Tag: wapń

Potężna rola witaminy K2 w zdrowieniu. Bez niej witamina D3 staje się toksyczna!

Witamina K2 MK7 i zdrowie

Wklejam dziś interesujące nagranie video. Jest to wywiad z dr Kate Rheaume-Bleue, autorką książki „Paradoks witaminy K2 i wapnia„.

Od dawna zaleca nam się branie witaminy D3. Od dawna mówi się też o tym, że RDA (tzw dzienne zapotrzebowanie – normy oficjalne) ustalone na poziomie 10 mcg jest drastycznie zaniżone. Taka dawka nie pokrywa dziennego zapotrzebowania nawet u niemowlęcia. Szczególnie zimą.

Mówi się o tym, że należy brać dawki dużo większe. I takie są też w sprzedaży i w aptekach, i w sklepach zielarskich. Optymalna dawka to od 50 mcg.

Jednak mało kto zwraca uwagę na inny istotny szczegół. Witamina D3 nie będzie działać bez jednoczesnego dodatku witaminy K2. Mało tego – dłuższe branie witaminy D3 bez dodatku witaminy K2 może sprawić problemy zdrowotne – m.in. obciążyć nerki i inne organy.

Witamina K2 jest bowiem aktywatorem witaminy D3 i protein, jakie witamina D3 tworzy. Dodatkowo, witamina K2 to podstawa jeśli chodzi o leczenie cukrzycy, nowotworów i chorób serca. Jak i profilaktykę zawałów i udarów. Bowiem powoduje ona, że wapń jest zabierany z miejsc gdzie go być absolutnie nie powinno (tętnice, żyły, tkanki miękkie) i przekazywany do kości.

witamina-k2-mk7

Mamy cywilizacyjny, globalny nadmiar wapnia spowodowany nadmiernym spożyciem nabiału. Odkłada się on w naczyniach krwionośnych, powodując miażdżycę, zawały i udary. To nie cholesterol je powoduje – jest to kolejne kłamstwo. Cholesterol jest naturalnym balsamem, który wręcz leczy te uszkodzenia spowodowane przez odkładający się w naczyniach krwionośnych wapń. Stąd taka skrajna toksyczność statyn – leków obniżających poziom cholesterolu.

Jeszcze odnośnie witaminy K2 – sprawa jest bardziej skomplikowana. Są dwa odmiany witaminy K, czyli K1 i K2. Nas interesuje K2. Ale znowu, ma ona szereg odmian. Najlepsza z nich jest K2 w formie MK7 (K2-MK7). I tylko taką stosujmy. Szereg firm wprowadziło na rynek suplementy zawierające obie te witaminy. Cytowany w nagraniu video lekarz mówi o tym, by na każde 25 mcg witaminy D3 brać 100 mcg witaminy K2-MK7.

Według badania European Prospective Investigation into Cancer and Nutrition:
-wyższy poziom witaminy K2 obniża ryzyko raka prostaty i raka płuc (głównie u mężczyzn);
-witamina K2 powoduje śmierć komórek nowotworowych (białaczkowych, szpiczaków, chłoniaków);
-witamina K2 hamuje rozwój raka wątroby u pacjentów w stanie remisji;
-pacjenci którzy regularnie przyjmowali witaminę K2, mieli mniej przypadków nawrotów nowotworów i występowała u nich mniejsza śmiertelność;
-witamina ta hamuje aktywność nuclear factor-kappa B, który odgrywa ważną rolę w komórkach rakowych.
Powyższe info dzięki uprzejmości Gai, czytelniczki mojej strony.

A teraz zapraszam na nagranie video – witamina K2-MK7, warto wiedzieć!

.

Witaj! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nie ocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia.

Na konto bankowe – kliknij na obrazek poniżej:

paypal_donate

Na Pay Pal – kliknij na obrazek poniżej:

paypal

JAK ZAŻYWAĆ MAGNEZ? BĘDZIESZ ZDZIWIONY, ŻE TEGO NIE WIEDZIAŁEŚ!

Jaki magnez wybrać?

Magnez jest bardzo ważnym mikroelementem, który musimy dostarczać z codzienną dietą. Jednak z magnezem wielu z nas ma problemy. Otóż konkurentem magnezu w organizmie jest inny pierwiastek, wapń. Wapń jest antagonistą magnezu, co oznacza, że działa odwrotnie niż magnez. Współczesna dieta białego człowieka została tak skonstruowana, że stanowczo za dużo w niej wapnia, przy małej ilości magnezu.

A to rodzi całą kaskadę problemów. Magnez uczestniczy w ponad 300 reakcji biochemicznych w organizmie. Przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego. Uspokaja, polepsza nastrój, znosi zmęczenie. To, co przedstawiłem, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Ale zacznijmy od tego, jaki magnez wybrać.

Na rynku mamy wiele preparatów magnezowych, pod różnymi postaciami i w różnych dawkach. Zacznijmy od form magnezu. Otóż trzeba zwracać uwagę na zawartość magnezu podawaną w przeliczeniu na jony. Np dany preparat może zawierać 1600 mg glicynianu magnezu, co daje 250 mg jonów magnezu. Nas interesuje ta druga wielkość. Należy przyjmować 200 mg do 400 mg jonów magnezu na dobę. Dla dzieci, kobiet w ciąży, chorych (szczególnie na nerki) itp itd – te wielkości mogą być mniejsze.

Jaki magnez wybrać?

Mamy na rynku formy magnezu takie jak: tlenek magnezu, węglan, cytrynian, chlorek sześciowodny, (dis)glicynian, mleczan, asparginian i inne. Od razu odradzam spożywanie magnezu w formie węglanu i tlenku. Z prostej przyczyny – są bardzo słabo wchłanialne, na poziomie 10% do 20%. Węglan magnezu i tlenek magnezu nie tylko w 80% do 90% zostanie wydalony, ale dodatkowo obciąży organizm. Co ciekawe, preparaty reklamowane na chama w telewizji, najczęściej zawierają te kiepsko przyswajalne formy.

Sześciowodny chlorek magnezu ma nieco lepszą przyswajalność. Dodatkowo dostarcza on chlorków, których rola w żołądku polega na tworzeniu kwasu solnego. Jest to bardzo ważna rola przy trawieniu. Większość z nas, Polaków, ma niedobory kwasu solnego w żołądku, co skutkuje zgagą i zaburzeniem trawienia. A gdy trawienie jest zaburzone, wtedy zaczyna się cała kaskada problemów. Wtedy do jelit zaczynają przedostawać się niedostatecznie strawione białka. Szczególnie mam tu na myśli zboża zawierające gluten i produkty mleczne (laktoza, kazomorfiny).

A to już prosta droga do celiakii, nietolerancji glutenu, nietolerancji laktozy, zespołu jelita drażliwego, a potem – chorób serca, psychiki, Hashimoto itp itd. Ale do rzeczy. Najlepiej przyswajalne formy to formy magnezu takie jak: mleczan, (dis)glicynian, cytrynian, i w mniejszym stopniu – asparginian. Te formy mogą być przyswajalne nawet w 90%, choć nie jest to taka prosta sprawa. A dlaczego?

Przyswajanie i wchłanianie magnezu a witamina B6 i jego dawka

Aby zwiększyć przyswajanie magnezu, należy go zawsze łączyć z witaminą B6. Wiele preparatów magnezu ma już dołączoną niewielką dawkę witaminy B6. Ta witamina zwiększa wchłanianie magnezu o 20% do 40%. Można samemu kupić witaminę B6 w dawce 10 mg i brać ją do każdej dawki magnezu. Nie zalecam przekraczać dawki 100 mg witaminy B6.

Kolejną bardzo często pomijaną rzeczą jest fakt, że stopień wchłaniania magnezu zależy od dawki. Im większa dawka magnezu, nawet dobrze wchłanialnego, tym mniej się go wchłania. Nie powinniśmy brać więcej niż 100 mg magnezu jednorazowo! Dawki powyżej 100 mg mają już kiepską wchłanialność. Na rynku są tabletki po 250 mg a nawet 375 mg jonów magnezu. Niestety, z tych 250 mg wchłonie Ci się co najwyżej kilka procent. Co ciekawe, jedna z korporacji farmaceutycznych wypuściła preparat zawierający prawie 400 mg magnezu w tabletce, w formie bardzo słabo przyswajalnego tlenku.

Musicie więc uważnie patrzeć na to, co kupujecie. Ile się wchłonie z tych 400 mg magnezu w formie tlenku? Bardzo mało. I to właśnie ten preparat jest mocno reklamowany w TV i wszelkich mediach. Wybieramy więc preparaty do 100 mg w tabletce, w formach wysoko przyswajalnych wymienionych powyżej. Bierzemy po kilka tabletek dziennie, w odstępach co minimum 30 minut.

Jak zażywać magnez?

Ale czy to wszystko, o czym należy pamiętać? Otóż nie! Każdą dawkę magnezu należy popijać dużą szklanką (250 ml) wody. Należy tak robić dla bezpieczeństwa żołądka, by nadmierna ilość jonów magnezu nie działała silnie zasadowo. Środowisko żołądkowe powinno być środowiskiem silnie kwaśnym (wspominany powyżej kwas solny), a magnez powoduje jego odkwaszanie.

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę walić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam żadnych płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego, nawet dla biednych osób. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

Leki na cholesterol powodują ślepotę, depresję i szkodzą na serce

Kolejny artykuł dr Jerzego Jaśkowskiego odnośnie szkodliwości statyn, czyli leków na wysoki cholesterol. Są one bardzo szkodliwe, zaś wciąż brakuje wiążących dowodów na to, że wysoki cholesterol za cokolwiek złego w organizmie odpowiada. To nie cholesterol odpowiada za ryzyko zawałów serca. Ale nadmiar wapnia w diecie i we krwi, przy jednoczesnym niedoborze witaminy D3, K2 i magnezu.

Blaszki wapniowe odkładają się w ścianach naczyń krwionośnych i je uszkadzają. Wtedy organizm wysyła w uszkodzone rejony cholesterol, by chwilowo zatkać, „zabandażować” te uszkodzenia. Natomiast gdy owego cholesterolu jest za mało – mamy efekt kardiotoksyczności statyn.

Statyny na cholesterol nie tylko zaburzają szlak metabolizmu cholesterolu. I co za tym idzie, obniżają poziomu ważnych dla życia hormonów (witaminy D, DHEA, testosteronu). Ale także mają działanie kardiotoksyczne (szkodliwe dla serca i układu krążenia), szkodliwe na mózg (cholesterol jest jednym z głównych składników mózgu i paliw dla niego) i szkodliwe na oko.

Cholesterol jest bowiem składnikiem soczewki oka. Jeśli będziemy go obniżać do sztucznie zaniżonych norm przez WHO, to ogłupiejemy, oślepniemy i mamy zwiększone ryzyko incydentów krążeniowych. Zapraszam po więcej w poniższym artykule dr Jerzego Jaśkowskiego.

Wstęp: Jarek Kefir Continue reading „Leki na cholesterol powodują ślepotę, depresję i szkodzą na serce”

Nadmiar wapnia jest niebezpieczny!

Nadmiar wapnia jest niebezpieczny!

Skutki tego są przerażające – miliony chorych i przedwcześnie zmarłych. Można by nawet powiedzieć, że medycyna znów się pomyliła.. Można, gdyby nie fakt, że jest to po prostu kolejny szwindel, na którym oni zarabiają miliardy dolarów.

Przede wszystkim, wapń powinien być przyjmowany do wieku nastoletniego. Potem, gdy organizm jest już dorosły fizycznie, to zapotrzebowanie na wapń drastycznie się zmniejsza, a na scenę wkracza magnez, którego trzeba brać więcej. Wapń i magnez są naturalnymi antagonistami, w organizmie pełnią odwrotne role, działają przeciwstawnie.

Jednak nasza cywilizacja cierpi na chroniczny nadmiar wapnia. Spożywamy mleko, którego dorośli w ogóle nie powinni pić. W dodatku, bierzemy suplementy wapnia (najczęściej nieorganiczne). Wapń z takich suplementów, i nie tylko (o tym za chwilę) nie wchłania się do kości. Lecz zalega w tkankach miękkich, powodując ich zwapnienie. Powoduje także powstawanie blaszek wapniowych w naczyniach krwionośnych. I to one są odpowiedzialne za zawały, zatory, udary, miażdżycę.. a nie cholesterol!

Cholesterol nie jest przyczyną żadnych chorób! To kłamstwo!

Gdy powstają owe blaszki wapniowe w naczyniach krwionośnych, wtedy do akcji wkracza dobroczynny cholesterol. „Zalepia” on uszkodzone blaszką wapniową naczynie. Jednak nie jest to właściwe wyjście, a rozwiązanie tymczasowe. Leki które obniżają poziom cholesterolu, wręcz przyspieszają rozwój chorób serca i układu krążenia.

W dodatku, jeśli nie suplementujemy witaminy D3 (50 mcg do 200 mcg), łącznie z witaminą K2 w formie MK-7 (100 mcg do 500 mcg), to wapń zamiast pełnić użyteczną rolę w organizmie, odkłada się w tkankach miękkich i uszkadza je. Zasada jest taka, że na każde 50 mcg witaminy D3, bierze się 100 mcg witaminy K2 MK-7. Uwaga! Zażywanie witaminy D3 bez odpowiedniej ilości witaminy K2 MK-7, potęguje negatywne odkładanie się wapnia w organizmie.

Tymczasem – prawda o wapniu i jego zapotrzebowaniu:

-zaleca się nam picie dużych ilości mleka i jego przetworów choć żaden gatunek w naturze w wieku dorosłym ani nastoletnim tego nie robi;
-zaleca się nam też branie suplementów wapnia, najczęściej tych nieorganicznych;
-zaleca się nam spożywanie pożywienia bogatego w wapń;
-dodatkowo, ludziom starszym, zaleca się zwiększone spożywanie wapnia, co jest wręcz zabójcze dla ich organizmów.

Bagatelizuje się rolę magnezu, choć owszem, jego suplementy są szeroko reklamowane (najczęściej nieprzyswajalne lub szkodliwe dla żołądka takie jak cytryniany i mleczany). Najczęściej jest więc tak, że mamy niedobór magnezu i nadmiar wapnia.

Proponuję kilka kroków zaradczych dla ratowania swojego zdrowia i życia, związanych z wapniem, magnezem, witaminą D3 i K2 MK-7:

-odstawienie mleka i zredukowanie ilości jego przetworów;
-unikamy zupełnie suplementów wapnia;
-odstawiamy „lekarstwa” na cholesterol i nie przejmujemy się oszukańczymi, zaniżonymi normami cholesterolu;
-włączamy magnez (w formie chlorku magnezu sześciowodnego) w dawce 200 mg do 400 mg (dawki, w zależności od wieku, chorób, płci, wagi i innych czynników, mogą być bardzo różne, nawet mniejsze niż 200 mg);
-wprowadzamy suplementację witaminy D3 (50 mcg do 200 mcg) i witaminy K2 w formie MK-7 (od 100 mcg do 500 mcg). Przy chorobach przewlekłych, w tym nerek itp, konieczna konsultacja kumatego lekarza;

Autor: Jarek Kefir

Jak zauważyliście, drodzy Czytelnicy, pojawia się u mnie mnóstwo artykułów autorskich. Staram się tak redagować bloga, by zawierał jak najwięcej takich artykułów, gdyż wyszukiwarki je promują. Zasada jest jedna: im więcej artykułów autorskich na stronie, tym wyższa pozycja strony w wyszukiwarkach. I, co za tym idzie – więcej czytelników i więcej uświadomionych ludzi.

Jeśli chcesz, możesz wspomóc finansowo to, co robię, przyczyniając się do zwiększenia efektywności mojego, ale też Twojego bloga, Kefir 2010 – bo Ty przecież jesteś moim Czytelnikiem 🙂
Tutaj opisałem, jak to zrobić – link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Cholesterolowe kłamstwo które kosztuje życie milionów ludzi rocznie

Cholesterolowe kłamstwo które kosztuje życie milionów ludzi rocznie

wysoki cholesterolZ wapniem i magnezem, jak i z chlesterolem i miażdżycą, jest związane jedno z większych i bardziej szokujących oszustw w medycynie. Przyjmuje się, że cholesterol powoduje zlepianie się blaszek miażdżycowych, a w konsekwencji – zawały serca i udary mózgu. Jednak prawda na ten temat jest zupełnie inna i jak zawsze, szokująca dla przeciętnego zjadacza chleba, nie obytego z ogromną skalą oszustw w medycynie i farmacji.

Można wręcz powiedzieć: to spisek? Kolejna szalona teoria spiskowa? Nie, w żadnym wypadku! Wszystko sprowadza się do kapitalizmu i bardzo prostego rachunku zysków i strat. Korporacjom bardziej opłaca się wmówić człowiekowi, że musi np obniżać cholesterol, niż szybko i jednorazowo wyleczyć go i zmniejszyć mu ryzyko zawału i udaru. Nie opłaca się bowiem całkowite wyleczenie chorego. Natomiast opłaca się jego długoletnie leczenie opatentowanymi preparatami. A „leczy” się tak, by nie wyleczyć, i przy okazji, ogłupić człowieka, otumanić go.

Bowiem bez cholesterolu nie ma życia. Niższy poziom cholesterolu to także niższa sprawność umysłowa, większe ogłupienie i choroby całego organizmu. Z cholesterolem jest bowiem związany cały szlak metaboliczny. Z cholesterolu powstaje szereg składników niezbędnych dla życia składników, m.in. witamina D, białka pamięci, hormony, koenzym Q10, itp. Przyjmując leki obniżające poziom cholesterolu, blokuje się tak naprawdę cały szlak cholesterolowy, a co za tym idzie – modyfikuje setki, jeśli nie tysiące parametrów organizmu.

Dalej: zauważyliście, że w reklamach TV, w pogadankach, poradach „ekspertów” – kładzie się wielki nacisk na uzupełnianie wapnia? Przede wszystkim każe się nam uzupełniać wapń, nie tylko w formie mleka, serów, które wg dietetyków, muszą być spożywane codziennie. Ale także w formie suplementów i wielu produktów do których dodaje się wapń. Tymczasem co powoduje wyższy poziom wapnia we krwi? Dlaczego im tak bardzo zależy na podnoszeniu poziomu wapnia?

wysoki cholesterol leczenieWyższy poziom wapnia to:
-więcej blaszek miażdżycowych (sic!).
-większe ciśnienie krwi. Z biochemii wiadomo, że wapń podwyższa ciśnienie krwi, zaś magnez je obniża.
-zwapnienie tkanek miękkich, które jest bardzo niepożądane. Dopiero odpowiednia podaż magnezu (musi być go aż 2 razy więcej od wapnia!) i witaminy K, umożliwia rozpoczęcie transferowania wapnia z tkanek miękkich do kości.

Ogólnie, wapń i magnez są antagonistami. Nie należy ich brać łącznie. Magnez bierzemy 2 godziny po zjedzeniu pokarmu ze źródłem wapnia. Więcej wapnia potrzebujemy tylko i wyłącznie w czasie dorastania, dzieciństwa. Potem, w czasie dorosłości, większa podaż wapnia jest wręcz dla nas toksyczna. To dlatego mleko, pokarm małych dzieci i małych zwierząt, zawiera wapń, a pokarmy późniejsze mają więcej magnezu. Dlatego teraz odpowiedzcie sobie, dlaczego tak wielką rolę przykłada się do ciągłego karmienia nas wapniem.

Przeczytaj też na ten temat:
Medycyna kłamie na temat chorób serca! Miliony ludzi umiera przedwcześnie
Choroby serca i układu krążenia mają inną przyczynę niż się powszechnie sądzi!
Zawał serca powstaje zupełnie inaczej!
Cholesterol: największe kłamstwo XXI wieku. Medycyna zamiast leczyć, zabija!
Wysoki cholesterol nie powoduje chorób serca! To kolejny kit przemysłu farmaceutycznego
Masz wysoki cholesterol? To dobrze, będziesz długo żył!
Te leki na serce mogą cię zabić! Alarm dla milionów Polaków

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Leki na cholesterol – statyny. Dlaczego lekarze nie mówią tego pacjentom?

Cytuję: „Poniżej podam kilka przykładów powikłań po stosowaniu leków z grupy statyn. Preparaty te są reklamowane jako środek na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi.

Może w pierwszym rzędzie kilka uwag merytorycznych, oczywiście bardzo ogólnych. Nie ma złego i dobrego cholesterolu. Ten podział został wprowadzony przez specjalistów od reklamy. Cholesterol to jeden związek chemiczny. Zawsze taki sam. Jest on niezbędny do budowy szkieletu komórki. Jest także prekursorem tzw. szlaku cholesterolowego. Czyli innymi słowy, z cholesterolu powstaje nie tylko witamina D, ale także koenzym Q, odpowiedzialny za detoksykację organizmu, czy hormony płciowe. Zahamowanie syntezy cholesterolu powoduje konkretne skutki biologiczne. Poniżej podam udowodnione ponad wszelką wątpliwość, negatywne dla naszego organizmu, konsekwencje bezmyślnego obniżania cholesterolu w surowicy.

Cholesterol w celu transportu po organizmie musi się podłączyć do grupy białkowej. Jeżeli to białko ma dużą cząsteczkę to nosi nazwę ciężkiego cholesterolu, jeżeli ma lekkie łańcuchy, to nosi nazwę lekkiego. Z przewodu pokarmowego wchłania się tylko około 0,5 do maksymalnie 1 grama cholesterolu. Innymi słowy, czy zjemy 1 czy 100 jajek [jeżeli ktoś potrafi], to i tak tylko 0,5 grama cholesterolu przejdzie przez ścianę przewodu pokarmowego. I nikt tutaj nie wymyśli niczego innego. Teoria, że blaszka miażdżycowa powstaje z cholesterolu pochodzi z przed prawie 3 pokoleń. Jeżeli ktoś chce sam sprawdzić, to może. Cholesterol jest substancja miękką, plastycznym materiałem, podobnym do kauczuku, a blaszka miażdżycowa jest twarda jak kość. Zawiera bowiem wapń. Proszę zauważyć, że żaden kardiolog nie występuje z wnioskiem o obniżenie poziomu wapnia we krwi?

Opory przepływu krwi w naczyniach są minimalizowane przez ładunek powierzchniowy błon komórkowych krwinek i śródbłonka. Oba te ładunki są elektroujemne. A więc się odpychają [krwinka od ściany śródbłonka], a przez to minimalizują opór przepływu. Gdyby nie ten mechanizm, to nasze serce, jako pompa, musiałoby mieć nie 140 wat mocy, ale co najmniej tysiąc razy więcej. Jeżeli miejscowo dojdzie do lokalnego wzrostu CO2, to CO2 w połączeniu z wodą tworzy kwas. Kwas powoduje lokalnie zmiany ph, nawet o 0,1 stopnia. Ta zmiana powoduje miejscową krystalizację fosforanów. A to zmienia ładunek ściany naczynia na elektrododatni. Organizm w samoobronie powoduje powstanie „plastra” – blaszki miażdżycowej, doprowadzającej ładunek do obojętnego. Taki jest cel powstawania blaszki miażdżycowej.

Praktycznie nigdy blaszka miażdżycowa nie jest przyczyną zawału serca. Badania udowodniły, że ten stan zapalny, powstały na skutek zmiany ph, łatwiej ulega wygojeniu przy wysokim poziomie cholesterolu. Nie widziałem w czasie sekcji ani jednego przypadku całkowitego zamknięcia światła naczynia. Zresztą badania przeprowadzone w ostatnich dekadach udowodniły, że mięsień serca ma olbrzymią ilość połączeń dodatkowych i praktycznie nie jest możliwe odcięcie dopływu krwi. Możesz sam Szanowny Czytelniki sprawdzić, że zmniejszenie średnicy naczynia powoduje tylko wzrost przepływu w danym odcinku. Ale objętość przed zwężeniem równa się zawsze objętości za zwężeniem. W przciwnym przypadku mamy inną chorobę i inaczej to leczymy.

Statyny, obniżając szlak cholesterolowy, jak wspomniałem, zmniejszają produkcję Co Q 10, absolutnie niezbędnego dla naszego organizmu naturalnego koenzymu. Jak wykazują statystyki, leczenie operacyjne „zawału” powoduje śmiertelność pooperacyjną w okresie roku do 47%. Leczenie zachowawcze za pomocą strophantyny zmniejsza śmiertelność do ok. 3%. Może dlatego poszczególne ośrodki kardiologiczne w Polsce nie publikują swoich danych?

Przeprowadzone już przed ponad 35 laty badania Manfreda von Ardena udowodniły, że skrzeplina powstaje po ustaniu krążenia, a nie jest przyczyną ustania krążenia. Dziwnym trafem, to badanie szybko wymazano z podręczników. Dr Duanne Graveline, lekarz i astronauta, opublikował wyniki badań, w których udowadnia, że stosowanie statyn, tak szeroko wciskanych polskim pacjentom, powoduje zahamowanie enzymu reduktazy HMG – CoA. Enzym ten jest wykorzystywany przez organizm do produkcji cholesterolu, hormonów kory nadnerczy, hormonów płciowych i białek pamięci. Tak więc obniżenie poziomu białek pamięci bezpośrednio związane jest z demencją. Reduktazy HMG-CoA są odpowiedzialne także za utrzymanie energii w komórce. Stąd osłabienia mięśniowe u osób przyjmujących statyny.

Kolejne badania nad skutkami przyjmowania przez ludzi statyn udowodniły, że mężczyźni je przyjmujący są narażeni na powstanie raka prostaty. Dane są szokujące. Mężczyźni dający się namówić na przyjmowanie leków o nazwie statyny, w dawkach powszechnie stosowanych, mają raka prostaty aż o 86% częściej aniżeli ci, którzy nigdy nie przyjmowali tych leków.

Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja z kobietami przyjmującymi statyny. W „Cancer Epidemiology. Biomarker and Prophlaktics” przedstawiono pracę opartą na badaniu 2886 kobietach ze stanu Waszyngton. Naukowcy porównali występowanie raka piersi u kobiet przyjmujących statyny i nie używających statyn. Analiza wykazała, że u kobiet przyjmujące je o wiele częściej rozwijał się rak inwazyjny przewodowy – IDC, lub nieinwazyjny zrazikowy – ILC aniżeli w grupie kobiet bez statyn. Okazało się, że czym dłuższy czas przyjmowania statyn, tym większe prawdopodobieństwo zachorowania na raka. I tak kobiety, które przyjmowały statyny 10 lat, lub dłużej, mają 1,83-krotnie większe ryzyka zachorowania na inwazyjnego raka przewodowego i 1.97-krotne zwiększenie ryzyka raka zrazikowego.

Kolejne badania udowodniły, że stosowanie statyn powoduje wzrost tworzenia się blaszek miażdżycowych w tętnicach wieńcowych i wzrost miażdżycy aorty.

Inne badania dowodzą, że przyjmowanie statyn nie tylko powoduje wzrost ryzyka wystąpienia cukrzycy typu 2, ale także przyspieszenie występowania powikłań sercowo-naczyniowych, związanych z cukrzycą. Prace opublikowane w „Diabetes Care”, porównujące dwie grupy chorych z cukrzycą, otrzymujących statyny i nie otrzymujących tych preparatów, udowodniły, że zwapnienie tętnic wieńcowych było znacząco wyższe w grupie chorych pobierających statyny. Stwierdzono, że statyny są odpowiedzialne za więcej, aniżeli 300 udowodnionych skutków ubocznych. Nawet FDA wydała nowe wytyczne, dotyczące etykietowania statyn, mające ostrzegać, że leki te mogą powodować zaburzenia pamięci, przyspieszać rozwój cukrzycy typu 2. FDA podała także, że statyny mogą zwiększać ryzyko uszkodzenia mięśni.

To są wszystko oficjalne publikacje w czasopismach sponsorowanych. Co robi Ministerstwo? Oczywiście, zgadłeś Szanowny Czytelniku! Likwiduje temat tzw. szlaku cholesterolowego z nauczania w akademiach medycznych. Przecież to już nie są akademie, tylko Uniwersytety. Dodatkowo, na wszelki wypadek, Ministerstwo zmniejsza liczbę godzin z przedmiotu biochemii. A po co ma się taki jeden z drugim potem wymądrzać? A tak sprowadzi się go do poziomu felczera – sprzedawcy. A wytyczne już mu przygotujemy, w postaci procedur NFZ.

Sprawa statyn jest jednym z wielu przykładów na to, jak szybko można wprowadzić, poprzez odpowiednie manipulacje, szkolenia, artykuły sponsorowane, czy reklamę telewizyjną, ogłupienie całej grupy ludzi, posiadającej wyższe wykształcenie, czyli, teoretycznie, przygotowanej do samodzielnego myślenia.

Jak podał ostatnio „New Scientist” po analizie danych pacjentów Harvard Medical School z lat 2002 do 2011, przyjętych z ostrym zawałem, zdecydowanie lepiej wychodzili na leczeniu chorzy, którzy trafiali do kliniki w czasie, kiedy kardiochirurdzy byli na szkoleniach, zjazdach czy konferencjach. Śmiertelność 30-dniowa spadła bowiem aż o 10%.

Kolejna rewelacja, chorzy po tzw. udarze niedokrwieniu mózgu, leczeni podawaniem cholesterolu, zdecydowanie szybciej wracali do pełnego zdrowia i w większym zakresie.

Autor: dr Jerzy Jaśkowski
Link: http://wolnemedia.net/zdrowie/statyny-dlaczego-lekarze-nie-mowia-tego-pacjentom/

BIBLIOGRAFIA

  1. Tomasz Kobosz, Niedostępność kardiochirurga może zwiększyć szansę na przeżycie, na podst. New Scientist, MedExpress, http://www.medexpress.pl/start/niedostepnosc-kardiochirurga-moze-zwiekszyc-szanse-na-przezycie/55876/
    M.Pawlikowski Sekrety mineralizacji tkanek PAN Kraków 1995
  2. Thomas S. Cowan, MD, What’s the Real Cause of Heart Attacks?, http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2014/12/17/real-cause-heart-attacks.aspx
  3. Rihal CS, Indications for coronary artery bypass surgery and percutaneous coronary intervention in clinic stable angina, Circulation (2003) 1.
  4. Sroka, K On the Genesis of Myocardial Ischemia.
  5. The Benefits of High Cholesterol-Uffe Ravnskov, MD, PhD.
  6. https://hipokrates2012.wordpress.com/2013/09/07/straszenie-statyna/
  7. http://en.wikipedia.org/wiki/Manfred_von_Ardenne
  8. http://www.primanatura.pl/zazywasz-statyny-miej-sie-na-bacznosci-cz/
  9. http://www.ppr.pl/artykul-cholesterol-mity-fakty-manipulacje-12632-dzial-19.php
  10. http://www.yourmedicaldetective.com/public/484.cfm

Osteoporoza: kolejna choroba wymyślona dla farmaceutycznego zysku

Dr Jerzy Jaśkowski w poniższym felietonie kolejny już raz demaskuje niecne postępki koncernów farmaceutycznych i ich grup lobbingowych. Pamiętajmy że instytucje takie jak WHO, amerykańska agenda CDC czy nasz rodzimy Sanepid nie są „rządowymi gremiami ekspertów”. Są to profesjonalne grupy lobbingowe które siedzą na pensjach koncernów farmaceutycznych od bardzo dawna.

Przemysł farmaceutyczny wymyśla różne choroby w celu generowania zysków:
-od dekad sukcesywnie obniża się normy ciśnienia tętniczego, cholesterolu, cukru we krwi, by „leczyć”, oczywiście dożywotnio, jeszcze większą grupę ludzi;
-tworzy się choroby z niczego, np osteoporoza, wysoki cholesterol, grypa, i wiele innych;
-tworzy się choroby poprzez „pączkowanie” np z około 20 chorób psychicznych 100 lat temu, dziś mamy 500;
-tworzy się choroby poprzez nazywanie „chorobą” zupełnie normalnych objawów, np dziecięcą nadpobudliwość i braki wychowawcze ze strony rodziców nazwano modną nazwą: „ADHD”. To samo jest z osteoporozą.

Bowiem wiadomo, że osoba starsza ma dużo mniejszą sprawność ruchową niż osoba młoda. Więc tutaj ryzyko złamań kości jest dużo większe. Ten niestety naturalny, związany z wiekiem stan chytre korporacje farmaceutyczne postanowiły dostosować do swoich potrzeb zarobkowych. Opatentowano lekarstwa, których skuteczności potwierdzić nijak się nie da, na chorobę, która w istocie chorobą nie jest. Ta logika jest iście psychopatyczna!

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

Osteoporoza – Ogłupiania lekarzy ciąg dalszy

Cytuję: „Jak Szanowny Czytelniku możesz się przekonać sam, aktorzy i aktoreczki sceny politycznej zasypują nas setkami ustaw i uchwał. Wręcz licytują się, która to z kadencji na Wiejskiej więcej tych aktów prawnych wysmaży. Zupełnie nie ma dla nich znaczenia, że nie są wstanie nawet przeczytać tego, co spłodzą. Już do zwyczaju weszło, że  taki „reprezentant narodu” tłumaczy się przed kamerami, że nie czytał tego, na co głosował.

Medycyna do tej pory działała na zasadzie umowy cywilno – prawnej pomiędzy chorym, a osobnikiem posiadającym dyplom uczelni państwowej. Co prawda mamy jakieś 80 000 różnego rodzaju znachorów i wróżbitów, także zajmujących się leczeniem, ale władze tego państewka nie zajmują się tym problemem.

Ostatnio w celu zwiększenia zysków przemysłu farmaceutycznego wprowadza się, zamiast doboru metody do chorego pacjenta, tzw. wytyczne i procedury, opracowywane przez urzędników organów …..

A jak jakaś procedura nie pasuje choremu, z tych czy innych względów, i umiera, to ze swojej własnej winy. Przecież urzędnicy chcieli dobrze. Tak jak w starym wojskowym dowcipie. „Pierwszy szereg jodyna, drugi szereg aspiryna. A jak komu nie pasuje to niech się zamieni”. W procedurach urzędniczych zamiany nie ma. Jest zgon, czyli de facto na to samo wychodzi.

O tym, że za tymi organami stoją lobbyści przemysłowi nie trzeba nikogo przekonywać, vide film: lobbing

I o dziwo, żadnego ośrodka akademickiego, żadnego towarzystwa „naukowego” to nie dziwi i oporu nie budzi?

Poniżej pokażę przykład takiej schizofrenii w tworzeniu nowych chorób i oczywiście od razu dyktowania metod, czyli procedur postępowania. Absurd ten jest bez oporu przyjmowany przez środowiska medyczne, spacyfikowane działaniami administracji. Izby lekarskie, które miały stać na straży samorządności, zostały przekształcone w tuby reklamowe przemysłu medycznego.

Najlepszym tego dowodem jest podnoszenie lekarzom składek na Izby w celu, jak podają, zwiększenia kursów edukacyjnych. Tak jakby w chwili obecnej Izby robiły jakiekolwiek szkolenia, bez finansowego wsparcia lobbystów. Proszę zauważyć, że tzw. biuletyny Izb Lekarskich przekształciły się w foldery reklamowe.        Nie ma praktycznie konferencji naukowej, na której lekarze mogliby wymieniać poglądy. Obecnie mogą tylko wysłuchać wybranych prelegentów, reprezentujących przemysł. Bufety są w sąsiednich pomieszczeniach.

Przechodząc do kolejnego modnego i nagłaśnianego tematu, jakim jest osteoporoza, zacznę od definicji. Aby się nie powtarzać, oprę się na definicji urzędniczej WHO.

Co to jest choroba:

„Choroba jest takim stanem organizmu, kiedy czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie możemy jednak wiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychicznym, lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne, lub zmienioną czynność organizmu.

Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktur, lub zaburzeń regulacji funkcji narządów.”

Czyli podsumowując, aby postawić rozpoznanie choroby, muszą być objawy! Potem muszą być badania, którymi potwierdzimy, lub wykluczymy rozpoznanie.

A dopiero potem możemy przystąpić do leczenia.

Jeszcze raz z polskiego na nasze. Muszą być objawy, z którymi zgłasza się pacjent. A dopiero potem możemy sięgać do jego kieszeni, aby wyciągnąć pieniądze na badania i leczenie.

Podkreślam, to jest definicja WHO, istniejąca od 50 lat.

A teraz nagle jacyś bliżej nieokreśleni osobnicy, także z WHO, ale z 1994 roku, nie wybierani, ale mianowani, czyli bez upoważniania kogokolwiek, wymyślają definicję określonej choroby, zwanej osteoporozą. Otóż według tej kliki, osteoporoza to „układowa choroba szkieletu, charakteryzująca się zmniejszeniem masy kostnej, upośledzoną mikroarchitekturą tkanki kostnej i w konsekwencji, zwiększoną jej łamliwością i podatnością na złamania”.

