Tag: sceptyzm

Teorie spiskowe które stały się faktami. Mówią o nich wszystkie media

Teorie spiskowe które stały się faktami. Mówią o nich wszystkie media

teorie spiskoweCzytelnikom mojej strony na 99% znane jest pewne zjawisko. Zjawisko to to stygmatyzowanie pewnych elementów debaty publicznej terminem „teoria spiskowa”.

Opisywałem kilka razy, na czym polega tego typu stygmatyzacja i jaki jest jej cel. W skrócie, stygmatyzacja „teorią spiskową” wykorzystuje znane mechanizmy psychologiczne. Konkretnie, bardzo silny u każdego człowieka lęk przed ostracyzmem społecznym i odrzuceniem. Od zarania dziejów ludzkie lęki są zgrabnie wykorzystywane przez władze – zarówno władze świeckie jak i religijne.

W zasadzie, sama emocja strachu, lęku, sprawia, że bardzo łatwo nami manipulować. Co by było, gdyby nie ludzki lęk i chęć przezwyciężenia tego lęku, i zaznania w końcu świętego spokoju! Żadna władza w takim społeczeństwie nie miałaby racji bytu.

Nikt przecież nie dyskutuje z „tymi oszołomami od teorii spiskowych”. No dobrze, ale co począć w sytuacji, gdy jeszcze w 2009 roku jakieś zjawisko określano teorią spiskową i śmiano się z niego w kułak, a już pięć lat później o tym cyklicznym wydarzeniu piszą wszystkie liczące się media w kraju?

Historia, ta najnowsza, zna mnóstwo przykładów tego, gdy teoria spiskowa po latach okazuje się być prawdą. To, co przedstawię za chwilę, może być dla Was szokujące.. Tak było bowiem choćby z instytucją mafii. Jeszcze w latach 60-tych XX wieku wyśmiewano się z ludzi, którzy rozmawiali o potędze mafii. Sam Al Capone był przedstawiany jako „król kilku ulic” w zapadłym miasteczku. Prawda okazała się być jednak inna, bowiem Al Capona trząsł całym krajem. Żeby tylko jednym krajem..

Andrzej Lepper zasłynął z wypowiedzi na temat talibów, którzy mieli lądować w Klewkach na Mazurach. Został on wyśmiany i wyszydzony na wszelkie możliwe sposoby, a łatkę wariata przypięto mu oficjalnie. Dziś człowiek ten nie żyje, a zmarł w, mówiąc eufemistycznie, bardzo dziwnych okolicznościach. Ostatnie dwa lata to okres, gdy wyciekło wiele informacji potwierdzających to, co mówił Andrzej Lepper. To, że w bazach wojskowych na Mazurach, wbrew polskiemu prawu i wszelkim możliwym ustaleniom międzynarodowym, przesłuchiwano, torturowano i być może mordowano ludzi spoza Polski.

Także w zeszłym roku (2013) także poprzez czynniki oficjalne, wyszedł na jaw fakt, że księżna Diana, która zmarła w 1997 roku, mogła zostać zamordowana na zlecenie angielskiej rodziny królewskiej. Byłą ona ponoć w ciąży ze swoim kochankiem – muzułmaninem, a tego dwór królewski nie mógł ponoć zdzierżyć.

Projekt monarch i fakt niehumanitarnego traktowania ludzi, na których eksperymentowano. Podawano im LSD, wysokie dawki innych narkotyków, poddawano ich przemocy, wymyślnym torturom psychologicznym, deprywacji snu. Sprawa wyszła dopiero po latach, i zajmowała się nią senacka Komisja Rockefellera.

Eksperyment o nazwie „grom dźwiękowy w Oklahoma City” również należał do niehumanitarnych eksperymentów, jakim poddawano Amerykanów, mieszkańców rzekomo demokratycznego państwa prawa. Chciano sprawdzić, jak dużą ilość hałasu generowanego przez odrzutowce mogą znieść mieszkańcy sporego miasta, zanim pojawią się u nich problemy psychiczne.

W 1964 roku samoloty przekroczyły barierę dźwięku 1253 razy. Przekroczenie bariery dźwięku przez odrzutowiec zawsze generuje głośną falę akustyczną. Organizatorzy tego niehumanitarnego eksperymentu stworzyli nawet fałszywą linię wsparcia, na którą dzwonili zaniepokojeni mieszkańcy. Władze musiały się wycofać z eksperymentów po 6 miesiącach gdyż obywatele zaczęli protestować, a potem sprawę nagłośniły media.

W 1949 roku na tzw. Dzikim Zachodzie USA przeprowadzono operację Green Run. Polegała ona na wypuszczeniu do atmosfery radioaktywnych izotopów ksenonu i jodu. Skażenie wykryto na przestrzeni 200.000 hektarów, w tym na obszarach zaludnionych. W 1957 roku na poligonie wojskowym w Nevadzie, też w USA, blisko zaludnionych terenów, przeprowadzono 29 wybuchów bomb atomowych. Spowodowały one około 212.000 przypadków raka tarczycy i kilkadziesiąt tysięcy zgonów.

Teoria spiskowa, która również okazała się dyskutowaną we wszelkich mediach prawdą, to klub Bilderberg – nieformalny „rząd światowy”. Pamiętam gdy przez lata wszelkie próby dyskusji o posiedzeniach tego tajemniczego gremium, były wyśmiewane. Prawie nikt nie chciał słyszeć argumentów, reakcja była automatyczna, niczym u wytresowanego psa Pawłowa.

Dziś o posiedzeniach grupy Bilderberg informują czołowe polskie portale takie jak Gazeta Wyborcza czy Onet.pl.
Oto kilka linków na temat spotkań grupy Bilderberg. W 2014 roku spotkanie to odbyło się w Kopenhadze w Danii:
Wirtualna Polska / PAP: Grupa Bilderberg obraduje w Kopenhadze w pełnej tajemnicy
Dziennik Gazeta Prawna: Grupa Frankfurcka, Bilderberg i inni, czyli kto dziś rządzi Europą
Interia.pl (news z 2013 roku) Pod Londynem obraduje tajemnicza grupa Bilderberg. „To władcy marionetek”

Powyższe argumenty potwierdzają tezę, iż to, co jest prawdą, a co jest już „teorią spiskową” lub „mową nienawiści” zależy od aktualnych trendów w polityce. A te, jak wiadomo, zmieniają się często i szybko. To, co dziś jest wyśmiewane, za kilka lat, po zmianie dyskursu politycznego lub rzadziej, po protestach społecznych, może zostać uznane za prawdę. Z tego co czytałem w latach 90-tych w czasopiśmie Nexus, pierwsze spotkania grupy Bilderberg odbywały się w ścisłej tajemnicy. Nie wiedział o nich nikt.

Jaka będzie przyszłość? Które teorie spiskowe staną się obowiązującą prawdą, a które będą dalej wyśmiewane przez usłużne prostytutki dziennikarskie w korporacyjnych mediach? Jeśli chodzi o szczepienia czy GMO, prawda może długo nie wyjść na jaw. Z tego względu, że na tym się zarabia duże pieniądze. Poza tym realizowana jest dzięki temu polityka depopulacji globu, bo ludzi, według władz, jest za dużo.

W międzyczasie zapewne nie raz i nie dwa usłyszymy o tym, że to, co dotąd dyskutowaliśmy w zamkniętym gronie „tropiących teorie spiskowe pasjonatów”, staje się wykładnią obowiązującej prawdy.

Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo
~Heraklit z Efezu

Dokładnie wiemy jaka będzie przyszłość. Problemy mamy jedynie z przeszłością, ona ciągle się zmienia
~Radio Erevań

Autor: Jarek Kefir

Jeśli uznałeś ten felieton za warty uwagi, wartościowy, odkrywczy – możesz wesprzeć jego autora, czyli mnie. Warto wspierać niezależne media! (kliknij tutaj po informację)

 

Nauka jest irracjonalna, przeżarta korupcją i służy interesom przemysłowców. Ukrywane fakty historyczne

Nauka jest irracjonalna, przeżarta korupcją i służy interesom przemysłowców. Ukrywane fakty historyczne

racjonalizmKilka zaskakujących faktów o tym, jak przebiegał postęp naukowy na przestrzeni stuleci. Schemat zawsze był ten sam. Jakiś ponadprzeciętny umysł ogłaszał swoją teorię, badania, obserwacje. Ale niestety, nie zgadzało się to z obowiązującymi standardami i interesami ówczesnych „lobbies”. Następowały walki, ośmieszanie, odbieranie praw do badań i nauczania, ba, bywało, że niepokorni naukowcy kończyli na stosach bądź musieli uciekać z kraju (jak Mendel).

Tymczasem uczniom i studentom przedstawia się historię nauki jako historię pasma sukcesów i wspólnemu dążeniu ku wysokim standardom, jakości i ogólnie, dobru. Nic takiego nie miało miejsca. Były za to walki, oczernianie i ośmieszanie, korupcja, służenie politykom, grupom wyznaniowym, lobbingowym. I tak jest po dziś dzień, nie zmieniło się absolutnie nic. Dziś aby przeprowadzić badania, a następnie opublikować ich wyniki, należy mieć pieniądze i znajomości „na górze”. A owa „góra” ekspercka jest skorumpowana przez swoją „górę” czyli ludzi smutnych i nie znających się w ogóle na żartach. A więc: przemysłowców, bankierów, właścicieli korporacji farmaceutycznych, zbrojeniowych, mafie.

O sprawach takich jak nagroda Nobla w dziedzinie medycyny za „odkrycie” lobotomii czołowej, mało kto pamięta, a tymczasem to było prawie że „wczoraj”. To lata 50 i 60 XX wieku, ofiary tych barbarzyńskich praktyk żyją do dziś. A jeśli już się o tym mówi, to zaraz się dodaje: „no, ale dziś już takich błędów nie popełniamy, mamy najwyższe, XXI-wieczne standardy”. Czy aby na pewno?

Coś takiego jak niezależna i rzetelna nauka nie istnieje i w zasadzie nie istniało nigdy. Każde odkrycie i przełom w nauce, to jedna wielka burza i walka pomiędzy utalentowanym odkrywcą, a chcącymi go zniszczyć wpływowymi, konserwatywnymi frakcjami. Często ta droga była usłana wręcz trupami tych, którzy ze swoimi odkryciami wyskoczyli o epokę za wcześnie.

„Lekarz zakopuje swoje błędy 2 metry pod ziemią”

szczepionkiBłędy nauki. Weźmy przykład pierwszy z brzegu. Antybiotyki. W latach 90-tych XX wieku stosowano je dosłownie na każdy przejaw infekcji. I nie ważne, czy był choć cień podejrzenia infekcji bakteryjnej towarzyszącej zwykłemu przeziębieniu. Antybiotyk przepisywano rutynowo i koniec. W ten sposób rozwalono wielu ludziom układ odpornościowy, pokarmowy (flora bakteryjna jelit..). W ten sposób wygenerowano dziś globalny kryzys – narastającą odporność bakterii na antybiotyki. Już teraz powoli nie ma czym leczyć cięższych infekcji bakteryjnych. Wiedzą to doskonale lekarze pracujący na oddziałach zakaźnych, wewnętrznych itp. Tak, nauka popełniła wielki błąd, ale jest już za późno.

Podobnie jak z antybiotykami, sprawa ma się ze szczepieniami. Dziś są one oczkiem w głowie konserwatywnej, akademickiej medycyny. Kiedy przyjdzie otrzeźwienie? Badacze tacy jak Andrew Wakefield czy polscy – Dorota Majewska i Jerzy Jaśkowski, alarmują od dawna o skali problemu. Obecnie są w mniejszości, a opór konserwatywnego środowiska naukowego jest duży. Jednak i on zostanie przełamany, a wielu lekarzy zorientuje się, że szczepienia były w zasadzie realizacją projektu eugenicznego na globalną skalę.

Społeczeństwo chce byś był nieszczęśliwy

wspolczesna naukaZauważyłem coś interesującego. Otóż identycznie jest z wszelkim postępem odnośnie życia społecznego, i ogólnie norm społecznych. Wszelkie nowości są traktowane przez starsze pokolenia jako zagrożenia. Narzekają oni w akompaniamencie prawicowych haseł, że „cywilizacja upada”, że baba z brodą, że niż demograficzny.. Ale umyka im jeden istotny szczegół. Ta cywilizacja upada już od epoki Genesis. Raj utracony – Ziemia, ta Ziemia, której każda pięść jest lub była wielokrotnie skąpana we łzach i krwi. Już kapłani starożytnego Egiptu około 5000 lat temu narzekali na demoralizację młodzieży i upadek obyczajów.

W obu przypadkach – konserwatywna nauka i konserwatyzm społeczny – psychologiczne podstawy takiego zachowania, są te same. Coś znane z naszej młodości, odchodzi, i uświadamia nam, że nie jesteśmy wieczni. Że nasz czas też się skończy a nasze miejsce na tej Ziemi zajmą kiedyś kolejne generacje z innymi koncepcjami. Stąd lęk i próba panicznego zatrzymania tego, co odchodzi, gdyż mylnie myślimy, że zatrzymując koncepcje / gadżety / emocje z dzieciństwa i młodości, zatrzymamy czas. Niestety, to tak nie działa.

To odwieczna walka dwóch sił. Barbarzyńskiego żywiołu młodości i postępu, reprezentującego z jednej strony chaos i entropię wobec starego, a z drugiej strony – porządek i budowę nowego. Jak i żywiołu starości i zastoju, reprezentującego wartości przeciwne. Jedna z sił (żywioł starości) ma za zadanie tworzyć takie warunki, by u drugiej siły (młodość) pojawił się bunt i chęć zmiany świata. Powiedzmy sobie szczerze – było to nawet podejmowane u mnie na stronie – jak wyglądałby świat, gdyby nie przykre, negatywne bodźce? Ja wiem jak by wyglądał. Nie osiągnęlibyśmy nic. Bez przykrych bodźców, nie istniałaby też motywacja do zmian, więc nie zaistniałyby zmiany. Bylibyśmy znającymi zaledwie kilkanaście dźwiekonaśladowczych słów, szczęśliwymi aż do zwymiotowania małpoludami, żyjącymi w jaskiniach.

Sam Mistrz, pierwszy z pierwszych – Jezus Chrystus – mawiał: „bądź gorący lub zimny, bo jak będziesz letni, to Cię wyrzygam”. Odnosi się to do walki dwóch przeciwnych żywiołów, modeli, systemów. Natchnieni ezoterycy walczą z katolikami, by im coś pokazać. Osoby lucyferyczne natomiast, walczą z natchnionymi ezoterykami. Także po to by im coś pokazać. Bez polaryzacji na linii plus / minus, nie byłoby życia.

Obecna sytuacja, to sytuacja jaka nie miała precedensu na Ziemi. Dziś z hukiem roztrzaskują się chyba wszystkie możliwe iluzje, bądź ich większość. Iluzja „ja muszę, ja powinienem”. Iluzja romantycznych, różowych okularów. Iluzja konieczności wiary w autorytet, podczas gdy za nim stoją wpływowe grupy lobbingowe i często krwawe miliony dolarów. Iluzja konieczności wiary w jedną religię i ideologię, podczas gdy można budować swoją autorską religię i ideologię. Ja buduję taką od dawna. Iluzja „bóg honor ojczyzna” czyli podziałów na dzielnice, miasta, województwa, narody, państwa, cywilizacje, podczas gdy od zarania dziejów czyni tę planetę jednym wielkim polem bitwy.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


„Racjonalna nauka” jest tworem irracjonalnym

Cytuję: „Nasza wiedza o otaczającym Świecie jest taka jak „Nauka” która ją wyprodukowała tzn. zmienna.”

Gdy w 1946 roku w Filadelfii w niektórych domach nagle spadło napięcie, ponieważ po wieloletnich przygotowaniach w pobliskim laboratorium uniwersyteckim uruchomiono wreszcie pierwszy komputer, ENIAC, badacze wpadli w euforię.

Mimo że monstrum to zajmowało powierzchnię 140 metrów kwadratowych i ważyło 30 ton, nic nie było w stanie zmącić radości jego twórców. Bądź co bądź mózg elektronowy potrafił wykonać pięć tysięcy operacji dodawania na sekundę, co w owych czasach było prędkością wprost niewyobrażalną…

„Opracowując ENIAC zdobyto doświadczenia, które pozwolą w przyszłości konstruować mniejsze i prostsze maszyny”, napisał w dzienniku „Prisma” zachwycony Paul Bellac, kontynuując równie entuzjastycznym tonem: .,Ale nigdy nie uda się zbudować elektronicznych maszyn liczących, które byłyby szybsze od ENIAC-a”. Po pięćdziesięciu latach kwitujemy te historyczne słowa pobłażliwym uśmieszkiem.

Ludzie mają widocznie skłonność do przedwczesnego i negatywnego oceniania perspektyw rozwojowych pewnych dziedzin nauki. Niektóre rewolucyjne odkrycia lub idee przez lata bojkotowano i zwalczano tylko dlatego, że dogmatycznie nastawieni luminarze nauki nie umieli odrzucić swych ulubionych, choć przestarzałych i skostniałych idei i przekonań. Jednym słowem: „Niemożliwe!” hamowali postęp nauki, a przykładami można dosłownie sypać jak z rękawa:

• Gdy w XVIII wieku Antoine-Laurem de Lavoisier zaprzeczył istnieniu „flogistonu” – nieważkiej substancji, która wydziela się w trakcie procesu spalania i w którą wierzyli wszyscy ówcześni chemicy – i po raz pierwszy sformułował teorię utleniania, świat nauki zatrząsł się z oburzenia. „Observations sur la Physique”, czołowy francuski magazyn naukowy, wytoczył przeciwko Lavoisierowi najcięższe działa, a poglądy uczonego upowszechniły się dopiero po zażartych walkach.

• Gdy Werner von Siemens, twórca elektrotechniki, zaprezentował przed Scientific Community teorię ładunku elektrostatycznego przewodów zamkniętych i otwartych, wywołał falę gwałtownych sprzeciwów. „Początkowo nie wierzono w moją teorię, ponieważ była sprzeczna z obowiązującymi w tamtych czasach poglądami”, wspominał Siemens w autobiografii wydanej pod koniec XIX wieku.

• Podobnych przeżyć doświadczył William C. Bray z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, gdy w 1921 roku poinformował o zaobserwowaniu oscylującej okresowo reakcji chemicznej. W 1987 roku w fachowym czasopiśmie „Chemical and Engineering News” ukazał się artykuł R. Epsteina, który napisał, że amerykański uczony został wyśmiany i wyszydzony, bo reakcja taka wydawała się niepodobieństwem. I choć odkrycie Braya potwierdzono w teorii i w praktyce, to musiało upłynąć pięćdziesiąt lat, nim uznano znaczenie jego pracy.

Studenci rzadko mają okazję zetknąć się z podobnymi przykładami, ponieważ naukowcy, jak wszyscy inni ludzie, przejawiają osobliwą skłonność do zapominania o rozmaitych „wpadkach”, z jakimi na przestrzeni lat musiała się uporać ich dyscyplina wiedzy. Z dumnie wypiętą piersią sprzedają uczniom historię nauki jako pasmo nieustających sukcesów. Wstydliwie przemilczają opowieści o walkach, które poprzedzają wielkie przełomy.

„Podstawową cechą naukowego dyskursu jest to, że sprzeciw wobec jakiejś nowej tezy staje się tym gwałtowniejszy, im bardziej odbiega ona od obowiązujących doktryn „, stwierdziła kiedyś Evelyn Fox, historyk ż filozof. 1 rzeczywiście, świat nauki często reaguje na nowe idee i odkrycia bardzo nerwowo, a nawet nienawistnie, ponieważ uczone autorytety nie chcą się zmienić i sprzedają nam swoje spekulacje ż ideologie jako „definitywnie udowodnione fakty”.

„Długa historia odkryć pełna jest objawów arogancji i nietolerancji, które doprowadzały do nieustannego wydawania błędnych opinii i odpowiadają za to, że w konfrontacji z nowymi i genialnymi ideami nasze naukowe autorytety nieomal zawsze się kompromitują”.

Rolf Schaffranke, inżynier

Niewielkie ukłucia, olbrzymie działanie

„Zaburzenia snu można leczyć akupunkturą skutecznie i bez wystąpienia skutków ubocznych”. To zaskakujące stwierdzenie nie pochodzi z ogłoszenia zachwalającego kontrowersyjną medycynę alternatywną. Zaczerpnąłem je z komunikatu dla prasy wydanego 17 czerwca 1996 roku przez Szwajcarski Fundusz Narodowy, którego celem jest między innymi popieranie badań naukowych.

Fundusz Narodowy przejął patronat nad badaniami w grupie czterdziestu ochotników cierpiących na bezsenność. Oddajmy głos kierującemu projektem dr. Hamidowi Montakabowi: „Pacjentów podzielono na dwie grupy. Pierwszą poddawano terapii akupunkturą. W trakcie trzech do pięciu seansów terapeuta stymulował igłami wybrane punkty na meridianach (kanałach energetycznych, w których, według medycyny chińskiej, gromadzi się w ciele energia życiowa). Punkty na meridianach określano indywidualnie dla poszczególnych pacjentek i pacjentów. Osoby z drugiej grupy nakłuwano w punktach »obojętnych«, obok meridianów”.

Oto wynik eksperymentu: Reakcja pierwszej grupy na tę wykpiwaną przez oficjalną medycynę metodę leczenia była bardzo pozytywna. U wielu pacjentów bezsenność ustąpiła. W drugiej grupie nie odnotowano korzystnych zmian. „Nawet złudne przekonanie chorych, że są poddawani fachowej akupunkturze, nie przywróciło im snu”, podsumował Montakab.

Przeprowadzone pod kierunkiem Montakaba badania są częścią programu Szwajcarskiego Funduszu Narodowego dotyczącego „medycyny komplementarnej”. „Niedoceniana przez naukę i władze medycyna komplementarna musiała całymi latami funkcjonować w cieniu”, podsumował przedstawiciel Funduszu dr François Kästli, który zauważył konieczność propagowania programu medycyny alternatywnej. „Obecnie jest ona tolerowana, ale na pewno nie akceptowana”. Można jedynie mieć nadzieję, że dzięki intensywnym staraniom nauki lepiej zrozumiemy kompleksowe metody leczenia.

Ta pomyślna, choć spóźniona decyzja to ukłon w stronę filozofii pewnego lekarza, który prawie pięćset lat temu za sprawą porywczego temperamentu i bezkompromisowego podejścia do zawodu musiał na łeb na szyję uciekać ze Szwajcarii. Nieprzejednanie bronił ścisłego powiązania wiedzy książkowej z przekazywaną ustnie tradycją medycyny ludowej, a poza tym sam ją skutecznie praktykował. A to bardzo się nie podobało jego przywiązanym do tradycji kolegom po fachu…
Tajemniczy gość
Zakonnik przeciera szlaki

Gregor Mendel (1822-1884), zakonnik, który uprawiał groch, przeszedł do historii. Chyba każdy wie, że dokonując niezliczonych selekcji grochu jako pierwszy sformułował podstawowe zasady dziedziczności, których uczy się obecnie na lekcji biologii nieomal każdy uczeń.

W ogrodzie klasztoru w Brnie (Czechy) dzień po dniu obserwował wzrost roślin. Każdy szczegół starannie notował, w nadziei, że w ten sposób uda mu się ustalić czynniki regulujące dziedziczność kształtu nasion grochu i kolorów kwiatów.

Niestrudzenie zbierał owoce swoich badań, a potem ręcznie je przebierał i sortował. Była to monotonna, drobiazgowa praca, ale w końcu udało mu się wyodrębnić określone, powtarzające się wzory liczbowe. Dokonując dalszych krzyżówek i selekcji doszedł do wniosku, że muszą istnieć jakieś czynniki dziedziczne, które warunkują określone cechy rozwojowe roślin. W ten sposób, zupełnie nieświadomie, Mendel odkrył istnienie genów.

Świat ówczesnej nauki nie wiedział, co począć ze spostrzeżeniami zakonnika. Większość wysłanych przez niego do różnych naukowców egzemplarzy pracy, w której opisał wyniki prób krzyżowania roślin, wylądowała nie przeczytana w koszu na śmieci. Również wykład wygłoszony przez Mendla w 1865 roku przed Towarzystwem Przyrodniczym w Brnie nie wzbudził entuzjazmu obecnych.

Dopiero na przełomie wieków, gdy mikroskop pomógł biologom wytropić we wnętrzu komórek chromosomy i w ten sposób powołać do życia nową dziedzinę wiedzy – genetykę – przypomniano sobie o hodującym groch zakonniku i jego pionierskim odkryciu.

W tym samym czasie brytyjski przyrodnik i psycholog Francis Galton (1822-1911) zaczął się zastanawiać nad procesami dziedziczenia i nad możliwością wpływania na rozwój „gorszych” ludzi dla dobra rasy ludzkiej, na jej doskonalenie. Galton nazwał tę dziedzinę wiedzy „eugeniką” i zyskał wielu zwolenników wśród genetyków.

Eugenicy uważają, że ich zadaniem jest wybieranie ze społeczeństwa „jednostek gorszych biologicznie” i opracowywanie możliwości uzyskania i wspomagania „wartościowszego życia”. Wielu badaczy nie przejmowało się, że do ich pracy zaczynają się wkradać uprzedzenia, i w ten sposób na przestrzeni lat nowa dziedzina wiedzy nabrała cech rasistowskich.

Profesor Hansjakob Müller jest genetykiem, kieruje Zakładem Genetyki Medycznej Szpitala Dziecięcego w Bazylei. W 1995 roku poprosiłem go przez telefon o wyjaśnienie kilku interesujących mnie spraw, między innymi niektórych aspektów biografii Barbary McClintock.

„McClintock ustaliła kilka zjawisk, które nie zgadzały się z wiedzą klasycznej genetyki. Jej obserwacje przeczyły obowiązującym wówczas poglądom. W rezultacie świat nauki niejako z góry programował, czy też przewidywał, jakie problemy mogą się pojawić w ramach pewnej dziedziny wiedzy.

– Odkrycia Avery’ego też przecież nikt nie świętował… – przerwałem. – To prawda. W przypadku Avery’ego i jego poprzedników sprawa wyglądała podobnie. Bez wątpienia jest to godne ubolewania, ale nie wolno nam zapominać, że odszyfrowanie substancji dziedzicznej było długotrwałym procesem poznawczym, który trwał kilkadziesiąt lat. A tam, gdzie ludzie realizują jakiś proces myslowy, zdarzają się błędy. Znam to z własnego doświadczenia. W czasie studiów musiałem czerpać wiedzę z podręczników zawierających stwierdzenia, które okazały się później kompletną bzdurą.

– Najnowszym przedsięwzięciem genetyki jest Projekt Genom, koordynowany przez Jamesa Watsona, współodkrywcę podwójnej spirali DNA. Czego możemy się po nim spodziewać?

– Badanie anatomii naszego genomu nabrało tempa. We wszystkich krajach badacze zajmują się identyfikowaniem genów, wpisywaniem ich w zestaw chromosomów i odszyfrowywaniem sekwencji zasad. Za dziesięć lat będziemy pewnie znali wszystkie geny, co przyczyni się do olbrzymiego postępu w medycynie.

– Tak, ale coraz więcej ludzi obawia się tego odkrycia.

– Nie ma wątpliwości, że lęki związane z inżynierią genetyczną trzeba traktować poważnie. Z drugiej strony nie wolno zapominać, że na rynku pojawia się coraz więcej leków, których ostateczne oddziaływanie na nasz organizm nie jest szczegółowo zbadane. Projekt Genom to olbrzymia nadzieja dla ludzkości, ponieważ dzięki niemu będzie można w przyszłości świadomie ingerować w organizm na płaszczyźnie biologicznej, co przyniesie nam decydujące korzyści zdrowotne”.

„Najnowszy stan wiedzy” został poddany ostrej krytyce przez publicystę Hansa-Joachima Ehlersa, który od wielu lat walczy z traktowaniem po macoszemu odkryć z dziedziny techniki i nauki. Twierdzi on, że cała wiedza została podzielone na poszczególne konkretne dziedziny, którymi niepodzielnie władają „koryfeusze nauki”.

Jak obliczył, w samych tylko Niemczech można znaleźć dwieście „nieomylnych autorytetów”. Ich współpraca z przemysłem jest równie ścisła jak z prawnikami i politykami, którym służą jako rzeczoznawcy. Ehlers wyraził się o tym następująco: „Jednym z ich zadań jest decydowanie o finansowaniu tych, a nie innych projektów badawczych. Mówią sędziom, co uważają za naukę, a co za czystą szarlatanerię. W świecie ekspertów może funkcjonować tylko coś, co odpowiada ich naukowemu rozumieniu rzeczywistości. A słowo „funkcjonować” oznacza uzyskanie patentu, ochrony i szansy uplasowania się na rynku”.

Wszystko to jednak było tylko preludium do odkryć mechaniki kwantowej. Zasada nieoznaczoności Heisenberga prowadzi bezpośrednio do wniosku, że — by posłużyć się słowami fizyka Dietricha Schroeera — „obserwatora nie można oddzielić od Eksperymentu” , a podczas gdy słuszność tego zda­nia na ogół uznaje się w odniesieniu do zjawisk mi­krokosmicznych, to istnieją dowody, iż jest ono słusz­ne także w odniesieniu do makrokosmosu. „By wyrazić się bez ogródek — powiada Henry Margenau — nauka nie zawiera już prawd absolutnych” . Sam fakt obserwacji i sama jej intencja ingerują w obser­wowany przedmiot.

Autor: Luc Burgin „Błędy nauki”

Źródło: http://www.imaginarium.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=264:nauka-jest-tworem-irracjonalnym&catid=54:po-siodme&Itemid=154

„Racjonalizm naukowy” czyni z nauki prostytutkę wielkiego biznesu!

Racjonalizm naukowy i sceptyzm, czyli kwadratura koła

Dzisiejszy paszkwil poświęcę w całości zjawisku „racjonalizmu naukowego”. Kim są ludzie określający się jako racjonaliści, sceptycy?

W wielkim skrócie, są to ludzie hołdujący psychopatycznej ideologii o nazwie materializm. Materializm głosi, iż całe uniwersum powstało zupełnie przez przypadek, człowiek jest tylko zbiorem pierwiastków i protein, duchowość nie istnieje, a życie nie ma żadnego głębszego sensu poza nieustającym pobudzaniem receptorów przyjemności w mózgu.

>>> Przeczytaj też: Racjonalistyczna filozofia Ayn Rand jest filozofią psychopatki, mizantropijną fantazją okrucieństwa, zemsty i chciwości

>>> Przeczytaj też: Racjonalistyczni liberałowie, czyli psychopaci?!

Jako pasjonat psychologii, przeglądałem kiedyś forum poświęcone tematyce psychologicznej i pokrewnej. Toczyła się tam ciekawa dyskusja. Czy depresję należy leczyć lekami syntetycznymi czy można użyć substancji naturalnych, np soku noni.

Wtedy do dyskusji włączył się natchniony 'racjonalista', urodzony 'sceptyk wobec teorii spiskowych', pasjonat 'rzetelnej nauki' xD 😉

Argumentował on, iż sok noni jest niezbadany, i są informacje, iż może on źle wpływać na wątrobę. Dobra, tyle racjonalistycznych bredni. A teraz poznajmy FAKTY:

Fakt 1: sok noni jest stosowany w medycynie naturalnej od tysięcy lat

Fakt 2: wikipedia podaje, iż zanotowano kilka, powtarzam: kilka przypadków uszkodzenia wątroby po używaniu soku noni w skali całej planety. Zaraz dodaje też, że te przypadki były związane z piciem ogromnych ilości soku noni przez dłuższy czas. Normalna dawka dobowa to do 50 mililitrów (ml) i np ja tyle piję, odmierzając sok na miarce.

>>> Przeczytaj też: Racjonalizm jest kultem religijnym!

Tak więc mamy tutaj iście hamletowski wybór. Być albo nie być, oto jest pytanie! A w wersji racjonalistycznej ten dylemat brzmi tak:

„Wolisz uszkodzenie wątroby w wyniku zażycia trzech opakowań leku antydepresyjnego na raz czy wolisz uszkodzenie wątroby po wypiciu dziesięciu litrów soku noni w ciągu doby? ”
~Powiedział natchniony racjonalista, tropiciel spiskowej teorii dziejów.

Ale to nie przeszkadza racjonalistom głosić na forach dyskusyjnych plotki, iż sok noni szkodzi na wątrobę. Ba, nie przeszkadza to racjonalistom prowadzącym popularne strony internetowe na tworzeniu emocjonujących artykułów, opisujących te kilka przypadków zachorowań po soku noni w skali świata.

Przede wszystkim, to chorujący na depresję powinni odstawić wszelkie syntetyczne środki, bo to one niszczą nie tylko wątrobę, ale i cały organizm. I to wcale nie trzeba tych środków brać nie wiadomo ile, czasami wystarczą minimalne dawki przez wiele lat, czasami organizm od razu gwałtownie odrzuca nowy lek.

>>> Przeczytaj też: Guru racjonalistów – Richard Dawkins – nowe wcielenie dr Mengele

Przyznacie państwo, iż taka logika powala? Nawet Lenin by na takie coś nie wpadł. Ba, liderzy Marszu Niepodległości też! Powiem Wam, iż takie proporcje, taka obłędna logika jest obecna w praktycznie każdej publikacji autorstwa racjonalistów naukowych. Ten sam lub podobny schemat istnieje odnośnie ich publikacji o: szczepieniach, roli diety w zdrowieniu, chemioterapii, itp itd.

Kłamstwo, manipulacja i preparowanie danych wziętych z kosmosu, to codzienność, wręcz oczywistość przy każdym badaniu szczepionki, leku, i przy każdej „oficjalnej” publikacji na ich temat.

„Gdzie rządzi pieniądz, tam milczą prawa”

Jarek Kefir

Źródło: http://jarek-kefir.com/

Wspomóż niezależne inicjatywy Jarka Kefira!

I tym samym, dołóż pewną małą cegiełkę światłości w tym tonącym w mroku głupoty świecie!
W poniższym linku napisałem, jak można to zrobić. Dzięki! :)
http://jarek-kefir.com/wsparcie/

racjonalizm naukowy

racjonalista pl ateizm

racjonalista i nauka

Racjonalistyczna filozofia Ayn Rand jest filozofią psychopatki, mizantropijną fantazją okrucieństwa, zemsty i chciwości

Racjonalizm: Idee Ayn Rand stały się marksizmem nowej prawicy

ayn rand racjonalizmRości sobie uzasadnione prawo do bycia najbrzydszą z filozofii, jaką stworzył powojenny świat. Egoizm, jak twierdzi, jest dobrem, altriuzm – złem, empatia i współczucie są nieracjonalne i destrukcyjne. Biedni zasługują na to, aby umrzeć; bogaci zasługują na nieograniczoną władzę. Filozofia ta została już przetestowana i upadła w sposób spektakularny i katastroficzny. A jednak system przekonań, skonstruowany przez Ayn Rand, której 30 rocznica śmierci mija właśnie dzisiaj, nigdy nie był bardziej popularny czy wpływowy.

Rand była Rosjanką (Alissa Rosenbaum) z zamożnej rodziny, która wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Poprzez swoje powieści (takie jak „Atlas Shrugged” – polskie wydanie pt. „Atlas zbuntowany”) oraz książki non-fiction (jak „The Virtue of Selfishness” [1] – polski przekład: „Cnota egoizmu”) wyjaśniała swoją filozofię, którą nazywała „obiektywizmem”. Utrzymuje ona, że jedyną drogą moralną jest czysty interes własny. Upiera się ona, że nikomu nic nie jesteśmy winni, nawet członkom własnej rodziny. Opisywała biednych i słabych jako „wyrzutki” i „pasożyty” oraz potępiała wszystkich, którzy chcieli im pomóc. Poza policją, sądami i siłami zbrojnymi nie powinna istnieć żadna inna rola dla rządu: żadnej pomocy społecznej, żadnego ubezpieczenia zdrowotnego lub edukacji, żadnej infrastruktury publicznej czy transportu, żadnej straży pożarnej, żadnych regulacji i żadnych podatków od dochodów.

„Atlas Zbuntowany”, opublikowany w 1957 r., opisuje Stany Zjednoczone zrujnowane przez interwencjonizm rządowy, w którym bohaterscy milionerzy walczą przeciwko narodowi darmozjadów. Milionerzy, których Rand ukazuje jako Atlasa, dźwigającego na swych barkach świat, wycofują swoją robotę z takim skutkiem, że naród się załamuje. Zostaje jednak uratowany dzięki niekontrolowanej chciwości i egoizmowi jednego z heroicznych plutokratów, Johna Galta.

Biedni mrą jak muchy na skutek programów rządowych oraz swego własnego lenistwa i niefrasobliwości. Ci, którzy próbują im pomagać, są gazowani. W niesławnym ustępie dowodzi ona, że pasażerowie w pociągu wypełnionym trującym gazem zasługują na swój los. [2,3] Jeden np. śmiał być nauczycielem, który uczył dzieci grupowej współpracy; inna matką, żoną urzędnika, która troszczyła się o swoje dzieci; kolejna niepracującą żoną, „która uwierzyła, że ma prawo wybierać polityków, o których wiedziała tyle, co nic”.

Filozofia Rand jest filozofią psychopatki, mizantropijną fantazją okrucieństwa, zemsty i chciwości

Filozofia Rand jest filozofią psychopatki, mizantropijną fantazją okrucieństwa, zemsty i chciwości. A jednak, jak to wykazał Gary Weiss w swej nowej książce „Naród Ayn Rand”, stała się ona dla nowej prawicy tym, czym kiedyś był Karol Marks dla lewicy: półbogiem na czele chiliastycznego kultu [4]. Już prawie jedna trzecia Amerykanów, wg ostatnich sondaży, czytała „Atlasa Zbuntowanego” i każdego roku książka ta sprzedaje się w setkach tysięcy egzemplarzy.

Bagatelizując ewangeliczny ateizm Rand, ruch partii herbacianej (Tea Party) przyjął ją sobie do serca. Żadne z ich spotkań nie może się obejść bez plakatu z napisem „Kim jest John Galt?” oraz „Rand miała rację”. Ayn Rand – dowodzi Weiss – zapewnia zunifikowanie ideologii, która „wydestylowała niejasny gniew i niezadowolenie w poczucie celu”. Jest ona energicznie promowana przez takie osobistości telewizyjne, jak Glenn Beck, Rush Limbaugh oraz Rick Santelli. Stała się duchem przewodnim Republikanów w Kongresie [6].

Podobnie jak wszystkie filozofie, ‘filozofia obiektywizmu’ jest przyswajana z drugiej ręki przez ludzi, którzy nigdy jej nie czytali. Sądzę, że zaczyna się ją wyczuwać po tej stronie Atlantyku: w krzykliwych nowych roszczeniach, aby na przykład usunąć 50% stawkę podatkową dla najbogatszych, lub między urągliwymi, szyderczymi blogerami, ktorzy pisują dla witryn wydawnictw prasowych „Telegraph” i „Spectator”, wypowiadając się pogardliwie i prześmiewczo o współczuciu i empatii oraz atakując wszelkie wysiłki uczynienia tego świata nieco lepszym miejscem.

Nietrudno zgadnąć, dlaczego Rand uwodzi miliarderów. Daje im coś, co ma kluczowe znaczenie w każdym ruchu politycznym: poczucie bycia ofiarą. Wmawia im, że żerują na nich ubogie, niewdzięczne darmozjady oraz że są uciskani przez natrętne, kontrolujące rządy.

rand racjonalizmO wiele trudniej pojąć, co widzą w niej zwyczajni herbaciarze, którzy najwięcej by ucierpieli wskutek wycofania się rządu. Ale taki jest ogrom panoszącej się dezinformacji, którą przesiąka cały ten ruch, i tak przeważający w USA jest syndrom Willy’ego Lomana (przepaść pomiędzy rzeczywistością a oczekiwaniami [7]), że miliony beztrosko zgłaszają się na ochotnika, by służyć za podnóżek dla miliarderów. Zastanawiam się, jak wielu z nich nadal by się modliło w kaplicy Ayn Rand, gdyby wiedzieli, że pod koniec swego życia sygnowała ona swym podpisem zarówno program pomocy medycznej, jak i ubezpieczeń społecznych [8]. Wszakże atakowała z furią oba te programy, jako że reprezentowały to wszystko, czym ona gardziła jako elementem niepożądanym w państwie. Jej system przekonań nie udźwignął jednak realiów starzenia się i załamania zdrowia.

Ale mają oni jeszcze silniejsze powody, aby odrzucić jej filozofię. Jak wykazano w filmie dokumentalnym Adama Curtisa, wyświetlanym w zeszłym roku, najbardziej oddanym członkiem jej wewnętrznego kręgu był Alan Greenspan [9] [Wikipedia pl]. Pośród esejów, które pisywał dla Ayn Rand, znalazły się te opublikowane w jej książce, której był współwydawcą, „Capitalism: the Unknown Ideal” (Kapitalizm. Nieznany ideał) [10]. Tutaj można odnaleźć całkowicie odsłoniętą filozofię, którą wniósł do rządu. Nie ma najmniejszej potrzeby regulacji działalności – nawet w budownictwie czy Big Pharmie – argumentował Greenspan – jako że „»zachłanność« ludzi biznesu, a mówiąc dokładniej ich żądza zysków… jest nieprześcignionym obrońcą konsumenta” [11]. Co do bankierów, potrzeba zdobycia zaufania ich klientów gwarantuje, że będą działać z honorem i uczciwością. Nieregulowany kapitalizm – stwierdza – jest „w najwyższym stopniu moralnym systemem”. [12]

Gdy wreszcie dorwał się do władzy, Greenspan stosował filozofię swej guru (Rand) w lobbingu na rzecz obniżania podatków dla bogatych i odrzucania praw ograniczających działalność banków, odmawiając regulacji drapieżnych pożyczek i handlu instrumentami pochodnymi, co ostatecznie spowodowało upadek systemu. Wiele z tego jest już udokumentowane, ale Weiss wykazuje, że w USA Greenspan zdołał z powodzeniem przemalować tę historię.

Pomimo wielu lat, które spędził u jej boku, pomimo uprzedniego przyznania, że to Rand zdołała przekonać go, iż „kapitalizm jest nie tylko wydajny i praktyczny, ale również moralny” [13], Greenspan wspomina ją w swych pamiętnikach, aby jedynie zasugerować, że była to młodzieńcza nieroztropność i tak, zdaje się, brzmi teraz wersja oficjalna. Weiss przedstawia potężne dowody na to, że nawet dzisiaj Greenspan pozostaje jej lojalnym uczniem, odwoławszy swe częściowe przyznanie się do porażki przed Kongresem.

Przesiąknięta jej filozofią nowa prawica po obu stronach Atlantyku nadal domaga się ograniczenia roli państwa, nawet gdy ruiny tej polityki zalegają wszędzie wokół. Biedni giną, superbogaci utrzymują się przy życiu i prosperują. Ayn Rand by się to podobało.

Przekład: PRACowniA
Czytaj na SOTT.net: Ayn Rand: A Manifesto for Psychopaths

Odnośniki:

1. W duchu Rand, sugeruję, żeby za to nie płacić, tylko ściągnąć stąd;

2. Str. 605 wydanie Penguin 2007

3. Gazowanie i następujące eksplozje wyjaśnione na str. 621

4. Gary Weiss, 2012. „Ayn Rand Nation: The Hidden Struggle for America’s Soul”. St. Martin’s Press, New York.

5. Było to badanie opinii Zogby poll, przeprowadzone pod koniec 2010 r.

6. Aby podać jeden z przykladów, Paul Ryan, przewodniczący Komisji Budżetowej twierdzi, że „powód, dla którego zaangażowałem się w służbę publiczną, gdybym miał go przypisać jednej osobie, byłaby nią Ayn Rand”. Jest to nieco ironiczne, zważywszy, że Rand nienawidziła idei służb publicznych. Cytowane przez G. Weissa.

7. Link

8. Gary Weiss, str. 61-63.

9. Link

10. Ayn Rand, Nathaniel Branden, Alan Greenspan i Robert Hessen (Eds), 1967.

„Capitalism: The Unknown Ideal”. Signet, New York.

11. Alan Greenspan, August 1963. “The Assault on Integrity”. Pierwotnie tekst opublikowany w „The Objectivist Newsletter”, później w „Capitalism: The Unknown Ideal”.

12. Jak wyżej.

13. Z artykułu autorstwa Somy Golden w „New York Times”, lipiec 1974, cytowane przez Gary’ego Weissa.

Logika racjonalistów i libertarian:

Rand racjonalizm libertarianizm

Tzw. „nowy ateizm” też jest kultem religijnym!

Racjonalizm, sceptyzm i ateizm: nowa religia XXI wieku

Przeczytaj także:

„Racjonalizm naukowy” forpocztą ludobójstwa:
http://jarek-kefir.com/2013/05/29/

Żaden z ateistów-racjonalistów nie zobaczył, nie dotknął, nie zważył i nie zmierzył Boga doszli do „logicznego” wniosku: Boga nie ma!
http://jarek-kefir.com/2013/02/11/

Portal racjonalista.pl jest powiązany z organizacją religijną!
http://jarek-kefir.com/2013/05/31/

Cyt. ”
Kartezjusz wpadł na „genialny” pomysł, że człowiek jest maszyną. Widocznie obracał się wyłącznie w kręgach racjonalistów. Oni faktycznie są maszynami i nie mają duszy.

Dusza jest boskim pierwiastkiem w człowieku. Ale nie wszystkie żyjące na tej planecie istoty o wyglądzie człowieka są ludźmi. Ruscy starowiercy nazywają takie istoty „twary” (twory). Wyglądają oni jak ludzie, lecz nie są ludźmi. To psychopaci. Istoty te są logiczne i racjonalne, przemawia do nich wyłącznie nauka ścisła i zimne, logiczne wnioskowanie. Są one pozbawione ludzkich uczuć, wręcz zupełnie ich nie rozumieją i wykazują całkowity brak empatii oraz współczucia. Jedynym celem jaki widzą w życiu i do którego dążą (po trupach!) jest postęp gospodarczy, zysk i rozwój techniki. Nie rozumieją potrzeby pomagania biednym i chorym, więc wszelką działalność społeczną tolerują tylko dlatego, że muszą. Do nauk humanistycznych oraz do idei ochrony środowiska, a zwłaszcza do wszelkich kwestii duchowych odnoszą się wrogo i z nienawiścią. Osobnik, który zionie nienawiścią do każdego, kto mówi o duchowej stronie życia, o sprawach metafizycznych lub o Bogu jest „twarem”, czyli ciałem bez duszy.

Taki „twór” postrzega istoty żywe jako mechanizmy, czyli bezduszne, białkowe maszyny. Kiedy zwierzę lub człowiek zachoruje, twór dochodzi do logicznego wniosku, że maszyna się zepsuła, więc trzeba ją naprawić dolewając do niej jakiegoś związku chemicznego, którego jej brakuje lub wymienić zepsute części na nowe. Współczesna nauka i medycyna jest dziełem bezdusznych „tworów”. To oni stworzyli medycynę alopatyczną i ostro lansują chirurgię, a zwłaszcza przeszczepianie narządów, również stworzonych sztucznie (metalowe kości, plastikowe rogówki, sztuczne serce itp.).

Zamiast przywracać w naturalny sposób homeostazę organizmu i leczyć narządy zachowawczo „twór” woli gwałcić symptomy przy pomocy chemii, wycinać „zepsute części” przy pomocy noża i wstawiać w ich miejsce nowe”
(Źródło)

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cyt. ”
W trwającej obecnie debacie „Intelligent Design” (Rozumny plan) obie strony, ewolucjoniści i kreacjoniści, stawiają wiele pytań. Odpowiedzi mogą niektórych zaskoczyć.

Wspólnym punktem w przekonaniach zarówno ateistów, jak i chrześcijan jest wiara (to też może niektórych zaskoczyć) — co prawda wiara w różne systemy, ale jednak silna wiara. Chrześcijanie wierzą w Boga Stwórcę, ateiści natomiast w naukę. To też jest wiara. A może nie? Z pewnością nauka jest oparta na dających się zademonstrować, powtarzalnych z tymi samymi wynikami faktach — lecz czy to nie wymaga wiary?

Jak dalece „naukowy” jest ateista, który przygląda się pięciu ważnym ogniwom w ewolucyjnej historii. Uznamy te idee za naukowe lub nienaukowe według tego, jak spełniają one naukowe kryteria powtarzalności, zgodności z obserwacjami naukowymi i sprawdzalności w laboratorium.
Wielki Wybuch — Big Bang

Najpopularniejsza obecnie teoria pochodzenia wszechświata zakłada, że cały wszechświat zaczął się od punktu osobliwości (tzw. singularity point) o nieskończonej gęstości masy, która rozszerzyła się do obecnych rozmiarów wszechświata. Potrzeba znacznej wiary, aby być przekonanym, że wydarzenie, które nie miało przyczyny, mogło dać tak dramatyczny rezultat. Nie zgadza się to z wszystkimi znanymi prawami fizyki, jak na przykład pierwsze prawo termodynamiki o zachowaniu energii i masy: rzeczy nie pojawiają się tak po prostu, z wyjątkiem tych w skali atomów, i to na bardzo krótko. Nie zgadza się to także z drugim prawem termodynamiki, jak je obecnie rozumiemy, mówiącym o tendencji do rozkładu porządku i informacji w kierunku bezładu; nikt nie zaproponował jak dotąd mechanizmu, który by wytłumaczył uporządkowany wszechświat — zaobserwowany porządek zawsze pochodzi z jakiegoś zewnętrznego źródła.

Tak więc Wielki Wybuch jest niepowtarzalny, niezaobserwowany, niezgodny ze znanymi prawami i niedający się sprawdzić w laboratorium. Jest więc nienaukowy. Potrzeba silnej wiary, żeby uwierzyć w taki zbieg okoliczności.
Ziemia

Trzeba podobnych skoków w ciemno, aby uwierzyć, że wszechświat ewoluował we właściwy sposób (jedynie przypadkowo), tak iż powstała nasza planeta z jej idealnymi warunkami do życia. Na przykład skład chemiczny naszej planety jest zupełnie inny od składu pozostałych ciał Układu Słonecznego — jest to głównie żelazo i nikiel. Przypadek miał spowodować powstanie planety o bardzo dużej gęstości, o wiele większej niż pozostałe wokół, z materiałów, które są raczej rzadkie w galaktyce.

Jak powstały nasze lądy, morza i atmosfera? Powinny wygotować się (wyparować) w początkowych fazach ewolucji planety, zanim ostygła. Jak powstał stosunek ilościowy tlenu do węgla z dokładnie właściwymi ilościami i we właściwych miejscach? Nie zaproponowano żadnej teorii ani mechanizmu, które by to mogły wytłumaczyć!

Pierwiastki życia — tlen, węgiel, azot itd. — nie powinny istnieć równocześnie w fazie kształtowania planety, szczególnie w obecności silnego promieniowania ze Słońca i przestrzeni zewnętrznej.

I znów: początki te nie zostały zaobserwowane, są niezgodne z obecną wiedzą, nie dają się powtórzyć ani sprawdzić. Założenia te są więc też nienaukowe, co stanowi poważny problem dla ateisty, który musi się oprzeć tylko na naukowych metodach.
Abiogeneza, czyli samorództwo

Być może największym problemem lub też cudem ewolucji jest pochodzenie życia. Jak powstała pierwsza żywa komórka? A wcześniej — jak uformowały się pierwsze DNA i aminokwasy w połączeniu ze sobą? (Kwas nukleinowy i aminokwasy wyłączają się nawzajem.) Co więcej, fundamentalne prawo biologii mówi, że wszystkie komórki pochodzą z innych żywych organizmów — ta niezmienna zasada znana jest jako biogeneza.

Jeśli nawet dałoby się zaproponować jakiś mechanizm umożliwiający współistnienie właściwych związków chemicznych, to skąd wzięła się ta ogromna ilość informacji koniecznych do skonstruowania komórki? Gdzie powstała maszyneria konieczna do odczytywania kodu DNA? Jaki był początek mechanizmu chemicznej reprodukcji? Skąd wzięły się mechanizmy naprawy uszkodzeń i wzrostu, które są tak pomysłowo zakodowane w DNA? To nie jest tylko trudny do rozwiązania problem. To jest niemożliwe! Nie tylko nie zaproponowano mechanizmu abiogenezy, ale żaden biochemik nie jest w stanie otrzymać pożądanego rezultatu nawet w najlepszych warunkach laboratoryjnych!

I stajemy przed kolejnym problemem: organicznych związków. Wiele ze związków występujących w żywych organizmach może istnieć w dwóch formach, jak gdyby lustrzanych odbiciach jedna drugiej. Jednak białka biologiczne zawierają tylko jedną, lewoskrętną formę aminokwasów, a DNA i RNA tylko prawoskrętną formę cukrów. Skoro naturalnie istniejące związki mają równe proporcje obu form, a żywe komórki powstały w sposób naturalny, powinny odzwierciedlać te proporcje w swoim składzie. Jednak we wszystkich żywych komórkach te związki chemiczne istnieją wyłącznie jako albo lewoskrętne, albo prawoskrętne. Sam ten fakt wskazuje na ekstremalną trudność abiogenezy.

Abiogenezy nigdy nie zaobserwowano, nie można jej odtworzyć w laboratorium i nie można jej sprawdzić. Jest to zatem teoria nienaukowa i musi być przyjęta przez ateistę jako cud wiary.
Specjacja — powstawanie gatunków

Kolejnym cudem wiary ateizmu jest powstanie licznych gatunków istot żywych z przypuszczalnego jednego gatunku.

Adaptacja jest dobrze znana i nie wzbudza kontrowersji — dany gatunek może wytworzyć szeroki wachlarz zmian swych głównych cech, zależnie od otoczenia. Ale powstanie nowego gatunku z innego to zupełnie inna sprawa. Nigdy czegoś takiego nie zaobserwowano ani nie można tego sprawdzić.

Ewolucja zakłada, że w rezultacie drobnych mutacji kodu genetycznego (DNA) doszło do powstania nowych gatunków. Takie mutacje uważane są zatem za pomocne i korzystne dla organizmu, dodające nową i lepszą informację do kodu genetycznego. Jednak żadnej takiej mutacji nigdy nie zaobserwowano — wszystkie mutacje powodują utratę informacji i zawsze są szkodliwe dla organizmu.

Cud specjacji jako kolejny musi pozostać sprawą wiary dla ateisty, gdyż nie można jej ani zaobserwować, ani powtórzyć.
Nieredukowalna złożoność

Jeśli nawet dopuścimy wszystkie poprzednie cuda, pozostaje jeszcze jedna przeszkoda nie do przezwyciężenia — nieredukowalna złożoność.

Integralną częścią wiary ewolucyjnej jest przekonanie, że każda mutacja, która staje się stałą częścią kodu genetycznego, musi być korzystna dla organizmu w procesie jego stopniowego rozwoju. Ale to powoduje poważny problem, jeśli chodzi o niektóre złożone narządy.

Weźmy dla przykładu oko. Składa się ono z wielu części: źrenicy (z jej mięśniem, zwieraczem optycznym) dla kontrolowania jasności światła, mięśni, które poruszają okiem, aby je skierować w pożądaną stronę, soczewki i mechanizmu ogniskującego, wodnistego i szklistego płynu organicznego, siatkówki przekształcającej światło w sygnał elektryczny, nerwu optycznego przesyłającego informacje do mózgu. W proces widzenia zaangażowana jest też spora część mózgu, który interpretuje ogromną ilość przesyłanych informacji. Bez którejkolwiek z tych części (a lista ta nie jest w żadnej mierze wyczerpująca) oko nie mogłoby funkcjonować, a pozostałe części nie dawałyby organizmowi żadnej przewagi nad innymi stworzeniami.

Proste pytanie: jak mogła wyewoluować którakolwiek z tych części oka? Przecież żadna z nich nie daje organizmowi żadnej przewagi bez wszystkich pozostałych. I znów nie ma żadnego wytłumaczenia — cud nieredukowalnej złożoności trzeba przyjąć na wiarę.

Jeśli oko byłoby jedynym takim przykładem, byłaby to tylko mała przeszkoda dla ewolucjonistów. Niestety, jest ich mnóstwo, choćby wspomnieć system krążenia krwi czy system mięśni i szkieletu. W rzeczy samej prawie każdy organ ciała ludzkiego może być podany jako przykład nieredukowalnej złożoności, który nie mógł powstać w rezultacie przypadkowych zmian procesu ewolucyjnego.

Prawdopodobnie największym przykładem nieredukowalnej złożoności jest sama pojedyncza komórka, której pochodzenia nie da się wytłumaczyć ani nawet sobie wyobrazić. To znów kolejny ważny element wiary ateistycznej.

Jeszcze jednym problemem związanym z nieredukowalną złożonością jest reprodukcja seksualna — w jaki sposób rozwinęły się płcie? Ewoluowanie samca bez samicy byłoby bezużyteczne. W jaki sposób nastąpiła zmiana z reprodukcji aseksualnej ku seksualnej, równocześnie na każdym poziomie biologicznym?

Nie ma żadnej sugestii na ten temat, zatem i ten cud ewolucyjny musi zostać przyjęty na ślepo, przez wiarę.
Wybór

Trzeba dokonać zdecydowanego wyboru między wszechpotężnym Bogiem Stworzycielem a serią ewolucyjnych cudów: Wielkim Wybuchem, porządkiem wszechświata, pochodzeniem życia na ziemi i samej planety, abiogenezą, specjacją, nieredukowalną złożonością i seksualnością (to jedynie kilka przykładów). Każdy z tych cudów jest niezgodny z obecnymi obserwacjami i prawami naturalnymi, co stawia ateizm w tym samym szeregu z religią.

Dlaczego więc ateizm jest tak pociągający, skoro wymaga takiej samej wiary w niewidzialne, jak i chrześcijaństwo? Odpowiedź kryje się w konsekwencjach i zobowiązaniach z tymi alternatywami związanych.

Ateizm: Nie ma Boga, a wszechświat nie ma żadnego znaczenia. Ludzie to tylko gatunek zwierząt; moralność i etyka są bezsensowne, tak więc nie jesteśmy przed nikim odpowiedzialni.
Teizm: Jest Bóg Stworzyciel, który uczynił człowieka i wszystko inne. On określa dobro i zło, co czyni nas odpowiedzialnymi przed Nim.

W taki oto sposób ateizm jest wygodnym sposobem unikania odpowiedzialności przed Bogiem. Wielu odrzuca teizm właśnie dlatego, że nie chce przyjąć tej odpowiedzialności. Przynajmniej jeden ateista, pisarz Richard Lewontin, był na tyle odważny, aby to wyznać: „Stajemy po stronie nauki pomimo oczywistej absurdalności niektórych jej postulatów, pomimo iż zawiodła w swych ekstrawaganckich obietnicach zdrowia i życia, pomimo tolerowania przez społeczność naukowców nieudowodnionych takich, ot, baśni, ponieważ przyjęliśmy jako założenie materializm”. „To nie tak, że metody i instytucje naukowe w jakiś sposób zmuszają nas do przyjęcia materialistycznych wyjaśnień świata zjawisk, wręcz przeciwnie — jesteśmy zmuszeni przez nasze a priori trzymanie się przyczyn materialistycznych do tworzenia systemu badań i zestawu koncepcji, które podają materialistyczne wyjaśnienia, niezależnie od tego, jak bardzo przeciwne są one intuicji i jak bardzo mistyfikujące dla niewtajemniczonych. Co więcej, materializm jest absolutem, gdyż nie możemy pozwolić na Bożą nogę w drzwiach!”.
Teizm

W kontraście do ateizmu teizm jest bardziej konsekwentny (ale nadal nienaukowy — Bóg rzadko kiedy pozwala robić z siebie przedmiot badań laboratoryjnych). Teiści będą świadczyć o swojej osobistej więzi z Bogiem Stworzycielem, który regularnie dokonuje cudów. Dla tych, którzy służą Bogu, jest On źródłem życia, mocy i natchnienia: „Słowem Pana zostały uczynione niebiosa, a tchnieniem ust jego całe wojsko ich (…)

(Źródło nieznane)

Zapraszam do dyskusji!

 

racjonalizm sceptyzm

Znany naukowiec fałszował na potęgę badania naukowe, tak, aby ich wyniki odpowiadały aktualnemu trendowi ideologicznemu

Teoria spiskowe czy realne spiski? O pseudonauce

Znany i darzony ogólnym szacunkiem badacz w dziedzinie psychologii społecznej, Diedetik Stapel, fałszował na potęgę badania naukowe.

Dodajmy, że fałszował je tak, aby odpowiadały aktualnemu, neoliberalnemu trendowi w propagandzie, polityce, idei.

Jedne ze sfałszowanych badań głosiło, iż osoby o białym kolorze skóry częściej myślą stereotypowo i dyskryminują murzynów, gdy znajdują się w „nieuporządkowanym środowisku”.

Ogólnie, znaleziono około 30 sfałszowanych badań, i wiadomo, że lista ta się wydłuży. „Kreatywny” badacz został zawieszony przez swój uniwersytet.

Warto zadać pytanie: ile badań które zostały sfałszowane, do dziś jest wykładnią „naukowej prawdy”?

To ujawnia, jak bardzo dzisiejsza nauka jest uzależniona od tego, kto ma pieniądze (korporacje), władzę i ideologiczny rząd dusz.

Kiedyś, dawno temu, naiwnie myślałem, że medycyna jest nauką ścisłą. Dziś wiem ponad wszelką wątpliwość, że prawdę w medycynie dyktuje ten, kto więcej zapłaci.

Tym bardziej takie rzeczy dotyczą psychologii. Obecnie psychologia psychologii nierówna. Są rzeczy, których nie powie nam psycholog. Do pewnej wiedzy odnośnie funkcjonowania naszej psychiki, należy się samemu dokopać. Nie zaznasz jej w gabinecie u psychologa, nie przeczytasz w uczonych księgach ani tym bardziej w tzw „dodatku psychologicznym” w GW.

Śmiem twierdzić, że to, co się nam oficjalnie przedstawia – można nazwać co najwyżej pop-psychologią. Zaś prawdziwa wiedza jest ukrywana i to nie bez powodu. Czy wiesz, że wśród psychologów jest 7 razy więcej samobójstw niż wśród ogółu społeczeństwa? A dlaczego tak jest?

Ten schemat dotyczy nie tylko nauk o ludzkiej psychice, ale właściwie każdej z dziedzin wiedzy. Ukrywane jest to, na czym nie można zarobić. I, oczywiście, ukrywane jest to, co może przynieść straty tym, którzy czerpią korzyści finansowe z tego systemu.

W medycynie to, co nie może przynieść zysku dla sponsorów tejże medycyny – nazywane jest pseudonauką. Zaś to, co może zaszkodzić jej interesom finansowym – nazywane jest teoriami spiskowymi.

Część informacji z powyższego artykułu została zaczerpnięta z:

http://www.biomedical.pl/