Szczepienia to pic na wodę za miliardy dolarów

Szczepienia to pic na wodę za miliardy dolarów

szczepienia

Kolejny felieton o szczepieniach, tym razem demaskujący szczepionki przeciwko grypie. Jego autorem jest dr Jerzy Jaśkowski, który już od 1993 roku aktywnie walczy o cywilizowane standardy w medycynie. Szczepienia okazują się być takim „picem na wodę” za miliardy, dodajmy – nasze miliardy. Aby ta cała machina istniała, zarabiać musi szereg podmiotów i instytucji.

Pomyślmy. Ten plan jest doskonały, i to morderczo doskonały. Wmówiono ludziom na Ziemi, że dzieciom należy podawać koktail trucizn (rtęć, formaldehyd, skwalen, dziwne fragmenty DNA / RNA, i wiele wiele innych) pod pozorem dbania o ich zdrowie. Pomysłowi temu przyklasnęli rządzący ubierając to w przymus medyczny i literę prawa.

A korporacjom farmaceutycznym pozostało już tylko czerpać zyski nie tylko z produkcji szczepionek, ale przede wszystkim z produkcji leków, które leczą skutki uboczne masowych szczepień. A że lista skutków ubocznych jest długa – rosną z każdym rokiem wpływy karteli farmaceutycznych.

Dziś trudno znaleźć zdrowe dziecko w wieku poniżej 10 lat. Alergie, astmy, osłabienie układu odpornościowego i wieczne przeziębienia / grypy / anginy, to dziś standard. Nie mówiąc już o cięższych chorobach powodowanych przez szczepionki, takich jak np autyzm (objaw zatrucia rtęcią), padaczka i zaburzenia neurologiczne, bezpłodność (objaw po szczepionce HPV).

Decyzja należy do Ciebie – choroby wieku dziecięcego są w ogromnej większości niegroźne. Mało tego – wszyscy je przechodziliśmy, i to pomimo kampanii masowych szczepień obecnych już w latach 70-tych i 80-tych. Mało tego! Dzieci przechodzą te niegroźne choroby po dziś dzień, pomimo psychozy szczepienia na wszystko co się da. I będą przechodzić aż po kres tego świata.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Kolejne zgony po szczepionce grypowej

Zmarło kolejne dziecko z rozpoznaniem zapalenia wirusem AH1N1, pomimo otrzymania  tegorocznej szczepionki. Jak podała prasa zachodnia, w Oregonie zmarł 5-letni chłopiec o nazwisku Burgess, tuż po Świętach Bożego Narodzenia, mimo tego, że on i jego rodzeństwo dostali szczepienia przeciwgrypowe w listopadzie 2013 roku.

Generalnie zanotowano już kilka przypadków śmiertelnych po zaczepieniu wirusem AH1N1 w USA i Kanadzie.

Dziwnym trafem, media głównego nurtu dezinformacji nie podają, czy dane osoby były szczepione czy nie. Podobnie w Polsce, pomimo istnienia cyfrowego systemu zbierania informacji, Narodowy Instytut Zdrowia [Jakiego narodu? Polska była zawsze wielonarodowa] nie potrafi na swojej stronie internetowej podać, ile osób spośród liczby chorych było szczepionych, a ile nie. Pani prof. magister Lidia Brydak nie potrafi nawet podać kto chorował na grypę i grypopodobne infekcje, a kto na zapalenie płuc.

Tabele poniższe pokazują takie dane odnośnie USA. Widać brak jakiejkolwiek korelacji pomiędzy zachorowaniem na wirusowe choroby i bakteryjne zapalenie płuc. Nie potrafi też oddzielić zapaleń wirusowych, od bakteryjnych. Nie wspomnę, że to, czy ktoś był szczepiony i zachorował, czy nie był szczepiony, jest informacją tajną, łamaną przez poufne. Ale podawanie sumaryczne liczby wszystkich chorych w Polsce lepiej wygląda i bardziej straszy. 

Przypomnę, że w owej okrutnie nagłaśnianej pandemii w 2009 roku, miało umrzeć ponad 90 000 ludzi, w samej Ameryce. Okazało się, że w grupie zmarłych z powodu zakażeń wirusowych tylko,  256 osób podejrzewano grypę. Wirusa grypy AH1N1 wyizolowano tylko 18 osób. W przeliczeniu na 40-milionową Polskę, to w tym okresie strasznej pandemii, statystycznie zmarły w Polsce 2 osoby. Przypomnę, że z powodu zimna umiera w Polsce kilkadziesiąt osób, ponieważ pieniądze, zamiast na ciepłą odzież i barak do przezimowania, wydaje się na zakup szkodliwych szczepionek.

„Szczepionka przeciw grypie faktycznie jest przyczyną wybuchu epidemii tej choroby?”

Takie tytuły prasowe coraz częściej pojawiają się w gazetach zachodnich. W Polsce jest to niemożliwe, ponieważ wszystkie wysokonakładowe gazety zostały już dawno wykupione przez koncerny zagraniczne.

Jak wynika z badań kanadyjskich dr Tomajłoc, osoby szczepione w 2008 roku znacznie gorzej przechorowały grypę w następnych latach.

Badania kanadyjskie zostały potwierdzone przez dr Petera Collignona z Australii, a następnie przez badaczy z Hongkongu.

Badania te udowodniły, że osoby, które zostały zaszczepione w 2008 roku na grypę, miały dwa razy większe prawdopodobieństwo zachorowania na kolejną grypę, tym razem zwaną świńską, a będącą tym samym wirusem AH1N1. Od 1976 roku, ponad 80% zachorowań na grypę powoduje wirus AH1N1, zresztą wyhodowany w Forcie D.

Wyniki tych badań zostały opublikowane w Clinical Infectious Diseases w 2012 r. Okazało się, że szczepionka  spowodowała aż 550 % więcej przypadków chorób układu oddechowego, w porównaniu z ludźmi nie zaszczepionymi.

Wyniki tych badań zostały potwierdzone w 2013 roku przez dr H. Golding z  CEBB, ze stanu Maryland.

Jak wiadomo, szczepienia przeciwko grypie u osób starszych, po 50 roku życia, mają taką samą wartość, jak mycie rąk. Po myciu rąk jednak nikt nie zaobserwował zgonów, ani zespołu GBS [choroba uszkadzająca system nerwowy].

Dr William Schaffner z Centrum Monitorowania Grypy z University Medical Center w Nashville twierdzi, że to dlatego, że osoby te miały kontakt z wirusem grypy w 1970 roku i nabyły trwałą odporność. Natomiast wstrzykiwane związki toksyczne, pod pretekstem uzyskania odporności, nie tylko, że takiej odporności nie zapewniają, ale dodatkowo uszkadzają układ nerwowy.

Badania  przeprowadzone w USA po tzw. epidemii świńskiej grypy wykazały, że szczepionka może mieć więcej negatywnych konsekwencji  i cięższy przebieg choroby, aniżeli zwykłe przechorowanie grypy.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze.

Przemysł szczepionkarski zapewnił sobie bezkarność w USA, a więc i na całym świecie, w roku 1986. Potwierdził to Sąd Najwyższy USA w 2011 roku, zwalniając ten przemysł od pokrywania kosztów powikłań.

Co to znaczy w praktyce? Ano po prostu, że to ty Obywatelu mniej wartościowy, musisz płacić podatek zwany ubezpieczeniem zdrowotnym. Natomiast urzędnicy oraz powołani przez nich eksperci, kupują Tobie, za Twoje pieniądze, od firm prywatnych, szczepionki, zamiast np. tran dla dzieci.

Potem jak występują powikłania, to znowu ci sami urzędnicy, także za twoje pieniądze, zamiast przeznaczyć je na leczenie np. nowotworów, leczą powikłania spowodowane przez niedopatrzenia tychże urzędników, wpuszczających na rynek niesprawdzone preparaty.

Obecnie obserwujemy to w związku ze szczepionkami przeciwko rzekomemu nowotworowi szyjki macicy. Pomimo, że dr D. Harrper, twórca tej szczepionki twierdzi, że nigdy nie badała związku szczepionki z rakiem szyjki macicy, to nasi rodzimi eksperci sprzedają ją, oczywiście za nasze  pieniądze, jako szczepionkę przeciw rakowi szyjki macicy. I znowu oczywiście wymiar zwany wymiarem sprawiedliwości, nie reaguje na fałszerstwo reklamy.

Wracając do tematu grypy i powikłań poszczepiennych, to przemysł ustawił sobie polityków w taki sposób, że Departament Sprawiedliwości w USA ustanowił specjalny wydział do badania związku szczepionki z uszkodzeniem zdrowia, czy zgonem, oczywiście opłacany z kieszeni społeczeństwa. Stąd podatki muszą być wyższe. Ostatnio opublikowano właśnie 4 kwartalne sprawozdania tego departamentu. Jest bardzo ciekawe. W okresie od 16.08.2013 do 15.11.2013 sąd rozstrzygał sprawy w 139 przypadkach.

Okazało się, że najwięcej powikłań jest po szczepieniu przeciwko grypie. Są to ciężkie powikłania neurologiczne, tzw. zespół Guilliana -Barre – GBS. Co ciekawsze, Departament Zdrowia zapomniał to ujawnić.

Z pośród 70 spraw zakończonych przez sąd, aż 42 dotyczyły powikłań po szczepionce przeciwgrypowej, czyli ponad 60% przypadków było po szczepieniach rzekomo zapobiegających grypie. Liczba zgłoszonych przypadków stanowi ok. 1-10 procent faktycznych powikłań, ponieważ procedury zgłaszania są bardzo trudne i tylko 132 kancelarie adwokackie uzyskały licencje na reprezentowanie tych spraw.

W poprzednim kwartale, na 77 przypadków o odszkodowania, aż 50 było po szczepieniu przeciwko grypie.

W tych sprawach są także zgony, np. zgon 19-letniego Chandlera Weba, który po szczepieniu przeciwko grypie w dniu 15 października 2013 roku, zmarł w listopadzie 2013, nie odzyskując przytomności.

Wracając do pieniędzy, przeciętne odszkodowania za powikłania poszczepienne sięgają setek tysięcy dolarów. I tak:

sprawa 09 – 144V dotyczy GBS – odszkodowanie 600.000 dolarów

sprawa 12 – 533V dotyczy GBS – odszkodowanie 850.000 dolarów.

I te pieniądze wyprowadzane są z podatków.

Nieprawdaż, że to świetny biznes?!

TVN24, PAP 11 listopada 2009, 7.22

http://niezalezna.pl/54054-pic-na-wode-za-miliardy

http://fitness.mercola.com/sites/fitness/archive/2014/03/21/walking-benefits.aspx

http://fitness.mercola.com/sites/fitness/archive/2014/03/28/exercise-flu-prevention.aspx

http://www.nytimes.com/health/guides/disease/the-flu/overview.html

http://www.greenmedinfo.com/blog/shocking-lack-evidence-supporting-flu-vaccines

http://www.greenmedinfo.com/blog/vaccination-agenda-implicit-transhumanismdehumanism

http://www.greenmedinfo.com/blog/8-more-reasons-i-haven’t-vaccinated-my-daughter-2

http://www.greenmedinfo.com/blog/studies-find-flu-shots-can-harm-your-heart-infant-and-fetus

http://www.cdc.gov/flu/protect/vaccine/thimerosal.htm

http://healthimpactnews.com/2013/flu-shot-causes-polio-like-guillain-barre-syndrome-are-rates-higher-than-the-government-admits/

http://healthimpactnews.com/2014/is-flu-vaccine-causing-increase-in-h1n1-outbreaks-5-year-old-boy-dies-from-h1n1-virus-even-though-he-was-vaccinated-month-before/

http://metronews.ca/health/363279/canadian-problem-maybe-not-study-finds/

http://www.thelibertybeacon.com/2014/01/27/flu-shot-causes-polio-like-guillain-barre-syndrome-are-rates-higher-than-the-government-admits/

http://www.thelibertybeacon.com/2014/01/26/vaccination-during-pregnancy-is-it-safe/

http://www.thelibertybeacon.com/2014/01/23/flu-vaccine-is-the-most-dangerous-vaccine-in-the-u-s-based-on-settled-cases-for-injuries/

http://www.thelibertybeacon.com/2013/11/28/the-costs-of-vaccine-damage-the-pay-out-figures/

http://www.thelibertybeacon.com/2014/04/18/vaccine-failure-flu-vaccine-has-no-effect-on-hospitalization-or-sick-days-cochrane-review/

http://mercola.fileburst.com/PDF/NVICCHART-InfluenzaPneumoniaDeaths1940-2010.pdf

http://www.thelibertybeacon.com/2014/01/24/incurable-narcoplexy-caused-by-flu-vaccine/

http://orthomolecular.org/resources/omns/index.shtml

http://www.thelibertybeacon.com/2014/01/23/flu-vaccine-is-the-most-dangerous-vaccine-in-the-u-s-based-on-settled-cases-for-injuries/

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Medycyna kłamie na temat chorób serca! Miliony ludzi umiera przedwcześnie

Medycyna kłamie na temat chorób serca! Miliony ludzi umiera przedwcześnie

choroby serca i ukladu krazeniaChciałbym Wam, Czytelnicy, przedstawić dziś obszerny felieton autorstwa dr Jerzego Jaśkowskiego opisującego kłamstwa i interesy korporacji farmaceutycznych odnośnie chorób serca, układu krążenia i cholesterolu.

To, że oficjalna, akademicka medycyna jest skorumpowana do cna, wiemy od dawna. Okazuje się jednak, że korupcja nie jest wcale patologią tego systemu, ale jego rdzeniem, kamieniem węgielnym. Ten system powstał na korupcji, na tym, by korporacje farmaceutyczne zarabiały krocie. A chorzy, zamiast mieć dostęp do terapii leczących przyczyny chorób, byli dożywotnio uzależnieni od lekarstw czasowo uciszających objawy.

Powiedzmy sobie wprost:
-podawanie leku na nadciśnienie nie jest leczeniem przyczyn nadciśnienia, ale chwilowym uciszaniem objawów. Większość pacjentów nadal pije, pali, je masę cukru, glutenu, mięsa, fast-foodów.
-podawanie insuliny nie jest leczeniem przyczyny cukrzycy którą jest między innymi nieprawidłowe odżywianie oparte na lansowanej przez WHO „piramidzie żywienia”, ale chwilowym (kilka godzin) uciszaniem objawów.

Podobnie jest z wieloma innymi chorobami traktowanymi przez medycynę jako „nieuleczalne”. Musimy pamiętać, że z nieuleczalnych chorób jest najlepszy biznes, bo pacjent musi brać leki do końca życia i jest od nich uzależniony. Stąd wiele chorób celowo uczyniono „nieuleczalnymi”, przekupując nie tylko naukowców, badaczy itp. Ale także tworząc ogromne grupy lobbingowe, zespoły eksperckie, think-thanki, korumpując na ogromną skalę urzędników, polityków, rządy, system edukacyjny.

W świecie, gdzie najważniejszą wartością jest zysk, Twoje zdrowie jest dopiero na kolejnym miejscu, zazwyczaj dość odległym. Zarobić muszą: korporacje, naukowcy, lekarze, politycy, urzędnicy (SANEPID itp), tzw. „eksperci” – ta lista jest bardzo długa. A tam, gdzie rządzi ogromny pieniądz, tam nie ma miejsca na sentymenty, na współczucie, na wartości. Tam pieniądz jest wartością samą w sobie – jest celem – i to celem, który uświęca wszystkie środki.

Stąd jak już raz na coś zachorujesz i idziesz do lekarza, to dostajesz tak zaprojektowany lek, by wywołał kolejne objawy uboczne i po latach jego zażywania, kolejne choroby, na które musisz brać kolejne leki. Samonapędzający się mechanizm, istne perpetuum mobile, którego przewidywanym końcem jest Twoja przedwczesna, najczęściej bolesna śmierć.

Lekarze przepisują swoim pacjentom szczepionki, których nigdy sobie ani swoim dzieciom by nie podali. Tak samo jest z lekami.

Polecam też przeczytać i rozpowszechniać inne materiały na temat zdrowia:
Wysoki cholesterol nie powoduje chorób serca! To kolejny kit przemysłu farmaceutycznego
Zawał serca powstaje zupełnie inaczej!
Szokujące skutki niedoborów witaminy D. Czy jesteś w grupie ryzyka?
Niesamowicie skuteczne metody na depresję: zapomnij o syntetykach!
Czy sól to zabójcza trucizna? A może w tej kwestii też jesteśmy okłamywani?!
Masz wysoki cholesterol? To dobrze, będziesz długo żył!

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Upadek edukacji na przykładzie chorób serca cz.1

Cytuję: „Od wielu już lat piszę o katastrofalnym upadku oświaty i nauki w Polsce. Zaczęło się to wszystko koło roku 1974, kiedy to gensek Edward Gierek, za „otrzymane” pożyczki, sprzedał m.in. oświatę i naukę w Polsce, wprowadzając tzw. reformy. Pamiętam te dyskusje telewizyjne i radiowe, kiedy to „wybitni” eksperci medialni wmawiali mniej wartościowym tubylcom, że po co robotnikowi znajomość historii i nauk ścisłych. Zapomniano tylko podać, że ok. 75 % młodzieży [80% dziewcząt] kończyło wówczas edukację na poziomie szkoły zawodowej. Skutki tych kolejnych reform, np. likwidacja kółek naukowych i przedmiotów dodatkowych w stanie wojennym, są przerażające. Po 1990 roku nastąpiła wręcz katastrofa w postaci otwierania tzw. szkół prywatnych.

Nie mam nic przeciwko szkołom prywatnym, ale ani wówczas, ani obecnie, nie posiadamy kadry nauczycielskiej, przygotowanej do prowadzenia takiej liczby placówek. Nagminne było, że jeden profesór obsługiwał kilka takich szkół. I nikomu to nie przeszkadzało?

Proszę mi pokazać prywatne szkoły, które posiadają gabinety biologiczne, fizyczne, czy chemiczne, gdzie młodzież może poznawać tajniki eksperymentów.

Sprawa się jeszcze bardziej pogorszyła, kiedy to Ministerstwo zwane Edukacji Narodowej [ także nie wiadomo jakiego narodu, Polska od 1000 lat była wielonarodowym państwem i nikomu to nie przeszkadzało, z wyjątkiem sąsiadów] uznało licencjaty, czyli dawniejsze kursy pomaturalne, jako wyższe wykształcenie.

Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ to hunta już przygotowywała,  prawie 10 lat wcześniej, „nowe kadry”, rozdając na prawo i lewo tytuły naukowe. Powtarzano starą zasadę – „kadry są wszystkim”. Tylko w pierwszym roku stanu wojennego gensek Jaruzelski alias Margules alias Wolski alias Słucki mianował 1320 profesórów.

