Tag: szkodliwe

Chemiczna lobotomia: o tym, jak koncerny zafundowały nam pranie mózgu

Chemiczna lobotomia: o tym, jak koncerny zafundowały nam pranie mózgu

korupcja-w-medycynieCiekawy artykuł autorstwa Marleny z Akademii Witalności o tym, jak wirtuozi farmaceutyczno-rządowej propagandy wyprali mózgi całym ziemskim generacjom.

Ochronę zdrowia i profilaktykę sprowadzono niemal wyłącznie do posłuszeństwa rządowym, technokratycznym wytycznym. Dobrze, a kto ustala te wytyczne? Kto konkretnie i jaki ma w tym cel? Na sąsiednim blogu – Hipokrates 2012, pod tym artykułem pojawił się komentarz którego fragment wkleję poniżej:

Cytuję: „Nikt nie ma obowiązku wiedzieć o składzie chemicznym tego i owego. Tym powinni zajmować się specjaliści i instytucje do tego powołane. Odchodząc od tego wchodzimy w anarchie. Jeśli nie ufasz temu co mówią ci instytucje to zgłoś to a nie odwołuj się do jakichś moralnych obowiązków.

Otóż: te instytucje nie są demokratycznymi obrońcami społeczeństwa ani nie stoją na straży norm i przepisów, choć pierwotnie zostały do tego powołane. Gremia eksperckie i instytucje typu CDC, SANEPID, WHO, FAO – od dawna są przesiąknięte korupcją do szpiku kości. Ponoć w WHO nie ma ani jednego kluczowego eksperta, który nie były jakoś „umoczony” w sposób farmaceutyczny. Nie mamy powodu by ufać tego typu instytucjom i gremiom eksperckim – w sprawach zdrowia jesteśmy zdani na samych siebie. No, chyba, że chodzi np o nastawienie złamanej ręki – wtedy idziemy do chirurga, o wyrwanie zęba – do stomatologa, czy jakieś nagłe akcje wymagające interwencji medycyny ratunkowej.

Konflikty interesów zachodzą np poprzez posiadanie akcji korporacji sprzedających szczepionki na świńską grypę. I mamy szósty stopień pandemii jak na zawołanie, a zyski rosną – jak to było w 2009 roku. Pozostaje tutaj zadać pytania: czy mamy do czynienia jeszcze z instytucjami państwowymi, czy już z prywatnym ramieniem zbrojnym karteli chemiczno-farmaceutycznych? Odpowiednim jest również pytanie, czy mamy do czynienia z nadmiernie rozrośniętym biznesem (farmaceutycznym), czy już z globalnym spiskiem, który swoją mafijną ośmiornicą oplata całą planetę?

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Najważniejsze rzeczy osłabiające naszą odporność

Cytuję: „Na straży naszego zdrowia nie stoją lekarstwa, choć tak się powszechnie sądzi. Nie stoją też lekarze, rząd ani służba zdrowia. Każdy z nas jest w tym zakresie tak naprawdę samowystarczalny. Tak, dobrze czytasz: samowystarczalny! Inteligentna Matka Natura każdego człowieka wyposażyła bowiem w osobistego strażnika. Jest nim Twój system odpornościowy. To stąd bierze się powiedzenie „lekarz leczy, natura uzdrawia” (medicus curat, natura sanat). Zdrowie jest proste, to tylko ludzie czynią je rzeczą skomplikowaną. Nigdy nie dowiesz się jak silne i jak odporne na choroby może być Twoje ciało, dopóki bycie silnym i odpornym nie będzie jedynym wyborem jaki będzie ono miało.

Problem w tym, że większość ludzi nie wie jak dbać o swego ochroniarza! Nie wie jak go właściwie traktować, czym dobrze go karmić oraz ile i kiedy dać mu odpocząć. Ba, większość ludzi nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że za losy swojego bodyguarda odpowiedzialność leży właśnie w ich rękach (a część z nich, wstyd powiedzieć, nawet nie zdaje sobie sprawy, że takowego w ogóle ma). Bo przyzwyczajono nas, że jesteśmy biernymi „odbiorcami zdrowia”, a nie jego autorami. Jeśli dopadnie nas choroba – automatycznie czujemy się jej ofiarą, nie twórcą bynajmniej. Ciało zaś jest naszym wrogiem, który sobie z nami pogrywa ulegając awariom i nie chcąc poprawnie działać, więc coś „z tym” trzeba zrobić: coś wyciąć, zaaplikować jakieś chemikalia i w ogóle „walczyć” zamiast słuchać co ma do powiedzenia. I od tego by walczyć są odpowiednie instytucje, w których pracują odpowiednio przeszkoleni specjaliści dysponujący odpowiednią bronią, oni już będą wiedzieli co zrobić, więc pełni wiary i ufności ochoczo oddajemy się w ich ręce, niech oni się martwią, niech oni wezmą na siebie odpowiedzialność.

Tak nas zaprogramowano: nie tylko wpojono nam od dziecka koncept braku odpowiedzialności , ale i sam proces profilaktyki lub zdrowienia mamy postrzegać jako zależny nie tyle od nas samych i od naszego stylu życia ile od zewnętrznych czynników (szczepionek, leków, lekarzy, instytucji). Zostaliśmy cichaczem, dyskretnie i elegancko skierowani na tory wyuczonej bezradności.My mamy tylko posłusznie dawać sobie co miesiąc odciągać od wynagrodzenia przymusową składkę na „ubezpieczenie zdrowotne” i o resztę mamy się (równie posłusznie) nie martwić! Przypadek, w którym ktoś wyindywidualizowany  z rozentuzjazmowanego tłumu ewentualnie chciałby się wypisać z tego systemu i nie chciałby podlegać „ubezpieczeniu” bo doskonale wie jak zadbać o swoje zdrowie i jest całe życie zdrowy przewlekle – nie jest brany pod uwagę. Ustawa takowego zwyczajnie nie przewiduje. Nie masz ustawowego prawa do bycia przewlekle zdrowym. Nie ma takiej opcji. Jeśli więc do tej pory myślałeś, że masz w stosunku do czegoś tak osobistego jak własne zdrowie jakieś niezbywalne, zapisane ustawą prawa czy też gwarancje wolności w tej kwestii -obudź się – to iluzja.

Wszyscy są zgodnie z ustawą tępymi baranami nie umiejącymi dbać o zdrowie, o co niezwykle opiekuńczo dba się już od przedszkola dając maluchom menu opracowane przez (a jakże!)  dietetyków: chorobotwórczą przetworzoną karmę zamiast budującego odporność prawdziwego jedzenia, w związku  z czym składka „na zdrowie” jest przymusowa, bo w takich warunkach naród (najpierw mały, a potem już dorosły) chce czy nie chce – chorować i tak będzie musiał, cudów nie ma. Po to właśnie są rządowe dopłaty do cukru, pszenicy, mleka, trzody chlewnej  i bydła mięsnego (oprócz dopłat do rolnictwa ekologicznego, na otarcie łez malkontentom), jak również do szkolnej akcji„Szklanka Mleka w każdej szkole” (tępadła ogłupione reklamą przecież i tak się nie zorientują, że nie świezego  tylko UHT!), która prawidłowo i zgodnie z prawdą powinna nosić nazwę „Szklanka Mleka UHT w każdej szkole”. Czyli szklanka mlecznej konserwy – nazwijmy rzeczy po imieniu. W sieci sklepów Biedronka, najpopularniejszym polskim dyskoncie, konserwa ta nosi miano…„Mleko Prawdziwe”. No i bądź tu mądry i odróżnij prawdę od fałszu, skoro „prawdziwe mleko” to jest w świadomości przeciętnego Polaka właśnie takie UHT w kartonie?

mleko-prawdziweNa pierwszej w bieżącym roku szkolnym wywiadówce u syna byłam jedną jedyną matką, która NIE wpisała swojego dziecka na bezszelestnie krążącą po klasie listę dzieci chętnych do picia rozdawanego w szkole mleka. Nikt, wyobraźcie sobie, NIKT nie zadawał żadnych pytań, wszyscy bezmyślnie stawiali ptaszka i podpis w odpowiednim polu. Przecież mleko jest zdrowe dla dzieci.No i ponadto jakby się kto pytał to technologia UHT jest szczytowym osiągnięciem człowieka w zakresie przetwarzania mleka: sterylnie czyste, wolne od tych (ojej!) przerażających bakterii, a skład (białka, tłuszcze, węglowodany) ma takie jak każde inne, można powiedzieć. A w dodatku dają je – halo – BEZPŁATNIE! Jak ten rząd razem z Unią dopłacającą do tej akcji dbają o nasze dzieci, nic tylko brać, prawda? Ja nie wzięłam i NIE  zapisałam mojego dziecka na codzienne spożywanie przemysłowo przetworzonej darmowej mlecznej konserwy. Inne matki tak. Ale to nie innych matek, a moje dziecko nie opuściło ani jednego dnia w szkole „z powodu choroby”. W naszym domu pija się bowiem teraz jedynie jak już to jedynie  autentyczne mleko (z mlekomatu lub od rolnika, czyli „prosto od krowy”).

Nigdy nie gotuję też mleka aby „pozbyć się bakterii” (nie boję się już bakterii odkąd wiem jak dbać o mojego ochroniarza, którego zadaniem jest – zgadnij co? – chronić mnie od szkodliwych bakterii, wirusów, pasożytów i innego dziadostwa) i zawsze spożywam je na surowo, bo czy któraś matka podałaby swojemu niemowlęciu przegotowane swoje mleko? To byłby gwałt zadany naturze. I taki gwałt zadany naturze mamy w przypadku poddanego procesom przetwórczym mleka z udziałem wysokiej temperatury (pasteryzacja lub UHT, a nawet gotowanie go w domu). Mleko autentyczne czyli świeże i prawdziwe to takie, które naturalnie i  jak Pan Bóg przykazał pozostawione w temperaturze pokojowej podlega fermentacji mlekowej (tak, dzięki bakteriom!), a nie się psuje na śmierdząco (bo już jest sterylne czyli martwe, z pływającymi w środku trupami bakterii i wydzielonymi przez nie podczas rozpadu czyli lizy  endotoksynami ). W naszym domu jada się też codziennie prawdziwe jedzenie, a nie coś, co tylko je udaje lub zastępuje. Prawdziwe jedzenie to takie pochodzące wprost z rąk Matki Natury i nie tknięte ręką człowieka, który zawsze po swojemu chce wszystko ulepszać, bo przecież natura jest głupia i nie wie co jest smaczne. Bo musi być być smaczne, zdrowe już niekoniecznie. I długo na półce sklepowej musi leżeć lub w lodówce. To takie wygodne jest. I ekonomiczne.

Nie wspominając już o sklepikach szkolnych przepełnionych wszelkim chorobotwórczym wyprodukowanym przez korporacje barachłem jakie można sobie tylko wyobrazić. Niby jest jeszcze woda ale… oto moje dziecko ostatnio przyniosło do domu butelkę po takiej po wodzie ze szkolnego sklepiku: AQUA Gazowana Cytrynowa, producent Bewa sp. z o.o. z Kleszczowa, jedyne 99 groszy za butelkę o pojemności aż 750 ml tej smakowitej dobroci. Z etykietki uśmiecha się do nas Ewa Wachowicz , była miss i była rzecznik prasowy rządu, obecnie przekwalifikowana na kucharkę, która własnoręcznym podpisem zachęca nas do konsumpcji wielkim czerwonym napisem: „DOBRY WYBÓR! POLECAM!” (naprawdę pija Pani takie chemiczne popłuczyny, pani Ewo? SRSLY??).

medycyna naturalna

Popatrzmy na skład „tego czegoś”: woda źródlana, dwutlenek węgla, regulator kwasowości kwas cytrynowy, naturalny aromat cytrynowy z innymi naturalnymi aromatami, substancje słodzące: cyklaminiany, sacharyny, aspartam, acesulfam K.

Takie oto produkty dzieci mogą zakupić w szkolnym sklepiku. I nikt nad tym nie ma kontroli i mieć nie musi – tu bowiem z kolei nie ma żadnej odpowiedniej ustawy, czyli wolna amerykanka i prawo dżungli: nie ma regulacji prawnych co jest dozwolone a co zakazane by znaleźć się w sklepiku uczniowskim. Dzieci przyjmuje się do szkoły od szóstego roku życia, więc teoretycznie już malutkie sześciolatki mogą dowolnie choćby i dzień w dzień szpikować swoje młode, rozwijające się tkanki dostępnym w uczniowskim sklepiku nie tylko starym dobrym cukrem, ale i aspartamem i innymi oficjalnie  „nieszkodliwymi” nowoczesnymi substancjami (które do niedawna przecież nawet nie istniały, przez co nie mamy bladego pojęcia o ich oddziaływaniu długoterminowym czy też ich wpływie na zdrowie na przestrzeni kolejnych pokoleń).

Robiły to już zapewne również dużo wcześniej, gdy im mamusie kupowały (w aptece, a jakże!) doprawiane nimi syropki, antybiotyki, wściekle kolorowe witaminowe żelki i gumy „bez cukru” , takie specjalne dla dzieci. Teraz się zżymam, ale jeszcze parę lat temu sama tak robiłam i tak żyłam. Za moją niewiedzę, brak świadomości, wygodnictwo i bezmyślne przerzucenie odpowiedzialności za mój organizm na „odpowiednie instytucje” płaciłam wtedy bardzo twardą walutą, twardszą od tej rządowej: wiecznie szwankującym zdrowiem własnym i karmionej przez mnie rodziny. Nie zdawałam sobie sprawy, że to ja sama każdym posiłkiem buduję swój system odpornościowy  lub szkodzę mu. Wszystkim co do ust wsadzam! Dopiero dzisiaj to wiem. I wiem co wsadzać warto i należy, a czego nie – pod żadnym pozorem (lub też w przypadku co poniektórych pokarmów czyniąc pewne wyjątki specjalne: od święta, rekreacyjnie i od wielkiej okazji, pisałam o tym tutaj i tutaj).

