Syberia: największa katastrofa w historii ludzkości. Czemu to ukrywają!?

Pożary na Syberii, w Alasce i Kanadzie: największa katastrofa ekologiczna

Arktyka płonie. Syberia, Kanada, amerykański stan Alaska, Skandynawia. Rozmiar pożarów jest niewyobrażalny. Postaram się Tobie to zobrazować:

Największy pożar w Polsce był w Kuźni Raciborskiej na Śląsku w latach ’90 i spłonęło wtedy 10.000 hektarów. Zeszłoroczne pożary w Kalifornii, określane jako „biblijne” objęły 20.000 hektarów.

I teraz uwaga:

Pożary w Kanadzie to.. 900.000 hektarów tajgi, torfowisk i tundr. Zatkała Cię ta liczba? To szykuj się na więcej. Pożary na Syberii w Rosji obejmują obecnie 3.000.000 (czyli trzy miliony) hektarów. Jest to obszar wielkości Belgii. Ale to tylko dane o aktualnej wielkości pożarów. Obecnie mówi się o czterech milionach hektarów objętych pożarami.

.

Dlaczego Arktyka / Syberia płonie? Sprzęgło się tutaj kilka zjawisk:

Czytaj dalej „Syberia: największa katastrofa w historii ludzkości. Czemu to ukrywają!?”

DRAMATYCZNE ZMIANY KLIMATU W ARKTYCE, LÓD WKRÓTCE STOPNIEJE! A CO Z POLSKĄ?!

Zmiany klimatu i Arktyka: niezwykłe ocieplenie w okolicach Bieguna Północnego!

Od kilku miesięcy w pobliżu Bieguna Północnego ma miejsce szereg niepokojących anomalii klimatycznych, które mogą być katastrofalne w skutkach, i to już w ciągu najbliższych lat. Artykuł ten, jak i opisane w nim zjawisko, nie mają żadnego związku z wymyśloną przez lewicowe elity „religią CO2”. Chciałbym, by te doniesienia były po prostu propagandą ideologiczno-biznesową, którą można zignorować. Niestety, ale tak nie jest.

Sytuacja jest gorsza niż zakładano w najbardziej pesymistycznych prognozach w latach 90-tych XX wieku. Jaki to będzie miało wpływ na ziemskie ekosystemy i na nas samych? Zacznijmy od początku.

Ziemskie bieguny są otoczone wielkimi czapami lodowymi. Oprócz nich olbrzymi lodowiec znajduje się także na Grenlandii. Na półkuli północnej istnieje tzw wieczna zmarzlina, czyli warstwa w głębi gruntu, która nie rozmarza nawet latem. Mniejsze lodowce znajdują się w górach, np w Górach Wierchojańskich, na Kamczatce, i w innych rejonach świata. Wielkość czapy lodowej na morzu każdego lata trochę się kurczy, zaś zimą znowu jej przybywa. Systematycznie, od wielu lat obserwuje się jednak trend do kurczenia się powłoki lodowej na biegunie północnym. Jest to fakt powszechnie znany. Jednak to, co ma miejsce w Arktyce od kilku, kilkunastu miesięcy, jest rzeczą absolutnie bez precedensu, i nawet najbardziej „przemądrzali” naukowcy nie wiedzą, jak to „ugryźć”.

Pokrywa lodowa wpłynie na zmiany klimatu

Pokrywa lodowa na biegunach osiąga największe rozmiary w marcu, zaś potem na wiosnę zaczyna stopniowo się zmniejszać. Jednak tej zimy pokrywa lodowa w Arktyce w ogóle się nie odnowiła, jak to ma miejsce każdej zimy. Lodowiec dalej zalega nad biegunem północnym, ale jego rozmiar jest taki, jak latem. Wszystko wskazuje na to że ocieplenie klimatu nagle przyspieszyło, nabierając ekstremalnie szybkiego tempa.  Żadne modele naukowe nie przewidziały, że to nastąpi. Topnieniu zaczyna ulegać stary, „odwieczny” lód na północ od Grenlandii, który formuje się przez setki lat. Nietrudno się domyśleć, latem ubytek w poziomie pokrywy lodowej poszerzy się jeszcze bardziej. Czy przyszłej zimy lodu znowu przybędzie, i to podwójnie? Przecież natura ma koniec końców dążyć do homeostazy (równowagi) ekosystemów, i ma sama sobie poradzić.

Wszystko jednak wskazuje na to, że tak się nie stanie. Możemy oczywiście tylko spekulować, jak to w pogodzie i klimacie. Jednak jest pewien stały trend, który ma tutaj zastosowanie. Otóż ocieplenie klimatu, czy raczej topnienie lodowców postępuje w tempie geometrycznym. Jest niczym grzejnik z zepsutym termostatem, który coraz bardziej i coraz szybciej podkręca temperaturę. Ocieplenie klimatu które dokonało się na Syberii, powoduje uwalnianie hydratów metanu, które były uwięzione w zmarzlinie. To powoduje jeszcze większe ocieplenie, więc ilość uwolnionego metanu zwiększa się jeszcze bardziej. To błędne koło. Metan znacznie bardziej niż CO2 nasila zmiany klimatyczne. Jednak lewicowe elity nie wpadły na pomysł ograniczenia hodowli krów produkujących metan, tak jak z limitami na CO2, bo na tym nie zarobią miliardów dolarów.

