ALFIE EVANS ZAMORDOWANY?! SZOKUJĄCY „PRZEMYSŁ ŚMIERCI” W BRYTYJSKICH SZPITALACH!

Czy Alfie Evans został zamordowany / zabity?! Poznaj szokujące wypaczenia w brytyjskiej służbie zdrowia, jak i inne wstrząsające medyczne zagadnienia!

Współczesna medycyna ma wiele ciemnych stron. Z jednej strony korumpowanie naukowców, ekspertów i lekarzy przez koncerny farmaceutyczne. Z drugiej strony, szarlataneria w medycynie naturalnej, czyli stosowanie metod, które na pewno nie działają. Gdzieś tam są lekarze i naturapeuci, którzy rzetelnie i sumiennie wykonują swój zawód, i ratują ludziom życia. Często za grosze. Jedną z ciemnych kart w historii medycyny jest eutanazja dokonywana poprzez wyrok sądu, a więc kryptanazja. Jak inaczej nazwać przymusowe uśmiercenie człowieka, gdy ten nie jest ciężko chory i tego nie chce?

Jest to ciężki dylemat bioetyczny w miejscu, gdzie z jednej strony można ulżyć w bezsensownym cierpieniu, a z drugiej strony, gdzie może dojść do niewyobrażalnych i potwornych nadużyć. Takich jakie miały miejsce w Wielkiej Brytanii w przypadku Alfiego Evansa, który został zamordowany. Wiele wskazuje na to, że w tym kraju ma miejsce wręcz „przemysł śmierci”, polegający na systemowym i przymusowym pozbawianiu życia pewnych osób.

Na przykład po to, by pobrać od nich organy. Lub dlatego, bo testowano na nim potajemnie jakieś nowe, eksperymentalne leki i firma farmaceutyczna wymaga sekcji zwłok i wyników. Najgorszy w tym wszystkim jest przymus eutanazji. Sąd orzeka, że należy chorego odłączyć od aparatury. Gdy ten podejmuje oddychanie, zaprzestaje się podawania mu żywności, kroplówek, wody i niezbędnych lekarstw. Tak uśmierca się nie tylko staruszków z nowotworami czy osoby ze śmiercią pnia mózgu. Ale brytyjska służba zdrowia zna wiele przypadków przymusowego uśmiercania w miarę zdrowych ludzi w sile wieku, którym np zdarzył się wypadek i kilka złamań.

Czy słuszne jest demonizowanie całej medycyny akademickiej, i popadanie w jakiś skrajny eko-fanatyzm? Żadna skrajność nie jest dobra. Pisałem o tym w poniższym artykule:
-„Koncerny farmaceutyczne osiągają zysk kosztem zdrowia i życia! Przedstawiam dowody!

Alfie Evans, eutanazja i dylematy etyczne

Wróćmy do naszego bioetycznego dylematu związanego z eutanazją. Z jednej strony mamy szokujące i przerażające nadużycia związane z eutanazją. Mają one miejsce w przesiąkniętych lewicowo-liberalną zgnilizną państwach. Przykład Holandii stał się znany prawie każdemu. Tam zgodę na eutanazję wydaje się nawet w przypadku depresji, i także dla nastolatków i dzieci. Ale to, co się dzieje w Wielkiej Brytanii budzi prawdziwą grozę. Mowa jest nawet o „przemyśle śmierci”, czyli celowemu uśmiercaniu pacjentów, by pobrać ich organy lub do eksperymentów medycznych. Szczególną grozę budzi fakt, że jest to przymus sądowy i nie można mu się sprzeciwić. Czy to już państwo Orwella?

Z drugiej strony, mamy całkowity zakaz eutanazji w krajach takich jak Polska. Chorzy np na raka trzustki, który jest niezwykle bolesny, wrzeszczą, sikają i srają w majtki, jak i mdleją z bólu. Tego typu chorych trzeba zamykać w izolatkach onkologicznych, by tam umarli w niewyobrażalnych męczarniach. Nie zobaczysz ich na zwykłym oddziale onkologicznym, gdzie w normalnych pokojach leżą pacjenci. Czy widziałeś bliską osobę, która umiera w taki sposób? Czy sam doświadczyłeś bólu który jest nie do zniesienia, choć przez chwilę? Ja doświadczyłem dzień po operacji. Ból nie był bardzo silny, ale niewyobrażalne było moje przerażenie, gdy przez godzinę musiałem się dopraszać dodatkowej dawki środka przeciwbólowego. Pielęgniarka mówiła, że w grafiku ma wpisane tak i tak, i że środek dostanę dopiero o 18:00. Żądałem od niej wezwania pielęgniarza, który był u mnie wcześniej i powiadomienia lekarza oddziałowego.

I teraz: czy te dwie skrajności są dobre? W każdej dziedzinie życia mamy wypaczenia. Każda nowinka, każda rewolucja, każda zmiana powoduje wypaczenia. Musimy z tymi różnymi wypaczeniami walczyć. W Polsce dużo humanitarniej traktuje się nasze pieski i kotki, usypiając je by nie cierpiały, niż pacjentów mdlejących z bólu i walących z tego powodu głową w ścianę. Z kolei na Zachodzie potworne lewackie wypaczenia i uśmiercanie wyrokiem sądu, z przymusem, jak w przypadku Alfiego Evansa. Ale to nie wszystko. Przyszłość przyniesie nam dylematy (bio)etyczne, o jakich się nam nawet nie śniło. Zawsze pamiętajmy o tym, że politycy, korporacje, medycyna itp, robią to, na co pozwala społeczeństwo. Jeśli ludzie są głupi, pełni ignorancji i „tumiwisizmu”, to zawsze będą wykorzystywani, wyzyskiwani i w różny inny sposób jebani w dupę. Nasza mądrość, wiedza i mentalność jest kluczem do zmiany świata na lepsze.

Sprawa śmierci czy też zamordowania Alfiego Evansa zelektryzowała światową opinię publiczną. Poniżej wymienię kilka kontrowersji z nią związanych:

-sędzia który skazał Alfiego Evansa na karę śmierci, jest znany z lewicowo-liberalnych poglądów i z promowania organizacji LGBT;
-szpital, w którym zamordowano Alfiego Evansa cieszy się wyjątkowo złą sławą. To tam często miały miejsce tajemnicze zgony, nielegalne testowanie farmaceutyków jak i afera z pobieraniem organów do przeszczepów.
-mówiono także o powikłaniach poszczepiennych mających wystąpić u Alfiego Evansa.
-w brytyjskiej służbie zdrowia dzieje się źle. Mówią o tym przebywający w tym kraju Polacy. Lekarze rodzinni wszystko leczą paracetamolem. Nie chcą kierować do specjalistów, zabraniają zmiany przychodni na inną. Na oddziałach ginekologicznych panują rzeźnickie warunki, ponoć jest gorzej niż w Polsce, gdzie odmawia się znieczulenia czy cesarki gdy są wskazania.

Dostaliście szansę, by się zbuntować lub chociaż wyciągnąć wnioski. To był test na Wasz humanitaryzm. Jeśli nie powiecie stanowczego „nie” systemowi, to wkrótce dowolny sędzia, urzędnik czy lekarz będzie mógł zdecydować o śmierci kogokolwiek. Jeśli nie postawicie się propagandzie neoliberałów, to obudzicie się w społeczeństwie, w którym za 12-godzin pracy 7 dni w tygodniu będziecie dostawać 400 (słownie: czterysta) złotych wypłaty miesięcznie.

Ważne jest też obserwowanie, co dalej z ciałem Alfiego Evansa. Czy narządy zostaną oddane do transplantacji? Czy wyniki sekcji zwłok zostaną upublicznione? Czy Alfie będzie mógł być pochowany w tradycyjnym grobie, czy raczej jego ciało nie zostanie oddane rodzicom, tylko spalone, skremowane?

Tu cztery komentarze Czytelników w związku z tajemniczą śmiercią Alfiego Evansa i brytyjską służbą zdrowia:

Cytat: „UK jest krajem o największej liczbie powikłań po paracetamolu. Teraz zaczęli sprzedawać w mniejszych opakowaniach i w jednym sklepie nie sprzedadzą więcej niż jedno opakowanie na raz. Nie ma brytyjskich lekarzy, głównie Hindusi, a brytyjskie społeczeństwo tyje i jest coraz głupsze i coraz bardziej leniwe. Przypadek czy celowe działanie?”

Cytat: „Mieszkam w UK 12 lat. Od jakiegoś czasu bywam w szpitalu i przyznaję, że źle się dzieje. Byłam przerażona, gdy podejrzewali zapalenie wyrostka i musiałabym się poddać zabiegowi. Niekompetencja i zaniedbanie panuje we wszystkich instytucjach tego kraju. W radio słyszałam, że 50% śmierci w angielskich szpitalach mogły być uniknięte i były wynikiem zwykłego zaniedbania. Czy jest to proces depopulacji, tego się możemy tylko domyślać, ale fakt, że to społeczeństwo stacza się w zastraszającym tempie.”

Cytat: „Mieszkałam w UK, dopadło mnie jakieś dziwne schorzenie, którego moja przydzielona lekarka w żaden sposób nie potrafiła zdiagnozować. Po wielu tygodniach dawania leków na oślep spytałam, czy mogę poradzić się innego lekarza. Odmówiła. Nie chciała również skierować do jakiegokolwiek specjalisty. W rejestracji też nie chcieli zapisać do innego lekarza. Próbowałam więc zmienić przychodnię. Okazało się, że na to potrzebna jest pisemna zgoda mojej przydzielonej lekarki. Taką mają sztywną biurokrację w tym NHS. Prawdopodobnie przeniesienie do innego szpitala też nie było możliwe. Prawdopodobnie szpital zainkasował i już.”

Cytat: „Też mieszkam w UK. Wydaje mi się, że głównym problemem tutaj w szpitalach i w całej służbie zdrowia jest brak odpowiedniej liczby lekarzy. Jest po prostu za dużo pacjentów, a za mało lekarzy, pielęgniarek, odpowiednich specjalistów. Wskutek tego pacjentów traktuje się jak numerki, trzeba je szybko przerobić, z pośpiechem, bez wchodzenia w szczegóły, bez tłumaczenia itd itp. Zarobki nie są dobre w państwowej służbie zdrowia. Przyciągają one głównie przyjezdnych, często z nie najlepszym angielskim. Lekarze angielscy wolą pracować prywatnie. Chodzę do lekarzy tylko w ostateczności. Jest to bardzo irytujące gdy czujesz jak bardzo nie mają dla Ciebie czasu jako pacjenta. Oczywiście trudno wtedy im zaufać, że zechce im się nawet zainteresować problemem pacjenta i coś z nimi zrobić, skoro nie mają przecież czasu.. Porażka.”

Poniżej zamieszczam doniesienia medialne i linki do materiałów odnośnie sprawy zamordowania Alfiego Evansa i skandali w brytyjskiej służbie zdrowia:

Na wikipedii w języku angielskim przeczytasz o skandalu związanym z nielegalnym pobieraniem organów od dzieci w szpitalu, gdzie medycyna na zlecenie lewicowych sędziów dokonała morderstwa Alfiego:

Cytat: „The Alder Hey organs scandal involved the unauthorised removal, retention, and disposal of human tissue, including children’s organs, during the period 1988 to 1995. During this period organs were retained in more than 2,000 pots containing body parts from around 850 infants. These were later uncovered at Alder Hey Children’s Hospital, Liverpool, during a public inquiry into the organ retention scandal. The scandal led to the Human Tissue Act 2004, which overhauled legislation regarding the handling of human tissues in the UK and created the Human Tissue Authority.”
CZYTAJ DALEJ: „Alder Hey organs scandal