Dorzućmy jeszcze do obrazu nędzy i rozpaczy rodzimych naszych lekarzy, którzy podczas długoletnich studiów będą mieć na temat diety ledwie jeden krótki i nic nie znaczący wykład – tak aby nie mieli bladego pojęcia co doradzić pacjentom w kwestii żywienia oraz stylu życia i nie robili przypadkiem rabanu za nędzne żarcie w szpitalach, w których będą pracować. Bo z tej całej góry wydzieranej nam co miesiąc przemocą olbrzymiej kasy na „ochronę zdrowia” tak się składa, że na prawdziwe jedzenie w szpitalach już jakoś… nie starcza niestety (zresztą kto jeszcze wie dzisiaj jak wygląda prawdziwe jedzenie?). Lepiej karmią podobno w więzieniach aniżeli w szpitalach. Zresztą… ludzie w domach jedzą bardzo podobnie, sama kiedyś tak jadłam: „plastikowe” pieczywo, ser, lepsza lub gorsza wędlina, jajko, margaryna o smaku masła, obficie słodzona cukrem i zaprawiona śmietanką UHT kawa lub czarna herbata do popicia. No czasami też plasterek ogórka czy pomidorka dla dekoracji, bo warzywa muszą być.  Gdybym miała w szpitalu spożywać takie menu jak na załączonej poniżej fotce, to mówiąc szczerze wybrałabym post, ten skuteczniej postawiłby mnie na nogi. Ale to wiem dopiero dzisiaj.

medycyna naturalnaCały ponadto system „ochrony zdrowia” opiera się na strachu. Od maleńkości każą nam bać się panicznie bakterii, straszą wirusami i chorobami, które są zakwalifikowane jako „nieuleczalne”, organizowane są idiotyczne akcje typu ALS Ice Bucket Challenge  lub nie mniej kretyńskie miesiące „walki” z rakiem, cukrzycą i innymi wrednymi choróbskami na które jak zachorujesz to już ponoć po Tobie. Taka jest oficjalnie przedstawiana prawda. Ta oficjalna „prawda” służy temu, abyśmy się całe życie czegoś bali. Ślepe posłuszeństwo można bowiem wymusić jedynie poprzez strach i psychiczny terror. Gdyby na egzaminie gimnazjalnym a potem na egzaminie dojrzałości przedmiotem obowiązkowym była wiedza z zakresu pielęgnacji własnego układu odpornościowego, to otaczająca nas rzeczywistość byłaby zapewne zupełnie inna. Cały system, cały misternie wokół nas zbudowany matrix by się zawalił!

Nawet słowo „higiena” zostało zniekształcone i pozbawione pełni znaczenia (jako zespół praktyk i nawyków skierowanych na zachowanie zdrowia i jego przywracanie siłami natury), dzisiaj bowiem powszechnie rozumie się higienę głównie w odniesieniu do… braku brudu. Natomiast wszystkie zagadnienia związane z naturalną higieną (ortopatia)  czy idee związane z pojęciem witalizmu zostały wyrzucone z dużym hukiem na bruk. Znajdują się w najlepszym razie w kategorii medycyny „niekonwencjonalnej” (czytaj: niezgodnej z czyjąś umową i założeniami), a w najgorszym ośmieszone jako ciemnota, kołtuństwo i zabobon (skoro nie można naukowo udowodnić genezy lub istnienia np. ludzkiej duszy, przenikającej wszystko energii prany, Stwórcy Wszechrzeczy, boskiego porządku itd.) lub  też dla odmiany przedstawiane jako wysoce groźne i szkodliwe dla zdrowia podczas gdy jest dokładnie odwrotnie (np.post leczniczy).

Pewne założenia zostały nam ustami mediów, nauczycieli i rodziców od dzieciństwa wprogramowane w nasze umysły – po to tylko, abyśmy czasami nie mieli zbyt silnego i stabilnego systemu odpornościowego i nie byli przypadkiem przewlekle zdrowi. Przychodnie, apteki, szpitale i hospicja nie mogą bowiem świecić pustkami.

Oto 5 twierdzeń współczesnego matrixa, które wtłaczane nam uporczywie do głowy dzień po dniu pozbawiają nas odporności na choroby i skracają życie:

  1. Nowoczesny dom to podstawa. Musisz mieć nowoczesny dom. Wypełniony urządzeniami elektronicznymi, najlepiej bezprzewodowymi, które będą generowały dużo elektrosmogu. Ale tego nie widać, więc tym nie będziesz się martwić. I bezpieczny musi być Twój dom. Więc wszystkie elementy wyposażenia będą nasączone impregnatami przeciwogniowymi zaburzającymi pracę twoich gruczołów dokrewnych. Ciuchy muszą z nowoczesnych syntetycznych tkanin, łatwych w pielęgnacji, podobnie jak obuwie z syntetyków, które będzie dzięki temu tanie, przez co będzie można mieć ich dużo więcej, bo jak wiadomo moda zmienia się co sezon, a Ty musisz nadążać.

Wszelkie reklamowane kosmetyki upiększające – nie żałuj sobie: farby do włosów, lakiery do paznokci z toluenem, szminki z ołowiem , jesteś tego warta, odświeżacze powietrza z Bóg wie czym, proszki do prania i cudownie pachnące płyny do płukania, setki środków czyszczących (osobny na każdy możliwy rodzaj zabrudzeń), bielone chemicznie wygodne jednorazowe podpaski i tampony dla kobiet oraz pieluchy jednorazowe dla niemowląt (cóż za wygoda!) będą na wyciągnięcie ręki. Mnóstwo kremów, toników, mleczek, pianek, szamponów, perfum, balsamików i dezodorantów pełnych toksycznych substancji, zaburzających równowagę biochemiczną organizmu. Ale każda z nich będzie uznana oficjalnie za nieszkodliwą, przebadaną i dopuszczoną, więc czym tu się martwić?

medycyna naturalnaNieodzowne są też wszelkie środki antybakteryjne zarówno do sprzątania jak i kładzenia sobie na skórę, a nawet w paście do zębów, najlepiej takie z triklosanem, bo tych obrzydliwych mikrobów należy bać się panicznie, one są straszne, jak Cię dopadną to już koniec, pamiętasz co mówił Pasteur? Oczywiście kremy z filtrami rzecz niezbędna, bo słońce jest wysoce rakotwórcze w każdej dawce i musisz się przed słońcem chronić jak tylko się da. Najlepiej wysmarować się grubą warstwą jeszcze przed wyjściem z domu – nie zapomnij wysmarować dokładnie także Twoje dzieci, niech one też cierpią na awitaminozę witaminy D, dzięki której można oprócz krzywicy dostać kilkanaście rodzajów raka i wiele innych „nieuleczalnych” chorób. Ups, znaczy się  niech będą Twoje maluchy chronione przed tym strasznym i nieuleczalnym rakiem skóry spowodowanym przez to wredne i okrutne słońce (najlepiej byłoby w ogóle wyłączyć to cholerne słońce, ale za bardzo się nie da, choć robimy co w naszej mocy aby nie dokuczało Ci za mocno). Niech filtr (chcesz czy nie chcesz) będzie z Tobą!

medycyna naturalnaW kuchni Twej niech króluje plastik, który jest bardzo praktyczny i trwały. Również w dziecięcym pokoju plastik sprawdza się najlepiej (zabawki, gryzaczki, wanienki i rozmaite akcesoria). Butelki do sztucznego mleka będą zawierać zaburzający równowagę hormonalną bisfenol A, podobnie jak plastikowe butelki w której będziesz kupował wodę do picia dla całej rodziny. Dla odmiany napoje będą pakowane w toksyczne dla Ciebie aczkolwiek wszechobecne w przemyśle  jakże lekkie i praktyczne aluminium, które jest Ci w ustroju potrzebne jak dziura w moście, ale za to świetnie wpływa na procesy otępienne (z chorobą Alzheimera włącznie): aluminiową folią będziesz owijał swoje jedzenie, aluminiowe będą też Twoje bidony na wodę, jednorazowe naczynia do grillowania, różne przedmioty codziennego użytku oraz garnki i patelnie pokryte dla niepoznaki niezbyt trwałą powłoką z politetrafluoroetylenu czyli PTFE zwanego teflonem, na których będziesz szykował swoje ulubione wściekle uzależniające dania czyli smażone, ciesząc się przy tym, że nic Ci nie przywiera – co za luksus! Czego jak czego, ale aluminium to Ci na pewno nie zabraknie. Będzie dodane nawet do wstrzykiwanych Tobie i Twoim dzieciom do krwiobiegu szczepionek. A nawet do Twojego antyperspirantu, dzięki czemu – niewiarygodne, a jednak! – Twoje pachy będą całkowicie suche, więc  niczego wraz z potem wydalał nie będziesz, tylko wszystko będzie się odkładało w Twoich tkankach. A Ty będziesz te swoje magicznie suche pachy uwielbiał i właśnie o to chodzi.

Najważniejszym przedmiotem w domu wokół którego koncentruje się życie rodzinne powinien być telewizor, codziennie nadający wszelkie wskazówki i  informacje potrzebne Ci do posłusznej wegetacji, którą będziesz nazywał życiem. Pomiędzy wprowadzającymi Twój organizm w stan przewlekłego stresu audycjami, które zaleją Cię oceanem kortyzolu (katastroficznymi wiadomościami bieżącymi, produkcjami filmowymi pełnymi agresji, przemocy i śmierci oraz dla chwili wytchnienia ogłupiającymi programami rozrywkowymi ) zobaczysz reklamy najnowszych smakowitych smażonych przekąsek, pysznej aromatycznej kawy, nowoczesnych kosmetyków i środków czystości, telefonów komórkowych oraz leków na każdą przypadłość – abyś nie musiał się już dłużej martwić się o wpływ tych wszystkich produktów na Twoje zdrowie, tylko z entuzjazmem je konsumował.

medycyna naturalnaA jak już skonsumujesz to idź do łazienki, gdzie czeka na Ciebie nowoczesna miska ustępowa lejowa, bo te starodawne miski z półką tylko sprzyjają rozwojowi bakterii, a poza tym Ty nie masz oglądać co z Ciebie wychodzi i się nad tym zastanawiać lub rozkminiać, bo jak Ci coś dolega to i tak masz do dyspozycji w swojej przychodni darmowego lekarza, którego opłacił za Ciebie rząd i darmowe lub prawie darmowe leki. Więc nie ma sensu byś oglądał swoje odchody, to takie nieestetyczne i staromodne. Ty tylko radośnie to co produkuje przemysł jedz, wypróżniaj się i bądź zdrów, przynajmniej jako tako i przez jakiś czas, powiedzmy Twoje pierwsze trzy dekady, max cztery. W ten sposób naturalnie przechodzimy do punktu drugiego.

  1. Nowoczesne podejście do zdrowia to podstawa. Jak coś dolega nie musisz się zastanawiać skąd się choroba wzięła, ona i tak jest Twoim wrogiem, całe ciało jest również Twoim wrogiem ponieważ jest okropnie głupie, ten worek mięsa jest bardzo awaryjny, wciąż się psuje, oprócz tego, że śmierdzi jak zaraza, a poza tym kto ma czas dzisiaj chorować – weź pigułkę, to proste i od razu poczujesz się lepiej. Dużo z nich jest dostępnych w najbliższym kiosku, stacji benzynowej lub spożywczaku. Inne z kolei przepisze Ci Twój lekarz, co w czwartej dekadzie twojej wegetacji (ale to Twoja wina bo widocznie masz słabe geny!) będzie już zazwyczaj niezbędne. Wykupisz je w pobliskiej aptece za grosze, resztę dopłaci rządowa refundacja.

medycyna naturalnaTy i tak masz jeszcze dużo szczęścia, bo Twoje dzieci a już na pewno wnuki mogą chorować nie dopiero na starość, tak gdzieś po czterdziestce jak Ty, ale już od dzieciństwa. Bo wredne drobnoustroje i rozmaite choroby czyhają na nie wszędzie, naprawdę  groźne niezmiernie różniste choroby, a w natarciu są jeszcze groźniejsze. Różne coraz straszniejsze rodzaje grypy i nawet Ebola też, a co potem to się coś wymyśli. Koniecznie więc poddaj wszystkim możliwym szczepieniom swoje dzieci by nie chorowały oraz by nie otrzymały pogardliwej etykietki chodzącej bomby biologicznej, a poza tym jak wiadomo na wirusy nie wynaleziono żadnego lekarstwa i na wszelki wypadek długo jeszcze się nie wynajdzie. Sam rozumiesz: szczepienia to jedyny sposób by zabezpieczyć się na wypadek tych strasznych chorób. Bo Twoje ciało jest głupie i samo się nie zabezpieczy na pewno ani się samo z niczego nie wyleczy. Chyba że z kataru, na którego nowocześniejsza nawet medycyna lekarstwa wciąż nie ma jak gdyby, dlatego musi on trwać siedem dni lub czasami tydzień. Szczepienia są ponadto bardzo dla Ciebie bezpieczne bo nikt nie dowiódł, że jest odwrotnie i dopilnuje się aby nie dowiódł tego nigdy. Ponadto całkowicie są darmowe – nie musisz za nie płacić, my zapłacimy za Ciebie dyskretnie i elegancko: z naszych (czyli jakby uprzednio Twoich) pieniędzy. Jeśli odmówisz, to Ty będziesz musiał zapłacić nam za taką zniewagę i nieposłuszeństwo, więc zastanów się czy warto. Siebie zaszczep na grypę, pneumokoki i wirusa HPV co raka szyjki macicy powoduje. I współmałżonka namów. I sąsiada. I małoletnią jego córkę.

