CZY CZŁOWIEK POWINIEN DĄŻYĆ DO SZCZĘŚCIA? A JEŚLI NIE?

Pogoń za szczęściem jest obecnie nakazem Numer jeden. Pytanie czy jesteś szczęśliwy jest jak mantra, a szukanie tego szczęścia jest niemal nakazem. A w tym tkwi ogromny błąd. W tym artykule wyjaśnię, dlaczego.

Po pierwsze, niemożliwe jest osiągnięcie nie tylko permanentnego szczęścia, ale nawet szczęścia na dłuższą chwilę. Takie coś po prostu zniszczyłoby drzewo neuronowe w mózgu w równym stopniu, jak długotrwałe używanie metaamfetaminy. To dlatego orgazm, euforia a nawet zakochanie nie trwają wieczne. Ludzki organizm, w szczególności mózg, by tego fizycznie nie wytrzymały. Neurony obumierają, gdy są długotrwałe bombardowane nadmiarem dopaminy, noradrenaliny i serotoniny, a to właśnie na tych substancjach, konkretnie neuroprzekaźnikach opiera się szczęście.

Czytaj dalej „CZY CZŁOWIEK POWINIEN DĄŻYĆ DO SZCZĘŚCIA? A JEŚLI NIE?”

Powstań z kolan, odrzuć filozofię cierpienia i przestań być ofiarą!

cierpienieCzy to źle być hedonistą? Hedonizm jest filozofią polegającą na minimalizowaniu cierpienia i na maksymalizowaniu przyjemności, z jednoczesnym uznaniem zasady, że nie może to nikogo krzywdzić. Co jest więc w nim złego?

Pisałem już, że ludzka natura jest drapieżna, przemocowa i okrutna. Już popularny bloger Pokolenie Ikea to zauważył, pisząc artykuł o tym, że ludzka natura jest zła. On jednak nie doszedł do genezy problemu – do jądra, rdzenia tego systemu.

Gdy zdasz sobie sprawę z dwóch rzeczy – o tym jaka jest ludzka natura i o tym, jak działa ten świat, że żyjemy w jakiejś chorej symulacji – to z marszu masz pół tony ciężaru mniej na duszy. Nie musisz sadzić drzewa, budować domu i płodzić syna. Nie musisz się poświęcać jeśli nie widzisz w tym sensu i celu. W zasadzie nie musisz nic z tego, co rozkazuje rodzina, znajomi i społeczeństwo. To wielka ulga i wielka wolność.

Ale wróćmy do natury ludzkiej. Ludzie w większości wyznają zupełnie inną filozofię niż hedonizm. Czyli egoizm. Egoizm zakłada skoncentrowanie tylko na sobie i marsz po trupach, do celu. Hedonizm już nie. I jest tak jak na obrazku – największe świnie, często podpierając się religią czy konserwatyzmem, wymagają od innych by byli aniołami. Wymagają to od wszystkich tylko nie od samych siebie. Sami uważają że mogą na przykład ruchać wszystko co nie ucieka na drzewo. Ale każdą kobietę która lubi seks nazywają szmatą, a mężczyznę – niedojrzałym kurwiarzem.

To życie które masz jest niepowtarzalną szansą. Na zabawę, radość, miłość, seks, taniec, rozrywkę, przyjemność, bogactwo i każdą inną obfitość. Tak, ja na to wszystko zasługuję, i Ty także na to zasługujesz. Nigdy nie daj sobie wmówić filozofii / kultu cierpienia. Zauważcie że kult cierpienia jest podstawą każdej religii i każdej władzy. Jest to bardzo wygodne dla elit, gdy ich owieczki widzą sens w czymś, co absolutnie żadnego sensu nie ma. Czyli w trudzie, cierpieniu, biedzie i nadmiernym poświęcaniu się. Odeślij apostołów kultu cierpienia do samego diabła – bo są oni jego posłańcami i sługami.

Cierpienie kultywują religie monoteistyczne, hinduizm, buddyzm. No to można zrozumieć, bo zostały one stworzone by rządzić owieczkami i je skubać. A w razie czego – posyłać te owieczki na rzeź, np na wojnę o demokrację i ropę. Ale nie mogę zrozumieć tego, że kult cierpienia występuje w szeroko pojętym new age, ezoteryce. Apologeci tych doktryn mówią, że każde cierpienie i zło jakie doświadczamy, ma sens i cel, że trzeba być za nie wdzięcznym. A niby dlaczego do kurwy nędzy mam być wdzięczny za coś, co mnie uszkodziło na całe życie i doprowadziło do ciężkiej choroby? To samo mówią tłumacząc sens istnienia rodzinnego piekiełka. Że dusza przed wcieleniem się wybrała sobie ziemskich rodziców i wyraziła zgodę na to cierpienie. Zalecają oni wręcz bycie wdzięcznym za to i wybaczenie. Znowu pytam: dlaczego mam to robić?

Jeśli chodzi o rodzinę, to są udzie którzy zauważyli że ogarnąłem się i lepiej się czuję. Mówią więc: „Jarek, może się ustatkujesz?” Jest to temat który wzbudza we mnie agresję. Naprawdę niewiele już takich tematów jest. Ten jest jednym z ostatnich. Oni się naruchali, naćpali i nachlali za wszystkie czasy w wieku 15 – 30 lat. A teraz zakładają rodziny, bo tak wypada, i strugają wielkich świętoszków i obrońców moralności. I namawiają do tego innych. Ja nie widzę sensu w zakładaniu rodziny. Jest to dla mnie nadludzki wysiłek, do którego trzeba wręcz nadludzkich zdolności (stalowa psychika ekstrawertyka, duże zarobki itp). I nie widzę absolutnie żadnych korzyści DLA MNIE z tego wszystkiego. Nie byłoby to dla mnie żadną radością, a jedną wielką katorgą zakończoną przedwczesną śmiercią.

To JA się liczę, moje zadowolenie i przyjemność. Ale liczą się też dla mnie inni – w tym te potencjalne istoty, które bym sprowadził na ten łez padół. Nie chcę przekazywać im swoich jak i cywilizacyjnych (globalnych) traum. Nie chcę by żyły na planecie która jest piekłem, więzieniem. No i nie chcę poświęcać swoich najlepszych lat, 90% swojego czasu, dla innych. Czyli dla dzieci, społeczeństwa, systemu. Bo ani społeczeństwo ani system na to nie zasługuje.

Pewna doza cierpienia i złych wydarzeń jest potrzebna by wykształcić charakter, ukształtować empatię, ustawić priorytety i odpowiednie spojrzenie na podłość i marność tego świata. Zgoda, to druga strona medalu. No ale naprawdę, nie przesadzajmy z tym cierpieniem.. Vadim Zeland, jeden z najpotężniejszych oświeconych na Ziemi, przekazał swoją wiedzę w najprostszy i najbardziej życiowy sposób. Nie wypowiadał się głębokimi, pięknie brzmiącymi, ale fałszywymi sentencjami, jak to robi większość znanych guru duchowych. Wszak nie ma nic gorszego od pięknych słów, które kłamią. On przedstawił swoją wiedzę prostym językiem, i dał nawet zestaw wskazówek i ćwiczeń – tego żaden guru duchowy także nie zrobił.

Mówił on, że dusza przyszła na świat nie po to, by cierpieć, nie po to, by nadmiernie się poświęcać, i nie po to, by osiągać jakieś wyżyny oświecenia, i nic ponad nie. Przyszedłeś na świat bo Twoja dusza chciała doświadczać radości, zabawy, miłości, seksu, tańca, przyjemności, obfitości, bogactwa, i wszelkich innych materialnych uciech. Widzicie, jak bardzo rewolucyjne są te tezy? Nawet rzekomo oświeceni wyznawcy new age czy ezoteryki zakrzykną teraz ze świętego oburzenia. Zaś całe to zło, cierpienie, wypadki, złe zbiegi okoliczności, konserwatyzm, bieda – mają być wręcz anomalią, abberacją systemową.

Rdzeń, czyli ta tajemnicza struktura zarządzająca ziemskimi (pod)systemami, być może jest uszkodzona. Według Zelanda ta cała ziemska katorga to wcale nie jest stan naturalny, a odpowiadają za to bezpośrednio twory zwane wahadłami. Pozostaje jeszcze kwestia poświęcania się i pomagania innym. Jest to bardzo ważne. Rób to wobec tych ludzi, wobec których warto to robić. Wrogowie i wszelkie jednostki zaślepione i niereformowalne nie zasługują nawet na ziarenko tego dobra. A państwo, ojczyzna, społeczeństwo, świat, Ziemia? Czy zasługują na to? Tu sprawa jest bardzo złożona.

Odpowiedz sobie uczciwie: co Ci dało to państwo (Polska) byś poświęcał swoje zdrowie lub życia, np na wojnie? Będziesz ginął za Biedronkę, za Lidla, za pensje 1000 zł netto, za umowy śmieciowe? Będziesz ginął za Tuska, Petru, Schetynę, Pawlaka? Odpowiedz sobie też na pytanie, ile Ci ten kraj odebrał? Też bardzo wiele, jak mi i 90% mojego pokolenia? Ilu ludzi doprowadził do biedy, rozpaczy, emigracji, obłędu, chorób, samobójstw? Odpowiem.. 160.000 samobójstw w latach 1990 – 2011, głównie z biedy. Ile związków doprowadził do końca, ile rodzin do rozbicia? Miliony milionów. A świat? Czy umożliwił Ci on wszechstronny rozwój, rozwinięcie skrzydeł i ukrytych talentów? Czy może raczej odebrał Ci prawie wszystko, jak mi i większości ludzi?

Dla kogo chcesz się więc poświęcać? Czy warto? Ja dawno zrezygnowałem z chęci otwartej zmiany świata. Po pierwsze to niemożliwe, po drugie – świat (Rdzeń) się broni przed nieautoryzowaną ingerencją i daje różne kopniaki. Cichy i pokorny bunt daje dużo lepsze rezultaty. Jest to w zasadzie bunt bez.. buntu. Wiedzę zachowuję i przekazuję tylko tym, którzy chcą i są gotowi. Te kilkadziesiąt tysięcy czytelników mojego bloga miesięcznie – ok. Moje bratnie dusze, osoby bliskie sercu – jeszcze bardziej ok. No, może te 10%, 20% społeczeństwa które ma potencjał. Umówmy się, że też są ok dla mnie. Cała reszta się nie liczy, jest absolutnie bez znaczenia, mogłaby nie istnieć. Jedyne co się nauczyłem – to być wręcz niewidoczny dla nich, w tym dla tych dawnych wampirków. Stało się to po marcu, kwietniu 2016 roku i zaskoczyło nawet mnie.

Podsumowując:

-hedonizm, empatia z jednoczesnym olaniem tego świata – TAK
-egoizm i marsz po trupach do celu – NIE

-pomaganie, poświęcanie się i przekazywanie wiedzy: przyjaciołom, bratnim duszom, pozytywnym ludziom, tym którzy mają potencjał i chcą zmian – TAK
-pomaganie, poświęcanie się i przekazywanie wiedzy: wrogom, jednostkom zaślepionym, fanatycznym, niereformowalnym, traktującym nas źle – NIE

I ja i Ty zasługujemy na to, co tylko najlepsze na świecie. A Ci którzy każą cierpieć i poświęcać się bez sensu i celu – niech spierdalają. Gdy masz możliwość uniknięcia cierpienia – po prostu go uniknij. Jakże często Ci pobożni obrońcy moralności robią dokładnie to samo – np poprzez w tajemnicy wykonywaną „skrobankę” pod osłoną nocy.

Poniżej wklejam cytat wyjaśniający różnice pomiędzy hedonizmem a egoizmem.

Cytuję: „Między hedonizmem a egoizmem istnieje spora różnica. Szkoda, że nie każdy ją zauważa. Hedonizm i egoizm mają jedną wspólną cechę: obydwie postawy dążą do zapewnienia jednostce jak najwięcej przyjemności. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Wystarczy przeczytać jakąkolwiek definicję, żeby wyłapać tę subtelną różnicę, która je dzieli. Główna zasadą hedonizmu jest czerpanie jak najwięcej przyjemności z życia. Egoizm natomiast to postawa bliska narcyzmowi, według której należy troszczyć się wyłącznie o siebie, nie zauważając potrzeb innych. Egoiści charakteryzują się zwykle paskudnym usposobieniem i kompletnym brakiem względu na resztę świata. Widać różnicę?

Mimo to nie jest łatwo przyznać się do tego, że jest się hedonistą. Wielu ludzi przyjmuje takie słowa z oburzeniem, traktując wyznawców hedonizmu jako ludzi złych, płytkich egoistów myślących tylko o tym, co materialne. A to właśnie takie myślenie świadczy o płytkości i braku zrozumienia. Hedonizm jest jak najbardziej zdrową i naturalną postawą. Sprawia on, że osoba o takim światopoglądzie dba o siebie i chce brać z życia to, co najlepsze. Gdyby każdy był taki, wszyscy byliby zadowoleni. Podstawowa różnica pomiędzy hedonizmem, a egoizmem polega na tym, że egoista dba jedynie o siebie, hedonista zaś potrafi zatroszczyć się o innych ludzi – najpierw jednak chce zadbać o siebie, żeby móc w pełni czerpać radość z pomagania innym. I jest to najzupełniej normalne. Tylko osoba szczęśliwa i spełniona może odczuwać radość z poświęcania się dla innych. Jeśli z powodu swoich obowiązków zaniedbuje siebie, prędzej czy później popadnie w frustrację i niechęć do osoby, dla której się poświęca.

Co jest więc takiego w hedonizmie, że wzbudza taką niechęć u różnych ludzi? Dlaczego tak często rzucane są gromy na tych, którzy otwarcie przyznają, że w życiu liczy się dla nich przede wszystkim przyjemność, a nie idee, altruizm i, powiedzmy, takie rzeczy jak „szukanie duchowego oświecenia”? Na pewno dużo bierze się z tego, że niektórzy mylnie definiują hedonizm. Dla wielu oznacza to tyle, co „żyć szybko, umierać młodo”, czyli przygodny seks, częste zmiany partnerów, zero zobowiązań, próbowanie w życiu wszystkiego i całkowity brak samokontroli. Być może część hedonistów tak postępuje, nie przeczę. Ale definicji przyjemności jest mnóstwo. Dla jednych jest to imprezowanie, dla innych seks, a dla jeszcze innych może to być np. podróżowanie po świecie. Wszystko może stać się przyjemnością, celem, do którego chce się dążyć.