Jak Szanowny Czytelniku możesz sam sprawdzić, od tego czasu mamy zalew odkryć naukowych w postaci licznych patentów, nawet ponad 100 rocznie! Dla przykładu, Niemcy mają 17500, a Korea Południowa 14500.

Ostatnio nawet ośrodki naukowe zauważają ten problem. Np. w krakowskiej „Pauzie” jest ciekawy artykuł na ten temat prof. Jerzego Kuczyńskego [27 marca 2014].

Nie zmienia to sytuacji, że nadal pracownicy naukowi pracują na kilku etatach. Oczywistym jest więc fakt, że nie mogą pilnować własnej katedry.

Problem szastania przez rozmaite partie i partyjki tytułami jest całkowicie zgodny z zasadami cywilizacji azjatyckiej. Tworzymy piramidę i wystarczy obsadzać tylko szczyt, aby reszta słuchała i robiła to, co chcemy. Problem w tym, że obecnie taki „naukowiec” po licencjacie przyznaje pieniądze na badania temu profesórowi. Skutki są opłakane i widoczne.

Z drugiej strony taki profesór, znając swoje braki, mówi to, co mu podsuną. A kto ma pieniądze, oprócz polityków, czyli marionetek w rękach „trzymających władzę”?  Przecież tzw. klasę średnią systematycznie, na całym świcie zresztą, się likwiduje. Oczywiście w tej sytuacji pieniądze przyznają ci, co dysponują odpowiednimi funduszami i są w stanie wykupić dany patent albo zablokować jego realizację, poprzez organa zwane państwowymi. Ewidentnym przykładem jest tutaj sprawa p. Kluski i jego Olimpusa. Dzięki skutecznemu działaniu WSI,  to znaczy chciałem napisać Urzędowi Skarbowemu, Olimpus przestał istnieć, a jego miejsce, jak każdy może zobaczyć na półkach sklepowych, przejął Dell.

To szastanie liczbą nowych wyższych szkół w Polsce, a  jest ich ok. 470 na 35 milionów obywateli, a np. w Niemczech tylko 80 na ok. 90 milionów mieszkańców, oraz tytułomania powodują, że instrukcje w postaci wytycznych, są jedną wielką dezinformacją. Skutecznie przekształcono szkoły i uniwersytety w urawniłowkę, zgodną z aktualnie obowiązującą poprawnością polityczną.

Ta poprawność polityczna sprowadza się do głoszenia tez, nie tyle prawdziwych, co mających uzasadnić ściąganie podatków. Oczywiście, aby się ludziska nie buntowali, to ci znani telewizyjni naukowcy wymyślają uzasadnienia do najgłupszych teorii i teoryjek.

Wystarczy przytoczyć sprawę tzw. efektu cieplarnianego. Kiedy to garstka celebrytów ze służb specjalnych, na jawnych posadach, organizuje konferencje „naukowe” i wydaje instrukcje do szkół w sprawie rzekomej szkodliwości CO2.

Zupełnie nie ma znaczenia, że ludzkie spalanie, to pomijalnie mały procent produkcji dwutlenku węgla. Ludzie oddychając wydzielają ponad 30% więcej dwutlenku, aniżeli spalając w samochodach, samolotach, czy piecach. Mało tego, mówi się ciągle o spalaniu przez społeczeństwo, ale nie podaje się, że 60% paliw zużywa wojsko. I nikt tam oszczędności nie poczynia.

Żaden z owych nowomianowanych profesórków nie zabierze głosu i nie zaprzeczy tej jawnej głupocie. A nauczyciele wszelkiej maści, od szkół podstawowych, do uniwersytetów, powtarzają te dyrdymały o wpływie człowieka na klimat. No cóż, wyraźnie widać, jak skuteczne były „reformy” prowadzone przez fachowców, od lat 70-tych.

I zupełnie nie mają znaczenia nawet wystąpienia oficjalne instytucji naukowych, jak na przykład NASA, która w czerwcu ubiegłego roku opublikowała raport, że człowiek nie ma żadnego wpływu na klimat Ziemi. W kilka miesięcy potem Minister Środowiska w Polsce wyłudził w budżetu 100 milionów złotych na „zakąski” pod nazwą Konferencja Klimatyczna.

Tak to wprowadzenie testów spowodowało, że myślenie samoistnie uległo zanikowi. Własne obserwacje wskazują, że student, czyli osoba po maturze, jak ma rozwiązać zdanie typu „odpowiedź prawdziwa 1, 2, 3”, to je rozwiąże, ale jak jest podane „czerwony, czarny, niebieski”, to stoi z rozdziawioną gębą i nie wie, co robić. Najbardziej ograniczone myślenie mają absolwenci tzw. matur międzynarodowych, którzy wprost wyjaśniają, że oni tego nie mieli, więc jakim prawem zadajemy im takie pytania.

Ale „nasze” ministerstwo chcąc ich „uszlachcić”, pozwala  wybierać studia bez egzaminów.

Rozdawnictwa tytułów naukowych, czyli azjatyckiego sposobu formowania elit, nie wprowadzili komuniści, jak to podaje p. Józef Wieczorek, http://blogjw.wordpress.com/ ale Austriacy, sprzedając na prawo i lewo tytuły, po wymordowaniu polskiej szlachty, w tzw. Mordach Galicyjskich, pierwszym Ludobójstwie w Europie, inaczej zwanym Rabacją w 1846 roku. Ponad 5000 osób wymordowano płacąc po 10 halerzy za głowę, a za żywego dawano tylko 5 halerzy. Do dnia dzisiejszego potomków tych bandytów w Małopolsce nazywa się pilarzami, od przecinania na pół piłami mordowanych ludzi, co później szeroko stosowali upowcy, także szkoleni w Wiedniu przez Abwehrę, tzw. mielnikowcy.

Te wymienione czynniki są wspierane bardzo potężnie przez przejęcie prasy naukowej i zmonopolizowanie jej w jednym ręku. W Polsce taki monopol ma firma Elsevier, która obsługuje ponad 30 milionów naukowców i pracowników służb zdrowia  i informacji na całym świecie. Wydawnictwo to ma 2200 tytułów czasopism naukowych, 20 000 produktów edukacyjnych w 24 krajach. W Polsce reprezentuje ich Urban & Partner, wydający większość czasopism medycznych. Innym takim wydawnictwem jest Medycyna Praktyczna, której głównymi sponsorami są GSK, Merck, Sanofil, czy Novartis,  główne koncerny szczepionakrskie.