Zdrowie zaś Twoich zębów niesamowicie zależy od fluoru, dlatego pasta do zębów koniecznie musi go zawierać, podobnie jak nici do czyszczenia i odświeżające oddech płukanki na zakończenie zębowych ablucji albowiem fluor musisz wcierać w swoje śluzówki co najmniej parę razy dziennie w ilości jak największej i jest to jedyna droga do zdrowych zębów. Im więcej fluorku sodu dostarczysz sobie tym lepiej, tym zdrowszy będziesz, choć jakby bardziej uległy i tępy, ale ponieważ wszyscy wokół Ciebie będą równie ulegli i tępi i będą robić to samo co Ty oraz przekonywać Cię, że tak właśnie czynić należy, to nie przyjdzie Ci do głowy, że jest coś z Tobą nie tak. Po posiłku jak nie możesz umyć zębów to żuj gumę bez cukru (słodzoną całkowicie nieszkodliwymi dla zdrowia nowoczesnymi syntetycznymi słodzikami, np. aspartamem), która przywraca prawidłowe pH w ustach, bowiem jak już wspomniano Twój organizm jest głupi więc zapewne nie będzie umiał tego robić.  Na najmniejszą infekcję stosuj antybiotyki – bez tych nowoczesnych środków cała ludzkość już dawno by wyginęła niczym dinozaury i o tym wiedzą już nawet małe dzieci w szkole. A jak nie chcesz mieć dzieci to stosuj pigułki  antykoncepcyjne. Wszystko przepisze Ci Twój lekarz na żądanie – łatwo i wygodnie.

  1. Nowoczesne podejście do diety to podstawa. Skończmy z tymi bzdurami, że niby dieta cokolwiek leczy, bo od leczenia to są leki, a jeść masz wszystko co tylko chcesz. Wszystko co znajdziesz w sklepie i co reklamowano w telewizji zostało stworzone abyś mógł to wsadzić do środka Twojego głupiego i wciąż łaknącego nowości smakowych ciała, bo w końcu nie po to korporacje produkują tyle kuszącej, ultra nowoczesnej, wysoko przetworzonej i jakże smakowitej karmy, abyś teraz grymasił lub nie daj Boże sobie czegokolwiek z tych wszystkich dobroci odmawiał. Jedzenie to przede wszystkim przyjemność i na zaspokojeniu zmysłów  a nie na potrzebach organizmu musisz się głównie skoncentrować, a o Twoją przyjemność i zaspokojenie zmysłów zadba przemysł spożywczy i wszystko będzie ślicznie wyglądające, wspaniale smakujące, super słodkie, miłe i pachnące oraz rzecz jasna możliwe do przechowywania całymi tygodniami aby się prawie wcale nie psuło, no może tylko troszeczkę.

Musisz jeść ile wlezie i nie żałuj sobie, trzy a najlepiej pięć razy dziennie bez ustanku żebyś jadł smacznie i popijał Coca-Colą, by być po radosnej stronie życia. Tyle jest dobroci wspaniałych i co rusz to nowych, że i tak Ci życia nie starczy aby tego wszystkiego spróbować. Więc korzystaj póki czas. Jeśli nie wiesz ile i czego masz jeść to masz zawsze piramidę żywieniową, która będzie Twoim drogowskazem: podstawa to zboża – niech rządzą bułeczki i makarony najlepiej takie jak lubisz najbardziej, bialutkie i delikatne, kiedyś 150 lat temu to jedynie cesarz Austro-Węgier kajzerki takie jadał, a teraz Ty robaczku możesz sobie codziennie za grosze je kupić w swoim sklepiku tuż za rogiem, czyż nie we wspaniałych czasach żyjesz? Doceń to. No i  mięsko obowiązkowo jeść należy bo daje siłę. Kurczaki w 4 miesiące do sprzedaży trafiają i są po jedyne 5-6 zł za kilo, tyle co litr paliwa, więc nie mów że Cię nie stać.

A mleko choć zmasakrowane termicznie, to  przecież nie jest prawie wcale inne od świeżego , sama pani profesor Ci to powie, a jakie daje zdrowe kości takie mleko czy serek to głowa mała! Jak nie chcesz mieć osteoporozy to pij dużo mleka, obojętnie jakiego. Rzecz jasna kawusia na dobry początek dnia i w ciągu dnia też będziesz jej potrzebował gdy się poczujesz sklapnięty bo w końcu wysiadać Ci będą już za młodu nadnercza, i do słodkich ciasteczek kawusia lub lodów po południu polanych smakowym syropem – to taki miły zwyczaj. I nie marudź, że oleje są teraz wszystkie rafinowane w sklepach, bo to dla Twojego dobra: dzięki temu możesz swoje pokarmy smażyć, zobacz jakie one się robią wtedy smaczne, chrupkie i kuszące, a sam olej to cud-miód, nie ma nawet wcale smaku ni zapachu, po prostu ideał. Nowoczesny taki. Margaryna jest zdrowsza od masła, a jaka praktyczna, bardziej smarowna i możesz ją przechowywać nawet miesiącami, a nawet zobacz, są dzisiaj margaryny takie co cholesterol Ci obniżą jak już się obeżresz tych wszystkich smażonych, słodzonych, konserwowanych, kolorowanych wspaniale smakujących rzeczy i w końcu wylądujesz tam gdzie zawsze miałeś wylądować, choć o tym nie wiedziałeś – czyli u lekarza po receptę na statyny, a najlepiej w szpitalu, bo trzeba będzie Ci na przykład wstawić by-passy. Ale to normalka, nic strasznego. Robi się dziurę w klatce piersiowej, wycina kawał żyły z podudzia i się wstawia, potem dziurę się zaszywa. Tyle. Wielka mi tam mecyja, no proszę Cię! Potem tylko leki do końca życia i masz problem z głowy. Łatwo i przyjemnie.

medycyna naturalnaTylko nie daj się nabrać na jakieś tam wegetarianizmy albo witarianizmy, jakieś kiełki, soki czy inne glony, kto to widział. To jest szalenie ekstremalne! Taka dieta! Przerażające po prostu. I na bank szkodliwe. Nie wchodź w to.  To strasznie osłabia organizm. Jak można tylko na trawie przeżyć?! To są oszołomy i cierpią na pewno na ortoreksję. Przecież bez pieczywa, mięsa i nabiału się umiera. A co najmniej traci siłę i rozum. Nie wolno się tak głodzić. Można przez takie coś w anoreksję wpaść, albo w bulimię jakąś. Zresztą w tych dzisiejszych czasach warzywa to same pestycydy, łatwo sobie warzywami zaszkodzić, a  jeszcze surowymi to już w ogóle, trzeba uważać. A te soki to do cukrzycy i nadwagi prowadzą tylko, bo niesamowicie insulinę podnoszą, więc soki bardzo są niezdrowe, jak już to trzeba pasteryzowane soki ze sklepu pić, bo tam przynajmniej bakterii nie ma. A jeden taki niemiecki lekarz, niejaki Gerson mówił, że on sokami ludzi leczył i że podobno z raka nawet – bzdura! Na pewno wszyscy dostali po tych sokach cukrzycy jak nic, bo to niemożliwe jest. Soki niczego przecież nie leczą bo nie ma takiej możliwości, od leczenia są leki na tym świecie, a na raka chemioterapia, chirurgia i radioterapia i nic innego nie ma, nigdy nie było i nie łudź się – nie będzie. Długo nie, a potem wcale. Unikaj takich kłamców jak Gerson, bo gdyby wymyślił sposób na raka i inne wszystkie choroby, to by już dawno przecież dostał nagrodę Nobla, ale nie dostał. Budwig też nie dostała. Warburg dostał w 1931 r., ale taka nieostrożność już się więcej nie powtórzy.

I nawet jak jesteś ciężko chory  i nie masz wtedy kompletnie apetytu to też musisz jeść wszystko, koniecznie, musisz jeść zawsze bez ustanku, bo to zawsze jest dla Twojego zdrowia. I gotuj zawsze, gotuj wszystko bo nie po to ludzkość wymyśliła gotowanie i wykwintne szkoły kulinarne, aby teraz surowizny i kiełki jakieś tam jeść.  Że niby co, że zwierzęta nie jedzą gotowanego? Ale to my jesteśmy panami tej planety obdarzonymi inteligencją, a zwierzęta nie są po to by brać z nich przykład, tylko po to byśmy się nimi mogli codziennie najeść. A na surowo się nie da, bo to żyje. Trzeba zabić, wypatroszyć i wtedy (ugotowane, a przedtem odpowiednio przyprawione by nie dostać mdłości) skonsumować, ale Ty musisz robić tylko tę ostatnią rzecz, bo dwóch pierwszych nawet na oczy nie będziesz oglądał, są od tego odpowiedni ludzie. Więc będziesz jadł te stworzenia, potem to już nawet bez opamiętania, jak narkoman, trzy razy dziennie każdego dnia i to jest dla Ciebie dobre. Bo pamiętaj, że potrzebujesz dużo białka, jak najwięcej białka, a w roślinach białka żadnego nie ma, a jak nawet jest, to ono jest gorsze. Niepełnowartościowe znaczy się.

  1. Nie musisz się oczyszczać. Z tym oczyszczaniem to tylko taka jakaś głupia przejściowa moda ostatnio. Przecież człowiek jak robi siku i kupę to się organizm wtedy oczyszcza.  Z czego niby się ma człowiek oczyszczać jak wszystko dzisiaj jest bardzo czyste, kontrolowane przez wiele instytucji i dopuszczone? Bzdury tam i tyle. Nie ma żadnych tam toksyn, to wszystko wymysły jakieś. Wszystko wątroba i nerki filtrują i jest czysto, nie wierz w jakieś tam zmyślone toksyny. Babcia kolegi nigdy się nie oczyszczała i długo żyła. A niektórzy to nawet poszczą, co za bezsens! Jak takie kozy czy króliki nic tylko same warzywa podobno tylko jedzą i to przez całe tygodnie. Albo same soczki z marchewki wyciśnięte piją lub wręcz wodę tylko, co jest nie do pomyślenia. Jakież to musi być szkodliwe! Podobno przez całe tysiąclecia posty szkodliwe dla ludzkości nigdy nie były, no ale teraz mamy nowoczesne czasy to co innego – przecież dzisiaj wszyscy wiedzą, że obecnie post wyniszcza organizm i pozbawia człowieka energii. Nawet opuszczenie jednego posiłku jest więc szkodliwe dzisiaj i nie wolno tego robić. Inne czasy teraz mamy. Odmawianie sobie zresztą jedzenia i płynących z niego rozkoszy podniebienia w takich czasach obfitości jest po prostu nie do przyjęcia, to głupota jakaś, dla oszołomów tylko. Dla ekstremistów. Człowiek jest stworzony do jedzenia, a nie do powstrzymywania się od niego. Więc nigdy nie pość, bo to szkodzi.

Jeszcze raz, bo może nie zapamiętałeś: jedyne co masz robić od urodzenia aż do śmierci to jak najwięcej kupować, konsumować, jeść, wypróżniać się, słuchać co do Ciebie mówią i nie zadawać pytań, nie myśleć za dużo, nie kwestionować i nie drążyć, tylko cieszyć się, że żyjesz w ultra nowoczesnych czasach obfitości wszelakiej oraz powszechnego dobrobytu, nieprawdopodobnych wygód i ciągłych rozkoszy dla zmysłów. Myślenie jest Ci do niczego niepotrzebne. Odczuwanie również. Zostałeś stworzony do życia w strefie komfortu. Możesz wyłączyć mózg i serce. Do niczego Ci się tutaj już nie przydadzą.

  1. Nie bierz żadnych witamin. Strata czasu i atłasu. Przecież wcale nie potrzebujemy ich aż tyle, skoro są ustalone przez odpowiednie instytucje dzienne zalecane dawki byśmy nie zachorowali na najgroźniejsze choroby, to po co przesadzać z tymi witaminami. Na przykład abyś nie dostał szkorbutu wystarczy 60 miligramów witaminy C na dzień, więc jak zjesz 10 deko truskawek albo trzy pomidorki to Ci starczy i po co Ci więcej. Od tych witamin to się jeszcze rozchorować tylko można, więc lepiej nie przesadzać. Poza tym to są tylko drogie siki, bo witamin nie pochodzących z pożywienia w najmniejszym stopniu nawet się nie przyswaja, więc i tak wylatują wszystkie  z człowieka w toalecie i nic nie pomagają. W ogóle witaminy są szkodliwe, łatwo można sobie nimi choróbska jakiegoś nagonić, lepiej od witamin tak jak i od słońca trzymać się z daleka bo witaminy oraz słońce są bardzo groźne. A jedni tacy jak żarli te witaminy to na raka wkrótce zapadli, a inni zaraz kamieni  w nerkach dostali i choroby serca, nie widziałeś badań? Sam widzisz, że witaminy powodują tylko raka i same choroby groźne, to o czym tutaj mówić? Lepiej więc od słońca i od witamin trzymaj się z daleka, bo tak jest dla Ciebie zdrowiej.

  „Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.” – Josef Goebbels (niemiecki minister propagandy i oświecenia publicznego w rządzie III Rzeszy Adolfa Hitlera)

W świetle tego co powyżej łatwo jest wyjaśnić to co się stało na pierwszej w szkole wywiadówce u mojego syna i dlaczego reszta rodziców zachowywała się jakby ktoś ich walnął obuchem w głowę: zero pytań, posłuszne składanie podpisu na liście chętnych, a wszystko to w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Bo przecież mleko to mleko, prawda? Całe życie było zdrowe dla nas i dla naszych przodków, to niby dlaczego dziecku odmawiać? Poza tym gdzie jak gdzie, ale w szkole na pewno dają dobre mleko dzieciom. Ponadto gdyby mleko UHT było szkodliwe to nie zostałoby dopuszczone do obrotu, przecież czuwają nad naszym zdrowiem rządowe instytucje i mądrzy naukowcy co robią tysiące badań, czyż nie?