Jaka jest rzeczywista skala zmian klimatu?!

Jak pisze ExIgnorant, tłumacz wartościowych tekstów-perełek, których nie ma nigdzie indziej:

„Lipcowe warunki na biegunie północnym zimą. Sytuacja jest tragiczna, tymczasem większość mediów nurtu głównego zwyczajnie ją ignoruje. Z kolei nadawcy „progresywni” umniejszają wagę globalnego dramatu odwołując się do tzw. „konsensusu naukowego”, który ze względu na swą zachowawczą naturę i uległość wobec prymatu interesów gospodarczych, stracił już rację bytu – po prostu nie nadąża za rzeczywistością zmian wykładniczych. Eksperci odpowiedzialni za jego sformułowanie w swoich komentarzach antenowych i prasowych wyrażają „trwogę” i „zaniepokojenie” faktem, że obserwują„szalone i bezprecedensowe” wypadki, które miały nadejść dopiero za 50-80 lat. Uprawiając autocenzurę, zawsze pozostawiają widzów z sugestią, że cywilizacja przemysłowa wciąż ma czas na podjęcie działań gwarantujących nasze gatunkowe ocalenie.”
CZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ – POLECAM:
„Arktyka. Lato w zimie” [LINK TUTAJ]

Polecam też obejrzenie filmu video z kanału Turnip [LINK TUTAJ]:

Zmiany klimatyczne dotyczą całej Ziemi

Warto tu dodać, że na świecie ma miejsce szereg innych zmian klimatycznych. Nie jest to tylko globalne ocieplenie. Hiszpania i Portugalia pustynieją, i to od kilku dekad. To właśnie tam, jak i w afrykańskim RPA zaczyna dramatycznie brakować wody pitnej. W USA i w Australii szaleją dramatyczne pożary. Sezon huraganów był absolutnie rekordowy łącznie z pobiciem rekordu świata w prędkości wiatru. Kraje Bliskiego Wschodu mogą nie nadawać się do życia – niedawno został pobity rekord ciepła na pustyni w Iranie, który wynosił około 70 (siedemdziesiąt) (sic!) stopni w cieniu. Indie cierpią na drastyczne upały latem i równie dramatyczne mrozy zimą.

Jak klimat zmienia się u nas? Bardziej niszczące są letnie ulewy i burze. Łącznie z gradobiciami, rozległymi zniszczeniami zabudowy i drzewostanów, a nawet trąbami powietrznymi. W Polsce, Niemczech i Czechach zaczyna się formować coś w stylu Alei Tornad znanej z środkowej części USA. Zima przestała być zimą, za wyjątkiem okresu styczeń – marzec. Dawniej zimno robiło się już pod koniec listopada, a od około 2011 roku dopiero w styczniu. Obecnie mamy koniec marca i minus 5 stopni nad ranem i nikt nie wie, jak będzie dalej. Klimat w Polsce od końca 2015 roku zmienił się w „ni to zima, ni to wiosna, ni to jesień, ale na pewno nie lato, jedno wielkie chuj wie co„.

Polega to na tym, że 11 miesięcy w roku jest jednostajne, monotonne zachmurzenie, deszcz, chłód, ciemno, zimno, nieprzyjemnie. Temperatura latem – plus 15 stopni, temperatura zimą – plus 5 stopni. Ja taką pogodę nazwałem: „chujozą”. Ludzie odporni na zmiany pogody pewnie tego nie zauważyli. Ale meteopaci, do których się zaliczam, bardzo narzekają. Ja kocham słoneczną pogodę, a teraz dziękuję choćby za kilka słonecznych godzin. Przy słonecznej pogodzie czuje się pełen energii i sił. Pamiętam, że choćby w 2013 roku co noc obserwowałem zimą gwieździste niebo. Teraz dopiero w lutym zauważyłem, że istnieje coś takiego jak gwiazdy. Bo wcześniej niebo niemal przez cały czas było zasnute przez chmurne, jednostajne gówno.

Dojrzała ekologia a „ekologia” Al Gore’a

Samo słowo „ekologia” zostało ludziom obrzydzone. Kojarzy się ono z tą całą elitą, która obecnie rządzi. Źle się stało, że zwyrodniali ludzie wykorzystali także ekologię do swoich celów. Ich celem jest zarabianie na limitach emisji CO2 i przy okazji dławienie gospodarek niewygodnych dla nich państw. Wg mnie to niedobrze że to się tak potoczyło, że słowo „ekologia” zostało skojarzone z tymi ideologicznymi, lewicowymi ekstremistami (np partie zielonych). Ekologia jak i cała przyroda jest wspólnym dziedzictwem nas wszystkich, i wg mnie bardziej pasuje do nacjonalizmu (szeroko rozumiana troska o swój kawałek ziemi) niż do lewicy.

Przecież ważniejszy niż CO2 jest choćby metan, który znacznie bardziej nasila efekt cieplarniany.  Poziom morza nie wzrósł po roztopach, które miały miejsce na całym świecie do tej pory. Wiele wskazuje na to, że biosfera „wchłonie” każdy nadmiar wody. Ta woda z biegunów nie krąży w stanie stacjonarnym, ale potem podlega parowaniu. Dostaje się do atmosfery, a potem uczestniczy w obiegu globalnym. Lasy deszczowe i zwrotnikowe strefy klimatyczne z ich pustyniami wchłoną każdą ilość wody, więc przepowiednie o zalaniu Szczecina, Gdańska, Amsterdamu czy Nowego Jorku wydają się być przesadzone.