Niestety, presja społeczna, wychowanie i takie autorytety jak Kościół wmawiają ludziom, że najwięcej można w życiu osiągnąć jedynie ciężką pracą i poświęceniem. Przyjemność i radość życia zbyt często sprowadzana jest na dalszy plan, jako coś, co nie powinno być sensem życia. Samo słowo ‚hedonizm’ dla wielu ma pejoratywny wydźwięk, podobnie jak ‚wygodnictwo’ i ‚leniuchowanie’. A przecież to, że człowiek lubi wygodne życie, oznacza tylko tyle, że potrafi on sobie zapewnić komfort i dba o siebie. Lenistwo w odpowiednich ilościach jest cudownym lekarstwem na stres i działa niczym kojący plasterek na nasze codziennie zmartwienia.

Tylko, że nie każdy chce to zrozumieć. Dla wielu hedonizm zawsze będzie czymś złym, co należy potępiać i gromić. Bardzo łatwo oceniać innych po pozorach. Bardzo łatwo powiedzieć „hedonizm do niczego dobrego nie prowadzi”, „materialiści to źli ludzie”, „naprawdę współczuję tym biednym ludziom, oni nie wiedzą, co naprawdę jest w życiu ważne”, „nieszczęśliwi, zagubieni konsumpcjoniści, oni nie potrafią prawdziwie kochać”. I tak dalej, ple, ple, ple. Kompletny stek bzdur.

Hedoniści po prostu potrafią określić, czego im w życiu trzeba i wielu im przez to zazdrości. Jeśli sam jesteś hedonistą, to wiesz, co mam na myśli. Na przyjęciu weźmiesz ostatni kawałek ciasta, nie krygując się i nie czekając, aż zrobi to ktoś inny. Jeśli ktoś da Ci do wyboru fotel i taboret, usiądziesz na fotelu. W weekendy potrafisz beztrosko rozwalić się na łóżku, nie myśląc o tym, że inni w tym czasie pracują w ogródku. Twoje życie jest właśnie przez to takie pełne i piękne.

Nasz naród trzeba nauczyć tego, że przyjemność i komfort w życiu są ważne. Śniadania do łóżka, leżenie przez całą niedzielę i kąpiel zamiast prysznica to naprawdę nic złego. Każdy zasługuje na rozpieszczanie, musi tylko przyznać, że naprawdę tego potrzebuje i nie mieć z tego powodu poczucia winy. Nie warto się przejmować krytyką. Zawsze znajdą się ludzie, którym coś będzie przeszkadzało. Sami będąc zgorzkniali, potrafią tylko oceniać innych i przyczepiać im różne łatki. Jeśli jednak wiemy, że swoim zachowaniem nie robimy nikomu krzywdy, należy takich ludzi po prostu ignorować. Hedoniści to zazwyczaj bardzo sympatyczni ludzie, otwarci, szczerzy i zadowoleni z życia. Ich związki są trwałe i zgodne, właśnie z tego powodu, że potrafią walczyć o swoje i otwarcie mówić, czego potrzebują. Jeśli masz to szczęście, że taki jesteś – nie zmieniaj się.”
Autor: EMoonia

W felietonach poniżej poruszałem te kwestie:
Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!
Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!

sens-zyciaW tym felietonie będę kontynuował wątki zaczęte w poprzednich moich artykułach. Czy cierpienie i zło mają sens? A może nie mają żadnego? Czy bogactwo, komfort, egoizm, radość, zabawa są niewłaściwe, więc powinniśmy wypruwać z siebie flaki i poświęcać dla innych, np rodziny, dzieci, ojczyzny, religii? By potem umierać przedwcześnie, wykończeni kieratem i szarością dnia, w poczuciu straconej szansy życiowej? A może przeciwnie – może są one jak najbardziej właściwe i to dla nich żyjemy?

W szeroko rozumianej duchowości (zarówno tradycyjne religie, jak i new age, buddyzm, ezoteryka) funkcjonują dwa skrajne, typowo nowotworowe przekonania. Prowadzą one duszę człowieka prosto ku zatraceniu. Wymienię je:

1. „Cierpienie, zło i kaźń jakich doświadczamy na Ziemi, ma wyższy sens i cel. Więc bierz to cierpienie z pokorą, znoś swój znój i zamknij dziób.” Zgoda, jest to prawdziwe w 50%, bo dzięki temu uczymy się radości z małych, codziennych rzeczy, kształtuje to naszą empatię i charakter. Ale w 50% jest to twierdzenie fałszywe, które na dodatek wpędza nas w potworną pułapkę;

2. „Bogactwo, radość, zabawa, seks, ekstaza, szczypta egoizmu – są złe. Trzeba więc prowadzić ascetyczny, purytański tryb życia. No i trzeba się poświęcać, poświęcać i jeszcze raz poświęcać. Rodzinie i dzieciom, partii i ideologii, ojczyźnie czy religii. Zamiast smakować życia, masz poświęcić swój najcenniejszy dar – siebie, swoją energię, najlepsze lata młodości, zdrowie – w służbie systemowi. Który w wieku 40 lat Cię wypluje – zestresowanego, wykończonego, wyniszczonego i schorowanego, z żoną i dziećmi które Cię nienawidzą.” Naprawdę mało rzeczy budzi mój szczery gniew i szczerą, srogą nienawiść. Ale gniewam się i nienawidzę każdego, kto taką wizję życia stara się wmówić swoim ofiarom. Bo taki model niszczy życie w najpotworniejszy sposób.

Zupełnie inną wizję przedstawiają potężni oświeceni, tacy jak Vadim Zeland czy Dymitr Wereszczagin. Przy czym oni w swoich pracach posługują się przykładami życiowymi, najprostszymi z możliwych. Wg nich, dusza nie przyszła tu na Ziemię by dążyć ku niebu, ku jakiemuś wzniesieniu, oświeceniu. Bo dusza z zasady to ma, i to w 100%. Ona sobie „lata” po całym ziemskim wymiarze 5D, być może nawet po całym wszechświecie. Ona w tym „niebie” już jest. No i nie przyszedłeś na Ziemię by być ascetą, by cierpieć, doświadczać zła.

Pewna doza złych doświadczeń jest potrzebna by szlifować chart ducha, empatię, zdrowe podejście do świata. Jednak kurwa, bez przesady.. Tak samo nie jesteś tu po to, by być ascetą, by mówić że bogactwo i ogólnie dobra materialne są złe. Nie dajcie się nabierać na tego typu duchowość oderwaną od korzeni, od świata materii. Tego typu duchowość jest charakterystyczna dla eonu męskiego (inaczej: eonu jahwe), zapoczątkowanego gdzieś przed tysiącami lat. Jest to duchowość potępiająca świat materii i jego radości, oderwana od życia.

Jest to duchowość oderwanego od życia jogina latającego z przysłowiową dupą w chmurkach. Który gdyby wrócił do twardych realiów miasta i pracy za 1850 brutto – to szybko dostałby depresji i zapomniałby o swoim „oświeceniu„. Na marginesie nazwałem to „paradoksem Osho„. Zadałem wprost pytanie: gdyby Osho nie miał miliardów na koncie tylko pracował 12 godzin na dobę za 1850 zł brutto, i gdyby nie mieszkał w zajebistej okolicy tylko na blokowisku z sąsiadami-wampirami – to czy byłby taki oświecony? O tym pisał Vadim Zeland – że łatwo być wszechwiedzącym guru gdy ma się miliony na koncie i mieszka w sielskiej wiosce.

Pisałem wiele razy, że to męski eon (eon jahwe), który oddzielił świat materii od świata ducha, który rozdzielił pierwiastki żeński i męski, doprowadził do obecnej opłakanej sytuacji na Ziemi. Do tego, że planeta i wszystkie żyjące istoty zapadły na coś w rodzaju zbiorowej neurozy czy psychozy. I przede wszystkim: zbiorowego uśpienia, letargu, który charakteryzuje się minimalnym poziomem świadomości.

Czego więc chce ludzka dusza? Wymienię w podpunktach:
-doświadczania bogactwa, obfitości i innych uciech świata materialnego. Asceza i purytanizm ją wręcz niszczy i degeneruje to, co osiągnęła w poprzednich życiach;
-dusza chce jak najlepiej dla ciała i umysłu, którym włada. Chce by umysł się radował, zaś ciało doświadczało pełni szczęścia i uciech. Cierpienie i złe wydarzenia ją niszczą i degenerują;
-dusza chce doświadczać wszelkiej możliwej radości i szczęścia – a więc chce także otwartości, tolerancji, wolnej amerykanki, swobody, może nawet tego, co niewolnicze religie (w tym new age) nazywają „zepsuciem„.

Jednak jak wiemy, system planety jest tak skonfigurowany, że w wielu tych dążeniach duszy po prostu przeszkadza. Przeszkadzają w tym struktury zwane wahadłami. Wahadło to struktury plus/minus egregorów, zasilające je w energię. Wahadłom zależy na tym, by ludzie wierzyli w doktryny, pod które są podpięte te wahadła (ideologie, religie, partie, drużyny sportowe i wiele, wiele innych). Zależy im też na tym, by zwolennicy tych doktryn-wahadeł walczyli między sobą.

Co powoduje taka walka i wierność doktrynom? Po pierwsze, czyni z człowieka zombie – obniża jego świadomość, decyzyjność, zdolność myślenia, energię witalną. Po drugie, wahadła sprowadzają takiego nieszczęśnika na niekorzystne linie życia. Jeśli ów nieszczęśnik wierzy w teorie katolickie, new age’owe czy ezoteryczne, że cierpienie jest potrzebne i w porządku – to jest sprowadzany na te linie życia, w których cierpienia jest coraz więcej i więcej.

Vadim Zeland pisał też, że w ostatnich dekadach wahadła zaciskają na nieszczęsnej ludzkości swoje kleszcze coraz bardziej. Wszystko to dzięki mediom (najbardziej destrukcyjne wahadła), walce doktryn, których jest teraz od groma itp. Będzie to być może prowadziło do powstania świata, w którym Orwellowski but będzie deptał ludzką twarz po wsze czasy. Macie więc wyjaśnioną zagadkę tego, co teoretycy spisków nazywają NWO. Ten proces trwa od starożytności (od upadku Atlantydy, na której każdy mieszkaniec znał wiedzę tajemną) aż do dziś. I przyspiesza. Być może jest to prawda, że Rdzeń (struktura zarządzająca planetą i jej podsystemami) jest nieodwracalnie uszkodzona. A planeta powoli, przez tysiąclecia, degeneruje się i umiera. To oczywiście tylko teorie.

Jego odwrotnością jest pojawienie się zupełnie nowego człowieka, przez niektórych nazywanego Indygo. Jest to nonkonformista, który zauważa często od dzieciństwa, że ten świat jest chory, że wszystko tu stoi na głowie. Nie musi to być wcale człowiek zafascynowany naszymi teoriami i najczęściej nie jest. Chodzi o sam model jego myślenia i postrzegania. Taki człowiek na przestrzeni lat zdobywa coraz większy poziom świadomości (w sensie: czujności, uważności). Czyli przeciwnie niż prowadzone przez wahadła zombie, które śpią snem na jawie. Ten typ ludzi ma szansę wyrwać się z tego systemu, zdobyć wiedzę.

Część będzie żyła sobie spokojnie nie poza systemem, ale jednocześnie obok niego lub razem z nim, w harmonii. No i nie ukrywam tego, że część z nich będzie tym systemem… zarządzać. Tak, to co napisałem może wywoływać u Was szok.. Od Ciebie zależy, którą z tych dróg wybierzesz. Każda z nich jest wbrew pozorom dobra, także zarządzanie tym wydawałoby się nieludzkim systemem. Bo Ci których nazywamy lemingami, owcami, czyli niewolnicy wahadeł – też otrzymali wybór. Po raz pierwszy w historii Ziemi cała wiedza świata jest dostępna. Wystarczy że sięgniesz po to prostokątne urządzenie które masz stale w kieszeni, i naciśniesz kilka guziczków. No ale oni nie chcieli tej wiedzy poznać i to też trzeba szanować. Nie wolno nikomu nic narzucać na siłę, nawet wiedzy, prawdy czy szczęścia.

Na zakończenie chciałem dodać to, że nie chodzi o promocję egoizmu, który niszczy innych. Egoizm sam w sobie jest bardzo dobry i pożądany, pod pewnymi warunkami. Te warunki to wg mnie:
-nie krzywdzisz tych, którzy są w porządku wobec Ciebie lub są neutralni wobec Ciebie. Wrogów (tych zadeklarowanych) ta zasada ani żadna ochrona nie dotyczy;
-oprócz interesu własnego dostrzegasz i szanujesz to, że przyszliśmy na ten świat także po to, by służyć innym. Ale znowu: służysz i jesteś dobry tylko wobec tych, którzy są dobrzy / neutralni wobec Ciebie;
-równoważysz egoizm z szeroko rozumianą empatią.

Świat już taki jest, że chce, byś mu podlegał. Światu nie są potrzebni ludzie wolni, szczęśliwi, świadomi, mający czas dla siebie. Więc ogranicza się nam czas na wszelkie sposoby. Każe się nam pracować po 12 godzin, choć przy obecnym poziomie automatyzacji i robotyzacji można by pracować max 5 godzin dziennie. Nam się wmawia że nawet jeśli mamy spokojną i mniej płatną pracę – to mamy z niej zrezygnować i pracować ciężej, dłużej za odrobinę lepsze pieniądze. Wtedy nie mamy czasu dla siebie – na rozwój, na poszerzanie świadomości.

Innym powszechnie stosowanym wybiegiem jest skłanianie ludzi do rozmnażania – posiadania dzieci. Można polemizować czy jest sens sprowadzać nowe, niewinne życia na ten łez padół. Na którym doświadczą milionów złych wydarzeń. Ale faktem jest to, że system jest tak skonfigurowany, że nie da się pogodzić posiadania potomstwa z: wolnością, świadomością, zdobywaniem wiedzy, rozwijaniem się. Natura obmyśliła to w niezwykle sprytny i przy okazji okrutny sposób. Poświęcasz najlepsze lata młodości, zarzynasz się pracując na dwa etaty, liczysz te nędzne grosze od 1 do 1, boisz się. Zwierzęco się boisz, czy dasz radę. Stres jest potworny, niewyobrażalny, nawet w pełnej sennych koszmarów nocy.

I przede wszystkim – nie masz i pieniędzy, i czasu, i energii – trzech ważnych ziemskich rzeczy – dla samego siebie. Nie masz ich więc na: seks, hobby, pasje, zdobywanie wiedzy, rozwój świadomości. Musisz pracować dla struktury / systemu, i szykować mu kolejne ofiary które ta struktura pożre i wypluje. Twoje własne, niewinne jeszcze dzieci. Tak, to co pisze może odbierać nadzieję.. Ale nic na to nie poradzę.

To nie ja tworzyłem ten system, ja tylko opisuję jak on działa. Może kiedyś tam, w lepszym świecie, o ile taki nastanie – rozmnażanie i rodzina będą ważnymi wartościami. Teraz, wg mnie, są najgorszą rzeczą jaka mogła się człowiekowi przydarzyć. Uważam, że wszyscy powinniśmy odejść z tego świata bezpotomnie. Pokazać mu środkowy palec, pomimo wszystko. Ten świat nie zasługuje na to, by oddawać mu najcenniejszy skarb jaki posiadamy.

Gdy masz okazję by uniknąć cierpienia – uniknij go i nie zważaj na żadne ideologie czy doktryny. Szczególnie te duchowe. Miej na uwadze dobro swoje, a w dalszej kolejności – ludzi, którzy są wobec Ciebie w porządku. W dalszej kolejności – bądź solidarny z ludźmi dobrej woli. Cała reszta się nie liczy. Nie próbuj przebudzić ani uszczęśliwić wszystkich, ani skłonić ich do myślenia. Bo jest już na to za późno, zdecydowanie za późno. Zajmij się wpierw sobą a w dalszej kolejności tymi innymi. Wyluzuj i ciesz się być może ostatnimi dziesięcioleciami światowego spokoju. Gdy ktoś Wam każe poświęcać całe Wasze bezcenne i wspaniałe życie ojczyźnie, rodzinie, dzieciom, religiom i tym podobnym – odeślijcie go do samego diabła. W końcu jest jego sługą.

Zapraszam na cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości” traktujący o tych kwestiach:

Cytuję: „Chęć zbliżenia się do Boga w celu wybawienia od swojego ego – to droga wewnętrznej ważności. Wewnętrzna ważność przejawia się tylko w wypadku, jeżeli oddajesz siebie pod cudzy osąd. Powrót do siebie bez oglądania się na innych jest prawdziwą drogą do Boga. Jeżeli uwalniam siebie od konieczności oglądania się na pogląd innych, wówczas jestem samowystarczalny i moje ego kończy swój byt, a pozostaje po prostu spójna osobowość. Nie słuchaj tych, którzy nawołują Cię do tego, byś się zmienił i lepił z siebie coś, co odpowiada jakimś standardom. Oni zmuszają Cię do zdradzenia siebie – odwrócenia się od swojej duszy i przestrzegania zasady wahadła: „Rób jak ja!”. Zwróć się ku sobie, przyjmij siebie, jakim jesteś, pozwól sobie być sobą, sięgnij po swoje prawo posiadania racji. Poświęcenie całego siebie na służenie jakiemuś abstrakcyjnemu Bogu, oznacza odwrócenie się od swojej duszy.To jest nic innego, jak poplecznictwo wobec wahadła religii.

Taka jest teozofia transerfingu, której zresztą nikomu nie narzucam. Nie proklamuję prawdy absolutnej, a zaledwie próbuję ukazać pewne prawidłowości. Każdy ma prawo do swoich wniosków. Oczywiście działaczom religijnym nie spodobają się podobne rozważania. Choć wśród nich też spotyka się różnych ludzi z różnymi przekonaniami. Gorliwych popleczników wahadła religii od autentycznych sług bożych odróżnia maniera złośliwego przeciwstawiania swoich dogmatów wszystkim pozostałym. Taki agresywny nacisk demaskuje poplecznika wahadła. Na szczęście minęły czasy, kiedy poplecznicy ci mogli palić na stosach innowierców. Lecz nieporozumienia na tle religijnym jeszcze pozostały i nie skończą się, ponieważ pierwsza zasada wahadła zawsze będzie obowiązywała. W istocie, religia – to obcowanie z Bogiem przez pośredników. W obrzędach chrztu, ślubu i pochówku nie można obejść się bez kapłanów. Lecz również to nie jest konieczne. Czy Bóg nie przyjmie swego dziecka, jeżeli na czas nie raczono go ochrzcić?

Jeżeli w każdym z nas jest cząstka Stwórcy, to czyż nie jesteśmy Jego dziećmi? Czy potrzebni Ci są pośrednicy w relacjach z ojcem i matką? Każdy sam o tym decyduje. Religia w odniesieniu do swoich zwolenników jest szczególnie twardym wahadłem i nawołuje do wyrzekania się zewnętrznych świeckich dóbr. Każdą duchową drogę przyjęto wiązać z ascetycznym trybem życia. O oświeconych panuje pogląd, że jeżeli człowiek osiąga wyżyny na drodze do duchowej doskonałości, to wszystko, co ziemskie, przestaje go interesować. Nie daj się złapać na ten haczyk. Każdy może i powinien interesować się swoją pomyślnością materialną, komfortem, dobrobytem. Jeżeli dzieje się inaczej, to znaczy, że człowiek znajduje się całkowicie w mocy jakiejś idei. Ta idea najprawdopodobniej należy do jednego z wahadeł: religijnego, filozoficznego lub jakiegoś innego „duchowego”. Wahadła zgodnie ze swoją drugą zasadą starają się zmusić poplecznika do poświęcenia całego siebie interesom struktury. Jeżeli mocno połknął ten haczyk, to rzeczywiście przestaje interesować go cokolwiek innego. Może nawet znajdować się w mocy iluzji, że zajmuje się wyłącznie swoją duszą lub „rozmawia z Bogiem”. W rzeczywistości dusza takiego „oświeconego” zamknięta jest w głuchym futerale i nie może donieść o swoich potrzebach.

Po co dusza przyszła na ten materialny świat? Żeby przygotowywać się do nieziemskiego życia w niebiosach? To pełna bzdura! Jeżeli dusza i tak przyszła na ten świat z niebios, to po co ma znów przygotowywać się do niebiańskiego życia? No i czy to możliwe do zrobienia tu, na Ziemi? To świeckie życie jest dla duszy unikatową szansą. Po to przyszła tutaj z duchowego świata, by poznać wszystkie wdzięki świata materialnego. Do duchowego świata dusza zawsze zdąży. Jaki sens pozbawiać jej wszystkiego, co daje ten przepiękny, cudowny, wspaniały świat, w którym jest tyle nadzwyczajnych pokus?

Oddając całego siebie służeniu Bogu, oddalasz się od Niego. Stwórca tworzy mnóstwo rzeczywistości za pośrednictwem żywych istot jako swoich żywych ucieleśnień.Bóg ma zamiar poczuć każdą płaszczyznę rzeczywistości, którą stwarza. Właśnie po to posyła On swe dzieci do świata materialnego. Bóg dał Ci swobodę działania, więc rozkoszuj się swoją swobodą! Nie należy zamykać się w celi i spędzać długich godzin na modlitwach. To nie służenie Bogu, a pozbawianie Go radości, której można doznać dzięki pełnowartościowemu życiu.To tak, jakby nie wypuszczać dziecka na spacer, zmuszając je do poświęcania całego czasu na wkuwanie lekcji. Zwolennicy wahadeł religii będą Ci wmawiać, że nie jesteś do niczego zdolny, a Bóg jest wszechmocny. Dla struktury Twoja wolność i siła nie jest niczym dobrym – ona potrzebuje sprawnych trybików.Wahadła osiągnęły już niemały sukces w procesie opanowywania woli człowieka.Pozostaje dziwić się, jak wielki musi być wpływ wahadeł, że dzieci Boga straciły wszelkie pojęcie o swojej potędze.”

Autor – Vadim Zeland. Jego książki i miliony innych książek, w tym te polecane u mnie, są do kupienia w poniższej księgarni internetowej – link:
TaniaKsiążka.pl

W felietonach poniżej poruszałem te kwestie:
Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

POCZUCIE WINY TO POTĘŻNY MECHANIZM MANIPULOWANIA TWOIMI EMOCJAMI I PIENIĘDZMI!

W tym artykule na tapetę weźmiemy poczucie winy i wyrzuty sumienia. Techniki wzbudzania poczucia winy i wyrzutów sumienia są perfekcyjnie wykorzystywane przez ludzkich drapieżników. Celem jest oczywiście przejęcie kontroli nad Twoimi emocjami a potem także nad Twoimi pieniędzmi. Bo poczucie winy tworzone przez manipulatora sprawia, że kupujesz taki a nie inny produkt, że wyznajesz taką a nie inną ideologię, lub że głosujesz na taką a nie inną partię polityczną.

Zjawisko psychopatii i szereg innych zastanawiających zjawisk daje tego wyraz. Wzbudzanie poczucia winy i wyrzutów sumienia jest podstawowym i chyba najważniejszym mechanizmem psychomanipulacji na Ziemi. Stosują go w perfekcyjny sposób korporacje, ideologie, religie, politycy, biznes, PRowcy, socjotechnicy, i inni inżynierowie ludzkich emocji.

Prawie zawsze opiera się to na relacji kata z ofiarą. Autor drugiego cytatu, który wklejam w tym artykule, unikał jednak stwierdzenia, że świat ludzi dzieli się tylko na drapieżników i ofiary. Wiem dlaczego tego unikał – bo jest sposób na to, by z tego zaklętego kręgu się wyrwać. Jest sposób na to, by przestać być ofiarą, nie stając się jednocześnie drapieżnikiem bez empatii i serca. Można po prostu zostać obserwatorem.

system (9)

Poczucie winy przyciąga karę

Należy tak postępować by poczucia winy nie generować. By nie było do niego powodów. A jak popełnisz jakiś błąd – zadośćuczyń i proś o wybaczenie. Prośba o wybaczenie jest mechanizmem obronnym ludzkości, pozytywnym, wymierzonym w bezproduktywność i szkodliwość poczucia winy. Musi być ono jednak szczere. Bo księdza oszukasz, panią w szkole oszukasz – ale praw wszechświata już nie oszukasz.

Bezproduktywne biczowanie się do niczego dobrego nie doprowadza. A ludzie lubują się najpierw w czynieniu zła, a potem w tsunami poczucia winy i samobiczowania. A nie powinno być ani tego ani tego.

Przeczytaj najpierw poniższy cytat:

Cytat: „Człowiek stanowi biologiczny paradoks. Świadomość wyewoluowała u ludzi przesadnie i przez to nie jesteśmy w stanie funkcjonować normalnie tak jak inne zwierzęta: otrzymaliśmy więcej niż jesteśmy w stanie unieść. Pragniemy żyć, a przez to jak ewoluowaliśmy, jako jedyny gatunek wiemy, że naszym przeznaczeniem jest umrzeć; jesteśmy w stanie analizować przeszłość i przyszłość, sytuację naszą i innych; oczekujemy sprawiedliwości i sensu w świecie, w którym sprawiedliwości i sensu nie ma.

Czyni to życia przytomnie myślących ludzi tragediami. Mamy pragnienia oraz potrzeby duchowe, których rzeczywistość nie jest w stanie zaspokoić i nasz gatunek istnieje jeszcze tylko dlatego, że aby uciekać od wiedzy o tym jaka ta rzeczywistość jest, większość ludzi uczy się wbrew własnej naturze ograniczać w sztuczny sposób zawartość swoich świadomości. Cała ludzka egzystencja jest obecnie oplątana siecią mechanizmów obronnych temu służących, społecznych i indywidualnych, które zaobserwować możemy w naszych codziennych oklepanych schematach zachowań.”
~Peter Wessel Zapff

globalna świadomość

Poczucie winy jako mechanizm psychomanipulacji

Poczucie winy i wyrzuty sumienia są najpotężniejszym mechanizmem destrukcyjnym i niszczącym na Ziemi. To jest ta tajemnica – dlaczego źli od zarania dziejów rządzą całą Ziemią? Są przecież szefami korporacji, biznesmenami, politykami, lekarzami, prawnikami, celebrytami – są elitą i górą piramidy na naszej planecie. Dlaczego złoczyńcy i czarne charaktery odnoszą sukces za sukcesem? Ponieważ nie mają poczucia winy i wyrzutów sumienia.

Jeśli masz poczucie winy, to sam wystawiasz się na wymierzenie kary. Jeśli masz poczucie winy to tworzysz potężną polaryzację w przestrzeni. I wtedy siły korygujące wszechświata przystępują do akcji by tę bardzo negatywną polaryzację zatrzymać za wszelką cenę. Skoro czujesz się winnym – to siła korygująca ukarze Cię nieszczęściem, wypadkiem, traumą lub nawet utratą życia. Jednak nie trzeba stawać się takim, jak czarne charaktery. Ale można, a nawet trzeba znać prawa rządzące wszechświatem i wykorzystywać je na korzyść własną i na korzyść innych, nam bliskich.

Krok pierwszy to pozbycie się poczucia winy. Krok drugi to uwolnienie z więzów ideologii i religii – bo są to potężne mechanizmy zasysające energię z całej planety. Krok trzeci to nauka cieszenia się małymi radościami życiowymi i pielęgnowania tych radości dzień w dzień, godzina w godzinę. Gdy pielęgnujesz je, to będzie ich coraz więcej. Krok czwarty to nauka dostrzegania choćby iskry dobra w pozornie złych i przykrych wydarzeniach. Krok piąty to próba nie przejmowania się wydarzeniami naprawdę złymi, na które nie mamy wpływu. A to dopiero początek fascynującej przygody.

duchowość

Podświadomość doprowadza do kary

Cytat: „Ceną za poczucie winy zawsze będzie wymierzenie kary w tej czy innej postaci. Jeśli zaś poczucie winy nie występuje, kara również może nie zostać wymierzona. Niestety, poczucie dumy z powodu dobrego postępku także pociągnie za sobą wymierzenie kary, a nie nagrodę. Przecież siły równoważące muszą usunąć nadmierny potencjał dumy, a nagroda tylko by go nasiliła.

Wymuszone poczucie winy, czyli wniesione z zewnątrz przez „prawych” ludzi, rodzi potencjał podniesiony do kwadratu, ponieważ człowieka i tak dręczy sumienie, a tu jeszcze spada na niego gniew sprawiedliwych. I w końcu nieuzasadnione poczucie winy, związane z wrodzoną skłonnością do bycia odpowiedzialnym za wszystko, stwarza najwyższy nadmierny potencjał. W takim wypadku nie należy w ogóle odczuwać wyrzutów sumienia – przecież przyczyna jest po prostu zmyślona. Kompleks winy może solidnie zatruć życie, ponieważ człowiek bezustannie poddany jest działaniu sił równoważących, czyli wszelkim karom za wyimaginowane winy. Oto dlaczego funkcjonuje powiedzonko: „Bezczelność to drugie szczęście”.

Zazwyczaj siły równoważące nie ruszają ludzi, których nie dręczą wyrzuty sumienia. A przecież tak by się chciało, by Bóg karał złoczyńców. Zdawałoby się, że sprawiedliwość powinna tryumfować, a zło musi być ukarane. Jednak przyrodzie nieznane jest poczucie sprawiedliwości, mimo że brzmi to boleśnie. Przeciwnie, na  porządnych ludzi z wrodzonym poczuciem winy wciąż spadają kolejne nieszczęścia, a niegodziwym i cynicznym złoczyńcom często towarzyszy nie tylko bezkarność, ale też sukces.

Poczucie winy nieuchronnie rodzi scenariusz wymierzenia kary, przy czym dzieje się to bez wiedzy Twojej świadomości. Zgodnie z tym scenariuszem podświadomość doprowadzi Cię do kary. W najlepszym razie pokaleczysz się lub odniesiesz lekkie rany, albo pojawią się jakieś problemy. W najgorszym – może mieć miejsce nieszczęśliwy wypadek z poważnymi konsekwencjami. Oto do czego prowadzi poczucie winy.

Niesie ono w sobie tylko zniszczenie i nie ma w nim niczego pożytecznego czy budującego. Nie ma sensu męczyć się poczuciem winy-to w niczym nie pomoże. Lepiej postępować tak, by potem nie mieć wyrzutów. A jeśli już się zdarzyło, że coś zrobiłeś nie tak, to wiedz, że bezsensowne i próżne męki nikomu na dobre nie wyjdą.”
~Vadim Zeland

zmiana życia

Zapraszam Cię do przeczytania innych ciekawych artykułów o duchowości, ezoteryce i przebudzeniu z mojej strony:

Nadzieja na lepszy świat: empatia czy kult siły? Którą drogą pójdzie ludzkość?
Czy głupcy są szczęśliwsi? „Wiedza daje wolność ale unieszczęśliwia”
Dlaczego w Polsce jest wieczna bieda i wieczne „nie da się”? Spojrzenie mistyczne na ten problem
Te pseudo duchowe teorie mogą doprowadzić do życiowej tragedii. Nie przegap tego, co ważne!
Przebudzenie ludzkości weszło w krytyczną fazę
Który sposób myślenia wybierasz? Poddańczy czy samodzielny?
Największa tajemnica duchowości? Nie wszystko co „duchowe” jest prawdziwe!
Uważasz, że jesteś wolny? A masz odwagę zadać sobie kilka prostych pytań?
Czy cierpienie i zło mają sens? Czyli tajemnice i przekłamania w duchowości
Czy karma na pewno wraca? Zaskoczę Cię, ale..

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 199 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://atomic-temporary-22196433.wpcomstaging.com/wsparcie/

  

 

Granice wyborów i paradoksalność zniewolenia

relacje damsko męskieDziś ciekawy wpis ze strony strajk.eu o dylematach moralnych i etycznych dotyczących strefy ars amandi. Sam taki dylemat mam, a raczej miałem.

Otóż znam sposób by przerwać reakcje biochemiczną zwaną zakochaniem. Jest to działanie na poziomie biochemii mózgu. Inaczej: jest to skrzetnie ukrywana tajemnica big-pharmy i medycyny. Lekarze i farmacja nie mówią o tym sposobie, by nie robić czarnego PRu tostowanym przez nich farmaceutykom.

Ta metoda została ochrzczona przeze mnie wdzieczną nazwą: „farmakologiczna lobotomia„. Jest bezpieczna i odwracalna dla mózgu (pod rygorystycznymi warunkami) ale nieodwracalna dla stanu (uczucia) zakochania. Gdyby była ona powszechnie znana, to można by uratować miliony ludzi od traumy, depresji, obłedu, nałogów, samobójstwa. Można by.. Z drugiej strony zdecydowałem że bede na ten temat milczał.

Miłość, w tym stan zakochania, są najważniejszą cześcią ziemskiego doświadczenia. Nic nie może sie z nią równać. Ja, pisząc o tej metodzie, wpłynąłbym na linie czasowe i na karme różnych ludzi. Stosowanie tej metody w wielu przypadkach odebrałoby ludziom bezcenne doświadczenia i życiowe lekcje. Czy mam do tego prawo? Uważam że nie mam do tego prawa.

Kolejny dylemat to to, czy miłość to tylko stan hormonalnego zakochania? Ono trwa dwa do trzech lat, i potem stopniowo wygasa. Jeśli sie nie przerodzi w relacje intymności i przywiązania, związek sie rozpada. To dylemat dużo głebszy, bo dotyka istoty bycia człowiekiem. Czy człowiek jest tylko sumą reakcji fizyko- i biochemicznych, jak sądzą racjonaliści (ateiści)? Czy czymś / kimś wiecej?

Niektórzy potrafią przerwać odczucie zauroczenia / zakochania by nie rozbiło sie zbyt intensywne, by powoli wygasało. Jest to wpływ na neurony poprzez siłe woli. Można zamieniać siłe rodzącego sie uczucia na siłe gniewu na to, jak jest skonstruowany ten świat. To działa. Jednak w takiej „wolności” od stanu zakochania, tkwi wg mnie paradoksalność zniewolenia.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

O wyborze i zniewoleniu, konsekwencjach i ograniczeniach – w miłości, literaturze, sztuce i życiu

Cytuje: „Pewien pan przez długie lata trwał w zatwardziałym starokawalerstwie. Odrzucał wszelkie oferty i okazje, podsuwane mu przez przyjaciół i znajomych. Kiedy dziwili się temu – wyjaśniał, że szuka idealnej kobiety. Aż gdzieś koło pięćdziesiątki, gdy wrócił z wakacji, oznajmił, że taką kobietę wreszcie znalazł. “Pewnie ją teraz poślubisz” – pytali z nadzieją przyjaciele i znajomi. “Nie” – odpowiedział. – “Ona szuka idealnego mężczyzny”.

GRANICE WYBORÓW

Płyną z tej anegdoty przynajmniej dwa morały. Pierwszy, że realizując swą wolność, dokonujemy wyboru własnych ograniczeń. Drugi zaś, że wybierając w sposób wolny te ograniczenia, zakładamy, iż dadzą nam one dostęp i pozwolą obcować z tym, co wymarzone i idealne, co jednak nie jest już takie pewne.

Oto ów pan sam siebie przez lata ograniczył i zamknął w bezżenności z własnej, nieprzymuszonej woli. Tym właśnie przejawił swą wolność w dokonywanym wyborze. Odrzucił podsuwane mu kobiety. Zlekceważył ich atrakcyjność i gotowość do zamęścia. Ale kiedy wreszcie poznał tę idealną, jego wybór, skierowany na nią, był faktycznie wyborem innego ograniczenia. Tkwiło zaś ono w tym, że ona szukała idealnego mężczyzny, którym dla niej on nie był. W związku z tym wymarzona przezeń idealność męsko-damskich pieleszy, spełnienie szczęścia miłości, powróciły tam, skąd przyszły: do nicości.

Te dwa morały mają wymiar szerszy. I nie dotyczą tylko stosunków męsko-damskich. Mówią one, że ludzie, realizujący swą wolność, spodziewają się, że dokonane przez nich wybory dadzą im to, o czym marzą i czego pragną. Wielu z nich często powtarza jak zaklęcie: “Gdybym był wolny, to…”. Kiedy wszakże wolność przychodzi – prędzej lub później doznają rozczarowania. Okazuje się bowiem, że jedne ograniczenia zamienili na inne.

PARADOKSALNOŚĆ ZNIEWOLENIA

I dzięki temu świat toczy się, jak się toczył do tej pory. Bo wprawdzie każdy z nas zdaje się sobie niepowtarzalną jednostką, lecz wciąż powtarzalne ograniczenia oferuje nam otaczająca rzeczywistość. Paradoksalnie więc w sposób wolny wybieramy formy zniewolenia. Na każdym kroku. W życiu osobistym, politycznym, zawodowym czy intelektualnym. Nawet Bóg, przedstawiając na Początku Czasu wolnemu Adamowi możliwość wyboru towarzystwa, przedstawił mu tylko Ewę, sklonowaną z jego żebra, i rzekł: “wybieraj…”

Paradoksalność tej sytuacji egzystencjalnej odnotowana została też przez Franza Kafkę. Pisał on bowiem w jednym z aforyzmów: “On jest wolnym i bezpiecznym obywatelem ziemi, gdyż jest przykuty do łańcucha, który jest dostatecznie długi, by mu dać dostęp do wszystkich miejsc na ziemi. Ale jednocześnie jest także wolnym i bezpiecznym obywatelem nieba, gdyż jest przykuty również do podobnie odmierzonego łańcucha niebios. Kiedy dąży do ziemi, dławi go obroża nieba, kiedy zaś zdąża do nieba, dusi go obroża ziemi. A przecież ma wszystkie możliwości i czuje to; nawet wzbrania się przed tym, by wszystko położyć na karb błędu popełnionego przy pierwszym założeniu kajdan”. Czyli – można by rzec – dokonanego na początku wyboru.

Chciałoby się więc powiedzieć: nic dodać nic ująć. Raz dokonany wolny wybór ogranicza, determinując wszystkie kolejne wybory, płynące z pierwszego wyboru. Nie płyną stąd jednak wnioski optymistyczne. Pomyłką byłby wszakże pesymizm. Jedyną konkluzją może tu być mądrość ludowa, która dawno zamknęła istotę rzeczy w powiedzonku: “wyżej pępka nie podskoczysz”, bo dokonywane przez nas wybory wyznaczają horyzonty, w jakich, ich skutkiem, obracamy się. Zarówno w całokształcie naszych odniesień do świata, jak i w relacjach miłosnych.

Gdyby jednak opisać dzieje związków, sprzeczności i wykluczania się wolności z miłością, powstałaby opowieść fascynująca, choć budząca mieszane uczucia. Byłaby to bowiem historia salonowych szczytów kultury i jej rynsztoka; prawda o zmieniających się w popiół marzeniach i kradzionych światu rozkoszach.

Rzecz charakterystyczna: dzieje światowej literatury miłosnej pokazują, że wolność dla jej bohaterów-kochanków istnieje przede wszystkim w postaci negatywnej. Literatura ta nie zna (lub prawie nie zna) innej miłości jak przedmałżeńska czy w formie małżeńskiej zdrady. Udany mariaż zaś małżeństwa z miłością zakrywa piołun milczenia. I dotyczy to nawet bajek i baśni, które się zwykły kończyć zapewnieniem, że bohaterowie zostali sobie poślubieni, a potem “żyli długo i szczęśliwie”.

Dlatego miłość chce na ogół tylko jednej wolności: od zewnętrznych ograniczeń, nakazów i zakazów, przeszkód i zagrożeń. Objawia się bowiem ona przez intrygi, zdrady, ucieczki, rozpacze, lęki, by tylko w nielicznych momentach funkcjonować jako uniesienie czy drżenie ziemi; jako pogłos zespolenia kochanków. A kiedy któremuś z nich zdarza się zostać samemu – czuje się stłamszony i zdaje się go dławić nawet obecność własnego ciała. Stąd strugi łez i tęsknot, które kończy śmierć; kolejne intrygi albo wolność do zawarcia upragnionego małżeństwa. A ono jest już końcem. Nieodwołalnie.

Tylko w złej, ale poczciwej, literaturze jest odmiennie. Ale też literatura ta w ogóle nie inaczej stawia problem wolności, jak jako kwestię, czy Ona zdolna jest i chętna do zamęścia; On wolny, by ją poślubić. Resztę rozstrzyga ciocia Klocia, katechizm i wszystkowiedzący sąsiedzi. Liczne, zdrowe i (na ogół) głupawe dzieci dopełniają reszty.

PIĘKNA JEDNOLITOŚĆ

Ciekawe jednak jest to, że zarówno w dobrej jak i złej literaturze rzadko pojawia się kwestia wolności kochających się wobec siebie wzajem. Ich emocjonalny wybór zdaje się przesądzać raz na zawsze o wszystkim. Cała literatura zwykła wszakże upraszczać sprawę. Uczucia, nawet najżarliwsze, nigdy nie są tak samo intensywne. Posiadają swój rytm, który biegnie od stanu wysokiego do punktu zerowego, by następnie znowu wznosić się i opadać. Ten rytm psuje literackie obrazy miłości, i każe mieć na uwadze i to, że nawet najwięksi kochankowie mogą mieć (i miewają) siebie serdecznie dosyć.

Ktoś napisał kiedyś, że państwo to codzienny plebiscyt obywateli. Miało to znaczyć, że jeśli rządzący, spoglądając rano przez okno, nie widzą rządzonych wznoszących barykady, ale spokojnie zmierzających do roboty, mogą zasiadać do śniadania, pić kawę i rozkoszować się dymem cygar. Potem – rządzić. Znaczy, że plebiscyt wypadł dla nich pozytywnie. Kiedy zaś budują owe barykady, układają w stosy kamienie, rozbrajają policjantów i żołnierzy, powinni się ukryć lub pakować manatki. Boć dla nich oznaczać to może ewentualny kres rządzenia. Krwawe z nimi porachunki.

Podobnie jest z kochającymi się: gdy jeden (czy jedno) z nich nie każe drugiemu zabierać swych zabawek, i wynosić się – znaczy to, że wzajem siebie wybrali. Jeśli jest inaczej – zaczyna się kolejny etap życia. I tu tedy mamy do czynienia z plebiscytem, który unieważnia wszystkie zaklęcia, przysięgi i dowody miłości. Ale – niestety – w codziennej praktyce każdy taki plebiscyt istnieje raczej jako możliwość niż realność.

Niemniej pewne jest, że każdy wybór ogranicza. A dzień wczorajszy decyduje o dzisiejszym. I rzadko się zdarza, aby udawało się nam ograniczenia zrzucić. Żyjemy więc w swych własnych, przez siebie samych dokonywanych ograniczeniach, jak w więziennych celach. W polityce, w stosunkach pracy, w rodzinie, poza którymi – zwłaszcza wiosną – zdają się istnieć kochankowie. Oni jednak o tym milczą. Milczy też literatura, przechodząca nad tymi celami do porządku.

Dzięki temu jej bohaterowie zachowują piękną jednolitość i są wzorami dla naszej wewnętrznej niejednolitości. Powiedziało się A, mówi się B, bo lęk przed utratą i niewiadomą po dokonaniu innego, niż oczekiwany, wybór na nic innego nie pozwala. Marzy się jednak coś innego. Kiedy ptaszki wyśpiewują zakochanym trele-morele. Ale nie samą miłością człowiek żyje. Choć czasem pragnienie miłości zamienia się w mdłości.

I jedynie w sztuce bywa inaczej.”

Autor: Jan Kurowicki
Źródło: Strajk.eu