Nie trzeba być specjalnym ekonomistą, aby wiedzieć, że to dział marketingowy decyduje, jaki artykuł jest dobry a jakiego publikować nie wolno. Już w 1992 roku naczelny redaktor BMJ powiedział, że nie można znaleźć recenzenta, którego zaakceptowałby przemysł farmakologiczny.

Znając te fakty, zdziwienie budzi ciągle powtarzany przez niektórych profesórów slogan, że czasopisma recenzowane – czyli cenzurowane – są lepsze od np. internetu. Ale można się domyśleć, że człowiek, który rozumie swoją miałkość, dowartościowuje się tytułem administracyjnym, lub innym. Albo liczy sobie punkty.

W sytuacji opisanej powyżej zupełnie jasne stają sią wyniki Raportu Instytutu Badań Edukacyjnych „Szkoła Samodzielnego Myślenia” [Wprost 15.02.2014].             Według tych badań tylko 2% uczniów potrafiło bezbłędnie zinterpretować tekst i użyć do tego logicznej argumentacji. Ale całkowitą interpretację tekstu przeprowadził tylko 1 promil uczniów szkół podstawowych i 2 promile gimnazjalistów. Czyli 1 na 1000 rozumie, co czyta. Dobitnie potwierdzają to wpisy internautów pod tekstami [nie mówię o trolach].

Nie jest to dziwne, ponieważ  jak twierdzą PT Autorzy, duża część nauczycieli także miała problemy ze zrozumieniem tekstu. Jak wykazałem na przykładzie tzw. efektu cieplarnianego, praktycznie 100% nauczycieli  nie rozumie tego zagadnienia, ponieważ we wszystkich szkołach postępuje ta indoktrynacja. Przecież muszą potem, jako dorośli, bez oporu płacić podatek od tego dwutlenku węgla. Widzimy to doskonale, obserwując „naszych” posłów.

Problem z medycyną pogłębia fakt finansowania wszelkich badań naukowych przez przemysł farmakologiczny. Ponad 50 % badań jest sponsorowanych, a biorąc pod uwagę całość, tj. finanse, karuzelę stanowisk oraz wydawnictwa, można powiedzieć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że żadna praca przeciwna przemysłowi nie ma prawa ukazać się drukiem. Czasami zdarzają się „pomyłki”, ale pod naciskiem przemysłu, wydawnictwo szybciutko wycofuje taki artykuł, oczywiście z dużym rozgłosem prasowym. Jako oficjalną przyczynę wycofania takiego krytycznego dla przemysłu artykułu, podaje się np. rzekomo nieetyczne podejście autora do badań, ponieważ dawał dzieciom cukierki.

Ustalono, że na 73 badane prace dotyczące działania leków, publikowane w najbardziej prestiżowym czasopiśmie medycznym New England Journal of Medicine, pomiędzy sierpniem 2011, a sierpniem 2012 roku, aż 60 było finansowanych przez przemysł. A w przypadku 50 artykułów, współautorami byli pracownicy firmy produkującej dany preparat. W kolejnych 37 publikacjach główny autor był wręcz odbiorcą grantu tego producenta leku. Jakie są tego konsekwencje, musisz sam Szanowny Czytelniku sobie wyobrazić. Ale ten periodyk – NEJM – dociera do co najmniej 600 000 lekarzy na całym świecie i jest licznie przedrukowywany.

Tak totalnego prania mózgu przeciętny umysł spracowanego na wielu etatach lekarza w Polsce na pewno nie zniesie. Nie dziw się więc, że będzie taki medyk opowiadał to, co opowiada.

Powoduje to silne dewiacje umysłowe, takie jak:

– sceptycyzm względem wszystkiego, czyli twierdzenie, że prawda jest nierozstrzygalna,

– agnostycyz, czyli twierdzenie, że nie można wykazać, że prawda jest nierozstrzygalna,

– realatywizm poznawczy, czyli twierdzenie, że prawda jest stopniowana, zmienna i zależy od tego, kto i kiedy ją głosi. Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Konkretnie – lekarz pacjentowi sprzedaje lek, którego sam nigdy by nie brał.

W medycynie odnosi się to do tzw. mody na dany lek, metodę leczenia, czy teorię naukową.

Na przykład pomimo odkrycia leptonów w 1995 roku, polscy dietetycy i specjaliści od żywienia nadal powtarzają nieprawdziwe teorie o szkodliwości tłuszczy i cholesterolu. I zupełnie nie ma dla tych osób znaczenia, że ich teoria powstała ok. 60 lat temu, czyli ponad dwa pokolenia wstecz.

Oni nadal, tak jak w sekcie, wierzą w to, co im kiedyś powiedziano.

Takich teorii – dogmatów w medycynie jest dużo w każdej epoce. W okresie ostatnich 50 lat przemysł wytwarza je wręcz na pęczki. Zamiast jednostki chorobowej tworzy się wyimaginowany wskaźnik badania laboratoryjnego, którego podwyższenie, lub obniżenie u danego chorego, jest rozpoznawane jako choroba. Oczywiście przemysł ma już przygotowane lekarstwo, które wystarczy kupić i wszystko jest w porządku. A jak za mało ludzi ma ten wskaźnik zmieniony? To zmienia się normę i obniża wskaźnik. Tak postępowano od 20 lat z cholesterolem. W latach 70-tych ubiegłego wieku norma wynosiła do 250 mg, ale ewentualne leczenie rozpoczynano od wartości powyżej 400. Potem obniżono normę na 200, przed 10 laty już starano się wmówić, że norma wynosi tylko 150, a obecnie sugeruje się, że nie powinna być wyższa aniżeli 100 mg.

Problem polega na tym, że cholesterol, to jest m.in Twój mózg, Szanowny Czytelniku. Jak go sobie sam obniżysz o 50 %, to będziesz płacił i nie zadawał głupich pytań „swojemu” lekarzowi.

Niestety tak się ostatnio składa, że najwięcej takich z sufitu wyciąganych teorii medycznych stwierdza się u kardiologów. W ostatnim 20-leciu kardiolodzy w Polsce rozpoczęli walkę z cholesterolem, z solą, z nadwagą, i dziesiątkiem innych problemów.

Równolegle idzie straszenie, że najbardziej niebezpieczne są właśnie choroby serca i najwięcej ludzi umiera z ich powodu.

