Reklamy

Tag: wiara

Pomiędzy światami: niezwykłe doświadczenia z pogranicza życia i śmierci

Duchowość pomiędzy światami: niezwykłe doświadczenia z pogranicza życia i śmierci

duchowosc zycie swiadomosc

Nazwą: „Życie między życiami”, co w języku angielskim pisze się Life between lives – LBL określa się nasze niematerialne istnienie między naszymi wcieleniami tu, na Ziemi. Osoby, które doświadczyły przeżyć z pogranicza życia i śmierci (near death experience) mówią o wyprawach do innego wymiaru bytowania. O pięknym, kolorowym świetle i otaczającej ze wszystkich stron miłości i spokoju. Bywają także relacje o tym, że całe życie przeleciało im przed oczyma, jak i o widzeniu się z ukochanymi bliskimi i duchowymi przewodnikami.

Inne osoby zaś dzięki terapii regresywnej przypominają sobie stan życia między życiami (LBL). W taki sposób mogą przypomnieć sobie planowanie następnego wcielenia, które może być ich obecnym wcieleniem, kreowanie celów i zamiarów na obecne wcielenie. Wielu ludzi może uzyskać dostęp do tych danych wtedy, gdy wciąż są w swoich ziemskich ciałach.

Zapraszam do obejrzenia poniższego nagrania video:

Reklamy
Reklamy

Święta Bożego Narodzenia mają pogańskie podłoże

Pogańskie oblicze świąt Bożego Narodzenia

boze narodzenie poganie

Święta Bożego Narodzenia i poprzedzająca je wigilia, są tylko z pozoru świętami będącymi ukoronowaniem chrześcijaństwa. W rzeczywistości wigilijna choinka, prezenty i inne świąteczne zwyczaje, są kontynuacją zwyczajów które mają o wiele dłuższą tradycję niż samo chrześcijaństwo.

Gdy religia chrześcijańska stała się popularna w Europie, były w niej różne religie i wierzenia. Różniły się one od siebie często bardzo zdecydowanie, jednak dla pierwszych inkwizytorów wiary katolickiej wszyscy ludzie, którzy nie wyznawali chrześcijaństwa, to poganie. Nazywając w ten sposób obszerną grupę ludzi, nie odnosi się do jednego systemu wierzeń, ale do całego ich zbioru.

Gdy wczesne formy chrześcijaństwa zdobywały przyczółki w Europie, niszczono wszystko to, co było związane z dawnymi kultami. Czasem działo się tak, że wciąż konstytuująca się religia, przejmowała rozmaite wierzenia i tradycje pogan, legitymizując je i włączając w rama swojej wiary. Tradycja choinki w formie bożonarodzeniowego drzewka ma mieć swój początek w Niemczech w XVII (17) wieku, choć jest to przecież zwyczaj pogański o dużo dłuższej tradycji. Już wcześni poganie przyozdabiali swoje domostwa zielenią w zimie.

Zaś na początku, Święty Mikołaj nie obdarowywał dzieci prezentami, był on normalnym biskupem z okolic dzisiejszej Turcji. Do dziś na niektórych obszarach Polski zachowała się tradycja, iż 6 grudnia prezenty przynosi Mikołaj, a w wigilię Bożego Narodzenia – Gwiazdor. Te dwie postacie, to współczesne emanacje pogańskich duchów, które mają przemierzać nocne niebo w te dni.

Przesilenie zimowe wydaje się być niezbyt dobrym czasem na uroczyste celebracje. Jednak gdy zbadamy to bliżej, okaże się, że ten czas jest niemal idealny ku temu. Na polach uprawnych i w gospodarce nie ma w tym czasie zbyt dużo obowiązków, nawet współczesna gospodarka zwalnia na czas Świąt i Sylwestra. Poza tym, wtedy jest najmniej Słońca w roku, co skutkuje powszechnymi stanami depresyjnymi, znużeniem, zniechęceniem. Nie dziwota, że ludzie chcą się zabawić i choć na jakiś czas oderwać się od męczącej rzeczywistości.

Obdarowywanie się prezentami jest jeszcze młodszą tradycją, ponieważ szacuje się, że pierwsze podarunki w tym okresie ludzie zaczęli sobie wręczać dopiero w XIX wieku. Stało się to popularne w Wielkiej Brytanii. Podwaliny pod rozpowszechnienie tego obyczaju dała nawet sama Królowa Wiktoria, która według kronik wręczała swoim dzieciom prezenty na Wigilię Bożego Narodzenia w 1850 roku.

Obecnie wydaje się, że obdarowywanie prezentami jest na stałe związane z chrześcijańską tradycją, ale okazuje się, że jest to być może coś wręcz odwrotnego. Często zarzuca się współczesnym ludziom, że Boże Narodzenie staje sie swoistą wersją Saturnalii, świąt znanych ze Starożytności.  Coraz większemu zatraceniu ulega mistyczny charakter Świąt i stają się one komercyjną karykaturą pełną bezsensownej konsumpcji.

Źródło: http://innemedium.pl/

Święta Bożego Narodzenia czyli kontynuacja pogańskich tradycji i wierzeń

Czasami jednak bywało tak, że nieokrzepnięta jeszcze religia przyjmowała różne zwyczaje legalizując je i powodując, że na gruncie pokojowym integrowano nowe i stare przyzwyczajenia.

To co opisano powyżej to nic innego jak SYNKRETYZM RELIGIJNY – czyli łączenie ze sobą różnych tradycji religijnych wielu narodów i wyznań, powodujące zderzenia odmiennych poglądów, a także ich przemieszanie. (za Wikipedią)
Ale dlaczego odbywało się to pokojowo a nie „ogniem i mieczem” ?

Bowiem rodząca się potęga pseudochrześcijańskiego Rzymu potrzebowała nowych niewolników, którzy by dobrowolnie płacili podatki i utrzymywali istnienie potęgi Rzymu.
Tam gdzie ludność podbijanych narodów przejawiała tolerancję religijną, można było im wmówić iż nadal wielbią swego boga ale pod inna nazwą. Natomiast tam gdzie nie tolerowano obcych religii i kultów – wybuchały wojny religijne,
które pochłaniały więcej istnień, niż wojny na tle podbojów ekonoimiczno-gospodarczych, – gdyż skoro, koszty wojny przekraczały zyski ewentualnego podboju, – to najczęściej zaniechano dalszej walki.

Sama choinka w formie drzewka pochodzi podobno z Niemiec z XVII wieku, ale pomysł jej stawiania w domu jasno wynika z praktyk pogańskich polegających na dekorowaniu zielenią w środku zimy.

W WIELU krajach choinka to popularny element świąt Bożego Narodzenia i ich komercyjnej otoczki. Co ciekawe, powiązania drzewa z religią sięgają bardzo odległych czasów.
Świadczą o tym odkrycia dokonane w regionie Bohuslän na zachodnim wybrzeżu Szwecji oraz w graniczącym z nim norweskim okręgu Østfold. Natrafiono tam na mniej więcej 5000 stanowisk sztuki naskalnej, w obrębie których odnaleziono przeszło 75 000 oddzielnych reliefów. Według archeologów na ogół pochodzą one z okresu między rokiem 1800 a 500 p.n.e.
Te charakterystyczne ryty rzucają nieco światła na wierzenia ludzi, którzy żyli długo przed narodzinami Jezusa. Zdaniem wielu badaczy w zamierzchłej przeszłości na terenach należących dzisiaj do Szwecji i Norwegii zimozielone drzewa iglaste (na przykład świerki) służyły za święte symbole.
Dlaczego mieszkańcy tych północnych regionów wykuwali w skałach właśnie wyobrażenia świerków? Jednym z powodów przypuszczalnie było to, że w czasach przedchrześcijańskich, z których pochodzą wspomniane ryty, świerki spotykano tam rzadko. Poza tym drzewo, które jest zawsze zielone, a więc żywe, podczas gdy inne w trakcie jesiennych chłodów na pozór umierają, niewątpliwie ma w sobie coś zagadkowego.
W wielu kulturach drzewa są symbolami życia, trwania i nieśmiertelności. Może to w jakimś stopniu tłumaczyć, dlaczego wyobrażenia drzew przypominających świerki wyryto na skałach w Bohuslän i Østfold setki lat przed tym, jak świerk zadomowił się tam na dobre.
Występujący wśród pogańskich narodów Europy kult drzew przetrwał po przyjęciu przez nie chrześcijaństwa. Kult ten zachował się w wielu obrzędach i zwyczajach, między innymi w tradycji ustawiania choinki przy wejściu lub we wnętrzu domu podczas wakacji zimowych.

Czczenie drzew, powszechne wśród pogańskich mieszkańców Europy, zachowało się po ich przejściu na chrystianizm w postaci skandynawskich zwyczajów, polegających na dekorowaniu domu i stodoły zielonymi gałązkami na Nowy Rok w celu odstraszenia złych mocy oraz na przygotowywaniu drzewka dla ptaków z okazji Bożego Narodzenia.
Kolejną rozpowszechnioną tradycją bożonarodzeniową jest robienie wieńców z ostrokrzewu lub innych zielonych gałązek. Również ona bierze początek z religii pogańskiej. Starożytni Rzymianie gałęziami ostrokrzewu ozdabiali świątynie podczas Saturnaliów — siedmiodniowego święta obchodzonego w środku zimy ku czci Saturna, boga rolnictwa. Ta pogańska uroczystość była szczególnie znana z rozpasanych hulanek i rozwiązłości.
Bożonarodzeniowy zwyczaj całowania się pod gałązką jemioły niejednemu może się wydać romantyczny, ale jego korzenie sięgają średniowiecza. Druidzi ze starożytnej Brytanii wierzyli w magiczną moc jemioły, toteż używali jej do ochrony przed demonami, zaklęciami i innymi złymi mocami. Z czasem zrodził się przesąd, że pocałunek pod jemiołą doprowadzi do małżeństwa. Gdzieniegdzie zwyczaj ten jest wciąż popularny w okresie Bożego Narodzenia.
Jeszcze w średniowieczu powszechnie wierzono, że niektóre drzewa i rośliny zapewniają płodność i że wystarczy uderzyć kobietę ułamaną z nich gałązką, by zaszła w ciążę.

Z kolei pierwotnie Święty Mikołaj nie przynosił prezentów, tylko był zwykłym biskupem z terenu dzisiejszej Turcji. Zresztą nawet do dzisiaj w wielu regionach Polski twierdzi się, że Mikołaj przynosi prezent 6 grudnia a 24 grudnia przychodz i”Gwiazdor”. Gwiazdor jak i przemierzający niebo w środku zimy Mikołaj to emanacje tych samych pierwotnych opowieści o starych pogańskich duchach, które podróżują po niebie w te szczególne dni.

Obchody dnia świętego Mikołaja w gronie rodzinnym wzięły początek od święta kościelnego (obejmującego również przygotowywanie niespodzianek dla dzieci), które z kolei wywodziło się z kultów przedchrześcijańskich. Święty Mikołaj, pędzący konno po dachach, to pogański bóg Odyn.
Teutoni – lud germański lub celtycki istotnie wierzyli, że w ciągu „dwunastu złych dni”, między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli (6 stycznia), ich najważniejszy bóg Odyn (Wodan) prowadzi przez pola wściekłą szarżę dusz zmarłych. Rozpętuje ona zawieruchę, która niesie ze sobą nasiona płodów ziemi, zapewniając obfity urodzaj.
Podobieństwa między Odynem a „świętym” Mikołajem:
– Odynowi towarzyszył wierny sługa Eckhard, który tak jak jego następca Czarny Piotruś miał ze sobą rózgę.
– Odyn tak samo napełniał buty i drewniaki ustawione przy kominku — tyle że złotem. Dla jego rumaka też wkładano do drewniaków siano i słomę, a ponadto przeznaczano ostatni snopek z pola.
– Odyn przedstawiany był jako wysoki mężczyzna z białą brodą. Nosił kapelusz z szerokim rondem, nasunięty głęboko na oczy. W ręku trzymał czarodziejską włócznię. Odziany jest w obszerny płaszcz i dosiada wiernego siwego konia, Sleipnira.
– Święty Mikołaj zaś przedstawiany był dawniej jako wysoka, potężna postać na białym koniu. Mał długą białą brodę, w ręce pastorał, a na głowie infułę, ubrany jest w obszerną, fałdzistą szatę biskupią.
– Gdy Odyn pędzi przez powietrze na swym szarym wierzchowcu, to zatrwożeni ludzie ofiarują mu nadziewane ciastka oraz mięso i płody ziemi. Natomiast gdy Święty Mikołaj galopuje po dachach, to dzieci przygotowują siano, marchew i wodę dla jego rumaka.
Zarówno ciasteczka imbirowe, jak i rózga były symbolami płodności, zanim jeszcze zaczęto obchodzić dzień świętego Mikołaja

Osadnicy holenderscy przywieźli zwyczaj obchodzenia dnia „świętego” Mikołaja do Ameryki Północnej. Potem zmieniono mu imię na „Santa Claus”. Dostojny biskup przeobraził się w rumianego, zażywnego poczciwca w jaskrawoczerwonym ubiorze. Zamiast infuły ma czapkę krasnala, a białego wierzchowca zastąpiły sanie zaprzężone w renifera. W dalszym ciągu jednak przynosi prezenty.

Przesilenie zimowe wydaje się dziwnym momentem na huczne zabawy, ale gdy się temu bliżej przyjrzymy okaże się, że jest to niemal idealny czas na zabawę.

Te zabawy także wiążą się z płodnością, do której stale nawiązywano w dawnych kulturach. Mroczna zima napawała lękiem i często uważano, że jest okresem, gdy bóstwo płodności śpi lub nie żyje. Wierzono, iż różnymi sposobami można je ocucić albo przynajmniej trochę mu pomóc. Dary, tańce, hałas, uderzenia rózgą — wszystko to miało odpędzać złe duchy oraz zapewniać płodność ludziom, zwierzętom i roli.

Obdarowywanie się prezentami jest jeszcze młodszą tradycją, ponieważ szacuje się, że pierwsze podarunki w tym okresie ludzie zaczęli sobie wręczać dopiero w XIX wieku.

Dawniej w dniu „świętego Mikołaja” [Odyna] rozdawano jabłka, orzechy i inne jesienne owoce. Były to symbole płodności. Niegdyś uważano, iż podczas mroźnej i mrocznej zimy można sobie zjednać przychylność bogów, składając im dary. Miało to podnosić płodność ludzi, zwierząt i pól.
Saturnalia obchodzone przez starożytnych Rzymian zaczynały się 17, a kończyły 24 grudnia, kiedy to wymieniano się podarunkami. Hucznym zabawom w domach i na ulicach towarzyszyło pijaństwo i wyuzdanie. Po Saturnaliach zwykle przez trzy dni świętowano nadejście pierwszego dnia stycznia. Uroczystości te przypuszczalnie łączono z Saturnaliami w jedno święto.
I dziś szczególną cechą świąt Bożego Narodzenia jest wzajemne obdarowywanie się prezentami, a także zabawy i biesiadowanie. Czyli pogaństwo nadal ma się dobrze.

Źródło: komentarz użytkownika Pulsar w artykule z Inne Medium

Ideologie: Święty Mikołaj nie istnieje, to blef! Wyrzuć z mózgu syf

Ideologie, wierzenia i polityka bez cenzury i dogmatów

Tytuł może trochę przewrotny, ale chcę Wam, czytelnicy, przedstawić tutaj pewną ideę.. Ideę będącą pomostem pomiędzy krwawiącym, rozbitym na miliony ideologicznych odłamów świecie..

Zacznijmy od tego, czym są ideologie. Pisałem o tym wiele razy, teraz tylko przypomnę w skrócie: ideologia to pochodna religii, to jasny i skonkretyzowany obraz widzenia świata, oparty na dogmatach, wymyślonych dawno temu przez człowieka.

ideologie wierzenia i poglądy

Co łączy różne ideologie i systemy wierzeń?

Każda ideologia ma też pochodną piekła i pochodną nieba. Piekło to oczywiście, w zależności od światopoglądu – państwo socjalistyczne, neoliberalne, itp.

Ciekawe jest to, iż każda ideologia ma silnie skonkretyzowany i jasny obraz piekła. Piekło już tu jest, tu i teraz, jak przekonują ideologiści. A niebo? Czy ono także jest takie jasne i oczywiste?

Otóż nie. Z tej prostej przyczyny, że żadnej ideologii nie udało się stworzyć nieba. Ba. Gdy dana ideologia zaczęła dominować, stawało się piekło na Ziemi, i to najbardziej ekstremalne – z milionami zabitych, więźniów, wysiedlonych, tułaczy, przedwcześnie zmarłych..

Owszem, ludzie się łudzą, że jak któraś ze współczesnych ideologii zostanie wprowadzona, to nastąpi raj.

„Gdyby idee Janusza Korwina Mikke zostały wprowadzone w 100%, wtedy zarówno przedsiębiorcy, jak i szeregowi pracownicy zarabialiby dobrze”

„Gdyby wprowadzić idee socjaldemokracji i 100% tolerancji, na Ziemi w końcu zapanowałby pokój”

„Gdyby wszyscy popierali wartości rodzinne i monogamię, to nie byłoby zdrad, romansów, rozwodów, przemocy domowej, zła”

A wiecie co ja sądzę o powyższych gdybaniach? Mam na to TOTALNIE WYJE*ANE! 😉 xD

Nigdy nie ufaj ideologiom ani gotowym systemom wierzeń!

Mnie nie interesuje to, „co by było, gdyby” – bo prawa psychologii jak i owe ideologie są tak skonstruowane, by nigdy owego „nieba” nie osiągnąć. Nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go. I przy okazji tego wiecznego pościgu za króliczkiem – tracisz indywidualność, tracisz godność, tracisz pieniądze.. I w ostatecznym rozrachunku, płacisz największą cenę jaka jest tylko możliwa – TRACISZ SIEBIE. To śmierć za życia.

Świat należy zmieniać TU i TERAZ, takim jaki on jest, a nie snuć fantazje, co by było, gdyby wszyscy ludzie na Ziemi wyznawali taką a nie inną ideologię. Chcesz, aby wszyscy na Ziemi zmienili się w Ciebie? Chcesz zapełnić planetę swoimi klonami? Takie fantazje, o tym, jak fajnie i zajebiście będzie, gdy zatriumfuje dana ideologia, dany model widzenia świata – przypominają mi majaczeniowe brednie paranoika przypiętego pasami bezpieczeństwa do łóżka.

Na świecie jedynie zmiana jest pewna

Świat to ciągłą zmiana, zmiana właściwie jest jedyną pewną rzeczą. Nic nie jest pewne, nic nie jest wieczne, każda idea, każde prawo, każda religia, każde imperium mają swój początek, rozwój i naturalny kres. Świat to ciągłe generowanie nowej przestrzeni – także chodzi o przestrzeń w sferze idei. To ciągła kreacja, i jest tutaj ważna kreacja sama w sobie – jako PIĘKNO PROCESU – a nie model postrzegania świata, jakim operujemy, bo on się będzie zmieniał tysiące razy w ciągu naszego życia. Nie minie kilka dekad od naszej śmierci – i nasi potomkowie będą już mieli zupełnie inne idee, problemy, dylematy do rozwiązania, a nasze potyczki na ideologie, będą albo śmiesznym, albo ponurym (bardziej prawdopodobne..) zapisem historii.

Postaraj się patrzeć na ten świat, jak na wielkie laboratorium z tysiącami próbek – ideologii, religii, wierzeń. Ty staraj się badać ten świat, używając tych próbek jako narzędzi. Nie dawaj ideologii sobą rządzić, to jest jedynie próbka – narzędzie – którego możesz użyć. Ale, do cholery – nie wypijaj odurzającej substancji z tych laboratoryjnych próbek, bo konsekwencje będą fatalne! 😉 Nie daj sobie prać mózgu, czytelniku.

Fakty a obserwacje – odróżnij jedno od drugiego!

Podstawowy błąd w myśleniu to ten, iż nie odróżniamy faktów od opinii o faktach. Na tym polu powstaje niezliczona ilość złych sytuacji i konfliktów. Czym jest pszczoła? Według encyklopedii, jest ona owadem społecznym produkującym miód. Dla pszczelarza pszczoły są czymś pięknym, wspaniałym, to całe jego życie, pasja, poświęcenie, zarobek. Dla typowego mieszkańca Warszawki pszczoły mogłyby nie istnieć. Zaś jak rozumuje proste, wydawałoby się pojęcie – pszczoła – osoba silnie uczulona na jad pszczół, os i szerszeni? Alergik nienawidzi pszczół, jakby miał taką moc, to by je wszystkie zaje*ał w piz*u. Dla alergika pszczoła to śmiertelne zagrożenie, niezwykle silne, negatywne emocje, przykre wspomnienia z przyjazdu pogotowia ratunkowego, itp itd.

Oceniając ideologia, systemy wierzeń, modele światopoglądowe – patrz zawsze, czy to, co głosi dany system – ma odzwierciedlenie w faktach. W faktach tu i teraz – a nie w przyszłości. Jeśli dana kobieta nie szanowała swojego chłopaka, zdradzała go a potem rzuciła – to czy uwierzysz jej, jak będzie Ci truć dupsko o monogamii, wierności, wartościach rodzinnych? Ja nie. Nie wierz w to, że dana kobieta mówi Ci, iż teraz już będzie w porządku, że w nowym związku nie powtórzy błędów.

