Reklamy

Tag: przyszłość Ziemi

CZEMU LUDZIE BRONIĄ SYSTEMU KTÓRY ICH NISZCZY?!

Czemu ludzie nie chcą odłączyć się od systemu?

Zapraszam Cię do przeczytania niezapomnianego artykułu sprzed ośmiu lat, który pokazuje, dlaczego ludzie są tak zależni od systemu. Od systemu, który ich wyzyskuje, ogłupia i niszczy.

Tezy z tego artykułu są uniwersalne i ponadczasowe, dlatego warto go udostępnić kolejny raz. Od czasu jego publikacji minęło wiele lat, prawie dekada. A ta dekada w dobie tzw. globalnej wioski, to tysiąc razy więcej postępu, informacji, wynalazków i zmian, niż w średniowieczu. I milion razy więcej, niż w czasach epoki jaskiniowej.

Ile się zmieniło? Jak wiele tez z tego artykułu jest prawdziwych aż po dziś dzień? Które są fałszywe lub się nie sprawdziły? A które sprawdziły się aż za bardzo, i to tak, że autorowi tego artykułu nawet się o tym nie śniło? Czy żyjemy w świecie „cyfrowego Orwella”, w którym kilkadziesiąt gigantów technologicznych i medialnych dyktuje nam co mamy myśleć, kogo i czego nie lubić, jak się ubierać, co kupować, jakimi ludźmi być?

Czy dalej myślimy, że obecna bieda to po prostu rezultat praw ekonomii i wolnego rynku, a ludzie biedni są sami sobie winni? Czy dalej jesteśmy podzieleni między nienawidzące się i zwalczające się frakcje? Czy uważamy, że liberalni politycy naprawdę są zatroskani o coraz bardziej katastrofalne zmiany klimatyczne, do których sami zresztą doprowadzili? Czy wierzymy w demokrację i nieograniczoną wolność wyboru? Czy uważamy, że rządy o nas dbają, a korporacje produkują dobrej jakości produkty, które potem są weryfikowane przez konsumentów na wolnym rynku, w ramach demokratycznego państwa prawa? Czy sądzimy, że zabijanie milionów ludzi w krajach bogatych w surowce to szerzenie demokracji i dbanie o prawa człowieka?

Ku przemyśleniu..

Artykuł jest inspirujący aż po dziś dzień, i z pewnością został napisany przez wizjonera. Miał on dobry wgląd w to, co się dzieje na świecie, jak i w to, co może się wkrótce wydarzyć. A może już się wydarzyło? Czytaj dalej „CZEMU LUDZIE BRONIĄ SYSTEMU KTÓRY ICH NISZCZY?!”

Reklamy
Reklamy

„Syndrom życia w Polsce”. Bez silnych antydepresantów się nie obędzie?!

polska-biedaJakiś czas temu napisałem anegdotę o tym, że u nas, w Polsce, ani coaching, ani teorie new age nie działają. Pisałem, że potrzebujemy raczej porad w stylu:

-jak nie popełnić samobójstwa pracując u polskiego prywaciarza. Który kupuje dzieła sztuki za miliony, ale robolowi nie da nawet złotówki więcej niż minimalna krajowa;
-jakie antydepresanty dobrać? Czy nowe i tym samym droższe antydepresanty są warte swojej ceny?
-jak pogodzić się z tym, że nie spełnisz nawet najbardziej podstawowych potrzeb i pragnień?

Znam taką rodzinę – ma ją para w moim wieku – tak, właśnie w tym specyficznym wieku, w którym świat jest najbardziej bezwzględny i wymagający. Czyli ludzie koło 30-stki. Zarabiają razem 5000 zł. Kredyt hipoteczny to aż 1500 zł. Jeżdżą 12-letnim Passatem. Mają dwoje dzieci. Próbują żyć po prostu normalnie. No ale nie da się, bo nie mogą pójść nawet do kina raz w miesiącu. Z pustego to nawet mag Salomon nie naleje.

Poniższe nagranie które wklejam, pochodzi z kanału You Tube Sukces.pl. Autor próbuje łączyć niektóre dziedziny wiedzy, tłumacząc dlaczego tak się dzieje. Podaje przyczynę, którą znamy – wychowanie. Rozmawiam z różnymi ludźmi i stwierdzam, że mało który naród jest poddawany takiemu praniu mózgów i tak bezlitosnemu gnębieniu w dzieciństwie, jak Polacy.

Link do nagrania poniżej – kliknij w niego, aby je zobaczyć:
Magia„, która ma wpływ na Twoje życie

Są dwie możliwe interpretacje. Pierwsza z nich głosi, że jaka mentalność narodu, taka elita nim zarządzająca i taka jego zamożność. Widać to szczególnie w bogatych krajach Zachodu, gdzie jest większa życzliwość, mniej zawiści, nienawiści i przemocy. Druga interpretacja to coś zgoła odwrotnego. Otóż to bieda ma degenerować człowieka. To bieda ma powodować typowo polskie wady – zawiść, nienawiść, smutek, agresję. A może między tymi dwiema możliwościami, zachodzi jakieś sprzężenie zwrotne? Polski naród raz wpadł w tzw „pętlę przechwytu” biedy i marazmu, i każde pokolenie to nasila coraz bardziej? Nasila i biedę, i negatywną mentalność?

Moja znajoma pisała, że nie tęskni za Polską, że Polska jest nie tyle matką, co macochą. Która dba tylko o najsilniejsze dzieci. Posypała się potem w dyskusji lawina komentarzy. Zwolennicy patriotyzmu darli szaty, jak tak można. A luzacy drwili z patriotyzmu, drwili z dumy bycia Polakiem, jak i drwili z tej całej słowiańskości i idei wielkiej Lechii. Ja ich nie potępiam, staram się zrozumieć taką postawę. Ogrom ludzi w Polsce przeżywa piekło na Ziemi, i wcale nie chodzi tylko o głodowe pensje i niemożność spełnienia nawet najbardziej podstawowych potrzeb.

Problemy w Polsce są trzy:

-konfiguracja systemu ekonomicznego – pensje jak na wschodzie, a ceny często wyższe niż na Zachodzie (tak, tak, pojedź z kalkulatorem do Aldi w Niemczech, przeliczaj ceny z euro na złotówki i porównuj). Nie stoi za tym żaden wolny rynek, żadna jego niewidzialna ręka. Jest to cyniczna manipulacja mechanizmami ekonomii;

-nienawiść, złość, zawiść, donosicielstwo, agresja i przemoc, i inne wady. No i zasada wyznawana przez polskich patriotów spod znaku dresu i bejzbola – „oczy widzą, uszy słyszą, usta milczą„. To główna zasada polskiej patologii, której efektem są wydarzenia takie jak w Łodzi. Matka doprowadziła do tego, że jej dziecko chodziło tygodniami ze złamaniami i innymi poważnymi urazami po pobiciu przez konkubenta, dresa-patriotę. 6 grudnia dziecko to zmarło w męczarniach, sprawa zbulwersowała całą Polskę. Prawdopodobnie napiszę o tym artykuł;

-koncertowe wpieprzanie się jednych w życie drugich. Nie chodzi tylko o toporny konserwatyzm i zaglądanie ludziom do łóżek, co Polacy robią bardzo chętnie i często. Chodzi także o bardzo silnie zakorzenione przekonanie, że skoro ktoś ma z Tobą więzy krwi (rodzina), to ma automatycznie prawo do sterowania Twoim życiem. Pół biedy, gdyby warunki ekonomiczne były normalne. Wtedy np dziecko wynajmuje mieszkanie albo je kupuje po kilku latach oszczędzania, i wyprowadza się od rodzica-tyrana. Ale jesteśmy w Polsce, i domowi psychopaci tę sytuację skwapliwie wykorzystują;

Dlatego propozycje obrony kraju, jakiejś walki zbrojnej, czynu zbrojnego itp itd, budzą we mnie dwojakie uczucia. Z jednej strony, bezdenny śmiech. Z drugiej strony – ogromną agresję. Mam wtedy ochotę takiemu patriocie powiedzieć to i owo. Nie trzeba nam kolejnych powstań listopadowych, styczniowych czy warszawskich, które jedyne co przyniosły, to spalona ziemia i miliony zabitych. Nosz kurwa, no, bez przesady..

Taki patriota wypije piwo z biedronki, zagryzie śledziem, i chce na hurra iść z szabelką na czołgi, a raczej na roboty z bronią laserową wroga. No dobra, nawet gdybym poszedł w ten romantyczny bój już ostatni, walczyć z Niemcem, Ruskiem, Amerykańcem, Żydem, Illuminatą, Masonem czy innym cyklistą.. To co potem, po wojnie? Znowu do pracy za 1850 zł brutto, tylko z amputowanymi kończynami i psychozą pourazową? By budować wolny rynek, kapitalizm, by (elitom) żyło się lepiej?

Sorry, już nie z nami te numery. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które głośno zadaje chyba najbardziej zakazane i znienawidzone pytanie świata. Brzmi ono:
Dobrze, każesz mi robić to, co od zawsze zaleca społeczeństwo, tradycja, system.. ALE CO JA DOSTANĘ W ZAMIAN DLA SIEBIE?!

To pytanie, które powyżej napisałem – jest naprawdę bardzo ważne. I naprawdę jest ono zakazane. Przez wieki tego pytania nie mogłeś zadać, a za jego zadanie mogłeś odpowiedzieć głową. Ty się nie liczyłeś, Ciebie nie było. Była religia, tradycja, naród, ojczyzna, rodzina, szlachta, król, książę, fuhrer, fabryka, korporacja – wszyscy, tylko nie Ty. Jedyna rola, jaką dla Ciebie wtedy przewidziano – to rola niewolnika, posłusznie wykonującego polecenia i zadania systemu.

Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to jest hedonizm, to jest troska o własną przyjemność, jak i minimalizowanie cierpienia. Bo recepty na życie proponowane przez system mają to do siebie, że ograniczają Ci radość życia, dając za to dużo wyrzeczeń i cierpień. Wychodzi z tego taki mały Amber Gold. Ale czy taka postawa jest zła? I tak, i nie. Jest zła dla elity i dla bezlitosnej społecznej maszyny. Społeczeństwo to karna i zdyscyplinowana armia, maszyna, gdzie jednostka jest co najwyżej pikselem czy też trybikiem. Taka postawa jest też dobra – bo gdy dbasz o własne dobro i przyjemność, to automatycznie dasz to dobro innym. Będziesz nim promieniował wszędzie gdzie się pojawisz.

Osobiście, choć kładę duży nacisk na rozwój duchowy, zanegowałem chyba wszystkie popularne „prawdy” z nurtu new age. Zamiast bezmyślnego poświęcania się i oddawania swojego życia innym – promuję świadomy hedonizm, czyli taki który nie krzywdzi innych. Zamiast ascezy, niechęci do bogactwa i odmawiania sobie ziemskich przyjemności – promuję kult przyjemności, seksualności. Uważam też że bogactwo i dobrobyt to coś wspaniałego, a z życia trzeba korzystać na maxa, na pełnej petardzie.

Zamiast kultu natury, wielokrotnie opisywałem jej mechanizmy. Uważam, że gdybyśmy się słuchali natury, to nie tylko nie siedzielibyśmy w jaskiniach, ale wręcz na drzewach. Twierdzę, że to umysły i serca ludzi świadomych mają marzenie życia w pokoju, harmonii i dobrobycie. A boską emanacją w ciele człowieczym nie jest uprawianie pola w stylu eko, jak to drzewiej bywało. Ale urbanizacja, nauka, technologia, robotyka i medycyna – dzięki którym możemy sięgać gwiazd. No i nie musimy umierać na ten cholerny wyrostek czy banalną infekcję. Bo przyjdzie pan doktor na SOR, z tym bezbożnym i nieekologicznym antybiotykiem, i uchroni Cię od umierania w potwornych męczarniach przez kilka tygodni. Och! Jakże to niewłaściwe, zakazać, wracajmy na drzewa, do natury!

Widząc roboty, maszyny, komputery, miasta, autostrady, reaktory i rakiety kosmiczne – widzę dzieło prawdziwego, żywego Boga. Czytając informację o tym, że udał się doświadczalny rozruch stellaratora Wendelstein, wiem, że Bóg istnieje. Jeszcze kilka lat, i dzięki stellaratorom będziemy mieli bardzo tanie i nieograniczone źródło energii na tysiąclecia. To wszystko zamyka się w odwiecznym człowieczym marzeniu, by żyć lepiej. Z drzew już zeszliśmy, z jaskiń także wyszliśmy, ujarzmiliśmy energię atomu. Dzięki technologii i nauce, nie zamarzamy w zimie, a osoba chora na wyrostek czy depresję nie musi umierać. Bo jest odpowiednio – prąd który ogrzeje, czy skalpel chirurga bądź tabletka antydepresyjna, które ratują życie.

To wspaniałe, że rodzaj ludzki się tak rozwija, że jesteśmy czymś więcej niż zwierzęta, czymś więcej niż natura. Teraz wypadałoby także zejść z drzew czy wyjść z jaskiń także jeśli chodzi o mentalność, emocjonalność i duchowość, bo pod tymi względami, nadal siedzimy na drzewach, razem z tymi zwierzakami. Ale potem patrzę na jakiś film przyrodniczy np na Discovery. Gdzie dwie lwice zagryzają przez 20 minut antylopę, lub stado wilków męczy słabego osobnika. No jakoś nie mogę tam dostrzec boskiej ręki. Nie jestem w stanie, i koniec.

Jak już pisałem, zwierzęta są bardzo blisko natury. Wypełniają jej programy, bo praktycznie nie posiadają samoświadomości. Są tak jak natura – bo natura też nie posiada ani rozumu, ani świadomości – ma tylko ślepe, beznamiętne programy. Człowiek zaś wymyśla, rozmyśla, filozofuje. Człowiek chce żyć lepiej, chce być szczęśliwy. To człowiek pragnie spokoju, radości, dobrobytu. Podczas gdy natura to nie spokój, ale rozpierdol i chaos. To nie radość, ale zło i cierpienie, których jest nadmiar na Ziemi. I w końcu – natura to nie dobrobyt, ale odwieczna, okrutna walka o przetrwanie, mentalność niedoboru i związany z nią lęk przetrwania.

Natura jest egoistyczna, i chce mieć zwierzęta i tym samym człowieka, przy sobie. Ona jest jak prezes korporacji, który banknotem 1000-dolarowym odpala kubańskie cygaro. Takiego prezesa obchodzi tylko to, by cyferki się zgadzały, by rosły. A więc – ekspansja. W naturze są trzy cele związane z ekspansją: jak najszersze rozmnażanie, zdobywanie jak największych terytoriów, a także konkurencja i zdobywanie zasobów. Natura chce mieć po prostu swoich roboli, tak samo jak demoniczny prezes korporacji chce mieć pracowników za 1850 zł brutto.

Prezesa nie obchodzi, że taka pensja nie starczy nawet na podstawowe potrzeby. Ważne, by jego cele (ekspansja -> hajs) się zgadzały. A jak pracownik się „zużyje„, to się go wyrzuci z korporacji, on straci mieszkanie, stanie się bezdomnym, umrze. W naturze jest to samo – ochrona w postaci hormonów (płciowych, czy melatoniny której stężenie spada na starość) jest tylko wtedy, gdy organizm rozmnaża się płciowo. I tym samym, realizuje cele natury. A więc gdzieś do wieku 50 lat.

Natura jest więc przeciwna temu, by ludzie się uduchawiali i przebudzali. Ale to nie wszystko, bo natura sprzeciwia się także temu, by ludzie byli szczęśliwi, by żyli w dobrobycie, by rozwijali naukę i wiedzę. Natura chce człowieka mieć przy sobie, choćby mieszkał on w jaskiniach, żył max 30 lat i był totalnie zezwierzęcony. To człowiek sprzeciwia się temu, chce i rozwijać się, i wrócić do swojego duchowego domu. I przez to cierpi – bo natura i jej mechanizmy w niego uderzają. Vadim Zeland, jeden z najpotężniejszych wtajemniczonych, nazwał te siły „wahadłami” jak i „siłami korygującymi„.

W swojej serii książek opisał, jak „symulować” różne mechanizmy, zachowania i odczucia, charakterystyczne dla ludzi sukcesu. Pozwala to ominąć mechanizmy natury tak, by jej siły korygujące nie karały człowieka. Zwrócę jeszcze uwagę na to, co pisałem już wiele, wiele razy. Otóż natura nie rozpoznaje i nie jest kompatybilna z naszymi duszami / umysłami. Ona nie rozpoznaje i nie rozumie takich pojęć jak: empatia, wrażliwość, miłosierdzie. Ba, ona nawet nie rozumie czym jest dobro i zło, i na czym polega krucha i delikatna równowaga między nimi.

Mechanizmy natury niejako „odruchowo” traktują te powyższe, pozytywne cechy, jako zagrożenie dla realizacji jej programów, jako słabość. I to jest wyjaśnienie tajemnicy, dlaczego ludzie dobrzy i empatyczni mają co rusz różne dziwne złe wypadki, przypadki, zbiegi okoliczności, traumy, choroby, a złoczyńcy tryskają energią, zdrowiem i odnoszą sukcesy. Zło jest premiowane i nagradzane przez naturę, bo wydajniej realizuje jej programy, niż dobro. Wśród biznesmenów, maklerów giełdowych, menedżerów, polityków – a więc elity, ludzi sukcesu – jest ogromna nadwyżka psychopatów.

Zostało to udowodnione kilkoma badaniami naukowymi. Najgłośniejsze z nich dotyczyło maklerów giełdowych z Wall Street. Psychopaci są tacy sami, jak natura, są z nią tożsami. Nie odczuwają empatii ani współczucia. Nie rozumieją oni pojęć dobra i zła. Są więc przez naturę nagradzani. Nie naruszają oni tzw „nadmiernych potencjałów„, opisywanych w książkach Vadima Zelanda, więc nie są karani przez siły natury. Mają wszechstronne możliwości rozwoju.

Częstym schematem jest tak, że jak próbujesz się odciąć od natury, wznieść wyżej – to ona „odcina” Ci swoje zasilanie. Mówisz, że Twoja dusza jest ponad, że jesteś czymś więcej? W porządku, więc receptory mózgowe / neurony słabną, powodując depresję. Także tarczyca – generator tej „profanicznej” siły witalnej – słabnie, zostaje wręcz zaatakowana przez organizm. Pojawia się choroba autoimmunologiczna taka jak Hashimoto. Obie choroby mają dziś rozmiar pandemii, i są wręcz częstsze niż pospolita grypa.

Trzeba zaakceptować swoją zwierzęcą część siebie, na przykład swoją seksualność. W tym tę seksualność, którą wypieramy do głębin psychiki, której się wstydzimy. Bo nie jest ona zgodna z konserwatywną i monogamiczną wizją świata. Jeśli walczysz z czymś, np z naturą – to wzmacniasz to coś. Nie można walczyć otwarcie, ale trzeba niejako zawiązać z nią pokój, wręcz… pakt. Trzeba obejść jej mechanizmy, choćby w taki sposób, w jaki przedstawił to Vadim Zeland.

Dopóki jesteśmy ludźmi w ciałach ziemskich, jesteśmy wplątani w to całe, zło, lęk przetrwania, zwierzęcą walkę o byt. Jesteśmy tutaj na tym samym poziomie, co zwierzęta. One robią sobie różne złe rzeczy (np męczą słabszych), by walczyć o pożywienie, partnerów, terytorium, których to zawsze jest niedobór. Ludzie robią sobie rzeczy jeszcze gorsze, by walczyć o surowce, pieniądze, zasoby, władzę.

Musisz wiedzieć, że jak wychodzisz spod macoszej „opieki” natury i jej programów, to powoli wchodzisz w inny świat. Możliwe że ten duchowy. Oprócz natury, jest druga, potężniejsza, ale o ironio, subtelniejsza siła. Nie widać jej na pierwszy rzut oka. Ta druga, boska siła, ma na celu ewolucję i udoskonalanie różnych form – zwierząt, ludzi, ludźmi, jest po naszej stronie. To tej sile zależy na tym, byśmy się rozwijali, byli szczęśliwi i zeszli w końcu z tych drzew, także mentalnie.

Z drugiej strony, potrzebujemy także tej natury. Jesteśmy dziećmi tego świata, pomimo tego że przypomina on rosyjski dom dziecka. Trzeba przecież unikać tych substancji i procedur medycznych, o których wiadomo że są szkodliwe i nieskuteczne – takich jak szczepienia czy leki obniżające cholesterol. Ważne jest też przecież dobre żarcie, inaczej się pochorujemy. No i dramatyczne jest zanieczyszczenie środowiska, które grozi zagładą życia na Ziemi. Ale tu trzeba dodać, to wszystko – drapieżny kapitalizm, rabunkowa eksploatacja zasobów i inne mechanizmy – są odwzorowaniem właśnie tych zwierzęcych programów natury.

Muszę też dodać coś innego. Wróćmy do sytuacji w Polsce. Kilka dni temu byłem wkurzony przez to, jaka sytuacja ekonomiczna panuje w naszym kraju. Wyklinałem na Polskę. Ale dosłownie chwilę później gdy przeglądałem facebooka, włączył mi się film video. Nie zdążyłem go w porę zamknąć, część obejrzałem. Było to nagranie z bogatego kraju zachodu, gdzie dwóch islamistów napadło na parę – chłopaka i dziewczynę. Wtedy natychmiast mi to przeszło, i dziękowałem stwórcy, że urodziłem się w Polsce. Przypadek, że to video włączyło mi się właśnie wtedy? Czy raczej synchroniczność jungowska?

To, na co tak bardzo narzekamy – jednocześnie nas… chroni. Narzekamy na biedę i prawicowe rządy, ale to w przyszłości ochroni nas przed ogromną wojną domową, którą być może wybuchnie na Zachodzie. Już teraz dzięki temu mamy setki tysięcy przestępstw rocznie mniej. Mamy po prostu swoich „islamistów„, choć 10 razy mniej agresywnych – kiboli, dresiarzy itp. I to nas niejako chroni. Matka natura wysyła islamistów tam, gdzie siła męska słabnie – do krajów Zachodu. I znowu, natura nie rozumie że ludzkość przechodzi ewolucję, tylko dba, by zawsze, w każdym kraju była odpowiednia dawka konserwatyzmu, cebulactwa, cierpienia, zła.

Wiele razy wspominałem, że to, na co narzekamy – a więc religie, ideologie, więziennictwo, policja, armia, i w końcu system – tak naprawdę trzyma tę planetę małp w ryzach i nas… chroni. Ogranicza, to fakt, ale też chroni. Tak samo, w pewnej części, jest z naturą. Wszystko jest bowiem dualne, podwójne. A życie pełne jest paradoksów i ironii.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Umierająca przyroda, kapitalizm i opowieści kultury śmierci

Umierająca przyroda, kapitalizm i opowieści kultury śmierci

ochrona srodowiskaZapraszam do przeczytania artykułu autorstwa Vanessa Spedding, w tłumaczeniu blogera Ex Ignorant. Jest to bardzo cenny artykuł, gdyż łączy w sobie różne dziedziny / płaszczyzny wiedzy. Opowiada on o tym, jak rabunkowy kapitalizm ma wpływ na przyrodę, nasze postrzeganie czasu i stan naszego ducha.

Kapitalizm, którego bolesny kolaps obserwujemy, to nie tylko fakt, że niewielki procent ludzi ma 99% bogactw świata, miliardy pracują za grosze, a przyroda jest na skraju kolejnego wielkiego wymierania.

Kapitalizm, który wywodzi się z niszczycielskich programów ego i ego zbiorowego, to także destrukcja naszych emocji i sfery metafizycznej. Nie chodzi wcale o redukcjonizm i racjonalizm, które za swoje credo wzięły atomistyczne kulty materii, choć to zagadnienie też jest ważne i też jest poruszane często na mojej stronie.

Chodzi o odcięcie nas, jako ludzkiego rodzaju, od więzi z przyrodą i poczucia tego, że wszystko jest kołem. I czas jest kołem, i cykl życia i śmierci jest kołem. Materia naszego ciała powstała z ziemi i do tej ziemi wróci, tak samo, jak wszystkie błyskotki i żelastwa, które za życia kupiliśmy. Tak samo nasza bytność – urodziliśmy się, wcieliliśmy w ciało, potem w momencie śmierci je opuścimy i znowu wcielimy się w jakieś ciało. Kto wie, może tym razem gdzieś zupełnie indziej?

We współczesnych kulturach kapitalistycznych tego nie ma, została zerwana więź. Częściowo zrobił to już cesarz Konstantyn który przed wiekami tak zmanipulował kanonem biblijnym, by usunąć z niego wpisy o reinkarnacji.

To, co powyżej przytaczam, może wydawać się nieco chaotyczne, ale zostało doskonale zsyntetyzowane i opisane w poniższym artykule. Zapraszam do przeczytania!

Polecam też inne wpisy odnośnie nadchodzącego wielkimi krokami kolapsu (peak’ u) cywilizacyjnego. Obecnie funkcjonujące systemy (gospodarcze, polityczne, społeczne, etyczne, religijne, moralne) są straszliwie niewydolne i w bólach odchodzą w przeszłość:
Kapitalizm zawsze prowadzi do niewolnictwa, rewolucji i zagłady cywilizacyjnej
Kapitalizm to oszukańczy system, który prowadzi do powszechnej biedy
Kapitalizm: szaleńcza ideologia prowadząca do cywilizacyjnej zagłady
Obłąkańcza kapitalistyczna eksploatacja planety doprowadzi do zagłady biosfery
Producenci AGD i elektroniki tak projektują sprzęt, by szybko się zepsuł! Oto rezultaty „wolnego rynku” czyli kapitalizmu korporacyjnego
Oblicza liberalizmu i wolnego rynku: cywilizacyjny kanibalizm w Grecji [+18]

Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Mądrość lasów

Cytuję: „Lasy – najwspanialsze złożone, splecione ze sobą wspólnoty – posiadają pewną postać mądrości. Wiem, że nie jestem osamotniona w swojej regularnej tęsknocie za zanurzeniem w ich wielobarwnej, tajemniczej plątaninie. Być może ten impuls ma pierwotne korzenie. Wywołują we mnie trwogę i podziw te potężne sieci istot, trwające wspólnie w dynamicznej równowadze poprzez niezliczone, doskonale dopasowane, ekologiczne relacje wewnętrzne; współbrzmiące we wzajemnie ewoluującej symfonii współpracy w czasie i przestrzeni.

Ten zachwyt przynosi pokorę: w lesie jesteśmy podległymi; po prostu jedną z miliardów innych żywych istot; odmienni, ale nie bardziej wyjątkowi niż reszta; tak samo podatni na zmienność przyrody, jak wszyscy ci gracze powiązanych wzajemnie cykli życia i śmierci. Zmuszeni jesteśmy uświadomić sobie, że mimo wszystkich naszych technologii separacji, kiedyś ulegniemy rozkładowi pośród tych liści. W tej wiedzy odnajdziemy zarówno spokój, jak i odczuwany w trzewiach niepokój, wzmocniony przez najmniejszy bezpośredni kontakt – zadrapanie ostem lub cierpki smak szczawiu na języku.

W przeszłości – mniej więcej w czasie, kiedy zapoczątkowaliśmy budowę miast i innych struktur złożoności społecznej, gospodarczej i materialnej – zaczęliśmy również postrzegać las jako krainę strachu, mroku i rezydującego tam zła, a nasze baśnie to odzwierciedlały. W opowieściach tych las często jest miejscem, w którym bohaterowie uczestniczą w rytuale przejścia, konfrontują się z wewnętrznymi cieniami i narażają na anonimową śmierć. Pozostaje nadzieja, że wynurzą się z tej przerażającej gęstwiny jako zwycięzcy, a wiedzę i samoświadomość zaniosą do jasnego światła cywilizacji.

Dla nieprzygotowanych las jest przestrzenią zakazaną; pełen rzeczy, które nie są tym, czym być się zdają, z którymi nie sposób negocjować bez ryzyka przedwczesnego spotkania z cyklem życie-śmierć-życie. Jednakże dla przygotowanych do inicjacji las jest idealną oprawą klasycznej podróży bohatera: fabuły wspólnej prawie wszystkim opowiadaniom, obejmującej zew przygody, inicjację w formie wyzwania oraz powrót do domu z wiedzą i mądrością na użytek [i pożytek] społeczności.

Snując opowieść

Umysły ludzi uzwojone są pod kątem opowieści; przekazują one głębokie przesłania do fragmentów podświadomości bez naszej wiedzy; są najskuteczniejszym sposobem wywołania empatycznej reakcji między ludźmi (mentalne „odzwierciedlanie”) i pozwalają nam uzyskać dostęp do emocjonalnego wymiaru sytuacji.

Kultura ukształtowana jest i uchwycona przez jej opowieści. Kultury żyjące w sposób, który szanuje i otacza czcią cykle życia, śmierci, transformacji i odnowy często utrwalają w swoich mitologiach cykliczny charakter życia, śmierci i samego czasu. Opowiadania „pory snu” Aborygenów są tylko jednym z przykładów.

Kultury te rozumieją, że wzorem lasu każdy byt zawsze przekształca się we wszystko inne i nie możemy uciec przed tym ruchem; nie możemy wznieść się ponad resztę życia i stać się statycznymi lub nieśmiertelnymi; musimy szanować wzajemne oddziaływanie energii i ostatecznie poddać się lasowi.

Nasza kultura utraciła poczucie zataczania kręgu. Nasze przekonania, nasze plany i aspiracje oparte są na liniowym poczuciu czasu. Nasze opowieści – fikcyjne lub nie – mają początek, środek i koniec, a także zwycięzców i przegranych. Inicjacja bohatera niezmiennie przybiera postać konfliktu i zakończenie jest dobre lub złe w zależności od tego, czy protagonista, z którym się identyfikujemy, tryumfuje.

Styl tych historii oznacza, że (z definicji) nie możemy utożsamiać się z antagonistą; dopingowany jest nasz beznamiętny stosunek wobec jego ostatecznej klęski. Nasze opowieści wymagają, abyśmy porzucili troskę o połowę obsady i jakiekolwiek poczucie kontynuacji wykraczającej poza finał.

Strach przed śmiercią

Istnieją badania sugerujące, że ta liniowa konstrukcja naszych opowiadań (odzwierciedlona również w naszych systemach zaopatrzenia żywnościowego, wytwarzania i produkcji) jest związana z kulturowym strachem przed śmiercią, który przejawia się pragnieniem nieśmiertelności. Prowadzi to do niekończącej się walki, aby wznieść się ponad przyrodę, aby z nią walczyć i wygrać, oraz ogromnych wysiłków na rzecz wznoszenia wysokich budowli, gospodarek o schemacie piramidy i zhierarchizowanych struktur społecznych. Spocznij na ich szczycie i jesteś dostatecznie daleko od gnijących liści, i na tyle blisko nieba, aby być nieśmiertelnym.

Lecz mentalność ta, pozwalająca nam usunąć antagonistę ze świadomości i zanegować charakter „zwycięstwo-przegrana” każdego podboju za sprawą tzw. happy endu, zależy od wyparcia się naszych głębszych, bardziej subtelnych i zróżnicowanych reakcji emocjonalnych; zaniechanie to ma swoją cenę. Żyjemy w społeczeństwie opętanym manią niszczenia swojego środowiska życia i zastanawiamy się, jak mogło do tego dojść; ale nie byłoby to możliwe, gdyby kultura nie akceptowała, faktycznie nie uznawała za obowiązek, tłumienia uczuć empatii, miłości i współczucia na rzecz zysku i postępu. W kwestiach handlu, biznesu, badań, polityki lub jakiegokolwiek profesjonalnego przedsięwzięcia takie uczucia traktowane są z pogardą.

Ta kulturowa represja oznacza, że nasze społeczeństwo wybiera sukces w oparciu o zachowania psychopatyczne. Właśnie to pozwala nam wykluczyć i zniszczyć wszystko, co jest źródłem życia. Chociażby lasy.

W przypadku lasów czynimy to z zachłannością, szybkością i brutalnością, które mogą jedynie sugerować, że nasz paniczny strach przed tym, co skrywają cienie pogłębia się. Robimy to od dawna: kiedy cywilizacje rosły w Afryce Północnej, na Bliskim Wschodzie i w Grecji, lasy upadały. Kiedy cywilizacje upadały, lasy wzrastały na nowo.

Cywilizacja i lasy mogą niemal uchodzić za wzajemną antytezę; cywilizacja to przejaw naszych linearnych obsesji, rozdzielonych linii życia i śmierci, wtłoczonych siłą w świat nad- i podziemny – rezultatem powstrzymania ich naturalnej zamiany jest nierównowaga i kataklizm. Z drugiej strony lasy ucieleśniają niekończące się, kołowe cykle życia i śmierci, są depozytariuszami naszego strachu przed przegraną na ich rzecz, a zatem miejscami, które bez skrupułów niszczymy wraz ze swoistą wiedzą i mądrością, jakie skrywają.

Ironia przyrody

Lasy Czarnobyla sprawiają wrażenie, że przyrodzie nieobca jest ironia.

W naszym dążeniu do pozyskania źródeł skoncentrowanej energii o wykładniczo wyższym potencjale zdecydowaliśmy się przerwać cykliczność zachowań samych atomów: produkujemy energię jądrową. Lasy otaczające Czarnobyl, demonstrujące pozorny opór w postaci bujnego rozkwitu życia po katastrofie, w rzeczywistości ukrywają mroczny sekret, ciemną stronę naszej kultury. Mimo iż uparci mieszkańcy regionu przeskakują drut kolczasty, aby zbierać jagody i grzyby, lasy nadal są radioaktywne, a skutki promieniowania budzą grozę.

Zalegające w ściółce, opadłe gałązki i liście – które powinny do tej pory zamienić się w pożywny kompost dla następnego pokolenia leśnych istot – nie gniją. Drobnoustroje, grzyby i bakterie, wykonujące piękne zadanie rozkładu, dotknęła impotencja. Część cyklu życie-śmierć-życie odpowiadająca za śmierć nie działa prawidłowo. Tutaj, w naszym dążeniu do człowieczej wszechmocy, nieumyślnie przerwaliśmy procesy śmierci, realizując swoje podświadome pragnienie. I tu odkrywamy, że z końcem śmierci przyszłe życie staje się niemożliwe.

Mam nadzieję, że cel niniejszej argumentacji staje się jasny: musimy zaakceptować i poddać się cyklicznej naturze rzeczy oraz uczestnictwie w częściach cyklu odpowiadających zarówno za śmierć, jak i życie. Aby wywołać taką kulturową zmianę, musielibyśmy zaakceptować nasz strach. Strach wyprowadził nas z lasu, ale nie możemy wyciąć go maczetą; będzie wyrastał za nami. Musielibyśmy zawrócić i uznać go z miłością, pokorą i odwagą; złączyć się z nim i wszystkim, co skomplikowane i niepoznawalne, ponieważ jest częścią nas.

Kryteria naszego procesu decyzyjnego i destrukcję wspólnot społecznych i ekologicznych moglibyśmy odwrócić, jeśli pozwolilibyśmy sobie na ponowne rozpalenie uczuć miłości, pokory i odwagi – odbudowalibyśmy świadomy, kulturowy kontakt z emocjonalnym krajobrazem życia.

Opowieści mogą wskazać drogę do tych długo skrywanych uczuć wobec żyjącego świata – i nas samych, jako śmiertelnych składowych planetarnego życia – które trzeba by powtórnie wykorzystać, aby osiągnąć ten zwrot.

Opowieści przypominają nam, że lasy są nie tylko miejscem dzikości, drapieżników i rozkładu, lecz także przynoszą życie; to moderatory i regulatory klimatu. Istnieją nowe i tradycyjne historie, które to pokazują, ale opowiadane są rzadko, co należy uznać za niedorzeczność i straconą okazję.

Istnieją opowieści o ludziach, którzy zalesiają krajobraz, zasiewają ogołocone przez erozję wzgórza, zazieleniają pustynie i choć zabrzmi to patetycznie, wpływają na bieg ekologicznej historii tych miejsc.

Przywrócenie lasów przywraca warunki im sprzyjające. Życie stwarza warunki sprzyjające życiu. Ludzie, gdyby przezwyciężyli swoje pragnienie statusu, pieniędzy lub nieśmiertelności, mogliby stać się inicjatorami i uczestnikami tego procesu.

Najwspanialsza opowieść

Oto opowieść co się zowie: o tym, jak istoty ludzkie rozpoczęły najważniejszą podróż bohatera, od separacji ku powtórnemu połączeniu z dziką przyrodą, i po przybyciu na miejsce, pokonaniu głębokiego i niewytłumaczalnego lęku przed swoją wrodzoną naturą, stały się świadomymi, aktywnymi stronnikami życia, nie zaś bezwiednymi stronnikami śmierci; opowieść o tym, jak wskrzesiliśmy lasy, chroniliśmy oceany i przywróciliśmy cykle życie-śmierć-życie w tych rejonach planety, które pozostały na nie podatne; o tym, jak gorliwie i konsekwentnie poddaliśmy się procesowi tej transformacji.

Czy nie byłaby to najwspanialsza z opowieści?

ONZ: Połowa gatunków leśnych zagrożona wymarciem

Połowie światowych gatunków leśnych zagraża rolnictwo i antropogeniczna zmiana klimatu, ostrzegła we wtorek ONZ. […]

W swoim pierwszym globalnym badaniu genetycznych zasobów leśnych Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) stwierdziła, że tereny zalesione kurczą się najszybciej w Brazylii, Indonezji i Nigerii. […]

„Lasy dostarczają żywność, zapewniają dobra i usługi, które są kluczowe dla przetrwania i dobrobytu całej ludzkości,” powiedział w swoim oświadczeniu dyrektor ds. leśnictwa FAO, Eduardo Rojas-Briales.”

Autor: Vanessa Spedding

Data: 14 maja 2014

Tłumaczenie: ExIgnorant

Źródło polskie: http://exignorant.wordpress.com/2014/06/08/opowiesc-kultury-smierci/

Kapitalizm zawsze prowadzi do niewolnictwa, rewolucji i zagłady cywilizacyjnej

Kapitalizm zawsze prowadzi do niewolnictwa, rewolucji i zagłady cywilizacyjnej

Dziś artykuł z opiniami Chrisa Hedgesa na temat samo-pożerającej się, kapitalistycznej cywilizacji. Chciałbym uczulić Was na to, do czego zmierzają ludzie tacy jak Janusz Korwin Mikke i jego Kongres Nowej Prawicy, bądź inna organizacja lobbingowa kapitalistów – Partia Libertariańska.

Zamierzenia są proste: pod pozorem religii wolnego rynku, nadaje się nieograniczone przywileje pracodawcom i w szczególności korporacjom. Jednocześnie, odbiera się jakiekolwiek przywileje pracownikom – znosi Kodeks Pracy, płacę minimalną, przywileje socjalne, prawa pracownicze. To plan iście diabelski: oznacza on powrót feudalizmu, z tym, że będziemy mogli sobie wybrać pana, któremu będziemy niewolniczo służyć. Inna opcja niż praca za głodową stawkę też jest – śmierć głodowa.