Niepokojąca jest sprawa 5-letniego chłopca, którego lekarze w Wielkiej Brytanii skazali na śmierć. Mówili rodzicom, że on umrze. Zabraniali przenosin do innego szpitala. Rodzice musieli porwać swoje dziecko, uciec policjantom by potem wyleczyć je skutecznie w… Czechach. Wyłania się tutaj pewien tajemniczy i mroczny proceder uśmiercania pacjentów w brytyjskich szpitalach. Co roku, wg oficjalnych danych, 130.000 ludzi jest w ten sposób uśmiercanych w Wielkiej Brytanii. Przeczytać możecie o tym w linku poniżej:
-„5-latek umarłby w brytyjskim szpitalu. Rodzice „porwali go” z UK, uciekli policji – i wyleczyli z raka w Czechach

Na portalu Śledczy24.PL możesz przeczytać, że Alfie Evans dwa miesiące po urodzeniu dostał osiem szczepionek: Infanrix IPV Hib, Prevenar, Bexsero, Rotavirus. Z kolei cztery miesiące po urodzeniu otrzymał siedem szczepionek, w tym Infanrix IPV Hib, Rotarix i eksperymentalną szczepionkę przeciwko meningokokom. Jednak to nie wszystko, bo tych potężnych serii szczepionek było jeszcze więcej, pomimo poważnych wątpliwości co do stanu zdrowia Alfiego Evansa. Więcej informacji przeczytasz w poniższym artykule ze strony Śledczy24.pl:
-„Wiadomo już, kiedy i jakie szczepionki mogły mieć toksyczny wpływ na mózg Alfiego Evansa!

Poniżej jedna z informacji o śmierci / zamordowaniu Alfiego Evansa:

Cytat: „Tu chodzi o coś poważniejszego niestety. Napiszę to tutaj bo od 2 dni wszystkie strony są kontrolowane w Anglii dotyczące Alfiego. Śledzę już od jakiegoś czasu proceder uśmiercania dzieci w Anglii. Jest coś, co je łączy.

1. zawsze są one podłączone do respiratora i teraz już wiem że jest to stosowane przez szpital, nawet jeśli dziecko wcale tego nie potrzebuje! Co później ułatwia im uzyskanie wyroku od sądu na odłączenie – czyli na śmierć. Ale dziecko wcale nie umiera przez wyłączenie respiratora, ale przez wcześniejsze podanie śmiertelnej dawki 2 leków Midazolam (zakazany w Ameryce w egzekucjach na skazańcach uboczny skutek problemy z oddychaniem) i Fentanyl (bardzo silny narkotyk).

[Przyp. Jarek Kefir: Oba leki, szczególnie podane razem, powodują ciężką niewydolność oddechową – działają depresyjne na ośrodek oddechowy w mózgu. Fentanyl – najsilniejszy syntetyczny opioid, już w zalecanych przez lekarzy dawkach może powodować depresję oddychania, jest to środek niebezpieczny nawet w standardowych dawkach. Midazolam – pochodna benzodiazepiny – również ma takie właściwości. Te dwie substancje podane razem wielokrotnie potęgują swój wpływ na ośrodek oddechowy. Midazolam jest w Polsce stosowany przy narkozie, jako tzw. „głupi jaś”, powodując bardzo silne uspokojenie, i ogłupienie (odurzenie) chorego. Jednak nawet w Polsce anestezjolodzy powoli odchodzą od tej procedury. Ja byłem  niedawno operowany bez głupiego jasia, dzięki czemu już 1,5 godziny po operacji w miarę logicznie kontaktowałem]

2. proces podawania do sądu o odłączenie od respiratora = uśmiercenie zawsze zaczyna się kiedy rodzice chcą przenieść dziecko do innego szpitala, kraju.

Dlaczego? I tu jest parę możliwości:

1. koncerny farmaceutyczne zamawiają przeprowadzane badań na dziecku. W okresie szczepień lub też w pierwszym dniu zamiast standardowej dawki witaminy K, jest im podawana inna substancja. Kiedy zaczynają się pierwsze symptomy rodzice trafiają do szpitala gdzie zawsze ich stan się nagle bardzo pogarsza gdyż eksperyment właśnie rusza całą parą. Dziecko jest wprowadzane farmakologicznie w stan półwegetatywny, intubowane i przetrzymywane w tym stanie aż badania zostaną ukończone (około 8 miesięcy). Badania muszą być zakończone uśmierceniem dziecka. Czasami dziecko umiera samo w procesie degeneracyjnym. Dziecko musi umrzeć w tym szpitalu, dla tego nigdy nie przeprowadza się zabiegu tracheotomii , co uniemożliwia na zabranie dziecka. Po śmierci jest dokonywana sekcja i badania są ukończone. Za takie badania firmy farmaceutyczne płacą miliony.

2. organy dziecka są pobierane i wykorzystywane do różnych celów.”

Poprzednia informacja o potencjalnym morderstwie Alfiego Evansa:

Cytat: „Znalazłam w necie: Informacje potwierdzone przez osobę mającą kontakt z rodziną Alfiego:

1. Maluch nie dostaje pożywienia od czasu odłączenia – poniedziałek 22.17 polskiego czasu (wczoraj rodzice ubłagali o odrobinę wody i glukozy)!
2. Oboje rodzice nie mają prawa nawet dotknąć dziecka!
3. Drzwi do sali, w której przebywa dziecko są stale otwarte i zachowania rodziców kontrolowane.
4. Lekarze zaglądają jedynie, żeby sprawdzić czy maluch już zmarł, nikt go nie bada.

5. Rodzice są na skraju wyczerpania psychicznego, ale cały czas wierzą, że inny zespół lekarski (z Włoch) mógłby pomóc dziecku, nieprawdą jest, że się poddali!
6. Rodzice są ogromnie wdzięczni zwłaszcza Polakom za wyrazy wsparcia – widzą polskie flagi z okien (nie mogą zniknąć!) – dla nich ludzie przed budynkiem są jednym z niewielu dowodów na to, że nie są sami.
7. Dziecko jest warte dla szpitala miliony – niech każdy domyśli się dlaczego – przypomnienie o informacjach o ranach nieznanego pochodzenia na jego ciele, wkłóciach i siniakach. Tak, to z tego powodu!
8. Szpital jest wściekły na Polaków, że robią taką akcję nagłaśniającą – nie spodziewali się tego poziomu zainteresowania. To powinno być jeszcz intensywniejsze!

9. Już raz była podejmowana próba wstrzyknięcia chłopczykowi tego  ostatniego zastrzyku – dzięki interwencji matki do tego nie doszło.
10. Rodzice cały czas są przy maluchu i nie pozwolą zrobić mu nic złego!
11. Szpital nigdy chłopczyka nie wypuści do domu! Taka opcja nie istnieje! – matka w chwili załamania o to błagała i usłyszała od śmiejących się jej w twarz lekarzy, że przecież on nie jest jej, on jest własnością Wielkiej Brytanii!
12. Szpital doprowadzi do śmierci dziecka przez odwodnienie i zagłodzenie! – denerwują się, że to tak długo trwa.

13. Temu dziecku nikt i nic nie pomoże: żadne petycje, prośby o interwencje (zwłaszcza polityków brytyjskich), marsze, protesty, malowanie kredą po asfalcie…. to jest proceder uprawiany od lat za cichym przyzwoleniem i na ogromną skalę.
14. Dziecko jest żywym (jeszcze) dowodem na bestialstwo, które jest na mim dokonywane od ponad roku i jest tak cenne, że szpital jest od wewnątrz obstawiony policjantami, którzy sukcesywnie się zmieniają i agentami ze słuchaweczkami w uszach, którzy monitorują przychodzących i mają łączność z zespołem obserwującym system kamer.
15. Na wejściu do budynku są osoby specjalnie zatrudnione przez szpital, które odbierają prezenty dla Alfiego (maskotki, laurki…) i rozmawiają z darczyńcami o tym, jak ogromną troską i pielęgnacją otaczają Alfiego!
16. Rodzice są zastraszani i szantażowani!

Zapraszam Cię na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków i szczepień:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Podsumował: Jarek Kefir

WAŻNA INFORMACJA: Moja strona ma charakter „reliktowy” ze względu na drastyczne spadki zasięgów i czytelnictwa z facebooka i z google. Nie wiem ile taki stan jeszcze potrwa, aż do jej całkowitego zamknięcia. Publikacja długich artykułów autorskich została wstrzymana. Będę czasami publikował ciekawostki, szokujące materiały, dowcipy, memy, muzykę w formie luźnych artykułów zbiorczych. Chcę zachować luźny charakter mojej strony, w formie knajpki dyskusyjnej (forum dyskusyjnego) dla stałych Czytelników i Komentatorów. Lubie Was i lubię z Wami dyskutować. 🙂 ❤

Dalsza działalność mojej strony, jak i to, ile będzie na niej publikacji, zależy od dobrej woli i wsparcia Czytelników. Dziękuję za wsparcie, jakie otrzymałem, dzięki niemu ten artykuł mógł się ukazać. Alternatywne media zostały odcięte od większości Czytelników. Zaś „media głównego ścieku” rozsiewające propagandę i kłamstwa korzystne dla elit, wciąż mają odbiorców i źródła finansowania. Los niezależnych mediów zależy więc także od Ciebie.

O POWODACH TEJ DECYZJI PISAŁEM W TYM ARTYKULE:
–>
 „Byt niezależnych mediów w internecie dobiega końca”

JEŚLI ZALEŻY CI NA DALSZYM ISTNIENIU MOJEJ STRONY, WESPRZYJ JĄ:
–>
 „Wsparcie moich publikacji i demaskacji”

    

Transplantologia zabija a świat milczy! Koszmar pobierania organów od żywych

Transplantologia zabija a świat milczy! Koszmar pobierania organów od żywych

zdrowie i chorobyPoruszę tutaj kolejny trudno rozwiązywalny dylemat współczesnego świata Chodzi o transplantologię. Na nowo rozgorzał spór wokół tej dziedziny medycyny z okazji 17-letniego chłopaka, którego lekarze chcieli wypatroszyć orzekając tzw. śmierć mózgową.

W tym sporze należy brać nie tylko racje oczekujących na przeszczep, ale także tych, których serca wciąż biją, ale oficjalnie są w stanie śpiączki mózgowej. Okazuje się, że tak zwana „śmierć mózgowa” jest sztucznym terminem, wymyślonym przez „racjonalistyczną medycynę” bo żądał tego przemysł transplantacyjny jak i mafia transplantacyjna.

W debacie publicznej nad transplantologią i kontrowersjami wokół śmierci mózgowej, jako koronny argument podaje się łzawe opisy o tych, którzy bezradnie oczekują na transplantację organów. Jednak nie mówi się o drugiej stronie medalu. Na przykład o tym, że organizmy ludzi w śpiączce mózgowej gwałtownie reagują na ból przy ich zabijaniu i pobieraniu organów.

Inny dylemat to ten – czy ktoś z mojej rodziny, będąc w stanie śpiączki mózgowej, ma ratować kogoś, kto przez dekady pił, palił, żarł mięso, gluten, fast foody, a teraz oczekuje na przeszczep? Nie można szantażować pod tym kątem rodzin osób będących w śpiączce mózgowej. Z jednej strony biorca organów chce żyć, a z drugiej strony, prawo do życia ma także potencjalny dawca. Zwłaszcza, że mózgi osób w śpiączce odczuwają ten przerażający ból gdy ich ciała są krojone.

Nie jestem katolikiem, nie jestem nawet chrześcijaninem czy też zwolennikiem szeroko pojmowanej prawicy. Jedyne co chcę tutaj oddać, to prawdę i argumenty pomijane w propagandzie oficjalnej. Polecam kilka artykułów na ten temat:
Transplantacyjny horror: to może spotkać Ciebie! Prof. Talar: śmierć mózgowa to fikcja, lekarze pobierają narządy od żywych ludzi [+18] Przeczytaj, o ile dasz radę
Wielki sukces Kliniki Budzik. 13 letni chłopiec wrócił do życia. „Tzw. śmierć mózgowa to pseudonaukowa fikcja”
Cezary Krysztopa: odpieprzcie się od moich organów!
Ujawniam prawdę o transplantacjach: materiał mrożący krew w żyłach! [+18] Zgłoś się do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, inaczej pobiorą Twoje narządy na żywca!

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Czy organy do przeszczepów są pozyskiwane od żyjących?

Cytuję: „Zapotrzebowanie na ludzkie organy wzrasta, a dawców nie ma nigdy wystarczająco dużo. Czy to jednak uzasadnia pozyskiwanie narządów od żyjących ludzi, o których specjalna komisja mówi, że umarli, mimo, że de facto nadal żyją?

Transplantologia jest jedną ze zdobyczy współczesnej medycyny. Możliwość zastąpienia serca, lub nerki działającym organem wyjętym z innego ciała to rzeczywiście coś niesamowitego i zapewne wielu bogatych ludzi będzie sobie przedłużać życie stosując tę technologię.

W powieści Coma, Robina Cooka, autor już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku przedstawił przerażającą wizję świata, w którym ludzie są w szpitalu celowo wprowadzani w stan śpiączki, aby stać się rezerwuarem narządów, które w odpowiednim momencie mogą zostać wykorzystane. Jest to straszna wizja podważająca zaufanie do lekarzy i lepiej myśleć, że służba zdrowia nie funkcjonuje w ten sposób. Jednak wątpliwości niestety się pojawiają.

Z jednej strony każdy z nas liczy na to, że gdy będzie potrzebował zdrowego organu, to znajdzie się dawca, ale z drugiej strony dawcą może być też każdy z nas, o ile nie zastrzegło się inaczej. Ostatnio coraz częściej pojawiają się oskarżenia, że niektórzy ludzie mogą być celowo nieratowani odpowiednio, aby potem specjalna trzyosobowa Komisja Śmierci mogła uznać, że nastąpił zgon.

Wtedy taki człowiek staje się według prawa żywym trupem i można wyciąć z jego ciała, co się chce. Zwykle, aby tak się stało muszą być stwierdzone na przykład uszkodzenia mózgu na skutek niedotlenienia lub jakichś urazów, które powodują, że niemożliwe jest samodzielne oddychanie i tylko maszyny utrzymują kogoś takiego przy życiu. Jednak kryteriów jest oczywiście znacznie więcej.

Nie można niestety wykluczyć, że w kraju, w którym doszło do procederu „łowców skór” na pogotowiach, coś takiego jest zupełnie wykluczone i przynajmniej hipotetycznie może dochodzić do sytuacji, gdy po poważnym wypadku nie ratuje się danej osoby, tylko jej organy wewnętrzne, czyli po prostu przywraca się krążenie z pewną zamierzoną opieszałością mogącą wywołać niedotlenienie mózgu.

Właśnie takie celowe nie ratowanie w odpowiedni sposób swojego dziecka, zarzuca lekarzom matka 17-letniego Kamila z Wrocławia. Chłopak zmarł wczoraj, ale przez kilka dni trwała walka o wyciągnięcie z niego organów do przeszczepu. Zapewne o tej kontrowersyjnej sprawie rozstrzygnie jeszcze sąd i biegli.

Na koniec można zadać pytanie, czy gdyby Michael Schumacher był ratowany w polskiej służbie zdrowia to jeszcze by żył? Z pewnością obrzęk mózgu, jakiego doznał wraz z wtłoczeniem pnia mózgu nie kwalifikuje go według obecnego stanu wiedzy jako pacjenta do wyleczenia, ale czy to oznacza, że powinno się go pokroić, czy raczej poczekać na nowe terapie, które mogą być dla niego szansą.

Miejmy nadzieje, że technologia wkrótce umożliwi tworzenie organów poza ciałem ludzkim i wtedy transplantologia stanie się bardziej dostępna oraz zostanie pozbawiona barier natury etycznej, które narastają wobec medycznego pojęcia śmierci mózgu.”

Wiadomość pochodzi z portalu:

transplantacja

Ilu ludzi w Polsce uśmiercono na stołach operacyjnych? Czy Polska na masową skalę handluje organami pobieranymi od żywych ludzi?!

Czy organy do przeszczepów pobierane są od żywych dawców?

Cyt. „Czy praca serca może nagle ustać, a potem pojawić się jak gdyby nigdy nic? Najprościej byłoby uznać, że to lekarz zaniedbał swoich obowiązków. Jednak podobne przypadki zdarzają się na całym świecie i to od dawien dawna. Swego czasu w Europie i Ameryce obawy o pochowanie żywcem były w społeczeństwie tak silne, że wynaleziono szereg technik, by upewnić się, że zmarły rzeczywiście odszedł na zawsze..

ŻYWCEM DO GROBU..

„Być pogrzebanym za życia jest najostateczniejszą okropnością, jaka może przydarzyć się człowiekowi – pisał 150 lat temu autor znakomitych opowieści grozy, Edgar Allan Poe. – Wiemy, iż istnieją choroby, w których pojawia się zupełny zastój wszelkich czynności życiowych… Po pewnym czasie jednak jakiś tajemniczy czynnik znów wprawia w ruch magiczne sprężyny i zaklęte koła organizmu. Nie roztrzaskała się bezpowrotnie złota czara. Lecz co podówczas działo się z duszą?”.

No właśnie, czy dusza odchodzi tylko na chwilę, by zaraz powrócić? A jeśli tak, co czuje człowiek, który po powrocie do przytomności stwierdza, że znajduje się w dębowej skrzyni z kilkumetrową warstwą ziemi nad sobą? Pytanie z gatunku jak najściślej retorycznych.

Obawa przed pochowaniem żywcem nabrała charakteru obsesji na przełomie XVII i XVIII wieku. Żądano wówczas, aby ciało chowano nie wcześniej niż 48 godzin od stwierdzenia zgonu! Tego rodzaju wskazania były efektem psychozy – nagminnie opowiadano sobie mrożące krew w żyłach historie o ludziach, którzy budzili się w skrzyni zakopanej w ziemi i umierali z braku powietrza, o ile wcześniej nie zabił ich potworny stres.

Jak podaje Philippe Aries, francuski historyk idei, jedna z pierwszych takich opowieści pojawiła się w XVII wieku. Dotyczyła studenta pochowanego na cmentarzu Saint–Sulpice. Figura jego umieszczona na płycie grobowej była bez ramienia; nikt nie pamiętał, czy ktoś je ukradł, czy też może rzeźbę naruszył nieubłagany czas. Dość, że zaczęto sobie opowiadać, że młody człowiek odzyskał świadomość już w grobie. I co potem? Zamknięty w koszmarnym więzieniu, kawałek po kawałeczku pożarł własne ramię! Taki widok ukazał się oczom ludzi, którzy na prośbę guwernera młodzieńca dokonali ekshumacji zwłok. Kiedy ciało powtórnie spoczęło w grobie, w niejasnych okolicznościach zniknęło ramię nagrobnej rzeźby. Było to symboliczne odzwierciedlenie dramatu, jaki rozegrał się wcześniej pod ziemią.

W 1742 roku, profesor paryskiego College Saint – Come J. B. Winlow napisał dzieło o znaczącym tytule Traktat o niepewności oznak śmierci. Praca ta nie zawierała jedynie rozważań teoretycznych – Winslow utrzymywał, że jego samego bez potrzeby pochowano dwukrotnie. Twierdził prowokacyjnie, że „jakkolwiek nowoczesne, chirurgiczne metody stwierdzania zgonu są lepsze niż tradycyjne metody używane przez lud, daleko im jednak do niezawodności. Smrodek rozkładu to jedyna pewna oznaka śmierci.” W efekcie – konkludował – wszystkim ludziom zagraża niebezpieczeństwo przedwczesnego pogrzebania. Aby uniknąć tego scenariusza, zalecał serię prób mających wykazać niezawodnie, że trup jest naprawdę trupem. „Nozdrza zmarłego winny być drażnione nieprzyjemnymi zapachami, na przykład cebuli, czosnku lub chrzanu… Dziąsła należało natrzeć czosnkiem, a skórę stymulować biczem i igłami”. Jelita pobudzano najostrzejszą lewatywą, kończyny ciągnięto z całą gwałtownością, uszy torturowano „ohydnymi wrzaskami i wielkim hałasem”.

Jeśli wszystkie te poczynania nie doprowadziły do „zmartwychwstania”, następowała faza druga. Gorliwi lekarze najpierw nacinali podeszwy nieszczęśnika i wbijali mu igły za paznokcie u nóg. Istniały też inne opcje: przypiekanie stóp, wylewanie na czoło gorącego wosku. I tak dalej.

Praca Winslowa zaginęłaby pewnie w mrokach zapomnienia, gdyby w XIX w. nie odgrzebał jej francuski lekarz Bruhier. Nie tylko dzieło to ponownie wydał, ale dodał jeszcze obszerny rozdział własnego autorstwa, zawierający liczne przypadki „dowodzące”, że przedwczesny pogrzeb to poważny problem społeczny. Przykłady zacytowane przez Bruhiera należy uznać za pouczające. Bez wątpienia miały one charakter archetypów. Wiele ekshumowanych ciał pozbawionych było palców – reformatorzy obyczajów pogrzebowych zakładali, że sami pogrzebani zjedli je w oczekiwaniu na ratunek. Takie okaleczenia, które stanowią stały element opowieści o przedwczesnych pogrzebach, mogły być jednak spowodowane naturalnymi procesami gnilnymi.

Inna popularna historia opowiada o młodym mnichu, który zatrzymał się w gospodzie i został poproszony przez gospodarzy o czuwanie przy ciele ich pięknej córki. Pozostawiony sam na sam ze zwłokami, mnich dał upust żądzom. Tym sposobem nie tylko ożywił dziewczynę, ale jeszcze uczynił ją brzemienną! Kiedy wrócił do gospody dziewięć miesięcy później, niańczyła ona nowo narodzone dziecko… Natychmiast wyznał rodzicom, że to on jest ojcem maleństwa i ofiarował się poślubić dziewczynę. Propozycja młodego mężczyzny została skwapliwie przyjęta.

Tak naprawdę jednak utwory w rodzaju Lubieżnego mnicha to opowieści ludowe, legendy funkcjonujące w wielu kulturach.

Książka Bruhiera została przetłumaczona na kilka języków – w tym, przede wszystkim, na niemiecki. Wieść o niebezpieczeństwie przedwczesnego pogrzebania zabrzmiała dla teutońskiego ucha niczym dzwon wzywający na metafizyczną ucztę. Przez następne półwiecze wspaniała „kraina poetów i filozofów” stała się rajem kostnic – poczekalni. Ułożone w długie rzędy ciała leżały w towarzystwie gotowych rzucić się im na pomoc urzędników; czuwali oni dopóty smrodek rozkładu zniweczył wszelką nadzieję.

Dlaczego świat uległ nagle obsesji na punkcie pogrzebania żywcem? Można zaproponować takie oto wyjaśnienie tego fenomenu: strach przed śmiercią w trumnie był następstwem postępującej dechrystianizacji. Ludzie zaczęli kwestionować chrześcijańskie dogmaty, a świecki racjonalizm stworzył emocjonalną próżnię. Prowadziło to do zwiększonego lęku przed śmiercią. Fizyczne tortury, które cierpiał pogrzebany żywcem, a o których wyobrażenie dają obgryzione ręce, posiniaczone głowy, pokryte strupami ciała – mogą być interpretowane jako „świeckie piekło”.

W rezultacie w większości krajów Europy przyjęto 12 do 24-godzinny okres oczekiwania przed pogrzebaniem każdego zmarłego. Lęki te sprawiły, że ze szczególną ostrożnością zaczęto traktować osoby zmarłe na apopleksję, topielców, a także histeryków.

W roku 1791 w Weimarze powstał pierwszy pokój dla trupów z ośmioma „stanowiskami”, nadzorowany przez miejskiego urzędnika. Budowniczy tych kostnic, czcigodny Christoph Wilhelm Hufeland, podkreślał, że funkcję tę powinni pełnić silni młodzi ludzie, a nie wychudzeni staruszkowie, którzy zwykle pracowali w kostnicach.

Druga taka kostnica powstała w Berlinie. Posiadała istotne udogodnienie: podczas gdy w Weimarze zmarli mogli liczyć jedynie na czujność opiekuna, w Berlinie zamontowano system sznurków, które przymocowywano do palców u rąk i nóg zmarłego; sznurki te biegły do dużego dzwonu.

Najbardziej atrakcyjne było jednak prosektorium wybudowane w Monachium. Posiadało ono potężną fisharmonię, podczepioną sznurkami do trupich palców. Każdego dnia pracownik kostnicy grał na tej fisharmonii, by zademonstrować jej sprawność. W nocy puchnięcie rozkładających się ciał powodowało fałszywe alarmy, a biednego dyżurnego zrywała na nogi iście upiorna symfonia z pokoju trupów.

Kariera niemieckich kostnic – poczekalni, czyli Leichenhauser, była zaskakująco długa – w latach 90. XIX wieku większość z nich posiadała systemy alarmowe, a w latach 40. XX wieku dwie kostnice w Alzacji chlubiły się nawet systemami elektrycznymi (przełączniki przezornie umieszczano w dłoniach przywożonych zmarłych).

W końcu jednak te dziwaczne instytucje podzieliły los ptaka dodo – ich zniknięcie przyspieszyły ogromne koszty utrzymania, strach przed „śmiercionośnymi wyziewami”, a także zniechęcający fakt, iż nie odnotowano nigdy przypadku „zmartwychwstania”. Tańszym rozwiązaniem wydawały się „trumny bezpieczeństwa”, w których zmarły mógł, obudziwszy się ze śmiertelnej drzemki, pozostać żywym przez czas potrzebny do wezwania pomocy.

Pierwsza taka trumna została skonstruowana dla księcia Ferdynanda z Brunszwiku w roku 1792. Zawierała okno oraz otwór umożliwiający dopływ powietrza; nie była zamykana. Na taką trumnę nie każdy mógł sobie pozwolić, wkrótce powstały jednak tańsze jej wersje.

Pewien niemiecki proboszcz uważał, że wszystkie trumny powinny mieć rurki i sznurek połączony z kościelnym dzwonem. Zmarły musiałby tylko pociągnąć za linkę. Inny duchowny radził, aby trumny wyposażać w rurkę sięgającą na powierzchnię. „Miejscowy proboszcz powinien obchodzić każdego ranka kościelny cmentarz i zatrzymywać się przy świeżych grobach, by przy pomocy zmysłu węchu sprawdzić, czy rurka może już być bezpiecznie usunięta”. W niektórych „trumnach bezpieczeństwa” istniała dodatkowo możliwość podania „zmartwychwstałemu” przez rurkę do wzywania pomocy jedzenia i picia, żeby mógł posilać się już w czasie ekshumacji. Wynalazca tej trumny dwukrotnie wypróbował jej funkcjonalność na samym sobie. Za drugim razem spożył pod ziemią klasyczną niemiecką zupę, kiełbaski i piwo, potem zaś wygłosił mowę do obserwatorów zgromadzonych nad jego grobem.

W dziedzinie projektowania „bezpiecznych trumien” prym wiedli jednak pełni pomysłów Amerykanie. Niektóre jankeskie modele wyposażone zostały nawet w telefony i grzejniki, nie wspominając już o zapasach jedzenia i wina.

Te wspaniałe urządzenia miały wszakoż kilka felerów. Pierwszy problem stanowiły elementy sygnalizacyjne. Rozkładające się ciało puchło, a to powodowało fałszywe alarmy. Poruszenia kończyn wywołane procesami gnilnymi mogły stanowić wyjaśnienie opowieści o ciałach, które po ekshumacji znajdowano w pozycji ilustrującej rzekomą walkę o życie.

Jeszcze większym kłopotem była zależność skuteczności systemu od czujności żywych. Aby zdecydować się na nabycie „trumny bezpieczeństwa”, klient musiał uwierzyć, iż znajdzie się ktoś chętny do sprawowania nadzoru. Jedna niedozwolona przerwa na kiełbaski i piwo mogła spowodować powtórną śmierć pogrzebanego żywcem.

Nic dziwnego, że „bezpieczna trumna” nigdy nie stała się handlowym przebojem. Wielu członków uboższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza w Anglii, zadowalało się pozostawieniem pisemnego żądania, aby ich ciało, zanim zostanie pogrzebane, poddać najpierw solidnemu biciu, kłuciu oraz przypiekaniu. Owe prostackie techniki weryfikowania zgonu obejmowały również wyjęcie serca z klatki piersiowej, przecięcie gardła, przebicie serca długim szpikulcem, amputację wszystkich palców, a także przecięcie tętnic. Aby zredukować ryzyko do zera, pisarka Harriet Martineau pozostawiła swojemu lekarzowi 10 gwinei, by przed pogrzebem odciął jej głowę. Ciekawe, czy wypełnił tę obietnicę…?

Obawa przed tragiczną pomyłką skłoniła medyków do szukania mniej zawodnych metod stwierdzania zgonu. Oprócz wspomnianej wyżej lewatywy sugerowano umieszczenie kilku dorodnych insektów w uchu zmarłego, lub pijawek w pobliżu jego odbytu.

W XIX – wiecznej Ameryce strach przed pogrzebaniem żywcem obudzili cieszący się znaczną popularnością pisarze, a przede wszystkim Edgar Allan Poe. Wracał on do tego tematu z zastanawiającą regularnością. Motyw ów pojawia się w Przedwczesnym pogrzebaniu, który jest jednym ze słabszych utworów mistrza, ale także w takim arcydziele, jak Beczka amontillado, gdzie Montresor zamurowuje w podziemnej krypcie swojego wroga Fortunato.

Czarny kot opowiada z kolei o kotce, która została pogrzebana żywcem wraz z trupem. W Zagładzie domu Uscherów siostra Redericka Uchera wydostaje się z krypty, by szukać zemsty na swoim bracie. Owa dręcząca pisarza obsesja najdziwniejszą postać przybiera w historii zatytułowanej Berenika. Narratora ogarnia obsesja na punkcie zębów jego słabowitej kuzynki. Siedzi akurat w bibliotece, gdy służąca przybiega z wiadomością, iż grób Bereniki został zbezczeszczony, a jej zniekształcone ciało okazało się pełne życia. Służąca nagle wskazuje na Egeusa, którego ubranie poplamione jest krwią; ten przerażony chwyta małe pudełko, które spada na ziemię, ukazując, w jednym z najstraszliwszych zdań w całej literaturze, „kilka instrumentów dentystycznych oraz trzydzieści dwa białe, jakby z kości słoniowej wykonane kostki, które rozsypały się dookoła”.

Opowiadania Poe i innych autorów, publikowane w magazynach takich jak Blackwood, rozprzestrzeniły ponurą plotkę po całych Stanach. Liderzy amerykańskiej reformy pogrzebowej często byli spirytystami, których obawy potęgowała jeszcze wiara, że dusza może opuszczać ciało i wędrować samotnie po świecie.

Czy ludzie rzeczywiście byli grzebani żywcem? Kilka takich incydentów godnych jest rozważenia. Np. podczas epidemii cholery ryzyko tego typu znacznie wzrastało: współcześnie w krajach Trzeciego Świata przedwczesne pogrzeby zdarzają się częściej, ale mylne diagnozy nie są wykluczone także w krajach wysoko rozwiniętych.

Jednym z najsłynniejszych przypadków udokumentowanego pogrzebania żywcem jest sprawa matki generała Roberta E. Lee. Otóż zacną tę kobietę po śmierci złożono w rodzinnej krypcie i gorąco opłakiwano. Wówczas zjawił się pewien krewniak, który nie mógł być obecny na pogrzebie. Chcąc pożegnać się z nieboszczką, uchylił wieko trumny. I wtedy zauważył, że obfita pierś denatki porusza się w regularnych odstępach czasu. Kiedy nieboszczka odzyskała przytomność, złajała rodzinę za „zbyt pośpieszne wyciąganie niewczesnych wniosków”.

O niemałym szczęściu może też mówić radziecki fizyk Lew Landau, noblista z 1962 roku, który trzykrotnie zapadał w śpiączkę i trzykrotnie z nie wychodził. Bogu dzięki letarg wielkiego uczonego nie został uznany za jego zgon. W przeciwnym wypadku – ku swemu przerażeniu – mógłby „wracać do życia” w rodzinnym grobowcu.

W 1992 roku gazety na całym świecie opisały przypadek pewnego 75–letniego Rumuna, który zadławił się kością kurczaka, po czym upadł bez przytomności. Zawezwany lekarz postawił diagnozę: atak serca, i wypisał akt zgonu. Trzy dni po pogrzebie, pracujący na cmentarzu grabarze usłyszeli dziwne odgłosy dochodzące z jednej z trumien. Szybko odkopali dębową skrzynię i uchylili wieka. Jakie było ich zdziwienie, gdy zobaczyli „żywego nieboszczyka”, który w elegancki sposób podziękował wybawcom. Niestety, dalszy ciąg tej historii nie budzi już optymizmu; denat bowiem swym zmartwychwstaniem nikogo nie uszczęśliwił. Żona wyrzuciła go z domu, bank nie chciał respektować jego prawa do własnych oszczędności, lekarz zaś i miejscy urzędnicy ociągali się z unieważnieniem aktu zgonu, który uniemożliwiał Rumunowi normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.

Jeszcze tragiczniejsza historia przydarzyła się Grigorijowi Rodonai, który – zamrożony z chłodni po swej śmierci – nieoczekiwanie ocknął się na stole w prosektorium.

Rodonai ze zdziwieniem patrzył na swój rozcięty fachowo brzuch i otaczających go patologów, którzy zachowywali się, jakby ujrzeli ducha. Po tym zajściu szef zespołu sekcyjnego był zmuszony wziąć urlop dla podreperowania nerwów.

Znawcy zagadnienia uważają, że pandemiczny strach przed pogrzebaniem żywcem wyparował gdzieś u schyłku XIX stulecia. Odeszła epoka romantycznej fantastyki, lubującej się w makabrycznej grozie. Nowoczesna medycyna, praktycznie jest w stanie wykluczyć omyłkę, jeśli chodzi o stwierdzenie zgonu.

Nie jest tak jednak do końca. Poza tym, obsesja o jakiej mowa, trwa nadal. Tak się bowiem składa, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się – produkowane obecnie głównie w USA – nowe „trumny bezpieczeństwa”, zaopatrzone w urządzenia elektroniczne oraz łączność radiową.

Źródło: http://fakty.interia.pl/