jeżyny, aronia, żurawina, czarny bez, również malina, truskawka

ZIARNA ZBÓŻ: jęczmień, owies, pszenica, gryka, proso, żyto, brązowy ryż

INNE NASIONA: len, sezam, bob, wyka, soczewica, burma (Neyraudia reynaudiana), fasola, fasola mung, lima

RÓŻNE: kiełki bambusa, ziele fuksji, dzika hortensja, cis (igły), szałwia (zwłaszcza salvia hispanica i salvia columbariae )

W organizmie rozkłada się pod wpływem jednego enzymu na glukozę, aldehyd benzoesowy i cyjanowodór. Amigdalinę po raz pierwszy wyodrębniono z gorzkich migdałów na początku XIX w. W niektórych źródłach określana jest jako witamina B17, nie jest jednak powszechnie klasyfikowana jako witamina.

HISTORYCZNE POCZĄTKI – ODKRYCIE

W ocalałych zapiskach pozostałych po dawnych cywilizacjach (Egipt czasu faraonów lub Chiny z okresu ok. 2500 lat p.n.e.) wspomina się o leczeniu przy pomocy substancji pochodzących z gorzkich migdałów. Egipskie papirusy sprzed 5000 lat wspominają o stosowaniu „aqua amigdalorum” do leczenia niektórych objawów raka skóry. Jednakże systematyczne badania tego związku rozpoczęto dopiero w pierwszej połowie XIX wieku.

W 1802 roku chemik René Bohn odkrył , że w trakcie destylacji wodnego ekstraktu z gorzkich migdałów uwalnia się kwas pruski (cyjanowodór). Wkrótce zainteresowało się tym wielu badaczy – po raz pierwszy dwaj z nich, Robiquet i Boutron, wyizolowali białą krystaliczną substancję , którą nazwali amigdaliną od łacińskiego słowa amygdala – migdał.

Leczenie raka amygdaliną nie jest novum. Amigdalina jako lek (wraz z dawkami) została opisana przez dra Fr. Oesterlena w „Handbuch der Heilmittellehre” w 1861 r., sporo miejsca poświęcono jej w „Hagers Handbuch der Pharmazeutischen Praxis” w 1938 r. Najwcześniejsze przypadki takiej terapii opisano w roku 1845 w Gazette Medical de Paris [Paryskiej Gazecie Medycznej]. Młodej kobiecie chorej na raka podano w ciągu kilku miesięcy roku 1842 łącznie 46 000 miligramów amygdaliny i, jak donosi to czasopismo, nadal żyła w 1845. Innej kobiecie z rozległymi przerzutami podawano amygdalinę już w 1834 roku i 11 lat później, w czasie publikacji artykułu, nadal żyła.

[wg Terapia Metaboliczna Witaminą B17, str. 11, wyd. Oficyna Wydawnicza 3.49, Poznań 2010]

JAK BYŁO POTEM

W początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku zrobiło się o amigdalinie głośno za sprawą Ernsta T. Krebsa jr., który w oparciu Trofoblastyczną Teorię Raka*,  promował metodę leczenia raka amigdaliną. Nazwał ją witaminą B17, twierdząc, że jej brak w żywności powoduje zachorowania na raka.

  • Opracowaną przez embriologa Uniwersytetu w Edynburgu, prof. Johna Bearda w roku 1902, w której twierdził, że komórki raka są identyczne z komórkami występującymi we wczesnych stadiach ciąży ludzkiej, zwane trofoblastami. (Nota bene potwierdziły to badania amerykańskie z 2008 r.)

ZAMIESZANIE I KONTROWERSJE

Ponieważ leczenie raka amigdaliną było skuteczne, przemysł farmaceutyczny (jako, że nie mógł jej opatentować, ponieważ była ekstraktem z naturalnych roślin), wraz z oficjalnymi agencjami rządowymi zaczął z nią walczyć wszelkimi, uczciwymi i nieuczciwymi  metodami.

Niewątpliwie wytworzenia czarnego PR’u przyczynił się kłamliwy Raport Kalifornijski  podważający jej działanie  (opublikowany w 1953 r.), który był zaledwie omówieniem celowo dobranych, dyskredytujących badań, pomijając badania z których wynikało coś wręcz przeciwnego.

Więcej szczegółów na ten temat historii witaminy B17 można znaleźć w książce G. Edwarda Gryffina Świat bez raka, oraz jego prezentacjach na YouTube z polskim tłumaczeniem.

Zastosowania

  1.  Zastosowano ją w przemyśle do konserwacji mięsa.
  2.  Stosuje się w laboratoriach badawczych jako odczynnik.
  3.  Znalazła też szerokie zastosowanie w terapiach stosowanych przy leczeniu nowotworów.