Słowa od zawsze były za darmo, a teraz ich wartość jest jeszcze mniejsza – ujemna. Sam, by wywołać tzw. „pyszny ból dupy”, czyli święte oburzenie u współdyskutantów, posługiwałem się najróżniejszymi ideami, od prawa do lewa. A wszystkimi tymi ideologiami gardzę w równym stopniu. Patrz zawsze na to, czy dany system wierzeń, priorytety, wartości – mają odbicie w życiu realnym człowieka, Tu i TERAZ – w jego czynach, wyborach, postawach.

Liczą się tylko fakty, a nie deklaracje!

Musisz zawsze rozgraniczać sferę deklaracji od sfery faktów. Zadeklarować możesz co tylko zechcesz – np t0, że do końca życia będziesz praktykował ścisłą ascezę. Ale czy wytrwasz w tak radykalnym i nieżyciowym postanowieniu te dajmy na to – 60 lat – do śmierci?

Zadeklarować możesz dowolny pogląd, jednak jeśli nie będzie on miał potwierdzenia w życiu realnym, w faktach, to jaka będzie wartość takiej deklaracji? Według globalnych badań, około 25% dzieci na Ziemi to owoce kobiecej zdrady. Inne badania głoszą, iż 70% mężatek mających pięcioletni lub dłuższy staż małżeński, zdradziło.

To oczywiście tylko przykłady, i można je dostroić do dowolnej sytuacji. Chodzi mi tutaj nie o piętnowanie osób, ale postaw, szkodliwych schematów ludzkiego działania.

Wracając do tego, co pisałem na początku tekstu:
-cechą wspólną wszystkich ideologii i modeli wierzeń, jest ich fałszywość jako całości, możliwe jest tylko uchwycenie części prawdy.
-święty Mikołaj nie istnieje. Nawet jeśli społeczeństwo będzie „grzeczne” i zaakceptuje w 100% daną ideę, to nie przyjdzie żaden święty Mikołaj i nie przyniesie „prezentu” w postaci ideologicznego raju na Ziemi. Będzie raczej piekło na Ziemi, miliony ofiar, wypędzonych, uwięzionych, zaginionych, niesłusznie oskarżonych i skazanych, i jeszcze więcej: nieszczęśliwych, z totalnie wypranym mózgiem, umarłych za życia..
-każda ideologia jest utopijna i zła. Nie ma ideologii nie-utopijnych i dobrych. Wyklucza to nawet encyklopedyczna definicja.

Jarek Kefir

Źródło: http://jarek-kefir.com/

____________________________________________________________________________________________

Chcesz więcej takich artykułów? Wspomóż niezależne inicjatywy Jarka Kefira!

Jeśli rozumiesz, że publikowanie, zdobywanie i weryfikowanie informacji to pewna praca i koszta, a ujawnianie ukrywanej wiedzy to konkretne ryzyko – możesz wspomóc finansowo mnie i to, co robię.
W poniższym linku napisałem, jak można to zrobić. Dzięki! :)
http://jarek-kefir.com/wsparcie/

Sensacyjna informacja: Franciszek I wprowadza nowe symbole religijne!

Franciszek I, papież kościoła rzymskokatolickiego, prezentuje dwa krzyże.

Pierwszy to „krzyż ekumeniczny”, zaś drugi to „krzyż miłości”.

Dla wielu tradycjonalistów te zupełnie nowe symbole wiary katolickiej będą po prostu szokujące. A co Wy o tym myślicie? Zapraszam do dyskusji 🙂

krzyz milosci franciszek

krzyz franciszek 1

Papież Franciszek I słynie z kontrowersyjnych symboli religijnych, oto jeden z nich:

krzyz franciszek I

bergoglio_franciszek_krzyz

.

Autor: JarQ

Witaj! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nie ocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia.

Na konto bankowe – kliknij na obrazek poniżej:

paypal_donate

Na Pay Pal – kliknij na obrazek poniżej:

paypal

Ateizm też jest religią. Różne formy kultu religijnego

Ateizm też jest religią. Różne formy kultu religijnego

  1. wiadomo, że religie powszechnie wyznawane to: katolicyzm, prawosławie, buddyzm, islam i inne. Jednak, o dziwo, nie są to jedyne formy kultu stricte religijnego.
  2. inną powszechnie występującą formą kultu jest ideologia – fanatyzm prawicowy bądź lewicowy. Czasami jest to związane z partiami politycznymi. W Polsce najbardziej fanatycznych zwolenników mają PiS, RPP i KNP  Korwina Mikke.

  3. kult jednostki w systemach totalitarnych, ale nie tylko. Kult jednostki może być także związany z charyzmatycznymi jednostkami wspólnoty religijnej.

  4. kult jednostki funkcjonuje także w pop-kulturze. Jest to kult pojedynczego wykonawcy-ikony pop kultury (ikona = nazewnictwo religijne..) bądź zespołu muzycznego. Także pop-kulturowego gatunku muzyki, np heavy metalu. Zwróćcie uwagę, że dzisiejsze koncerty wielkich gwiazd pop-kultury są zorganizowane tak, aby przypominały.. nabożeństwo religijne. Koncerty nieprzypadkowo mają od lat stałą, tą samą formułę. Czyli: przywódca (gwiazda pop-kultury) prowadzi wyznawców, czyli: owieczki, będące podczas koncertu w stanie przypominającym hipnotyczny, narkotykowy trans.

  5. kult dyscypliny sportowej, np piłka nożna. W Przypadku futbolu wzięto schematy żywcem zaczerpnięte z religii. Mamy obwożenie po miastach „relikwii” – np. puchary LM. Także występują tutaj „nabożeństwa” – czyli celebrowane z wielką czcią mecze LM, MŚ, ME. No i „przywódcy religijni”- Messi, Ronaldo i inni. Czasami słowa „religia futbolu” pada wprost od komentatorów sportowych czy redaktorów sportowych programów / gazet.

  6. materializm. Dziś nikt Ci nie powie, że jest materialistą, ale większość ludzi nimi są. Materialistą jest każdy kto wyżej ceni martwą materię ponad człowieka, relacje międzyludzkie, duchowość, Boga. Materializmem jest także pokładanie w martwej materii: marzeń, spełnienia, satysfakcji, poczucia bezpieczeństwa, celów, itp.

  7. do kultów religijnych zaliczamy także: „racjonalizm”, ateizm, „sceptycyzm”. Bazują one na ściśle materialistycznej doktrynie, przypieczętowanej pseudo-naukowym bełkotem. Co z tego, że materialistyczni ateiści zaklinają się, że nie są wyznawcami żadnej religii, skoro ich tok rozumowania idzie ściśle wg schematów typowych dla „klasycznych” religii.

  8. nauka, a raczej pseudo nauka. Chodzi o teorie i hipotezy, takie jak:
    -darwinizm; teoria ewolucji;
    -teoria wielkiego wybuchu;
    -model standardowy;
    -przekonanie, że „nauka jest świecka i nie ma związku z duchowością i Bogiem”

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

„Życie realne” w społeczeństwie jest największą iluzją jaką znamy

Kilka zasad doświadczania życia na Ziemi

Opiszę tutaj kilka prawideł rządzących naszym istnieniem na tej planecie. W takich tekstach staram się pisać zrozumiałym i przejrzystym językiem tak, aby każdy zrozumiał mój przekaz. „Język prawdy jest prosty” – a jedno z podstawowych założeń rozwoju duchowego brzmi: „upraszczaj”. Wszyscy znamy skomplikowany aż do przesady język ekonomii, polityki, bankowości, korporacji. Skomplikowany w jakim celu? Po to, żebyśmy jak najmniej z tego rozumieli, a to umożliwia osobom stosującym taką orwellowską nowomowę czynienie zła.

Wzmacniasz to, z czym walczysz.

Walka jako taka nie ma sensu, sens ma dopiero informowanie i szerzenie świadomości. Jeśli przeciwko czemuś / komuś walczysz, zawsze znajdziesz przeciwników. Nienawiść to uniwersalny język tego świata, używając go zawsze znajdziesz „rozmówców”.

Jeśli walczysz przeciwko komuś, przeciwko czyimś poglądom – włącza to od razu bardzo pierwotne mechanizmy obronne w psychice atakowanej osoby. To czyni Twoje racje i argumenty praktycznie niewidzialnymi. Uświadamianie ludzi to inna sprawa. Jeśli robisz to dobrze, wtedy osoba nieuświadomiona chętniej zauważy Twoje racje. Gdyż uświadamianie ludzi zakłada czynnik własny, dobrowolny, u „niekumatej” osoby, zaś walka – nie. Nawet jeśli osoba nieświadoma odrzuci Twoje argumenty – jej podświadomość pracuje. Często trwa to długo, czasami miesiące lub lata – ale daje lepsze rezultaty niż walka.

Poza tym, ludzie mają taką naturę, że lubią walczyć, być atakowani, odpierać ataki, zwyciężać, czasami przegrywać. Gdy taka osoba lub grupa zostanie zaatakowana – wtedy ma szansę się wykazać – WALCZĄC – czyli działać w powszechnie obowiązujących, społecznych regułach. Jest coś jeszcze, o czym przykro pisać. Podejrzewam, że dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii przesyłu informacji – Ziemia osiągnęła szczyt, jeśli chodzi o świadomość..

Nic więcej nie zyskamy walcząc do upadłego z nieświadomymi, „lemingami”, zombiakami”, czy jak zwać tą część ludzkości. No, może oprócz przypływu negatywnych emocji i ataków cholerycznych. To przypomina sytuację z linii frontu na wojnie. Obie strony uzbroiły się i okopały na swoich flankach i teraz tylko oczekiwać ostatecznej konfrontacji. Tak, druga strona „konfliktu” – czyli osoby nieświadome – też się „okopała”, została „uzbrojona” w coś co ja nazywam fałszywą świadomością.

Lemingi nazywają więc nas:
-zwolennikami spiskowej teorii dziejów;
-wariatami, zaburzonymi osobowościowo;
-socjalistami i lewakami, lub: prawicowcami i nacjonalistami (w zależności od ideologii osoby uzbrojonej w fałszywą świadomość, czyli leminga);
-katolami;
-eko-terrorystami itp.

Media, politycy, ludzie posadzeni na stołkach „ekspertów” przez dekady pracowały nad tym, by nieświadomych ludzi uzbroić w fałszywą świadomość. Ta fałszywa świadomość jest taką protezą, która ma zapobiec powstaniu świadomości prawdziwej.

Ludzie uzbrojeni w fałszywą świadomość też mają wrażenie, że: „walczą o większą świadomość społeczeństwa” – zupełnie tak jak my! I tak: zwolennicy szczepionek walczą z „ekologicznymi matkami, które ryzykują zdrowiem dzieci odmawiając ich szczepienia„. Zwolennicy GMO i lekarstw syntetycznych walczą z „bullshitami, czyli nonsensami naukowymi„. Oni też mają swoją „misję” i ich misja opiera się właśnie na walce.

„Życie realne” w społeczeństwie jest największą iluzją jaką znamy.

Masz dobre zarobki, partnera, mieszkanie. Poza tym jesteś dobrze umocowany w społeczeństwie. Szanuje Cię i lubi wielu ludzi. Tak myślisz? Przeanalizujmy.

-konformizm. Życie społeczne, nawet w małych grupach, zakłada konformizm, czyli uleganie wpływom społecznym i jednoczesne samooszukiwanie się. Co prawda nie da się od tego uwolnić całkowicie, i w zasadzie nie trzeba. Jest zdrowy konformizm i chory konformizm. Postaraj się odrzucić te wpływy społeczeństwa, które nie są potrzebne i hamują rozwój. Życie w społeczeństwie to konformizm aż do przesady.

-klatki na poglądy nie pasujące do narzuconego światopoglądu. Otóż najpierw, w dzieciństwie, wbito nam powszechnie akceptowane światopoglądy do głowy i kazano wybrać jeden z nich. Wiadomo – presja grupy, otoczenia, chęć akceptowania.. Zaś potem nauczono nas szufladkowania poglądów, racji i argumentów nie pasujących do społeczne akceptowanych ideologii, religii, systemów światopoglądowych. Z tego mechanizmu wyzwolić się jest bardzo trudno, gdyż gdy zrzucisz kajdany religijno-ideologiczne, to będziesz miał przerąbane u większości społeczeństwa. Ta większość to fanatycy ideologiczni i religijni, choć jeśli patrzeć oczami przeciętnych Kowalskich – wcale fanatykami nie są. Fanatyzm to właśnie widzenie świata oczami ideologii bądź religii – jakiejkolwiek. Ideologie i religie wymyślono po to, by marginalizować racje nie pasujące do poglądów ich twórców.

Patrząc przez pryzmat ideologii bądź religii, widzisz tylko część świata – pozostałe części świata nazywasz słowami-sloganami:
-niemoralne, grzeszne;
-nie pasujące do norm społecznych, konwenansów;
-chore, wariackie, zaburzone;
-i wiele wiele innych.

Mechanizm ten polega na tym, że zamiast w miarę obiektywnie zastanowić się nad nowymi dla Ciebie poglądami, argumentami – Ty od razu nadajesz im z góry ustaloną „łatkę” i wyrzucasz ze swojego umysłu. To nie Ty myślisz, „myśli” za Ciebie ideologia bądź religia. Są to gotowe schematy ograniczające myślenie i analizowanie niewygodnych tematów. Ideologiami bądź religiami posługują się wielcy i możni tego świata. Ale popatrzmy na to pod innym kątem. Wiadomo, że dziś większość ludzi nie potrafi myśleć samodzielnie, abstrakcyjnie, twórczo. Oni powielają gotowe już schematy, więc z punktu widzenia społecznego bezpieczeństwa i ładu – podsunięto takim ludziom kilka, kilkanaście schematów (ideologii, religii) do skopiowania i zaadaptowania jako „własne”. Wtedy elita ma poczucie bezpieczeństwa, że podlegli im ludzie będą myśleć i działać w sposób wskazany przez tę elitę.

Widać to doskonale w parlamentach prawie wszystkich krajów UE. Mamy tam kilka partii, czasami nawet więcej. Ale czy któraś z tych partii, w różnych krajach, jest za wystąpieniem ich państwa z UE? Albo z NATO? Czy któraś z tych partii jest przeciwna demokracji jako takiej? Albo: czy jakakolwiek partia cofa niekorzystne zmiany w społeczeństwie i w prawie, dokonane przez ich poprzedniczkę?

-jak społeczeństwo widzi rozwój osobisty, bądź dobre przystosowanie się do życia? Widzi to poprzez idealne dopasowanie się jednostki do wyzwań i wymagań stawianych przez masę. Większość ludzi mniej lub bardziej odnajduje się w systemie brutalnych nakazów i zakazów stawianych przez społeczność, prawo, konwenanse itp. Przy czym Ci, którym udaje się to mniej – marzą właściwie tylko o tym, by jak najlepiej się dopasować do w/w, by lepiej odgrywać swoje społeczne role. Znamienne jest to, że obecnie ludzie ogromną większość czasu i nauki przeznaczają na to, by jak najlepiej się dostosować do odgórnie narzuconych schematów. Nawet tzw „bycie sobą” jest dziś z tym mylone. Człowiek wygadany, rozrywkowy jest dziś określany, że „jest sobą i ma własną osobowość”. W rzeczywistości taki człowiek to tylko ekstrawertyk i nic więcej.

-to, co udało Ci się wypracować, zdobyć – nie jest zasługą tylko Twojej ciężkiej pracy, ale też zasługą cech, jakie dostałeś gratis, przy narodzinach. Odpowiednia pula genów, odpowiednie wychowanie, czyli wychowanie na łajdaka i skurwysyna – bo to najlepiej przygotowuje do życia w społeczeństwie, i oczywiście, ślepy los. Przez swoje długie okresy, gdzie kształtowało się kim jesteś (do 18 – 21 roku życia), mogłeś paść ofiarą: przestępstwa, zbrodni, wojny, biedy, mogłeś ciężko zachorować, mogłeś mieć ciężki wypadek, mogłeś przejść długotrwałą traumę.

I to było zupełnie niezależne od Ciebie, to był wtedy ślepy los. Nie miałeś tego, nie doświadczyłeś, i wyrosłeś na przebojowego i znającego życie człowieka. Ok, dobrze, ale musisz wiedzieć, że to, co wypracowałeś jest nie tylko Twoją zasługą. Bardziej powstało na bazie sprzyjających okoliczności. To tak, jak z uprawą zboża w klimacie gorącym. Jednego lata jest odpowiedni poziom nawodnienia i rolnik zbiera bardzo wysokie plony, a przez kolejne trzy lata jest susza i nie zbiera w ogóle.

Jarek Kefir

Źródło: http://jarek-kefir.com/

Chcesz więcej takich artykułów? Wspomóż niezależne inicjatywy Jarka Kefira!

Jeśli rozumiesz, że publikowanie, zdobywanie i weryfikowanie informacji to pewna praca i koszta, a ujawnianie ukrywanej wiedzy to konkretne ryzyko – możesz wspomóc finansowo mnie i to, co robię.
W poniższym linku napisałem, jak można to zrobić. Dzięki! :)
http://jarek-kefir.com/wsparcie/

Zakazana historia: kościół katolicki a rozbiory Polski

Tajemnice historii: kościół katolicki a rozbiory Polski

Cytuję: „Nie mam za bardzo czasu na pisanie, ale nie mogę już dłużej słuchać Kurskich, Jurków, Terlikowskich, Romaszewskich i im podobnych. Żałuję, że adwersarze tych panów nie posiadają odpowiedniej wiedzy historycznej ażeby móc odpierać ich „bezsporne i niezaprzeczalne fakty” odnośnie zasług Kościoła rzymskokatolickiego dla naszego bytu państwowego i niepodległości. Oni tego nie przeczytają, ale internet ma to do siebie, że wiadomość puszczona w sieć przetacza się przez wiele, wiele PCetów, laptopów.. i może jakiś młody miłośnik historii czytający poniższy tekst zostanie kiedyś politykiem lokalnym, krajowym, czy może dziennikarzem i podobne bzdety o „zasługach” Kościoła będzie mógł gładko zripostować.

KOŚCIELNE „ZASŁUGI” DLA POLSKI

Od zarania dziejów Kościół dążył do supremacji władzy religijnej nad świecką. Cel był prosty: podporządkować władzę świecką Kościołowi by objąć niepodzielnie rządy dusz i wyłudzać kasę. Kościół zawsze będzie zwalczał silną władzę, bo od słabych, zmuszonych do szukania poparcia z ambony da się wyłudzić więcej. Polska była areną, poligonem tej walki. Niestety, w naszym przypadku wygrał ten Kościół. Za osłabienie państwa i podporządkowanie go temu Kościołowi zapłaciliśmy cenę straszliwą, najwyższą w Europie.

W roku 1079 Bolesław Śmiały odbudował potęgę Chrobrego. Z powodzeniem interweniował na Węgrzech i na Rusi, zdobył Kijów, koronował się na króla. Był sojusznikiem papieża, skutecznie bił Niemca. Ale duchowieństwo było wtedy w 80% niemieckie. Śmiały nie walczył z Kościołem, wręcz przeciwnie – umacniał go. Jego władza była jednak dla Kościoła zbyt silna. Gal Anonim, przecież zakonnik, w swojej kronice nazywa biskupa traditor – zdrajca. Oto fragment:

„Jako król Bolesław był z Polski wyrzucony długo byłoby o tym mówić tyle jednak ujdzie powiedzieć, że nie godziło się pomazańcowi karać pomazańca cieleśnie, za jaki bądź grzech. To, bowiem zaszkodziło mu wielce, że gdy biskupa za zdradę skazał na obcięcie członków, więc do grzechu dodał grzech My jednak ani biskupa zdrajcę uniewinniamy,ani brzydką zemstę królewską pochwalajmy, lecz ostawmy te sprawę i opowiedzmy, jak przyjęto króla Bolesława na Węgrach.”

Tak, więc krótko mówiąc przywrócenie tytułu królewskiego i wzmocnienie władzy Bolesława musiało budzić niezadowolenie u przywódców państw ościennych, przede wszystkim Niemiec i Czech, oni to za pomocą niektórych polskich rodów możnowładczych starali się zbudować opozycję przeciwko Królowi. Uczestniczył w tym Biskup Krakowski Stanisław, Gall uczynek Stanisława nazywa grzechem i zdradą, albowiem biskup złamał przysięgę wierności, którą ślubował Bolesławowi, kiedy brał od niego inwestyturę.

Wbrew kłamstwom Kościoła – zdrajca w sutannie nie został zamordowany, tylko zgodnie z prawem skazany przez sąd za zdradę i stracony. Gdyby było inaczej, to natychmiast w glorii męczennika zostałby świętym – wszak każdy kult jest złotodajny dla kleru. Taki św. Wojciech został kanonizowany zaledwie dwa lata po śmierci! W przypadku Stanisława okazji zwyczajnie nie było, bo ludzie zdrajcę pamiętali. Wymazywanie zdrady z pamięci narodu zajęło oszustom w sutannach aż 174 lata. Wydatnie pomógł najazd tatarski w 1241 r., który spustoszył Polskę.

Podczas rozbicia dzielnicowego. Kościół wszelkimi sposobami osłabiał państwo, szczuł na siebie książąt dzielnicowych. Za poparcie jednych przeciw drugim wyłudzał kolejne nadania i przywileje. W ten sposób zupełnie zanarchizował Polskę i stała się ona areną nieustannej wojny domowej. Osłabiona, straciła Śląsk, Pomorze, Ziemię Lubuską, płaciła Niemcom daninę lenną. Nie była w stanie uporać się z najazdami Prusów i ściągnęła sobie na kark zakon krzyżacki.

Spośród plejady zdrajców w sutannach, wymienić trzeba takich jak arcybiskupi gnieźnieńscy: Jakub ze Żnina, Janik, Henryk Kietlicz; biskupi krakowscy: Gedko, Paweł z Przemankowa i Muskata; wrocławscy: Wawrzyniec, Tomasz I i Tomasz II oraz biskup poznański Andrzej. Posługiwali się zdradą, fałszerstwem i klątwą. Wyklęli m.in. Władysława Wygnańca, Mieszka Starego, Henryka Brodatego, Konrada Mazowieckiego, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, Władysława Łokietka, potem Kazimierza Wielkiego, pomijając pomniejszych książąt. Klątwa oznaczała faktyczną utratę władzy, gdyż poddanych władcy zwalniano z posłuszeństwa wobec niego. O zdjęcie klątwy trzeba było zabiegać w Rzymie, a trwało to długo i kosztowało słono. Jak w tych warunkach Polska mogła normalnie funkcjonować?

Na zjazdach w Łęczycy (1180 r.) w Borzykowej (1210 r.) i w Wolborzu (1215 r.) Kościół, wygrywając książąt przeciw sobie, wyłudził przywileje osłabiające cały kraj i całkowicie uniezależniając się od polskiego państwa. Kiedy Łokietek jednoczył Polskę i potrzebował złota na wojsko i zabiegi dyplomatyczne, papież zmusił go do… zwiększenia „świętopietrza”.

W r. 1515 w czasie zjazdu wiedeńskiego. Zawarto wtedy układ, na mocy którego Zygmunt Stary i Kazimierz Jagiellończyk, król Czech i Węgier, oddali Habsburgom Czechy i Węgry. Za darmo! Tylko za zerwanie przez Habsburgów sojuszu z Moskwą.
W polskiej dyplomacji rej wówczas wodzili biskupi Drzewiecki i Tomicki, papiescy niemieccy agenci. Kościół popierał wtedy Niemców, bo Polska słusznie nie kwapiła się do planowanej przez papieża wojny z Turcją. Dwa lata później Marcin Luter ogłosił swoje tezy. Niemców czekał wstrząs reformacyjny i wojny domowe…

W 1582 roku, kiedy pobita przez Batorego Moskwa prosiła o pokój. Car Iwan Groźny w obliczu całkowitej klęski w toczonej od czterech lat wojnie zaczął mamić papieża obietnicami zawarcia unii prawosławia z Rzymem i swego udziału w wojnie z Turcją. Papież wysłał do Moskwy swego legata, jezuitę Possevina, który pośredniczył w rokowaniach pokojowych. Ten działał ze szkodą dla Polski i zmarnował Batoremu owoce wielkiego zwycięstwa. Można było uzyskać znaczne lepsze warunki pokoju.
Po zawarciu rozejmu w Jamie Zapolskim car zaczął grać na zwłokę. Gdy Kościół zrozumiał że został wystawiony do wiatru, zaczął namawiać Batorego do kolejnej wojny obiecując 25 tys. dukatów subsydiów miesięcznie. Jednak plany wojenne pokrzyżowała śmierć króla Stefana.

Kolejny raz Kościół katolicki „zasłużył” się dla Polski w 1596 r., zawiązując unię brzeską. Unia ostatecznie zburzyła w Rzeczypospolitej pokój religijny, który był podstawą jej potęgi. Gwarantowała go konfederacja warszawska, uchwalona przez sejm w 1573 r. Ten pokój religijny był solą w oku Kościoła katolickiego, gdyż zbory protestanckie rozwijały się o wiele prężniej niż katolickie parafie. Toteż biskupi na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. rzucili na akt konfederacji klątwę. Papież potwierdził tę klątwę bullą z 1578 r.

Konfederacja warszawska, akt bezprzykładnej tolerancji religijnej w ówczesnej Europie, został przez UNESCO wciągnięty na listę Pamięć Świata. Tomasz Jefferson przyznawał, że pisząc konstytucję amerykańską, wzorował się na konfederacji warszawskiej. Smaczku temu dodaje, że jest to akt przez Kościół nadal wyklęty, co daje obraz „tolerancyjnego i miłosiernego” Kościoła.

Kościół dążył do podporządkowania prawosławia. W 1589 r., wykorzystując utworzenie patriarchatu moskiewskiego, Kościół przy pomocy jezuitów przekonał Zygmunta III do zawiązania unii i uznania jej za jedyną reprezentację „religii greckiej” w Rzeczypospolitej. Skutki, dokładając do tego wyjątkowo partackie wykonanie, były dla Polski straszliwe.

W czasie synodu w Brześciu, w którym brało udział aż 44 jezuitów, hierarchowie uniccy i prawosławni obrzucili się nawzajem klątwami. Dzięki uznaniu unii przez Wazę – „króla jezuitów” – i faktycznej delegalizacji prawosławia, unici, korzystając ze wsparcia władzy państwowej, siłą odbierali prawosławnym cerkwie, klasztory i majątki. Dochodziło do najazdów, morderstw, regularnych bitew. Nienawiść ludu ruskiego do Polski i Kościoła rosła, aż wybuchła w okrucieństwie słynnych rzezi w czasie powstań kozackich. Kozacy ogłosili się obrońcami prawosławia, a stałym punktem ich żądań była likwidacja unii. Ich powstania z czasem przekształciły się w wojny religijne. Zaczęli przy tym szukać poparcia w Moskwie.

Unia brzeska dała Moskwie pretekst do ingerencji w sprawy polskie. Powstanie Chmielnickiego wykrwawiło Polskę i złamało jej potęgę, a wykorzystały to Rosja i Szwecja. To Kościołowi Polska zawdzięcza wszystkie swoje klęski w XVII wieku, które były przyczyną późniejszej utraty niepodległości. Wszystkie wojny w XVII wieku Polska toczyła z państwami innych wyznań. Kolejną okazję podporządkowania prawosławia Kościół dostrzegł po pojawieniu się Dymitra Samozwańca.

To nuncjusz papieski Rangoni w 1604 r. osobiście wprowadził Samozwańca do „króla jezuitów” i zapewnił jego poparcie dla moskiewskiej awantury. Włączyli się biskupi i jezuici, tym bardziej że oszust potajemnie przyjął katolicyzm i obiecał go krzewić w Rosji. Wyprawę w 1609 roku papież Paweł V ogłosił krucjatą, nawet pobłogosławił dla Zygmunta III miecz i kapelusz – atrybuty „rycerza Kościoła”.

Skończyło się katastrofą. Polacy zostali z Moskwy przegnani, Wielka Smuta do dziś jest dla Rosji pretekstem do poczynań nieprzyjaznych wobec Polski, a rocznica wygnania polskich interwentów jest świętem narodowym Rosji. Wojsko po powrocie zażądało zapłaty żołdu w wysokości… 20 milionów złotych! Zawiązało konfederację i zanim sejm uchwalił podatki, zaczęło łupić kraj. Kler katolicki dał na krucjatę aż… 300 tys. zł! Straszliwy to rachunek za chodzenie na pasku Kościoła.

Na sejmie w 1605 r. Zygmunt III chciał wzmocnić władzę królewską, wprowadzić stałe podatki, powiększyć armię. Wszystko upadło, ponieważ król, będąc pod przemożnym wpływem jezuitów, nuncjusza i biskupów, odmówił podpisania uchwał sejmu, w tym potwierdzenia konfederacji warszawskiej.

Oburzona szlachta, jasno widząc dążenie do rządów absolutnych, pełnej katolicyzacji kraju i ograniczenia uprawnień sejmu, podjęła program obrony tolerancji religijnej, niezbędnej w państwie wielowyznaniowym. Na sejmie w 1606 r. stanął projekt „konstytucji przeciw tumultom”. Chodziło o ukrócenie inicjowanych przez jezuitów pogromów religijnych poprzez karanie ich sprawców. Dotychczas zbrodniarze, osłaniani przez kler, byli bezkarni. Uzgodniony już projekt król dał do oceny… jezuitom – Skardze i Bartschowi. Ci uznali, że jest szkodliwy dla wiary katolickiej. Po ich nocnej akcji biskupi, z urzędu senatorowie, mimo uprzedniej zgody, zablokowali ustawę w senacie. Przepadły także uchwały o podatkach na wojsko.

Osobistym, specjalnym listem za pobożność i obronę wiary katolickiej dziękował „królowi jezuitów” papież. Wybuchł bunt – rokosz kierowany przez katolika Zebrzydowskiego. Wojska królewskie zwyciężyły rokoszan w bratobójczej bitwie pod Guzowem. Program reform i wzmocnienia władzy królewskiej jednak upadł. Zwyciężyła idea „złotej wolności” której piewcami stali się jezuici, wychowawcy młodzieży. Kościołowi słabe państwo i anarchia zawsze najbardziej odpowiadały.

Kolejny raz Kościół katolicki „zasłużył” się dla Polski w roku 1619, sprowadzając na kraj najazd turecki i szwedzki. Węgrzy powstali przeciw katolickiemu terrorowi Habsburgów, wsparł ich książę Siedmiogrodu, lennik turecki Bethlen i obległ Wiedeń. Czesi zdetronizowali Habsburgów i przysłali mu posiłki. Rozpalała się wojna 30-letnia.

„Król jezuitów” Zygmunt III wysłał „braciom katolikom” Niemcom na pomoc korpus 10 tys. lisowczyków. Bez zgody sejmu, wbrew protestom kanclerza i hetmana Stanisława Żółkiewskiego! Za darmo! Naciskał na króla Kościół: nuncjusz papieski Ruini, prymas Gembicki – przewodniczący senatu – i podkanclerzy biskup Lipski. Lisowczycy rozbili Węgrów pod Humiennem. Pobity Bethlen zdał relację sułtanowi Osmanowi II. Jak ostrzegał hetman, na Polskę spadł najazd turecki. Ale właśnie o wplątanie Polski w wojnę z Turcją chodziło Kościołowi. Cel osiągnęli.

Szczupłe siły polskie przegrały pod Cecorą w 1620 r. Głowa Żółkiewskiego zawisła na bramie w Stambule, a hetman polny Koniecpolski dostał się do niewoli. Tatarzy spustoszyli Podole aż po Lwów. Nie było komu bronić… Miesiąc po Cecorze wojska Habsburgów pobiły Czechów pod Białą Górą. Czechy na 300 lat straciły niepodległość. Główną rolę w bitwie odegrali lisowczycy – ci, których zabrakło w Polsce.