To korporacje i lewicowe elity są winne zmianom klimatycznym

No i dużo ważniejsze niż globalne ocieplenie, są takie kwestie jak wylesianie (wycinka lasów), skażenie radioaktywne (Fukushima, Czarnobyl). Jeszcze większą bolączką są miliony ton odpadów przemysłowych z fabryk, czy tych powstałych w wyniku stosowania przestarzałych technologii. Ogromne ilości elektro-śmieci powstają dlatego, że korporacje celowo „postarzają” swoje produkty. Np smartfony psujące się po dwóch latach. Zostało to nazwane „spiskiem żarówkowym”. To napędza im zysk i nakręca kapitalistyczną gospodarkę, która jest oparta o ekonomiczne niewolnictwo i „nowotworowy” wzrost PKB. Pamiętajmy, że te korporacje od dekad lobbują za utrzymaniem status quo i zatrzymaniem nowoczesnych technologii. To są te same korporacje, które sponsorują lewicowe elity czyli lewicowe i chadeckie partie polityczne. Samo ocieplenie klimatu miało wiele razy miejsce w nowożytnej historii. W średniowieczu Grenlandia była zieloną wyspą (to stąd jej angielska nazwa..) a na północy Polski rosły winorośle.

Na marginesie, taka ciekawostka.. Przepowiednie znanego jasnowidza, Czesława Klimuszki, zdają się nawiązywać do współczesnych wydarzeń, w tym do zmian klimatycznych. Klimuszko mówił o armii, która przeprawiała się do Europy na czółenkach i innych prymitywnych „stateczkach” morskich. Przepowiadał on, że po rysach twarzy poznał, że to nie byli Europejczycy, że przeprawiać się będą przez Morze Śródziemne i doprowadzą do upadku Włochy i Europę Zachodnią. Pamiętasz kryzys uchodźców z 2015 i początku 2016 roku? Teraz polska straż graniczna zanotowała gwałtowny wzrost przypadków szmuglowania broni przez Ukraińców. Uzbrajają oni w ten sposób powstający islamski kalifat. Jest zapotrzebowanie, to jest i podaż, wypełniona przez Ukraińców dzięki produkowanej przez Rosję broni. W kontekście zmian klimatycznych Klimuszko przepowiedział, że po wielkiej przemianie Polska będzie mocarstwem i że na terenie naszego kraju będzie klimat tropikalny, a rosnąć będą owoce południowe. Kto chce wierzyć w przepowiednie, niech wierzy, jego prawo. Życie realne jak zwykle to zweryfikuje, więc pożyjemy, zobaczymy.

Zmiany klimatu, globalne ocieplenie i militaryzacja Arktyki

Rosja dobrze zna skalę i kierunek tych zmian, i militaryzuje Arktykę. Chce w ten sposób zapewnić ochronę planowanej północnej nitki jedwabnego szlaku z Chin do Europy. W 2017 roku pierwszy statek towarowy przepłynął przez ten szlak, który jest dużo atrakcyjniejszy, niż szlak wiodący przez cieśninę Malakka, Morze Arabskie i Kanał Sueski. Nawet najdłuższy pociąg ciągnięty przez 6 lokomotyw nie zawiezie tyle, co jeden statek. Więc szlaki morskie są tak samo ważne, i to nawet pomimo budowania kolejowego jedwabnego szlaku przez Kazachstan, Rosję i Polskę. Pociąg ma przewagę nad statkiem, bo dojedzie z Chin do planowanego hubu logistycznego pod Łodzią w 2 tygodnie. Zaś statek płynie nawet 4 miesiące, ale ma tę przewagę, że zabierze na pokład tysiąc razy więcej ładunku niż pociąg.

Więc znowu toczy się gra geopolityczna. Gdy lód stopnieje, to północne wybrzeże Rosji będzie praktycznie całkowicie odsłonięte i tym samym bezbronne. Więc jest to dodatkowy bodziec, by budować tam infrastrukturę wojskową. To oczywiście nie tylko kilkanaście baz i kilkadziesiąt okrętów, ale dużo szerszy problem. Po pierwsze, linie kolejowe, których brak na północnej Syberii, która jest praktycznie bezludna. Z drogami jest tak samo źle. Transport lotniczy i morski jest bardzo kosztowny. Więc pierwszy problem to zaopatrzenie i logistyka wokół tych baz.

Po drugie, Rosja musi wybudować całą infrastrukturę wojskową, np lotniska, stacje radarowe i tym podobne, bo armia dziś to nie tylko żołnierz, karabin i barak do spania. Po trzecie, bezludność tych rejonów też jest pewnym problemem, ale wraz z ocieplaniem się klimatu i rozmarzaniem wiecznej zmarzliny będzie się to zmieniać. Po czwarte, Syberia jest właściwie pozbawiona stacji i obserwatoriów meteorologicznych, a to w praktyce uniemożliwia jakiekolwiek prognozowanie pogody. Ten problem dotyczy prawie całej Rosji, w której prognozy pogody są bardziej zawodne niż np w Europie.