W amerykańskiej National Library of Medicine, 2011 MeSH, znajdujemy taki zapis:
Pharm Action: Antineoplatic Agent, Phytogenic, co znaczy ni mniej, ni więcej: „czynnik przeciwnowotworowy pochodzenia roślinnego”.

Do leczenia raka amigdalina była stosowana w klinikach na całym świecie ze znakomitymi rezultatami. Dość powiedzieć, że stosuje się ją w Niemczech, gdzie jest dostępna w aptekach z przepisu lekarza. Terapię metaboliczną, opartą na doświadczeniach lekarzy przedstawia książka wydana w Polsce w 2010 (z późniejszymi uzupełnieniami) pt. Terapia Metaboliczna Witaminą B17.

Znaleźć tam można opis procedur i składników oraz zestaw odpowiedzi na częste pytania nurtujące chcących ją zastosować.

Poniżej prezentujemy kilka przypadków terapii amigdaliną. Zaczerpnęliśmy je z książki G.E. Gryffina „Świat bez raka”

David Edmunds z Pinole w Kalifornii przeszedł zabieg usunięcia raka okrężnicy w czerwcu 1971 roku, który przerzucił się na pęcherz. Kiedy chirurg otworzył ciało pana Edmundsa, stwierdził że przerzutów jest tak wiele, iż usunięcie ich wydawało się niemożliwe. Z niedrożnością okrężnicy poradzono sobie odcinając jelito i wyprowadzając je przez otwór w brzuchu — to procedura znana jako kolostomia. Po pięciu miesiącach rak nasilił się. Pan Edmunds usłyszał, że ma przed sobą zaledwie kilka miesięcy życia.

Pani Edmunds, pielęgniarka dyplomowana, dowiedziała się o letrilu i postanowiła go wypróbować. Pół roku później Edmunds zaskoczył swoich lekarzy — zamiast leżeć na marach czuł się na tyle dobrze, by cieszyć się nieomal normalnym życiem.

Przy badaniu cystoskopowym pęcherza okazało się, że rak zniknął. Edmunds uparł się, by przyjęto go do szpitala, by podłączyć jelito z powrotem do okrężnicy. Podczas operacji nie znaleziono ani śladu nowotworu. Operację przeprowadzono i David Edmunds wrócił do domu, by dochodzić do zdrowia. Po raz pierwszy w tym szpitalu „odwrócono” zabieg kolostomii u takiego pacjenta.

Autor niniejszej książki kontaktował się z Davidem Edmundsem trzy lata po zabiegu. Pan Edmunds cieszył się znakomitym zdrowiem i normalnym życiem.

W 1967 roku w Walnut Creek, w Kalifornii, Joanne Wilkinson, matka sześciorga dzieci, poddała się usunięciu guza nowotworowego lewej nogi, znajdującego się na podudziu. Cztery miesiące później rak wrócił — tym razem usunięto mięsień i kość. Rok później w pachwinie pani Wilkinson wyrósł bolesny guz i począł się sączyć. Biopsja wykazała, że rak powrócił i rozsiewa się w całym organizmie. Lekarz oznajmił jej, że musi poddać się zabiegowi, ale trzeba będzie usunąć całą nogę, biodro, pęcherz i jedną nerkę. Planowano również otworzyć jej płuca w poszukiwaniu raka. Gdyby tam go znaleziono, operacja nie miałaby już sensu. Po namowach swej siostry oraz przyjaciółki, Joanne Wilkinson postanowiła poddać się leczeniu letrilem i zrezygnować z operacji. Jej lekarz na wieść o tym bardzo się zirytował i oświadczył, że bez zabiegu nie przeżyje 12 tygodni. P. Wilkinson pisuje, co stało się potem:

Była niedziela 16 listopada 1968 roku. Nie zapomnę tego dnia! Nadal miałam na nodze szwy po biopsji. Dr Krebs dał mi zastrzyk z letrilu — i guz zareagował. Był wielkości orzecha włoskiego  i spuchł do rozmiarów cytryny, po czym krwawił przez cztery lub pięć dni. Przez pięć tygodni chodziłam na zastrzyki, co poniedziałek, środę i piątek. Guz zaczął się zmniejszać. Po pięciu tygodniach już go nie czułam. Pierwszego poniedziałku zrobiono mi prześwietlenie, które powtarzano, by obserwować postępy. Zastrzyki trwały jeszcze pół roku, po 1 decymetrze trzy razy w tygodniu. Byłam na diecie: żadnych przetworów mlecznych, niczego z białej mąki, jadłam białe ryby, kurczaka i indyka. Poczułam się świetnie! W sierpniu 1969 roku lekarz oznajmił, że nie muszę brać zastrzyków. Na zdjęciach guza nie było, zamknął się w bliźnie i nie był aktywny.

Ostatni kontakt z Joanne Wilkinson mieliśmy w dziewięć lat po tym jak jej lekarz oświadczył, iż nie przeżyje 12 tygodni bez operacji. Cieszyła się zdrowiem i pełnią życia, zaś pamiątką po ucieczce przed śmiercią była jedynie mała blizna po biopsji.

Joe Botelho z San Pablo w Kalifornii poddał się zabiegowi resekcji cewki moczowej. Jego lekarz powiedział mu, że ma guza prostaty, który trzeba usunąć. Jak zareagował pan Botelho?

Nie pozwoliłem mu na to, bo uznałem, że zabieg spowoduje przerzuty. Lekarz powiedział mi wtedy, że nie pożyję długo. Chciał podać mi kobalt, ale nie zgodziłem się. W sklepie ze zdrową żywnością usłyszałem, że w San Francisco jest lekarz leczący letrilem. Pojechałem do niego. Oznajmił mi, że mam prostatę wielkości kostki mydła. Przez kilka miesięcy dostawałem zastrzyki co 4 dni.

Pan Botelho miał wtedy 65 lat. Podczas leczenia przestrzegał ścisłej diety, by nie angażować w trawienie własnego enzymu trzustkowego — trypsyny. Kiedy trzy lata później autor przeprowadzał z nim wywiad, nowotworu już nie było, a włosy pana Botelho wracały do zwykłego, czarnego koloru. Nie wiedział, dlaczego tak się działo, ale podejrzewał, że to dzięki lepszej diecie.

Alicia Buttons, żona znanego komika Reda Buttonsa, jest jedną z tysięcy Amerykanów, którzy zawdzięczają życie letrilowi. Na konferencji o raku w Los Angeles Red Buttons oświadczył:

Letril ocalił Alicię przed rakiem. Lekarze w naszym kraju dawali jej tylko kilka miesięcy, miała umrzeć przed listopadem. Teraz cieszy się zdrowiem, jest piękną, pełną wigoru matką i żoną, dzięki Bogu i tym wspaniałym ludziom, którzy mieli odwagę, by bronić swoich metod.

Pani Buttons chorowała na zaawansowanego raka gardła. Ortodoksyjni lekarze uznali jej przypadek za beznadziejny. W końcu udała się do Niemiec Zachodnich, by leczyć się u dr. Hansa Niepera w szpitalu Silbersee w Hanowerze. Po kilku miesiącach ustąpiły bóle i nowotwór, wrócił jej apetyt, była silna i zdrowa jak nigdy. Lekarze w USA potwierdzili jej niezwykłe ozdrowienie, nie mogli uwierzyć, że wyleczono ją zwykłą witaminą. W roku 1994 Alicia Buttons nadal cieszyła się znakomitym zdrowiem.

Carol Venicius z Marin County w Kalifornii opisała niechęć lekarzy do witaminowej teorii pochodzenia raka. Po zakończonej sukcesem kuracji letrilowej w Tijuanie (Meksyk), prowadzonej przez dr. Ernesto Contrerasa powróciła do domu. I oto jej relacja ze spotkania z miejscowym lekarzem:

Poszłam do innego lekarza, który też mnie leczył. Na dzień dobry powiedział: „No, co oni tam robią? Miażdżą dla pani pestki moreli i pani się w nich kąpie? Palą nad panią kadzidła?”

Wtedy odparowałam: „Dobra, może Pan przestać żartować.” Poprosiłam, by przeczytał artykuł w „College Marin Times” [gdzie napisano o letrilu]. On odparł, że go to nie interesuje. Kiedy nalegałam, w końcu powiedział: „Wiesz, Carol, chyba mi pomogłaś. Cierpię na bezsenność. Pewnie od razu zasnę, czytając ten artykuł.” Przypadek p. Venicius nie jest odosobniony. Początkowo zaczęła się skarżyć na zdrowie: dokuczało jej nocne pocenie, swędzenie, gorączki i bóle głowy. Po dokładnych badaniach w szpitalu wyszło na jaw, że miała chorobę Hodgkinsa (odmianę raka atakującą najpierw gruczoły limfatyczne). Opowiada dalej:

Kilka dni później wpadł do mnie znajomy i powiedział, że w Meksyku leczą raka letrilem. Nie skorzystałam z jego porady, bałam się. Poza tym święcie wierzyłam lekarzom (…). Najpierw próbowali mnie leczyć kobaltem. Po pierwszych zabiegach lekarz powiedział: „Carol, czy zdajesz sobie sprawę, że po leczeniu będziesz bezpłodna?” Skąd, do cholery, miałam to wiedzieć? Zdenerwował mnie (…). Przechodziłam menopauzę w wieku 28 lat.

Innymi „efektami ubocznymi” leczenia były potworne bóle, utrata apetytu i łysienie. Po sześciu miesiącach terapii płuca i jamę serca począł wypełniać płyn. Próbowano drenu podskórnego, lecz to nie pomogło. Do tego doszły niewielkie zawały. Po sześciu tygodniach i trzech drenach jamy sercowej lekarze wciąż zastanawiali się, czy mają usunąć jej osierdzie. W końcu zrobili to, 28 listopada  1970 roku.

W lipcu kolejnego roku p. Venicus znów cierpiała na zmęczenie, brak apetytu i bezsenność. Lekarze postanowili leczyć ją farmakologicznie.

Po pierwszym zastrzyku miałam lekkie mdłości. Dwa tygodnie później dostałam kolejne dwa zastrzyki, po których bardzo mnie zemdliło, dostałam też rozwolnienia, przez tydzień bolała mnie szczęka, i to tak, że nie mogłam jeść. Potem tydzień migreny, potem skurczów żołądka, a potem nóg. Objawy trwały jakieś cztery tygodnie. Po kolejnych dziesięciu dniach czułam się już wspaniale, jak nigdy od wielu lat. Lekarze powiedzieli, że to znak, iż choroba wciąż trwa, ale leki trochę podziałały. Potem znów z górki — znów bóle, bezsenność, wycieńczenie i tak dalej. Wtedy postanowiłam, że nie poddam się już chemioterapii.

Wtedy też p. Venicus biorąc pod uwagę swój beznadziejny stan stwierdziła, że z czystym sumieniem może pojechać do Meksyku na leczenie letrilem. Tam dr Contreras poinformował ją, iż chorobę Hodgkinsa leczy się dłużej niż raka płuc, trzustki, wątroby czy okrężnicy, ale warto spróbować. Trzeciego dnia dawkowania letrilu panna Venicus oznajmiła, że meczące ją bóle przeszły, zaś po tygodniu znów czuła się prawie normalnie. Po kilku tygodniach wróciła do zdrowia, otrzymując jedynie profilaktyczne dawki B17. Dawki profilaktyczne są bardzo ważne. Kiedy ktoś zostanie wyleczony z raka, jego organizm potrzebuje więcej witaminy B17 niż zwykle. Większość lekarzy stosujących terapię letrilem z doświadczenia wie, że pacjenci po wyzdrowieniu mogą dostawać niższe dawki, ale jeżeli zupełnie przestaną go brać, to jest to prawie pewne zaproszenie raka do powrotu. Dlatego nigdy nie mówią, że letril całkowicie leczy raka. Wolą raczej mówić, iż go kontroluje, co jest lepszym określeniem na trwający proces.

Fakt ten ilustruje w sposób tragiczny przypadek Margaret DeGrio, żony przewodniczącego okręgu Sierra w Kalifornii. Po dwóch operacjach jej rak wciąż się rozwijał. Trzej lekarze oznajmili jej wprost, że przypadek jest beznadziejny  i że współczesna medycyna nie może już nic zdziałać. Mike DeGrio dowiedział się o letrilu i postanowił zabrać żonę do Meksyku na leczenie. Stało się jak zwykle: jej stan natychmiast się poprawił. Po czterech miesiącach intensywnej terapii wróciła do północnej Kalifornii z niewielkimi symptomami raka. Amerykański lekarz potwierdził remisję guzów, choć nie potrafił wyjaśnić jej przyczyny. Niedługo potem pani DeGrio wylądowała w szpitalu z infekcją płuc, gdzie leczono ją ponad trzy tygodnie. Lekarz i personel szpitala odmówili podawania jej w tym czasie podtrzymującej dawki letrilu, bowiem obawiali się, że jest to niezgodne z kalifornijskim anty-znachorskim prawem. Niestety, stało się to w krytycznym dla leczenia momencie. W nocy 17 października 1963 roku pani DeGrio zmarła na raka.

W roku 1972 doktor Dale Danner, podiatra z Santa Paula w Kalifornii zaczął odczuwać bóle prawej nogi i nabawił się ostrego kaszlu. Prześwietlenie ujawniło raka obu płuc i spore guzy wtórne w nogach. Rak nie nadawał się do usunięcia i nie poddawał się naświetlaniu. Diagnoza brzmiała: nieuleczalny i śmiertelny. Za namową swej matki dr Danner postanowił wypróbować letril, choć nie wierzył w jego działanie. Chcąc ją zadowolić, kupił sporą jego ilość w Meksyku. Z tego, co wyczytał w pismach medycznych wynikało, iż letril był zwykłym oszustwem. „Możliwe, że jest niebezpieczny”, pomyślał gdy przeczytał o zawartym w nim cyjanku i nie rozpoczął kuracji.

Po kilku tygodniach bóle i kaszel nasiliły się tak, że nie pomagały żadne leki. Dr Danner zaczął poruszać się na czworakach, a po trzech bezsennych dobach ogarnęły go przygnębienie i rozpacz. Półprzytomny z powodu bezsenności, leków i bólu, w końcu zaczął brać letril. W nadziei, iż tylko duża dawka pomoże mu zasnąć, wstrzyknął ją sobie bezpośrednio do arterii. Zanim stracił przytomność, zdążył sobie zaaplikować na raz prawie 20-dniową dawkę.

Obudził się po trzydziestu sześciu godzinach i stwierdził ze zdziwieniem, że nadal żyje — mało tego, ból i kaszel znacznie ustąpiły. Wrócił mu apetyt i czuł się tak dobrze, jak nigdy od wielu miesięcy. Z niechęcią musiał przyznać, iż letril podziałał. Kupił więc następny zapas specyfiku i rozpoczął regularną kurację, tym razem stosując mniejsze dawki. Po trzech miesiącach powrócił do pracy.

Jesienią 1975 roku William Sykes mieszkający w Tampa na Florydzie zapadł na białaczkę limfocytową oraz raka śledziony i wątroby. Po usunięciu śledziony lekarze orzekli, że ma przed sobą zaledwie kilka miesięcy życia. Zalecono mu chemioterapię — nie w ramach leczenia, a jedynie po to, aby opóźnić śmierć o kilka tygodni — i wtedy Sykes postanowił leczyć się letrilem. Tak opisuje przebieg terapii:

Kiedy po kilku tygodniach poszliśmy do lekarza, wyjaśnił on dlaczego letril pomaga wielu chorym na raka. Zalecił mi dożylne zastrzyki z 30 centymetrów sześciennych letrilu dziennie, przez kolejne trzy tygodnie. Dał mi też enzymy i przepisał dietę oraz suplementy. Po kilku dniach czułem się już lepiej. W czasie trzeciej wizyty mój lekarz oznajmił, że nie może mnie leczyć letrilem, bo cofną mu licencję. Powiedział jednak mojej żonie jak ma podawać letril, sprzedał nam cały swój zapas i poinformował, skąd możemy go uzyskać. W następnym tygodniu nadal się leczyłem i czułem się coraz lepiej. Któregoś popołudnia zadzwonił do mnie lekarz z Ann Arbor i zapytał czemu nie wróciłem na chemioterapię.

Powiedział mi, że gram w rosyjską ruletkę ze śmiercią. W końcu przekonał mnie do chemii, więc pojechałem do Ann Arbor i zacząłem leczenie. Codziennie czułem się gorzej. Po kilku dniach byłem tak osłabiony, że ledwo wstawałem z łóżka (…). To „lekarstwo” zabijało mnie szybciej niż choroba! Nie mogłem dłużej tego znieść. Przerwałem chemioterapię, wróciłem do letrilu i suplementów.

Od razu poczułem się lepiej. Jednakże tym razem trwało to dłużej — zwalczałem efekty chemii i raka jednocześnie (…). Po krótkim czasie mogłem robić pompki i inne ćwiczenia, nie męcząc się. Teraz mam 75 lat (a 20 lat temu mówili mi, że mam przed sobą jedynie kilka miesięcy życia) i nadal gram w rakietbola dwa razy w tygodniu. W liście do autora z 19 czerwca 1996 roku żona, pani Hazel Sykes dodaje do tej historii kilka szczegółów:

Po tym, jak Bill pokonał raka, odwiedził go lekarz (ten sam, który przepisał mu chemioterapię w pewnym znanym amerykańskim szpitalu). Chciał wiedzieć, jak udało mu się zwalczyć chorobę, ponieważ jego żona zachorowała na raka. Bill zapytał go wtedy: „Czemu nie przepisze jej pan chemioterapii?” Lekarz odparł:

„W życiu nie przepisałbym chemioterapii nikomu z mojej rodziny lub przyjaciół!” Nie był on jedynym lekarzem, który zwrócił się do Billa z takim pytaniem.

STAN PRAWNY W EU

Amigdalina jest w UE uważana za środek szkodliwy i odpowiednio do tego oznaczana. Nie we wszystkich krajach jest dostępna w sprzedaży.

Według uzyskanych przez nas informacji jedynie w Niemczech sprzedawana jest w aptekach, jako lek z przepisu lekarza. Stało się to możliwe od 2007 r., kiedy to Sąd Najwyższy Nadrenii uznał, iż może być prowadzona sprzedaż czystego ekstraktu amigdaliny, ponieważ nie ma dowodów na to, że zagraża ona zdrowiu.

W Polsce amigdalina dostępna jest w hurtowniach jako odczynnik chemiczny w różnych formach, opakowaniach i cenach.

Amigdalina w opakowaniu wskazującym, iż jest to forma leku lub suplementu, może być zgodnie z prawem przewożona przez granicę w ilości 5 najmniejszych opakowań. Ważnym słowem jest tu „przewożona” – Służba Celna RP nie dopuszcza bowiem przesyłania amigdaliny pocztą lub kurierem i paczki zawierające opakowania amigdaliny (np. z Meksyku) są zatrzymywane.

W nieoficjalnych wypowiedziach dla reakcji czasopisma Nexus, celnicy uważają takie ograniczenia za, delikatnie mówiąc, nieporozumienie. Zdają sobie oni bowiem sprawę, że w tym akurat przypadku  mogą skazywać chorego na wcześniejszą śmierć i jest to dla niego ograniczeniem swobodnego wyboru metody leczenia.

Szczepionka HPV: nowe fakty

Szczepionka HPV: nowe fakty

Cytuję: „Zgodnie z amerykańskim prawem wolnego dostępu do informacji (Freedom of Information) grupa interesu publicznego Judicial Watch uzyskała ostatnio ponad 8.000 raportów, na temat działań niepożądanych u dziewcząt i młodych kobiet po podaniu szczepionki przeciw HPV (Od Red: Gardasil, szczepionka na raka szyjki macicy znana w Polsce jako Silgard)

Sprawozdania te ujawniają wszystkie działania niepożądane poczynając od masowych ognisk brodawek a kończąc na atakach padaczki, paraliżu i śmierci. Dziesięć przypadków śmiertelnych zostało zgłoszonych od września 2007, powiększając tym samym ich ogólną liczbę do 18, ponieważ szczepionka została zatwierdzona do użytku w 2006 roku.

W tym roku zostały zgłoszone 140 „poważne” komplikacje, 27 przypadków, które zostały sklasyfikowane jako „zagrażające życiu”, jak również 10 samoistnych poronień i 6 przypadków zespołu Guillain-Barré, bardzo rzadkiego schorzenia (1 na 100 000 u zdrowej ludności) będące odpowiedzią immunologiczną na obce antygeny, takie jak szczepionki lub czynniki zakaźne.

„Biorąc pod uwagę wszystkie pytania dotyczące szczepionki Gardasil, najlepszą polityką zdrowia publicznego będzie dokonanie ponownej oceny jej bezpieczeństwa oraz zakazanie jej dystrybucji dla osób małoletnich. Niemniej jednak, rządy powinny ponownie przeanalizować wszelkie wysiłki obejmujące nakaz szczepień oraz ich promocję skierowaną do dzieci,” stwierdził Prezes Judicial Watch Tom Fitton.

Gwen Landolt, krajowa wiceprezes stowarzyszenia REAL Women of Canada skomentowała brak odpowiednich badań przed tym jak Gardasil był przepychany przez proces zatwierdzania oraz konsekwencje jego powszechnego stosowania. „Długofalowe konsekwencje Gardasilu nie są znane. Producent przyznaje to i zgadza się z tym, że nie zna skutków wpływu szczepionki na ryzyko raka u młodych dziewcząt, na ich system odpornościowy, na system rozrodczy, lub skutków genetycznych. W odpowiednim czasie zdobędziemy tę wiedzę, prawdopodobnie w ciągu dwudziestu lub trzydziestu lat od chwili obecnej, gdy te młode dziewczęta, niewinne podmioty eksperymentu z Gardasilem staną się dorosłymi kobietami, a następnie poinformują o konsekwencjach zastosowania szczepionki w dzieciństwie podczas porady medycznej”.

Cynthia Janak, dziennikarz niezależny i naukowiec, zgłosiła do American Life League, że znalazła w dokumentacji FDA dowody, o tym, że FDA wiedziała, iż rzeczywistą przyczyną raka szyjki macicy nie jest HPV , ale „trwałe zakażenie HPV, które może spowodować guza będącego promotorem w powstaniu raka „. Janak wyjaśnia: „To co tu mamy to dowód, że istnieją naukowe dokumenty, które zostały opublikowane w ciągu ostatnich 15 lat, które informują, że zakażenie HPV nie ma bezpośredniej wpływu na formowanie się raka szyjki macicy.” Informuje nas również, że HPV, może być zwalczone przez naturalne procesy zachodzące w naszym ciele… „ większość infekcji jest krótkotrwałych i nie związanych z rakiem szyjki macicy.”