W następnym roku, przewidując ponowny najazd, sejm uchwalił podatki aż osiem razy większe! Połowę wojska mieli stanowić prawosławni Kozacy prześladowani przez unię brzeską. Ani trochę nie otrzeźwiło to katolickich fanatyków. Obrona Chocimia zatrzymała najazd, ale Polska straciła Mołdawię. Czyli wojna przegrana. Najgorsze, że został zerwany pokój z Turcją trwający od ponad 100 lat. Polska stała się celem ataku tureckiego.

Okazji nie przepuścili Szwedzi i uderzyli na osłabioną Polskę. Nie miał jej kto bronić, bo wojska poszły na Turków. „Bracia katolicy” Niemcy na pomoc nie przyszli. Na domiar złego ludność miała już dość katolickiego terroru jezuitów i otworzyła Szwedom bramy Rygi. Wojna była niepotrzebna, bo Szwedzi gotowi byli zawrzeć pokój, byle król zrezygnował z pretensji do ich tronu. Ale była w interesie Kościoła i katolickich Habsburgów, którzy chcieli, aby Szwedzi bili się w Polsce, z dala od teatru wojny 30-letniej.

W czasie powstania Chmielnickiego w 1648 r. po klęsce pod Korsuniem do niewoli dostali się hetmani. Mimo krytycznej sytuacji interrex prymas Łubieński (trwało bezkrólewie po śmierci Władysława IV) i podkanclerzy biskup Andrzej Leszczyński (ten miłosierny po katolicku biskup, przywódca partii wojennej, chciał utopić powstanie kozackie we krwi), sterowani przez nuncjusza papieskiego de Torres, nie dopuścili do oddania dowództwa wojsk wybitnym wodzom Radziwiłłowi i Firlejowi, bo… byli oni ewangelikami. Bali się wzrostu znaczenia ewangelików po zwycięstwie ewangelickiego wodza. Złamali zasadę, że pod nieobecność hetmanów koronnych dowodzą litewscy. Kalwin Radziwiłł był polnym litewskim. Kościół jest zatem pośrednim sprawcą haniebnej klęski pod Piławcami i rozpalenia powstania na całej Ukrainie.

Potem Kościół rękoma nuncjusza, biskupów (z urzędu senatorów) i jezuitów nie dopuszczał do wejścia w życie zawartych z Kozakami ugód zborowskiej i białocerkiewskiej. W efekcie po każdej wybuchała kolejna wojna. Nienawiść tak narastała, że w kolejną ugodę hadziacką nikt już nie wierzył. Kościół szkodził Polsce, by nie dopuścić do uszczuplenia swoich przywilejów – do wejścia hierarchów prawosławnych do senatu i przywrócenia praw prawosławiu. Z osłabiania Polski przez Kościół skorzystała Rosja.

W roku 1660 na sejmie stanęła sprawa reformy państwa, w tym wyplenienia liberum veto. Po tragedii potopu była powszechna zgoda posłów na reformę. Zniesienie liberum veto było krokiem najważniejszym, jak pokazała przyszłość. Sprzeciwili się tej uchwale biskup krakowski Trzebicki i prymas Wacław Leszczyński wraz z bratem Janem, agenci habsburscy. Sterował nimi poseł habsburski de Lisola.

Dla Kościoła i obcych mocarstw liberum veto było instrumentem bardzo wygodnym – łapówki brali pojedynczy posłowie, zamiast całych stronnictw. Jezuici, wychowawcy szlacheckiej młodzieży, wpajali jej, iż jest to fundament szlacheckiej wolności. Wkrótce liberum veto zupełnie zanarchizowało Polskę, pozostało symbolem polskiej głupoty i warcholstwa. Między innymi dzięki niemu szczuci przez Kościół katoliccy fanatycy w roku 1658 odstępstwo od katolicyzmu zaczęli karać banicją z kraju (wygnanie Braci Polskich), a w 1733 r. odebrali ewangelikom i prawosławnym prawa publiczne. Ta nietolerancja dała pretekst ościennym, innowierczym mocarstwom do ingerencji w sprawy Polski.

Po raz kolejny Kościół katolicki zabłysnął na sejmie niemym w 1717 r. Zdetronizowanemu Augustowi II w roku 1709 pomogły powrócić na tron Rosja i Kościół. Dążąc do zaprowadzenia rządów absolutnych, Niemiec w roku 1713 wprowadził do Polski wojska saskie, które poczynały sobie jak w kraju okupowanym. Gdy Sasi zamordowali kilku szlachciców, wybuchła wojna domowa – szlachta zawiązała konfederację tarnogrodzką przeciw królowi.

Konfederaci nie zgodzili się na mediację nuncjusza papieskiego, pamiętając, kto Niemca posadził na tronie i popierał nawet po detronizacji. Wobec tego biskup Szaniawski i hetman Pociej wystąpili z propozycją mediacji… cara Piotra I. Poszło łatwo, bo kanclerzem był wówczas Jan Szembek, płatny agent Rosji, senatowi przewodniczył jego brat prymas Krzysztof.

Rosja, oczywiście, wprowadziła swoje wojska do Polski, a gen. Dołgoruki narzucił porozumienie. Pod rosyjskimi bagnetami odbył się sejm, na którym nikogo nie dopuszczono do głosu, stąd nazwa: sejm niemy. Głosowano wcześniej uzgodnione ustawy. Kościół w porozumieniu z Rosją uzyskał, co tylko chciał. Przede wszystkim innowiercom zakazano publicznego odprawiania nabożeństw ewangelickich i prawosławnych. Wymusiło to zamykanie kościołów ewangelickich, a cerkwie przejmowali unici. Rosja i Niemcy godziły się na szykany względem własnych braci w wierze, gdyż był to zawsze konieczny wymóg Kościoła w zamian za zdradę i osłabienie Polski – utrzymanie silnego katolicyzmu było priorytetem, skutkiem zaś – zawsze słabe państwo.

Rosja poczuła się zwolniona z zobowiązania oddania Polsce zdobytych na Szwedach Inflant, co zagwarantowała w traktacie narewskim. Czyli na udziale w III wojnie północnej, i to w zwycięskiej koalicji, Polska nie zyskała nic, poza ruiną kraju i utratą suwerenności.

Na sejmie biskup Łubieński spowodował ograniczenie liczebności wojska polskiego maksymalnie do 18 tys. w Koronie i 6 tys. na Litwie. Uchwalono jednak tak niskie porcje żołnierskie, że starczało zaledwie dla 12 tys. wojska. Jak to się miało do ponadstutysięcznych armii sąsiadów, przyszłych zaborców? W ten sposób ukrócono żądania szlachty, by Kościół płacił podatki na obronę Polski. Kraj był zniszczony licznymi wojnami i zarazami. Kwitły jedynie ogromne majątki biskupie i zakonne. Zdrajcy w sutannach rozwiązali problem wraz z polskim wojskiem. Polska zastała przez nich rozbrojona i rzucona na łup zaborcom.

Gwarantem ustaw sejmowych uchwalonych na życzenie biskupów została Rosja i w ten sposób z Polski zrobiono rosyjski protektorat. Tak Kościół przyczynił się do utraty przez Polskę suwerenności i rzucenia jej w szpony Rosji. Dołgoruki został pierwszym ambasadorem, a właściwie wielkorządcą Rosji w Polsce. „Osiągnięcia” sejmu niemego są porównywalne w skutkach do sejmów rozbiorowych.

Kolejny raz nieocenioną rolę w naszej historii Kościół katolicki odegrał w roku 1767, pomagając Rosji zmontować konfederację radomską, aby obalić reformy Stanisława Augusta. Dążąc do powstrzymania reformatorskich poczynań króla, ambasador Repnin postanowił wykorzystać tępotę katolickich fanatyków, kołtunów szlacheckich wychowanych przez jezuitów. Wywołał sprawę równouprawnienia innowierczej szlachty.

Trafił w dziesiątkę. Za rosyjskie pieniądze zawiązano dwie konfederacje innowierców. Ten sam Repnin podpuścił zdrajców nuncjusza i biskupów. Ci użyli księży oraz jezuitów do poszczucia z ambon katolickich fanatyków, którzy „w odpowiedzi” na te konfederacje, zawiązali katolicką konfederację radomską. Znowu krążyło rosyjskie złoto. Skaczące sobie do oczu konfederacje, katolicka i innowiercze, kotłowały się w… przedpokojach ambasady rosyjskiej. Ogłupienie zapierające dech w piersiach.

Oszalałych z nienawiści katolickich fanatyków Kościół podszczuwał poparciem samego papieża poprzez nuncjusza Duriniego oraz propagandą z ambon. Przywódcami fanatyków byli biskupi: niebywały warchoł Sołtyk (na sejmie komenderował tłumem rozwścieczonej szlachty), Załuski i Krasiński. Repnin obiecywał im detronizację króla i… niedopuszczenie do równouprawnienia innowierców. W tej iście makiawelistycznej intrydze pomagał Repninowi ksiądz Podoski.

Na czele konfederacji radomskiej Repnin postawił księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”. Francuz, gen. Dumouriez tak określił tego katolickiego fanatyka, wychowanka jezuitów: „Najbogatszy pan w Polsce, ale głupie bydlę”. Toteż nietrudno było Repninowi wystawić całą tę zgraję oczadziałych kadzidłem wychowanków jezuitów, kołtunów szlacheckich, do wiatru.

Na „sejmie repninowskim” w 1768 roku podpisano traktat z Rosją. Szlachcie prawosławnej i ewangelickiej przyznano pełnię praw politycznych, Rosja ponownie stała się gwarantem „praw kardynalnych”, w tym liberum veto i wolnej elekcji. Przywrócono rosyjski protektorat nad Polską. Podoskiemu za zdradę zapłacono nie tylko złotem, ale i godnością prymasa Polski – na prośbę Rosji obdarzył go nią papież, wbrew protestom króla Polski.

Zdrajca biskup Sołtyk żalił się w czasie sejmu w liście do kumpla w sutannie Podoskiego: „Zawiedzeni zostaliśmy, jak ptaszęta na lep wzięte. Chcieliśmy wzmocnić wolność, a staliśmy się niewolnikami.” Wkrótce pojechał kibitką do Kaługi, gdzie na zesłaniu spędził pięć lat. Prorok?…

Tak to kolejny raz Kościół uniemożliwił reformy w Polsce, pomagając przy tym prawosławnej Rosji.

Kolejny raz Kościół katolicki zasłużył się Polsce, doprowadzając do wybuchu konfederacji barskiej w 1768 roku. Po równouprawnieniu innowierców kler przystąpił do kontrataku, chcąc je cofnąć. Papież Klemens XIV polecił nuncjuszowi Duriniemu napomnieć biskupów, „(…) że są w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami”. Nuncjusz użył jezuitów i ambon do zaciekłej akcji propagandowej, skierowanej przeciwko Rosji, która równouprawnienie przeforsowała. Wykorzystał powszechne oburzenie wywiezieniem przez Repnina do Kaługi czterech senatorów, w tym biskupów Sołtyka i Załuskiego. Prawą ręką Duriniego był biskup Krasiński, który został przywódcą konfederacji barskiej. Duchowym jej patronem był „ksiądz Marek” Jandołowicz.

Ta nieprzytomna ruchawka katolickich fanatyków w ciągu pięciu lat zrujnowała i wykrwawiła kraj, stała się bezpośrednią przyczyną I rozbioru i pozbawiła Polskę możliwości oporu. Chaos był taki, że przez pięć lat nie mógł zebrać się sejm! Powstanie chłopskie („koliszczyzna”) spustoszyło Ukrainę. Powstańcy wyrżnęli ok. 200 tys. Polaków i Żydów, nikt nie liczył ofiar odwetowego ludobójstwa. Durini został z Polski odwołany na żądanie Rosji. Jak pisze prof. Łukasz Kurdybacha, rola nuncjusza papieskiego Duriniego w rozpętaniu tej wojny domowej nie została do końca odkryta. Następca Duriniego, Garampi, nawiązał ponownie bliską współpracę z Rosją. Oczywiście, przeciwko Polsce, a raczej tego, co z niej zostało…

W czasie sejmu rozbiorowego w 1773 r. po stłumieniu konfederacji barskiej, idiotycznej ultrakatolickiej ruchawki, zaborcy przystąpili do rozbioru Polski. Zrujnowana i wykrwawiona nie miała szans się przeciwstawić. Król Stanisław August Poniatowski błagał o pomoc Kościół, który miał świetne układy ze wszystkimi sąsiadami Rzeczypospolitej. Nuncjusz Garampi odpowiedział mu: „Gdybym zaprotestował, rozgniewałbym i obraził dwór wiedeński”.

Gdy cesarzowa Maria Teresa zwróciła się do papieża Klemensa XIV z wątpliwościami moralnymi co do rozbioru, „Ojciec Święty, któremu Polacy zawsze ślepo wierzyli, pospieszył jej odpowiedzieć, w imieniu nieba i ziemi, że inwazja i rozbiór były nie tylko właściwe politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się niebywale; że wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla duchowego dobra Kościoła było konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe panowanie możliwie daleko” (wg Lelewela). Jeśli Kościół, potężna siła w Europie, moralny autorytet przynajmniej dla państw katolickich, nie zaprotestował, to kto miał zaprotestować? Po za Turkami – nikt w Europie… Nic więc dziwnego, że głównymi sprawcami ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm byli biskupi: Młodziejowski – jako kanclerz – był organizatorem sejmu, Ostrowski przewodniczył senatowi i delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe, Massalski płomiennymi mowami za rozbiorem zyskał dla Kościoła miano „czwartej potencji rozbiorowej”. Za „zasługi dla Polski” biskupowi Ostrowskiemu papież na prośbę Rosji i Austrii zapłacił złotodajną godnością prymasa Polski i Litwy.

Historia pokazała, jak obca była Polakom narzucona przez Kościół nietolerancja. Już w kilka lat po wymuszonym przez Rosję równouprawnieniu prawosławnych i ewangelików nikt ich w Polsce nie dyskryminował. Gdyby nie prawne ramy kontrreformacji – nietolerancji i prześladowań narzuconych Polakom przez kler – Polska pozostałaby potęgą, a z pewnością nie byłoby rozbiorów.

Kolejny raz Kościół zasłużył się Polsce – i to po wielokroć – po I rozbiorze, kolaborując z zaborcami w zabranych prowincjach. Zaraz po rozbiorze biskupi złożyli przysięgę nowym władcom, podjęli z zaborcami aktywną współpracę i wezwali lud do posłuszeństwa: „Przysięgamy Jego Mości królowi Prus i jego prawnym następcom w rządach, jako nam najłaskawszemu królowi i władcy kraju być poddanym i wiernym, posłusznym i oddanym. Dbać o uczucia wierności dla króla, o miłość ojczyzny, posłuszeństwo wobec praw”. To fragment roty przysięgi biskupów polskich (?) królowi Prus po I rozbiorze.

Wymienić tu trzeba szczególne „zasłużonych”: arcybiskupa Sierakowskiego, biskupów Sołtyka (pochowany w katedrze wawelskiej!), Massalskiego, Ostrowskiego, a nawet Krasickiego. Toteż oporu nie było żadnego, kler nie ustawał w ukłonach dla nowych władców i w przekonywaniu Polaków, że muszą teraz służyć nowym panom. Upewniło to zaborców, że dalsze rozbiory też zakończą się sukcesem. Byle głaskać purpurowe i czarne suknie..

Zaborcy zagarnęli część wielu diecezji, reszta ich obszaru pozostała w okrojonej Polsce. Zupełną katastrofą było, że większość z tych zdrajców biskupów nadal zasiadała w polskim senacie, będąc jednocześnie poddanymi zaborców i im się wysługując.

Kiedy Katarzyna II zaczęła tworzyć nową strukturę Kościoła katolickiego na terenach I rozbioru, i to bez zgody papieża, nie natrafiła na opór, a wręcz przeciwnie. Kler kolaborował masowo z urzędasami carskimi, a zdrajcy Siestrzeńcewicz, Benisławski, Sierakowski i inni mianowani przez carycę „biskupami” ochoczo przyjęli sakry biskupie i pensje. Wkrótce wsparł ich i papież Pius VI – przysłał nuncjusza Archettiego, zatwierdził nową rosyjską strukturę Kościoła katolickiego, całkowicie niezależną od polskiej, i sam wyświęcił „biskupów” Katarzyny.

Karty szczególnej zdrady i hańby zapisali jezuici. Mimo kasaty zakonu przez papieża w 1773 r., Prusacy i Rosjanie pozwolili im działać i nadal wychować młodzież. Warunek był prosty: wychowywać polską młodzież w duchu posłuszeństwa zaborcom. Jezuici gorliwie to wypełniali. Komisja Edukacji Narodowej nie objęła swym działaniem terenów I rozbioru. To powinno nam uświadomić, jakie „zasługi” Kościół i jezuici wyrządzili Polsce.

Następnym przyczynkiem dla „wzmacniania” naszej niepodległości przez Kościół katolicki było obalenie Kodeksu Zamojskiego w 1780 roku. Kolejny raz Kościół uniemożliwił naprawę państwa. Po wstrząsie wywołanym przez I rozbiór panowała zgoda co do konieczności reform i ratowania pomniejszonego kraju. Zadanie opracowania zbioru praw sejm pod wpływem króla Stanisława Augusta powierzył w 1776 r. byłemu kanclerzowi koronnemu Andrzejowi Zamojskiemu. Wśród twórców Kodeksu był m.in. Józef Wybicki. Nuncjusz papieski Archetti nasłał swego agenta biskupa sufragana płockiego Krzysztofa Szembeka, by go o wszystkim informował. Po dwóch latach pracy, w roku 1778 Kodeks był gotowy do przedstawienia sejmowi.

Kodeks Zamojskiego miał umocnić państwo, przede wszystkim więc ograniczał przywileje Kościoła. Wprowadzał też pewne zmiany polityczne i ujednolicał prawo. Biskupi nie chcieli jednak zgodzić się na jakiekolwiek ograniczenie swoich przywilejów. Nuncjusz Archetti na polecenie papieża przystąpił do kontrakcji. Szukał sojusznika nawet w rosyjskim ambasadorze Stackelbergu. Kardynał Pallavicini w imieniu papieża zalecał szczególną ostrożność: „Porozumienie i współpraca nasza z państwem heretyckim nie powinna tam wyjść na jaw, gdyż to przyniosłoby nam szkodę, jakkolwiek Opatrzność posługuje się nieraz takimi środkami celem pokrzyżowania ludzkiej polityki dla dobra Kościoła i jego głowy”. Ale nawet naciskany przez nuncjusza Stackelberg odmówił bezpośredniego poparcia.

Król usiłował przekonać Kościół do konieczności reform – pytał o powody sprzeciwu, skoro proponowane rozwiązania były od dawna stosowane w innych krajach katolickich: „Dlaczego Polska ma być niżej ceniona? Czyż nie zasługuje ona na te same łaski i względy?”. – Naiwniak… Przypominał też, że nasz kraj był przez wieki przedmurzem chrześcijaństwa… Król nie zaniedbał nawet wysłania do Rzymu do papieża swego posła, zaufanego księdza, Włocha Ghigiottiego. Bezskutecznie. Widząc, że nuncjusz zamierza użyć liberum veto i zerwać sejm, aby obalić Kodeks, król – chcąc ratować reformy – wycofał projekt spod obrad i przeniósł na sejm 1780 r.

Archetti działał zza kulis „przy pomocy wrzawy, intryg, gróźb i złota”. Na sejmiki ruszyli zakonnicy, sączyć jad do uszu pijanej szlachty, swoje robili kapelani i spowiednicy magnatów. Urzędnikom tłumaczyli, że Kodeks wprowadzi ich odpowiedzialność karną; magnatom, że pozbawi ich tytułów książąt i hrabiów; szlachcie, że ograniczy jej władzę nad chłopami; hołocie szlacheckiej, że straci prawa polityczne. Na sejmiku w Środzie przygotowano zamach na życie Wybickiego. W ogóle nie podnoszono najważniejszej sprawy – ograniczenia przywilejów Kościoła – z obawy, że szlachta mogłaby to poprzeć. Ponieważ nikt nie czytał Kodeksu, ta intryga Kościoła trafiła na podatny grunt.

W tej sytuacji król postanowił powołać komisję sejmową do zbadania Kodeksu i wprowadzenia jakichś zmian. Zgodził się na to nawet… Stackelberg, ale… nie Kościół! Pallavicini pisał do Archettiego: „Ojciec Święty ufa Waszej Przewielebności i wierzy, że W.P. użyje wszelkich środków dla obalenia kodeksu”.

Na sejmie przekupieni przez nuncjusza posłowie wśród wrzawy zaczęli demonstracyjnie Kodeks drzeć i rzucać na ziemię. Sejm podjął uchwałę: „(…) tenże Zbiór Praw na zawsze uchylamy i na żadnym sejmie aby nie był wskrzeszany, mieć chcemy”. Wspaniałą okazję naprawy państwa 13 lat przed Konstytucją 3 maja zmarnował Polsce Kościół. Takie to są „zasługi Kościoła dla Polski”.

Chyba jednak największym udziałem Kościoła katolickiego w zachowaniu naszej niepodległości i przetrwaniu jako narodu dokonał popierając targowicę i wskazując drogę do drugiego rozbioru. Dużo obszerniej pisałem już o tym w osobnym wątku – „Konstytucja 3 maja a Kościół katolicki”, więc tylko w wielkim skrócie bo nijak pominąć takiej „zasługi” nie można.

