Szpital nie przyjął ciężko rannego człowieka. Barbarzyństwo polskiej służby zdrowia sięgnęło granic absurdu

Szpital nie przyjął pchniętego nożem człowieka

Aż strach pomyśleć, że w ten sposób działają szpitale w Polsce. Paradoksalna sytuacja, jaka rozegrała się w białostockim Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku wydaje się być wzięta z kosmosu. Świadkowie jednak zgodnie twierdzą, że wydarzenie miało miejsce naprawdę.

W pewien grudniowy wieczór do szpitala przybył mężczyzna z kilkoma znajomymi. Nie chodzi o byle co, bo człowiek ten został raniony nożem, w wyniku czego obficie krwawił. Rejestratorka białostockiej placówki powinna niezwłocznie zapewnić pomoc poszkodowanemu, podczas gdy ta zwlekała z podjęciem jakichkolwiek decyzji, a nawet twierdziła, że szpital aktualnie nie pełni dyżuru i nikt rannemu nie jest w stanie pomóc.

Dopiero po jakimś czasie krwawiącym mężczyzną zainteresował się sanitariusz w asyście pielęgniarki. Ci nie pokwapili się o jakąkolwiek pomoc, argumentując faktem, że obecnie w szpitalu nie ma żadnych lekarzy. Łaskawie zaoferowali udostępnienie wózka, na którym przyjaciele będą mogli przewieźć rannego do znajdującego się nieopodal Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Dopiero tam obsługa profesjonalnie zajęła się mężczyzną, wykonano operację i zatamowano krwawienie. Lekarze stwierdzili, że rana była naprawdę poważna.

Czy tak ma wyglądać opieka zdrowotna? Zdezorientowane pielęgniarki oraz kompletnie niewykwalifikowany personel szpitalny ma dbać o nasze zdrowie?

Źródło: TVN24, PolskiePiekiełko

Dramat w polskiej służbie zdrowia. 2 miliony osób czeka na zabiegi

Dramat w polskiej służbie zdrowia. 2 miliony osób czeka na zabiegi

Dramat w służbie zdrowia. To nie są „przejściowe trudności”, jak mówiło się za komuny. To narodowa tragedia. W kolejkach po lekarską pomoc, po zabieg, a często niestety po życie, stoją już dwa miliony Polaków. Tylu wpisało się na listy kolejkowe w przychodniach i szpitalach. Co na to minister Bartosz Arłukowicz (42 l.)? Nic! Mimo dramatycznej sytuacji w przyszłym roku nie będzie więcej pieniędzy na leczenie

Zamiast być lepiej, jest coraz gorzej! W całym kraju już dwa miliony pacjentów czeka na wizytę u lekarzy specjalistów. – Pół roku czekałem na planową operację – żali się utykający o kulach Marian Chruściel (40 l.) z Łodzi. Najnowszy raport NIK nie pozostawia złudzeń. Sytuacja w służbie zdrowia jest katastrofalna.

Inspektorzy porównali dostęp do świadczeń medycznych w minionym roku z tym sprzed trzech lat. Wyniki kontroli sprawiają, że włosy jeżą się na głowie. Na wizytę u lekarza czeka coraz więcej osób i do tego coraz dłużej. Przykładowo, by dostać się do kardiologa, w kolejce trzeba spędzić, w najlepszym razie, ponad dwa miesiące. Na wizytę do endokrynologa czeka się jeszcze dłużej, bo ponad kwartał. To jednak jeszcze nic, bo na operację zaćmy pacjenci muszą czekać niemal 1,5 roku. Liczba kolejkowiczów wzrosła tu aż o połowę. Jest ich już blisko 400 tys. Tyle samo czasu w kolejce muszą spędzić ci, którzy potrzebują endoprotezy kolana czy biodra. Tu liczba pacjentów wzrosła o bez mała 30 proc. Niemal dwa razy dłużej trzeba czekać także na zabiegi rehabilitacyjne, pulmonologię i fizjoterapię. Jak wynika z raportu NIK, najgorzej jest na oddziałach neurochirurgicznych. Tu liczba oczekujących wzrosła aż o 150 proc., a na zabieg czeka się blisko trzy miesiące.

To nie koniec złych wieści. W przyszłym roku z dostępem do medyków ma być jeszcze gorzej. NFZ dostanie na leczenie tyle samo pieniędzy co w tym, a od tego kolejki na pewno się nie zmniejszą.

Źródło: http://www.fakt.pl/