Kategoria domyślna

Dlaczego nie możesz schudnąć? Ukrywana tajemnica diet i zdrowego żywienia

Tajemnica skutecznego odchudzania bez efektu jojo

Tematyka diet, odchudzania, zdrowego odżywiania, unikania toksyn i „eko” stylu życia bije wszelkie możliwe rekordy popularności. Wszyscy wiemy że różnych modeli żywienia jest dużo i ciągle przybywają nowe. Jedni zalecają odstawienie glutenu i laktozy. Inni mówią, że to jednak mięso jest najszkodliwsze a nie zboża, i promują wegetarianizm. Jeszcze inni kładą nacisk na to, że wegetarianizm też jest błędny, bo mleko, jaja i sery też są szkodliwe. Więc weganizm, i to najlepiej jego radykalna forma – witarianizm (raw). Ale nagle, ni z gruchy ni z pietruchy wyskakują zwolennicy diet super-mięsnych, czyli paleo czy diety Kwaśniewskiego. I mówią że podstawą diety powinny być niemal wyłącznie białka i tłuszcze.

Nosz kurwa jego mać, zgłupieć można, prawda? Bo dochodzi do tego szereg innych diet i dietek. W tym na pewno znasz mnóstwo ludzi, którzy na typowej polskiej diecie (nomen omen, chyba najgorszej diecie cywilizowanego świata..) czują się milion razy lepiej niż mnóstwo osób chuchających i dmuchających na swoje zdrowie. Od wielu lat uderza mnie jeden, powtarzający się schemat. Jest sobie taki typowy samiec, cham, ekstrawertyk, wyszczekany na maxa. Żre dokładnie to, co szkodzi – mięcho, gluten, mleko, żywność wysoce przetworzoną, cukier. Ani żadne aspartamy ani glutaminiany sodu i z 10.000 innych trucizn spożywczych mu nie straszne.

Mało tego! Żołądek traktuje jak zlew wlewając w niego hektolitry alkoholi, nochalem kurzy góry koksu wielkości Mount Everest, o trawie, kawie, papierochach czy innych tego typu nawet nie wspominając. I nic a nic mu się nie dzieje. Ba! Ma milion razy więcej energii, śmiałości, ekstrawertyzmu i kreatywności, niż wielu zlęknionych ludzi, którzy robią dosłownie wszystko, co zalecają wszelcy guru fitness, eko, dietetyki. Nosz kurde, to jest niesprawiedliwe! Ja się tak nie bawię! Chciałoby się rzecz. Jest to jednak dylemat znacznie szerszy, któremu poświęcę tutaj zaledwie dwa skromne akapity, choć opisywałem go już w wielu artykułach.

W poprzednim felietonie o tym, dlaczego diety odchudzające nie działają, pisałem o roli i sile podświadomości. No nie bójmy się tego faktu powiedzieć wprost – diety, cholera, nie działają, nie odchudzają. Jakaś złośliwa siła sprawia, że efekty są marne. Że nawet gdy za dnia zjemy musli i wegańskie smoothie, to wieczorem w przypływie szału wpierdolimy to, co zostało w lodówce. Czyli pół kilo frytek, dwa filety rybne, osiem pączków, dwie kanapki z serem i szynką.. I do tego butelka szkockiej whiskey, by zdusić ból istnienia spowodowany złamaniem diety. Kolejny przykład – po miesiącach katorgi chudniemy te kilka kilo, i w ciągu kolejnych miesięcy wracamy do poprzedniej wagi, najczęściej z nawiązką.

Pytanie: dlaczego diety odchudzające nie działają, jest takim samym na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnym dylematem ludzkości, jak pytanie, czemu jest tyle zła na świecie. A tymczasem odpowiedź na oba te pytania jest, i jest prostsza niż myślisz. Poniżej moja próba odpowiedzi na każde z tych dwóch pytań:
Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..

Kluczem jest tutaj siła zwana podświadomością. Gdy przechodzisz na dietę z przymusu, gdy odmawiasz sobie ukochanych przyjemności, gdy zmuszasz się do jedzenia obrzydliwych „zdrowych” rzeczy, to uruchamiasz bardzo destrukcyjny program w podświadomości. Nosi on nazwę: „przetrwanie i oszczędzanie energii i kalorii za wszelką cenę„. Nie ma tych smacznych rzeczy, nie ma przyjemności z jedzenia, są za to jakieś wegańskie smoothies… Które, no nie oszukujmy się – smakują jak smakują. Podświadomość zaczyna myśleć, że właśnie zaczął się niedobór żywności, a więc głód – dlatego musisz jeść obrzydlistwa.

A ewolucyjnie głód i niedobór pożywienia jest największą możliwą traumą jaką zna ludzka podświadomość. Przez długie eony czasu non stop brakowało pożywienia, a głód zbierał miliony milionów ofiar. Podświadomość więc, po przejściu na niedobro-obrzydliwą dietę, myśli, że zaczął się głód. Bo przecież ukochanych, smacznych potraw już nie ma. Więc włącza program oszczędzania energii. Na takiej diecie nie tylko nie schudniesz, ale możesz wręcz przytyć. Jest to bowiem robienie czegoś… wbrew sobie. Tak naprawdę Ty NIE CHCESZ przechodzić na tę dietę, nie chcesz katować się ograniczeniami i potrawami, które wywołują odruch wymiotny. Robienie czegokolwiek wbrew sobie prowadzi zawsze do tego samego. Daje skutek odwrotny od zamierzonego i przynosi życiową katastrofę.

Jest to uniwersalne prawo – właśnie jedno z praw rządzących światem. Dotyczy ono absolutnie każdej człowieczej działalności. Jeśli cokolwiek robisz wybitnie wbrew sobie, to przyniesie Ci to tylko zgubę. Jeśli poruszasz się w środowisku snobów i zmuszasz się do słuchania z nimi muzyki metalowej, bo każda inna to przecież „gunwo” – to odchorujesz to, prędzej czy później. Jeśli partner zmusza Cię do posiadania dzieci – to zniszczysz co najmniej trzy życia: swoje, partnera i powołanych do życia dzieci. Studiowanie kierunku którego nie znosisz, a który „wypada” lub jest prestiżowy – może doprowadzić Cię do skrajnego wyczerpania i totalnej depresji.

Co można więc zrobić? Nie przechodź na żadną dietę, ale.. zmień styl życia, na trwałe. Nie miej za celu odchudzania, ale miej na celu.. zdrowie. W nowym stylu życia poszukaj takich posiłków, przekąsek, pokarmów itp, które są autentycznie smaczne. Choć nie muszą one być aż tak zdrowe i eko. I od czasu do czasu pozwól sobie na tę cholerną czekoladę, czy inną mało zdrową przyjemność. Korona Ci z głowy nie spadnie, jeśli dwa razy w tygodniu zjesz kilka kostek czekolady. Styl życia w 100% eko i w 100% zdrowy praktycznie nikomu jeszcze się nie udał. Żyjemy na Ziemi, tej Ziemi, a nie w jakiejś pierdolonej utopii.

Zwrócę tutaj uwagę także na inny szczegół. Kiedyś wysnułem śmiałą, i nie do końca prawdziwą teorię o tym, jaka jest najzdrowsza i najskuteczniejsza dieta świata. Ta dieta to.. wysokie zarobki, lub chociaż normalne zarobki, które w Polsce ma może 10% społeczeństwa. Wtedy Cię po prostu stać na dietę. Wybierasz sobie dietę bezglutenową, bezmleczną, może paleo, może dietę Kwaśniewskiego, może też weganizm czy inny -sranizm.. I tak naprawdę to nie dieta Cię leczy, ale.. podświadomość, pozbawiona lęku przetrwania.

Lęk przetrwania jest związany z lękiem śmierci, i jest najpotężniejszym lękiem jaki zna Ziemia. Jest też najpotężniejszym ziemskim czynnikiem ograniczającym, niszczącym i.. kontrolującym społeczeństwa i narody. To z lęku przetrwania bierze się praktycznie całe zło zadawane jednej istocie przez druga. Bo skoro zasobów jest za mało i nie starczy dla wszystkich, to zaraz pojawia się pokusa, by wyrządzać zło innym istotom w celu gromadzenia tych zasobów.

Oczywiście, nie zwalnia to nas z dbania o zdrowie. Bo jest też druga strona medalu – miliarder Steve Jobs, pozbawiony lęku przetrwania, który zmarł na raka. Trzeba osiągnąć pewną równowagę. Zwracam uwagę, jak ważna jest rola nie tylko tego, co wrzucamy do żołądka, ale także tego, co wrzucamy do swojej psychiki. Jakie informacje, książki, filmy, muzykę przyswajamy. Z jakimi ludźmi przebywamy. Nie żresz glutenu, aspartamu, mięsa, alkoholu i innych świństw, i to jest dobre, pochwalam i popieram. Ale czy równie skrupulatnie zwracasz uwagę czym „karmisz” swoja psychikę i umysł?

Autor: Jarek Kefir

Witaj. 🙂 Moja strona utrzymuje się z darowizn czytelników. Nie organizuję szemranych warsztatów, na których mówi się o czarach-marach, cudach niewidach i jeszcze trzeba za to płacić. Wolę walić prawdę prosto z mostu, nie pasjonuje mnie oszukiwanie ludzi. Szerzę świadomość i wiedzę na tyle, na ile mogę, i mam nadzieję, że przyniesie to coś dobrego. Nie wprowadzam żadnych płatnych treści. Chcę, by moje publikacje były dostępne dla każdego, nawet dla biednych osób. Jeśli cenisz moją pracę, to możesz wspomóc moje publikacje finansowo.

Możliwości wsparcia moich publikacji:

➡️ Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16102047950000910201396282
Tytułem: Darowizna

➡️ Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

➡️ Na Pay Pal: Kliknij poniższy link:
https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?cmd=_s-xclick&hosted_button_id=QFQ8UFRVAKUCG

26 odpowiedzi »

  1. Niemało książek napisano już o odchudzaniu się. Powiedziałbym nawet, że jest ich za dużo. Zbyt wiele aby zwykły człowiek znalazł tą najwłaściwszą metodę dla siebie. Aby mógł nareszcie zrzucić z siebie kilka, czy kilkanaście kilogramów nadwagi. Skąd mamy wiedzieć, że mamy jakąkolwiek nadwagę? Metoda jest prosta. Mierzymy nasz wzrost w centymetrach. Norma jest wówczas, gdy nasz wzrost w centymetrach ponad sto odpowiada liczbowo kilogramom masy naszego ciała. Praktycznie tu na Ziemi zamiast terminu masa używamy słowa waga. A zatem wagę ciała mierzymy w nieużywanej już dziś mierze w kilogramach siły, czyli wagi kilograma masy na powierzchni Ziemi.

    Jest tu zdrowotna granica tolerancji wagi ciała i wynosi 10 kilogramów.
    Znaczy to, że możemy mieć o 10 kG za dużo lub za mało w stosunku do wagi odpowiadającej naszemu wzrostowi. Wszystko co jest poza tą granicą jest uważane za nadwagę lub też za niedowagę.

    Wagę jest trudno zrzucić przy towarzyszących nadwadze chorobom. Podobnie jest niebezpiecznie zbyt szybko odchudzać się będąc w starszym wieku. Powstaje pytanie co mamy robić, aby skutecznie schudnąć? I aby owo odchudzanie nie powodowało szybkiego powrotu do poprzedniej nadwagi zwanego zjawiskiem jo jo.

    Cały nasz błąd tkwi w tym, że nasz organizm zwykle nie wie, że zaczynamy się odchudzać. Jak już to napisał Jarek nasz organizm to odchudzanie traktuje jako wielki niedobór pokarmowy.

    Ja odniosę się do wpływania na nasz Umysł. Przekonanie go do zrzucenia nadwagi spowoduje trwałe utrzymywanie nowej wagi. A zatem musimy jasno i wyraźnie dać znać naszemu Umysłowi, że ta obecna waga ciała będzie utrudniać nam nasze życie, a dla naszego Umysłu będzie czynnikiem zaburzającym jego dobrostan.

    Tylko przekonany całkowicie Umysł może szybko i łatwo skłonić nasze ciało do zrzucenia zbędnych dla niego kilogramów nadwagi. Inne diety, inne metody nigdy nie dadzą nam trwałej utraty nadwagi.

    Polecam również metodę odchudzania według Evelyn Monahan.

    A może ktoś z Was poleci nam tu jakąś inną nieznaną nam metodę?

  2. Piszesz tu Jarek, że jedni stosują wymyślne diety i zaczynają nagle chorować. Najczęściej chorują ci ludzie, którzy stosują profilaktykę zdrowotną i jedzą tylko produkty powszechnie uważane za prozdrowotne. A zatem zdrowo się odżywiają. Dlaczego zatem chorują?

    Chorują po pierwsze dlatego, że odżywiając się ich zdaniem zdrowo ciągle myślą o tym, że teraz nie zachorują. Podświadomość nasza nie rozumie słowa ,,nie” i niejako pomija to słowo. A zatem zwrot ,, nie zachoruję” Podświadomość tłumaczy sobie na ,,zachoruję”. Zwrot ,,nie zaszkodzi” odczytuje jako ,,zaszkodzi”.

    Albo mówimy sobie, że jedząc określone produkty będziemy zdrowi. Nasz Umysł odczytuje te myśli jako ,,jesteśmy chorzy”, bo tylko człowiek chory myśli o tym, że będzie zdrowy. Poza tym jest to myślenie życzeniowe. My myślimy że będziemy zdrowi. Dla naszego Umysłu, ani dla naszej Podświadomości nie są to dyrektywy do wykonania, a jedynie nasze pobożne życzenia. Ot, typu ,,obiecanka cacanka”.

    Opisany przez Ciebie Jarek typ wcale nie myśli o swoim zdrowiu. On podświadomie wie, że cokolwiek by nie jadł, to i tak będzie zdrowy. Jak w bajce ,,O Bartku doktorze”, który jak by nie leczył pacjenta to ten i tak zdrowiał. Po prostu przeznaczeniem takiego fagasa jest być zdrowym. Dlaczego? Przypuszczalnie jego karma jest karmą zdrowia. Ale gdy się zanieczyści ponad wszelką miarę i on zacznie kiedyś chorować. Karma zdrowia wypali się w nim przed czasem zgonu.

    Są też tak zwane ,,plany przednarodzeniowe”. To właśnie tam planujemy sobie nasze następne wcielenie. Nasze Istnienie /nasza cząstka Istnienia/ pragnie doświadczyć jakiejś choroby i także dlatego chorujemy mimo diety prozdrowotnej.

    Nie ma żadnej kary za dobre, czy za złe uczynki. Są tylko odpowiednie kreacje. To my sami piszemy ciągle scenariusz naszego żywota. Mamy jedynie pewne wytyczne z planu przednarodzeniowego, a resztę kreujemy na bieżąco.

    Nasza kreacja składa się zatem z: kreacji bieżącej, kreacji karmicznej, kreacji naszych projektów przednarodzeniowych, kreacji naszego Istnienia i wielu innych nieznanych mi bliżej składników wpływających na naszą kreację bieżącą.

    A wpływ tak zwanych wahadeł? Jest czy nie jest skuteczny? Myślę, że jest on wyolbrzymiany. Atakując na przykład KRK będąc teraz lub kiedyś członkiem KRK nadal podświadomie wierzysz, że za to spotka Ciebie kara Boża. Albo prościej rzecz ujmując zemsta tego mściwego egregora KRK. Zaczynasz zatem bać się owego egregora. Nadajesz mu w Twoim Umyśle olbrzymią moc. Wciąż podświadomie myślisz, że taki egregor Ci zaszkodzi. Popadasz w nerwicę. I od razu sam sobie projektujesz ową zemstę egregora KRK.

    Nie wierzysz mi? To dokładnie popatrz sobie na zachowanie się pewnego pana, który już wprost atakuje KRK. Zauważysz, a przynajmniej ja sam zauważyłem, że ten pan będąc na antenie zachowywał się dziwnie nerwowo. Sprawiał wrażenie jakby się bał owego egregora KRK. Jeśli tego pana uraziłem, to już tu z góry przepraszam.

    Ja piszę jedynie to co widzę. Opisuję moje subiektywne odczucia osobiste. Także opisałem, to co odczułem podczas pana telewizyjnego występu. Nie będąc psychologiem mogę się mylić. Jedno wiem na pewno. Wojna z egregorem to nie przelewki. A egregor KRK jest najbardziej mściwym egregorem ze wszystkich poznanych przeze mnie egregorów.

  3. Dodałbym jeszcze krótką modlitwę przed każdym posiłkiem albo po jak się zapomni ;): ” niech błogosławiony będzie ten pyszny posiłek a jedzenie które daje mi tyle przyjemności i frajdy da energię mojemu ciału, niech buduje silne mięśnie kości i sprzyja zdrowiu, smacznego!” No i jeszcze ważne jest wyobrażenie o sobie, wyobrażajmy sobie siebie zdrowymi, silnymi i zgrabnymi a takimi będziemy się stawać.

  4. Ta hipoteza z podświadomym bronieniem się przed głodem ma sporo sensu. Być może właśnie na tym polega tajemnica odnośnie tego, dlaczego diety tak często nie działają.
    Z książek polecam jeszcze „Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” Udo Pollmera. Autor ma większości absolutną rację i pokazuje, jak na rzekomo zdrowym jedzeniu robi się po prostu pieniądze. No i mistrzowsko rozprawia się z mitem o szkodliwości cholesterolu.

  5. GMOsiu zgadzam się z Tobą w 100% ,ja jem tylko to na co mam w danej chwili ochotę, bo to znaczy, że mój organizm w tym momencie tego potrzebuje, jestem zdrowa i wesoła, no chyba , że mnie czasem ktoś lub coś wkurzy, na ogół jest w porządku. Ja też porównuje dzisiejsze czasy do PRL-u i stwierdzam, że pomimo wielu utrudnień żyło się o wiele spokojniej niż dzisiaj, na pewno nie było tyle osób z depresją, a randki były romantyczniejsze niż dzisiaj :D, no i pijaństwa też nie było takiego jak dziś, nie mówiąc już o pigułkach gwałtu. Ale to se ne wrati 😀

    Pozdrawiam serdecznie

    • Co do romantyzmu – było go znacznie, znacznie mniej, kobieta nie miała praktycznie nic do powiedzenia. Były to twarde i bardzo często okrutne, konserwatywne czasy. Facet? Też wyboru za bardzo nie miał – praca 10 h na dobę 6 dni w tygodniu przy maszynie, kościół, zero seksu przed ślubem, a dzieci – obowiązkowo.

      A pijaństwo było dziesiątki razy większe niż dziś. Przed pójściem np na hutę robotnik wypijał o 5 rano (sic!) dwie szklany bimbru 60%, a jego żona np szwaczka – jedną. Potem w pracy, potem relaks po pracy, potem obiad i na dobre spanie. Wiele opracowań, książek i filmów poświęcono legendarnemu wręcz pijaństwu w czasach PRLu.

      Od zawsze to powtarzam i kładę nacisk – zastanówcie się nie dwa i nie trzy, ale dziesięć razy zanim pochwalicie jakiekolwiek „stare dobre czasy” 😉

      • Jarek nie wiem od kogo masz takie wiadomości, bo przecież nie są to Twoje obserwacje, urodziłeś wszak już po PRLu lub w jego końcówce i to tej lekko zmodyfikowanej. Ja żyłam pracowałam, dorabiałam się wszystkiego od podstaw, pomału w miarę możliwości , nie obracałam się i nie widziałam w moim zakładzie żadnego pijaństwa. Jeżeli pracowało się w godzinach nadliczbowych, co było rzadkością, to wypłacano dodatkowe wynagrodzenie.
        Kobiety na pewno miały dużo do powiedzenia, to one prowadziły dom i wychowywały dzieci. Ja żyłam w tamtych czasach i nie narzekałam, wiele mi się nie podobało. Cóż z tego ,że to zmieniono, kiedy zmieniono na gorsze, i powiem Ci Jarek, że nie chciałabym pracować dla dzisiejszych pracodawców, dobrze, że miałam możliwość skorzystania z wcześniejszej emerytury. Nie ważne jednak jest w jakich czasach przyszło nam żyć, ważne jest aby umieć wybierać dla siebie i rodziny to co z nami współgra.
        Po prostu trzeba umieć się cieszyć tak z małych jak i z dużych rzeczy, malkontentom zawsze będzie żle, mam takiego w rodzinie i widzę jak się męczy takim życiem.
        Na zakończenie powiem Ci, że nie chwalę tamtych czasów, ani nie potępiam, przyszło mi to wszystko przeżyć, aby dzisiaj móc na spokojnie porównać tamten i obecny okres , mnie było i jest „spoko” :D.
        Wszak sam wiesz, że ja zawsze twierdzę, to każdy z nas tworzy swój świat, jakim chce go widzieć , ja stosuję w życiu metodę WZOO, czyli
        wymyśl – zaprojektuj – oczekuj – odbierz, warto spróbować. 😀

      • ==Przed pójściem np na hutę robotnik wypijał o 5 rano (sic!) dwie szklany bimbru 60%, a jego żona np szwaczka – jedną.==

        To je nemożliwe, po takim strzale z miejsca sen.
        Opisujesz Polskę w PRL-u?

        • Z tymi dietami wkleiło mi się nie tam, gdzie trzeba. 😀

          ,, Co do romantyzmu – było go znacznie, znacznie mniej, kobieta nie miała praktycznie nic do powiedzenia. Były to twarde i bardzo często okrutne, konserwatywne czasy.”

          Co ty, Jarku, za bzdury wygadujesz? No, chyba że pompujesz do dętki dyskusyjnej 😀

          Pokaż mi ,,większą romantyczność” dzisiejszych czasów.
          Może wśród debili z komórką w dłoni, goniących po ulicach i polach jakiegoś z d… wziętego stworka?
          Może w samotnym, zdołowanym nastolatku, spędzającym większość twórczego życia przed kompem?
          A może w dorosłym zapieprzającym dla korpo po 12 h dziennie, albo w kobiecie z pampersem, siedzącej przy kasie w soboty i niedziele?

          Słusznie piętnujesz anomalie dzisiejszych czasów, ale wskaż w nich też to co jest romantyczne, prawdomówne, uczciwe, nierywalizujące, honorowe i poza gonitwą szczurów donikąd.
          Jak wychodzi bilans?
          Ponoć mamy Duszę, która przy użyciu planu fizycznego pragnie się rozwijać.
          Dusza ma w dupie systemy, ideologie, religie, rozwój cywilizacyjny, naukę, technikę i zagadżetowanie elektroniką.

          Dusza dla swej pracy potrzebuje stanów wdzięczności, doceniania, współodczuwania, skromności, przebaczania(we własnym interesie), zrozumienia, dzielności inicjowanej odwagą.
          A priorytetem dla Duszy jest cisza, spokój, wewnętrzna radość człowieka, niczym nie poganiana i niezaśmiecana myśl.
          Mamy to dziś?
          Na potrzebę chwili wspomnę muzykę uwrażliwiającą człowieka.
          Dla przykładu: Gdzie są gromadki szkolnych dzieciaków, idące ulicami miast, miasteczek i wiosek i śpiewające o stokrotce i strumyku?
          Gdzie podział się podwórkowy hałas bawiących się małolatów do późnych godzin wieczornych?
          Gdzie podziały się lekcje śpiewu w szkołach maturalnych?
          Zapytajmy dzisiejszego maturzystę, czy pamięta ze wszystkich swoich lat szkolnych jakąś piosenkę(polską) w całości?
          Powinien przecież znać, bo w dzisiejszych czasach jest więcej uwrażliwienia artystycznego i duchowego romantyzmu …

          Echa minionych czasów to nie tylko suche fakty i teorie zapisane w książkach. Każda epoka ma swojego ducha, ma swoiste klimaty tworzone przez ludzi, relacje między nimi i stosunek do otaczającej Natury.
          Kształtowanie opinii na temat jakichś czasów, na podstawie wyrywkowej informacji, to opisywanie puszczy ze wzrokiem wlepionym w jedno drzewo.

          No to się nożyce odezwały … 😀 😀

          Serdecznie pozdrawiam.

      • Z tymi dietami wkleiło mi się nie tam, gdzie trzeba. 😀

        ,, Co do romantyzmu – było go znacznie, znacznie mniej, kobieta nie miała praktycznie nic do powiedzenia. Były to twarde i bardzo często okrutne, konserwatywne czasy.”

        Co ty, Jarku, za bzdury wygadujesz? No, chyba że pompujesz do dętki dyskusyjnej 😀

        Pokaż mi ,,wiekszą romantyczność” dzisiejszych czasów.
        Może wśród debili z komórką w dłoni, goniących po ulicach i polach jakiegoś z d… wziętego stworka?
        Może w samotnym, zdołowanym nastolatku, spędzającym większość twórczego życia przed kompem?
        A może w dorosłym zapieprzejącym dla korpo po 12 h dziennie, albo w kobiecie z pampersem, siedzącej przy kasie w soboty i niedziele?

        Słusznie piętnujesz anomalie dzisiejszych czasów, ale wskaż w nich też to co jest romantyczne, prawdomówne, uczciwe, nierywalizujące, honorowe i poza gonitwą szczurów donikąd.
        Jak wychodzi bilans?
        Ponoć mamy Duszę, która przy użyciu planu fizycznego pragnie się rozwijać.

        Dusza ma w dupie systemy, ideologie, religie, rozwój cywilizacyjny, naukę, technikę i zagadżetowanie elektroniką.
        Dusza dla swej pracy potrzebuje stanów wdzięczności, doceniania, współodczuwania, skromności, przebaczania(we własnym interesie), zrozumienia, dzielności inicjowanej odwagą.
        A priorytetem dla Duszy jest cisza, spokój, wewnętrzna radość człowieka, niczym nie poganiana i niezaśmiecana myśl.
        Mamy to dziś?
        Na potrzebę chwili wspomnę muzykę, te uwrażliwiającą człowieka.
        Dla przykładu: Gdzie są gromadki szkolnych dzieciaków, idące ulicami miast, miasteczek i wiosek i śpiewające o stokrotce i strumyku? Gdzie podział się podwórkowy hałas bawiących się małolatów do późnych godzin wieczornych?
        Gdzie podziały się lekcje śpiewu w szkołach maturalnych?
        Zapytajmy dzisiejszego maturzystę, czy pamięta ze wszystkich swoich lat szkolnych jakąś piosenkę(polską) w całości?
        Powinien przecież znać, bo w dzisiejszych czasach jest więcej uwrażliwienia artystycznego i duchowego romantyzmu …

        Echa minionych czasów to nie tylko suche fakty i teorie zapisane w książkach. Każda epoka ma swojego ducha, ma swoiste klimaty tworzone przez ludzi, relacje między nimi i stosunek do otaczającej Natury.
        Kształtowanie opinii na temat jakichś czasów, na podstawie wyrywkowej informacji, to opisywanie puszczy ze wzrokiem wlepionym w jedno drzewo.

        No to się nożyce odezwały … 😀 😀

        Serdecznie pozdrawiam.

  6. Najzdrowszą formą odżywiania się jest po prostu zwyczajne niejedzenie. Nie bardzo wiem, czym tak naprawdę taki człowiek żyje, ale podejrzewam, że owe 1200 lat mogli żyć ludzie stosujący owo niejedzenie. Jedni piszą, że źródłem pożywienia niejedzących jest prana, drudzy wymieniają światło. A tak naprawdę to do dziś niewiele o tym sposobie odżywiania się wiemy.

    Pierwszym ludziom wystarczał zapewne widok, zapach lub tylko smak produktów spożywczych. Potem zaczęli coraz więcej jeść i stopniowo okres życia ludzkiego zmniejszał się systematycznie. Bo tak naprawdę żaden ludzki organizm nie byłby w stanie żyć około tysiąca lat bez ciągłej regeneracji wszystkich komórek, tkanek i narządów.

    Na Atlantydzie przeciętni ludzie dożywali wieku 300 lat ziemskich.
    Jedynie elita kapłańska odżywiająca się zapewne nieznanym nam obecnie pożywieniem dożywała wieku 1 200 — 3 000 lat. Wszystko to oczywiście zależało od tego, jaki był skład pożywienia Atlantów. Wielu Atlantydów żyło zatem setki i tysiące lat. Niestety ich epoka przeminęła. Zaczęli odczuwać coraz większą samotność i odeszli tam ku nowemu ponoć lepszemu życiu w zaświatach.

    Obecnie niewielu tylko ludzi dożywa wieku 120 lat. Są to ludzie urodzeni w czasach gdy nie było chemii i nawozów sztucznych. Przeszli oni przez sito selekcji naturalnej. Dlatego mając zdrowe organizmy tylko poszczególne jednostki dożywają owych 120 lat.

    Wkrótce okaże się, że ludzie dzisiaj urodzeni z wielkim trudem dożyją zaledwie 60 lat. Czyli człowiek praktycznie będzie tyrał od urodzenia do śmierci. Tak jak niegdyś pracowali niewolnicy.

    Podobnie było w Starożytnym Egipcie. Krajem tym rządzili królowie, a nie jacyś tam faraonowie. Dolina Nilu dostarczała tyle pożywienia, że możliwy był rozwój rzemiosła, a także rozmaitych nauk, w tym nauk przyrodniczych. Cała ta wiedza przyrodnicza była okryta mgłą tajemnicy. Znana była jedynie królom i kapłanom. To kapłani przewidywali przybory Nilu. To oni potrafili wywoływać deszcze i susze mocą swej wiedzy tajemnej. Była to nieuznawana przez naukę XXI wieku parapsychologiczna wiedza tajemna.

    Dziś nic praktycznie z tej wiedzy nie zostało. Całą tą swoją wiedzę starożytni kapłani egipscy zabrali ze sobą do grobu. Musiała ona być potężna, bo Egipt faraonów stał się swoistą ,,Mekką” wszystkich zdążających ku wiedzy adeptów. Ci również zabrali wyuczoną w Egipcie wiedzę do grobu.

    Co zatem dziś nam zostało z tamtych lat? Została nam jedynie świadomość, że nikt nam nie poda na tacy wiedzy tajemnej. Musimy sami medytować i doskonalić się, a być może wtedy ta wiedza tajemna ukaże się nam ponownie w pełnym blasku.

    Blask tej odnowionej wiedzy tajemnej pozwoli kiedyś na szybki rozwój całej ludzkości i na powrót złotego wieku. Ludzie znowu mogą powrócić na należne im od dawien z dawna miejsce.

    • Na Atlantydzie przeciętni ludzie dożywali wieku 300 lat ziemskich.
      Jedynie elita kapłańska odżywiająca się zapewne nieznanym nam obecnie pożywieniem dożywała wieku 1 200 — 3 000 lat. ==

      Można prosić o źródła?

      • Drogi Przyjacielu. Nie mogę Ci udostępnić żadnych źródeł. Gdyby nawet teoretycznie rzecz biorąc one istniały, to i tak nie zostałyby nigdy uznane za wiarygodne. Cała tajemna wiedza starożytnych i inne źródła wiedzy o Atlantydzie niestety zostały spalone. Po raz pierwszy Biblioteka Aleksandryjska została poważnie nadpalona podczas bitwy garnizonu rzymskiego ze zbuntowanymi mieszkańcami Aleksandrii. Po raz drugi ową odnowioną Bibliotekę Aleksandryjską spalono w 391 roku na polecenie cesarza Teodozjusza.

        Resztki Biblioteki miał ponoć spalić trzy wieki później kalif Omar. Tak podają niektóre źródła.

        Tak więc jakich to źródeł mam Ci dostarczyć bracie grzegorzdam? Polecam Ci kolego posłuchanie na You Tube wykładów doktora Jana Pokrywki. Mówi on że możemy żyć znacznie dłużej gdy w powietrzu będzie jeden procent dwutlenku węgla. Polecam Ci książki o niejedzeniu Polaka Jarosława Werdina. I innych autorów. No i książkę ,, Ku wyzwoleniu z ducha” Leszka Henryka dostępną w sieci jako free text. Pozdrawiam Erika N.

        • Cała tajemna wiedza starożytnych i inne źródła wiedzy o Atlantydzie niestety zostały spalone. ==

          Otóż to. Bazujemy na domysłach, pozbawieni dowodów.
          ”Nauka” jest jednym wielkim kłamstwem.

          Pana dr Jana czytam i podziwiam.
          Człowiek wielkiej wiedzy i kultury.

          pozdrawiam 🙂

  7. [Dogryzałem] Ci czasami – teraz jednak z zadowoleniem daję duzego plusa. Fajny ciekawy i potrzebny artykuł.

    Przeczytałem uwaznie podzielę się uwagą która zrodziła mi się w głowie.Choroby powstają wtedy kiedy w naszym organiźmie nazbiera się nadmiar jakiegoś swiństwa. Gdyby nie jakieś odpady z pożywienia [zbierane w różnych miejscach organizmu] bylibysmy całe życie zdrowi.

    Post albo Głodówka [jak kto woli] to jest moment w czasie którego nasz organizm pozbywa się toksyn. Jeśli wyrzucamy je z siebie, to automatycznie stajemy się zdrowsi. Takie podejście bardzo mocno do mnie przemawia.
    Mniej toksyn [odpadów] – więcej zdrowia.
    Wiecej toksyn – jeśli nie choroba – to złe samopoczucie
    Jeszcze jedna uwaga – kiedyś ludzie nie jadali zawsze [do syta] – to gwarantowało im lepsze zdrowie i lepsze życie

    • To też, i podjadał szit nieodżywczy.

      Nie biegam, szybko spaceruję, polecam.
      Waga w normie, dieta bez diety, jem na co mam ochotę.
      Najważniejsze, nie przyjmować do trzewi sklepowej
      przetworzonej paszy bydlęcej, jeść 2/3 surowego,
      pamiętać o czystej wodzie oczyszczanej filtrem węglowym (chlor),
      soli kamiennej, wodorowęglanach (sód, potas, wapń), magnezie, wit.C.D, jodzie, poznać działanie ziół.
      Oczyszczanie jelit, nerek wg Clark ziołami cyklicznie i wystarczy.
      W zdrowym ciele zdrowy duch, stare wyświechtane ale ciągle aktualne.

  8. Dna moczanowa
    W przypadku chorób, w których następuje odkładanie się pewnych substancji w organizmie, jak na przykład dny moczanowej, dzieje się to samo, a poprawę gwarantuje utrzymywanie higieny życia – dobre odżywianie, uprawianie sportu i unikanie stresu.==

    Post ma swoje pozytywne strony, najlepiej 1 dzień w tygodniu, na wodzie (Nieumywakin)

    Dna moczanowa to odkłądanie się kwasu moczowego, szczawaianów
    przez zablokowanie funkcji oczyszczających nerek i nadnerczy.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.