Kler aktywnie popierał targowickich zdrajców, bo nie mógł się pogodzić z „bezbożnym, jakobińskim dziełem Konstytucji 3 maja”, postępowymi hasłami oraz utratą majątków, które Sejm Wielki przeznaczył na odbudowę wojska. Intrygował nuncjusz Saluzzo, który w listach do Rzymu przedstawiał Kołłątaja i Staszica jako jakobinów.

To papież Pius VI dał Rosji zielone światło do wojny z Polską i jej rozbioru, kierując 24.02.1792 r. brewe dziękczynne do Katarzyny II, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił I rozbiór Polski. Wszak było tuż po uchwaleniu Konstytucji 3 maja, którą Kościół zwalczał jako jakobińską. Papież dążył też do wciągnięcia Rosji do wojny z rewolucją francuską. Nikt nie idzie na wojnę bez nadziei zdobyczy, najlepiej terytorialnych. Papież dał carycy jasny sygnał, że zapłaty należy szukać w Polsce. Toteż za trzy miesiące Rosja, pewna swego, uderzyła na Polskę.

To wróg Polski papież Pius VI pobłogosławił targowicę, „aby stworzenie konfederacji stało się początkiem spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej”. Wspomniany nuncjusz Saluzzo namawiał króla do przystąpienia do targowicy. Nic dziwnego, że wielu biskupów aktywnie działało wśród targowickich zdrajców. Ich kapelanem był biskup Sierakowski; przywódcą na Litwie – Kossakowski; Skarszewski zwolnił Polaków z przysięgi na wierność Konstytucji 3 maja; biskup Okęcki listem pasterskim zarządził modły o powodzenie targowicy i został cenzorem wydawnictw; działali bp. Massalski i Adam Naruszewicz.

Wdzięczna targowica przywróciła Kościołowi majątki, cenzurę wydawnictw i zwróciła oświatę. Tenże nuncjusz Saluzzo czynił starania o wysłanie polskiej kawalerii narodowej na wojnę z… rewolucyjną Francją!

Kolejny raz pomocną dłoń Kościół katolicki podał Polsce na „sejmie hańby” w Grodnie w 1793 r., pomagając Rosji i Prusom zalegalizować II rozbiór.

Po klęsce Polski w wojnie w 1792 r. i zaprowadzeniu rządów targowicy Rosja przysłała do Warszawy ambasadora Sieversa z zadaniem doprowadzenia do II rozbioru i ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm. Koszty, czyli łapówki, pokrywała do spółki z Prusami. Kościół był wdzięczny targowicy i Rosji za obalenie jakobińskiej Konstytucji 3 maja, przywrócenie mu edukacji młodzieży i majątków zabranych przez Sejm Wielki na odbudowę wojska polskiego. Toteż wśród głównych aktorów „sejmu hańby” byli biskupi:

-Skarszewski, targowicki podkanclerzy, ten sejm organizował.
-Kossakowski rosyjskim złotem przekupywał i dobierał posłów (67 dukatów od głowy)
-Massalski wygłaszał prorosyjskie mowy „o nieograniczonej ufności we wspaniałomyślność cesarzowej.”

W kościołach warszawskich czytano list pasterski bpa Okęckiego z 2.09.1792 r., w którym wzywał do modłów, „ażeby Bóg błogosławił pracom konfederacji generalnej dla dobra ojczyzny podjętym.”

Kiedy już po II rozbiorze uproszony przez króla Stanisława Augusta kardynał protektor Polski Antici błagał papieża Piusa VI o interwencję na rzecz Polski, papież odpowiedział, że uważa ją za nieodpowiednią w obecnych okolicznościach, i radził kapitulację przed zaborcami. Ważniejsze dla Kościoła było utopienie we krwi rewolucji francuskiej.

Przedstawiłem tylko te największe klęski w naszej historii do czasu rozbiorów. Ja już pomijam takie drobnostki historyczne, które nie miały żadnego, bądź większego znaczenia dla historii Polski, takich choćby jak np. to, że w słynnym strajku dzieci we Wrześni przeciw nauczaniu modlitwy „Ojcze Nasz” po niemiecku zaprotestowali rodzice poprzez swoje dzieci a nie Kościół poprzez swoich funkcjonariuszy. Temat ich nie interesował i nie byli stroną w sporze – skąd my to znamy…

Do doprowadzenia do rozbiorów walnie przyczynił się Kościół katolicki. Fałszerze historii w sutannach czynią wszystko, by wymazać z pamięci narodu rolę Kościoła w rozbiorach. Wymazać, że katolicki kler sterował polską polityką i podporządkowywał ją interesom obcego państwa – Państwa Kościelnego. Przecież kanclerzem lub podkanclerzym zawsze był duchowny, prymas przewodniczył senatowi i był interreksem, a kościelne awanse zależały od wysługiwania się interesom Kościoła i cesarzy niemieckich.

Wychowawcami dzieci władców (także magnatów) byli prawie zawsze duchowni. Do tego Kościół dzierżył oświatę i jedyne wówczas masowe medium – ambonę. Kościół przez wieki miał monopol w edukacji Polaków, tylko na krótko przerwany epizodem wspaniałych szkół ewangelickich doby reformacji. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – proroczo napisał Jan Zamojski w akcie fundacyjnym swojej Akademii. To Kościół był piewcą złotej wolności, obrońcą wolnej elekcji i liberum veto. Potrzebował ich, aby utrzymać Polskę w stanie anarchii, by móc ją grabić bez przeszkód.

To Kościół katolicki wychowywał polską młodzież, zaszczepiał jej fanatyzm katolicki, kołtuństwo i anarchię. To Kościół katolicki zamordował Polskę. Najwięksi zdrajcy w naszej historii to m.in. kardynał Radziejowski, biskupi: św. Stanisław, Kossakowski, Massalski, Młodziejowski, Ostrowski, Trzebicki. Cywilni zdrajcy: Hieronim Radziejowski, Adam Poniński, Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki i inni byli wychowankami szkół katolickich, w ogromnej większości jezuickich. To Kościół siał nietolerancję, pogardę. Efekt tego katolickiego ogłupiania był taki, że Polska od połowy XVII wieku nie wniosła do kultury europejskiej NIC! Nie mówiąc o nauce, zlikwidowanej zupełnie, wyciętej równo z trawą.

Wydarto Kościołowi edukację właściwie przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon jezuitów. Z dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król Stanisław August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji Narodowej. Dzieło KEN cofnęła targowica, która w 1792 roku zwróciła edukację Kościołowi. Trochę tego ziarna jednak wykiełkowało, mimo wysiłków kleru, by wszelką wolną myśl wytępić.

Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie zajmowali się nią jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często niepiśmienni. Katolicki program nauczania dla ludu to wkuwanie na pamięć katechizmu i śpiew kościelny. Jedynym awansem społecznym dla przywiązanego do ziemi pańszczyźnianego chłopa była ministrantura, potem stanowisko kościelnego lub organisty. Polski robotnik potrafił wykonać tylko prace proste, a na stanowiska techniczne sprowadzano Niemców, Czechów, nawet Holendrów, niemal zawsze ewangelików. Zaś o edukacji dziewcząt nie było w ogóle mowy! Trudno się dziwić, że polscy emigranci do USA w XIX w., ogłupieni przez Kościół analfabeci, zapracowali na słynne „Polish jokes”.

Dlatego budzi przerażenie, że mimo tych doświadczeń ponownie wpuszczono Kościół do szkół. Jest nadzieja (choć mała), że katolicki kamień u szyi, który topił polską oświatę przez wieki i opóźniał rozwój kraju, będzie w końcu odcięty.

Równocześnie Kościół praktycznie nie płacił podatków, nawet na obronę Polski. Wysilał się tylko czasem na subsidium charitativum, czyli podatek dobrowolny. Zawsze były to ochłapy. W roku 1775 (już po I rozbiorze) Kościół zaczął płacić 600 tys. zł rocznie. Zmusił ich do tego… rosyjski ambasador Stackelberg!

Tu ukazała się bezmyślność Kościoła. Pazerność odjęła mu rozum: skarby jakie sobie nagromadził zagrabili mu w czasie potopu Szwedzi. Owo doświadczenie niczego go nie nauczyło. Nachapał się ponownie, ale nadal nie chciał płacić podatków na obronę Polski i.. znów Kościół został obrabowany podczas III wojny północnej przez Szwedów, Rosjan i Sasów.

Kler znowu zabrał się do wyłudzania pieniędzy od ogłupionych Polaków, nachapał się i… – dwie lekcje powinny wystarczyć – pewnie płacił wreszcie podatki? Ale przecież toż to Kościół katolicki, to i trzeci raz go oskubali – tym razem zaborcy. Potem jeszcze bolszewicy i hitlerowcy. Kościół przywilejami podatkowymi cieszy się nadal. Mało tego – Kościół jest jedynym podmiotem na który można przekazać darowiznę w nielimitowanej kwocie! Czy mam wyjaśniać jakie to niesie za sobą podatkowe nadużycia? Może w osobnym wątku…

Powyższe „zasługi” pomniejszyłem o wszelkie kościelne manipulacje przy obieraniu króli elekcyjnych, oraz związaną z tym stronniczością polityczną i konsekwencjami tych działań na dalsze losy naszego kraju, ponieważ opisałem już to w osobnym wątku:
http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=13557

O tym jak Kościół zwalczał Konstytucję 3 maja, aktywnie popierał Targowicę – za co kilku biskupów zawisło też już pisałem:
http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=13374

A o tym jak Kościół pozbawiał nas szans na odzyskanie Prus Książęcych jeszcze napiszę. W sumie od dawna mam już to gotowe ale muszę zweryfikować jeden dość bardzo istotny aczkolwiek na pierwszy rzut oka niewiarygodny szczegół. Dlatego muszę się upewnić o czym piszę aby móc odpierać ewentualne ataki. Na które mam nadzieję, że będę miał czas.

Mam ogromny żal do tzw. komuny, że przez choćby część okresu swoich rządów (np. na początku kiedy była jawnie wroga Kościołowi) nie nauczała w szkołach o powyższych jego „ZASŁUGACH”. Nijak nie mogę tego zrozumieć. Po co zabiegać o poparcie Kościoła w systemie totalitarnym mającego wszelkie atrybuty siły, którego nie wybrało i nie popiera społeczeństwo? A może właśnie to tu jest pies pogrzebany…?

Kardynał Dziwisz niedawno powiedział, że „Kościół nie zasłużył na to aby czuć się w Polsce obco” – czyżby? ”

Źródło: https://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=17525

.

jarek kefir

Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

Na konto bankowe:

Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:

Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek: