Tag: psychika

Wczesna, podświadoma trauma dziecka. Dotyczy to całej ludzkości

dziecinstwoW swoich wpisach poświęcam dość często uwagę tematyce wczesnych traum i konfliktów, jakie zawiązują się w psychice dziecka.

Zwracam szczególną uwagę na kilka spraw, mianowicie:

-świat jest tak zaprojektowany, że 100% ludzi bez wyjątku doświadcza różnych traum. Jest ich bardzo, bardzo dużo w pierwszych latach życia. Sam proces wychowawczy można przyrównać do mentalnej lobotomii. Jedną z najważniejszych traum zapisujących się w podświadomości jest poród;

-ale zapis traum rozpoczyna się już przed narodzinami. Wg niektórych interpretacji już od momentu zapłodnienia. Szczególną uwagę temu zjawisku poświęca nauka zwana Totalną Biologią, jednak wiele z jej założeń jest pewnie przesadzonych;

-decyzja o powołaniu na ten pełen cierpienia i łez świat nowego życia, jest więc decyzją ogromnej wagi. Nie jest to tylko kwestia tak prymitywnej argumentacji jak: „bo wszyscy tak robią„, „bo mam instynkt rodzicielski i koniec„, „bo takie jest koło życia i wędrówka dusz„, „bo jakoś to będzie„. To Ty ponosisz odpowiedzialność, także odpowiedzialność karmiczną w takim sensie – że dokładasz swoją cegiełkę do cyklu koła samsary – koła iluzji matrixa.

Dziś zapraszam Was do przeczytania opisu książki Franza Rupperta na ten temat.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Wczesna trauma. Rozpoznawanie i uwalnianie

Cytuję: „To, że w momencie, gdy „przychodzimy na świat” mamy już dziewięć miesięcy, to wiadomo. Nie jest natomiast ogólnie znany fakt, że również nasze życie psychiczne rozpoczyna się jeszcze przed naszymi narodzinami. Gdyby wiedza na ten temat była rozpowszechniona, zachowywalibyśmy się inaczej w stosunku do tego właśnie tworzącego się życia – w związku partnerskim, w rodzinie, w ramach prowadzenia ciąży, podczas porodu, czy też przy tak zwanym wspomaganym rozrodzie. Nienarodzone jeszcze dzieci są istotami, które już postrzegają, rozpoznają i czują. To, przez co przechodzą w trakcie ciąży czy narodzin, ma bardzo kształtujący wpływ na ich dalszy rozwój psychiczny i fizyczny.

Ludzie mogą doświadczać traumy już przed narodzinami, w ich trakcie lub krótko po. Wczesne doświadczenia traumatyczne przechowywane są zazwyczaj w tzw. pamięci ukrytej – w której, w przeciwieństwie do pamięci jawnej nie ma wspomnień konkretnych wydarzeń, tylko zapis reakcji – strachu czy bólu odciśnięty w naszym układzie nerwowym.
Oznacza to, że traumę, której często zupełnie nie pamiętamy, nosimy w swoim ciele, komórkach i warunkuje ona nasz sposób myslenia i zachowania!

„Ten, kto zajmuje się w terapii wszelkimi możliwymi problemami
swojego dzieciństwa, młodości, partnerstwa czy pracy,
ale nie zajął się jeszcze czasem sprzed swoich narodzin
oraz doświadczeniami swojego porodu,
ma kluczowe kwestie przed sobą.”

Czy wiesz, że:

  • traumatyzacja przenosi się z pokolenia na pokolenie i może sprawić, że relacje w rodzinie i poza nią w znacznym stopniu zazynają się charakteryzować dynamiką ofiara-sprawca,
  • w wielu przypadkach prawdziwe przyczyny zachowania tak zwanych trudnych dzieci leżą najczęściej w historii poprzednich pokoleń, które doświadczyły trauatycznych przeżyć,
  • anoreksja i bulimia mogą być spowodowane przez przeżycie traumatycznych doświadczeń we wczesnym wieku.

„Wszystko, czego dziecko dośwadcza do momentu narodzin, magazynuje się w jego ciele, w jego komórkach i układzie nerwowym i współtworzy w psychice przyszłe wzorce reakcji emocjonalnych i schematy zachowania.”

Jesli chcesz dowiedzieć się jak je odnaleźć i uwolnić się od skutków traumy – przeczytaj tę książkę!

To, że w momencie, gdy „przychodzimy na świat” mamy już tak naprawdę dziewięć miesięcy, to wiadomo. Nie jest natomiast ogólnie znany fakt, że również nasze życie psychiczne rozpoczyna się jeszcze przed naszymi narodzinami. Gdyby wiedza na ten temat była rozpowszechniona, zachowywalibyśmy się inaczej w stosunku do tego właśnie tworzącego się życia – w związku partnerskim, w rodzinie, w ramach prowadzenia ciąży, podczas porodu, czy też przy tak zwanym wspomaganym rozrodzie.

Nienarodzone jeszcze dzieci są istotami, które już postrzegają, rozpoznają i czują. To, przez co przechodzą w trakcie ciąży czy narodzin, ma bardzo kształtujący wpływ na ich dalszy rozwój psychiczny i fizyczny. Mogą to być dobre i pełne miłości doświadczenia, które będą stanowić solidny fundament dla stabilnej i spokojnej osobowości w zgodzie z samą sobą. Ale mogą być one również negatywne, począwszy od stresu a skończywszy na przeżyciach traumatycznych, które prawdopodobnie odcisną negatywne piętno na całym dalszym życiu dziecka.

W ramach pracy psychoterapeutycznej należy brać pod uwagę różne sposoby przeżywania „wczesnych traum”. Gdy człowiek cierpi z powodu objawów określanych jako: stany lękowe, depresje, zaburzenia osobowości czy nawet psychozy, prawdopodobnie przyczyna tych stanów jest możliwa do odnalezienia jeszcze przed narodzinami pacjenta.

Jestem coraz bardziej przekonany, że czysto naukowe i rzekomo „obiektywne” pojęcie konstruktu teoretycznego, jakim jest „choroba” nie oddaje w pełni subiektywności naszego ludzkiego bytu. Często bowiem dzieje się tak, że to co manifestuje się w naszym ciele jako domniemana „choroba”, jest rezultatem doświadczeń relacji międzyludzkich, które nam nie sprzyjają i w których czujemy się bezradni, bezsilni i utknięci. Z mojego doświadczenia wynika, że większość symptomów, z powodu których klienci szukają mojej pomocy to zaburzenia wynikające ze stresu posttraumatycznego, nawet jeśli niektóre objawy wydają się z początku być zupełnie niegroźnymi. Rodzi się w związku z tym pytanie, jaka trauma znajduje swoje odzwierciedlenie w fizycznych czy psychicznych objawach? Odkrycie tego, zdaje mi się być największym wyzwaniem dla efektywnej psychoterapii. Jak odnaleźć punkt pierwotnej traumy, która powoduje obecne symptomy i nadal oddziałuje? Kiedy zrozumiemy, że ludzie mogą zostać straumatyzowani nie tylko jednym wydarzeniem w życiu, powstaje kolejne pytanie: jak można sensownie rozdzielić poszczególne czynniki traumatyzujące, które u wielu szukających pomocy z jednej strony nakładają się na siebie a z drugiej strony pochodzą z różnych etapów życia? A następnie jak do nich podejść z terapeutycznego punktu widzenia?

Kryterium specyficznym dla „traumy” jest w moim mniemaniu fakt, że ludzka psychika nie jest w stanie przepracować doświadczeń określanych jako „traumatyczne” oraz zintegrować ich w życiorysie. W takim przypadku musi się rozszczepić po to, aby pamięć o traumatyzującym doświadczeniu trzymać z dala od świadomości. Straumatyzowana psychika nie może od tego momentu naturalnie podążać za prądem wydarzeń rzeczywistych. Znajduje się bowiem w pozycji obronnej, co przejawia się w wypieraniu, odpychaniu i niechęci wiedzenia czegokolwiek o traumatyzujących doświadczeniach. Od traumatyzujących wydarzeń nie można też tak po prostu odpocząć, tak jak to się dzieje podczas stresujących doświadczeń. Doświadczenia traumatyzujące pozostają tak długo psychicznie aktywne, aż zostaną przepracowane.”

Źródło: http://virgobooks.pl/alfabetyczny-katalog-ksiazek/189-wczesna-trauma.html

Moment gdy stajesz się niewolnikiem systemu.. Pamiętasz go?

W jednym z poprzednich felietonów opisałem proces dojrzewania jako ostateczne podporządkowanie mentalności człowieka systemowi i jego dyrektywom. Dlaczego tak uważam?

Poobserwujcie ufne i radosne zachowanie szczeniaka i małego psa, ze stadnym i agresywnym zachowaniem psa dorosłego. Czyż z tym samym nie mamy do czynienia u ludzi? Świadomość dziecka diametralnie różni się od świadomości dorosłego. Wszyscy tęsknimy za latami dzieciństwa, ale mało kto z nas zdaje sobie sprawę, dlaczego tak się dzieje.

W tym felietonie ujawnię Wam na czym polega trauma okresu dojrzewania jak i obniżenie jakości myślenia przy wchodzeniu w dorosłość.

Dziecko ma specyficzny stan świadomości. Polega on na ufności, ciekawości dosłownie każdym detalem i elementem życia. Dziecko jest radosne i cieszy się dosłownie z niczego. Dziecko nie potrzebuje miliarda dolarów i Ferrari o mocy 400 koni mechanicznych by poczuć ledwie namiastkę szczęścia. Dla dziecka byle patyk wkładany podczas deszczowego dnia do kałuży z kolegami i koleżankami, daje taką radość i ekstazę, o jakiej dorosły posiadający te miliard dolarów i Ferrari nawet nie może pomarzyć. Bo dziecko umie cieszyć się byle drobiazgiem – ono niczym mistrz duchowy docenia i uwielbia to, co ma.

A co dopiero mówić o dorosłym który tego miliarda dolarów nie ma, który zarabia te 1350 zł netto u prywaciarza i którego niszczy dojmujący, zwierzęcy lęk przetrwania. Dziecko ma stan świadomości bardzo zbliżony do stanu opisywanego przez ezoteryków i okultystów. Dziecko żyje dosłownie w stanie „tu i teraz„, niczym w książkach znanych mistrzów duchowych. Do tego należy doliczyć to, że myślenie dziecka jest typowo „magiczne„. Dla niego każdy element świata ma w sobie coś nieuchwytnego, zachwycającego, pięknego. Życie pomimo wielu trudności jest dla niego wielkim zachwytem.

wolność od systemu

Cytuję: „W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że najpierw widać kokon, który pęka, a potem pojawia się motyl. W wypadku ludzkiego umysłu od zawsze kolejność wydaje się odwrotna – człowiek rodzi się jako motyl, a potem otacza się kokonem.

Każdy człowiek jest bardziej podobny do buddy jako dziecko, później to podobieństwo maleje. Spójrz na dziecko, spójrz na jego oczy, są bardziej podobne do oczu buddy niż oczy jakiegokolwiek dorosłego. Sposób w jaki siedzi, w jaki się porusza – wdzięk, piękno, życie chwilą – są piękne.

Nawet jego złość jest piękna. Jest w tej złości całym sobą, a gdy coś jest całkowite, to jest piękne. Przyjrzyj się dziecku, które w złości skacze i krzyczy. Patrz tylko! Nie zajmuj się sobą ani tym, że dziecko ci przeszkadza. Przyglądaj się zjawisku. Złość jest piękna – bo dziecko jest w niej całkowicie zanurzone. J e s t złością, i to tak autentycznie, że nic nie pozostaje niedokończone. Nie powstrzymuje się, wchodzi w złość całym sobą i staje się złością.

Przyjrzyj się dziecku, które cię kocha. Kiedy cię wita, kiedy podchodzi do ciebie, jest jak budda. Ale już wkrótce pomożesz mu i społeczeństwo też mu pomoże wejść w kokon, w którym już umrze. Zaraz po wyjściu z kołyski wchodzimy do grobu. Nikomu nie wolno być naturalnym, narzucana jest nam patologia. Jesteś zamykany w klatce, więziony w martwym schemacie. Twoja spontaniczna natura cierpi, a ty nie możesz się z tego schematu wydostać. Właśnie dlatego jest tyle patologii. Stworzył ją człowiek.”
~Osho

Pamiętam do dziś jak towarzyszył mi ten stan gdzieś do 6 czy 7 klasy podstawówki. Pamiętam jak bardzo cieszyłem się z wydawałoby się głupich fajerwerków na sylwestra, czy z świąt bożego narodzenia. Gdzieś koło 5 czy 6 klasy podstawówki nagle święta straciły swój dawny blask. Już nie było tej magii. Nie było tego zachwytu życia. Moje myślenie stało się jakieś inne. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli. Były one jakieś suche, toporne, pozbawione barw. Z tygodnia na tydzień odczułem ogromną zmianę jakościową na gorsze. Poczułem się wewnętrznie martwy, jakby ważna część mnie została na zawsze zamordowana.

Są dwa przełomy związane z przystosowaniem do życia w systemie w życiu człowieka. Pierwszy z nich to wiek 4, 5 lat, gdy ukształtowanych zostaje wiele programów podświadomości. Wdrukowywane zostają wtedy zarówno cywilizacyjne (globalne) traumy, jak i traumy, lęki i kompleksy typowe dla danych rodziców. Drugi przełom to właśnie dojrzewanie płciowe. Natura odbiera Ci dziecięcą radość bezwarunkową, szczęście z byle powodu. Dostajesz popęd seksualny, i nieznośną potrzebę jego zaspokajania, egzekwowaną przez macochę naturę z morderczą konsekwencją.

Od tej pory Twoje szczęście nie jest już bezwarunkowe – zostaje Ci zabrane. Od tej pory Twoje szczęście jest uzależnione od realizowania programów natury. Te programy są trzy i dotyczą każdej istoty żywej na Ziemi – od wirusów aż po ludzi. Są to: 1. rozmnażanie, przetrwanie gatunku i seks; 2. ekspansja terytorialna, zdobywanie nowych miejsc do życia; 3. gromadzenie zasobów – u zwierząt pokarm i partnerzy, u ludzi dochodzą jeszcze kawałki plastiku, betonu, drewna i żelastwa produkowane przez korporacje. Jednak to nie jest najgorsze.

Najgorsze w tym jest to, że to nowe szczęście związane z realizacją programów natury, to ledwie nędzna namiastka dawnego dziecięcego, magicznego szczęścia. To nie jest tak naprawdę szczęście, ale wieczne gonienie za króliczkiem, aż do usranej śmierci. Przecież nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go. Prawda? Bo gdy złapiesz już tego króliczka.. To poczujesz dosłownie chwilkę tej nędznej namiastki szczęścia – chwilę emocjonalnej, płytkiej ekscytacji. A potem Twoje ego i umysł formułują kolejny cel, kolejne dążenie, kolejne pragnienie. Za którym gonisz, gonisz i jeszcze raz gonisz.

Czy to jest szczęście? Jeden z laureatów nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii powiedział, że ostatecznym dążeniem każdego człowieka jest władza nad całym światem niewolników. Bycie imperatorem planety z całą ludzkością jako podległymi niewolnikami to ostateczny cel ego każdego człowieka – tak jest ono zbudowane. Ale zastanów się chwilę. Zostajesz tym imperatorem. I co dalej? Otóż dostajesz niemożliwej do wytłumaczenia i zniesienia depresji. Bo już nie ma króliczka za jakim można by gonić. Wszystko zdobyłeś i nie ma nic do zdobycia więcej – pojawia się niemożliwy do zniesienia stan. Ego chciałoby dalej zdobywać, dążyć, podbijać, pragnąć – ale nie ma już czego.

To jednak nie koniec złośliwego chichotu macochy natury. Wiemy już że dała ona nam popęd seksualny i silną chęć jego zaspokajania. No i nie jest to aż takie złe. Ale natura powiązała największą ludzką przyjemność i źródło energii – seks – ze źródłem największego obowiązku i wyrzeczenia, czyli z rozmnażaniem. No i to też wbrew pozorom nie jest aż takie złe. Gdyby nie ten sprytny wybieg natury, to nikt nie chciałby się rozmnażać i ludzkość wyginęłaby. Ale wiecie co jest w tym najgorsze?

Masz tę nieznośną potrzebę zaspokajania popędu. Powołujesz do życia nowe, niewinne i bezbronne istotki. I tu system zaprojektowany przez naturę zastawia na nie i na Ciebie dwie pułapki – pułapki wg mnie niewybaczalne. Pierwsza pułapka to to, co opisałem powyżej. Każde dziecko bez wyjątku przechodzi przez traumy które odciskają piętno na całym jego życiu. Choćbyś się zesrał, choćbyś był najlepszym rodzicem jaki zna Ziemia – nie unikniesz tego. Druga pułapka polega na tym, że system nie zapewnia nawet minimum minimum egzystencji i Tobie, i powołanym do życia istotkom.

Zapierdol u kapitalisty za nędzne ochłapy – 1350 zł netto, które nie starczy na nic i powoduje potworny i niszczący lęk u rodziców, przekazywany dziecku. Ten lęk to lęk przetrwania. Jest to najsilniejszy lęk na Ziemi. To z lęku przetrwania powstaje praktycznie 99% lub nawet 100% zła jakie człowiek zadaje drugiemu człowiekowi. Lęk przetrwania jest grzechem pierworodnym rodzaju ludzkiego i genezą, praprzyczyną wszystkiego zła. Zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego jest tyle zła na świecie„, jak każdy człowiek? To pomyśl o lęku przetrwania jako o jego genezie. I dalej: kredyty hipoteczne, konieczność pracy na dwa etaty. Brak hobby, pasji i seksu bo czasu i pieniędzy nie ma. Odmawianie sobie wszystkiego.

I w wieku 40 lat stajesz się osiwiałym, wykończonym wrakiem człowieka. Pierwszy zawał, drugi, cukrzyca, nowotwory, hashimoto, już nie mówiąc o nałogach, depresjach, nerwicach itp. I kornik napisze Twój uładzony życiorys.. Myślicie że skąd ta hekatomba chorób cywilizacyjnych? Które zbierają żniwo śmierci już począwszy od 30 roku życia? Tylko z powodu złego żarcia i zanieczyszczenia środowiska? Na pewno nie.

Na pewno oglądaliście film Matrix i zastanawialiście się, do czego realnego porównać filmowe kokony w których zniewoleni żyli ludzie. Teraz macie po części odpowiedź. Ta planeta jest więzieniem. Można przytaczać choćby z milion teorii o tym, że świat jest taki, jaki uważasz że jest. I one są po części prawdziwe. Bo dla własnego dobra trzeba trochę udawać że świat jest w porządku i trzeba mieć dystans do wiedzy. Przede wszystkim do wiedzy o tym jaki jest ten świat – znaj tę wiedzę, ale nie zasilaj jej bezsensownymi żalami i przemyśleniami. No i warto nauczyć się widzieć cuda w codziennych zdarzeniach – bo tak widzi świat dziecko. Ale to nie zmieni faktu, że ten świat jest jaki jest.

Wróćmy jeszcze do naszych głównych rozważań. Warto wrócić do tego dziecięcego zachwytu nad rzeczami prostymi i codziennymi. Cuda wydarzają się codziennie obok nas. Tylko my, zaszczuci „dorosłym” postrzeganiem świata, ignorujemy je. Wschód słońca jest takim małym cudem. Piosenka podczas której masz dejavu i wracają wspomnienia – też nim jest. Uśmiech dziecka które chciało Ci wręczyć zebrany przez siebie listek jako prezent – też nim jest.

Próbowałem analizować każdy podsystem z osobna, jak i łączyć je w jedną spójną całość. Poznałem parametry ich działania, ale nie dotarłem jeszcze do odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest. Pisałem o tym w poniższych felietonach:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia nie jest rajem, ale czyśćcem. Więc się nie przywiązuj i nie emocjonuj
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!

To nie spiski, nie konspiracje, nie wojny i nie polityka są fundamentem (rdzeniem) systemu który tak nas zniewala i ogranicza. One są jedynie wtórnym objawem choroby, na jaką zapadł cały rodzaj ludzki i prawdopodobnie cały świat jako żywa świadomość, dawno, dawno temu. Ten fundament systemu tkwi zupełnie gdzie indziej.

Powiem więcej – ten fundament systemu jest także.. w Twojej głowie. W mojej i w innych – też. To nie politycy, media, spiskowcy, żydzi, masoni są systemem. Ale my sami – my wszyscy. Ponieważ nosimy w sobie jego skazę. Odróżnijcie objaw choroby od przyczyny choroby. Objawy są widoczne na pierwszy rzut oka – trwają wojny, ludzie cierpią niedostatek, głód, prześladowania, a biosfera planety umiera.

Przyczyna jest głęboko zakamuflowana, niewidoczna na pierwszy rzut oka. I bardzo często nie chcemy wierzyć że akurat to jest przyczyną. Że to my sami, my wszyscy nią jesteśmy. że to w co wierzymy, w czym pokładamy pragnienia, nadzieje, radości – tak często staje się tego zaprzeczeniem.

Podsumował: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę walić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam żadnych płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego, nawet dla biednych osób. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

Podświadoma trauma którą masz także Ty [2] Nawet się nie spodziewasz..

dziecinstwo-i-traumyZapraszam do przeczytania fragmentu Jeana Liedloffa „W głębi kontinuum”. Mowa jest tam o traumach, jakie doznaje dziecko jak i ich wpływie na dalsze, dorosłe życie.

Świat jest tak zaprojektowany, że traumy nabywane są przez dziecko już od bardzo wczesnych okresów życia płodowego. Jedna z interpretacji wpływu podświadomości na choroby nazywana Totalną Biologią głosi, że płód rejestruje to, co dzieje się na zewnątrz brzucha mamy.

Potem jedną z najważniejszych traum jest poród. Odciska on piętno praktycznie na każdym człowieku który przychodzi na nasz świat. Później dziecko uczy się poprzez upadki, wypadki i ból. I na marginesie – tak samo narody świata się uczą, bo to co w skali mikro, jest też w skali makro. A ludzkość jako zbiorowość jest obecnie na poziomie głupiutkiego, ale już wierzgającego i buntującego się dwulatka.

W konsekwencji prowadzi to do zamknięcia i zaszczucia duszy młodego człowieka przez system. Różne interpretacje duchowe, ezoteryczne, porównują proces socjalizacji i wychowania jako schodzenie do mentalnego grobu, jako umieranie.

Podobnie jest z procesem dojrzewania. Wtedy magiczne, dziecięce myślenie i ta dziecięca radość bezwarunkowa, to cieszenie się byle drobiazgiem, magia życia – zostają ostatecznie zamordowane. Wtedy już ostatecznie stajesz się dorosłym, trybikiem systemu. Masz popęd seksualny i nieznośny przymus jego zaspokajania, masz żądzę rywalizacji, konkurencji, i szereg innych, typowo „dorosłych„, destrukcyjnych mechanizmów. Dziecięcej radości już nie ma. Jest smutna dorosłość i egzekwowane z żelazną dyscypliną realizowanie bezlitosnych programów natury. Czyli rozmnażania, gromadzenia zasobów, ekspansji.

Zostało to w symboliczny sposób opisane w wielu bajkach i baśniach. Pojawia się w nich motyw albo zaśnięcia w wieku 16 lat, albo wypłynięcia na powierzchnię oceanu w wieku lat 15. Ja pamiętam ten życiowy przełom jako traumę choć wiem że praktycznie nikt znany mi tak nie odczuwał. Nagle w wieku tych 13 lat poczułem się wewnętrznie martwy. Dawne magiczne myślenie, cieszenie się i zachwyt nad każdą drobnostką, zniknęły. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli – myśli suchych, topornych, dorosłych. No i popęd seksualny.

O tym napiszę osobny felieton. Nie znam nikogo kto by to tak odczuwał. U ludzi to wewnętrzne umieranie odbywa się płynnie. Czy ktokolwiek z Was miał tak samo?

Poniżej cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości tom 3” o tym, że już sam poród jest podświadomą traumą. A do tego dochodzą jeszcze traumy tworzone niemal od momentu zapłodnienia – bo już od tego momentu zapisują się one w matrycy nowego człowieka. Rolą rodzica powinno być w teorii takie postępowanie, by dziecko uczyło się radzić z życiem i z traumami. Tak się jednak nie dzieje w ponad 99% przypadków.

Wszyscy jesteśmy ofiarami tego systemu, a gdy decydujemy się na posiadanie dzieci – jakże często zmieniamy się w oprawców i katów. Czy usprawiedliwieniem jest to, że od zawsze nikt nie przekazuje „instrukcji obsługi” człowieka i świata? Zobaczmy, przecież my, cholera, nawet nie wiemy co powinniśmy żreć. Setki diet, każda wykluczająca się i każda uważająca, że jest poprawna i zdrowa. A dalej, w innych sferach jest jeszcze gorzej.

Cytuję: „Negatywne nastawienie jest tak trwałe, ponieważ człowiek od narodzin wciąż się przekonuje, że świat jest do niego wrogo nastawiony. Na małego człowieczka natychmiast po narodzeniu z ogromną siłą spada agresywne oddziaływanie. Leżał sobie w łonie, było mu tam przytulnie, ciepło i spokojnie. Lecz oto biednego człowieczka brutalnie wyciągają z tego komfortu. Słyszy krzyki matki i możliwe, że uświadamia sobie, iż stanowi przyczynę jej cierpień. No i mamy położony fundament pod kompleks winy.

Jaskrawe światło bije po oczach.Chciałoby się zmrużyć oczy i nic nie widzieć. Wilgotne ciepło zostaje zastąpione przez twarde, suche zimno. Chciałoby się skulić w kłębek i odgrodzić od całej tej zgrozy. Lecz oto przecinają pępowinę, brutalnie zrywając jedyną łączność ze źródłem życia. Człowieczek jest już w śmiertelnym szoku. Dusi się, lecz jeszcze nie wie, że trzeba oddychać. Dają mu klapsa w plecki, powodując w ten sposób dożywotni uraz. W jego płuca z ostrością brzytwy wżyna się powietrze. Oddychanie boli, lecz nie ma innego wyjścia. Zostały postawione twarde warunki: walcz o życie, albo umrzyj. Niewinny i czysty umysł pobiera pierwszą lekcję: walka o istnienie jest nieodłączną częścią tego świata.

Człowieczka wszystko boli, a dookoła jest tak strasznie, a jakby tego było mało, odrywają go od matki i zamykają w twardym futerale.Opadając z sił, stara się ukryć przed tym światem w marzeniu sennym. Tak wygląda pierwsze spotkanie z tym światem. Strach, samotność, beznadzieja, uraza,wściekłość i całkowita bezradność. To pierwsze lekcje, które okrutnie i nieubłaganie odciskają się na białej karcie umysłu. Wstępna obróbka niezbędna wahadłom została wykonana.Nie bez powodu ta szokowa praktyka porodowa po dziś dzień jest szeroko rozpowszechniona i uważana jest za całkowicie cywilizowaną.

Mało komu przychodzi do głowy, że podobne narodziny stanowią absolutnie koszmarny szok, który zostawia głęboką, dożywotnią ranę w podświadomości człowieka. Żadna istota ze świata zwierząt nie przechodzi przez nic podobnego przy narodzinach. Jedynie w nielicznych i bardzo drogich klinikach można przyjść na świat „po ludzku”. Pierwsze brutalne lekcje świata wahadeł bardzo dobrze się przyswajają i w czasie trwania życia coraz bardziej krzepną. Pewnego dnia maluch puszcza rękę matki i z radosną, ufną odwagą biegnie na spotkanie życia. Lecz świat wahadeł pokazuje, że wcale nie jest taki bezpieczny, i nagle bęc! -maluch upada. A mama już się martwi: „żeby tylko nie wpadł pod samochód”.
~Vadim Zeland

A poniżej fragment autorstwa Jeana Liedloffa:

Cytuję: „U niemowlęcia mającego ciągły kontakt z ciałem opiekunki jego pole energetyczne stanowi jedność z jej polem, zaś nadmiar energii obojga może rozładowywać się poprzez jej wyłączną aktywność. Niemowlę może być dzięki temu rozluźnione, wolne od kumulującego się napięcia, bo nadmiar jego energii przepływa na opiekunkę. Istnieje zauważalny kontrast między zachowaniem niemowląt Yequana w objęciach opiekunki, a naszymi niemowlętami, które większość czasu spędzają w fizycznej izolacji od matki.

Dzieci Yequana są łagodne i niewymagające, nie stawiają oporu, jeśli trzymać je lub nieść w wygodnej pozycji. Nasze niemowlęta wierzgają nogami, gwałtownie machają rękami, wyginają sztywny kręgosłup w napięty łuk. Wiercą się i prężą w łóżeczkach, i wózkach, i trudno je utrzymać, kiedy zachowują się podobnie w naszych objęciach. Starają się uwolnić rosnące napięcie spowodowane tym, że nabrały więcej energii, niż potrafią w sposób nieskrępowany zatrzymać lub rozładować. Podniecone zainteresowaniem wobec jakiejś osoby wydają przeraźliwe wrzaski i skręcają się. Choć wyrażają w ten sposób zadowolenie, bodziec wyzwala gwałtowną reakcję mięśni, zużywając ukrytą energię.

Niemowlę biernie schowane w zaciszu swego kontinuum, kiedy zaspokojone zostają jego oczekiwania stałego kontaktu fizycznego, nie dąży do rozładowania energii, pozostawiając to aktywnemu dorosłemu lub dziecku, które je trzyma. Sytuacja ulega radykalnej zmianie w momencie, gdy niemowlę kończy fazę życia w objęciach opiekunki i zaczyna pełzać. Samo wtedy musi zużyć energię, przynajmniej w ciągu dnia, gdy jest z dala od matki. Następuje ogromny wzrost jego aktywności. W krótkim czasie pełzanie staje się efektywne, dziecko wędruje z imponującą prędkością, która ulega przyśpieszeniu, gdy zaczyna raczkować. Jeśli nic go nie ogranicza, pełza energicznie i uparcie po całym terenie, zużywając nadmiar energii w poznawaniu świata, w jakim przyszło mu żyć.

Gdy dziecko zaczyna chodzić, biegać i bawić się, czyni to w takim tempie, jakie dorosłemu wydawać się musi szalone. Usiłujący nadążyć za nim, szybko by się zmęczył. Rówieśnicy i starsze dzieci są dla niego bardziej stosownym towarzystwem. Pragnie je naśladować i czyni to najlepiej, jak potrafi, zgodnie że stale rosnącymi zdolnościami. Nikt poza nim samym nie ogranicza tej niesamowitej aktywności. Gdy się zmęczy, wraca odpocząć do matki, a gdy jest starsze – na swoje posłanie. Jednakże dziecko nie jest w stanie rozładować energii i trwać w dobrym samopoczuciu, jeśli z jakiegoś powodu – co tak często zdarza się w cywilizowanym sowiecie – jego działania są ograniczane, czy to przez niewystarczająco dużo czasu poświęcanego na zabawę na podwórku, czy ograniczoną przestrzeń domową, lub gdy jest uwięzione w kojcu, uprzęży, dziecinnym łóżeczku czy w specjalnym krzesełku. Jak brak bliskości w dzieciństwie wpływa na naszą seksualność?

W wieku dorosłym nadmiar nieuwolnionej energii jest podobnie koncentrowany przez wstępną grę seksualną, a uwalniany w orgazmie. Tym samym stosunek seksualny służy dwóm różnym celom – reprodukcji oraz zachowaniu przyjemnego poziomu energii. Wśród ludzi, których deprywacja bliskości skazała na życie w stanie napięcia pomiędzy różnymi aspektami ich osobowości, orgazm uwalnia jedynie powierzchowną część energii więzionej w ich permanentnie napiętych mięśniach.

Owo niepełne uwolnienie jej nadmiaru stwarza chroniczny stan niezadowolenia, przejawiający się złym humorem, nadmiernym zainteresowaniem seksualnym, niezdolnością do koncentracji, nerwowością lub rozpustą. Sprawę pogarsza jeszcze i to, że u dorosłych pozbawionych doświadczeń niemowlęctwa potrzeba fizycznej ekspresji seksu jest zmieszana z potrzebą nieseksualnego kontaktu, jaka pozostała im po tym okresie. Zazwyczaj ta druga nie jest w naszym społeczeństwie uznawana, a każde pragnienie kontaktu interpretowane jest jako seksualne. Zatem seksualne tabu obejmuje wszelkie dodające otuchy nieseksualne formy fizycznego zbliżenia. Nawet dzieci i dorośli plemienia Yequana, którym dana była w niemowlęctwie cała niezbędna gama zbliżeń, nadal je lubią, siadają blisko siebie, leżą w tym samym hamaku, a nawet wyręczają partnerów w niektórych czynnościach związanych z toaletą. My o wiele bardziej niż oni posiadamy potrzebę przełamania obecnego tabu i uznania ludzkiej potrzeby wsparcia i kontaktu. Niezaspokojona i infantylna niezmiernie zwiększa wymagania, jakie mamy wobec siebie, nie żyjąc zgodnie z naturą dzieciństwa i wieku dojrzałego. Trwa tak długo, dopóki istnieje szansa jej zaspokojenia, o ile chcemy ją zaspokoić.
~Jean Liedloff „W głębi kontinuum

Podsumował: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

PODŚWIADOMA TRAUMA KTÓRĄ MASZ TAKŻE TY.. NAWET SIĘ NIE SPODZIEWASZ!

Podświadoma trauma którą masz także Ty. Nawet się nie spodziewasz..

Narodziny czyli geneza podświadomej traumy. System od początku do końca jest zaprojektowany tak, że w dzieciństwie jesteśmy zdani na widzimisię, kaprysy i humory innych. Oni nas wtedy programują, i to co zostanie wtedy zaprogramowane, jest z nami często całe życie. Robią to niedoskonali i pełni wad ziemscy rodzice, często jeszcze bardziej zagubieni i przerażeni życiem niż my. Robi to kościół, nauczyciele, dalsza rodzina, koleżki itp.

Usuwanie „nowotworowych” programów zaszczepionych przez społeczeństwo jest bardzo trudne i można je porównać do wewnętrznego umierania. Bo umiera często duża część nas, a tego „nowego” często nie widać tak szybko. Każdy z nas po prostu musiał upaść, musiał przynajmniej utracić tę pierwotną, dziecięcą i boską radość istnienia. Jeśli nie skończyło się to wieloletnią traumą i depresją jak w moim przypadku, to kończy się to byciem baterią zasilającą system całym sobą. I wtedy takiego człowieka nazywa się człowiekiem sukcesu, nie patrząc na to że w środku to często wrak.

I dalej: system jest tak zaprojektowany, że ludzkość musiała popełnić ten grzech pierworodny tysiące lat temu. Upadki, traumy, sięgnięcia dna i wszystko co z tym związane, jest wpisane w naszą ludzką naturę tak jak oddychanie. Doświadczeń tych nie da się ominąć w żaden sposób. Nawet dziecko wychowane zgodnie ze wszystkimi cywilizowanymi kanonami, mającymi uduchowionych, illuminowanych rodziców będzie miało podświadome traumy. A co dopiero dziecko wychowane w typowym polskim domu?

Bóg naszej planety (nazywany demiurgiem, jahwe, bogiem ojcem – jedno i to samo) jest strukturą która nadała prawa podług których działają ziemskie systemy, i je kontroluje. Bóg jest jeden, a wszystko co znamy i komentujemy, to są jego podsystemy. Należą do nich: polityka, ekonomia, kapitalizm, hierarchia, rywalizacja, religie, ideologie, i wiele innych.

Wszystkie te powyższe (pod)systemy które wymieniłem, są wyrazem głębokiej neurozy czy też psychozy, na jaką zapadła ludzkość przed wieloma tysiącami lat. A dlaczego? Bo sam Bóg jest tak samo nieświadomy i dopiero „uczący się” – jak my i całe ziemskie stworzenie, cała natura. Bardzo głęboką prawdą jest biblijne zdanie że bóg nas stworzył na swój obraz i podobieństwo. I wcale nie chodzi tutaj o to, że bóg jest osobowy, że jest siwym dziadkiem z brodą i też ma rączki i nóżki jak my. Chodzi tutaj o mentalność, o cechy świadomości.

Nie wiemy dlaczego i po co tak się stało i nigdy tego się nie dowiemy. Na zdecydowaną większość pytań „dlaczego„, „po co” itp, nie ma odpowiedzi. Ale paradoksalnie są to pytania których zadawanie najbardziej rozwija. Nie musisz znać odpowiedzi ani panicznie ich poszukiwać – na pewnym etapie lepiej odpuścić. Jedyne co warto zrobić, to znać zasady działania i parametry tych (pod)systemów. I jedna rada – nigdy nie analizuj tych podsystemów rozdzielnie, ale zawsze całościowo. Znajdź wspólne cechy. Da się! Poczytaj zarówno o tym, jak zachowują się ekosystemy, jak i wiedzę z dziedziny ezoteryki. Połącz w całość i dostrzeżesz wtedy pełnię stworzenia.

Poniżej cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości tom 3” o tym, że już sam poród jest podświadomą traumą. A do tego dochodzą jeszcze traumy tworzone niemal od momentu zapłodnienia – bo już od tego momentu zapisują się one w matrycy nowego człowieka.

Cytuję: „Negatywne nastawienie jest tak trwałe, ponieważ człowiek od narodzin wciąż się przekonuje, że świat jest do niego wrogo nastawiony. Na małego człowieczka natychmiast po narodzeniu z ogromną siłą spada agresywne oddziaływanie. Leżał sobie w łonie, było mu tam przytulnie, ciepło i spokojnie. Lecz oto biednego człowieczka brutalnie wyciągają z tego komfortu. Słyszy krzyki matki i możliwe, że uświadamia sobie, iż stanowi przyczynę jej cierpień. No i mamy położony fundament pod kompleks winy.

Jaskrawe światło bije po oczach.Chciałoby się zmrużyć oczy i nic nie widzieć. Wilgotne ciepło zostaje zastąpione przez twarde, suche zimno. Chciałoby się skulić w kłębek i odgrodzić od całej tej zgrozy. Lecz oto przecinają pępowinę, brutalnie zrywając jedyną łączność ze źródłem życia. Człowieczek jest już w śmiertelnym szoku. Dusi się, lecz jeszcze nie wie, że trzeba oddychać. Dają mu klapsa w plecki, powodując w ten sposób dożywotni uraz. W jego płuca z ostrością brzytwy wżyna się powietrze. Oddychanie boli, lecz nie ma innego wyjścia. Zostały postawione twarde warunki: walcz o życie, albo umrzyj. Niewinny i czysty umysł pobiera pierwszą lekcję: walka o istnienie jest nieodłączną częścią tego świata.

Człowieczka wszystko boli, a dookoła jest tak strasznie, a jakby tego było mało, odrywają go od matki i zamykają w twardym futerale.Opadając z sił, stara się ukryć przed tym światem w marzeniu sennym. Tak wygląda pierwsze spotkanie z tym światem. Strach, samotność, beznadzieja, uraza,wściekłość i całkowita bezradność. To pierwsze lekcje, które okrutnie i nieubłaganie odciskają się na białej karcie umysłu. Wstępna obróbka niezbędna wahadłom została wykonana.Nie bez powodu ta szokowa praktyka porodowa po dziś dzień jest szeroko rozpowszechniona i uważana jest za całkowicie cywilizowaną.

Mało komu przychodzi do głowy, że podobne narodziny stanowią absolutnie koszmarny szok, który zostawia głęboką, dożywotnią ranę w podświadomości człowieka. Żadna istota ze świata zwierząt nie przechodzi przez nic podobnego przy narodzinach. Jedynie w nielicznych i bardzo drogich klinikach można przyjść na świat „po ludzku”. Pierwsze brutalne lekcje świata wahadeł bardzo dobrze się przyswajają i w czasie trwania życia coraz bardziej krzepną. Pewnego dnia maluch puszcza rękę matki i z radosną, ufną odwagą biegnie na spotkanie życia. Lecz świat wahadeł pokazuje, że wcale nie jest taki bezpieczny, i nagle bęc! -maluch upada. A mama już się martwi: „żeby tylko nie wpadł pod samochód”.
~Vadim Zeland

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę mówić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

CARL GUSTAV JUNG: NAUKOWIEC, PSYCHOLOG I WIZJONER WYPRZEDZAJĄCY EPOKĘ

Dużym szacunkiem darzę osobę Carla Gustava Junga. Był on tym człowiekiem, który dał nowe spojrzenie na psychologię. Nauka ta wolała jednak pójść ścieżką wytyczoną przez jego poprzednika – Zygmunta Freuda. Freud zakładał że żadnego czynnika metafizycznego nie ma, a człowiek jest tylko (bio)maszyną.

Koncepcja psychologii Freuda doskonale pasowała do założeń nauki, opartej na doktrynie kartezjańsko-newtonowskiej. Zwanej racjonalizmem czy też materializmem. Doktryna ta jest obecnie podwaliną funkcjonowania nie tylko nauki, ale i naszej cywilizacji. Wynika z niej szereg niekorzystnych wartości. Bo skoro człowiek nie jest niczym innym jak biomaszyną, to jest dozwolone wszystko. A moralność i etyka są tylko przestarzałymi, hamującymi naukę pojęciami.

Psychologia która nie uwzględnia czynnika metafizycznego, mistycznego, jest karykaturą nauk o człowieku. To nigdy nie może funkcjonować oddzielnie. Niektórzy zwolennicy „naukowej„, materialistycznej psychologii głoszą wręcz pogląd, że coś takiego jak podświadomość nie istnieje. Istotnie, nauka do dziś ma problem z tym, że człowiek posiada (pod)świadomość.

Tej świadomości nie da się ani racjonalnie wytłumaczyć, ani przyporządkować czemukolwiek fizycznemu w mózgu. Tak prosta i wydawałoby się trywialna sprawa, jest całkowicie niewyjaśniona przez naukę. Jeśli za świadomość odpowiada tylko fizyczny mózg, to w takim razie co z pewnymi dylematami które się wtedy pojawiają?

Jakie białko, jaka grupa neuronów, jaki rodzaj ich połączeń odpowiada np za traumatyczne wspomnienie, lęki, kompleksy, złe postrzeganie rzeczywistości? Na to odpowiedzi nie ma. Więc dla dzisiejszej nauki bezpieczniej jest przyjąć, że człowiek.. nie ma świadomości. Takie próby są obecnie podejmowane.

Żałuję, że akademicka psychologia nie poszła ścieżką wytyczoną przez Junga, a rozwinęła doktrynę ateisty Freuda. Nauki ezoteryczne i gnostyckie są bowiem naturalnym przedłużeniem i uzupełnieniem psychologii. Odpowiadają na te pytania, wobec których akademicka psychologia jest bezradna.

Wstęp: Jarek Kefir

Cytuję: „11 lutego 1944 roku 68-letni Carl Gustav Jung, najbardziej wówczas znany na świecie żyjący psycholog, pośliznął się na lodzie i złamał sobie kość strzałkową. Dziesięć dni później, już w szpitalu, doznał zawału serca spowodowanego przez zator, który powstał w jego złamanej nodze. Leczony tlenem i kamforą utracił świadomość i przeżył coś, co przypomina doświadczenie przedśmiertne lub OOBE – lub, zależnie od punktu widzenia, delirium. Miał uczucie jak gdyby unosił się 1000 mil ponad Ziemią. Morza i kontynenty skąpane były w błękitnej poświacie, Jung zaś dostrzegł pustynię arabską i pokryte śniegiem Himalaje. Wydawało się, że miał już opuścić orbitę, wtedy jednak na południu dał się zauważyć wielki czarny monolit. Była to pewnego rodzaju świątynia, u wrót której Jung ujrzał hindusa siedzącego w pozycji lotosu. Wewnątrz świeciły niezliczone świece, on sam zaś czuł, że „cała fantasmagoria ziemskiego istnienia” oddalała się. Bynajmniej nie było to przyjemne, ale to, co pozostało, stanowiło „esencję Junga” – było korzeniem jego doświadczeń.

Jung wiedział, że wewnątrz świątyni mógł odnaleźć rozwiązanie tajemnicy jego istnienia, jego życiowego celu. Ujrzawszy ją, miał przekroczyć jej próg, gdy nagle zobaczył unoszący się nad Europą obraz swojego lekarza w archetypowej postaci Króla z Kos, wyspy, na której mieściła się świątynia Eskulapa, greckiego boga medycyny. Powiedział on Jungowi, że jego odejście było przedwczesne; wielu ludzi wymagało jego powrotu, a on, Król, miał go zabrać spowrotem. Jung, usłyszawszy te słowa, poczuł się rozczarowany, a wizja prawie natychmiast się skończyła. Doświadczył niechęci do życia, którą czuje wielu „zabranych spowrotem”, najbardziej jednak wprawiał go w zakłopotanie widok jego lekarza w archetypowej postaci. Wiedział, że to oznaczało, że fizyk poświęcił całe swoje życie, by uratować Junga. 4 kwietnia – data, którą zachwyca się wielu numerologów – Jung po raz pierwszy od momentu zawału usiadł na swoim łóżku. Tego samego dnia jego lekarz przyszedł z sepsą i położył się na łóżku. Nigdy z niego już nie wstał i zmarł kilka dni później.

Jung był pewny, że nie była to halucynacja, ale że dane mu było doświadczyć wizji rzeczywistości. Wyszedł poza czas, a jego doznanie wywarło na nim znaczący wpływ. Z jednej strony depresja i pesymizm, które nadeszły wraz z drugą wojną światową, znikły. Było jednak również coś więcej. Przez większość swojej długiej kariery udowadniał on swoim kolegom, przyjaciołom i czytelnikom, że – nade wszystko – był naukowcem. Niczym mantrę powtarzał, że nie był mistykiem, okultystą czy też wizjonerem – wszystkim tym, czego jego krytycy używali przeciwko niemu, odrzucając jego pretensje do nauki. Teraz, wróciwszy znad krawędzi śmierci, wydawał się być gotowy na to, by drzemiący w nim naukowiec usunął się w cień na pozostałe 17 lat jego życia.

Chociaż Jung zawsze wierzył w istnienie „innego” świata, starał się nie mówić o tym zbyt głośno. Przeżywszy jednak swoje wizje, wydawał się mniej skryty. Wydaje się, że przeżył pewnego rodzaju doświadczenie konwersji, a skrywane dotychczas zainteresowania znanego na całym świecie psychologa od tej pory stały się znane. Latające spodki, astrologia, parapsychologia, alchemia, a nawet przepowiednie nadchodzącej „Ery Wodnika”: świadectwa wszystkich tych wątpliwych zjawisk – wątpliwych przynajmniej z perspektywy współczesnej nauki – wypływały spod jego pióra. O ile w ciągu swojej kariery wysuwał oskarżenia pod adresem mistycyzmu i okultyzmu – początkowo wywołane przez jego konflikt z Freudem w 1912 roku – o tyle pod koniec lat czterdziestych wydawał się zaprzestać walki. Pojawił się Jung, jakiego znamy z ostatniej dekady jego życia – „Mędrzec z Küsnacht” i „Wiedźmin z Zürichu”.

Wszystko zostało w rodzinie

Jung jednak już od początku był zaangażowany w okultyzm – dosłownie tkwił on w jego DNA. Jego dziadek od strony matki, czcigodny Samuel Preiswerk, który uczył się hebrajskiego, wierząc, że ten język jest używany w niebie, akceptował rzeczywistość duchów i przewodził badaniu ducha swojej zmarłej pierwszej żony, która często go odwiedzała. Matka Junga, Emilie, miała odpędzać zmarłych, którzy rozpraszali go, gdy ten pisał swoje kazania.

Emilie sama zresztą, będąc jeszcze nastolatką, rozwinęła zdolności mediumiczne. Mając 20 lat, zapadła w śpiączkę na 36 godzin; gdy jej czoła dotknął rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, wybudziła się i zaczęła mówić w obcych językach i przepowiadać przyszłość. Emilie przez całe życie wpadała w transy, podczas których komunikowała się ze zmarłymi. Wydawała się również posiadać „mnogą osobowość”. Jung od czasu do czasu słyszał, jak Emilie rozmawiała sama ze sobą jakimś obcym głosem, czyniąc głębokie spostrzeżenia wyrażone w niecharakterystyczny dla siebie sposób. Ten „drugi głos” miał wyczucie świata dużo bardziej dziwnego, niż ten, który znał młody Carl.

Ta „mnogość”, którą Carl zaobserwował u własnej matki, pojawiła się później również i u niego. W wieku około 12 lat stał się on dosłownie dwojgiem ludzi. Istniało jego zwyczajne chłopięce jestestwo, ale również ktoś jeszcze. Ten „Drugi”, jak nazywał go Carl, był postacią z XVIII wieku, władczym człowiekiem, który nosił białą perukę i zapinane buty, jeździł imponującą karocą i wyrażał się o młodzieńcu z pogardą. Trudno uciec przed wrażeniem, że w pewien sposób Jung czuł, że był tym człowiekiem w poprzednim życiu. Widząc starą zieloną karocę, Jung czuł, że pochodzi ona z jego czasu. Wynalezione później przez niego pojęcie zbiorowej podświadomości, polegające na tym, że – w jego mniemaniu – po narodzinach dziedziczymy psychiczny rezerwuar symboli i obrazów, jest w pewnym sensie formą reinkarnacji, poza tym Jung sam wierzył w istnienie pewnego rodzaju życia po śmierci. Wkrótce po odejściu jego ojca w 1896 roku, gdy Jung miał 21 lat, miał on dwie wizje senne, w których ojciec ukazał się tak żywy, że Carl rozważał istnienie życia po śmierci. W innym śnie ojciec Junga poprosił go o poradę małżeńską, ponieważ chciał się przygotować na przyjście swojej żony. Jung uznał to za przeczucie, które się sprawdziło – jego matka wkrótce potem zmarła. Wiele lat później, gdy odeszła jego siostra Gertruda – a było to na dziesięć lat przed jego własnym doświadczeniem z pogranicza śmierci – Jung napisał, że „to, co dzieje się po śmierci, jest tak niewypowiedzianie wspaniałe, że nasza wyobraźnia i uczucia nie są w stanie stworzyć nawet zbliżonego do tego pojęcia”. [1]

Tablice i noże

Matka Junga była zaangażowana w co najmniej dwa dobrze znane doświadczenia paranormalne, o których wspomina się w praktycznie każdej książce poświęconej Jungowi. Siedząc w swoim pomieszczeniu badawczym, Carl nagle usłyszał głośny huk dobiegający z pokoju dziennego. Pobiegł tam i zastał swoją przerażoną matkę. Okrągły stół, wykonany z drzewa orzechowego, pękł w samym środku. Pęknięcie nie było jednolite, przeszło jednak przez lite drewno. Nie była temu winna suchość drewna; stół miał 70 lat, a dzień był wilgotny. Jung pomyślał: „To z pewnością są dziwne wypadki”. Emilie odpowiedziała swoim „innym głosem”, jak gdyby czytała w jego umyśle: „Tak, tak, to coś oznacza”. Dwa tygodnie później miało miejsce drugie zdarzenie. Wracając wieczorem do domu, Jung spotkał podekscytowaną gosposię. Godzinę wcześniej dał się słyszeć głośny huk, tym razem dochodzący z dużego kredensu. Nikt nie miał pomysłu, co mogło wytworzyć ten odgłos. Jung sprawdził kredens. Wewnątrz, gdzie przechowywali chleb, znalazł bochenek i nóż do krojenia pieczywa. Nóż był roztrzaskany na kilka części, przy czym wszystkie były starannie poukładane w koszyku na chleb. Nóż był wcześniej używany do herbaty, od tego czasu nikt jednak nie otwierał ani nawet nie dotykał kredensu. Gdy Jung przyniósł nóż do nożownika, dowiedział się, że stal nie była wadliwa oraz że ktoś musiał go złamać celowo. Jung przechowywał połamany nóż przez resztę życia i wiele lat później wysłał jego fotografię do badacza psychologii, J. B. Rhine’a.

Duch się święci

W tym czasie Jung, podobnie jak wielu innych, interesował się spirytyzmem i czytał poświęconą temu literaturę – książki Zöllnera, Crooksa, Carla du Prela, Swedenborga oraz klasyk Justinusa Kernera „The Seeress of Prevorst”. W stowarzyszeniu debatującym Zofingia na Uniwersytecie w Bazylei wygłaszał on wykłady na temat „Wartości Badania Spekulacyjnego” oraz „Ograniczeń Precyzyjnej Nauki”, w których kwestionował dominujący paradygmat materializmu, który zresztą obowiązuje do dziś. Jung zaangażował studentów w różne eksperymenty okultystyczne, gdy jednak opowiadał im o swoich pomysłach lub pouczał o potrzebie traktowania ich poważnie, spotykał się ze sprzeciwem. Wydaje się, że więcej szczęścia miał ze swoim jamnikiem, który, jak czuł, rozumiał go lepiej i sam potrafił wyczuć nadnaturalną obecność. [2]

Inną osobą, która wydawała się wyczuwać nadnaturalną obecność, była jego kuzynka od strony matki, Helene Preiswerk. W liście do Rhine’a opisującym roztrzaskany nóż Jung odnosi się do Helly – jak zwykł ją nazywać – jako do „młodej kobiety wykazującej zdolności mediumistyczne”, którą spotkał mniej więcej w czasie incydentu, również w swoich „tak zwanych” autobiograficznych „Wspomnieniach, Marzeniach, Refleksjach” opisuje, że po incydentach ze stołem i nożem był zaangażowany w cykle seansów ze swoimi bliskimi. W rzeczywistości jednak seanse odbywały się już jakiś czas przed tymi dwoma zdarzeniami, a ich punktem centralnym była Helly, którą Jung bardzo dobrze znał i która była w nim zakochana. Jest to wczesny znak jego cokolwiek niejasnych związków z okulturą.

Helly wpadała w trans i upadała na podłogę, oddychając głęboko i przemawiając głosem starego Samuela Preiswerka – choć de facto nigdy go nie słyszała. Mówiła pozostałym, że powinni się modlić za jej starszą siostrę Berthę, która, jak mówiła, właśnie urodziła czarne dziecko. Bertha, która mieszkała w Brazylii, miała już jedno dziecko ze swoim mieszanej rasy mężem, drugie dziecko urodziła zaś w tym samym dniu, w którym odbywał się seans. [3] Kolejne seanse również okazały się zaskakujące. Z jednej strony, Samuel Preiswerk i Carl Jung Starszy – dziadek Junga ze strony ojca – którzy za sobą wzajemnie nie przepadali, osiągnęli porozumienie. Pojawiło się ostrzeżenie dla drugiej siostry, która również spodziewała się dziecka, które miała utracić – w sierpniu dziecko przyszło na świat przedwcześnie, martwe. [4]

Helly wydobywała z siebie kolejne głosy, najbardziej jednak interesującym była dusza o imieniu Ivenes, która nazywała siebie prawdziwą Heleną Preiswerk. Ta postać była dużo bardziej dojrzała, pewna i inteligentna od Helly, którą Jung opisywał jako roztargnioną i niespecjalnie bystrą, utalentowaną lub wykształconą. Wyglądało to tak, jak gdyby pod skórą pospolitej nastolatki ukrywała się pełniejsza, bardziej majestatyczna osobowość, podobnie jak „drugie Ja” Junga. Był to wgląd w psychikę, który zainspirował jego późniejszą teorię „indywiduacji”, procesu „stawania się tym, kim jesteś”. Helly później dojrzała i odnosiła we Francji sukcesy jako krawcowa, umarła jednak młodo w wieku zaledwie 30 lat.

Jung w swojej rozprawie „O psychologii i patologii tak zwanych zjawisk okultystycznych” opisuje Helly niepochlebnie jako „wykazującą trochę rachityczną formację czaszki” i mającą „nieco bladą twarz”, przy czym zapomina nadmienić, że to jego kuzynka. Pomija również swój udział w seansach i datuje je na lata 1899-1900, mimo iż rozpoczęły się one wiele lat wcześniej. Gerhard Wehr łagodnie sugeruje, że „kandydat na doktora z oczywistych względów bał się ukryć swoją własną rolę, szczególnie swoje pokrewieństwo, dlatego już od początku zaniechał jakiejkolwiek krytyki, która mogłaby poddać w wątpliwość naukową poprawność całej pracy”. [5]

Innymi słowy, Jung-naukowiec stwierdził, że zatajenie osobistego zaangażowania w tą sprawę Junga-okultysty będzie dobre dla jego kariery.

Poltergeist w biblioteczce Freuda

W 1900 roku 25-letni Jung został zatrudniony w prestiżowej Klinice Psychiatrii Uniwersytetu w Zürichu. Tutaj wykonał solidną pracę w zakresie badań nad kojarzeniem słów, rozwinął swoją teorię „kompleksów” i z powodzeniem zainicjował „przyjazne względem pacjenta” podejście do pracy z psychotykami i schizofrenikami. W czasie swojej kadencji nawiązał również współpracę z Freudem. Od roku 1906, gdy rozpoczął korespondencję, do 1912, w którym przyjaźń się zakończyła, Jung był wiernym zwolennikiem pracy Freuda i aktywnie ją promował. Zdarzały się jednak problemy. Jeden związany był ze słynnym poltergeistem w biblioteczce Freuda. Odwiedzając Freuda w 1909 roku w Wiedniu, Jung zapytał go o jego podejście do parapsychologii. Freud był nastawiony sceptycznie i odrzucił tą dziedzinę jako nonsens. Jung nie zgodził się z nim i, siedząc naprzeciw swojego mistrza, zaczął czuć jak jego przepona świeciła jak gdyby była rozgrzana do czerwoności. Nagle z biblioteczki dał się słyszeć głośny huk. Obaj panowie podskoczyli, a Jung rzekł do Freuda: „Oto przykład tak zwanego zjawiska katalitycznej eksterioryzacji!”, jak to długim określeniem Jung nazywał poltergeista lub „hałaśliwego ducha”. Freud odpowiedział: „Bzdura!”, wówczas Jung przewidział, że natychmiast pojawi się drugi huk. I tak się stało. Jak mówił Jung, od tego momentu Freud stawał się względem niego coraz bardziej nieufny. Czytając list Freuda do Junga na temat tego incydentu, można odnieść wrażenie, że to sam Jung jest odpowiedzialny za wszystko.

Nie było to zaskakujące – Jung wykazywał wiele paranormalnych zdolności. Gdy po skończonym wykładzie leżał w hotelowym łóżku, doświadczył samobójstwa pacjenta, który doznał silnego „przeniesienia” (chodzi tu o komunikację jednego umysłu z drugim bez wykorzystania bodźców zmysłowych – przyp. Ivellios). Pacjent doznał nawrotu depresji i strzelił sobie w głowę. Jung obudził się, czując dziwny ból na swoim czole. Później odkrył, że jego pacjent sstrzelił sobie dokładnie w miejsce, w którym on czuł ból, i to w tym samym czasie, gdy Jung się obudził. Co więcej, jeden z jego gości wspomniał kiedyś o „zewnętrznym libido” Junga i o tym, że „gdy powstał ważny pomysł, którego on jeszcze nie był do końca świadomy, meble i elementy drewniane w całym domu skrzypiały i trzaskały”.

Czerwona Księga

To właśnie rozłam między Jungiem a Freudem doprowadził Junga do „zejścia do podświadomości”, dręczącej podróży do najgłębszych zakamarków psychiki, w których zebrał wiadomości na temat zbiorowej podświadomości, która zainspirowała jego szkołę „psychologii analitycznej”. Wszedł w „kreatywną chorobę”, niepewny tego, czy nie oszaleje. W październiku 1913 roku, niedługo po rozłamie, Jung miał, z naszej perspektywy, wizję lub halucynację. Będąc w pociągu, zobaczył powódź zalewającą Europę od Morza Północnego aż po Alpy. Gdy woda dotarła do Szwajcarii, góry wyrosły, by chronić jego ojczyznę, na falach zauważył jednak dryfujące szczątki i ciała. Wtedy woda przemienił się w krew. Wizja ta trwała godzinę i wydaje się, że była snem, który nawiedził jego budzącą się świadomość. Spędziwszy ponad dekadę na leczeniu psychicznie chorych pacjentów, którzy cierpieli na takie właśnie symptomy, Jung miał powód do niepokoju. Ironią losu, jego obawy zmalały następnego lata, gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, a on zorientował się, że wizja stanowiła jej zapowiedź.

Psychiczne napięcie trwało jednak nadal. Przyszedł w końcu moment, gdy Jung czuł, że nie może już dalej walczyć z uczuciem szaleństwa. Postanowił pozwolić mu działać. Gdy to uczynił, znalazł się w niesamowitym podziemnym świecie, w którym spotkał dziwne inteligencje, które „żyły” w jego umyśle. To doświadczenie było tak niepokojące, że przez jakiś czas Jung sypiał z naładowanym pistoletem przy łóżku, gotów odstrzelić swój mózg, jeśli stres stanie się zbyt duży.

W swojej „Czerwonej Księdze” Jung zawarł opis, w słowach i obrazach, obiektywnych, niezależnych istot, które spotkał w trakcie swojej „kreatywnej choroby” – istot, które osobiście nie miały z nim nic wspólnego, a które jednak dzieliły jego wewnętrzny świat. Byli to Eliasz i Salomea, dwie postaci z Biblii, którym towarzyszył wąż. Była też postać, którą Jung nazwał Filemonem, a która stała się pewnego rodzaju „wewnętrznym guru” i którą przedstawiał jako łysego, białobrodego starego człowieka z rogami byka i skrzydłami zimorodka. Pewnego ranka, namalowawszy tą postać, Jung wybrał się na spacer, podczas którego natknął się na martwego zimorodka. Ptaki te rzadko widywano w Zurychu, a Jung nigdy nie widział ani jednego martwego ptaka. Była to jedna z wielu synchroniczności – „znaczących zbiegów okoliczności” – które się wówczas przydarzyły. Były również i inne. W 1916 roku, wciąż w uściskach swojego kryzysu, Jung znów poczuł, że coś wewnątrz niego próbuje się wydostać. Dziwny strach wypełnił jego dom. Czuł obecność zmarłych – podobnie zresztą czuły jego dzieci. Jedna z córek zobaczyła dziwną białą postać; innej coś zabrało w nocy koc. Syn Junga narysował obraz rybaka, którego widział we śnie: z głowy rybaka wyrastał płonący komin, a nad nim latał diabeł, który przeklinał rybaka, chcąc mu wykraść ryby. Jung musiał wszystkim opowiedzieć o Filemonie. Później, pewnej nocy, dzwonek u drzwi zadźwięczał głośno, nikogo jednak tam nie było. Jung zapytał: „Cóż się na tym świecie dzieje?” Głosy umarłych odpowiedziały: „Wróciliśmy z Jeruzalem, gdzieżeśmy nie znaleźli tego, czegośmy szukali”, słowa te stały się wstępem do dziwnych jungowskich „Siedmiu Kazań dla Zmarłych”, efektu „duchowego dyktanda” lub „channellingu”, które poświęcił „Bazylidesowi z Aleksandrii, Miasta, w którym Wschód zetknął się z Zachodem”.

Duchy w domu

W roku 1919 pierwsza wojna światowa już się zakończyła, a kryzys u Junga minął, mimo to nadal praktykował on coś, co nazywał „aktywną wyobraźnią”, rodzaj śnienia na jawie, którego rezultaty zapisał w „Czerwonej Księdze”. Nie brakowało jednak duchów bardziej tradycyjnego rodzaju. Jung został zaproszony do Londynu na wykład pod tytułem „Psychologiczne Podstawy Wiary w Duchy”, zorganizowany przez Towarzystwo Badań Psychicznych. Jung opowiedział Towarzystwu, że duchy i materializacje były „podświadomymi projekcjami”. „Wielokrotnie obserwowałem telepatyczne efekty podświadomych kompleksów, jak również wiele zjawisk parapsychicznych, nie widzę w nich jednak żadnego dowodu na istnienie prawdziwych duchów, dopóki więc taki dowód się nie pojawi, zmuszony jestem uznać to całe terytorium za należące do psychologii”, powiedział Jung.

Niewątpliwie było to wystarczająco naukowe, jednak rok później, znów w Anglii, Jung natknął się na nieco bardziej realnego ducha. Spędził kilka tygodni w domu w Aylesbury należącym do Maurice Nicoll (później studenta Gurdjieffa i Ouspensky’ego) i gdy został on otoczony przez dziwne dźwięki, izbę wypełnił nieprzyjemny zapach. Miejscowi mówili, że to miejsce było nawiedzone, szczególnie zaś jednej nocy [leżąc na łóżku] Jung znalazł na sąsiedniej poduszce głowę starej kobiety, pozbawioną połowy twarzy. Jung wyskoczył z łóżka i czekał do rana, siedząc w fotelu. Dom został później zburzony. Ktoś mógłby pomyśleć, że po spotkaniu umarłych wracających z Jeruzalem Jung nie będzie tak wstrząśnięty widokiem tradycyjnego angielskiego ducha, jednak to doświadczenie go zaszokowało; jego opis zdarzenia pojawił się dopiero 30 lat później, w 1949 roku, w mało znaczącej antologii historii o duchach.

Gdy jego wykład dla Towarzystwa Badań Psychicznych został wydrukowany w 1947 roku w „Dziełach Zebranych”, Jung dodał do niego przypis wyjaśniający, że nigdy już nie czuł się taki pewny jak w 1919 roku co do tego, że pojawianie się duchów można wyjaśnić przez psychologię, wątpił również, „czy szczególnie psychologiczne podejście jest w stanie ocenić to zjawisko”. W późniejszym postscriptum przyznał, że jego wcześniejsze wyjaśnienie było niewystarczające, nie mógł się jednak zgodzić na rzeczywistość duchów, ponieważ nie miał z nimi doświadczenia – bezproblemowo zapominając przy tym o nawiedzeniu w Aylesbury. Jednakże w 1946 roku w liście do psychoterapeuty Fritza Kunkela Jung przyznał: „Zjawiska metapsychiczne mogą być lepiej wyjaśnione przez hipotezę o duchach aniżeli przez jakości i właściwości podświadomości”.

Podobna niepewność otacza jego doświadczenie z I Ching, starożytną chińską wyrocznią, z którą zaczął eksperymentować na początku lat dwudziestych i która, podobnie jak horoskopy, stała się częścią jego praktyki terapeutycznej. Choć wspominał o I Ching tu i tam w swoich pismach, dopiero w 1949 roku – a więc znów prawie 30 lat później – w swoim wstępie do klasycznego tłumaczenia Wilhelma-Baynesa przyznał się szczerze do jej stosowania. I choć próbował wyjaśnić skuteczność I Ching przy użyciu synchroniczności, która stała się jego paranormalnym deus ex machina, Jung przyznał, że źródłem wnikliwości wyroczni są „duchowe agencje”, które tworzą „żywą duszę książki” – przy jego quasi-naukowym wytłumaczeniu uwaga ta wygląda dziwnie. Ironicznie, jego główna praca poświęcona „znaczącemu zbiegowi okoliczności”, „Synchroniczność jako zasada pozaprzyczynowych koincydencji” (1952), napisana wespół z fizykiem Wolfgangiem Pauli, przytacza tylko jeden niedwuznaczny przykład zjawiska, a czytelnicy, którzy – tak jak ja – akceptują rzeczywistość synchroniczności, są nieco zdumieni jungowską próbą opisania go przy pomocy archetypów, fizyki kwantowej, analizy statystycznej, matematyki, eksperymentów Rhyne’a z ESP, astrologii, telepatii, prekognicji i innych zdolności paranormalnych, które wszystkie wyglądają jak powtórka odbicia jungowskiego „Jestem naukowcem”.

Era Wodnika

W latach dwudziestych Jung zajął się badaniem gnozy – z którą zetknął się już wcześniej, w roku 1912 – i alchemii. To właśnie Jung, bardziej niż ktokolwiek inny, ocalił starożytną hermetycką pogoń od intelektualnego zapomnienia. Inną wykorzystywaną przez niego praktyką hermetycką była astrologia, którą zaczął badać na poważnie mniej więcej w czasie rozłamu z Freudem. Jung informował swoich najbliższych współpracowników, że horoskopy były częścią jego praktyki terapeutycznej, w mrocznych dniach drugiej wojny światowej odkrył jednak ich szersze zastosowanie. W roku 1940 w liście do H. G. Baynes’a Jung opisuje wizję, jaką miał w 1918 roku, w której widział „ogień spadający niczym deszcz z nieba i trawiący miasta w Niemczech”. Czuł, że 1940 jest rokiem decydującym, i zauważył, że rok ten nadszedł „gdy weszliśmy w południk pierwszej gwiazdy w znaku Wodnika”. Jak mówił, było to „ostrzegawcze trzęsienie ziemi Nowej Ery”. Był obznajomiony z precesjami równonocy, pozornym wstecznym ruchem słońca pomiędzy znakami Zodiaku. Działając jako tło dla słońca w trakcie równonocy wiosennej, każdy znak daje nazwę „erze” – nazywanej „miesiącem platońskim” – który trwa około 2150 lat. W swojej dziwnej książce „Ajon” (1951) Jung argumentuje, że „indywiduacja” zachodniej cywilizacji jako całości wypełnia szablon „miesięcy platońskich” i reprezentuje rodzaj „precesji archetypów”. Symbolizm ryby otacza Jezusa, ponieważ był on centralnym symbolem Ery Ryb, astrologicznego znaku ryby. Wcześniejsze ery – Byka i Barana – tworzyły symbolikę byka i barana. Nadchodząca era to Era Wodnika, doręczyciela wody. W rozmowie z Margaret Ostrowski-Sachs, przyjaciółką Hermanna Hesse, Jung przyznał, że zatrzymywał tą „tajemną wiedzę” dla siebie przez wiele lat i jeden jedyny raz ujawnił ją w „Ajonie”. Nie był pewny, czy „było mu wolno”, ale w trakcie swojej choroby otrzymał „potwierdzenie”, że jak najbardziej.

Choć uczony w sprawach tajemnych Gerald Massey i francuski ezoteryk Paul Le Cour już wcześniej mówili o nadchodzącej Erze Wodnika, Jung z pewnością był najbardziej prestiżową postacią z głównego nurtu, która o tym mówiła, i to dzięki niemu ta idea stała się podstawą kontrkultury lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To głównie przez jego komentarze na ten temat, zamieszczone w książce „Latające Spodki: Współczesny Mit o Rzeczach Widzianych na Niebie” (1958), w której sugerował, że UFO były po prostu mandalami z przestrzeni kosmicznej. Podczas swojego kryzysu Jung zetknął się z obrazem mandali, sanskryckiego „magicznego koła”, jako symbolem psychicznej całości, i zasugerował, że „latające spodki” były wielkimi archetypowymi projekcjami, stworzonymi przez psychiczne napięcie wytworzone przez zimną wojnę, która rozgorzała między Rosją a Ameryką. Świat Zachodu, jak argumentował, przeżywał załamanie nerwowe, a UFO były jedynym sposobem załagodzenia stresu.

Jung napisał profetycznie: „Moje sumienie jako psychiatry wymaga ode mnie wypełnienia mojego obowiązku i przygotowania tych niewielu, którzy mnie wysłuchają, na nadchodzące wydarzenia, które są związane z końcem ery… Jak wiemy z historii starożytnego Egiptu, istnieją symptomy zmian psychicznych, które zawsze pojawiają się pod koniec jednego miesiąca platońskiego i na początku następnego. Wydaje się, że są to zmiany konstelacji psychicznych dominatów, archetypów lub „Bogów”, jak zwykło się ich nazywać, które przynoszą długo oczekiwane przemiany zbiorowej psychiki. Ta transformacja rozpoczęła się w momencie przejścia z Ery Byka do Ery Barana, potem z Ery Barana do Ery Ryb, której początek wiąże się z powstaniem chrześcijaństwa. Zbliżamy się właśnie do tej wielkiej zmiany, gdy wejdziemy w Erę Wodnika…” Dziesięć lat później zespół The Fifth Dimension (którego pierwsza nazwa kosmiczny charakter Mystic Sixties) wylansował w hippisowskim musicalu „Hair” przebój zawierający ślady jungowskich idei, a miliony ludzi na całym świecie uwierzyło, że stają się świadkami „świtu Ery Wodnika”.

Jung-Mistyk

Jung zmarł w roku 1961, zaraz u wierzchołka „okultystycznego odrodzenia” lat sześćdziesiątych, renesansu magicznego myślenia, który w dużym stopniu sam wywołał. Jung był również bezpośrednio odpowiedzialny za „podróż na Wschód”, w którą wybrało się wielu i wybierają do dziś dnia. Wraz z I Ching, Jung okazał aprobatę dla takich dotychczas tajemniczych spraw, jak Tybetańska Księga Zmarłych, Taoizm i Zen, a bez jego interwencji trudno powiedzieć, czy te wschodnie importy zyskałyby swoją dzisiejszą popularność. To, że na wiele sposobów Jung był ojcem założycielem Pokolenia Miłości, postrzegane jest poprzez umieszczenie go na okładce albumu „Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band” Beatlesów, aczkolwiek sam Jung uznawał „siłę kwiatów” (flower power) za smutnie naiwną. Choć pomimo swoich wysiłków Jung nigdy nie został zaakceptowany przez intelektualistów z głównego nurtu, jego wpływ na kulturę popularną był ogromny, a nasze współczesne korzenie, wewnętrznie nakierowana duchowość, powiązana niestety z New Age, posiada wypisane na sobie jego nazwisko. Sam Jung może się wydawać dwuznaczny jeśli chodzi o jego związki z mistycyzmem, magią i okultyzmem, obecnie jednak miliony ludzi, którzy przykładają uwagę do swoich snów, zauważa dziwne zbiegi okoliczności i konsultuje I Ching, za które dziękuje Mędrcowi z Küsnacht.”

Autor: Gary Lachman, Fortean Times
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
Źródło: http://www.paranormalium.pl/okultystyczny-swiat-carla-gustava-junga,832,23,artykul.html

[1] Cytat z: Vincent Brome „Jung: Man and Myth”, Scientific Book Club, 1979, str. 277.
[2] Tamże, str. 68.
[3] Deidre Bair „Jung: A Biography”, Little Brown, 2004, str. 48.
[4] Tamże, str. 49.
[5] Gerhard Wehr „Jung: A Biography”, Shambhala, Boston, 1987, str. 72.

Boisz się podczas czytania teorii spiskowych? Komu zależy na tym strachu?

Boisz się podczas czytania teorii spiskowych? Komu zależy na tym strachu?

teorie spiskoweDziś krótkie ujęcie tematyki spisków i konspiracji, ale od innej strony. Swego czasu przedstawiłem śmiałą tezę, że krzykliwe portale z przerażającymi teoriami, takie jak wolna-polska, są otwierane przez samych.. No właśnie, kogo? Na zlecenie tych, którzy rządzą światem

Portale te cechują się krzykliwymi i naprawdę strasznymi, makabrycznymi opisami. Reszty dopełniają specjalnie generowane grafiki, w trupiej kolorystyce i schematyce. Ma to wywołać w Tobie kilka odczuć, które są zgubne, błędne (kłamliwe) i które w konsekwencji zasilają energią tych, którzy.. rządzą światem.

Te odczucia generowane przez teorie spiskowe to:

-strach, obawa, lęk – jedne z najsilniejszych ludzkich odczuć, zawsze zasilają ciemną stronę mocy. Jednym z najgorszych lęków jest lęk przed końcem świata. Więc na wszelkie sposoby jest on wzmagany i generowany przez media i w szczególności rzekomo niezależne portale;

-„nic się nie da zrobić„, „oni są potężni” – szczególnie w tym względzie celuje Rosja i jej sieć dziesiątków tysięcy portali rzekomo niezależnych. Rosja na portale rzekomo niezależne i na swoją autorską wersję new age wydała miliardy dolarów, by prać tak mózgi nam, świadomym. Gdyby byli tacy potężni, to ogarnęliby światową zapaść cywilizacji i biosfery i już mieliby swoje NWO. Gdyby armia Rosji była tak potężna jak ją przedstawiają te rzekomo niezależne portale, to dawno podbiłaby nie tylko całą Ziemię, ale miałaby już przyczółki nawet na Plutonie;

-bierność – skoro nic się nie da zrobić, bo są tak potężni, podświadomość / dusza przyjmuje program obojętności, wycofywania się z tak „złego” świata. Nawet nie zauważasz, gdy zaczynasz czuć się coraz gorzej, gdy masz coraz mniej energii życiowej, gdy spotyka Cię coraz więcej złych sytuacji i zdarzeń.

Poniżej wklejam ciekawy cytat odnośnie teorii spiskowych i strachu jaki wywołują, i co z tym należy robić:

Cytuję: „Gdy macie kontakt z treściami dotyczącymi niszczących sił i procesów, gdy oglądacie filmiki o tym, kto „rządzi” światem i do czego jest w stanie się posunąć, gdy zapoznajecie się z dokumentami dotyczącymi chorych praktyk przeciwko ludzkości – weźcie odpowiedzialność za swoje działanie i całą energię, którą wyzwalacie i tworzycie podczas procesu przyswajania i pogłębiania wiadomości, fizycznego oglądania/czytania/słuchania/przekazywania dalej/myślenia na danych temat natychmiastowo, najlepiej jeszcze przed wejściem w interakcje emocjonalne, zadedykujcie na przeciwdziałanie siłom ciemności.

Jako kreatorzy danej energii macie Prawo Twórcy do tego, by nadać jej kierunek. Jeśli więc pragniecie, by Wasze dzieci i ich dzieci nie musiały bać się o swoje życie, ocierając się o zło wyprodukowane przez czynnik ludzki w celu zdobycia władzy nad Światem, wyślijcie Światło do Duszy każdej z takich negatywnych osób, by przypomniała sobie, że jest iskrą Źródła. Dumną, pierwotną, wypełnioną honorem, Miłością i blaskiem. Niezatrzymywalną i niezwyciężalną. Bądź, jeśli to za trudne, wyślijcie Światło do każdego Wojownika Światła, Wingmakera, Wiedźmy i osoby na Ścieżce, która wie, w jaki sposób pokonać ciemność i uczynić ten Świat na powrót Cudem, którym jest.

Apeluję o przekazanie tej informacji wszędzie . W każdym języku świata. Postarajmy się, by pod każdym filmem na Youtube, który porusza taką tematykę, właściciel kanału zadedykował każdą energię wyzwoloną przez publikowaną tam treść na przeciwdziałanie tym siłom i wzmocnienie Sił Światła. Ma prawo. Ma energetyczny obowiązek.

Nie dajcie się przeformatować. Bądźcie aktywni, czyniący. Nie pasywni, przyjmujący w siebie każdą wizję końca świata, którą Wam zapodają. Nigdy nie pozwól sobie, by po obcowaniu z takimi treściami Twoja energia stała się zmartwieniem, bezradnością, słabością, załamaniem. Wówczas pracuje ona.. dla nich! Pamiętaj, ZAWSZE MASZ WYBÓR. NAWET, GDY CAŁY ŚWIAT PRZEKONUJE CIĘ, ŻE NIE MASZ WYBORU, MASZ WYBÓR MU NIE UWIERZYĆ.

I święte prawo.

Kochani, Świadomością i Światłem rozpuścimy najbardziej gęste i okrutne zło. Ja dodam do tego garść brokatu i nareszcie świat przypomni sobie, o co chodzi w tym lśnieniu szczęściem, które jest w nas konsekwentnie niszczone. Martwisz się – sprawdź, kto zaciera łapki. I upewnij się, że Twoja energia wspiera walkę o Dobro i wspiera tworzenie go, a nie zasila egregor iluminacki bądź inne destrukcyjne ścierwo. Nie mamy czasu, kochani – trzeba obudzić się już teraz! I każdy krok, który czynicie, uczynić krokiem w życie, którego wszyscy pragniemy.”
~Anna Sokołowska

Szczególnie to ostatnie daje nam się we znaki. Prawdziwe zrozumienie przychodzi wtedy, gdy zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoja świadomość i Twoje życie zależy od czegoś tak trywialnego jak.. Twoje myśli. Nie, nie zależy ono od tego ile teorii spiskowych przeczytałeś, ile wiedzy przyswoiłeś, ile jakże mądrych książek Osho czy Tolle wchłonąłeś.

Jeszcze abstrahując od tematu.. Zwolennikom Osho i innych „guru” pod rozwagę daję poniższy cytat. Cała tajemnica zamyka się tak naprawdę w prostocie i w BRAKU TAJEMNICY. Guru new age i ich lustrzane odbicia, czyli władający „tajemną wiedzą” sataniści, z grubsza okłamują Cię w podobny sposób. Ego jest jednak trochę potrzebne, cisza nie przemawia (to Ty i Twoja wola wypełnia próżnię – ciszę), a sama teoria dodatkowo zagmatwana nic nie da. Prostota i praktyka – co i jak należy zrobić, zamiast pięknych i niby „mądrych” słów, które jednak kłamią.

Cytat: „Tajemna wiedza” jest z zasady otoczona aluzjami i niedopowiedzeniami. Lecz jak wiadomo człowiek, który myśli jasno, jasno swe myśli wykłada. I jeżeli władający „wiedzą tajemną” sprawia wrażenie, że wiadome jest mu coś takiego, co rzekomo może powiedzieć tylko swojemu uczniowi „na uszko”, a w pozostałym czasie wyraża się przy pomocy aluzji i głębokich sentencji, to znaczy, że najprawdopodobniej guru sam nie ma do końca pojęcia, w czym tkwi istota jego wiedzy.”
~Vadim Zeland

Kimże jestem by kwestionować nauki mistrzów, zapytasz? Jestem tym który je sprawdził i stwierdził że zwyczajnie nie działają.. O tym jak działa wszechświat i CO KONKRETNIE TRZEBA ZROBIĆ powinni pisać ci mistrzowie, a nie taki niszowy i jakże słabo uduchowiony bloger jak ja. Oni jednak tego nie napisali, w wielu przypadkach zabrali tę wiedzę do grobu, na zawsze.. I to pomimo tego, że sami mieli potężny wpływ na materię i mogli wręcz przenosić góry. Czy byli więc z premedytacją działającymi agentami matrixa?

A do fanów Osho, Tolle, de Mello mam takie przesłanie.. „To, co popularne, jest złe” – dotyczy to także mistrzów duchowych. Szukaj mistrzów zapomnianych, często zupełnie, takich jak Hermes, Franz Bardon, Vadim Zeland, Mark Passio. I jeszcze jedno – najważniejszy jest zawsze rezultat, bowiem „skuteczność jest miarą prawdy„. To, co jest skuteczne tu i teraz, jest też prawdziwe.

Jaką metodę stosujesz? Nie, to nie jest poprawne pytanie. Jaki jest rezultat metody, którą stosujesz? Mistrz duchowy z serii new age powie Ci, że nie da się tego przyspieszyć, że oświecenie przyjdzie dokładnie wtedy, gdy będziesz gotowy. Możesz więc czytać ich dzieła i czekać, czekać, czekać, np trzy lata jak ja. Możesz czekać i 30 lat lub całe życie.. O ile chcesz – to Twoja wolna wola. I inaczej – satanista powie Ci, byś zawarł pakt z diabłem, byś za pomocą demonów i aniołów (to jedno i to samo tak naprawdę..) ruszył maszynerią astralu. A potężną energię, władzę i moc będziesz miał natychmiast. A co, jeśli oba podejścia nie są konieczne by zmienić swoje życie i doświadczyć tego niezwykłego? Czy istnieje trzecia droga?

Sama teoria i sama wiedza, bez pogodzenia się ze światem, bez wybaczenia i bez nadania tej teorii mocy sprawczej, może wręcz zatruć życie. Przykład to wiedza na temat kobiet. Jakie to kobiety są rzekomo złe i emocjonalne. Problem w tym że ta wiedza jest z założenia „skonfigurowana„, czyli opisana, na najniższym możliwym stopniu świadomości. Czyli pokazuje ona, jak wiele kobiet będzie się zachowywać w zetknięciu z „typowym facetem„. Chcesz być takim „typowym„, co nic nie kuma?

Inni ludzie niezależnie od płci są lustrem nas samych. Ich reakcje są zależne od tego, co tkwi w nas. Owszem, z wieloma ludźmi lepiej się nie zadawać. Ale gdy masz już pewną świadomość, to po pierwsze tacy ludzie z którymi nie warto się zadawać, będą sami uciekać. Po drugie, cała reszta ludzi będzie inaczej reagować na to co mówisz i robisz. Tutaj ta wiedza o kobietach może zatruć życie i zrujnować nasze relacje. Trzeba ją znać, owszem.

Ale trzeba przebaczyć, przejść z tym do porządku dziennego – by żyć i kochać pomimo wszystko. Mężczyźni też mają swoje ciemne strony. Ja przepracowałem dużo zagadnień z tematyki naszego wrodzonego konserwatyzmu, systemu zrodzonego z patriarchalnych, podświadomych lęków. Więc wiem trochę na temat diabłów czyhających w męskiej psychice.

Tak więc Twoja świadomość i Twoje życie zależą właśnie od Twoich myśli. Gdy masz tę wiedzę – możesz z jednej strony przecinać, blokować myśli niewygodne, złe, bolesne. A z drugiej strony, możesz wygenerować potężny ładunek energii i mocy poprzez podtrzymywanie i wzmaganie myśli pozytywnych. Nawet jeśli one są tylko nierzeczywistymi hologramami. Podświadomość / dusza nie wie że są to tylko hologramy, czyli sztucznie wygenerowane obrazy, bierze je za pewnik. I powstaje tym razem rzeczywista energia życiowa i moc na ich podstawie. Sam posługując się tą techniką osiągam coraz lepsze efekty.

Zresztą, tej techniki używa chyba… 100% ludzi na Ziemi, tylko zupełnie odwrotnie – w zły sposób. Więc nie mówcie że są to kolejne brednie new age które nie działają.. Bo sami tego używacie! I to działa, niestety, jak jasna cholera! Otóż w tym świecie pierwszeństwo mają bodźce negatywne. Nie wiem czemu tak jest i przestałem się nad tym zastanawiać. Być może jest to relikt ewolucji, gdy zagrożeń było bez liku. Być może jest to relikt dzieciństwa, gdy co chwila mieliśmy upadki, wypadki, a nieumiejętnie postępujący rodzice próbowali nam na swój sposób wybić z głowy zabawy takie jak wtykanie palców do gniazdka z prądem.

I teraz: ile razy dziennie nachodzą Cię złe, negatywne, sprawiające ból myśli? Zapewne kilka, kilkanaście razy. Spoko, mnie też czasami nachodzą. Ale pytanie kolejne jest ważniejsze i zamyka się w nim samo sedno sprawy.. Otóż, jak bardzo ulegasz tym myślom? Jak bardzo je wzmagasz i nasilasz? Odpowiem za Was, bo znam 99,9% odpowiedzi na to pytanie.. Jesteśmy nauczeni godzinami, dniami, tygodniami, miesiącami wzmagać, wzmagać i wzmagać złe myśli. Ciągle je nasilać, bez końca. Więc mamy to, co mamy. Prawo wszechświata działa? Działa! Tylko używamy go w zupełnie odwrotny, niekorzystny dla nas sposób.

Dano nam plansze (planetę) i zasady. Planszę zdemolowaliśmy, a zasady – albo zapomnieliśmy, albo zignorowaliśmy, albo używamy nie tak jak trzeba. Architekt systemu – ten nie ingerujący, beznamiętny Architekt – dał nam zestaw praw, zasad, możliwości. Możemy je wykorzystać lub nie możemy. W efekcie z ogromnej większości w ogóle nie korzystamy. Stworzyliśmy potężne systemy (religie, ideologie, racjonalizm / ateizm) które mają za zadanie ograniczać nam ten potencjał. Dalej: możemy z nich korzystać albo w dobry, albo w zły sposób. Korzystamy najczęściej w zły sposób, bo tak nas nauczono od dzieciństwa.

Od wczesnego dzieciństwa aż po wiek dorosły setki ludzi (rodzice, nauczyciele, kapłani, koledzy) wykonali kawał solidnej roboty, by przekazać nam w 100% wadliwe instrukcje obsługi działania człowieka i świata. Nie wiemy jak budować poprawne relacje, nie wiemy jak nie spieprzyć sobie życia, nie wiemy jak odnieść sukces i znaleźć szczęście. Mamy po brzegi wypchaną głowę systemami wartościami i doktrynami, które powodują cierpienie, zło, które absolutnie nie przystają do realiów świata, które już dawno, często wieki temu się zdezaktualizowały.

Przeczytaj też moje pozostałe wpisy o duchowości, ezoteryce, świadomości:

Autor: Jarek Kefir Continue reading „Boisz się podczas czytania teorii spiskowych? Komu zależy na tym strachu?”

CO BY BYŁO GDYBY LUDZIE ŻYLI 1000 LAT JAK PRZED WIEKAMI?

Przekazy wielu starożytnych ludów i kultur mówią, że przed wieloma tysiącami lat ludzie żyli po 1000 i więcej lat. Mówi o tym nie tylko Biblia, ale różne inne pisma, księgi i podania. Zastanówmy się chwilę nad tym pytaniem: co by było gdybyśmy żyli 1000 lat, a nie po 70 jak obecnie? Okazuje się, że zadziwiająco wiele problemów społecznych i różnych innych byłoby rozwiązanych..

Tak jak na obrazku powyżej – cztery cywilizacyjne niedobory. Witamina D3 – dotyczy co najmniej 90% Polaków w okresie wrzesień-maj. Witamina C – wszyscy, bo mamy zablokowaną biosyntezę. Magnez – większość ma za niski poziom, bo spożywamy o wiele za dużo wapnia (antagonisty magnezu). Jod – Bałtyk jest morzem zimnym i dostarcza śladowe ilości tego pierwiastka.

Przykładów niedociągnieć natury przy projektowaniu ludzkiego organizmu jest dziesiątki jeśli nie wiecej. Nie chodzi tylko o ewidentne „buble” biologiczne które znają chyba wszyscy. Podstawowy problem ludzkiej natury który generuje wrecz cywilizacyjne problemy, to rozszczepienie (de facto: schizofrenia) jednostki decyzyjnej człowieka na trzy obszary:

-podświadomość (mózg gadzi, reaguje w czasie ułamków sekund lub mniejszym, ma poteżną moc obliczeniową niczym superkomputer, podejmuje wiekszość decyzji poza naszą kontrolą);
-świadomość (umysł logiczny, racjonalny, ma skrajnie niewielką moc obliczeniową niczym MS DOS, pełen pułapek, neuroz, traum, z jego obłednymi ideologiami, doktrynami, religiami itp itd);
-nadświadomość (dusza, przemawia najciszej, ma jeszcze wiekszą moc obliczeniową niż podświadomość, ludzie wypierają sie kontaktu z nią. Jest połączona z podświadomością i czesto działa i wpływa poprzez podświadomość by ominąć pułapki i psychozy umysłu logicznego);

Uwielbiany przez teoretyków konspiracji symbol piramidy NWO z wszystkowidzącym okiem, jest tak naprawde symbolem tego rozszczepienia na trzy osobne ośrodki decyzyjne. Piramidę można interpretować jako symbol całości naszego jestestwa. Można ją także interpretować w sensie społecznym. Symbolika piramidy jest uniwersalna. Wartości które są najniższe, są na samym dole piramidy i ilościowo jest ich najwięcej. Wartości „średnie” to oczywiście środek piramidy i jest ich już wydatnie mniej.

Góra piramidy (wszystkowidzące oko) symoblizuje nadświadomość, duszę człowieka. Jest jej ilościowo najmniej i jest oderwana od reszty piramidy – co jest symbolem raju utraconego, braku kontaktu z Bogiem. Środek piramidy symbolizuje świadomość (rozum logiczny) i jest go już wiecej. Natomiast podstawa piramidy której jest najwiecej, to podświadomość z jej poteżną armią – neurobiologią, neuroprzekaźnikami, emocjami, żądzami, instynktami, pragnieniami.

Tak się zastanawiam, po co ktoś / coś tworzył ludzki organizm tak, by nie mógł pobrać podstawowych składników ze środowiska? A może prawdą jest teoria spiskowa, że przed tysiącami lat (po upadku Atlantydy?) ktoś nam majstrował w genach? I skrócił nam przy okazji życie z 1000 lat do max 130 lat? Gdyby ludzie żyli tysiąc lat, to byliby znacznie spokojniejsi, bardziej pokojowi, mniej agresywni.

Bo na wszystko byłby czas. Teraz praktycznie całe życiowe doświadczenie trzeba „załatwić„, a przynajmniej zacząć przed 30-stką – „wyszumienie się„, pozycję zawodową, wykształcenie, rodzinę jak ktoś chce. Bo w wieku 30 lat człowiek zaczyna się powoli starzeć zdrowie i witalność już nie ta, a 40 czy 50 letni organizm to praktycznie wrak.

Ludzie to podświadomie wiedzą i stąd nasila to ich agresje, niepokój, postawę roszczeniową wzgledem innych i egoizm. Człowiek dobrze wie, że wiek 15 do 30 lat to jego najlepsze lata, i czesto praktycznie jedyne lata tej ziemskiej radości. Stąd tak łapczywie ją chłonie. Robi wszystko by łapać te upływające coraz szybciej chwile. Wiec nie zważa na innych, łapczywie chwyta dzień, idzie po trupach do celu.

Czesto schemat jest taki – że człowiek może wybawić sie, wyszumieć do 25 czy 30 roku życia. Na to jest społeczne przyzwolenie. Potem kończy studia i bezlitosna maszyneria społeczna pochłania go bez reszty. Praca w korpo, ślub (bo rodzina dogaduje „kiedy wreszcie sie ustatkujesz„), wyścig szczurów. Budowanie swojego statusu społecznego (coraz to nowe i nowe zachcianki i wydatki, kredyty, hipoteczniaki). Potem przychodzi 30-stka, wiec żądaniem społeczeństwa jest byś założył rodzine.

A to oznacza de facto koniec beztroski młodości. W naszej drapieżnej rzeczywistości społeczno-ekonomicznej oznacza to czesto pogrzeb jakiegokolwiek życia towarzyskiego, seksualnego, oznacza to koniec codziennych radości. Jest odpowiedzialność, obowiązki, kredyty, troski, szarość i burość dnia. To wtedy zaczynają sie pierwsze nerwice, depresje, zdrady, pracoholizm, nałogi.. Potem dochodzą cukrzyce, zawały, nadciśnienie, choroba hashimoto i szereg innych, bedących teraz plagą.

Gdy masz te 50 lat, dzieci odchowane – stoisz już de facto nad grobem. Organizm – czesto jest to wrak fizyczny i psychiczny, nie oszukujmy sie. Zaczyna sie starość – szara, brzydka, traumatyczna. Może ona trwać 10 lat, może trwać i 70 lat, do 120 roku życia, ale co to zmienia? W pewnym momencie światło Twojego życia gaśnie. Twoje ciało wraca tam skąd przyszło – do Ziemi, tej Ziemi, która w taki spokojny i niewzruszony sposób traktuje swoje dzieci wszystkich gatunków i płci.

Społeczne żądania i oczekiwania są wzajemnie sprzeczne i wzajemnie wykluczające sie. Są one nie do pogodzenia i tym samym nie do spełnienia. Masz 20, 30 lat? Spoko, myślisz że to jakoś pogodzisz, ogarniesz te społeczną schizofrenie.. Ale tryby tej maszyny kiedyś sie zatną. Prosze, nie zazdrośćcie tym szarym do bólu „normalnym” Kowalskim.

Ale zaraz zaraz.. Gdybyśmy żyli tysiąc lat, na wszystko mielibyśmy czas i miejsce. Na całe piekno ziemskiego doświadczenia z jego ogromną różnorodnością i pełną paletą barw. Wybawić sie, wyszaleć, wyszumieć, i przy tym zdobyć wykształcenie i ogromne umiejetności zawodowe? A prosze bardzo, masz na to 100, 200 a nawet 300 pierwszych lat życia! Czyż to nie wspaniałe? Potem gdy Ci sie znudzi i zapragniesz głebi w swoim życiu – w wieku tych 200 czy 300 lat zakładasz rodzine z te naprawde bliską osobą, bratnią duszą, którą poznałeś w wieku lat 100, bedąc już pełen autentycznej życiowej mądrości, ale wciąż w sile wieku.

Odchowujecie dzieci, mija zaledwie 30 lat Waszego życia, a Wy dalej jesteście w pełni sił witalnych! Możecie teraz zająć sie dalszym rozwojem zawodowym. Możecie dalej bawić sie, szaleć, poznawać smaki ziemskiego życia. Potem przychodzi wiek tych 400, 500 lat.. Zauważacie że życie to coś wiecej, pragniecie rozwoju duchowego, poznawania odwiecznej wiedzy? A prosze bardzo, macie na to kolejne 500 lat Waszego życia! Przez te 500 lat możecie oczywiście dalej rozwijać sie zawodowo, naukowo, możecie mieć kolejne i kolejne dzieci.

Zmierzam do tego, że przed wiekami ktoś (coś?!) zrobił/o nam ogromną krzywde, manipulując nam w genach i skracając długość życia z tysiąca lat do 120 lat. Był to zabieg tak perfekcyjnie zły, że aż diaboliczny. O tym, że ludzie kiedyś żyli tysiąc i wiecej lat, mówi nie tylko biblia. Ale szereg starożytnych pism z całego świata, z różnych szerokości geograficznych, z różnych, odległych od siebie kultur. Dlaczego tak sie stało? Odpowiedzi jednoznacznej nie ma, są tylko domysły niknące gdzieś hen w mrokach naszych pradziejów.

Czy kiedykolwiek sie nad tym zastanawialiście? Ileż mniej byłoby agresji, nienawiści, podziałów, deptania innych, gdyby ludzie na wszystko mieli czas! Ile wiecej byśmy zgromadzili wiedzy (naukowej i duchowej) gdybyśmy żyli tysiąc lat. Pomyślmy co by było, gdyby Einstein czy Tesla żyli tysiąc lat, gdyby właśnie dziś obmyślali nowe wynalazki. Co by było, gdyby tysiąc lat żyli Osho czy Anthony de Mello, i do dziś przekazywali wiedze?

Są to myśliciele którzy dali podwaliny pod budowe nowego rdzenia cywilizacji (new age), bo dwa stare (chrześcijaństwo i kartezjańsko-newtonowki racjonalizm) są już niewydolne i rozpadają sie. Oni żyli w czasach, gdy ujawnienie całości wiedzy nie było możliwe. Zostawili nam tylko i wyłącznie oderwaną od życia teorie. Ich doświadczenie i przekazana wiedza jest niekompletna, bo brakuje w niej najważniejszego – praktyki i kreacji. O tym pisałem już kilka razy i ten temat bede poruszał jeszcze przez wiele felietonów.

.

.

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę mówić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG