Tag: podryw

O MIŁOŚCI UDANEJ.. NIE KOMPLIKUJ SOBIE ZWIĄZKU!

Miłość i związki w dobie kryzysu relacji

Mamy obecnie coś, co nazywa się kryzysem relacji. Stare modele relacji i związków się posypały. Pojawiły się nowe. Wielu ludzi nie potrafi się w tym nowym świecie odnaleźć.

Wielu ludzi jest w jakimś stopniu zaburzonych, i dopóki nie rozpracuje tego przyczyn, to przyciąga ludzi równie zaburzonych, lub zaburzonych nieco inaczej.

Wielu ludzi zapomina prostą prawdę, by nie robić awantur o nic i nie przypierdalać się do drugiego człowieka z byle powodu. Warto po prostu wyluzować, związek nie musi być idealny. Młode osoby mają tendencję do postrzegania swojego życia jako listy celów. To, to i tamto trzeba koniecznie spełnić. To i tamto trzeba mieć, zdobyć. A relacja odbiega choćby w małym procencie od wzorca idealnego, to zaczynają się dramy.

Otrzeźwienie czasami przychodzi koło 30 roku życia – by docenić życie takim, jakie jest, i nie spinać się o pierdoły, które w ostatecznym rozrachunku są i tak nieistotne. Jednak nie wszyscy tego doświadczają. Część ludzi wciąż powtarza te same błędy, nie wyciągając z nich wniosków i niczego się na nich nie ucząc. Cóż, bywa. Czytaj dalej „O MIŁOŚCI UDANEJ.. NIE KOMPLIKUJ SOBIE ZWIĄZKU!”

MROCZNY ALGORYTM TINDERA UJAWNIONY! [+18]

Rozgryzłem dla Was algorytm Tindera!

Tinder jest najpopularniejszą na świecie aplikacją randkową. Wielu stara się rozgryźć algorytm Tindera i poznać, co stoi za jego mechanizmami. Z tym portalem miałem do czynienia w 2018 roku, i przetestowałem jego funkcje wzdłuż i wszerz. Zarówno ze swojego konta, jak i z fejkowych (fałszywych) kont. 😉

Zacznijmy od tego, że Tinder to najgorszy możliwy pomysł na poznanie kogokolwiek. Nie chodzi wcale o ideę zapoznawania się online, ale o co innego. Tinder i podobny portal, Badoo, mają swoje algorytmy klasyfikujące użytkowników. I wg nich zostajesz zaklasyfikowany do jednej z grup, jeśli jesteś mężczyzną. Czyli: przystojniak (nie wykupi płatnych opcji bo mu niepotrzebne) lub reszta mężczyzn (potencjalny klient, czyli frajer do strzyżenia). Nazwijmy rzeczy po imieniu. Czytaj dalej „MROCZNY ALGORYTM TINDERA UJAWNIONY! [+18]”

CZY MAMY KRYZYS MĘSKOŚCI, KOBIECOŚCI i RELACJI?

Czy mamy teraz kryzys relacji, męskości i kobiecości?

Dzień dobry, witam państwa bardzo serdecznie! 😉

Zapaść w sferze relacji jest olbrzymia. Obie płcie narzekają na siebie jak nigdy dotąd. Wiele kobiet separuje się od mężczyzn, zostając singielkami. Wielu mężczyzn często przestaje angażować się w jakiekolwiek relacje z kobietami. Wybierają pójście własną drogą samotnika. Jest to tzw. Ruch MGTOW. Inni z kolei, Ci najbardziej poszkodowani, grupują się w coraz bardziej zradykalizowane grupy, które już teraz mają na sumieniu ponad setkę ofiar. Są to tzw. „incele,” czyli ekstremistyczni mężczyźni nie mający szans na związek. Wyładowują oni swoją agresję np. poprzez strzelaniny przed modnymi dyskotekami.

Jest to także poważne zagrożenie społeczne, na które trzeba zareagować. Chciałbym Ci uświadomić, byś nie dał się zwariować. Nie jest tak źle, jak mówi się w środowiskach męskich – czyli w środowiskach „manosfery.” Uświadom sobie jeszcze to, że liberalne elity celowo tę wojnę płci wykreowały, by dopełnić swoich planów. Skłócenie wszystkich ze wszystkimi, by wszyscy się wszystkich bali i nikt nie miał w nikim oparcia. Tylko w autorytarnym, liberalnym państwie. Rozbicie więzi społecznych, by jednostki widziały jedyne oparcie w państwie. Napuszczanie jednych na drugich. Czytaj dalej „CZY MAMY KRYZYS MĘSKOŚCI, KOBIECOŚCI i RELACJI?”

Czego można nauczyć się dzięki zdradzie? [+18] Zupełnie nowe spojrzenie na sprawę

milosc-i-seks

Chciałbym zaprosić Was do obejrzenia krótkiego nagrania Eckharta Tolle o związkach, miłości, zdradzie itp. Moje spojrzenie na tę tematykę jest inne niż to społeczne.

Przede wszystkim zadajmy sobie pytanie, czy powszechnie obowiązujące przekonania o relacjach, miłości, związkach, rodzicielstwie, są dobre? Czy przyniosły światu szczęście i rozwój? A może przeciwnie – łzy i cierpienie?

Popatrz na ten świat. Na fochające się, kłócące i mające do siebie wieczne pretensje pary. Na oziębłe seksualnie i nienawidzące się małżeństwa. Na rozpacz dzieci żyjących z niekumatymi i szarpiącymi się z życiem rodzicami. Co oni otrzymają od tych rodziców? Jakie umiejętności? Jaką siłę? Jaką wiedzę? Otrzymają to, co otrzymują dzieci od zarania dziejów.

Czyli lęki, kompleksy, traumy, obawy, nieśmiałość, brak asertywności, wypaczone spojrzenie na świat. Będą się z tym zmagać do końca swych dni. Dlatego zarzuty jakie formułuję wobec ziemskich rodziców i zwolenników posiadania potomstwa, są zarzutami surowymi.

