Tag: odporność

Tiomersal, czyli rtęć w szczepionkach: bogate opracowanie

Cytuję: „Gromadząc się niepostrzeżenie w ludzkim ciele, metale ciężkie zaczynają w końcu wywoływać objawy, które bywają kojarzone z ADHD, autyzmem, chorobą Alzheimera, zespołem chronicznego zmęczenia (fibromyalgia), depresją, powodują brak odporności na stres, nadwrażliwość na dotyk, tiki nerwowe, nadpobudliwość, niepewny chód, zawroty głowy, nudności i wiele innych dolegliwości. Pogłębiające się stopniowo i niezauważalnie zatrucie jest obciążeniem, które sprawia, że coraz trudniej rozpocząć każdy nowy dzień. Ilość metali ciężkich w organizmie zwiększa się powoli, dlatego za przyczynę objawów bywa uważany wiek.

Rtęć to metal, który utrudnia naszemu ciału wytwarzanie glutationu, najważniejszego enzymu oczyszczającego nasz organizm z trucizn. Z tego powodu zatrucie organizmu jeszcze bardziej rośnie, a wraz ze zwiększeniem zatrucia organizmu pogarsza się stan zdrowia i ogólne samopoczucie.

Trujące działanie metali ciężkich, takich jak rtęć, znane jest od bardzo dawna.

W roku 1952 eksperci firmy farmaceutycznej Merck przygotowali raport na ten temat.

Poniżej jego ważny fragment:

“Toksyczność: łatwo wchłaniana przez drogi oddechowe (opary czystego pierwiastka, także jako pył związków rtęci, poprzez skórę i układ trawienny). Rtęć rozlana i podgrzana jest szczególnie niebezpieczna.

Ostre zatrucie: rozpuszczone sole rtęci działają gwałtownie niszcząc skórę i błony śluzowe; silne nudności, wymioty, bóle brzucha, biegunka; uszkodzenie nerek, śmierć zazwyczaj w ciągu 10 dni.

Stan chronicznego zatrucia: stany zapalne jamy ustnej i dziąseł, obrzmienie gruczołów ślinowych, nadmierne wytwarzanie śliny, luźne zęby, uszkodzenie nerek, drżenie mięśni, nagłe ruchy jelit, drganie kończyn, zmiany osobowości, zniechęcenie, depresja, nadpobudliwość, nerwowość, utrata władz umysłowych, utrata koordynacji ruchów.

Stwierdzono gromadzenie się rtęci w ważnych narządach i tkankach, takich jak wątroba, mózg i mięsień sercowy. Ważniejsze objawy zatrucia obejmują niestabilność emocjonalną, drżenia, zapalenie dziąseł i niewydolność nerek. Niektórzy wiążą rtęć ze stwardnieniem rozsianym i epilepsją. Dalej, wpływ rtęci na system odporności jest potencjalnie niszczycielski (…)

Niedawne badania dowiodły, że znaczące ilości oparów rtęci uwalniają się z plomb amalgamatowych po żuciu gumy tylko przez 10 minut.

Żadna agencja rządowa nie ustaliła, jaka jest bezpieczna ilość rtęci w amalgamatowych wypełnieniach dentystycznych. Niektórzy eksperci uważają, że „nie ma czegoś takiego, jak bezpieczna dawka rtęci”.

Narażenie na działanie rtęci jest szczególnie niebezpieczne dla płodu i dzieci.”

Jak widać, związek pomiędzy zatruciem rtęcią a nadpobudliwością i nagłymi zmianami nastroju jest znany od dawna.

Prof. dr hab. Maria Dorota Majewska jest znanym na świecie naukowcem i uznanym ekspertem w dziedzinie neurobiologii. Prowadzi prace badawcze nad ustaleniem wpływu rtęci na działanie układu nerwowego. W środowiskach naukowych jest uznanym ekspertem w tym temacie. Poniżej tekst prof. Majewskiej na temat tiomersalu, substancji konserwującej szczepionki, składającej się w 50% z rtęci (Hg) i opinia pani profesor o wpływie rtęci na zachowanie:

“…Polskie niemowlę zaszczepione zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień może otrzymać do 7 miesiąca życia:

• 75 μg Hg w Wzb B – (3x 25 μg Hg)

• 75 μg Hg w DTP lub DTP+Hib (3x 25 μg)

• 25 μg Hg (Influenza)

• Razem = 175 μg Hg

Do 18 miesiąca może otrzymać dodatkowo 25 μg Hg (z DTP) i 25 μg Hg (influenza), razem 225 μg Hg. Rtęć jak wiemy akumuluje się w mózgu. Wśród obowiązkowych szczepień znajdują się dwa (BCG i Wzw B), podawane w pierwszej dobie życia, nierzadko nawet w 2 godziny po urodzeniu. Wiele wskazuje na to, że bardzo poważne zagrożenie dla życia i zdrowia dziecka stanowi szczepionka Wzw B (szczególnie firmy Euvax), która dostarcza jednorazowo 25 μg Hg, co stanowi ok. 8,3 μg Hg/kg wagi ciała. Ta ilość rtęci jest 83 razy większa od uważanej przez EPA za bezpieczną (0,1 μg Hg/kg/dzień) dla dorosłego człowieka. Ponieważ u noworodka bariera krew-mózg nie jest dobrze wykształcona, thimerosal wraz z antygenami i substancjami pomocniczymi szczepionek (m.in. wodorotlenek glinu; 250 μg) łatwo przedostają się o do mózgu, gdzie mogą powodować trwałe uszkodzenia. W drugim miesiącu życia polskie niemowlę może otrzymać jednorazowo 50 μg Hg (25 μg z Wzw B i 25 μg z DTP lub DTP+Hb).

Dla 4 kg niemowlęcia będzie to dawka Hg 125 razy większa niż uznana za bezpieczną dla dorosłej osoby. Neurotoksyczność związków rtęci została udowodniona ponad wszelką wątpliwość w setkach publikacji naukowych. Jest ona synergistycznie nasilana przez związki glinu….Neurobiologom (takim jak ja) nie sposób sobie wyobrazić, żeby tak duża ilość Hg, jaką wstrzykuje się niemowlętom, była obojętna dla rozwijającego się mózgu i zdrowia dziecka. Badania pokazały, że dzieci autystyczne mają upośledzone zdolności eliminowania rtęci z organizmu, więc jej toksyczne działanie jest u nich znacznie przedłużone (Grether J et al., Int J Toxicol. 2004, 23:275-6; Mutter J et al. Neuro Endocrinol Lett. 2005, 26:439-46).  Jedne dzieci zatrute rtęcią od pierwszych godzin życia będą w mniejszym lub większym stopniu opóźnione w rozwoju lub upośledzone umysłowo, inne będą cierpieć na autyzm, ADHD, padaczkę, astmę, cukrzycę, głuchotę i wiele innych trwale okaleczających chorób.”

Jak widać wątek ADHD pojawia się wraz z badaniami nad autyzmem. Nieco więcej na ten temat dowiadujemy się z wykładu prof. Majewskiej Rola hormonów sterydowych i thimerosalu w patogenezie autyzmu :

“W ciągu ostatnich 25 lat zaobserwowano dramatyczny wzrost przypadków autyzmu na świecie. W latach 1970. i wczesnych 1980. na autyzm chorowało jedno dziecko na 2500-3000, obecnie w USA i wielu innych krajach cierpi na tą chorobę 1 na 100. Oszacowano, że koszty społeczne opieki nad jedną osobą autystyczną w ciągu jej życia wynoszą ponad 3 miliony dolarów, a publiczne koszty leczenia i opieki nad osobami autystycznymi wynoszą dziesiątki miliardów dolarów rocznie. Wiele dowodów wskazuje na to, że blisko 30-krotny wzrost zachorowań na autyzm może wynikać z uszkodzeń neurologicznych niemowląt szczepionkami, których stale przybywa.

Dowody te oparte są na kilku faktach:

1) największy wzrost zachorowalności na autyzm nastąpił w latach 1990., kiedy wprowadzono szereg nowych szczepionek niemowlęcych;

2) w krajach, gdzie stosuje się mniej szczepień niż w USA czy w Polsce, zachorowalność na autyzm jest znacznie mniejsza i mniejsza jest umieralność niemowląt;

3) u dzieci nieszczepionych autyzm jest znacznie rzadszy lub wcale nie występuje;

4) na związek autyzmu ze szczepieniami wskazuje amerykańska baza powikłań poszczepiennych, VAERS,  oraz doniesienia tysięcy rodziców;

5) na związek taki wskazuje wiele niezależnych badań naukowych. Jednym z podejrzanych jatrogennych czynników szczepionek jest dodawany do nich jako konserwant organiczny związek rtęci, tiomersal. Tysiące niezależnych badań naukowych wykazało, że związki rtęci są silnie neurotoksyczne i że ich toksyczność jest wielokrotnie większa u rozwijających się organizmów. Ponieważ szczepionkowa teoria autyzmu nadal wzbudza kontrowersje, przeprowadziliśmy własne badanie kliniczne, aby oszacować potencjalny udział rtęci w chorobach ze spektrum autyzmu, jak również doświadczenia na zwierzętach – aby ocenić neurorozwojową toksyczność tiomersalu. W badaniu klinicznym uczestniczyło ok. 160 dzieci autystycznych i zdrowych z dwóch grup wiekowych, 3-4-latków i 7-9-latków.

Dzieci autystyczne były ponownie zdiagnozowane psychiatrycznie, ich włosy zostały poddane analizie na zawartość rtęci, a ślina – na obecność hormonów sterydowych. Dzieci autystyczne były porównane ze zdrowymi m.in. pod względem ogólnego stanu zdrowia (Apgar) i parametrów biometrycznych tuż po urodzeniu, liczby i rodzajów szczepień, powikłań poszczepiennych, zaburzeń rozwojowych, występowania chorób neurologicznych, alergii oraz innych zaburzeń. Analiza statystyczna wykazała, że generalnie dzieci autystyczne nie różniły się znacząco parametrami biometrycznymi i zdrowotnymi tuż po urodzeniu, ale występowały między nimi statystycznie znamienne różnice w powikaniach poszczepiennych oraz zaburzeniach rozwojowych. Od 27 do 50% dzieci autystycznych cierpiało też na ADHD, podczas gdy w ogólnej w populacji ten odsetek wynosi ok. 7%.

Między dziećmi autystycznymi i zdrowymi nie było statystycznych różnic w ilości i rodzajach podanych im szczepień. Dzieci autystyczne różniły się od zdrowych zawartością rtęci we włosach: młodsze dzieci autystyczne miały niższy poziom, a starsze – wyższy, niż dzieci zdrowe. Ponieważ usuwanie rtęci poprzez włosy jest jednym z mechanizmów jej eliminacji z organizmu, wyniki te sugerują, że młodsze dzieci autystyczne mogą mieć osłabione mechanizmy detoksykacji, dzięki czemu akumulują więcej rtęci w różnych organach, także w mózgu, co może nasilać jej neurotoksyczne działanie. Obserwacje te są zgodne z wynikami analiz innych badaczy oraz z faktem, że dzieci autystyczne wydzielają duże ilości rtęci podczas chelatacji.”

Safe Minds to amerykańskie stowarzyszenie rodziców dzieci dotkniętych autyzmem. Gromadzi wyniki badań naukowych dokumentujących związek pomiędzy zatruciem rtęcią i autyzmem i za zgromadzone środki publikuje je. Sponsoruje też badania naukowe zmierzające do dokonania następnych odkryć na tym polu.

Wyniki publikowanych przez Safe Minds badań potwierdzają opinię prof. Majewskiej – dzieci i niemowlęta otrzymują dawki rtęci znacznie przekraczające normy bezpieczeństwa, a podobieństwo objawów zatrucia rtęcią do cech dzieci nie tylko autystycznych, ale też z ADHD i depresją, jest uderzające.

