Reklamy

Tag: rodzina

EPIDEMIA KORONAWIRUSA MA TOBĄ WSTRZĄSNĄĆ I CIĘ PRZEBUDZIĆ

Z negatywnych skutków apokalipsy koronawirusa: Ludzie teraz siedzą w domach. Świat stanął w miejscu, zwolnił szaleńczy, kapitalistyczno-konsumpcyjny pęd nie wiadomo dokąd i po co. I o zgrozo! Ludzie mają wolny czas. Dzieci mają wolny czas. I nie wiadomo, co z tym wolnym czasem zrobić. Tkwiliśmy w tak wielkim zniewoleniu, że zapomnieliśmy nawet, co robić z wolnym czasem.

Więc wybuchają kłótnie, frustracje i spory, podsycane dodatkowo strachem o przetrwanie (zaraźliwy wirus groźniejszy niż grypa, rynek pracy). Ludzie kupują mnóstwo alkoholu i piją go, byle tylko nie skonfrontować się z.. samym sobą. Sprzedaż alkoholu znacznie wzrosła, gdy tylko idę do sklepu np po bułki, to widzę puste półki z piwem. Byle tylko się znieczulić. Siedzą przed telewizorami, nudzą się.

Dodatkowo, teraz dzieci nie są w szkołach i po szkole na zajęciach pozalekcyjnych. I tutaj rodzice zbierają to, co zasiali. Dzieci hodowane jak gęsi, po kapitalistycznemu, ze smartfonem w ręku, hodowane przez rodziców pracujących 14 godzin na dobę, dokazują i rozrabiają. A dzieci naprawdę wychowywane są teraz dobre. Kłopot polega na tym, że większość ludzi nie umie wychowywać swoich dzieci, tylko je hoduje, i nie powinno ich mieć.

Z pozytywnych skutków apokalipsy koronawirusa: Ludzie w końcu mogą zwolnić. Poznać inne wartości, niż zapierdalanie przez większość dnia na Janusza biznesu płacącego grosze. W końcu widzą swoich bliskich, partnerów, rodziny, dzieci. W końcu zaczynają te dzieci naprawdę poznawać, a nie tylko hodować. Mogą zająć się hobby, lub inaczej: mogą w końcu znaleźć to, co ich interesuje. W końcu zaczyna do nich dochodzić to, co było dotąd ukryte. Po co to wszystko? Jakie jest moje miejsce na tym świecie? Czy przeznaczam bliskim odpowiednią ilość czasu? Po co mi ta cała kariera? I o większa zgrozo: jaki jest sens tego wszystkiego, sens życia?

Ludzie także jednoczą się w obliczu zagrożenia. Obok kłótni i sporów, jest też większa serdeczność i lepsza współpraca. Kto wie, może wielu ludzi w końcu skuma, o co na tym świecie naprawdę chodzi? A to jest największym zagrożeniem dla elit. Dlatego system od początku do końca jest tak skonstruowany, by tego czasu wolnego ludzie mieli jak najmniej. A teraz ten chory, psychopatyczny system się sypie. Są ludzie, którzy zaczynają zombieć przed telewizorem. Ale myślę, że jeszcze większa ilość ludzi zaczyna.. myśleć.

I to jest w tym najlepsze. Ten okres społecznej kwarantanny spadł nam, ludziom coś tam kumającym, jak gwiazdka z nieba. Będzie nas coraz więcej. Świat, który znaliśmy jeszcze 3 tygodnie temu, odszedł. Nic już nie będzie takie samo. Teraz przyjdzie olbrzymi kryzys gospodarczy. A to spowoduje, że jeszcze większa ilość ludzi zacznie się nad „tym wszystkim” zastanawiać.

Ludzie zaczęli w końcu kumać, że są czymś więcej niż towarem, niż produktem. Że są czymś innym, niż to, co mówią o nich inni. Że ich mieszkanie, samochód, wakacje czy kupione rzeczy wcale nie są nimi samymi. Że jest coś więcej, jakieś inne wartości niż wyścig szczurów i rzekomy rozwój osobisty. Który tak naprawdę nie jest rozwijaniem siebie, ale jedynie przystosowywaniem do nieludzkiego systemu i do zarabiania na kogoś innego. Że jest coś więcej, niż tylko uchodzenie za normalnego i statecznego obywatela. Że nie liczy się to, ile kto ma zer na koncie. Bo teraz wielu ludzi może umrzeć. Wielu może stracić zdrowie. Mogę umrzeć ja, możesz umrzeć Ty, mogą umrzeć nasi bliscy. Nie wiemy choćby, co będzie jutrzejszego dnia – czy zastaniemy nasz zakład pracy otwarty czy zamknięty, czy gospodarka nagle nie upadnie wręcz w apokaliptyczny sposób, czy rząd całkowicie nie zamknie granic i nie ustawi kordonów sanitarnych wokół miast.. A ta niepewność bardzo pobudza do myślenia i do rozważań nad całym naszym życiem.

Ale to jest też w tym wszystkim najgorsze. Bez bata nad ludźmi nie ma postępu i nie będą chcieli nic zmieniać na lepsze. Stają się wtedy gnuśni i rozlaźli, jak Niemcy czy Anglicy znudzeni luksusem życia. Dopiero w obliczu zagrożenia rodzaj ludzki się jednoczy i przeciwstawia złu. To przeciwności i zagrożenia powodują, że obok znieczulicy i zła, z ludzi wydobywają się najlepsze cechy. I tak źle, i tak niedobrze. Zawsze musi być coś, co przeszkadza. Ale tu już można przytaczać rozważania gnostyckie – o źle (czy aby na pewno źle?) zaprojektowanym świecie, o systemie operacyjnym (nazywanym różnie: prawa natury, demiurg, jahve, szatan) będącym matrycą błędu, gdzie 90% wartości i pojęć jest odwróconych o 180 stopni. Czyli dobro nazywane jest złem, a zło – dobrem. Ale to nie czas na takie rozmyślania. Czytaj dalej „EPIDEMIA KORONAWIRUSA MA TOBĄ WSTRZĄSNĄĆ I CIĘ PRZEBUDZIĆ”

Reklamy
Reklamy

EPIDEMIA KTÓRA PRZEBUDZI LUDZKOŚĆ

Ten poniższy cytat to PRAWDA.. ❤️ Ludzie mogą w końcu pójść po rozum do głowy, że wyścig szczurów i praca 14 godzin na dobę to wcale nie żaden rozwój osobisty i kariera, ale zabijanie siebie, zabijanie swojej rodziny i swojego życia. Prawdą jest też to, że podczas kwarantanny wychodzi zarówno globalny jak i indywidualny cień.

Globalny, czyli lęk o przetrwanie, który czuli nasi przodkowie podczas wojny.

Indywidualny, czyli to, co mamy sami w sobie. Co skutkuje kłótniami czy frustracją, bo okazuje się, że dzieci, z którymi trzeba teraz spędzać 24 godziny na dobę wcale nie są tak grzeczne, a my przez wyścig szczurów zapomnieliśmy, jak to jest spędzać i w ogóle mieć czas wolny.

Wcześniej dawaliśmy dzieci na wychowanie szkole, korepetytorom, zajęciom pozalekcyjnym. Pociechy wracały do domu często po 8 czy 10 godzinach i były zmęczone, i siłą rzeczy bardziej grzeczne. Chcieliśmy te nieszczęsne dzieciaczki wdrożyć w tryby bezdusznej kapitalistycznej machiny, która każe wychodzić z domu wcześnie rano i wracać często późnym wieczorem. Czyli tak, jak to jest u nas, dorosłych.

I jeszcze łudziliśmy się, że to dla ich dobra. A teraz dziecko jest w domu cały czas i rozrabia. Dokazuje. Teraz trzeba w końcu spędzać czas z rodziną, partnerem. I cholera, nie wiadomo, jak to robić. Bo przestaliśmy to robić nazywając swój kierat rozwojem i karierą. I jak tu nie być sfrustrowanym, jak tyle czasu wolnego, a my już nawet nie wiemy jak go spędzać?

Więc ludzie uciekają. Uciekają od siebie i swojego cienia, którego nie chcą dostrzec. Uciekają w alkohol, czyli nasz powszechny znieczulacz, którego sprzedaż znacznie wzrosła. Uciekają też w skrajne emocje, podswiadomie wywołując kłótnie i spory. Byle tylko nie czuć, byle tylko coś się działo (np kłótnia rodzinna), byle tylko nie było nudy. Wszystko by uciec od siebie i od prawdziwego, opłakanego stanu naszego wnętrza. Tymczasem ucieczka nie jest dobrym wyjściem. Dobre wyjście to konfrontacja z cieniem, jego przepracowanie i maksymalna trzeźwość.

Jednak uważam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz mamy szansę zwolnić, zatrzymać ten szaleńczy pęd nie wiadomo dokąd. Mamy szansę dostrzec, że wyścig szczurów to wcale nie najlepszy sposób na życie. Dlaczego? Ponieważ nam to życie odbiera, niszczy.

Czytaj dalej „EPIDEMIA KTÓRA PRZEBUDZI LUDZKOŚĆ”

DUCHOWOŚĆ I WARTOŚCI W CZASACH EPIDEMII KORONAWIRUSA

Czy koronawirus wpłynie na ludzkie wartości? Jaką naukę możemy wynieść z epidemii koronawirusa?

Pędziliśmy jak szaleni. Sami nie wiedząc po co, na co i przede wszystkim dokąd. Liczył się dla nas lans, szpan i opinia innych. Chcieliśmy mieć jak najwięcej, być w jak największej liczbie miejsc, być jak najpiękniejszymi. Chcieliśmy być ideałami. Chcieliśmy być wzorowymi obywatelami i idealnie przystosowanymi członkami społeczeństwa, ludźmi dorosłymi, szanowanymi i poważanymi.

Ale coś nie wyszło. Przyszedł on.

Wieść o nim nadeszła nomen omen w symbolicznym okresie Bożego Narodzenia i Sylwestra. Mały, niepozorny i zupełnie niespodziewany. Koronawirus, znany pod naukową nazwą SARS-CoV-2. Taki mały, a jest boi się go każdy: zdrowy i chory, młody i stary, mędrzec i głupiec, bogacz i biedak, król i poddany. Wniósł w nasze tylko z pozoru idealne życie chaos i trwogę. Ba! Zmusił nas do tego, że nie możemy teraz jechać na wakacje all inclusive do Włoch, a od kilku dni – nie możemy założyć ciuchów Gucciego i brylować na parkiecie w „clubie.” No jak to, skąd ja wezmę fotkę na instagram! Chyba pójdę na spacer do lasu, ale gdzie mam ten las w swojej okolicy znaleźć? Nawet nie wiem, gdzie mam najbliższy las. Wiem, gdzie mam najbliższy lokal z wegańską tofucznicą, ale nie wiem, gdzie w mojej okolicy jest las do spaceru!

Takie rozterki przeżywa wielu ludzi. A przynajmniej Ci, którzy są celebrytami, obserwowanymi i podziwianymi przez miliony. Przez te miliony, które muszą chodzić zapierdalać do pracy na etat, które nie są takie ładne i idealne, które mają swoje troski, często duże. Przez te miliony, które nie biorą w sobotni wieczór kokainy, ale łykają lek antydepresyjny, oglądają film w telewizji i idą spać. A tutaj niespodzianka! Ci piękni, wychuchani i modni celebryci, zamiast wykorzystać swoje profile i zasięgi do edukowania i ostrzegania społeczeństwa, milczą. Po prostu milczą jak zaklęci.

Bo jak tu dać fotkę na insta, skoro siłownie, kluby i dyskoteki zamknięte, styliści nie pracują, a na wycieczkę do Włoch wyjechać nie można. Nie ma okazji do lansu i autopromocji, jak i do zarobienia kasy, więc tacy celebryci nic nie zamieszczają, nawet edukacyjnych wpisów i koronawirusie. Podłe dranie. Ten kryzys to wielki sprawdzian, wielki test. Zarówno test inteligencji i rozróżniania tego co jest prawdą pośród teorii rządowych, naukowych i spiskowych, jak i test na to, ile jest w nas samych wyższych wartości.

Czytaj dalej „DUCHOWOŚĆ I WARTOŚCI W CZASACH EPIDEMII KORONAWIRUSA”

SEKRETY UDANEGO MAŁŻEŃSTWA WG PRENTICE MULFORDA

Zapraszam Cię na niezwykły tekst autorstwa Prentice’a Mulforda. Choć pochodzi on z połowy 19 wieku, to jest aktualny po dziś dzień.

Nie jest on ani zbyt feministyczny, ani zbyt tradycyjny. Jest po prostu inny niż te dwie oficjalne narracje, dominujące dziś w dyskursie publicznym.

Przypomina on nieco to, o czym mówił zmarły niedawno Bert Hellinger.

Artykuł ten wklejam poniżej:

Cytat: „Kobiecym pierwiastkiem w naturze jest subtelność. Męskim – tworząca siła.

Kobieta widzi jaśniej. Mężczyzna zręczniej urzeczywistnia widzenia! Oko duchowe kobiety widzi zawsze dalej niż mężczyzny – lecz mężczyzna jest zawsze zdolniejszym do urzeczywistnienia tego, co mu wskazuje kobieca dusza.

I dla specjalnych zdolności jakiegoś określonego mężczyzny – istnieje tylko jeden określony ostry wzrok kobiety, która poznaje, jak i gdzie te zdolności mogą się najlepiej rozwinąć.

Kobieta i mężczyzna w prawdziwym małżeństwie są jako oko i ręka. Duch kobiety jest konieczną, nieodzowną częścią męskiego ducha.

Na innych równinach bytu, gdzie męskość i kobiecość lepiej rozumieją swoje prawdziwe stosunki i stoją na najwyższym szczeblu tych stosunków, płynie na przemian od ducha do ducha moc, której nasza biedna fantazja nie mogłaby zmierzyć. Gdyż w tych sferach bytu każda myśl, każdy ideał, każde marzenie staje się rzeczywistością. W piękniejszych sferach istnienia z połączonych sił duchowych mężczyzny i kobiety wszystkie ich pragnienia mogą się wykrystalizować, jako z doskonałości, w żyjące rzeczy.

Czytaj dalej „SEKRETY UDANEGO MAŁŻEŃSTWA WG PRENTICE MULFORDA”

ŻYCIE TO GRA. WYGRYWA TEN CO NIE GRA, ALE JEST SOBĄ!

Życie i świat przypominają coś w rodzaju gry. Jak w gry komputerowe gra taki typowy, zaangażowany gracz? Traktuje grę na poważnie. Zbiera punkty i przedmioty, buduje, ściga się, zabija wrogów. Jest to dla niego prawie że sprawa życia i śmierci. Jest zestresowany. Czuje napięcie. Denerwuje się jeśli nie pokona wroga, nie wygra w wyścigu czy nie przejdzie innego etapu danej gry. I płaci. Przede wszystkim słono płaci za dodatkowe opcje w grze, bo współczesne gry tak są skonstruowane, by gracz traktujący grę na poważnie po prostu bulił za wszystko. Dokładnie tak, jak w życiu.

Inny, drugi gracz to taki wesoły Mireczek, który do wszystkiego podchodzi z dystansem. Nie grał w gry od 15 lat, odkąd skończył liceum, ale właśnie sobie zainstalował jakąś nowość. Wrócił wcześniej z pracy, jego dziewczyna wróci zaś późno. Porobił kilka rzeczy do zrobienia w domu, i usiadł do komputera. Odpalił sobie gierkę. Pyka sobie w nią trochę od niechcenia, trochę po to, by po prostu posprawdzać jej opcje. Nie pasjonuje go gromadzenie jak największej ilości zasobów. Szuka raczej pobocznych misji, ukrytych przejść, tajemniczych portali i tak dalej. Zastrzelą go w tej grze? Nie ma sprawy. Pokona głównego wroga (tzw. bossa) i przejdzie do wyższej misji? No też fajnie. Nie płaci za dodatkowe opcje czy przedmioty.

Gra jest dla niego zabawą, rozrywką, którą i tak zaraz rzuci, bo gdy jego dziewczyna wróci z pracy mają kilka rzeczy do ogarnięcia. On tak naprawdę nie gra w grę, ani gra nie gra nim (na jego nerwach, jak w przypadku pierwszego gracza). On się bawi grą, testuje tę grę. Nie jest nastawiony na konkretny wynik gry ani na wchodzenie ciągle na wyższe jej poziomy, ale jest nastawiony na jej sprawdzenie. 

To jest istotna różnica. Czytaj dalej „ŻYCIE TO GRA. WYGRYWA TEN CO NIE GRA, ALE JEST SOBĄ!”

TAJEMNICE ZWIĄZKÓW: SKĄD TAK WIELU NIEMĘSKICH FACETÓW!?

Jesteśmy w 90% tworem rodziców. To, czy jesteś robolem i przed wypłatą masz na koncie 21 zł i 37 groszy, lub wziętym inwestorem i masz na koncie 21 milionów, w 90% zależy od podświadomego wzorca, który jest ekstremalnie skutecznie programowany do 6 roku życia. To, jakie masz związki, jakie relacje z ludźmi, jak postrzegasz świat, Boga, a nawet jakie masz poglądy, w 90% zależy od rodziców.

Tyle teorii.

.

Oczywiście, nie mogłeś wybrać sobie rodziców, to fakt. Dali Ci to, co dali, najczęściej – nie oszukujmy się – niewiele lub bardzo niewiele. Ale w dorosłym życiu możesz już sobie wybrać psychoterapeutę, psychiatrę, jeśli wyszedłeś z tego przypadkowego „przydziału” poobijany. A nie oszukujmy się – większość ludzi powinna w te pędy iść ze swoją okaleczoną psychiką na terapię, a wcale nie taka mała grupa ludzi powinna iść też do psychiatry. Złośliwie dodam, że jako pierwsi powinni iść Ci, którzy najbardziej tego unikają i którzy często uchodzą za wzór normalności i cnót rodzinno-społecznych. Wracając: w życiu dorosłym możesz wybrać też literaturę, którą czytasz, treści, którymi napełniasz umysł. Możesz wybrać też sposób rozwoju i inne metody poprawiające jakość Twojego życia. Tak, zostałeś wychowany przez ludzi żyjących w mentalnych latach 70-tych, metodami z lat 60-tych. A teraz jest rok 2020 i świat wygląda zupełnie inaczej. Więc coś z tym wzorcem powinieneś robić. Masz więc wybór i warto go wykorzystać.

Nie będę dłużej Ci przynudzał. Otóż bardzo ważne dla dziecka jest dowartościowanie dawane mu przez rodziców. Dziewczynki najczęściej je dostają. Dziewczynka od matki słyszy, że powinna być silna, niezależna, że powinna się uczyć i znać swoją wartość, że zasługuje na przysłowiowego księcia z bajki. Z kolei dla ojca jest ona księżniczką, ukochaną córeczką tatusia. Chłopcy mają już inaczej. Częstym schematem jest sytuacja, w której rozgoryczona życiem i wkurzona na ojca i ogólnie na mężczyzn matka, podświadomie przenosi swoją złość na syna. Nie daje mu dowartościowania i wsparcia, bywa, że powtarza mu, że jest nieporadny, że nie da sobie rady w życiu. Matka poprzez złość na męskość, podświadomie chce zniszczyć ojcu syna, by nie był on jego dumą i kontynuatorem rodu. Ten wzorzec potem umacniają nauczycielki, katechetki, ciocie i tak dalej. Które nie pozwalają chłopcu być chłopcem i powoli stawać się silnym mężczyzną. Czyli nie pozwalają mu: broić, psocić, bić tych którzy go atakują, chodzić na wagary, popalać papierosów. Ciekawe jest też to, co dalej. Ojciec widząc, że jego synek nie jest odważnym łobuziakiem, ale miękką fają, odsuwa się od niego, bywa że z niego szydzi, nie daje mu dobrego wzorca męskiego.

Taka jest przyczyna epidemii braku męskości u mężczyzn, pojawienia się agresywności, feminizmu i mentalnego kastrowania u ich rówieśniczek. Które teraz narzekają, że jest tyle „cipeuszy”, że nie ma z kim założyć relacji, że mężczyźni są niemęscy i miękcy. Częsty jest schemat, że taka kobieta rezygnuje z stałej relacji, i nawiązuje luźne lub wręcz jednorazowe kontakty z tzw zimnymi draniami, którzy choć piją, biją, zdradzają i mają kobiety za nic, to jednak mają w sobie męską siłę. Są dobrzy do jednorazowej przygody, ale nie do stałej relacji, ale z dwojga złego kobiety wybierają jednorazowe przygody z męskimi draniami, niż stałą relację z niemęskim cipeuszem.

Milionom młodych mężczyzn w krajach Zachodu zrobiono ogromną krzywdę. Z kolei patriarchalnych macho z dalekich krajów rozgrzesza się i usprawiedliwia na wszelkie sposoby, i mówi, że trzeba zrozumieć inne kultury. Za to białych mężczyzn, statystycznie bardziej wrażliwych i empatycznych, gnoi się na wszelkie sposoby, kastruje mentalnie, oskarża o biały suprematyzm i każe im się wręcz przepraszać za to, że żyją. Z kolei przygody seksualne nierzadko bywają z męskimi i turbo-patriarchalnymi mężczyznami z Afryki i krajów Bliskiego Wschodu. To taki paradoks paradoksów. Z jednej strony młode kobiety chcą mężczyzny miłego, empatycznego, opiekuńczego. No ale z takim mężczyzna no nie styka, bo inna, bardziej pierwotna część mówi im dokładnie na odwrót.

Dlaczego?

Tajniki psychiki ludzkiej. Biali mężczyźni utracili swoją męskość i siłę, więc część kobiet zaczęła się na to podświadomie wkurzać i jeszcze bardziej im dopierdalać. To taki zbiorowy, cywilizacyjny „shit test”, czyli test na męskość i siłę właśnie. Facet ma wtedy pokazać nie tyle jakąś siłę, bo czasy barbarzyńskiej siły minęły, ale przede wszystkim opanowanie, spokój i nieugiętość w swoich postawach i decyzjach. Nawet brew mu nie może drgnąć.

W wymiarze cywilizacyjnym mężczyźni powinni w końcu powiedzieć stanowcze dość feministkom, inaczej mentalnemu kastrowaniu nie będzie końca. I feministki na głębokim, podświadomym poziomie bardzo pragną, wręcz łakną tego prawicowego, narodowo-socjalistycznego DOŚĆ. Patrząc na demografię i sytuację społeczną i geopolityczną, to kobiety mają do wyboru dwie opcje: totalitarna dyktatura islamskiego szariatu, lub autorytarna dyktatura prawicowa. Wszystko wskazuje na to, że dla liberalnej demokracji nie ma miejsca w przyszłości. I bardzo dobrze, bo komuna to kurwa, a demokracja to w dodatku kurwa nędza.

Taka jest teoria.

Bo szczerze to nie widzę powodów, dla których mężczyzna miałby być z kobietą, która zamiast powiedzieć WPROST zaczyna jakieś shit-testy, fochy, ciche dni. W drugą stronę też: nie widzę powodów, dla których kobieta miałaby być z mężczyzną robiącym takie akcje. Ech, jak się ma te 30, 35, 40 lat, to relacje wyglądają inaczej. 🙂 I dobrze, ja w swojej relacji jestem bardzo spełniony. Wszystkim zagubionym mężczyznom polecam psychoterapię, u specjalisty, zawalczenie o siebie, no i zainteresowanie się kobietami po 30-stce. Gdyż mają one już inne podejście do życia, nastawione bardziej na luz i stabilną, spokojną relację, niż na budujące, ale często trudne i niestabilne doświadczenia. No i nie oszukujmy się – dostały one inny wzorzec w procesie wychowania niż kobiety młodsze. Przede wszystkim radzę im też, by nie ulegali stereotypom, szufladkowaniu, różnym męskim ideologiom typu red pill czy niechęci wobec kobiet, gdy pojawi się szansa na miłość. To, co tu przedstawiłem to stereotyp, który choć odpowiada jakiejś części prawdy, to może być bardzo krzywdzący i destrukcyjny. Pozwól życiu płynąć i pozytywnie, nieszablonowo Cię zaskoczyć. Pozdro, bez fochów, zawoalowanych akcji i głupiego bóldupienia. Czytaj dalej „TAJEMNICE ZWIĄZKÓW: SKĄD TAK WIELU NIEMĘSKICH FACETÓW!?”

SPOŁECZEŃSTWO: ZBIÓR CHORYCH, UWAŻAJĄCYCH SIĘ ZA NORMALNYCH

Adidasy za 300 zł zamienili na Gucciego za 3000 zł. Wieczną chcicę na wieczną depresję, zmęczenie, zestresowanie i rozczarowanie życiem. Paczuszkę z marihuaną na paczuszkę antydepresantów i innych psychotropów. Ciągłą nudę na ciągłe bycie zajętym i przepracowanym.

.

Zainteresowania zamienili na piwo i serial / mecz. 6 godzin w znienawidzonej szkole na 12 godzin w znienawidzonej pracy. Bolące od haratania w gałę kolano na bolącą i powiększoną tarczycę od Hashimoto. Nielubianą samotność na nielubiące się wzajemnie małżeństwo nie mające czasu dla siebie i wspólnych tematów do rozmów.

Wypady do kina i do pubu na wypady po ryzę papieru, bo się skończył, a dochodzi już 21:00 i projekt na jutro trzeba dokończyć. Bilet na tramwaj na który wiecznie nie było kasy, na samochód na kredyt, na który wiecznie nie ma kasy. Imponowanie kolegom umiejętnością picia dużej ilości alkoholu zamienili na imponowanie sąsiadom i kolegom z pracy tym, że ma się pieniądze na nowe przedmioty i usługi.

.

Uważają, że są dorośli, ustatkowali się i są ludźmi sukcesu. Czy słusznie?

Czy mam prawo krytykować system, bo jest jaki jest, czy raczej powinienem się zamknąć, bo do ideału mi daleko, i odezwać dopiero gdy będę miał miliard dolarów na koncie? I wtedy w końcu nie zostanę nazwany aspołecznym oszołomem, ale interesującym ekscentrykiem mającym własne zdanie?

To, co opisałem powyżej, to tak zwana „norma społeczna”, jest to interpretowane jako normalność. Dlaczego? Czy jest to zdrowe? Raczej nie. Jest to normalnością, bo ludzie albo tak żyją, albo do tego dążą, albo tego zazdroszczą. Dlatego ja przestałem używać słowa „normalność” w stosunku do społeczeństwa i jego norm. Bo to, co społeczeństwo uznaje za normę, często nie ma z pozytywną i zdrową normą nic wspólnego. W stosunku do społeczeństwa i jego pojęcia normalności używam teraz słowa: „neurotypowość.”

Czytaj dalej „SPOŁECZEŃSTWO: ZBIÓR CHORYCH, UWAŻAJĄCYCH SIĘ ZA NORMALNYCH”