UPADEK EZOTERYCZNEJ LEGENDY: MAREK PODLECKI i ZABAWA W BOGA

Bogate studium „psychozy ezoterycznej” Marka Podleckiego vel TW Janusza

Pamiętaj! To nie Ty uprawiasz ezoterykę, to ezoteryka uprawia Ciebie!

Artykuł ten zawiera treści pisane przez osoby chore psychicznie, przez trolli, szyderców, prowokatorów, chamów i tak dalej. Absolutnie nie namawiam do ich stosowania. Są one umieszczone wyłącznie jako przestroga, do czego prowadzi „ezoteryczna zabawa w boga.”

Jeśli nie pasuje Ci to, że są tutaj Twoje wpisy, możesz na podstawie ustawy GDPR (RODO) poprosić mnie o ich skasowanie, pisząc na maila: jarek.kefir.2010(na)gmail.com. Jednak nikt nie zagwarantuje, że te wpisy nie pojawią się znowu, na anonimowych, chińskich, bengalskich czy indonezyjskich serwerach. 😉 Czytaj dalej „UPADEK EZOTERYCZNEJ LEGENDY: MAREK PODLECKI i ZABAWA W BOGA”

O tym, jak zawarłem „pakt z diabłem”.. Jarek Kefir uchyla rąbka tajemnicy

O tym, jak zawarłem „pakt z diabłem”.. Jarek Kefir uchyla rąbka tajemnicy

dulszczyzna i hipokryzjaZacznijmy od tego, że świadomość pewnej ważnej rzeczy przyszła do mnie dość późno. Wiecie z moich felietonów, że lubię analizować, myśleć, dumać nad różnymi koncepcjami, zagadkami, zachowaniami pojedynczych ludzi jak i całych społeczeństw. To jest w zasadzie pewna forma medytacji i prowadzi do rozwoju, ale.. No właśnie.

Czy tego typu rozważania mogą być jednak destrukcyjne? Owszem, mogą. Są one potrzebne na pewnym etapie, gdy człowiek uczy się jak funkcjonuje świat. Ale z czasem stają się one trucizną. Ze światem należy się pogodzić, wybaczyć i zawrzeć pokój. Nie ma innej drogi, naprawdę. Tak, trzeba być trochę jak tacy cyniczni i podśmiechujący się z buntowników „poszukiwacze przygód” (przygód i duchowych, i oczywiście cielesnych), którzy nie boją się nawet zawrzeć paktu z diabłem.. By było im przyjemnie, tęczowo, kolorowo, bogato.

Ale nie, nie chodzi zaraz o sprzedawanie za śmiesznie niską cenę tego, co mamy najcenniejsze – duszy. Bo na satanizmie czy nawet magii chaosu, zawsze kończy się jak na pożyczce od instytucji będącej skrzyżowaniem mafii i amber gold. Dostaniesz coś raz, drugi, trzeci. A potem będziesz spłacał całe życie, i kilkaset (a nawet kilka tysięcy) lat po śmierci, gdy dorwie Cię bezlitosna, technologiczna, nie znająca skrupułów maszyneria astralu.

Chodzi mi o coś innego.. Tak jak na obrazku który jest wstępniakiem do tego artykułu. Żyjemy na świecie, który jest czymś w rodzaju czyśćca, twardej szkoły życia, może nawet piekła. Kto wie. Świat ten wynagradza i premiuje zło. I oczywiście, świat ten w okrutny sposób traktuje ludzi którzy starają się kierować empatią i etyką. To już wiemy. Takie są realia naszej planety, a my sami jesteśmy tu nie bez powodu. Teraz wielu z nas płacze, użala się.. Ale mina by co po niektórym zrzedła, gdyby dowiedzieli się jakiego zła dopuszczali się w poprzednich wcieleniach.

Czy pogodzenie się, zawarcie pokoju i zrozumienie tego świata, nie jest aby czymś w rodzaju „paktu” z samym „diabłem„? To rozsądźcie sami. Ale idźmy dalej w naszych rozważaniach. Prosta, wręcz chłopska prawda – ludzie są często po prostu skurwiali, skurwiali do szpiku kości. Nie kierują się oni ani empatią, ani etyką, ani żadnymi wartościami. Ba, oni nie kierują się nawet logiką. Mają swój „program” który im wmuszono w procesie wychowania, i nie akceptują niczego, co jest odmienne, nawet jeśli jest tylko trochę odmienne.

Tak więc ludzie w wielu przypadkach są po prostu skurwiali. I nie ma po co tego analizować, nie ma po co roztrząsać tego na czynniki pierwsze, ba, nie ma sensu tego nawet próbować zrozumieć.. No jak to, nie chcesz wiedzieć jak działa świat? Co więc z Twoimi artykułami?! Zapyta teraz niejeden Czytelnik. Ale chwila.

Otóż pisałem kiedyś, że gdyby na poważnie stosować kryteria naukowe w kontekście alkoholizmu, to 90% Polaków w wieku „rębnym” (18 – 60 lat) należałoby natychmiast ubezwłasnowolnić, hospitalizować psychiatrycznie i zaszyć esperalem. Niestety, państwo zezwala na tę morderczą narkomanię (czyli alkoholizm) a wszystkie programy zwalczania tej narkomanii są jedną wielką fikcją.

Ta sama zasada ma zastosowanie odnośnie schizofrenii (paranoi). Otóż schizofrenia czy też paranoja jest podstawą życia społecznego. To zbiorowa, planetarna schizofrenia, która jest zakorzeniona niezwykle głęboko. Mówiło o tym kilku znanych na całym świecie wirtuozów psychologii. Skąd się ta schizofrenia obejmująca całą ludzkość wzięła? Z rozdźwięku między naszą prawdziwą naturą (liberalną, rozwiązłą, wesołą, domagającą się zabawy) a tym, co dyktuje bezlitosna machina społeczno-towarzyska (konserwatyzm, purytanizm, monogamia, wzorce chrześcijańskie, które próbują trzymać w ryzach żądze tłumu, by cywilizacja jakoś trwała).

Ale ludzie jak to ludzie, musieli sobie z tymi restrykcyjnymi nakazami i zakazami jakoś poradzić. Powstała więc dulszczyzna. Wcześniej była ona nazywana „sarmactwem„. Dziś jest nazywana mentalnością leminga. Czy też „nowym purytanizmem„, charakterystycznych dla ogromnych, anonimowych i generujących przez to większą społeczną paranoję przedmieść miast. Ludzka psychika reaguje na tak skrajnie sprzeczne bodźce i wzorce ROZSZCZEPIENIEM – a więc społeczną schizofrenią.

Musimy to zrozumieć, okazać współczucie i wybaczyć tym skrzywdzonym przez naturę i z drugiej strony przez system, zagubionym ludziom. Sami tacy byliśmy i po części (mniejszej lub większej) jesteśmy nadal! Ta społeczna schizofrenia jest więc koniecznym mechanizmem obronnym. Bez niej ludzie nie mogliby się bawić, doświadczać życia, zdobywać doświadczeń. Ba, gdybyśmy przez poprzednie trudne i ciężkie wieki, byli tak konserwatywni i porządni (rzygam tęczą ) jak lubimy się przedstawiać, to ludzkość by zwyczajnie nie przetrwała. Bo nie rodziłyby się dzieci, nie byłoby dywersyfikacji materiału genetycznego, itp itd.

Dulszczyzna to prosty „program„, który można wręcz zrównać ze słowem „moralność„. Moralność to coś, co najczęściej dotyczy sfery ludzkich gaci (bardzo rzadko serca i umysłu). Lata świetlne wyżej są etyka i empatia. Dulszczyzna więc to myślenie w stylu:

Oficjalnie jesteśmy porządnymi, konserwatywnymi obywatelami, szanowanymi członkami społeczeństwa, monogamiczni aż do bólu.. Ale gdy nikt nie patrzy, to ściągamy gacie i hulaj dusza, piekła nie ma„.

Tak, jest to hipokryzja, ba, jest to w pewnym sensie złe. Ale gdyby ten mechanizm obronny (dulszczyzna, społeczna schizofrenia) nie istniał, to z jednej strony nie moglibyśmy doświadczać życia i uczyć się. A z drugiej strony, po prostu oszalelibyśmy. Tak, zarówno schizofrenia społeczna (zbiorowa), jak i schizofrenia typowo psychiatryczna, są mechanizmami obronnymi, wręcz ratunkowymi dla psychiki. Mówią o tym niektóre szkoły psychoanalizy, mówi o tym także germańska nowa medycyna.

I teraz najważniejsza część felietonu.. Oczywiste jest to, że możemy, a nawet powinniśmy starać się w pewnej części zrozumieć tę pokrętną logikę społecznej schizofrenii. Ale pamiętajmy o jednym, że nikt i nic – żaden człowiek, żaden mistrz psychologii, żaden mag czy nawet najpotężniejszy superkomputer – nie zrozumie w całości praw rządzących społeczną schizofrenią. Tego po prostu nie da się w całości rozgryźć, ogarnąć, zrozumieć.. Na pewnym etapie trzeba po prostu spasować, zawrzeć ten wspomniany wyżej pokój ze światem, wybaczyć.

Inaczej możesz wręcz osiwieć, czy sam stać się takim społecznym schizofrenikiem. Tu doskonale pasują trzy życiowe przysłowia:
-„gdy patrzysz się głęboko w otchłań, to otchłań zaczyna patrzeć się w Ciebie
-„uważaj by walcząc z potworami, nie stać się jednym z nich
-„sztuką jest przejść przez piekło nie stając się diabłem

Społeczna schizofrenia, dulszczyzna – jest taką otchłanią bez dna i bez granic, jest entropią i chaosem całkowitym, jest tworem którego nie da się przeniknąć.

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej „O tym, jak zawarłem „pakt z diabłem”.. Jarek Kefir uchyla rąbka tajemnicy”

Chrześcijaństwo powoduje niszczące i okaleczające choroby psychiczne. Chrońcie dzieci za wszelką cenę

Chrześcijaństwo powoduje niszczące i okaleczające choroby psychiczne. Chrońcie dzieci za wszelką cenę

kosciol katolickiWiększość ludzi uważa, że wychowanie dziecka to zapewnienie mu bytu i „wytresowanie” go, czyli dopasowanie go w idealny sposób do społeczeństwa niewolników. Do tego świetnie nadają się wszelkie kulty judaistyczne, takie jak chrześcijaństwo, judaizm i islam. Są to religie stworzone przed wiekami przez elity polityczne, dla mas – by ich zamieniać w niewolników. Niewolników bezwolnych, z obniżoną samooceną, kompleksami, okaleczonych psychicznie.

Pora to powiedzieć wprost. Chrześcijaństwo i wszelkie inne w/w kulty judaistyczne, powodują potworne spustoszenie w psychice / podświadomości dziecka. To samo dotyczy też racjonalistycznego ateizmu, który jest drugim biegunem tej samej iluzji, inaczej: drugą stroną tego samego kija, którym elity chłoszczą i batożą masy. Naprawdę niewielu psychologów ma odwagę mówić, jak straszną i okrutną krzywdę robi psychice małego, bezbronnego dziecka religijna ciemnota.

Psychologowie, którzy mają odwagę to powiedzieć, najczęściej są niestety ateistami, a na słowa „psychologia głębi” bądź na inne ciekawe metody z pogranicza psychologii i ezoteryki, reagują zabobonnym lękiem i agresją. Mówią oni o tak zwanej „nerwicy eklezjogennej”. Jest to termin umowny, bo objawy mogą być bardzo różne. Od nerwicy lękowej, zaniżonej samooceny, poczucia bycia nikim, aż do ciężkiej nerwicy natręctw, schizofrenii, czy wręcz objawów przypominających opętanie. Gdyż paradoksalnie, jeśli neguje i wypiera się „wewnętrznego demona” (archetypowy cień), to on schodzi do czeluści podświadomości i stamtąd atakuje 10 razy silniej.

Zapraszam teraz do przeczytania artykułu, który opisuje katolicki czy też chrześcijański fundamentalizm w ujęciu psychologicznym. Powinniśmy trzymać nasze dzieci z daleka od tej niszczącej psychiki, okradającej naszą Ojczyznę, pedofilskiej mafii.

Autor wstępu: Jarek Kefir

 

Proszę o podanie dalej tego info!

____________________________________________________________

Chrześcijański fundamentalizm a choroby psychiczne

Cytuję: „„Mam trzydzieści lat i usiłuję odzyskać równowagę psychiczną. Uczęszczanie do szkół chrześcijańskich, edukacja domowa, pobyt w chrześcijańskim domu wspólnotowym (de facto w indoktrynującym obozie pracy) oraz przebywanie w wielu kościołach różnych miast sprawiło, że jestem psychicznym, emocjonalnym i duchowym wrakiem” – słowa byłego członka kościoła ewangelicznych chrześcijan, cytat z książki „Christianity Is Not Great: How Faith Fails”.

Jeśli były wyznawca utrzymuje, że wiara chrześcijańska wpędziła go w depresję, sprawiła, że cierpi na zespół natręctw lub zespół stresu pourazowego, zapewne zarzuci mu się popadanie w przesadę. Chory może doświadczać ataków paniki, oczekując na potencjalne „pochwycenie do nieba”, huśtawki nastrojów – oscylujących pomiędzy ekstazą związaną z wszechogarniającą miłością Boga, a myślami samobójczymi, wskutek nienawiści do samego siebie z powodu popełniania wciąż tych samych grzechów lub też popaść w obsesję na punkcie seksualnej czystości. Tego typu symptomy wyraźnie pokazują, że ich źródło ma związek z religią, lecz wielu instynktownie obwini ofiarę. Powiedzą, że chory emocjonalnie eks-wyznawca już wcześniej miał predyspozycje do zaburzeń depresyjno-lękowych bądź obsesyjno-kompulsywnych i że to one sprawiły, że zaczął postrzegać chrześcijaństwo w wypaczony sposób. Albo dojdą do wniosku, że najwyraźniej nie jest prawdziwym chrześcijaninem. Gdyby jego „modlitwy były przepełnione wiarą” lub gdyby kochał Boga „całym swoim sercem, duszą i umysłem”, gdyby naprawdę czekało go zbawienie – to przecież ogarniałby go wewnętrzny spokój, który przekracza wszelkie zrozumienie.

Tymczasem rzeczywistość jest dalece bardziej złożona. To prawda, że objawy depresji czy ataki paniki dotykają najczęściej najbardziej wrażliwych z nas, albo z powodu uwarunkowań genetycznych, albo wskutek osłabiających nas stresorów środowiskowych. Jednak w gruncie rzeczy, źródłem stresu mogą być również dogmaty wiary chrześcijańskiej i ich ścisłe przestrzeganie, stając się podstawą do pojawienia się wielopokoleniowych wzorców nadużyć, traumy i autodestrukcyjnego zachowania. Niektóre z nich mogą prowadzić z czasem do wykształcenia się nawykowych wzorców myślenia, zmieniających de facto funkcjonowanie mózgu, utrudniając w efekcie powrót do zdrowia i rozwój.

Chrześcijanie lubią mówić o korzyściach, jakie czerpią z wiary. Ich świadectwa są przepełnione relacjami o cudownych przemianach: narkomani przestają ćpać, hazardziści wychodzą z nałogu, samotnych lub obarczonych poczuciem winy przenika uczucie przebaczenia i miłości. W związku z tym, wielu wiernym trudno jest sobie wyobrazić, że chrześcijaństwo może mieć też ciemną stronę. Tj. że niekiedy wpędza w diabelski krąg dręczącego zwątpienia w samego siebie, nadmiernego samokrytycyzmu czy skłonności do masochizmu, doprowadzając co wrażliwsze jednostki – zarówno dzieci, jak i dorosłych – do chorób psychicznych czy samobójstwa. Do takiego sposobu myślenia o sobie przyczyniają się „doprowadzające do obłędu” aspekty wiary, których nie należy lekceważyć.

Dostępne, najlepsze z metodologicznego punktu widzenia, wyniki badań, rozpatrywane całościowo, wskazują na niewielką pozytywną korelację pomiędzy zaangażowaniem religijnym a zdrowiem psychicznym. Niektóre z nich wykazały pozytywną korelację, inne negatywną, a jeszcze inne – żadnej. Być może wynika to z dużej ilości metod badawczych, jakie wykorzystuje się do mierzenia zależności pomiędzy zaangażowaniem religijnym a zdrowiem psychicznym, ale też pewnie z olbrzymich różnic pomiędzy samymi religiami.

Podczas gdy doświadczenie „nowego narodzenia” może prowadzić do całkowitego, a niekiedy natychmiastowego pozbycia się zaburzeń psychicznych lub porzucenia nałogu, podobna przemiana zdarza się w obrębie wielu religii albo też w efekcie udziału w świeckich autoterapiach psychologicznych. O tym zjawisku piszą Flo Conway i Jim Siegelm w klasycznym już dziele Snapping: America’s Epidemic of Sudden Personality Change (Uwolnienie: amerykańska epidemia nagłych zmian osobowości). Opisy przeżyć osób, które wyrwały się z okowów restrykcyjnej religii, brzmią de facto podobnie – jako nagły przypływ wolności, radości i poczucia celu. Niektórzy mówią o uwolnionej, „odkażonej” wersji samego siebie – „ponownie nowo narodzony”. Poniżej jedna z relacji:

„Można zaliczyć mnie do grupy osób, u których objawy depresji, zwątpienia w siebie, nienawiści do samego siebie, etc. ustąpiły, gdy uwolniłem się od ciężaru religijnego ucisku. Dopiero teraz zaczynam doświadczać uczucia „wewnętrznego spokoju, który przekracza wszelkie zrozumienie”, tego, o którym nieustająco mówią chrześcijanie, a którego – zdaje się – jeszcze nigdy nie doświadczyli. Jak na ironię” – Xphish.

Przynależność religijną uznaje się powszechnie za sprawę osobistą. Jednakże przestaje być ona wyłącznie kwestią prywatną, kiedy staje się bodźcem do podejmowania działań oddziałujących na inne jednostki i na sferę publiczną. Wierzenia mogą skłonić poczciwą osobę do haniebnych czynów – unikania przyjaciół, bicia własnych dzieci czy zabijania gejów, gdyż w jej mentalnym świecie, stworzonym w oparciu o system wierzeń, te niegodziwe uczynki są mniejszym złem. Przy czym znacznie częściej krzywda jest natury psychicznej, a jej ofiarami są sami wyznawcy.

Piewcy religii utrzymują, że ich produkt ma moc przemiany życia, przy czym w jakiś magiczny sposób proces ten nie pociąga za sobą żadnego ryzyka. W rzeczywistości, zwykle każde silne lekarstwo jest jednocześnie toksyczne, zwłaszcza w zestawieniu z czymś niewłaściwym lub podane w nieodpowiedniej dawce. A religia jest właśnie takim silnym lekarstwem!

W dalszej części przedyskutujemy dwie kwestie, a mianowicie, dlaczego chrześcijaństwo ma aż taką siłę oddziaływania oraz w jaki sposób dokonuje psychicznych spustoszeń, tj. dlaczego jest w stanie zahamować proces rozwoju u dziecka, dlaczego na jego negatywny wpływ narażone są w szczególności kobiety, jakie są objawy religijnej traumy oraz co mogą zrobić byli wyznawcy, aby odzyskać zdrowie i powrócić do normalnego życia. Skoncentrujemy się głównie na tych odmianach chrześcijaństwa, które są oparte na dosłownej interpretacji zapisów biblijnych. Należą do nich kościoły ewangelickie i fundamentalne, Kościół Świętych Dnia Ostatniego (mormoński) i inne konserwatywne odłamy. Te wspólnoty mają podobne wymagania odnośnie religijnego konformizmu – podzielają pogląd, że ludzie potrzebują zbawienia oraz że należy skoncentrować się na życiu duchowym, bo jest nadrzędny w stosunku do świata natury. Ich podglądy stoją w sprzeczności z zasadami przyjętymi w liberalnych, postępowych kościołach chrześcijańskich, które przyjmują humanistyczny punkt widzenia, tj. ukierunkowanie na życie doczesne oraz nacisk na społeczną sprawiedliwość.

Trzeba zrozumieć, że chrześcijaństwo nie jest po prostu religią. Jest ono niczym szerokokątny obiektyw, przez pryzmat którego jego wyznawcy doświadczają rzeczywistości. Na dodatek, zachodnia cywilizacja jest nim przesiąknięta. To sprawia, że trudno jest je wychwycić, podobnie jak powietrze, którym oddychamy, a które jednocześnie jest dla nas tak niezwykle istotne. Założenia chrześcijaństwa oparte na określonych symbolach, prawach i nomenklaturze są tak wszechobecne w naszej kulturze, że nawet niewierzących czynią ślepymi na krzywdę wyrządzaną w imię Boga.

RELIGIA ŻERUJE NA PROCESACH POZNAWCZYCH CZŁOWIEKA

Aby zrozumieć siłę religii, trzeba mieć chociaż niewielką wiedzę na temat struktury ludzkiego mózgu. Racjonalizm, 350-letnia teoria umysłu, głosi, że istoty ludzkie to jednostki racjonalne, podejmujące intencjonalne działania w efekcie świadomych procesów myślowych. Wyniki badań z zakresu kognitywistyki pokazują, że jest inaczej.

W 2002 roku psycholog Daniel Kahneman otrzymał Nagrodę Nobla za swoją pionierską pracę na temat procesów decyzyjnych. Kiedy rozpoczynał swoją karierę naukową, naukowcy podzielali pogląd, że ludzie to „jednostki racjonalne”, zwłaszcza jako uczestnicy rynku, oraz że z większości motywacji i przekonań, które stoją u podstaw podejmowanych przez nas działań, zdajemy sobie sprawę. Kahneman i jego współpracownik naukowy Amos Tversky wykazali, że jest to dalekie od prawdy. Okazało się bowiem, że większość procesów mentalnych nie ma zbyt wiele wspólnego z myśleniem racjonalnym oraz że są one całkowicie poza zasięgiem naszej świadomości.

Preferencje, zamierzenia i decyzje, które kształtują nasze życie, są z kolei determinowane przez wspomnienia i skojarzenia, które powstają przed wykształceniem się umiejętności przeprowadzania racjonalnych analiz. Daniel Siegel, profesor psychiatrii klinicznej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, zajmuje się badaniem traumy i pisze na ten temat publikacje naukowe. Jego zdaniem posiadamy dwa rodzaje pamięci – “jawną” i “ukrytą”, które przechowywane są w mózgu bez względu na to, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Pamięć ukryta dotyczy przeżyć z dzieciństwa – w tym doświadczeń z okresu porodu oraz tworzenia się więzi – które mają wpływ na nasze dalsze życie.

Specjalista w dziedzinie lingwistyki poznawczej George Lakoff stworzył koncepcję ram poznawczych (frames), spopularyzowaną dzięki jego niewielkiej książce pt. „Don’t Think of an Elephant” („Nie myśl o słoniu”): „W celu zrozumienia faktów, ludzie korzystają z ram poznawczych – głęboko osadzonych struktur mentalnych – w których zakodowane zostały informacje o tym, jak działa świat. Znajdują się one w mózgu i kształtują tzw. zdrowy rozsądek. Proces myślenia czy komunikowania się nie jest możliwy bez aktywowania ram, a to, która z nich zostanie uruchomiona, ma rozstrzygające znaczenie”.

Ramy poznawcze powstają nieświadomie, uaktywniają się bez naszej świadomości, a jednak determinują charakter naszych świadomych myśli. Według specjalistów z dziedziny lingwistyki poznawczej, słowa łączą się z obrazami, ze wspomnieniami i z pokrewnymi im pojęciami, wzajemnie splątanymi poprzez sieci neuronowe. W efekcie tego nadajemy sens otaczającej nas rzeczywistości dzięki metaforom, które pozwalają oceniać nam nowe sytuacje w oparciu o te, z którymi już mieliśmy do czynienia. Na przykład, gdy liberał i konserwatysta wyobrażają sobie prawidłowo funkcjonujące społeczeństwo, przychodzi im na myśl koncepcja rodziny jako wzorzec, zgodnie z którym powinien działać rząd. Ale podczas gdy konserwatysta będzie odwoływał się do modelu wychowania w stylu “surowy ojciec” bądź do modelu autorytarnego, liberał skłoni się raczej ku wzorcowi „troskliwego rodzica”. To „głęboko osadzone ramy poznawcze” zadecydują o wyborze społecznych priorytetów. Koncepcja ram poznawczych pomaga nam zrozumieć, dlaczego myślenie religijne wydaje się tak bardzo odległe dla kogoś z zewnątrz, czyli dla osoby, która ma inne ramy poznawcze, myśli w odmienny sposób i w obliczu tych samych faktów dojdzie do innych wniosków.

Przytoczone powyżej aspekty procesów poznawczych determinują sposób, w jaki przemierzamy życie, określają to, co sprawia nam ból, determinują cele, za którymi podążamy, a z których rezygnujemy, implikują sposób, w jaki reagujemy na porażki oraz na cierpienie, jakie zadają nam ludzie – a także warunkują naszą reakcję, kiedy to my krzywdzimy innych. Religia czerpie siłę w dużej mierze z faktu, że ma swój udział w kształtowaniu nieświadomych procesów: ram poznawczych, metafor, przeczuć, emocji, które powstają zanim jeszcze mamy możliwość podjęcia świadomych rozważań.

WIERZENIA I PRAKTYKI RELIGIJNE PROWADZĄCE DO PSYCHICZNYCH SPUSTOSZEŃ

Nauki społeczne dają nam wgląd w uniwersalne procesy poznawcze i społeczne, które w ogólnym zarysie tworzą fundamenty wiary religijnej, lecz na pytanie o korzyści i straty, jakie niesie za sobą to zjawisko, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Konieczne są bardziej rygorystyczne badania, niemniej jednak studia przypadku coraz częściej pokazują, że jeśli chodzi o siłę czynienia spustoszeń w psychice, pewne religijne wierzenia i praktyki górują nad innymi.

Dziennikarz śledczy Janet Heimlich zajmuje się badaniem zjawiska maltretowania dzieci w rodzinach religijnych, tj. nadużyć i zaniedbań, których dopuszczają się rodzice i opiekunowie, kierujący się zaleceniami religii. W książce „Breaking Their Will” („Łamiąc ich wolę”) Heimlich wymienia trzy charakterystyczne aspekty wspólnot religijnych, szczególnie skłonnych do stosowania przemocy wobec dzieci. Obserwacje z terapii klinicznych dla „odzyskanych” (reclaimers), tj. osób, które chcą dojść do siebie po traumatycznych przeżyciach religijnych i powrócić do normalnego życia, pokazują, że dokładnie te same cechy, wraz z określonymi taktykami manipulacji, specyficznymi dla kościołów fundamentalistycznego chrześcijaństwa i wykorzystywanymi w procesie dosłownej biblijnej interpretacji, stanowiły zagrożenie dla dorosłych adeptów religii.

– Autorytaryzm – tworzy sztywną hierarchię władzy i domaga się bezwarunkowego posłuszeństwa. W głównych religiach teistycznych na szczycie hierarchii jest bóg lub bogowie, reprezentowani przez wpływowych liderów kościoła, posiadających władzę nad mężczyznami, którzy z kolei sprawują kontrolę na kobietami i dziećmi. Autorytarne wspólnoty chrześcijańskie niejednokrotnie nauczają, że „męskie zwierzchnictwo” jest z woli Boga. Rodzice, z upoważnienia religijnych przywódców, mogą posuwać się do stosowania kar cielesnych i głodzenia swych dzieci. Książka „To Train Up a Child” („Wytrenować dziecko”), autorstwa pastora Michaela Pearla i jego żony Debi, została znaleziona w domach trzech chrześcijańskich rodzin adopcyjnych, które zakatowały oddane im pod opiekę dzieci.

– Izolacja i odseparowanie – jako sposób na osiągnięcie duchowej czystości. Ewangeliccy chrześcijanie ostrzegają swych wiernych przed „asymetrycznymi relacjami” małżeńskimi i przyjacielskimi z niewierzącymi. Nowych adeptów niejednokrotnie namawia się do nieutrzymywania kontaktu z dalszą rodziną i dotychczasowymi przyjaciółmi, z wyjątkiem tych, których potencjalnie można nawrócić. Niektóre kościoły zachęcają swoich starszych członków do brania pod opiekę młodych dorosłych stanu wolnego i urabiania ich do służenia bogu – czyli do „wypasania”, jak określają ten proces niektórzy znawcy religii – do czasu, aż znajdą odpowiednich partnerów. Domowi nauczyciele i chrześcijańskie odpowiedniki muzułmańskich szkół medres odcinają dzieci od zewnętrznych źródeł informacji i zamiast rozbudzania ciekawości, uczą przeważnie wiedzy pamięciowej oraz bezwzględnego posłuszeństwa.

– Strach przed grzechem, piekłem i czającą się apokalipsą „końca czasów” tudzież niemoralnymi poganami – jako sposób na uzależnienie od grupy, która jest jedyną bezpieczną ostoją, dającą schronienie przed przerażającymi niebezpieczeństwami zewnętrznego świata. W ewangelicznych „piekielnych domach” obchody święta Halloween wykorzystuje się jako okazję do wzbudzania lęku w dzieciach i nastolatkach przed torturami, które czekają potępionych. W cyklu książek „Left Behind” („Pozostawieni”) świat bez wierzących, którzy zapewnialiby stabilizację, zamienia się w krwawą łaźnię. Skoro przynależność do wspólnoty religijnej to jedyna ochrona przed okropnościami świata zewnętrznego, wszystko to, co zagraża istnieniu wspólnoty, jak słowa krytyki pod jej adresem, podatki, odkrycia naukowe lub przepisy prawa, również staje się źródłem lęku.

Psycholog Margaret Thaler Singer, autorka klasycznego już dzieła „Cults in Our Midst” („Kulty pośród nas”), przez wiele lat analizowała mechanizmy działania wspólnot, które nieprzerwanie manipulują społeczeństwem, w tym sekty religijne i grupy samopomocowe. Każdy były ewangelik, zapoznawszy się z tą lekturą, bez problemu odnajdzie w niej cechy kościoła, którego był członkiem. Singer, tak jak Heimlich, pisze o autorytaryzmie i odseparowaniu jako głównych aspektach funkcjonowania wspólnot, które wyrządzają największą krzywdę. Wspólnoty utrzymują, że „poszukujący” po prostu do nich lgną. Natomiast w rzeczywistości wykorzystują one wyszukane metody rekrutacyjne, co pozwala im zwerbować osoby nierzadko inteligentne, wykształcone, w każdym razie zdrowe psychicznie.

Przynależący do wspólnoty członkowie nabywają to, co Singer nazywa, „pseudo-osobowością”. Kiedy odchodzą, mogą być zdezorientowani, mieć poczucie winy, odczuwać niepokój, cierpieć na depresję, a nawet na ataki paniki. Stopniowo ich pierwotna tożsamość, poznawcza ciekawość oraz radość życia powracają. Setki wpisów zamieszczanych na stronach internetowych, takich jak ExChristian.net, dają świadectwo tego procesu i wyraźnie pokazują, że nie tylko „kulty” czy wspólnoty spoza głównego nurtu uciekają się do skutecznych taktyk kontroli umysłu. W istocie, spośród tysięcy wiernych, którzy w chwili obecnej odchodzą z dominujących kościołów chrześcijańskich, wielu szuka pomocy w walce z tymi samymi problemami, z jakimi borykają się byli członkowie „kultów”.

Pół wieku temu psychiatra Robert Lifton badał polityczne reżimy totalitarne, zwłaszcza w komunistycznych Chinach i Korei Północnej, które zajmowały się formowaniem umysłów obywateli. Określił on osiem taktyk psychologicznych, powiązanych z procesem destruktywnej kontroli umysłu. Jego następcy wykazali, że sięgają po nie również sekty religijne:

– Kontrola środowiskowa zaleca komunikowanie się z członkami wspólnoty, a odradza – ze światem zewnętrznym.

– Stosowanie wzniosłego języka prowadzi do wykształcenie się „mowy wspólnotowej” i ograniczenia swobody myślenia. Uspakajające mantry predestynują do porzucenia krytycznego myślenia i wątpliwości.

– Oczekiwanie czystości oznacza, że myśli i zachowania ocenianie są w odniesieniu do ideologicznego wzorca, Jedynej Słusznej Drogi.

– Rytuały spowiedzi wzbudzają moralne emocje, takie jak wstyd i poczucie winy, oraz wzmacniają wrażenie bycia nieustająco obserwowanym.

– Mistyczne manipulacje sprawiają, że nowe uczucia i myśli odbierane są jako spontaniczne, co tworzy iluzję, że członkowie wspólnoty są w niej z własnej woli.

– Przedkładanie doktryny ponad człowieka oznacza, że ten postrzega swoją osobistą historię przez pryzmat ideologii. Z czasem może zyskać przekonanie, że zanim trafił do wspólnoty, był zły, uzależniony, a nawet psychicznie chory, pomimo dowodów, że jest na odwrót.

– Święte nauczanie to mechanizm, który pozwala wspólnotom uzasadniać i racjonalizować ich wierzenia, łącząc je luźno z wiedzą na temat świata przyrody, filozofii i nauk społecznych.

– Egzystencja wspólnoty daje jej poczucie władzy nad życiem i śmiercią – czy też życie wieczne. Wierni są zwykle przekonani, że stanowią część wybranej elity, a osoby z zewnątrz są mniej wartościowe.

Każdą z tych psychologicznych taktyk można wykorzystać zarówno dla celów świeckich, jak i religijnych. Siły ich oddziaływania nie można lekceważyć, zwłaszcza w zestawieniu z sylwetką charyzmatycznego przywódcy, odpowiednio uwierzytelnionymi starożytnymi pismami i zaakceptowaną społecznie religijną strukturą.
Wierzenia biblijne tworzą model rzeczywistości, w którym dominuje autorytaryzm, odizolowanie i poczucie zagrożenia

Chrześcijaństwo oparte na wierze w zapisy biblijne sięga po psychologiczne mechanizmy kontroli umysłu w połączeniu z poglądami rodem z Epoki Żelaza, włączając w to przeświadczenie, że kobiety i dzieci są własnością mężczyzn, że niekarcone dzieci stają się rozpieszczone, że każdy z nas rodzi się „całkowicie zdeprawowany” oraz że Bóg wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. W świetle tego typu poglądów zbawieniu i nieomylności wiernych nieustannie zagraża świat zewnętrzny oraz ciemne siły duchowe. W związku z tym chrześcijanie powinni odseparować się od tego świata emocjonalnie, duchowo i społecznie. Takie przekonanie stoi u podstaw modelu rzeczywistości przyjętego przez chrześcijan lub – jak by powiedział Lakoff – stanowi fundament ich „silnie zakorzenionych ram poznawczych”. Nic dziwnego, że wielu chrześcijan doznaje psychicznych okaleczeń.

Należy pamiętać, że taki sposób myślenia przenika do głębokich warstw podświadomości. Do obszaru wyobraźni, symboli, metafor, emocji, instynktu i podstawowych potrzeb. Natura i wychowanie tworzą wzorzec postrzegania świata, który filtruje każde doświadczenie. Selekcjonuje on napływające informacje i przepuszcza tylko te, które są spójne z chrześcijańskim modelem rzeczywistości, tworząc w efekcie subiektywne poczucie jego prawdziwości.

Przez wieki ludzkość przechodziła proces potężnej transformacji w postrzeganiu rzeczywistości, wychodząc od nadprzyrodzonego modelu widzenia świata, zdominowanego przez siły dobra i zła, zmierzając ku modelowi wszechświata rozpatrywanego przez pryzmat praw przyrody. Wspólnoty chrześcijańskie, wierzące ślepo w biblijne zapisy, można traktować jako podzbiór ogółu populacji, który nadal tkwi w starym ramach, tj. trzyma się kurczowo nadprzyrodzonej wersji widzenia świata.

Poniżej zestawienie kilku podstawowych założeń nadprzyrodzonego, chrześcijańskiego modelu widzenia rzeczywistości:

– Ludzie żyją w świecie grzechu i zagrożeń, który wraz z Upadkiem Człowieka został zdominowany przez Szatana.

– Życie na ziemi jest elementem “walki duchowej”, przy współudziale realnych, duchowych istot, dobrych i złych.

– Egzystencja jest ograniczona zakresem czasowym, ustanowionym przez Boga, począwszy od Stworzenia, a skończywszy na zagładzie ziemi w czasach Sądu Ostatecznego.

– Wartości, dylematy moralne i inne ważne kwestie są wieczne i niezmienne, stworzone przez Boga, który nie odpowiada na żadne pytania.

– Ludzie są grzeszni z natury i pełni win, w związku z czym potrzebują zbawienia. Ale jako że sami nie są zdolni tego uczynić, pozostaje im okazanie skruchy i poddanie się woli Boga.

– Życie ludzkie na ziemi w ramach kosmicznego schematu istnienia nie ma żadnego znaczenia. Przyjemność będzie po śmierci. „Ciało” jest grzeszne. Celem życia jest służenie Bogu.

– Ostateczną kontrolę nad wszystkim sprawuje Bóg i będzie on sądził sprawiedliwie. Nie ma potrzeby, aby ludzie pojmowali jego skryte zamysły, mają wyłącznie wierzyć i nie zadawać pytań. Wszelkie próby przejęcia kontroli nad swoim życiem wbrew woli Boga są grzechem.

Chrześcijański model postrzegania rzeczywistości opiera się na mechanizmach, które zapewniają mu żywotność: na wzbudzaniu strachu i tworzeniu zależności, pokrętnym rozumowaniu, groźbach za porzucenie wspólnoty, na zapewnianiu społecznego wsparcia dla członków, na blokowaniu dopływu informacji z zewnątrz, zwłaszcza w przypadku dzieci. W rezultacie wierni doznają krzywd, a dodatkowo tkwią w ślepym zaułku.”

Autorstwo: Marlene Winell, Valerie Tarico
Fragment książki: „Christianity Is Not Great: How Faith Fails”
Źródła oryginalne: Salon.com, SOTT
Tłumaczenie i źródło polskie: PRACowniA
Za: Wolne Media

Schizofrenia jest stanem normalnym w „cywilizowanych” społeczeństwach

Schizofrenia jest stanem normalnym w „cywilizowanych” społeczeństwach

zycie czlowiekaPoniższy artykuł o stanie permanentnej schizofrenii, w jakiej tkwią cywilizowane społeczeństwa, znakomicie wpisuje się w koncepcję „kanibalizmu cywilizacyjnego”, stworzoną przez jednego z alternatywnych artystów, a podchwyconą przeze mnie.

Kanibalizm cywilizacyjny – inaczej – aby cywilizacja się rozrastała, musi pożerać żywcem najpierw siebie, a potem nas. Współczesny homo hipokritus jest tak sprawny w poruszaniu się po cywilizacji utkanej z hipokryzji i zakłamania, że rezydowanie pełnoobjawowej schizofrenii w jego umyśle nie tylko nie czyni mu szkody. Ale wręcz przeciwnie – umożliwia mu w miarę stabilną egzystencję w tej pajęczynie hipokryzji.

Od czasu do czasu jednak następują w życiu takich ludzi, w zasadzie nas wszystkich – pewne wydarzenia, gwałtownie wytrącające nas z tej schizofrenicznej sfery komfortu. Te wydarzenia to efekt działania Archetypu Niszczyciela – jednego z algorytmów korygujących Universum (wszechświata, wszechrzeczy).

Te tragiczne wydarzenia mają nam coś pokazać, uzmysłowić, mają nas wyrwać z tego stanu permanentnej schizofrenii i pchnąć do przodu. Szkoda, że tak rzadko wyciągamy wnioski z tych lekcji i idziemy do przodu. Jeśli nie wyciągamy wniosków z tragicznych życiowych lekcji, będą one się powtarzać cały czas, aż do naszej śmierci i po następne wcielenie / wcielenia.

Ludzie czasami potykają się o prawdę, ale większość z nich otrzepuje się i jak gdyby nigdy nic, idzie dalej
~Winston Churchill

Ja sam proponuję rozbicie pojęcia „schizofrenia” na dwie podgrupy.
-Schizofrenia „społeczna” czyli taka, która umożliwia nam w miarę komfortowe funkcjonowanie w świecie, gdzie żadna stabilizacja nie jest tak naprawdę możliwa, w świecie pełnym chaosu, entropii, niszczenia.

-Schizofrenia „aspołeczna” czyli taka, która przeradza się w formę znaną z pop-kultury – z książek i filmów takich jak „Lot nad kukułczym gniazdem” czy „K-Pax”. Bądź też z mniej spektakularnych wizerunkowo korytarzy szpitali psychiatrycznych, przychodni itp, z których to przybytków korzysta około 25% Polaków.

Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału! 🙂

Jak wytresować ucywilizowanego schizofrenika

??????????????????????????????Cytuję: „Schizofrenia. Powszechnie uważana jest za chorobę, niepowszechnie za stan normalny cywilizowanych społeczeństw. Schizofrenia rozwija się wraz z wiekiem. Dziecko nie posiada żadnych cech schizofrenicznych. Potrzebne jest zatem ich wykształcenie. Człowieka cywilizowanego uczy się być schizofrenikiem jak najszybciej się tylko da. Schizofrenia potrzebna jest mu, żeby (uwaga – będzie paradoks!) nie zwariować w cywilizowanym społeczeństwie.

Pierwszej lekcji udzielają rodzice, którzy tłumaczą dziecku jak bardzo tatuś kocha mamusię, a mamusia kocha tatusia, a mamuś i tatuś kochają dzidziuś. Po czym, nad główką dziecka, świstają gary, noże i talerze, bo tatuś z mamusią zapomnieli o tym, jak się bardzo przed chwilą kochali.

Gdy mamusia z tatusiem już wypełnią swoją wychowawczą rolę i dziecko idzie do szkoły dostaje się pod opiekuńcze skrzydła nauczycieli. A tam, pani od biologii opowiada dzieciom jak człowiek wywodzi się z małpy. A gdy dzieci krzyczą z ławek, że wcale nie, bo ksiądz tłumaczył inaczej, pani od biologii kwituje sprawę – bzdury. W niedzielę ksiądz z ambony opowiada o tym, jak człowieka stworzył sam Pan Bóg (o małpie nic nie wspominając), a pani od biologii siedzi jak zaczarowana, w pierwszej ławce i z aprobatą przytakuje księdzu. Dziecko już w tym momencie spokojnie może wariować, ale żeby mieć pewność pozytywnego wyniku konieczna jest dalsza edukacja.

W liceum zaczyna się od zamieszania dzieciom w głowie tytułami. W liceum pani od biologii już nie jest panią nauczycielką lecz nakazuje nazywać siebie panią profesor, podobnie jak  pan od wuefu, czyli profesor od skoku przez kozła. Schizofreniczny postęp jest na tyle duży, że profesura przechodzi u młodzieży bez większego problemu. Już po tygodniu zamiast psze pani, młodzież woła pani profesor.  Temu, że wcale nie trzeba mieć profesury, by się tytułować profesorem, młodzieniec się nie dziwi. Lekcji schizofrenii chętnie udziela każdy, również pani od polskiego.

Przepraszam! Pani profesor od języka polskiego. Pani profesor  może przykładowo, odpytując uczniów z Kwiatków św. Franciszka, tłumacząc jego wielką moralność, dobroć i zestaw wszelkich cech pożądanych, skończyć wypowiedź słowami: „Żeby być Kimś, trzeba postawić na moralność, dobroć i miłość. Reszta się nie liczy”, a na  odchodnym grzmieć jeszcze bardziej przekonującym tonem: „Jak się głąby nie zaczniecie uczyć to zostaniecie Nikim, żeby być Kimś trzeba skończyć studia”. I tak pani profesor i reszta jaśnie państwa profesorstwa spełnia swoją rolę w przystosowaniu uczniów do realiów świata cywilizowanego.

Ostatni etap wtłaczania choroby do mózgu jest najburzliwszy. Wiadomo, zainfekowany organizm próbuje wytwarzać jakieś przeciwciała i się bronić. Resztkami sił walczy z opanowującą go schizofrenią. Różne pokolenia mają różne sposoby na ten ostatni bunt młodzieńczy. Nie ważne czy walka ze schizofrenią objawia się ruchami hippisowskimi, czy koncertem w Jarocinie, czy zwykłą ucieczką ze skażonego domu, zawsze jest bolesna i głośna.

Zatem nic dziwnego, że społeczeństwo  i rodzina z ulgą przyjmuje koniec burzliwego okresu dojrzewania, w których ostatnie zdrowe odruchy zanikają i powstaje gotowa do życia w społeczeństwie jednostka – cywilizowany schizofrenik. Dodajmy na pocieszenie, że zanikanie sił obronnych organizmu ma dość ładną nazwę – dorastanie. Gotowy schizofrenik jest przyjmowany w grono dorosłych, dostaje społeczne przyzwolenie do rozmnażania i wychowywania następnych pokoleń.

I tak, w pełni ukształtowany schizofrenik potrafi:

  • rozprawiać o swojej uczciwości i dawać łapówki;
  • wysyłać datki na uciemiężone afrykańskie dzieci i wpadać w szał gdy własne dziecko zobaczy w towarzystwie obdartusa z sąsiedztwa;
  • ubierać się w najdroższe garnitury i złorzeczyć na sąsiada, że kupił nowy samochód;
  • walczyć o życie mordowanych słoni afrykańskich i chodzić w butach z krokodyla, podstawiając je każdemu pod nos, by mógł powąchać jak krokodyla skórka ładnie pachnie;
  • kochać pieski i przeganiać bezdomnych spod śmietnika;
  • oraz zamawiać dietetyczną colę do pizzy; kupować żonie kwiaty wracając od kochanki;  pamiętać o urodzinach znienawidzonych sąsiadów; czy zakapować współpracownika i płakać razem z nim, gdy pakuje swoje rzeczy z biurka obok.

Przykładów jest tak wiele, że nie sposób ich wymienić. Schizofrenia to choroba w praktyce nieuleczalna. Schizofrenik nie zdaje sobie sprawy, że nim jest. On żyje wśród jemu podobnych schizofreników. Gdyby  jednak komuś z dorosłych przyszło do głowy wyzdrowieć, skończyłby w wariatkowie. Nikt nie chce być wariatem. Wiadomo

Autor: Jaszczurka

Źródło: http://www.eioba.pl/a/2sp1/jak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika

Przygotowała: nika_blue

Totalitarna ustawa przeszła bez echa, powrót psychuszek? Protest Polskiego Towarzystwa Psychologicznego

Totalitarna ustawa przeszła bez echa, powrót psychuszek? Protest Polskiego Towarzystwa Psychologicznego

Kolejny raz mamy do czynienia ze znanym wszystkim schematem – „problem, reakcja, rozwiązanie”. Tym razem rzecz się ma tak, iż wychodzą zwyrodnialcy ułaskawieni pod koniec trwania komuny.

Z tej okazji państwo uraczyło nas ustawą, która de facto wprowadza instytucje „psychuszki” i przywraca standardy znane z czasów ZSRR i „schizofrenii bezobjawowej”.

Było to możliwe dzięki temu, iż któż z nas by chciał, by tak zdemoralizowani ludzie wyszli na wolność? Typowa strategia neoliberałów: wykreować zagrożenie, a potem – samemu zaproponować rozwiązanie tego zagrożenia, korzystne dla siebie.

Tym razem zagrożenia nie wykreowano, ale umiejętnie wykorzystano. Pod pretekstem dalszego izolowania seryjnych morderców z czasów PRLu, wprowadzono prawo, na mocy którego będzie można każdego opozycjonistę przetrzymywać bezterminowo, bez wyroku sądu.

Wystarczy tylko, iż biegły wyda odpowiednią opinię na mocy nowej ustawy. Przed tego typu prawem ostrzegano wiele razy. Teraz zostanie ono ostatecznie wprowadzone, bo argument się znalazł: dobro dzieci, dobro społeczeństwa. Gdy rząd wprowadza kontrowersyjne czy wręcz zbrodnicze prawo, zawsze tłumaczy je dobrem wspólnym, szczególnie dobrem dzieci.

Bo kto by wystąpił przeciwko dzieciom, bezbronnym i niewinnym? Nie muszę chyba mówić, jak wielka jest to hipokryzja – Mount Everest to przy tej okazji pikuś. Poczytajcie statystyki odnośnie chorób psychicznych u dzieci i młodzieży (skądś się one biorą, nie?), o przemocy domowej, o molestowaniu seksualnym, o dorosłych dzieciach alkoholików (DDA)..

Tak, to truizm powtarzany na mojej stronie z tysięczny raz – ale te straszne rzeczy dzieją się obok nas! I nie potrzeba do tego żadnego Trynkiewicza. Wystarczy 12 milionów osób z istotnym klinicznie problemem alkoholowym (o różnym natężeniu) w Polsce – dane na rok 2012 – by niszczyć psychikę pozostałych.

-Przyp. Jarek Kefir

Zapraszam do przeczytania artykułu źródłowego:

System totalitarny już wkrótce w Polsce?!

Cyt. „Dziś wchodzi w życie tzw. ustawa o bestiach. Jak alarmuje prof. Monika Płatek z Uniwersytetu Warszawskiego, prezydent podpisując ją przyzwolił na wprowadzenie prawa charakterystycznego dla systemów totalitarnych. „Została napisana na wzór niemieckiej, lecz z lat 30. XX wieku, gdy modna była eugenika, doktryna zakładająca likwidowanie jednostek społecznie szkodliwych.„

Przeciwko tej ustawie, nazywanej także „lex Trynkiewicz”, zaprotestowało ostro Polskie Towarzystwo Psychologiczne. W swoim apelu do Prezydenta RP władze tej instytucji napisały m.in., że: „Ustawa powstawała przy jednoznacznym sprzeciwie i braku akceptacji nie tylko instytucji psychiatrycznych, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Specjalisty Krajowego ds. Psychiatrii, Samorządu Lekarskiego, lecz także Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Komitetu Helsińskiego oraz wielu innych instytucji i osób, w tym także wybitnych prawników. Mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją, w której głos tych, którzy są specjalistami od diagnozy i terapii, jest lekceważony, dezawuowany i pomijany, decydują natomiast ci, których wiedza medyczna i terapeutyczna jest znikoma, fragmentaryczna, najczęściej mało aktualna.„

Kontrowersje wokół tej ustawy wzbudza m.in. jej uniwersalność. Jak zaznacza prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego: „Ustawa została tak napisana, że wobec każdego osadzonego można zastosować bezterminowo środek izolacyjny, czyli zamknąć go w tzw. psychuszce pod pozorem, iż jest niebezpieczny dla otoczenia„. Prof. Płatek zauważa także, że: „ Ta ustawa może być instrumentem do rozprawienia się przez rządzących i aparat przymusu z osobami niewygodnymi. Przez każdą władzę„.

Czy nowe prawo było aż tak potrzebne? Prof. dr hab. Józef Gierowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego zauważa, że: „obowiązująca w Polsce Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego jest aktem prawnym cieszącym się na świecie powszechnym uznaniem, głównie z uwagi na swój kompleksowy charakter, spójność i konsekwencję przyjętych rozwiązań, jasne określenie praw przysługujących leczonym, eksponowanie nie tylko szczegółowych problemów związanych ze stosowaniem przymusu w psychiatrii, lecz przede wszystkim upodmiotowieniem osób przeżywających różnorodne kryzysy psychiczne. Ustawa traktuje zdrowie psychiczne jako szczególnie cenną wartość społeczną i skutecznie jej strzeże. Od trzech lat obowiązuje w naszym kraju wprowadzony rozporządzeniem Rady Ministrów Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Konkretyzuje on cele Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, nadaje im jasno określone formy, możliwe do praktycznej realizacji, obliguje liczne pozamedyczne instytucje do aktywnego udziału w realizacji wspomnianych celów. Jest aktem prawnym starannie, perfekcyjnie i kompleksowo sformułowanym. Problem jednak w tym, iż pozostaje on niezrealizowaną deklaracją, co usprawiedliwiać ma trudna sytuacja finansowa państwa.„

Profesor Gierowski dodaje także, że wątpliwym jest rzekomy cel terapeutyczny takiego prawa. Podkreśla również fakt, iż „szeroko rozumiana psychiatria ma leczyć, wspierać i pomagać, kształtować pozytywne postawy wobec osób chorych i zaburzonych psychicznie, zapobiegać stygmatyzacji i wykluczeniu społecznemu, nie zaś zastępować wymiar sprawiedliwości w realizowaniu jego podstawowych celów i zadań, zabezpieczających porządek prawny, w tym także poprzez izolację społecznie niebezpiecznych jednostek”. Określa on jako sprzeczne z fundamentalnymi zasadami państwa prawa i regułami współczesnej terapii, aby rolę instytucji leczniczych sprowadzać do funkcji izolowania niebezpiecznych grup sprawców. Nie wolno tak instrumentalnie traktować instytucji psychiatrycznych, jej pacjentów i pracowników. – dodaje profesor.

Wielu podkreśla, że ta ustawa łamie fundamentalne zasady demokratycznego państwa prawa. Po pierwsze tą, że prawo nie działa wstecz. Przymusowa, bezterminowa izolacja orzekana po odbyciu przez więźnia kary pozbawienia wolności może stanowić naruszenie tej zasady – mówi dr Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Zamiast tego, jego zdaniem lepiej byłoby wprowadzić np. dozór elektroniczny. Po drugie, ustawa ta może łamać zasadę, że nie sądzi się nikogo dwa razy za to samo. Jak podkreśla prof. Monika Płatek, według orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeśli coś, co jest oficjalnie nazywane leczeniem, a de facto staje się pozbawieniem wolności – trzeba to uznać za łamanie prawa.

Aby skazać kogoś na wieloletni pobyt w zakładzie psychiatrycznym, dyrektor zakładu karnego, w którym przebywa dany więzień, będzie musiał wszcząć postępowanie w sprawie jego przeniesienia tamże. Kieruje on wniosek  o uznanie danej osoby za „stwarzającą zagrożenie” do  właściwego sądu okręgowego. Następnie – najpóźniej siedem dni potem – sąd powołuje biegłych psychiatrów oraz biegłego psychologa albo biegłego lekarza seksuologa. Z urzędu ustanawia także pełnomocnika dla osoby, której dotyczy wniosek. Ostateczna decyzja w sprawie oskarżonego musi być wydana najpóźniej cztery tygodnie po tym okresie.

Zdaniem prof. Piotra Kruszyńskiego lex Trynkiewicz może się obrócić przeciwko całemu społeczeństwu. W ustawie, wśród zaburzeń osobowości, z powodu których osoby skazane będą musiały być przymusowo zamykane w  Krajowym Ośrodku Terapii Zaburzeń Psychicznych, są także takie, które nie są uznawane za choroby psychiczne. Chodzi m.in. o osobowość fanatyczną, pieniaczą, histeryczną, lękliwą czy bierną. Cała sytuacja przypomina z jednej strony historię ACTA, kiedy pod pozorem słusznych regulacji, chciano wprowadzić ograniczenia wolności. Z drugiej także założenia psychiatrii represyjnej ZSRR (metody represjonowania przeciwników politycznych w Związku Sowieckim od  lat 50. do 80. XX wieku). Jak to się skończy w Polsce? Czas pokaże.

Na podstawie: dziennikpolski24.pl, ptp.org.pl, gazetaprawna.pl

Źródło: http://parezja.pl/system-totalitarny-juz-wkrotce-w-polsce/