Podsumowując: żyjemy w okresie wielkich zmian na świecie. Po raz pierwszy w historii stanęliśmy przed widmem całkowitej zagłady biosfery, a więc wymarcia życia na Ziemi. Jeszcze nigdy ekspansja gatunku Homo Sapiens, oparta na jego „jaskiniowej” konstrukcji ego i psychiki sprzed 200.000 lat, nie była tak drapieżna i niszcząca. Zmarły niedawno Mistrz Stephen Hawking mówił, że wkrótce życie na Ziemi wyginie, i będziemy musieli znaleźć inne planety do życia. Ale pytanie podstawowe.. Co chcecie tam zawieźć, Wy, normalni ludzie?! Chcecie budować tam Mc Donaldsy z toksycznym żarciem czy Disney Landy?

Chcecie tam szerzyć wojny o ropę, ups, przepraszam, wojny o demokrację?! Juz po 100 latach będzie to samo, co teraz na Ziemi. Bez zmiany mentalności, która jest mentalnością niedoboru i mentalnością ofiary,  zawsze rządy będą sprawować zwyrodniali psychopaci. Oni nie tylko narzucili ludzkości model niewolniczy, w którym oni mają biliony dolarów, a my musimy tyrać na nich za 1500 złotych. Ale ich działania mogą doprowadzić do zagłady życia na Ziemi. Pod tym względem lewicowo-liberalne elity są gorsze niż hitlerowcy i komuniści razem wzięci. Bo naprawdę nie mamy planety „B”.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://atomic-temporary-22196433.wpcomstaging.com/wsparcie/

Tajemnicze, powtarzające się zjawisko. Kolejny kryzys gospodarczy został przepowiedziany?

Islamska inwazja i kolejny kryzys gospodarczy zostały przepowiedziane? „Tajemnicze, powtarzające się zjawisko”

kryzys przepowiednieWklejam Wam artykuł z portalu Independent Trader. Jest to jeden z nielicznych naprawdę niezależnych portali finansowych. Prowadzone są tam także analizy geopolityczne.

Autor tamtego portalu zauważył pewne tajemnicze, cyklicznie powtarzające się zjawisko. Jest ono związane z cyklicznym żydowskim świętem „Szmita” które przypada raz na siedem lat. Szmita przypada w XXI wieku kolejno: w 2001, 2008, 2015, 2022. Co było w 2001 i 2008 roku – wszyscy wiemy..

Co się dzieje dziś – również wiemy. Potężny prąd El Nino zakłóca klimat na całej planecie. W Europie i na Zachodzie USA katastrofalna susza. Kryzys uchodźców trwa w najlepsze i nic jej nie zatrzyma. Na przemyt do Europy czeka już 15 milionów ludzi, do Grecji, Włoch i Hiszpanii dociera łącznie ok. 9000 osób dziennie. Wszystko wskazuje na to, że wczorajsze spadki na giełdach zapoczątkują kolejną fazę kryzysu gospodarczego.

Na portalu Independent Trader autor z racji tematyki, w jakiej się porusza, nie mógł sobie pozwolić na dywagacje ezoteryczne. Ja natomiast mogę. Otóż Żydzi od czasów Faryzeuszy i Sadyceuszy, i wcześniej od wyjścia z Egiptu – dobrze znają się na magii, ezoteryce, okultyzmie. To dlatego zalecałem Wam czytać żydowską Kabałę. A ogłupiające systemy monoteistyczne (judaizm, chrześcijaństwo, islam) i materializm (ateizm) polecałem zostawić w spokoju.

Otwarte pozostaje pytanie, czy światowe elity polityczne „dopomogły” w tych kryzysach z lat 2001, 2008 i poprzednich. Czy może nawet oni nie kontrolują już sytuacji, a wszystko zaczyna się rozpadać, niczym domek z kart?

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Czy Szmita wyznacza kolejny krach na rynkach finansowych?

Cytuję: „Niedawno natknąłem się na ciekawe opracowanie na podstawie książki „The Harbringer” Jonathana Cahna, dotyczące hebrajskiego święta zwanego Szmita.

Terminem Szmita określa się rok szabatowy, przypadający co siedem lat, który w dosłownym tłumaczeniu oznacza: uwolnienie, upadek, wstrząs lub darowanie długów. Religijne aspekty Szmity nie specjalnie mnie interesują. Aczkolwiek, jak pokazała historia, wiele poważnych wydarzeń – zarówno geopolitycznych, jak i w sferze finansów – przypadało bardzo blisko dnia Szmity. Samo święto ma miejsce raz na siedem lat. Rok poprzedzający dzień Szmity przynosił bardzo poważne zawirowania, a ich kulminacja następowała bardzo blisko dnia zakończenia cyklu.

Prześledźmy zatem kilka ostatnich cykli:

a) 23 września 1987 roku (zakończenie cyklu – dzień Szmity). Trzy tygodnie później dochodzi do największego krachu na Wall Street, zwanego Czarnym poniedziałkiem, podczas którego giełda straciła ponad 22% w ciągu jednego dnia. Był to największy, jednodniowy spadek w historii Wall Street.

b) 5 września 1994 roku. Cały rok 1994 określany jest jako krach na rynku obligacji w USA. (http://fortune.com/2013/02/03/the-great-bond-massacre-fortune-1994/). Rentowność obligacji wzrosła z 5,5% do 8%. W połowie września inwestorzy stracili ponad bilion USD. W mojej ocenie, jest to jednak spora nadinterpretacja, gdyż podobnych wydarzeń w historii mieliśmy już kilka.

c) 17 września 2001 roku. Na sześć dni przypadających przed Szmitą, przeprowadzono ataki na WTC. Rynki finansowe zostały zamknięte. Dokładnie w dniu Szmity wznowiono handel, po czym index Dow spadł dokładnie o 700 punktów (7%).

d) 29 września 2008 roku Dow spadł dokładnie o 777,7 punktów w ciągu jednego dnia. Do dziś jest to największy, jednodniowy spadek na przestrzeni ostatnich 20 lat. Interesująca jest liczba siódemek, występująca w ostatnich dwóch krachach. Czy pamiętacie przemówienie Christine Lagarde (prezes MFW) sprzed półtora roku? https://www.youtube.com/watch?v=QYmViPTndxw

Kiedy przypada najbliższa Szmita?

Najbliższy cykl kończy się między 13-15 września 2015 roku. Ten rok jest także rokiem jubileuszowym, ze względu na tzw. super Szmitę, przypadającą co siedem pełnych cykli, czyli raz na 49 lat. Dokładnie dwa dni po zakończeniu cyklu (15 września) odbędzie się w Nowym Jorku 70. spotkanie rady ONZ, nazwane – zapewne „przypadkowo” – spotkaniem jubileuszowym.

Natomiast, 16-17 września jest zaplanowane kolejne posiedzenie komitetu FOMC, decydującego o wysokości stóp procentowych w USA. Kilka dni później, 25-27 września, ONZ planuje uruchomienie projektu „Zrównoważonego rozwoju”. Podczas szczytu głos zabiorą najważniejsze osobistości, m.in. papież Franciszek.

Kilka ciekawostek:

Największe w historii ćwiczenia wojskowe, przeprowadzane na terenie USA, kończą się dokładnie 15 września.  13 maja 2014 roku francuski minister spraw zagranicznych stwierdził: „Mamy 500 dni na uniknięcie chaosu klimatycznego”. Owe 500 dni wypada 23 września 2015 roku.

Podsumowanie

Czy należy poważnie traktować wydarzenie Szmity? Oceńcie to sami. Zastanawiający jest jednak fakt, iż w ostatnich trzech z czterech cykli, dochodziło do bardzo poważnych krachów na przestrzeni 1-3 tygodni przed, lub po, Szmicie. Zważywszy, że okres siedmiu lat (jeden cykl) to ponad 360 tygodni – zbieżność jest interesująca.

Nie wiem, czy jest to przypadek, czy nie, ale omawiane święto zbiega się prawie dokładnie z modelem Armstronga, który dziwnym zbiegiem okoliczności, po dziewięciu latach spędzonych w amerykańskim więzieniu, bryluje w mediach, wskazując początek października jako dzień załamania na amerykańskim rynku obligacji.

Zarówno Armstrong, jak i Jonathan Cahn, mają cel w propagowaniu swoich teorii: pierwszy zarabia majątek na doradztwie inwestycyjnym i licznych konferencjach, drugi – na sprzedaży książki, wieszcząc finansowy koniec świata. Niezależnie od tego, ile rozsądnych uzasadnień znajdziemy w obu opracowaniach, nigdy nie należy przyjmować ich bezkrytycznie.

Nie zmienia to jednak faktu, że obecna hossa na rynkach akcji jest najdłuższą w historii. Obligacje po trzydziestu latach wzrostów, zawróciły kilka miesięcy temu. W takim otoczeniu ostrożność jest szczególnie wskazana.. i to bez podobnych zapowiedzi. Za niecałe dwa miesiące przekonamy się, co do trafności prognoz obu panów.”

Autor: Trader21
Źródło: Independent Trader – Niezależny Portal Finansowy
Link bezpośredni: http://independenttrader.pl/386,czy_szmita_wyznacza_kolejny_krach_na_rynkach_finansowych.html

Zima 2014 roku: czy świat czeka „epoka lodowcowa”? Szokująca analiza dr Abdusamatowa

Zima 2014: Czy świat czeka mała epoka lodowcowa? Szokująca analiza dr Abdusamatowa? Przepowiednia

Wiem, że to temat nieco oklepany i wraca z dużym zasięgiem już od wiosny 2012 roku, przewijając się od momentu osłabienia Prądu Zatokowego Golfsztrom w 2010, ale.. Spójrzmy na kilka faktów:

-z powodu katastrofalnego wycieku ciężkich frakcji ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej w 2010 roku, został znacznie osłabiony Prąd Zatokowy (Golfsztrom)

-prąd ten, zamiast płynąć aż w okolice północnego wybrzeża Norwegii i tym samym ogrzewać Europę, skręcił w odwrotną stronę, w okolice Grenlandii, gdzie w 2013 roku notowano niesamowicie wysokie jak na ten rejon świata temperatury

-w 2013 roku na wiosnę nie tylko notowaliśmy długo trwającą i mroźną zimę (aż po wielkanoc), ale także pojawiały się pierwsze zapowiedzi, iż zima 2014 roku i przyszłe zimy będą coraz zimniejsze. A trend ochładzania klimatu się z pewnością utrzyma

-tzw „eko-terroryści” (nie mający nic wspólnego z ekologią tak naprawdę), zarabiający na handlu limitami emisji CO2, w jednym mieli rację. Klimat na naszej planecie został, kolokwialnie mówiąc, ‚spieprzony’ i pewne są tylko dwie rzeczy. Coraz więcej anomalii i coraz więcej gwałtownych zjawisk pogodowych, wręcz kataklizmów. Także w tych rejonach, gdzie największym kłopotem w ciągu ostatnich kilku dekad była „zaledwie” 5-metrowa fala powodziowa na rzece.