Objawy zatrucia ołowiem

Nie tylko rtęć potrafi wyrządzić wielkie szkody. Także ołów w każdej postaci jest silnie trujący. Skutki jego działania są odczuwane dopiero po nagromadzeniu się go w organizmie. Objawami zatrucia ołowiem są anemia, osłabienie, przeziębienie, kolka, porażenie nerwu, opóźnienie rozwoju zdolności motorycznych. Ołów może obniżyć inteligencję, pogorszyć pamięć i spowodować problemy z utrzymaniem równowagi i ze słuchem. Ołów całymi latami zalega w kościach. Kiedy we krwi powstają braki wapnia, wapń przedostaje się on z kości do krwi, a wraz z nim także ołów. W czasie ciąży kobiety miewają często braki wapnia, dlatego ołów łatwo dociera z kości matki do ciała płodu.

Skąd rtęć i inne metale ciężkie wzięły się w moim ciele ?

Wiele metali ciężkich jest wszechobecnych w naszej cywilizacji.

W powietrzu, wodzie, żywności, opakowaniach żywności, w naczyniach kuchennych z aluminium, jest glin. Ołów obecny jest w farbach których używano do wykończeń wnętrz. Robotnicy pracujący przy produkcji akumulatorów są szczególnie narażeni. Dodawany kiedyś do paliw, nadal jest obecny w środowisku. Z kolei rtęć przedostaje się do organizmu z amalgamatowych (srebrnych) wypełnień dentystycznych, jednak na szczególną uwagę zasługuje zbrodniczy proceder dodawania do szczepionek dla dzieci związku rtęci o nazwie tiomersal (inne nazwy tego samego związku to thimerosal, timerosal a także mertiolat-stosowany w szczepionkach doustnych i kosmetykach, szczególnie w cieniach do powiek –  według badań austriackich najczęstszy alergen kontaktowy.)W niektórych krajach w szczepionkach już się jej nie stosuje, ale niesprzedane szczepionki przewożone są do innych państw. Ryby i kosmetyki to niektóre inne źródła rtęci. Nie należy wdychać oparów rtęci ani jej dotykać.

Stosowanie tiomersalu w szczepionkach jest wynalazkiem koncernu farmaceutycznego Eli Lilly, największego na świecie producenta leków psychiatrycznych.

Badania nad bezpieczeństwem tego związku przeprowadzono w roku 1930 na 22 pacjentach cierpiących na ostre zapalenie opon mózgowych. Żaden z tych pacjentów nie przeżył choroby, nie było więc szans, by skutki uboczne stosowania tiomersalu mogły być dostrzeżone. Wzięto to za dowód, że skutków ubocznych nie ma. Wyniki tego badania były uporczywie przytaczane jeszcze dziesiątki lat później jako dowód, że tiomersal jest bezpieczny:

Jak to możliwe, by pierwiastek obecny w ilościach zauważalnych tylko przez najsilniejsze mikroskopy, mógł wywołać tak wiele różnych chorób ?

Aby to zrozumieć, trzeba najpierw dowiedzieć się, co to jest wolny rodnik.

Elektrony są tym, co wiąże cząsteczki substancji, komórek i tkanek, z których zbudowane jest twoje ciało.

Elektrony mają taką właściwość, że krążąc dookoła atomu zawsze dążą do występowania w parach.

Elektrony, które mają swoją parę, czyli krążąc po orbicie atomu występują w liczbie 2, 4, 6, 8 itd., sprawiają, że atom lub cząsteczka jest stabilna. Atom lub cząsteczka, która ma parzystą liczbę elektronów, jest stabilna. Jeśli jeden z elektronów, krążących wokół atomu należącego do cząsteczki żywego organizmu, wydostanie się z orbity atomu i zostawi za sobą elektron bez pary, wtenczas taka cząsteczka nie jest już stabilna. Takie „uszkodzone” cząsteczki nazywane są „wolnymi rodnikami”. Dążą one do odzyskania równowagi przez odebranie elektronu innemu atomowi czy cząsteczce.

Odebranie jednego elektronu doprowadza do powstania innego wolnego rodnika, następnego atomu czy cząsteczki z elektronem bez pary. Taka “okradziona” z elektronu cząsteczka także dąży do odzyskania równowagi i „wyrywa” brakujący elektron sąsiedniej cząsteczce. Powstała w ten sposób reakcja łańcuchowa sprawia, że równowaga cząsteczek żywego organizmu jest zaburzona, a żywe komórki objęte rodnikową reakcją łańcuchową, nie mogą właściwie spełniać swoich funkcji, ponieważ reakcja ta może obejmować setki milionów cząsteczek naszego organizmu.

Mikroskopowe drobiny metali ciężkich, takich jak ołów, żelazo, rtęć czy glin, przedostają się do naszego ciała. Ciało próbuje je odseparować, obrastają one tkanką. Takie obrośnięte tkanką drobiny trujących metali często zalegają wewnątrz ciała albo na powierzchni skóry całymi latami. Są jak bomby zegarowe – jeśli zetkną się z wolnymi rodnikami, same się nimi staną i rozpoczną wydzieranie elektronów innym atomom i cząsteczkom, tworząc następne wolne rodniki. Jeżeli działanie wolnych rodników obejmie cząsteczkę kwasu DNA, wtedy istnieje ryzyko, że dojdzie do zmian genetycznych w komórce i do powstania komórki rakowej i nowotworu. Obecnie, rośnie liczba specjalistów rozumiejących, że wzrost ilości wolnych rodników w naszym środowisku jest przyczyną wzrostu liczby zachorowań na nowotwory.

Ośrodkowy układ nerwowy (OUN) jest najdelikatniejszym i najprecyzyjniejszym z układów naszego organizmu i dlatego najłatwiej jest go uszkodzić. Prawda jest taka, że nasz układ nerwowy działa na metale jak magnes. Nasz mózg jest zazwyczaj chroniony przed zagrożeniami z zewnątrz przez skuteczną barykadę znaną jako bariera krew-mózg. Jednak rtęć, ołów, aluminium, kiedy dostaną się do naszego ciała i do naszej krwi, z łatwością przekraczają tą barierę. Atomy metali ciężkich, po zetknięciu z wolnym rodnikiem, same się nimi stają, dają początek rodnikowej reakcji łańcuchowej, czyli wzajemnemu wyrywaniu sobie elektronów przez cząsteczki, z których zbudowane są komórki naszego organizmu, w tym także komórki układu nerwowego.

Skoro do 7 miesiąca życia dziecko otrzymuje, zgodnie z kalendarzem szczepień, do 175 µg czystego pierwiastka rtęci, (1 μg Hg to tylko jedna milionowa część grama, jednak aż ok. 302861273116992 atomów Hg!), to stają się jasne słowa prof. Majewskiej:

“Neurobiologom, takim jak ja, nie sposób sobie wyobrazić, żeby tak duża ilość rtęci, jaką wstrzykuje się niemowlętom, była obojętna dla rozwijającego się mózgu i zdrowia dziecka.”

Witaminy i bioflawonoidy, związki występujące w owocach i warzywach, neutralizują wolne rodniki oddając im swój elektron, same nie stając się przy tym wolnym rodnikiem.

Związki, które posiadają taką właściwość, nazywa się przeciwutleniaczami lub antyoksydantami.

Ich przyjmowanie jest konieczne, ale skuteczniejsze od stosowania wysokich dawek przeciwutleniaczy jest usunięcie z organizmu trujących metali. Dlaczego? Wolny rodnik, nawet jeśli będzie to pojedynczy atom, po zetknięciu się z drobiną metalu, nie wytwarza następnego, pojedynczego wolnego rodnika, ale wiele tysięcy wolnych rodników – przyczynę alergii, stanów zapalnych, zaburzeń neurologicznych, nowotworów, chorób układu krążenia i wielu, wielu innych chorób.

Metale ciężkie są przyczyną tak wielu różnych dolegliwości, że osoby poddane kuracji oczyszczającej organizm z trujących metali, donoszą o ustąpieniu najrozmaitszych dolegliwości i poprawie samopoczucia.

Wyjątkowo wysoka skuteczność jest odnotowywana w leczeniu miażdżycy naczyń krwionośnych.

Ale czy usunięcie rtęci z organizmu daje szansę na usunięcie objawów autyzmu albo ADHD? Wielu rodziców twierdzi, że stosowanie chelatacji okazało się skuteczne w leczeniu ich autystycznych dzieci, a oczyszczanie organizmu z metali ciężkich jest ważnym elementem działań podejmowanych w klinikach leczenia dzieci autystycznych. Lekarze są jednak ostrożni w wyrażaniu opinii i zaznaczają, że usunięcie nadmiaru metali ciężkich oznacza usunięcie głównej przyczyny powstania autyzmu, ale nie gwarantuje usunięcia szkód, które te metale zdążyły wyrządzić.

Już przeszło 60 lat temu znano chelatację – metodę odtruwania organizmu poprzez stosowanie związków chelatowych.

Związkiem chelatowym nazywa się taką grupę atomów, które mają zdolność przyciągania do siebie i chwytania atomu metalu. Istnieje wiele różnych substancji mających taką właściwość, np. hemoglobina, która jest chelatem żelaza. Chlorofil i wiele, wiele innych substancji powszechnych w przyrodzie jest chelatami.

Atomy metali ciężkich nasz organizm wydala z wielkim trudem, ponieważ metale te nie są rozpuszczalne w wodzie. Jednak jeśli zostaną wychwycone przez związek chelatowy, z łatwością są usuwane wraz z kałem, moczem i potem. Obecnie, istnieją dwie metody stosowania chelatacji, obie skuteczne, ale bardzo się od siebie różniące.

Historia stosowania chelatacji

W roku 1948, dr Norman Clarke ze szpitala w Detroit w Stanach Zjednoczonych, rozpoczął badania nad związkiem chelatowym o nazwie EDTA przy okazji leczenia robotników zatrutych ołowiem. Zauważył, że po rozpoczęciu leczenia kilkuset pacjentów, u wszystkich zanikały zawroty głowy, a oznaki starzenia, nawet bardzo posunięte, w znacznym stopniu ustępowały. Od tego czasu, stosowanie chelatacji stało się główną metodą w leczeniu zatrucia ołowiem. Później jeszcze, wiele badań naukowych potwierdziło, że chelatacja jest bezpieczną, skuteczną, niedrogą i łatwą w stosowaniu alternatywą dla nieskutecznych operacji i szkodliwych, ale drogich leków.

Początkowo, związki chelatowe stosowano wyłącznie dożylnie, i to tylko w przypadkach ciężkich zatruć metalami ciężkimi.

Procedura ta polega na wprowadzeniu do krwiobiegu związków chelatowych. Zabieg jest wykonywany w warunkach szpitalnych, a do dziś dzień najczęściej stosowanym do tego zabiegu związkiem chelatowym jest EDTA. Metoda ta znana jest od przeszło 60 lat, jednak dopiero od około 40 lat stosuje się ją, aby poprawić stan zdrowia pacjenta w przypadkach lżejszych zatruć. Obecnie, tysiące lekarzy wielu krajów Zachodnich coraz częściej stosują ją, aby zwiększyć drożność naczyń krwionośnych – seria takich zabiegów doprowadza do usunięcia blaszki miażdżycowej. Zabieg jest całkowicie bezpieczny i nie są znane żadne skutki uboczne, jakkolwiek istnieje pewna grupa lekarzy, która twierdzi, że najbezpieczniej jest nie robić nic i pozostawić rtęć, ołów i inne trujące metale wewnątrz organizmu. Opinie takie najczęściej słychać w Stanach Zjednoczonych, gdzie chelatacja jest alternatywą dla bypassów, zabiegu operacyjnego, którego wykonywanie jest źródłem utrzymania wielu lekarzy.

Obecnie, chelatacja jest metodą powszechnie akceptowaną przez lekarzy, którzy są na bieżąco z wynikami badań naukowych na ten temat.

W roku 1975 prezes amerykańskiej Narodowej Federacji Zdrowia, dr Kurt Donsbach, zaprezentował pierwszą recepturę preparatu do chelatacji doustnej. Chelatacja doustna to kuracja oczyszczająca organizm z trujących metali polegająca na połykaniu związków chelatowych, witamin i mikroelementów w ilościach niezbędnych do skutecznego przeprowadzenia kuracji. Skuteczność kuracji mierzy się poprzez badanie ilości metali ciężkich w wydalanym moczu (a najlepiej w kale) przed rozpoczęciem kuracji oczyszczającej i po jej rozpoczęciu. Kilkukrotny wzrost ilości wydalanych metali ciężkich , w tym rtęci i ołowiu, jest rzeczą normalną.