Obecny kapitalizm to inaczej transfer kapitału maksymalnie „w górę”. 0,1% bogatych elit, góra 10% zarabiających trochę więcej niż pozostała część upodlonych niewolników, i przez to lojalnych – np w chodzeniu na wybory czy w internetowych dyskusjach. Bo bojących się stracić pozycję społeczną i fakt, że nie muszą lękać się o biologiczne przetrwanie, jak większość. To właśnie fenomen tego, że kato-prawicowa, liberalna Platforma Obywatelska rządzi już 7 rok, i będzie rządzić jeszcze wiele lat. To podświadomy lęk prowadzi tych, którym udało się choć trochę wybić, do urn wyborczych, podczas gdy cała reszta olewa wybory.

Nie w polityce jednak tkwi zmiana, o nie. Ale to temat już na inny felieton, zresztą piszę o tym stale. Podsumowując: kapitalizm zawsze dąży do korporacjonizmu, czyli faszyzmu. Faszyzm i korporacjonizm są w istocie wyższą formą kapitalizmu, kapitalizmem w wersji 2.0.

Nie ma kapitalizmu bez:
-dążenia do korporacjonizmu i faszyzmu
-zniewalania i ogłupiania społeczeństwa
-rządów i bogacenia się oligarchii
-korupcji we wszelkich dziedzinach życia, a w dalszej części – legalnej korupcji
-w konsekwencji – nie ma kapitalizmu bez dążenia do upadku i zagłady. Tym razem zagłada będzie dotyczyć całej biosfery. Nie mamy planety „B”, nie ma dokąd migrować / uciec.

Jeszcze jeden mądry cytat o utożsamianiu się z ideologiami, modelami światopoglądowymi, religiami, normami społecznymi:

Cytuję: „Identyfikowanie się z czymkolwiek sprowadza nieodmiennie swe własne zniszczenie; stąd powstają ustawiczne starcia i konflikty pomiędzy różnymi wiernościami. Im bardziej staramy się utożsamić z czymś albo odwrotnie – walczymy przeciw temu, tym większe powstają w nas przeszkody ku rozumieniu.

Gdy jasno zdamy sobie sprawę z całego procesu utożsamiania się z różnymi czynnikami i zrozumiemy że jego zewnętrzne wyrazy są tylko projekcją naszej własnej wewnętrznej chęci i potrzeby, dopiero wówczas – prawdziwe odkrywanie i radość stają się możliwe.
Ale człowiek, który się z czymś na stałe utożsamił, nigdy nie pozna wolności. A tylko w wolności jawi się Prawda.”

Autor: Jiddu Krishnamurti

wolny rynekWstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Rozpad systemowy: zmierzch kultury, upadek imperium, neofeudalizm, Orwell i społeczna nieświadomość

Chris_hedgesChris Hedges

Krytyk społeczny, ekspert z zakresu polityki i społeczeństw Ameryki i Bliskiego Wschodu. Jako dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny (spędził 20 lat w 50 krajach Ameryki Centralnej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Bałkanów) otrzymał wiele nagród m.in. Pulitzer Prize (Nagroda Pulitzera) oraz Global Award for Human Rights Journalism (Globalna Nagroda za Dziennikarstwo w Obronie Praw Człowieka) przyznawaną przez Amnesty International. Wybrane książki: „What Every Person Should Know About War” („Co każda osoba powinna wiedzieć o wojnie”), „War Is A Force That Gives Us Meaning” („Wojna jest siłą, która nadaje nam znaczenie”), „American Fascists: The Christian Right and the War on America” („Amerykańscy faszyści: chrześcijańska prawica i wojna z Ameryką”), „Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle” („Imperium iluzji: koniec piśmienności i triumf widowiska”).

 

Morris Berman
Morris Berman

Uznany historyk kultury i krytyk społeczny. Wykładał na uniwersytetach w Europie i Stanach Zjednoczonych. Zdobył m.in. Nagrodę Pisarzy Stanu Waszyngton (1990), Nagrodę Neila Postmana za osiągnięcia w zakresie publicznej aktywności intelektualnej (2013). Jest autorem trylogii o ewolucji ludzkiej świadomości: „Świat odtworzony” (1981), „Idąc po rozum do głowy” (1989), „Wałęsający się Bóg: Studium duchowości nomadycznej” (2000). Jego książka „Zmierzch amerykańskiej kultury” uzyskała w 2000 roku wyróżnienie The New York Times Book Review.

 

Chris Hedges: Każde społeczeństwo zaangażowane w konflikt dostosowuje się do wymagań państwowego aparatu bezpieczeństwa i inwigilacji. Od końca I wojny światowej Ameryka znajduje się w stanie wojny permanentnej. To psychoza niekończącego się konfliktu, w którym stale próbuje się wyeliminować wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Najpierw chodziło o komunizm, teraz o terroryzm. Ta psychoza jest bardzo skutecznym sposobem na zniszczenie jakiegokolwiek otwartego społeczeństwa, uczyniła kalekim Bliski Wschód, zniszczyła Izrael, Syrię, Egipt. Nie jesteśmy wyjątkiem. Spowodowało to oczywiste wydrążenie kraju od wewnątrz. Powstanie korporacyjnych monolitów, które nie są lojalne wobec państwa narodowego oznacza, że podobnie jak wszystkie imperia ulegamy rozpadowi od wewnątrz.

Bardziej bezwzględne reformy kontroli obowiązujące na obrzeżach imperium przeniesione zostają do samego imperium. Jest to kolejny klasyczny przykład imperialnego scenariusza. Pisał o nim Tukidydes, kiedy mówił o zniszczeniu demokracji ateńskiej. Dlatego jesteśmy świadkami militaryzacji sił policyjnych, podpisania National Defense Authorization Act (Ustawa o Upoważnieniu Obrony Narodowej), przyjęcia FISA Amendment Act (NDAA: Ustawa o Inwigilacji Obcego Wywiadu). Istnieje wiele przykładów z historii ludzkości, które są dobrym wskaźnikiem późnego stadium choroby trawiącej imperium amerykańskie.

Morris Berman: Logika przeciwstawienia i psychozy wojennej ma bardzo głębokie, przed-korporacyjne historyczne korzenie. Kiedy w XVI i XVII wieku zasiedlany był amerykański kontynent, osadnicy także reprezentowali logikę przeciwstawienia. Innymi słowy przybyli w przeświadczeniu, że stary kraj, porównywany z biblijnym Egiptem, jest dekadencki i skorumpowany; zbudują Nowe Jeruzalem. Zatem od początku obecna była psychologia opozycji. A potem, po opuszczeniu Europy i pozostawieniu za sobą ‚nikczemników’, nieposzlakowani zdobywcy natrafiają na rdzennych Amerykanów, którzy są dzikusami i nie mają cywilizacji. Należy ich zgładzić. Realizujemy tę logikę od bardzo dawna. Prawdziwym problemem jest według mnie nie tylko wymiar gospodarczy i korporacyjny, o którym mówi Chris, ale także pewien rodzaj psychologii. Hegel nazwał ją tożsamością negatywną. Używając pojęcia „negatywna” nie miał na myśli „zła”. Chodziło mu o pozyskanie tożsamości poprzez opozycję. Wzmacnia granice ego – wiesz kim jesteś, mówiąc kim nie jesteś. Taki był zamysł. Problem polega na tym, że – jak zauważył Hegel – nigdy nie zdołasz poznać strony afirmatywnej. Znasz siebie poprzez tożsamość negatywną, tożsamość pozytywna nie istnieje.

Gdy tak się dzieje, wypełniona zostaje treścią kultury – w Stanach Zjednoczonych mamy konsumpcjonizm, wszelkie odmiany komercjalizmu. Wątła tożsamość. Żadna. Przechodzimy końcowe stadia tej przypadłości, tak naprawdę nie mając pojęcia o tym, kim jesteśmy. Po krachu roku 1929 było wiele samobójstw, ponieważ ludzie w USA nie wiedzieli kim są bez pieniędzy, kupowania. Obecnie dzieje się coś podobnego – jeden na pięciu Amerykanów pozbawiony jest pracy i perspektyw na jej znalezienie. USA przenika pewnego rodzaju pustka – to pochłaniający wszystko wir. Zatem nawet koncerny takie jak Halliburton toczą tę samą grę, tkwią w tym samym rodzaju logiki. Zysk czy nie, nazywam to nieświadomym programowaniem, które czyni ludzi pokroju Obamy czy Lloyda Blankfeina zwyczajnymi marionetkami. Pociąga ono za sznurki i niemożliwa staje się refleksja: Co tu się wyrabia? Co my właściwie robimy? Pamiętam, jak podczas kampanii prezydenckiej w 2008 r. pojawił się nieopatrznie moment szczerości, kiedy podczas przemówienia Obama wspomniał, że bezrobotni w Pensylwanii zwrócili się ku broni i religii. To takie oczywiste. John McCain i Hilary Clinton natychmiast skoczyli mu do gardła: „Religia jest dobrem absolutnym, a ludzie potrzebują broni!” Pora na debatę o substytutach zadowolenia? Ależ skąd! Nigdy o tym nie rozmawiajmy! Obama zrozumiał bardzo szybko: gra o władzę się toczy, a to oznacza, że nie mówi się prawdy. Mówi się to, co poprawi ludziom samopoczucie. A zatem żadnych odwołań do nieświadomych programów być nie może.

Prowadzenie otwartych wojen jest wyjątkowo szkodliwe. Trwonione są surowce, a całe populacje pozbawiane tak wielu istotnych praw i rzeczy, które powinno zagwarantować państwo. Dlaczego przywódcy naszego kraju decydują się poruszać w tym kierunku, zamiast zadbać o wykorzystanie tych zasobów w bardziej wydajny sposób?

Chris Hedges: Dlatego, że dla garstki korporacji jest to bardzo wydajne i bardzo opłacalne. Koncernu Halliburton nie obchodzi, że przegrywamy wojnę w Afganistanie. Stara opowieść: dla elity władzy i dla tych, którzy czerpią zyski z przedsięwzięć wyniszczających naród to bardzo intratny interes. I dlatego wciąż mamy niekończące się wojny. Nie cieszą się społecznym poparciem.

Chris, chciałbym przyjrzeć się twojemu dziennikarstwu wojennemu i przykładom wizyt w krajach rozdartych wojną. Byłeś świadkiem rozpadu systemów gospodarczych. Czy mógłbyś opowiedzieć nam trochę o tym doświadczeniu?

Chris Hedges: Egzystencja w społeczeństwie znajdującym się w stanie dezintegracji odwraca porządek moralny. Powstaje gangsterska klasa polityczna. Wszyscy ludzie, którzy harowali przez całe życie, oszczędzali, regularnie dokładali się do społeczeństwa są bankrutami i stoją w kolejkach po darmowy chleb, a ludzie, którzy handlują bronią i strzelają do obywateli suną ulicami w sportowych autach z przyciemnionymi szybami. Tak się właśnie dzieje. Kiedy społeczeństwo rozpada się, elity wysokiego szczebla ulegają całkowitej kryminalizacji. Zarówno klasa polityczna, jak i gospodarcza. W miarę postępującego rozkładu społeczeństwa amerykańskiego obserwujemy uwolnienie władzy od wszelkich ograniczeń.

Powiela ona ten sam rodzaj przestępczości, czy to na Wall Street, czy to w ramach państwa bezpieczeństwa i inwigilacji, które zapewniło sobie prawo do zabijania obywateli amerykańskich, zakładania podsłuchu bez nakazu sądowego, wykorzystania ustawy o szpiegostwie, aby zamknąć usta informatorom; paragraf 10-21 NDAA zezwala wojsku na aresztowanie obywateli amerykańskich, odarcie ich z właściwych procedur prawnych, bezterminowe zatrzymanie. Jest to cecha upadających społeczeństw. Sądzę, że znajdujemy się w dalece zaawansowanym stadium tego procesu.

Widzimy ten sam rodzaj gangsterskiej klasy politycznej wyłaniający się tutaj na wiele sposobów. Chris, w swojej książce („Dni zniszczenia, dni rewolty” przyp. tłum.) ilustrujesz położenie niereprezentowanych, biedniejszych klas Ameryki. Mocno kontrastuje z pozycją gangsterskiej elity. Czy uważasz, że podobne klasowe dychotomie staną się częstsze i bardziej wyraźne wraz z przyspieszającym systemowym załamaniem?

Chris Hedges: Tworzy się forma neofeudalizmu, która replikuje struktury władzy umiejscowione w literackiej dystopii Orwella „1984″. Mamy tam partię wewnętrzną stanowiącą od 2 do 4% populacji i partię zewnętrzną, którą jest aparat bezpieczeństwa, oficerowie korporacyjni, public relations – w rzeczywistości propagandyści – a pozostałe 85% kraju zredukowane jest do statusu nędzarzy-padlinożerców egzystujących na krawędzi. Właśnie taką strukturę budujemy, zarówno w kraju, jak i na świecie. Tworzymy globalny system, w którym elity nie odczuwają już szczególnej lojalności wobec państwa narodowego, z zadowoleniem eksploatują USA i resztę globu dla zysku.

Dlatego słyszymy, jak mówi się pracownikom, że muszą być konkurencyjni na rynku globalnym, co oczywiście oznacza bycie konkurencyjnym w charakterze pracownika sweatshopu w Bangladeszu lub osadzonego z więzienia pracy w Chinach. Zatem oszałamiającej dysproporcji pod względem zamożności dorównuje oszałamiająca dysproporcja władzy i obywatelskiej niemożności wpływania na ośrodki władzy. Całe prawodawstwo pisane jest przez lobbystów. Forma zalegalizowanej łapówki – nie zdołasz wygrać wyborów, jeśli nie służysz interesom korporacji. W ten sposób otrzymujesz postać taką, jak Obama, który funkcjonuje w istocie jako marka – bardzo skuteczna marka korporacyjnego państwa. Zabrnęliśmy bardzo daleko. Tego rodzaju rekonfiguracja, zniszczenie klasy robotniczej – która jest już w zasadzie skończona – atak na klasę średnią: oto obraz USA.

Mówisz o rozwijającym się neofeudalizmie. Powrócimy do upadku feudalizmu. Morris, jakie obserwujemy podobieństwa między rozpadem obecnego systemu a upadkiem feudalizmu?

Morris Berman: To bardzo ważne pytania, ponieważ dotyczą dużych formacji społeczno-gospodarczych. W swoich licznych argumentacjach odwoływałem się zazwyczaj do szkoły analizy systemów światowych Immanuela Wallersteina i Christophera Chase’a-Dunna. Stwierdzają, że kapitalizm na serio pojawił się około roku 1500. I wygląda na to, że „pożyje” 600 lat. Innymi słowy prawdziwa historia XXI wieku to powolna dezintegracja kapitalizmu na całym świecie. W rezultacie mogą wydarzyć się różne rzeczy, które czynią zjawisko fascynującym. Pod koniec średniowiecza nie tylko pojawiła się alternatywa – czyli kapitalistyczna formacja społeczno-gospodarcza – lecz także upadek innych instytucji w obliczu reformacji: kościoła katolickiego, praw boskich i tak dalej. Holenderski historyk Johan Huizinga napisał książkę „Jesień średniowiecza,” w której mówi o powszechnym zjawisku depresji psychologicznej u kresu epoki.

Można je także odnaleźć w sztuce Szekspira „Burza,” napisanej około roku 1600 – każda z postaci zdaje się balansować na skraju przepaści. Błyskotliwy dramat. Szekspir uchwycił to bardzo trafnie, był tego naocznym świadkiem. Realia wyglądają tak, że życie i mentalność definiowane są przez systemy, a systemy ulegają rozpadowi i ludzie tracą wszelkie poczucie znaczenia, czego rezultatem jest wszechobecna depresja. Kiedy jestem w USA, czuję to w powietrzu. Nie czuję tego na przykład w miejscu zamieszkania – Meksyku. Ale kiedy przechadzam się po USA, niemalże namacalne jest poczucie duchowej klęski. A to dlatego, że Amerykański Sen przeminął i nikt nie wie, co to oznacza. Nikt nie wie, gdzie ma się zwrócić. Tak się dzieje u schyłku. Sądzę, że jesteśmy świadkami identycznego procesu w odniesieniu do kapitalizmu. Jego przebieg dopełni się pochłaniając większą część stulecia.

Jednakże otwiera to możliwość wyłonienia alternatywy. Jedną z nich jest według mnie zjawisko, które nazywam ustalonym tokiem. W miarę dezintegracji kapitalizmu powstają eksperymenty alternatywne. Na przykład Hiszpania – która cierpi z powodu programu drakońskich „oszczędności fiskalnych” – ma prezydenta, który o niczym nie ma pojęcia. Jego wiedza ogranicza się do pożyczania pieniędzy z UE i przekazania ich finansjerze. Co raczej nie sprzyja rozwiązaniu problemów gospodarczych kraju. Podobnie jak większość przywódców krajów kapitalistycznych nie ma żadnej wizji. Będą dalej robić to, co robili dotychczas: jedyną odpowiedzią jest wzrost gospodarczy. Tymczasem to on stanowi problem. W wyniku klęski hiszpańskiego przywództwa rok temu było już 325 alternatywnych eksperymentów lokalnych z zakresu energii, waluty, czasowych banków itd. Oczywiście uaktywniły się ruchy secesyjne w Kraju Basków i Katalonii. To alternatywne eksperymenty, w ramach których ludzie próbują obmyślić inny sposób na życie. To obiecujący znak na horyzoncie – przedsięwzięcia promujące zrównoważony rozwój, non-profit etc. To jedna z możliwości. Inną jest to, że 1%, o którym mówił Chris, nie obchodzi systemowe nazewnictwo.

Nie dbają o to, czy system zowie się kapitalizmem czy wegetarianizmem czy komputeryzmem. Chcą jedynie utrzymać stosunki władzy, chcą dzierżyć władzę. Etykieta systemu gospodarczego jest bez znaczenia. Zatem model neofeudalny z nimi u steru i realizacją opisanego przez Chrisa scenariusza orwellowskiego jak najbardziej im odpowiada. Aby porządek ten utrzymać, musisz jedynie dysponować szwadronami dronów, które krążą nad amerykańskimi miastami i z wysokości pół kilometra potrafią odczytać godzinę z ręcznego zegarka; taką formą kontroli. A następnym krokiem będzie powstrzymanie rozpowszechnienia alternatywnych eksperymentów. Powstanie najskuteczniejsze państwo totalitarne. Zapowiada to batalię między konfiguracją neofeudalną i eksperymentami alternatywnymi. Może być o wiele bardziej znacząca niż sam zmierzch kapitalizmu, który z perspektywy czasu może wyglądać jak spacer po parku.

Rzucamy określeniami „elity”, „1%” mówiąc: „Hej to tylko korporacja, to tylko 1% ultra-bogaczy.” Kim są ci ludzie? Dlaczego im nie zależy? Czy możemy opracować system pozwalający na ich asymilację? W sposób oczywisty prowadzą wszystkich i siebie na zatracenie. Czy musimy utrzymać dotychczasowe systemy polityczne, aby zbudować coś nowego? Czy musimy odkryć na nowo znane nam polityczne idee? Jak z upływem czasu będzie wyglądać ten proces?

Chris Hedges: Niezbyt dobrze. Znajdujemy się w stanie upadku, tak jak inne, znane z historii cywilizacje. Sięgnijmy raz jeszcze do prac Redmana lub Taintera. Cywilizacje powstają, osiągają dojrzałość i upadają. Różnica sprowadza się do tego, że tym razem pociągniemy za sobą całą planetę. W trakcie rozpadu cywilizacje ulegają fizycznemu załamaniu i fragmentacji. Obserwujemy, jak bardzo przestraszone społeczeństwo wycofuje się z rzeczywistości – to niezdolność do konfrontacji z realiami, niemożność uznania oczywistej kruchości systemu i zbliżającego się upadku. W tym momencie elity uciekają się do rozwiązania notorycznie powielanego w historii ludzkości – opisując rzeczywistość sięgają po zwroty i żargon, które nie korespondują z realiami świata. Otrzymujemy bezdenną przepaść między językiem i faktami. Jednocześnie sami separują się fizycznie, zaszywają w odizolowanych twierdzach, Wersalu i Zakazanym Mieście.

Redaktor ‚New Yorkera” napisał, że elity żyją tak, jakby Stany Zjednoczone były Bogatostanem. Nie korzystają z komercyjnych linii lotniczych, angażują się w niekontrolowany hedonizm. 1% akumuluje coraz więcej bogactwa, a dolne 80% Amerykanów żyje za coraz mniej. Odłączają się od rzeczywistości, nie rozumieją cierpienia mas, które są represjonowane z coraz większą zaciekłością. Zasoby są eksploatowane z coraz większym zapamiętaniem. Tym są piaski bitumiczne i szczelinowanie horyzontalne. Topnienie arktycznego lodu postrzegają jako biznesową sposobność.

Wrzucają tam pół miliona wierteł, aby wydobyć resztki ropy naftowej, gazu ziemnego i minerałów. To szaleństwo. Imperium Rzymskie upadło w ten sposób, Imperium Sumerów, Imperium Majów. Nie jest to nowe zjawisko. Nowością jest to, że nie ma dokąd migrować. Nie ma innego, zastępczego adresu. Kiedy rozpoczną się globalne niedobory żywności i wody, nastąpi hobbesowska szamotanina o przetrwanie, która będzie bardzo przerażająca. W połączeniu – oczywiście – z ociepleniem klimatu, wzrostem poziomu mórz. W tym kierunku zmierzamy. Kiedy złożone systemy – jak określa je Tainter – upadają, następuje ich rozczłonkowanie, podział na pewnego rodzaju monastyczne enklawy; niektóre z nich poradzą sobie lepiej niż inne.

Jeżeli nie dojdzie do radykalnej rekonfiguracji naszego stosunku do ekosystemu i jeśli nie odrzucimy absurdalnego przekonania, że nieograniczona ekspansja – która jest motorem kapitalizmu – to napędowy model cywilizacji przemysłowej, to jesteśmy skończeni, ponieważ te same techniki, które są wykorzystywane do rozrostu gospodarki – czyli przede wszystkim zadłużenie i eksploatacja coraz bardziej brudnych zasobów wydobywanych z coraz większym trudem – przyspieszają rozpad. Systemy te stały się systemami śmierci. Faktem jest, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Pogrążeni są w transie elektronicznych halucynacji, które nie tylko mają zdolność tworzenia fałszywej rzeczywistości, ale są bardzo skuteczne w powstrzymywaniu ich przed myśleniem. Dlatego nie posiadam telewizora, nie używam tweetera, nie mam profilu na Facebooku, witryny internetowej. Wokół swojego życia buduję mur, aby każdej nocy czytać. Zerwaliśmy z kulturą opartą na słowie pisanym na rzecz kultury zdominowanej przez obrazy tworzone głównie przez korporacje. Stworzyły one – z pewnością w USA – kraj wyedukowanych idiotów.

Morris Berman: Jedną z interesujących kwestii dotyczących elektroniki – sprzętu, obrazów itd. – jest towarzysząca jej propaganda, która mówi: „To jest postęp!” Posiadanie sprzętu i dostępu do tych obrazów oznacza, że wiesz, co się naprawdę dzieje, słyszysz ostatni krzyk techniki. Ludzie na ulicach przyklejeni są do smartfonów. Wszystko stanęło na głowie. Jeśli naprawdę chciałbyś funkcjonować w sposób inteligentny, pozbyłbyś się tych śmieci, odciął od nich, usiadł i przeczytał prace antropologów o rozpadzie społeczeństw, czy nawet niedawny artykuł Davida Stockmana z „The New York Timesa” zatytułowany „Zachód słońca w Ameryce.” Byłem oszołomiony, że Times opublikował taki esej! A przecież wśród mediów wypierających się rzeczywistości publikacja ta okupuje szczyt listy. Rzeczywistość została całkowicie odwrócona, a ludzie są w transie: „Zamiast władzy politycznej mam władzę osobistą, bo dzierżę gadżet!” Czy można ulegać większym urojeniom?

Chris Hedges: To nie jest władza osobista. To iluzja władzy. Tak jak głosowanie w „Mam talent”. Ktoś nazwał to „partycypacyjnym faszyzmem”. Głosujesz i uczestniczysz w tym, co nieistotne i bez znaczenia. Zostajesz całkowicie odcięty od rzeczywistego uczestnictwa i rzeczywistych mechanizmów władzy, które determinują bieg twojego życia.

Morris Berman: Ale żargon prawi o osobistej emancypacji, wolności i władzy, ponieważ możesz sięgnąć po gadżet i zamówić parę dżinsów. Posiadasz osobistą władzę kontrolowania swojego życia w bardzo ograniczony sposób. Na tym polega złudzenie. Masz rację – to żadna władza.

Chris Hedges: Masz władzę konsumenta. Nie masz władzy obywatela. Sheldon Wolin bardzo trafnie uchwycił to w swojej książce „Demokracja S.A.” Pisał o naszym systemie odwróconego totalitaryzmu, najskuteczniejszej formie kontroli politycznej. Właśnie to złudzenie prowadzi do politycznej bierności. Podparte dostępem do kredytu – który teraz w oczywisty sposób wysycha – i masowej produkcji tanich artykułów konsumenckich. Są to dwa najważniejsze polityczne „smoczki.”.

Autor bardzo choruje, lecz zapytałem go kilka lat temu, co się wydarzy, kiedy nie będzie kredytu, a masowo produkowane towary przestaną być tanie. Czy system odwróconego totalitaryzmu przekształci się w bardziej klasyczną formę totalitaryzmu? Powiedział, że tak zapewne się stanie. I myślę, że obserwowaliśmy do tej pory dystopijną wizję Huxleya, która traktuje o hedonizmie, konsumeryzmie i konsumpcji jako formie kontroli politycznej. Jako że nie można jej już dłużej utrzymać, ustępuje dystopijnej wizji Orwella, która jest o wiele bardziej bezwzględną i jawną formą kontroli, rodzajem żelaznej pięści: tortury, bezzałogowe samoloty na niebie, odarcie z praw obywatelskich, kryminalizacja wszystkich form sprzeciwu. Często debatowano, który z pisarzy miał rację – okazuje się, że obaj.

Morris Berman: Masz słuszność mówiąc, że ewoluujemy w tym kierunku. Ale sądzę, że wciąż dominuje model Huxley’a. Jako blogger otrzymuję dużo komentarzy typu: „Czuję się bardzo odizolowany, ponieważ każda próba poruszenia tych kwestii w pracy lub w domu, z rodziną, przyjaciółmi lub sąsiadami – przy założeniu, że taka relacja w ogóle istnieje – natychmiast spotyka się z reakcją: ‚Masz takie negatywne nastawienie. Do niczego to nas nie zaprowadzi.’” Zatem krytyka, a nawet samo postawienie pytania lub uniesienie brwi zdaniem co najmniej 90% społeczeństwa amerykańskiego oznacza pesymizm i „Nie chcemy o tym słyszeć!”.

W tej sytuacji użycie dronów zakrawa na dużą przesadę, bo każdy stał się swoim osobistym dronem! Nad każdym unosi się napis „Nie będziemy o tym rozmawiać!” Ostatecznie bez znaczenia jest fakt, że niewielki skrawek populacji czyta w nocy, nie posiada telewizora i pozostaje w oderwaniu; ludzie ci nie są w stanie niczego zmienić, bo kiedy wyjdą z domu i zapytają pierwszą spotkaną osobę, „Czy wiesz, kim jest Bradley Manning?” – w odpowiedzi zobaczą puste spojrzenie. Kobieta z „CounterPunch” przeprowadziła miesiąc temu podobną sondę: nikt nie miał bladego pojęcia.

Chris Hedges: Nikt też nie wie, czym jest NDAA. Ale to nie znaczy, że sytuacja nie eksploduje. Zdarzy się to, co nastąpiło, kiedy relacjonowałem wojnę w Jugosławii – dochodzi do eksplozji i nie ma racjonalnego zrozumienia dlaczego. A to jest bardzo niebezpieczne. Myślę, że elity doskonale wiedzą, że status materialny, materialna konsumpcja przeciętnego Amerykanina i przeciętnego obywatela uprzemysłowionego świata będzie pogarszać się w coraz szybszym tempie. Marks miał w tym sensie rację: nieskrępowany, nieuregulowany kapitalizm jest siłą rewolucyjną, nie zna granic.

Wszystko zamienia w towar aż do wyczerpania i upadku. Istoty ludzkie są towarem, świat przyrody jest towarem. Problemem jest to, że w system ten wbudowane jest – i znów odwołajmy się do Marksa lub Poglianiego – nieuniknione samounicestwienie. Dosłownie skonsumujemy ekosystem, aż nie pozostanie już nic do skonsumowania: w tym momencie wszyscy pójdziemy na dno. A gdy społeczeństwo się wymeldowuje – wystarczy przyjrzeć się okresowi zmierzchu imperiów, pracom Cycerona czy Josepha Rotha opisującego koniec Cesarstwa Austro-Węgier – proces przebiega tak samo: problemy, w obliczu których stoi imperium są tak ogromne i nie do pokonania, że ludzie dobrowolnie szukają schronienia w fantazji.

Zatem wszystko staje się powiększoną repliką Wyspy Wielkanocnej. Przybysze osiedlają się na obszarze 165 km kwadratowych. W pierwszym wieku jest mnóstwo wody, mogą więc przetrwać dzięki owocom morza i palmowym winie. Następnie tworzą hierarchię – kastę duchownych i szlachty. Populacja pęcznieje, zasoby naturalne zaczynają znikać, lasy są pożerane, gleba ulega erozji. Coraz większe połacie ziemi karczuje się na opał. Następuje eksplozja populacji szczurów. Eksploatacja przyrody prowadzi do jej unicestwienia. Na koniec wyspiarze cały swój czas poświęcają na tworzenie czegoś, co antropologowie nazywają kultem kryzysowym – wznoszą gigantyczne, kamienne monolity i zabijają się nawzajem. Myślę, że ze względu na to, że nie jesteśmy w stanie skonfrontować się z tym, co się z nami dzieje, tworzymy w zasadzie – wspomniałeś elektroniczne halucynacje i fałszywe poczucie upodmiotowienia – bogów, aby ich czcić, podczas gdy świat rozpada się wokoło.

To przeraża mnie najbardziej: gdy upadek dopełni się i będziesz nieprzygotowany emocjonalnie i psychologicznie, zaatakujesz w gwałtownym amoku i obłędzie. Raz jeszcze powróćmy do wojny w Jugosławii: tak właśnie się stało. Wojnę wywołało załamanie gospodarcze Jugosławii; tak samo było w Weimarze. Ale ludzie nie rozumieli otaczających sił. Wówczas zatracasz się w myśleniu magicznym. Niestety, ze względu na woal nowoczesnej technologii powielamy tradycyjny upadek nie tylko w sensie fizycznym, lecz także psychologicznym. (…) Eksplozja kultury broni, masowych zabójstw i strzelanin – zdaje się, że od czasu masakry w szkole w Connecticut byliśmy świadkami ponad 500 strzelanin – jest objawem bezsilności, wściekłości i polaryzacji przebiegającej wzdłuż linii podziału rasowego.

Skoro mówimy o przemocy, mam pytanie: dlaczego tak wielu ludzi kieruje swoją agresję na sąsiadów, osoby z otoczenia, a nie przekuwa jej w dążenie do systemowej zmiany?

Chris Hedges: Freud rozumiał to doskonale. Zabijasz ze względu na to, co nazwał narcyzmem małych różnic. Potrzebny jest ten właśnie rodzaj absurdalnej cechy. Powróćmy do wniosku, który sformułowałem wcześniej: nie rozumiesz, co się dzieje i następnie chwytasz się tych irracjonalnych, niedorzecznych przyczyn upadku – weimarska kampania przeciwko Żydom, atak Serbów na muzułmanów lub nasza agresja wobec muzułmanów i homoseksualistów (ci ostatni zdają się padać ofiarą bez względu na miejsce i czas, intelektualiści podobnie) – funkcjonują protofaszystowskie siły, które winą za moralny i fizyczny upadek państwa narodowego obarczają te społeczności, który zawsze są marginalizowane, kruche i praktycznie bezbronne.

Mamy zatem w USA potężną siłę skupioną wokół chrześcijańskiej prawicy, Tea Party i frakcji milicyjnych, bardzo dobrze finansowaną przez braci Koch i innych; są gotowi do konfrontacji. Jeżeli centrum nie będzie już w stanie utrzymać wszystkiego w ryzach, siły te mogą zostać spuszczone ze smyczy. Wykonają swoją robotę w imię państwa, skierują uzasadniony gniew i poczucie zdrady nie tam, gdzie powinny, ale na gejów, nielegalnych pracowników, liberałów, feministki; lista pogardzanych przez nie osób jest długa. Tak było Jugosławii, tak jest w większości państw, które nie są w stanie funkcjonować; to także potężny element wydarzeń zachodzących w skorodowanym ciele politycznym USA.

(…) Kiedy odczuwasz bezradność, swoje poczucie władzy odnajdujesz poprzez identyfikację z kulturą militarną. Ludzie, którzy kwestionują słuszność i sprawiedliwość ‚wojskowej sprawy’ w istocie spychają cię do miejsca, w którym czułeś całkowitą impotencję, dlatego w odpowiedzi atakujesz z taką furią. Tak się dzieje na początku każdej wojny. Oczywiście z czasem ulega to przeobrażeniu. Ale w fazie początkowej każdy krytyk wojny lub osoby, które powstają i kwestionują militarny projekt traktowane są z niebywałą wściekłością. Furia to jedyne właściwe określenie. Kiedy (przed naszą napaścią na Irak) wracałem do swojego biura w „The New York Timesie”, zastawałem automatyczną sekretarkę po brzegi wypełnioną najbardziej jadowitymi, przepełnionymi nienawiścią epitetami rozmówców z całego kraju. Byłoby ich więcej, ale pojemność kasety była ograniczona. Zawsze jest tak samo. Jeśli spojrzymy na kulturę wojny – zwłaszcza na początek wojen, kiedy to armia jest sakralizowania – każdy, kto zabiera głos mówi nie tylko o słusznej sprawie i narodzie, ale komunikuje coś naprawdę głęboko osobistego – tak było z ludźmi, którzy do momentu rozpoczęcia wojny w Iraku czuli całkowitą bezsilność.

Z pewnością zmienia się tok narracji. Nasze media i nasza machina polityczna jest bardzo dobra w konstruowaniu tej narracji. Ale pod spodem słychać już dudnienie zachodzących zmian. Co powinniśmy robić w obliczu upadającej kultury? Jakie obrać cele myśląc o znaczącym działaniu? Chris byłeś w wielu upadających państwach – jaką lekcję powinniśmy wyciągnąć i przenieść na rodzimy grunt?

Chris Hedges: Jeżeli nie zajdzie błyskawiczna zmiana w sposobie wykorzystania ekosystemu i naszej z nim relacji, nie będzie żadnej przyszłości. Dla nikogo. Skończymy w strugach kwaśnego deszczu. W tę stronę zmierzamy. Moje małe dziecko, najmłodszy syn, ma pięć lat. Jego ulubioną książką jest „Out of the Blue” ze zdjęciami Norwell. Kiedy widzę, jak je przegląda, krwawi mi serce. Bo wiem, że jeśli nie wyrwiemy kontroli nad naszą polityką energetyczną z rąk przemysłu paliw kopalnych, każde z tych zwierząt wyginie za jego życia. Destrukcja klimatu jest spowodowana przez drapieżny, korporacyjny kapitalizm. Złamanie totalitarnych, autokratycznych systemów następuje tylko wtedy, kiedy żołnierze elit zaprzestają użycia przemocy niezbędnej do ochrony ich pracodawców. Relacjonowałem z byłego NRD. Honecker wysyła oddział komandosów do Lipska, aby otworzył ogień do tłumu.

Żołnierze odmawiają wykonania rozkazu. Honecker wypada z gry w ciągu tygodnia. To samo wydarzyło się w Piotrogrodzie. Podczas zamieszek żywnościowych władze wysyłają Kozaków z misją pacyfikacyjną. Ci bratają się z tłumem. Car kończy w wagonie kolejowym. Nigdy nie dotrze do Piotrogrodu – abdykuje na kolejowej bocznicy. Tak działa rewolucja. Nie jestem na tyle naiwny, aby stwierdzić, że to coś zmieni. Jednakże czuję pewnego rodzaju moralny imperatyw, aby powstać i walczyć z tymi siłami, bo jestem ojcem. Nawet jeśli poniosę klęskę – i jeśli mnie zapytasz, w chwili racjonalnej refleksji przyznam, że szanse na powodzenie są znikome – to uważam jednak, że tak dalece zdradziliśmy następne pokolenia, że chciałbym przynajmniej, aby moje dzieci mogły spojrzeć wstecz i powiedzieć: „Próbował”.

Zatem nie mam zamiaru się poddać. I choć czasem dopada przygnębienie, będę próbował. Właśnie pozwałem Obamę w Sądzie Najwyższym i nawet wygrałem. Nie udaję, że ma to wielkie znaczenie. Wychodzę na ulicę i daję się zaaresztować z protestującymi z ruchu Okupuj Wall Street przed siedzibą banku Goldman Sachs i Białym Domem. Nie położę uszu po sobie. Nie zamierzam im niczego ułatwiać. Odwołamy się przynajmniej do Camus i samej idei buntu – nawet w obliczu ostatecznego fiaska – jako sposobu na wyrażenie własnej indywidualności, własnej godności i sprzeciwu wobec sił zdeterminowanych wykończyć nas w imię zysku. Dlatego rurociąg Keystone XL jest tak istotnym projektem. Nie ma wątpliwości, że Obama podpisze budowę północnego odcinka. Naprawdę musimy skonfrontować się z wyborem formy oporu. W jaki sposób wyrazimy bunt, kiedy formalne mechanizmy władzy zignorują potrzeby, niepokoje, zdrowie i prawa zwykłych obywateli? Jakie będą mechanizmy reakcji? Wszystkie pochodzić będą spoza formalnych systemów władzy i ostatecznie mogą okazać się nieskuteczne. Ale uważam, że bunt jest powinnością i dlatego to robię.

Morris Berman: Robert N. Bellah, socjolog z Berkeley, ukuł sformułowanie zależność od ścieżki. Następuje ona wówczas, kiedy system osiąga punkt, w którym zwrot, wycofanie nie jest już możliwe. Sądzę, że tak jest w przypadku USA. I dlatego w moim odczuciu większy sens miało opuszczenie kraju. Żyda, który pozostał w Niemczech po roku 1936 nie nazwałbym odważnym, tylko chorym psychicznie. Musi przebiegać granica, po przekroczeniu której stwierdzasz: „Zwijam manatki, to po prostu nie ma sensu.” Moses Maimonides w „Przewodniku dla skonfundowanych” zapisał znakomite zdanie, które zawsze lubiłem: „Charakter definiuje gotowość zejścia z drogi głupcom, a nie podbicia ich.” Nie mogę podbić tych głupców. Pytanie o życie brzmi: Co chcesz sensownego w nim zrobić? Praca, którą wykonuje Chris ostatecznie ma ogromne znaczenie. Nie dlatego, że coś zmieni – nie sądzę, aby zmieniła cokolwiek. Jej waga zawiera się w pozostawionym dla potomnych zapisie historycznym.

Źródło: Fragmenty wywiadu z Chrisem Hedgesem i Morrisem Bermanem w audycji „Extraenvironmentalist.”

Data: 20 maja 2013

Tłumaczenie: exignorant

Link: http://exignorant.wordpress.com/2013/07/02/rozpad-systemowy-zmierzch-kultury-upadek-imperium-neofeudalizm-orwell-i-spoleczna-nieswiadomosc/

Dostępne przekłady esejów autora (Chrisa Hedgesa) na stronie ExIgnorant:

Nowa wspaniała dystopia”, “Odnajdując wolność w kajdankach”, “Na wojnie morderstwo nie jest anomalią”, “Karierowicze”, “Wojna w cieniu”, „Mit ludzkiego postępu”, „Dni zniszczenia, dni rewolty”

Stracone pokolenie. Czy czeka nas szok przyszłości?

Stracone pokolenie. Czy czeka nas szok przyszłości?

spoleczenstwo i cywilizacja stracone pokolenieCytuję: „To nie jest nagranie o straconym pokoleniu, jak może się wydawać po przeczytaniu tytułu. Nie przedstawia ono degeneracji dzisiejszych młodych ludzi ani ich płytkiego życia. Także nie o chamskim obyciu wobec osób starszych wiekiem.

Także nie o iluzji pustych uciech, sprawiedliwości i prawdziwych priorytetach. Nie o pozbawionym sensu i celu świecie konsumpcyjnym, ani o odnalezieniu tego sensu w czasach dawniejszych. Jak i nie o starciu czasów dzisiejszych i przeszłych, pożądania i uczucia, prawdziwego piękna i pełnej tony makijażu ułomności. Poniższe nagranie video nie jest o wstydzie za współczesnością i dumie z rzekomo chwalebnej przeszłości.

A mówiąc ściślej: nie tylko o tym.To jest film o przezwyciężeniu. O tym, że zło można przezwyciężyć, i że należy koniecznie to zrobić! Nie jutro, nie w nowej generacji, nie w przyszłości, ale tu i teraz. Każdy z nas, ludzi, może przezwyciężyć swoją własną ignorancję i małostkowość. To zło, które kreuje się na takie oczywiste i nieuchronne.

Przesłaniem poniższego filmu jest to, iż prawdziwe i fałszywe chodzi obok na tym samym odcinku drogi, i w Twej mocy, człowiecze, pozostaje kwestia, czy wybierzesz jedno, czy drugie. Pójść następnym razem upić się jak zwierzę czy wychować dziecko, które świadome, będzie czynić dobro. I mieć tym samym wpływ na kształtowanie przyszłych generacji – naszego dziedzictwa.”

Źródło tekstu i nagrania – Treborok:
https://www.youtube.com/user/treborok

Jaka będzie przyszłość Ziemi? Cywilizacja, nasz wspólny gruchot

Jaka będzie przyszłość Ziemi? Cywilizacja, nasz wspólny gruchot

Źródło obrazka: http://ziemianarozdrozu.pl/

Źródło obrazka: http://ziemianarozdrozu.pl/

Przewidywanie przyszłości Ziemi zawsze przypomina wróżenie z fusów. Nie jesteśmy w stanie wziąć wszystkich czynników pod uwagę. Jedno z przysłów mówi:

Jak będzie? Będzie tak samo, tylko że więcej„.

To zdanie mówi aż za wiele. Będzie tak samo – ponuro, głupio, bezsensownie.. Tylko będzie więcej. Więcej czego?

Ludzkość wpadła w zasadzkę prymatu ilości nad jakością. Dotyczy to szczególnie myśli neoliberalnej. Neoliberalizm jest takim samym niewolnictwem dla narodów, jakim kiedyś był faszyzm.

Mylnie uważamy, że wzrost gospodarczy oznacza wytwarzanie / generowanie coraz większej i większej ilości dóbr, usług, zer na koncie. Nie widzimy w tym jakości. Doskonale ten fakt oddaje zjawisko tzw. „spisku żarówkowego”.

Polega ono na celowym produkowaniu szmelcu, tak, by szybko się psuł, wymuszając na ludziach ciągłe kupowanie nowych modeli. Urządzenia wyprodukowane w czasie PRLu działają często po dziś dzień, za to wystarczy spojrzeć na dzisiejsze smartfony. Wiele z nich ma popękaną, zbitą szybkę, bo producent stosuje kiepskie materiały, i byle upadek z pół metra wysokości psuje te urządzenia. Bo gdy będzie się stosować zbyt dobre materiały, nie zarobi się.

Jesteśmy zajęci produkowaniem / generowaniem coraz większych i większych ilości, zapominając, że realna, zdrowa gospodarka musi mieć też zdrowe podstawy. I dlatego mamy kryzys. 30 bilionów dolarów zadłużenia w skali globu (3 biliony dolarów zadłużenia ma sama Polska), kwadryliony pustych dolarów bez pokrycia, wygenerowanych w celu finansowych spekulacji.

Cytuję: „Fałszywy rozwój, druk fałszywych pieniędzy, fałszywy wzrost PKB, wytwarzanie podrobionych towarów i usług.. Zmusza nas do spożywania fałszywej żywności, ponieważ nie możemy sobie pozwolić (nie stać nas) na prawdziwy pokarm, ponieważ nie mamy realnego wzrostu, nie mamy realnej gospodarki, nie mamy prawdziwego przemysłu, mamy tylko podróbki

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

Cywilizacja przemysłowa: nasz wspólny gruchot

Cytuję: „Mój przyjaciel i ja żartujemy z techno-optymistów. Zmarnowaliśmy dość czasu oddając się internetowej lekturze przepowiedni samozwańczych technokratów, transhumanistów, a nawet optymistycznych liberałów, którzy z nimi przestają, promując obraz przyszłości, którego nieskazitelna sterylność i postępy bliskie są utopii. Optymizm ten powszechnie podziela młodsze pokolenie, które nie zadaje sobie trudu, aby ogarnąć całokształt zniszczenia dokonanego na naszej planecie i jej ekosystemach na przestrzeni ostatnich kilkuset lat.

Rozwój technologii komunikacyjnej każe ludziom wierzyć, że wszystko jest możliwe i w zależności od politycznego wyznania argumentują, że korporacje, rząd, kapitaliści lub pewna ich konfiguracja to jedyna bariera stojąca między nami i wolną od pracy przyszłością globalnej równości i obfitości. Wycieczka do sklepu Apple i egzemplarz Mechaniki popularnej kształtuje najwyraźniej nie tylko rozumienie tego, co ludzie mogą zrobić, lecz co powinni zrobić.

W techno-utopistach frustrujące jest to, że w ich mniemaniu samo powołanie się na daną technologię ma nas niby przekonać, że wspomniana technologia dysponuje już kompletnym wachlarzem systemów niezbędnych do globalnego wdrożenia i można ją bez wysiłku proporcjonalnie rozbudować, aby zastąpiła technologie obecne. Ponadto wywód techno-optymisty brzmi tak, jakby technologie istniały w ekologicznej próżni, gdzie mogą być projektowane, produkowane, implementowane, wykorzystywane, modernizowane i ostatecznie demontowane – kiedy nowe rozwiązania nieuchronnie czynią je zbędnymi – bez szkód wyrządzonych ekosystemom i żyjącym społecznościom.

Argumentując za społeczeństwem świetlanej przyszłości zafundowanej nam przez te właśnie technologie, zwolennicy zazwyczaj dyskwalifikują ich potencjalne wady przywołując inny, kolejny, a potem następny hipotetyczny wynalazek lub metodę, tworząc fraktalny wszechświat innowacji, które dzisiaj zasadniczo nie istnieją, ale mamy wierzyć, że ocalą nas przed serią kryzysów, których zgubne konsekwencje chłoszczą nas już teraz.

Techno-optymiści mówią o Prawie Moore’a i podwajaniu mocy obliczeniowej, które doprowadzi do powstania komputerów mądrzejszych od ludzi już za kilka dziesięcioleci. Nie jestem pewien, co takiego miałyby nam zapewnić te niesłychanie bystre maszyny. Bit-monety? Porno 3-D? 42?

Oto obrzeże nory króliczej. Produkcja komputerów wiąże się z wielkim kosztem środowiskowym i materialnym. Wytwarzane są przy użyciu metali ziem rzadkich, plastiku, miedzi, słodkiej wody, niewolniczej pracy w kopalniach, bliskiej niewolnictwu pracy w fabrykach, urządzeń górniczych napędzanych paliwami kopalnymi, paliw kopalnych przekształconych w materiały, linii montażowych zasilanych paliwami kopalnymi, globalnego transportu i dystrybucji, aby ostatecznie wyjść z mody i trafić w okolice trzeciego świata do “recyklingu” – biedni autochtoni spalają je, aby wydobyć jakiekolwiek wartościowe elementy. Oczywiście techno-optymista najpewniej zamieszkuje zamożne państwo i widzi głównie korzyści technologii, a nie jej wady. Prawdopodobnie nigdy nie montował iPada i nie spędził trzech dni pod ziemią wydobywając ręcznie koltan pod czujnym okiem strażnika uzbrojonego w AK-47.

Na naszych oczach rozgrywają się bardzo realne kryzysy. Rozwiązania tych kryzysów należało wdrożyć dekady temu. Zmiany klimatu, peak oil, wylesianie, wymieranie gatunków, utrata górnej warstwy gleby – należało zająć się nimi wiele dziesięcioleci temu. Dyskutowanie nie naprawi niczego. Skandowanie w kółko sloganów “panele słoneczne, turbiny wiatrowe, olej konopny” nie rozwiązuje spadku energii netto, zwłaszcza, kiedy w obrazie ogólnym kapitalizm przemysłowy wyraźnie zdecydował, że rusza pełną parą ze szczelinowaniem hydraulicznym zamkniętej ropy i gazu [łupki] oraz wydobyciem odkrywkowym piasków bitumicznych i złóż węgla niskiej jakości. Trudno włączyć się w jakikolwiek optymizm, który nie chce się rozejrzeć i dostrzec, że technologia – dzisiaj, w tym momencie – nie ratuje sytuacji. Technologia wykorzystywana jest, aby utrzymać status quo, kiedy pociąg cywilizacji przemysłowej pędzi w stronę wąwozu.

***

Technologia kosztuje. Istnieją koszty ekologiczne obszarów zniszczonych w celu wydobycia surowców. Istnieją koszty ekologiczne pozyskiwania energii niezbędnej do zasilania silników i elektroniki. Istnieją koszty ekologiczne wyrzucania popsutych i przestarzałych maszyn i produktów. Istnieją koszty ludzkich społeczności – przesiedlonych, trapionych chorobami i zabijanych przez aktywność wydobywczą i wdrażanie technologii. Istnieją koszty ludzkie zubożenia siły roboczej, która czołga się w kopalniach miedzi, pracuje na liniach montażowych, marnieje w biuro-celach i haruje w polu zbierając warzywa, aby utrzymać przy życiu całą resztę.

Istnieją koszty energetyczne, ponieważ każda technologia karmi się energią. Samochód elektryczny potrzebuje prądu przepływającego przez sieć elektroenergetyczną – aktualnie ta elektryczna energia wytwarzana jest głównie przez spalanie węglowodorów. Energia jądrowa nie wymaga dyskusji o związanych z nią zagrożeniach, a wszystkie gruszki na wierzbie określane mianem “odnawialnych źródeł energii” zależą od procesów przemysłowych i nie są wieczne.

James Kunstler napisał książkę na temat optymizmu techno-fetyszystów, którzy najwyraźniej nie wykonują prostych obliczeń kosztów społeczeństwa technologicznego. W Zbyt dużo magii Kunstler opowiada anegdotę o wizycie na kampusie Google, gdzie wygłosił referat. Po opisaniu biur “przyozdobionych” batonikami i grami wideo, relacjonuje przebieg sesji pytań i odpowiedzi, która nastąpiła po odczycie, i którą podsumowało zbiorowe oświadczenie pracowników: “Facet, mamy technologię“. Kuntsler pisze:

“Zakomunikowało mi to rzecz dość przerażającą: kierownictwo i programiści Google nie rozumieją różnicy między technologią i energią. Zakładają, że są one wymienne, że jeśli zabraknie jednego, wystarczy podłączyć drugie, co jest niezgodne z rzeczywistością.

Widząc zdziecinnienie w wystroju i rozmieszczeniu biur, strojach i zachowaniu pracowników Kunstler uświadamia sobie, że kręgosłupem biznesowego modelu Google jest radosna twórczość:

“Infantylne myślenie w Google było logicznym przedłużeniem kultury korporacyjnej: wiara w magię, w tym przypadku magię zaawansowanej technologii. Wielu pracowników wysokiego szczebla, z którymi rozmawiałem tego dnia na sali, stało się milionerami jeszcze przed trzydziestką (za sprawą akcji Google), głównie dzięki przesuwaniu myszką pikseli po ekranie, czyli dzięki komputerowym czarom. Magicznie uzyskali fortunę magię czyniąc. W naturalny zatem sposób są oni prawdziwymi wyznawcami technologicznej magii, a co za tym idzie prawdziwie wierzą, iż każdy problem, w obliczu którego stoi ludzkość można rozwiązać poprzez zastosowanie technologicznej magii.”

Postawa, którą opisuje Kunstler jest powszechna pośród mas Zachodu. Za rozsądne należy uznać założenie, iż częściową winę ponosi za to rozwój technologii dostępnej ogółowi społeczeństw krajów bogatszych. Dwadzieścia pięć lat temu było Nintendo, a teraz jest Playstation 4. Zanim pojawiło się którekolwiek z nich, dzieci bawiły się na podwórku. Dwadzieścia pięć lat temu telefon bezprzewodowy był cudem, teraz praktycznie z dowolnej lokalizacji możesz “wyćwierkiwać” swoje złote myśli na dotykowym ekranie smartfona.

Tak, postęp technologii komputerowej przebiega wartko, podobnie jak jej dystrybucja wśród majętnych konsumentów. W tym samym czasie Hollywood zaprzęga technologię do opowiadania, tworząc wizualne spektakle, które mogą sprawić, że wyimaginowana rzeczywistość zdaje się być bardzo realna. Problem w tym, że historie z ekranu, które same opisują nieskrępowany rozwój technologii, ożywają w umysłach widzów, a oni zaczynają wierzyć, że nie oglądają fikcji, tylko reklamę świata jutra. Wreszcie życie nowoczesnej klasy średniej Zachodu jest na wiele sposobów odseparowane od fundamentów tego postępu.

Ludzie, którzy nabywają bez trudu ulepszane rokrocznie smartfony nigdy nie widzą terenów dewastowanych wylesianiem i odkrywkowym górnictwem w celu uzyskania dostępu do minerałów. Nie zamieszkują stref śmierci, gdzie rafinuje się paliwa kopalne, aby rakieta mogła wynieść satelitę w kosmos. Nie są wtajemniczeni w realia podłej pracy, która pozwala zaistnieć każdej z tych technologii. To właśnie sprawia, że tak zachwycająco magiczna jest technologia – pojawia się znikąd. Pewnego dnia po prostu materializuje się w sklepie i jest twoja! Nikt nie ogląda i nie kosztuje wiedźmowego wywaru z martwych ptaków wędrownych, martwych goryli, martwych lasów, martwych rzek i martwych ludzi, który magicznie technologię wyczarowuje.

Ta magiczna postawa jest produktem ubocznym życia w narodzie, który eksportuje walutę i zmusza świat do jej przyjęcia przystawiając do skroni pistolet. W kraju, w którym nie odbywa się “robienie”, sama hipoteza wystarczy za w pełni zaadaptowany i funkcjonujący proces. Produktywna rozmowa o niezliczonych kosztach każdej technologii, o łącznych kosztach wszystkich technologii nie wspominając, nie jest możliwa z kimś, kto myśli według schematu podłącz-i-graj. Wspomnij o globalnym spadku energii netto, a rozmówca skwituje: “glony”, “konopie” lub “słoneczna”, jakby problem nie był skomplikowany i pełen niuansów, tylko sprowadzał się do braku propozycji rzeczy, które możemy spalić.

Wspomnij o szczuplejących zasobach surowców lub eko-czystce związanej z ich pozyskiwaniem, w odpowiedzi usłyszysz “kopalnie na asteroidach” lub “drukarki 3-D”, jakby samo obmyślenie koncepcyjne stanowiło pierwszy i ostatni krok ku urzeczywistnieniu. Raz po raz starałem się opisać głębię nowoczesnego rolnictwa i jego mankamenty – zależność od paliw kopalnych, zanikanie górnej warstwy gleby, ścieki chemiczne, wyniszczanie bioregionów, uśmiercanie zapylaczy itp. – niemal jednomyślna odpowiedź jest mglistą kombinacją wyrazów “permakultura” i “klonowanie”. Oczywiście formułują ją ludzie, którzy nigdy własnoręcznie nie wydobyli z gruntu nawet jednego ziemniaka.

***

W zeszłym tygodniu w Karolinie Północnej do rzeki Dan trafiło trzydzieści tysięcy ton popiołu węglowego, kiedy pod zbiornikiem osłonowym pękła rura. W ubiegłym miesiącu doszło do dwóch ogromnych wycieków toksycznych chemikaliów do rzek w Wirginii Zachodniej – jeden z nich zatruł źródło wody ponad trzystu tysięcy ludzi. Kilka dni temu odkryto, że tama Wanapum w stanie Waszyngton ma dwudziestometrowe pęknięcie. Wystarczy dorzucić serię „incydentów”, w których eksplodowały gazociągi i ropociągi, aby samoczynnie nasunęła się myśl o kosztach konserwacyjnych.

Kiedy ludzie mówią o przyszłości i wszystkich rzeczach, które będą mogli stworzyć, sporadycznie uwzględniają wszystkie rzeczy już przez ludzi stworzone, które wymagają stałego utrzymania i serwisowania, aby uniknąć krytycznej awarii. W swoim krótkim filmie o szczelinowaniu hydraulicznym Josh Fox szczegółowo wyjaśnia, dlaczego betonowe osłony szybów gazowych muszą być wiecznotrwałe, aby zapobiec wyciekom gazu do wód gruntowych. Fox dokumentuje, że wytrzymałość tej betonowej obudowy gwarantowana jest na średnio dwadzieścia lat.

Wielu z nas posiadało samochód i wie, że z czasem cholerstwo zaczyna się sypać. Metal rdzewieje, płyny przeciekają, części psują się, i ogólnie entropia sieje spustoszenie aż uświadomimy sobie, że większy sens ma zezłomowanie pojazdu, niż próba jego naprawy. Cywilizacja przemysłowa jest naszym wspólnym gruchotem.

Skoro o autach mowa, USA Today donosi, że:

“Przeprowadzona przez Associated Press analiza 607.380 mostów z ostatniego Państwowego spisu mostów wykazała, że 65.605 obiektów sklasyfikowano jako ‘upośledzone strukturalnie’, a 20.808 jako ‘krytycznie uszkodzone’. Wśród nich 7.795 miało oba problemy – kombinację ‘czerwonych flag’, która zdaniem ekspertów ‘świadczy o znacznym rozkładzie i podobnym ryzyku zawalenia’. Mowa tylko o mostach. Transport wszystkich naszych techno-gadżetów, artykuły żywnościowe przemilczę, będzie wymagał dróg. Drogi wymagają stałych napraw. Naprawa dróg wymaga pojazdów na ropę i dobrze odżywionych ekip remontowych. Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Cywilnych w swojej cenzurce z roku 2013 przyznało drogom krajowym ocenę “2″.

Stowarzyszenie zrecenzowało również wodociągi. Najwyraźniej są w podobnie beznadziejnej kondycji jak drogi, ponieważ uzyskały identyczną notę “2″. Każdego roku dochodzi do 240.000 awarii wodociągów, co daje około 650 wypadków dziennie. Sieć energetyczna, która najwyraźniej posłuży za opokę całej fantastycznej technologii “Świata jutra” otrzymała “2+”.

Oczywiście moglibyśmy wieść pozbawione wygód życie bez autostrad, sieci wodociągowej i elektryczności, ale niepokój budzi załamanie istniejącej infrastruktury, które może okazać się zabójcze. Jak trzymają się amerykańskie elektrownie jądrowe? Dochodzenie Associated Press w sprawie postępującego procesu starzenia amerykańskich reaktorów jądrowych ustaliło, że:

“Federalne organy regulacyjne współpracują ściśle z przemysłem energetyki jądrowej w USA, aby zgodnie z normami bezpieczeństwa przedłużyć funkcjonowanie starzejących się reaktorów kraju poprzez notoryczne zaniżanie standardów lub zwyczajny brak ich egzekwowania. Według uzyskanej dokumentacji i wywiadów urzędnicy z amerykańskiej Komisji Nadzoru Nuklearnego (Nuclear Regulatory Commission – NRC) co rusz decydują, że wcześniejsze przepisy były zbyt surowe, argumentując, iż margines bezpieczeństwa może zostać przesunięty bez jakiegokolwiek ryzyka.

Przykładów jest zatrzęsienie. Gdy zawory zaczęły przeciekać, zezwolono na większe wycieki – 20-krotnie przekraczające pierwotny limit. Kiedy niepowstrzymana seria pęknięć spowodowała radioaktywne emisje z rur generatora pary, opracowano łatwiejsze testy rur, aby elektrownie mogły spełnić normy. Uszkodzone okablowanie, rozerwane uszczelki, połamane dysze, zatkane siatki, popękany beton, wgniecione zbiorniki, skorodowane metale i zardzewiałe rury podziemne – wykryto wszystkie wymienione i tysiące innych problemów związanych ze starzeniem. Każdy z nich może odpowiadać za eskalację zagrożenia w razie wypadku. Jednak mimo tak licznych problemów związanych ze starzeniem, żaden oficjalny organ rządu lub przemysłu nie zbadał w ostatnich latach całkowitej częstotliwości i potencjalnego wpływu podobnych awarii na bezpieczeństwo, nawet po tym, jak NRC przedłużyła licencje kilkudziesięciu [wiekowym] reaktorom.”

Kiedy dodamy do tego magazyny broni chemicznej i biologicznej, tysiące zakładów chemicznych, wytwórni nawozów sztucznych, szybów naftowych, rafinerii, instytutów badań jądrowych, okrętów atomowych i składowisk odpadów nuklearnych, nietrudno pojąć, że przekroczymy punkt, w którym większa część ludzkiego wysiłku podporządkowana będzie jedynie utrzymaniu tego, co zbudowała cywilizacja i mitygowaniu konsekwencji katastrof wywołanych przez starzejącą się i zrujnowaną infrastrukturę. Wszystko to ma przebiegać równolegle ze staraniami rozbudowy cywilizacji i jej możliwości technologicznych w chwili, kiedy “zasoby” rybne zanikają w coraz bardziej zakwaszonych oceanach, a górną warstwę gleby ze spieczonych suszą i niewłaściwie doglądanych pól rozwiewa wiatr.

***

Wiara w techno-utopijną przyszłość oznacza ignorowanie pojęcia malejących przychodów [zwrotów]. Fizyk Geoffery West wygłosił wykład Ted, w którym zademonstrował, że żywy organizm funkcjonuje według subliniowego, ograniczonego wzorca wzrostu. Oznacza to, że we wszystkich królestwach życia im większa jest masa istoty, tym mniej potrzeba energii per capita, aby rzeczony organizm utrzymać przy życiu. Naturalnie każda żywa istota ma optymalną wielkość i żadna nie rośnie wiecznie. West następnie wskazał, że ludzkie miasta działają na podobnej zasadzie, ale z tym wyjątkiem, że ich wzrost jest superliniowy i wraz z przyrostem populacji zwiększa się zużycie energii per capita niezbędnej do utrzymania tych systemów.

Sprawia to, że miast bez innowacji utrzymać niepodobna, z zastrzeżeniem, że innowacje, które zapobiegają ich upadkowi muszą same być przedmiotem innowacji implementowanych w coraz szybszym tempie. West pyta, czy zdołamy nadążyć. [Pytanie retoryczne: „Miasta muszą osiągnąć punkt, w którym będą zmuszone poruszać się nieskończenie szybko, aby utrzymać swoją homeostatyczną równowagę: osobliwość (ang. a singularity)” *]

W swojej prezentacji Geoffery West zwraca również uwagę, że rosnące miasto nie tylko wymaga wykładniczo większych wkładów energetycznych, ale z konieczności doświadczy gwałtownego wzrostu poziomu przestępczości, chorób i niezadowolenia. Czy nie jest zatem rzeczą oczywistą, że zapewniające podstawę wzrostu ludzkie innowacje nieumyślnie prowadzą do samozniszczenia? Każda nowa technologia-bandaż, która przedłuża agonię cywilizacji przemysłowej, sama jest chaotycznie fruwającym motylem.

Szczelinowanie hydrauliczne tymczasowo zrównoważyło spadki produkcji ropy, jednocześnie powodując trzęsienia ziemi, zatruwając wody gruntowe, dokładając się do zmian klimatu. Modyfikowanie genetyczne roślin uprawnych, zapewniające im odporność na herbicydy, doprowadziło do zwiększenia użycia tychże herbicydów, które z kolei zwiększyło toksyczność ekosystemów i spowodowało, że chwasty przystosowały się do substancji chemicznych. Wczorajsze rozwiązanie staje się dzisiejszym problemem. W końcu dzisiejsze rozwiązanie będzie jutrzejszym kataklizmem.

Kiedy West zwraca się do hordy technofilów za pośrednictwem zestawu słuchawkowego, przyziemna rzeczywistość jego wniosków w oczywisty sposób ginie. Innowacyjność nie jest magią. Zasoby naturalne i środki, które czynią innowacje możliwymi nie są nieograniczone. W tej chwili globalna energia netto gwałtownie spada. Nowe źródła energii – począwszy od “zamkniętej nafty”, a skończywszy na panelach słonecznych – nie dodają dość energii, aby uzupełnić straty, gdy konwencjonalne pola roponośne osiągają i przekraczają swój produkcyjny szczyt.

Wynalazki ludzkości nie są ponadczasowe. Innowacje mogą przynieść okresowe korzyści, ale jak w przypadku elektrowni jądrowej czy gazowego szybu wymagają coraz więcej ulepszeń i napraw. Tego wariackiego wyścigu pod górę, po coraz bardziej stromym zboczu, człowiek industrialny wygrać nie może. W międzyczasie określona klasa ludzi uczestniczy w tym wyścigu wrzucając całą resztę do pieca rozwoju i postępu. Kiedy w końcu osiągniemy punkt załamania, cywilizacja nie tylko utraci zdolność do innowacji i wzrostu, lecz także do powstrzymania swoich drzemiących zabójców.

Tłumaczenie: exignorant

Więcej na temat ustaleń prof. Geoffery’a Westa w III rozdziale eseju: „Pochwała anarchii (braku hierarchii)”.

Źródło: http://exignorant.wordpress.com/2014/03/16/cywilizacja-przemyslowa-nasz-wspolny-gruchot/