-Zmiany klimatu są faktem, ale CO2 emitowane przez człowieka oczywiście wpływu na te zmiany nie ma, ani w jedną ani w drugą stronę. Klimat to organizm znacznie bardziej złożony i w poniższym tekście przedstawię Wam aspekty całkiem nowe, o których prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście.

Przeczytaj też dwa poprzednie artykuły o mroźnej zimie 2014 roku na mojej stronie:

Katastroficzna “przepowiednia” na zimę 2014 roku
Nowa, przerażająca prognoza dla USA: -60 stopni C. nad ranem. “Zbliża się wir polarny”

-przyp. Jarek Kefir

3 warunki, aby nastąpiło zlodowacenie. Wszystkie one i jeden dodatkowy, wystąpiły w roku 2013!

Cytuję: „Dr Abdusamatow już raz trafił, wbrew wszystkim innym naukowcom. Było to w latach 90-tych XX wieku, kiedy na jednym z międzynarodowych szczytów klimatycznych “wypalił” towarzystwu bez skrępowania, że nie ma żadnego androgennego globalnego ocieplenia.

Globalnego ocieplenia oczywiście nie ma, choć media trąbią, że globalna temperatura wzrosła o 1 stopień Celsjusza. Fakty są jednak takie, że ona się obniżyła o tę wartość.

Dlatego dr Abdusamatow twierdził i nadal twierdzi ze nie ma globalnego ocieplenia. Mało tego, w 2013 roku nastąpiło kilka niezależnych od siebie wydarzeń, które przyspieszają proces powrotu mini epoki lodowcowej na obszarach gęsto zurbanizowanych.

Warto wiedzieć, że wystarczy aby średnia temperatura spadła tylko o 1°C, abyśmy doświadczyli powrotu lodowców w Europie.

Te mało znane zależności bardzo ciekawie i mądrze przedstawił w swojej pracy „Człowiek i klimat” geolog Bogdan Góralski. Odsyłam więc do opracowania tegoż naukowca.

Ciąg przyczynowo skutkowy mroźnej zimy w 2014 roku i gwałtownych zmian klimatu

(Nie bedzie tu cytowanych dosłownie fragmentów raportu ponieważ nie jest on moja własnością. Opiszę raport własnymi słowami co jest dopuszczalne i uszanuje prawa zarówno własności jak i prawa autorskie)

Zmiana osi obrotu Ziemi

Naukowcy z Rosyjskiej Akademii Nauk zwracają uwagę, że na Morzu Ochockim praktycznie, co roku dochodzi do silnych i głębokich trzęsień ziemi. Przykładem może być 7.7 w skali Richtera o głębokości 600 kilometrów, do którego doszło w 2008 roku oraz 6,1 w skali Richtera na 640 kilometrach pod dnem z 2009 roku. Można zatem powiedzieć, że mamy tam do czynienia z serią zdarzeń.

Ze względu na to, że wstrząs z 24 maja zlokalizowano na 605 kilometrach pod dnem morza, fale sejsmiczne rozchodziły się po całym świecie bez tłumienia, jakie zapewniłaby skorupa ziemska. Odczyty zebrały instytuty sejsmiczne na całym świecie a drżenie budynków odczuwano kilka tysięcy kilometrów od epicentrum. Pod tym względem zdarzenie sprzed kilku dni z pewnością było wyjątkowe.

Mimo, że nie było niszczącego tsunami należy zadać pytanie, czy trzęsienie nie mogło wpłynąć na położenie ziemskiej osi. Wiemy z przeszłości, że wstrząsy powyżej 8 stopni w skali Richtera mają taką zdolność i na przykład słynne trzęsienie Tohoku z marca 2011 roku spowodowało przesunięcie osi naszej planety nawet o 25 centymetrów. Podobnie wyglądał wpływ trzęsienia z Chile z 2010 roku oraz trzęsienia w Azji z grudnia 2004 roku. We wszystkich tych przypadkach ze względu na działanie siły odśrodkowej doszło do pewnych korekt osi planety.

Fakt ten jest ogólnie znany medialnie

“Skutek tych głębokich trzęsień ziemi to inny kat padania promieni słonecznych na glob, inna intensywność nagrzewania powierzchni”

Wędrówka biegunów magnetycznych Ziemi

Od dziesięciu lat magnetyczny biegun północny przesuwa się rocznie o 55 kilometrów. W kierunku Rosji.

Geograficzny biegun północny nie pokrywa się z magnetycznym. W kwietniu 2007 roku zespół francusko-kanadyjski przeprowadził bardzo dokładne badania i stwierdził, że magnetyczny biegun północny znajduje się około 550 km na południe od bieguna geograficznego, na wysokości kanadyjskiej wyspy Ellesmere, a dokładnie na 85 st. 95 min szerokości geograficznej północnej i 121 st. 02 min długości geograficznej zachodniej.