Proszę zauważyć, że jest to choroba bezobjawowa. Nie ma żadnych objawów, które pozwoliłyby na zgłoszenie się chorego do lekarza. Podobnie jak w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, gdy u Sowietów występowała schizofrenia bezobjawowa. U Sowietów to jeszcze można było zrozumieć, zamiast zamykać w łagrach, kładziono aż do wyzdrowienia do szpitala. Oczywiście, jak objawów choroby nie było, to o wyzdrowieniu mowy także być nie mogło. Czyli delikwent niewygodny dla mafii mógł dowolnie długo siedzieć, to znaczy leżeć. Żadne przepisy bowiem nie regulują czasu leczenia. Nie ma także żadnych kryteriów zdrowienia.

Przez analogie, takiego chorego na osteoporozę także możemy dowolnie długo leczyć, ponieważ nie ma objawów. A kto lepiej wie, czy jest chory? Głupi, przestraszany ludek, czy specjalista dotowany przez przemysł?

Proszę zauważyć, że cała ta definicja, to typowy bełkot. W definicji nie ma ani jednego sprecyzowanego terminu, czy pojęcia. Co to bowiem znaczy: „zmniejszona masa kostna”? Zmniejszona to może być na przykład przesyłka pocztowa z kilograma do połowy, ponieważ skradziono część. Czyli  przy nadaniu przesyłkę zważono i określono masę na jeden kilogram. A po dostarczeni okazało się, że czegoś tam nie ma. Mamy wynik pierwotny i drugi. Możemy porównać i wyciągnąć wnioski.

A badając jakiegokolwiek pacjenta, nawet doskonałym i drogim sprzętem, nie mamy żadnej wartości wyjściowej. Czyli nie wiemy, jaka była gęstość jego kości przed chorobą. Typowe trolle, które opracowały tą definicję, miały poważne braki z podstaw matematyki. Przecież wystarczy popatrzeć jaka jest na ulicy zmienność osobnicza spacerujących ludzi. Dziewczyna  o masie 45 kg może być tak samo apetyczna, jak ta o masie 75 kg. Nie trzeba być znawcą, aby wiedzieć, że mogą mieć różnej grubości kości.

Podobnie, ta sama osoba może być szczupłą panienką w wieku 25 lat i otyłą matroną w wieku 60 lat, po urodzeniu 4 dzieci. Nikt nie robił jej badania w wieku 25 lat. Nikt także nie robił jej badania po menopauzie. Na jakiej więc podstawie próbuje się ustalić jej „normę” w wieku 60 lat?

W jaki sposób można nieinwazyjnie sprawdzić mikrostrukturę tkanki kostnej? Biopsją! Ale to jest badanie urazowe, mogą być powikłania, choćby zapalenie przewlekłe kości. Kto w takiej sytuacji będzie pokrywał koszty leczenia, niezdolności do pracy, itd?

Opierać się na jakiejś normie statystycznej jest trudno. Mamy doświadczenie, jak to starsi i mądrzejsi w okresie ostatniego ćwierćwiecza obniżali normy cholesterolu we krwi. Zawsze powołując się przy tym na badania, których nigdzie nie można było znaleźć. A chodziło po prostu o zwiększenie populacji, której chciano wmówić zakup leków, o nazwie statyny. I proszę zauważyć, jak armia baranów stosuje się do tej procedury, przepisując każdemu pacjentowi po 50 roku życia statyny. Czy potrzeba, czy też nie.

Poza tym, do chwili obecnej brak prac, które wykazywałyby związek zmniejszonej gęstości kostnej, czyli mniejszej ilości wapna, ze wzrostem złamań. Publikowane prace zawierają takie ilości podstawowych błędów metodologicznych, że generalnie nie nadają się do porównań. Przykładowo, surowe wyniki badań nie są opracowane sieciami neuronowymi, a to te otrzymane wyniki praktycznie wyklucza.

Konkretnie: jako czynniki usposabiające powstanie osteoporozy, podaje się palenie papierosów, czy nadużywanie alkoholu. Niestety, każdy jako tako przytomny Czytelnik wie, że nadużywający alkohol i papierosy, najczęściej mają także niskie wykształcenie, są niedożywieni i często bezdomni.

To który, z podanych przeze mnie czynników, jest wyjściowy, a które są wypadkowymi?

Tym już się specjaliści od marketingu osteoporozy i konsultanci  nie zajmują.

W związku z takim bałaganem pojęć ustalono, znowu odgórnie i arbitralnie, że normą jest gęstość stwierdzana u kobiet koło 30 roku życia. Proszę to zapamiętać. Za chorobę uważa się wynik, będący podwójnym odchyleniem standardowym według krzywej Gausa.

Proszę pamiętać także, że osteoporoza przebiega bezobjawowo. Czyli mogę wdrożyć leczenie, które u chorego i tak niczego nie zmieni. Chory nic nie zauważy, a płacić musi. Najlepiej do końca życia. Przecież to wymyślili urzędnicy, a oni żyją z vatu, także tego na lekarstwa ustanowionego. Innymi słowy, nakładają na społeczeństwo ukryty podatek. A podobno podatki może tylko sejm wprowadzać?

Aby się Tobie, Szanowny Czytelniku, w głowie nie poprzewracało z tego wszystkiego, to nowo powstała Fundacja Osteoporozy w 2001 roku, wymyśliła jeszcze bardziej lakoniczną definicję tej „choroby”. Przypomnę tylko, że Fundacja to masa majątkowa, czyli ktoś to finansuje! Sam musisz się domyśleć kto, i dlaczego te procedury wprowadza się w życie.

Ta nowa definicja brzmi: „Osteoporoza, jest to choroba szkieletu, charakteryzująca się upośledzoną wytrzymałością kości, co powoduje zwiększone ryzyko złamań”.

Świetna definicja, żadnych objawów, żadnych badań. Jak masz złamanie, to musisz brać leki, które już dla Ciebie przygotowaliśmy. No i musisz durny człowieku płacić, płacić, płacić. Po to jesteś wmontowany w system zdrowia publicznego. Ty płacisz, przymusowo oczywiście, a my już wiemy na co wydać twoje składki. I musimy oczywiście pokazać ładną aparaturę, abyś wiedział, że to dla twojego dobra.”

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Polska wersja słynnego i wciąż kontrowejsyjnego wykadu Dr. Joel Wallach. Zdrowie, minerały, witaminy, jak żyć długo, ukrywane fakty o zdrowiu

Dr Joel Wallach jest uznanym autorytetem w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, w 1991 roku był wytypowany do Nagrody Nobla. To co przeczytacie Państwo w tym wykładzie może zupełnie odmienić Wasze poglądy na temat współczesnej medycyny i w ten sposób radykalnie wpłynąć na Wasz los i przyszłość Waszych bliskich.
Bardzo mi miło, że mogę spotkać się z Państwem.
Wychowałem się na farmie na zachodzie hrabstwa St. Louis. W latach 50-tych moja rodzina zajmowała się hodowlą bydła. Jeżeli znacie się Państwo na hodowli bydła, to na pewno wiecie, że w tej dziedzinie jedyną drogą do osiągnięcia korzyści finansowych jest własna pasza. Mieliliśmy kukurydzę, bób i siano, dodając dużą ilość witamin i minerałów. Tak przygotowywaliśmy paszę dla krów, a po 6 miesiącach można było wystawiać krowy na sprzedaż.
Niestety, my sami nie przyjmowaliśmy żadnych witamin i minerałów, a przecież byliśmy młodzi i chcieliśmy żyć w dobrym zdrowiu sto lat i więcej. Zastanawiając się nad tym, zapytałem ojca: „Tato powiedz, dlaczego dla nas nie robisz tego, co dla tych krów?”. I wtedy ojciec przekazał mi mądrą myśl. Powiedział: „Nieprawda, chłopcze! Powinieneś cenić to, że codziennie jesz świeże produkty z farmy. Mam nadzieję, że to rozumiesz.” Później dostałem się na studia rolnicze i otrzymawszy stopień naukowy zostałem specjalistą od hodowli bydła, upraw rolnych i gleboznawstwa. Potem pojechałem na 2 lata do Afryki.
Tam udało mi się zrealizować swoje chłopięce marzenia, bo pracowałem z Maurice Parkinsonem. Wszystkim znana jest jego książka. To wielki człowiek. Po 2 latach dostałem propozycję pracy w ogrodzie zoologicznym w St. Louis. Państwowy Instytut Zdrowia przeznaczył 78 mln dolarów na badania zwierząt, które umarły śmiercią naturalną. Potrzebny był weterynarz. Zgodziłem się. Przyjechałem i przeprowadzałem sekcje zwłok zwierząt, które zmarły nie tylko w tym ZOO, ale i w Chicago, Brookworld, New York itd. Do moich obowiązków należało także badanie osobników szczególnie wrażliwych na zanieczyszczenia środowiska. Należy dodać, że w latach 60-tych nikt nie miał pojęcia o zagrożeniach ekologicznych.
W ten sposób ustalając przyczyny śmierci ludzi i zwierząt (przeprowadziłem ponad 1.700 sekcji zwłok), stwierdzam, że każde zwierzę i człowiek umiera z powodu niepełnowartościowego pożywienia, tzn. z powodu deficytu składników odżywczych w organizmie. Rezultaty analiz biochemicznych, dokonanych z naukową precyzją wykazały, że naturalna śmierć jest następstwem nieprawidłowego odżywiania. Byłem tym przerażony.
Napisałem 75 artykułów i prac naukowych, 8 podręczników, publikowałem w 170 gazetach i czasopismach, występowałem w telewizji i gdzie tylko było to możliwe. Niestety w latach 60-tych sprawy żywienia mało kogo poruszały. Co miałem robić? Wróciłem do nauki, by zostać lekarzem. Pomagała mi w tym wiedza o żywieniu, którą zdobyłem w szkole rolniczej. I co ciekawe, to zaprocentowało. Spędziłem 15 lat w Dortmundzie, gdzie praktykowałem. Dzisiaj chcę podzielić się z Państwem swoją wiedzą i wynikami 20 lat pracy.
Jeżeli Państwo zaakceptujecie chociażby 10% z tego, co mówię, to unikniecie problemów, zaoszczędzicie pieniądze i przedłużycie swoje życie. Jednak bez wysiłku z Waszej strony osiągnięcie tego rezultatu nie jest możliwe. A teraz to, co najważniejsze: Potencjał genetyczny umożliwia człowiekowi przeżycie od 120 do 140 lat. Obecnie przedstawiciele tylko 5-ciu narodów w Zachodnich Chinach i w Tybecie dożywają wieku 140 lat. Ludzi tych opisał James Hilton w książce „Utracony horyzont”. Zgodnie z danymi, najstarszym człowiekiem był lekarz Li z Chin, urodzony w Tybecie. Kiedy miał 150 lat, otrzymał od rządu cesarskiego Chin certyfikat potwierdzający, że rzeczywiście urodził się on w 1677 roku.

Drugi certyfikat otrzymał w wieku dwustu lat. Z dokumentów wynika, że umarł w wieku 256 lat. W 1993 roku w „New York Times” i „London Times” opisano jego śmierć. Możliwe, że miał tylko 200 lat, a nie 256. We wschodnim Pakistanie żyła grupa ludzi, których nazywano „bogaczami”. Słynęli oni z długowieczności. Żyli 120 – 140 lat. W byłym Związku Radzieckim Gruzini pija kwaśne przetwory mleczne i żyją 120 lat. Ormianie, Abchazi, Azerbejdżanie dożywają w dobrym zdrowiu około 120 lat. W 1973 roku w styczniowym numerze „National Geographic” zamieszczono artykuł o ludziach, którzy przeżyli 100 lat i więcej. Te ciekawe materiały zilustrowane były pięknymi zdjęciami, z których słynie to czasopismo.
Z wielu fotografii zapamiętałem trzy. Na pierwszym była kobieta w wieku 136 lat. Siedziała w fotelu i paliła cygaro. Opowiadając o swoim życiu, nie skrywała, że piła wódkę i lubiła rozrywki. Nie leżała przykuta do łóżka w domu starców, ale cudownie się bawiła. Przy swoich 136 latach rozkoszowała się pełnią życia! Na drugim zdjęciu były dwie pary małżeńskie. Świętowały 100-ną i 115-tą rocznicę ślubu. Na trzecim zdjęciu widoczny był mężczyzna, który zbierał herbatę w górach Armenii, słuchając radia. Zgodnie z metryką (data urodzenia, chrztu, wpisy dzieci) miał 167 lat i w tym czasie był najstarszym człowiekiem na planecie.
Na zachodniej półkuli słyną z długowieczności Indianie z Plemienia Wilków, mieszkańcy Ekwadoru i Peru żyjący w Andach. Ludzie dożywają tam wieku 120 lat. Amerykanka Margaret Peech ze stanu Virginia wpisana została do księgi Guinnessa jako najstarsza Amerykanka. Umarła w wieku 115 lat z powodu… Niepełnowartościowego sposobu odżywiania. Kobieta zmarła w związku z komplikacjami powypadkowymi. Jak Państwo myślicie, co było rzeczywistą przyczyną zgonu? Margaret Peech miała deficyt wapnia w organizmie. Nie miała zaburzeń krążenia, raka, cukrzycy, a jednak umarła w trzy tygodnie po wypadku z powodu braku wapnia. Ciekawe, że przed śmiercią miała ochotę na coś słodkiego. Jeżeli macie ochotę na czekoladę i słodycze, to najczęściej jest to spowodowane brakiem chromu i wanadu.

W listopadzie 1993 r. w stanie Arizona przeprowadzono ciekawy eksperyment. Trzy małżeństwa spędziły w izolacji 3 lata, spożywając zdrową żywność, którą wyprodukowali sami, oddychając czystym powietrzem i pijąc czystą wodę. Gerontolodzy z uniwersytetu w Los Angeles badali ich po zakończeniu eksperymentu. Wszystkie dane, badania krwi i innych ważnych dla życia wskaźników były wprowadzone do komputera, który wydal prognozę, że jeżeli będą oni nadal prowadzić taki tryb życia, to mogą osiągnąć wiek 165 lat. Potwierdza to tezę, że życie do 140 lat jest możliwe. Tak więc jest o co walczyć. A teraz przystąpmy do wykładu.
Średnia długość życia przeciętnych Amerykanów wynosi 75 lat, więc jeżeli chcecie Państwo dożyć 120 – 140 lat, musicie uwzględnić dwie podstawowe rzeczy.
Po pierwsze: nie należy wchodzić na pola minowe, tzn. unikać bezmyślnego narażania się na niebezpieczeństwa.
Oczywiście, jeżeli gracie w rosyjską ruletkę, palicie, pijecie, przebiegacie przez autostradę, to z pewnością nie dożyjecie 120 lat. To brzmi może zabawnie, ale wyobraźcie sobie, że tysiące ludzi rocznie umiera właśnie z tego powodu. Chcę, byście zdawali sobie sprawę, że w każdej sytuacji trzeba bronić się i zabezpieczać. Inaczej mówiąc, jeżeli jest możliwość zapobieżenia chorobie, szczególnie nieuleczalnej, to trzeba oczywiście tę możliwość wykorzystać.
Po drugie: musisz robić wyłącznie to, co jest korzystne dla zdrowia.
Człowiek potrzebuje do życia 90 dodatków żywnościowych: 60 minerałów, 16 witamin, 12 podstawowych aminokwasów, białek i trzy podstawowe kwasy tłuszczowe, inaczej rozwiną się choroby spowodowane ich niedoborem. Dzisiaj pisze się o tym w gazetach, mówi w radiu i telewizji, wszyscy interesują się zdrowiem, długowiecznością, jogą, dodatkami: lekarze ciągle o tym dyskutują, bo jest to modne. Nie myślcie, że to lekarze proszą dziennikarzy, by pisali o tym – takie informacje powodują, że gazety lepiej się sprzedają.
Mój ulubiony artykuł pojawił się w czasopiśmie „Times” (06.04.1992.) i jeżeli Państwo jeszcze go nie przeczytali, to polecam wypożyczenie go w bibliotece. W tym artykule, naświetlającym problem ze wszystkich stron, mówi się, że witaminy są w stanie zwalczyć raka, choroby układu krążenia, zahamować procesy starzenia się. W treści tego artykułu jest tylko jedna negatywna wypowiedź lekarza, któremu autor zadaje pytanie: „Co myśli Pan o witaminach i minerałach jako dodatkach do pożywienia?”. I oto mu odpowiada lekarz: „Spożywanie witamin nie przynosi korzyści”. Wiktor Hubin, prof. medycyny szkoły Montsinan w New Yorku sądzi, że „witaminy jako dodatki podnoszą tylko wartość naszego moczu”. Jeżeli przetłumaczyć te słowa na ludzki język, znaczy to, że „siusiamy dolarami”, a więc na próżno tracimy pieniądze! Skoro pisze o tym poczytne czasopismo, to musi coś w tym być.

Oto, co chcę Wam powiedzieć po przeprowadzeniu 1750 sekcji zwłok, w tym 1450 sekcji zwierząt i 300 ludzi. Uważam, że nie inwestując w witaminy i minerały, inwestujemy w dobrobyt lekarzy. Jestem absolutnie przekonany, że właśnie my mamy swój udział we wzbogacaniu się lekarzy. W okresie między 1776 rokiem a drugą wojną światową Ameryka wydała ok. 8,5 mln dolarów na ochronę zdrowia i badania naukowe z dziedziny ochrony zdrowia. Wydajemy 1,2 tryliona dolarów rocznie, a to wciąż za mało, każdy chce by medycyna była bezpłatna.
Powiem Wam, że gdybyśmy stosowali w hodowli zwierząt nasz system medyczny, to kotlet kosztowałby 275 dolarów za 0,5 kg. Natomiast, jeżeli wykorzystać wiedzę uzyskaną w trakcie hodowli zwierząt, to ubezpieczenie 5-cio osobowej rodziny wyniesie 10 dolarów miesięcznie. Możecie dokonać wyboru. Jestem przekonany, że na ile my umożliwiamy bogacenie się lekarzom, poprzez ubezpieczenia i państwowe substytuty, to oni także są nam coś winni. Powinni przynajmniej udostępniać nam informacje o rezultatach najnowszych badań medycznych. Czy ktoś z Państwa uzyskał od swojego lekarza podobne informacje? Nie? Ciekawe, dlaczego, prawda? Ponieważ posiadam taką wiedzę i doświadczenie, chciałbym się nimi z Państwem podzielić.

  1. Wrzody żołądka.
    Czy słyszeliście o tym, że przyczyną wrzodów żołądka jest stres? Już 50 lat temu w weterynarii wiedzieliśmy, że wrzody u świń wywołane są bakteriami. Nie mogliśmy sobie pozwolić na drogie operacje żołądka. A nawet gdybyśmy mogli, to kotlet schabowy kosztowałby 275 dolarów za 0,5 kg. Odkryliśmy, że istnieje minerał zwany bizmutem, który zapobiega, a wręcz leczy wrzody żołądka bez interwencji chirurgicznej. Postępując w ten sposób, tzn. lecząc przy pomocy bizmutu, minerałów i tetracykliny, koszty leczenia wynosiły około 5-ciu dolarów na osobnika.
    Państwowy Instytut Zdrowia dopiero w 1994 roku ogłosił, że wrzody żołądka wywołane przez bakterie i stres są uleczalne.
    W takich przypadkach badacze mówią: „wyniki budzą nadzieje i mogą okazać się korzystne”. Obecnie instytuty państwowe używają słowa „wyleczyć” bez aluzji. Stwierdzają po prostu wyleczenie przy pomocy minerałów, bizmutu i tetracykliny. Ci, którzy nie wiedzą, co to jest bizmut, mogą zajrzeć do sklepu spożywczego i kupić za dwa dolary butelkę z różowym płynem pod nazwą „Peptobizm”. Macie do wyboru: albo wyleczyć się za 5 dolarów, albo pozwolić się pokroić. A więc kontynuując, deficyt cyny w organizmie powszechnie przejawia się w postaci łysiny u mężczyzn. U wielu z Was występuje niedobór cyny i jeśli go nie uzupełnimy, nastąpi głuchota.
    Kobiety powinny bardzo cenić bor. Pomaga on utrzymać na właściwym poziomie wapń w tkance kostnej i uniknąć w ten sposób osteoporozy. Bor pomaga w produkcji estrogenów, u mężczyzn zaś – w produkcji testosteronu. Brak boru w organizmie powoduje u kobiet zwiększenie dolegliwości w okresie menopauzy. U mężczyzn zaś, co gorsza, brak testosteronu powoduje impotencję. Pierwszą oznaką niedoboru cynku w organizmie jest utrata węchu i smaku. Jeżeli nie smakuje Wam jedzenie, które przygotowała żona, skarżycie się na brak apetytu, chociaż ona twierdzi, że cały dzień spędziła w kuchni gotując smaczny obiad, to znaczy, że brakuje Wam cynku. W trakcie eksperymentu na zwierzętach laboratoryjnych okazało się, że dla przedłużenia ich życia, niezbędnych jest około 7 minerałów.
    Pamiętajcie, że nam potrzebne jest 90 składników spożywczych: 60 minerałów, 16 witamin, 16 aminokwasów i trzy podstawowe kwasy tłuszczowe. Mamy szczęście, że rośliny są w stanie wyprodukować niezbędne aminokwasy, witaminy i kwasy tłuszczowe. Musicie Państwo spożywać we właściwych proporcjach 15 – 20 komponentów roślinnych dziennie, by organizm otrzymywał 90 niezbędnych elementów. Teoretycznie jest to możliwe, ale większość Amerykanów tego nie robi. Przeciętny Amerykanin uważa, że jeżeli zjadł trochę ziemniaków w postaci chipsów, to zaspokoił zapotrzebowanie na warzywa. Do tego należy podejść prawidłowo. I chociaż teoretycznie jest to możliwe, praktycznie mało kto z nas otrzymuje potrzebną ilość witamin, aminokwasów, i kwasów tłuszczowych. I dlatego, jeżeli cenicie swoje życie tak jak ja, to musicie zatroszczyć się o właściwe odżywianie.
  2. Straszna choroba – rak.
    W październiku 1933 roku w Państwowym Instytucie Onkologii Bostońskiej Akademii Medycznej po przeprowadzeniu badań chorych na raka ogłoszono, że znaleziono dietę przeciwnowotworową. Badania testujące przeprowadzono w Chinach z tej prostej przyczyny, że w chińskiej prowincji Xi-yan zarejestrowano najwyższy poziom zachorowań na raka. W ciągu pięciu lat poddano badaniu 29 000 osób. Dawano im witaminy i minerały w dawkach dwukrotnie przewyższających normy rekomendowane dla Amerykanów.
    Jeżeli rekomendowana dawka witaminy C wynosiła 60 mg. to chorzy otrzymywali 120 mg. Allan Poll (dwukrotny laureat nagrody Nobla) twierdził: „Jeżeli chcecie zapobiec chorobom nowotworowym przy pomocy witaminy C, to musicie dawkować ją w ilości 10.000 mg dziennie”. Oto rezultat: Lekarze, którzy prowadzili z nim zażarte spory, znajdują się już „na tamtym świecie”, a Allan Poll żyje i serdecznie pozdrawia. Ma 94 lata, pracuje 14 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, mieszka na rancho w Kalifornii i wykłada na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco.
    Do Was należy wybór! Czy słuchać rad nieżyjących lekarzy, czy zgodzić się ze zdaniem doktora Polla?
    Zwyczajnie, więc można przyjmować dawkę witaminy C dwukrotnie przewyższającą normy, witaminę A w dawce przewyższającej normy (i nic złego się nie stanie), poza tym cynk, ryboflawinę, molibden itp. Pewna grupa jest wyjątkowo potrzebna. W jej skład wchodzą trzy komponenty: witamina E, beta-karoten, minerał selenu. Wszystkie trzy należy przyjmować w dawce dwukrotnie większej od dziennej normy; jeżeli pokryjecie połowę zapotrzebowania, to już będzie dobrze. W grupie pacjentów otrzymujących witaminę E, beta-karoten, oraz minerał selenu w ciągu pięciu lat, umieralność we wszystkich przypadkach zmniejszyła się o 9%. Natomiast śmiertelnie chorzy na raka, którzy przyjmowali te trzy komponenty, w 13 przypadkach na 100 przeżyli. W najcięższych przypadkach raka żołądka i przewodu pokarmowego (odnotowanych w prowincji Xi-yan) 21 procent osób przeżyło, tj. 21 ze 100. Lekarze powinni informować o takich przypadkach. To, że nie chcą brać na siebie odpowiedzialności, nie powinno im przeszkadzać w przekazaniu informacji, żebyście mogli sami dokonać wyboru.
    Następny problem związany z minerałami polega na tym, że brak jest ich w glebie i roślinach. Przygotowaliśmy dla Państwa kopię dokumentu 2.64 opracowanego przez Senat Stanów Zjednoczonych na 74 sesji Kongresu.
    Mowa w nim o tym, że ilość minerałów w glebie naszych farm jest bardzo niska, i dlatego zboża, warzywa i owoce nie posiadają właściwego składu mineralnego. Ludzie spożywający te produkty automatycznie zapadają na choroby związane z brakiem minerałów. Jedyne wyjście z tej sytuacji to spożywanie suplementów. Stwierdza to dokument Stanów Zjednoczonych z 1936 r. Czy obecnie sytuacja wygląda lepiej? Na pewno nie!
    W związku z tym, że farmerzy użyźniają glebę sodem, fosforem i potasem w rożnych związkach i proporcjach, sytuacja pogorszyła się. Jeżeli farmer dodaje tylko 3 minerały, a zabiera 60, to ta sytuacja przypomina konto w banku, kiedy wpłaca się 3$ a pobiera 60$ – to prowadzi do bankructwa. Muszę wam powiedzieć, że nasze zdrowie też jest na krawędzi katastrofy.
    W glebie nie ma wystarczającej ilości minerałów i my – wszyscy razem i każdy z osobna – ponosimy odpowiedzialność za własne zdrowie i świadome spożywanie biologicznie aktywnych dodatków. Często spotykam się z pytaniami: „Co robili ludzie, że żyli długo tysiące lat temu, gdy nie znano sztucznych nawozów? Co może pan powiedzieć o Egipcjanach, Hindusach, Chińczykach?” Odpowiadam: mieszkali oni na brzegach wielkich rzek: Nilu, Gangesu, Jangcy, które każdego roku wylewały i nawadniały wszystko dookoła.
    Za każdym razem podczas powodzi woda przynosiła iły i górski piasek na odległość tysięcy mil. Ludzie dziękowali bogom za powódź, my zaś modlimy się, by jej nie było! Powódź natomiast wzbogacała glebę w iły i minerały, wpływając także na jakość zbóż. Król Filip, ojciec Aleksandra Wielkiego, ożenił się z 12-sto letnią dziewczynką, królową Egiptu, Kleopatrą. Daleko jej było do sylwetki Jennifer Lopez w drogocennych strojach. Była „płaska jak deska” i pozbawiona seksapilu. Dlaczego więc ożenił się z nią? Bo miała najlepsze pola zbożowe.
    Wiadomo, że nie było lepszych niż w Egipcie pól uprawnych, a Aleksander Wielki ze swoją gigantyczną armią miał zamiar podbić cały świat. Do 20 godzinnego marszu, walki i zwycięstw niezbędny był „cudowny chleb”. Rzymianie wiedzieli, że Egipt to najlepsze miejsce na uprawę zboża. Dorobek kulturalny narodów, ich wspaniała sztuka i technika powstały na tego typu „glebie”. Wysoki potencjał umysłowy tych narodów bierze się stąd, że żywność, którą spożywali była bogata w minerały.
    A teraz opowiem o kilku minerałach, żebyście mieli Państwo odpowiednie o nich wyobrażenie (dotyczy to każdego minerału). Na przykład znany wszystkim wapń.
    Brak wapnia powoduje około 147 rozmaitych zachorowań. Często występują konwulsje (tężyczka). Wtedy jedna strona twarzy wykrzywia się. To nie paraliż, to po prostu porażenie nerwu twarzowego. Ta choroba wywołana jest brakiem wapnia w organizmie.
    Osteoporoza – to choroba, która zajmuje 10 miejsce, jeżeli chodzi o śmiertelność wśród dorosłych. Leczenie jest bardzo kosztowne. Operacja zmiany szyjki biodra lub stawu miednicowego kosztuje 35.000 dolarów. Dobrze, jeżeli maja Państwo ubezpieczenie! Margaret Peech z Redford w stanie Virginia umarła, jeśli pamiętacie, w wieku 115-tu lat z powodu komplikacji powypadkowych. Zwierzęta, o ile wiem, osteoporozy nie miewają.
    W profilaktyce próchnicy, paradontozy czy zapalenia dziąseł dentyści zalecają mycie zębów po każdym posiłku oraz stosowanie fluoru. Jako weterynarz miałem do czynienia z tysiącami zwierząt: szczurów, królików, owiec, itd. Żadne nie cierpiało na zapalenie dziąseł ani nie miało próchnicy, chociaż nie myły zębów i nie używały fluoru. Czasem miały nieświeży oddech, ale zawsze zdrowe zęby i dziąsła. Powody są takie same, jak w poprzednim przypadku: zwierzęta nie cierpią na brak wapnia.
    Nadciśnienie tętnicze – pierwsze, co zaleci lekarz, to dieta bezsolna. Wszyscy o tym wiedzą, bo długi czas wbijano nam to do głowy. Ale przypomnijmy sobie krowy: farmer zawsze do paszy dla bydła dodaje trochę soli, bo boi się wysokich wydatków na weterynarza. My nie musimy wierzyć w szkodliwość soli i w to, że jej ilość w chlebie i sałacie jest wystarczająca. Lekarz, który dożył 58-miu lat zaleca: „Nie spożywajcie soli i masła”, choć ci, co dożyli 120 lat używali sól i masło.
    Dokonajcie wyboru. W mojej grupie kontrolnej 5000 ludzi z nadciśnieniem tętniczym dwukrotnie zwiększyłem dawkę wapnia i po paru tygodniach przestałem eksperymentować, bo u 85% ludzi ciśnienie powróciło do normy. W czasie wizyty prowadzący lekarz zapytał: „Pan ma prawidłowe ciśnienie, co Pan stosował?” – „Uczestniczyłem w eksperymencie i dostawałem podwójną dawkę wapnia” odpowiadał pacjent.
    Konwulsje – budzicie się w nocy i nie możecie ruszyć nogą. Każdy to przeżył. Powód – brak wapnia w organizmie.
    Syndrom przedmiesiączkowy – to fizyczno-emocjonalny stan, często połączony z histerią. W Kalifornijskim Instytucie San Diego zalecono podwoić dawkę dzienną wapnia i w 85% symptomy emocjonalne i fizyczne zniknęły.
    Bóle w krzyżu – 85% Amerykanów cierpi na bóle w krzyżu, niezależnie od tego czy pracują na komputerze, czy rozładowują ciężarówki. To wielka tragedia Amerykanów. A przyczyną jest osteoporoza kręgów. Niezależnie, czy występują problemy z dyskami, czy też nie. Przyczyną tych objawów jest deficyt wapnia i miedzi.
    Na zakończenie chcę Wam powiedzieć o cukrzycy. Z tym problemem każdy się zetknął. To trzecia w kolejności przyczyna śmierci dorosłych w Stanach Zjednoczonych. Choroba ta powoduje komplikacje, powoduje skutki uboczne: ślepotę, zaburzenia pracy nerek, zaburzenia krążenia. Jeżeli macie cukrzycę, to średnia długość Waszego życia jest niższa niż u tego, kto jej nie ma. Już w 1957 roku weterynarze wiedzieli, że cukrzycę można wyleczyć przy pomocy minerałów. Dane te były publikowane w oficjalnym czasopiśmie medycznym: Cukrzycy można zapobiec i leczyć przy pomocy chromu i wanadu. Insulinę, zgodnie z danymi Uniwersytetu Vancouver i Szkoły Medycznej British Coloomb można wręcz zastąpić wanadem i chromem.
    Oczywiście nie od razu można insulinę odstawić. U wielu ludzi trwa to od czterech do sześciu miesięcy, tzn. jest to proces stopniowy, podczas którego trzeba przyjmować adekwatną ilość chromu i wanadu. Na własne oczy widziałem, jak to działa u setek pacjentów. Byłoby bardzo dobrze, gdyby udało mi się przekonać Państwa do przyjmowania minerałów samemu, nie licząc na to, że będą one dostarczone do organizmu wraz z pożywieniem.
    Istnieją trzy typy minerałów, na które należy koniecznie zwrócić uwagę:

  3. Minerały metaliczne – to te, które wydobywane są ze złóż kamiennych. Organizm przyswaja je tylko w 8-12%. A w wieku 25-40 lat przyswajalność obniża się do 3-5%.
    To bardzo niedobrze. Często przyjmujecie Calcium lactogluconicum, będące zwykłym, metalicznym minerałem. Wielu ludzi przyjmuje po dwie tabletki 1000 mg dziennie i mówi: „Doktorze brałem po 2000 mg wapnia dziennie, ale to nie pomogło, a czuję się jeszcze gorzej”. Pytam wtedy: „A jaki wapń Pan przyjmował?” – „Calcium lactogluconicum”. – „Na tym polega Pana błąd, dlatego, że tylko 250 mg jest wapniem metalicznym. Biorąc pod uwagę, że przyswaja Pan tylko 10% z 250 mg, czyli 25 mg, to dwie tabletki dają nie 2000 mg a 50 mg. Wychodzi na to, że niezbędna ilość wapnia dziennie to 90 tabletek, po 30 podczas każdego posiłku. I nie należy zapominać o pozostałych 59-ciu minerałach!”

  4. W latach 60-tych w rolnictwie zaczęto stosować metaliczne minerały z proteinami i aminokwasami otaczającymi metaliczny atom. W takiej formie ich absorpcja zwiększa się do 40%, dlatego zaczęto tę ideę stosować również w przemyśle spożywczym.

  5. Trzecia forma to minerały koloidalne. Charakteryzują się one najwyższym stopniem absorpcji. A przecież to nas najbardziej interesuje. Minerały koloidalne przyswajalne są w 98%, tj. aż w 20-krotnie większych dawkach niż minerały metaliczne. Minerały koloidalne występują tylko w płynie i to w bardzo małych cząsteczkach. Są 7.000 razy mniejsze niż krwinki czerwone – erytrocyty. Każda jednostka jest naładowana ujemnie, wnętrze jelit natomiast – dodatnio. W ten sposób powstaje pole elektromagnetyczne, które koncentruje te minerały dookoła ścianek jelita i wszystko to razem daje efekt przyswajalności 98%.
    Rośliny odgrywają bardzo ważną rolę w wytwarzaniu minerałów koloidalnych. W swoich komórkach przetwarzają minerały metaliczne w koloidalne. Spożywając rośliny gromadzimy i wykorzystujemy je w swoim organizmie. Z uwagi na to, że gleba nie posiada wystarczającej ilości minerałów, rośliny nie posiadają wystarczającej ilości minerałów koloidalnych. Ludzie długowieczni, którzy dożyli 120-140 lat, mają wiele wspólnego. Są to mieszkańcy wysokogórskich wiosek (8.000-14.000 stóp n.p.m.). W tym klimacie opady wynoszą poniżej 2-óch cali rocznie, są to więc regiony bardzo suche. Jak myślicie, skąd ludzie mają wodę do picia i zraszania roślin? – Z topniejących górskich lodowców. Woda, która wycieka z lodowców nie jest tak czysta i przezroczysta jak np. oligoceńska. Ma ona biało-żółtawy lub biało-błękitny kolor i zawiera od 60 do 72 minerałów.

W Titicaca i w Tybecie nazywają ją „lodowym mlekiem”. Ludzie nie tylko piją tę wodę, przyswajając 8-12% minerałów, ale co najważniejsze, co roku zraszają tą wodą ziemię, od zbioru do zbioru, pokolenie za pokoleniem, od tysięcy lat. Nie cierpią oni na cukrzycę, osteoporozę, nowotwory, kataraktę, choroby układu krążenia, nadciśnienie, jaskrę, nie występują wady wrodzone u dzieci, nie ma przestępczości, narkotyków, nałogów, lekarzy… i żyją 120-140 lat w dobrym zdrowiu. Jednak my żyjemy w regionach skażonych odpadami przemysłowymi, spalinami naszych samochodów, szkodliwym polem elektromagnetycznym wytwarzanym przez wszystkie urządzenia od sieci energetycznej poczynając, przez mikrofalówki, żelazka i komputery, a na telefonach komórkowych kończąc. Nie mamy dostępu do naprawdę zdrowej i ekologicznej żywności. Jedyną alternatywą jest przyjmowanie „biologicznie aktywnych dodatków do żywności”.
Jeden dzień bez minerałów skraca życie o kilka godzin, a nawet o kilka dni.
Pomyślcie o tym i bądźcie zdrowi