Trudno to uczciwie potwierdzić, ponieważ nie wykonuje się od wielu lat sekcji w szpitalach, a to były jedyne prawdziwe dane. Obecnie dane „podrabia” się pod NFZ i jego punktację. Tak więc żadne uczciwe statystyki nie istnieją. Opieramy się tylko na szacunkach.

Nawet prasa ostatnio to zauważyła: „Plaga zawałów, czy żądza zysku” Gazeta 3.04.2013. NFZ, tylko wrocławski, zauważył wzrost liczby zawałów pomiędzy 2009 a 2010, z 12.800 do 14.700, a wzrost kosztów odpowiednio ze 154 milionów, do 181 milionów. W tym samym okresie, w liczniejszym województwie mazowieckim, wydatki na leczenie zawałów serca wzrosły ze 120 milionów do 132 milionów, i to w okresie 4 lat, a nie jednego roku.

P.S. Od 1880 roku monopol prasowy jest trzymany przez konsorcjum Rothshield. W ten prosty sposób wszystkie gazetki i gazety mają mniej więcej ten sam zakres informacji. Niepoprawne politycznie informacje są przemilczane, a właściwe nagłaśniane. Stąd także rozbicie prasy w poszczególnych krajach na lokalne dzienniki. Powoduje to powstanie rozbicia” dzielnicowego” . Afery nagłaśniane lokalnie nie przeszkadzają “politykom” na robienie karier w innych regionach. Dlatego np. w Polsce przewozi się “polityków” przed wyborami, do różnych województw. Ustanowienie prawa, że można być posłem tylko z regionu w którym się mieszka znacznie utrudniłoby manipulacje.

Przykład obecny: nigdzie nie można znaleźć zdjęć ludzi rzekomo zatrutych gazem w Syrii, a to wg różnych źródeł od 1600 do ponad 4000 ludzi.. Tak zwykle chętni reporterzy nie opublikowali ŻADNEGO zdjęcia. To jedno przedstawiające dzieci, nie jest zdjęciem osób zatrutych gazem bojowym. Jeżeli to w ogóle są ludzie.

PS. Ciekawe kogo moje prace tak bulwersują, że jak mi podali Czytelnicy powstałą już kolejna strona “krytykująca je”. Przecież utrzymanie strony kosztuje, ktoś opłaca “człowieka”, opłaca abonament?\

Upadek edukacji na przykładzie chorób serca cz.2

Cytuję: „Ostatnio zabrał głos na łamach  „tv.rp.pl” 8.04.2014 18.31 prof. dr Mirosław Jarosz, gastroenterolog, na temat szkodliwości soli w codziennym żywieniu. Czegóż to p. profesor nie twierdzi! A że to 50% udarów mózgu, zawałów serca, jest spowodowanych solą, 25- 30 % przypadków raka żołądka powoduje sól w jedzeniu. Sól rzekomo sprzyja otyłości wśród dzieci i młodzieży, powoduje wzrost tłuszczu. Wszystko dokładnie w schemacie, jaki podałem przed laty w pracy pt: „Medycyna strachu”.

Trudno sobie wyobrazić większe pomieszanie z poplątaniem.

Po pierwsze, pojęcie sól nie jest pojęciem naukowym, chemicznym, tylko gwarowym. Np. sól himalajska zawiera aż 87 innych związków. W soli naturalnej jest kilkanaście związków. Szczególnie istotny jest stosunek potasu do sodu, który w naturalnej soli wynosić może nawet 16:1. Natomiast to, co my kupujemy, to jest sól sztuczna -NaCl- otrzymywana przez suszenie w temperaturze sięgającej nawet powyżej 1000 stopni C.

Niestety, żadna z prac wykonywanych na zlecenie przemysłu i wojska [do tego powrócę] nie precyzuje, jakie badania przeprowadzono. Czyli, czy odnoszono się do związku z chorobami serca sodu, czy soli?

Po drugie, to, co nam dają, szczególnie w przetwarzanych produktach, nie ma nic wspólnego z solą naturalną, stosunek bowiem sodu do potasu wynosi jak 1:4. Badania natomiast wykazują, że to potas jest tym odpowiedzialnym zarówno za nadciśnienie, jak i za choroby serca. I to niedobór potasu odpowiada za nadciśnienie.

Co prawda w 2010 roku opublikowano dane, jakoby nadciśnienie było przyczyną ponad 2 milionów zgonów na całym świecie, ale dane były z sufitu i nikt uważający się za naukowca, nie powinien się na takim szacunku opierać. Autorzy tego nowoorleańskiego Raportu podali także, że 40 % zgonów przedwczesnych było z powodu choroby niedokrwiennej serca, a 41 % z powodu udaru. Jest to znowu pomieszanie z poplątaniem, ponieważ  autorzy przeanalizowali 247 wybranych prac z lat 1990 – 2010, nie podając żadnych kryteriów, jakimi się kierowali wybierając te, a nie inne prace.

Można się domyślać, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że wybrali głównie prace anglojęzyczne. Ale w pracy znajdowało się doniesienie z Kazachstanu. Każdy, nawet średnio zorientowany czytelnik wie, że żywienie w Kazachstanie jest zupełnie inne, aniżeli w Nowym Jorku. Porównywanie w rodzaju  „serce – sól”  jest bezmyślne. Zupełnie inne czynniki mogą występować w Kazachstanie, a zupełnie inne w Nowym Jorku, chociażby pył, przetworzona żywność, hałas, pola elektromagnetyczne itd. Autorzy tego raportu nawet nie zająknęli się na temat polipragmazji różnych czynników.

Wiadomo, że największy wpływ na zawał mięśnia serca ma przepracowanie i stres. A w omawianym Raporcie nie został on nawet poruszony, jako czynnik ryzyka. Rodzaj soli konsumpcyjnej jest zupełnie inny w USA, niż w krajach azjatyckich.

W krajach uprzemysłowionych sól jest przetworem, zawierającym około 97% chlorku sodu, ale zawiera także absorbenty wody, takie jak żelazocyjanek, glinokrzemian. Wiadomo z toksykologii, że związki te są truciznami, których w naturalnej soli nie ma.

Rodzi się więc pytanie, w jaki sposób PT Autorzy tego raportu dokonali analizy, co tak naprawdę powoduje nadmiar przyjmowanych związków toksycznych i jak dokonali selekcji czynników toksycznych.

Poza tym, z innych badań wynika, że ryzyko chorób serca jest o 56% wyższe w grupie spożywającej mało soli.

Udowodniono bezspornie, że przyczyną otyłości są dodatki słodzące, takie jak chlorowcopochodne fruktozy, będące 400 – 600 razy słodsze aniżeli sacharoza. Cały przemysł cukierniczy bazuje tylko na tym preparacie słodzącym. Autorzy w ogóle nie zwrócili na to uwagi. Podobnie zresztą jak „nasz” gastroenterolog.

Chlorowcopochodne fruktozy dodaje się jako słodziwo do wszelkich sprzedawanych produktów z powodu niskiej ceny. Nawet fałszuje się nazwę pisząc, że produkt jest słodzony cukrem naturalnym, ponieważ faktycznie fruktoza jest cukrem naturalnym, ale nie ta chlorowcopochodna.

Szlak metabolizmu fruktozy w organizmie jest zupełnie inny, aniżeli sacharozy, czy glukozy. Stąd otyłość i wzrost poziomu cukru, oceniany jako cukrzyca.

Aż 75% posiłków dla dzieci i młodzieży zawiera różne związki soli przetwarzanej. Jeżeli dziecko od maleńkości jest w ten sposób trute, to trudno się dziwić, że po latach ma nadciśnienie.

Z moich własnych, ponad 20-letnich obserwacji chorych cukrzycowych z owrzodzeniami, wynika jednoznacznie, że odstawienie wszelkiego rodzaju batoników, napojów butelkowych, jogurtów i innych produktów kupowanych w hipermarketach, plus wzbogacenie diety o witaminę K-2 [ 300 – 500 mcg] pozwala w okresie 6-9 miesięcy wyzdrowieć choremu z cukrzycą typu II, nawet pobierającemu wcześniej insulinę.

Twierdzenie, że to sód jest przyczyną wszelkiego zła sercowego, jest wyraźnie naciągane i niepotwierdzone badaniami. Teoria ta ciągnie się od lat 40 i pomimo minięcia 2 pokoleń nie została udokumentowana.  Dlaczego?

Pozwala ona natomiast przerzucić odpowiedzialność za chorobę z producentów tego rodzaju produktów spożywczych, na konsumenta. „To przecież ty, głupi ludziku, jesteś sobie winien, ponieważ jesz za dużo soli”.

Proszę zauważyć: mamy instytucje państwowe, w rodzaju Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego -NIZP, który tak zajadle ściga biedne matki, nie chcące szczepić dzieci, a pomija całkowitym milczeniem producentów big-foodów, trujących ludzi solą.?

To właściwie dla kogo oni pracują i przez kogo są opłacani? Podobno z naszych podatków. Czyżby w rzeczywistości było inaczej?

Ja w każdym bądź razie nie znalazłem, w okresie ostatnich 10 lat, ani jednej wzmianki, aby kiedykolwiek, czy to Główny Inspektor Sanitarny, czy NIZP, kiedykolwiek wszczął kampanię przeciwko truciu ludzi w zakładach masowego żywienia, przez producentów tych „solonych” potraw.

Dlaczego Oni tego nie widzą?

Mogą być dwie opcje. Albo cała ta afera jest zwykłym odwracaniem kota ogonem i ma zaciemnić, czy też odsunąć podejrzenia od prawdziwych sprawców chorób serca, albo są to przyczyny pozamerytoryczne i leżące poza granicami kraju.

O tym, że może to być fałszywa flaga, świadczy bezmyślne przyjęcie przez stomatologów informacji, że podawanie fluoru, rzekomo zapobiega próchnicy. Oczywiście już w 1940-tych latach udowodniono, że jest to literacka fikcja. Był to jednakże łatwy sposób na pozbycie się wyjątkowo toksycznego kwasu fluorowodorowego, powstającego przy produkcji aluminium i uranu. Po co płacić grube pieniądze za składowanie, kiedy można wmówić mniej wartościowemu ludkowi, aby to zjadał, oczywiście dla własnego dobra. I proszę zauważyć, w Polsce nadal stosuje się fluoryzacje w szkołach i jest cała masa dentystów sprzedających taką usługę. Wystarczy w Googlach wpisać pojęcie fluoryzacja. I znowu Główny Inspektor Sanitarny nie chce pokazać, za co bierze pensję.

W podobny sposób zresztą „utylizuje” się inne toksyczne produkty. Na przykład w Gdańsku firma francuska SAUR, odpady z oczyszczalni ścieków składuje na wysypisku innych odpadów poprodukcyjnych Gdańskich Zakładow Fosforowych, na wysokości ok. 50 m nad poziomem morza. Jak wiadomo, nad morzem wieją wiatry zwane bryzami. Wiatr taki, wiejący z prędkością nierzadko powyżej 10 m/s, rozwiewa ten pył na odległość do 30 – 40 km. A ludziska muszą to wdychać. Dlatego województwo ma największy współczynnik zgonów na nowotwory, dochodzący do 17500 zgonów rocznie. Natomiast NFZ przeznacza na leczenie tych raków ok. 100 milionów złotych, to znaczy na co [100 – 200] któregoś tam chorego. Przeważnie kolejki ludzi z wykrytymi nowotworami, czekającymi na podjęcie leczenia, są kilkumiesięczne. Co to znaczy przy raku, nie trzeba przypominać. I znowu, nikomu, ani radnym, ani posłom, ani urzędom, ani uczelniom, nikomu to nie przeszkadza.

Mało tego, nawet sędziowie, np. Machoy z Sądu Okręgowego, nie uważają tego problemu za istotny i uniewinniają GZNF od odpowiedzialności za trucie środowiska.

Z drugiej strony są liczne prace naukowe, wskazujące na lecznicze działanie głogu w chorobach serca. Ostatnio New York Heart Asssociaton przedstawił wyniki badań, oparte na 850 chorych na serce osobach, otrzymujących ok. 1000 mg ekstraktu z głogu. Okazało się, że ekstrakt z głogu poprawił stan zdrowia chorych w zdecydowany sposób, o wiele lepiej, aniżeli placebo. Chorzy otrzymujący ekstrakt z głogu, po 10 tygodniach przyjmowania, wykazali się o wiele lepszą tolerancją na wysiłek, zmniejszoną duszność i zmęczenie. Ekstrakty z głogu wykazały istotny, jak oceniają badacze, drastyczny spadek ciśnienia rozkurczowego krwi. Ekstrakty z głogu były skuteczniejsze, aniżeli np. lek o nazwie Captopril.

I teraz proszę, wytłumacz sobie, Szanowny Czytelniku, dlaczego NFZ refunduje lek o nazwie Captopril, a nie refunduje ziół?

Dlaczego lekarze są szkoleni w przepisywaniu chemii, a nie w ordynowaniu leków ziołowych?

Dlaczego Twoje, przymusowe składki na NFZ, są marnowane na zapełnianie kasy prywatnych monopolistów Big-farmy, a nie na znacznie tańsze zioła?

Wręcz kryminalną aferą jest sprawa wycofania w latach 80-tych leku o nazwie strophantyna, niezbędnego w leczeniu chorych sercowych. Zamiast skutecznego i znanego od wielu pokoleń leku, po dekadzie wprowadzono bardzo kosztowne leczenie kardiochirurgiczne. Problem w tym, że leczenie strofantyną powodowało śmiertelność rzędu 3-4%, a leczenie by-pasami, czy stentami, powoduje śmiertelność rzędu 47%.

Czyli w majestacie „ekspertów” wprowadzono eutanazję medyczną. I to wszystko dzieje się w majestacie prawa i „naszych” urzędników od NFZ, ustalających takie procedury. Ale czego wymagać od absolwenta kursów pomaturalnych, zwanych licencjatami?

Co to ma wspólnego z wojskiem? Ponieważ, na przykładzie tylko chemtrials, wiemy o czarnym budżecie naszego biednego kraju. Wiemy, że ten czarny budżet idzie na rozmaitego rodzaju eksperymenty także medyczne. Afera z fluorem, wskazuje jednoznacznie że stoi za tym przemysł wojskowo-zbrojeniowy.  Do czasu ujawnienia tzw. eksperymentów wojskowych zupełnie nie mamy możliwości analiz przycyzn i skutków.

Przypisy:

https://www.elsevier.com/

http://naszeblogi.pl/30431-dr-jerzy-jaskowski-fluor-cichy-zabojca

http://www.polishclub.org/2013/12/13/dr-jerzy-jaskowski-fluor-a-trucie-ludzi/

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11252&Itemid=53

http://www.youtube.com/watch?v=mj1xh8gG5qo

http://www.youtube.com/watch?v=D6fIKkOLQZM

http://gdansk.naszemiasto.pl/archiwum/umieramy-na-raka,1448942,t,i

http://gdansk-wyspa-sobieszewska.mojeosiedle.pl/viewtopic.php?t=2623

http://niepoprawni.pl/blog/3129/jaruzel-tw-wolski-margulis

https://marucha.wordpress.com/2012/07/05/ponura-prawda-o-jaruzelskim/

https://prawda2.info/viewtopic.php?t=9997

http://wirtualnapolonia.com/2011/01/05/dr-jerzy-jaskowski-falszywi-bohaterowie/

http://www.frech.org.pl/historia/106-falszywi-bohaterowie-a-masoneria-cz-1.html

http://3obieg.pl/dr-jerzy-jaskowski-czi-niewiedza-jest-grzechem

http://www.polishclub.org/2014/02/11/dr-jerzy-jaskowski-polska-historia-czy-na-pewno-polska-czesc-1/

http://www.polishclub.org/2014/04/11/dr-jerzy-jaskowski-dziwni-historycy-ukraina-dezinformacja-czesc-i/

http://www.polishclub.org/2014/04/15/dr-jerzy-jaskowski-dziwni-historycy-ukraina-dezinformacja-czesc-ii/

http://alexjones.pl/pl/aj/aj-inne/aj-historia/item/26433-historycy-„ukraina”?-rebelia-szeli-chmielnickiego-i-inne-czii

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11807&Itemid=119

http://www.polishclub.org/2013/05/31/dr-jerzy-jaskowski-statyny-nie-dziekujemy/

http://www.polishclub.org/2013/12/23/kardiologia-statyny-szamanizm/

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/statyny_wiara,p299056270

http://iddd.salon24.pl/423062,wspolczesna-medycyna-dr-j-jaskowski-cz-i

http://3obieg.pl/wspolczesna-medycyna-dr-jerzy-jaskowski-cz-iii

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/cukrzyca_a_sprawa_polska_2,p1733429280

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/cukrzyca_a_sprawa_polska_1,p1228589357

http://wolnemedia.net/author/dr-jerzy-jaskowski/page/4/

http://przychodnia.pl/nadcisnienie/index25.php3?s=3&d=3&t=25&p1=0

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/domowa-apteczka/glog-poprawia-prace-serca-obniza-cisnienie-wzmacnia-i-uspokaja_37797.html

http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,83748.html  161 000 rekordow?

http://www.profident.pl/klinika/profilaktyka/fluoryzacja.aspx  reklama

http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2012/04/05/angioplasty-on-heart-disease.aspx

http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2012/10/15/statin-drugs-on-coronary-disease.aspx

PS. Jak łatwo rozpoznać „funkcjonariusza” na blogach? Otóż podstawową zasadą dezinformacji jest wpisywanie treści oderwanych od meritum problemu. Zamiast dopisywać, czy krytykować materiał zamieszczony w artykule, mądrzy inaczej i opłacani osobnicy wpisują różne bzdety na temat braku przysłowiowych przecinków w tekstach, stylu artykułu, literówki  itd.

Kolejnym sposobem dezinformacji jest odrywanie dyskusji od meritum, a nawiązywanie ad personam. Jest to stały i stary sposób działania. Musimy pamiętać, że przemysł farmaceutyczny zatrudnia całe stada użytecznych idiotów. Podważanie zaufania do autora jest najtańszym sposobem odwracania uwagi od tematu. No, a jak autor jest niewiarygodny, to per analogiam i tekst musi być fałszywy.

Pisanie rozmaitych bzdur nie wymaga podania żadnego dowodu. Proszę zauważyć, że takie wpisy nigdy nie powołują się na wyniki badań, na analizy epidemiologiczne itd. Dla takiego osobnika są natomiast źródłem łatwych pieniędzy. Gdyby musiał np. leczyć ludzi, to zawsze musiałby się liczyć z niepowodzeniem. A w przypadku pracy dla przemysłu liczy się sprzedaż, a nie dobro chorego. Więc może pisać i mówić największe głupoty i jest bezkarny.

Autor: dr Jerzy Jaśkowski