Tag: zarobki

Ponad 37 proc. dorosłych Polaków nie ma żadnych oszczędności!

Według badania opracowanego przez SMG/KRC, aż 37 proc. dorosłych Polaków nie posiada jakichkolwiek oszczędności. Jeśli do tego doliczyć kolejne 24 proc. Polaków, którzy na koncie mają nie więcej niż równowartość dwóch miesięcznych pensji, to okazuje, że ponad 60 proc. społeczeństwa w przypadku jakichkolwiek poważniejszych problemów natychmiast traci płynność finansową.

Z badania SMG/KRC wykonanego na zlecenie Banku Millennium wynika też, że zaledwie 1/3 dorosłych Polaków jest w stanie odłożyć miesięcznie 10 proc. swoich zarobków, jednak tylko 15 proc. jest w stanie robić to regularnie.

Nieliczni Polacy są autentycznie bogaci

Ciekawych informacji dostarczyły także badania BGŻOptimy, z których wynika, że prawie połowa wszystkich depozytów zgromadzonych w bankach działających na terytorium Polski, należy do zaledwie 6 proc. najbogatszej warstwy społeczeństwa. Innymi słowy: wąska grupa ludzi posiada bardzo duże zasoby kapitałowe, a ponad połowa społeczeństwa nie posiada nic, albo bardzo niewielkie środki (do wysokości swoich dwóch pensji).

Kumulacja wielkiego kapitału przez wąską grupę powoduje sztuczne zawyżenie średniej arytmetycznej posiadanych oszczędności na osobę, która co roku jest wyliczana przez Europejski Bank Centralny. Okazuje się, że w 2013 roku było to 3,4 tys. euro, czyli około 14 tys. zł. Niestety to i tak dwa razy mniej, niż przeciętnie na swoich kontach maja Czesi, sześć razy mniej niż przeciętnie posiadają Niemcy i osiem razy mniej niż Belgowie.

Fatalne statystyki GUS

Powyższe dane korelują ze statystykami GUS, z których wynika, że aż 16 proc. polskich rodzin żyje poniżej granicy ubóstwa. To oznacza, że około 6,5 mln Polaków zmaga się na co dzień z biedą, niedostatkiem i poważnymi brakami pieniędzy.

To jednak nie koniec niewygodnych danych GUS: prawie 31 procent Polaków przyznaje, że z trudnością udaje się im przetrwać “do pierwszego”. Co czwarty Polak nie ma pieniędzy na wizytę u lekarza specjalisty. 37% Polaków nie ma pieniędzy na rozrywkę i uczestnictwo w wydarzeniach kulturalnych, a 42% gospodarstw domowych nie jest w stanie bezproblemowo pokryć niespodziewanego wydatku w wysokości 400-500 złotych! Ponad 800 tys. osób ma w swojej umowie o pracę zagwarantowaną jedynie ustawową pensję minimalną, tj. około 1140 zł na rękę, a około 70 proc. z ogólnej liczby pracujących zarabia mniej niż tzw. średnią krajową (ok. 2600 zł na rękę).

Walka z biedą i niedostatkiem to najważniejsze wyzwania dla polityków

Problem finansowego niedostatku Polaków jest bardzo istotny i nie można go przykrywać innymi tematami zastępczymi. Zbyt wiele osób nad Wisłą nadal cierpi z powodu biedy. Dla zbyt wielu osób nawet minimalny wzrost obciążeń podatkowych jest tożsamy z poważnymi wyrzeczeniami. Dziwi więc postawa rządzących nami polityków i służących im mediów, które ten temat pomijają lub bagatelizują.

Czytaj więcej: Wiemy, że powinniśmy oszczędzać (Ekonomia24.pl)
http://niewygodne.info.pl

Tomasz Urbaś: „W ciągu 8 lat Polacy zamożni jak Włosi, Francuzi czy Hiszpanie”

Zamożność Polaków: W ciągu 8 lat  Polacy zamożni jak Włosi, Francuzi czy Hiszpanie

Cytuję: „Prezentowane założenia do średniookresowego programu gospodarczego określają ambitny i życiowo ważny dla wszystkich Polaków cel oraz wskazują niezbędne do jego osiągnięcia decyzje polityczne. Zamożność w skonkretyzowanej formie była dotąd konsekwentnie pomijana w partyjnych programach. Praca, nauka, oszczędności i inwestycje to wysiłek, dzięki któremu osiągnięcie tego celu jest realne. Program ma charakter centrowy łączący wolny rynek ze strategiczną interwencją państwa. Interwencja koncentruje się na mających obecnie nikły udział w PKB wydatkach na naukę i prace badawczo-rozwojowe, co pozwala przy ograniczonych wyrzeczeniach uzyskać zwielokrotniony efekt. Program przedstawia rozwiązania od ogółu do szczegółu, od tez prostych do bardziej złożonych. Jego dalsze rozwinięcie stanowi przygotowywana projekcja: rachunków narodowych według sektorów instytucjonalnych, budżetów jednostek sektora publicznego, bilansu oraz rachunku wyników banków komercyjnych i NBP, bilansu płatniczego, międzynarodowej pozycji inwestycyjnej oraz podstawowych makrowskaźników, która potwierdza realność czynionych założeń. Dalsze prace będą prowadzone w ramach think tanku stowarzyszenia mPolska. Zapraszamy do dyskusji i współpracy 🙂

Polska bieda bezrobocie

Polskie marzenie

Materialny dobrobyt, wolność, niepodległość i silne Państwo.
Gospodarka rynkowa o polskich cechach. Uwolnienie potencjału Polaków. Dobrobyt zwykłych ludzi. Zjednoczenie społeczeństwa wokół wspólnych celów. Wielka modernizacja Polski. Odrodzenie narodu w XXI w.

Polska gospodarka ekonomia

W ciągu 8 lat  Polacy zamożni jak Włosi, Francuzi czy Hiszpanie

Stanowiący jeden z podstawowych mierników zamożności – PKB per capita z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej wynosi w Polsce 66 % średniej unijnej (Włochy 99%, Francja 108 %, Hiszpania 97 %). Aby osiągnąć średni poziom europejski-PKB per capita w ciągu 8 lat (2 kadencje parlamentu) powinien rosnąć w Polsce o ok. 5-6 pkt procentowych szybciej niż w wymienionych krajach.

Biorąc pod rozwagę kryzys w strefie euro i słabe rokowania dla wzrostu przez najbliższych kilka lat tempo wzrostu PKB per capita w Polsce powinno wynosić ok. 6-8 % rocznie. Po uwzględnieniu wzrostu zatrudnienia (np. zmniejszenie bezrobocia) konieczne dla realizacji celu tempo wzrostu PKB powinno wynosić ok. 6,5-9,0 % rocznie. W ciągu poprzednich 2 dekad Polska kilkakrotnie przekroczyła granicę 6,5 % dynamiki PKB (1996/97, początek 2004, 2006/07). Nie udało się jednak utrzymać tego tempa przez co najmniej kilka lat. Gospodarki Japonii, Korei Południowej oraz Irlandii w czasie przeganiania Zachodu rozwijały się w tempie ok. 10 % rocznie. Z podobną dynamiką dystans do Zachodu odrabiały przez ostatnie 30 lat Chiny.

Wzrost realnego PKB per capita jest w praktyce równoznaczny ze wzrostem realnych wynagrodzeń (wynagrodzenia to największy składnik PKB). Realizacja programu spowoduje skok Polski z ostatnich miejsc w UE pod względem PKB per capita (za nami pozostają tylko: Łotwa 62% średniej UE, Chorwacja 61 %, Rumunia 49 % i Bułgaria 47 %). Wynagrodzenia Polaków (obecnie 6 miejsce od końca w Unii) osiągną średni poziom europejski ok. 15-20 euro/h.

To tylko około 1/3 tekstu. Całość przeczytasz na witrynie Tomasza Urbasia – link tutaj:

http://www.urbas.mpolska24.pl/

Autor: Tomasz Urbaś

Wielka emigracja Polaków: GUS ukrywa niekorzystny dla PO raport

Liczba emigrantów ciągle rośnie. A GUS opóźnia publikację danych niewygodnych dla Platformy – informuje „Rzeczpospolita”. Na koniec 2012 roku poza Polską było 2,13 mln Polaków. To – jak informuje gazeta – o 70 tys. więcej niż w 2011 r. i 130 tys. więcej niż w 2010 r.

Emigrantów przybywa trzeci rok z rzędu. Polacy zatem – mimo że mieli wracać, a zachód Europy rozwija się wolniej – wciąż uciekają z kraju. Zbliżamy się do rekordowej liczby emigrantów zanotowanej w 2007 r. Wtedy było ich 2,27 mln.
Z informacji „RzP” wynika, że pośród nich jest aż 1,6 mln tak zwanych rezydentów, którzy przebywają za granicą ponad rok.

Z 2 mln Polaków, którzy przebywają za granicą, ponad 1,4 mln ma 39 lat lub mniej, w tym jest 226 tys. dzieci do 15. roku życia.

Najliczniejszą grupę emigrantów stanowią ludzie młodzi.

GUS wyliczył, że najliczniejszą grupą emigrantów są osoby w wieku 25–34 lata. Jest ich 726 tys. Urodzili się w latach, gdy na świat przyszło 6,85 mln dzieci. Wyjechało zatem 10,6 proc. wszystkich urodzonych wtedy osób.

Nowych, aktualnych danych GUS nie publikuje, choć w poprzednich latach ujawniał je nie później niż we wrześniu. Powód opóźnienia, zdaniem gazety, jest tylko jeden.

Z naszych informacji wynika, że GUS dysponował od pewnego czasu liczbą emigrantów, jednak jej nie publikuje ze względu na sytuację polityczną. Chodzi o to, by nie zaszkodzić rządzącej Platformie Obywatelskiej przed mającym się odbyć 13 października referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Rzecznik GUS-u zapewni Artur Satora, że 18 października te dane zostaną opublikowane a opóźnienie jest wynikiem trwania jeszcze prac nad spisem powszechnym.

Źródło: Rzeczpospolita / Opr. Jas

Wstrząsające nagranie: cywilizacja czyli bezduszna machina śmierci

Dziś wstrząsająca wizja artystyczna w postaci nagrania video – La surconsommation. Obejrzyj i wyciągnij wnioski. Czy jest to tylko krytyka przemysłu mięsnego?

A może to krytyka cywilizacji – bezdusznej machiny śmierci, w której następuje całkowita uniformizacja i dehumanizacja istoty ludzkiej? Czym tak naprawdę różnimy się od pędzących po taśmociągach elementach zwierzęcych zwłok?

Tak samo jesteśmy „hodowani”, tak samo jesteśmy „tuczeni” niezdrową, wręcz toksyczną „paszą”. I tak samo jesteśmy „dojeni”, „strzyżeni” czy też „patroszeni”. Ma to oczywiście trochę inny wymiar niż w przypadku zwierząt.

Tylko my nie widzimy swojej niewoli, a czasami wręcz uważamy ją za coś wyróżniającego pośród innych gatunków istot zamieszkujących ten łez padół. Czy słusznie?

Niewolnik w Cesarstwie Rzymskim miał zagwarantowany chleb, odzienie i dach nad głową. Tak samo chłop pańszczyźniany w przenajświętszej Rzeczpospolitej. Dziś to my musimy zapracować na: chleb, odzienie i dach nad głową, i nie jest to nic złego. Złe jest to, że system jest tak skonstruowany, że jest to trudne samo z siebie i od systemu nie dostaniemy nic ponad to. W zamian za czasami niewolnicze warunki pracy, mamy to samo co niewolnik czy chłop pańszczyźniany: chleb, odzienie i dach nad głową. Co się zmieniło, poza technologicznymi zabawkami posiadanymi przez elity?

Przy obecnym poziomie technologii i automatyzacji, narody i państwa powinny być wręcz niewyobrażalnie bogate, a poszczególni ludzie powinni żyć godnie. Jednak tak nie jest. Pytanie, gdzie się podziewają te pieniądze?

Zwierzęta gdy sytuacja na ich terenie zaczyna być zła, opuszczają go i przenoszą się na sąsiednie terytoria. Czy w przypadku ludzi – istnieją alternatywne systemy ekonomiczne? Prawne? Społeczne? Państwowe? Nie. A spróbuj tylko taki założyć, to korporacje i złotouści „głosiciele demokracji” ze swoimi militarnymi zabawkami, zrobią Ci z dupy jesień średniowiecza 😉

Święta, święta, i po świętach.. Polaków rozmowy świąteczne

Polaków rozmowy świąteczne i dylematy egzystencjalno zarobkowe

Jak sam tytuł mówi – napiszę o rozmowach, jakich byłem świadkiem. Lubię słuchać ludzi, ich argumentów – w szczególności ludzi o odmiennych poglądach. Jest to bardzo pouczające, pomaga rozwijać świadomość i weryfikować na bieżąco swoje widzenie świata. Polecam wszystkim.

  1. mówili, że jeden facet zarabia tyle i tyle, ale nikt nie powiedział, dlaczego zarabia 3 – 4 razy mniej niż w cywilizowanych krajach.
  2. podobno jakiś znajomy właśnie dostał kredyt hipoteczny.. Ale nikt nie zastanawiał się nad tym, dlaczego młody człowiek aby kupić mieszkanie, musi się zadłużać na 30 – 40 lat.

  3. inny znowu nie dostał kredytu, bo nie miał zdolności kredytowej. Jednak nikt z rozmawiających nie omawiał kwestii, dlaczego pensje w Polsce są tak niskie, że nawet na kupno lodówki, zmywarki i tysiąca innych potrzebnych rzeczy, trzeba brać kredyt.

  4. jeden znajomy poszedł na studia w wieku 40 lat.. Ale nikt nie pytał, dlaczego, skoro ten znajomy już skończył studia inżynierskie, na innym kierunku, i ma zrobione masę kursów zawodowych / fachowych. Nikt nie analizował tego, że zrobił tak, bo sytuacja na rynku pracy jest wręcz katastrofalna i grozi mu zwolnienie.

  5. z kolei inny człowiek, wraz z rodziną emigrował. Mówili tylko o tym, że teraz wreszcie ma gdzie mieszkać i dobrze zarabia, nikt nie analizował tego, z jakiego powodu 3 miliony Polaków wyjechało na poniewierkę do dalekich krajów.

Ten zarabia tyle a tyle.. Tamten studiuje tu i tu.. Inny dostał właśnie staż. Jeszcze inna osoba wprowadziła się „na swoje” i jest uwiązana kredytem na 30 lat. Z kolei ktoś jeszcze robi już magisterkę i ma nadzieje na takie i takie zarobki, chce pracować tu, a jak się nie uda, to może tam.. I CO Z TEGO? Dziś sama idea „zarabiania” stała się celem samym w sobie. Pieniądz nie jest już narzędziem do kreacji i zmiany świata, ale celem sam w sobie.

To, czy umiesz zarobić na „status”, czy masz mieszkanie, samochód, gadżety – zaczęło określać całego Ciebie, jakim człowiekiem jesteś. Kobieta przecież nie weźmie gołodupca, a nawet jak weźmie, to argumentuje, że jego zarobki 1500 brutto mają być chwilowe, zaś on sam ma „mieć możliwości i chęci do rozwoju”. Czytaj: ma awansować, znaleźć lepszą robotę i zarabiać co najmniej 7500 brutto, bo to minimum jeśli chodzi o zapewnienie godnego bytu rodzinie. Oczywiście, nikt z tych ludzi nie przyzna się do tego, że jest materialistą, a skąd.. „Tylko wiesz, dziś czasy ciężkie i niepewne, pieniądze też są ważne”.

Czy zauważyliście, że ostatnio plotkarstwo ewoluuje, i z kierunku obyczajowego zmienia się w plotkarstwo niemal wyłącznie ekonomiczno-zarobkowe? Co się dzieje z ludźmi, że nie pasjonuje ich nawet seks, zdrada, romans? Czy „wartości” materialne tak im przesłoniły oczy? Zapraszam serdecznie do dyskusji 🙂

Życie w Polsce: Dramat w trzech Aktach

Życie w Polsce: Dramat w trzech Aktach

Przedstawię tutaj trzy historie. Ich związek z realnymi życiorysami jest przypadkowy. Wnioski wyciągnijcie sami.

1. Dawid, student informatyki z Politechniki Szczecińskiej

Po ukończeniu szkoły znał perfect kilka języków programowania, uczył się jednego z najtrudniejszych – Assemblera (kod maszynowy). Zna też perfect 3 języki obce, w tym angielski i niemiecki z certyfikatem, no i bardzo dobrze (w trakcie nauki) rosyjski i hiszpański.

Po ukończeniu Polibudy, poszedł do pracy. Był bardzo zaskoczony, gdy jego pierwsza wypłata w korporacji wynosiła 800 złotych netto. Był to rok 2004. Człowiek ten, gdy się upił, niemal płakał, że zarabia jak Rumun, o kredycie hipotecznym może zapomnieć, musi mieszkać w wynajmowanym pokoju w kamienicy, z pleśnią na ścianach. No i te nadgodziny.. Jego kobieta w tym czasie zarabiała jeszcze mniej niż on, około 600 – 700 złotych na rękę, za cały etat i nadgodziny, nie pamiętam już dokładnej kwoty.

Ale minęło dziewięć długich lat. Dawid ożenił się ze swoją dziewczyną. Awansował w swojej korporacji, jego pensja znacznie wzrosła. Dostał kredyt hipoteczny na preferencyjnych warunkach, ze względu na tzw wkład własny i wysokie dochody jego i żony. Jak żyje dzisiaj, na początku 2013 roku?

Zrobiło się z niego panisko, typowy „korpo-ludek”, jak on sam w żartach określa. Jeździ zagazowanym autem kupionym za gotówkę (jedna z lepszych instalacji LGP na rynku). W rozmowach z nami, protestujących przeciwko ACTA nazwał „gnojkami, którzy nie wiedzą co chcą i nie znają realiów życia w XXI wieku”. Sam popiera tę międzynarodową ustawę, mówiąc, że to on jest ekspertem w tej dziedzinie, bo przecież kończył pięcioletnie studia i teraz robi doktorat, też na Politechnice. Uważa, że trzeba zrobić wszystko, byle tylko nie dopuścić PiS czy innej tego typu „partii z telewizora” do władzy. Uważa, że wszelka wiara w spiskową teorię dziejów to albo przejaw choroby psychicznej, albo zdziecinnienia.

On sam wraz z żoną odbyli wiele zagranicznych podróży, lubią miejsca egzotycznie, nie poznane, czyli takie, które trzeba samemu śledzić „z atlasem w ręku”, opisywane niemal wyłącznie na zagranicznych, niszowych portalach globtroterów.

2. Anka, biznes woman po 30-stce

Ma firmę związaną m.in. z dystrybucją artykułów papierniczych i innych, sąsiednie miasto – Poznań. Uważa, słusznie, że trzeba korzystać z życia jak tylko się da. W swoim wybudowanym niedawno domu ma pięć lub więcej kotów.  W rozmowach mówiła nawet: „no, stać mnie, poza tym sama angażuję się finansowo w pomoc tym zwierzętom, dając kasę na fundacje„.

Często rozmawia z nami, na komunikatorze, bądź dużo rzadziej – gdy się spotkamy. Stara się zrozumieć to, że mam problemy, tzw. „zaburzenia depresyjne„. Uważa, że powinienem się bardziej zająć życiem realnym, niż „spiskami i bujaniem w obłokach„. Jako przykład podaje mi swoje uporządkowane i bogate życie towarzyskie. Często też pokazuje zdjęcia, np. przesyłając przez FB.

W rozmowach mówi, że nie warto się zajmować polityką i innymi takimi sprawami, bo to de facto „życie wirtualne„, a nie każdy ma na nie czas. Tu czasami stawia ukłon w stronę mnie i albo stara się mnie naprowadzić, że powinienem „popracować” nad tym, by wziąć odwyk od polityki i nierealnych mrzonek, i bym po prostu dał porwać się życiu.

Gdy kiedyś starałem się coś wyciągnąć od niej, jakieś poglądy – stwierdziła, że na razie jest ok, rządzi partia liberalna, jest demokracja No i że „nie przeszkadza to przedsiębiorcom„, choć wiadomo, jest ciężko, ale są kraje gdzie jest gorzej, pewne trudy życia w dużej wspólnocie należy ponosić.

3. Marek i Beata, małżeństwo przed 40-stką, trójka dzieci

Obecnie z całą rodziną mieszkają w Kanadzie, gdzie mają wyrobione obywatelstwo. Przed wyjazdem do Kanady, lata temu, Marek pracował jako inżynier w PKP Cargo. Przy piwie Beata się żaliła, że jej mąż zarabia niewiele ponad 1600 złotych netto, ona nie ma pracy i muszą wynajmować mieszkanie w małym mieście. Oczywiście, nadgodziny i konieczne dojazdy do pracy do wielkiego miasta.

Wyemigrował najpierw on, potem ściągnął za ocean całą rodzinę. Dziś Beata ma magisterkę z psychologii, całość skończona właśnie w Kanadzie.

Ona sama uważa, że świat jest urządzony dobrze. Często wtrąca się w dyskusje, wyśmiewając naszą „antysystemowość„, i zajmowanie się „spiskowymi teoriami. Także mówi, że nie ma na to czasu, że gdy ja zacznę pracować na pełen etat, na stałą umowę, poznam nowych ludzi w pracy itp – to dopiero zobaczę co to życie realne, i sam się będę śmiał z tego co dziś robię. Gdy ja powiedziałem, że teraz dla młodych, nawet po studiach inżynierskich, nie ma stałych umów, są tylko czasowe bądź umowy śmieciowe – ona na to: Jarek, no co ty pierdolisz..

Jest na pewno dumna z tego, co osiągnęła. Credo jej życia to rozrywka, emocje, i w pewnym sensie – poddanie się „wirowi życia”. Też ma skłonność do pouczania mnie, że powinienem zająć się bardziej życiem realnym, oderwać się od politykowania, krytykanctwa i spisków. To przecież niepotrzebne, „sam świata nie zmienisz„, możesz jedynie zmienić siebie i swoje życie jak będziesz chciał. De facto konieczność emigracji za chlebem na obczyznę, rozłąka z rodziną i dotychczasowymi przyjaciółmi wyszła jej i jej rodzinie na lepsze. Owszem, jest ciężko, ale kto nie ma dziś ciężko? Dlatego, wg niej, powinienem się „wziąć za siebie”, porobić jakieś kursy w dziedzinie która mnie od zawsze interesuje i wtedy na pewno będzie ok.

Autor artykułu: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Polacy nie mają pieniędzy na zakupy świąteczne

Polacy nie mają pieniędzy na zakupy świąteczne

Cytuję: „Widać gołym – nieuzbrojonym w narzędzia badawcze okiem, że w ostatnim – normalnie zawsze najgorętszym tygodniu przed świętami – Polacy nie mają pieniędzy na zakupy! Galerie handlowe w całym kraju świecą pustkami, nie ma kupujących. Sklepy wielko-powierzchniowe są w miarę napełnione, dyskonty oblegają kolejki kupujących taniej. Wniosek – niestety stało się to, co nieuchronne, jeżeli się ludziom nie płaci, to nie mają pieniędzy na to, żeby kupować. Niestety – gospodarka się zwija, święta które zawsze były kołem zamachowym gospodarki, w tym roku nie dadzą takiego efektu na jaki byśmy wszyscy liczyli.

Tak źle już dawno nie było, ponieważ ludzie nie mają źródeł dochodów umożliwiających im nie tylko wymarzoną akumulację kapitałów, ale przede wszystkim nie mają dochodów umożliwiających przeżywalność, na „jako takim” poziomie. Odkładanie, co miesiąc nawet najmniejszych sum jest wysiłkiem ponad miarę, nie do zrealizowania dla większości gospodarstw domowych. Roczny kalendarz wydarzeń kluczowych dla każdej rodziny zmusza jednak do pewnej temporalności, albowiem bez zachowania przynajmniej pozorów uczestnictwa w obrzędowości monotonia staje się nie do zniesienia. Do tej pory pracodawcy wiedząc o tym, starali się jak mogli wynagradzać pracowników przed okresami świąt. Dodatkowe pieniądze czy też bony towarowe – zawsze stanowiły dodatkowe wzmocnienie dla milionów polskich rodzin powodujące, że na stołach świątecznych pojawiało się więcej karpia, owoców, ciast, słodyczy i prezentów. W tym roku ten mechanizm się zaciął i to widać w sklepach – gdzie nie ma tłumów. Zwłaszcza w miejscach nieco bardziej luksusowych.

Przez lata to właśnie popyt konsumpcyjny napędzał polską gospodarkę powodował, że w budżecie uzależnionym od podatków pośrednich nie brakowało pieniędzy. Obecnie ten mechanizm zaciera się na naszych oczach – tak źle naprawdę długo nie było, bo od czasów początków transformacji nie pamiętamy takiego okresu, żeby tylu Polaków nie miało w ogóle żadnych dochodów, a dochody reszty były tak marne, że nie stać ich nawet na podstawowe dobra. Ta sytuacja nie jest zdrowa społecznie i na dłuższą metę jest nie do utrzymania, albowiem nawet tak odporne na wszelkiego rodzaju zawirowania społeczeństwo jak nasze – w końcu się zorientuje, że coś jest mocno nie tak, albowiem ceny mamy prawie jak na zachodzie Europy, a zarobki przeciętnych obywateli są porażką.

Nie można tak dłużej egzystować, po prostu to nie jest już nawet cena straconego pokolenia, które się nie narodziło, albowiem młodych Polaków na nie – nie stać, ale także kwestia przeżywalności współczesnych. Jeżeli bowiem, przeciętna Polska rodzina – przeciętne gospodarstwo domowe funkcjonuje w ten sposób, że po pobraniu dochodów – dokonuje opłaty, które nie rzadko przekraczają lub zbliżają się do połowy poborów, a za resztę musi przeżyć – dzieląc pozostałą kwotę przez ilość dni w miesiącu, często opłacając jeszcze małe kredyty – to tak się po prostu nie da żyć. Strach pomyśleć o sytuacjach, gdzie rodziny mają do spłacenia jeszcze duży kredyt mieszkaniowy – umożliwiający przecież egzystencję w ogóle!

W kontekście makroekonomicznym to, że pojedynczym gospodarstwom domowym żyjącym i pracującym na swoje utrzymanie – nie wystarcza od pensji do pensji jest swoistym fenomenem gospodarczym, stanowiącym najlepszy dowód na to, jak złe są polityki gospodarcza i społeczna rządu – a raczej jak źle jest, że tych polityk w zasadzie nie ma w ogóle!

Rząd wie, że to będzie oznaczać niższe dochody dla budżetu – żyjącego z podatków pośrednich i akcyzowych. Dlatego, musi albo poszukać sobie nowych źródeł dochodu, czego jednak nie czyni – np. nie zezwalając na opodatkowanie transakcji finansowych, albo musi pomyśleć o innej konstrukcji systemu podatkowego, żeby mieć możliwość finansowania potrzeb budżetu – przy zmniejszonych dochodach ze wzrostu gospodarczego. Rząd ma jeszcze jeden problem – chodzi po prostu o przeżywalność ludzi, albowiem o ile mogą przez dwa – trzy lata chodzić w tych samych butach i nie kupować ubrań, co więcej mogą nawet oszczędzać na ogrzewaniu i lekach, jednakże płacić za mieszkanie i kupować jedzenie muszą! Dramat Polaków polega na tym, że obecny poziom cen i wzrost natężenia kosztów stają się na tyle nieznośne, że nie da się podtrzymać ponoszenia tych dwóch zasadniczych opłat u większości gospodarstw domowych.

Jeżeli nie opanujemy procesu pauperyzacji społeczeństwa – to wówczas załamie się cały system, zabraknie na podatki, zabraknie na zakupy dóbr na rynku – w efekcie znikną miejsca pracy. W konsekwencji gospodarka jak nawet wejdzie z powrotem do stanu równowagi, to istnieje poważne niebezpieczeństwo pominięcia części – wcześniej wykluczonych ludzi. Co będzie oznaczało poszerzanie klasy wykluczonych, czyli biedę, nędze i niedostatek.”

Autor: Piotr Ikonowicz

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha o głównej przyczynie emigracji zarobkowej Polaków. Fragment programu „Rozmowy Niedokończone” z 25.07.2007r.