Archiwa tagu: pedofilia

Historia kościoła katolickiego to pasmo przemocy, złodziejstwa i zbrodni

Historia kościoła katolickiego to pasmo przemocy, złodziejstwa i zbrodni

kościół katolicki historiaWpis odnośnie szokującej historii kościoła katolickiego. Tego się nie dowiesz z religijnych podręczników! Okazuje się, że kościół katolicki od dawna popierał to, co dzisiaj nazywamy neoliberalizmem, kapitalizmem czy wręcz korwinizmem. Te doktryny to promowanie bogacenia się bogaczy, przy jednoczesnym wmawianiu Ludziom Pracy, że muszą być biedni, bo innego wyjścia nie ma. Przecież to czysty korwinizm – ogromny zysk dla korporacji, karteli i prywaciarzy, przy jednoczesnych pensjach w wysokości 800 zł netto na czarno. Bo takie są realia pracy.

Kościół nazywał wtedy taką doktrynę: „ideałem pracowitości w biedzie” – czyli pochwalaniu bardzo ciężkiej pracy i jednoczesnego życia w biedzie. Bo przecież zgodnie z ideologią kapitalizmu, stanowiska naprawdę potrzebne cywilizacji, bez których nie można się obejść, muszą być nisko opłacane. Zarabiają tak bardzo „potrzebni” (cudzysłów celowy) specjaliści, jak marketingowcy, prawnicy, biurokraci, księża.

Trudno o drugą taką organizację jak kościół katolicki, która już od samego zarania byłaby umoczona w tak wielką ilość zbrodni, spisków i złodziejstw. Cała historia kościoła, począwszy od I bądź II wieku naszej ery, to jedna wielka przemoc – militarna, ekonomiczna i każda inna, w tym psychiczna. Zresztą wystarczy poczytać świętą księgę judeochrześcijan, czyli Biblię. Niektóre wersety obnażają prawdziwe oblicze ich bożka, jahwe – małostkowego, okrutnego sadysty i zwyrodnialca. Naprawdę mało który bóg pogański wsławił się tyloma niegodziwościami, co judeochrześcijański jahwe.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Kościół katolicki, czyli strzyżenie i milczenie owiec

Cytuję: „Kościół nie lubi owiec, które nie pozwalają się strzyc swoim pasterzom” – Tomasz Becket.

W niniejszym tekście chciałbym przedstawić jeden z aspektów tego „świętego strzyżenia”, tak bardzo podatnego na formowanie „ludzkiego żywopłotu” wiernych i już mniej podatnych – niewiernych. Czytając go miejmy na uwadze pytania: „Czy właśnie o to mogło chodzić chrześcijańskiemu Bogu? Czy w taki sposób wyobrażał sobie swój Kościół?”.

Każdego roku, mniej więcej o tej porze, nasuwa mi się pewna refleksja, która co prawda ma związek z naszą przyrodą, ale wyobraźnia przenosi mi to zjawisko na inną dziedzinę naszego życia – religię. Otóż podstawą do tych rozważań jest coroczna obserwacja grabowego żywopłotu otaczającego posesję w której mieszkam, posadzonego przeze mnie 40 lat temu. Od tego czasu jestem zmuszony dbać o niego i regularnie go przycinać, nie chcąc aby wyrosły z niego duże drzewa.

Kiedy jesienią opadają z niego liście (choć nie do końca, bo w przypadku grabu, uschnięte trzymają się jeszcze długo), widać wyraźnie skutki mojej – koniecznej moim zdaniem – „pielęgnacji”: pousychane i powykręcane odrosty, tworzące nieskładną plątaninę gałęzi, którym nie pozwoliłem rosnąć w ich naturalnym kształcie. Na poobcinanych kikutach gałęzi widoczna jest w wielu miejscach zgorzel, którą krzew starał się pokryć młodą tkanką, bez powodzenia zresztą. Trafiają się też liczne zgniłe i spróchniałe końcówki odrostów.

I kiedy tak przyglądam się temu swojemu „dziełu”, widzę wyraźnie jego niesamowitą żywotność i olbrzymi wysiłek, aby pomimo moich ogrodniczych zapędów do uzyskania pożądanej dla mnie formy żywopłotu i odpowiedniej jego wysokości, odrastać ciągle na nowo i to na tyle szybko, by wytworzone liście zdążyły utrzymać przy życiu całą roślinę. Jednakże cena, jaką płaci ów kilkudziesięciometrowy szpaler krzewów za moją ingerencję w jego cykl życiowy jest przerażająca, co właśnie każdego roku odsłaniają opadające liście.

Tym wyraźniej to widać, kiedy porównuję go do tej części dawnego żywopłotu, który rośnie daleko za domem od strony łąki. Tam jakieś ćwierć wieku temu odpuściłem sobie przycinanie go i pozwoliłem mu rosnąć „na dziko”. Efekt jest taki, iż stoi tam teraz szereg wysokich, okazałych drzew, których pnie mają grubość nogi, a rozłożyste gałęzie nie ograniczane cięciami mojego sekatora, tworzą piękne cieniste parasole, których naturalna forma sprawia wyjątkową radość dla oka. I zapewne dla ptaków, których mnóstwo się tam gnieździ.

Mamy więc dwa różne świadectwa przyrody: jedno prowadzone przez ambitnego ogrodnika, który za cel wyznaczył sobie utrzymanie formy niezgodnej z naturą roślin, oraz drugie pozostawione samemu sobie, tak „jak je Pan Bóg stworzył”, jak to się określa w podobnych przypadkach przez osoby religijnie wierzące. Jak już wspomniałem na początku, ten przyrodniczy fenomen skłania mnie co roku do dziwnej refleksji:

Przecież takim gatunkiem prowadzonym i nieustannie „przycinanym” oraz „pielęgnowanym” przez naszych „duchowych ogrodników” – jesteśmy my: ludzie! Od wieków, ba! Od tysiącleci jesteśmy kształtowani według odgórnie ustanowionych wzorców i kanonów zachowań, a mimo to ciągle nam daleko do propagowanych ideałów. Ludzka natura w przeważającym stopniu stanowiąca o naszych zachowaniach jest przez naszych „duchowych ogrodników” tak samo „przycinana” do abstrakcyjnego, wyidealizowanego wzorca człowieczeństwa, z którym przeciętny osobnik ma raczej niewiele wspólnego.

To oni pełnią zaszczytną misję pielęgnowania naszych sumień i „przycinania” ich do obowiązujących norm moralnych. Co prawda bardziej jest rozpowszechniona analogia o pasterzach dbających o swoje owieczki („Co do tłumu, nie ma on innych obowiązków, jak dać się prowadzić i jak trzoda posłuszna iść za swymi pasterzami”, papież Pius X), lecz uważam, że analogia do ambitnego i zdeterminowanego wyższym celem ogrodnika, który przedkłada formę nad treścią, też jest niezła.

Oczywiście jest ona czytelna tylko dla tych, którzy tak jak ja znają historię religii i potrafią dostrzec rzucające się w oczy podobieństwa. Jestem pewien, iż każdy, kto zna tę historię (a w szczególności katolicyzmu i dworów papieskich), zada sobie prędzej czy później te pytania: Czy nasi duchowi przewodnicy (owi pasterze właśnie), aby naprawdę prowadzą nas we właściwym kierunku? Czy Sartre nie miał racji, mówiąc: „Są dwa rodzaje pasterzy; ci, którzy dbają o wełnę i ci, którzy dbają o mięso. Nie ma takich, którzy dbają o barany”?

Albo w odniesieniu do tej drugiej analogii: czy ci nasi „duchowi ogrodnicy”, którzy ponoć przez cały czas mają na względzie czystość i bezgrzeszność naszych dusz, dlatego z benedyktyńską cierpliwością i nie bezinteresowną dbałością „przycinają” nasze sumienia już od wieku przedszkolnego – czy oni naprawdę dbają wyłącznie o nasze zbawienie, jak twierdzą, czy ważniejsze jest dla nich utrzymywanie nas w takiej formie umysłowej, aby korzyści (doczesne i materialne) z tego stanu rzeczy, głównie im przypadały w udziale?

Te pytania i związane z nimi wątpliwości są jak najbardziej zasadne dla osób, które w społecznościach preferujących zastępowanie racjonalnej wiedzy wiarą w autorytety (szczególnie te religijne), zachowały jeszcze jakimś cudem zdolność samodzielnego myślenia i kwestionowania ogólnie uznanych „prawd” religijnego światopoglądu, wpajanego nam na siłę od wieku przedszkolnego.

W niniejszym tekście chciałbym przedstawić jeden z aspektów tego „świętego strzyżenia”, tak bardzo podatnego na formowanie „ludzkiego żywopłotu” wiernych i już mniej podatnych – niewiernych. Czytając go miejmy na uwadze pytania: „Czy właśnie o to mogło chodzić chrześcijańskiemu Bogu? Czy w taki sposób wyobrażał sobie swój Kościół?”. Porównajmy więc wpierw, jak widział ten aspekt zbawczej misji sam Jezus Chrystus. Oto niektóre z jego nauk zapisane w Ewangeliach:

„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie (…) bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i twoje serce (…) Nikt nie może dwom panom służyć (…) nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to co macie jeść i pić (…) czym się macie przyodziać (…) bo o to wszystko poganie zabiegają” (Mt 6,19,25,32).

„A oto podszedł do Niego pewien człowiek i zapytał: „Nauczycielu, co dobrego mam uczynić, aby otrzymać życie wieczne?” (…) Jezus mu odpowiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj co posiadasz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź ze mną!” (Mt 19,16-22). „Zaprawdę powiadam wam: bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. (…) łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt 19, 23, 24). „…tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33).

„A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i zasadzkę, oraz liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniami wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy” (1 Tym 6,9,10). „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota, ani srebra, ani miedzi do swych trzosów” (Mt 10,8,9).

Przyjrzyjmy się teraz w jaki sposób te nauki jezusowe realizował Kościół kat. w czasie swej wielowiekowej historii. I będzie od razu oczywiste, dlaczego ten aspekt jego historii skojarzył mi się ze „świętym strzyżeniem” i zamieszczoną na wstępie konstatacją Tomasza Becketa, która w tych paru lakonicznych słowach wydaje się streszczać ten aspekt historii Kościoła.

„Kościół zwalczał i eksploatował wszystkich, w niemałym stopniu również własne owieczki (…) Gdy Kościół stanął po stronie bogatych, to chwycił także za ich miecz – po czym szybko obrastał w dostatek (…) Najjaskrawiej wykazuje to utrzymywanie przez Kościół niewolnictwa (…) Co więcej, jak tego żąda w II w. biskup Ignacy, niewolnicy powinni „na chwałę Boga jeszcze gorliwiej wykonywać pracę niewolniczą”! Doktor Kościoła Ambroży nazywa niewolnictwo „darem Boga”. A inny doktor Kościoła Augustyn już bez zastrzeżeń stoi po stronie bogatych i propaguje ideał „pracowitości w biedzie” — pozostać biednym i dużo pracować, to jedna z najistotniejszych rad, udzielanych biednym (…).

Jeden z Ojców Kościoła — Jan Chryzostom, patron kaznodziejów, całkiem otwarcie opowiadał się za potrzebą kłamstwa dla zbawienia duszy i to powołując się na przykłady ze Starego i Nowego Testamentu. Mawiał on także: „Bez niesprawiedliwości nie sposób się wzbogacić”, oraz: „Człowiek godny czci nie może nie być bogaty” (…) Już w III w. biskupi przyznają sobie prawo do zaspokajania wszystkich swoich potrzeb z dochodów Kościoła. W IV w. stają się sojusznikami państwa, które wręcz wysysa krew ze swoich poddanych. A już w V w. biskup Rzymu jest największym posiadaczem ziemi w cesarstwie rzymskim (…). Cała historia dogmatów to przecież jeden łańcuch intryg, przemocy, denuncjacji, przekupstwa, fałszowania dokumentów, ekskomunik, banicji oraz mordów (…) Św. Cyryl, swoją doktrynę Marii, Matki Bożej przeforsował przy pomocy obfitych łapówek i wielkiej ilości drogich prezentów. Zaś św. Hieronim, doktor Kościoła, mawiał: „Płoniemy prawdziwie z żądzy pieniędzy, a grzmiąc przeciwko pieniądzom, napełniamy nasze dzbany złotem i nigdy nie mamy dosyć”. (…)

Grabi się wszystko co jest do zagrabienia; twierdze, zamki, całe hrabstwa i księstwa (…) kradnie się wszystko co zostało do ukradzenia; już w IV w. mienie świątyń pogańskich, w VI wieku mienie wszystkich pogan, potem majątek wygnanych albo zabitych Żydów, dobytek spalonych kacerzy i osób oskarżonych o czary (…) okradani są nie tylko inaczej myślący, ale i wierni tego Kościoła, poprzez coraz to inne i coraz wyższe podatki, poprzez czynsz dzierżawny, świętopietrze, szantaże, sprzedaż odpustów, rzekome cuda, fałszywe relikwie, (…) dzięki ekskomunikom, interdyktom oraz za pomocą miecza. (…) Już za czasów pierwszych cesarzy chrześcijańskich majątek Kościoła znacznie się powiększył. W VI w. pobiera się kościelną dziesięcinę, zawarowaną prawnie za Karola „Wielkiego” i ściąganą aż do XIX w. W średniowieczu co najmniej jedna trzecia całej ziemi uprawnej w Europie znajduje się w rękach duchowieństwa, a pracują na niej niewolni chłopi. (…) Alvarez Pelajo, szczerze dochowujący papieżom wierności dostojnik Kurii, opowiada, że ilekroć przybywał na pokoje papieskie, zawsze zastawał duchownych przy liczeniu pieniędzy (…) w Kurii prawie wszystko jest do kupienia i wyroki wymierza się według wagi złota”.

W XIII w. skarży się biskup Jakub z Vitry: „Wszystko dotyczy tylko spraw przyziemnych i doczesnych, królów i królestw, procesów i sporów. Rzadko kiedy pozwalano na rozmowę o sprawach duchowych”. Pod koniec XV w. wykrzykuje we Florencji Savonarola: „Oni handlują beneficjami i nawet sprzedają krew Chrystusa”. (…) Papieże przemieniali w pieniądze prawie wszystko, dając w każdym stuleciu przykład wielkiej korupcji i demoralizacji. Mimo zakazu sprzedawali każdą nominację na biskupa, każdą godność opata, każde probostwo katedralne. (…) Sprzedawali każda bullę, każdą łaskę, wszelkie dokumenty, wszelkie decyzje. Sprzedawali najświętsze relikwie i jeszcze w czasach antycznych zaczęli rozprowadzać je masowo, np. już w IV w. produkowano w Rzymie relikwie będące replikami całunu. (…) „Napletek Chrystusa — pisze Alfonso de Valdes — widziałem osobiście w Rzymie, Burgos i Antwerpii” — ponoć występuje jeszcze w 14 innych miejscowościach – „w samej tylko Francji znajduje się pięćset zębów Dzieciątka Jezus. Mleko Matki Boskiej, pióra Ducha Świętego przechowuje się w wielu miejscach”. (…)

Papieże inkasowali czynsz dzierżawny i świętopietrze z ziem im podległych (…) ze wszystkich krajów objętych obowiązkiem daniny. Inkasowali cały majątek wszystkich „kacerzy” skazanych w Państwie Kościelnym i od każdego kościoła na świecie dziesiątą część jego dochodów, a od niejednego znacznie więcej. (…) Inkasowali pieniądze za przyznanie i potwierdzenie prawowitości władzy królewskiej, za obowiązkowe wizyty książąt Kościoła, za uchylenie niepożądanych wizytacji. Inkasowali ogromne łapówki, na wielką skalę handlowali odpustami. (…) Stale zwiększali podatki i wymyślali coraz to inne, jeden tylko papież Urban VIII aż dziesięć. (…) Papież Sabinian gromadził zboże i w 605 r., gdy panował głód, sprzedawał je po lichwiarskiej cenie. Papież Sykstus IV, niegdyś franciszkanin, który współżył fizycznie ze swoją siostrą i z własnymi dziećmi, zakładał w Rzymie domy publiczne, wydzierżawiał je kardynałom (…) obłożył specjalnym podatkiem ladacznice. (…) Duchowni i szlachta, tron i ołtarz – za ich sprawą całe narody były przez tysiąc lat otaczane pogardą, uciskane, wyzyskiwane. I chociaż często występowali przeciw sobie nawzajem (…) trzymali się razem, byli klasą zorientowaną na władzę i zysk, żyjącą z potu i krwi innych ludzi, zdemoralizowaną mniejszością (…) która „przemienia masy obywateli w harujące bydło” (Karlheinz Deschner”, Opus diaboli”).

Dużo jest tych cytatów, to prawda, ale też jest niesłychanie duże zakłamanie w tym aspekcie naszej religii. Tak duże, iż gdyby chcieć wyliczyć wszystkie grzechy Kościoła kat. To zapełniłyby one niejeden opasły tom. Ja ograniczyłem się tylko do paru publikacji podejmujących ten wstydliwy temat i tych fragmentów, które ukazują owe problemy w miarę „skondensowanej” formie, pozbawionej mniej istotnych szczegółów.

Jeszcze tylko na koniec tej części chciałbym przedstawić pewien znamienny przykład, ukazujący mechanizmy owego procederu, dobitnie świadczący o tym, że w istocie rzeczy zawsze chodziło kapłanom o pieniądze. Właściwie o dużo pieniędzy. Dotyczy on tzw. „Roku Świętego” i jego niewątpliwych zalet dla ludzi Kościoła. Oto stosowne fragmenty:

„Bonifacy VIII ogłosił rok 1300 Rokiem Świętym. Miał on przypadać raz na sto lat. Największą atrakcją miały być hojne odpusty dla odwiedzających bazylikę i odbywający się co tydzień pokaz chusty św. Weroniki. Bonifacy jako papież zajmował się głównie gromadzeniem bogactw i rozszerzaniem swej władzy. Rozpętał całą biurokratyczną machinę w Roku Świętym, mającą głównie na celu sprawne przyjmowanie ofiar, które wyrażałyby pobożność pielgrzymów. Niewiele natomiast interesował się stroną religijną uroczystości. (…) Według relacji ówczesnych kronikarzy, duchowni dniem i nocą zgarniali ofiary przy użyciu grabi. (…) Klemens VI (…) zgodził się rok 1350 ogłosić drugim z kolei Rokiem Świętym, łamiąc w ten sposób zasadę stuletniej przerwy, ogłoszonej przez Bonifacego VIII.

Z siedmioletnim wyprzedzeniem zapowiedział uroczystości w proklamowanej przez siebie bulli. Gwarantował także odpusty pielgrzymom, oddającym cześć chuście św. Weroniki. Tłumy pielgrzymów były tak ogromne, że wielu zostało stratowanych i uduszonych. To zagrożenie skłoniło władze kościelne do wznowienia prywatnych pokazów za specjalnym zezwoleniem i — rzecz jasna — specjalną ofiarą. (…) Rok Święty był więc dla Kościoła kolejną okazją do zdobycia bogactw. (…) W 1389 r. Urban VI nie mogąc doczekać się końca wieku, ogłosił rok 1390 Rokiem Świętym. Zapowiedział jednocześnie, że odtąd kolejne jubileusze będą się odbywać co 33 lata. (…) Prawdopodobnie więc, że w tym czasie dostojnicy kościelni mogli wpaść na pomysł (…) aby całun turyński przynosił im zyski podobne jak znana już od dwóch wieków chusta św. Weroniki. Papieże walczyli wówczas uparcie o tron, chroniąc jednocześnie chustę i przenosząc ją z bazyliki w coraz to bezpieczniejsze miejsca.

W roku 1423 Marcin V zorganizował obchody Roku Świętego, przestrzegając ustalonej przez Urbana VI formuły trzydziestoletniej przerwy (…). Mikołaj V, zrezygnował z trzydziestoletniego cyklu pokazywania chusty i rok 1450 ogłosił Rokiem Świętym. Ten rok okazał się szczególnym sukcesem, wziąwszy pod uwagę liczbę uczestników. Ogromne rzesze pielgrzymów zginęły wówczas z powodu zimy i zarazy. (…) Jeden z następnych papieży Paweł II zarządził, by Rok Święty obchodzić co 25 lat. Roku Świętego 1475 jednak nie dożył. Zapiski kronikarzy świadczą o tym, że chustę pokazywano częściej — nie tylko w latach jubileuszowych, ale nawet co roku. Na pokazy wybierano Wielkanoc. Papież udzielał wówczas specjalnych odpustów, a wierni nadal tratowali się w tłumie. Następni papieże także strzegli chusty, mając na uwadze fakt, jakie może im przynieść zyski. (…) Aleksander VI czynił także przygotowania do Roku Świętego 1500. (…)

W 1506 r. papież Juliusz II kładł u podstawy obecnego filaru św. Weroniki kamień węgielny pod budowę nowej bazyliki św. Piotra. Koszty tego przedsięwzięcia miały być ogromne, dlatego też system odpustów został absurdalnie wyolbrzymiony, aby liczyć na tym większe zyski (…) Papież Jan Paweł II poczuł się nawet zmuszony do ogłoszenia roku 1983 za „nadzwyczajny rok święty”, który miał przysporzyć pielgrzymów i pieniędzy. Ponieważ i to nie pomogło w dostatecznym wymiarze, spróbowano sprzedawać płyty, mające upowszechnić wśród ludu przemówienia namiestnika Chrystusa z podkładem muzycznym; w samym tylko 1987 r. prałaci obliczyli czysty zysk na 13 mln. dolarów z 30 mln. płyt, sprzedawanych możliwie wszędzie” (Robert A. Haasler, „Zbrodnie w imieniu Chrystusa”).

Według mnie wymowa zaprezentowanych faktów historycznych jest tak jednoznacznie druzgocząca dla „duchowych” pasterzy Kościoła katolickiego, że uwalnia mnie od wymyślania jakiegokolwiek podsumowania tej części tekstu. Czy te nieliczne przykłady „zbawicielskiej” działalności owych „sług bożych” nie mówią same za siebie? Nie widać z nich wyraźnie, iż metoda, którą posługują się od 17 wieków pasterze Kościoła kat. podczas „zbawiania” wiernych, ma się nijak do nauk jezusowych zapisanych w Ewangeliach?

Autor: Lucjan Ferus
Źródło: Listy z naszego sadu

Sekrety psychomanipulacji: eksperyment „Jan Paweł II” to największy eksperyment psychologiczny w historii

Sekrety psychomanipulacji: eksperyment „Jan Paweł II” to największy eksperyment psychologiczny w historii

Ten obrazoburczy w swej wymowie felieton chciałbym zacząć od tego, iż papież Polak – pan Karol Wojtyła, który w swojej korporacji przybrał imię „Jan Paweł II”, po prostu manipulował ludźmi. Tak, manipulował nie byle jak – bo robił to na ich emocjach!

Wszystkiego nauczył się w szkole aktorskiej. Zaś później prawdopodobnie korzystał z wiedzy, która została skonkretyzowana dopiero w latach 90-tych XX wieku pod postacią NLP i NLS. Warto dodać, że NLS, czyli specjalna technika hipnotyczna, jest wręcz techniką okultystyczną. Oficjalna nauka do dziś nie chce uznać tych technik, właśnie ze względu na ich skuteczność.

Pan Karol Wojtyła korzystał więc z technik psychomanipulacji, zanim stało się to modne. Zmanipulował Polaków do tego stopnia, że dziś jakikolwiek racjonalny sprzeciw wobec jego osoby może skończyć się nawet pobiciem. Karol Wojtyła jest dziś uosobieniem biblijnego złotego cielca, o którego Mojżesz w przypływie furii roztrzaskał tablice z 10 przykazaniami. Krytyka zabroniona, bo tak, i tylko spróbuj się sprzeciwić, człowiecze!

Jedną z technik psychomanipulacji, jakie stosował pan Karol Wojtyła, było mówienie o swych emocjach w specyficzny sposób. Jaki? Mówił on o tym, co odczuwa w czasie teraźniejszym – Tu i Teraz. Nie mówił: „cieszyłem się bardzo jak wylatywałem z Rzymu do Was”. Mówił raczej: „ogarnia mnie TERAZ wielka radość, że mogę być z Wami”. Wtedy taki komunikat z niewyjaśnionych jak dotąd powodów, trafia prosto „do serca” człowieka, do najgłębszych pokładów jego podświadomości.

Mówienie o emocjach w trybie teraźniejszym – Tu i Teraz – to jedno z fundamentalnych praw nowoczesnej, choć podziemnej psychologii. Tego typu sztuczek psychomanipulacyjnych jakie stosował pan Karol Wojtyła, było więcej, ale nie będę ich tutaj wszystkich opisywał. W grę wchodziły m.in. specyficzne stopniowanie poziomu i tembru głosu, specyficzne pauzy pomiędzy odpowiednimi słowami, ich akcentowanie.. Włączcie sobie choćby jego przemowę gdy mówił do mających (jeszcze..) chleb, dom i odzienie robotników: „niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi”.

Popatrzmy bowiem na to logicznie. Gdy zapyta się przeciętnego Polaka z czym kojarzy mu się pan Karol Wojtyła, to odpowie: „kremówki”, „Solidarność”, „obalił komunę”, „wielki człowiek”, „miłość” i inne tego typu slogany. Zróbcie eksperyment i popytajcie co bardziej wierzących znajomych. Zauważycie jedną ważną rzecz – praktycznie jedyne skojarzenia to EMOCJE. Człowiek ten wygenerował odpowiednio potężny ładunek emocjonalny w Polakach. Można śmiało powiedzieć, że to był jeden z większych eksperymentów socjotechnicznych i psychologicznych w historii, mających w założeniu przywiązać dużą część ludzkości do katolicyzmu. Oczywiście, przywiązać na smyczy pozytywnych emocji.

To udało się tylko po części, a świat się zmienia. Poza kilkoma nielicznymi momentami, gdy pan Karol Wojtyła wypowiadał fragmenty „Prawdy Uniwersalnej”, będącej ponad ideologiami i religiami, jego nauki to kompletnie nieżyciowe bzdury. Bzdury tak nieżyciowe, że aż tragiczne i zbrodnicze w swym wymiarze – np prezerwatywy i związany z tym wzrost zachorowań na HIV / AIDS w Afryce. Nie mówiąc już o tym, jak tuszował on skandale pedofilskie w kościele, i to na ogromną, wręcz globalną skalę.

Ludzie jego nauk po prostu nie przestrzegają. I to nie chodzi mi tylko o nieprzestrzeganie przykazań miłości, szacunku, ze zwykłej ludzkiej zawiści, chamstwa, hipokryzji. Chodzi np o nauki związane z relacjami damsko-męskimi, małżeństwem, czystością przedmałżeńską, antykoncepcją, itp. Ludzie tego nie kupują. Do kościoła co niedziela chodzi mniej niż 40% Polaków, a dla większości ludzi poniżej 40 roku życia kościół mógłby nie istnieć. Ale wciąż to się toczy siłą rozpędu, bo jeszcze to stare pokolenie się tego domaga, i gna roczniki młodsze do kościelnej ławy. Ale gdy odejdzie to stare pokolenie – odejdzie i kościół.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc to co robię i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym poznać tę prawdę.

 

Papież Franciszek: „2% księży to pedofile”

Papież Franciszek: „2% księży to pedofile”

kosciol katolicki pedofiliaZaskakującą opinię o stanie rzymskokatolickiego kleru wydał sam papież Franciszek I. Stwierdził on, iż wie, że dwa procent katolickich księży to pedofile, jak i to, że większość kapłanów o tym wie, ale zachowuje, z różnych powodów, zmowę milczenia.

Te szokujące słowa padły w wywiadzie dla popularnego włoskiego dziennika La Republica. Na poniższym nagraniu video można zobaczyć relację na ten temat:

Papież dodał też, że pedofilami są zarówno zwykli księża, jak i biskupi a nawet kardynałowie. Obiecał również, że wierzy w rozwiązanie problemy celibatu rzymskokatolickiego kleru.

Problem, to oczywiste, istnieje, ale wymaga czasu. Są rozwiązania i ja je znajdę

Ciekawe czy i tym razem bogobojna prawica powie, że jest to „bezpodstawny atak lewactwa na kościół”. Sam papież Franciszek i jego linia ideowa wydają się coraz bardziej rozmijać z ultra-konserwatywną linią chyba najbogatszego episkopatu na świecie, czyli episkopatu polskiego. Kwestią otwartą jest to, czy Franciszek jest rzeczywistym reformatorem, czy sprytnym biznesmenem mającym poddać lekkiemu, PR’owskiemu liftingowi instytucję kościoła.

Lata rabowania nieruchomości i skarbca państwa przez polski episkopat sprawiły, że instytucja ta obrosła w liczne dobra i potężne polityczne wpływy. Ruszenia jej boi się nawet lewica. A wystarczy zrealizować to, co mamy od dawien dawna zapisane w Konstytucji RP. Czyli zasadę świeckości państwa i jego rozdziału od instytucji religijnych.

Jednak wątpię by coś takiego nastąpiło. Jak czytelnicy mojej strony wiedzą – władza, polityka, wielki biznes, i wspierająca ten wielki biznes nauka, nie mogą żyć bez religii. Jest to globalna ośmiornica władzy, system naczyń połączonych. Gdyby religia nie obniżyła samooceny i nie nawkładała bzdur do umysłu przeciętnego człowieka, to on nie kupowałby plastikowego tudzież żelaznego szmelcu od korporacji, ani nie łykałby jak pelikan bajek od rządzących. Taki człowiek szukałby po prostu spełnienia gdzie indziej.

Jak Jan Paweł II organizował pedofilię w kościele. Crimen Sollicitationis:

Polecam też inne ciekawe artykuły o kościele, pedofilii w nim i ideologii konserwatywnej:

Konserwatyzm to największe kłamstwo świata
Bestia w Watykanie. „Ma potężne wpływy, jest nie do ruszenia”
Jak Jan Paweł II organizował pedofilię w kościele. Crimen Sollicitationis
Jan Paweł II, Legion Chrystusa i pedofilia. Skandalizujący dokument [+18]
Episkopat: biskupi nie będą informować prokuratury o pedofilii w ich diecezjach!
To nieprawda że księża to pedofile! 60% księży angażuje się w związki z kobietami, a 15% ma z nimi dzieci
Szokujące manipulacje kościoła katolickiego. Są niczym pakt z diabłem

Autor: Jarek Kefir
Proszę o udostępnienie, podanie dalej! Dzięki!

Chcesz wspomóc to co robię i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj.

 

Czy Polska jest krajem pod okupacją Watykanu?

Kościół katolicki w Polsce i jego specjalne prawa

Na zdjęciu powyżej: "hołd watykański" - prezydent rzekomo suwerennego państwa, jakim jest przenajświętsza III RP, składa hołd lenny przez cezarem (imperatorem), czyli aktualnym papieżem

Na zdjęciu powyżej: „hołd watykański” – prezydent rzekomo suwerennego państwa, jakim jest przenajświętsza III RP, składa hołd lenny przez cezarem (imperatorem), czyli aktualnym papieżem

W swoim poprzednim felietonie na tematy katolickie: „Czy wiesz kto rządzi światem?! Sprawdź, będziesz w szoku!” zastanawiałem się nad tym, czy Watykan i kościół nie jest po prostu przedłużeniem bytu Cesarstwa Rzymskiego, które trwa po dziś dzień.

Obserwując polską scenę polityczną można wysnuć jeden logiczny wniosek: Watykan na pewno rządzi Polską zza kuluarów. Polski episkopat zawsze miał wpływowych protektorów którzy nie szczędzili przywilejów, stanowisk, zrabowanych nam, biednym ludziom szekli i ziemi. Zarówno z prawicy, lewicy jak i centrum. Konkordat, dający funkcjonariuszom Watykanu jeszcze większe prawa niż konkordat przedwojenny, to dziecko rządów SLD.

Nielegalnie działająca Komisja Majątkowa sprawiła, że kościół katolicki stał się jednym z największych posiadaczy ziemi w Polsce. W Krakowie kościół jest właściwie państwem w państwie i ma wykupione całe dzielnice.

Kościół przed rozbiorami działał wybitnie na szkodę I RP. Gra w tamtych czasach toczyła się o to, by za pomocą Austriaków i Prusaków zatrzymać Rosję na obecnej linii Curzona (mniej więcej…) i tym samym utrzymać panowanie kościoła katolickiego nad Polakami.

Gdy hitlerowskie dywizje wyruszały na podbój ZSRR, ówczesny papież błogosławił wyruszające z baz samoloty i czołgi, używając słów, cytuję: „nowa wyprawa krzyżowa” w celu zniszczenia bezbożnego komunizmu.

Zacytuję teraz pewną wypowiedź. Na początku zadam pytanie: czy są to słowa zwyrodnialca / psychopaty? Cytuję:

Kościół katolicki w Polsce nie ma prawnego obowiązku zawiadamiania prokuratury o przypadkach pedofilii, ale jest to kwestią sumienia duchownych

Nie, powyższe słowa wypowiedział prokurator generalny, Andrzej Seremet!

Czy Polska jest aby na pewno krajem suwerennym wobec funkcjonariuszy obcego państwa – Watykanu? Powyższe słowa pana Seremeta znaczą bardzo wiele:

-funkcjonariusze państwa watykańskiego są ponad prawem III RP. Ich obowiązuje jak widać inne prawo, skoro sam minister Seremet mówi klechom: „ruchajta co chceta”.

-mogą oni działać na terytorium naszego państwa podług własnego widzimisię, nie podlegają naszym sądom, a to, czy zechcą odpowiadać za swoje zbrodnie czy nie, jest bliżej nie sprecyzowaną „kwestią sumienia”

-ukrywanie przestępstwa pedofilii, ściganego z urzędu, zatajanie faktów o takim przestępstwie, nie złożenie zawiadomienia do organów ścigania, gdy się o nim wie – jest współudziałem w zbrodni, tudzież kryciem sprawcy. A za to są przysłowiowe paragrafy!

-jaki wpływ na bezpieczeństwo narodowe ma taka bardzo bogata, wpływowa i pozostająca poza prawem organizacja jak episkopat polski? Pytanie retoryczne, bo Komisja Majątkowa to wspólny geszeft episkopatu, byłych funkcjonariuszy SB i WSI, GRU, i służb specjalnych z Zachodu i Izraela (przejmowanie nieruchomości, roszczenia żydowskie). Ile razy było tak, że kościół przedstawiał sfabrykowane dokumenty na prawa do kamienicy, Komisja Majątkowa to potwierdzała, kościół kamienicę przejmował, lokatorów wypie*dalali na bruk, a kamienicę sprzedawali różnym „inwestorom” w cenie milionów złotych.

P.S. „inwestor” – teraz tak nazywa się mafia bądź osoby z fałszywymi dokumentami podstawione przez izraelski Mossad, służby niemieckie czy środowisko byłych SB / WSI.

Przeczytaj też na mojej stronie o tym, jakie znaczenie czarnomagiczne ma dziś chrzest w chrześcijaństwie:

Krytyka kościoła katolickiego: mroczne rytuały magiczne katolicyzmu

O programach kontrolnych zaszczepianych w naszą podświadomość:

Chciałbym, czytelniku, byś spróbował sobie wyobrazić taki oto hipotetyczny obraz świata.. Nie wiem, za 20, 100, może 1000 lat. Wyobraź sobie, że gdy dziecko, urodzone w takim świecie, gdy kończy 2 lata, jest prowadzone do specjalnego pomieszczenia.

W tym pomieszczeniu takiemu malutkiemu dziecku jest aplikowana do krwiobiegu specjalna, osłabiona wersja wirusa HIV, ebola, czy dowolnego innego.. W dodatku, zmieniona genetycznie. Wirus taki nie ma zadania zabić takiego dziecka, ani teraz, ani w przyszłości. Ma on za zadanie być w uśpieniu w krwiobiegu takiego dziecka, i:
-ograniczać pewne normalne i wydawałoby się – oczywiste funkcje organizmu;
-podejmować różne decyzje autonomicznie, za nosiciela, a często wbrew woli nosiciela;
-zmuszać go do pewnych wyborów, postaw, zachowań.

Opisywany przeze mnie powyżej wirus jest symbolem modelu postrzegania świata, który wprowadza się do umysłu w wieku dziecięcym, zaszczepia się go głęboko (w podświadomości), po czym tak zawirusowana podświadomość daje o sobie znać potem.

Więcej tylko pod poniższym linkiem:

Programy, które nas kontrolują całe życie. Matryce podświadomości

Manipulacje kościoła katolickiego:

Wszyscy wiemy (mam nadzieję..), jak destrukcyjne jest wmawianie małemu dziecku mantr w stylu: “panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja“.

Przede wszystkim – jest to programowanie podświadomości – komputera centralnego psychiki – na bardzo złe bodźce, na niską samoocenę.

Poza tym, istotna jest też druga część tej destrukcyjnej, wpływającej na podświadomość mantry: “ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja“.

Więcej tylko pod poniższym linkiem:

Szokujące manipulacje kościoła katolickiego, o których prawdopodobnie nie wiedziałeś!

Autor, poza wyraźnie zaznaczonymi cytatami: Jarek Kefir

Możesz mnie wspomóc. Pomoc Was, Czytelników jest kluczowa jeśli chodzi o niezależność stron takich jak moja.

Dotacje są całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe, w przeciwieństwie do różnych „gazetoidów” typu GW czy Rzeczpospolita, gdzie za dostęp do artykułów w internecie trzeba wykupić abonament lub wysłać SMSa.
Szczegóły podałem poniżej, w linku zaznaczonym na niebiesko. Serdeczne dzięki!

https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Polacy już nie chcą płacić haraczy kościołowi katolickiemu!

Polacy coraz mniej dają kościołowi

kosciol katolicki w Polsce

Od kilku lat spada liczba darowizn przekazywanych na cele kultu oraz organizacjom charytatywnym – informuje „Rzeczpospolita”.

Jak podkreśla gazeta według statystyk od 2009 r. drastycznie spadła suma darowizn odliczonych od dochodu na cele kultu religijnego (w tym działalność charytatywno-opiekuńczą) od osób prawnych – z ponad 62 mln zł cztery lata temu do 23 mln zł za rok ubiegły (w 2011 r. było to ponad 28 mln zł). W 2012 r. na taką darowiznę zdecydowało się tylko 1043 podatników (choć mogą odliczyć od dochodu aż 10 proc. podatku).

– Polacy najchętniej pomagają konkretnym osobom, nie organizacji – twierdzą organizacje pozarządowe. Kościołowi nie pomagają także skandale pedofilskie czy te związane z handlem kościelnymi gruntami z Komisji Majątkowej.

Cały tekst można przeczytać tutaj.

Źródło: Rzeczpospolita.pl