Urojone epidemie i ukrywane fakty o szczepionkach

Urojone epidemie i ukrywane fakty o szczepionkach

szczepienia

Przedstawiam Wam dziś dwa materiały. Materiał pierwszy to wypowiedź Przemysława Cuske z Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach Stop NOP. Nagranie video trwa około 56 minut.

Drugi materiał to artykuł autorstwa dr Jerzego Jaśkowskiego, lekarza i naukowca z wieloletnim doświadczeniem. W swoich felietonach wiele razy sprzeciwiał się polityce masowych szczepień i histerii, jaką media głównego ścieku (ang. mainstream media) rozpowszechniają wokół rzekomych epidemii.

Te „epidemie” okazują się być medialnymi propagandówkami rodem ze szkoły Goebbelsa lub czasów realnego socjalizmu. Choruje tysiąc dzieci na 38 milionowy kraj, i to na choroby typowe dla wieku dziecięcego, i ogłasza się epidemię. Media niedawno przez przypadek potwierdziły główną tezę przeciwników szczepień.

Sam Polsat przyznał, iż dziś na krztusiec i inne choroby dziecięce chorują głównie dzieci cygańskie, a tam higiena pozostawia wiele do życzenia. A więc profilaktyka, higiena, świadomość – te czynniki doprowadziły do eradykowania chorób zakaźnych, a nie szczepienia.

Analogicznie w przypadku weterynarii: znaleziono (rzekomo, bo to sprawa bardzo wątpliwa) wirusa afrykańskiego pomoru świń u dwóch sztuk, po czym wybito kilkadziesiąt tysięcy sztuk i wprowadzono sankcje, przez które cierpi polskie rolnictwo. A zyskuje rolnictwo Niemiec, na które sankcji nie wprowadzono. Więc przejmuje nasze rynki.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Szczepionki – jak jest naprawdę:

Wirtualne epidemie w gazetach wielonakładowych – odra cz.1

Cytuję: „Od kilku ładnych lat, tj. od czasu zmonopolizowania rynku wydawniczego w Polsce przez koncerny zachodnie, coraz częściej słyszymy o wybuchach epidemii. Typowym przykładem jest tutaj Gazeta W., czy Rzeczpospolita. Straszenie w różnych zestawieniach epidemiami jest powszechnie. Przykładem jest chociażby p.Małgorzatka Kossobudzka i jej artykuły. Gazeta W posunęła się nawet do tego, że tworzy ekspertów, jak np. p. dochtor magister Ewa Krawczyk.[GW 31.01.2014.17.36]

http://metromsn.gazeta.pl/Lifestyle/1,135222,15765399,Bunt_przeciw_szczepieniom_spowodowal_wzrost_zachorowan.html#TRrelSST

Problem z takimi świeżymi, nie tylko wiekowo, ekspertami jest taki, że nie można np. nazwiska tej pani znaleźć w spisie lekarzy polskich, ani w miejscu jej pracy w USA. Jest co prawda takie nazwisko i imię na wymienionym uniwersytecie, ale osoba ta figuruje jako logopeda. W piśmiennictwie naukowym pojawia się z kolei podobne nazwisko, ale jako biologa, zajmującego się HPV [czyli nieistniejącym medycznie, lub istniejącym ekonomicznie problemem], czyli osoby niewiele mającej wspólnego z leczeniem dzieci, czy z epidemiologią.

Skoro jednak GW poświęciła tej osobie pierwsze strony wydania internetowego, to znaczy, że musi to być ktoś ważny albo opłacony w dziale reklamy przez przemysł szczepionkarski. Przedstawione bowiem wykresy posiadały wszelkie cechy autentyczności, z wyjątkiem prawdziwych faktów. Po prostu wystarczyło odpowiednio manipulować skalą i dodać dodatkowe linie na danych oficjalnych. To czysta robota dla przeciętnego znawcy „fotoszopa”.

Tak więc Szanowny Czytelniku, musisz sam dokonać wyboru, który z podanych przez mnie wariantów, w tym konkretnym przypadku, jest prawdziwy. Najciekawsze, że pani ta prowadzi polskojęzyczną stronę o szczepieniach. Za czyje pieniądze?

Wypada także polskim rodzicom podać dane dotyczące liczby powikłań po szczepieniach, które to dane są skrzętnie ukrywane przez naszych rodzimych „ekspertów”, najczęściej pracujących na dwóch etatach, tj. w państwowych placówkach i prywatnych, związanych z przemysłem szczepionkarskim.

I tutaj także musisz sam, Drogi Czytelniku, wyciągnąć wnioski, dlaczego np. taka pani magister profesor Lidia Brydak, czy prof.K.Simon, nigdy nie podają powikłań po szczepieniach. Przecież dla osoby zajmującej się nauką, a nie handlem, zarówno efekt pozytywny jak i negatywny jest odkryciem. Tak wiec samo stwierdzenie faktu, czy szczepionka jest pozytywna, czy też więcej szkodzi, nie jest zadaniem naukowca. To handlarze reklamują, oczywiście same dobre rzeczy.

System ten przypomina zupełnie program CIA z lat 1940-tych, zwany MK Ultra, masowo stosowany we wszelkiego rodzaju działaniach handlarzy, np. przez firmę Amway. Przypomnę, że proces o dopuszczenie filmu przedstawiającego sposoby manipulacji ludźmi do dystrybucji, dzięki sztuczkom prawnym firmy Amway,  ciągnął się kilkanaście lat. W filmie ani razu nie pada nazwa firmy Amway. A mimo to, niezawisły sąd zabraniał premiery.

Masowe pranie mózgów dotyczące szczepień odbywa się na poziomie pielęgniarskim i samorządowym. Te grupy społeczne, a ze względu na ich liczebność, można śmiało mówić, że są to grupy społeczne, żyją na koszt podatnika i dysponują olbrzymim majątkiem w skali kraju. Majątek ten rozdzielany jest po uważaniu, na mniej, lub bardziej przemyślane inwestycje w rodzaju stadionów, czy ścieżek rowerowych. To wszystko realizuje się w sytuacji, gdy ok. 10 % społeczeństwa utrzymuje się za 5 złotych dziennie.

Zrozumiałym staje się więc, że ta grupa jest bardzo podatna na odpowiednie zabiegi propagandowe. Proszę zauważyć, że przeciętni radni niewiele mają wspólnego ze zdrowiem, najczęściej są to ludzie z wykształceniem średnim. Nawet jak są w śród nich lekarze, to bardziej reprezentują urzędników, aniżeli medyków. Po prostu nie daje się pogodzić leczenia z badaniami medycznymi i śledzeniem literatury medycznej, a dodatkowo ze stratą czasu na zebraniach propagandowych. Doba ma tylko 24 godziny i w żaden sposób nie daje się jej wydłużyć, chociaż byli tacy, którzy mówili o względności czasu.

Tak więc biorąc pod uwagę monopolizacje czasopism medycznych przez przemysł – w Polsce np. zdecydowana większość czasopism naukowych wydawana jest przez firmę Elsevier, znaną w kraju pod nazwą Urban & Partner, czy np. Medycyna Praktyczna, finansowana przez GSK & Company, czołowych producentów szczepionek na świcie – trudno przeciętnemu czytelnikowi znaleźć potrzebne, wiarygodne materiały.

Wracając do tematu powikłań poszczepiennych. Otóż niedawno, 8 marca 2014 roku, ukazał się chiński raport o powikłaniach, wymagających pobytu dzieci w szpitalu. Okazało się, że aż 42,5% hospitalizowanych z powodu powikłań dzieci, to dzieci po szczepieniach!!!

Dane obejmowały rok 2009 i dotyczyły Szanghaju. Populacja mieszkańców Szanghaju liczy ponad 17 milionów, czyli nieco mniej aniżeli 50% mieszkańców Polski. Jest więc w miarę porównywalna. Innymi słowy, budżet państwa wydaje na leczenie tych powikłań w Polsce dwa razy więcej, aniżeli w Szanghaju.

Najciekawsze jest jednak to, że powikłania te zgłaszali aż w 52,03% lekarze. Jest to ewenement, ponieważ w Polsce lekarzy wręcz zmuszono ustawowo w 2012 roku do niezgłaszania powikłań.

Historycznie, od 1964 roku lekarze byli ustawowo zobowiązani do zgłaszania powikłań po lekach, a w szczególności po szczepieniach. Jak jednak pamiętamy, nikt tego obowiązku nie egzekwował. Instytut Leków co miesiąc wydawał biuletyny, w których każdy chętny lekarz mógł zapoznać się z informacjami o możliwości wystąpienia powikłań po określonych preparatach i w ten prosty sposób poszerzyć swoją wiedzę.

Od początku przemian w 1990 roku Instytut zmuszony został do zaprzestania tej wysoce pożytecznej dla lekarzy i pacjentów, a szkodliwej dla przemysłu farmaceutycznego działalności. Obecnie żaden lekarz nie otrzymuje informacji o powikłaniach po lekach.

Ustawowo zobligowany do rejestracji takich powikłań PZH, jak można się przekonać na jego stronie internetowej, zupełnie nie przejmuje się tą ustawą. Nawet znamy przypadki karania lekarzy za „nadmierne zgłaszanie powikłań przez lokalne san-epidy.

Tak więc zgłaszanie powikłań po szczepieniach przez lekarzy chińskich zasługuje na głęboki podziw i uznanie. Szczególnie, że nadal jest to państwo komunistyczne, a nie demokratyczne, tak  jak Polska.

Sprawę jawności danych medycznych dodatkowo naświetla fakt, że kolejne 24.27% zgłoszeń o powikłaniach wpłynęło od farmaceutów, od innych pracowników służby zdrowia następne 15.46%, a tylko 2.52% od rodziców. Jest to rewelacja w odwadze cywilnej społeczeństwa chińskiego i bardzo dobitnie świadczy o pacyfikacji od 80 lat społeczeństwa polskiego. Lud kraju nad Wisłą przyjął azjatycką zasadę „tisze jediesz dalsze budziesz”. Oznacza to w prostej linii zwycięstwo cywilizacji azjatyckich nad łacińską [F.Koneczny].

Tak wiec, jak podałem, aż 42.5% powikłań było spowodowanych przez szczepionki. Rozbiór danych jest jeszcze ciekawszy. Częściej powikłania występowały u chłopców, aniżeli u dziewczynek. Jest to zrozumiale, ponieważ w chińskiej kulturze syn jest priorytetem i rodzice większą uwagę przywiązują do zdrowia chłopców. Aż 65% powikłań poszczepiennych natomiast wystąpiło u dzieci do 6 roku życia, a ponad 52% zgłosili lekarze. Liczba zgonów stanowiła 0.34%.             Znacznie więcej powikłań było u dzieci, które były szczepione kilkoma szczepionkami, aniżeli wśród tych, które otrzymały jedną szczepionkę.

Aż 65% powikłań było wśród dzieci do 5 roku życia, a prawie 40% [39,46%] u dzieci pomiędzy 2 miesiącem, a 2 rokiem życia. Najwyższy odsetek powikłań odnosi się do dzieci pomiędzy 0 – 1 miesiącem życia. Jest to okres, w którym nasi rodzimi ”specjaliści” wciskają dziecku aż 3 szczepionki.

W sumie  zanotowano 1790 [40.41%] powikłań u dziewczynek i 2640 [59,59%] u chłopców. Jest to ok. 10 razy więcej, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców w Polsce, aniżeli oficjalnie podaje PZH.

Jak podałem, koszt leczenia tych chorych obciąża budżet państwa, czyli jest pokrywany z naszych podatków, nazywanych ubezpieczeniem zdrowotnym. Czy widzisz Szanowny Czytelniku ten absurd? Najpierw zmuszają ciebie do płacenia podatku zdrowotnego, a potem przeznaczają go na leczenie powikłań, które sami spowodowali, szczepiąc zdrowe dzieci! Oczywiście, pieniądze za szczepionki idą do prywatnej kieszeni, a koszt leczenia musisz ponosić Ty, a nie durny urzędnik, który to szczepienie wprowadził.

Koszt leczenia tych co najmniej 10 000 poszkodowanych dzieci w Polsce, to kilkanaście, do kilkudziesięciu milionów złotych. A jak twierdzi NFZ, brakuje pieniędzy na podstawowe leczenie dzieci.

Musisz się sam zastanowić PT Czytelniku, dlaczego tak się dzieje, i dlaczego polscy pediatrzy tego nie widzą i nie zgłaszają tych powikłań.

Podsumowując, raport podaje, że aż tyle powikłań jest spowodowanych liczbą podawanych dzieciom szczepionek, która wynosi 15 w tym okresie życia. Porównywalnie w Indiach i Wietnamie podaje się tylko 7 szczepionek, a w Tajlandii 9.

Natomiast bezwzględnym rekordzista spośród 33 najbogatszych państw na świecie są Stany Zjednoczone, które wymuszają podawanie aż 26 szczepionek niemowlętom i dzieciom w omawianym okresie.

Także USA posiada bezapelacyjne pierwsze miejsce w ilości notowanego autyzmu. W USA notuje się już 1 przypadek autyzmu na 88 porodów [ u chłopców 1:50]. Przed stosowaniem przymusu szczepień, jeden przypadek autyzmu występował w USA na 10 000 porodów.

Tylko dlaczego krajowi eksperci cały czas dążą do rekordu USA, mówiąc, że to postęp i nowoczesność?

Proszę zauważyć, że polscy konsultanci, czy eksperci rządowi, nigdy nie ocenili wpływu liczby podawanych szczepionek na stan zdrowia dziecka. Żaden nie splamił się pracą, która by analizowała związek liczby szczepień, ze stanem zdrowia dziecka. Nie ma żadnych prac naukowych przeprowadzonych przez tych „ekspertów”, na które mogliby się powołać, wypowiadając uwagi na temat szczepień.

Żadna z osób reklamowanych jako specjalista, nie podaje np. jakie są skutki tzw. polipragmazji, czyli jednoczesnego podawania kilku leków, czy szczepionek – a szczepionka lekiem nie jest, nikogo nie leczy –  jednocześnie.

Tak wiec można powiedzieć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że szczepienia, nie wiadomo z jakiego powodu, są nazywane ochronnymi, ponieważ jest dokładnie odwrotnie. Nie można nazwać ich nawet symboliczną  „woda święconą”, ponieważ liczba powikłań, ze śmiercią włącznie, jest zastraszająca.

Niedawno u mnie na blogu pojawił się komentarz lekarza, który chciał uczciwie i zgodnie z praktyką lekarską raportować działania niepożądane szczepionek do sanepidu. Efekt? Zastraszanie i zwolnienie z pracy: za Jarek Kefir w dniu 17 Styczeń 2013:

Cytuję: “Myślisz że tak łatwo lekarzom rzetelnie przedstawiać pacjentom wiedzę o szczepieniach. Jestem lekarzem i z tego między innymi powodu musiałam zmienić miejsce pracy – z powodu szczepień, zaczęłam rozpoznawać powikłania, wysyłać na konsultacje itp. Niestety procedura jest taka, że idzie to przez sanepid. I jak moja szefowa otrzymała pismo zwrotne z sanepidu to jej wody odpłynęły, od następnego dnia zostałam odsunięta od szczepień, a ponieważ nie byłam zatrudniona na stałe to przyszedł czas na mnie i nie przedłużono ze mną umowy, bez tłumaczenia. W ostatnim miejscu mam zapowiedziane, że jak będę zniechęcać (a to dzięki pacjentom niestety którzy od razu poszli skonfrontować informacje ode mnie z szefową) zostanę odsunięta po raz kolejny od szczepień. Łatwo jest krytykować ale nie jest to takie proste. Lekarze są przestraszeni. Pozdrawiam.”
koniec cytatu

PS. 2. Jest jeszcze jeden problem z zakresu Zdrowia Publicznego. Dlaczego specjaliści z tego zakresu nie informują kolegów lekarzy oraz społeczeństwa o nowej chorobie, jaka pojawiła się ok. 20 lat temu w związku z eksperymentami związanymi z walką z rzekomymi zmianami klimatu. Od 20 lat w piśmiennictwie medycznym USA, a także Rosji istnieje pojęcie choroby MORGELLONS. Choroba ta związana jest z rozsypywaniem tzw. trwałych smug na niebie. W Polsce rozpoczęto rozsypywanie tlenków baru, aluminium i strontu na niebie w 2003 roku. Dlaczego w Ministerstwie Zdrowia, NFZ, GIS i wśród wszelkiej maści specjalistach od Zdrowia Publicznego panuje cisza? .

Piśmiennictwo w drugiej części.”

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Tajemnica korporacji Nestle. Kto chce kontrolować ziemską wodę pitną?

Tajemnica korporacji Nestle. Kto chce kontrolować ziemską wodę pitną?

wielkie korporacje nestleCiekawy wpis odnośnie praktyk korporacji Nestle. Obecnie koncern ten jest światowym gigantem w produkcji żywności przetworzonej. Czytelnicy mojego bloga powinni mieć na uwadze m.in. mleka, kaszki i zupki dla małych dzieci. Nie tylko chodzi o to, że mleka krowiego człowiek nie powinien jeść w ogóle, bo nie jest dla niego przeznaczone. Ale także o inne ciekawe dodatki.

Ogólnie zasady są trzy: wszystko co przetworzone, jest mniej zdrowe od tego, co jest surowe. Im bardziej dany produkt przetworzony, tym bardziej szkodliwy – co rozumie się samo przez się 😉

Zasada druga – wszystko co jest oczyszczone z naturalnych, organicznych substancji, jest szkodliwsze niż produkt nie oczyszczony. Dla przykładu: cukier rafinowany to prawdziwa katastrofa, sprawca milionów przypadków kalectwa i przedwczesnych zgonów. Miód (ale ten naturalny) takiego działania nie ma, choć przecież jeśli dokona się analizy chemicznej, to wyjdzie, że jest on w około 70% – 80% tzw. syropem glukozowo-fruktozowym, czyli odmianą cukru.

Substancje organiczne są bowiem mediatorami w wydzielaniu i wchłanianiu substancji właściwych. Oddziałują one razem z substancjami czynnymi bądź tymi spożywczymi. Tak jest w przypadku wielu ziół, gdzie nie da się jednoznacznie określić, która substancja najbardziej odpowiada za ich działanie. Jest to raczej grupa substancji.

Zasada trzecia – jeśli coś jest produkowane masowo i jest to żywność wysoko przetworzona, to nie jest to zdrowe. Przykład: mleko, które nie jest mlekiem. Olej, który bardziej przypomina frakcje diesla niż pokarm dla człowieka. Cukier rafinowany. Soki owocowe, które tak naprawdę nie są sokami owocowymi.

Ku przemyśleniu.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


Korporacji Nestle już podziękujemy!

Cytuj: „Z cyklu „Kto nas żywi i pielęgnuje”: obejrzałam sobie urywek dokumentalnego filmu „We feed the world” Erwina Wagenhofera. Prezes Zarządu (CEO) firmy Nestle Peter Brabeck w swej nieskończonej mądrości uświadamia nas widzów, jak to przetworzona żywność na czele z organizmami modyfikowanymi genetycznie (GMO) zrobi całemu światu dobrze oraz co on myśli na temat prawa ludzkości do… wody. Tak, tej H2O. Jakie jest zdanie pana CEO?

Na początku pan CEO autorytatywnie stwierdza: „Dzisiaj wszyscy wierzą w to, że wszystko co pochodzi od Matki Natury jest dobre. To stanowi dużą zmianę, bo wcześniej myśleliśmy, że natura potrafi być bezlitosna. Człowiek ma teraz taką pozycję, że jest w stanie dać naturze nieco równowagi. Mimo to mamy do czynienia z shibboleth (hebrajskie słowo na określenie ludzi mówiących innym językiem) mówiącymi, że wszystko co pochodzi od Matki Natury jest dobre. Weźmy na przykład ruch propagujący uprawy organiczne (w oryg. organic movement). Organiczne jest teraz najlepsze. Ale organiczne nie jest najlepsze. Po 15 latach spożywania w Usa produktów zawierających GMO nie mieliśmy do czynienia z ani jednym przypadkiem choroby z powodu ich spożywania jak do dziś. „.

Ja w przeciwieństwie do pana prezesa jestem zdania, że Matka Natura jest tak zaprojektowana, że znakomicie w swej doskonałości potrafi zadbać sama zarówno o siebie jak i o człowieka, nie potrzebuje ona człowieka „dającego jej równowagę”. Wystarczy jej nie przeszkadzać. I faktem jest, że potrafi być bezlitosna, ale jedynie dla tego, kto łamie jej odwieczne prawa. Na przykład wkładając do swojego ciała roślinki-mutanty.

Ponieważ po wysłuchaniu materiału nie wiem już teraz co pan tam wsadza do tych swoich produktów – od dzisiaj wyrzucam do śmietnika ostatni jaki walał mi się po domu (słoik z resztką Nescafe), zostawiając sobie jedynie szklany słoik. Raczej nie dam już Panu zarobić, panie prezesie. Nie ufam Panu.

Bardzo sprytnie sobie też pan CEO umyślił, że woda powinna mieć swoją cenę. Tylko wtedy docenimy jej wartość. Stwierdza, że:

  1. organizacje pozarządowe są co prawda zdania, że woda jest niezbywalnym prawem ludzkości i w związku z tym jest dobrem bezcennym, jest darem natury. Pan CEO twierdzi jednak, iż jest to jego zdaniem „pogląd ekstremalny”!
  2. Woda ma według pana prezesa niekwestionowaną wartość rynkową ponieważ jest produktem żywnościowym i tak powinna być traktowana. Pan CEO sugeruje, że on i jego firma będą dążyć do tego, aby całej ludzkości to uświadomić, bo są przecież kraje gdzie tej wody nie ma albo się ją marnuje. Nie ukrywa, iż jako CEO jest odpowiedzialny za to, by jego firma spełniała zadanie jakie każda firma spełniać musi. Tym zadaniem jest przynoszenie zysków rzecz jasna.

  3. Tylko firma przynosząca zyski jest w stanie aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów tego świata. Na przykład tworzyć miejsca pracy, dzięki którym ludzie mogą sobie kupić różne fajne rzeczy. Woda jest jedną z nich.

Wychodzi na to, że nieodzownym jest wodę traktować jak towar. No taki produkt żywnościowy po prostu. Cieszmy się, że mamy pracę i dostajemy pensję, za którą możemy zakupić sobie na przykład taki produkt żywnościowy jak woda, przy okazji docenimy jaką ma ona wartość. Chcesz się napić – przelicz ile minut musisz pracować na szklankę wody, bo za darmo to tylko dzisiaj w twarz można dostać.

Woda zdaniem pana CEO nie jest żadnym tam darmowym darem natury i to nie jest tak, że ludzkość ma do wody jakieś tam prawo. To znaczy jak zapłaci to ma. Aby zapłacić musi pracować. A pan CEO daje pracę milionom ludzi: 1, 2 miliona pracowników a każdy z nich załóżmy ma małżonka i 2 dzieci to daje razem 4,5 miliona ludzi, którzy jak mówi pan prezes „są całkowicie od nas zależni”. A jak chcesz tworzyć miejsca pracy to musisz sam pracować (na przykład produkując będącą towarem płatną wodę i tysiące innych w większości bezużytecznych dla zdrowia rzeczy, które należy wciskać ludziom drogą reklamy w TV, bo inaczej mało kto by to kupił – ale to jak się wydaje jest dla pana CEO szczegół).

Pan prezes nie bardzo poza tym wie na jakim świecie żyje, bowiem stwierdza: „Nie widzę powodu dla którego nie mielibyśmy myśleć pozytywnie o przyszłości. Nigdy nie było nam tak dobrze. Nigdy nie mieliśmy tyle pieniędzy. Nigdy nie byliśmy tak zdrowi. Nigdy nie żyliśmy tak długo jak dzisiaj. Mamy wszystko co chcemy. A mimo to chodzimy i cały czas lamentujemy”.

No właśnie – czemu lamentujemy toć przecież jest tak fajnie: mamy kupę kasy, tak dużo kupujemy, nie nękają nas żadne choroby i żyjemy aż całe nieprawdopodobne -dziesiąt lat! Wstyd, prawda?

A może tak naprawdę będzie nam się żyć dużo lepiej, zdrowiej, dłużej i szczęśliwiej bez produktów pana CEO? Jestem na to żywym chodzącym przykładem. Kto nie wierzy niech sprawdzi sam. Oto towary, które pan prezes produkuje lub czerpie z nich zyski w taki lub inny sposób i których serdecznie doradzam nie wkładać do koszyka – jedyne bowiem co można zrobić to zagłosować portfelem na takie dictum.

  1. Herbata i kawa: Nescafe, Dolce Gusto, Nestea, Caro, Rocore, Nesquik, Nescafe 3w1
  • Woda: Nałęczowianka, Dar Natury, Aquarell, Aqua Panna, San Pellegrino, Mazowszanka, Vittel, Perrier

  • Lody: Cortina, Mövenpick Ice Cream, La Cremeria, Manhattan, Kit Kat, Nesquik, Kaktus, Extreme, Häagen-Dazs, Maxibon, Gibek

  • Płatki śniadaniowe: Nesquik, Cheerios, Chocapic, Gold Flakes, Fitness, Corn Flakes, Kangus, Cookie Crips, Frutina, Cini Minis, Nesvita płatki instant w kubku

  • Kulinaria: Maggi, Winiary

  • Dla dzieci: Gerber, Bobo Frut, Nestle (kaszki, kleiki, Miśkopty, Misiowy Jogurcik) Sinlac, Nan

  • Dla zwierząt: Purina, Friskies, Dog Chow, Cat Chow, Pro Plan, Darling, Gourmet

  • Słodycze: Princessa, Kit Kat, Lion, Smarties, After Eight, Aero, Nestle Crunch, Nestle Musli, Jojo, Noir

  • Nabiał: Nesquik, Smarties, Chocapic, Nestle Fitness, Nestle Junior, sery President, Locatelli i Galbani, Jogurty Jovi i inne produkty Lactalis (produkowane w joint venture z Nestle)

  • Kosmetyki i farmaceutyki: Biotherm, Colgate Palmolive (Nestle ma joint venture 50/50), nutraceutyki Inneov, produkty farmaceutyczne Galderma

  • Źródła:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Nestl%C3%A9

    http://www.nestle.pl/pl/aboutus/marki

    Za:

    http://www.akademiawitalnosci.pl/nestle-juz-podziekujemy/#more-1188

    Cukier uzależnia 8 razy silniej niż kokaina

    Cukier uzależnia 8 razy silniej niż kokaina

    cukier i zdrowieOkazuje się, że cukier cukrowi nierówny. Była kiedyś u mnie dyskusja, w której podnoszono argumenty o tym, iż przecież miód to w większości syrop glukozowo-fruktozowy, który ma szkodliwe działanie.

    Jednak ta sama substancja zawarta w miodzie, już nie daje tak dużego skoku poziomu cukru we krwi i tak szkodliwego działania. Jak to wytłumaczyć? Substancjami towarzyszącymi? Z pewnością. Cukier zawarty w słodyczach jest czystą formą energii, która od razu jest podawana do krwiobiegu. Ta sama substancja zawarta w miodzie, owocach i warzywach, ma dużo słabsze działanie.

    W poniższym artykule obecne jest omówienie szokujących badań z użyciem neuroobrazowania mózgu, dotyczącym spożywania rafinowanego cukru. Cukier oprócz dawania krótkotrwałego uczucia zadowolenia i energii, jest blokerem procesów umysłowych. Im więcej cukru, tym mniejsza wena twórcza i większe spadki energii. Jest to związane z tym, że nasze organizmy nie są przystosowane ewolucyjnie do tak dużej podaży czystej, pustej energii.

    Wstęp: Jarek Kefir

    Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!


    Cukier uzależnia.. jak silnie?

    Cytuję: „Zbadano reakcje zachodzące w mózgu (szczególnie w rejonie nucleus accumbens czyli jądra półleżącego, odpowiedzialnego za nagrodę, przyjemność i uzależnienie) osób po spożyciu pokarmu zawierającego cukier i porównano z reakcjami tych, którzy używają kokainę.  Nie mam dla Was dobrych wieści, drodzy cukrożercy: cukier okazał się być substancją bardzo wredną – obliczono, iż uzależnia on aż osiem razy silniej niż kokaina.

    Jak donosi dr Mark Hyman na łamach The Huffington Post  eksperyment wyglądał następująco: podano dwa koktajle, jeden o niskim indeksie glikemicznym (ok. 37) oraz drugi (po kilku dniach przerwy) identyczny w smaku i wyglądzie, posiadający taką samą ilość kalorii, białka, tłuszczu i węglowodanów, ale słodzony cukrem i w związku z tym posiadający indeks glikemiczny ok. 87. Tylko ten drugi wywołał wyraźną biologiczną reakcję w mózgu każdego z uczestników. Choć oba smakowały i wyglądały dokładnie tak samo. Uczestnicy eksperymentu nie wyczuli absolutnie żadnej różnicy pomiędzy jednym koktajlem a drugim. Jednak ich mózgi doskonale tę różnicę wyczuły!

    Przypuszczalnie tak samo uzależniająco działają na nasz mózg również inne przetworzone pokarmy o wysokim indeksie glikemicznym: białe chrupiące bułeczki, krakersy, drożdżówki, pączki, chipsy czy frytki. Jak się człowiek do nich dorwie to trudno przestać, prawda?

    Z drugiej strony równie wysoki indeks glikemiczny mają suszone daktyle(IG=103), banany są niewiele lepsze (IG=72). Niewinna fasolka szparagowa ma IG=71, a pasternak (często dodawany do kupnej włoszczyzny zamiast korzenia pietruszki) aż 95. Miód ma IG=87. Czy znasz jednak kogoś uzależnionego od daktyli, miodu lub bananów ? Śliniącego się na widok fasolki szparagowej? Przeszukującego w podnieceniu lodówkę w środku nocy w poszukiwaniu choćby marnego zasuszonego kawałka pasternaku?

    Jak widać cukier cukrowi nie jest równy. Uzależniające działanie ma głównie cukier dodany. Ten wytworzony ludzką ręką. Dary natury jakkolwiek słodkie by nie były i ilekolwiek naturalnie występujących cukrów by nie zawierały – nie mają na nas działania uzależniającego. O niebo zdrowiej i bezpieczniej jest wykorzystywać do słodzenia swoich deserów daktyle  (np. zmielone na pastę) czy (tam gdzie się nie da użyć daktyli) należący do występujących w naturze polioli,erytrytol  (który ma zerowy indeks glikemiczny, nie uzależnia, nie karmi candidy, nie psuje zębów itd.).

    Jeśli zaś tkwisz w szponach cukrowego nałogu zaplanuj definitywne pożegnanie z cukrem czyli cukrowy detoks. Zrób to od ręki, od razu: zdrowie i witalność czekają!

    Autor: Marlena

    Źródło: akademiawitalności.pl

    Przygotowała: nika_blue

    E-papierosy: na pewno bezpieczne? Tego nie mówi się ludziom..

    E-papierosy: na pewno bezpieczne? Tego nie mówi się ludziom..

    Jak przy okazji każdej mody, wychodzi na jaw wiele rzeczy które w oficjalnym dyskursie są pomijane. Od dawna podnoszę alarm jeśli chodzi o e-papierosy pomimo niepochlebnych komentarzy i ewidentnych pogróżek jakie dostaje od tzw. hasbary – czyli opłacanych przez korporacje internautów.

    Zauważyłem jedną ciekawą rzecz. Gdy wchodziły na rynek i upowszechniały się papierosy, te kilka dekad temu, korporacje stosowały te same słownictwo jeśli chodzi o produkty. „Nowoczesny”, „na czasie”, „w porządku”, itp itd.

    W internetowych sporach e papierosów zaczęli bronić tak zwani racjonaliści naukowi, często z zacięciem i wbrew oczywistym faktom. To również nie uszło mojej uwadze. Argumentują oni wręcz, że wszyscy którzy przestrzegają przed zgubnymi skutkami e-papierosów, lobbują na rzecz koncernów tytoniowych.

    Nie biorą oni, w 100% świadomie, pod uwagę tego, że jest to dalsze podtrzymywanie nałogu – uzależnienia od nikotyny. Doświadczenie uczy mnie, że wielu ludzi palących e-papierosy i ta i tak sięga po tradycyjne, dymne papierosy. Wielu z nich ma w domu zresztą oba rodzaje papierosów.

    Życie niesie różne sytuacje – a to papierosem poczęstuje kolega w pracy, a to dwie paczki pójdą na sobotniej imprezie, gdzie kopci się jak smok, a to jakieś nieoczekiwane wyjście czy wyjazd, gdzie zabranie ze sobą e-papierosa było niemożliwe, bądź osoba paląca go zapomniała.

    Zróbcie taki eksperyment: wpiszcie w google grafika frazę: „e papierosy szkodliwość„. Co się Wam wyświetli? Kilka grafik o szkodliwości.. tradycyjnych papierosów, dwie czy trzy grafiki o nieszkodliwości e papierosów i dziesiątki reklamówek z roznegliżowanymi kobietami, zachęcające właśnie do kupna e-papierosów. Można o tym mówić, ale w jedynie słusznym tonie? Jak na razie tematyka szkodliwości e-papierosów wciąż nie przebija się do oficjalnego dyskursu debaty publicznej, a szkoda.

    Wstęp: Jarek Kefir

    Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

    e papierosy szkodliwe

    .

    Bezpieczne e – papierosy? Czyli o czym się nie mówi

    Cytuję: „Lanserski, bezpieczny, nie uzależnia, nie szkodzi innym. Z debaty naukowo-społecznej wyłania się jednak inny obraz, a aktualny pozostaje tylko przymiotnik lanserski. Choć e-papierosy opatentowano już w latach 60. ub. wieku, moda na nie trwa od kilku lat. Sięgnęło już po nie ponad 300 tys. Polaków i co miesiąc liczba ta wzrasta o kilkanaście tysięcy.

    Gdy na początku tego roku polscy naukowcy po raz pierwszy przedstawiali szerokiej opinii publicznej dane naukowe na temat wpływu e-palenia na ludzkie zdrowie, wydawało się, że nareszcie mamy dobrą alternatywę dla tradycyjnych papierosów. Profesor Andrzej Sobczak z Zakładu Chemii Ogólnej i Nieorganicznej Wydziału Farmaceutycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz Zakładu Szkodliwości Chemicznych i Toksykologii Genetycznej Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu przekonywał na konferencji prasowej, że e-papieros jest zdrowszy, ponieważ nie zawiera substancji rakotwórczych jak benzen, toluen czy wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne.

    Znikać ma też problem biernego palenia, gdyż jak wykazali współpracownicy badacza — ilość nikotyny w powietrzu w bezpośrednim sąsiedztwie e-palacza jest 10 razy mniejsza niż w towarzystwie tradycyjnych palaczy. Badania sfinansował… właściciel dużej międzynarodowej sieci handlowej zajmującej się sprzedażą e-papierosów. Warto wiedzieć, że na świecie toczy się dyskusja dotycząca legalizacji e-palenia oraz jego wpływu na zdrowie. W niektórych krajach sprzedaż e-papierosów jest zabroniona, w innych są traktowane wręcz jako wyrób farmaceutyczny. Czy zatem e-papieros to rozwiązanie dla problemu palenia, czy może raczej jego spiętrzenie?

    Narkotyk w czystej postaci

    Inne wyniki badań niż polscy badacze uzyskali francuscy naukowcy, którzy pod lupę wzięli 10 różnych rodzajów e-papierosów. Co najmniej trzy z nich okazały się tak samo rakotwórcze jak tradycyjne wyroby tytoniowe. Znaleziono w nich m.in. silnie trujący formaldehyd. Według francuskich badaczy bierni e-palacze wcale nie są mniej narażeni na toksyny niż w przypadku klasycznego dymka. Także badania naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside, którzy badali pięć marek e-papierosów, wywołały wątpliwości co do ich jakości i kwestii wpływu na zdrowie.

    Wątpliwości co do szkodliwości e-palenia nie ma dr Rafał Babiak, lekarz prowadzący program punktu antynikotynowego i informacji o uzależnieniach finansowany przez gminę Wrocław: „E-papierosy są groźniejsze, bo w wydychanym dymie są o wiele mniejsze cząsteczki niż w dymie z tradycyjnego papierosa. Jest tam nikotyna, która przenika głęboko do organizmu i trwale uzależnia. Dym z e-papierosa jest mniej widoczny, ale właśnie za sprawą wielkości drobin. A substancji szkodliwych zawartych w nim, np. smakowych, które przy podgrzaniu są szkodliwe, jest podobnie dużo jak w tradycyjnych wyrobach tytoniowych”.

    Dodaje, że w e-papierosach groźne jest przede wszystkim wysokie stężenie nikotyny i to, że można zaciągać się nią bez ograniczeń. Taki papieros właściwie nigdy się nie kończy, a nałogowy palacz może wciągnąć naraz ilość nikotyny odpowiadającą 10 paczkom papierosów – wyjaśnia. Najsilniejszy kartridż zawiera ilość nikotyny na 300 zaciągnięć, papieros – na 15 wdechów. „Znam opracowanie z Grecji, które dowodzi, że e-papierosy są o wiele bardziej szkodliwe dla zdrowia niż zwykłe przez zawartą w nich dużą ilość nikotyny, która głęboko wnika w organizm” – dodaje dr Babiak.

    Nikotyna to silnie uzależniający alkaloid, bardziej szkodliwy nawet od niektórych narkotyków. Pobudza, rozszerza źrenice, zwiększa poziom adrenaliny. Może zablokować układ nerwowy. Lista dolegliwości jest długa: od zawrotów głowy i bólów mięsni, przez arytmię serca i nadciśnienie, po trwałe uszkodzenia mózgu i atak serca.

    „Nie wiadomo, jakie dawki nikotyny są z e-papierosów emitowane do płuc. Niewiadomo, czy ta zawartość nikotyny rozkłada się równomiernie. Wyniki dotychczasowych badań prowadzonych w innych krajach nie są jednoznaczne – przyznaje prof. Sobczak. Dodaje, że podczas podgrzewania zawartości kartridża e-papierosa, tak aby powstał aerozol, z substancji tych mogą uwalniać się związki rakotwórcze.

    Wątpliwości co do szkodliwości e-papierosów nie mają hiszpańscy naukowcy i lekarze. Z badań Hiszpańskiego Towarzystwa Pneumonologów i Chirurgów Klatki Piersiowej (SEPAR) wynika, że osłabiają one siłę przesyłu powietrza przez drogi oddechowe i mogą wywoływać zmiany w płucach. „Elektroniczne papierosy w krótkim czasie mogą być szkodliwe dla stosujących je osób, przyczyniając się w podobnym stopniu jak zwykłe papierosy do zmian wewnątrz płuc i choroby nowotworowej” – oświadczyła Sonia Joaniquet z SEPAR. Badanie przeprowadzone na zdrowych palaczach oraz osobach niepalących wykazało, że 10-minutowe palenie papierosa elektronicznego osłabia siłę transportowania powietrza przez drogi oddechowe.

    Pułapka dla młodych

    Niewątpliwą zaletą e-papierosa jest to, że pomija etap spalania tytoniu, podczas którego powstaje m.in. silnie rakotwórcza nitrozoamina. Ale i tu może pojawić się problem, bo niektórzy producenci dodają do wkładów podobną substancję, która potem wydychana jest przez palacza w postaci pary wodnej. W elektronicznych papierosach nie ma natomiast kilku tysięcy różnego rodzaju substancji chemicznych, jakie powstają przy paleniu tradycyjnych „fajek”, a z których kilkadziesiąt stanowią związki silnie toksyczne dla organizmu jak tlenek węgla, smoła, fenol i substancje kancerogenne. Zwolennicy e-palenia dodają, że nie zagraża pożarem, nie wytwarza popiołu, nie śmierdzi ciało, ubranie czy pomieszczenie, a zęby nie żółkną. Ma też pomagać w walce z nałogiem – i tu zaczynają się schody, bo okazuje się, że do nałogu często prowadzą..

    Z opublikowanych przez pismo „American Journal of Preventive Medicine” badań sondażowych w Australii, USA i Wielkiej Brytanii wynika, że 80 proc. młodych palaczy stosowało w przeszłości e-papierosy. Nastolatki sięgają po nie, traktując jako element młodzieżowego lansu. Z badań prof. Sobczaka wynika, że pali lub paliło je 20 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych i studentów w miastach wojewódzkich. Choć nieletni nie może legalnie kupić papierosów, te elektroniczne – mimo że zawierają nikotynę – jak najbardziej.

    Ustawa o ochronie zdrowia przed następstwem używania tytoniu i wyrobów tytoniowych nie odnosi się do e-papierosów, bo nie funkcjonują one w katalogu wyrobów tytoniowych. Ich przyjemny smak (liqiudy mogą mieć np. smak owocowy, orzechowy, waniliowy, miętowy, tiramisu, czekoladowy, karmelowy, truflowy, whisky, brandy) i brak gryzienia w gardle nie odrzuca od palenia – jak często bywa w przypadku spróbowania przez młodych ludzi tradycyjnych papierosów. A wdychanie czystej nikotyny – jednej z najbardziej uzależniających substancji psychoaktywnych – szybko prowadzi do nałogu.

    Wielu palaczy tłumaczy, że e-palenie to środek zastępczy, który ma ułatwić rzucenie palenia. Zdaniem terapeutów wcale tak nie musi być, bowiem elektroniczne papierosy mogą zawierać dwukrotnie większą dawkę nikotyny niż np. popularny w terapii antynikotynowej inhalator. Nawet w tych reklamowanych jako beznikotynowe znajdują się spore dawki nikotyny. Według dr. Babiaka choć niektórzy rzucają palenie tytoniu po e-papierosach, to dzieje się to tak samo rzadko, jak w przypadku tradycyjnych palaczy. Światowa Organizacja Zdrowia stoi na stanowisku, że wobec braku kompleksowych badań, włącznie z klinicznymi, producenci e-papierosów nie powinni ich reklamować jako skutecznych środków nikotynowej terapii zastępczej.

    Autor: Katarzyna Lewkowicz-Siejka

    Źródło: eioba.pl

    .

    jarek kefir

    Czy wiesz, że możesz wspomóc finansowo moje inicjatywy uświadamiające? Jest to forma wdzięczności za moją pracę i treści, które były dla Ciebie pozytywne i coś dobrego Ci dały. 🙂 Wsparcie umożliwia też zachowanie niezależności mojej strony.

    Na konto bankowe:
    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna

    Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282

    Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

    Nowe modyfikowane genetycznie szczepionki to biologiczna katastrofa

    Nowe modyfikowane genetycznie szczepionki to biologiczna katastrofa

    szczepienia zapobieganie chorobomFragment wywiadu pani Anite Petek – czy nowe, eksperymentalne szczepionki GMO są większym zagrożeniem niż te stare?

    Obecnie w Polsce mamy w sprzedaży kilka szczepionek produkowanych metodą modyfikacji genetycznych. Do jednej z nich należy okryta złą sławą szczepionka na HPV. Jej tematyka była wiele razy podnoszona na mojej stronie.

    Obecnie powoli wprowadza się zalecenia, by na HPV szczepić wszystkich jak leci, do 35 roku życia, także chłopców i mężczyzn. I to pomimo tego, że szczepionka ta ma udokumentowane działanie powodujące bezpłodność i zaburzenia neurologiczne.

    Potem wprowadzi się zalecenia, by szczepić wszystkich, bez względu na wiek. Miałem kiedyś ciekawy komentarz na swojej stronie. Był on napisany przez kobietę, która miała udokumentowaną infekcję wirusem HPV, choć jeszcze nie raka. Lekarz zalecał oczywiście jak najszybsze szczepienie na HPV.

    Pytanie tylko, po co szczepienie, gdy wirus jest już obecny w organizmie? Przecież to pod względem logiki nie ma żadnego sensu, bo szczepionka nie jest lekiem, ale czymś, co ma, oczywiście tylko w teorii, zapobiegać. Bo z tym zapobieganiem to jest naprawdę różnie.

    Faktem jest, że im więcej szczepionek HPV sprzeda dany lekarz, tym większy „grant” dostanie od firm farmaceutycznych. Korupcja jak i zakopywanie swoich pomyłek dwa metry pod ziemią od dawna są wpisane w zawód lekarza. Mówi się, że: „lekarz mało zarabia, ale dużo wydaje”. W świecie, gdzie korupcja w medycynie jest całkowicie legalna, to stare, polskie przysłowie nabiera zupełnie nowego sensu.

    Lekarz proponuje Ci dodatkowe szczepienie, badanie, jakiś drogi lek? Wiedz, że jak się zgodzisz, prawdopodobnie zafundujesz mu wakacje pod palmami na Malediwach – ulubionym miejscu wypoczynkowym polskich lekarzy. Taki lekarz może wspomni o Tobie raz czy dwa razy, między piciem kolejnego drinka z palemką a seksem z panią o czekoladowej skórze. Zawsze z politowaniem..

    Wstęp: Jarek Kefir

    Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

    szczepienia medycyna nauka szczepienia-dzieci____________________________________________________________

    Nowe szczepionki GMO to biologiczna katastrofa!

    Cytuję: „W zasadzie można zacząć od założenia, że każda szczepionka, która jest nowo opracowana, od teraz i w przyszłości, zawsze będzie genetycznie zmodyfikowana – również nowa szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy (HPV) jest genetycznie zmodyfikowana. Tak więc, od teraz i w przyszłości szczepienia nie będą wytwarzane w żaden inny sposób..

    Nasz przemysł farmaceutyczny jest zdania, że ta ​​technologia pozwala lepiej manipulować i kontrolować metody produkcji, co w rezultacie daje rzekomo “czystsze” szczepionki. Problem tej całej technologii jest taki, że nasz przemysł farmaceutyczny nie wie, co robi – nie wiemy, co dzieje się w nas i co gorsza – przemysł farmaceutyczny, a także naukowcy nie wiedzą, do czego to doprowadzi.

    Szkody, które są powodowane nie będą widoczne u dzieci lub u tych z was, którzy się zaszczepili teraz, tylko jest to przekazywane do następnego pokolenia i przyszłych pokoleń. A dopiero kiedy te szkody będą dopiero tak ogromne i tak oczywiste dla nas, powrót już nie będzie możliwy, a cała ta sprawa będzie wtedy już znana jako biologiczna katastrofa.

    Ten film to fragment wykładu “Szczepienia – Sens czy Nonsens” prowadzonym przez szwajcarską przeciwniczkę szczepień, szefową organizacji AEGIS – Anite Petek, która niestety zmarła dnia 06.09.2010 roku:

    Źródło: http://nonx.pl/nowe-szczepionki-gmo-to-biologiczna-katastrofa/