„Po tym co zostało powiedziane, dlaczego więc potrzebujemy Gardasilu skoro nasze własne ciało jest zdolne do zwalczenia HPV ? To czego potrzebujemy to polityka rządu w celu pokrycia kosztów dalszych badań kobiet z trwałym zakażeniem HPV. To byłoby bardziej sensowne i rząd amerykański zaoszczędziłby o wiele więcej pieniędzy na tego typu programach, zamiast dawać 360 dolarów za jedno szczepienie Gardasilem. ”
Informacja prasowa Judicial Watch podaje, że „Równie dobrze mogłoby być tak, że szczepionka nie ochroni nikogo przed rakiem szyjki macicy, niezależnie od zapewnień czynionych przez Merck Pharmaceutical. To do czego się przyczynia to śmierć i ogromne cierpienia wśród kobiet, które zostały zaszczepione.”

Po tym jak CBS News podało informację na temat udokumentowanych działań niepożądanych Gardasilu zamieszczonych w 8 000 raportów, ujawniając szczegóły poważnych komplikacji, Wall Street Journal doniósł, że akcje Merck & Co spadły o 4,8% wywołując masową sprzedaż akcji firmy i obniżenie ich ratingu na Giełdzie Nowojorskiej.”

Źródło: LifeSiteNews.com

Kapsaicyna – lek na raka i zawały serca!

Kapsaicyna – naturalny lek o wszechstronnych możliwościach

„Wiadomości poniższe są prawdziwe. Pragnę, by te informacje dotarły do szerokich kręgów ludzi.

Jeśli w Twoim ciele rozwinął się nowotwór, możesz go usunąć, stosując podaną metodę, praktycznie sprawdzoną na mojej żonie. Od chwili, gdy stwierdzono u niej nadzwyczaj złośliwego guza mózgu bałem się każdego dnia. Lekarze i w ogóle medycyna jest bezsilna wobec tego nowotworu, a właściwie była bezsilna. Nie jestem przesadnie religijny, ale modląc się poprosiłem Boga o takie pokierowanie moim postępowaniem, bym nie błądził.

Powtarzam, nie prosiłem GO o uzdrowienie mojej żony, lecz o to, by skierował mnie na ścieżkę prowadzącą do uzdrowienia mojej żony. Wierzę, że to ON tę myśl mi podsunął. Po powrocie do domu rozpocząłem poszukiwania w internecie, zresztą robiłem to przedtem setki razy, ale tego dnia znalazłem prawie natychmiast informację o tym, że kilkanaście miesięcy temu uczeni z uniwersytetu w Nottingham (Anglia) przeprowadzili badania nad kapsaicyną podawaną wewnętrznie. Dotychczas stosowano ją zewnętrznie jako plastry przeciwbólowe w reumatyzmie i artretyzmie. Podając kapsaicynę wewnętrznie zwierzętom doświadczalnym zauważyli, że chore na nowotwory – zdrowiały.

Otóż okazało się, że kapsaicyna, dostawszy się do organizmu poszukuje komórek rakowych i znalazłszy je, zabija mitochondria, które są odpowiedzialne za podział i rozrost komórek. Kapsaicyna nie atakuje zdrowych, normalnych komórek. Informacja była prawdziwie rewolucyjna, ale ja nie mogłem czekać, bo od odkrycia do produkcji leku mogły minąć całe lata, a być może lek nigdy nie zostałby wyprodukowany, bo koncerny farmaceutyczne nie są zainteresowane wyprodukowaniem specyfiku całkowicie leczącego organizm. Skąd czerpaliby zyski, gdyby wyleczyli ludzi z najgroźniejszej choroby?!

Postanowiłem wyprodukować lek sposobem domowym, dawkując go żonie. Wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania. Po czterech miesiącach, przeprowadziliśmy w klinice rutynowe sprawdzenie stanu choroby. Ku ogromnemu zaskoczeniu prowadzącego żonę profesora okazało się, że nie ma w jej organizmie ani jednej aktywnej komórki nowotworowej.

.

Miesiąc temu w dzienniku telewizyjnym usłyszałem informację, że Amerykanie wyprodukowali lek o nazwie kapsaicyna. Pokazano fiolkę i kapsułki oraz poinformowano o cenie. Fiolka ze 100 kapsułkami kosztuje 20 tysięcy dolarów, ale nie można jej nabyć w aptekach, ponieważ leczenie odbywa się w klinice, a więc koszty rosną o dodatkowe 20 tysięcy… Na tym polega biznes.

Bardzo ucieszyła mnie ta informacja, ponieważ potwierdziła słuszność obranej przeze mnie drogi. To tyle wstępu, teraz trochę informacji o kapsaicynie. Kapsaicyna znajduje się wyłącznie w ostrych paprykach. To ona nadaje im ostrość. Im ostrzejsza, tym więcej kapsaicyny. Najostrzejszą jest ,,habanero”, ale w Polsce jest trudno dostępna. Ja użyłem papryki ,,chili”. Związek wytrąca się z papryk, gdy je zalewamy jakimś szlachetnym olejem i odstawimy do zmacerowania w ciemnym i chłodnym miejscu (najlepiej w lodówce) na 7 do 10 dni, codziennie kilka razy wstrząsając zawartość słoika. Po tym czasie zlać płyn do butelki i spożywać. Papryczek nie wyrzucać. Można je wykorzystać, dodając do surówek, co znakomicie poprawia ich smak.

Nie należy się obawiać ujemnego wpływu ostrości papryki na przewód pokarmowy. Mitem jest opinia, że ostrość szkodzi. Wprost przeciwnie, kapsaicyna (w jez.pol.: kapsycyna) doskonale reguluje cały układ wewnętrzny, a dla osób otyłych ma wpływ wprost cudowny, bo przy okazji nie pozwala się rozwijać tłuszczom, więc na stałe przywraca normalne proporcje sylwetki.

.

Przepis:
Wziąć 1,5 kilograma ostrej papryki, umyć i pokroić (koniecznie w rękawiczkach), na możliwie najdrobniejsze cząstki, razem z gniazdami nasiennymi, bo połowa kapsycyny znajduje się właśnie w nich. (Po tej czynności należy kilkakrotnie umyć ręce; nie dotknąć oka lub miejsc wrażliwych!!).

Zalać w słoiku 1,5 litrem oleju szlachetnego, najlepiej oliwy z oliwek extra vergin, albo lnianego, może też być olej z pestek winogron. Odstawić w chłodne i zaciemnione (lodówka) miejsce na 7 do 10 dni, codziennie kilkakrotnie wstrząsając.

Zlać płyn do butelki, używać 5 razy dziennie, przed/na początku każdego posiłku, po 1 łyżeczce do herbaty. Popijać mlekiem (kefirem) dla złagodzenia ostrości. Tylko mleko ma właściwości łagodzące. Można zjeść małą kromeczkę chleba ok. 4×4 centymetry grubo posmarowaną masłem. Spożywanie kapsaicyny nie daje żadnych skutków ubocznych, ponieważ składniki są naturalnymi produktami spożywczymi. Życzę szybkiego wyzdrowienia.

PS.
Kapsaicyna niszczy każdy rodzaj nowotworu, bez względu na to, jaką część ciała zaatakował. Przepis podaję bezpłatnie, ponieważ tak przysiągłem swojemu Bogu. Moją satysfakcją i radością jest niesienie pomocy innym. Serdecznie pozdrawiam. Może to naiwne, ale bardzo wierzę w tę „substancję”, mam nadzieję, że będzie nawet skuteczniejsza (w zapobieganiu, powstrzymywaniu rozwoju i zanikaniu raka) niż „Olej Lorenza”.

.

Zrobiłem już dwa słoiczki i mam składniki jeszcze na dwa kolejne. Chcę mieć zawsze w lodówce jeden aby każdy kto będzie chciał spróbować mógł się do mnie zgłosić i zacząć kurację od razu. Pomogę też zdobyć składniki jeśli ktoś z jakiegoś powodu miałby z tym problem. Liczy się każda chwila.

Najważniejsze jest jednak przede wszystkim tradycyjne leczenie sposobami naturalnymi, oszczędzającymi i regenerującymi organizm i to ono powinno być postawione na pierwszym miejscu.” Kolejny raz piszę: stosuje się chili suszone „Birds eye” lub „habanero” a zalewa olejem lnianym, tłoczonym na zimno, nierektyfikowanym czyli nieoczyszczanym choć można też z pestek winogron. Płyn nie może być mętny. To jest już ostrzeżenie, że coś jest nie tak. Pozdrawiam

Ze swojej strony potwierdzam – kapsaicyna ma działanie przeciwrakowe, umiarkowane, jak i silne działanie przeciwzawałowe. Jeden lekarz stosował pieprz kajeński, który także zawiera kapsaicynę. Podawał on dwie – trzy łyżeczki pieprzu kajeńskiego tym pacjentom, u których podejrzewał świeży zawał serca lub stan przedzawałowy. Podczas jego kilkuletniej pracy na karetce pogotowia, nie stracił ani jednego pacjenta z powodu zawału serca.

(Autor nieznany)

.

jarek kefir

Czy wiesz, że możesz wspomóc finansowo moje inicjatywy uświadamiające? Jest to forma wdzięczności za moją pracę i treści, które były dla Ciebie pozytywne i coś dobrego Ci dały. 🙂 Wsparcie umożliwia też zachowanie niezależności mojej strony.

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek: