Tag: sens życia

Czy człowiek i ludzkość to nieudany (?) eksperyment natury?

globalna-swiadomosc-2Jest taka hipoteza, że człowiek został stworzony jako krzyżówka jakiejś wyższej kosmicznej rasy, z ziemską małpą. Krzyżówka ta miała być wyjątkowo niedoskonała, pełna wad. Jest to oczywiście tylko teoria, niemożliwa do zweryfikowania i potwierdzenia. Od zawsze jestem daleki od teorii o kosmitach, reptilianach i tym podobnych. Tego typu tematy zostawiam fascynatom różnych opowieści dziwnej treści ala' czarne Wołgi. I tak też je traktuję.

W tym felietonie skoncentruję się na przedstawieniu swojej (?) hipotezy o tym, że człowiek nie jest kompatybilny z planetą i jej naturą. Wielu tych, którzy troszkę wiedzy liznęli, i którzy zafascynowani są doktryną new age, mówi, że to człowiek jest zły, że upadł, że odszedł od natury. Ja z kolei już dawno wyleczyłem się i z new age, i z doktryny eko-gajanizmu. Wiem, że i new age i ateizm to doktryny dla mas, dla ludu, mające zastąpić krwiożercze i upadające monoteizmy.

Nie jestem żadnym oświeconym, a skąd, nawet nie chcę nim być – bo większości z tych których znam, to całe przebudzenie i oświecenie zaszkodziło. Ale jednak jestem pod względem mentalności troszkę wyżej, niż przedszkole. I uważam, że dla nas odpowiednia jest prawdziwa wiedza. Nie tabletki uspokajające i odmóżdżające w postaci religii. Czy w postaci doktryny new age z fałszywą gloryfikacją i upiększaniem sił natury.

Kiedyś trochę zazdrościłem tym, którzy wierzą że w niebie jest ten siwy dziaduszek który za dobre nagradza a za złe karze. Albo tym, którzy uważają że jakieś prawo karmy wynagrodzi im kiedyś obecne życiowe trudności. Dziś wiem, że równie dobrze można zazdrościć schizofrenikowi że ma swoje tabletki uspokajające po których czuje się uspokojony i odmóżdżony. No nie ma to sensu. Koncepcja którą ja Wam przekazuję, jest wręcz odwrotna – jej działanie wcale nie przypomina tabletki uspokajającej. A przypomina działanie zastrzyku z adrenaliny. Stąd jest ona nie do przyjęcia nawet dla części moich czytelników.

Ale do rzeczy. A co, jeśli jest odwrotnie? Co jeśli to człowiek – ale ten świadomy, o szerszych horyzontach niż większość, z jego empatią, miłością, współczuciem, służbie drugiemu – nie pasuje do drapieżnych i okrutnych mechanizmów natury? Co jeśli to natura jest upadła i zła, a nie człowiek? To by tłumaczyło, dlaczego psychopaci, kapitaliści, skorumpowani politycy itp – odnoszą sukcesy i tryskają zdrowiem. Zaś człowiek dobry, empatyczny, dostaje non stop kopniaki od sił natury. W tym mam tu na myśli mechanizm wahadeł i egregorów, opisany w książce Transerfing Rzeczywistości Vadima Zelanda.

Natura ma trzy główne cele: jak najszersze rozmnażanie, zdobywanie przez organizmy nowych terytoriów, walka i gromadzenie zasobów. I to wszystko. Vadim Zeland sugerował wprost, że wartości ludzkiego umysłu i serca – dobro, etyka, empatia, dążenie ku szczęściu – nie są rozpoznawane przez siły natury. Natura się wręcz przed nimi broni, nie zna ich i „odruchowo” uznaje je za zagrożenie. Bo osoba empatyczna, szczęśliwa, nie chce się rozmnażać, nie pójdzie na wojnę by zdobywać kolejne terytoria. Osoba empatyczna i szczęśliwa widzi częściej swoją samorealizację poza programami natury. Np w kulturze, sztuce, nauce, szukaniu prawdy itp. Stąd natura i jej mechanizmy (wahadła, egregory) promują ludzi bezwzględnych, bez skrupułów. Bo wypełniają oni jej programy i cele.

Dalej: wielu zwolenników medycyny naturalnej zauważyło, że bardzo bliskie nam genetycznie ssaki w ogóle nie chorują na choroby, które gnębią ludzkość. Przypisywano to różnym czynnikom: toksyczne żarcie, używki, stres wynikający z lęku o przetrwanie, farmaceutyki. Myślę jednak, że najważniejszy czynnik jest tutaj pomijany – my nie pasujemy do tej planety, nie jesteśmy z nią kompatybilni. Na człowieka „czyha” około 10.000 opisanych przez medycynę chorób. To człowiek ma 3000 udokumentowanych błędów w DNA i skłonności do chorób genetycznych. Zwierząt te czynniki nie dotyczą.

Zwierzęta nie mają czegoś takiego jak umysł racjonalny (logiczny), choć mają duszę. U ludzi umysł umożliwił trochę większe poznanie świata. Jednak jest on tak skonstruowany, że komplikuje, jest nastawiony na wyszukiwanie problemów, zagrożeń. Jest pełen lęków, kompleksów, neuroz, traum. Cała ludzkość dzięki temu pogrążona jest w stanie czegoś w rodzaju „niskoobjawowej psychozy„. Umysł bardzo często prowadzi człowieka na manowce. Powoduje on naruszanie potencjałów energetycznych, co budzi sprzeciw i gniew sił natury. Choćby w postaci działalności wahadeł. Zwierząt to wszystko nie dotyczy. One są wzorowo wkomponowane w biosferę, żyją z nią w harmonii, i nie naruszają potencjałów energetycznych.

Zwierzęta mają bardzo niską samoświadomość, są sterowane niemal zupełnie poprzez siły natury. Człowiek ma nieco większą samoświadomość, chce się rządzić sam, czego natura nie rozumie i sprzeciwia się. Szerzej te siły opisywali i Vadim Zeland i naukowiec Rupert Schaldrake. Zwierzęta realizują wzorowo programy natury. Ich życie to rozmnażanie, walka o zasoby i gromadzenie ich, i zdobywanie nowych terytoriów. U człowieka wszystko się komplikuje. Jako jedyny gatunek wiemy, że końcem naszej ziemskiej wędrówki jest śmierć. Ale nie wiemy co jest potem – jest to najsilniejsze tabu, nawet najbardziej wtajemniczeni na Ziemi tego nie wiedzą. Rodzi to pewne ogromne problemy.

Jako jedyny gatunek chcemy też od życia czegoś więcej, niż bezmyślne rozmnażanie, walka o zasoby i życie z dnia na dzień. Odczuwamy empatię i współczucie. Chcemy się bawić i być szczęśliwi, choć cały świat stara się to nam zabrać, uniemożliwić. Szukamy sensu i sprawiedliwości w świecie, w którym sensu i sprawiedliwości nie ma. Mamy potrzebę dobra i piękna. Oprócz zwierzęcej kopulacji by przedłużyć gatunek, odczuwamy także miłość, a seks jest dla nas źródłem radości i przyjemności. I bądźmy szczerzy, ale to bardzo szczerzy – naprawdę niewielu ludzi sama z siebie chce ten gatunek przedłużać i się rozmnażać. Bo to same kłopoty, ograniczenie przyjemności i ubezwłasnowolnienie z systemem.

Tak, jestem w tym specyficznym wieku (31 lat). Nie pytaj mnie o to czy zamierzam się ustatkować, nie pytaj o to czy zamierzam „spoważnieć„. Zapytaj lepiej czy chciałbym przejechać się koleją transsyberyjską, lub w dalekiej przyszłości – polecieć w kosmos. Zapytaj jakie są moje marzenia, co zmieniłbym na świecie by ludziom żyło się lepiej. Zapytaj co mnie wzrusza, a co doprowadza do wściekłości lub łez. Być „dorosłym” i „poważnym” niczym w telenoweli Klan? Wykluczone!

Człowiek chce więc miłości, seksu, radości, zabawy, przyjemności, rozkoszy. Chce pojechać tą cholerną koleją transsyberyjską na koniec świata, przeżyć przygodę, pić wódkę z braćmi Słowianami z Rosji i zagryzać śledziem. Ale tutaj na drodze staje mu cała natura i jej system – reprezentowany także przez ludzi. Natura ma gdzieś ludzkie szczęście, a wręcz mu nie sprzyja, bo jak człowiek jest szczęśliwy, to nie będzie realizował jej celów.

Ważną kwestią jest też to, że nie wiemy tak naprawdę, jak powinien się odżywiać człowiek. Ziemskie pożywienie wydaje mu się szkodzić. Mięso, zboża, nabiał – wiadomo, są szkodliwe. Ale z drugiej strony, fruktoza z owoców także rozregulowuje organizm, powodując insulinoodporność. Diet jest cała masa, od super-mięsnych, po wegetarianizm, weganizm i jeszcze bardziej restrykcyjne. Gdy czytasz różne publikacje i badania, to wychodzi na to, że człowiekowi szkodzi praktycznie wszystko. Odstawisz mięso, zboża, mleko i inne rzeczy? Okej, polepszy się jedno.. Ale zaraz będziesz miał niedobory żelaza, kwasu moczowego (ważna substancja pochodząca z białek), witaminy B12 i szeregu innych.

W jednym z poprzednich artykułów pisałem, że możliwe jest to, że natura traktuje nas w zależności od poziomu (samo)świadomości. Większość ludzi żyje w transie, w osłupieniu, z minimalnym poziomem świadomości. Swoje codzienne czynności wykonują automatycznie, bez zastanowienia. Ich ostrzeganie jest jakby przymglone. Objawia się to m.in. tym, że to emocje rządzą nimi, a nie oni emocjami. Jak wpadną w pętlę przechwytu złej emocji (depresja, smutek, agresja, nienawiść, pogarda, lęk) to ta emocja robi z nimi co chce, zostawiając ich wyczerpanych i bez sił. I tacy ludzie muszą być traktowani przez naturę przez pryzmat matrycy zwierzęcej, tej z bezwzględnymi prawami.

Natomiast ludzi o większym poziomie świadomości zaczynają być traktowani inaczej. Im większy poziom świadomości, tym słabszy gniew wahadeł i innych mechanizmów natury kojarzonych przeze mnie z matrycą zwierzęcą. Sam widzę to po sobie. Gdy w marcu, kwietniu tego roku (2016) poznałem zasady działania świata, gdy poszerzyłem trochę swoją świadomość i zrewolucjonizowałem myślenie – wiele się zmieniło. Dla dotychczasowych wampirków, np z rodziny czy miejsca pracy, stałem się niemal niewidzialny, przezroczysty. Było to jedno z bardziej szokujących mnie, ale pozytywnie, doświadczeń z poznawania praw natury.

Czy możliwe więc, by istniało „coś” poza naturą i jej ślepymi i bezwzględnymi prawami? Coś, co opiekuje się także ludźmi którzy wyszli poza naturę? Ta siła ma dążyć do czegoś więcej, niż bezmyślna ekspansja i rozmnażanie. Sile tej zależy na rozwoju i ewolucji, na ciągłym udoskonalaniu wszelkich form – np ludzi, zbiorowości, podsystemów. Czy siłę tę można łączyć z Architektem całego wszechświata, zaś siły ślepej natury – z „nadzorcą” tej planety, czyli z Demiurgiem? Inna koncepcja, która wcale nie musi zaprzeczać temu, co napisałem w tym artykule, zakłada że siły natury sterujące planetą uległy jakiemuś poważnemu uszkodzeniu.

Szerzej pisałem o tym w poniższym felietonie, w którym wstawiłem także bardzo ważny film video. Szczerze polecam:
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: prawdziwa natura człowieka i wszechświata

Oświecenie, o ile w ogóle coś takiego jest możliwe (a wcale nie jest to takie pewne, czy jest…) to wyzwolenie duszy z koła Samsary, koła iluzji. To uwolnienie z nadzoru, jaki sprawują nad jednostkami słabiej rozwiniętymi te ślepe i beznamiętne programy natury. Zauważyć też należy, że modułem duszy w nas samych jest podświadomość. Zaś modułem (właściwie wirusem, koniem trojańskim..) programów natury jest umysł i ego. Podświadomość ma szybkość i moc obliczeniową miliony razy większą niż umysł logiczny (racjonalny).

O ile umysł można porównać do komputera Atari z lat 80-tych, o tyle podświadomość można porównać do amerykańskiego superkomputera złożonego z tysięcy połączonych procesorów najnowszej generacji. Kłopot w tym, że podświadomość (dusza), jeśli nie jest zgodna i połączona z działaniami i myślami umysłu, jest zupełnie niesterowna. To umysł ma być jej sterem. Ale jakże często ów umysł jest zanieczyszczony nowotworowymi programami, narzuconymi przez społeczeństwo będące w stanie „niskoobjawowej psychozy„.

Na zakończenie, anegdota mojego autorstwa.

Na dalekiej, bardzo spokojnej planecie, rozmawia dwóch kosmitów, ojciec i nastoletni syn:
-Tato, a co by było, gdyby zło nie było karane niemal natychmiast, tylko np w przyszłym życiu? Lub po wielu latach?
-No co Ty, synek, jak Ty to sobie wyobrażasz? Po pierwsze, zło by się tak rozpanoszyło, że całkowicie zawładnęłoby światem. Po drugie, bez jego karania – zło i źli ludzie byliby premiowani, i przede wszystkim oni mieliby szansę na rozwój, bogactwo i szczęście. Po trzecie.. Podobno jest jakaś planeta gdzie się tak dzieje, gdzieś daleko stąd. Nasi nauczyciele duchowi przestrzegają, że jak nie będziesz się uczył i rozwijał, to tam trafisz. Zła jest tam tak dużo i jest ono tak straszne, że ludzie żyją znacznie krócej. Zaledwie kilkadziesiąt lat i do piachu, rozumiesz? Nie masz więc za bardzo czasu by się rozwinąć i skumać o co chodzi. No i wszystko co tam istnieje – ludzie, przyroda, systemy sterujące – wykazuje taką agresję, że nie wytrzymałbyś tam ani minuty w tym ciele, co masz teraz. Dlatego ludzie dostają tam ciała i umysły, które są dużo słabsze, niż te nasze – bo by nie dali rady. Później Ci o tym opowiem.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

Perspektywy ziemskiej cywilizacji: prawdziwa natura człowieka i wszechświata

globalna-swiadomoscDziś zapraszam Was wszystkich na ponad godzinny film o tytule „Trzy magiczne słowa„. Wypowiadają się w nim jedne z najbardziej oświeconych i wybitnych umysłów planety. Jest w nim mowa o naturze i połączeniu człowieka z naturą.

Jest to nieco inne podejście niż to, które ja opisuję w swoich felietonach. Zgadzamy się jednak co do jednego – aby zrozumieć kim jesteśmy i dlaczego na Ziemi dzieje się tak a nie inaczej, trzeba wejrzeć głębiej w naturę, poznać jak ona działa.

Ja poznałem pewne jej mechanizmy. Natura, matrix, bóg, system – to różne nazwy na to samo zjawisko, byt. Od najprostszych organizmów jakimi są wirusy, aż po złożony umysły ludzkie, mechanizmy natury są jedne i te same. Zostały one opisane przez biologów i ewolucjonistów, choć tradycyjna nauka i jej doktryny (np zasada doboru naturalnego) nie wyjaśnia wszystkiego.

Gdyż to całe okrucieństwo, bezwzględność, zjadanie życia przez życie, gnębienie życia przez życie – istnieje także w wymiarze duchowym. Vadim Zeland, Dymitr Wereszczagin i Sieriej Łazariew uchylili nam rąbka tajemnicy. W świecie ludzkim trwa globalna kradzież energii jak i paśnik energii. Komuś lub „czemuś” (?!) zależy na tym, by na Ziemi było jak najwięcej zła i cierpienia.

Zło, cierpienie, złe emocje – generują energię, która jest przechwytywana przez struktury egregorów zwane wahadłami. Ale to nie wszystko. W ciągu ostatnich dziesięcioleci, może stuleci, wahadła zaciskają na ludzkość swoje pęta i kleszcze coraz bardziej. Twory te łączą się z podświadomościami ludzi, i skłaniają ich do różnych, często bardzo złych czynów – by zmaksymalizować ilość cierpienia. Wahadła dodatkowo obniżają i tak szczątkową świadomość u ludzi.

To jest natura – świat, w którym zwierzę zjada inne zwierzę, zaś człowiek kradnie energię innemu człowiekowi. To jest natura – świat, w którym silniejsi i bezwzględniejsi są chronieni. Natomiast osobniki słabsze nie tylko mają gorsze życie, ale wystawione są na gniew sił równoważących natury. Także tych związanych z działalnością wahadeł. Pech chciał, że natura zalicza empatię, miłosierdzie, miłość, czułość – do słabości.

Ona nie rozumie zawiłości relacji międzyludzkich. Psychopatyczny prezes korporacji, czy twardy macho źle traktujący kobiety, mają ochronę sił natury, która umożliwia im sukces i rozwój. Odpowiednio – psychopatyczny prezes korporacji odnosi same sukcesy finansowe, zaś twardy i bezwzględny macho osiąga sukcesy matrymonialne.

Zaś człowiek empatyczny i spokojny ma różne dziwne upadki,, wypadki, przypadki, złe zbiegi okoliczności, jakby dosłownie cały świat się na niego uwziął. Ten motyw niegodziwca osiągającego sukcesy i empaty kopanego przez świat po dupie, przewija się przez kulturę i popkulturę wszystkich epok, narodów i kultur. Z biblią na czele.

Wpadłem na pewną teorię. Otóż człowiek wydaje się być kompletnie niekompatybilny z naturą tej planety. Według tego co pisał jeden z najpotężniejszych wtajemniczonych, Vadim Zeland – zwierzęta nie stwarzają nadmiernych potencjałów, nie ściągają na siebie gniewu sił korygujących natury. To człowiek je stwarza, a konkretnie – jego umysł. Więc natura w swój ślepy i głuchy sposób, karze go. Przy czym natura nie rozumie pojęć takich jak empatia, wrażliwość, nie rozróżnia dobra i zła. Nie rozumie ludzkich dylematów i emocji.

Człowiek otrzymawszy umysł wyrósł ponad naturę, i to na tyle, że natura nie jest w stanie go zrozumieć. Natura na siłę stara się nas wcisnąć w matrycę zwierzęcą, z jej bezwzględnymi prawami doboru naturalnego. I właśnie stąd bierze się fakt, że ludzie psychopatyczni i bezwzględni odnoszą sukces za sukcesem, tryskają zdrowiem i są bezkarni. Bo natura nie rozumie czegoś takiego jak spokój, jak empatia, i wręcz to.. zwalcza, używając właśnie tej matrycy zwierzęcej, z wahadłami na czele.

Z drugiej strony, Ci potężni wtajemniczeni wypowiadający się na filmie, mówią:
Jeśli pokochasz naturę, nie będzie zanieczyszczeń. Jeśli pokochasz ludzi, nie będzie zabijania. Jeśli pokochasz wszystko, miłość będzie rozprzestrzeniać się na cały świat

Film który zalinkowałem poniżej, ukazuje jakby drugą stronę, drugi biegun sił natury. To nie jest do końca prawda, że wszystko nawzajem się zżera, że tylko psychopaci i bezwzględni odnoszą sukcesy. Choć jest to najbardziej widoczne. Wiem, że jest coś jeszcze. Wiem, że w naturze jest także jakaś słabo widoczna, głęboko zakamuflowana siła. Która jest jakby przeciwna tym okrutnym, ewolucyjnym, biologicznym mechanizmom. Ta siła umożliwia nam szersze spojrzenie, i przede wszystkim, zrozumienie mechanizmów natury / systemu tak, by żyć obok niej. Nie będąc niepokojony i karany przez wahadła i siły korygujące natury.

Możliwe, że natura traktuje nas w zależności od poziomu (samo)świadomości. Większość ludzi żyje w transie, w osłupieniu, z minimalnym poziomem świadomości. Swoje codzienne czynności wykonują automatycznie, bez zastanowienia. Ich ostrzeganie jest jakby przymglone. Objawia się to m.in. tym, że to emocje rządzą nimi, a nie oni emocjami. Jak wpadną w pętlę przechwytu złej emocji (depresja, smutek, agresja, nienawiść, pogarda, lęk) to ta emocja robi z nimi co chce, zostawiając ich wyczerpanych i bez sił. I tacy ludzie muszą być traktowani przez naturę przez pryzmat matrycy zwierzęcej, tej z bezwzględnymi prawami.

Natomiast ludzi o większym poziomie świadomości zaczynają być traktowani inaczej. Im większy poziom świadomości, tym słabszy gniew wahadeł i innych mechanizmów natury kojarzonych przeze mnie z matrycą zwierzęcą. Sam widzę to po sobie. Gdy w marcu, kwietniu tego roku (2016) poznałem zasady działania świata, gdy poszerzyłem trochę swoją świadomość i zrewolucjonizowałem myślenie – wiele się zmieniło. Dla dotychczasowych wampirków, np z rodziny czy miejsca pracy, stałem się niemal niewidzialny, przezroczysty. Było to jedno z bardziej szokujących mnie, ale pozytywnie, doświadczeń z poznawania praw natury.

Można nauczy się „symulować” czy też „emulować” zachowania i odczucia tych, którzy są przez naturę i jej mechanizmy promowani. Przy czym wcale nie trzeba stawać się psychopatą, a wręcz przeciwnie. Tak, ten świat jest czymś w rodzaju piekła, więzienia. Na którym rzeź i mord trwa od zarania dziejów. To trzeba wiedzieć, mieć tego typu wiedzę w umyśle. Ale potem o tym trzeba w pewnym sensie… zapomnieć. Nie rozmyślać i nie wałkować tego ciągle. Ci źli, złoczyńcy, zimne dranie, psychopaci – traktują ten świat jako źródło ukochanej przyjemności. Lubią ten świat, chwalą go, doceniają to co mają, odczuwają wdzięczność.

Te same odczucia możemy „wygenerować” w naszym umyśle my, pomimo posiadania tej wiedzy. Natura, jak już mówiłem – jest ślepa i głucha, i nie rozpozna, że ta emocja, to odczucie, jest „emulowane„. Ważne jest jednak to, by była to emocja, myśl.. szczera, czyli nie zakłócana myślą, emocją przeciwną. Po prostu dziękuj za to, co masz. A najwięcej dziękuj za to, przed czym świat i roztropność Twego umysłu Cię uchroniły. Popatrz jak dramatyczne i koszmarne problemy mają katolicy, mieszkańcy małych wiosek czy miejskich blokowisk nie kumający nic, czy ludzie żyjący w toksycznych małżeństwach. O problemach głodującej Azji czy Afryki nawet nie śmiem wspomnieć.

Mechanizmy te i środki zaradcze były opisywane przez wtajemniczonych takich jak Vadim Zeland, Dymitr Wereszczagin, Siergiej Łazariew, Neal Donald Walsch. Są to ludzie których promuję i których publikacje polecam. Siłą rzeczy, są oni dużo mniej znani, niż popularni guru new age tacy jak Osho czy de Mello. I w przeciwieństwie do guru new age, Vadim Zeland nie owija w bawełnę, nie słodzi, nie obiecuje gruszek na wierzbie. Mówił on wprost, że idea przebudzenia i oświecenia jest niemal niemożliwa do wcielenia w życie. I nawet nie jest konieczna by żyć w świecie materii i ducha szczęśliwie. Pisał on, że gdyby zmusić natchnionego guru do ponownego życia i zarabiania w agresywnym środowisku miasta, to z marszu straciłby swoje oświecenie.

Cytuję: „Film ten, to duchowa opowieść o roli i miejscu człowieka na Ziemi. Jest to przypomnienie o tym, że jesteśmy jedną nieskończoną duszą, pochodzącą z tego samego Źródła. Jest to swego rodzaju przypomnienie o wyciszeniu i spojrzeniu w nasz wewnętrzny, nieskończony, boski potencjał i o przejęciu pełnej odpowiedzialność za swoją moc i za swoją świadomość tutaj na Ziemi. Kim jesteśmy? Kim jest Bóg? Osoby wypowiadające się to m.in: Nassim Haramein, Neale Donald Walsch, Dolores Cannon, Max Christensen & Jasmuheen.”

Cytuję: „Cos dziwnie zlego dzieje sie z ludzka swiadomoscia.Chociaz wyewoluowalismy dalej niz jakiekolwiek inne zwierze na Ziemi, to stalo sie to za cene absurdalnej ciasnoty,co oznacza,ze patrzymy na rzeczywistosc przez silny teledkop,nie potrafiac zobaczyc lasu czy nawet lisci, poniewaz mozemy sie skupic jedynie na pojedynczych drzewach… Widzimy swiat tak,jak widzi go robak,podczas gdy pilnie potrzebujemy widoku z lotu ptaka. ….Na tym etapie ewolucji,nasza najwieksza potrzeba jest zmiana naszego intelektualnego punktu widzenia-uznanie,ze nie jestesmy we wszechswiecie sami i ze powinnismy robic znacznie lepszy uzytek z inteligencji,ktora mamy.Nasza ciasnota HIPNOTYZUJE nas,wprowadzajac nas w stan pasywnosci. …Wydaje mi sie,ze tym,co obecnie sie narzuca,czy nam sie to podoba czy nie,jest bardziej uniwersalistyczny punkt widzenia.Nie wiem,czy probuja nam to powiedziec „obcy”,czy moze jest to cos wiekszego.Z pewnoscia jednak mowi sie nam,ze musimy sie obudzic.Zjawisko UFO-czy wiele pokrewnych zjawisk-stopniowo zmusza nas do akceptacji tego,ze ISTNIEJA „inne rzeczywistosci i wymiary”i ze nie mozemy dluzej zyc jak przezuwajace krowy na polu. …To,co teraz sie dzieje,z wytrwaloscia,ktora nie moze byc ignorowana,wymaga naszej uwagi i stanie sie jeszcze bardziej uporczywe,dopoki nie zdobedzie calej naszej uwagi.

PRAWIE CALA LUDZKOSC JEST NICZYM WIECEJ,JAK POKARMEM.Ludzie sa kontrolowani i manipulowani od narodzin az po grob,dokladnie tak,jak przedstawiono to w filmie 'Matrix”,tyle,ze nie sa bateriami dla kilku komputerow,ktore wpadly w amok i przejely kontrole nad swiatem-sa doslownie FIZYCZNYM I ENERGETYCZNYM POKARMEM DLA ISTOT Z WYZSZYCH GESTOSCI.A z powodu swojej ignorancji nie moga nic zrobic.Nie maja wolnej woli,poniewaz nie sa przebudzeni.Co wiecej:wnioskuje,ze nasza kultura,nasze religie,nasze filozofie,nasza nauka,wszystko to ma w tym swoj udzial; i kontrolowane jest przez ten olbrzymi,zlozony „mechanizm zywieniowy”-hierarchie Sluzby Sobie.Nawet wiekszosc „nowych”interpretacji nurtu New Age jest jedynie jeszcze jedna warstwa cebuli oszustw,zeby dalej pozbawiac nas wolnej woli.Co stalo sie z „miloscia”?Co stalo sie z „jednoscia”?,dobrocia,zjednoczeniem,Bogiem bedacym w niebie i swiatem bedacym w porzadku? Co stalo sie z calym tym podnoszeniem swiadomosci,ktore mialo toczyc sie na calej planecie.Co stalo sie z poczuciem „bezpieczenstwa”,jesli tylko otoczysz sie „miloscia i swiatlem”i pozytywnym mysleniem?Te rzeczy sa jedynie maskami „maszyny zywieniowej.”
~Autor nieznany

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://jarek-kefir.com/wsparcie/

 

MÓWILI: „BEZ AMBICJI I PIENIĘDZY JESTEŚ NIKIM”. TERAZ UMIERA I ŻAŁUJE STRACONYCH CHWIL

Mówili mu: bez ambicji i pieniędzy jesteś nikim. Dziś umiera i żałuje każdej straconej chwili

Najważniejsze są doświadczenia i życiowe lekcje – są one bezcenne i nie są przeliczalne na żadne możliwe pieniądze. W artykule który wklejam jest opisana szokująca i zarazem niezwykła historia człowieka, który przez całe życie szedł do celu (zysku) po trupach.

Był tak zawładnięty żądzą zarabiania, posiadania i władzy, że nie miał kiedy żyć, kiedy doświadczać i kiedy wydawać zarobionych pieniędzy. Odsunęli się od niego znajomi, dwie narzeczone (które sam spławił), rodzina bliższa i dalsza. Teraz ten człowiek umiera na raka, który nie daje praktycznie żadnej nadziei na wyleczenie.

Niezwykłe i zarazem szokujące są wnioski, do jakich dochodzi ten człowiek. Są one bliskie wnioskom, do jakich dochodzi człowiek oświecony. Często na naszej planecie jest tak, że dopiero bliska perspektywa śmierci powoduje, że ludzie odrzucają morderczy wir pracy i gonienia nie wiadomo już za czym, i dochodzą do bardzo cennych wniosków. Ich życie najpierw popada w ruinę, potem się zmienia. A potem oni umierają.

przemijanie i umieranie

.

Kilka wniosków jest wspólnych dla ludzi, którzy stoją już nad grobem – czy to z powodu starości, czy to z powodu ciężkiej choroby:
-„Żałuję że nie żyłem naprawdę, pełnią życia, że się bałem”
-„Żałuję że byłem tak spięty, niepewny siebie i mało spontaniczny”
-„Żałuję że nie powiedziałem jej że ją kocham / lubię, że nie miałem odwagi mówić wprost tego co uważam i czuję”
-„Żałuję każdej chwili straconej na iluzję życia”

Można się tylko domyśleć, czy tego typu już ostateczną lekcję mieli oni w życiowym planie, i jakie będzie ich następne życie. Czy oznacza to wstąpienie na wyższy poziom świadomości duszy? Jest siedem poziomów świadomości. Najbardziej problematyczne dla naszej planety są pierwsze trzy. Poziom pierwszy to świadomość ludzka tylko lekko wyżej niż ta zwierzęca.

Poziom drugi to ludzie będący „solą Ziemi„, tej Ziemi. Będący beneficjentami, ale jednocześnie bezwolnymi bateriami (ofiarami) systemu. Poziom drugi to ekscytacje emocjonalne i społeczne ubezwłasnowolnienie. Najcięższym poziomem jest poziom trzeci – poziom egoizmu, poziom kapitalistów, bankierów, polityków, psychopatów. Wyjściu z tego poziomu świadomości na wyższy towarzyszą najbardziej dramatyczne wydarzenia.

pieniadze

.

Takie jak to opisane w artykule. Wyżej jest poziom illuminacji serca. Polska jako świadomość zbiorowa jest w fazie przejścia z poziomu trzeciego na poziom czwarty. Widać było to choćby po tym, jacy ludzie rządzili w latach 2007 – 2015 (poziom 3) a jacy rządzą teraz (poziom 4). Ale do upragnionego poziomu 7 (korona stworzenia) wciąż daleko.

Według starożytnych nauk, zarówno dusze ludzkie, jak i całe państwa, cywilizacje, narody, mają do przepracowania, przerobienia siedem poziomów świadomości, mentalności. Dla przypomnienia, wklejam listę tych poziomów świadomości:

  1. Malchut – stan zepsucia, stan świadomości bliski zwierzęcemu – potrzeba bezpieczeństwa i przeżycia za wszelką cenę, silne impulsy i instynkty;
  2. Hod – stan ubezwłasnowolnienia społecznego – potrzeba silnych doznań, emocji, ekscytacji, konieczność ulegania społeczeństwu, jego rygorom pełnym fałszu i hipokryzji (na tym poziomie była Polska po 1989 roku do około 2000, 2005 roku. Wtedy było właśnie zachwycenie się zachodem, konsumpcjonizmem, narkotykami, klubami, subkulturami);

  3. Netzach – dominacja egoizmu – potrzeba bogactwa, dominacji i władzy (czyli to co mamy teraz: bezwzględny, drapieżny kapitalizm, wyzysk, przemoc, rywalizacja, hierarchizm. Dominacja banków, korporacji, biznesu. Na końcu tego poziomu jest Polska, ten system się wali. Idealnymi reprezentantami poziomu Netzah jest Platforma Obywatelska, Nowoczesna i jej wyborcy – korporacyjne lemingi);

  4. Tiferet – olśnienie świadomości – uczucie, serce. Jest to poziom gdy wreszcie do nas dochodzi świadomość, że nie można całe życie żyć pusto i próżno, jak na poziomach poprzednich. (do tego poziomu zmierza teraz nasz naród – jest to poziom polityki, idei, aktywizmu, szerokiej działalności obywatelskiej, charytatywnej itp.);

  5. Gewura, Chesed, Bina – mądrość – obfitość, poziom „maga” czyli osoby biegłej w wiedzy, ale znowu nie tak do końca, nie w pełni..

  6. Chochma – zrozumienie – uświadomienie. Poziom zerwania z negatywizmami i poziomu poprzedniego, trochę w nim nawet smutku i żałoby. Większy wgląd w boskość, większa pokora (ta prawdziwa, a nie udawana), ale wciąż brak pełni boskości;

  7. Keter – korona stworzenia – sfera doznawania indywidualnego, stan boskości na Ziemi.

1473007020_jsykok_600

.

W linku poniżej macie rozwinięcie tych zagadnień. Poziomy świadomości dotyczą zarówno pojedynczych osób, jak i zbiorowości:
http://wiedzaduchowa24.sennik-mistyczny.pl/poziomy_swiadomosci,93.html

A teraz zapowiadany fragment artykułu z MamaDu. To tylko dozwolona prawem kopia (1/3 artykułu). Aby przeczytać całość musisz samodzielnie kliknąć w link umieszczony pod tym fragmentem:

Cytuję: „Moja babcia powiedziała kiedyś, że zawsze dostajemy to, czego najbardziej się boimy. I zawsze wróci do nas to, co dajemy. I nawet, jeśli to tylko przesądy staruszki, nawet jeśli to tylko nasz, polski, lęk – w jego przypadku sprawdziło się w 100 procentach.

P. od kilkunastu miesięcy choruje na raka. Ma 39 lat, ponad dwadzieścia kilogramów mniej, łysą głowę. I pierwszy raz w swoim dorosłym życiu czuje się bezradny, choć ma dostęp do najlepszych lekarzy. I do najnowocześniejszych metod leczenia. Tyle, że jego rak nie rokuje.

Co mówi P.?
– Nie potrafię poradzić sobie w szpitalu, bo tutaj zależę od innych. Nie znam tego uczucia.
– Żałuję, że odrzuciłem M. (jego dawna narzeczona), że nie przeprosiłem K. (jego dawna narzeczona). Mam setki osób na sumieniu, wiele spraw zaniedbałem, bywałem bezwzględny.
– Że byłem zajęty robieniem kariery i myśleniu o tym, ile osiągam zamiast doświadczaniem życia.

Tak, dawni przyjaciele P. ze studiów odwiedzają go. Widzą jego umieranie, współczują. Przynoszą książki, których nie ma siły czytać, opowiadają historie, jak go podziwiali, chociaż to już nie sprawia, że jest dumny. Mówią mu: będzie dobrze, po czym wracają do swojego życia. Do partnerów, partnerek, żon, dzieci, do swoich mniejszych ambicji, mniej bogatego życia, ale przytulnych domów.”

Autor: „Matka żona i kłopoty” blog
DALEJ: http://matkazonaiklopoty.mamadu.pl/121113,inni-sa-gorsi-kasa-i-pozycja-najwazniejsza-i-ja-to-mowilem-o-mezczyznie-umierajacym-na-raka

system

.

I jeszcze jeden cytat na koniec – o upadku systemu pośpiechu i kariery za wszelką cenę z trzeciego poziomu świadomości:

Cytat: „Kultura pośpiechu powoli pęka. Tak się nie da na dłuższą metę. Trudno jest nam dziś powiedzieć, że jesteśmy dorośli, bo nie wiemy, co to znaczy. Możemy mieć dzieci, kiedy chcemy i jeśli chcemy, brać ślub, kiedy chcemy i jeśli chcemy, możemy grać na playstation i kupować koszulki z Hello Kitty, mimo że mamy 40 lat. Nasi rodzice żyli inaczej i przekazali nam rady: żeby nie ryzykować, żeby szukać stałości, żeby się ustatkować.

Chcemy żyć inaczej niż oni, ale nie umiemy się uwolnić od ich wpływu. I zazdrościmy 20-latkom, że robią to, na co my nie mamy czelności. Żyjemy pomiędzy rodzicami, którzy 25 lat pracowali w jednym miejscu, a młodymi freelancerami bez lęków. Jestem tak samo zdenerwowana i przygnębiona jak wcześniej. Nie jestem selfcoachingującym się buddą na chmurce, który mówi sobie: osiągnij wewnętrzny spokój. Raczej powtarzam sobie: odpierdol się od siebie, starasz się najlepiej, jak potrafisz.”
Autor: Małgorzata Halber
.

jarek kefir

Czy wiesz, że tylko jedna na 4000 osób odwiedzających moją stronę wspiera jej istnienie finansowo, poprzez darowiznę? Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

GDY UPADA CYWILIZACJA. KAPITALIZM I RACJONALIZM ZAWIODŁY!

Film „Szczurzy król” – gdy upada cywilizacja

Polecam Ci fenomenalny film „Szczurzy król”, który celnie podsumowuje upadek systemu. Od dawna łączę zjawisko kapitalizmu, dogmatycznego racjonalizmu (materializmu), jak i zjawisko polityki. Szereg systemów zdawałoby się nie powiązanych ze sobą, tworzą jedną, spójną całość. Tworzą świat drapieżników, chylący się ku upadkowi.

W filmie jest mowa o destrukcji dwóch ważnych sfer – moralności (tej prawdziwej, nie religijnej) związanej z instynktem, jak i intuicji związanej z duszą. Współczesny świat niszczy te dwie sfery na korzyść racjonalnej logiki. Owa racjonalna logika jest obecnie wychwalana gdzie tylko się da. Ogromne rzesze ludzi nazywają siebie „racjonalistami”, „wierzącymi w naukę” itp, itd.

Trzeba jednak pamiętać, że sama racjonalna logika, bez odpowiedniego połączenia z „poza-racjonalną” sferą, jest albo kalectwem, albo.. psychopatią. Popatrzcie na wypowiedzi racjonalistów naukowych którzy chcieliby podać zastrzyki z wiadomymi produktami wszystkimi i zakazać medycyny naturalnej. Są one zimne, cyniczne, pełno w nich „beki”, szyderstwa, robaczywego slangu, negatywnych emocji.

upadek systemu

.

(Nie)moralność kapitalizmu

Taką samą rolę pełni nowa, zwyrodniała „moralność” lansowana przez kapitalistów i liberałów. Uważają oni, że „chcącemu nie dzieje się krzywda”, że skoro człowiek jest słaby, to niech choćby umrze na umowie śmieciowej. Uważają oni, że każde zachowanie w biznesie jest dopuszczalne, bo, cytując jednego z nich: „w kapitalizmie rekin zjada leszcza i to jest normalne”.

Nie chodzi tylko o racjonalizm i kapitalizm. Choć to racjonaliści i kapitaliści wiodą ten świat do ekologicznej, cywilizacyjnej, ekonomicznej i każdej innej zapaści. Racjonaliści, odurzeni mrzonkami rodem z filmów SF, mówią o świetlanej epoce nas czekającej, o tzw belle epoque, o wspaniałych perspektywach rozwoju nauki. Mówią oni, że świat ma się całkiem dobrze.

A ja przedstawię przykład ze swojego życia. Już na początku lat 90-tych, „za gówniarza”, czytałem książki o nauce. Była tam też mowa o futurologii. O wspaniałych możliwościach, jakie czekają naukę. O epokowych odkryciach, jakie nas w ciągu 10, 20, 30 czy 50 lat czekają. Nieśmiertelność? Teleportacja? Zlikwidowanie potrzeby snu? A proszę bardzo, minie 20 lat i to osiągniemy!

Minęło ponad 20 długich lat. Na świecie nie dzieje się najlepiej. Przyszłość jawi się nam w czarnych barwach. Problemy światowe wydają się absolutnie nierozwiązywalne, często proponowane rozwiązania są gorsze od stanu tej permanentnej choroby.

duchowość (4)

.

Te same obietnice co zawsze

Otwieram więc jakieś modne czasopismo w stylu „XXI wiek” czy inne, leżące na stole. I co tam widzę? Ten same obietnice. Już w latach 90-tych XX wieku zapowiadano, że nowe modele behawioralne i postępy w neurobiologii kognitywnej raz na zawsze dadzą kres „duchowym mrzonkom”, jak to określili budowniczy współczesnej wieży Babel.

Tymczasem nauka nadal wie niewiele. Wszelkie hipotezy dotyczące najbardziej podstawowych zjawisk (myśl, emocja, świadomość, mózg, piorun, trzęsienie ziemi, padaczka, prehistoria, słońce, kosmos, atom, kwark, itp itd) to tylko i wyłącznie domniemania. To grząski teren dogmatów zakładanych a priori, których prawdziwości nie da się zbadać. Bo nie mamy takiej technologii, wiedzy, ani aparatury pomiarowej.