Zadajmy sobie trzy pytania pomocnicze:
-co jest złego w seksie „bez zobowiązań” – czyli np na jedną noc, albo między przyjacielem i przyjaciółką?
-co jest złego w tym, że para daje sobie zezwolenie na skok w bok?
-co jest złego w seksie dla samej przyjemności, bez planowania potomstwa, przyszłości, ślubu, kredytów hipotecznych itp?

Potępienie tej sfery życia pochodzi od społeczeństwa, które jest chore. Wielcy myśliciele, guru duchowi, filozofowie, od zawsze zwracali uwagę na to, że społeczeństwo żyje w stanie neurozy, dychotomii. Demonizowanie seksu i samo pojęcie „zdrady” bierze się z dawnych czasów. Nie znano wtedy skutecznych metod antykoncepcji. Seks prędzej czy później kończył się ciążą.

By system jako tako trwał w tak trudnych warunkach, musiano ograniczyć seksualność i kobiet, i mężczyzn. Musiano wprowadzić pojęcie takie jak zdrada, małżeństwo, posiadanie drugiej osoby na własność. Wprowadzono poczucie winy, wstydu i lęku związane z seksualnością. Aby trzymać ludzi i system w ryzach, ograniczono i obrzydzono seksualność. Jest to podstawa oprogramowania ery patriarchalnej, czyli eonu ciemności, ery ryb / ery lisa, ery upadku ludzkości i całej planety.

Obecnie jak nigdy widać, że te wzorce są zdezaktualizowane i niewydolne. Że przynoszą światu zło. W bólach upadają, rodzi się nowy świat. To, co nazywane jest tradycyjnymi wartościami, prawilnością itp – nie jest żadnym boskim prawem, nie jest czymś wzniosłym i dobrym. Jest to system kontroli, konieczny w dawnych czasach, by system trwał, by ludzkość przetrwała i rozwijała się. Ten system kontroli wynika bezpośrednio z małej wiedzy i świadomości, i braku technologii i nauki. Jest to system odpowiedni dla mentalności dawnych ludzi.

Nie daj się zapędzić w pułapkę nienawiści do płci przeciwnej. Jeśli jesteś mężczyzną – nie daj sobie wmówić toksycznych doktryn guru uwodzenia, podrywu, NLP. Znają co najwyżej 20% prawdy, i to prawdy „płaskiej„, a przecież jest ona wielowymiarowa. Jeśli jesteś kobietą – nie daj sobie wmówić niektórych tez toksycznej odmiany feminizmu.

Sam feminizm był konieczny, wprowadzono go po to by przyspieszyć przebudzenie kobiet, a globalnie – przebudzenie Bogini. Jednak jego odmiana genderowo-neoliberalna, ta znana z Unii Europejskiej, staje się powoli wypaczeniem, nowotworem. Mamy więc dwa przeciwieństwa: samczość skupiona wokół poradników uwodzenia i podrywu, i toksyczna, lewacka odmiana feminizmu. Każda z tych stron uważa, że winna jest ta druga płeć.

Tak, ja też ten błąd popełniałem. Rozsiewałem kiedyś tę truciznę. Obecnie stare i toksyczne artykuły sukcesywnie usuwam z mojej strony. A prawda jest nieco inna. Wszystkiemu winne są: nieświadomość, brak realnej wiedzy, i posiadanie wiedzy fałszywej – narzuconej przez chore społeczeństwo. Miłość, związki, seks – to nie tylko transakcja handlowo-wampiryczna sfochanej i humorzastej „Ewki” z prymitywnym i niekumatym „Adasiem„. Miłość posiada ukrytą opcję (Occult), z tym, że to zadziała, jeśli tworzymy relację z osobą o mentalności podobnej do naszej, a nie niższej.

Odrzuć wszystko to, co mówiły Wam o miłości i związkach rodzice, babcie, ciotki, społeczeństwo. Odrzuć to, co przeczytałeś na forach psychologicznych. Na których każdy jeden uważał się za wielkiego asertywnego i ekstrawertycznego mądralę, a tak naprawdę nic nie wiedział o życiu. Chyba o odrzuceniu tego, co mówi kościół, konserwatyzm, prawilność – nie muszę mówić, bo to oczywiste? Idź w świat odważnie, zdobywając nową, wartościową wiedzę – o Lilith, o Bogini, o świadomości, o pracy nad sobą.

Zapraszam na inne ciekawe artykuły dotyczące relacji, miłości, seksu, związków, kobiecości i męskości:
–System Cię zniewala ale nie musi tak być! Zasługujesz na szczęście i to co najlepsze!
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi

Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi

wolnośćPisałem już w kilku artykułach o tym, czym jest wg mnie wolność, świadomość że alternatywy i inne wyjścia istnieją, i czym jest wg mnie wybór. I dlaczego tak ważne one są. Cały świat i całe społeczeństwo są tak skonstruowane, by: odbierać Ci wolność, by sprawiać wrażenie że alternatyw i innych wyjść nie ma, że nie masz wyboru. że musisz grać w gry społeczeństwa i koniec.

Według teorii ezoterycznej, społeczeństwo to samoświadomy organizm stworzony z myśli milionów połączonych umysłów, żyjący własnym życiem. To logiczne że taki twór posiadający samoświadomość dba o swoje interesy i ich strzeże. Ale ważniejsze jest pytanie, czy to co chce społeczeństwo, jest zgodne z tym, co chcesz Ty? Jeśli naprawdę jest zgodne – to wchodź w ten system. Są ludzie którzy w tym systemie czują się jak ryby w wodzie. Biorą od życia dokładnie to czego chcą, wszystko co istnieje mają na pstryknięcie palcem, nie boją się niczego. Umownie nazywam ich ekstrawertykami, choć wiem że to nie jest ścisłe i w 100% odpowiadające prawdzie. Ale są też ludzie mniej lub bardziej poranieni, dla których niektóre recepty na życie proponowane przez społeczeństwo oznaczałyby piekło na Ziemi. To z ich perspektywy piszę.

Ludzi którzy w systemie czują się jak ryby w wodzie jest mniejszość. Cele większości ludzi kolidują z tym, co wytycza społeczeństwo. Powód jest jeden – wartości społeczeństwa nie są kompatybilne z rzeczywistością, z realiami XXI wieku. Żyjemy w czasie spektakularnej destabilizacji i rozpadu systemów które przez tysiąclecia zapewniały jako taką stabilność. Systemy religijne, ekonomiczne, polityczne, ideologiczne, społeczne (MPP – monogamia, purytanizm, patriarchat) upadają lub już upadły.

Dzięki dostępowi do wiedzy całej planety, jak nigdy widać ich nieaktualność. Dawniej jeszcze jako tako trzymało się to w ryzach, bo ofiary tych systemów którym życie się nie ułożyło, milczały. Dziś jest internet gdzie anonimowo można się wyżalić, że w życiu nie wyszło, bo realizowaliśmy cudze, nie nasze cele i wartości. Ale wróćmy na chwilę do tego, czym jest w mojej opinii wolność.

Wolność to możliwość wyboru. Wolność to świadomość tego że istnieją inne wyjścia i alternatywy. Wolność to świadomość że masz przynajmniej o jedno wyjście więcej niż myślisz. A najczęściej masz ich o wiele, wiele więcej, choć cały świat próbuje Cię przekonać, że tak nie jest. Wojciech Eichelberger, polski psycholog, wypowiedział zdanie które jest jednym z najbardziej mądrych przysłów jakie zna historia całej planety: „Cnota jest tam, gdzie jest wybór„.

Wszystko co piękne, wzniosłe, boskie, dobre, przyjemne – jest tam, gdzie jest wybór i wolność. Jest tam, gdzie człowiek nie jest ograniczany, gdy wie że ma inne wyjścia, gdy ma świadomość że nic nieodwracalnego go nie krępuje. Porównaj stan zakochanych którzy nie chcą zamykać partnera w złotej klatce z tymi, którzy to robią, którzy zazdroszczą, kontrolują, osądzają. Porównaj stan osób w wolnym związku ze stanem małżeństwa z 10-letnim stażem z kredytami, dziećmi, obowiązkami i milionami innych codziennych, szarych lub wręcz traumatycznych zajęć.

O ograniczeniach możliwości wyboru związanych ze społecznymi rolami, pisałem w linku poniżej:
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?

Życie jest sztuką wyboru. Nie demonizuję tych którzy chcą się sprawdzić w systemie, w społeczeństwie i rzucają się w jego pełny wir. Być może Tobie jest pisana właśnie taka, społeczna droga. Ale chciałbym byś wybierał mądrze i świadomie, nie ponaglany przez nikogo. Byś wiedział że są inne alternatywy i że wszystko ma swoje konsekwencje, także te negatywne. Nie ma nic gorszego niż wybranie nie swojej drogi życiowej, bo inni nas do tego zmuszali. Często po takim narzuconym wyborze pojawia się nerwica, depresja, choroba ciała (fizyczna), nałóg, czy wręcz przedwczesna śmierć.. Tak, to są te prawa wszechświata o których piszę. Dodam jeszcze jeden cytat:

Cytat: „Egoizm nie polega na tym, że żyje się tak, jak się chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy.”
~Oscar Wilde

A ja mam jeszcze jedno do dodania. Egoizm jest wtedy jeśli narzucasz komuś swoją wizję szczęścia. Czyli wtedy, gdy dana osoba nie chce robić tego co Ty, gdy nie chce układać swojego życia tak jak Ty chcesz czy tak jak społeczeństwo żąda. Więc nazywasz ją egoistą by wymusić w niej zmianę zachowań / poglądów. I to jest właśnie egoizm. To jest bardzo paradoksalne – egoiści zarzucają Ci egoizm, ponieważ nie chcesz robić to co oni sobie wymyślili.

A jaka jest najlepsza droga? Przede wszystkim zaakceptowanie świata i społeczeństwa takich jakie są – z ich zakłamaniem, purytańską dulszczyzną, tkwieniem w zbiorowej psychozie, stanem półsnu. I najważniejsze – nie próbować tego zmieniać. Pisać o tym można, ale bez negatywnych emocji i bez chęci by inni zmienili się. Bo to niemożliwe. Zamiast koncentrować się na tym co złe, zakłamane – docenić codzienne radości, także te małe, i pielęgnować je. I kilka innych rzeczy które opisywałem, a które może wcielić w życie dosłownie każdy.

Dalej: jak wybierać to, co jest nasze, przy czym nie chodzi tylko o rzeczy? Pierwsza i najważniejsze sprawa – przeczucie. Druga – gdy wybierasz coś „nie swojego” co nie jest Ci przeznaczone – odczuwasz swoisty dyskomfort i musisz się logicznie przekonywać. To bardzo niedobrze gdy musisz używać logicznych argumentów do wybrania czegokolwiek w życiu. Jeśli coś naprawdę jest Ci pisane, nie będziesz musiał tego robić – bo będziesz to czuł od początku, bez logiki.. Tego nie da się racjonalnie wytłumaczyć w żaden sposób, ale to się sprawdza.

I jeszcze jedno.. Wybór – zawsze masz wybór. Chyba że świadomie pozbawisz się wyboru wybierając nie to co Ci przeznaczone.. Jak nie za pierwszym, to za trzecim czy dziesiątym a nawet dwudziestym razem otrzymasz to czego pragniesz. Jeśli znasz prawa wszechświata i je stosujesz – to szybciej niż później. I raczej nie pozbawiaj się możliwości wyboru i manewru grając w społeczne gry. Lepiej z czegoś zrezygnować niż potem do końca swych dni żałować że źle się wybrało i że nie można odejść.. Nie popełniajmy błędów rodziców – nasze pokolenie ma wiedzę całej planety w zasięgu kilku kliknięć myszką.

