Reklamy

Tag: zasoby naturalne

Tajemnica korporacji Nestle. Kto chce kontrolować ziemską wodę pitną?

Tajemnica korporacji Nestle. Kto chce kontrolować ziemską wodę pitną?

wielkie korporacje nestleCiekawy wpis odnośnie praktyk korporacji Nestle. Obecnie koncern ten jest światowym gigantem w produkcji żywności przetworzonej. Czytelnicy mojego bloga powinni mieć na uwadze m.in. mleka, kaszki i zupki dla małych dzieci. Nie tylko chodzi o to, że mleka krowiego człowiek nie powinien jeść w ogóle, bo nie jest dla niego przeznaczone. Ale także o inne ciekawe dodatki.

Ogólnie zasady są trzy: wszystko co przetworzone, jest mniej zdrowe od tego, co jest surowe. Im bardziej dany produkt przetworzony, tym bardziej szkodliwy – co rozumie się samo przez się 😉

Zasada druga – wszystko co jest oczyszczone z naturalnych, organicznych substancji, jest szkodliwsze niż produkt nie oczyszczony. Dla przykładu: cukier rafinowany to prawdziwa katastrofa, sprawca milionów przypadków kalectwa i przedwczesnych zgonów. Miód (ale ten naturalny) takiego działania nie ma, choć przecież jeśli dokona się analizy chemicznej, to wyjdzie, że jest on w około 70% – 80% tzw. syropem glukozowo-fruktozowym, czyli odmianą cukru.

Substancje organiczne są bowiem mediatorami w wydzielaniu i wchłanianiu substancji właściwych. Oddziałują one razem z substancjami czynnymi bądź tymi spożywczymi. Tak jest w przypadku wielu ziół, gdzie nie da się jednoznacznie określić, która substancja najbardziej odpowiada za ich działanie. Jest to raczej grupa substancji.

Zasada trzecia – jeśli coś jest produkowane masowo i jest to żywność wysoko przetworzona, to nie jest to zdrowe. Przykład: mleko, które nie jest mlekiem. Olej, który bardziej przypomina frakcje diesla niż pokarm dla człowieka. Cukier rafinowany. Soki owocowe, które tak naprawdę nie są sokami owocowymi.

Ku przemyśleniu.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Korporacji Nestle już podziękujemy!

Cytuj: „Z cyklu „Kto nas żywi i pielęgnuje”: obejrzałam sobie urywek dokumentalnego filmu „We feed the world” Erwina Wagenhofera. Prezes Zarządu (CEO) firmy Nestle Peter Brabeck w swej nieskończonej mądrości uświadamia nas widzów, jak to przetworzona żywność na czele z organizmami modyfikowanymi genetycznie (GMO) zrobi całemu światu dobrze oraz co on myśli na temat prawa ludzkości do… wody. Tak, tej H2O. Jakie jest zdanie pana CEO?

Na początku pan CEO autorytatywnie stwierdza: „Dzisiaj wszyscy wierzą w to, że wszystko co pochodzi od Matki Natury jest dobre. To stanowi dużą zmianę, bo wcześniej myśleliśmy, że natura potrafi być bezlitosna. Człowiek ma teraz taką pozycję, że jest w stanie dać naturze nieco równowagi. Mimo to mamy do czynienia z shibboleth (hebrajskie słowo na określenie ludzi mówiących innym językiem) mówiącymi, że wszystko co pochodzi od Matki Natury jest dobre. Weźmy na przykład ruch propagujący uprawy organiczne (w oryg. organic movement). Organiczne jest teraz najlepsze. Ale organiczne nie jest najlepsze. Po 15 latach spożywania w Usa produktów zawierających GMO nie mieliśmy do czynienia z ani jednym przypadkiem choroby z powodu ich spożywania jak do dziś. „.

Ja w przeciwieństwie do pana prezesa jestem zdania, że Matka Natura jest tak zaprojektowana, że znakomicie w swej doskonałości potrafi zadbać sama zarówno o siebie jak i o człowieka, nie potrzebuje ona człowieka „dającego jej równowagę”. Wystarczy jej nie przeszkadzać. I faktem jest, że potrafi być bezlitosna, ale jedynie dla tego, kto łamie jej odwieczne prawa. Na przykład wkładając do swojego ciała roślinki-mutanty.

Ponieważ po wysłuchaniu materiału nie wiem już teraz co pan tam wsadza do tych swoich produktów – od dzisiaj wyrzucam do śmietnika ostatni jaki walał mi się po domu (słoik z resztką Nescafe), zostawiając sobie jedynie szklany słoik. Raczej nie dam już Panu zarobić, panie prezesie. Nie ufam Panu.

Bardzo sprytnie sobie też pan CEO umyślił, że woda powinna mieć swoją cenę. Tylko wtedy docenimy jej wartość. Stwierdza, że:

  1. organizacje pozarządowe są co prawda zdania, że woda jest niezbywalnym prawem ludzkości i w związku z tym jest dobrem bezcennym, jest darem natury. Pan CEO twierdzi jednak, iż jest to jego zdaniem „pogląd ekstremalny”!
  2. Woda ma według pana prezesa niekwestionowaną wartość rynkową ponieważ jest produktem żywnościowym i tak powinna być traktowana. Pan CEO sugeruje, że on i jego firma będą dążyć do tego, aby całej ludzkości to uświadomić, bo są przecież kraje gdzie tej wody nie ma albo się ją marnuje. Nie ukrywa, iż jako CEO jest odpowiedzialny za to, by jego firma spełniała zadanie jakie każda firma spełniać musi. Tym zadaniem jest przynoszenie zysków rzecz jasna.

  3. Tylko firma przynosząca zyski jest w stanie aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów tego świata. Na przykład tworzyć miejsca pracy, dzięki którym ludzie mogą sobie kupić różne fajne rzeczy. Woda jest jedną z nich.

Wychodzi na to, że nieodzownym jest wodę traktować jak towar. No taki produkt żywnościowy po prostu. Cieszmy się, że mamy pracę i dostajemy pensję, za którą możemy zakupić sobie na przykład taki produkt żywnościowy jak woda, przy okazji docenimy jaką ma ona wartość. Chcesz się napić – przelicz ile minut musisz pracować na szklankę wody, bo za darmo to tylko dzisiaj w twarz można dostać.

Woda zdaniem pana CEO nie jest żadnym tam darmowym darem natury i to nie jest tak, że ludzkość ma do wody jakieś tam prawo. To znaczy jak zapłaci to ma. Aby zapłacić musi pracować. A pan CEO daje pracę milionom ludzi: 1, 2 miliona pracowników a każdy z nich załóżmy ma małżonka i 2 dzieci to daje razem 4,5 miliona ludzi, którzy jak mówi pan prezes „są całkowicie od nas zależni”. A jak chcesz tworzyć miejsca pracy to musisz sam pracować (na przykład produkując będącą towarem płatną wodę i tysiące innych w większości bezużytecznych dla zdrowia rzeczy, które należy wciskać ludziom drogą reklamy w TV, bo inaczej mało kto by to kupił – ale to jak się wydaje jest dla pana CEO szczegół).

Pan prezes nie bardzo poza tym wie na jakim świecie żyje, bowiem stwierdza: „Nie widzę powodu dla którego nie mielibyśmy myśleć pozytywnie o przyszłości. Nigdy nie było nam tak dobrze. Nigdy nie mieliśmy tyle pieniędzy. Nigdy nie byliśmy tak zdrowi. Nigdy nie żyliśmy tak długo jak dzisiaj. Mamy wszystko co chcemy. A mimo to chodzimy i cały czas lamentujemy”.

No właśnie – czemu lamentujemy toć przecież jest tak fajnie: mamy kupę kasy, tak dużo kupujemy, nie nękają nas żadne choroby i żyjemy aż całe nieprawdopodobne -dziesiąt lat! Wstyd, prawda?

A może tak naprawdę będzie nam się żyć dużo lepiej, zdrowiej, dłużej i szczęśliwiej bez produktów pana CEO? Jestem na to żywym chodzącym przykładem. Kto nie wierzy niech sprawdzi sam. Oto towary, które pan prezes produkuje lub czerpie z nich zyski w taki lub inny sposób i których serdecznie doradzam nie wkładać do koszyka – jedyne bowiem co można zrobić to zagłosować portfelem na takie dictum.

  1. Herbata i kawa: Nescafe, Dolce Gusto, Nestea, Caro, Rocore, Nesquik, Nescafe 3w1
  • Woda: Nałęczowianka, Dar Natury, Aquarell, Aqua Panna, San Pellegrino, Mazowszanka, Vittel, Perrier

  • Lody: Cortina, Mövenpick Ice Cream, La Cremeria, Manhattan, Kit Kat, Nesquik, Kaktus, Extreme, Häagen-Dazs, Maxibon, Gibek

  • Płatki śniadaniowe: Nesquik, Cheerios, Chocapic, Gold Flakes, Fitness, Corn Flakes, Kangus, Cookie Crips, Frutina, Cini Minis, Nesvita płatki instant w kubku

  • Kulinaria: Maggi, Winiary

  • Dla dzieci: Gerber, Bobo Frut, Nestle (kaszki, kleiki, Miśkopty, Misiowy Jogurcik) Sinlac, Nan

  • Dla zwierząt: Purina, Friskies, Dog Chow, Cat Chow, Pro Plan, Darling, Gourmet

  • Słodycze: Princessa, Kit Kat, Lion, Smarties, After Eight, Aero, Nestle Crunch, Nestle Musli, Jojo, Noir

  • Nabiał: Nesquik, Smarties, Chocapic, Nestle Fitness, Nestle Junior, sery President, Locatelli i Galbani, Jogurty Jovi i inne produkty Lactalis (produkowane w joint venture z Nestle)

  • Kosmetyki i farmaceutyki: Biotherm, Colgate Palmolive (Nestle ma joint venture 50/50), nutraceutyki Inneov, produkty farmaceutyczne Galderma

  • Źródła:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Nestl%C3%A9

    http://www.nestle.pl/pl/aboutus/marki

    Za:

    http://www.akademiawitalnosci.pl/nestle-juz-podziekujemy/#more-1188

    Reklamy
    Reklamy

    Pszczoły giną na ogromną skalę. Jak je ratować?

    Pszczoły giną na ogromną skalę. Jak je ratować?

    beesApokalipsa pszczół to jeden z elementów masowego wymierania gatunków, zapoczątkowanego tym razem przez człowieka. Od około 2008 roku notuje się coraz więcej przypadków masowych zgonów zwierząt. Tysiące delfinów, orek wypływających na wybrzeża, miliony martwych krabów, całe ławice śniętych krewetek. W przypadku pszczół zjawisko to ma charakter globalny.

    Związane jest ono z kapitalistyczną eksploatacją planety. Jak wiadomo, w kapitalizmie, wszystko, łącznie z człowiekiem, zostaje uprzedmiotowione i zdehumanizowane, a jedyną wartością staje się zysk. Zysk za wszelką cenę, zysk po trupach (dosłownie, nie w przenośni). To dlatego mamy zatrutą żywność, lekarstwa i szczepionki które nie leczą przyczyn choroby, ale wręcz zabijają, to dlatego mamy urządzenia produkowane w taki sposób, by jak najszybciej się zepsuły (tzw. „spisek żarówkowy”).

    Nietrudno się domyśleć, że jeszcze kilka dekad takiej eksploatacji środowiska naturalnego i może dojść do zagłady biosfery. Dzisiejszy człowiek przypomina małpę w ZOO, której przez przypadek wpadła w łapska brzytwa. Istotnie, na poziomie emocji, podświadomości, a także wielu relacji społecznych, nie wyszliśmy jeszcze z jaskiń. Wciąż rządzą nami prastare instynkty i popędy naszego ego. Z tym, że mechanizmy, które 800.000 lat temu umożliwiały przetrwanie naszego gatunku, dziś grożą zagładą życia na całej planecie.

    W krótkim felietonie poniżej macie podany link i podpowiedź – jak poprzez zachowania konsumenckie ratować zmniejszającą się wciąż populację pszczół. Apokalipsa pszczół – inaczej masowy pomór tych zwierząt, jest znacznie większa w naszej, północnej części Europy, niż na południu. Pisałem o tym w artykule:

    Raport: na północy Europy ginie najwięcej pszczół

    Wstęp: Jarek Kefir

    Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


    Zostań pszczelim bohaterem!

    pszczoly gina apokalipsa pszczol w PolsceCytuję: „Pszczoły od zawsze niestrudzenie pracują na naszą korzyść – stwórzmy rój pszczelich bohaterów i odwdzięczmy im się. Wspólnie, bo to właśnie w roju drzemie prawdziwa siła!

    Wystarczy w czasie codziennych zakupów w sklepie spożywczym lub ogrodniczym kierować się kilkoma prostymi zasadami, które możesz poznać w poradniku „Projekt: pszczoła”. 

    Znajdziesz w nim nie tylko informacje, jakie produkty spożywcze wybierać, by nie szkodzić pszczołom i dzikim owadom zapylającym, ale też podpowiedzi dotyczące metod przyjaznej owadom pielęgnacji roślin i budowy prostych hoteli dla dzikich zapylaczy.

    Dzięki pszczołom i dzikim zapylaczom możemy cieszyć się co trzecią łyżką spożywanego przez nas pokarmu. Bez ich niestrudzonej pracy na Twoim stole zabrakłoby m. in. jabłek, cukinii, dyni, papryki, części orzechów i wielu innych, a niektóre produkty, np. olej rzepakowy, byłyby znacznie droższe. Ponad 84% roślin uprawnych w Europie uzależnionych jest od zapylania przez owady. Czas im się odwdzięczyć i w codziennych wyborach kierować się dobrem zapylaczy.

    Rozwiązania problemów owadów zapylających są w naszym zasięgu. Możemy im pomagać zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym lub globalnym. Zrobisz to kupując odpowiednie produkty spożywcze, budując hotele lub niwelując szkodliwe środki w rolnictwie i uprawie ogrodu – jak dokładnie? Jeśli chcesz zostać pszczelim bohaterem, pobierz poradnik (kliknij tutaj)!

    Źródło: Greenpeace Polska

    Obłąkańcza kapitalistyczna eksploatacja planety doprowadzi do zagłady biosfery

    Obłąkańcza kapitalistyczna eksploatacja planety doprowadzi do zagłady biosfery

    przyszlosc ziemi eksploatacja zasobow naturalnych planetyW konflikcie między przeciwnikami liberalizmu i religii wolnego rynku, a jego zwolennikami, umyka wiele ważnych argumentów i zmiennych. Ja staram się te argumenty i zmienne, nie poruszane w debacie publicznej między korwinistami a ich przeciwnikami, uwypuklać i demaskować.

    Przede wszystkim, ważnym zagadnieniem są:

    1. możliwa zagłada biosfery. O tym mówi się od dawna i wcale nie chodzi o globalne ocieplenia, którego na dobrą sprawę nie ma od ponad dekady. Lokalne maksimum skończyło się pod koniec lat 90-tych XX wieku. Chodzi o eksploatację surowców i zasobów planety, która doprowadzi do skrajnego przeludnienia, biedy, a potem wojen o choć trochę zdatnej do picia wody i nie skażonej żywności.

    2. kapitalistyczne korporacje sprzedają swoje produkty, uprzednio kreując w mediach sztuczny popyta na nie. Masz kupować, szaleńczo dążyć do zwiększania stanu posiadania, i broń Boże nie myśleć. Świat idealny dla kapitalistów to stado bezmózgich baranów po lobotomii, działające tak, jak ich się zaprogramuje za pomocą pisanych na zamówienie artykułów, „ekspertyz” i reklam.

    3. kapitalizm to zgrabne wykorzystywanie unieszczęśliwiania społeczeństw. Człowiek nieszczęśliwy będzie za wszelką cenę dążył do choć chwilowego rozładowania emocjonalnego – emocjonalnej ekscytacji. I nie ważne, czy będzie to alkohol, papieros, narkotyk, film, koncert, nowy samochód, gadżet, mieszkanie, skok na bungee. Ważna jest zasada: chwilowa ekscytacja emocjonalna poprzez kupienie produktu kapitalisty.

    4. społeczeństwa kapitalistyczne nie mogą być szczęśliwe. Z tego powodu, że to nieszczęście ludzkie napędza obecnie gospodarkę. To cierpienie generuje ów mityczny, acz w 90% pusty wzrost PKB. Produkt korporacji uszczęśliwia tylko na chwilę, bo taka jest natura zaspokojenia ego – może być zaspokojone jedynie na chwilę, odrętwieniem lub ekscytacją emocjonalną.

    Gdy nie widać Wyższego Planu w otaczającym nas świecie, musimy stale dostarczać organizmowi bodźców, a więc nowych produktów kapitalistów. Tak więc zdecydowana większość gospodarki to tak naprawdę wydmuszka, pusty mechanizm, nastawiony nie na kreatywność i rozwój, ale na czerpanie zysku z cierpienia i wręcz cofanie się.

    A tymczasem – zapraszam do przeczytania niezwykle cennego felietonu pana Chrisa Hedgesa z portalu Ex Ignorant. Zamieszczam go poniżej.

    Wstęp: Jarek Kefir

    Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

    ______________________________________________________________

    Cytuję: „Prawdziwie beznadziejne ofiary choroby psychicznej można odnaleźć wśród osób, które zdają się być najbardziej normalne. Wiele z nich jest normalnych, gdyż są bardzo dobrze dopasowane do naszego trybu życia; ich ludzki głos został uciszony na tak wczesnym etapie ich egzystencji, że nawet nie szamoczą się, ani nie cierpią, ani nie nabywają symptomów neurozy. Są one normalne w nieabsolutnym znaczeniu tego słowa; są normalne jedynie w odniesieniu do głęboko anormalnego społeczeństwa. Ich idealne dostosowanie do anormalnego społeczeństwa jest miarą ich psychicznej choroby. Te miliony anormalnie normalnych ludzi żyją bez ceregieli w społeczeństwie, do którego – gdyby były w pełni istotami ludzkimi – nie powinny być dostrojone.”

    Aldous Huxley [„Nowy wspaniały świat”]

    30 kwietnia 2012

    Cytuję: „Gdy cywilizacje zaczynają konać, popadają w obłęd. Niech topnieją lodowe pokrywy w Arktyce. Niech wzrasta globalna temperatura. Niech powietrze, gleba i woda zostaną zatrute. Niech lasy umierają. Niech morza zostaną opróżnione z życia. Niech toczą się kolejne wojny. Niech masy kończą w skrajnym ubóstwie, bez pracy, podczas gdy elity, upojone hedonizmem, akumulują wielkie fortuny poprzez wyzysk, spekulację, oszustwa i kradzież. Rzeczywistość zostaje ostatecznie odłączona.

    Żyjemy w czasach, kiedy serwis wiadomości zawiera ciążę piosenkarki, seksualne wyczyny zapaśnika oraz zapewnienia celebrytki, że to nie ona jest roznegliżowaną, gotującą jajka kobietą z internetowej fotografii. Politycy, w tym prezydenci, występują w późnowieczornych, komediowych talk shows, aby opowiadać grepsy i prowadzić kampanię na rzecz założenia kolonii na księżycu. „W dobie końca rozdziału,” napisał w Castle to Castle Louis-Ferdinand Celine, “kiedy Historia skrzykuje wszystkich świrów, otwiera swoje Epickie Tancbudy! Kapelusze i głowy wirują! Figi za burtę!”

    Jak zauważył Karol Marks, dążenie zbankrutowanych elit do zgromadzenia coraz większego bogactwa w ostatnich dniach imperium jest stworzoną przez współczesne społeczeństwo wersją prymitywnego fetyszyzmu. Ponieważ do wyeksploatowania pozostało niewiele, misja ta prowadzi do nasilających się represji, wzbierającego cierpienia ludzi, rozkładu infrastruktury i wreszcie zbiorowej śmierci.

    Tych, którzy ulegają urojeniom na swój temat, tych z Wall Street i politycznych elit, tych, którzy zabawiają nas i informują, tych, którzy nie są zdolni do kwestionowania żądz gwarantujących nasze samounicestwienie – stawia się za wzorce inteligencji, sukcesu i postępu. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że jeden na czterech Amerykanów cierpi na przewlekłe stany lękowe, zaburzenia nastroju i depresję, które jak dla mnie zdają się być normalną reakcją na nasz nieubłagany marsz w kierunku zbiorowego samobójstwa. Witajcie w zakładzie dla obłąkanych.

    Kiedy najbardziej podstawowe elementy, które podtrzymują życie sprowadzone są do kategorii produktu za gotówkę, życie nie ma wartości przyrodzonej. Eksterminacja społeczeństw „prymitywnych”, tych, które określał animizm i mistycyzm, tych, które celebrowały dwuznaczność i tajemnicę, tych, które respektowały centralną rolę ludzkiej wyobraźni, usunięto jako jedyną ideologiczną przeciwwagę dla samo-pożerającej się ideologii kapitalistycznej.

    Ci, którzy trzymali się przekonań przed-współczesnych – chociażby Rdzenni Amerykanie, organizujący się wokół bytowania wspólnotowego i poświęcenia, a nie gromadzenia i wyzysku za pensję – nie mogli zostać dopasowani do etyki kapitalistycznej eksploatacji, kultu własnego „ja” i żądzy imperialnej ekspansji. To, co prozaiczne zostało przeciwstawione temu, co alegoryczne. Pędząc w stronę upadku ekosystemu planety, musimy przywrócić tę dawną wizję życia, jeśli mamy w ogóle przetrwać.

    Wojna przeciwko Rdzennym Amerykanom, podobnie jak wojny prowadzone przez kolonizatorów na całym świecie, toczyła się w celu wyeliminowania nie tylko ludzi, ale także konkurencyjnej etyki. Dawna forma ludzkiej wspólnoty było przeciwstawna i wroga wobec kapitalizmu, prymatu państwa technologicznego oraz żądań imperium. Ta walka między systemami wierzeń nie umknęła uwadze Karola Marksa. Jego Dzienniki etnologiczne to seria uwag inspirowanych lekturą dzieł historyków i antropologów.

    Marks sporządzał notatki o tradycjach, zwyczajach, strukturze społecznej, systemach ekonomicznych i wierzeniach licznych kultur tubylczych przeznaczonych na wyniszczenie. Zapisał enigmatyczne szczegóły o formowaniu się społeczeństwa Rdzennych Amerykanów, lecz także uwzględnił, iż „ziemie [były] wspólną własnością plemion, a domostwa należały pospołu do mieszkańców”. O Aztekach napisał, „Wspólne użytkowanie ziem; życie w dużych gospodarstwach domowych złożonych z szeregu spokrewnionych rodzin”. Rdzenni Amerykanie, zwłaszcza Irokezi, posłużyli amerykańskim koloniom za model unii oraz okazali się istotnym elementem wizji komunizmu Marksa i Engela.

    Marks – choć naiwnie wierzył, że potęga państwa stworzy utopię człowieka pracy oraz lekceważył ważne siły społeczne i kulturowe spoza sfery ekonomii – doskonale zdawał sobie sprawę, że wraz ze zniszczeniem przed-nowoczesnych społeczeństw bezpowrotnie utracona została fundamentalna składowa ludzkiej godności i niezależności. Rada Irokezów z Gens – miejsce, gdzie Indianie spotykali się, aby ich wysłuchano, podobnie jak starożytnych Ateńczyków – była, jak odnotował Marks, „demokratycznym zebraniem, gdzie wszyscy dorośli uczestnicy obojga płci zabierali głos we wszystkich przedkładanych kwestiach”.

    Marks żarliwie popierał aktywny udział kobiet w sprawach plemiennych pisząc, „Kobiety mogły wyrazić swoje życzenia i opinie poprzez osobiście wybranego mówcę. Orzeczenie to wydała Rada. Jednomyślność była podstawowym prawem jej działań wśród Irokezów”. Europejskie kobiety na Kontynencie oraz w koloniach nie dysponowały porównywalną władzą.

    Odbudowa tej dawnej wizji wspólnoty, opartej na współpracy, a nie eksploatacji, będzie tak istotna dla naszego przetrwania, jak zmiana modelu naszej konsumpcji, lokalna produkcja żywności i położenie kresu naszej zależności od paliw kopalnych. Przed-nowoczesne społeczeństwa Siedzącego Byka i Szalonego Konia – choć nie zawsze sielankowe i dopuszczające się okazjonalnych aktów okrucieństwa, w tym okaleczania, tortur i egzekucji jeńców – nie podporządkowywały świętości technice. Bóstwa, które otaczały czcią nie były oderwane od przyrody, nie istniały poza nią.

    Tymczasem europejska filozofia XVII wieku i Oświecenia wywyższała oddzielenie człowieka od świata przyrody – wiara przyjęta także przez Biblię. Świat przyrody, wraz z tymi przed-nowoczesnymi kulturami, które żyły z nim w harmonii, był postrzegany przez społeczeństwo przemysłowe Oświecenia jako godny jedynie eksploatacji. Kartezjusz twierdził na przykład, że najpełniejsze wykorzystywanie materii w jakimkolwiek celu użytkowym było obowiązkiem ludzkości. W języku religijnym purytanów dzika przyroda stała się szatańska.

    Należało ją ochrzcić i podporządkować. Wszczepienie porządku technicznego przyniosło, jak pisze Richard Slotkin w Rewitalizacji poprzez przemoc, prymat „zachodniego dorobkiewicza, spekulanta i bankiera-ryzykanta”. Davy Crockett, a później George Armstrong Custer – zaznacza Slotkin – stali się „bohaterami narodowymi definiując narodowe aspiracje w kategoriach określonej liczby zaszlachtowanych niedźwiedzi, określonego obszaru wywłaszczonej ziemi, określonej sumy ściętych drzew, określonego iloczynu martwych, porzuconych w piachu Indian i Meksykanów”.

    Obłąkańczy projekt kapitalistycznej ekspansji bez końca, nieposkromionej konsumpcji, nieprzytomnej eksploatacji i przemysłowego rozwoju znajduje się teraz w stadium implozji. Korporacyjni szulerzy są tak samo ślepi na konsekwencje swojej autodestrukcyjnej furii jak Custer, spekulanci ery gorączki złota i kolejowi magnaci. Przejmowali ziemię Indian, mordowali mieszkańców, wyrzynali stada bawołów, wycinali lasy. Ich spadkobiercy toczą wojnę na całym Bliskim Wschodzie, zanieczyszczają morza i systemy wodne, zatruwają powietrze i glebę, uprawiają towarowy hazard, kiedy połowa globu pogrąża się w skrajnej biedzie i niedoli.

    Sprzężenie zaawansowania technologicznego z postępem prowadzi do samouwielbienia. Zimna kalkulacja czyni możliwymi obliczenia, naukę i postęp techniczny cywilizacji przemysłowej, ale nie łączy nas z siłami życia. Społeczeństwo, które traci poczucie sacrum, któremu brakuje siły ludzkiej wyobraźni, które nie potrafi praktykować empatii, ostatecznie zapewnia sobie własne zniszczenie. Rdzenni Amerykanie rozumieli, że istnieją w przyrodzie siły, których nigdy nie zdołamy poddać kontroli i które musimy respektować. Wiedzieli, podobnie jak starożytni Grecy, że megalomania jest śmiertelnym przekleństwem ludzkości. To lekcja, której wymowę najpewniej poznamy kosztem ogromnego cierpienia.

    W „Burzy” Williama Szekspira [protagonista] Prospero trafia na wyspę, gdzie staje się niekwestionowanym panem i władcą. Zniewala tam prymitywnego „potwora” Kalibana. Zaprzęga magiczne źródła energii ucieleśnione w duchu Arielu, który jest z ognia i powietrza. Siły uwolnione w wyspiarskiej dziczy – o czym Szekspir wiedział – mogłyby pchnąć nas ku dobru, gdybyśmy posiadali zdolność samokontroli i poszanowania. Ale mogą też one rzucić nas w objęcia potwornego zła, ponieważ istnieje niewiele ograniczeń udaremniających grabież, gwałt, morderstwo, chciwość i żądzę władzy. Joseph Conrad w swoich późniejszych portretach imperialnych posterunków, obnażył to samo upojenie barbarzyństwem.

    Antropolog Lewis Henry Morgan, którego w 1846 roku „zaadoptowała” Seneka, jedno z plemion należących do konfederacji Irokezów, napisał w Starożytnym społeczeństwie o ewolucji społecznej Indian amerykańskich. Marks z aprobatą odniósł się w swoich Dziennikach etnologicznych do morganowskiego twierdzenia o historycznym i społecznym znaczeniu „wyobraźni – tej wspaniałej zdolności w tak znacznym stopniu przyczyniającej się do sublimacji ludzkości”. Wyobraźnia, jak zaznaczył szekspirowski badacz Harold C. Goddard, „nie jest ani językiem natury, ani językiem człowieka, jest jednym i drugim równocześnie, stanowi medium komunii między nimi. Wyobraźnia to elementarna mowa wszystkich zmysłów, pierwsza i ostatnia, człowieka prymitywnego i poetów”.

    Wszystko, co dotyczy piękna i prawdy – sił, których potencjał może nas odmienić – jest miarowo niweczone przez nasze korporacyjne państwo. Sztuka. Edukacja. Literatura. Muzyka. Teatr. Taniec. Poezja. Filozofia. Religioznawstwo. Dziennikarstwo. Żadna z tych dyscyplin nie jest godna wsparcia lub wynagrodzenia w korporacyjnym państwie. Pasje te nawet na naszych wyższych uczelniach są potępiane jako niepraktyczne.

    Lecz tylko poprzez to, co niepraktyczne, poprzez to, co wzmacnia i ośmiela naszą wyobraźnię możemy ocaleć jako gatunek. Prozaiczny świat wydarzeń informacyjnych, gromadzenia danych naukowych i faktycznych, statystyk giełdowych i sterylnego rejestrowania czynów w ramach historycznej narracji nie pozwala nam zrozumieć elementarnej mowy wyobraźni. Nigdy nie zdołamy wniknąć w sens istnienia, jeśli nie odzyskamy tego dawnego języka. Poezja pokazuje człowiekowi jego duszę, napisał Goddard, „podobnie jak zwierciadło pokazuje jego twarz”. I to właśnie nasze dusze stara się zniszczyć kultura imperializmu, biznesu i technologii.

    Walter Benjamin argumentował, że kapitalizm jest nie tylko formacją „uwarunkowaną przez religię”, ale stanowi „zjawisko zasadniczo religijne”, przy czym nie ma na celu połączenia ludzi z tajemniczymi siłami życia. Kapitalizm, jak zauważył Benjamin, wezwał ludzkie społeczeństwa do rozpoczęcia nieustannej i daremnej pogoni za pieniędzmi i dobrami materialnymi. Ostrzegał, że dążenie to utrwala kulturę zdominowaną przez poczucie winy, wybrakowania oraz wstręt do samego siebie. Zniewala niemalże wszystkich swoich wyznawców poprzez pensje, uległość wobec kultury towarowej i pracę na rzecz wierzyciela.

    Kiedy Zachodnia ekspansja dopełniła się, cierpienie zadane Rdzennym Amerykanom wkrótce dotknęło innych – na Kubie, Filipinach, Dominikanie, w Nikaragui, Wietnamie, Iraku i Afganistanie. W ostatnim rozdziale tego smutnego eksperymentu w dziejach ludzkości zostaniemy złożeni w ofierze, tak jak mieszkańcy rubieży imperium. Jest w tym pewien rodzaj sprawiedliwości. Jako naród skorzystaliśmy na tej obłąkańczej wizji, pozostawaliśmy bierni i milczący, kiedy należało potępić zbrodnie popełniane w naszym imieniu; teraz gra dobiegła końca i upadek stanie się wspólnym udziałem nas wszystkich.

    Tłumaczenie: exignorant

    Źródło: http://exignorant.wordpress.com/2014/04/19/witajcie-w-domu-wariatow/

    Autor: Chris Hedges (wersja oryginalna)

    kapitalizm i wolny rynekChris Hedges: krytyk społeczny, ekspert z zakresu polityki i społeczeństw Ameryki i Bliskiego Wschodu. Jako dziennikarz, pisarz i korespondent wojenny (spędził 20 lat w 50 krajach Ameryki Centralnej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Bałkanów) otrzymał wiele nagród m.in. Pulitzer Prize (Nagroda Pulitzera) oraz Global Award for Human Rights Journalism (Globalna Nagroda za Dziennikarstwo w Obronie Praw Człowieka) przyznawaną przez Amnesty International.

    Wybrane książki: „What Every Person Should Know About War” („Co każda osoba powinna wiedzieć o wojnie”), „War Is A Force That Gives Us Meaning” („Wojna jest siłą, która nadaje nam znaczenie”), „American Fascists: The Christian Right and the War on America” („Amerykańscy faszyści: chrześcijańska prawica i wojna z Ameryką”), „Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle” („Imperium iluzji: koniec piśmienności i triumf widowiska”).

    Dostępne przekłady esejów autora:

    Nowa wspaniała dystopia”, “Odnajdując wolność w kajdankach”, “Na wojnie morderstwo nie jest anomalią”, “Karierowicze”, “Wojna w cieniu”, “Mit ludzkiego postępu”, “Dni zniszczenia, dni rewolty”, “Rozpad systemowy: zmierzch kultury, upadek imperium, neofeudalizm, Orwell i społeczna nieświadomość”, “Co Obama miał na myśli”

    Jaka będzie przyszłość Ziemi? Cywilizacja, nasz wspólny gruchot

    Jaka będzie przyszłość Ziemi? Cywilizacja, nasz wspólny gruchot

    Źródło obrazka: http://ziemianarozdrozu.pl/

    Źródło obrazka: http://ziemianarozdrozu.pl/

    Przewidywanie przyszłości Ziemi zawsze przypomina wróżenie z fusów. Nie jesteśmy w stanie wziąć wszystkich czynników pod uwagę. Jedno z przysłów mówi:

    Jak będzie? Będzie tak samo, tylko że więcej„.

    To zdanie mówi aż za wiele. Będzie tak samo – ponuro, głupio, bezsensownie.. Tylko będzie więcej. Więcej czego?

    Ludzkość wpadła w zasadzkę prymatu ilości nad jakością. Dotyczy to szczególnie myśli neoliberalnej. Neoliberalizm jest takim samym niewolnictwem dla narodów, jakim kiedyś był faszyzm.

    Mylnie uważamy, że wzrost gospodarczy oznacza wytwarzanie / generowanie coraz większej i większej ilości dóbr, usług, zer na koncie. Nie widzimy w tym jakości. Doskonale ten fakt oddaje zjawisko tzw. „spisku żarówkowego”.

    Polega ono na celowym produkowaniu szmelcu, tak, by szybko się psuł, wymuszając na ludziach ciągłe kupowanie nowych modeli. Urządzenia wyprodukowane w czasie PRLu działają często po dziś dzień, za to wystarczy spojrzeć na dzisiejsze smartfony. Wiele z nich ma popękaną, zbitą szybkę, bo producent stosuje kiepskie materiały, i byle upadek z pół metra wysokości psuje te urządzenia. Bo gdy będzie się stosować zbyt dobre materiały, nie zarobi się.

    Jesteśmy zajęci produkowaniem / generowaniem coraz większych i większych ilości, zapominając, że realna, zdrowa gospodarka musi mieć też zdrowe podstawy. I dlatego mamy kryzys. 30 bilionów dolarów zadłużenia w skali globu (3 biliony dolarów zadłużenia ma sama Polska), kwadryliony pustych dolarów bez pokrycia, wygenerowanych w celu finansowych spekulacji.

    Cytuję: „Fałszywy rozwój, druk fałszywych pieniędzy, fałszywy wzrost PKB, wytwarzanie podrobionych towarów i usług.. Zmusza nas do spożywania fałszywej żywności, ponieważ nie możemy sobie pozwolić (nie stać nas) na prawdziwy pokarm, ponieważ nie mamy realnego wzrostu, nie mamy realnej gospodarki, nie mamy prawdziwego przemysłu, mamy tylko podróbki

    Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

    Cywilizacja przemysłowa: nasz wspólny gruchot

    Cytuję: „Mój przyjaciel i ja żartujemy z techno-optymistów. Zmarnowaliśmy dość czasu oddając się internetowej lekturze przepowiedni samozwańczych technokratów, transhumanistów, a nawet optymistycznych liberałów, którzy z nimi przestają, promując obraz przyszłości, którego nieskazitelna sterylność i postępy bliskie są utopii. Optymizm ten powszechnie podziela młodsze pokolenie, które nie zadaje sobie trudu, aby ogarnąć całokształt zniszczenia dokonanego na naszej planecie i jej ekosystemach na przestrzeni ostatnich kilkuset lat.

    Rozwój technologii komunikacyjnej każe ludziom wierzyć, że wszystko jest możliwe i w zależności od politycznego wyznania argumentują, że korporacje, rząd, kapitaliści lub pewna ich konfiguracja to jedyna bariera stojąca między nami i wolną od pracy przyszłością globalnej równości i obfitości. Wycieczka do sklepu Apple i egzemplarz Mechaniki popularnej kształtuje najwyraźniej nie tylko rozumienie tego, co ludzie mogą zrobić, lecz co powinni zrobić.

    W techno-utopistach frustrujące jest to, że w ich mniemaniu samo powołanie się na daną technologię ma nas niby przekonać, że wspomniana technologia dysponuje już kompletnym wachlarzem systemów niezbędnych do globalnego wdrożenia i można ją bez wysiłku proporcjonalnie rozbudować, aby zastąpiła technologie obecne. Ponadto wywód techno-optymisty brzmi tak, jakby technologie istniały w ekologicznej próżni, gdzie mogą być projektowane, produkowane, implementowane, wykorzystywane, modernizowane i ostatecznie demontowane – kiedy nowe rozwiązania nieuchronnie czynią je zbędnymi – bez szkód wyrządzonych ekosystemom i żyjącym społecznościom.

    Argumentując za społeczeństwem świetlanej przyszłości zafundowanej nam przez te właśnie technologie, zwolennicy zazwyczaj dyskwalifikują ich potencjalne wady przywołując inny, kolejny, a potem następny hipotetyczny wynalazek lub metodę, tworząc fraktalny wszechświat innowacji, które dzisiaj zasadniczo nie istnieją, ale mamy wierzyć, że ocalą nas przed serią kryzysów, których zgubne konsekwencje chłoszczą nas już teraz.

    Techno-optymiści mówią o Prawie Moore’a i podwajaniu mocy obliczeniowej, które doprowadzi do powstania komputerów mądrzejszych od ludzi już za kilka dziesięcioleci. Nie jestem pewien, co takiego miałyby nam zapewnić te niesłychanie bystre maszyny. Bit-monety? Porno 3-D? 42?

    Oto obrzeże nory króliczej. Produkcja komputerów wiąże się z wielkim kosztem środowiskowym i materialnym. Wytwarzane są przy użyciu metali ziem rzadkich, plastiku, miedzi, słodkiej wody, niewolniczej pracy w kopalniach, bliskiej niewolnictwu pracy w fabrykach, urządzeń górniczych napędzanych paliwami kopalnymi, paliw kopalnych przekształconych w materiały, linii montażowych zasilanych paliwami kopalnymi, globalnego transportu i dystrybucji, aby ostatecznie wyjść z mody i trafić w okolice trzeciego świata do “recyklingu” – biedni autochtoni spalają je, aby wydobyć jakiekolwiek wartościowe elementy. Oczywiście techno-optymista najpewniej zamieszkuje zamożne państwo i widzi głównie korzyści technologii, a nie jej wady. Prawdopodobnie nigdy nie montował iPada i nie spędził trzech dni pod ziemią wydobywając ręcznie koltan pod czujnym okiem strażnika uzbrojonego w AK-47.

    Na naszych oczach rozgrywają się bardzo realne kryzysy. Rozwiązania tych kryzysów należało wdrożyć dekady temu. Zmiany klimatu, peak oil, wylesianie, wymieranie gatunków, utrata górnej warstwy gleby – należało zająć się nimi wiele dziesięcioleci temu. Dyskutowanie nie naprawi niczego. Skandowanie w kółko sloganów “panele słoneczne, turbiny wiatrowe, olej konopny” nie rozwiązuje spadku energii netto, zwłaszcza, kiedy w obrazie ogólnym kapitalizm przemysłowy wyraźnie zdecydował, że rusza pełną parą ze szczelinowaniem hydraulicznym zamkniętej ropy i gazu [łupki] oraz wydobyciem odkrywkowym piasków bitumicznych i złóż węgla niskiej jakości. Trudno włączyć się w jakikolwiek optymizm, który nie chce się rozejrzeć i dostrzec, że technologia – dzisiaj, w tym momencie – nie ratuje sytuacji. Technologia wykorzystywana jest, aby utrzymać status quo, kiedy pociąg cywilizacji przemysłowej pędzi w stronę wąwozu.

    ***

    Technologia kosztuje. Istnieją koszty ekologiczne obszarów zniszczonych w celu wydobycia surowców. Istnieją koszty ekologiczne pozyskiwania energii niezbędnej do zasilania silników i elektroniki. Istnieją koszty ekologiczne wyrzucania popsutych i przestarzałych maszyn i produktów. Istnieją koszty ludzkich społeczności – przesiedlonych, trapionych chorobami i zabijanych przez aktywność wydobywczą i wdrażanie technologii. Istnieją koszty ludzkie zubożenia siły roboczej, która czołga się w kopalniach miedzi, pracuje na liniach montażowych, marnieje w biuro-celach i haruje w polu zbierając warzywa, aby utrzymać przy życiu całą resztę.

    Istnieją koszty energetyczne, ponieważ każda technologia karmi się energią. Samochód elektryczny potrzebuje prądu przepływającego przez sieć elektroenergetyczną – aktualnie ta elektryczna energia wytwarzana jest głównie przez spalanie węglowodorów. Energia jądrowa nie wymaga dyskusji o związanych z nią zagrożeniach, a wszystkie gruszki na wierzbie określane mianem “odnawialnych źródeł energii” zależą od procesów przemysłowych i nie są wieczne.

    James Kunstler napisał książkę na temat optymizmu techno-fetyszystów, którzy najwyraźniej nie wykonują prostych obliczeń kosztów społeczeństwa technologicznego. W Zbyt dużo magii Kunstler opowiada anegdotę o wizycie na kampusie Google, gdzie wygłosił referat. Po opisaniu biur “przyozdobionych” batonikami i grami wideo, relacjonuje przebieg sesji pytań i odpowiedzi, która nastąpiła po odczycie, i którą podsumowało zbiorowe oświadczenie pracowników: “Facet, mamy technologię“. Kuntsler pisze:

    “Zakomunikowało mi to rzecz dość przerażającą: kierownictwo i programiści Google nie rozumieją różnicy między technologią i energią. Zakładają, że są one wymienne, że jeśli zabraknie jednego, wystarczy podłączyć drugie, co jest niezgodne z rzeczywistością.

    Widząc zdziecinnienie w wystroju i rozmieszczeniu biur, strojach i zachowaniu pracowników Kunstler uświadamia sobie, że kręgosłupem biznesowego modelu Google jest radosna twórczość:

    “Infantylne myślenie w Google było logicznym przedłużeniem kultury korporacyjnej: wiara w magię, w tym przypadku magię zaawansowanej technologii. Wielu pracowników wysokiego szczebla, z którymi rozmawiałem tego dnia na sali, stało się milionerami jeszcze przed trzydziestką (za sprawą akcji Google), głównie dzięki przesuwaniu myszką pikseli po ekranie, czyli dzięki komputerowym czarom. Magicznie uzyskali fortunę magię czyniąc. W naturalny zatem sposób są oni prawdziwymi wyznawcami technologicznej magii, a co za tym idzie prawdziwie wierzą, iż każdy problem, w obliczu którego stoi ludzkość można rozwiązać poprzez zastosowanie technologicznej magii.”

    Postawa, którą opisuje Kunstler jest powszechna pośród mas Zachodu. Za rozsądne należy uznać założenie, iż częściową winę ponosi za to rozwój technologii dostępnej ogółowi społeczeństw krajów bogatszych. Dwadzieścia pięć lat temu było Nintendo, a teraz jest Playstation 4. Zanim pojawiło się którekolwiek z nich, dzieci bawiły się na podwórku. Dwadzieścia pięć lat temu telefon bezprzewodowy był cudem, teraz praktycznie z dowolnej lokalizacji możesz “wyćwierkiwać” swoje złote myśli na dotykowym ekranie smartfona.

    Tak, postęp technologii komputerowej przebiega wartko, podobnie jak jej dystrybucja wśród majętnych konsumentów. W tym samym czasie Hollywood zaprzęga technologię do opowiadania, tworząc wizualne spektakle, które mogą sprawić, że wyimaginowana rzeczywistość zdaje się być bardzo realna. Problem w tym, że historie z ekranu, które same opisują nieskrępowany rozwój technologii, ożywają w umysłach widzów, a oni zaczynają wierzyć, że nie oglądają fikcji, tylko reklamę świata jutra. Wreszcie życie nowoczesnej klasy średniej Zachodu jest na wiele sposobów odseparowane od fundamentów tego postępu.

    Ludzie, którzy nabywają bez trudu ulepszane rokrocznie smartfony nigdy nie widzą terenów dewastowanych wylesianiem i odkrywkowym górnictwem w celu uzyskania dostępu do minerałów. Nie zamieszkują stref śmierci, gdzie rafinuje się paliwa kopalne, aby rakieta mogła wynieść satelitę w kosmos. Nie są wtajemniczeni w realia podłej pracy, która pozwala zaistnieć każdej z tych technologii. To właśnie sprawia, że tak zachwycająco magiczna jest technologia – pojawia się znikąd. Pewnego dnia po prostu materializuje się w sklepie i jest twoja! Nikt nie ogląda i nie kosztuje wiedźmowego wywaru z martwych ptaków wędrownych, martwych goryli, martwych lasów, martwych rzek i martwych ludzi, który magicznie technologię wyczarowuje.

    Ta magiczna postawa jest produktem ubocznym życia w narodzie, który eksportuje walutę i zmusza świat do jej przyjęcia przystawiając do skroni pistolet. W kraju, w którym nie odbywa się “robienie”, sama hipoteza wystarczy za w pełni zaadaptowany i funkcjonujący proces. Produktywna rozmowa o niezliczonych kosztach każdej technologii, o łącznych kosztach wszystkich technologii nie wspominając, nie jest możliwa z kimś, kto myśli według schematu podłącz-i-graj. Wspomnij o globalnym spadku energii netto, a rozmówca skwituje: “glony”, “konopie” lub “słoneczna”, jakby problem nie był skomplikowany i pełen niuansów, tylko sprowadzał się do braku propozycji rzeczy, które możemy spalić.

    Wspomnij o szczuplejących zasobach surowców lub eko-czystce związanej z ich pozyskiwaniem, w odpowiedzi usłyszysz “kopalnie na asteroidach” lub “drukarki 3-D”, jakby samo obmyślenie koncepcyjne stanowiło pierwszy i ostatni krok ku urzeczywistnieniu. Raz po raz starałem się opisać głębię nowoczesnego rolnictwa i jego mankamenty – zależność od paliw kopalnych, zanikanie górnej warstwy gleby, ścieki chemiczne, wyniszczanie bioregionów, uśmiercanie zapylaczy itp. – niemal jednomyślna odpowiedź jest mglistą kombinacją wyrazów “permakultura” i “klonowanie”. Oczywiście formułują ją ludzie, którzy nigdy własnoręcznie nie wydobyli z gruntu nawet jednego ziemniaka.

    ***

    W zeszłym tygodniu w Karolinie Północnej do rzeki Dan trafiło trzydzieści tysięcy ton popiołu węglowego, kiedy pod zbiornikiem osłonowym pękła rura. W ubiegłym miesiącu doszło do dwóch ogromnych wycieków toksycznych chemikaliów do rzek w Wirginii Zachodniej – jeden z nich zatruł źródło wody ponad trzystu tysięcy ludzi. Kilka dni temu odkryto, że tama Wanapum w stanie Waszyngton ma dwudziestometrowe pęknięcie. Wystarczy dorzucić serię „incydentów”, w których eksplodowały gazociągi i ropociągi, aby samoczynnie nasunęła się myśl o kosztach konserwacyjnych.

    Kiedy ludzie mówią o przyszłości i wszystkich rzeczach, które będą mogli stworzyć, sporadycznie uwzględniają wszystkie rzeczy już przez ludzi stworzone, które wymagają stałego utrzymania i serwisowania, aby uniknąć krytycznej awarii. W swoim krótkim filmie o szczelinowaniu hydraulicznym Josh Fox szczegółowo wyjaśnia, dlaczego betonowe osłony szybów gazowych muszą być wiecznotrwałe, aby zapobiec wyciekom gazu do wód gruntowych. Fox dokumentuje, że wytrzymałość tej betonowej obudowy gwarantowana jest na średnio dwadzieścia lat.

    Wielu z nas posiadało samochód i wie, że z czasem cholerstwo zaczyna się sypać. Metal rdzewieje, płyny przeciekają, części psują się, i ogólnie entropia sieje spustoszenie aż uświadomimy sobie, że większy sens ma zezłomowanie pojazdu, niż próba jego naprawy. Cywilizacja przemysłowa jest naszym wspólnym gruchotem.

    Skoro o autach mowa, USA Today donosi, że:

    “Przeprowadzona przez Associated Press analiza 607.380 mostów z ostatniego Państwowego spisu mostów wykazała, że 65.605 obiektów sklasyfikowano jako ‘upośledzone strukturalnie’, a 20.808 jako ‘krytycznie uszkodzone’. Wśród nich 7.795 miało oba problemy – kombinację ‘czerwonych flag’, która zdaniem ekspertów ‘świadczy o znacznym rozkładzie i podobnym ryzyku zawalenia’. Mowa tylko o mostach. Transport wszystkich naszych techno-gadżetów, artykuły żywnościowe przemilczę, będzie wymagał dróg. Drogi wymagają stałych napraw. Naprawa dróg wymaga pojazdów na ropę i dobrze odżywionych ekip remontowych. Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Cywilnych w swojej cenzurce z roku 2013 przyznało drogom krajowym ocenę “2″.

    Stowarzyszenie zrecenzowało również wodociągi. Najwyraźniej są w podobnie beznadziejnej kondycji jak drogi, ponieważ uzyskały identyczną notę “2″. Każdego roku dochodzi do 240.000 awarii wodociągów, co daje około 650 wypadków dziennie. Sieć energetyczna, która najwyraźniej posłuży za opokę całej fantastycznej technologii “Świata jutra” otrzymała “2+”.

    Oczywiście moglibyśmy wieść pozbawione wygód życie bez autostrad, sieci wodociągowej i elektryczności, ale niepokój budzi załamanie istniejącej infrastruktury, które może okazać się zabójcze. Jak trzymają się amerykańskie elektrownie jądrowe? Dochodzenie Associated Press w sprawie postępującego procesu starzenia amerykańskich reaktorów jądrowych ustaliło, że:

    “Federalne organy regulacyjne współpracują ściśle z przemysłem energetyki jądrowej w USA, aby zgodnie z normami bezpieczeństwa przedłużyć funkcjonowanie starzejących się reaktorów kraju poprzez notoryczne zaniżanie standardów lub zwyczajny brak ich egzekwowania. Według uzyskanej dokumentacji i wywiadów urzędnicy z amerykańskiej Komisji Nadzoru Nuklearnego (Nuclear Regulatory Commission – NRC) co rusz decydują, że wcześniejsze przepisy były zbyt surowe, argumentując, iż margines bezpieczeństwa może zostać przesunięty bez jakiegokolwiek ryzyka.

    Przykładów jest zatrzęsienie. Gdy zawory zaczęły przeciekać, zezwolono na większe wycieki – 20-krotnie przekraczające pierwotny limit. Kiedy niepowstrzymana seria pęknięć spowodowała radioaktywne emisje z rur generatora pary, opracowano łatwiejsze testy rur, aby elektrownie mogły spełnić normy. Uszkodzone okablowanie, rozerwane uszczelki, połamane dysze, zatkane siatki, popękany beton, wgniecione zbiorniki, skorodowane metale i zardzewiałe rury podziemne – wykryto wszystkie wymienione i tysiące innych problemów związanych ze starzeniem. Każdy z nich może odpowiadać za eskalację zagrożenia w razie wypadku. Jednak mimo tak licznych problemów związanych ze starzeniem, żaden oficjalny organ rządu lub przemysłu nie zbadał w ostatnich latach całkowitej częstotliwości i potencjalnego wpływu podobnych awarii na bezpieczeństwo, nawet po tym, jak NRC przedłużyła licencje kilkudziesięciu [wiekowym] reaktorom.”

    Kiedy dodamy do tego magazyny broni chemicznej i biologicznej, tysiące zakładów chemicznych, wytwórni nawozów sztucznych, szybów naftowych, rafinerii, instytutów badań jądrowych, okrętów atomowych i składowisk odpadów nuklearnych, nietrudno pojąć, że przekroczymy punkt, w którym większa część ludzkiego wysiłku podporządkowana będzie jedynie utrzymaniu tego, co zbudowała cywilizacja i mitygowaniu konsekwencji katastrof wywołanych przez starzejącą się i zrujnowaną infrastrukturę. Wszystko to ma przebiegać równolegle ze staraniami rozbudowy cywilizacji i jej możliwości technologicznych w chwili, kiedy “zasoby” rybne zanikają w coraz bardziej zakwaszonych oceanach, a górną warstwę gleby ze spieczonych suszą i niewłaściwie doglądanych pól rozwiewa wiatr.

    ***

    Wiara w techno-utopijną przyszłość oznacza ignorowanie pojęcia malejących przychodów [zwrotów]. Fizyk Geoffery West wygłosił wykład Ted, w którym zademonstrował, że żywy organizm funkcjonuje według subliniowego, ograniczonego wzorca wzrostu. Oznacza to, że we wszystkich królestwach życia im większa jest masa istoty, tym mniej potrzeba energii per capita, aby rzeczony organizm utrzymać przy życiu. Naturalnie każda żywa istota ma optymalną wielkość i żadna nie rośnie wiecznie. West następnie wskazał, że ludzkie miasta działają na podobnej zasadzie, ale z tym wyjątkiem, że ich wzrost jest superliniowy i wraz z przyrostem populacji zwiększa się zużycie energii per capita niezbędnej do utrzymania tych systemów.

    Sprawia to, że miast bez innowacji utrzymać niepodobna, z zastrzeżeniem, że innowacje, które zapobiegają ich upadkowi muszą same być przedmiotem innowacji implementowanych w coraz szybszym tempie. West pyta, czy zdołamy nadążyć. [Pytanie retoryczne: „Miasta muszą osiągnąć punkt, w którym będą zmuszone poruszać się nieskończenie szybko, aby utrzymać swoją homeostatyczną równowagę: osobliwość (ang. a singularity)” *]

    W swojej prezentacji Geoffery West zwraca również uwagę, że rosnące miasto nie tylko wymaga wykładniczo większych wkładów energetycznych, ale z konieczności doświadczy gwałtownego wzrostu poziomu przestępczości, chorób i niezadowolenia. Czy nie jest zatem rzeczą oczywistą, że zapewniające podstawę wzrostu ludzkie innowacje nieumyślnie prowadzą do samozniszczenia? Każda nowa technologia-bandaż, która przedłuża agonię cywilizacji przemysłowej, sama jest chaotycznie fruwającym motylem.

    Szczelinowanie hydrauliczne tymczasowo zrównoważyło spadki produkcji ropy, jednocześnie powodując trzęsienia ziemi, zatruwając wody gruntowe, dokładając się do zmian klimatu. Modyfikowanie genetyczne roślin uprawnych, zapewniające im odporność na herbicydy, doprowadziło do zwiększenia użycia tychże herbicydów, które z kolei zwiększyło toksyczność ekosystemów i spowodowało, że chwasty przystosowały się do substancji chemicznych. Wczorajsze rozwiązanie staje się dzisiejszym problemem. W końcu dzisiejsze rozwiązanie będzie jutrzejszym kataklizmem.

    Kiedy West zwraca się do hordy technofilów za pośrednictwem zestawu słuchawkowego, przyziemna rzeczywistość jego wniosków w oczywisty sposób ginie. Innowacyjność nie jest magią. Zasoby naturalne i środki, które czynią innowacje możliwymi nie są nieograniczone. W tej chwili globalna energia netto gwałtownie spada. Nowe źródła energii – począwszy od “zamkniętej nafty”, a skończywszy na panelach słonecznych – nie dodają dość energii, aby uzupełnić straty, gdy konwencjonalne pola roponośne osiągają i przekraczają swój produkcyjny szczyt.

    Wynalazki ludzkości nie są ponadczasowe. Innowacje mogą przynieść okresowe korzyści, ale jak w przypadku elektrowni jądrowej czy gazowego szybu wymagają coraz więcej ulepszeń i napraw. Tego wariackiego wyścigu pod górę, po coraz bardziej stromym zboczu, człowiek industrialny wygrać nie może. W międzyczasie określona klasa ludzi uczestniczy w tym wyścigu wrzucając całą resztę do pieca rozwoju i postępu. Kiedy w końcu osiągniemy punkt załamania, cywilizacja nie tylko utraci zdolność do innowacji i wzrostu, lecz także do powstrzymania swoich drzemiących zabójców.

    Tłumaczenie: exignorant

    Więcej na temat ustaleń prof. Geoffery’a Westa w III rozdziale eseju: „Pochwała anarchii (braku hierarchii)”.

    Źródło: http://exignorant.wordpress.com/2014/03/16/cywilizacja-przemyslowa-nasz-wspolny-gruchot/