Czy nawet rezonansem magnetycznym zbadasz naturę emocji, myśli i świadomości? Nie, zbadasz nim ruch cząstek elementarnych wprowadzonych w rezonans. Nie zajrzysz tak komuś do głowy, nie znajdziesz tak odpowiedzi na pytania, które nurtują ludzkość od zarania dziejów. Choć wielu żądnych pieniędzy i władzy tego by chciało. Nie uda im się to, nigdy – i o tym właśnie opowiada żydowski mit o wieży Babel.

nauka

.

Jeszcze słowo o społeczeństwie

Jeśli człowiek jest dziełem Boga, to społeczeństwo jest dziełem jego przeciwnika (diabła). Wniosek jest prosty. Jak leczy się znerwicowane i sfrustrowane psy? Ano daje się je na kilka tygodni do dobrze ułożonego stada piesków pod wodzą silnego człowieka. Takie eksperymenty prowadził Cezar Milan. A więc „społeczeństwo” (stado) psów ma działanie terapeutyczne.

U ludzi jest wręcz odwrotnie. W środowisku kanalii zdemoralizuje się albo zwariuje każdy porządny człowiek. I odwrotnie. Już jedna kanalia może całkowicie zdestabilizować życie 40 osobowej, dotąd dobrze ułożonej i funkcjonującej społeczności. Np szkolnej klasy. Już kilka złoczyńców tworzących np islamski gang, może całkowicie zdestabilizować i zagrozić bezpieczeństwu szkoły liczącej tysiące spokojnych uczniów. Ludzkie społeczeństwo (stado) nie pełni funkcji terapeutycznej jak u zwierząt, ale często jest wręcz destrukcyjne.

Macie jakieś swoje wnioski?

Polskie tłumaczenie filmu: Treborok

Czy zależy Ci na tym, by wartościowe informacje i demaskatorska wiedza były przekazywane dalej? Ty też możesz pomóc! A wiesz, że tylko jedna na 4000 osób odwiedzających moją stronę wspiera jej utrzymanie darowizną finansową? Jeśli cenisz moje publikacje, możesz to zmienić i wspomóc uświadamianie i docieranie z wiedzą do większej liczby ludzi! Poniżej masz informację, jak to zrobić. Dziękuję!

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

CZY WIESZ PO CO ŻYJESZ, CZŁOWIEKU?! POWRÓT DO POCZĄTKÓW NASZEGO ISTNIENIA

Czy wiesz po co żyjesz, człowieku?! Powrót do początków naszego istnienia

Przedstawiam Wam ciekawą koncepcję świata anonimowego autora, którą znalazłem gdzieś w internecie. Od zarania dziejów ludzkość zadaje sobie pytania: „skąd jesteśmy?”, „po co żyjemy?”, „jaki jest sens życia i w ogóle tego wszystkiego?”.

Jednoznacznej odpowiedzi do dziś brak, choć ciekawią mnie teorie ezoteryczne i gnostyckie – gdyż są najbardziej logiczne w swej nielogiczności. Dlaczego tak o nich piszę? Spójrzmy na to z innej strony. Trzeba ogromnej wiary, a więc braku logiki, by wierzyć w to, że powstaliśmy przez przypadek, że nasze istnienie nie ma sensu i celu, że prawa natury i wszechświata nie posiadają swojego uniwersalnego „przesłania”.

Obecnie panujący dogmat, nazywany materializmem, racjonalizmem światopoglądowym czy też ateizmem, sprawia że całe nasze myślenie o otaczającej nas rzeczywistości zostało wypaczone. Zostaliśmy odcięci od naszych korzeni. Zastanawianie się nad sensem życia uznawane jest za „frajerstwo„.

sens życia

Panuje dziki konsumpcjonizm i związany z nim nierozerwalnie kapitalizm. Życie całych rzesz ludzi zostało sprowadzone albo do zwierzęcej walki o byt (na umowie śmieciowej). Albo do nieustannego i rozpaczliwego w swej istocie pobudzania receptorów przyjemności w mózgu (narkotyk, alkohol, seks, sport itp).

Życie dziś to albo zwierzęca walka o przetrwanie, albo wieczna gonitwa i szamotanina by utrzymać nadane przez system przywileje. A często i jedno i drugie. Człowiek na starość z rozpaczą zauważa, że po prostu zmarnował życie na wiecznym „gonieniu króliczka„, choć wcale tego króliczka nie trzeba gonić.

Czy wiesz po co żyjesz, człowieku? Zapraszam na poniższy wykład z wiedzy tajemnej. Błędów interpunkcyjnych i związanych z akapitami nie korygowałem.

Wstęp: Jarek Kefir

  

 


 

Cytuję: „Nie jesteśmy jeszcze świadomi tego kim jesteśmy a już nadszedł czas powrotu do początków naszego Istnienia. Można zastosować tu znane „powiedzenie religijne” ALFA i OMEGA ! Inaczej :początek i koniec ! Ale czego ? Końca świata , koniec Ludzkości jako takiej ?
Nasuwa się pytanie dość bolesne : po kiego licha człowiek męczył się wiekami , i nadal nie rozumie potrzebę swojego zaistnienia , żyje na skraju nędzy i ubóstwa , nękany karami boskimi i ludzkimi ?
Nie za bardzo możemy dziś sobie wytłumaczyć, po co istniejemy jako rodzaj ludzki ?
Czy pochodzimy od małpy i to stanowi naszą przeszkodę bycia w końcu Człowiekiem ?
Życie prostego człowieka staje się dziś już katorgą !
Czy straciliśmy pamięć o swoim Ludzkim pochodzeniu ! ?
Nie wiemy dziś kim jesteśmy ?
A główna przyczyna leży w tym , że zapracowani od rana do nocy , marzymy jedynie o chwilowym odpoczynku i utrzymaniu się przy nędznej wegetacji.
I to ma być ŻYCIE człowieka, który został „stworzony na wzór i podobieństwo boga ?

Boga, wiecznego i przejawionego aż w trzech postaciach, osobach ?
Brak nam odwagi ,aby znaleźć „ Siebie” w przejawie swojego istnienia również w trzech wymiarach ?
Lęk wprowadzono w nas siłą, systemem marchewki i kija.

System religijny czy „naukowy” to jeden system, to jedna grupa istot , sterująca życiem ludzkim , nie tylko na Ziemi.
I choć pozornie te dwa systemy są ze sobą skłócone, nie mogą się bez siebie obejść. Zanik jednego byłby zanikiem drugiego.
To prosta zasad budowy magnetycznej wszelkich form . Utożsamianie się z formą, akceptujemy jedynie magnetyczną budowę ciała, a utożsamianie się z ciałem – daje automatyczny „kierunek” naszego sztucznego „rozwoju”- albo w materii albo w tzw. rozwoju duchowym.
Nie poznaliśmy dokładnie budowy naszej formy, naszego przejawu.
Zapominamy znane stare powiedzenie : Poznaj Siebie a poznasz Wszechświat Cały !!
Jedynie pozornie i częściowo poznajemy naszą formę fizyczną (medycyna, psychiatria ,budowa anatomiczna ciała ) i to miało by oznaczać, że poznaliśmy Siebie a tym samym i Wszechświat ?
Dla intelektualisty, to dobry żart. Jak to ? Ciało porównywać do Uniwersum ?
Niestety , zakodowane różnymi dogmatami ludzkie formy przyjęły „odrębność” budowy Uniwersum od budowy Człowieka .
Zatwierdzono to jako pewniki, definicje albo jedyną prawdę głoszoną przez nasze autorytety. Bronimy więc różnego rodzaju dogmaty jako coś, co stanowi ostateczną dla nas prawdę.
Wierzymy naszym kapłanom, naszym pasterzom , bo wiara scala w stada i szukamy w nich opieki i schronienia.
A Rzeczywistość ?
Od wieków ten sam stan wiary, dogmatów i coraz większy nacisk na tworzenie takich systemów . Coraz silniejsza walka o liczebność uczestników w swoich stadach ! Człowiek staje się jedynie pionkiem jako element w różnych grupach wyznaniowych czy naukowych. Ludzkość obecnie zostaje dzielona na coraz mniejsze grupy , zwiększa się więc i ilość klatek dla nowo zwerbowanych wyznawców …. Równocześnie rośnie sfora różnej maści autorytetów , pasterzy, którzy już bez większych skrępowań, dyktują (i wymagają, egzekwują) co jest dobre dla pojedynczego człowieka i dla jego rozwoju tu na Ziemi.
Całkowicie zniewalają samodzielność myślenie a wprowadzone „modlitwy” jak utrwalacze, zmuszają do dobrowolnego zniewolenia i utraty samodzielności .
Istota Ludzka zmuszona została do pojedynczego trybiku w mechanizmie uzależnień.
Bez większych skrepowań wszelkie obecne środki masowego przekazu są już w rękach opłacanych dyktatorów wiedzy i wszelkiej informacji, dyktatorów mody , .
Wniosek przedstawia się dość prosty. Obecnie rządzący osiągnęli swój cel tuż, przed procesem zmian na Ziemi i Wszechświecie. Zapominamy, że w wielu ciałach ziemskich „siedzą” obce byty z innych rejonów Kosmosu i dbają jedynie o swój własny cel : opanować „tubylczą” ludzkość Ziemi , zniewolić do roli uniżonych niewolników.
Cel prosty, a po zmniejszeniu populacji ludzkości istniała by możliwość ewakuacji swoich rodaków z Kosmosu tu na Ziemię i „wejście” w „starych” modelach swoich form do Nowej Rzeczywistości.

Dlaczego akurat takie „coś” może dokonać się na Ziemi ?
Proszę poszperać w starych księgach , gdzie można się dowiedzieć, że Ziemia i nasz Układ Słoneczny był wzorem, „Macierzą” (Matką ) dla nowo powstających
Układów i wszelkich istot na nich zamieszkałych .
Ziemia była, jest i będzie GŁOWĄ całego Uniwersum !!
Bez względu na to, jakie mamy na to swoje teorie. Nie zapominajmy, że głowa jest jedynie doskonałym „urządzeniem” do poznawania wszelkiego rodzaju przejawu. A przecież nie jesteśmy głową lecz ją posiadamy. W takim razie , kto dysponuje naszą głową ? Kto jest właścicielem głowy i ciała ?
Ponownie powracam do budowy Formy Ludzkiej ! Ziemskiej !!!
Całość formy opiera się na podziale mózgu na dwie części (polaryzacja dodatnia i ujemna) a rdzeń kręgowy zawiera poszczególne programy dla poszczególnych elementów w Całości. Rdzeń kręgowy zawiera również wszelkie programy dla poszczególnych jej części , organów itd.
Pobudzane na zasadzie rezonansu , poszczególne elementy kręgosłupa, pobudzają odpowiednie kręgi jako akumulatory prądu stałego i zasilają odpowiednie fragmenty organizmu itp.
Każdy krąg, to oddzielny akumulator o odpowiednim napięciu i częstotliwości dostosowany do funkcji danego organu ciała , zgodnie z programem zawartym w pojedynczej komórce Organizmu.
Warto więc „postudiować” ogólną budowę kręgosłupa, poszczególne kręgi jako oddzielne funkcje ściśle związane z fragmentem organu, którego zasila, wzmacnia reakcje w razie potrzeby, ale zawsze wg ustalonego programu. Program zostaje „wprowadzony” w momencie zapłodnienia komórki jajowej.
Popatrzmy na schemat kręgosłupa. Od „komputera – mózgu , rdzeń kręgowy spina wszystkie kręgi , a jest ich 7 + 12 + 5 + kość krzyżowa w formie trójkąta.
Pierwsze 7 kręgów szyjnych dotyczy bezpośredniego kontaktu , działania i poruszania się w świecie „materii”.
12 kręgów piersiowych – to pełny zestaw podstawowych częstotliwości dla wszystkich form energetycznych istniejących w Uniwersum. Umożliwia to Świadomej Istocie ludzkiej do kontaktów z Całym Wszechświatem.
5 kręgów lędźwiowych to układ – mechanizm , który umożliwia kontakt ze światem równoległym – antymaterialnym.
Mamy możliwość zastanowić się nad stosowaną (masową) blokadą :dlaczego tak usilnie wpaja się ludziom istnienia jedynie 7 energii czakramów !. Popatrzmy na paletę barw : 12 kolorów podstawowych, które wprowadzone w ruch obrotowy daje nam BIEL !
O palecie barw uczono nas w szkole podstawowej, gdzie również wskazywano jak można uzyskiwać podstawowe, pojedyncze barwy – do tego służą różnego rodzaju pryzmaty.
Świat równoległy, nazywany również w religii ,niebem został zakazany do rozpoznawania i korzystania z pełnej możliwości przejawu nas jako Całości i przejawu Istoty Ludzkiej.

Tą przestrzeń energetyczną religie ogłosiły jako boskie niebo i do którego zwyczajny zjadacz chleba nie ma dostępu. Przypominamy sobie tzw. Drabinę Jakubową , czy wieżę Babel ? Zabroniono Ludzkości poznanie w pełni swego przejawu , swojej Istoty oraz możliwości poznawania przestrzeni w której forma przebywa.
Ludzkość została więc zamknięta w połowie swego rozwoju a zamiast wiedzy utworzono fikcje religijne, mające zastąpić wiedzę o pełni ludzkiego przejawu.
Fikcja jako taka nie zawiera się w zamkniętej przestrzeni, jest więc sferą bez ograniczeń w tworzeniu różnego rodzaju fikcji.
Zostaliśmy więc jak inwalidzi pozbawieni normalnego , swobodnego i świadomego poruszania się po Całości Uniwersum , poznawania ich współmieszkańców. To przecież Wspólnota Ludzka !
Uniemożliwiało to pełną wymianę między nami swoich indywidualnych doświadczeń, wniosków czy wiedzy a współpraca umożliwiała by unikanie nam wszelkich pułapek i pomyłek.
7 + 5 = 12 !!! Zapominamy, że liczba ta jest nam znana z wielu teorii, filozofii, czy matematyki, geometrii itd. Oddzielnie jednak nie działają a jedynie jako suma możliwości. Jako całość (suma elementów) daje nam liczbę 13 -e a nasi pasterze ostrzegali , straszą ludzi , że 13 to zły omen, liczba szatana i podobne bzdury.
Zakodowany lęk robi swoje w działaniach i myśleniu ludzkim.
Brak wiedzy o Naszej drugiej części Całości zmusza nas do przyjmowania i zastępowania ją fikcjami.
Dziś w bezpośrednich kontaktach , kosmici bez większej już żenady informują nas, że jesteśmy formami z krzyżowania różnych ras kosmicznych.
Inaczej nazywano nas :Kundlami Kosmicznymi !
Z punktu „widzenia” materialnego to oczywista Prawda !!! Ciała Ludzkie po Potopie zostały zablokowane w 90 % funkcji mózgu. Do potopu mózg ludzki funkcjonował w 100 % swoich możliwości.
Z tych dawnych naszych możliwościach ,mamy jedynie ślady,które informują nas ,ze śmiertelność do okresu potopu była nam nie znana.
Poszperać radzę w starych księgach,gdzie ciała ludzkie trwały w swoich „powłokach” setki a nawet tysiące lat. Bajka ?
Nie takie bajki możemy już dziś „odkrywać”. Wszelkie „pieczęcie” ( 7 – w materii) zostały już dawno rozerwane i ukazują nam się fakty, a potwierdzane dowodami, zjawiskami, niwelują dawne boskie dogmaty i teorie.
Odsłaniają się nam też przestrzenie zwane niebem. To również miejsca dla indywidualnego Rozwoju Jednostki i nikt już tego nie może ukrywać na dłuższą metę.
To prawdziwy szok dla intelektualisty, który zakodował sobie teorie swoich autorytetów, pasterzy i dziś kręci się w kółko , bo nie wie co z tymi nowymi faktami ma zrobić.
Wywołuje to już nie tylko szok intelektualny, czy religijny. To „zrujnowanie” wszelkiej Prawdy, na której opierało się ludzkie życie.

Zaczynamy mieć wrażenie, że wisimy w próżni i nie wiemy co dalej z sobą robić.
Nie wiemy ? Wiemy , wiemy !
Poszperać w starych dziełach, poskładać razem wnioski a wyniki nazwiemy naszym indywidualnym dorobkiem !. Wnioski umożliwiają nam korzystanie z wypracowanej przez nas wiekami wiedzy a zawarte są obecnie w naszym Wnętrzu.
W sobie !!
Tego nam nikt i nigdy podkraść nie może i nie był w stanie.
Szereg detali odnośnie naszego intelektualnego rozwoju zawarte są w innych
artykułach na naszej stronie.
Dziś na zakończenie starego procesu , jak w pędzącym na pełnych obrotach pojeździe Indywidualnym – przychodzi nam „ gwałtownie zawrócić” i nie zmniejszać prędkości !
Zakodowane mamy, że przy pełnej prędkości zawrócić nie można , bo albo się wyrypiemy na zakręcie albo rozpadnie się nam skrzynia biegów.
Jest przecież i inna możliwość,że nie zmniejszając prędkości możemy swobodnie zawrócić ! Znamy pojazdy ,tzw. tramwaje, które na zakończenie trasy „docierają” do tzw. pętli i ponownie tą sama trasą powracają. Tramwaj to prosta rzecz, ale co z człowiekiem ?
Gwałtowny zwrot jest nie możliwy, musimy więc zastosować ową pętlę, w której intelekt czuje się bezradny, wszelkie znane prawa i zasady przestają funkcjonować i tworzy się więc ogólny chaos : intelektualny, emocjonalny itd.
Szukamy pocieszenia u różnych bogów, autorytetach, szukamy nowych przewodników „duchowych” , guru czy intelektualistów bo innego „sposobu” nikt nas nie uczył.
Do tego naszego Ziemskiego chaosu „podpinają” się obecnie i kosmiczne istoty szukając u nas na Ziemi schronienia dla swoich form i wspólnego przetrwania procesów przemiany.
Teoretycznie to możliwe ,ale jedynie w oparciu o dawne teorie „miłości” bliźniego, prowadzonych przez swych pasterzy itd.
Zapominamy, że istnieją Prawa Uniwersalne a one się nijak mają do stworzonych przez bogów praw boskich !
O tych prostych procesach i prawach „malował” Michał Anioł w swoich obrazach , a szczególnie w scenie Sądu Ostatecznego w Kaplicy Sykstyńskiej w Rzymie !
Informował bardzo wyraźnie jak przebiegać będzie ten feralny koniec świata głoszony przez religie. W owym dziele malarskim (w najmniejszych szczegółach) informował o zjawiskach, które były i będą nas dotyczyły .
Polecam przeczytać tekst pt. „Tajemnice Kaplicy Sykstyńskiej” ,podumać chwilę nad obrazem a wówczas możemy zauważyć , jeszcze bardzo wiele innych szczegółów, które do tej pory mogliśmy nie zauważyć .
Każda postać, czy układ ciała, utrwalony w obrazie , ruch daje wyraźną wskazówkę dla każdego obserwatora , co malarz chciał przekazać.
Dlaczego obecnie jest jeszcze dużo trudności w odczytywaniu intencji malarza ?

To nasze zakodowane i uznawane jako prawdy , treści religijne. Dopóki , nie zneutralizujemy wszelkie nasze teorie , czy dogmaty, to jesteśmy jak ślepce lub w bardzo ciemnych okularach i nie widzimy całości przekazu a jedynie jego fragmenty.
Najzabawniejsze dla widza oglądającego Dzieło Malarza jest fakt,ze nie wielu może „rozgryźć” treści przekazu, informacji z fragmentu środkowej części obrazu.
Gdzie para : kobieta w ciąży i mocarny mężczyzna wyłania się z innej przestrzeni i wnika w stare , znane nam historie Ziemi i Wszechświata.
Na wszelkie propozycje, aby skorzystał ze starych „elementów” , gestem przeczącym ręki , informuje nas tym samym ,że ze starego nic „zabrać” , ani korzystać nie będziemy mogli.
Para niejako stara się uświadomić nas mieszkańców Ziemi o nowej Wiedzy, która
umożliwi człowiekowi dalsze trwanie ale już w „bez tzw. śmierci” .
Rozpoczyna się proces ogólnoludzkiej Współpracy ale nie pod kierunkiem autorytetów lub świętych dogmatów.sens życia

Nowa para „niesiona” jest na Wiedzy – symbolu Światła w Tle.
Klucze Piotra , również zostają odrzucone, bo były konieczne jedynie w procesie poznawania, doświadczania. Pozostają nam jedynie wnioski a ich niczym już nie można przedstawiać jako wzorce czy symbole, ponieważ wnioski są Indywidualnym dorobkiem każdej Istoty Ludzkiej.
Suma zdobytej Wiedzy poszczególnych Jednostek daje wszystkim dostęp do Wiedzy o budowie Uniwersum, celowości i potrzeb w kończących się procesie , unikanie usterek i wszelkich ludzkich pomyłek.
Proces, który już się rozpoczął jest tą zwrotną pętlą dla wszelkich teorii intelektualnych, zmusza do neutralizacji WSZELKICH poglądów i dogmatów.