Dr Kurt Donsbach rozpoczął nową, ważną epokę stosowania chelatacji jako suplementu diety. Od tego czasu każdy może bezpiecznie poprawić stan swojego zdrowia, usuwając ze swojego organizmu jedne z najgorszych, najbardziej rozpowszechnionych w środowisku współczesnego człowieka trucizn. Po zaprezentowaniu swojego preparatu, wiele firm rozpoczęło sprzedaż produktów opartych na podobnej recepturze.

W latach 70-tych XX wieku, chelatację stosowano głównie dla usunięcia zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych. Uważano wtenczas, że przywrócenie drożności i elastyczności naczyniom krwionośnym zawdzięcza się związkom chelatowym, które usuwają wapń z blaszki miażdżycowej. Zarówno chelatacja dożylna, jak i doustna, skutecznie usuwają zmiany miażdżycowe.

Kiedy komórki tworzące twoje naczynia krwionośne są narażone na kontakt z wolnymi rodnikami, nie zawsze umierają od razu. Często uszkodzona jest ich zdolność do prawidłowego funkcjonowania, stają się słabsze.i tracą część swoich zdolności do wydalania produktów przemiany materii. Znaczną ich część stanowi wapń, który komórka powinna usunąć. Kiedy komórka nie jest w stanie usunąć wapnia, ten zaczyna się gromadzić i w końcu komórka obumiera. Dochodzi do nawarstwiania się obumarłych komórek i do zwapnienia naczyń krwionośnych. Widzimy więc, że choroba wieńcowa nie ma żadnego związku z poziomem cholesterolu we krwi, z masłem ani jajecznicą, ale z upośledzoną zdolnością komórek naczyń krwionośnych do wydalania wapnia, spowodowaną działaniem wolnych rodników, a szczególnie metali ciężkich. Dlatego chelatacja, czy to dożylna, czy doustna, jest skuteczną metodą zapobiegania chorobom nowotworowym i chorobie wieńcowej serca – dwóch najczęstszych przyczyn śmierci w państwach Zachodnich.

Nieporozumienie, jakie narosło wokół mechanizmu działania chelatacji polega na tym, że jeszcze wciąż często sądzi się, że EDTA usuwa wapń ze złogów wapiennych w naczyniach krwionośnych i w ten sposób przywraca im drożność. W rzeczywistości, mimo że EDTA bardzo łatwo łączy się z tym pierwiastkiem, to także z łatwością zrywa się to połączenie, jeśli tylko napotka na swojej drodze atom metalu, z którym może związać się mocniej. Dr Elmer Cranton, prawdopodobnie największy znawca tematu chelatacji dożylnej, podaje, z którymi pierwiastkami EDTA tworzy połączenia w kolejności malejącej, od najsilniejszego do najsłabszego:

Chrom 2+
Żelazo 3+
Rtęć 2+
Miedź 2+
Ołów 2+
Cynk 2+
Kadm 2+
Kobalt 2+
Glin 3+
Żelazo 2+
Mangan 2+
Wapń 2+
Magnez 2+

Czyli EDTA utraci połączenie z wapniem, jeśli tylko napotka na swojej drodze atom żelaza. Z kolei “wypuści” żelazo a przechwyci ołów, jeśli tylko się z nim zetknie. Wypuści ołów, by przyłączyć do siebie rtęć, jeśli ta będzie wystarczająco blisko. Jak widać, to mało prawdopodobne, by EDTA opuściło nasz organizm wraz z wapniem.

Nas interesuje fakt, że rtęć i ołów, pierwiastki najszkodliwsze dla układu nerwowego, są bardzo wysoko na tej liście, co oznacza, że EDTA bardzo mocno się z nimi połączy.

No dobrze, to wszystko brzmi bardzo ładnie, ale czy to działa? Decydującym testem skuteczności chelatacji jest zbadanie poziomu metali ciężkich w moczu, a jeszcze lepiej w kale, przed rozpoczęciem chelatacji i kilka, kilkanaście dni po jej rozpoczęciu.

Jeśli chodzi o EDTA, która jest sztucznym aminokwasem, to w przybliżeniu połowa tego aminokwasu przebywa w krwiobiegu przez godzinę. W tym czasie wyłapuje atomy metali ciężkich, puszcza i łapie atom metalu jeszcze cięższego. Chelat zostaje następnie usunięty wraz z moczem. Ciało od początku uznaje EDTA za substancję obcą i dąży do pozbycia się tego aminokwasu. To dlatego pozostaje wewnątrz naszego ciała tak krótko.

EDTA jest chelatem stosowanym w chelatacji dożylnej, działa w układzie krwionośnym.

Lecz w chelatacji doustnej są stosowane oprócz EDTA także dwa inne związki chelatowe – cysteina i N acetyl-cysteina.

Gdy EDTA zostaje przyjęta doustnie, wiąże metale w żołądku i jelitach. Jest też zdolna do przyciągnięcia metali znajdujących się wewnątrz ciała poprzez ścianki jelit. EDTA, która jest obecna w tych miejscach, jest aktywna aż do czasu wydalenia z organizmu. Ponieważ zawartość żołądka i jelit pozostaje wewnątrz ciała przez około 24 godziny, dlatego EDTA przyjęta doustnie pozostaje aktywna dłużej, niż wtedy, gdy jest przyjęta dożylnie.

A co się dzieje z cysteiną i N-acetyl cysteiną ? Są to naturalne aminokwasy. Pozostają aktywne w krwiobiegu przez wiele godzin, część z nich zostanie zużyta do budowy struktur proteinowych lub zostanie rozłożona na cukry. Cysteina i N acetyl-cysteina (w skrócie NAC), która przyłączyła do siebie metale, zostanie uznana przez nasz organizm za “ciało obce” i zostanie wydalona wraz z moczem. Podobnie stanie się z przyjętą doustnie częścią EDTA, która zostanie wchłonięta przez ciało.

Karl Loren jest znawcą tematu chelatacji, twórcą receptury preparatu do chelatacji doustnej, dostępnego w Stanach Zjednoczonych od kilkunastu lat, a także jest autorem książki Life Flow One, publikacji popularnonaukowej na temat chelatacji. Karl Loren tak wyjaśnia mechanizm działania procesu chelatacji i tłumaczy różnicę pomiędzy chelatacją dożylną i doustną:

“Istnieją dwa miejsca, w których ciężkie (trujące) metale znajdują się w ciele. Pierwszym są płyny naszego ciała, przede wszystkim krew, w której się unoszą, a drugim miejscem są tkanki, w których mikroskopijne drobiny metalu mogły “utknąć”. Zatem, bardzo mała, o rozmiarach rzędu kilku atomów, drobina metalu może tkwić w którymkolwiek organie ciała, w płucach, oskrzelach, wątrobie, sercu, w skórze, itd. Można mieć wiele tysięcy takich drobin w całym ciele – to nowa sytuacja, takich rzeczy nie było kilkaset lat temu.

Czy usuwanie tych drobin może być szkodliwe dla nerek, to sprawa poza dyskusją, jako że i tak są bardzo szkodliwe tak długo, jak pozostają w ciele. Szkody wyrządzane przez metale mają miejsce, ponieważ działają jak “powielacze” wolnych rodników. To nie jest dobrze rozumiane przez większość lekarzy, bo nie ma możliwości, by jakikolwiek lek mógł usunąć metale lub zmniejszyć aktywność wolnych rodników. Witaminy i niektóre naturalne substancje mogą neutralizować wolne rodniki, ale leki po prostu je tworzą, nie likwidują. Istnieje chelatacja dożylna i istnieje chelatacja doustna. W chelatacji dożylnej, do usuwania metali stosuje się sztucznego aminokwasu EDTA.

EDTA NIE usunie tych metali, które utknęły wewnątrz tkanek, ale doskonale usuwa metale z krwi. Robi to łącząc się z metalem. Kiedy EDTA i metal są już ze sobą związane, nasze ciało traktuje ten aminokwas jako “ciało obce” w krwiobiegu i próbuje je odfiltrować w nerkach. Rzeczywiście, przez twoje nerki przechodzą metale, ale to nie jest nic złego w porównaniu z pozostawieniem tych metali wewnątrz ciała. Niemniej, lekarze zawsze sprawdzają stan twoich nerek zanim rozpoczną chelatację dożylną.

Kiedy ktoś ma słabe nerki, lekarz stosujący chelatację dożylną może odmówić zastosowania zabiegu, ale to jest rzadkością. Ryzyko dla nerek związane ze stosowaniem chelatacji dożylnej nie jest spowodowane samymi metalami, ale z trudnościami z dużą ilością EDTA, która nagle pojawia się w nerkach. EDTA nie łączy się najmocniej z rtęcią, a co za tym idzie, nie jest najwydajniejsza w usuwaniu tego metalu.

Ponieważ wielu ludzi ma pełne rtęci plomby amalgamatowe, to większość z nich jest zatruta rtęcią. EDTA potrafi zdziałać cuda, ale cysteina jest w zasadzie lepszym chelatorem rtęci niż EDTA. EDTA ma coś takiego, jak “półokres trwania” wewnątrz ciała – innymi słowy, kiedy jest wprowadzona do ciała, czas jej działania od wprowadzenia do wydalenia przez nerki to tylko kilka godzin. Niewielka ilość EDTA przechodzi przez nerki w ciągu kilku minut, a w przeciągu kilku godzin w krwiobiegu nie pozostaje już nic.  Dawka około 1 grama, lub 1,5 grama EDTA, jest podawana przez przeszło 3 godziny. To ilość i czas podawania, który został uznany za najbezpieczniejszy i najskuteczniejszy dla tego zabiegu. Następnie, lekarze spodziewają się, że powrócisz na dalsze zabiegi, może 20 albo 30, w ilości od jednego do 3 na tydzień.

Chelatacja doustna według mojej receptury także zawiera EDTA, ale ponieważ tylko 5% EDTA przyjmowanej doustnie trafia do krwiobiegu, to tylko nieznaczna część tego aminokwasu działa w taki sam sposób, jak podczas chelatacji dożylnej. Dawka dzienna EDTA przy chelatacji doustnej to tylko 500mg, ale ta ilość robi dokładnie to samo, co EDTA stosowana w chelatacji dożylnej.Około 95% EDTA przyjmowanej doustnie pozostaje w żołądku i w jelitach. Jak długo tam pozostaje, to już zależy od tego, jak często się wypróżniasz. W miejscach, przez które przechodzi, jest bardzo pożyteczna. Po pierwsze, usuwa z twojego pokarmu metale ciężkie, zanim zostaną wchłonięte przez ciało. Przyłącza do siebie metal, który następnie usuwasz wraz ze stolcem. Nie mają szansy stworzyć zagrożenia dla twojego ciała. Po drugie, EDTA jest zdolna przyciągnąć metale znajdujące się wewnątrz twojego ciała poprzez ścianki jelit i także umożliwia ich usunięcie.

Moja receptura polega także na zastosowaniu naturalnych aminokwasów – cysteiny i NAC (n-acetylocysteiny) w procesie chelatacji. Substancje te “chelatują” bardzo podobnie jak EDTA. Jednak cysteina oraz NAC mają zdolność “odklejania” tych mikroskopijnych drobin metali w tkankach, rozrzuconych w różnych miejscach naszego ciała. Dlatego cysteina gruntowniej wykonuje zadanie chelatowania metali niż EDTA. Mamy więc cysteinę i NAC, które “wyłapują” metale, czy to te we krwi, czy też te, które utknęły w tkankach i usuwają je. Cysteina i n-acetylocysteina związana z metalem nie jest już pożyteczna jako składnik pożywienia, więc ciało usuwa je podobnie jak EDTA, poprzez nerki. Ponieważ cysteina jest naturalną substancją i jej część może zostać wykorzystana przez ciało w procesie przemiany materii, to znacznie mniejsza ilość cysteiny spełnia to zadanie, które wykonuje EDTA przyjmowana dożylnie. Co za tym idzie, nerki rzeczywiście SĄ narażone na kontakt z metalami, ale obciążenie dla nerek stworzone przez cysteinę związaną z metalami jest daleko mniejsze, niż w przypadku EDTA.

Mamy więc proces chelatacji, który jest daleko delikatniejszy wobec nerek, niż terapia przez chelatację dożylną. Chelatacja stosowana doustnie przebiega powoli. Chelatacja stosowana dożylnie jest zawsze dużo szybsza. Chelatacja doustna jest procesem gruntowniejszym, ponieważ usuwa niektóre skażenia metalami, których chelatacja dożylna nie usunie. Ponadto, chelatacja doustna jest na ogół tańsza.

Należy pamiętać o bardzo istotnym fakcie – NIE jest bezpieczne stosowanie samej tylko cysteiny. Niektóre niebezpieczne receptury oferują cysteinę z kilkoma ziołami i nazywają to “chelatacją doustną”. Stosowanie samej tylko cysteiny może doprowadzić do powstania kamieni nerkowych. Skutecznie zapobiega się temu przez stosowanie witaminy C w ilości 4 lub 5 razy przekraczającej ilości cysteiny i NAC. Witamina C skutecznie zapobiegnie powstaniu kamieni nerkowych. Jednak nie można stosować jedynie cysteiny i witaminy C. Duże dawki witaminy C mogą spowodować oznaki braku witaminy B.

Witaminy muszą być podawane w ilościach zapewniających równowagę składników, a Life Glow Plus, a także Super Life Glow, dostarczają wszystkich potrzebnych składników we właściwych proporcjach. Jedynymi minerałami, które mogą być usunięte podczas chelatacji, to te, które są cięższe od wapnia – większość z nich jest szkodliwa. Cynk jest cięższy, jednak mój preparat uzupełnia jego braki. Co dzieje się z EDTA znajdującą się w żołądku? NIE zostanie usunięta przez nerki, ale wraz z kałem. EDTA podawana doustnie ma dłuższy czas działania. Dlatego, jeśli chcesz być skrupulatny i poznać skuteczność EDTA podawanej doustnie, powinieneś zbadać stolec na obecność metali ciężkich.

Na koniec, najlepszym sposobem porównania chelatacji podawanej dożylnie i chelatacji podawanej doustnie, jest przyjrzenie się raczej wynikom działania, niż jego mechanizmowi.

EDTA podawana dożylnie wydaje się być szybsza od chelatacji podawanej doustnie.

Ludzie często doświadczają dramatycznych zmian już po 3 lub 4 zabiegach chelatacji dożylnej. Tak duże zmiany w przypadku chelatacji doustnej pojawiają się zazwyczaj po 30 dniach. Osobiście uważam, że jeżeli pilnie potrzebujesz zmian, to chelatacja dożylna jest najlepsza. Ale po 30, najdalej po 60 dniach, chelatacja doustna jest równie skuteczna, jeśli nie skuteczniejsza, niż 30 zabiegów EDTA podawanej dożylnie.”

“Wiem, że rtęć często jest uważana za przyczynę autyzmu. Podejrzewam, że istnieją też inne czynniki. Wiem, że wielu rodziców dzieci autystycznych próbowało różnych sposobów chelatacji. Ponieważ to jest bolesna sytuacja dla rodziców, dlatego desperacko szukają rozwiązań i często padają ofiarą bzdur i oszustw. Wiele oszukańczych produktów znajduje się w sprzedaży, dlatego często nie mają możliwości należycie sprawdzić, czy chelatacja to właściwe rozwiązanie. Jednak nie otrzymałem do tej pory informacji od rodziców o wyleczeniu autyzmu poprzez chelatację doustną. Nie sprzedaję żadnego produktu dietetycznego, jednak zalecałbym rodzicom dzieci autystycznych przeczytanie podsumowania moich badań i poważne przemyślenie usunięcia produktów mlecznych i zbożowych z diety każdego dziecka mającego problemy z zachowaniem.

Myślę, że jest jeszcze coś więcej, i chociaż większość rodziców nawet nie chce nawet myśleć o takiej możliwości, to sądzę, że mógł mieć miejsce szok prenatalny, coś, co zdarzyło się podczas ciąży, zatrucie lekami lub narkotykami, jakiś uraz, może nawet zgwałcenie żony czy inne traumatyczne zdarzenie, coś, o czym należałoby pomyśleć równolegle ze sprawą chelatowania rtęci. Chelatacja doustna jest bardzo bezpieczna i stosunkowo tania w porównaniu z wieloma innymi sposobami. Dorosłym doradzam stosowanie 20 kapsułek Life Glow Plus dziennie, mojego najpopularniejszego preparatu. Bardzo małemu dziecku, jeśli waży 15 kg, podaj 20% porcji dla dorosłych . Zanim rozpoczniesz chelację, zbadaj zarówno mocz jak i kał na obecność rtęci. Powinnaś mieć porównanie, aby mieć pewność, że mój preparat działa. Możesz zrobić drugie badanie już kilka dni po rozpoczęciu chelatacji. Spodziewaj się przede wszystkim znacznego wzrostu ilości rtęci w kale.(…)”

Ja, Konrad Kasperczak, stosuję preparat do chelatacji według receptury Karla Lorena, zawierający 3 rodzaje związków chelatujących i pełen komplet witamin i minerałów. Preparat ma silne działanie i zmiany w funkcjonowaniu organizmu łatwo zaobserwować.

Czytelnika zastanowić może, dlaczego wobec tylu wątpliwości związanych ze stosowaniem tiomersalu w szczepionkach, nie został on zastąpiony innym konserwantem ? Warto pamiętać, że stosowanie tego związku w szczepionkach jest wynalazkiem kolosalnej firmy farmaceutycznej operującej dziesiątkami miliardów dolarów rocznie. Kwoty wypłacane na odszkodowania, nawet jeśli sięgają milionów dolarów, są śmiesznie niskie w porównaniu z globalnymi zyskami ze sprzedaży produkowanych przez Eli Lilly leków, stosowanych w chorobach wywołanych działaniem metali ciężkich. Eli Lilly produkuje leki stosowane w leczeniu choroby wieńcowej, nowotworów, ADHD, zaburzeń psychicznych. Choroby te można wywołać przez stosowanie metali ciężkich, szczególnie rtęci.

Prof. Thomas Szasz to autor wielu bardzo znanych publikacji dotyczących prawa pacjenta do pełnej informacji o działaniu terapii, a także o prawie wyboru pacjenta co do sposobu leczenia. Jest ekspertem w dziedzinie psychiatrii, znanym jako współtwórca organizacji o nazwie Obywatelska Komisja ds. Praw Człowieka, której celem jest przywrócenie etyki w dziedzinie zdrowia psychicznego.

Drugim założycielem tej organizacji jest Church of Scientology ( Kościół Scjentologii) – mniejszość wyznaniowa, według której duchowe oświecenie nie jest możliwe, gdy działanie umysłu człowieka jest zakłócone działaniem narkotyków, leków psychiatrycznych, leczeniem psychiatrycznym obejmującym elektrowstrząsy, hipnozę i inne brutalne metody.

Kościół ten dysponuje własną techniką doskonalenia pracy umysłu o nazwie dianetyka, którą stosują m.in. John Travolta, Tom Cruise i często odwiedzający Polskę znany muzyk jazzowy, Chick Corea. Członkowie Kościoła Scjentologii stosują też oczyszczanie organizmu z toksyn, w tym z metali ciężkich, za pomocą intensywnej techniki o nazwie Purification (oczyszczenie), z którą wiążą się kilkugodzinne pobyty w saunie, z jednoczesnym podawaniem dużych dawek witamin, soli mineralnych, mikroelementów i stosowaniem ćwiczeń fizycznych. Stosowanie tej techniki może trwać nawet kilka tygodni dzień po dniu, zanim zostanie osiągnięty oczekiwany efekt oczyszczenia organizmu. Proces ten mogą przejść osoby dorosłe. Niektórzy członkowie Kościoła Scjentologii uważają, że stosowanie tego procesu jest szczególnie wskazane dla par starających się o dziecko. Na zdj. Katie Holmes, małżonka Toma Cruise’a. Oboje przeszli proces detoksykacji Purification przed poczęciem córeczki Suri.

Opracowanie: Konrad Kasperczak

Źródło: http://adhdinfo.wordpress.com

Dr. Jerzy Jaśkowski: świńska grypa i korporacje farmaceutyczne

Cytuję: „Brithis Medical Journal  opublikował oświadczenie Edytorskie :  “wyolbrzymianie  grypy A H1N1  jest sterowane, a oszustwa kampanii strachu przez kompleks farmakologiczny  spowodowały, że wiarygodność WHO i  globalnego systemu zdrowia  zostały poważnie nadwyrężone”.

Komitet Zdrowia Rady Europy stwierdził natomiast, że:  poważne zaniedbania oraz brak przejrzystości w działaniach WHO” …. ,” macki firm farmaceutycznych GSK  i Roche Ag są na wszystkich szczeblach decyzyjnych”.  WHO odmówiło podania nazwisk 16  ekspertów , którzy “podjęli” decyzję ogłoszenia pandemii” Oczywiście producenci tych szczepionek  śmieją się  z tych pogróżek i nadal mają otwartą drogę do banków.

Być może należy wprowadzić,  w  związku z kryzysem ekonomicznym i wymuszaniem wprowadzenia eutanazji nowe hasło polityczne dla młodych z dużych miast, wykształconych po licencjatach:

“WNUCZKU  chcesz “usunąć” dziadka, babcię, zafunduj im szczepionkę przeciw GRYPIE”

Morbility and Morality Weekly Repoert z 09 sierpnia 1985 roku przedstawił wyniki badań przeprowadzonych przez Departament Służby Zdrowia Stanu Connecticut. Przebadano wśród mieszkańców domów opieki  trzy niezależne epidemie wywołane wirusem A. Badacze stwierdzili, że podczas każdej epidemii grypy, mieszkańcy, którzy otrzymali ostatnio zalecane szczepionki przeciwko tej chorobie chorowali tak samo jak inni.

“Brithis Medical Journal” z 29 września 1990 roku  podał, że  porównanie 16 badań przeprowadzonych od 1972 roku w domach starców wykazało zaledwie 27 % ochronę  w przypadku grypy AH3 N2  w grupie wirusów B ochrona wynosiła ok 21%  Przeciwko wirusowi A brak było ochrony. Nawet dr Albert Sabin, twórca doustnej szczepionki przeciwko Polio wystąpił z wnioskiem o zaniechanie tego procederu podając, że szanse wystąpienia epidemii wynoszą jak 1: 10 000. Dr Sabin stwierdził, że  na każdy milion zaszczepionych zachoruje 190 000 dzieci w ciągu 24 godzin.

Już w 1997 roku słynne z wypowiedzi prof. mgr Lidii Brydak, Centrum Kontroli Chorób  z Atlanty podało, że :
“ DOWODY WSKAZUJĄ, ŻE SZCZEPIONE OSOBY SĄ 1000% bardziej narażone na paraliż  Gullian- Barre ,GBS aniżeli osoby nie szczepione.” Szczepienie jest niemal religijną plank współczesnej medycyny

Bardzo głośna, także w Polsce była sprawa dr A.Wakefielda, który rzekomo sfałszował dane dotyczące związku szczepień z autyzmem. Pomimo, że sprawa została opublikowana w 1999 roku i 17 innych niezależnych ośrodków naukowych  w minionym okresie potwierdziło związek występowania wirusa wszczepionego z zapaleniem przewodu pokarmowego, w Polsce nadal tzw. czasopisma medyczne nie zamieściły sprostowania. Mało tego, żaden z profesorów “wieszających psy” na  dr Wakefieldzie nie czuje się zobowiązany do przeproszenia go w tej samej formie jak go obrażał. Dla przykładu – zakłamane, sponsorowane przez przemysł szczepionkowy artykuły z m.pl:

Pomimo udowodnienia przez 16 ośrodków naukowych tez dr A.Wakefiwelda, w Polsce rzekomo medyczny biuletyn Medycyna Praktyczna do tej pory nie wycofała artykułów szkalujących go. Nadal wprowadza w błąd PT Kolegów Lekarzy co do istoty problemu. I kto tutaj jest oszustem?