To jednak płytkie myślenie. Ktoś nam podstawia jakieś informacje pod nos, a my to bezmyślnie łykamy  jak młode pelikany, a już najbardziej gdy przedstawione jako najnowsze osiągnięcie lub odkrycie i dodatkowo poparte jakimś autorytetem (jakaś instytucja lub osoba np. lekarz, dziennikarz, profesor, naukowiec, ekspert itp.). Nie zapominajmy jednak, że kiedyś „najnowszym odkryciem” były takie terapie medyczne jak upusty krwi lub leczenie rtęcią, a cukier krzepił. I to tak bardzo krzepił, że jego ograniczenie w diecie niemowlęcia mogło pociągać za sobą nieobliczalne skutki, co potwierdzali specjaliści całą powagą swojego lekarskiego majestatu.

medycyna naturalnaW roku 1949 natomiast pewien portugalski neurochirurg Egas Moniz otrzymał nagrodę Nobla za badania nad leczniczymi efektami lobotomii jako świetnego sposobu na wszelkie zaburzenia psychiczne (od lekkiej depresji aż po ciężką psychozę), która wkrótce potem została uznana za metodę szkodliwą i barbarzyńską oraz w wielu krajach zabroniona. Sto lat temu świat był również tak zachwycony odkryciem nowego pierwiastka, radu, przez Marię Curie-Skłodowską, że przemysł od razu wyprodukował najnowszej generacji produkty z radem, na które zaraz radośnie (i niestety bezmyślnie, bez zadawania pytań) rzucili się konsumenci: odmładzające, antytrądzikowe oraz rozświetlające cerę kosmetyki z radem, kremy i szminki, radowe pasty do zębów dające uśmiech bielszy niż śnieg, dziecięce wełniane ubranka z radem, które od wydzielającego ciepła radu „nagrzewały się same” zimą dla naszych milusińskich (cóż za wygoda i jakie to zdrowe! Chyba tylko wyrodna matka by nie kupiła dziecku takiego ubranka na zimę!), luksusowe czekoladki z radem i radowe papierosy, pito radioaktywną wodę „dla zdrowotności” i brano radioaktywne kąpiele. Produkcja radioaktywnych towarów wszelkiej maści kwitła (całkowicie legalnie) od 1917r. aż do wczesnych lat 60 siątych  – niemal pół wieku!

medycyna naturalnaLudzkość zachwyciła się też  potem antybiotykami, pigułkami antykoncepcyjnymi, szczepionkami, kuchenką mikrofalową, środkami ochrony roślin, antyperspirantami, mlekiem UHT, syntetycznymi „odchudzającymi” słodzikami, technologią bezprzewodową oraz oczywiście chemicznymi lekami na wszystko. Tymczasem każdego roku wycofywane są kolejne środki farmaceutyczne ze sprzedazy  z uwagi na stwierdzoną szkodliwość, rakotwórczość lub liczne przypadki śmiertelne –  tych samych przecież leków, które wcześniej wymaganymi badaniami miały udokumentowane (!)  bezpieczeństwo stosowania i zdążyły już zostać przepisane tysiącom chorych ludzi. Na podobnej zasadzie „bezpieczne” są wszystkie dostępne w handlu konwencjonalne kosmetyki, chemia gospodarcza, niezliczone dodatki do żywności  czy też przedmioty codziennego użytku: co będziemy o nich wiedzieć za pół wieku czego nie wiemy (a czasem nie chcemy wiedzieć) dzisiaj? Które z nowoczesnych rzeczy, jakie dzisiaj robimy, stosujemy lub jemy będzie przerażające i barbarzyńskie dla naszych potomków za 100 lat?

Jak możecie się domyślać jest jedna najważniejsza rzecz, która osłabia nasz układ odpornościowy: tą rzeczą jest niewiedza. Niewiedza ta idzie najczęściej w parze z brakiem ostrożności i niezawierzaniem własnej intuicji czy choćby zdrowemu rozsądkowi, który kazałby zadawać pytania i kwestionować narzucany nam współcześnie obraz rzeczywistości.  Oprócz oczywiście innych współwystępujących zgubnych cech jak lenistwo (również intelektualne), łakomstwo, wygodnictwo, próżność (wieczna pogoń za tym co „najnowsze”) i hedonizm (życie jako dostawca chwilowych przyjemności za wszelką, jaką bądź cenę, nawet za cenę utraty jego jakości w którymś momencie). O acedii  czyli pustce duchowej nie wspominając. Medycznie człowiek duszy nie ma, bo nie można jej stwierdzić naukowo, zatem jest to pojęcie filozoficzne, a lekarze nie mogą zajmować się filozofią, ponieważ pozwolono im zajmować się jedynie ciałem, postrzeganym jako „worek mięsa”, pokawałkowanym na poszczególne organy (poszczególne specjalności lekarskie) tak, aby nie można było dostrzec, iż stanowi ono jedną inteligentną całość.

Czym innym jest prawda, a czym innym jest opracowanie swoich zasad i ustalenie sobie (umówienie się) co prawdą ma być, a co nią ma nie być. Prawdy jednak nie da się obalić. Prawda nie musi szukać prawdy, bo zwyczajnie nią jest. Nauka nie zawsze stanowi prawdę, ponieważ jest jedynie jej poszukiwaniem. Pychą byłoby twierdzić, że ludzkość dotarła już do ostatniego etapu owego poszukiwania i że wiemy wszystko. Ktoś mówi Ci, że musisz każdego roku przejść grypę „jak wszyscy”, albo że Twoja choroba jest „nieuleczalna”, że do końca życia tylko leki, lub że zostało Ci tylko 6 miesięcy życia – czy mówi prawdę? A może jest to prawda tylko z jego (ograniczonego pewną umową i pewnymi założeniami) punktu widzenia? Kto nie zadaje takich pytań (żadnych pytań zresztą), kto niczego nie kwestionuje – ten będzie zawsze wierzył tylko w to co usłyszy. I według wiary jego mu się stanie.

Powracając do tematu: co takiego w szczególności może mieć wpływ na osłabianie naszego systemu odpornościowego? Ponieważ jak już wiecie odporność zaczyna się w jelitach  (określa się, że tam właśnie znajduje się ok. 70% komórek odpornościowych u człowieka) – szkodzić jej mogą głównie rzeczy dostające się tą drogą (bo albo są okradzione z substancji ochronnych albo same w sobie stanowią dla ustroju obciążenie). Ale nie tylko. Wymieńmy najważniejszych 10 rzeczy:

  1. Przetworzona (przemysłowo czy też w domu) i/lub prozapalnie działająca żywność: słodzona (cukrem lub syntetycznymi słodzikami), sztucznie aromatyzowana lub barwiona, żywność zawierająca glutaminian sodu, konserwowana, wędzona, puszkowana, smażona, grillowana (dioksyny i inne kancerogeny), nabiał przemysłowy przetworzony (pasteryzowany lub homogenizowany), napoje chłodzące i gazowane w plastikach i aluminiowych puszkach, soki w kartonach, ocet spirytusowy i zawierające go produkty, obficie nawożone nowalijki, żywność nadpsuta, nadpleśniała, koncentraty w proszku, oleje rafinowane i zrobione  z ich użyciem produkty (np. majonezy, gotowe dressingi i inne wyroby zawierające anonimowy i bliżej  nieokreślony „olej roślinny” na etykiecie itd.), margaryny, wyroby cukiernicze i przemysłowe lody, „białe” produkty – oczyszczone i rafinowane (biała mąka i wyroby z niej, biały ryż, rafinowany cukier, sól kuchenna rafinowana itd.), dania gotowe wszelkiego typu.  Niestety większość z tego, co znajduje się dzisiaj w sklepach spożywczych jest jedynie na sprzedaż, nie do jedzenia.
  2. Nadmiar prozapalnych produktów odzwierzęcych: szczególnie tych pochodzących z chowu przemysłowego (zarówno drobiu jak i ssaków), jajek, czerwonego mięsa (wieprzowina, wołowina), ryb hodowlanych i owoców morza z akwakultury (łosoś, pstrąg, karp, panga, tilapia, krewetki itd.) lub przetworzonych produktów ze śledzi (większość śledzi na polskim rynku jest dosmaczana glutaminianem sodu, dosładzana syntetycznymi słodzikami i konserwowana benzoesanem sodu).

  3. Żywność transgeniczna: czyli modyfikowana genetycznie (GMO), nie mylić z odmianami danej rośliny – z upraw transgenicznych pochodzi dzisiaj większość soi oraz kukurydzy na świecie, produkowanych w celach konsumpcyjnych i paszowych. Nie upłynęło wystarczająco dużo czasu abyśmy mieli dane na temat długoterminowego wpływu takiej żywności na zdrowie kolejnych pokoleń ludzi.

  4. Konwencjonalne kosmetyki: upiększające, pielęgnacyjne, do higieny jamy ustnej jak pasty do zębów i płukanki, kosmetyki antysłoneczne itd. Wszystkie można zastąpić nietoksycznymi odpowiednikami zrobionymi w domu za grosze lub kosmetykami i olejami organicznymi.

  5. Konwencjonalne środki czystości (proszki, mleczka, pianki, płyny, odświeżacze powietrza). Można je zastąpić mniej agresywnymi wersjami eko lub własnej roboty nieszkodliwymi i tanimi produktami. Sprzątanie można zrobić skutecznie mając do dyspozycji sodę, ocet, boraks i domowy płyn enzymatyczny.

  6. Używki: kawa, czarna herbata, tytoń, narkotyki, alkohole, napoje z kofeiną i ze stymulantami (energetyzujące). Większość tych używek niszczy florę bakteryjną jelit i wypłukuje cenne minerały z ustroju.

  7. Inne substancje ksenobiotyczne (czyli obce substancje, niebędące naturalnym składnikiem żywego organizmu): wprowadzane do ustroju w celach leczniczych (szczepionki, leki, niektóre suplementy diety) lub występujące w środowisku (dioksyny, PCB, BPA, metale ciężkie jak ołów, aluminium rtęć, kadm) i wiele innych.

  8. Brak snu i odpoczynku: niedosypianie, przepracowanie, stres, pośpiech, hałas, chaos, nadmiar obowiązków, niedotlenienie (brak ruchu) lub zbyt intensywna aktywność fizyczna (treningi, sport zawodowy).

  9. Negatywne myśli i emocje: strach, smutek, złość, gniew, żal, wina, zazdrość, wstyd, niepokój, wściekłość, zawiść, gorycz, pogarda, bezsilność, chciwość, nienawiść. Wpływem naszego myślenia i naszych emocji na układ odpornościowy zajmuje się dziedzina nauki o nazwie psychoneuroimmunologia.

  10. Smog elektroniczny i promieniowanie: urządzenia bezprzewodowe, telefonia komórkowa, medyczne urządzenia diagnostyczne, kuchenki mikrofalowe i rozmaite urządzenia elektryczne i/lub elektroniczne. Należy przed nimi chronić szczególnie dzieci i osoby starsze. Nie nośmy komórki w kieszeni, na szyi czy w staniku. Używając urządzeń elektrycznych (np. młynka do kawy, blendera) odsuńmy się od nich, telewizor włączajmy tylko wtedy gdy chcemy coś obejrzeć itd. Dotyczy to także urządzeń będących w stanie czuwania, dlatego wyłączmy całkowicie urządzenie gdy nie pracuje.

Jak widać mamy tutaj w większości tak zwane „nowoczesne” rzeczy, z którymi nasi przodkowie nie mieli do czynienia. Dopóki ludzie będą je kupować, dopóty przemysł będzie je produkował, skoro się sprzedają. Nie ma nic złego w rozwoju ani w nowoczesności. Nowoczesność jest fajna, często potrzebna i ułatwia życie, ale trzeba z niej umieć korzystać tak, aby sobie nie szkodzić. Przynajmniej w miarę możliwości. Szczególnie w czasach gdy wiele rzeczy zostało postawionych na głowie i oddalonych od prawdy, a zamiast prawdy wciska się nam kit. Wszyscy wiemy, że życie w szklanej bańce nie jest możliwe. Mamy takie a nie inne środowisko i sami na nie zapracowaliśmy w dużej mierze. Nie możemy mieć co prawda większego wpływu na niektóre sprawy, np. na czystość powietrza jakie wdychamy, ale to nie znaczy, że jesteśmy całkowicie bezbronni wobec wpływu negatywnych i osłabiających naszą odporność czynników środowiskowych.

Na wiele bowiem rzeczy mamy codziennie wpływ i to jak najbardziej. I tylko my, a nie nikt inny. Na różne rzeczy możemy wpływu nie mieć, ale akurat na to co wkładamy do swojej buzi lub nakładamy na swoją skórę jak najbardziej wpływ mamy, bo parszywej jakości pseudojedzenia nikt nam siłą do ust przecież nie włoży, naszpikowanego chemikaliami kremiku też siłą na skórę nie nasmaruje – tutaj sami się dobijamy własnymi rękami. Nie ma na co lub na kogo zwalać teraz odpowiedzialności, po prostu weź się w garść i zacznij w końcu dokonywać świadomych wyborów jeśli chcesz być przewlekle zdrowy, bo o Twój układ immunologiczny nikt inny oprócz  Ciebie lepiej nie zadba, to jest pewne. Ty i Matka Natura możecie to zrobić. Ona bowiem doskonale zabezpieczyła swoje dzieci, które choć robią dużo głupich rzeczy, to jednak tak czy inaczej zasługują na Jej bezwarunkową miłość i mają drogę do zdrowia zawsze otwartą, ilekroć będą chciały Ją za swoją głupotę przeprosić, naprawić swoje błędy i nie wracać już nigdy na destrukcyjne tory z których zawróciły.

Choroby stylu życia można odwrócić jedynie ZMIANĄ stylu życia, czyli usunięciem przyczyny, dla której system zaczął wysyłać niepokojące sygnały, jeden po drugim. Nie liczmy na to, że zostaną wymyślone na to kiedykolwiek jakiś cudowne tabletki. Nie ma tabletek na lenistwo, wygodnictwo, próżność, łakomstwo i brak ruchu. I nigdy nie będzie. Nawet wiedza na nic się Tobie nie przyda gdy zabraknie działania.  Bo to właśnie w DZIAŁANIU leży siła. Chcieć to móc. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Nigdy nie jest za późno. Nie szukaj wymówek! Nie wiesz od czego zacząć?

  1. Zrób konkretne porządki w swoich kuchennych szafkach i usuń z nich wszystko co nie jest prawdziwym jedzeniem, choć może je znakomicie udawać, szczegółową czarną listę znajdziesz tutaj.
  • Idź na zakupy i zaopatrz się w prawdziwe jedzenie. Szczegółowe instrukcje jak zrobić zdrowe zakupy znajdziesz tutaj.

  • Nasze pożywienie może i powinno być naszym lekarstwem zamiast nas zabijać. Nasze myśli, nasze uczucia mogą działać na nas uzdrawiająco zamiast nas wykańczać i wpędzać do grobu. Mamy też zioła, witaminy i super-foods (super-pokarmy), mamy potężne chroniące nas przed stresem adaptogeny pochodzące ze świata roślinnego. Dokładniej przeanalizuję wszystko co może wzmacniać nasz system odpornościowy w kolejnym artykule.

    Stay tuned czyli nie odchodźcie od odbiornika!

    Autor: Marlena

    Źródło: akademiawitalnosci.pl

    Przygotowała: nika_blue

    Jedzenie które zmienia Cię w uzależnione zombie..

    Jedzenie które zmienia Cię w uzależnione zombie..

    szkodliwa zywnosc (2)Czy wiesz, że umiejętnie manipulując odpowiednimi stężeniami cukru, soli, tłuszczy, białek i innych składników, można wywołać w konsumencie taką reakcję, by jadł bez opamiętania? I co najważniejsze – by chciał kolejnych dawek tak skomponowanego „pokarmowego narkotyku”?

    Czy wiesz, że przemysł spożywczy prowadzi zakrojone na szeroką skalę badania o tym, jak działają różnorakie połączenia na Twój mózg i receptory smakowe. To tłumaczy fenomen tego, dlaczego fast foody są dla wielu ludzi tak smaczne i dlaczego trudno przestać na kilku kęsach.

    Tajemnicą poliszynela jest też długość listy składników np takiego Big Maca. Oprócz składników typowych, które widać okiem, ziół i przypraw, jest tam też cała gama wzmacniaczy zapachu, smaku, smaku, sztucznych aromatów, dodatków zapachowych itp.

    Przemysł spożywczy i uzależniające jedzenie – napisy PL

    Sekrety i tajemnice zdrowego odżywiania: zboża i fenyloalanina

    Sekrety diet i zdrowego odżywiania: pełnoziarniste zboża i fenyloalanina

    Poniższy artykuł traktuje o fenyloalaninie. Jest to specyficzny związek chemiczny, którego roli w powstawaniu chorób organizmu nie doceniamy.

    Okazuje się, że żywiąc się „po polsku”, „tak, jak wszyscy” – bardzo łatwo ten związek przedawkować i wywołać objawy toksyczności.

    Przypatrzmy się najpierw diecie typowego Polaka z wąsami, waniającego śledziem i cebulą:
    -śniadanie: 3 kanapki z masłem, serem żółtym i szynką;
    -2 śniadanie: bułka zawinięta w worek papierowy, wzięta do pracy;
    -obiad: najczęściej makarony, obowiązkowe ziemniaki i obowiązkowe mięso;
    -kolacja: kolejne 3 kromale dziwnego wyrobu imitującego dawny chleb.
    -w międzyczasie taki wąsaty polski inteligent popija sobie te kulinarne frykasy napojami typu „light” „zero kalorii” (a jakże inaczej xD) zawierającymi aspartam. Bo on przecież w teorie spiskowe nie wierzy, więc aspartam jest bezpieczny.

    Trzeba dodać, że: zboża, sery żółte, ziemniaki i mięso, napoje z aspartamem – są największymi źródłami fenyloalaniny. Jedna z osób czytających bloga podesłała mi info, że wystarczy konsumpcja 3/4 standardowego bochenka produktu chlebo-podobnego, by znacząco obniżyć nastrój na cały dzień.

    Tak na nas zarabiają. Najpierw dla rachunku ekonomicznego sprawia się, że żarcie, w tym zboża, nie tylko są niewartościowe, ale także mają więcej szkodliwych substancji (gluten, gliadyny). A potem proponuje się nam „cudowne rozwiązania”.

    Od dawna staram się uczulić Was, drodzy czytelnicy, na to, że zboża, ze względu na swoje ogłupiające i zamulające właściwości, od zarania dziejów były „paszą” którymi jaśniepaństwo karmiło swoich poddanych – nazywanych przez nich: niewolnikami, chłopami pańszczyźnianymi, czy bardziej współcześnie – podludźmi (untermensh) 😉

    -przyp. Jarek Kefir

    Przeczytaj także inne ważne artykuły o dietach, zdrowym odżywianiu i żywności na mojej stronie:
    “Buszujący w pszenicy” – globalna zmowa wokół zbóż
    Właściwa dieta jest niezwykle ważna w chorobach przewlekłych!
    Polscy lekarze: “Nieprawidłowa dieta zwiększa o 50% ryzyko nowotworów” – mamy potwierdzenie!
    Niewiedza bywa zabójcza. Poznaj fakty o współczesnych odmianach zbóż
    Jak usprawnić funkcje umysłowe, poprawić nastrój, odżywić swój mózg? Proste i skuteczne sposoby!
    Polacy jedzą coraz mniej szkodliwych zbóż. Poszli po rozum do głowy! Ofensywa propagandowa branży zbożowej

    Fenyloalanina: zasady zdrowego żywienia

    Cytuję: ”

    (…)

    Nadmiar fenyloalaniny

    Zwykle o nadmiarze fenyloalaniny mówi się przy omawianiu choroby genetycznej – fenyloketonurii – w której dochodzi do zaburzeń przemiany tego aminokwasu i jego nagromadzenia w organizmie. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że spożywając niektóre produkty spożywcze, doprowadza się do przejściowego wzrostu poziomu fenyloalaniny we krwi oraz jakie skutki ma taki wzrost. Przejściowe zwiększenie fenyloalaniny w surowicy krwi powoduje:

    • spadek poziomu serotoniny — „hormonu szczęścia” — potrzebnego nie tylko do utrzymania pozytywnego nastroju, ale również do regularnego cyklu miesiączkowego, kontroli apetytu, prawidłowego snu, a u niemowląt do pracy systemu termoregulacji;
    • pogorszenie pracy układu nerwowego – z tego powodu aminokwas ten jest szczególnie niebezpieczny dla noworodków i płodów;
    • chwilowe załamanie emocjonalne i stany depresyjne.

    Najczęstszym winowajcą przejściowego zwiększenia ilości fenyloalaniny w organizmie człowieka jest słodzik – aspartam – dość powszechnie stosowany przy produkcji żywności: napoi dietetycznych typu „O” kalorii lub light, gum do żucia, produktów dla diabetyków, ale znalazłam również ten związek w wędlinach i przetworach rybnych.

    Ze względu na niekorzystny wpływ na organizm spożycia dużych ilości aspartamu powinny wystrzegać się:

    • kobiety ciężarne,
    • osoby z nadciśnieniem tętniczym,
    • chorzy na nowotwór skóry,
    • chorzy na fenyloketonurię,
    • dzieci i młodzież,
    • przyjmujący leki przeciwpsychotyczne.

    (…)

    Źródła fenyloalaniny:

    (…)

    • 2,7% białka zawartego w owocach,
    • 3,5% białka zawartego w warzywach,
    • 4,9% białka zawartego w ziemniakach,
    • 5,1% białka zawartego w mleku i jego przetworach,
    • 5,6% białka zawartego w chlebie i produktach zbożowych,
    • 4,6% białka zawartego w mięsie, drobiu, rybach i wędlinach,
    • 5,5% białka zawartego w serach.

    I choć wydaje się, że to taki niewielki procent (2,7 – 5,5%) całego białka jakie dostarczamy sobie z pożywieniem to jednak jest to ilość w pełni zaspokajająca potrzeby naszego organizmu”

    To tylko 1/3 artykułu, aby przeczytać cały artykuł, kliknij tutaj:

    http://zasadyzywienia.pl/fenyloalanina.html

    Autor: Marta Mikuła-Meyer

    Data publikacji: 25.09.2013

    (…) = fragmenty tekstu wycięte

    Jesteśmy truci cały czas, ale Twój dietetyk / lekarz Ci tego nie powie..

    W czym tkwi tajemnica odchudzania, diet i zdrowego odżywiania?

    produkty pelnoziarniste czy sa zdrowe

    W tym artykule z portalu Akademia Witalności przedstawiona jest pewna ciekawa koncepcja dotycząca tematyki diety, odchudzania i otyłości.

    Nasza cywilizacja jest cywilizacją permanentnie cierpiącą na otyłość, mimo tego, że oficjalny model oparty na tzw. „produktach pełnoziarnistych” ma zapewnić zdrowie ciała i ducha. Jednak nie zapewnia. Gdyby przyjrzeć się temu bliżej – jest wręcz dokładnie odwrotnie.

    Od lat 90-tych XX wieku, czyli odkąd zaczęto promować dietę opartą o produkty pełnoziarniste, notuje się istną epidemię następujących schorzeń:
    -otyłości i nadwagi
    -chorób serca i układu krążenia
    -chorób emocji i psychiki
    -chorób neurodegeneracyjnych

    Faktem jest, iż zboża od zarania dziejów były pokarmem niewolników bądź niepiśmiennych chłopów. Tradycja rozdawania prostactwu chleba, by się nie buntowało, ma tysiące lat (Cesarstwo Rzymskie).

    Organizmy zbóż, produkując takie a nie inne szkodliwe substancje, bronią się przed roślinożernymi zwierzętami. Zamiast zabijać na miejscu, jak wilcza jagoda, zboże produkują takie substancje, by roślinożerce maksymalnie zamulić uśpić, pozbawić witalności i niemal wszystkich sił życiowych. I tym samym – odwieść stado roślinożerców od dalszego spożywania zbóż na danej łące.

    Przez chichot historii, a dokładnie przez rządzę władzy nad tłumem, zboża zostały włączone do menu ludzi. Właśnie po to, by ich uśpić, osłabić ich zdolności samodzielnego myślenia, itp. Szlachta, elity państwowe, religijne, władcy – oni nigdy nie jedli zbóż, woleli za to mięso. Które co prawda, dodaje niesamowitej energii i siły, ale kosztem innych funkcji organizmu. Jednak to temat na zupełnie osobny artykuł.. Tutaj nie poruszam kwestii bioetycznych i zdrowotnych dotyczących jedzenia mięsa, a też są one istotne.

    Przeczytaj także inne ważne artykuły o dietach, zdrowym odżywianiu i żywności na mojej stronie:
    “Buszujący w pszenicy” – globalna zmowa wokół zbóż
    Właściwa dieta jest niezwykle ważna w chorobach przewlekłych!
    Polscy lekarze: “Nieprawidłowa dieta zwiększa o 50% ryzyko nowotworów” – mamy potwierdzenie!
    Niewiedza bywa zabójcza. Poznaj fakty o współczesnych odmianach zbóż
    Jak usprawnić funkcje umysłowe, poprawić nastrój, odżywić swój mózg? Proste i skuteczne sposoby!
    Polacy jedzą coraz mniej szkodliwych zbóż. Poszli po rozum do głowy! Ofensywa propagandowa branży zbożowej

    skuteczna dieta odchudzajaca

    Czego nie powie Ci Twój własny dietetyk?

    Cyt. „Wciąż walczysz z nadwagą stosując coraz to inną dietę, a kilogramy uparcie wracają? Liczysz kalorie i masz już tego serdecznie dość? Otóż… zrobiono Cię po prostu w konia! Współczesna dietetyka oparta jest od lat 30-tych ubiegłego wieku na pewnej sprytnej półprawdzie, nikt Ci tego nie mówił?  W takim razie z przyjemnością dzisiaj wyjaśnię Ci o co chodzi. Tego nie przeczytasz w Wikipedii. Dowiedz się i przekaż każdemu kogo znasz.

    Wszystkie diety odchudzające polegają z reguły na liczeniu kalorii. Kalorie, kalorie, kalorie… wszędzie ich w mediach pełno. Zapytaj kogo chcesz co zrobić aby schudnąć, a wszyscy odpowiedzą tak samo, jak taki nie przymierzając dobrze zaprogramowany komputer: aby schudnąć bilans energetyczny musi być ujemny, musisz zacząć spalać więcej kalorii niż przyjmujesz. Powiedzą to wszyscy, od zwykłego Kowalskiego aż po wszystkich dietetyków i lekarzy. Należy ograniczyć kalorie jednocześnie starając się spalać ich jak najwięcej i to wszystko. Wszystko? Czyżby? Skąd się wzięło takie przekonanie? I dlaczego nikt nie mówi całej prawdy, lecz jedynie półprawdę? No cóż, jak nie wiadomo o co chodzi, to o chodzi o pieniądze. Na dużą skalę tak naprawdę. Zawsze tak jest i w tym przypadku również.

    Twój dietetyk nie powie Ci całej prawdy.

    Dlaczego? Bo nie tego go uczyli na studiach. Otóż cała współczesna dietetyka i proponowane przez nią diety odchudzające opierają się na założeniach opracowanej w latach 30-tych ubiegłego wieku teorii zwanej od nazwisk jej twórców JOHNSTON & NEWSBOROUGH HYPOTHESIS czyli hipotezą Johnstona i Newsborough – pracowników Uniwersytetu w Michigan, USA.  Teoria ta zakłada, że spożywając mniej kalorii niż potrzebuje ciało, ciało spali tłuszcz, który magazynuje.

    Przy powszechnym poklasku mediów teoria ta jest do dzisiaj wtłaczana nam codziennie do mózgu jako ta jedynie słuszna, a na jej podstawie wyrosły potężne, warte na dzień dzisiejszy miliardy dolarów gałęzie przemysłu: jedna produkująca odchudzającą (zero tłuszczu, zero cukru itp.) żywność oraz druga gałąź produkująca rozmaite suplementy dla odchudzających się – spalające tłuszcz, przyspieszające metabolizm itd. Wszyscy na potęgę zaczęli nagle liczyć kalorie, ćwiczyć (co akurat jest dobre), kupować dietetyczną żywność i łykać tabletki przyspieszające spalanie. Powinno wszystko działać. A tymczasem często (najczęściej!) nie działa.

    Dlaczego ta teoria jest tylko sprytną półprawdą?

    Ponieważ fakty mówią same za siebie. Rozejrzyj się dookoła. Od czasów opracowania tej teorii minęły 3 pokolenia. To wystarczająco długo, aby móc wyciągnąć wstępne wnioski, prawda? Otóż 3 pokolenia później mamy więcej niskotłuszczowych i niskowęglowodanowych pokarmów niż nam się śniło: napoje light ze słodzikiem zero kalorii, jogurty 0% a nawet czekoladę bez cukru i margarynę zawierającą połowę kalorii. W napędzanej medialnie euforii tłuszczofobii i węglowodanofobii cały świat rzuca się następnie jak wygłodniałe zwierzę na wysokobiałkową z kolei dietę niejako Du(p)kana, czym rujnuje (jeśli jeszcze nie zrujnował) sobie zdrowie obok utraty (niestety niekoniecznie na stałe) kilku zbędnych kilogramów. Pomimo tego liczba grubasów nie maleje, lecz sukcesywnie rośnie, a schudnąć jest coraz trudniej. Od lat 70-tych spożycie tłuszczów na głowę zmalało od 40% do 34%, jednocześnie nastąpił wzrost zjawiska otyłości z 14% populacji do 22%. Gdzie więc tkwi haczyk?

    dieta i dietetycy

    Oparcie odchudzania jedynie na teorii bilansu energetycznego jest jak sprzątanie domu tylko na środku, podczas gdy po kątach kłębią się koty kurzu, a potem wszyscy się dziwią, że domownicy chodzą i kichają  w takim czystym niby domu. Prawda jest taka, że ocenianie diety odchudzającej na podstawie kalorii a nawet tak ostatnio modnego stosunku białek do tłuszczy i węglowodanów (diety Atkinsa, Du(p)kana, Kwaśniewskiego itd.) to jak ocenianie człowieka jedynie po wyglądzie. Jednak oprócz tego co oczywiste i możliwe do zaobserwowania gołym okiem kryją się różne zjawiska, których nie widać, ale to wcale nie znaczy, że ich nie ma.  Teoria bilansu kalorycznego powstała 80 lat temu i czas zmienić swoje podejście do odchudzania. Jeśli nie chce tego zrobić twój dietetyk – zrób to sam dla własnego dobra. Bilans energetyczny jest owszem ważny, ale nie wyczerpuje niestety tematu. Kalorie, białka, tłuszcze i węglowodany to naprawdę nie wszystko.

    Dlaczego ta teoria jest już dziś niewystarczająca?

    Zacznijmy od tego, że 80 lat temu chemizacja życia nie była tak powszechna jak teraz. Na każdą porcję obcych chemicznie substancji dostarczanych drogą pokarmową, oddechową lub transdermalną (przez skórę) organizm reaguje, ponieważ substancje te zaburzają jego naturalną homeostazę (równowagę). Musi te szkodliwe substancje jakoś zneutralizować i zmetabolizować, jeśli zaś okazuje się to niemożliwe, stara się je upchać jak najdalej od Twoich żywotnych organów, czyli pod skórę. Używane dzisiaj obficie w rolnictwie, przetwórstwie spożywczym czy kosmetycznym chemikaliaz jakimi notorycznie stykamy się na co dzień są dobrze rozpuszczalne w tłuszczach. Twój organizm tworzy nadprogramową tkankę tłuszczową nie po to by zrobić Ci na złość, lecz po to, by zachować Cię przy życiu. Niestety nie wszystko jest usuwane wraz z moczem, potem i kałem.

    8 powodów dla których stare teorie już się nie sprawdzają

    Jeśli oprócz żywienia nie zmienisz w swoim życiu niczego (np. kosmetyków, środków czystości, przedmiotów z którymi styka się Twoja skóra) to możesz tak walczyć z nadwagą w nieskończoność, a w końcu weźmie ona i tak górę prędzej czy później. Jeśli nie jesteś gruby teraz masz znaczne szanse być grubym na starość. Pod warunkiem, że jej dożyjesz.

    Dlaczego? Bo 80 lat temu:

    tajemnice dietetykow i odzywiania1. nie było tak naszpikowanych chemią środków piorących, czyszczących, kosmetyków pielęgnacyjnych i do makijażu. W domu używało się sodę oczyszczoną, boraks, szare mydło, a do pielęgnacji urody proste w składzie kremy oparte na naturalnych substancjach lub pochodzące z natury olejki (rycynowy, arganowy, kokosowy itd.), w kosmetykach do makijażu nie królowały tak jak dzisiaj toksyczne substancje będące produktami przemysłu petrochemicznego, lecz przeważały substancje czerpane z natury. Media i producenci zrobili nam wodę z mózgu wmawiając nam, że do każdego rodzaju plam należy zakupić inny środek. Skończy się na tym, że nam wmówią, iż potrzebujemy osobne mydło do każdej części ciała.

    zdrowie i choroby2. Nie było w użyciu tyle leków i suplementów diety z dodatkiem syntetycznych wypełniaczy, barwników, aromatów i słodzików. Ostatnio robiąc zakupy w aptece internetowej dostałam jako gratis tubę musującego wapna z witaminą C firmy „Zdrovit”. Niestety „Zdrovit powinien zmienić swoją nazwę na bardziej adekwatną„Chorovit” – w składzie tego musującego „zdrowotnego” cudeńka znajdował się między innymi cyklaminian sodu jako substancja słodząca. Nie wiem na cholerę to w ogóle słodzić, ale jak dla mnie to nie tykam niczego jeśli nie jest słodzone wyłącznie bezpiecznymi naturalnymi poliolami (erytrytolem lub ksylitolem) ew. stewią. Oczywiście gratisik z chemiczną wkładką powędrował do śmietnika. Nie miałam sumienia obdarować nim nikogo, kogo znam. Nie mam wokół siebie ludzi, którym bym źle życzyła.

    .

    pestycydy w rolnictwie3. Ludzie nosili ubrania i buty w większości z naturalnych włókien i surowców, nie było włókien sztucznych w powszechnym użyciu (odzież z syntetyków, nylonowe wyroby pończosznicze dla kobiet, buty ze sztucznej skóry itd.). Bawełna z której produkowano odzież nie była tak jak dziś pryskana pestycydami, a środki do barwienia, wybielania i konserwacji tkanin będących przez 16 godzin na dobę w kontakcie z Twoją skórą nie były tak agresywne jak dzisiaj.

    chemia w zywnosci4. Nie było w sklepach żywności tak potwornie jak dzisiaj naszpikowanej chemikaliami – konserwantami, emulgatorami, barwnikami, sztucznymi aromatami, syntetycznymi słodzikami, spulchniaczami, tłuszczami uwodornionymi, syropem fruktozowo-glukozowym itd. Na dzień dzisiejszy lista dodatków spożywczych do żywności dopuszczonych w Unii Europejskiej wynosi ponad 1,5 tysiąca substancji. Dopuszczone jednak przez jakąś instytucję do przemysłowego użytku  nie znaczy obojętne dla Twojego organizmu. Czas nazwać rzeczy po imieniu.

    zdrowie i zywnosc5. Nie było żywności w puszkach wyścielonych od wewnątrz toksycznym bisfenolem A, nie było w użyciu papieru termoczułego zawierającego Bisfenol A (paragony, faksy, bilety wstępu, wydruki z terminali płatniczych itd), a wody nie piło się z plastikowych butelek, lecz ze szklanych, nie karmiło się też niemowląt z plastikowych butelek zawierających bisfenol A, nie używało się plastików w kuchni ani folii do żywności zawierających bisfenol A.

    Dzieci nie bawiły się zabawkami z plastiku lecz z drewna. Dupska nie wycierało się im chusteczkami nasączonymi chemikaliami ani też fikuśnym papierem toaletowym z nadrukowanymi kwiatkami, pachnącym syntetycznym aromatem rumianku, tylko zwykłym niebielonym szarym. Kobiety nie używały przez kilka dni w miesiącu mających styczność ze skórą i śluzówkami tamponów i podpasek bielonych chemikaliami lub nasączonych syntetycznymi substancjami zapachowymi.

    szkodliwa zywnosc6. Mięso zwierząt rzeźnych nie zawierało hormonów i antybiotyków (światowa produkcja antybiotyków dzisiaj to 90% dla zwierząt i 10% dla ludzi), krowy nie były karmione paszami przemysłowymi z ziaren spryskiwanymi obficie pestycydami lub mutowanych transgenicznie (GMO), lecz pasły się jak Pan Bóg przykazał czyli żrąc trawę stworzoną dla nich do tego celu przez Stwórcę.

    zdrowe odzywianie7. Mleko dostępne w sprzedaży było naturalne i surowe (podlegające naturalnej fermentacji, a nie gnijące na śmierdząco), czyli nie było pasteryzowane. Jednak dzisiejsze mleko pochodzące od przemysłowo hodowanych w ścisku i tłoku krów MUSI być dzisiaj pasteryzowane bo ryzyko zakażeń silnie w takich warunkach wzrasta. W takim mleku pływają miliony trupów zabitych podczas pasteryzacji bakterii, z którymi nasz organizm nie bardzo ma co zrobić.Takie mleko nie ma nic wspólnego z prawdziwym świeżym mlekiem od hodowanej na wsi krowy.

    Nie mówiąc o tym, że pasteryzowane mleko ma zmienioną pod wpływem wysokiej temperatury strukturę komórkową (na mleku przegotowanym cielaki po maksimum trzech miesiącach… zdychają). Czy zdrowej na umyśle kobiecie przyszłoby do głowy nakarmić swoje niemowlę swoim przegotowanym mlekiem? Skoro nie to czemu sama pije pasteryzowane mleko krowy? Antybiotyki, hormony, pestycydy – oto co dzisiaj naukowcy znajdują w ciałach nowo narodzonych dzieci.

    1. Przy produkcji płodów rolnych nie stosowano tak powszechnie chemikaliów: pestycydów, herbicydów i innej maści -cydów, uprawiało się na kompoście stworzonym przez Matkę Naturę. A żywności transgenicznie mutowanej (GMO) nie było wcale, ani dla ludzi ani do karmienia zwierząt rzeźnych. Przy czym z warzyw i owoców można w dużej części domowym sposobem usunąć pozostałości pestycydów, zaś szkodliwe substancje z mięsa i mleka są praktycznie nie do ruszenia.

    Często te same substancje (np. karbaminiany) stosuje się zarówno jako pestycydy przy uprawie roślin jak też i podaje przemysłowo hodowanym zwierzętom, aby szybko przybrały na wadze i były szybko gotowe do sprzedaży.

    Lekarze przepisują karbaminiany również ludziom jeśli nie mogą oni przytyć. Karbaminiany zaburzają wydzielanie hormonów kontrolujących wagę ciała (tak, dobrze czytasz: hormonów kontrolujących wagę, jeśli wydawało Ci się, że jedynie Ty ją samodzielnie kontrolujesz swoim liczeniem kalorii to jesteś w błędzie). Człowiek nie świnia, wszystko zeżre – znasz to powiedzenie? Jedząc konwencjonalnie uprawiane rośliny, przetworzoną przemysłowo żywność i mięso ze sklepu jesteśmy notorycznie narażeni na spożywanie tuczących karbaminianów. Najpierw jedzą je zwierzęta i podlewane są nimi roślinki, a potem my to jemy.

    mieso jest szkodliwe

    Teraz rozumiesz dlaczego coraz trudniej jest w dzisiejszych czasach utrzymać prawidłową wagę ciała?

    Kalorie to nie wszystko!

    Aczkolwiek teoria bilansu kalorycznego nie straciła na aktualności, jednak spójrzmy prawdzie w oczy – jest już przestarzała i nie nadąża za rozwojem naszej chemicznej cywilizacji. Obecną epidemię otyłości z toksycznymi chemikaliami używanymi w rolnictwie, przetwórstwie spożywczym, kosmetykach i produktach chemii domowej wywołał nie tylko dodatni bilans energetyczny. Kalorie to naprawdę nie wszystko! Jestem na to żywym, chodzącym dowodem.

    Pod okiem dietetyka z popularnego serwisu internetowego udało mi się z wielkimi bólami schudnąć jedynie 4 kg w 2 miesiące ograniczając kalorie. Kiedy rzuciłam tą dietę i zaczęłam drążyć temat wychodząc poza pudełko do którego wtłoczyły nas media na spółkę z dietetykami niczym do jakiegoś matrixa, zaczęło mi coś świtać…

    Zmieniając zasady gry na dostosowane do współczesnych, nasączonych z każdej strony chemią realiów – bez większego trudu moje ciało pozbyło się 11 kilogramów w mniej więcej takim samym czasie. Po prostu uznało, że nie ma powodu dalszego utrzymywania podskórnego magazynu śmieci. A jadłam same smakowitości (lecz nie te z poprzedniego stylu życia) i ruszałam się tyle co zawsze. Jest jeszcze bonus jakiego nie dała mi żadna oparta na starych zasadach dieta. Skóra zrobiła się napięta i młoda jak z obrazka, cellulitu i pryszczy brak, od tamtego czasu nie choruję, nawet na katar.

    Jeśli wychodzisz z założenia, że „człowiek ma zdolności adaptacyjne” albo że „organizm sam się dopasowuje do otoczenia” to wiedz, że najlepsze efekty są wtedy, gdy samemu ruszysz głową, tyłkiem i resztą i pomożesz organizmowi nie zmuszając go do jakiejkolwiek adaptacji na siłę.

    Adaptacja na siłę może się bowiem przykro skończyć: destrukcją ciała już nie tylko na zewnątrz, ale i… od środka. Nadwaga, pryszcze czy cellulit to przy tym tak naprawdę małe piwo – te defekty kosmetyczne to pierwszy sygnał ciała, które mówi „nie traktuj mnie tak, proszę, nie dowalaj mi do pieca bo nie daję rady”.

    Te wszystkie chemiczne substancje powodują wzrost acydozy czyli zakwaszenia organizmu. W nienaturalnie kwaśnym środowiskuorganizm uruchamia mechanizmy obronne odkładając tkankę tłuszczową gdzie magazynuje śmieci (nota bene ten osławiony cellulitto jak wspomniałam pierwszy sygnał od naszego ciała, że robimy coś nie tak, w gruncie rzeczy jest to dla Matki Natury niewielki problem i pozbyłam się go raptem w parę tygodni – bez drogich kosmetyków, bolesnych masaży i tym podobnych ściem o których może Ci powiedzieć każda napotkana kosmetyczka). Z czasem jednak to nie wystarcza i wtedy już jest kiepsko: rozwijają się liczne choroby, zaczynają nam szwankować narządy, z czasem po prostu gniją od środka (fachowo to się nazywa nowotwór – nie chcę myśleć co by się stało w miejsce cellulitu i pryszczy gdybym się w porę nie przebudziła!).

    Mimo to diety proponowane przez dietetyków wciąż z oślą upartością skupiają się na liczeniu kalorii lub na proporcjach białka/tłuszcze/węglowodany, a nie na przywracaniu równowagi kwasowo-zasadowej poprzez eliminację toksyn z pożywienia, otoczenia i kosmetyków. Jednym z warunków koniecznych by tą równowagę organizmowi przywrócić jest właśnie nie tylko dbałość o alkalizujące, naturalne pożywienie, ale też „czujność chemiczna” czyli dbałość o to z czym stykamy się na co dzień. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. I to nie jest żadna schiza, tylko niestety w takich parszywych czasach żyjemy (patrz punkty 1-8, a to i tak jedynie zajawka i szkic).

    Gdy zwrócisz się o pomoc do dietetyka ten powie Ci, że może Ci pomóc z nadwagą, ale z pryszczami czy cellulitem udaj się do kogo innego. Gdy zwrócisz się o pomoc do Matki Natury ta przygarnie Cię z powrotem na swoje łono niczym syna marnotrawnego i odda Ci z powrotem wszystko: piękną sylwetkę, promienną cerę, jasność umysłu, mocne paznokcie, lśniące włosy… masz jeszcze coś na swojej liście życzeń? Matka nigdy niczego nie odmawia swojemu dziecku, wal śmiało.

    Co robić i od czego zacząć?

    Za każdym razem gdy zamiast przetworzonej przemysłowo karmy (pudełkowanego jedzenia nie sposób nazwać niestetypożywieniem, bo niczego wielce pożywnego tam nie znajdziesz) lub nowoczesnego kosmetycznego gadżetoidu wypełnionego chemią decydujemy się na użycie czegoś pochodzącego od natury – tak naprawdę robimy naszemu organizmowi olbrzymią przysługę!

    Zamiana jedzenia na nieprzetworzone nie jest trudna do wykonania i można to zrobić praktycznie z dnia na dzień, ale już używanych do tej pory przedmiotów, (kosmetyków, środków czystości i higieny itd.) nie zmieni się tak z dnia na dzień. Jednak każdy nawet najmniejszy nasz wysiłek szybko zostanie nagrodzony. Nie wystarczy usiąść na tyłku narzekając „dzisiaj chemia jest we wszystkim” i czekać aż się coś samo zmieni. Nic się nie zmieni tam gdzie w grę wchodzą duże pieniądze i zyski dla państwa. Tyłek niestety trzeba ruszyć samemu i zacząć samemu zmieniać swoje otoczenie na tyle, na ile jest to tylko w naszej mocy. Wymieniaj po kolei wszystkie rzeczy jakich używasz na naturalne. Mnie to zabrało kilka tygodni, w takim tempie bowiem rotują w moim domu środki higieny, proszki, środki czystości, kosmetyki itd. Niektóre te najbardziej toksyczne wyrzuciłam od razu do śmieci, niektóre nieco później. A następne kupiłam (lub zrobiłam samodzielnie tanim kosztem) już naturalne.

    Gdy przestaniemy coś kupować, to producenci przestaną to produkować. Chyba, że jest to coś naprawdę zdrowego – wtedy zamiast w spożywczym towar zmieni sklep na ten ze zdrową żywnością, ale z rynku nie zginie. Bardzo zdrowa i cenna odżywczo kasza jaglana (jak ją pamiętam z dzieciństwa bo matka często mnie po nią posyłała do sklepu) była kiedyś w każdym pobliskim spożywczaku, dzisiaj kupisz ją tylko w sklepie ze zdrową żywnością. Spożywczakom nie opłaca się sprowadzać jaglanki, bomodny jest teraz ryż. Białego oczywiście schodzi a jakże – najwięcej, podobnie jak białego chleba, białych bułek, słodkich jogurcików, napojów gazowanych, lodów z Dodą na opakowaniu i rzecz jasna słodyczy. Oczywiście wszystko to jest modne i w dużej mierze reklamowane w TV, ale żaden z tych produktów nie jest naturalny, każdy z nich został przetworzony ludzką ręką przy użyciu takich czy innych chemikaliów.

    To my mamy wybór, to my decydujemy. Daliśmy się ogłupić i wpuścić w maliny. Przemysłowcy zrobili z nas tuczne zwierzęta podobnie jak zrobili to najpierw ze zwierzętami hodowlanymi. Naprawdę nie musimy wyprodukowanej przez nich karmy kupować.Nie jesteśmy zwierzętami i nie dajmy się tak traktować.

    dieta i odzywianie

    Dodatki do żywności oszukujące nasze zmysły i dodatki do kosmetyków oszukujących naszą skórę w dużej mierze pojawiły się dopiero niedawno, ale trzeba co najmniej trzech pokoleń by stwierdzić czy coś jest naprawdę nieszkodliwe. Tymczasem instytucja, która dopuściła te świństwa do stosowania w produkcji przemysłowej ma to wszytko w du…żym poważaniu, bo za trzy pokolenia na stołkach instytucji będzie już ktoś inny, oni nie poniosą żadnej odpowiedzialności, liczy się to, że dzisiaj dostają sute pensje na koszt podatnika. Tamci przyjdą to wycofają jak sprawa się rypnie i tyle. Po tych dodatkach w żywności się do toalety od razu przecież nie biegnie, więc tak szybko się nie wyda, a póki co kaska leci.

    Uświadom sobie, że tak to funkcjonuje. W truskawkowym szejku z fast fooda nie ma ani grama truskawki ani mleka, jest to jedynie kompozycja odpowiednio dobranych chemikaliów, a jednak ktoś na to zezwolił, a  każdy ze składników jest legalny i w odpowiednich ilościach dozwolony. Dozwolony przez ludzi, ale nie przez naturę. Tej się nie da oszukać, nie da się z nią kupczyć. Zgłosi się po swoje kiedy przyjdzie na to czas.

    Wybieraj zatem nie karmę a pożywienie, a czerp je prosto z rąk Matki Natury, nie z rąk zachłannych ludzi. Wybieraj to, co przed nami przetestowali na sobie nasi przodkowie przez wiele pokoleń. Swoje „nowoczesne” żywieniowo-kosmetyczne wynalazki niech sobie producenci wsadzą tam gdzie słońce nie dochodzi. W dupę krótko mówiąc.

    Pamiętaj, że Stwórca jest dzisiaj jedynym producentem żywności, któremu warto zaufać. Człowiek nie. Zbyt często bowiem opanowany jest on żądzą zysku. Bozia nigdy nie działa z chęci zysku dlatego wybierajmy pożywienie naturalne – takie jakie dla nas natura przygotowała, bo tylko takie zostanie przez nasz organizm przyjęte z wdzięcznością. Do spożywania takiego zostaliśmy zaprojektowani.

    Tylko nie przeginaj w drugą stronę – to grozi stresem!

    Oczywiście, że nie da rady dzisiaj żyć pod szklanym kloszem i nie chodzi tu o to by wpadać w jakąś ortoreksję albo chwytać w sklepie paragon od kasjerki tylko ręką ubraną w ochronną rękawiczkę z powodu Bisfenolu A. Bądźmy realistami. Nie dajmy się zwariować ani też zestresować. Najważniejsze jest by uświadomić sobie, że masz wybór i  poczuć, że chcesz tego wyboru dokonać, nie że musisz go dokonać.

    Nie będzie fajnie, jeśli w restauracji po wybraniu świeżej sałatki w miejsce zwyczajowego kebaba z frytkami zaczniesz nagle zastanawiać się, czy aby ta sałata jest organiczna (hodowana bez chemii) – odpręż się i po prostu ją zjedz, bo… stresy zakwaszają równie mocno jak chemikalia.

    Właśnie jestem w trakcie czytania arcyciekawej lektury (niestety nie jest dostępna w języku polskim), książki doktora Gabriela Cousens’a (tak, to ten sam, który w dokumentalnym filmie „Po prostu na surowo” wyleczył surowymi warzywami w 30 dni pod okiem rejestrującej wszystko kamery aż ośmiu chorych z cukrzycy, w tym jednego z typu I, a pozostałych z typu II). Książka nosi tytuł „Conscious Eating”(czyli świadome jedzenie).

    medycyna i dieta

    Zdam relację wkrótce. Jest tam bardzo dużo jeszcze innych rzeczy, których nie powie Ci Twój dietetyk. Stay tuned czyli nie odchodźcie od odbiornika!

    Autor: Marlena

    Źródło: akademiawitalnosci.pl

    Przygotowała: nika_blue

    Czy wiesz, co zatruwa Cię na co dzień? Pozbądź się toksyn z domu!

    Jak pozbyć się toksyn z naszego życia?

    toksyny trujace substancje

    Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że powietrzu wewnątrz pomieszczeń może występować wyższe stężenie toksyn, niż w powietrzu na zewnątrz. Jak na ironię, toksyny te pochodzą z produktów, których używamy, aby uczynić nasze życie lepszym.
    Domy, mieszkania – materiały z których zostały wykonane oraz wyposażenie i produkty codziennego użytku wytwarzane są na całym Świecie. Standardy ich wytwarzania (w tym skład) są również bardzo zróżnicowane. W trakcie użytkowania wydzielają one do otoczenia różnego rodzaju substancje, nie zawsze korzystne dla naszego zdrowia. Substancje te stanowią jedne z kluczowych składników negatywnego wpływu czynników środowiskowych na nasz organizm. Substancje te osadzają się w naszym organizmie i wpływają na wzrost dolegliwości związanych z zaburzeniami systemu immunologicznego, alergie, zaburzenia hormonalne, podrażnienia, problemy nerwowe i przewlekłe zmęczenie. Potwierdzają to badania np. artykuł opublikowany przez Brytyjski Magazyn Medyczny – Treść artykułu.

    Artykuł popiera tezę, że czynniki środowiskowe oraz styl życia determinują rozwój wielu chorób w tym nowotworów.W wyniku oddziaływania tych substancji w naszych ciałach kumuluje się od 400 do 800 substancji, a ich efekty oddziaływania na nasz organizm są trudne do określenia i rozłożone w czasie. Organizm tylko do pewnego momentu jest w stanie radzić sobie z takim obciążeniem, później reaguje różnymi dolegliwościami i chorobą. Dlatego ważne jest abyśmy minimalizowali dostarczanie toksyn do naszego organizmu i oczyszczali go.Istnieją regulacje w zakresie informowania konsumentów o składzie produktów, z których korzystamy. Jednak, aby w pełni zrozumieć zagrożenia płynące z takiego a nie innego składu produktu, każdy z nas musiałby być chemikiem. Jako konsumenci obarczeni jesteśmy dużym ciężarem wyboru produktów, które są przyjazne dla nas i naszej rodziny.toksyny w domuNowe meble, dywany są silnym źródłem wydzielania toksyn np. formaldehydów.Istnieje jednak kilka prostych strategii, które możemy podjąć, aby zminimalizować narażenie na działanie toksyn w naszym domu:1. Poznaj substancje toksyczne, które najczęściej występują obecnie w naszych domach.
    2. Znajdź bezpieczne zamienniki, aby ograniczyć zagrożenie.
    3. Regularnie wietrz dom, mieszkanie, zwłaszcza w trakcie miesięcy zimowych.

    trucizny w domu

    Nie jest łatwo stwierdzić występowanie konkretnych toksyn w domu. To z kolei dyktuje, jakie kroki należy podjąć w celu ograniczenie ekspozycji na nie. Dlatego ważne jest poznanie ogólnych zasad zwalczania toksyn. Ich przestrzeganie w dużej mierze ograniczy ich obecność.Oto kilka ogólnych strategii w celu ograniczenia ogólnego poziomu toksyn w domu:

    1. Używaj tylko naturalnych produktów czyszczących w domu. Większość składników do przyjaznych zdrowiu  środków czystości można zakupić w sklepie lub intrenecie i tworzyć własne zdrowe środki czystości.
    2. Stworzenie polityki „bez butów” w domu. Aby radykalnie zmniejszyć ilość pestycydów i innych substancji chemicznych, które mogą podnieść zewnątrz, goście i członkowie rodziny zostawiają buty przy drzwiach. Pozostałości toksycznych związków chemicznych mogą czasami latami trwać w dywanach, chodnikach lub wykładzinach.
    3. Unikaj korzystania z produktów chemicznych zwalczania insektów. Istnieją bezpieczne, nietoksyczne alternatywy dla zwalczania szkodliwych owadów w domu.
    4. Uprawiaj rośliny doniczkowe, które detoksykują powietrze. Naukowcy zbadali, że niektóre rośliny doniczkowe, które są przydatne w absorpcji potencjalnie szkodliwych gazów i oczyszczania powietrza wewnątrz domów np. paproć, palma, filodendron, dracena.

    szkodliwe substancje w domu

    1. Rośliny są istotnym elementem w odtruwaniu naszego domu.
    2. Zmień lub wyczyść filtry od pieca, wentylacji, klimatyzacji zgodnie z zalecaniami producenta.
    3. Przestaw się  na naturalne kosmetyki, w tym szampon, pastę do zębów, dezodoranty.
    4. Unikaj sztucznych odświeżaczy powietrza, środków do zmiękczania tkanin lub innych syntetycznych substancji zapachowych, które mogą zanieczyszczać powietrze.
    5. Unikaj pielęgnacja trawników substancjami chemicznymi. Pozostałości po nich łatwo przedostają się do pomieszczeń, gdzie zalegają w dywany i na meble tapicerowanych. Użyj do pielęgnacja trawników naturalnych metod, które eliminują potrzebę nawozów sztucznych i herbicydów.
    6. Czy Twoja woda z kranu jest sprawdzona? Jeśli występują zanieczyszczenia, należy zainstalować odpowiedni filtr wody na wszystkich bateriach (nawet tych pod prysznicem lub wanną).
    7. Stosuj produkty o niskiej ilości lotnych związków organicznych (VOC): farby, uszczelniacze, wykończenia, wykładziny podłogowe. Sprawdź czy na etykietach jest informacja „low-VOC” lub „zero-VOC”
    8. WENTYLACJA!!! Nowoczesne domy i firmy są tworzone tak, aby być szczelne. Oznacza to, że  toksyny też są w nich uszczelnione. Zamknięty jest dopływ świeżego powietrza z zewnątrz! Aby prawidłowo wentylować pomieszczeniach w zimie zostaw otwarte drzwi i okna po przeciwnych stronach domu, mieszkania na 5 – 10 minut. Meble, ściany i wszelkie duże przedmioty zachowają ciepło i pomogą szybko przywrócić temperaturę pomieszczenia.

    wydarzenia wiadomosci i informacje

    Aby pokonać wroga trzeba go poznać. Poprzez zachowanie kilku zasad w naszym życiu możemy efektywnie zmniejszyć negatywne oddziaływanie trujących substancji na nasz organizm.Poniżej przedstawię toksyny, które należą do najczęściej występujących w naszym otoczeniu: w powietrzu, wodzie, produktach stosowanych w domu i żywności. Nie jest to wyczerpująca lista, gdyż w naszym środowisku znajduje się tysiące innych substancji szkodliwych.

    1. Lotne związki organiczne (VOC):

    VOC (Volatile Organic Compounds) to grupa związków chemicznych, które łatwo parują w temperaturze pokojowej, a w ich oparach znajdują się substancje szkodliwe np. formaldehydy. Ich stężenia nie są zazwyczaj wysokie, jednak kumulują się w długim okresie i indukują powstawanie chorób.  Przedostają się one do domu z różnych źródeł.  Istnieje ponad 400 związków typu VOC, które zostały zidentyfikowane w naszych domach z czego ponad 200 z nich można znaleźć w dywanach. Stężenie VOC mogą być wyższe (od dwóch do pięciu razy) w powietrzu wewnątrz pomieszczeń, niż w powietrzu na zewnątrz. Wynika to z tego, że są obecne w wielu produktach gospodarstwa domowego.Zagrożenia: podrażnienie oczu i dróg oddechowych, bóle głowy, zawroty głowy, zaburzenia widzenia, zaburzenia pamięci, przewlekłe oddziaływanie zwiększa ryzyko raka wątroby, nerek i uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego. Osoby z problemami układu oddechowego, takich jak astma, małe dzieci, osoby starsze i osoby o podwyższonej wrażliwości na substancje chemiczne mogą być bardziej podatne na podrażnienia i choroby z VOC.Źródła zagrożenia: nowe dywany i meble, farby do wnętrz, płyty wiórowe, sklejka i prasowane wyroby z drewna, nowe tworzywa sztuczne, elektronika, dezodoranty, odświeżacze powietrza, szampony i kosmetyki,  płyny czyszczące, lakiery, odzież sucho czyszczona, środki odstraszające insekty, wyrobów tytoniowych.Jak zminimalizować skutki:

    1. Należy unikać produktów o wysokiej zawartości VOC – poszukaj informacji na opakowaniu „Low-VOC” i „Zero-VOC” np. na farbach.
    2. Kupuj wyroby litego drewna, płyt pilśniowych lub sklejki  w miejsce prasowanych produktów z drewna.
    3. Stwórz politykę „zakazu palenia” politykę w domu.
    4. Rozważ zakup antyków.
    5. Przed wniesieniem nowych mebli, dywanów, wykładzin, urządzeń do domu – rozpakuj je i zostaw np. w garażu na kilka dni przed wniesieniem do pomieszczeń zamkniętych. Podobnie postępuj przed wniesieniem artykułów z drewna prasowanego z lakierem i farbą.
    6. Wietrz pomieszczenia – przez zwiększenie wentylacji można obniżyć stężenie VOC w domu- szczególnie jeśli nowe dywany lub wykładzina winylowa została ułożona, lub pokój świeżo pomalowany. Otwórz okna i drzwi oraz użyj wentylatora aby pomóc toksynom wydostać się z domu.

    2. Pestycydy:

    Pestycydy są powszechnie używane w rolnictwie. Z badań wynika, że 60% herbicydów, 90% fungicydów i 30% insektycydów są substancjami rakotwórczymi. Osadzają się one na roślinach w wyniku czego od 50 do 90 procent żywności zawiera pozostałości po nich.Zagrożenia: podrażnienie oczu, nosa i gardła, uszkodzenia centralnego systemu nerwowego, nerwów i nerek, zwiększone ryzyko zachorowania na raka, chorobę Parkinsona, poronienia, wady wrodzone, blokowanie wchłanianie składników odżywczych żywności.Źródła: jedzenie (niektóre owoce, warzywa, zboża i mięso produkowane przemysłowo), produkty do niszczenia szkodników domowych,  niektóre chemiczne zabiegi pielęgnacyjne trawników, produkty chemiczne stosowane w ogrodach, parkach.Jak zminimalizować skutki:

    1. Ustanowienie polityki „bez butów” w domu – najprostszy sposób, aby zachować pestycydy poza domem. Dotyczy to szczególnie chemikaliów z parku, ogrodu, trawnika czy ulicy i chodnika. Przy wejściu do domu członkowie rodziny jak i goście zdejmują i zostawiają swoje buty przy drzwiach. Takie zachowanie ma również drugi pozytywny efekt – dom pozostaje dłużej czysty. Dobrze jest mieć kupione tanie kapcie dla gości.
    2. Kupuj świeże, organiczne warzywa i owoce od sprawdzonych dostawców. Jednak, jeżeli masz chociaż niewielki ogródek – uprawiaj własne. Daje to dużo przyjemności i satysfakcji. Dotyczy to również np. jajek – idealnie jeżeli można znaleźć lokalnego rolnika, który zapewni jajka od kur z wolnego wybiegu.
    3. Unikaj produktów chemicznych do zwalczania insektów w domu. Można znaleźć bezpieczne ekologiczne alternatywy np. mała ilości ziemi okrzemkowej, zabije różne owady, nie stanowiąc szkody dla dzieci lub zwierząt domowych. Chemiczne środki powinny być stosowane tylko wtedy, gdy łagodniejsze nie poradzą sobie z problemem.
    4. Używaj naturalnych metod zwalczania szkodników na trawniku i ogrodzie – trawnik.

    wydarzenia informacje i zdrowieŹle pielęgnowany trawnik może być źródłem toksyn przenoszonych do domu.

    3. Pleśń i inne toksyny z grzybów (mikotoksyny):

    Są jednymi z bardziej alergennych substancjami – u jednej osoby na trzy to właśnie one wywołują reakcję alergiczną. Już niewielka ilość mikotoksyny może powodować szereg problemów zdrowotnych.Zagrożenia: nie ma zbyt wielu publikacji na ten temat oraz jednoznacznego potwierdzenia oddziaływania mikotoksyn na zdrowie. Mogą mieć one różnorodne działanie toksyczne, od podrażnienia błony śluzowej, do zaburzeń w pracy układu odpornościowego i raka.Źródła: skażonych budynki, wilgotne obszary o częstych zmianach temperatury, zawieszone w powietrzu cząstki z wentylacji lub klimatyzacji.Jak zminimalizować skutki:

    1. Dbaj o to aby były czyste filtry od ogrzewania, wentylacji i klimatyzacji.
    2. Usuń wszystkie źródła wody gdzie może rozwijać się pleśń; miejsce to należy później dokładnie wysuszyć.
    3. Zachowaj wilgotności względną poniżej 60%, co może wymagać osuszacza w niektórych obszarach.
    4. Przechowuj przedmioty o dużej zawartości celulozy (gazety, płyty gipsowo-kartonowe, karton) w pomieszczeniach suchych

    4. Ftalany i PVC (polichlorek winylu):

    PVC zawierają ftalany, są to powszechnie stosowane w  przemyśle związki chemiczne zwane technicznie estrami fosforowanymi ( składniki chemikaliów rolniczych)  oraz  estrami 1,2-benzenodikarboksylowymi. Ftalany mają wiele zastosowań przemysłowych, oraz równie dużo  właściwości toksycznych. Substancje, te są stosowane przede wszystkim do wydłużenia życia zapachów (kosmetyki, odświeżacze, chemia gospodarcza) i zmiękczają opakowania plastikowe.Zagrożenia: wpływają negatywnie na układ hormonalny (ftalany pod względem chemicznym naśladują hormony i są szczególnie niebezpieczne dla dzieci). Badacze zwracają uwagę, na wielką szkodliwość dla kobiet ciężarnych – wywierają one negatywne skutki na rozwój narządów u dzieci. Już niskie dawki stanowią ryzyko dla zdrowia.Źródła: folia, plastikowe butelki, plastikowe pojemniki do przechowywania żywności, która może przenosić ftalany w naszej żywności. PVC w niektórych produktach, takich jak podłogi winylowe, zasłony i obicia, zabawki dla dzieci, zasłony prysznicowe, materace dmuchane, kosmetyki i utrwalacze.Jak zminimalizować skutki:

    1. Sprawdź etykiety produktów dla dzieci, aby sprawdzić, że są wolne od ftalanów.
    2. Przy zakupie wyrobów z tworzyw sztucznych dla domu, zapytaj czy zawierają PVC lub ftalany.
    3. Unikaj spożywania żywności przechowywanej w plastiku z PCV.
    4. Wybieraj produkty z kodami kodu recyklingu # 3 lub V w miejsce wyrobów z PVC.
    5. Wybieraj zasłony, rolety i markizy, które nie zawierają PCV – najlepsze są naturalne włókna, takie jak bawełna, len, drewno, bambus, jedwab.
    6. Pamiętaj o systematycznym wietrzeniu pomieszczeń.

    5. Dioksyny:

    Związki chemiczne powstałe w wyniku procesów spalania w piecach lub komercyjnego spalania odpadów komunalnych miedzy innymi takich jak: bielonej masy celulozowej, papieru, plastik oraz tłuszcze wytworzone komercyjnie.Zagrożenia: rak, zaburzenia rozwojowe i układu rozrodczego, trądzik chlorowy, wysypki skórne, przebarwienia skóry, łagodne uszkodzenie wątrobyŹródła: tłuszcze zwierzęce – ponad 95 procent ekspozycji dioksynami pochodzi z jedzenia komercyjnych tłuszczy zwierzęcych – 23% z mleka i nabiału. Inne duże źródła narażenia to wołowina, ryby, wieprzowina, drób i jaja w ryby, gdyż te toksyny akumulują się w łańcuchu pokarmowym. Również dym papierosowy – zawiera niewielką ilość dioksyn.Jak zminimalizować skutki:

    1. Zmniejsz spożycia mięsa i przetworów mlecznych.
    2. Unikaj spalania materiałów zawierających chlor, takich jak np. tworzywa sztuczne.
    1. Metale ciężkie: Metale takie jak arsen, rtęć, ołów, aluminium i kadm, które są powszechne w wielu dziedzinach naszego życia, gromadzą się w tkankach miękkich ciała
      Zagrożenia: rak, zaburzenia neurologiczne, choroba Alzheimera, zawroty głowy, zmęczenie, nudności i wymioty, zmniejszenie produkcji czerwonych i białych komórek krwi, zaburzenia rytmu serca, uszkodzenia naczyń krwionośnych
      Źródła: woda pitna, szczepionki, pestycydy, zakonserwowane drewno, antyperspiranty, materiały budowlane, farb ołowiowych.Jak zminimalizować skutki:
    1. Zainstaluj filtry do wody.
    2. Używaj zimnej wody do picia oraz do gotowania na herbatę lub kawę.
    3. Unikaj ryb zawierających w rtęć, takich jak makrela, miecznik, rekin, gardłosz. Ogranicz zużycie tuńczyka, szczególnie steki i konserwy z tuńczyka białego.
    4. Jeżeli twój dom został zbudowany przed 1978 r., sprawdzić czy zastosowana została farba ołowiowa.
    5. Unikaj kupowania produktów wykonanych z PFC, takich jak naczynia Teflonowe i Scotchgard.
    6. Unikaj impregnowanego drewna na podłogach lub placach zabaw dla dzieci.

    Źródło: greensign.pl

    Przygotowała: nika_blue