Intelekt odczuje pustkę i w takiej właśnie pustce , nazywanej ciszą i spokojem, możemy docierać do swoich „osiągnięć”, doświadczeń minionych wieków.
Jedynie w ten sposób poznamy wszelkie przyczyny, i skutki , które nami miotały !
Poznajemy Zasady Uniwersalne i wynikających z nich Prawa. Nikt nam w tych indywidualnych wnioskach nie jest w stanie narzucić innych treści czy doświadczeń. Można jedynie podzielić się wnioskami, które dodajemy do siebie jako brakujące ogniwa do naszej składanej wiekami Formy Ludzkiej czy innych form tworzonych na różnych planetach czy Kosmosach.
Pozostaje nam spotkać się z PUSTKĄ INTELEKTUALNĄ , w której nie uświadczysz żadnej teorii ze starego. Pustka w początkowej swej fazie wywołuje
bunt, ucieczkę w inne dogmaty czy teorie aż do momentu, kiedy uzmysłowimy sobie,
że nic nam nie może pomóc i wszelkie teorie wraz z bogami, czy kosmitami należy
wyrzucić.
Zrozumiemy jednak,ze wszystko było konieczne , były przyczyną do doświadczeń i wyciągania indywidualnych wniosków. Indywidualnych a nie zbiorowych modlitw !

jaki jest sens życiaTak jak w innych procesach , trwanie w owej pętli czasowej ma swoje ograniczenia.
Tzw. czas „ciągnie” za sobą jedynie wnioski indywidualnej jednostki. Wnioski to zebrane doświadczenia w formie układów energetycznych, które można porównać do tzw. fraktali, wzorców geometrycznych itp.
Nasza forma w poznawaniu materii i antymaterii składała się z dwóch poziomów : 1/2 przestrzeni formy materialnej i 1/2 formy energetycznej zasilającej trwanie owej formy materialnej.
Kiedy trwoniliśmy energie biologiczne na różnego rodzaju nauki wielkich mistrzów, dogmaty itp., traciliśmy więc energie zasilające naszą formę. Forma słabła, zapadała na różnego rodzaju dolegliwości a tym samym wiek i trwanie w jednej formie zaczynały się skracać.
Dziś świadomie lub nie, zamiast podwyższać swoją długowieczność, zaczynamy gwałtownie ją zaniżać.

Pomagają nam w tym wszelkie konflikty, wojny, nowe inkwizycje, które trwają do dziś. Ponadto zatruwane potrawy, zatruwane powietrze dokonują prawdziwej rzezi z ciałami istnień ludzkich. Czy przypadkowo to się wszystko dzieje ? Szczegóły w innych artykułach.
Oddaliliśmy się od swoich indywidualnych zasobów energii a zatem możliwości zrównoważenia z własną energią biologiczną.
Dzięki zdobywanej wiedzy , doświadczeniom , wnioskom (a nie teoriom), w materii zbieramy jakościowe energie o wyższej częstotliwości . Religie określają to zjawisko jako wzrost poziomu duchowego.
Doświadczenia i wnioski dokonują (automatycznie) podwyższanie częstotliwości naszych pojedynczych komórek w całej naszej formie.
Energie komórek , ich suma – daje porównywalne wartości energetyczne w stosunku
do jakości energii wewnętrznej jednostki.
W równowadze energetycznej uzyskujemy możliwość neutralizacji zapisów zawartych w naszej podświadomości. Uwalniamy się od nawału różnych teorii czy haseł : przebaczania , miłości, które powstają z lęku i z braku wiedzy o człowieku jako Istoty Przejawionej w formie a nie tylko jako chodząca formuła jednorazowego życia.
Zaczynamy się dziwić, że wszelkie modlitwy, medytacje czy głoszone wyznawanie miłości nie mogą nam zrekompensować naszych pomyłek czy dokonane zbrodnie przeciw drugiemu człowiekowi.
Wszelkie fikcje tego rodzaju musimy rozpoznawać osobiście, zneutralizować ich działanie w swoim organizmie , w ciele i zapewnić sobie kontrolowaną neutralność w tym świecie wzrastającego chaosu.
Narasta pytanie : co z ciałami, w których nie będzie można uzyskać równowagi zapewniającej spokojne „przejście” w Nowe Istnienie .
Zapominamy ,że na Ziemi istnieją dwa „rodzaje” form ludzkich, niczym się zewnętrznie nie różniące.

sens życiaPierwsze to formy „zawierające ” w Sobie dwie energie przeciwstawne, nazywane ADAMEM i EWĄ , to wspólne dwie polaryzacje, dające tzw. wieczny ruch.
Te dwie Istoty energetycznie zespolone w dwóch oddzielnych formach : rodzaj męski i żeński.
Obie formy posiadają podobne chromosomy. Różnica jednego elementu daje płeć żeńską lub męską.
Formy stanowią Całość w oddzielnych ciałach ,w oddzielnych przestrzeniach poznawania i doświadczeń. Swoimi wnioskami winni zasilać siebie i budować wspólną Wiedzę. Starzec – to symbol naszej wiedzy zdobywanej wiekami.
Ale , ale !!
To zaledwie połowa budowy cząsteczki przejawionej w formach Ludzkich. Druga połowa tej samej cząsteczki znajduje się w przestrzeni antymaterialnej , polaryzacji minusowej. Oba elementy stanowią całość i razem świadomie podejmowały rozwój Indywidualny Jednostek dla wspólnego doświadczania i wniosków w poznawaniu Całości Uniwersum. Ten prosty „środek” doświadczeń określany w różnych filozofiach, czy religiach jako: czwórnia w Jedni , w symbolach – Klucza egipskiego, Jyng Yang , krzyż równoramienny itp.
Druga forma powstała dzięki klonowaniu formy pierwszej z ciała polaryzacji męskiej (z żebra Adama w materii a z żebra Ewy w antymaterii).

globalna świadomośćPowracam do chwili obecnej w procesie, kiedy nasze formy, Ziemia i cały Wszechświat znajdują się w tej nie znanej nam „pętelce czasowej” !

Co z ciałami, które nie dokonały równowagi energetycznej potrzebnej nam do dalszych procesów w Całości ?
Musimy sobie dokładnie wytłumaczyć,ze żadnej „sprawiedliwości” nie ma , nie było i nie będzie. Istnieją Zasady a zgodnie z nimi Prawa uniwersalne. Ani zasady czy Prawa nie są sędziami czy katami dla tych, którzy je łamią lub naruszają.
Każde prawo naruszone automatycznie zmusza do okazania i doznania skutków , a które winne wnieść nam zrozumienie oraz możliwości ich neutralizacji.
Jak tego dokonać, kiedy zakodowane jak automaty nasze ciała szukają winnych i zaraz je egzekwują jako przyczyny ?
Mordujemy się w ten sposób całe wieki i co ?
Nadal wierzymy w bogów , kosmitów, którzy rzekomo nas stworzyli i temu podobne bzdury.
A przecież Prawa Uniwersalne są proste i zrozumiałe dla każdego człowieka, bez względu na jego wiek czy wykształcenie.
Ale co z tymi ciałami, które nie uzyskały odpowiedniego limitu energii równoznacznej z własną energią wewnętrzną ?
Po pierwsze , nastąpi wzrost wszelkich emocji, wszelkich reakcji zgodnie z zawartymi w podświadomości prawdami boskimi czy naukowymi. Wzrost emocji
zmusza ciała do agresji, szukania winnych i staramy się „oczyścić” ze swoich
przewinień zwalając to zawsze na innych.
Zatem wszelkie waśnie , wojny i konflikty będą , lub mogą się nasilać. Będą w
nich brały udział wszelkie formy, które nie uzyskawszy limitu, muszą odejść ze świata „żywych” ,ale dopiero po uregulowaniu długów , które zostały zaciągnięte u drugiego człowieka (nie banku),odebrać fizycznie skutki, które wywołaliśmy u innych jako sprawcy i dopiero możemy opuścić ten padół płaczu i nieszczęść nie potrzebnych.
Przypominam ,ze nie jesteśmy ciałem, lecz go posiadamy !
A co z tymi, którzy żyli sobie spokojnie, nie wadząc nikomu ?
Bez własnych doświadczeń nie uzyskali jednak potrzebnego limitu energetycznego? Co z nimi ?
Łaski nikt nikomu nie robi i na żadnej łasce, nawet boskiej, opierać swoje życie nie można. Brak limitu , forma musi się rozpaść na obiecany przez religie – proch. Inaczej mówiąc na podstawowy budulec dla następnych form.
Ale do cholery , ciałem ani prochem nie jesteśmy !!!
Mamy ciało , a to nie to samo !
Nic w świecie energii nie ginie a jedynie zmienia swoją formę, czy kształt. Wszystko jest energią bardziej lub mniej „zagęszczoną” .

Ale tym się nie martwimy, bo nie jesteśmy formą lecz ją posiadamy.
Biorąc pod uwagę Indywidualną budowę wewnętrzną formy , możemy śmiało stwierdzić,ze powstające konflikty są konieczne do neutralizacji poszczególnych napięć dla form, które nie podołały uzyskać dla swego ciała energii do dalszego , ciągłego już trwania.

Ale to nic straconego, możemy dalej kontynuować swoje doświadczenia w innych ciałach aż do uzyskania odpowiedniego limitu.
Z tymi limitami, największe problemy posiadają formy , zakodowane religijnie lub naukowo. Zakodowane formy gotowe będą oddawać „swoje życie” dla uznawanej wiary czy autorytetu.
To co obecnie dzieje się na Ukrainie, to zaledwie przygrywka do sprowokowania indywidualnej decyzji o równowadze.

Indywidualna istota jest częścią jakiejś grupy o podobnych dogmatach i wraz z tą grupą odbywać się będą neutralizacje poszczególnych form.
Ten proces wywoływać będzie w nas wielorakie reakcje i szukać będziemy teorii czy
nieba, które nam pomogą przetrwać.

Samoświadome komórki naszego ciała „zebrane” jako całość Istnienia biologicznego pragną oderwać się od materii i wzbudzają w ciele pragnienia bycia

kimś, np. świętym albo niewolnikiem.
Nie bierzemy za przykład wszelkich wydarzeń w minionych wiekach lub niedawnej II wojnie światowej.
Ilość ofiar złożonych z prostych żołnierzy ślepo i z oddaniem oddających swoje ciała dla wymyślonych przez autorytety wojen , czy obrony kawałka własnej flagi lub sztandaru.
Nie widzimy jak ostatecznie zmieniono nasze ludzkie możliwości rozwoju indywidualnego.
Ludzie stali się jedynie trybikami w rękach autorytetów w ich indywidualnych czy grupowych celach czy rozgrywkach.
Ale czy była jednak możliwość zmiany naszego indywidualnego rozwoju ?
Były i to bardzo wielkie i możliwe w szybkim działaniu.
Jednostki, które podawały proste rozwiązania, które nie wymagały walk czy wojen, którzy nie opierali się na woli niebios, zawsze o tym informowali ludzi , lecz byli natychmiast przez ustalone grupy rządzących likwidowani.
Za nimi ciągnęły się wiekami oskarżenia o rzekomych kontaktach z diabłami, siłami nieczystymi itp.
Przypomnijmy sobie wielu Polaków, którzy potępiani za wiedzę a nie wiarę skazywani byli na wygnanie lub publiczną mękę i śmierć.
Powinniśmy jak modlitwy poznawać historię wykształconego człowieka nazywanego Łyszczyńskim, którego za wiedzę niezgodną z naukami kościoła, skazano na śmierć w strasznych mękach.
Sąd cywilny oddał skazanego w ręce „sprawiedliwego Sądu kościelnego”.
Wyrok był ilustracją i dowodem boskiej troski i opieki nad człowiekiem , swoim przecież dziełem.
Przed ścięciem wyrwano mu żywcem język, ponieważ „bluźnił” przeciwko naukom i mądrością kościoła.
Ucięto mu prawą dłoń, ponieważ ośmielał się pisać bezecne oskarżenia wobec przedstawicieli kościoła.
I w końcu po wielu cierpieniach został ścięty publicznie.
Zapominamy ,ze prawa Uniwersalne nie przewidują takich skutków w obronie jakiejkolwiek fikcji. Czy śmierć zamyka proces rozwoju danego człowieka ?
Czy naruszenie praw Uniwersalnych przez uzurpatorów jakiejkolwiek władzy zwalnia kogokolwiek z odpowiedzialności za ich naruszenie ?
Niestety jest to nie możliwe !
Śmierć za wiedzę a nie wiarę zostawia po sobie silny impuls , który wzbudza u wszystkich samodzielne myślenie i wnioski. Społeczność to jeden organizm a pojedynczy człowiek jako jego pojedyncza komórka podlega „rozliczeniu” wg indywidualnego programu.
Zatem żadna śmierć formy ludzkiej nie idzie na „marne”. Nawet dla zwykłego żołnierza,śmierć jest możliwością dalszego rozwoju a w chwili zgonu powstaje coś , co kościół nazywa rachunkiem sumienia, każdy widzi co uczynił drugiemu człowiekowi na drodze jego rozwoju i jakie musi ponieść tego konsekwencje.

Nie ma i nie było żadnych „zwolnień” od ponoszenia skutków za winy wywołane przez nieświadomego człowieka.
To wszystko jest i będzie przez jakiś czas trudne do zrozumienia przez zwykłego
zjadacza chleba, bo spokojnie spełnia warunki jakie stawiają mu pasterze czy autorytety i żyje nadal w złudzeniu, ze sprawiedliwość nie zmusi go do rozwoju indywidualnego.
To prawda , nikt nikogo nie może zmusić do niczego. Człowiek ma prawo wyboru , tylko ,ze nie poznał praw a zatem i skutków ich naruszenia.
Dziwi się potem,ze spełniał wszelkie wymogi swojego kapłana a nadal ciążą nad nim różne skutki, klątwy choć ich świadomie nie wywołał.
Omawiane obecnie skutki i los form jest jedynie „rodzajem” rozliczenia w Sobie swojej formy indywidualnej , swojego przejawu.
A co z innymi, którzy świadomie lub nie – nie naruszali praw Uniwersalnych , też muszą cierpieć fizycznie choć nie uzyskali limitu energii do przetrwania ?
Organ , lub część organu w organizmie, który został „wypaczony” przez niewłaściwą troskę i stosowanie, zostaje z organizmu wydalony, w części lub w całości.
Podobnie ma się z formami ludzkimi.
Formami ale nie Istotami.
Oglądaliśmy w latach 80-tych , jak wiele rozwiniętych technicznie i intelektualnie cywilizacje rozpadały się w bardzo krótkim czasie. Jedna z takich dramatycznych dla ludzkich ciał scen opisane zostało w książce pt: „Koniec Boga , początek Człowieka !”
Pozostawały po nich jedynie puste pojazdy, gleba pozbawiona Ludzkich sił życiowych stawała się jałową i martwą pustynią. Smutne, kiedy rzesze wiernych w ostatnich tchnieniach życia, przeklinali swoich kapłanów, którym wierzono do ostatniej chwili, przeklinali swoich odpowiedzialnych za swój rozwój i życie biologiczne.
Niestety wielu ludzi musi zobaczyć podobne sceny, które odbywają się coraz częściej i w wielu rejonach Wszechświata.
Co z takimi formami ?
Czy muszą cierpieć, jeśli nikomu nie zawiniły ale nie uzyskały limitu do „przetrwania ?”
Rozpad w takich „przypadkach” odbywa się błyskawicznie, bez cierpień i bólu.
Przed „wyjściem” istota jest świadoma dalszego procesu i oczekuje na „wejście” w nową formę.
Większość Istot z Kosmosu przejęła już ciała Ziemskie i kontynuuje dalszy swój rozwój w nieco trudniejszych warunkach. Jest to pewnego rodzaju nagroda dla prawidłowego rozwoju i doświadczeń w innych formach i w innych warunkach fizycznych.
Podobne zjawiska są już nam znane i na Ziemi, choć określamy to jedynie jako sporadyczne przypadki. Nie wchodzimy w przyczyny a polegamy jedynie na oświadczeniach naszych autorytetów.

Wygodne to dla naszej osobowości, leniwej w pracy nad ciałem, i obawą utraty panowania nad całością swojej formy.
Znamy wiele „przypadków” tzw. samospalenia się formy cielesnej.
W całości lub w części ciała. Dlaczego wszystko się równo spala : kości i mięśnie.
Po spalonych częściach widać skutki olbrzymiej energii, którą wizualnie kojarzymy z temperaturą, a która „strawia” nawet twarde kości.

Jak to jest możliwe,że przy takim procesie, zostają nie naruszone też, np., kapcie, czy nawet skarpety. Miejsce spalenia czy to łóżko czy fotel nie zostaje spalone a jedynie
zakopcone.
Znane nam procesy spalania materii w żaden sposób nie tłumaczą podobnych zjawisk. Zapominamy,ze nawet kość, jest również energią „zagęszczoną” do twardej konstrukcji formy. Skoro wszystko jest energią – to równomiernie zostaje „zneutralizowana” (spalona) , bez większej temperatury niż 40 % C.

W akcie samospalenia ,nie temperatura stanowi podstawę zapłonu. Co może stanowić przyczynę powstania takiego „przypadku ?” Zapominamy,ze w energiach „występują” różnice napięć, czy natężeń !
Forma ludzka zawarta jest w dwóch poziomach, przestrzeniach i zawiera w sobie różne poziomy energii.
Samospalenie jest wynikiem różnic pomiędzy energią wewnętrzną a zewnętrzną danej formy. Proces trwa do czasu rozładowania różnic.

Podobne zjawisko możemy obserwować przy wyładowaniu ładunków elektrycznych w czasie burzy. Zjawisko o podobnych zasadach. „Masą” do rozładowania stanowi tu ciało fizyczne ! Planeta to też „organizm”!
Ładunki o polaryzacji dodatniej szukają „ujścia” do masy o polaryzacji ujemnej.
Takie sceny, mogliśmy oglądać na innych planetach, gdzie formy rozpadały się błyskawicznie pozostawiając po sobie jedynie ubrania a ciało rozpadało się w przysłowiowy „proch”.
„Z prochu powstałeś….” .. Z cząsteczek prochu powstały jedynie nasze formy a nią przecież nie jesteśmy.
Wiele nas czeka zjawisk w najbliższych latach lecz nie wiekach. Jednostki Świadome Siebie po „przemianie” obecnej formy materialnej w formę „złożoną z Wiedzą Całościową,” i pod jej kierunkiem (wspólnie wypracowanej przez samoświadome komórki , wnioski i wiedzy z doświadczeń w materii).
Starajmy się wszystko (planety, Kosmosy) widzieć jako części Wielkiego, spójnego Organizmu, choć występujących w różnych formach przejawu.
Mamy przecież 12 Promieni, na każdym – Kosmos a więc 12 Kosmosów co stanowi podstawę , i kręgosłup Wszechświata. Galaktyki, Systemy, Układy Słoneczne i planety to pośrednie części składowe w naszej Całości.
W spokoju i bez większych problemów będziemy mogli „rozpoznawać” Galaktyczne części organizmu i jej aktualne dolegliwości i potrzeby !!
Zawsze możemy porównać dolegliwości Kosmosu do naszych znanych fizycznych objawów i podobnie czynić możemy jak z dolegliwościami we własnym organizmie. Formy o różnych kształtach funkcjonują na takich samych zasadach : napięcia, natężenia i częstotliwości.
„Szkodliwe” różnice można zniwelować wymianą i uzupełnieniami !
Przekonamy się ,ze to bardzo proste, i podobnie jak znany nam sok z buraka ćwikłowego zwiększa aktywność czerwonych krwinek i zmusza do ich zwiększonej produkcji.
Powroty do „początków” Istnienia zmusza nas jednak do korzystania z własnych doświadczeń a zapisanych w naszej „Nad świadomości” , nazywanej też naszym indywidualnym dyskiem twardym. Ale to też jedynie chwilowy proces, ponieważ przy „zjednoczeniu” naszych form przejawu, (trzy osoby)wiedza zawarta w naszych zakamarkach będzie już mało znacząca.
Przechodzimy do Wiedzy Całościowej , do pełnej współpracy Istot Świadomych, zwartych przy tworzeniu w ilościach pełnej barw palety kolorów, inaczej 12 podstawowych częstotliwości. 12 Istot działających wspólnie !
Podobnie tworzyły się planety a na nich odpowiedzialni : Logosi planetarni itd.
„Systemy 12-owe” umożliwiają równoczesne zmiany czy poprawki w trzech przestrzeniach wszelkich form, Planet czy Kosmosów.
Zapominamy często, ze w starych księgach, świętych czy świeckich mamy przecież informacje,ze pierwszą planetą zaistniałą , była planeta Ziemia a wraz z nią powstawał cały układ Słoneczny jako jeden i pierwszy Żywy Organizm .
To pierwszy i stworzony przez Istoty Ludzkie Formy naszego energetycznego przejawu w materii.

Równocześnie dla dalszych tworzonych planet , Kosmosów – Ziemia była Matką a Słońce Ojcem dla naszego Układu i następnych kolejnych form Żywych.
Na wzór i podobieństwo tworzenia Uniwersum obserwujemy podział komórki jajowej u Człowieka Ziemskiego !
Powstaje Głowa (mózg – podzielony na polaryzacje dodatnią i ujemną) , kręgi, organy a Całość zawarta zostaje w pełnej formie przejawu – ciała Ludzkiego. Cały Wszechświat jest wielkim organizmem – dziełem Istot Ludzkich.
Pomijam wiele detali, które będzie można obserwować i na Ziemi i w Kosmosie, ale na dzień dzisiejszy i tak jest już dużo informacji.
W miarę rozwoju Indywidualności, scalać się będą Jednostki Świadome, które z kolei (na zasadzie rezonansu) pobudzać będą pozostałe budzące się ze snu Istoty aż do ostatniej jednostki ludzkiej na Ziemi.
Niestety musimy uzbroić się w cierpliwość , opanowywać i neutralizować emocje indywidualnie.
Zasada „rezonansu”zmusza i innych do powiększania swojej wiedzy i wniosków.
To i łatwe i często dość trudne , ale wszystko jest do opanowania i sterowania wreszcie własnym już przejawem.
Własnym przejawem ,ale nie własnym losem !
Ciało jedynie jako komórka organizmu, pracuje dla „dobra” całej formy i zgodnie z możliwościami i programem komórki.
Ten znany proces określany przez religie był tłumaczony,ze naszym losem kieruje jakiś bóg.
Jesteśmy więc zniewoleni i zdani na kaprysy boskie. Jeśli utożsamiamy się jedynie z ciałem, to można uznać ,ze boski program jest programem dla danej jednostki. Komórka samodzielnie nie może decydować o zmianie programu a religie „zamieniły” życie człowieka do życia pojedynczej biologicznej komórki.
Kody zawarte w treściach religijnych nadal podtrzymują twierdzenie,ze jesteśmy jedynie prochem marnym i „jednorazowego użytku”.
Skoro bóg jest w trzech osobach i wieczny, to człowiek stworzony na obraz i podobieństwo boga jest też wieczny i to w trzech Osobach !
Tylko co z tym ciałem ?
Można w chwilach wolnych poszperać w starych księgach, nowym testamencie itd. i zapewne znajdziemy wyjaśnienia, ze ciało jest tylko przejściowe i do konkretnej ściśle określonej pracy. I tak jak ubrania możemy „wymieniać” jako swoje „okrycia „: do ściśle określonej pracy ,czy doświadczenia.
Nie zapominajmy,ze nasze Bycie tu i Teraz jest ściśle związane – i równoległe z procesami antymaterialnymi.. Zawsze rozpatrujmy całość Istoty jako przejaw czterech elementów.
Starajmy się widzieć nasze życie biologiczne jako część elementu w Całości. Podobnie funkcjonują poszczególne organy w naszym ciele i żaden element nie jest
„Najważniejszy !”
Jedyny i nie powtarzalny organ ale nie najważniejszy. Bez współpracy poszczególnych elementów budowy – życie biologiczne przestaje funkcjonować.

transformacja ludzkościDziś możemy sobie samemu powtarzać : Mam ciało , ale nim nie jestem.
Ciało to forma mojego przejawu. Współpraca z innymi Istotami – to proces wymiany doświadczeń i indywidualnych wniosków. Bez narzucania swojej wyjątkowości czy czerpania z tego tytułu wszelkich apanaży.
Gdy tego nie czynimy , „samodzielnie” , świadomie albo i nie ,uszkadzamy swoje ciało , własny przejaw.
Życie biologiczne „odbywa się w Przestrzeniach „(sferach).
Jest ich trzy pod „opieką” Istoty Ludzkiej. Istota ludzka zawiera w sobie Życie biologiczne i rozwój :
zwierząt, roślin , minerałów ! A więc i całą Planetę.
Przestrzenie rozwoju zawarte są w sześcianie (piramida jest 1/6 sześcianu).
Sześcian zawiera niezmienne Zasady i wynikające z nich 12 praw Uniwersalnych.

globalna świadomośćPiramida symbolizuje wzrost Świadomości, cywilizacji a dojście do „szczytu” zmusza  wszystkich do wymiany doświadczeń z poszczególnych sześcianów i ich mieszkańców.

Te same właściwości i możliwości posiada Ludzkie Ziemskie Ciało. Powołane jako pierwsze Istoty – budowniczych Wszechświata !!!
i nadal posiadają możliwości do świadomej „korekty” ale zgodnie z programem jednostki czy planety : równocześnie w trzech Przestrzeniach Bytu i Przejawu.

czakryPięć kręgów lędźwiowych – do kontaktów z formami Antymaterialnymi.
Pięć antyczakramów w mózgu do bezpośrednich kontaktów z Kosmosem :myśl – myśl !
Antyczakramy umożliwiają uruchomienie tzw. nad zmysłów. Służą one do obserwacji wszelkich form energetycznych.
Istota Ludzka jest Wzorcem dla Całości Wszechświata a równocześnie jego przejawem jako jeden z jego elementów.

Rys. – to Symbol różnych możliwości Człowieka Świadomego Swego Istnienia a nie tylko jako jednorazowego życia biologicznego.
Zapomnieliśmy o naszych „dawnych” możliwościach a tym samym o „zaniedbanych” 9/10 funkcji i możliwości naszego mózgu. Zapomnieliśmy,ze tworzyliśmy proste środki porozumiewania pomiędzy planetami a do tego służyły nam ,m. innymi proste urządzenia ,które dziś podziwiamy – PIRAMIDY !!
Każda piramida służyła jako nadajnik i odbiornik , posiadała „kondensatory”, cewki energetyczne , które umożliwiały „pracę” na różnych częstotliwościach z różnymi cywilizacjami itp. itd.
Więcej szczegółów i detali możemy znaleźć w innych artykułach. Polecam !!
I to by było chyba już na tyle,ze to może pobudzić do indywidualnego ruszenia „z kopyta” ,do opanowania swojego przejawu, pełnej kontroli swoich reakcji i świadomego sterowania tak ciałem jak i swoimi myślami.

Życzę tego z Całego Serca , ale nie tylko z tego jako kawałka potrzebnego organu !

Autor: E2rd
Źródło: https://prawdaxlxpl.wordpress.com/2015/08/20/powrot-do-poczatkow-istnienie-ludzkiego-cz-2/

Piosenka, której słowa mówią wiele! Artyści widzą i wiedzą więcej

Piosenka, której słowa mówią wiele! Artyści widzą i wiedzą więcej

Bajm O Tobie przesłanieProponuję analizę słów piosenki Bajm – O Tobie. Czy piosenka ta ma głębsze przesłanie? Spróbujmy.

Dwa pierwsze wersy: „Może wszystko już wiesz, Może wszystko już masz” – to nic innego jak dążenia ludzkiego ego. Które nierozjaśnione, przejmuje niczym wrogi wirus kontrolę nad człowiekiem. Filmową metaforą człowieka sterowanego przez prymitywne programy ego jest postać zombie, z zachowanymi wyłącznie podstawowymi funkcjami życiowymi. A jak jest u człowieka który swoją realizację widzi wyłącznie w ego?

Jaranie, chlanie, ćpanie, seks, impreza, muzyka, sport, jedzenie – i tak w kółko, aż do zerzygania. Nie sądzicie, że to trochę mało opcji? Niczym filmowe zombie, tylko z emocjonalnym fajerwerkiem. Ego w swojej próżności uważa, że wszystko już wie. Jak i chce mieć wszystko. Jeden z czołowych piewców neoliberalnego kapitalizmu też to zauważył pisząc, że pierwotnym dążeniem człowieka jest sprawowanie kontroli nad całym światem niewolników.

Trzeci wers: „Jesteś pewny że to szczęście” – gdy duch śpi, a podrasowane emocjami ego szaleje, to owszem, uważa się taki stan uśpienia, upadku, „ciemnej nocy zmysłów” za szczęście. Choć jest to tylko iluzja, namiastka szczęścia. Bardzo często z takiego wiecznie pijanego, ekstatycznego snu, wybudzają człowieka tragiczne wydarzenia i rozmaite traumy, przeszkody. To typowy ziemski program uczący, choć bolesny.

W psychologii głębi Junga zostało to dokładnie opisane jako proces spotkania się a następnie przepracowania swojego „cienia„. Następne wersy: „Nie masz czasu na sen, Nie masz czasu na seks, Wciąż od życia chcąc więcej” – w istocie tak jest, że ludzkie ego żąda wciąż nowych i nowych wrażeń, emocji, ekscytacji, wciąż świeższych, silniejszych, mocniejszych.

Dalej jest równie ciekawie: „Zachłanna jest ta gwiazda, Dla której gubisz radość chwil” – taką ciemną, zachłanną gwiazdę która zmienia nas w „zombie” i wysysa z nas siły życiowe, ma każdy z nas w sobie. Ta ciemna gwiazda to właśnie ego. To dla realizacji wciąż nowych i nowych zachcianek, pragnień i oczekiwań ego, tracimy radość dnia codziennego, i w konsekwencji zamiast spodziewanego szczęścia, jest coraz większe rozczarowanie i rozgoryczenie.

Liczy się wciąż niepewność, Którą przynoszą dni” – i rzeczywiście tak jest, życie to jedna wielka niepewność i niewiadoma. Nie znamy sensu życia, nie wiemy po co tu jesteśmy i skąd się wzięliśmy. Nie znamy prawdy, a obowiązujące systemy wierzeń (ideologie, religie, modele społeczne) są pełne zakłamania i hipokryzji aż do przesady. Ciągle niepewni jesteśmy też jutra. Utrata pracy, narażenie na przestępstwo, wypadek, kataklizm naturalny, wojnę, rewolucję, krach, bankructwo. Do tego czyhają na nas niezliczone miliardy miliardów bakterii, wirusów i innych patogenów które są wszędzie. Continue reading „Piosenka, której słowa mówią wiele! Artyści widzą i wiedzą więcej”

Potężne wyzwanie dla nauki? Obszerne studium kłamstw racjonalizmu naukowego

Potężne wyzwanie dla nauki? Obszerne studium kłamstw racjonalizmu i sceptycyzmu

nauka metafizyka i racjonalizmZapraszam dziś do przeczytania fragmentu książki Michaela Crichtona, który wklejam poniżej. Wielokrotnie na swojej stronie podejmowałem tematykę dominujących poglądów w dzisiejszej nauce – sceptycyzmu, racjonalizmu, redukcjonizmu, materializmu. Pisałem o tym, że ten system pojmowania świata jest już straszliwie niewydolny, że nauka powoli zbliża się do „ściany”. Czyli muru nie do przebicia posługując się tylko tymi poglądami.

Rdzeniem ograniczenia współczesnej nauki jest dogmatyka przyjęta przez Kartezjusza i Newtona i jej późniejsze modyfikacje. W telegraficznym skrócie, zakłada ona:
-wszechświat jest maszyną i aby ją poznać, nie trzeba badać całości jako „całości niepodzielnej„, ale poszczególne jej elementy w oddzieleniu od siebie;
-człowiek i inne stworzenia żywe są „organicznymi maszynami” a nie niepodzielną, holistyczną całością. Dzieli się nas nie tylko na poszczególne organy. Ale także sprawy mózgu oddziela się od reszty, np od jelit, które są „drugim mózgiem” i też zawierają neurony. Sprawy psyche również się oddziela i nie bierze się pod uwagę, że podświadomość może „uruchamiać” wiele chorób stricte fizycznych;
-nie istnieje metafizyka, duchowość, dusza, a więc człowiek jest tylko zbiorem atomów i reakcji między nimi, a więc nie przedstawia on żadnej wyższej wartości;
-praktycznie zakazane jest zadawanie w nauce pytań, „dlaczego to takie jest jak jest„. Pyta się raczej: „jak ta ludzka / globalna / wszechświatowa maszyna działa.” Gdyż zakłada się, że wszystkie prawa wszechświata i natury powstały zupełnie przez przypadek, a egzystencja czegokolwiek i kogokolwiek nie ma żadnego sensu i celu.

Już Carl Gustav Jung zauważył, jak bardzo psychopatyczne jest to podejście do świata. Zauważył też to, jak bardzo takie postrzeganie świata jest związane z postępującym marazmem czy wręcz stanami depresyjnymi, bólem istnienia u wielu ludzi. Zbliżonym do tej filozofii prądem artystycznym był i jest egzystencjalizm. Dodać też należy coś innego.

Otóż przeświadczenie, że:

-istnieje sens i cel trwania wszechświata, świata, ludzkości, jak i pojedynczego człowieka;
-istnieje Siła Sprawcza, która wszechświatem „zarządza” i jest „autorem” wszelkich praw i wartości (nie tylko matematyki, fizyki, chemii itp);
-wszystko jest ze sobą powiązane i wszystko jest holistyczną jednością;
-istnieje coś więcej niż tylko logika, racjonalizm, liczby i pomiary;
-nie wszystko da się pojąć rozumiem.

Są odwiecznymi „prawdami” zapisanymi w najgłębszym wymiarze naszej ludzkiej istoty. Niestety, dla rozwoju nauki i technologii, odcięto nas od tej odwiecznej, pierwotnej prawdy którą cząstkę nosi każdy z nas. Nie dziwi więc „rys psychopatyczny” albo otwarta psychopatia u fascynatów nauki, u obrońców tego matematycznego modelu postrzegania świata. Wystarczy popatrzeć na to, jak tacy ludzie zachowują się w internecie. Robaczywy slang, pełno szyderstwa, cynizmu, „beki”, i często też jawnej agresji, nienawiści. Jak i otwarcie wyrażanej nietolerancji i pogardy wobec wszelkich opinii odmiennych. Aż bije od nich zła energia, złe emocje, mają oni suchy i zimny styl wypowiedzi. Czytanie ich dyskusji w norach, gdzie się zaszywają (tagi #ttdkn czy #neuropa) i koordynują ataki na niepoprawne witryny, może doprowadzić co wrażliwszych na skraj chwilowego załamania nerwowego. Jak i utraty wiary w ludzkość.

Choć te osoby, często nazywające siebie „racjonalistami” bądź „sceptykami„, w przeważającej większości mają poglądy neoliberalne, a więc „lewicowe„. Jednak ich „lewicowość” zaczyna i kończy się tylko w sferze „obyczajówki” na którą neoliberalne dyktatury zezwalają (homoseksualizm, feminizm, gender, aborcja itp). Ci ludzie, oprócz obrony skostniałych, materialistycznych dogmatów naukowych, bronią również poczynania neoliberalnych dyktatur, takich jak UE, USA i inne. Stawiają również ateizm i materialistyczne dogmaty naukowe naukowe jako rzekoma przeciwwagę do instytucji religijnych, które są w podobnej systemowej zapaści. Więc wygodnie utożsamiać się im z lewicą, choć zupełnie nie zasługują na to miano.

Ponieważ ich głównym i najbardziej widowiskowym zadaniem, szczególnie w internecie, jest obrona wszelkich „wersji oficjalnych„. A więc propagandy głoszonej przez: rządy, korporacje (szczególnie farmaceutyczne i transgeniczne), grupy lobbingowe, WHO, FAO, „Sanepidy„. Także takie przedstawianie dziedzin nauki, by były zgodne z obowiązującą neoliberalną propagandą. Np fałszerstwa i tematy tabu w psychologii.

Ale do meritum: taki paradygmat materialistyczny, jaki został przedstawiony ludzkości, powoduje szereg komplikacji. M.in. poczucie bezsensu życia, depresje, neurozy. Człowiek został, poprzez indokrynację od maleńkości (szkoła), odcięty od swoich duchowych, intuicyjnych korzeni. Wszystko jawi mu się jako przypadkowe, bezsensowne, bezcelowe. Skoro więc nic nie ma sensu i celu, to w myśl tej zasady, trzeba po prostu „chwytać dzień” czego wyrazem jest dzisiejsze, śmiechowe hasło młodych – YOLO (tłumaczenie: „żyje się tylko raz„). A więc w myśl tej filozofii, nie są potrzebne żadne zasady i wartości, trzeba tylko chlać, ćpać, imprezować i bzykać.

I ludzie tak naprawdę postępują. Miliony uzależnionych od alkoholu w Polsce, którzy choć powinni zostać skierowani na odwyk, kompletnie nie zdają sobie sprawy ze swojego problemu. Dzieje się tak, ponieważ alkoholizm to nie tylko stadium żula, a więc stadium krańcowe. Alkoholizm to sposób myślenia i działania. Alkoholizm równie dobrze może oznaczać upijanie się tylko co weekend. A tak robi miliony Polaków i jeszcze uważa to za „atrakcyjny, rozrywkowy styl życia„. Dalej: setki tysięcy uzależnione od innych niż alkohol narkotyków. Hazard, erotomania, przemoc, dulszczyzna, pęd za karierą. A więc YOLO, a więc chwytaj dzień, póki możesz, bo i tak nic innego się nie liczy?

Racjonalizm, sceptycyzm, ateizm i współczesna nauka:
Nauka odkrywa świat metafizyki? Gdzie są jej granice?
Nauka jest irracjonalna, przeżarta korupcją i służy interesom przemysłowców. Ukrywane fakty historyczne
Racjonalizm jest kultem religijnym!
Racjonalistyczna filozofia Ayn Rand jest filozofią psychopatki, mizantropijną fantazją okrucieństwa, zemsty i chciwości
-Racjonalistyczni liberałowie, czyli psychopaci?!
„Racjonalizm naukowy” czyni z nauki prostytutkę wielkiego biznesu!

Iluzja religii, materializmu, jak i możliwa alternatywa:
Najstraszniejsza tajemnica nauki, czyli dogmat materializmu i racjonalizmu
Wiedza Tajemna – dla elit i.. dla Ciebie! Racjonalistyczny ateizm i religie – dla mas
Racjonalizm naukowy: o tym jak skorumpowany ekspert zastąpił księdza
Przez chorobę do samopoznania. Racjonalizm i materializm, czyli globalne oszustwo!
Nauka zmieniła się w skorumpowaną i dogmatyczną religię. Naukowiec ujawnia tajemnice
Ateistyczny racjonalizm wychodzi z mody. Pora na Wiedzę Tajemną!

Polecam trzy poniższe nagrania video pod tytułem: „nauka odkrywa duchowość”:
Nauka odkrywa duchowość, cz. I – Tomasz Gruba – 18.06.2013
Nauka odkrywa duchowość, cz. II – Tomasz Gruba – 19.06.2013
Nauka odkrywa duchowość, cz. III – Tomasz Gruba – 19.06.2013

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Czy nauka jest swego rodzaju religią?

Cytuję: „Jest to ostatni rozdział fascynującej autobiograficznej książki najpopularniejszego i najlepiej zarabiającego pisarza lat 90-tych, Michaela Crichtona (napisał Park Jurajski i stworzył serial Ostry Dużur). Crichton we wcześniejszych rozdziałach „Wędrówek” opisuje swoje doświadczenia w zakresie widzenia aury, czy choćby wyginanie łyżek.

Postscriptum: sceptycy z Cal Techu.

Wiosną 1987 roku poznałem Paula MacCready’ego, dowcipnego i czarującego inżyniera lotnictwa, który w 1977 roku skonstruował lotnię Kondora, spełniając w ten sposób jedno z najdawniejszych marzeń ludzkości – lot człowieka. MacCready stworzył następnie Albatrosa, pierwszy samolot napędzany siłą ludzkich mięśni, który przeleciał nad kanałem La Manche. Skonstruował także samolot o napędzie słonecznym.

W czasie rozmowy Paul zaczął się pogardliwie wyrażać o metapsychice i ludziach, którzy utrzymują, że widzą aurę. Uważał, że w najlepszym wypadku padli ofiarą oszustwa, a w najgorszym sami są oszustami. Sprzeciwiłem się temu, a w dyskusji, która z tego wynikła, Paul powiedział mi, że jest czynnym członkiem oddziału CSICOP w Pasadenie.

CSICOP (The Committee for the Scienfic Investigation of Claims of the Paranormal – Komitet do spraw Badań Naukowych nad Zjawiskami Uchodzącymi za Paranormalne) został powołany w 1976 roku przez grupę wybitnych filozofów, psychologów, przedstawicieli nauk ścisłych oraz magików. W swoim kwartalniku „The Skeptical Inquirer” z powodzeniem demaskowali rzekomą paranormalność pewnych zjawisk.

Oddziały CSICOP działały w całym kraju, a oddział w Pasadenie, do którego należało wielu uczonych z Cal Techu, był szczególnie aktywny. MacCready uznał, że powinienem wygłosić w nim odczyt. Zgodziłem się natychmiast. Pomyślałem sobie, że może to być ciekawe doświadczenie zarówno dla mnie, jak i dla słuchaczy. Paul zapewnił mnie, że załatwi dla mnie zaproszenie. Zabrałem się więc do przygotowywania odczytu.

Ponieważ niewiele wiedziałem o działalności CSICOP, najpierw przeczytałem wybór artykułów z „The Skeptical Inquirer”, opublikowany w tomie pod tytułem Science Confronts the Paranormal.

Wiele z tych artykułów nie wzbudziło we mnie żadnego zainteresowania, gdyż demaskowały takie zjawiska, jak biorytmy, chiromancja, astrologia, UFO i Trójkąt Bermudzki, w które i tak nie wierzyłem. Inne, dotyczące badań nad potworem z Loch Ness, wydały mi się nieciekawe, bo nie zawierały żadnych filozoficznych ani intelektualnych implikacji.

Ale w kilku artykułach wzburzył mnie zgoła nieumiarkowany ton wielu autorów, których podziwiałem: wykazywali skłonność do przypisywania swoim oponentom najniższych motywów postępowania.

Prawdę mówiąc, było chyba po obu stronach sporo osobistych niechęci, prowokujących do obrzucania się wyzwiskami. Na przykład omawiając domniemane podobieństwa między fizyką a wschodnim mistycyzmem, będące przedmiotem rozważań takich pisarzy jak Fritjof Capra, Issac Asimov zauważa:

..Jeśli intuicja jest równie ważna dla świata jak myśl racjonalna i jeżeli mędrcy Wschodu wiedzą o kosmosie tyle samo co fizycy, to dlaczego nie odwrócić sprawy? Dlaczego nie posłużyć się wiedzą Wschodu jako kluczem do rozwiązania niektórych nierozwiązanych dotąd kwestii w fizyce? Na przykład, jaki jest podstawowy składnik podatomowych cząsteczek, które fizycy nazywają kwarkami?

I konkluduje:

Jakąż bzdurą jest cała ta intuicyjna prawda i jak śmieszne jest, kiedy racjonalny umysł w chwili słabości pada przed nią na kolana. Nie, to nie jest śmieszne, to tragiczne. Już był przynajmniej jeden taki moment w dziejach, kiedy racjonalna świecka myśl starożytnych Greków ugięła się przed mistycznym aspektem chrześcijaństwa. I co z tego wynikło? Ciemnota średniowiecza.

Nie możemy sobie pozwolić na nowe średniowiecze (1).

Były to mocne słowa i czytając je zacząłem pojmować, że w CSICOP chodzi o coś więcej niż tylko o rzeczowe rozprawienie się z wątpliwymi danymi. W wywodzie Asimova zawarte było implicite porównanie między nauką a religią jako między dwoma konkurującymi ze sobą poglądami na świat. Otwiera to oczywiście możliwość uznania, że nauka jest swego rodzaju religią – ale na ten heretycki pogląd tylko niewielu naukowców mogłoby przystać.

Przeglądając tom artykułów CSICOP, zacząłem dostrzegać, że nauka, widząc zagrożenia, walczy o przewagę nad innymi sposobami postrzegania świata. Jeśli miałem przekonująco wystąpić przed oddziałem CSICOP w Pasadenie, musiałem starannie przygotować wykład. Zacząłem od oświadczenia, że się nie spodziewam, by to, co powiem, zmieniło czyjeś poglądy.

Nie zamierzam tego wieczora w Pasadenie nikogo o niczym przekonywać. Przyznałem, że ja sam wierzę w prawdziwość pewnych zjawisk metapsychicznych, a wiem, że większość moich słuchaczy w nią nie wierzy. Zaproponowałem, żebyśmy zamiast dyskutować o szczegółach, wszyscy się zgodzili, że w końcu historia dowiedzie, czy to ja się mylę w swoich poglądach, czy oni. Możemy wszyscy ufnie oczekiwać rozwiązań w tej materii.

Tymczasem chciałem opowiedzieć moim słuchaczom o niektórych swoich doświadczeniach, które doprowadziły mnie do zmiany własnych poglądów. I spróbować im wytłumaczyć, jak obecnie przedstawiają się dla mnie te sprawy. Gdyż prawdziwy problem, tak jak ja go widzę, wykracza daleko poza względnie wąską kwestię zjawisk „paranormalnych”. Dotyczy intelektualnej postawy nauki u schyłku dwudziestego wieku.

Potem zapytałem:

  • czy komuś na tej sali usuwano migdałki albo trzeci migdał?
  • Czy ktoś przeszedł operację raka piersi?
  • Czy ktoś przebywał na oddziale intensywnej terapii?
  • Czy komuś zakładano bajpas przy chorobie wieńcowej?

Oczywiście wielu z obecnych miało podobne doświadczenia. Powiedziałem: a zatem wszyscy jesteście dobrze obyci z przesądami, bo zabiegi te są przykładem działań opartych na przesądach. Przeprowadza się te wszystkie zabiegi bez naukowego dowodu, że przynoszą jakąkolwiek korzyść.

Nasze społeczeństwo wydaje miliardy dolarów rocznie na przesądną medycynę, i to stanowi znacznie większy problem – a także koszt – niż rubryka z astrologiczną przepowiednią w gazetach, co z takim zapałem zwalcza trust mózgów z CSICOP.

I dodałem: nie odżegnujmy się zbyt szybko od mocy przesądów w naszym życiu. Kto z nas, mając zawał serca, odmówi leczenia się na oddziale intensywnej terapii tylko dlatego, że takie oddziały nie mają potwierdzonej skuteczności? Wszyscy podejmiemy taką kurację. Bez przesady. Nie wszyscy – na całe szczęście. Proszę zwrócić uwagę, że Michael Crichton zmarł podczas leczenia nowotworu. Rokowania były dobre. „Operacja się udała, pacjent zmarł”.

Potem wspomniałem o wielu przypadkach nadużyć w badaniach naukowych:

  • Izaak Newton zapewne preparował swoje dane (2),
  • a na pewno robił to Gregor Mendel, ojciec nauki o dziedziczeniu (3).
  • Włoski matematyk Lazzarini sfałszował doświadczenie, na którego podstawie ustalił wartość liczby K, a jego wynik pozostał niepodważony przez całe pół wieku (4).
  • Pewien brytyjski psycholog wymyślił nie tylko swoje dane, ale także asystentów, którzy je zbierali (5).
  • W ostatnich latach zdarzały się przypadki nadużyć, w które zamieszani byli William T. Summerlin ze Sloan-Kettering, doktor John Long oraz doktor John Darsee z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Harvarda.
  • W innych takich przypadkach brali udział: zespół badawczy w Instytucie Rakowym Dany Farer, doktor Robert Slutsky z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Columbia w San Diego, doktor Jeffrey Borer z Uniwersytetu Cornella i Stephen Breuning z Uniwersytetu w Pittsburghu.
  • Chociaż większość tych przypadków dotyczy medycyny i biologii, są także przypadki nadużyć i na innych polach: wycofano właśnie trzy artykuły z „Journal of the American Chemical Science”, a w sprawie toczy się śledztwo.

Zakres takich oszustw nie jest znany, ale przypomniałem moim słuchaczom, że nadużycia w nauce niewątpliwie istnieją. Jednak z faktu, że zdarzają się oszuści, nie można wyciągać wniosku, że należy zaniechać danej dziedziny badań. Potem nadmieniłem, że cała nauka nie kieruje się jedynie racjonalnością, podobnie jak inne pola ludzkiej działalności, takie jak przemysł czy handel.

Max Planck, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, powiedział:

Nowa prawda naukowa nie odnosi zwycięstwa, przekonując swoich przeciwników i sprawiając, że dostrzegają światło. Zwycięża raczej dlatego, że jej przeciwnicy w końcu wymierają i wyrasta nowe pokolenie, już z nią oswojone”.

Przypomniałem słuchaczom o mniemaniu naukowców wszystkich wieków, że już wszystko wiedzą. Na przykład francuski anatom baron Georges Couvier, jeden z najświetniejszych i najbardziej wpływowych naukowców swoich czasów, oświadczył w 1812 roku, że „niewielka jest nadzieja na odkrycie nowych gatunków wielkich czworonogów”.

Nieszczęściem dla Couviera, po jego stwierdzeniu nastąpiło odkrycie:

  • niedźwiedzia kadiaka,
  • goryla górskiego,
  • okapi,
  • tapira białogrzbietego,
  • warana z Komodo,
  • gazeli Granta,
  • zebry Grevy’ego,
  • czarnego hipopotama
  • i pandy olbrzymiej – by wymienić tylko kilka wielkich czworonogów.

Podobne roszczenia co do posiadania niemal kompletnej wiedzy zgłaszali fizycy prawie wszystkich generacji, ale okazywały się zawsze fałszywe. Przypomniałem słuchaczom o zdarzających się w przeszłości pomyłkach świata nauki w uznaniu prawdziwych odkryć dokonywanych współcześnie:

  • Kiedy J.J. Thomson dokonał pomiaru masy i ładunku elektronu, koledzy podejrzewali go o oszustwo, gdyż był powszechnie znany z tego, jak niezdarnie się obchodzi z aparaturą pomiarową (6).
  • Kiedy w 1932 roku Carl Anderson z Cal Techu odkrył istnienie pozytronu, zarówno Bohr, jak Rutherford „od ręki” odmówili uznania jego odkrycia (7).
  • Przedstawiona w 1922 roku przez Alfreda Wegenera teoria o dryfowaniu kontynentów jest oczywista dla każdego, kto spojrzy na mapę i sprawdzi, jak kontury lądów przystają do siebie, a jednak geologowie musieli walczyć aż czterdzieści lat, by przekonać do niej tak wybitnych jej przeciwników, jak Harold Jeffreys i Maurice Ewing.

Przypomniałem następnie moim słuchaczom, że szybkość postępu w nauce jest bardzo zmienna. Prawo ciążenia Newtona obowiązywało niezmiennie przez ponad dwa stulecia, póki nie stwierdzono, że podważa je precesja Merkurego.

(Można uznać, że określenie „podważa” jest zbyt mocne, że precesja Merkurego każe tylko wprowadzić pewne modyfikacje do mechaniki Newtonowskiej, czyli rozumieć teorię Newtona jako pozwalającą określać jedynie przybliżone wartości. Taki argument jest niesłuszny. Nazwać teorię względności Einsteina modyfikacją mechaniki Newtonowskiej to tak jakby bombę atomową nazwać modyfikacją prochu strzelniczego. By wnikliwie rozważyć głęboki wstrząs intelektualny spowodowany upadkiem mechaniki Newtonowskiej, zob. J. Bronowski The Common Sense of Science, Harvard Unwersity Press, Cambridge, Mass. 1978).

I przeciwnie, przynajmniej od dwóch wieków, od czasu dyskusji naukowców w Paryżu z udziałem Benjamina Franklina i Lavoisiera, którzy odmówili mesmeryzmowi wszelkiej wartości, praktykowanie hipnozy budziło powszechną nieufność, a jednak obecnie hipnoza znalazła uznanie i szerokie zastosowanie. A więc szybkość postępu w jakiejś dziedzinie nauki nie jest żadnym wskaźnikiem prawdziwości jej osiągnięć.

Następnie wskazałem na poszukiwanie nowinek i mody w nauce, którym ulegają wszyscy naukowcy. Cała rzesza najwybitniejszych uczonych świata uznała za całkowicie stosowne zaproponować społeczeństwu kosztowne badania życia pozaziemskiego (8), chociaż badanie to, zdaniem George’a Gaylorda Simpsona, jest „badaniem bezprzedmiotowym” (9). Przekonanie o istnieniu życia pozaziemskiego jest aktem czystej wiary.

Niewielu natomiast, a chyba nawet żaden z tych wielkich naukowców nie podpisałby się pod wnioskiem o badanie zjawisk metapsychicznych, bo paranormalność nie jest obecnie w modzie, a życie pozaziemskie jest. A przecież bezsprzecznie jest znacznie więcej dowodów na występowanie zjawisk metapsychicznych niż na istnienie życia pozaziemskiego.

Mówiłem im dalej, że moim zdaniem nauka nie różni się zbytnio od innych dziedzin ludzkiej działalności:

  • Są w niej mocno zakorzenione i święcone przesądy,
  • są w niej oszustwa,
  • są potknięcia i błędy,
  • jest zachowawczość i zwykły upór,
  • i są modne kierunki.

Marzello Truzzi, były redaktor dziennika CSICOP, słusznie zauważa: „Naukowcy nie są wzorami racjonalności, obiektywizmu, szerokich horyzontów umysłowych i pokory, jak by chcieli być postrzegani przez innych” (10).

Przypominałem o tym słuchaczom nie po to, by umniejszyć wartość nauki, ale po to, by umieścić działania naukowe w bardziej realistycznej perspektywie, uwzględniającej zjawiska dotąd nie przyjmowane do świadomości.

Następnie powiedziałem, że chciałbym poruszyć sprawę największych przeszkód występujących przy próbie naukowych badań omawianych zjawisk. W wielu przypadkach badacze działania tak zwanych sił metapychicznych spotykają się z oporem ze strony tak zwanych praktyków, którzy twierdzą:

  • że nie mogą osiągać wiarygodnych efektów na zamówienie;
  • że nie mogą pracować w warunkach laboratoryjnych,
  • że przeszkadza im otoczenie unoszących brwi sceptyków
  • i tak dalej.

Wydaje się, że owi praktycy uzależniają zjawiska metapsychiczne od swego wewnętrznego stanu. Muszą być „w nastroju”, a z nastroju łatwo ich wytrącić. Tradycyjnie naukowcy uważają, że trudno uznać takie stanowisko. Stany mistyczne, stany medytacyjne, popadanie w trans, z tym wszystkim trudno jest się im pogodzić. A przecież każdy zna z potocznego życia czynności, do których trzeba być „w nastroju:

  • na przykład stosunek seksualny: kobieta musi wydzielać śluz, a mężczyzna mieć erekcję.
  • Inną zależną od wewnętrznego stanu czynnością jest działalność twórcza, której nie można rzetelnie wykonywać na żądanie, o czym świadczy obfita literatura poświęcona „zabiegom o względy muzy”.

Wiemy z subiektywnych doniesień i z naszego własnego doświadczenia, że tym uzależnionym od naszego wewnętrznego stanu zjawiskom towarzyszą zmiany świadomości. Może to być wyczuwana subiektywnie albo realna zmiana w przepływie energii czy w koncentracji, może to być zmiana w postrzeganiu czasu i tym podobne.

Te zmiany mogą być różne każdego dnia, mogą przebiegać inaczej u każdej osoby, a u tej samej osoby ulegać przemianom z doświadczenia na doświadczenie. Ta wielka zmienność owych doświadczeń i subiektywność ich charakteru sprawiają, że badanie zjawisk uzależnionych od stanu wewnętrznego jest trudnym wyzwaniem dla badań naukowych.

Chciałbym tylko państwu przypomnieć, że naukowe badanie zjawiska twórczości nie powiodło się w naszym stuleciu lepiej niż naukowe badanie zjawisk metapsychicznych, i to z tych samych przyczyn. A przecież nikt nie zaprzeczy, że twórczość istnieje. Tylko trudno ją badać.

Sceptyczni naukowcy często twierdzą, tak jak Carl Sagan, że cudowne zdobycze prawdziwej nauki znacznie przewyższają domniemane cuda nauki marginalnej. Sądzę, że można odwrócić ten pogląd i stwierdzić, że cuda prawdziwej świadomości znacznie przewyższają to, czego istnienie uznaje konwencjonalna nauka.

Przypuśćmy, na przykład, że wam powiem, iż napada na was grupa osiłków, a wy, nim was powalą na ziemię i stratują, macie rzucić piłką na odległość siedemdziesięciu metrów i trafić w jednometrowy cel, który widzicie przed sobą. Wątpię, czy ktokolwiek na tej sali by to potrafił.

A jednak podczas sezonu piłki nożnej możemy w telewizji oglądać takie nieprawdopodobne zdarzenie w każde niedzielne popołudnie. Zmiany w świadomości zawodowych piłkarzy, konieczne do tego, by wykonać strzał z głębi boiska, są dla nas czymś powszednim, a więc niezauważalnym, ale to daje nam przynajmniej do myślenia, że może inne wyuczone zmiany świadomości, wyrosłe na gruncie innych kultur i tradycji, mogą także dawać zadziwiające rezultaty.

Próbowałem poprzednio potocznie przedstawić naukowe zastrzeżenia wobec tak zwanych zjawisk paranormalnych. Prawda, że wiele z nich to przesądy, ale w świecie nauki, takim jak świat wysoce stechnicyzowanej medycyny, także jest wiele przesądów. Prawdą jest, że w dziedzinie metapsychiki działa wielu oszustów, ale wśród naukowców także zdarzają się oszuści.

Prawdą jest, że badania w tej dziedzinie postępują powoli, ale to samo się dzieje w wielu dziedzinach nauki, zwłaszcza jeśli są słabo finansowane. Prawdą jest, że niektóre zjawiska paranormalne wydają się zależne od wewnętrznego stanu psychicznego i są powiązane ze świadomością, ale wiele jest takich samych zjawisk w naszym codziennym życiu, a prowadzą one niekiedy do takich niezwykłości jak nowe malarstwo czy strzał do bramki podczas niedzielnego meczu.

A skoro tak, to moim zdaniem żaden z tych tradycyjnych zarzutów naukowców nie usprawiedliwia rezygnacji z badań w tej dziedzinie. Przyjrzawszy się sprawie bliżej, znajduję trzy inne, znacznie poważniejsze powody niechęci do podejmowania takich badań. Pierwszym takim powodem jest quasi-religijny niepokój, jaki budzą te zjawiska w zatwardziałym naukowcu.

Na początku naszego wieku Freud i Jung zerwali przyjaźń z powodu odmiennego stosunku do zjawisk nadprzyrodzonych (11). Jung był nimi jawnie zainteresowany (12), Freud zaś nie. Przed rozłamem Fred napisał do Junga:

Mój drogi synu, zachowaj chłodną głowę, bo lepiej jest czegoś nie zrozumieć, niż poczynić tak wielkie poświęcenia, by to zrozumieć” (13).

A entuzjastyczne zainteresowanie Junga astrologią, którą badał jako system psychologicznej projekcji, nie zaś jako fizyczną rzeczywistość, skłania Freuda do odpowiedzi:

Obiecuję ci, że uwierzę we wszystko, co wygląda racjonalnie. Ale nie tak chętnie to uczynię..” (14)

Powstaje pytanie: dlaczego? Dlaczego Freud był tak oporny? Sam bez wahań oddawał się studiom nad mitologią i sztuką. Ale okultyzm go najwyraźniej niepokoił w sposób trudny do wytłumaczenia. Dałoby się wykazać, że ów niepokój ma w gruncie rzeczy korzenie religijne, sięgające tak głęboko, że trzeba by dłuższej rozprawy, by je ujawnić, a to by odbiegało od naszego tematu.

W dodatku zjawiska paranormalne budzą również lęk zrodzony z pewnego przesądu intelektualnego. Założyłbym się, że każdy tu na tej sali odczuwa go w poważnym stopniu. Wszyscy odebraliśmy znakomite wykształcenie i wyćwiczono nas w racjonalnym linearnym myśleniu.

Nauczono nas cenić wartość takiej myśli i owoce takiej myśli. Więc odwracamy się z wyraźną niechęcią od tych półek w księgarni, na których ustawiono książki z dziedziny okultyzmu, pisaninę wszelkiego rodzaju ciemnych i zacofanych autorów. Ci ludzie nie podzielają naszego sposobu myślenia ani naszych sądów o rzeczywistości, a my otrząsamy się z obrzydzenia, kiedy oglądamy ich dzieła.

Czy się do tego przyznajemy czy nie, każdy, kto sobie zdobył jakiś akademicki status, przestrzega pewnych kryteriów w doborze odniesień, na które się powołuje w swoich pismach, a przede wszystkim w doborze tematów, jakimi się zajmuje. Podejrzewam, że te kryteria odzwierciedlają wszechwładny przesąd panujący nad wszelkimi akademickimi rozważaniami o zjawiskach paranormalnych – tak jak niepochlebna opinia o Mesmerze zapanowała nad wszystkimi sądami o hipnozie, której wartość wyznawał.

Trzecią przyczyną, dla której naukowcy są tak niechętni badaniom zjawisk nadprzyrodzonych, jest to, że wydają się one przeczyć znanym fizycznym prawom natury. Po co zajmować się czymś, co jest niemożliwe? Tylko szaleniec będzie tracił na to czas. Nie można nie doceniać problemu niezgodności faktycznych danych z teorią. Arthur Eddington powiedział kiedyś, że nie powinno się nigdy wierzyć żadnemu doświadczeniu, póki nie potwierdzi go teoria, ale tego humorystycznego poglądu nie można przecież brać na serio.

Dzieje nauki w istocie potwierdzają prymat teorii. Bronowski pisze:

Karol Darwin nie wynalazł teorii ewolucji, już jego dziadek ją znał. On badał mechanizm ewolucji: mechanizm doboru naturalnego (…). Kiedy Darwin go [ów mechanizm] ogłosił, teoria ewolucji została przez wszystkich przyjęta i uważano, że jest rzeczą najbardziej oczywistą, by nazwać ją teorią Darwina” (15).

Innymi słowy, dane wspierające teorię ewolucji – takie jak doniesienia o kopalnych szczątkach – były od dawna znane, brak jednak było przekonującej teorii, by wyjaśnić te dane. Kiedy Darwin ogłosił swoją teorię, uznano również wiarygodność danych.

Zważcie teraz na tak zwane zjawiska metapsychiczne, takie jak jasnowidztwo, widzenie przeszłości i psychokineza. Teoria fizyki zdaje się zaprzeczać im wszystkim. W każdym razie nie istnieje żadna teoria, która by je obejmowała. I to chyba jest główną przyczyną, dlaczego zaprzecza się danym świadczącym o tych zjawiskach.

Jakim danym? – możecie zapytać. Wielu naukowców twierdzi, że nie ma w ogóle żadnych danych – że żadne wydarzenie tego rodzaju nie jest należycie udokumentowane, należycie sprawdzone, a zatem wszystkie mogą być wynikiem zręcznego oszustwa.

Zdarzają się jednak przypadki, które zdają się rzucać wyzwanie takim naukowym interpretacjom – jest nim w szczególności przypadek słynnego medium ubiegłego wieku, pani Piper, której patronował sam William James, profesor psychologii na Uniwersytecie Harvarda.

Pani Piper przez blisko ćwierć wieku była poddana ścisłej obserwacji, a jednak żaden sceptyk nie potrafił wykazać jej oszustw ani podstępnych sztuczek. Wciąż jednak podejrzewano ją o oszustwo. Rozgniewany tym James napisał:

Naukowcy”, którzy dopatrują się tu oszustwa, winni pamiętać, że tak w nauce, jak i w codziennym życiu hipoteza po to, by można o niej poważnie dyskutować musi być dokładnie sformułowana, a nazwania czegoś oszustwem, bez wskazania, na czym ono polega, po prostu „oszustwem” w ogóle, oszustwem in abstracto, nie można uważać za specyficznie naukowe objaśnienie specyficznych konkretnych faktów” (16).

A innym naukowcom, którzy nadal podtrzymywali tezę o wciąż niewykrytym oszustwie, James odpowiedział:

Uważam, że największym źródłem przekłamań w badaniach natury jest utrwalone przeświadczenie, że pewien rodzaj zjawisk jest niemożliwy” (17).

Poza węższym zagadnieniem, czy w ogóle zachodzą takie szczególne zjawiska jak jasnowidztwo, telepatia albo oglądanie aury, istnieje szerszy problem dotyczący współczesnej nauki. Myślę mianowicie o pewnej sztywności poglądów panujących wśród naukowców, o pewnej skłonności do mieszania współczesnych teorii naukowych ze stanowiącą ich podstawę rzeczywistością.

Jacob Bronowski, jeden z najwybitniejszych komentatorów stosunku nauki do innych rodzajów ludzkiej działalności, zawsze przypominał, że teorie naukowe są pewnym zmyśleniem:

Nauka, tak jak sztuka, nie jest odwzorowaniem natury, ale jej przetworzeniem” (18).

Nauka przedstawia nam obraz świata, lecz nie należy mylić tego obrazu z samą rzeczywistością, z której powstaje. A jednak wszyscy mamy skłonności do mylenia opartych na zmyśleniu przekonań z samą rzeczywistością. Sądzę, że większość z was, lecąc samolotem nad Stanami Zjednoczonymi i wyglądając przez okno, dziwi się, że nie widzi linii rozdzielających poszczególne stany, jak na mapie.

Ja sam dobrze pamiętam wstrząs, jaki przeżyłem, kiedy po raz pierwszy oglądałem pod mikroskopem ludzką tkankę i stwierdziłem, że jest bezbarwna. Spodziewałem się, że zobaczę różową komórkę i purpurowe jądro. Ale te kolory pochodzą od sztucznego zabarwienia preparatu mikroskopowego. Prawdziwa komórka jest bezbarwna.

Oczywiście wiedziałem o tym, tak jak wszyscy wiemy, że nie ma na ziemi żadnych kresek wyznaczających granice kraju. Ale o tym zapominamy. I w gruncie rzeczy zapominamy o tym z zadziwiającą łatwością. Zostałem wychowany w dwudziestowiecznej zachodniej, racjonalnej naukowej tradycji. Nauczono mnie myśleć, że naukowy pogląd na świat jest poglądem poprawnym, a każdy inny to czysty przesąd. Zgadzałem się ze słowami Bertranda Russella:

Czego nam nauka nie może powiedzieć, tego ludzkość nie może poznać”.

Miałem jednak kilka doświadczeń, które były sprzeczne z tym poglądem, a moje późniejsze doświadczenia wyłamywały się z racjonalnych naukowych ram widzenia świata. Nadal uważam naukowy pogląd na świat za użyteczny i często z dobrym dla siebie skutkiem go podzielam. Ale obecnie uważam, że nauka stwarza jedynie arbitralny i ograniczony model rzeczywistości.

Rzeczywistość jest bowiem szersza – znacznie szersza – niż to, co o niej wiemy, niż to, co potrafimy o niej powiedzieć. Sprawdźmy to na przykładzie krótkiego doświadczenia. Pomyślcie o kimś, kogo dobrze znacie. Teraz sformułujcie słuszne zdanie opisujące tę osobę:

George jest człowiekiem zrównoważonym”.

Możliwe, że kiedy się nad tym zastanowicie, zaczną się wam przypominać przypadki, kiedy George wpadał w złość albo był czymś przygnębiony, albo z jakichś powodów był w złym humorze. Pomyślicie o wyjątkach od waszej ogólnej opinii. Będziecie więc musieli przyznać, że wasze zdanie nie było sformułowane zbyt ściśle.

Możecie je zmodyfikować i powiedzieć: „George często bywa zrównoważony”, ale i takie zdanie jest właściwie wykrętne. Słowo „często” oznacza tylko, że wasze zdanie jest czasem słuszne, a czasem nie. A skoro nie mówi o tym, kiedy wasze twierdzenie jest niesłuszne, niewiele tu może pomóc.

Będziecie więc musieli wyłożyć rzecz jaśniej i rozwinąć zdanie:

George jest człowiekiem zrównoważonym, prócz poniedziałków, kiedy poprzedniego dnia przegrała jego ulubiona drużyna piłkarska, albo kiedy pokłóci się z żoną, albo wtedy, kiedy jest zmęczony i źle się czuje – przeważnie pod koniec tygodnia, ale nie zawsze – albo kiedy jego szef daje mu do wiwatu, albo kiedy musi ponownie napisać sprawozdanie, albo kiedy musi wyjechać z miasta.. albo kiedy.. albo kiedy..

Wkrótce zobaczycie, że wasze zdanie zamienia się w esej, a i tak jeszcze nie powiedzieliście o George’u wszystkiego, co wiecie. Wciąż nie macie jego kompletnego opisu. Możecie wypisywać o nim całe strony, i tak nigdy nie skończycie. W gruncie rzeczy próba pełnego i rzetelnego stwierdzenia zrównoważonego charakteru George’a jest beznadziejna. Przedmiot jest zbyt skomplikowany. Od początku była to próba beznadziejna.

Spróbujmy więc jeszcze raz.

George jest czysty i porządny”.

Uważacie, że temu nie da się zaprzeczyć. George jest zawsze starannie ubrany, a na jego biurku panuje porządek. Ale czy widzieliście jego warsztat w przydomowym garażu? Cóż za bałagan! Narzędzia wszędzie porozrzucane. Żona musi zawsze po nim sprzątać. A co się dzieje w bagażniku jego samochodu! Po prostu graciarnia. A on nawet się nie zatroszczy o to, by zrobić tam porządek.

George jest zazwyczaj czysty i porządny”.

Ale teraz już widzicie, dokąd taka modyfikacja może doprowadzić – do kolejnego eseju. Wypowiedzmy o nim zatem takie twierdzenie, które będzie kompletne, a zarazem zwięzłe: „George ma szpakowate włosy”.

Sądzicie, że tak właśnie jest. Ma szpakowate włosy, to nie ulega kwestii. Oczywiście nie wszystkie jego włosy są szpakowate, choć przeważnie są, zwłaszcza na skroniach i nad karkiem. Więc w tym zdaniu jest pewne uproszczenie, ale nie da się mu zaprzeczyć.

Ale jeśli nawet obecnie George ma szpakowate włosy, nie miał ich parę lat temu. A kiedyś w przyszłości jego włosy staną się białe. Więc jest to poprawny opis George’a tylko teraz, w obecnej chwili. Nie jest to opis George’a generalny i niezmienny.

Próbujmy dalej:

George ma metr osiemdziesiąt trzy wzrostu”.

I znów jest to prawda w granicach dokładności pomiaru. Zapewne nie mierzy dokładnie metr osiemdziesiąt trzy. Chyba mieści się gdzieś w granicach metra siedemdziesięciu siedmiu i metra osiemdziesięciu pięciu. I oczywiście nie zawsze miał metr osiemdziesiąt trzy. W dzieciństwie był znacznie niższy. Więc i takie stwierdzenie jest jedynie przybliżeniem.

George jest mężczyzną”.

No tak. Ale określenie „mężczyzna” jest szczególnego rodzaju. Jeśli się dobrze w nie wmyślić, słowo „mężczyzna” jest zdeterminowane kulturowo. W chwili urodzenia nie był jeszcze uważany za mężczyznę. Trzeba do tego osiągnąć pewien wiek i pozycję społeczną, by zostać uznanym za prawdziwego mężczyznę.

George jest istotą rodzaju męskiego”.

Temu nie da się zaprzeczyć. George zawsze był, jest i będzie istotą rodzaju męskiego. To nie podlega dyskusji. To niezmienna prawda. Jest to dokładny opis stanu faktycznego George’a. Oczywiście przez „istotę rodzaju męskiego” rozumiemy, że ma ona chromosom X i chromosom Y. Ale tego z całą pewnością nie wiemy, prawda? George mógłby mieć jakiś dodatkowy chromosom. Mógłby być jedynie pozornie istotą rodzaju męskiego.

I tak dalej. Z naszego doświadczenia z formułowaniem sądów o George’u można wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszy, że każdy taki sąd da się podważyć. Dlaczego? Dlatego, że nasze twierdzenia o George’u stanowią jedynie przybliżenie, uproszczenie. Prawdziwa postać zwana George’em jest bardziej skomplikowana niż każdy sąd, jaki o niej wydamy. Dlatego możemy zawsze w tej realnej postaci odnaleźć także cechy sprzeczne z tym, co o niej powiedzieliśmy. Drugi wniosek jest ten, że z naszych twierdzeń o George’u najpewniejsze są te najmniej interesujące.

Nie możemy powiedzieć nic istotnego o jego nastrojach, zamiłowaniu do porządku czy o całej złożoności jego postępowania. Jesteśmy na znacznie pewniejszym gruncie, opisując najprostsze aspekty jego powierzchowności: kolor włosów, wysokość, płeć i tym podobne. W tych sprawach – przy uwzględnieniu błędu pomiaru i zmian związanych z upływem czasu – możemy być pewni tego, co o nim mówimy.

Ale tylko krawiec mógłby się tym szczycić. I istotnie, mógłby to być powód do dumy dla krawca. Po zrobieniu wielu przymiarek na George’u i po każdej przymiarce poprawiając szablon wykroju, krawiec mógłby w końcu skroić podczas jego nieobecności garnitur, który będzie na nim leżał jak ulał, kiedy go przymierzy po wykończeniu.

Jest to triumf sztuki brania dokładnych pomiarów. Ale ubranie, które tak świetnie leży, może odziewać człowieka, o którym krawiec nic zgoła nie wie. I nawet nie chce wiedzieć. Mogą go nie obchodzić inne aspekty George’a. To nie jego sprawa.

Z drugiej strony, to, co nas najbardziej interesuje w George’u, to nie są bynajmniej jego wymiary. Nas interesują właśnie te jego cechy, które krawca zgoła nie obchodzą. Ale znacznie trudniej jest określić te inne cechy, niż krawcowi wziąć dokładne pomiary z George’a. Krawiec może dokładnie opisać George’a, a my w ogóle nie potrafimy tego zrobić. A zatem, skoro krawiec jest taki świetny – tak mu się udaje to, co robi, mogłoby nas podkusić, by właśnie jego zapytać:

Kim jest George?

Krawiec odpowie:

George ma wymiary numer 44.

A kiedy mu powiemy, że ta jego odpowiedź nas nie zadowala, odpowie nam z całą pewnością siebie, że niewątpliwie słusznie go ocenia, bo potrafi mu skroić garnitur, który będzie na nim świetnie leżał już od pierwszej przymiarki. Na tym w istocie polega problem naukowego poglądu na rzeczywistość.

Nauka jest rodzajem uświetnionej roboty krawieckiej, metodą brania pomiarów z czegoś, z rzeczywistości, której można wcale nie rozumieć. Nauka jest najwyższym dobrem. Z pewnością przyniosła nam wielkie dobrodziejstwa. Byłoby szaleństwem się od niej odwrócić albo zanegować jej osiągnięcia. Równym szaleństwem byłoby sądzić, że rzeczywistość ma wymiary numer 44. A jednak wydaje się, że tak właśnie sądzi zachodnia społeczność.

Przez czterysta lat nauka odnosiła takie sukcesy, że wreszcie krawiec zdominował mentalność społeczną. Jego wiedza wydaje się bardziej ścisła i doniosła niż wiedza oferowana przez inne dyscypliny, jak historia, psychologia bądź sztuka. I w końcu stajemy wobec takich wytworów nauki z mdlącym poczuciem pustki. Podejrzewamy, że w rzeczywistości jest coś więcej, niż mogą nam to objawić nawet najdokładniejsze pomiary.

Ale powróćmy do poprzedniego zagadnienia: opisu George’a. Kiedy bierzemy pod uwagę cokolwiek innego niż jego wymiary, stwierdzamy, że niezwykle trudno wyrazić jakikolwiek sąd o George’u, któremu nie można by było natychmiast przeciwstawić innego, równie prawdziwego.

Możemy zatrzymać się dłużej przy tym zagadnieniu i dalej poszukiwać niepodważalnych sądów o George’u. Ale w końcu, po wielu niepowodzeniach, zaczniemy podejrzewać, że to zadanie w żaden sposób nie może nam się udać. Rzeczywista prawda o George’u wciąż będzie się nam wymykać. Cokolwiek powiemy, to będzie nie to.

W tej sprawie słowa kogoś, kto powiedział: „Nie jest w mocy słów określić istnienie”, nie brzmią już tak ezoterycznie. Wydaje się, że właśnie sami doszliśmy do takiego wniosku. Jest to stwierdzenie Lao-cy [autor Tao Te Ching, Księga Drogi i Cnoty], chińskiego mistycznego myśliciela sprzed dwudziestu pięciu wieków. Lao-cy uparcie to powtarzał:

Istnienie jest nieskończone i nie daje się określić”.

Ale jeżeli tak właśnie jest – jeżeli rzeczywistość będzie się zawsze wymykać wszelkim określeniom, tak jak wymyka się George – to co możemy zrobić?

Nie potrzeba wybiegać na dwór,
By coś lepiej zobaczyć,
Ani wyglądać oknem. Schroń się raczej
W głąb siebie.
Bo im dalej od siebie odejdziesz, tym mniej się dowiesz.

Lao-cy tłumaczy tutaj, że należy się zwrócić ku własnemu wnętrzu, ku własnemu wewnętrznemu poczuciu rzeczywistości, zamiast szukać jej na zewnątrz. Mogłoby się wydawać, że słowa te zawierają krytykę akademickiego wykształcenia, i istotnie gdzie indziej mówi już o tym otwarcie:

Porzuć te wszystkie wspaniałe nauki!
Skończ z nudziarstwem Przytakiwania temu, a może owemu.
Jakże mało znaczą różnice między nimi.
To jest na pewno tym, a tamto na pewno owym.
I jakiż z tego, choćby znikomy, pożytek?

Lao-cy głosi wiele podobnych twierdzeń, które zdają się sprzeciwiać szkolnemu wykształceniu, a nawet w ogóle wiedzy. Dlaczego tak sądzi?

Ludzie, uważając coś za piękne,
Sądzą, Że coś innego piękne nie jest.
Uważając, że ktoś jest sprawny,
Osądzają, że kto inny nie jest sprawny.
Życie i śmierć, choć jedno się rodzi z drugiego,
Wydają się w sporze jako stadia zmiany,
Łatwe i trudne jako fazy dokonań,
Długie i krótkie jako miary przeciwieństw,
Wzniosłe i niskie jako stopnie odniesień.
Ale skoro zmienność tonów nadaje głos muzyce
I temu, co jest, co było i będzie,
Najzdrowszy na umyśle człowiek
Nie podejmuje żadnych działań,
Nie obala żadnych praw.
Wszystko, co mu się przydarza, przyjmuje takie, jakie jest..

Lao-cy mówi w istocie tyle: nie wyróżniajcie jakichś szczególnych cech, bo każde takie wyróżnienie wywołuje jednocześnie swoje przeciwieństwo, a w wielu przypadkach ta gra przeciwieństw stanowi tak nierozerwalną całość, jak zmienność tonów stanowi muzykę. Mówi też: nigdy nie osiągnięcie jasnego oglądu świata, jeżeli będziecie go postrzegać poprzez rozróżnienia..

Najlepszą próbą, czy człowiek jest mądry
Jest to, czy przyjmuje życie w całości takim, jakie jest
Nie musząc go wymierzać ni badać dotykiem
By pojąć bezmierność nietykalnego źródła Jego obrazów..

Postawa Lao-cy ukazuje, jak można poradzić sobie z faktem, że cokolwiek powiemy o rzeczywistości, jest nieuchronnie fałszywe albo niepełne. Lao-cy powiada, że powinniśmy życie przyjmować w całości takim, jakie jest, nie musząc go rozumieć.

Postawa taka jest w pewnym sensie irracjonalna, a już z całą pewnością antyintelektualna. Ale ukazuje wyraźnie nakreśloną perspektywę. Choć nie każdemu może ona przypaść do gustu, musimy jednak uznać, że jest to prawdziwe rozwiązanie prawdziwego problemu.

Swego czasu Jacob Bronowski usiłował przekonać swoich słuchaczy, w większości o humanistycznym wykształceniu, by zwrócili większą uwagę na nauki ścisłe, wykazując im związki tych nauk z humanistyką. Trzydzieści lat później sytuacja się odwróciła. Teraz, jak mi się zdaje, trzeba przypominać naukowcom o podobieństwach, jakie zachodzą między ich działalnością a działalnością innych ludzi, a w szczególności wymaga przypomnienia fakt, że racjonalna redukcjonistyczna metoda naukowa nie jest jedyną drogą wiodącą do odkrycia użytecznej prawdy.

Uważam wiarę w jedyność tej metody za najcięższy przesąd panujący wśród znanych mi naukowców. Mój przyjaciel Marvin Minsky w swojej świeżo wydanej książce pisze w niezmiernie krytycznych słowach o stanach mistycznych: uznaje te stany za „zgubne” i mówi o „ofiarach podobnych przypadków”:

Pewność można tu osiągnąć jedynie odcinając się od badań.. Godzić się na dopuszczenie paradoksu, to jakby nachylić się nad przepaścią. Możecie się przekonać, jak łatwo w nią wpaść, a potem nie móc się z niej wydostać. Skoro dopuszcza się sprzeczność, tylko niewiele umysłów potrafi odeprzeć takie urągające zdrowemu rozsądkowi slogany jak ten, że »wszystko jest jednością«„ (19).

Jeszcze dosadniej Stephen Hawking mówi o mistycyzmie, że jest on „kryjówką. Jeśli fizyka teoretyczna i matematyka są dla ciebie za trudne, szukasz ucieczki w mistycyzmie” (20).

Takie stwierdzenia, z grubsza biorąc, są zgodne ze zdaniem Asimova, że ucieczka w intuicję jest dobra dla tych, którzy stracili cierpliwość. Hawking posuwa się dalej, sugerując, że mistycyzm jest dobry dla tych, którzy nie są dostatecznie inteligentni, by zajmować się fizyką. Nie zgadzam się z tym stanowiskiem.

Może najłatwiej mi będzie wyrazić swoje zastrzeżenia, stwierdzając, że w samej fizyce nie znajduję dostatecznych podstaw do wytłumaczenia zachowań fizyków. Skąd się bierze wiara fizyków w jej spójność, w jej jednorodność? Ta wiara jest tak silna, że ludzie poświęcają życie, by dowieść jej prawdy. Ale przecież tego nie widać. To, co przed sobą widzimy, przedstawia najwyraźniej świat niejednorodnych przedmiotów i bezładnych wydarzeń.

Szukamy tkwiącej u ich podłoża jedności i ją znajdujemy. Nawet jeśli się zgodzimy, że naukowe postrzeganie jedności nie jest takie samo jak mistyczne postrzeganie jedności, i tak pozostaje pytanie: co zmusza naukowca do poszukiwania jedności? Czy chodzi tu o ujęcie świata w formuły matematyczne?

A czyż jakikolwiek trzeźwo myślący naukowiec wierzy, że wystarcza mu to czysto formalistyczne zainteresowanie, by go skłaniać do długoletniej pracy po wiele godzin dziennie? Czy nauka stanowi tak totalny system wzajemnych odniesień, że jedyną siłą napędową jego trudów jest chęć ustalenia wewnętrznych związków między teoriami? Ja sądzę, że nie.

Przypuszczam, że siłą, która zmusza naukowców do tak wytężonej pracy, jest poczucie, że nasz świat – rzeczywistość – skrywa w sobie pewien ład, a naukowiec usiłuje wydobyć ten ład na światło dzienne. Przymus wewnętrzny, pod jakim działa naukowiec, jest taki sam jak przymus wewnętrzny mistyka. Każe mu on zgłębiać do dna sprawy, badać, jak istotnie funkcjonuje świat, poznawać naturę rzeczywistości.

Pewien fizyk, laureat Nagrody Nobla, napisał:

Chciałem nauczyć się rysować z bardzo osobistej przyczyny: pragnąłem wyrazić swój zachwyt pięknem tego świata. A zachwyt trudno opisać, bo to jest uczucie.

Jest to podobne do uniesienia religijnego, kiedy się czuje, że ma się oto do czynienia z bóstwem, które panuje nad wszystkim w całym wszechświecie. Kiedy się pomyśli, że sprawy, które wydają się tak różne i które toczą się tak różnie, są kierowane „zza kulis” przez tę samą organizację, według tego samego prawa fizycznego, czuje się tchnienie wszechogarniającego porządku.

Jest w tym zachwyt matematycznym pięknem natury i sposobem jej funkcjonowania: uświadomienie sobie, że zjawiska, jakie oglądamy, wynikają ze złożonej interakcji atomów; poczucie, że to jest wspaniałe i pełne dramatycznego napięcia. Sądziłem, że owo uczucie nabożnej czci – czci naukowej – mógłbym przekazać za pomocą rysunku komuś, kto ma podobne przeżycia. Mogłoby to mu przypomnieć choć na chwilę o wspaniałości wszechświata.” (21)

Niektórzy z was mogą rozpoznać w autorze tych słów Richarda Feynmana, wybitnego członka Cal Techu. Przytaczam ten ustęp, gdyż, jak mi się zdaje, przedstawia on dokładnie taki sam wnikliwy jednolity wgląd wewnętrzny w istotę natury, jaki obrzucają oszczerstwami inni naukowcy. A także dlatego, że to stwierdzenie ów najbardziej godny zaufania i daleki od wszelkiej małostkowości autor obwarowuje pewnymi ograniczeniami.

Feynman mówi, że jego uczucia są „podobne do uniesienia religijnego”. Docenia jedynie „matematyczne piękno” natury. A nabożna cześć jest czcią „naukową”, tak jakby cześć naukowa różniła się czymkolwiek od zwykłej czci. Wydaje mi się to dziwnie ostrożnym wyrazem tego, co jak sądzę, jest niemal powszechnym ludzkim uczuciem.

A skoro mowa o artystycznej karierze Feynmana, warto wspomnieć tu o jednym z jego odkryć, którego dokonał później. W jakiś czas potem, kiedy zaczął rysować, zwiedzał Kaplicę Sykstyńską. Zostawił w hotelu przewodnik, więc tylko obchodził wnętrze kaplicy i przyglądał się obrazom. Uznał, że niektóre z tych malowideł są świetne, a inne, jak się wyraził, „to szmelc”. Wróciwszy do hotelu, sprawdził, że jego sądy były zgodne z ocenami wyrażonymi w przewodniku.

Było to dla mnie wielkim przeżyciem, że ja także umiem odnaleźć różnicę między wielkim dziełem sztuki a takim, które nim nie jest, choć nie potrafię jej określić. Jako naukowiec zawsze sądziłem, że dobrze wiem, co robię, więc miałem skłonność do patrzenia z góry na artystę, który mówi: „To wspaniałe” albo „To kiepskie”, a potem nie potrafi wyjaśnić dlaczego.. Ale teraz sam w to wpadłem. Teraz ja także mogłem zrobić to samo!” (22)

Dlaczego mówi, że wpadł? O co tu właściwie chodzi? W swoich wspomnieniach Feynman raczej krótko zbywa inne niż fizyka dziedziny ludzkiej działalności. Jest człowiekiem poddanym rygorom myślenia matematycznego i nie przejawia większego zainteresowania filozofią, historią sztuki czy psychologią. Są to dziedziny, które nie mają dla niego znaczenia; ci zaś, którzy je uprawiają, „nie wiedzą, o czym mówią”.

A jednak w Kaplicy Sykstyńskiej przeżył coś, co podważa jego dotychczasowe pojęcie o tych dziedzinach. Po prostu, sam uprawiając sztukę, zdobył umiejętność oceny innych dzieł, zgodnej z uznanymi opiniami zapisanymi w historii sztuki. Feynman nie omawia szerzej tego godnego uwagi incydentu, choć najwyraźniej byłoby tu coś więcej do powiedzenia.

Po pierwsze, z jego doświadczenia można wnioskować, że choć sam nie próbował sobie jasno uświadomić kryteriów swoich ocen, te kryteria istnieją. Muszą istnieć, gdyż inaczej by nie znalazł potwierdzenia swoich opinii w przewodniku.

Po drugie, te kryteria nie są arbitralnym wymysłem kręgów akademickich, skoro Feynman mógł je zastosować tylko dzięki własnemu doświadczeniu artystycznemu, które zdobył rysując. Kryteria, jakimi posługuje się historia sztuki, mają w istocie coś wspólnego z samym tworzeniem sztuki.

W historii sztuki także obowiązuje pewien rygor, czego dowiódł Feynman, dochodząc na własną rękę do wspólnych z nią wniosków. Jest to rygor inny niż ten, który obowiązuje w matematyce, niemniej także jest rygorem. Kiedy taki artysta jak Jasper Johns mówi: „Ja po prostu próbuję znaleźć jakiś sposób na to, żeby robić obrazy” (23), ma na myśli dokładnie to samo co fizyk, który mówi: „Ja po prostu szukam sposobu, jak uprawiać fizykę”.

Podobnie jak naukowiec, artysta także musi korzystać z dorobku swoich poprzedników. Artystę, tak jak naukowca, może onieśmielać ich dzieło.

Więc kiedy naukowiec pogardliwie odnosi się do sztuki jako do bezładnej dziedziny, w której „wszystko uchodzi”, oznacza to, że nie rozumie, na czym polega twórczość artystyczna. Nie wie, co odrzuca. Naukowiec ma tylko wyobrażenie o tym, czym jest tworzenie sztuki, a to wyobrażenie jest fałszywe. Jest stereotypowe i niezgodne ze stanem faktycznym.

Zasięg niewiedzy naukowców o prawdziwej działalności nie-naukowców sięga chyba szczytu, kiedy się zabierają do rozważań o stanach medytacyjnych, o odmiennych stanach świadomości albo o sporach dotyczących zjawisk metapsychicznych.

Jeśli się samemu tego nigdy bezpośrednio nie doświadczyło, można oczywiście uznać opisy tych stanów za czyste dziwactwo, dlatego tylko, że te doświadczenia różnią się od doświadczeń zwykłej świadomości. Ale nie ma w nich nic tajemniczego, a już z pewnością nic złowrogiego. Są po prostu inne. To inny rodzaj świadomości.

Spotkałem się w moim życiu z pewnym geniuszem komputerowym i przyglądając się mu nie umiałem pojąć, jak on to robi. Musiałem po prostu, sprawdziwszy go parę razy, pogodzić się z tym, że to potrafi. Znałem pewnego reżysera filmowego z fotograficzną pamięcią, ale był raczej nudny, bo na każdym kroku wygłaszał wykłady omawiające wszelkie tematy w najdrobniejszych szczegółach. Nauczyłem się przy tym, żeby się z nim nie spierać na temat najbłahszego nawet faktu, bo zawsze miał rację. Ale także nie mogłem pojąć, jak on to robi.

Mam podobne wrażenia, kiedy się stykam z ludźmi o zdolnościach metapsychicznych. Mogą zrobić coś, czego ja nie mogę. Dla nich taka zdolność jest czymś powszednim i ma swoje dobre i złe strony. Często słyszałem, jak sceptycy mówią, że gdyby było coś z prawdy w doznaniach metapsychicznych, to ludzie o takich uzdolnieniach powinni grać na giełdzie albo obstawiać konie na wyścigach. O ile mi wiadomo, wielu z nich to robi.

Uprawiają też niekiedy po kryjomu swoją działalność jako doradcy wielkich korporacji i świata biznesu. Ludzie wstydzą się do tego przyznać, ale tak jest, można się było tego spodziewać. I przypomnę wam w tym miejscu, gdzie przede wszystkim możecie stwierdzić istnienie tak zwanych zdolności metapsychicznych. Znów zacytuję rozsądnego doktora Bronowskiego:

„W nauce, przepowiadanie jest procesem świadomym i racjonalnym. Ale nie jest to jedyny sposób przewidywania przyszłości u ludzkich istot. Ludzie miewają trafne przeczucia, których niekiedy nie można uzasadnić w racjonalny sposób, a niektóre z nich w ogóle się wymykają takiej analizie.

Za przykład może tu służyć fakt, że większość ludzi odgaduje zakrytą kartę lepiej, a niektórzy znacznie lepiej niż maszyna działająca na zasadzie losowej. Nie powinno to nikogo dziwić. Z pewnością ewolucja dokonała na nas swego doboru, gdyż jesteśmy hojniej wyposażeni w dar przewidywania niż inne zwierzęta.

Tym darem jest racjonalna inteligencja, która jest czymś wspaniałym i w gruncie rzeczy niewyjaśnionym. A kiedy racjonalna inteligencja obraca się ku przyszłości i rzutuje wnioski z minionych doświadczeń na nieznane jutro, to proces ten jest.. wielką tajemnicą” (24).

Powracając do punktu wyjścia, muszę dodać, że doznawanie owych innych form świadomości wydaje mi się dość zwyczajnym, nawet powszednim doświadczeniem. Te odmienne formy świadomości – osiągane dzięki wrodzonym zdolnościom czy na drodze ćwiczeń – prowadzą do nowego rodzaju poznania, innego postrzegania ładu leżącego u podstaw tego świata.

Nie jest to postrzeganie dające się ująć w formuły matematyczne, jest jednak postrzeganiem. Zanim się je odrzuci jako oszustwo i urojenia, warto by było, jak się zdaje, doświadczyć ich bezpośrednio. Jeżeli nie chcecie zapoznać się z nimi bezpośrednio, narażacie się na zarzut, że odrzucacie coś, czego nie rozumiecie. A tym samym zubożacie własne doznania rzeczywistości. Gdyż, jak powiedziałem, naukowe postrzeganie rzeczywistości samo nie jest rzeczywistością.

Nawet najpowszechniejsze i najbardziej niepodważalne naukowe prawo nie jest pełnym opisem rzeczywistości. Zawsze pozostaje coś jeszcze do poznania. Myślę, że ważne jest, by sobie to w pełni uświadomić. Feynman, dla którego jestem pełen podziwu, mówi o ludziach niebędących naukowcami, że „nie rozumieją świata, w którym żyją”. To chyba jego ulubione powiedzenie; powtarzał je często w czasie śledztwa po katastrofie wahadłowca.

Ale powiedzmy sobie jasno: nikt nie rozumie świata, w którym żyje. Ani wy, ani ja, ani Richard Feynman. Każdy z nas może rozumieć jakiś jego ułamek, jakiś aspekt całości, ale rzeczywistość w całej swojej pełni, w całym swoim zakresie, wymyka się wszelkim opisom. A jeżeli inne sposoby poznania są duchowe, subiektywne i z natury rzeczy nie podlegają weryfikacji, nie musi to koniecznie oznaczać, że są mniej interesujące i mniej użyteczne.

Ludzie, którzy uważają liczby za obce swojej naturze, nie stanowią jedynie marginesu tego świata, nie są grupą wyzutych z praw, pogardzanych ignorantów nieumiejących rozwiązać równania różniczkowego, a zatem niemających dostępu do uzyskanych na podstawie matematyki prawd. Bo sama wiedza ścisła to jeszcze za mało.

Prawdziwy naukowiec z krwi i kości, postawiony w obliczu ludzi wyznających kreacjonizm i wierzących w autentyczność zjawisk metapsychicznych, czuje się zmieszany. Uważa, że piękno i złożoność świata rzucają wyzwanie jego racjonalnej myśli, która potrafi im sprostać. Dlaczego – pyta ze zdziwieniem – innym nie odpowiada jego wizja świata?

Dlaczego sama wiedza ścisła to jeszcze za mało? Najprostsza odpowiedź brzmi tak: chociaż nauka jest procedurą badawczą o przeogromnym zasięgu i mocy, nie mówi nam o tym, co naprawdę chcemy wiedzieć. Wyraził to prosto Max Planck:

Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? To wielkie, niezgłębione pytanie, które sobie stawia każdy z nas. Nauka nie zna na nie odpowiedzi”.

A to dlatego, że nauka nie może odpowiedzieć na pytanie, dlaczego coś się dzieje. Znów się powołam na Feynmana, który w popularnym wykładzie o elektrodynamice kwantowej mówi:

Chociaż wam opisuję, jak działa natura, nie zrozumiecie, dlaczego tak działa. Ale, widzicie, nikt tego nie rozumie. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego natura zachowuje się w tak osobliwy sposób” (25).

To prawda, lecz wypowiedź ta pomija fakt, że chociaż wiedza o tym, jak działają rzeczy, wystarcza, by manipulować naturą, ludzie naprawdę chcą wiedzieć, dlaczego rzeczy tak działają. Dzieci nie pytają, jak to się dzieje, że niebo jest błękitne, pytają, dlaczego jest błękitne.

Feynman powiedziałby zapewne, że to pytanie jest bez znaczenia. I istotnie nie ma na nie miejsca w kontekście współczesnej myśli naukowej. Ale nie jest bynajmniej oczywiste samo przez się, że taki stan rzeczy będzie trwał wiecznie. Fizyk John Bell zauważa:

Ojcowie założyciele mechaniki kwantowej szczycili się tym, że zaniechali myśli o wyjaśnianiu. Byli dumni z tego, że zajmują się jedynie zjawiskami. Odżegnywali się od spojrzenia poza te zjawiska, uważając, że to jest cena, jaką trzeba zapłacić za korzystny kontrakt z naturą.

I jest faktem historycznym, że ci, którzy wobec realnego świata na poziomie mikroskopowym przyjęli postawę agnostyczną, odnosili wielkie sukcesy. Swego czasu było to postępowanie słuszne. Ale nie sądzę, by miało tak być zawsze” (26).

Pewien matematyk jednak zauważa:

Fizycy niemal nigdy nie stawiają sobie pytania: dlaczego? Cały nacisk kładąc na pytanie: jak? Metafizykę kosmosu wyrażają abstrakcyjne formuły matematyczne, w których się absolutnie nie mieszczą pojęcia przyczyny i celu. Rzeczywistość współczesnej kosmologii jest rzeczywistością matematyczną” (27).

Cóż, rzeczywistość matematyczna jest z natury rzeczy arbitralna. Werner Heisenberg zauważa:

Nie możemy w żadnym normalnym języku tak opisać zjawisk atomowych, by uniknąć dwuznaczności. Przedwcześnie byłoby jednak obstawać przy tym, że unikniemy tej trudności, ograniczając się jedynie do posłużenia się językiem matematyki.

Nie jest to prawdziwe wyjście z sytuacji, skoro nie wiemy, w jakiej mierze język matematyki da się zastosować do tych zjawisk W ostateczności nawet nauka musi się uciekać do zwykłego języka, ponieważ tylko on daje nam pewność, że istotnie pojęliśmy te zjawiska” (28).

A za postrzeganie wszechświata jako bezcelowego płaci się swoją cenę. Współczesna nauka uważa model matematyczny za triumf rozumu. Hannah Arendt zauważa jednak:

Naszą współczesność, zdominowaną przez technikę, charakteryzuje fakt, że rozum, jako dana nam władza samodzielnego dochodzenia do prawdy na drodze myślowej, zaginął i zastąpiła go bezstronna [technologia], czynnie zaangażowana w wytwarzanie abstrakcyjnych teorii matematycznych i w poszukiwanie ich odpowiedników w fizyce” (29).

Nie widzę nic złego w matematycznym postrzeganiu świata, póki się nie pozwala, by taka perspektywa miała się stać dominująca. Bo jako ludzkie istoty, żyjące własnym życiem, podejmujące decyzje za siebie i za społeczeństwo, musimy odnaleźć sens tego świata. A ten sens musi się opierać na szerokiej podstawie. Pewien matematyk mówi tak:

Jestem świadom, z ilu czynników składa się ów sens… miłość i język, mit, racjonalna myśl i nieracjonalny instynkt, ludzkie instytucje, prawo, historia, rytuał, wiara religijna, mistyka, transcendencja, alegoryczność, poczucie estetyczne, zabawa, widzenie świata jako zagadki, widzenie świata jako sceny, kontemplacja życia i śmierci, przymusy narzucone przez fizykę i biologię, to i setki innych spraw, wiodą nas do zrozumienia sensu świata” (30).

Może dlatego Einstein powiedział kiedyś:

Ludzkość ma wszelkie powody, by wyżej cenić głosicieli moralnego ładu i wartości niż odkrywców obiektywnej prawdy. To, co ludzkość zawdzięcza takim postaciom jak Budda, Mojżesz i Jezus, znaczy dla mnie znacznie więcej niż wszystkie osiągnięcia badawczej i konstruktywnej myśli.

W gruncie rzeczy wnikliwość mistyka jest nam potrzebna dokładnie tak samo jak wnikliwość naukowca. Jeżeli braknie jednej z nich, ludzkość będzie zubożona. Carl Gustaw Jung powiedział:

Natura psyche sięga w nieznane dziedziny daleko poza zakres naszego rozumienia. Zawiera ona tyle zagadek, ile cały kosmos ze swoim układem galaktyk, wobec którego majestatycznej konfiguracji jedynie umysł pozbawiony wyobraźni może nie uznać własnej bezradności.

Dlatego, jeżeli z potrzeby serca albo w zgodzie z dawnymi pouczeniami ludzkiej mądrości, albo z uznania psychologicznego faktu, że zjawiska telepatii w istocie zachodzą, ktoś wyciąga wniosek, że psyche w swoich najgłębszych pokładach uczestniczy w formach istnienia poza czasem i przestrzenią, wtedy krytyczny rozum może to odeprzeć tylko jednym argumentem, że nic z tego nie wynika dla nauki.

Co więcej, ten ktoś będzie miał nieocenioną przewagę, bo idzie za istniejącą od niepamiętnych czasów i powszechną skłonnością ludzkiej duszy. Każdy, kto nie wyciąga takiego wniosku, czy to z powodu sceptycyzmu, czy braku odwagi, czy niewłaściwego psychologicznego doświadczenia, czy z bezmyślnej ignorancji, niewątpliwie może być pewien, że wchodzi w konflikt z wrodzonymi prawdami.

A odstąpienie od takich wrodzonych prawd rodzi neurotyczny niepokój. Niepokój rodzi poczucie bezsensu życia, a poczucie bezsensu życia jest chorobą duszy, której pełnego zasięgu i pełnego znaczenia nasz wiek jeszcze nawet nie zaczął pojmować” (31).

Bardzo państwu dziękuję. Takie było moje przemówienie dla sceptyków w Pasadenie. Ale nigdy mnie nie zaproszono na ten odczyt, nigdy więc go nie wygłosiłem.”

Autor: Michael Crichton
Fragment: Wędrówki
Źródło: http://www.ktopyta.pl/sceptycyzm-i-pseudoracjonalizm-michael-crichton-o-bezposrednim-doswiadczaniu/