P. prof.mgr Lidia Brydak w wystąpieniach telewizyjnych często powołuje się na CDC z Atlanty, dziwnym trafem zapomina permanentnie poinformować telewidzów o fakcie korupcji i fałszowanu wyników badań dotyczących autyzmu. Okazało się, że pracownik CDC  z Atlanty,  Paul Thorsen lat 49, dostał aż 11 000 000 dolarów na udowodnienie, że nie ma związku szczepień z autyzmem. Facet był na tyle cwany, że postanowił przeprowadzić badania w placówce odległej od Atlanty.  W tym celu wybrał maleńką Danię . Badania prowadził w okresie  od 2000 do 2009 roku. Thorsen w 2002 roku przeniósł się do Danii i został kierownikiem prac badawczych. Akt oskarżenia zarzuca mu m.in pranie brudnych pieniędzy i fałszowanie wyników za co grozi mu co najmniej 20 lat więzienia. Ciekawe dlaczego P. prof.mgr  Lidia Brydak o tym fakcie zapomina poinformować telewidzów i w dodatku powołuje się na wyniki tych badań.

A dr W. Frosehaver  w 1986 stwierdził:
“ Ryzyko związane z poważnymi komplikacjami w wyniku szczepień przeciwko grypie jest znacznie większe od samej grypy”. I to jest jasne dla lekarzy praktyków.

O perfidii ludzi związanych z handlem szczepionkami świadczą sposoby dezinformacji społeczeństwa. Na początku lat 90-tych, kiedy wybuchła epidemia autyzmu, branża szczepionkarska wprowadziła nową chorobę “zespół potrząsanego dziecka”.  Była to taka sama dezinformacja jak w roku 1940 usłużni idioci z dyplomami lekarskimi wprowadzili do medycyny informację, że toksyczny odpad jakim jest fluor zapobiega próchnicy zębów,  czy wprowadzona przez urzędników prezydenta Forda informacja o szkodliwości cholesterolu związana ze wzrostem cen jajek na rynku amerykańskim.

Pomimo, iż dawno już udowodniono fałszywość tych informacji i wykazano szkodliwość takiego postępowania, to jeszcze trzecie pokolenie stomatologów w Polsce uczy się o celowości stosowania fluoru  w zapobieganiu próchnicy, czy kardiologów o rzekomej korzyści stosowania leków obniżających cholesterol.

W tej sytuacji nie należy się dziwić, że społeczeństwo jednakowo traktuje rozmaitej maści znachorów jak i medyków  ”dyplomowanych”.

Pojęcie zespołu MSBP w 1977 roku wprowadził do medycyny niejaki prof. Roy Meadow chcąc odsunąć podejrzenia pogarszania się stanu zdrowia dzieci po szczepieniach. W Polsce nadal reklamuje się w internecie rzekomy zespół “potrząsanego dziecka”.

Mało tego,  stworzono specjalne strony, na których usłużni idioci opisują  SBS [ mądrze bo z angielska nazwane] czyli syndrom potrząsanego dziecka. Zespół ten opisali   przed 40 lat  John Caffey oraz Norman Guthkelch.  Jak to udowodniła dr Vera Scheibner zespół ten występował zawsze w krótkim okresie po szczepieniu . Zdarzało się, że dzieci umierały w nocy. Zeznania policjantów, którym kazano obciążać rodziców  widocznymi skutkami uszkodzenia ciała wyjaśniły całkowicie bezsens i konfabulacje tych rozpoznań. Niektórzy policjanci pomimo zagrożenia utratą pracy nie chcieli pisać fałszywych raportów i oskarżać rodziców. (!!!)

Autor: Dr. Jerzy Jaśkowski

Świńska grypa: jak media i korporacje oszukały społeczeństwa i ile zarobiły

Cytuję: „Jak wiadomo czas leczy rany i już w latach 90-tych wymyślono ptasią grypę. Niestety z wyjątkiem odpowiednich, znanych sekcie szczepionkarskiej  kurników, dzikie ptactwo nie chciało chorować w żadnym kraju. Także narodowy ptak USA – indyk nie chorował. W sumie przygotowane z wielką pompą lekarstwo na ptasią grypę Tamiflu i Relenza  kosztujące w Polsce ok. 200 złotych nie dały spodziewanego zysku. Zwykła aspiryna, za 2 złote była skuteczniejsza. Wiem to z własnej praktyki.

Cały “cyrk” ze szczepionkami i grypą rozpoczął się od chwili mianowania  Donalda Rumsfelda na Sekretarza Obrony w USA. Pan Sekretarz wydał od razu 1.8 miliarda dolarów  na leki zabezpieczające wojsko przed grypą.   Pomimo, że dowody na skuteczność leczenia  tymi preparatami były słabiutkie to akcje firmy, po zakupie rządowym skoczyły o 50 %.  Nie trzeba dodawać, że p. Rumsfeld był akcjonariuszem tej firmy.
W związku ze słabą sprzedażą leków  firma produkująca to lekarstwo zmieniła zakres stosowania leku. Obecnie, jak podaje to  nowa ulotka, jest ono  dobre  nie tylko na  ptasią grypę ale także  i na zwykłą. Niestety z wyjątkiem określonych kół medycznych lek nie był specjalnie stosowany. W związku z tym zysk był nadal mały.

Wymyślono więc świńską grypę, ale zastosowano ten sam chwyt propagandowy co z grypą hiszpańską.
Tutaj podobnie, najpierw  nazwano ją meksykańską, ale po protestach Meksyku zmieniono nazwę na świńską.  Rzekomo pierwsze zachorowanie stwierdzono na farmie  La Gloria u 5 letniego meksykańskiego chłopca  9 marca 2009 roku. Ciekawe jest  to, że  nikt z rodziny ani otoczenia tej rzekomo pierwszej ofiary  wirusa AH1N1 , znanego przecież od 1976 roku, nie zachorował!. Dziwnym trafem przeoczono także wykonanie badań laboratoryjnych u tego chłopca, potwierdzających obecność tego  rzekomego wirusa. Ciekawostką nigdy niewyjaśnioną zostanie fakt, ze WHO mając jedynie 20 potwierdzonych laboratoryjnie przypadków zachorowań na AH1N1 ogłosiła 6 stopień pandemii .

Rozpoznano to zakażenie jako  wirusowe A H1N1, czyli takie samo jak przed 30 laty. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo na jakiej podstawie! W 12 przypadkach potwierdzono zgodność genetyczną z wirusem AH1N1 , tj. takim samym jaki występował  w Kaliforni.  Jednak dokładne badania wykazały, że sekwencja homollogii BLAT z świńskiej-meksykańskiej grypy  zarówno Hemaglutinin HA białka powierzchniowego, jak i niestrukturalne [NSI  hamowanie białka] są nowatorskie w rekombinacji i nie zidentyfikowane wcześniej w przyrodzie na całym świecie. Co jednoznacznie wskazuje na sztuczną modyfikację.

Ciekawa jest również sprawa potwierdzania laboratoryjnego wirusa. Wirusologom z CDC udało się rozpoznać wirusa w  97 przypadkach ale podobno w Meksyku chorowało kilkadziesiąt tysięcy ludzi,  a w USA aż  47 milionów.  Jeżeli w Polsce jedno badanie u p.prof.mgr Lidii Brydak kosztowało ponad 300 złotych [ podrożało o 50% po ogłoszeniu przez WHO pandemii] to jakie olbrzymie pieniądze trzeba by przeznaczyć na wykonanie tych milionów badań. Analiza wydatków nie potwierdza takich sum. W jaki sposób więc wirusolodzy wiedzieli od kogo pobierać materiał do badania? Zostaje to słodką tajemnicą handlarzy szczepionek.

Badania genetyczne tego rzekomego wirusa wskazują, że  ptak z Ameryki Północnej powinien przylecieć do Europy. W Europie ten jeden ptak powinien zarazić świnie. Następnie  inny ptak powinien zarazić się od tych świń i polecieć do Azji aby tam w Hongkongu zarazić inne świnie.  Następnie azjatyckie świnie powinny stworzyć warunki do mutacji tego wirusa aby stał się przenoszalny na ludzi. No potem już prosta droga. Wirus musiałby trafić do człowieka lecącego do USA który oczywiście wcześniej musiałby pracować z tymi zakażonymi świniami,  co jak wiadomo często się turystom trafia. A następnie przesiąść się  na człowieka lecącego lub jadącego do Meksyku. Potem jeszcze ten nosiciel musiałby spotkać się tylko z tym małym 5 letnim chłopcem i tak kombinować aby zarazić tylko jego ale nikogo więcej z miasteczka.

Jak więc widzimy “kombinacja “intelektualna urzędników medycznych jest wręcz nieprawdopodobna a z punktu widzenia wiedzy naukowej jej realność jest zerowa.  Nie przeszkadza to sekcie wakcynologiczno-epidemiologicznje nadal ją rozsiewać w prasie.

Badania wykazały także z całkowitą pewnością, że wirusa tego nie stwierdzono w otoczeniu hodowli trzody chlewnej w pobliżu obszaru określonego jako “pacjent zero” przez CDC. Tak więc w promieniu co najmniej 80 km od farmy  w Perote [Meksyk] nie było takiego wirusa,  więc nie można go przypisać do meksykańskich lub północnoamerykańskich świń!!!

Jak  opisałem sprawa jest niezmiernie prosta i nie stanowi żadnego problemu dla naszych mniej lub bardziej rządowych ekspertów z dziedziny Zdrowia Publicznego, Epidemiologii i Wakcynologii oraz tych setek pożytecznych idiotów. Przez ostatnie 3 lata to właśnie oni występując w mass mediach  te” duby smolone” wciskają społeczeństwu.

Widzimy więc na tym przykładzie co warte są “wiadomości” prasowe oraz, że moje twierdzenie  iż polska medycyna jest 100 lat za murzynami [ z całym szacunkiem dla czarnoskórych] jest jak najbardziej uzasadnione. Przecież  w okresie tych kilku lat żaden profesor medycyny w Polsce,  nie zaprotestował przeciwko wciskaniu tej ciemnoty medykom ani społeczeństwu!.

Konieczne jest zwrócenie uwagi na to, że tylko 50 mil od punktu wybuchu epidemii AH1N1 w Meksyku znajduje się zakład produkcyjny firmy Baxter w Cuernavaca. Fabryka  jest znana  z produkcji szczepionek przeciwko meningokokom oraz kleszczowemu zapaleniu opon mózgowych. Fabryka ta przesłała zwykłą pocztą  72 kg materiału szczepionkowego – czyli skażonego do powielania Gdyby nie dociekliwość czeskiego wirusologa , który wykrył i unieszkodliwił wirusy epidemia mogłaby wybuchnąć w Europie. Jak wiadomo polska placówka wirusologiczna prof.  B.Bucholc nic nie była w stanie wykryć.  Dlaczego?

Będąc w tym czasie [ 2009 r] w Meksyku stwierdzam, że nie widziałem w ogóle  żadnych objawów epidemii ani w stolicy ani na prowincji. Był to obraz zaskakujący odbiegający od tego jaki obserwowałem poprzez internet w  Polsce.  Polskie media w wiadomościach podawały apokaliptyczny obraz sytuacji w Meksyku spowodowanej przez rzekomą epidemię grypy.  Jak pamiętamy w Polsce straszono epidemią wirusa i robiono “spektakle cyrkowe” na lotniskach.  Tak wiec, zastosowano taką samą technikę dezinformacji, jaką stosowano już przed pierwszą wojną światową i którą doskonale opisał dr Majakowski w swoich pamiętnikach.

Musisz więc sam się  Drogi Czytelniku domyśleć dlaczego rządy stosują takie oszustwa bez względu na epokę i kraj? Wirus AH1N1 jest znany od ponad 40 lat, czyli więcej aniżeli od jednego pokolenia i lekarze umieją leczyć jego skutki stosunkowo tanio. Nie dawało to  jednak określonych zysków firmom farmaceutycznym. Trzeba było aż zmiany definicji epidemii i pandemii przez WHO oraz zmasowanego ataku propagandy, by w atmosferze strachu osiągnąć odpowiednie zyski.

Wojsko cały czas jest używane do testowania na większą skalę nowo powstałych szczepionek. Kupowane  przez wojsko szczepionki, najczęściej mają mały związek z sytuacją medyczną. Przykładem tego była sprawa stosowania aż 16 szczepionek w ciągu 3 miesięcy, u żołnierzy przygotowywanych do ataku na Irak.  Stosowana w medycynie klinicznej  zasada dopuszcza  podawanie kolejnej szczepionki po okresie co najmniej 4-6 tygodni od otrzymania poprzedniej. Stąd kolejna epidemia  która wystąpiła w armii.

Jak to pisano już przed 50 laty, skuteczność szczepionki przeciwko grypie jest zerowa.  Wykazały to jednoznacznie badania przeprowadzone np. w 2004 roku. Pomimo tego, że nastąpił spadek zaszczepialności o 40 %,  śmiertelność wcale nie wzrosła.

Podobnie jak w 1968 roku i 1997 roku przygotowano szczepionkę nie z tym wirusem, który powodował epidemię sezonową, więc tak wyprodukowana szczepionka nie trafiła do handlu. Innymi słowy w tych dwu latach nie szczepiono ludzi. I co ? I nic !. Nikt nie był szczepiony, a śmiertelność zmalała, a nie wzrosła!
Ciekawe dlaczego polscy epidemiolodzy, prof, Zieliński , prof J.Wysocki dr Mrukowicz,  dr … nigdy nawet o tym nie wspomnieli. O  PT  pracownikach Narodowego Instytut Zdrowia nie będę wspominał,  wiadomo interes to interes.

Celowość podawania szczepionek, oprócz ich nieskuteczności, wikłają dodatki znajdujące się w szczepionkach.”

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski

Polscy lekarze są zastraszani przez korporacje i SANEPID w sprawie szczepień

Niedawno u mnie na blogu pojawił się komentarz lekarza który chciał uczciwie i zgodnie z praktyką lekarską raportować działania niepożądane szczepionek do sanepidu. Efekt? Zastraszanie i zwolnienie z pracy:

Cytuję: „Myślisz że tak łatwo lekarzom rzetelnie przedstawiać pacjentom wiedzę o szczepieniach. Jestem lekarzem i z tego między innymi powodu musiałam zmienić miejsce pracy – z powodu szczepień, zaczęłam rozpoznawać powikłania, wysyłać na konsultacje itp. Niestety procedura jest taka że idzie to przez sanepid. I jak moja szefowa otrzymała pismo zwrotne z sanepidu to jej wody odpłynęły, od następnego dnia zostałam odsunięta od szczepień a ponieważ nie byłam zatrudniona na stałe to przyszedł czas na mnie i nie przedłużono ze mną umowy, bez tłumaczenia. W ostatnim miejscu mam zapowiedziane że jak będę zniechęcać (a to dzięki pacjentom niestety którzy od razu poszli skonfrontować informacje ode mnie z szefową) zostanę odsunięta po raz kolejny od szczepień. Łatwo jest krytykować ale nie jest to takie proste. Lekarze są przestraszeni. Pozdrawiam.”
koniec cytatu.

Przypomnienie faktów o szczepieniach i służbie zdrowia:

-istotnie jest to fakt, mówią o tym od dawna lekarze którzy sprzeciwiają się temu kryminalnemu procederowi, jakim jest nękanie i zastraszanie ich środowiska przez sanepid, dyrektorów placówek NFZ i wpływowe grupy lobbingowe.

-są organizacje międzynarodowe, m.in. powołane przez WHO, które zajmują się gromadzeniem danych odnośnie działań niepożądanych i zgonów po szczepieniach. A teraz zgadnijcie, ile raportów idzie do tych organizacji co roku z Polski. Otóż z Polski nie idzie ani jeden raport!

-w Polsce oficjalna procedura zakłada, że lekarz musi zgłosić tzw „niepożądany odczyn poszczepienny” (eufemistyczna nazwa, pod którą zakamuflowano nawet nagłe zgony poszczepienne) – oficjalnym pismem, do sanepidu. Potem głównie od sanepidu zależy, czy rodzice poszkodowanego dziecka bądź sam pacjent, jeśli jest pełnoletni, może założyć sprawę do sądu o przyznanie odszkodowania. I tu zaczynają się schody.

-szczepienia dzieci z tzw „kalendarza szczepień obowiązkowych” są owszem, bezpłatne, tzn rodzice małego pacjenta nie płacą za nie. Jednak trzeba pamiętać, że są one finansowane z naszych podatków i wcale nie są to kwoty małe. Szczepionki są produkowane przez prywatne przedsiębiorstwa, które i tak są kontrolowane – w różny sposób – przez 10 głównych światowych gigantów farmaceutycznych. Zbijają oni na szczepionkach a potem – na leczeniu powikłań po nich, ogromne pieniądze. Przemysł szczepionkowy to nie tylko zyski ze sprzedaży szczepionek, ale także zyski z leczenia, najczęściej dożywotniego – powikłań po szczepionkach. Np: różnych form alergii (prawie 90% dzieci obecnie ma alergie), astmy, obniżenia odporności (antybiotyki itp), i tych cięższych – padaczki, autyzmu, chorób auto-immunologicznych. Tutaj wychodzi zakłamanie tego całego procederu: otóż jeśli ma to być uczciwe, to produkcją szczepionek powinien zajmować się państwowy monopol, aby zminimalizować koszta (marże) i aby produkować szczepionki tak, by czyniły jak najmniej szkód. Wyprodukowanie jednej ampułki szczepionki na grypę to dla kampanii farmaceutycznej koszt kilku groszy polskich, zaś cena w aptece to 30 – 40 złotych. Świetlany biznes..

-obecnie coraz mniej ludzi w Polsce się szczepi. Do rodzin lekarzy, którzy już od dekad, tradycyjnie, odmawiają szczepień i fałszują karty szczepień swoich dzieci – dochodzą zbulwersowani rodzice, którzy poznali prawdę o tym procederze. Zyski korporacji farmaceutycznych zaczęły więc spadać, tak więc dziś przychodnie które mają największą wyszczepialność, dostają dodatkowe „fanty” (dotacje) bezpośrednio lub pośrednio od grup lobbingowych korporacji farmaceutycznych. Kto by się nie pokusił na dodatkowe dotacje, zwłaszcza teraz w dobie urojonego „kryzysu gospodarczego”?

-I tak: lekarz który próbuje zgodnie z praktyką informować pacjentów co do działań niepożądanych, bądź który raportuje te działania niepożądane do sanepidu, przynosi przychodni straty. Tacy lekarze są więc w różny sposób namawiani, nękani, zastraszani – a jak to nie da skutku, to zwalnia się ich z pracy (powód do zwolnienia z powodów dyscyplinarnych (np.) zawsze się znajdzie..)

-poza tym: faktem jest, że dziś większość, o ile nie zdecydowana większość lekarzy jest skorumpowanych. Każdy widział choć raz w życiu ten widok: do przychodni przychodzi ubrany w najnowszy garnitur Gucciego pan z teczką, i pyta się pacjentów, czy wpuścili by go do kolejki..

Lekarze dostają więc granty w postaci: „szkoleń” w luksusowych miejscach na całym świecie, dotacje itp – właśnie za dużą wyszczepialność, a także za zapisywanie leków i szczepionek (tzw. szczepienia dodatkowe) danej korporacji. Potem ci lekarze są z tego skrupulatnie rozliczani, ale to już tajemnica poliszynela.

-na pewno się więc zapytacie: czy to prawdą jest, że w Polsce na masową skalę ukrywa się działania niepożądane szczepionek i zgony po nich? Tak, jest to jak najbardziej prawdą. Dla człowieka nieobeznanego z tematem szokiem będzie to, że skala „konspiracji” jest tak duża, i to nie gdzieś w USA na drugim końcu świata, ale u nas, w Polsce, w ich mieście, ba – w ich przychodni..

-Działania niepożądane występujące po szczepionkach przypisuje się np. temu, że choroba dotąd nie dawała objawów, ale teraz, „w naturalny sposób” daje objawy bo „dziecko podrosło, więc choroba się ujawniła”. Także fakt, że dziś prawie 90% dzieci ma różnego rodzaju alergie, a część z nich astmę – bierze się za „naturalny”, albo próbuje się tłumaczyć skażeniem środowiska, śmieciowym żarciem i innymi czynnikami, na które nie mamy wpływu. Tak samo tłumaczy się nagle pojawiający się autyzm, np. w wieku 2 czy 3 lat. Lekarz Ci powie, że dotąd nie mogłeś zaobserwować autyzmu bo dziecko było „zbyt małe”, no i że nagłe pojawienie się autyzmu czy upośledzenia umysłowego w wieku tych 3 lat, w żaden sposób nie jest związane ze szczepieniem..

-lekarze są od pewnego czasu już wprost szkoleni o tym, jak ukrywać działania niepożądane szczepionek, jak tłumaczyć „zbyt dociekliwym” fakt nagłego pogorszenia się zdrowia dziecka. A także – „jak reagować empatycznie”, aby wzbudzić w wątpiących w idee szczepień rodzicach ponowną chęć do nich. Oczywiście, z empatią nie ma to nic wspólnego, liczy się tylko wywołanie chwilowego „wrażenia” – socjotechnika w czystej postaci.

-to, co tutaj podałem – to dopiero wierzchołek góry lodowej, niestety.. dla przykładu podam Wam informację, jaką w 2011 roku przekazał mi wolontariusz z jednego ze szpitali dziecięcych w dużym mieście. Otóż w ciągu tygodnia – dwóch u prawie 40 dzieci z tego szpitala zaobserwowano objawy padaczkowe. Dalsze doszukiwanie się przyczyn spowodowało groźby ze strony ordynatora tego oddziału, i stwierdzenie faktu, że wszystkie dzieci otrzymywały ten sam, nowo wprowadzony antybiotyk. Po nagłośnieniu tej sprawy Ministerstwo Zdrowia w pośpiechu skreśliło ten antybiotyk z listy leków w Polsce. Może napisał o tym Główny Inspektorat Farmaceutyczny w lakonicznej i najeżonej szczegółami technicznymi notce, ale np taki onet.pl czy programy telewizyjne o tym nie poinformowały. Tam znajdziesz za to mnóstwo info o aktoreczkach z polskich telenowel wpadających w kartony, ale cóż. Takie życie. Sami na to przyzwalamy.

Autor: Jarek Kefir

Szczepienia na grypę nie działają – przegląd badań organizacji Cohrane Collaboration

Szczepienia na grypę nie działają – przegląd badań organizacji Cohrane Collaboration

Cytuję: „Zacznijmy od teorii a potem przyjrzyjmy się twardym dowodom naukowym z badań klinicznych i obserwacyjnych..

Teoretyczna skuteczność szczepień przeciwko zachorowaniom o typowych grypowych symptomach

Następujące czynniki warunkują teoretyczną skuteczność szczepień:

  • Wśród tych 10-30% zachorowań przyczyną mogą być szczepy wirusa grypy prawdziwej, których antygeny znajdują się w szczepionce jak i szczepy, które nie są objęte szczepieniem, dlatego w niektórych sezonach grypowych mówi się o „dobrej zgodności”, natomiast w innych o „słabej zgodności” szczepów grypy prawdziwej krążących w populacji i antygenów zawartych w szczepionkach.
  • Jak przy każdej szczepionce gwarancja niezachorowania nawet przy zetknięciu z wirusem odpowiadającym idealnie antygenowi w szczepionce nie wynosi 100%, lecz jest zależna od wielu czynników np. stanu zdrowia czy grupy wiekowej.
  • Godnym uwagi jest też fakt, że szczepienie musi być odnawiane co roku, nawet jeśli nie zmienia się skład antygenów.

Liczne materiały reklamowe powołują się zawsze na “dowiedzioną skuteczność na podstawie badań klinicznych”. Ponieważ badań klinicznych jest ogromna ilość, warto skorzystać z pomocy grupy uznanych naukowców tworzących organizację Cochrane Collaboration. Organizacja, ta zajmuje się skrupulatną oceną jakości i sensowności publikacji naukowych i tworzy na tej podstawie prace przeglądowe, z których to korzystają inni naukowcy czy media medyczne takie jak np. Medycyna Praktyczna. W ocenie skuteczności szczepień przeciwgrypowych Cochrane Collaboration stawia przede wszystkim na dowody najwyższej jakości, czyli randomizowane badania z grupami kontrolnymi,badania innego typu mogą zawierać zniekształcone wyniki przez różne czynniki. Innym źródłem rzetelnych informacji jest metaanaliza “z najwyższej półki” przedstawiona na podstronie Osterholm et al. w Lancet 2011 – Metaanaliza o skuteczności szczepień przeciwgrypowych

Badania naukowe nad szczepionkami

Dowody naukowe na (nie)skuteczność szczepień (wg. Cochrane Collaboration)

Od wielu lat naukowcy z Cochrane Collaboration publikują krytyczne prace przeglądowe na temat skuteczności szczepień przeciwgrypowych. W okresie od 2006 roku powstało 5 krytycznych i bardzo krytycznych przeglądów, dla różnych grup wiekowych, stanu zdrowia lub grup zawodowych. Zacznijmy od końca:

  • Rok 2012, przegląd nt szczepienia zdrowych dzieci poniżej 16 roku życia, wniosek po analizie 75 publikacji:

“AUTHORS’ CONCLUSIONS: Influenza vaccines are efficacious in children older than two but little evidence is available for children under two. There was a marked difference between vaccine efficacy and effectiveness. No safety comparisons could be carried out, emphasizing the need for standardisation of methods and presentation of vaccine safety data in future studies. It was surprising to find only one study of inactivated vaccine in children under two years, given current recommendations to vaccinate healthy children from six months old in the USA and Canada. If immunisation in children is to be recommended as a public health policy, large-scale studies assessing important outcomes and directly comparing vaccine types are urgently required.”

Źródło: Cochrane Collaboration 2012

  • Rok 2010, przegląd nt. szczepienia osób zdrowych w wieku 16 – 45 lat, wniosek po analizie 50 publikacji:

“Wynik: W rzadkich okolicznościach kiedy to antygeny w szczepionce zgodne są z wirusami w środowisku u 4% nieszczepionych i 1% szczepionych rozwinęły się symptomy grypy prawdziwej. (…) Nie ma dowodów, że szczepienia mają wpływ na wystąpienie komplikacji takich jak zapalenie płuc czy transmisje zarazka.

Ostrzeżenie: (…) Wcześniejszy przegląd systematyczny uwzględniający 274 badania kliniczne opublikowane do roku 2007 wykazał, że sponsorowane przez producentów badania były publikowane w bardziej prestiżowych czasopismach naukowych i cytowane częściej niż inne publikacje niezależnie od jakości metodologicznej i rozmiaru. Badania finansowane ze środków publicznych zdecydowanie rzadziej zakańczały się wnioskami korzystnymi dla szczepień.

Ten przegląd pokazał, że praktycznie brak jest rzetelnych naukowych dowodów potwierdzających skuteczność szczepień przeciwgrypowych, a ponadto istnieje wiele przesłanek do podejrzeń o manipulacje wnioskami w badaniach sponsorowanych przez przemysł farmaceutyczny. Treść tego przeglądu i jego wnioski powinny być interpretowane w świetle tej obserwacji.”

Źródło: Cochrane Collaboration 2010

  • Rok 2010, przegląd nt. szczepienia osób powyżej 65 r. życia, główny wiosek po analizie 75 publikacji:

„istniejące dowody naukowe są marnej jakości i nie dostarczają wystarczających informacji odnośnie bezpieczeństwa i skuteczności szczepień dla osób powyżej 65 roku życia”

Źródło: Cochrane Collaboration 2010

  • Rok 2009, przegląd nt. szczepienia osób cierpiących na mykowiscydozę, główny wiosek po analizie 4 publikacji:

Brak jest badań z użyciem placebo w grupie kontrolnej…Obecnie brak jest dowodów w postaci randomizowanych badań potwierdzających korzyści ze szczepienia przeciwgrypowego u osób z mukowiscydozą.

Źródło: Cochrane Collaboration 2009

  • Rok 2008, przegląd nt. szczepienia dzieci poniżej 2 lat, główny wniosek po analizie 51 publikacji dla preparatów używanych w Polsce:

Na podstawie przeglądu badań kohortowych autorzy doszli do wniosku,  że szczepionki z inaktywowanym wirusem grypy wykazały 64% skuteczność redukcji zachorowań z powodu grypy prawdziwej (potwierdzonych laboratoryjnie) u dzieci powyżej szóstego roku życia, 66% skuteczność u dzieci do szóstego roku życia i skuteczność porównywalną do placebo u dzieci poniżej drugiego roku życia. 

Źródło: Cochrane Collaboration 2008; wcześniejszy przegląd w 2006 roku zakończył się podobnymi wynikami Cochrane Collaboration 2006

  • Rok 2006 i 2010, przegląd nt. szczepienia pracowników służby zdrowia i wpływu szczepienia personelu na zachorowalność starszych pacjentów, główny wniosek po analizie 5 publikacji:

“Dochodzimy do wniosku, że nie ma dowodów na to, że szczepienie tylko personelu ośrodków zdrowia redukuje zachorowalność na grypę prawdziwą potwierdzoną laboratoryjnie, zapalenie płuc czy liczbę zejść śmiertelnych wśród starszych pacjentów ośrodków zdrowia. Inne interwencje takie jak mycie rąk, maski, wczesne wykrywanie grypy poprzez wymazy, leki przeciwwirusowe, kwarantanna, ograniczenia dla odwiedzających, nakłanianie pracowników do zostania w domu gdy wystąpią symptomy grypopodobne może ochronić starszych pacjentów w ośrodkach zdrowia …”

Źródło: Cochrane Collaboration 2006 i Cochrane Collaboration 2010

Co to wszystko oznacza?

Sami oceńcie, jakie podstawy mają obecne rekomendacje szczepień np. niemowląt (pierwsza dawka w drugim miesiącu, druga dawka 4 tygodnie później, potem kolejne dawki raz do roku). Wybór profilaktyki przeciwgrypowej powinien uwzględniać inne, skuteczne metody zapobiegania wszelkim infekcjom (na które narażone są szczególnie niemowlęta czy kobiety w ciąży), czytaj >> Zapobieganie Infekcjom Grypopodobnym (i innym).”

Źródło: http://szczepieniagrypa.wordpress.com/skutecznosc-szczepien-przeciwgrypowych/

94% lekarzy się nie szczepi! Narodowa Strategia Zwalczania Grypy atakuje polskich lekarzy

94% lekarzy się nie szczepi! Narodowa Strategia Zwalczania Grypy atakuje polskich lekarzy

Ogromna większość lekarzy ordynujących swoim pacjentom szkodliwe szczepienia odmawia jednocześnie szczepienia siebie i swoich rodzin. Ja uważam, że tacy lekarze powinni być szczepieni co roku obowiązkowo 20 szczepionkami, dożywotnio, a w razie odmowy – szczepienia powinna wykonywać pod przymusem fizycznym np żandarmeria wojskowa.

Cytuję: „Kto zna Narodową Strategię Zwalczania Grypy? Niewielu? Może nikt? Wkrótce to się zmieni, i to szybciej niż się nam wydaje. Ta inicjatywa jest właśnie tworzona w naszym kraju (w innych podobne inicjatywy już istnieją), tylko w jednym celu – intensyfikacji szczepień przeciwgrypowych. Inicjatywa nie ma na dzień dzisiejszy strony internetowej, ale tak została opisana na portalu fozik.pl:

„W odpowiedzi na katastrofalnie niski poziom zaszczepienia polskiego społeczeństwa, który w sezonie epidemicznym 2011/2012 wyniósł 4,5% populacji, 21 czerwca br. odbyło się pierwsze spotkanie Grupy Roboczej ds. Grypy, powołanej z inicjatywy prof. Lidii Brydak z Krajowego Ośrodka ds. Grypy, NIZP-PZH oraz Pani Haliny Osińskiej, Prezes Polskiego Towarzystwa Oświaty Zdrowotnej.”

Źródło: portal FOZIK.pl

Inicjatywa ta rozpoczęła swoją medialną obecność od „Flu Forum 2012”. Na tym forum przedstawiono kompletnie odrealnione koszty pośrednie grypy (600 000 zł rocznie) i koszty całkowite grypy w Polsce (5 000 000 000 zł rocznie). Idąc za ciosem członkowie tej inicjatywy oskarżają lekarzy rezygnujących zgodnie z prawami pacjenta, ze szczepień przeciw grypie o „błąd w sztuce lekarskiej” i „naruszenie etyki lekarskiej”:

„Fakt, że lekarz się nie zaszczepił przeciwko grypie, jest nie tylko błędem w sztuce lekarskiej, ale naruszeniem etyki: lekarz staje się ogniwem w łańcuchu epidemiologicznym i zagraża nie tylko swoim bliskim i sobie, ale przede wszystkim pacjentom – mówi prof. Adam Antczak, pulmonolog.  (…)

[Zachęcamy do przeczytania całego wywiadu.]

Źródło: Mały odsetek zaszczepionych przeciwko grypie świadczy o zapóźnieniu cywilizacyjnym, Medycyna Praktyczna 07.11.2012

Prof. Adam Antczak jest specjalistą chorób płuc i specjalistą chorób wewnętrznych, pracuje w Klinice Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Wraz z prof. Lidią Brydak (Kierownikiem Krajowego Ośrodka ds. Grypy) przewodzi Polskiej Grupie ds. Grypy tworzącej Narodową Strategię Zwalczania Grypy.

Takie oskarżenia są w Polsce stosunkowo nowe, do niedawna zachęcanie do szczepień miało formę apeli i zaleceń. W USA fala podobnych publikacji i polemik (w efekcie końcowym mało skutecznych) przeszła już w kolejny etap, czyli przygotowań do wprowadzenia obowiązku szczepień (np. pod rygorem zwolnienia z pracy).  Tak w Polsce jak i w innych krajach mamy do czynienia z dwulicowością wielu lekarzy, często wynikającą z narzuconego przez przepisy ustawy obowiązku. Kilka takich przykładów przedstawiliśmy na podstronie Dwulicowość i opór lekarzy.

Porównanie „wyszczepialności” przeciwko grypie wśród pracowników służby zdrowia w różnych krajach pokazuje różnice między krajami, a także, że postawa polskiego personelu medycznego jest zbieżna z postawą ogółu polskiego społeczeństwa – 4,5% wyszczepialności w sezonie 2011/2012; żółta belka wykresu reprezentuje wyszczepialność wśród pracowników służby zdrowia – dane z lat 2007/2008:

Źródło: Seasonal Influenza. Vaccination in Europe

Szczepienia przeciwko grypie 2013

W całej tej nagonce zapomniano lub celowo pominięto wiele istotnych aspektów, m.in.:

  • Do tej pory nie doczekaliśmy się twardych dowodów naukowych ze specyficznymi wynikami na potwierdzenie hipotezy o zapobieganiu transmisji wirusów grypy przez szczepienia przeciwgrypowe. Dostępne badania używały niespecyficznych punktów końcowych lub punktów końcowych bez laboratoryjnej izolacji wirusa grypy, co nie jest akceptowane jako dowód przez Cochrane Collaboration, zob. metaanaliza z 2010 roku Influenza vaccination for healthcare workers who work with the elderly. Warto zauważyć, że transmisja zarazków uniemożliwiana jest przede wszystkim przez uodpornienie błon śluzowych, a zjawisko to jest bardzo słabo indukowane przez szczepienia inaktywowane. Skoro coroczne szczepienie redukuje ryzyko zachorowania grypowego u osoby szczepionej o 50-60%, to trzeba zadać pytanie o ile redukuje bezobjawowe infekcje i transmisje wirusów grypy?
  • Według literatury naukowej 5% osób w wieku odpowiadającym lekarzom aktywnym zawodowo choruje rocznie na grypę, czyli jedna osoba choruje statystycznie 1 raz na 20 lat, zob. Grypa – wiedza podstawowa. Ponadto u osób w tym przedziale wiekowym występuje statystycznie najmniej powikłań, co powoduje, że ryzyko utraty zdrowia z powodu wirusa grypy dla lekarzy jest generalnie niskie lub bardzo niskie (zależne przede wszystkim od ogólnego stanu zdrowia).
  • Z pewnością częstsze są bezobjawowe lub skąpoobjawowe infekcje, które mogą być źródłem zakażeń pacjentów. Jednak ryzyko dla różnych pacjentów i różnych lekarzy może być bardzo odmienne. Dla przykładu: lekarz w przychodni stanowi dla danego pacjenta „epidemiologiczne zagrożenie” w czasie rzadkiej i krótkiej bezobjawowej infekcji (np. bez kaszlu, bez kichania) tylko podczas kilkuminutowej wizyty. O wiele więcej ryzykuje ten sam pacjent odwiedzając przychodnię pełną kichających i kaszlących chorych osób. Inaczej wygląda profil „epidemiologicznego zagrożenia” lekarza na oddziale szpitalnym, choć relatywnie patrząc, groźne zakażenia szpitalne czy też błędy medyczne są w szpitalach polskich dużo większym ryzykiem dla pacjenta. Pamiętajmy też, że nieszczepiony nie oznacza nieuodporniony na zachorowanie/transmisje, a szczepiony nie oznacza uodporniony na zachorowanie/transmisje.
  • Wydaje się, że cała nagonka (o ogromnych globalnych rozmiarach) napędzana jest przez WHO i lokalne grupki ekspertów, którzy w cudzym imieniu zabiegają o likwidację prawa do odmowy zabiegu medycznego, jakim jest szczepienie, nawet jeśli korzyści dla szczepionego są niewielkie lub żadne. Ich argumentacja merytoryczna opiera się na wątłych dowodach naukowych o korzyściach dla pacjentów, a możliwe skutki uboczne szczepień ponosi tylko osoba poddawana szczepieniu. Jednocześnie nigdzie nie widać, aby rzetelnie poinformowani pacjenci domagali się takiej ochrony przed ewentualnym spotkaniem wirusa grypy podczas kontaktu ze służbą zdrowia. Trzeba też sobie zadać pytanie, czy osoby rezygnujące z poddania siebie szczepieniom przeciwgrypowym – w Polsce 94% społeczeństwa, mają w ogóle moralne prawo oczekiwać, że ktoś inny będzie dla nich ryzykował powikłaniem poszczepiennym? Czy takie oczekiwania nie byłyby szczytem hipokryzji i braku logiki – bać się (najczęściej krótkiego) spotkania z personelem medycznym i zupełnie ignorować ryzyko zakażenia wirusami grypy poza spotkaniami z personelem medycznym?

Każdy z nas powinien indywidualnie zastanowić się jak postrzega ryzyka związane z tą kwestią.

  • Czy uważamy za etyczne zachowanie lekarza, który rezygnując ze szczepień lub krytykując obecną nagonkę i powstrzymując te same grupki ekspertów, które sukcesywnie odbierają innym osobom prawa do odmowy ryzykownego zabiegu medycznego jakim jest szczepienie?
  • A może powinniśmy uznać to rozdmuchane „epidemiologiczne zagrożenie” za tak istotne, że uzasadnia pozbawienie innej osoby prawa do odmowy ryzykownego i/lub niepotrzebnego zabiegu medycznego? Osoby wybierające drugą opcję powinny się przygotować na to, że również one wcześniej lub późnej zostaną pozbawione tego prawa.

Przymusowe / obowiązkowe szczepienia w Polsce

Nie miejmy złudzeń, wakcynologia zawsze znajdzie jakieś „wyższe dobro” uzasadniające represje administracyjne i utrudnianie życia, a nawet odebranie prawa do rezygnacji z jakiegokolwiek dostępnego szczepienia. Zauważmy, że obecnie wakcynologia zapędza człowieka do narożnika i stawia pytanie: „Jaki masz powód, żeby rezygnować ze szczepienia?” Jeśli nie masz takiego, to szczepienie jest wskazane. Jest to zupełnie odmienna „procedura” niż stosowana uniwersalnie w medycynie zasada szacowania indywidualnego bilansu korzyści i ryzyka danej interwencji w stosunku do indywidualnego ryzyka niepodjęcia danej interwencji lub podjęcia interwencji alternatywnej.

Administracyjne przymuszanie zdrowego człowieka do zabiegu medycznego czy też szantaż na podstawie „wyższego dobra” nie są stosowane w żadnym innym dziale medycyny. Możliwe jednak, że już niedługo także udział w badaniach klinicznych szczepionek, oddawanie krwi, czy pośmiertne oddawanie narządów przestaną być kwestią indywidualnego wyboru. Bioetycy od dawna rozpisują się nad takimi scenariuszami – w końcu wszystkie wymienione „zabiegi” mogą uratować komuś życie przy niewielkim lub zerowym ryzyku.

W jednym z naszych prowokacyjnych tekstów Czy boisz się nieszczepionego personelu placówek opieki zdrowotnej? zadajemy pytanie, które warto powtórzyć: do czego doprowadzi coraz powszechniejsza fobia i agresja przeciwko nieszczepionym osobom? Czy teraz lekarze zrozumieją, jak czują się stygmatyzowani rodzice rezygnujący z wybranych/wszystkich szczepień dzieci? Drodzy lekarze, może warto głośniej poprzeć prawo rodziców do rezygnacji ze szczepień dzieci, bo forsowane utrudnianie dostępu do tego prawa rodzicom zemści się na nas wszystkich?

Na zakończenie zalecamy leturę felietonu dr Krystyny Knypl w Gazecie Lekarskiej, ze stycznia 2011 roku pt. „Szczepionka z kieszonki”, który zawiera wiele bardzo trafnych spostrzeżeń, m.in.:

„Zawężanie profilaktyki przeciwgypowej jedynie do corocznego szczepienia kojarzy mi się z zastępowanie mycia nóg kupowaniem nowych skarpetek…. Nie przekonuje mnie promowanie działań profilaktycznych oparte na wzbudzaniu uczucia strachu. Gdy wątłe argumenty merytoryczne zastępowane są żądaniami wprowadzenia administracyjnego przymusu szczepień wśród lekarzy, odwołaniami do etyki lekarskiej, budzą we mnie wątpliwości…Metoda corocznego straszenia ludzi, że wybuchnie epidemia na skalę hiszpanki, podczas której zabraknie respiratorów, nie kojarzy mi się z argumentacją merytoryczną lecz z bajką o Czerwonym Kapturku. Jaki jest rezultat takiej strategii? Mamy oto bajkę o żelaznym wilku, w której główną rolę gra Kozucha Kłamczucha.

Źródło: Gazeta Lekarska 2011, str 46.

Warto śledzić też losy debaty w USA i Kanadzie, gdzie grupka ekspertów powołując się na opinie innych ekspertów i badania o niespecyficznych wynikach próbuje wdróżyć obowiązek szczepień wśród pracowników służby zdrowia tych krajów. Duża część osób pracujących w służbie zdrowia jest przeciwna obowiązkowi, a wspiera ich Tom Jefferson i Cochrane Collaboration. Całość tej debaty można zatytułować – Zalecenia vs Twarde Dowody:

Źródło: http://szczepieniagrypa.wordpress.com/narodowa-strategia-zwalczania-grypy-atakuje-lekarzy/

Szczepionki Prevenar i Infanrix Hexa: wyciekł tajny rządowy raport. Korporacja przyłapana na gorącym uczynku

Szczepienia Prevenar i Infanrix hexa: wyciekł rządowy raport

Cytuję: „W Belgii upubliczniono niedawno drogą przecieku tajne dokumenty z Belgijskiej Agencji Medycznej dotyczące bezpieczeństwa dwóch popularnych szczepionek, Prevenar (Pneumo-13) oraz Infanrix hexa.  Dokumenty te pokazują, że w ciągu 2 lat po szczepionce Prevenar  zmarło  22 niemowląt, a po Infanrix hexa zmarło 36 niemowląt.  Dotąd informacje te były ukrywane przed rodzicami i społeczeństwem, co stanowi złamanie belgijskiego prawa.  Najprawdopodobniej prawdziwe liczby zgonów po tych szczepieniach są znacznie większe, ponieważ zgłaszanych jest zaledwie kilka % wszystkich przypadków powikłań poszczepiennych.

(http://www.ageofautism.com/2012/12/prevenar-13-pneumococcal-vaccine-damned-in-belgian-media-reports.html). Europejska Agencja Leków potwierdziła też bezpośredni związek czasowy podania  szczepionki  Infanrix-hexa z powikłaniami neurologicznymi, takimi jak konwulsje, hipotonia czy zapalenie mózgu.

Dokumenty te ujawniły też nieskuteczność oraz dużą liczbę poważnych powikłań po  tych szczepieniach,  które wielokrotnie przekraczają liczby powikłań (i zgonów) w UE po naturalnych chorobach przeciw którym szczepi się dzieci.  Wyszły na jaw oszustwa, celowe „błędy” oraz manipulacje danymi, które towarzyszyły badaniom na tymi szczepionkami oraz procesowi ich zatwierdzania (co jest zresztą normą).  Warto pamiętać, że badania te były przeprowadzane także w Polsce. Firmowe dane użyte do zatwierdzania tych szczepionek ukrywały liczby zgonów i powikłań poszczepiennych, oraz fałszowały dowody skuteczności tych szczepień.

W USA w bazie VAERS zarejestrowano 1394 zgony po szczepieniach przeciw pneumokokom, z czego ponad połowę (752 zgony) u niemowląt poniżej 6 miesiąca życia  (to tylko ok. 5% wszystkich takich przypadków).

Po szczepieniach przeciw pneumokokom w VAERS zarejestrowano też prawie 62.000 powikłań.

Belgijska obywatelska grupa „Initiative Citoyenne”  bije na alarm, nawołuje do  złamania kodu milczenia wokół zagrożeń dla życia i zdrowia dzieci ze strony szczepień oraz do walki  ze skorumpowanym systemem okaleczania i zabijania szczepionkami niemowląt, których ofiary w skali światowej liczone są w milionach.

Amerykańscy badacze poddali analizie zgłoszenia powikłań poszczepiennych do VAERS i wykazali, że liczby poważnych powikłań oraz hospitalizacji  dzieci są wprost proporcjonalne do liczby podanych na raz szczepionek (pamiętajmy, że szczepionka heksawaletna zawiera 6 różnych szczepionek w jednym zastrzyku, a szczepionka DTP – 3 w jednym) oraz odwrotnie proporcjonalne do wieku szczepionego dziecka (im młodsze niemowlę, tym częstsze poważne powikłania i zgony), (http://het.sagepub.com/content/31/10/1012.long).   Rodzice nie powinni  wierzyć firmowej propagandzie, że szczepionka 6-walentna jest mniej groźna od 6 osobnych szczepionek zawierających te same składniki.  Jest ona tak samo groźna. Jeśli chce się szczepić dzieci, to na pewno bezpieczniej jest rozdzielać szczepienia w czasie i ograniczać się do minimum.  Obowiązkiem każdego rodzica powinno być gruntowne zapoznanie się z możliwymi   powikłaniami poszczepiennymi, a obowiązkiem szczepiącego lekarza dostarczenie rodzicom pełnych informacji na ten temat oraz uzyskanie ich pisemnej zgody na szczepienie dziecka. W krajach zachodnich lekarze płacą kary za nieinformowanie pacjentów o zagrożeniach ze strony szczepień.  W Polsce, zgodnie z polskim prawem, powinno być tak samo, a wiadomo, że nie jest.

Inna ciekawa informacja ukazała się ostatnio w „Science” (z 14 grudnia).  Instytut  Statystyki i Oceny Zdrowia  przy Uniwersytecie Medycznym Waszyngtonu (sponsorowany w dużej części przez Fundację  Billa i Melindy Gates)  upublicznił swoje analizy, z których wynika, że noworodkowe zapalenie mózgu (encephalitis)  jest jednym z 10 najpoważniejszych problemów zdrowotnych w USA i na świecie, prowadzącym do trwałego kalectwa.   Zapalenie mózgu jest dość częstym powikłaniem po szczepieniach Hep B (Wzw B) podawanych noworodkom oraz po innych szczepieniach, podawanych nieco starszym niemowlętom.  Autyzm jest chroniczną postacią takiego zapalenia mózgu.  Tak więc sponsorowana przez Billa Gatesa placówka naukowa pośrednio wykazała, że agresywnie promowane przez niego szczepienia nierzadko prowadzą do trwałego kalectwa dzieci.

Autor: prof. dr hab. M.D. Majewska