Oddalenie między biegunem magnetycznym i geograficznym jest nie tylko duże, ale także nieustannie się zmienia. W roku 1831, gdy brytyjski badacz James Ross zlokalizował go po raz pierwszy, magnetyczny biegun północny znajdował się w centrum półwyspu Boothia w Kanadzie – na 65 st. szerokości geograficznej północnej, a to oznacza, że był oddalony o blisko 2750 km od geograficznego bieguna północnego!

Od czasu tamtej pierwszej obserwacji, przeprowadzonej w sposób naukowy, badacze śledzą położenie bieguna. Okazuje się, że zmienia się ono nieustannie. – Do 1989 roku to przesuwanie następowało stosunkowo wolno, w tempie od 5 do 15 km rocznie. Potem gwałtownie przyspieszyło, by w 2002 roku osiągnąć 60 km. Od następnego roku ustabilizowało się na poziomie 55 km rocznie – wyjaśnia prof. Arnaud Chulliat z Instytutu Fizyki Globu w Paryżu. Był on członkiem zespołu, który dwa lata temu, w ramach programu badawczego “Poly Arctique”, dokonał bardzo dokładnej lokalizacji bieguna. Na razie nie ma oznak zmiany rytmu wędrówki bieguna. Dlatego badacze prognozują, że w 2020 roku znajdzie się na terytorium Rosji.

Dlaczego szybkość wędrówki nagle wzrosła czterokrotnie podczas dekady lat 90 XX wieku?

„Skutek wędrówek biegunów magnetycznych to masowe pomory zwierząt posługujących się wewnętrznym kompasem – wieloryby, delfiny, oraz ptaki”

Podmorskie trzęsienie ziemi, jakie wystąpiło 24 maja 2013 roku na Morzu Ochockim

Wstrząs miał dużą magnitudę, ale również dużą głębokość. Głównie z tego powodu wpływ wstrząsu nie był tak destrukcyjny, jaki mógłby być gdyby doszło do niego bliżej powierzchni.

Ze względu na to, że wstrząs z 24 maja zlokalizowano na 605 kilometrach pod dnem morza, fale sejsmiczne rozchodziły się po całym świecie bez tłumienia, jakie zapewniłaby skorupa ziemska. Odczyty zebrały instytuty sejsmiczne na całym świecie a drżenie budynków odczuwano kilka tysięcy kilometrów od epicentrum. Pod tym względem zdarzenie sprzed kilku dni z pewnością było wyjątkowe.

Mimo, że nie było niszczącego widocznego na powierzchni tsunami,wody głębinowe o ekstremalnie niskiej temperaturze, z wielką szybkością zaczęły się przemieszczać. Ochładzały one warstwy górne oceanu i mieszały się z wodami powierzchniowymi na gigantycznych obszarach.

Duże podwodne trzęsienia ziemi, mogą spowodować znaczne ruchy wód głębinowych, tsunami i wypłynięcie zimnych wód na miejsce cieplejszych powierzchniowych. Udowadniają to zjawisko silne deszcze padające po trzęsieniach dna morskiego w rejonie jego wystąpienia, czego przyczyną jest nagłe schłodzenie powietrza od powierzchni oceanu. Przy znacznej skali takiego zjawiska może wystąpić znaczne oziębienie otoczenia. Dodatkowo zmiana temperatury powietrza nad takimi masami wód powoduje zmianę rozkładu ciśnień i zwiększenie napływu polarnego powietrza.

Wielkie trzęsienie ziemi na Alasce, w roku 1899 spowodowało ochłodzenie klimatu i wzmożone opady śniegu. Wytłumaczenia tego faktu należy szukać w wymieszaniu cieplejszych powierzchniowych i zimniejszych głębinowych wód przyległego oceanu, co spowodowało czasowe, miejscowe obniżenie temperatur.

Można wykazać korelację między wielokrotnymi silnymi wstrząsami podwodnymi w procesie silniejszego kształtowania płyt tektonicznych z okresami zlodowaceń.

„Skutek trzęsienia ziemi na morzu Ochockim to rok 2013 rokiem rekordowym pod względem obserwowanych pomorów organizmów morskich”

W linku poniżej lista i galeria foto za rok 2013:

http://miziaforum.wordpress.com/2013/12/06/miliardy-martwych-zwierzat-rekordowy-rok-2013/

To wszystko co tutaj wymieniłem, zajęłoby średnio 50 lat – tyle właśnie prognozował ów rosyjski naukowiec. Jednak w nocy 29 / 30 grudnia 2013 roku miało miejsce zjawisko faktycznego przebiegunowania Słońca.

Z obserwacji NASA wyglądało to tak:

Pole magnetyczne Słońca zanikło zupełnie na okres około dwóch sekund, a potem pojawiło się odwrócone o 180 stopni.

„Skutek tego wydarzenia nie jest jeszcze w pełni wyjaśniony. Jednak co zauważono niemal natychmiast, to to, że w/w 3 elementy zmian przyspieszyły znacznie. Więc uznano przebiegunowanie Słońca jako swoisty katalizator przyspieszający zmiany klimatyczne na Ziemi”

„Jeden z naukowców powiedział, że jeśli Słońce jest wielkim magnesem wielkości jabłka, to Ziemia – mały magnes wielkości ziarnka maku, nie wiadomo jak się zachowa, jeśli wielki magnes zmieni położenie biegunów… zimna.

Skutek jest widoczny w mediach – przesuwające się z Kanady wiry polarne w kierunku południowym (USA i dalej Meksyk). Jak i jednoczesny zupełny brak typowej zimy na Grenlandii, gdzie powoli, acz nieustannie topnieją lodowce już od kilku lat. Odsłaniając tym samym duże połacie czystej i żyznej ziemi.

Wniosek – bieguny zimna i tzw. wiry polarne podążają za biegunami magnetycznymi.

Po przeciwległej stronie globu, blisko Antarktydy, nastąpiło uwięzienie dwóch lodołamaczy w szybko zamarzającej wodzie. Stało się to na obszarach morskich, które nigdy dotąd nie zamarzały. Ekspedycja, która została uwięziona w lodzie, nie zrobiła przecież tego z premedytacją.

Wody dotąd wolne od lodu, na przełomie lat 2013 / 2014 stały się obszarami podlegającymi zamarzaniu, pomimo tego, że obecnie na półkuli południowej panuje lato.

Tamten biegun magnetyczny i podążający za nim biegun zimna, także zmieniają miejsca w stosunku do biegunów geograficznych, na bliżej Australii. Jaki to będzie miało wpływ na klimat Australii, Nowej Zelandii, Oceanii, Indonezji – nikt nie wie.

Jak szybko bieguny zimna skują lodem nowe miejsca „stacjonowania” – też nie jest to pewne.

Wiadomo jedynie, że zmiany są na skalę globalną, stąd biorą się coraz większe ekstrema zimna i gorąca, i coraz więcej nieprzewidywalnych i gwałtownych zjawisk pogodowych” Koniec cytatu

Źródło: http://miziaforum.wordpress.com/

W czwartek uderzy w Polskę lodowy huragan. „To nietypowa anomalia, sytuacja rozwija się niezwykle dynamicznie”

Niebezpieczna pogoda w Polsce – huragan i śnieżyca!

Dynamika wydarzeń w polskiej pogodzie w ostatnich dniach jest ogromna. Jeszcze kilka dni temu nic tego nie zapowiadało, ale najnowsze doniesienia są bezlitosne. Już za kilkadziesiąt godzin czeka nas najgorsza możliwa pogoda. W takich przypadkach nie mówimy już tylko o braku przyjemności ze spacerów na świeżym powietrzu, należy raczej mieć nadzieję, że straty materialne nie będą bardzo dotkliwe.

Poniedziałek i wtorek przyniosły w Polsce suchą, a momentami nawet słoneczną, choć chłodną aurę. Niestety, tego rodzaju nie najgorszy jak na grudzień stan rzeczy zmierza już ku końcowi. Teraz będziemy mieli do czynienia z orkanem, który przyniesie nam ekstremalnie silny wiatr i ogromne zamiecie śnieżne.

Załamanie pogody przyjdzie z północnego zachodu, od środy przesuwać będzie się na południe strefa opadów śniegu i deszczu ze śniegiem, które wystąpią się w Polsce także kolejnego dnia. I to właśnie w nocy z czwartku na piątek i w piątek nastąpi kulminacja niespokojnej pogody. Odpowiedzialny za wszystko będzie cyklon, który nie otrzymał jeszcze swojego imienia.

Nie tylko w Polsce będzie ekstremalnie wietrznie i deszczowo. Strefa niebezpiecznej pogody obejmie Wielką Brytanię, zachodnią Skandynawię, kraje Beneluksu, Niemcy i Danię. Wiatr w porywach może osiągać nawet prędkość 160 km/h. Lepiej w tych warunkach nie spędzać czasu na otwartym powietrzu, ponieważ mogłoby się to skokiem na odległość, której nie powstydziliby się Kamil Stoch i Piotr Żyła, tyle że bez nart. Taki wiatr nie wystąpi jednak w Polsce, a u wybrzeży Morza Północnego.

U nas nie będzie jednak dużo lepiej. Na Pomorzu wiać ma bowiem z prędkością nawet 120 km/h. Na otwartym morzu wiatr może być jeszcze silniejszy. Wietrznie będzie w całej Polsce, im bardziej na północ, tym powiewy będą silniejsze. Orkan będzie nam towarzyszył do niedzieli, jednak wiatr będzie nieco słabł – w sobotę będzie to 90 kilometrów na godzinę, w niedzielę ok. 80.

Oczywiście tak silne powiewy będą potęgować poczucie chłodu, który i tak byłby obecny za sprawą niskiej, balansującej na granicy „plusów” i „minusów” temperatury. Będzie także intensywnie śnieżyć – na większości terytorium Polski spadnie ok. 10 centymetrów białego puchu. Szczególnie niebezpiecznie będzie na drogach (obniżenie widzialności za sprawą zamieci śnieżnych).

W kolejnym tygodniu pogoda nie będzie już niebezpieczna, jednakże zapewne będziemy musieli zmagać się z naprawianiem skutków orkanu z końcówki bieżącego tygodnia. Skoro wiatr osiągnie prędkość przekraczającą 33 m/s (118,8 km/h), to będzie już można nazwać go pełnoprawnym i definicyjnym huraganem. Te w Polsce zdarzają się bardzo rzadko, ale jednak są raz na jakiś czas obecne. Tym razem wiatr na Pomorzu ma być tak silny, że może dojść do tzw. „cofki”, czyli woda z morza będzie wpadać do rzeki, a nie odwrotnie – oczywiście zmieni się także zwrot jej prądu.

orkan huragan Polska europa

Źródło: http://pogoda.wp.pl/