Cytuję: „Najbardziej jaskrawym i prostym przykładem, a jednocześnie treningiem zdolności określania swoich celów, jest wyszukiwanie niezbędnej odzieży. Przypomnij sobie, czy bywały wypadki, kiedy w zasadzie kupowałeś odpowiednią rzecz, a potem okazywało się, że przestaje Ci się ona podobać, nie pasuje na Ciebie albo ma jakiś feler. A czy zdarzało się, że ujrzałeś rzecz, od razu bez wahania ją kupiłeś i jesteś z niej zadowolony do dziś? Różnica między tymi rzeczami polega na tym, że pierwsza z nich jest obca, a druga – Twoja.

Pierwsza rzecz, która wydawała Ci się atrakcyjna, była przeznaczona dla innego człowieka.Możliwe, że zobaczyłeś ją u znajomego lub na manekinie. Jeżeli rzecz dobrze wygląda na innych, to jeszcze nie znaczy, że będzie Ci w niej do twarzy. Przy czym nie świadczy to o niedoskonałościach Twojego ciała, tylko o jego zaletach.Źle byłoby być manekinem, na którym wszystko dobrze leży. Silne wrażenie wywołuje nie ogólnie przyjęte piękno, a umiejętnie podkreślona indywidualność.

Zdaję sobie sprawę, że wszystko to wiedziałeś i beze mnie. Lecz długo chodzisz po sklepach i męczysz się, nie wiedząc, co kupić. Nie pomaga nawet znajomość fasonów, wyczucie mody, nawet dobry gust. Po długich poszukiwaniach i tak nie jesteś w pełni zadowolony z rzeczy, którą nabyłeś. Aby zawsze znajdować właśnie to, czego potrzebujesz, musisz nauczyć się odróżniać swoje rzeczy od cudzych. Jak to się robi? Nie uwierzysz, jakie to łatwe!

Po pierwsze, niech Cię nie męczy kwestia wyboru. To ewidentnie zakłóca równowagę. Im bardziej się stresujesz z tego powodu, tym gorszy będzie efekt. Nie ma sensu długo oglądać rzeczy i analizować ich wad i zalet. Umysł nie powinien brać udziału w wyborze, bo on i jego myśli to nie Ty, tylko nalot wahadeł. Po prostu chodź i oglądaj, o niczym nie myśląc, jakbyś był na wystawie.

Najpierw wyrób sobie ogólne zdanie o tym, co chciałbyś nabyć. Wcale nie musisz określać szczegółów. Jedynym opisem powinien być rodzaj odzieży. Na przykład jeżeli potrzebujesz płaszcza, postaw sobie cel – wybrać płaszcz, bez innych zbędnych warunków.

Niech rzecz wybiera Twoja dusza – jest ona znacznie bliższa tego, kim jesteś w istocie. Nie pominie ona ani jednego szczegółu i na pewno w porę wskaże właściwą rzecz. Dowiesz się o tym, jak tylko wśród mnóstwa rzeczy ujrzysz, a raczej poczujesz tę, która wzbudza szczególną sympatię.

Jeszcze raz podkreślam: nie trzeba analizować powodów, dla których dana rzecz wyda Ci się sympatyczna. Po prostu Ci się podoba i tyle. Można o niej powiedzieć: „Tego było mi trzeba”. Kup ją bez zastanowienia.Nawet jeżeli już długo szukasz i nie możesz znaleźć, nie zniechęcaj się – Twoja rzecz na pewno jest w jakimś sklepie. Jak nie w trzecim, to w dziesiątym.”
~Vadim Zeland

Poniżej lista nowych wpisów z kategorii: „Świadomość, wiedza ukrywana, tajniki psychologii, relacje i emocje oraz rozwój osobisty i duchowy„. Są to najnowsze wpisy, opisuję w nich prawa wszechświata i moją przygodę z ich poznawaniem i stosowaniem::)
https://jarek-kefir.com/strony-linki/swiadomosc-nowe/

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej „Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi”

NIEZWYKŁA METAFORA ŻYCIA I NASZYCH RELACJI W KSIĄŻCE „BASTION” KINGA!

Niezwykła metafora życia i relacji damsko-męskich w książce „Bastion” Kinga

szczescie w zyciu

Polecam Ci książkę „Bastion” Stephena Kinga. Nie wiem na ile on był osobą kumatą, a na ile nie. Ale to właśnie w tej książce można znaleźć najwięcej odwołań do psychologii jak i zakamuflowanych, tajemnych metafor. Wiele dzieł literackich, filmów, teledysków, od początku istnienia świata, aż do dziś, zawiera tajemny kod metafor i symboli. Szerzej opisał go Carl Gustav Jung, „zapomniany” ojciec psychologii. Tak jest także w przypadku tej książki.

W wielkim skrócie: książka opowiada ze szczegółami o upadku cywilizacji spowodowanym śmiercionośnym wirusem grypy. Zmarło ponad 99% ludzi, a nieliczni ocaleli z pomoru zaczynają miewać osobliwe, zbiorowe sny.

Są oni podzieleni na dwie grupy. Pozytywnych, służących dobru wspólnemu „przyzywa” wiekowa kobieta, Abagail Freemantle. Zaś tych egoistycznych, szukających kariery i ziemskich przyjemnostek, ściąga do siebie mroczny mężczyzna, Randall Flagg, zwany także adwersarzem.

Nawet w tej książce mroczny mężczyzna ściąga do siebie ludzi z dużym pierwiastkiem racjonalnym – inżynierów, ateistów, konstruktorów. Wynika to z prastarej wiedzy o tym, że konstrukcja ludzkiego umysłu jest często zła. Umysł bez serca nie zna litości. Z kolei serce bez rozumu jest naiwne i głupie.

relacje

Dalej: w książce występuje kilka postaci, będących opisami archetypów, które nosi w swojej psychice wielu z nas. Występują tam też bohaterowie tacy jak Nadine Cross i Larry Underwood.

Nadine – symbol niepohamowanych żądz i instynktów. Wykorzystuje ona „dobrych” facetów instrumentalnie, by doprowadzili ją do jej ideału –  demonicznego okultysty, Randalla Flagga. Nadine była czułą i wrażliwą kobietą, wyznawała zasadę, że nie wolno krzywdzić i zabijać osób ocalałych po epidemii.

Jednak  pragnęła sługi samego diabła, który jedną decyzją skazywał na śmierć setki ludzi. Widziała ona w snach, jak skazuje on niepokornych i nieposłusznych na śmierć przez ukrzyżowanie. Wiedziała też, że on chce podbić Ziemię. A mimo to pragnęła go całą sobą, pragnęła go żądzą tak silną jak wybuch bomby atomowej. To literacka metafora podwójności emocji. Z jednej strony, śmierć każdego człowieka ocalałego po strasznej epidemii, rozdzierała jej serce. Z drugiej strony, jej emocjonalna i seksualna część, pałały niesamowitą wręcz żądzą do mrocznego mężczyzny.

Koniec końców, ideał okazał się dla niej koszmarem. Ideał z snów Nadine Cross, Randall Flagg, to literacka metafora mężczyzny określanego jako „zimny drań” czy też „samiec alfa„. Jest to mężczyzna który doprowadza do szaleństwa seksualną żądzą, ale jest on nieczuły, niezaangażowany, zimny, nieludzki. Przez całe swoje życie Nadine Cross odpychała od siebie facetów, którzy nie byli jej upragnionym, mrocznym ideałem ze snów. Nie dopuszczała ich do siebie.

emocje

Jest to dość powszechne w życiu realnym, gdy kobiety tych miłych i ułożonych mężczyzn spławiają, w najlepszym wypadku pozwalając im być „przyjaciółmi” (tzw. zjawisko friendzone). Dopuszczają one do siebie tych mrocznych. Nie są to oczywiście faceci chcący od razu zawładnąć światem. Najczęściej są to po prostu faceci z tak zwaną „przerwą w życiorysie” która ponoć dodaje męskości, którzy życie spędzają na oglądaniu meczy, piciu piwka i jebaniu policji. Słownym oczywiście.

Nadine spotyka tuż po wygaśnięciu epidemii mężczyznę, który musiał szybko wydorośleć, choć jeszcze niedawno wcale dorosłym nie był. To Larry. Od razu rozpoznali się, jakby znali się z poprzedniego życia, jakby znali się tysiące lat. Larry chciał ją pocałować, jednak i on został odepchnięty, nie został dopuszczony. Gdyż pierwotna żądza Nadine wciąż pragnęła demonicznego mrocznego mężczyzny. I to pierwotna żądza wzięła górę nad boskim zamysłem (o tym za chwilę).

Koniec końców, Larry przeżył zawód, co przyspieszyło jego rozwój, jego wydoroślenie. Mroczny mężczyzna pojawił się w jego życiu, stanął na jego drodze, drwiąc i odchodząc z Nadine. Ileż razy tak się dzieje, że na drodze młodego romantyka staje mroczny człowiek z mięśniami, tatuażami i gitarą, śmierdzący petami i whisky? Po czym odchodzi w siną dal z dziewczyną, o której ów romantyk marzył? Myślę, że każdy facet musi przez takie wydarzenie przejść, by wydorośleć. Sztuką jest przejść przez takie piekło tak, by nie stać się diabłem. Książka Kinga „Bastion” zawiera klucz, trzeba tylko umieć czytać znaki.

kobiety

Matka Abagail to z kolei symbol wyższej jaźni, wyższej mądrości, która próbowała ocalić Nadine, ale została przez nią zakrzyczana. W życiu tak jest, że ta pierwotna część nas samych krzyczy, wrzeszczy, dąsa się, „wie swoje” – a nasza część duchowa przemawia po cichu, niemal niezauważona. Dobry temat do analizy. Abagail Freemantle chciała, by Larry i Nadine byli razem, bo taki był boski zamysł. Ale człowiek został obdarzony wolną wolą. Może zdecydować czy być dobry, czy zły. Może zdecydować na ile chce być dobry lub na ile chce być zły. Może modyfikować w ten sposób ów zamysł Stwórcy.

Nadine Cross wybrała drogę służenia swoim żądzom, instynktom, kosztem innych ludzi. Możemy umownie nazwać taką postawę złem. Larry wybrał drogę dojrzałości i poświęcenia się dla dobra wspólnego. Możemy umownie taką postawę nazwać dobrem. Na tej planecie muszą istnieć obie takie postawy. Nie istnieje jeszcze system, w którym brakuje dualizmów. Nawet z duchowego punktu widzenia dualizmy i walka dobra ze złem, istnieją.

Każdy zaawansowany okultysta śmieje się w kułak gdy tylko słyszy te przesłodzone sentencje o tym, że dobro i zło nie istnieją, że dualizmy nie istnieją. Owszem, one istnieją, ale na zupełnie innych poziomach, niż dyktują to nasze przewrotne umysły bądź systemy ideologiczne i religijne. Istnieje dobro bezinteresowne, pierwotne. Ale istnieje też bezinteresowne i pierwotne zło. Zło dla samego zła. Według mnie ten kto mówi inaczej, jest być może bardzo naiwny i nie zna życia, posiłkując się łzawymi sentencjami. Albo zwyczajnie nie ma elementarnej wiedzy o tym, o co tak naprawdę toczy się rozgrywka na Ziemi.

005fafebed7c2a7e3d0b860afde809be

Co jeszcze można powiedzieć o Nadine Cross i tym, co symbolizuje ta literacka postać w życiu realnym? Abagail Freemantle nazywała ją „córką Ewy„. W psychice kobiet są dwa archetypy. Archetyp Ewy – jest on pierwotny, nieświadomy i domyślny. Drugi archetyp to Lilith – stosunkowo nowy, świadomy. Nie jest on „włączony” domyślnie, trzeba go przebudzić. Oczywiście kluczem jest równowaga ich obu. Kobieta z przewagą archetypu Ewy jest niezdecydowana, nieświadoma, ma wszystkie te kobiece wady na które narzekają mężczyźni.

Co ważne – nie jest ona w stanie kochać.. mężczyzn. Taka była też Nadine z powieści „Bastion„. Kochała ona bezwarunkowo dzieci, w tym niepełnosprawnego Joe, który po wygaśnięciu epidemii został zupełnie sam. Wobec dzieci okazywała serce, przywiązanie, odpowiedzialność. Natomiast wszystkich mężczyzn nie będących mrocznym ideałem z jej snów, traktowała nie tylko oschle, ale wręcz przedmiotowo.

Proponuję jeszcze cytat:

Człowiek stanowi biologiczny paradoks. Świadomość wyewoluowała u ludzi przesadnie i przez to nie jesteśmy w stanie funkcjonować normalnie tak jak inne zwierzęta: otrzymaliśmy więcej niż jesteśmy w stanie unieść.

Pragniemy żyć, a przez to jak ewoluowaliśmy, jako jedyny gatunek wiemy, że naszym przeznaczeniem jest umrzeć; jesteśmy w stanie analizować przeszłość i przyszłość, sytuację naszą i innych; oczekujemy sprawiedliwości i sensu w świecie, w którym sprawiedliwości i sensu nie ma.

Czyni to życia przytomnie myślących ludzi tragediami. Mamy pragnienia oraz potrzeby duchowe, których rzeczywistość nie jest w stanie zaspokoić i nasz gatunek istnieje jeszcze tylko dlatego, że aby uciekać od wiedzy o tym jaka ta rzeczywistość jest, większość ludzi uczy się wbrew własnej naturze ograniczać w sztuczny sposób zawartość swoich świadomości.

Cała ludzka egzystencja jest obecnie oplątana siecią mechanizmów obronnych temu służących, społecznych i indywidualnych, które zaobserwować możemy w naszych codziennych oklepanych schematach zachowań
[Peter Wessel Zapff]

Wstęp: Jarek Kefir


28167337_116804409147722_3479507053258423996_n

Cytuję: „Ech, te czasy. Pamiętała ten dzień, kiedy skończyła szesnaście lat, kiedy przy blasku księżyca biegła po mokrej od rosy trawie, owej nocy, nocy wina, kiedy marzenia zdawały się spełniać, a każda chwila miała w sobie jakiś magiczny potencjał. Noc miłości. Gdyby chłopak ją dogonił, otrzymałby nagrodę, której pragnął. Cóż w tym takiego strasznego. Zresztą czy to istotne, czy ją dogonił? Czy najważniejsze nie było to, że oboje biegli pośród nocy?

Nie dopadł jej jednak. Chmura przesłoniła księżyc. Rosa stała się chłodna, nieprzyjemna, przerażająca. Smak wina w jej ustach zatracił swą słodycz. Nastąpiła jakaś osobliwa przemiana, ogarnęło ją przekonanie, że powinna.. że musi z tym zaczekać.

Gdzie był tamtej nocy ów pisany jej wymarzony, mroczny oblubieniec? Po jakich szosach, po których ulicach błądził w środku nocy, powodując kolejną, niemal niedostrzegalną rysę w strukturze świata? Które z chłodnych wiatrów zapowiadały jego nadejście? Ile lasek dynamitu nosił w swym postrzępionym plecaku? Ile miał lat? Gdzie był jego dom? Jaka matka tuliła go do swojej piersi? Była przekonana, że tak jak ona był sierotą i że jego czas wkrótce nadejdzie. Stąpał głównie po drogach, które jeszcze nie powstały, podczas gdy ona dopiero stawiała na nich pierwsze kroki. Do skrzyżowania, na którym się spotkają, było jeszcze daleko. Co jeszcze wiedziała?

Że był Amerykaninem, lubił mleko, szarlotkę i potrafił docenić walory ręcznie robionego swetra. Jego domem była Ameryka, poruszał się po sekretnych drogach, tajemnych autostradach, podziemnych magistralach, gdzie kierunki wyznaczały runiczne znaki. Był tym drugim, adwersarzem, zbuntowanym, mrocznym mężczyzną, szefem, twardzielem i wędrowcem, a stukot zdartych obcasów jego kowbojek rozlegał się pośród letnich nocy przesyconych zapachem bzu i jaśminu.

„Któż wie, kiedy przybędzie oblubieniec?”

Czekała na niego, nienaruszona. Nietknięta. W wieku szesnastu lat omal nie zbłądziła i ponownie, później, w college’u. Obaj chłopcy odeszli zagniewani i niepocieszeni, tak jak teraz Larry. Byli przy tym zakłopotani, wyczuwali tkwiące w niej rozstaje, wrażenie czegoś, co ma dopiero nastąpić, mistyczne skrzyżowanie dróg.
Boulder było miejscem, gdzie owe drogi miały się rozejść.

Chwila była bliska. On ją przyzywał, ściągał do siebie.

Po ukończeniu college’u rzuciła się w wir pracy; wynajmowała dom wspólnie z dwiema innym dziewczynami. Jakimi? Cóż, dziewczęta przychodziły i odchodziły. Zostawała tylko Nadine. Była miła dla młodych mężczyzn sprowadzanych do domu przez jej współlokatorki, ale sama trwała w celibacie. Podejrzewała, że plotkowały na jej temat, nazywając ją materiałem na starą pannę, a kto wie, może nawet uważały ją za kryptolesbijkę.
Oczywiście to nieprawda. Ona po prostu.

Pozostawała nietknięta.
Czekała.

Czasami miała wrażenie, że zbliża się zmiana. Że chowając zabawki w cichej, pustej klasie pod koniec dnia, nagle znieruchomieje z dziwnym błyskiem w oku i zapomnianym misiem trzymanym za jedną łapkę. A potem pomyśli: „Nadchodzi zmiana… zbliża się wielka wichura”. Czasami, gdy nachodziły ją takie myśli, oglądała się przez ramię, jakby coś ją ścigało. A potem ni stąd ni zowąd rozluźniała się i wybuchała śmiechem.
Zaczęła siwieć, kiedy skończyła szesnaście lat. Kiedy ją ścigano, lecz nie dogoniono… początkowo tylko kilka pasemek odcinających się wyraźnie pośród kruczej czerni. Nie były szare ani siwe, o nie, były białe jak śnieg.
Parę lat później brała udział w studenckiej imprezie, w siedzibie uczelnianego bractwa. Światła były przyciemnione i niebawem towarzystwo zaczęło łączyć się w pary, oddalając się w co zaciszniejsze miejsca. Wiele dziewcząt – wśród nich Nadine – nie wróciło na noc do swego akademika. Naprawdę chciała to wtedy zrobić, pójść na całość… ale coś, co tkwiło gdzieś głęboko w jej wnętrzu, skutecznie ją powstrzymało. A następnego ranka, o siódmej, przeglądając się w lustrze, stwierdziła, że przybyło jej siwych włosów. Zupełnie jakby pojawiły się w ciągu tej jednej nocy, choć to rzecz jasna niemożliwe.

I tak mijały lata, przesypując się niczym piasek w klepsydrze. Od czasu do czasu miewała dziwne przeczucia, tak, tak, przeczucia… i zdarzało się, że budziła się w środku nocy zarazem zimna jak lód i rozpalona, zlana potem, rozkosznie żywa i świadoma w intymnym zaciszu swojego łóżka, w niemal wulgarnej ekstazie rozmyślając o mrocznym, tajemniczym seksie. Tarzaniu się w gorącym płynie. Szczytowaniu i bolesnym kąsaniu jednocześnie. A rankiem, przeglądając się w lustrze, stwierdzała, że znów przybyło jej siwych włosów.
Przez cały ten czas pozornie była zwykłą dziewczyną nazwiskiem Nadine Cross: miłą, uczynną, kochającą dzieci, oddaną swojej pracy i samotną. Niegdyś taka kobieta mogłaby być w społeczeństwie obiektem plotek i najrozmaitszych domniemywań, ale czasy się zmieniły. Poza tym wyróżniała się tak oryginalną urodą, że nic nie wskazywało by mogła być kimś innym, niż się wydawała.

A teraz czasy znowu się zmieniły.

Zbliżała się zmiana i we snach zaczynała właśnie poznawać swego oblubieńca, zaczynała go rozumieć, choć nigdy jeszcze nie ujrzała jego twarzy. Był tym, na którego czekała. Chciała pójść do niego… i jednocześnie nie chciała. Była mu przeznaczona, ale on ją przerażał. I wtedy pojawił się Joe, a zaraz potem Larry. Jednocześnie sprawy się skomplikowały. Zaczęła się czuć jak węzeł zasupłany na środku przeciąganej liny. Jak nagroda w bliżej nieokreślonej rywalizacji. Wiedziała, że jej czystość, jej dziewictwo, było w jakiś sposób ważne dla mrocznego mężczyzny. I wiedziała, że gdyby Larry ją posiadł (zresztą nie chodziło tu o niego, to mógł być jakikolwiek mężczyzna), złowieszczy czar prysnąłby w jednej chwili. Utraciłby swoją moc. A Larry ją pociągał. Prowokowała go z premedytacją, dawała mu do zrozumienia, że nie jest jej obojętny, że chciała TO z nim zrobić. Niech ją w końcu posiądzie i niech się to wreszcie skończy, niech to wszystko się skończy. Była zmęczona, a Larry atrakcyjny. Zbyt długo czekała na tamtego, upłynęło zbyt wiele czasu, zbyt wiele piasku przesypało się w klepsydrze.

Tylko że Larry nie był TYM MĘŻCZYZNĄ… a przynajmniej tak się jej z początku wydawało. Niemal pogardliwie odrzuciła jego awanse, spławiła go, odegnała od siebie jak klacz odgania ogonem natrętnego gza. Czyż jednak mogła mieć do siebie pretensje, że odrzuciła jego zaloty?

Tak czy inaczej przyłączyła się do niego. To niezbity fakt. Ciągnęło ją do innych, pozostałych przy życiu ludzi, nie tylko z powodu Joe, lecz dlatego, że o mały włos nie porzuciła chłopca i nie wyruszyła na zachód, aby odnaleźć swego oblubieńca. Jedynie wrodzona odpowiedzialność, towarzysząca jej od lat, odpowiedzialność za dzieci oddane jej pod opiekę, powstrzymała ją przed popełnieniem tego kroku… to, oraz świadomość, że pozostawiony samemu sobie Joe niechybnie umrze.

W świecie, gdzie umarło tylu ludzi największym grzechem jest dopuszczenie do śmierci kolejnego człowieka.
I dlatego pojechała z Larrym, który był lepszy niż nic i nikt.

Okazało się jednak, że Larry Underwood kryje w sobie znacznie więcej, niż można by sądzić przy pierwszym spotkaniu; był jak optyczne złudzenie (może nawet sam tak myślał o sobie), gdy woda, z pozoru głęboka na cal lub dwa, okazuje się bezdenną otchłanią. Choćby to, w jaki sposób zbliżył się do Joe. I to, w jaki sposób Joe polubił jego. To po pierwsze i po drugie. A po trzecie jej zazdrość, reakcja na pogłębiającą się więź między atrakcyjnym mężczyzną i chłopcem. W salonie motocyklowym w Wells Larry postawił na dzieciaka palce obu rąk, i wygrał.

Gdyby nie skupili całej uwagi na płycie zbiornika z paliwem, ujrzeliby jak otworzyła usta ze zdumienia. Stała, obserwując ich, nie mogąc poruszyć choćby palcem, ze wzrokiem utkwionym w jasną, metalową kreskę łomu, czekając aż ten najpierw zadrży, a potem wysunie się z otworu. Dopiero gdy było po wszystkim, zdała sobie sprawę, że czekała, kiedy rozlegnie się jego pierwszy krzyk.

Ale tymczasem wieko uniosło się i zostało wypchnięte z otworu, a ona zdała sobie sprawę, że się pomyliła, dokonała mylnego osądu; popełniła omyłkę tak poważną, że wręcz niemożliwą do wybaczenia. W tym przypadku okazało się, że znał Joe lepiej od niej, bez specjalnego przeszkolenia i dokonał tego w znacznie krótszym czasie. Jedynie spóźniony refleks pozwolił jej pojąć jak istotny był epizod z gitarą, jak szybko i jak definitywnie scementował on więź między Larry i Joe. A co było sercem tej więzi?

Jak to co, zależność. To oczywiste. Cóż innego mogłoby przepełnić ją tak silną i palącą zazdrością? Zależność Joe od Larry’ego to była jedna sprawa, skądinąd normalna i całkiem do przyjęcia. Do szału doprowadził ją fakt, że również Larry zależał od Joe, potrzebował go w taki sposób, w jaki ona nie potrzebowała jego, i Joe o tym wiedział.

Czyżby omyliła się w swojej ocenie Larry’ego? Teraz musiała przyznać, że chyba tak. Ta egoistyczna, znerwicowana opoka była tylko przykrywką, zewnętrzną warstwą, która ścierała się wskutek częstego używania. Już sam fakt, że zespolił ich wszystkich razem podczas tej długiej podróży, świadczył o jego determinacji.

Wniosek wydawał się oczywisty. Pomimo swego pragnienia oddania się Larry’emu jakaś jej część wciąż pozostawała lojalna wobec tamtego… a kochając się z Larrym, w pewnym sensie zabiłaby tę cząstkę siebie. Utraciłaby ją bezpowrotnie. Nie była pewna, czy ją na to stać. I nie była jedyną, która śniła obecnie o mrocznym mężczyźnie.

Początkowo to ją niepokoiło, potem zaczęło przerażać. Kiedy byli tylko Joe i Larry, wspólnym elementem ich snu był strach. Kiedy spotkali Lucy Swann i okazało się, że ona również śni podobne sny, lęk przerodził się w szaleńczą, dojmującą zgrozę. Nie mogła już wmawiać sobie, że ich sny tylko przypominają jej prywatne koszmary. A jeśli mieli je wszyscy, którzy ocaleli? A jeśli nadszedł w końcu czas mrocznego mężczyzny – nie tylko dla niej, lecz dla wszystkich, którzy pozostali na całej planecie?

Ta myśl bardziej niż cokolwiek innego wzbudziła w niej sprzeczne emocje – skrajny lęk i perwersyjne pożądanie. Niemal panicznie, jak tonący chwyta się brzytwy, domagała się wyprawy do Stovington. Ze swej natury i przeznaczenia było ono symbolem zdrowego rozsądku i racjonalności, opoką rozumu stawiającą czoła silnemu przypływowi czarnej magii, której fale czuła wciąż wokół siebie. Ale Stovington zamiast bezpieczną przystanią okazało się miastem duchów.

Symbol zdrowego rozsądku i racjonalności stał się trupiarnią i wylęgarnią najgorszych z możliwych koszmarów. Kiedy wyruszyli na zachód, przygarniając kolejnych ocalałych, powoli zaczęła wątpić, że uda się jej uniknąć konfrontacji, zanim to wszystko się skończy. Stało się tak, kiedy Larry począł zyskiwać w jej oczach. Teraz sypiał z Lucy Swann, ale czy to miało jakieś znaczenie? Sprawa była oczywista. Tamci mieli sny dwojakiego rodzaju – o mrocznym mężczyźnie i starej kobiecie. Starucha zdawała się uosabiać jakiś rodzaj elementarnej mocy, podobnie jak mroczny mężczyzna. Stara kobieta była rdzeniem, wokół którego stopniowo, warstwami, gromadzili się pozostali.

Nadine nigdy o niej nie śniła.
Tylko o Nim. O mrocznym mężczyźnie. A kiedy sny pozostałych poczęły słabnąć, równie niespodziewanie jak się pojawiły, jej własne zaczęły zyskiwać na sile i wyrazistości.

Wiedziała o wielu rzeczach, o których inni nie mieli bladego pojęcia. Mroczny mężczyzna nazywał się Randall Flagg. Na zachodzie ci, którzy występowali przeciw niemu albo przeciw temu co robił, kończyli ukrzyżowani albo tracili zmysły i obłąkanych wywożono do Doliny Śmierci, by tam skonali z upału i pragnienia. W San Francisco i Los Angeles ocalały małe grupki techników, ale przebywały tam jedynie tymczasowo; wkrótce zaczną migrować do Las Vegas, gdzie gromadziły się jego główne siły. On się nie spieszył. Nie było takiej potrzeby. Lato dobiegało końca i wkrótce przełęcze w Górach Skalistych zasypie śnieg, czyniąc je nieprzejezdnymi, i choć pługów do ich oczyszczenia nie brakowało, ludzi było zbyt mało i byli zbyt cenni, by wykonywać tak trywialne czynności. Nadejdzie długa zima, a Flagg miesiące te poświęci na skonsolidowanie swojej armii. A w przyszłym roku, w kwietniu… albo w maju…

Nadine leżała w ciemnościach, spoglądając w niebo.

Boulder było jej ostatnią nadzieją. Podobnie jak stara kobieta. Bastion zdrowego rozsądku i racjonalizmu, który miała nadzieję odnaleźć w Stovington, formował się w Boulder. To byli dobrzy ludzie, skonstatowała, normalni i porządni, gdyby to wszystko mogło być tak proste również dla niej, uwięzionej w szalonym labiryncie sprzecznych żądz i pragnień.

Raz po raz, jak zdarta płyta, uporczywy głos w jej umyśle powtarzał, że w tym zdziesiątkowanym przez pomór świecie morderstwo było najstraszliwszym z możliwych grzechów, a serce z równym przekonaniem i pewnością podpowiadało, że domeną Randalla Flagga jest nic innego, jak właśnie śmierć.

Tylko że ona tak bardzo pragnęła jego zimnego pocałunku… och, jak bardzo tego pragnęła… bardziej niż pocałunków chłopaka z liceum czy studenta college’u… i, czego się poniekąd obawiała, bardziej nawet niż pocałunku i bliskości Larry’ego Underwooda.

„Jutro będziemy już w Boulder – pomyślała. – Może wtedy będę wiedziała, czy moja podróż dobiegła końca, czy…”
Nocne niebo przecięła srebrzysta smuga spadającej gwiazdy, a Nadine, jak mała dziewczynka, wypowiedziała w myślach życzenie.”
~Stephen King, Bastion